<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<?xml-stylesheet href="verse01.xslt" type="text/xsl" ?>
<!DOCTYPE antologia SYSTEM "verse.dtd">
<antologia>
	<wiersz>
		<tytul>Sodoma i Gomora</tytul>
		<tekst>
			<w>Gomora i Sodoma,</w>
			<w>Choć były z nich zakały,</w>
			<w>Miały swój styl i rozmach</w>
			<w>I jakiś fason miały!</w>
			<w>Niestety, nie ta pora</w>
			<w>Oraz nie te etapy,</w>
			<w>Sodoma i Gomora</w>
			<w>Zniknęły całkiem z mapy.</w>
			<w>W Gomorze i Sodomie</w>
			<w>Żyli ludzie ówcześni</w>
			<w>Na wysokim poziomie,</w>
			<w>O jakim nam się nie śni.</w>
			<w>O każdej roku porze</w>
			<w>Orgietki albo bale,</w>
			<w>W Sodomie i Gomorze</w>
			<w>Czułbym się wprost wspaniale!</w>
			<w>Gomorę i Sodomę</w>
			<w>Zalało Morze Martwe,</w>
			<w>Korzyści stąd znikome,</w>
			<w>A racje &ndash; śmiechu warte!</w>
			<w>Gdybym miał chody spore</w>
			<w>Oraz mógł decydować &ndash;</w>
			<w>Sodomę i Gomorę</w>
			<w>Kazałbym odbudować!</w>
			<w>Gomorą i Sodomą</w>
			<w>Choć niektórzy się brzydzą,</w>
			<w>Myślą o nich z oskomą,</w>
			<w>Często we snach je widzą.</w>
			<w>Nieraz ich diabli biorą,</w>
			<w>Gdy lezą na swych wyrach,</w>
			<w>Sodomą i Gomorą</w>
			<w>Podnieceni nad wyraz.</w>
			<w>Gomoro i Sodomo,</w>
			<w>O kraino bajkowa,</w>
			<w>Chciałbym jak Perry Como</w>
			<w>Śpiewać, by śpiewać o was!</w>
			<w>Doprawdy dałbym sporo,</w>
			<w>By dojść do waszych progów,</w>
			<w>Sodomo i Gomoro,</w>
			<w>Postrachu demagogów.</w>
			<w>Gomora i Sodoma</w>
			<w>Zniknęły przed wiekami,</w>
			<w>A my siedzimy w domach</w>
			<w>Przepełnionych meblami,</w>
			<w>Gramy na tranzystorach,</w>
			<w>Jeździmy w samochodach,</w>
			<w>Sodoma i Gomora</w>
			<w>Nie grożą nam, a szkoda.</w>
			<w>Tylko w telewizorach</w>
			<w>Coś z tego znajdziesz może &ndash;</w>
			<w>Odnowa i Podpora,</w>
			<w>Stodoła i Obora,</w>
			<w>Sodowa i Pokora,</w>
			<w>I szumi Martwe Morze&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Deliberacje ojca Chudzielaka</tytul>
		<tekst>
			<w>Na kominku ogień strzela,</w>
			<w>Skrzypi w butach mikroguma,</w>
			<w>Spaceruje ksiądz Chudzielak</w>
			<w>I o celibacie duma.</w>
			<w>Duma, umysł swój natęża,</w>
			<w>Utkwił w ziemię wzrok natchniony</w>
			<w>&ndash; Ponoć holenderscy księża</w>
			<w>Postulują, by mieć żony?</w>
			<w>Gruby śpiewnik gregoriański</w>
			<w>Tłoczeniami lśni złociście,</w>
			<w>Kancelaria w stylu gdańskim,</w>
			<w>Fikus stroszy sztywne liście.</w>
			<w>Ogród śniegiem przyprószyło,</w>
			<w>Ciepły blask rozsiewa lampa&hellip;</w>
			<w>&ndash; Hm&hellip; ciekawe, jak by było&hellip;</w>
			<w>Myśli sobie zacny kapłan.</w>
			<w>&ndash; Człowiek miałby z kim pogadać,</w>
			<w>Gości by się przyjmowało:</w>
			<w>&ndash; Witam, witam, proszę siadać,</w>
			<w><tsp>Żona</tsp> zaraz da kakao&hellip;</w>
			<w>Wicher wzmaga się na dworze,</w>
			<w>Zahuczało coś w kominie &ndash;</w>
			<w>&ndash; Własny synuś byłby może</w>
			<w>W tyciej, śmiesznej sutańczynie.</w>
			<w>I łatwiejszą miałbym pracę,</w>
			<w>I wieczorem nastrój lepszy:</w>
			<w>&ndash; Podlicz dziś, kochana, tacę,</w>
			<w>A ja sprawdzę dziecku zeszyt&hellip;</w>
			<w>Ktoś by myślał o ubraniu,</w>
			<w>O lekarstwach i o plombach,</w>
			<w>Ktoś by mówił po kazaniu:</w>
			<w>&ndash; Wiesz, dziś byłeś dla mnie bomba!</w>
			<w>Ksiądz Chudzielak pierś swą pręży,</w>
			<w>Po czym znów się zwija w sobie:</w>
			<w>&ndash; Wymyślili ci Holendrzy,</w>
			<w>Przewróciło im się w głowie&hellip;</w>
			<w>I zapada w głąb fotela</w>
			<w>O rozmiarach refektarza&hellip;</w>
			<w>&hellip;niech śpi, dobry ksiądz Chudzielak,</w>
			<w>U nas nic mu nie zagraża.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o starych portkach i glinianym świeczniku</tytul>
		<tekst>
			<w>A jeżeli żyć zamierzasz</w>
			<w>Bardzo długo i wygodnie</w>
			<w>Nie mieć zmartwień i kompleksów</w>
			<w>I wogóle czuć się zdrowy</w>
			<vsp/>
			<w>Musisz mieć psa, synka, świecznik</w>
			<w>I poczciwe stare spodnie</w>
			<w>I koszulę trykotową</w>
			<w>A na zimę flanelową</w>
			<vsp/>
			<w>Pies i synek muszą umieć</w>
			<w>Pięknie bawić się ze sobą</w>
			<w>I rozumieć się tak dobrze</w>
			<w>Jakby znali wspólny szyfr</w>
			<vsp/>
			<w>Spodnie muszą stać na baczność</w>
			<w>Kiedy je postawisz obok</w>
			<w>Świecznik musi być gliniany</w>
			<w>Bo żelazny zły ma wpływ</w>
			<vsp/>
			<w>Więc gdy będziesz miał zmartwienia</w>
			<w>Lub przygnębią cię finanse</w>
			<w>I gdy resztką sił przez miasto</w>
			<w>Będziesz się do domu wlec</w>
			<vsp/>
			<w>To tam wskoczysz w stare portki</w>
			<w>I w koszulę tak jak w pancerz</w>
			<w>I zasłonisz się radarem</w>
			<w>Dwóch płonących jasno świec</w>
			<vsp/>
			<w>I z tą chwilą się rozpocznie</w>
			<w>Twój wspaniały odpoczynek</w>
			<w>Wszystkie troski się oddalą</w>
			<w>I rozpłyną się pomału</w>
			<vsp/>
			<w>Przyjdą żeby ich pogłaskać</w>
			<w>Stary pies i mały synek</w>
			<w>A za każdym pogłaskaniem</w>
			<w>Będziesz dalszy od zawału</w>
			<vsp/>
			<w>A jeżeli masz ogródek</w>
			<w>To wyjdziecie wszyscy razem</w>
			<w>I na trawie rozścielicie</w>
			<w>Stary, wysłużony koc</w>
			<vsp/>
			<w>I siądziecie by podziwiać</w>
			<w>Najwspanialszy wynalazek</w>
			<w>Wszystkich czasów &ndash; dobrą porę</w>
			<w>Która się nazywa noc</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bez aluzji</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, nie ma rady na to,</w>
			<w>Chodzi wódka za tatą,</w>
			<w>Taka z niej bestia chytra.</w>
			<w>Na przedzie tata drepta,</w>
			<w>A za nim o pół metra</w>
			<w>Tupta sobie pół litra&hellip;</w>
			<w>Już nam się to nie przykrzy,</w>
			<w>Bo jużeśmy &plqq;przywykłszy&prqq;,</w>
			<w>Jak mawia wuj znad Niemna,</w>
			<w>Zwłaszcza że te pół basa,</w>
			<w>Co tak za tatką hasa,</w>
			<w>To istotka przyjemna.</w>
			<w>Nie złości się, nie rzuca,</w>
			<w>O nic się nie wykłóca,</w>
			<w>Nikomu nic przeszkodzi.</w>
			<w>I tylko czasem tacie</w>
			<w>Okrzyk się wyrwie w chacie:</w>
			<w>&ndash; Znów wódka za mną chodzi!</w>
			<w>Mamusia robi fochy.</w>
			<w>Mówiąc: &ndash; Za mną pończochy,</w>
			<w>Też chodzą od tygodnia!</w>
			<w>Sprawdzaliśmy to z bratem &ndash;</w>
			<w>Nie widać&hellip; A za tatem</w>
			<w>Wódka posuwa co dnia!</w>
			<w>Badały tatkę wszędy</w>
			<w>Kliniki i urzędy,</w>
			<w>Wyszła taka konkluzja:</w>
			<w>W wyniku tych analiz</w>
			<w>U tatki to realizm</w>
			<w>A u innych &ndash; aluzja!</w>
			<w>Inni myślą umownie,</w>
			<w>A nasz tatko &ndash; dosłownie,</w>
			<w>Obce mu są przenośnie:</w>
			<w>&plqq;Wódka chodzi&prqq; gdy stwierdzi,</w>
			<w>To fakt! Ba, nawet śmierdzi,</w>
			<w>I tupie coraz głośniej!</w>
			<w>Więc cieszymy się szczerze,</w>
			<w>Myśląc o charakterze</w>
			<w>Prostym naszego tatki.</w>
			<w>Zwłaszcza że i za nami</w>
			<w>Chodzą już wieczorami</w>
			<w>Dwie śliczne, małe ćwiartki!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bez komplikacji</tytul>
		<tekst>
			<w>Człowiek się robi wygodny, człowiek się robi leniwy,</w>
			<w>Jak nie ma żadnych problemów, to jest dopiero szczęśliwy,</w>
			<w>Ludziom którym brak racji przyznaje łatwo rację,</w>
			<w>Bo protest by wprowadził zbyt wiele komplikacji&hellip;</w>
			<w>Człowiek pomimo nosa przepuszcza różne szanse,</w>
			<w>Nie wdaje się w miłostki, ani w duże romanse,</w>
			<w>Cóż stąd że księżyc świeci i że szumią akacje,</w>
			<w>A jeśli taki romans wprowadzi komplikacje?</w>
			<w>Dwaj faceci gdy zarżnąć chcą trzeciego faceta,</w>
			<w>Człowiek nawet się nie spyta: &ndash; Czego od niego chceta?</w>
			<w>Potem co? Komisariat, protokół, indagacje,</w>
			<w>To by go mogło wtrącić w zbyt wielkie komplikacje.</w>
			<w>Człowiek wie, że po śmierci nic już nie ma, niestety,</w>
			<w>Sam nie wierzy, lecz dziecko gania do katechety,</w>
			<w>Na msze, na bierzmowanie czy inne konfirmacje,</w>
			<w>Bo po co gówniarzowi ma stwarzać komplikacje?</w>
			<w>Człowiek lubi by inni za niego decydowali,</w>
			<w>Gdy każą to potępi, a gdy trzeba &ndash; pochwali,</w>
			<w>Klaskali, podpisali i chodu na kolację,</w>
			<w>Nieregularne żarcie wprowadza komplikacje!</w>
			<w>A różni naukowcy twierdzą zupełnie szczerze,</w>
			<w>Że człowiek, to najbardziej skomplikowane zwierzę&hellip;</w>
			<w>Ha!&hellip; kiedy się pomyśli, to jest w tym sporo racji &ndash;</w>
			<w>Żaden zwierz nie potrafi tak strzec się komplikacji!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Biała linia</tytul>
		<tekst>
			<w>Dla międzynarodowych zbliżeń</w>
			<w>I żeby móc pomóc nagle,</w>
			<w>Moskwę połączy się z Paryżem</w>
			<w>Telefonicznym ekstra-kablem.</w>
			<w>Ta wieść radości nam przyczynia,</w>
			<w>Będziemy mieć częściowo linię,</w>
			<w>Przez Polskę musi iść ta linia,</w>
			<w>W żaden jej sposób nie ominie.</w>
			<w>Rzucona wszerz naszego kraju</w>
			<w>Drga lekko w zagranicznych szeptach &ndash;</w>
			<w>Moskwa z Paryżem rozmawiają</w>
			<w>A w samym środku stoi Dreptak!</w>
			<w>A Dreptak stoi gdzieś pod Kutnem</w>
			<w>Nerwowo szarpie sprzączki szelek</w>
			<w>I myśli sobie:</w>
			<w>&ndash; Chyba utnę,</w>
			<w>Z piętnaście metrów, kuchnia Felek!</w>
			<w>W GS-ie z kablem bardzo marnie.</w>
			<w>Do województwa nie pojadę,</w>
			<w>A tu podłączyć trza młocarnię,</w>
			<w>Więc chyba utnę, kurcze blade!</w>
			<w>Już dłoń się skrada do tasaka</w>
			<w>Co w chacie wisiał se na sznurku,</w>
			<w>Gdy nagle w duszy u Dreptaka</w>
			<w>Jak coś nie krzyknie:</w>
			<w>&ndash; Oż ty, burku!</w>
			<w>Tak spieszno ci do owych kabli?</w>
			<w>Chcesz poprzerzynać &ndash; kit ci w brodę! &ndash;</w>
			<w>Porozumienie &ndash; niech cię diabli! &ndash;</w>
			<w>Kablowe, Wschodu ze Zachodem?</w>
			<w>Zaś Dreptak ukląkł na podwórzu,</w>
			<w>Łzy mu polały się wielgachne</w>
			<w>I jęknął: &ndash; o aniele stróżu!</w>
			<w>Już mnie nie śtorcuj! Dyć nie ciachnę!</w>
			<w>I w tym momencie niebo szare</w>
			<w>Się rozchmurzyło, słonko błysło,</w>
			<w>Widać przyjęło tę ofiarę</w>
			<w>Złożoną nad słowiańską Wisłą.</w>
			<w>Świt wstaje, budzi się nadzieja</w>
			<w>Co nie jest złudną ani próżną,</w>
			<w>Bo oto, po raz pierwszy w dziejach,</w>
			<w>Polak mógł urżnąć, a nie urżnął!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Biały najemnik</tytul>
		<tekst>
			<w>Dziwne marzenie często mnie przenika,</w>
			<w>Nie żebym chciał się wkraść do wyższych sfer,</w>
			<w>Lecz chciałbym mieć białego najemnika,</w>
			<w>Co by najemny i biały był jak ser.</w>
			<w>Koledzy by po wywalali gały,</w>
			<w>W ich wzroku podziw błyszczałby i hołd &ndash;</w>
			<w>Na przedzie ja, za mną &ndash; najemnik biały,</w>
			<w>I ja chwilami mu wypłacam żołd.</w>
			<w>Powiedzmy, w knajpie siadam przy stoliku</w>
			<w>I wykonuję dłonią władczy gest:</w>
			<w>&ndash; Kelnera sprowadź, biały najemniku!</w>
			<w>A on z angielska mówi krótko &ndash; Yes!</w>
			<w>I już mi go dostarcza szybkościowo.</w>
			<w>A kelner &ndash; lufę kolta czując tuż</w>
			<w>Oraz trzymając ręce ponad głową</w>
			<w>&ndash; Co podać? &ndash; pyta. &ndash; Kaszanka! Ale już!!!</w>
			<w>Lub weźmy wiec. Zebrali się faceci,</w>
			<w>Ktoś rezolucję swą na siłę pcha,</w>
			<w>A potem groźnie pyta: &ndash; Kto jest przeciw?</w>
			<w>A wówczas w ciszy mówię głośno: &ndash; Ja&hellip;!</w>
			<w>A gdy mnie nazwać chcą degeneratem,</w>
			<w>To chwytam gwizdek, gwiżdżę fiu fiu fiu</w>
			<w>I wchodzi mój najemnik z taaakim gnatem,</w>
			<w>I z białoruska pyta krótko: &ndash; Nu?</w>
			<w>Ach, ten najemnik, jakież daje szansę,</w>
			<w>Z jakąż pewnością mogę liczyć nań,</w>
			<w>Jakież finezje stwarza i niuanse</w>
			<w>Odnośnie pensji, strojów &ndash; ba! &ndash; i pań!</w>
			<w>Więc najemnika chyba sprawię sobie,</w>
			<w>To jest marzeniem moim skrytym, lecz</w>
			<w>Uprzednio sobie na ten szpas zarobię,</w>
			<w>Bo ten najemnik to kosztowna rzecz.</w>
			<w>Napiszę o Panamie, Zanzibarze,</w>
			<w>Że tu jest dobry rząd, a tam jest zły,</w>
			<w>Względnie przeciwnie, tak jak szef mi każe,</w>
			<w>Szef mnie wynajął&hellip; płaci&hellip; C'est la vie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Biuro Spraw Beznadziejnych</tytul>
		<tekst>
			<w>Posłuchaj, o nocy blada</w>
			<w>I zwierzu ukryty wśród traw:</w>
			<w>Oto jest smętna ballada</w>
			<w>O Biurze Beznadziejnych Spraw!</w>
			<w>Niewielkie to biuro się mieści</w>
			<w>We wnętrzu mego mieszkania</w>
			<w>Przy Beznadziejnej Czterdzieści,</w>
			<w>Parter, wstęp bez pukania.</w>
			<w>Przychodzą tam po kolei</w>
			<w>Albo po kilka osób,</w>
			<w>Ci co nie mają nadziei</w>
			<w>Na polepszenie losu,</w>
			<w>Na przykład nieuleczalnie</w>
			<w>Chorzy, co muszą skonać,</w>
			<w>Albo ci, co fatalnie</w>
			<w>Kochają się w cudzych żonach,</w>
			<w>A zwłaszcza w żonach ministrów,</w>
			<w>Które się nie chcą rozwieść,</w>
			<w>I mnóstwo niedoszłych artystów,</w>
			<w>I takich, co piszą powieść</w>
			<w>Skazaną na niewydanie</w>
			<w>Już w embrionalnym stanie,</w>
			<w>I śliczne, choć smutne, panie,</w>
			<w>Więc pełne jest moje mieszkanie&hellip;</w>
			<w>Posłuchaj, o nocy blada,</w>
			<w>Ty, zwierzu, posłuchaj ballady,</w>
			<w>Jak z tymi ludźmi gadam,</w>
			<w>Jakie im daję rady&hellip;</w>
			<w>Lecz najpierw herbatkę im daję,</w>
			<w>Która jest słodka i czarna,</w>
			<w>I mówię z udanym żalem,</w>
			<w>Że muszę wyjść na kwadrans,</w>
			<w>Że chwilę zostaną sami,</w>
			<w>Więc niech się nie gniewają&hellip;</w>
			<w>A potem schowany za drzwiami</w>
			<w>Słucham jak rozmawiają&hellip;</w>
			<w>A w ich rozmowach jest smutek</w>
			<w>I żal, i ból, i łzy,</w>
			<w>Ale tych rozmów skutek</w>
			<w>Nie jest bynajmniej zły,</w>
			<w>Bo sobie mnóstwo pocieszeń</w>
			<w>Mówią, podają sposoby:</w>
			<w>A to na pustą kieszeń,</w>
			<w>A to na wszystkie choroby.</w>
			<w>I mogą się wygadać,</w>
			<w>Ponarzekać, pobiadać</w>
			<w>I sprawdzić wielokrotnie,</w>
			<w>Że nie cierpią samotnie.</w>
			<w>O, zwierzu, który nocą</w>
			<w>Błądzisz, wyjąc ponuro,</w>
			<w>Posłuchaj teraz, po co</w>
			<w>Prowadzę to całe biuro?</w>
			<w>Po to, że moje prywatne</w>
			<w>Zmartwienia i rozpacze</w>
			<w>Wyglądają przy tamtych</w>
			<w>Całkiem, całkiem inaczej.</w>
			<w>O, takie są malutkie,</w>
			<w>O, takie są niewielkie,</w>
			<w>Już po prostu nie smutki</w>
			<w>Tylko komary lub pchełki</w>
			<w>Rozpatrywania nie warte&hellip;</w>
			<w>Dlatego otwieram w kolejny</w>
			<w>Każdy (z wyjątkiem świąt) czwartek</w>
			<w>Swe Biuro Spraw Beznadziejnych.</w>
			<w>Więc &ndash; żebyś w trosce nie żył &ndash;</w>
			<w>Więc &ndash; żebyś nie żyła w płaczu &ndash;</w>
			<w>Przyjdź do mnie, ponury zwierzu,</w>
			<w>Przyjdź, nocy, targana rozpaczą&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Błędny rycerz</tytul>
		<tekst>
			<w>Rycerz Zenobi Dreptak w szmelcowanej zbroi</w>
			<w>Stanął zbrojnie i konno u zamku podwoi,</w>
			<w>Miał pancerz, hełm i kopię, jak zwykle rycerze,</w>
			<w>I miecz, którym uderzył o zamkowe dźwierze!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, odegrzmiało echo o gotyckie blanki!</w>
			<w>Skoczył na nogi książę, spojrzał zza firanki,</w>
			<w>Skoczył, spojrzał, oniemiał i zadrżał ze strachu;</w>
			<w>Stoi pod drzwiami rycerz Dreptak na wałachu!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Stoi Dreptak wśród blasków, szczęków oraz zgrzytań</w>
			<w>I zasuwa monolog, co się składa z pytań,</w>
			<w>O taki: &ndash; Hej, kto mężny, odpowiedzieć musi,</w>
			<w>Która z pań jest piękniejsza od mojej Magdusi?</w>
			<vsp/>
			<w>Która ma liczko bielsze, mniej zepsute ząbki?</w>
			<w>Czyj biuścik przypomina dwa młode gołąbki</w>
			<w>Z ryżem? Która jest taka miła, kochana i ładna?</w>
			<w>Tutaj struchlały książę wymamrotał: &ndash; Żadna!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Wówczas rycerz się zachwiał na swoim bachmacie</w>
			<w>I rzekł: &ndash; Żadna? To szkoda, o kurtka na wacie,</w>
			<w>Bo z Magdą już nie mogę! Jestem u sił kresu&hellip;</w>
			<w>Tu spiął konia i ruszył w dal, szukać adresów&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bodzio na lodzie</tytul>
		<tekst>
			<w>Na łyżwiarskich mistrzostwach świata</w>
			<w>Bodzio Dreptak, nasz rodak znad Bzury</w>
			<w>W rytmie tanga &plqq;Apasionata&prqq;</w>
			<w>Odstawił następujące figury:</w>
			<w>Klabraka, podwójnego lutza,</w>
			<w>Szpagat imienia towarzyszki Eugenii Palej,</w>
			<w>Poczem złapał powietrza w płuca</w>
			<w>I kręcił dalej:</w>
			<w>Hacela, radebergera,</w>
			<w>Fikusa, sukinsyna,</w>
			<w>Podwójnego skakanego frajera,</w>
			<w>Poczwórnego lewego hunwejbina,</w>
			<w>Sussexa, pumeksa, altecheksa,</w>
			<w>Schopenhauera, Kanta,</w>
			<w>Pitiaforka, Azorka. Reksa,</w>
			<w>Wydymanego żyranta,</w>
			<w>Pokiwanego oponenta,</w>
			<w>Dwa monity, dopinga, urgensa,</w>
			<w>Specjalnego korespondenta,</w>
			<w>Gospodarczego nonsensa,</w>
			<w>Paralaksę, kraksę, etolę,</w>
			<w>Hackenkreutza, doktrynera, bigbita,</w>
			<w>A poza tym liczne kurdemole,</w>
			<w>A na zakończenie dupersznyta!</w>
			<w>I okropnie się tym wszystkim utrudził,</w>
			<w>Więc gdy huczne oklaski zabrzmiały,</w>
			<w>To on się ukłonił&hellip;</w>
			<w>&hellip;i się naraz obudził&hellip;</w>
			<w>A jego stara powiedziała:</w>
			<w>&ndash; Wiesz Bodziu, że dzisiaj byłeś wspaniały!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bramkarzu, młody bramkarzu</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz bramkarz młody sobie żył,</w>
			<w>Co nigdy bramki nie puścił,</w>
			<w>Był chlubą swojej drużyny,</w>
			<w>Więc mu śpiewały dziewczyny:</w>
			<vsp/>
			<w>Bramkarzu, młody bramkarzu,</w>
			<w>Ty pilnuj bramki metrażu,</w>
			<w>Uważaj, by jakiś wróg</w>
			<w>Nie strzelił ci w krótki róg!</w>
			<w>Bramkarzu młody, mocarzy,</w>
			<w>Obronisz ty nawet rzut karny,</w>
			<w>Sukcesów tyś znany kolekcjoner,</w>
			<w>Więc kocha cię trener selekcjoner,</w>
			<w>Odniesiesz niejeden sukces,</w>
			<w>Bo masz błyskawiczny refleks!</w>
			<vsp/>
			<w>Raz kiedy atak na bramkę sunie,</w>
			<w>Zobaczył lubą swą na trybunie,</w>
			<w>Siedział z nią jeden stary i łysy,</w>
			<w>Ale bogaty, bo trzymał lisy.</w>
			<vsp/>
			<w>Bramkarzu, młody bramkarzu,</w>
			<w>Pobladłeś jak trup na cmentarzu,</w>
			<w>Uważaj, bo pędzą wrogowie,</w>
			<w>Już są na naszej niestety połowie!</w>
			<w>Bramkarzu, w tobie nadzieja,</w>
			<w>Zdobylak już strzela z woleja,</w>
			<w>Ty patrzysz na lubą ze łzami,</w>
			<w>A piła już między nogami!</w>
			<w>Już byłby mecz przewalony,</w>
			<w>Na szczęście, że to był spalony!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Budrysy i Novisy</tytul>
		<tekst>
			<w>Stary Budrys trzech smyków</w>
			<w>Tęgich elektroników</w>
			<w>Na dziedziniec przyzywa i plecie:</w>
			<w>&ndash; Przygotujcie Toyoty</w>
			<w>Albo insze gabloty.</w>
			<w>Zaopatrzcie się też w ecie-pecie!</w>
			<w>Niepotrzebne już wizy,</w>
			<w>Możecie jechać do Pizy,</w>
			<w>Berlin, Paryż to dziś duperela!</w>
			<w>Zakupicie tam śliczny osprzęt elektroniczny,</w>
			<w>Wzbogacimy się na nim po tela!</w>
			<vsp/>
			<w>Na te słowa synowie</w>
			<w>To się drapią po głowie,</w>
			<w>To po sobie rzucają wzrok chmurny,</w>
			<w>Wreszcie mruknął najmłodszy:</w>
			<w>Tatko plecie trzy po trzy,</w>
			<w>Tatko bardziej pijany, czy durny?</w>
			<vsp/>
			<w>Tatą najpierw tąpnęło,</w>
			<w>Potem głos mu odjęło,</w>
			<w>Jakąś do nich wygłosić chciał gadkę,</w>
			<w>Wreszcie wydał jedyny</w>
			<w>Okrzyk: &ndash; Wy skurwysyny!</w>
			<w>(Czym obraził nieboszczkę &ndash; ich matkę)</w>
			<w>Syn najstarszy rzekł na to:</w>
			<w>&ndash; Nie denerwuj się tato,</w>
			<w>Czegóż tato tak bluzga i warczy?</w>
			<w>Po cóż ganiać po świecie</w>
			<w>Za tym osprzętem, gdy przecie</w>
			<w>Na Świdnicką pojechać wystarczy!</w>
			<vsp/>
			<w>Na Świdnickiej w &plqq;NOVISIE&prqq;</w>
			<w>Wszystko gra, wszystko lśni się,</w>
			<w>Radia małe i wielkie jak domy,</w>
			<w>Mono, kwadro, stereo,</w>
			<w>hajfi, kuku, video,</w>
			<w>A nie jakieś szarotki z &plqq;Renomy&prqq;!</w>
			<vsp/>
			<w>Słysząc to, stary tata</w>
			<w>W tempie godnym wariata</w>
			<w>Wystartował raz dwa na zakupy,</w>
			<w>A już biegnąc przez Rynek</w>
			<w>Rzekł do synka: &ndash; Te, synek,</w>
			<w>Jakieś ładne tam kręcą się grupy!</w>
			<vsp/>
			<w>Im był bliżej &plqq;NOVISu&prqq;</w>
			<w>Tym był dalszy od zwisu</w>
			<w>Potwierdzając tę prawdę dziejową,</w>
			<w>Że w nadziei nagrody</w>
			<w>Człowiek &ndash; choćby niemłody &ndash;</w>
			<w>Nawet biegnąc &ndash; stać może, częściowo.</w>
			<w>I wy też drodzy goście,</w>
			<w>Bierzcie sprzęt i wynoście</w>
			<w>Podjeżdżajcie syreną, pontiakiem,</w>
			<w>TIRem też, gdy ktoś TIR ma,</w>
			<w>Nie zbiednieje ta firma</w>
			<w>NOVIS, czyli Wiśniewski z Nowakiem</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Burbonowie i Heniuś</tytul>
		<tekst>
			<w>Burbonowie wracają, kochani,</w>
			<w>Prasa trąbi na różne tony,</w>
			<w>Że już wkrótce ma panować w Hiszpanii</w>
			<w>Juan Carlos, hrabia Barcelony!</w>
			<w>Przyobiecał mu generał Franco:</w>
			<w>&ndash; W razie gdybym kojfnął, to kapujesz&hellip;</w>
			<w>Już prześliczne, szczerozłote wdzianko</w>
			<w>Juanowa Carlosowa haftuje!</w>
			<w>Już się czyści koronę i berło</w>
			<w>Stary sługa z hiszpańska klnie:</w>
			<w>&ndash; Dokumentnie zaśniedziało, ścierwo,</w>
			<w>Donnerwetter, carramba, oll:</w>
			<w>W innych krajach też ożywienie,</w>
			<w>Habsburgowa budzi Habsburga:</w>
			<w>&ndash; Możesz znowu znaleźć się na scenie!</w>
			<w>Włóż-no spodnie i nie siedź jak murga!</w>
			<w>Hohenzollern wyszedł przed chałupę,</w>
			<w>Sabaudczycy rozejrzeli się bystro,</w>
			<w>Kneź Romanow, podając zupę,</w>
			<w>Klientelę ochlapał w bistro.</w>
			<w>Koburgowie ruszyli w swinga,</w>
			<w>Walezjusze koronację ćwiczą,</w>
			<w>Zaś Kapetyng do Kapetynga</w>
			<w>Rzekł z paryskim wdziękiem: &ndash; Nu tak byczo!</w>
			<w>A co z Polską? Jak doniosła prasa,</w>
			<w>Zootechnik Heniuś Jagiellończyk</w>
			<w>Pobił żonę po wypiciu pół basa.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Casus Józio</tytul>
		<tekst>
			<w>Józio, co był dotąd zerem</w>
			<w>Pragnął zostać bohaterem.</w>
			<w>We śnie wciąż mu się przyczepi</w>
			<w>Judym, albo książę Pepi,</w>
			<w>Albo rotmistrz Kozietulski,</w>
			<w>Zorro lub Cezary Julski.</w>
			<w>Także często niesłychanie</w>
			<w>Śnią Józiowi się Indianie,</w>
			<w>Którzy białe dziewczę podle</w>
			<w>Porwają w step na siodle</w>
			<w>Poczem krzywdzą je w wigwamie,</w>
			<w>A on wbiega i ich łamie,</w>
			<w>Strzela z kolta i z pepeszy</w>
			<w>A dziewczę się z tego cieszy,</w>
			<w>Potem wpada mu w objęcia</w>
			<w>A jej tatko ściska zięcia,</w>
			<w>Znaczy Józia, zaczem próbna</w>
			<w>Ma nastąpić noc poślubna&hellip;</w>
			<w>Tu się Józio budził zawsze,</w>
			<w>Tracąc wizje ci ciekawsze&hellip;</w>
			<w>Rzecz normalna, że w tej sprawie</w>
			<w>Pragnął by tak coś na jawie,</w>
			<w>A więc ciągle chodzi, tropi,</w>
			<w>Czy gdzieś babka się nie topi,</w>
			<w>Żeby ją wydobyć z Odry</w>
			<w>I mieć z tego profit szczodry,</w>
			<w>Względnie aż do ZOO jedzie</w>
			<w>Bo tam białe są niedźwiedzie,</w>
			<w>Jakby wpadł ktoś między bestie,</w>
			<w>Józio by nastraszył fest je</w>
			<w>Potem brawa, radość, kwiaty,</w>
			<w>A on bierze ją do chaty&hellip;</w>
			<w>Czasem chodzi i patrzysie</w>
			<w>Czy gdzieś z okna nie kopcisie,</w>
			<w>Znaczy czy się gdzieś nie pali,</w>
			<w>I &ndash; powiedzmy &ndash; wszyscy zwiali,</w>
			<w>A wysoko na balkonie</w>
			<w>Śliczna babka zaraz spłonie,</w>
			<w>Ale zanim to nastąpi,</w>
			<w>On na ogień dziarsko siąpi,</w>
			<w>Oraz niesłychanie zwinnie</w>
			<w>W górę wspina się po rynnie!</w>
			<w>Zachwycona wyje tłuszcza,</w>
			<w>A on się z tą panną spuszcza&hellip;</w>
			<w>Czując takie powołanie</w>
			<w>Chodził dumny niesłychanie,</w>
			<w>Oczy miał rozanielone,</w>
			<w>I odważnie zbił raz żonę.</w>
			<w>Tu skończyła się kariera</w>
			<w>Odważnego bohatera,</w>
			<w>Bo się przytem tak sforsował</w>
			<w>Że na serce wykorkował.</w>
			<w>Teraz wniosek: &ndash; Jak kto słaby,</w>
			<w>Niech uważa z biciem baby!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cel</tytul>
		<tekst>
			<w>A kiedy jest jeszcze szaro i bardzo wcześnie rano,</w>
			<w>I każdy normalny człowiek do poduszki się jeszcze garnie,</w>
			<w>Wtedy pan w pewnym wieku wstaje niechętnie z tapczanu,</w>
			<w>Przeciąga się i myśli: &ndash; No, teraz się zaczną męczarnie&hellip;</w>
			<w>Jakoż i rzeczywiście; za oknem jeszcze świt blady,</w>
			<w>We mgle nieprzyjaznej i zimnej majaczą wilgotne dachy</w>
			<w>A ten pan w pewnym wieku zaczyna robić przysiady</w>
			<w>Potem kolejno skłony, podskoki i wymachy.</w>
			<w>Jeszcze się na zachodzie tli anemiczny księżyc,</w>
			<w>Dopiero pierwsi mleczarze stawiają pod drzwiami butelki,</w>
			<w>A ten pan w pewnym wieku, nie mając ćwiczebnych sprężyn,</w>
			<w>Rozciąga z ogromnym wysiłkiem poczwórnie złożone szelki,</w>
			<w>A potem spocony i blady, z ogromnym szumem w głowie,</w>
			<w>Stać pod prysznicem nie może, więc ze zmęczenia siada</w>
			<w>I kłamie przed sobą: &ndash; To po to, żeby zachować zdrowie,</w>
			<w>Kondycję i chęć do pracy&hellip;</w>
			<w>Ale to wszystko nieprawda.</w>
			<w>Po prostu ten pan przypuszcza, że kiedyś w przyszłych godzinach,</w>
			<w>Kiedy się zdarzy wyjazd na delegację w teren,</w>
			<w>To może się zdarzy również jakaś prześliczna dziewczyna,</w>
			<w>Która nie wzgardzi tym panem i małym, brzydkim hotelem,</w>
			<w>I patrząc na odrapane z lakieru pręty łóżka</w>
			<w>Powie, dłoń smukłą oparłszy na fantastycznym biodrze:</w>
			<w>&ndash; No proszę, masz lat czterdzieści i ani śladu brzuszka!</w>
			<w>Nie wiedziałam, że w twoim wieku można wyglądać tak dobrze&hellip;</w>
			<w>Więc dla tej wizji, co pewnie się nigdy nie ucieleśni</w>
			<w>Pan w pewnym wieku zadaje tortury własnemu ciału,</w>
			<w>Gimnastykując się co dzień niewiarygodnie wcześnie</w>
			<w>Na własnych szelkach, na kocu i na krawędzi zawału&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cel i środki</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz jeden rycerz Dreptak długo się zastanawiał</w>
			<w>Jak uczcić i jak uświetnić kolejne Dni Wrocławia,</w>
			<w>Aż wreszcie wykombinował zupełnie nie najdurniej,</w>
			<w>Że można by urządzić wspaniały rycerski turniej,</w>
			<w>W którym by bractwo walczyło na kopie i na rąbankę</w>
			<w>I nawet na pierwszą nagrodę ofiarował był swoją kochankę,</w>
			<w>Niejaką Dzyndzyk Eulalię, płaską i twardszą od deski,</w>
			<w>Lecz jeszcze całkiem na fleku, tak jakoś koło czterdziestki</w>
			<w>(no, góra pięćdziesiątki), o kształcie i barwie serdelka,</w>
			<w>! wszędzie wywiesił afisze: &plqq;Joj, ludzie, okazja wielka!&prqq;</w>
			<w>Jakoż się wnet i zgłosili, potknąwszy niebacznie haczyk,</w>
			<w>Nipolit Dyćko z Kleciny, a ze Swojca Zdziś Samotraczyk</w>
			<w>I jęli rozgrywać mecze i walczyć w sposób odważny</w>
			<w>Systemem turniejowym, czyli że każdy z każdym.</w>
			<w>Wpierw Dreptak dosiadłszy wałacha pokonał do zera Dyćka,</w>
			<w>Następnie zaś Samotraczyk onegoż Dyćka też zryćkał,</w>
			<w>Stentegowawszy go z siodła niezwykle śmiałym atakiem,</w>
			<w>I wreszcie ostatnią potyczkę miał Samotraczyk z Dreptakiem.</w>
			<w>Już opuścili przyłbice, ostrogi już koniom wparli,</w>
			<w>Już się złożyli kopiami, już się potężnie starli!!!</w>
			<w>Kurz się zakłębił w szrankach, krzyknęli z emocji widzowie</w>
			<w>I patrzą, a Samotraczyk siedzi jak głupi w rowie,</w>
			<w>Zaś Dreptak cwałuje po polu, wiatr w pióropuszu mu świszcze,</w>
			<w>I słychać gromkie okrzyki: &ndash; Niech żyje nam mistrz nad mistrze!</w>
			<w>Prowadzą go do prezydium nagrodę by pokwitował,</w>
			<w>A on zbladł, bo zapomniał że nagroda to ta Dzyndzykowa,</w>
			<w>I &ndash; chociaż chciał się wymigać wołając: &ndash; Jam jej nie godzien!</w>
			<w>Wetknęli mu babę siłą i ma ją z powrotem na codzień,</w>
			<w>Zaś Dyćko i Samotraczyk żyją jak dawniej magnaci&hellip;</w>
			<w>&hellip;tak bywa, kiedy wśród walki &ndash; cel walki się z oczu utraci!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cel Walki</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz gdy był wspaniały turniej i rycerze strącali się z koni,</w>
			<w>Lechu Dreptak wykombinował jak się pozbyć Dzyndzel Apolonii,</w>
			<w>Swej wieloletniej kochanki, w wieku grubo powyżej czterdziestki,</w>
			<w>Ponętnej jak ekshumacja lecz za to twardszej od deski.</w>
			<w>Owoż chcąc mieć ją z głowy, ustalił taką metodę,</w>
			<w>Że kto go zwycięży w turnieju &ndash; Apolonię weźmie w nagrodę.</w>
			<w>Ledwie to herold ogłosił, natychmiast, na łapu-capu,</w>
			<w>Zgłosił się do turnieju niejaki Dyćko z Okapu.</w>
			<w>Ogromne i dzikie chłopisko, ozdobne w blizny i w guzy,</w>
			<w>Co kiedyś wysadził był z siodła samego Rajmunda z Tuluzy.</w>
			<w>&ndash; Ha &ndash; myśli Dreptak, zerkając na potężnego Dyćka</w>
			<w>&ndash; Kto jak kto, ale Dyćko mnie bez wątpienia wyryćka.</w>
			<w>Muszę prędziutko spaść z konia, żeby nie drażnić goryla,</w>
			<w>A przy okazji pozbędę się wreszcie tego babsztyla.</w>
			<w>Już pan sędzia ustawił ich w szrankach, sprawdził koniom uszczelki i felgi</w>
			<w>I poprosił by rycerskim zwyczajem: zawodnicy rzucali obelgi.</w>
			<w>&ndash; Panie Dyćku &ndash; zapiszczał Dreptak &ndash; ubezpieczył pan siebie w ZUS-ie?</w>
			<w>Dyćko splunął przez szparę w przyłbicy i powiedział: &ndash; Oż, ty konusie&hellip;</w>
			<w>A że Dreptak był faktycznie nieduży &ndash; metr czterdzieści w skarpetkach i w hełmie/</w>
			<w>Więc po takiej strasznej obeldze panowanie stracił zupełnie.</w>
			<w>Kolanami ścisnął wałacha, zakurzyło się na klepisku</w>
			<w>I nim Dyćko się zorientował &ndash; dostał kilka razy po pysku.</w>
			<w>Zahuczało i zabrzęczało, zakrzyknęli z emocji widzowie,</w>
			<w>Dyćko krwawiąc obficie z nosa, siedzi sobie jak głupi&hellip; w rowie.</w>
			<w>A zaś Dreptak cwałuje po polu, w pióropuszu wiatr jemu świszcze</w>
			<w>I już słychać ogólne wołania: &ndash; Niechaj żyje nam mistrz nad mistrze!</w>
			<w>Już prowadzę go do prezydium, by nagrodę tam pokwitował,</w>
			<w>A on zbladł, bo zapomniał, że nagroda to ta pani Aplonia Dzyndzelowa&hellip;</w>
			<w>Próżno chciał się biedaczek wymigać, próżno wołał: &ndash; Jam jej niegodzien!</w>
			<w>Przytroczyli mu babę do siodła i znów ma ją z powrotem na co dzień.</w>
			<w>Zasię Dyćko żyje szczęśliwie w swoim zamku gdzieś na uboczu&hellip;</w>
			<w>Tak bywa, gdy w trakcie walki &ndash; cel walki utraci się z oczu.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cena szczęścia</tytul>
		<tekst>
			<w>W jednym z miast sprawozdawca sportowy</w>
			<w>Wypluskawszy jak rybka się w wannie</w>
			<w>Mocny proszek na ból zażył głowy</w>
			<w>I się ubrał niezwykle starannie.</w>
			<w>Włożył majtki, koszulę dederon,</w>
			<w>Luźne spodnie w jodełkę i sweter&hellip;</w>
			<w>Stary był to wyjadacz i pieron</w>
			<w>Mikrofonu bezbłędny muszkieter!</w>
			<w>Wciąż masztowej podobny był sośnie</w>
			<w>I szatańską się cieszył kondycją,</w>
			<w>Ale czuł, że znów trema w nim rośnie</w>
			<w>Tak jak zwykle, przed każdą audycją&hellip;</w>
			<w>Wypił wódkę, owinął się w szalik</w>
			<w>Co był w kratkę różowo-błękitną,</w>
			<w>A na piersiach skrył chytrze medalik</w>
			<w>Który dziad jego miał, pod Rokitną&hellip;</w>
			<w>Zjadł miętówkę by oddech mieć świeży,</w>
			<w>Powiódł wzrokiem po swoim pokoju,</w>
			<w>A tu &plqq;Trabant&prqq; już zarżał u dźwierzy,</w>
			<w>A tu trzeba już ruszać do boju.</w>
			<w>Kazał Trabant redaktor kulbaczyć,</w>
			<w>Trabant, w każdej mu wierny potrzebie,</w>
			<w>Chcąc go jeszcze przed meczem zobaczyć,</w>
			<w>Kazał przywieźć do izby, do siebie&hellip;</w>
			<w>Rannym świtem dzwoniono w kaplicy,</w>
			<w>Lecz nie było w kaplicy tej ścisku</w>
			<w>Bo był mecz tego dnia w okolicy</w>
			<w>Więc kto żyw skupił się na boisku.</w>
			<w>Sprawozdawca przy swym mikrofonie</w>
			<w>Patrzył okiem obłędnym na stadion</w>
			<w>I nerwowo swe własne gryzł dłonie</w>
			<w>Aż transmisja zaczęła się w radio.</w>
			<w>Wtem poczuł, że jeszcze jest dobry,</w>
			<w>Cały spokój mu wrócił dopiero,</w>
			<w>Wziął mikrofon i krzyknął: &ndash; Dzień dobry!</w>
			<w>Do tej pory mamy stan zero zero!</w>
			<w>I już dalej, w przepięknej polszczyźnie</w>
			<w>Mówił wszystko, kto kogo przewraca&hellip;</w>
			<w>&hellip;wielu mamy sprawozdawców w ojczyźnie,</w>
			<w>Lecz nikt nie wie, jaka ciężka to praca!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Centrum</tytul>
		<tekst>
			<w>Ta noc była wesoła i kolorowa jak festyn,</w>
			<w>Ciepłe morze odbijało różne neony i ognie,</w>
			<w>Na oświetlonych tarasach grały liczne orkiestry</w>
			<w>A pewien mały człowieczek stał w hotelowym oknie.</w>
			<w>Stał i tak sobie myślał: &ndash; Przyjechałem do tego kraju,</w>
			<w>Niczego mi tu nie braknie, pokazują mi różne cuda,</w>
			<w>I słucham tych świetnych orkiestr, a wiem, że nie dla mnie grają,</w>
			<w>I wiem, że w tej całej imprezie jest jakaś nieprawda i złuda.</w>
			<w>Bo kiedy tak tutaj stoję, a tam trwają głośne zabawy,</w>
			<w>To wtedy czuję samotność, zazdrość i własną nędzę,</w>
			<w>I myślę, że tam się dzieją jakieś miłe i ważne sprawy,</w>
			<w>Więc wkładam koszulę i krawat i i golę się i tam pędzę.</w>
			<w>A tam cóż? Ludzie tańczą, a inni piją likier,</w>
			<w>Kiwają na kelnerów, kręcą w palcach podstawki od piwa,</w>
			<w>A kiedy się dobrze przyjrzę przez swój najlepszy cwikier,</w>
			<w>To widzę, że oni myślą, że ich też tutaj ktoś kiwa&hellip;</w>
			<w>Też patrzą podejrzliwie na światła modnego kurortu,</w>
			<w>A potem się nagle zrywają, płacą i idą precz</w>
			<w>Ku nostalgicznym syrenom, pełnomorskiego portu,</w>
			<w>Bo może tam właśnie odbywa się najważniejsza rzecz?</w>
			<w>A taka rzecz nie istnieje. Są inne &ndash; małe i duże,</w>
			<w>Są takie o których się pisze, i inne, o których się wie,</w>
			<w>A jeśli nawet istnieje, to w moim dalekim biurze,</w>
			<w>W mieście gdzie niebo jest szare, a ekspedientki są złe&hellip;</w>
			<w>Tak myślał człowieczek. I jęczał od żalu i od kłopotu.</w>
			<w>I siadał, i pisał do domu niespokojny i długi list,</w>
			<w>I liczył noce, co jeszcze dzieliły go od powrotu.</w>
			<w>A za oknami hotelu szalał bajeczny twist.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Chirurgia</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach jakiż sukces i ulga,</w>
			<w>Ach wreszcie, ach nareszcie</w>
			<w>Powstała plastyczna chirurgia</w>
			<w>W naszym zapadłym mieście!</w>
			<w>Powstała chirurgia plastyczna,</w>
			<w>Więc koniec ze smutkiem i chandrą &ndash;</w>
			<w>Jak Gina możesz być śliczna,</w>
			<w>Śliczny &ndash; jak Marlon Brando!</w>
			<w>Przychodzą całe wycieczki</w>
			<w>A inni przychodzą sami:</w>
			<w>&ndash; Poproszę mi wyciąć woreczki!</w>
			<w>Nie te! O tu, pod oczkami!</w>
			<w>Pan chirurg jak dobra wróżka,</w>
			<w>Ogromna jest jego władza:</w>
			<w>Jednemu przyszywa uszka,</w>
			<w>Drugiemu zmarszczki wygładza,</w>
			<w>Tu skrobie coś, tam przybija,</w>
			<w>Ówdzie ostrożnie przykleja,</w>
			<w>Czasami to taka szyja</w>
			<w>Mu wyjdzie, że o jeja!</w>
			<w>A czasem jakiś mąż sprytnie</w>
			<w>Błaga chirurga na stronie:</w>
			<w>&ndash; Niech pan tu trochę wytnie</w>
			<w>A tam dołoży żonie!</w>
			<w>A znowu kiedy indziej</w>
			<w>Stawia zadania trudniejsze:</w>
			<w>&ndash; Może tak panu wyjdzie</w>
			<w>Zrobić z niej dwie, a szczuplejsze?</w>
			<w>Jan Dreptak, co nos miał jak rubin</w>
			<w>A uszy jak dwa naleśniki,</w>
			<w>Też piękny się stał jak cherubin</w>
			<w>I pobiegł do swojej podwiki,</w>
			<w>Co też była przedtem szantrapa,</w>
			<w>A nawet &ndash; powiedzmy &ndash; Ksantypa,</w>
			<w>Podobna od góry do Flapa,</w>
			<w>A za to od dołu Flipa.</w>
			<w>Wszedł do niej i usiadł z wrażenia,</w>
			<w>Bo też wyglądała cudownie,</w>
			<w>Gdyż chirurg jej był powymieniał</w>
			<w>Co tylko się dało dosłownie!</w>
			<w>I zaraz przypadli do siebie</w>
			<w>I miłość ujęła ich w dyby,</w>
			<w>I było im dobrze jak w niebie,</w>
			<w>Lecz Dreptak zmarkotniał jak gdyby,</w>
			<w>Bo żona paskudna jak Jelcz</w>
			<w>Nad ładną przewagę ma tę</w>
			<w>Że można sobie przy niej wyobrażać Raquel Welch,</w>
			<w>A przy pięknej kogo? Des Funes???</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Choinka</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto choinka stoi w pokoju:</w>
			<w>Piękna, jak jeleń u wodopoju.</w>
			<w>A na niej bombki, trąbki, gołąbki,</w>
			<w>Srebrne jarząbki i złote ząbki,</w>
			<w>I landszafciki Szklarskiej Porąbki,</w>
			<w>Pędzla malarza Gwidona Pompki.</w>
			<w>Stoi choinka, jak to choinka.</w>
			<w>Pod nią rodzinka, jak to rodzinka.</w>
			<w>Znaczy się chłopczyk oraz dziewczynka,</w>
			<w>dziadkowie &ndash; staruch i starowinka,</w>
			<w>Dalej taticzek tudzież maminka,</w>
			<w>Szwagier, niejaki Hilary Świnka,</w>
			<w>Okaz cwaniaczka i sukinsynka,</w>
			<w>Wreszcie kuzynka na wpół kretynka,</w>
			<w>A pod nią kocur, chomik i psinka.</w>
			<w>Słowem &ndash; typowa, zwykła rodzinka.</w>
			<w>Zaraz serdecznie się ucałują,</w>
			<w>Śliczną piosenkę zaintonują,</w>
			<w>Z dziećmi figlarnie pobaraszkują,</w>
			<w>Do stołu siądą, papu skosztują,</w>
			<w>Mlasną, do pełna się naładują,</w>
			<w>Pogwarzą i popolitykują,</w>
			<w>Wszystkich znajomych obtentegują,</w>
			<w>Flachę otworzą i się podtrują,</w>
			<w>Potem nawzajem się poturbują.</w>
			<w>A wtedy przyleci aniołek,</w>
			<w>Z gwiazdeczką jak lśniący węgielek,</w>
			<w>Wylizie ostrożnie na stołek</w>
			<w>I powie &plqq;Och, ale bajzelek&prqq;.</w>
			<w>I zaraz fru na ulicę,</w>
			<w>A zamiast prezentów i schedy,</w>
			<w>Zostawi im obietnicę &ndash;</w>
			<w>&ndash; Jak się poprawią, to wtedy&hellip;</w>
			<w>A oni by może i chcieli,</w>
			<w>Ale by pewnie nie umieli,</w>
			<w>Ponieważ to jest zwykła rodzinka.</w>
			<w>Znaczy się chłopczyk oraz dziewczynka,</w>
			<w>dziadkowie &ndash; staruch i starowinka,</w>
			<w>Dalej taticzek tudzież maminka,</w>
			<w>Szwagier, niejaki Hilary Świnka,</w>
			<w>Okaz cwaniaczka i sukinsynka,</w>
			<w>Wreszcie kuzynka na wpół kretynka,</w>
			<w>A pod nią kocur, chomik i psinka.</w>
			<w>Słowem &ndash; typowa, zwykła rodzinka.</w>
			<w>Oraz przesadnie piękna choinka,</w>
			<w>Która zajmuje najlepszy kąt.</w>
			<w>Jakby nie było -- Wesołych Świąt!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Choinka knezia</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz na zamku w Kocmyrzu okrutny kneź Dreptak</w>
			<w>Kazał był burgrabiego powiesić na trzepak,</w>
			<w>Za to, że ten burgrabia kradł wprost niesłychanie,</w>
			<w>Lecz księżna zawołała: &ndash; Ja mam dziś trzepanie!</w>
			<w>Muszę na święta z kurzu oczyścić kobierce,</w>
			<w>Chcesz wieszać &ndash; szubienicę wystaw, moje serce!</w>
			<w>&ndash; E, zaraz szubienicę! &ndash; krzyknął książe w gniewie</w>
			<w>&ndash; Weźcie go i powieście, o, na tamtym drzewie!</w>
			<w>Jakoż i powieszono skazańca na świerku</w>
			<w>Stojącym przede zamkiem, na niedużym skwerku,</w>
			<w>A skazaniec był w szaty świecące odziany</w>
			<w>I miał na sobie śliczne, błyszczące kajdany</w>
			<w>Z długimi łańcuchami, które przez igliwie</w>
			<w>Zwisając, wśród zieleni lśniły migotliwie.</w>
			<w>Kneź patrzył, a do serca mu wpełzały smutki</w>
			<w>I wspomnienia, jak jeszcze był całkiem malutki,</w>
			<w>I przypomniała mu się babcia starowinka,</w>
			<w>Rodzice, stół, opłatek i śliczna choinka,</w>
			<w>I łzy mu się polały, i chcąc przeszłość wskrzesić,</w>
			<w>Zawołał: &ndash; Proszę jeszcze kucharkę powiesić!</w>
			<w>Powieszono kucharkę, co w białym fartuchu</w>
			<w>Wyglądała jak jeden z owych czystych duchów</w>
			<w>Skrzydlatych, które zwykle w okresie choinki</w>
			<w>Przynoszą dzieciom różne śliczne upominki&hellip;</w>
			<w>Zaś książę pił i płakał i wołał wzruszony:</w>
			<w>&ndash; Dowiesić kogoś z prawej&hellip;! teraz z lewej strony&hellip;!</w>
			<w>Hetman wyżej&hellip;!, pan ochmistrz mi zasłania dwórkę&hellip;</w>
			<w>Teściową koło pieńka, a wujka na górkę!</w>
			<w>Właśnie śnieżek jął padać i wszystko przyprószył,</w>
			<w>A kneź Dreptak do reszty urżnął się i wzruszył,</w>
			<w>I wybełkotał: &ndash; Ludzie! Hej, czy mnie słyszycie?</w>
			<w>Zasadźcie jeszcze kogoś tam, na samym szczycie,</w>
			<w>I fertig, można siadać do świętej wigilii!</w>
			<w>Lecz wszyscy albo zwiali, albo już nie żyli,</w>
			<w>Więc kneź, co był od wódki zupełnie zaczadział,</w>
			<w>Wylazłszy na choinkę &ndash; sam na szpic się nadział,</w>
			<w>Bo choinka bez szpica &ndash; to już jednak nie to!</w>
			<w>&hellip;to dobrze, gdy dyktator jest również estetą!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Chorąży</tytul>
		<tekst>
			<w>Pewien chorąży postępu</w>
			<w>Wszedł na chwilę do ustępu,</w>
			<w>(Albowiem nawet chorąży</w>
			<w>Z przerwami do celu dąży)</w>
			<w>A póki co &ndash; swą chorągiew</w>
			<w>Oparł o ławkę, czy stągiew,</w>
			<w>Bo jak się człowiekowi zechce,</w>
			<w>To mu głupio dzierżyć drzewce&hellip;</w>
			<w>Niestety, tą samą ścieżką</w>
			<w>Szedł niejaki Dreptak Mieszko,</w>
			<w>Dosyć podejrzany ciura,</w>
			<w>Chociaż szlachcic, herbu &plqq;Rura&prqq;,</w>
			<w>I gdy chorągiew zobaczył &ndash;</w>
			<w>To natychmiast ją zahaczył,</w>
			<w>Bo miał taki zwyczaj kreci</w>
			<w>Że brał wszystko, jak podleci:</w>
			<w>Bieliznę, konie, medale,</w>
			<w>Babki i inne detale.</w>
			<w>Wziął tę chorągiew i chodu,</w>
			<w>A tu za nim ćma narodu!</w>
			<w>każdy rzuca chatę, harem,</w>
			<w>I leci za tym sztandarem,</w>
			<w>Bo był na nim szczytny slogan &ndash;</w>
			<w>&plqq;Naprzód&prqq; lub &plqq;Hajda na pogan!&prqq;,</w>
			<w>&plqq;Oswobodzim Ziemię Świętą&prqq;,</w>
			<w>Czy &plqq;Precz z feudalną rentą!&prqq;,</w>
			<w>&plqq;Przez śmierć rycerską &ndash; do raju&prqq;,</w>
			<w>Tak czy siak &ndash; coś w rodzaju.</w>
			<w>Kto żyw tylko za nim podał się</w>
			<w>A wtem Dreptak zatrzymał się,</w>
			<w>Strzepnął pył, poprawił kurtę</w>
			<w>I zastukał w jakąś furtkę,</w>
			<w>Za którą potem wygodnie</w>
			<w>Siedział prawie dwa tygodnie,</w>
			<w>A że ludziom ziąb dokuczał &ndash;</w>
			<w>Ktoś zajrzał dziurką od klucza,</w>
			<w>I wydał okrzyk paniczny:</w>
			<w>&ndash; Ludzie! Toż to dom publiczny!</w>
			<w>Tłum od razu się rozluźnił,</w>
			<w>Postęp się mocno opóźnił,</w>
			<w>Zaczęły się gwałty, picie</w>
			<w>I dzielnicowe rozbicie,</w>
			<w>Wojny, rozbiory, powstania,</w>
			<w>A wszystko przez tego drania!</w>
			<w>Ów fakt &ndash; wniosek wysnuć każe:</w>
			<w>&ndash; Ważne hasło na sztandarze,</w>
			<w>Dobrze jednak jest, gdy wie się</w>
			<w>Kto ten piękny sztandar niesie</w>
			<w>Oraz do jakiego celu?</w>
			<w>Bywa, że i do bordelu&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Chuda ruda</tytul>
		<tekst>
			<w>Marynarz Maksymilian Faja</w>
			<w>Na koi siadł w kajucie swej,</w>
			<w>Już bryzgi wody na bulajach</w>
			<w>Świadczą, że statek ruszył w rejs.</w>
			<w>Marynarz Faja Maksymilian</w>
			<w>Cygaro ssie i patrzy w sufit,</w>
			<w>Coś tam wspomina, coś przeklina</w>
			<w>I płacze, płacze jak głupi.</w>
			<vsp/>
			<w>To było rude i chude</w>
			<w>Stworzenie portowe,</w>
			<w>Lubiło białą wódę</w>
			<w>A ciuchy fioletowe.</w>
			<w>Gdzie tam fiolety</w>
			<w>Do rudych włosów,</w>
			<w>Jak kastaniety</w>
			<w>Do bigosu.</w>
			<w>Opalona była na brązowo,</w>
			<w>Na rudo, na fioletowo,</w>
			<w>Ruda chuda i fioletowa,</w>
			<w>Więc marynarz wziął i zwariował.</w>
			<w>Już nie kusi go Hamburg i Londyn,</w>
			<w>Już nie musi mieć dużych blondyn,</w>
			<w>Taki był mocny,</w>
			<w>Taki miał luz,</w>
			<w>A tu chuda, a tu ruda,</w>
			<w>A tu ruda chuda blues.</w>
			<w>Aż po miesiącu czy po roku</w>
			<w>Przebywszy mnóstwo mil i burz</w>
			<w>Statek ponownie wszedł do portu,</w>
			<w>Ale tej rudej nie ma już,</w>
			<w>Podobno zwiała z jakimś szejkiem,</w>
			<w>A drudzy mówią, że to z Czechem.</w>
			<w>Więc nie wiadomo, z szejkiem czy Szwejkiem.</w>
			<w>A może ze szpiegiem lub Szwedem?</w>
			<w>Nie kochaj rudych i chudych,</w>
			<w>Panie Boże broń cię,</w>
			<w>Płyń lepiej na Bermudy,</w>
			<w>Utop się w Trójkącie.</w>
			<w>Jak ktoś do rudych włosów</w>
			<w>Nosi ciuchy fiolet,</w>
			<w>Najlepszy na to sposób &ndash;</w>
			<w>Pistolet.</w>
			<vsp/>
			<w>&hellip;ale ona była na brązowo</w>
			<w>Opalona, na fioletowo,</w>
			<w>Ruda chuda i fioletowa,</w>
			<w>Chyba każdy by dla niej zwariował,</w>
			<w>Zwłaszcza oczy miała takie jasne</w>
			<w>I sukienki jakieś takie ciasne.</w>
			<w>Co tam New York,</w>
			<w>Co tam Santa Cruz,</w>
			<w>Tylko chuda, tylko ruda,</w>
			<w>Tylko ruda chuda blues.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cichociemni</tytul>
		<tekst>
			<w>Są tacy cichociemni</w>
			<w>Ogromnie nieprzyjemni</w>
			<w>Którzy mnie śledzą,</w>
			<w>I jak tylko coś zbroję,</w>
			<w>To zaraz żonie mojej</w>
			<w>Wszystko powiedzą&hellip;</w>
			<w>Nie wiem czy to blondyni,</w>
			<w>Bruneci czy szatyni</w>
			<w>Czy może rudzi?</w>
			<w>Czasem myślę, że w tłumie</w>
			<w>Jakoś ich poznać umiem,</w>
			<w>A guzik&hellip;</w>
			<w>Kończą się dla mnie marnie</w>
			<w>Kina, parki, kawiarnie</w>
			<w>I spacery en deux,</w>
			<w>Wracam do domu: w progu</w>
			<w>Stoi żona. Jej bogu!!!</w>
			<w>Już wszystko wie!</w>
			<w>Myślę, dziwię się szczerze,</w>
			<w>Skąd ona forsę bierze</w>
			<w>Na to śledztwo bez przerwy i luki?</w>
			<w>Jak się z nimi oblicza?</w>
			<w>Czy mają u niej ryczałt,</w>
			<w>Czy są płatni &ndash; że tak powiem &ndash; od sztuki?</w>
			<w>Kiedyś z jedną Kwiatkowską</w>
			<w>NA pustynię Błędowską</w>
			<w>Pojechałem, bo tam duży horyzont,</w>
			<w>Równina, słońce świeci,</w>
			<w>Więc już żadni faceci</w>
			<w>Nie ukryją się i nie zbliżą,</w>
			<w>Okolica puściutka,</w>
			<w>Spostrzegłbyś krasnoludka,</w>
			<w>Sytuacja wyraźna i prosta!</w>
			<w>Niestety&hellip; bez rezultatu&hellip;</w>
			<w>Opuchlizna &ndash; o, ta tu &ndash;</w>
			<w>To nie żadna, proszę państwa, okostna&hellip;</w>
			<w>Cichociemni mnie śledzą,</w>
			<w>Wszystko żonie powiedzą,</w>
			<w>Życie w trosce i smutku mi płynie,</w>
			<w>Tylko Jaś kumpel twierdzi</w>
			<w>Że skąd, nikt mnie nie śledzi,</w>
			<w>Tylko że każda, żona jak jest trochę wprawiona,</w>
			<w>To od razu wszystko pozna po&hellip; minie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cieplarniane warunki</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy dyrektor przechodził przez biuro to zrobiła się taka cisza,</w>
			<w>Że było słychać nawet jak pchły oddychają na myszach</w>
			<w>Siedzących w biurowych norach, i jak muchom zginają się łokcie</w>
			<w>I jak księgowej Maniusi odrastają gwałtownie paznokcie</w>
			<w>I jak kierownik w myślach robi podwładnych na szaro,</w>
			<w>I jak księgowemu Kopcimęckiemu sypie się pierwszy zarost</w>
			<w>Oraz jak kontystce Miętusik starzeją się ciepłe papucie,</w>
			<w>I jak w buchalterze Serojdaku budzi się nagłe uczucie</w>
			<w>Do wspomnianej uprzednio Maniusi, i jak Maniusia myśli: &plqq;a chała!&prqq;</w>
			<w>I jak w zaszczepionym na dur brzuszny Samotraczyku wytwarzają się</w>
			<w>przeciwciała,</w>
			<w>I jak Pipulskiej robią się zmarszczki, i jak Kupścia zgaga piecze</w>
			<w>I jak łysieje Superfajczak i mnóstwo innych rzeczy,</w>
			<w>Ale to były odgłosy ciche, więc faktycznie panowało milczenie</w>
			<w>W którym trzeszczały artretycznie kroczącego dyrektora golenie</w>
			<w>I kolana, i w ten sposób dyrektor już się zbliżał do wyjściowych drzwi</w>
			<w>Gdy wtem Dreptakowi w żołądku jak zapiszczy coś &plqq;pi pi pi&hellip;&prqq;</w>
			<w>A zabrzmiało to w ciszy śmiertelnej jak bomba wodorowa,</w>
			<w>Lub raczej &ndash; jak się okaże &ndash; jak salwa honorowa,</w>
			<w>Bo dyrektor, nie przywykły do huku, pomyślał, że coś wybucha</w>
			<w>Więc zbladł, zatrzepotał rękami, zadarł nogi i oddał ducha.</w>
			<w>I leżał. A żołądek Dreptaka śpiewał nad nim jak zespół &plqq;Mazowsze&prqq;</w>
			<w>Tak, tak&hellip; cieplarniane warunki nie zawsze bywają najzdrowsze!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Co i dlaczego?</tytul>
		<tekst>
			<w>Dziś jeden pan mnie bardzo speszył,</w>
			<w>Pytając ze zmarszczonym czołem:</w>
			<w>&ndash; Panie, a cóż tak pana cieszy,</w>
			<w>Czegóż pan taki znów wesołek?</w>
			<w>Ba&hellip; Co mnie cieszy? Prawie wszystko,</w>
			<w>Taka już jest natura moja,</w>
			<w>Tak krótki romans z szansonistką</w>
			<w>Jak długie wczasy w Międzyzdrojach.</w>
			<w>Cieszy mnie mały biały domek,</w>
			<w>I wiza, i odnowa wizy,</w>
			<w>Mój własny cieszy mnie potomek,</w>
			<w>I na talerzu smaczne pyzy,</w>
			<w>Z Flipem i Flapem film kretyński,</w>
			<w>Spokojny sen na trawce w cieniu,</w>
			<w>Dzierżanowskiego gdy z Dzierżyńskim</w>
			<w>Szef mój pomyli w przemówieniu,</w>
			<w>I gdy się mogę ubrać modnie,</w>
			<w>I gdy się mogę tarzać w sianie,</w>
			<w>I gdy Guciowi spadną spodnie,</w>
			<w>I kiedy Nobla ktoś dostanie,</w>
			<w>I kiedy ktoś dostanie w ucho,</w>
			<w>I kiedy komuś wytną narośl,</w>
			<w>I kiedy Henio za dziewuchą</w>
			<w>Zacznie uganiać się na starość,</w>
			<w>Cieszy mnie wzrost hodowli owiec</w>
			<w>I wyraz cieszy mnie &plqq;Pergola&prqq;,</w>
			<w>I ozonator, i ślizgowiec,</w>
			<w>I nasza własna Pepsi-Cola,</w>
			<w>Cieszą mnie z Jelcza autobusy,</w>
			<w>Poprawy cieszy mnie nadzieja,</w>
			<w>Cieszy że Franio ma platfusy,</w>
			<w>Bo lepiej, że on ma, a nie ja&hellip;</w>
			<w>na koniec przyznać się ośmielę</w>
			<w>Że cieszy mnie aż do rozkoszy</w>
			<w>Kiedy za takie duperele</w>
			<w>Mogę zarobić kilka groszy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Co jest grane</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy czasem muzyk z filharmonii,</w>
			<w>Który dotychczas grał wspaniale,</w>
			<w>Wypuści nagle puzon z dłoni,</w>
			<w>Fałszywym bekiem trwożąc salę,</w>
			<w>I gdy przeżywa swój upadek</w>
			<w>Z ust (i z rozpaczy) tocząc pianę,</w>
			<w>Klasycznie prosty to przypadek:</w>
			<w>&ndash; Ten facet nie wie, co jest grane!</w>
			<w>Gdy brydż u lorda trwa Artura</w>
			<w>Of Birmingham i sir do sira</w>
			<w>Znienacka się odezwie: &ndash; Fura!</w>
			<w>Lub chce wziąć lewą na jokera,</w>
			<w>A potem w nagłym pomieszaniu</w>
			<w>Wychodzi miast przez drzwi &ndash; przez ścianę,</w>
			<w>Rzecz można ująć w jednym zdaniu:</w>
			<w>&ndash; Ten facet nie wie, co jest grane!</w>
			<w>Gdy Zyzio Dreptak przy herbacie</w>
			<w>Do młodej ozwie się rodaczki:</w>
			<w>&ndash; Rad jestem gościć panią w chacie,</w>
			<w>Mam bowiem bardzo ładne znaczki!</w>
			<w>I gdy faktycznie wyjmie klaser,</w>
			<w>A dziewczę wyjdzie zapłakane,</w>
			<w>Prawda jaśniejsza to niż laser:</w>
			<w>&ndash; Ten facet nie wie, co jest grane!</w>
			<w>Gdy zaś satyryk pisze wierszyk,</w>
			<w>A w nim piętnuje, jątrzy, pyta,</w>
			<w>Śmiechem cukrując ból najszczerszy,</w>
			<w>I gdy to Znawca Satyr czyta,</w>
			<w>A potem prędko mu przykleja</w>
			<w>Napis: &plqq;intencje podejrzane&prqq;!</w>
			<w>Satyryk mówi: &ndash; Beznadzieja!</w>
			<w>Ten facet nie wie, co jest grane!</w>
			<w>&hellip;ale przeminą dni i lata,</w>
			<w>Minie satyryk, minie Znawca,</w>
			<w>Ten drugi osieroci fiata,</w>
			<w>Ten pierwszy &ndash; psa i dług u krawca.</w>
			<w>I gdy powiodą ich przed Zbawcę</w>
			<w>Marsza Chopina dźwięki znane,</w>
			<w>Satyryk trąci w ramię Znawcę:</w>
			<w>&ndash; Stary, wciąż nie wiesz, co jest grane?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Co można</tytul>
		<tekst>
			<w>Można wrednym być jak Czombe,</w>
			<w>Podłożyć pod tapczan bombę,</w>
			<w>Nie wiedzieć kim był Jan Trzeci,</w>
			<w>Uwieść matkę trojga dzieci</w>
			<w>I &ndash; pozostawszy z czwórką &ndash;</w>
			<w>Jeszcze nazwać wodną kurką.</w>
			<w>Można wykiwać milicję</w>
			<w>I się stoczyć na pozycję,</w>
			<w>Można też ubogiej psinie</w>
			<w>Naubliżać po łacinie,</w>
			<w>Wyżreć resztę jadła z miski</w>
			<w>I jeszcze jej obić pyski.</w>
			<w>Można pracowitej pszczółce</w>
			<w>Zabrać siłą miodek z mordki,</w>
			<w>Można w biednej, wiejskiej szkółce</w>
			<w>Zepsuć elektryczne korki,</w>
			<w>Można też podeptać gazon,</w>
			<w>Można puścić prąd w sztachety</w>
			<w>Można napaskudzić w wazon</w>
			<w>Wrzucając doń liczne pety,</w>
			<w>Ciotkę co magluje żagiel</w>
			<w>Można nagle pchnąć biedaczkę,</w>
			<w>A kiedy przejdzie przez magiel &ndash;</w>
			<w>Zrobić z ciotki wycieraczkę.</w>
			<w>Można też w pociągu sztuczki</w>
			<w>Urządzić brzydkie czasami,</w>
			<w>Krzyżując rączkę od spłuczki</w>
			<w>Klozetowej, z hamulcami,</w>
			<w>Poczem kto szarpnie, ten straci,</w>
			<w>Pociąg stanie &ndash; gość zapłaci.</w>
			<w>Każda z tych rzeczy jest zdrożna</w>
			<w>I ukaraną być musi,</w>
			<w>Ale ostatecznie można</w>
			<w>Jak już kogoś bardzo kusi,</w>
			<w>lecz niech wszyscy pamiętają</w>
			<w>Że nie ma gorszego świntuszka</w>
			<w>Niż ten co udaje że nie widzi w tramwaju</w>
			<w>Że obok stoi zmęczona, ciężarna staruszka.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Co o nas myślą?</tytul>
		<tekst>
			<w>Taki sam problem odwiecznie</w>
			<w>Niezdrową ciekawość w nas budzi:</w>
			<w>Pragniemy wiedzieć koniecznie,</w>
			<w>Co o nas myślą Francuzi.</w>
			<w>Czy chwalą nas, czy z nas szydzą,</w>
			<w>Szanują nas, czy gardzą,</w>
			<w>W ogóle jak nas widzą,</w>
			<w>I czy są dumni z nas bardzo?</w>
			<vsp/>
			<w>Tymczasem to prawda niezbita,</w>
			<w>Że od czasu soboru w Konstancji</w>
			<w>Nikt nigdy nas się nie spytał,</w>
			<w>Co my sądzimy o Francji,</w>
			<w>Przeto dość smutna obawa</w>
			<w>Czasem mnie nagle nachodzi,</w>
			<w>Że Francuzów cała ta sprawa</w>
			<w>Kompletnie nic nie obchodzi,</w>
			<vsp/>
			<w>i trudno ich o to winić,</w>
			<w>Bo spójrzmy na to bliżej:</w>
			<w>Paryż &ndash; bez naszej opinii &ndash;</w>
			<w>Nada! zostanie Paryżem,</w>
			<w>I jakie byś, bracie, miał zdanie &ndash;</w>
			<w>Montmartre zostanie Montmartrem,</w>
			<w>Bardotka &ndash; Bardotką zostanie,</w>
			<w>A Jean Paul Sartre &ndash; Jean Paul Sartrem.</w>
			<vsp/>
			<w>A zresztą &ndash; cóż ich ma skłaniać,</w>
			<w>By o nas myśleć stale?</w>
			<w>Toć bliżej jest Hiszpania</w>
			<w>I Deutschland uber alles,</w>
			<w>I Anglia, i Szwajcaria,</w>
			<w>Ba, nawet poniekąd Turcja,</w>
			<w>A Francuz ma jak wariat</w>
			<w>Myśleć: &ndash; A cóż tam na Kurpiach???</w>
			<vsp/>
			<w>Ech, zróbmy się wreszcie duzi,</w>
			<w>Przestańmy się trapić myślą,</w>
			<w>Co o nas myślą Francuzi &ndash;</w>
			<w>Myślę, że nic nie myślą,</w>
			<w>A jeśli im się już zdarzy,</w>
			<w>To myślą w tej proporcji,</w>
			<w>W jakiej my o Dakarze&hellip;</w>
			<w>No, góra, powiedzmy o Szkocji&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Natomiast &ndash; moim zdaniem &ndash;</w>
			<w>Ciekawszy problem jest inny:</w>
			<w>Co o nas myślą Rosjanie,</w>
			<w>Albo Litwini w Wilnie!</w>
			<w>Ha, dałem upust szczerości</w>
			<w>Bez wahań i bez negliżu&hellip;</w>
			<w>..ciekawe, co o mojej twórczości</w>
			<w>Sądzą ostatnio w Paryżu?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Corrida</tytul>
		<tekst>
			<w>Chcąc zdobyć jakieś środki</w>
			<w>Na ściągnięcie zagraniczników,</w>
			<w>Sołtys gromady Grzmotki</w>
			<w>Urządził walki byków</w>
			<w>Ściśle według hiszpańskich wzorów,</w>
			<w>A tamtejszy klub KS &plqq;Riviera&prqq;</w>
			<w>Miał mu spośród swoich seniorów</w>
			<w>Dostarczyć jakiegoś torrera.</w>
			<w>No i dostarczył jednego Dreptaka,</w>
			<w>Zaś logika tej decyzji była prosta:</w>
			<w>Po pierwsze Dreptak był konus i pokraka,</w>
			<w>Po drugie nie wywiązał się z obowiązkowych dostaw,</w>
			<w>Po trzecie bardzo ładną żonę w domu chował,</w>
			<w>Więc jakby go byk zadźgał, toby go nikt nie żałował,</w>
			<w>Nie wyłączając tej żony,</w>
			<w>Organisty oraz jeszcze paru innych gości.</w>
			<w>&hellip;stoi Dreptak uzbrojony</w>
			<w>W nóż nie najlepszej jakości.</w>
			<w>Wójt gwizdnął, skrzypnęły zawiasy i z obory wypadł w mig</w>
			<w>Ogromny, krasy byk!!!</w>
			<w>Rozpłodowiec, własność Kwiatkowskiego,</w>
			<w>Osobnik jurny i zdrowy,</w>
			<w>Któremu aż z województwa poznańskiego</w>
			<w>Przyprowadzano krowy.</w>
			<w>Wyleciał, zaryknął czule,</w>
			<w>Zapewne przypuszczając,</w>
			<w>Że ujrzy jakąś krasulę</w>
			<w>A ujrzał coś ala zając.</w>
			<w>Pokrytego wyliniałym włosem,</w>
			<w>Stojącego na krzywych nogach,</w>
			<w>Węszącego czerwonym nosem</w>
			<w>Oraz jęczącego: Łolaboga.</w>
			<w>Byk, który nie jadł obiadu,</w>
			<w>Więc ze złości był w morderczym nastroju,</w>
			<w>Mruknął: &ndash; Dam ja ci, dziadu! &ndash;</w>
			<w>Zadarł ogon i pognał do boju.</w>
			<w>Biedny Dreptak na kolana gruchnął,</w>
			<w>Bo sądził, że to ostatni jego dech,</w>
			<w>I ten dech by wydać &ndash; mocno chuchnął!</w>
			<w>Byk poniuchał ten oddech i zdechł.</w>
			<w>Ot zupełnie nieoczekiwanie</w>
			<w>Przewrócił się do góry nogami.</w>
			<w>Próżno Kwiatkowski z trzema szwagrami</w>
			<w>Mu robili sztuczne oddychanie</w>
			<w>Metodą usta &ndash; usta,</w>
			<w>A Kwiatkowska zawodziła jak płaczka:</w>
			<w>&ndash; Ludzie, Co stoita? Dyć się rusta,</w>
			<w>Ratujcie tego biedaczka!</w>
			<w>Ale nikt się z pomocą nie kwapił,</w>
			<w>Wszyscy w krzyk: &ndash; Hej, kumie Dreptaku,</w>
			<w>Puść no farbę, gdzieś to się napił</w>
			<w>Takiego zacnego koniaku?</w>
			<w>Co? Koniaku? &ndash; rzekł Dreptak. Ot, durak!</w>
			<w>Koniak nie ma takiej krzepy mocnej,</w>
			<w>To jest oryginalny amerykański denaturat</w>
			<w>Ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej!</w>
			<w>Tu pokazał zebranym flaszkę,</w>
			<w>Zaś ludność wyciągając szyję</w>
			<w>I podziwiając prześlicznie wyrysowaną czaszkę,</w>
			<w>Mruczała: Holinder! Tam to się żyje!!!</w>
			<w>(alternatywnie: Mówiła: &ndash; Tam to się kurwa żyje!&prqq;).</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Co tak pachnie?</tytul>
		<tekst>
			<w>Kto poczuje, ten się żachnie:</w>
			<w>&ndash; Co tak prześlicznie pachnie?</w>
			<w>Czy fijołek, czy róża</w>
			<w>Piękną wonią nas odurza?</w>
			<w>Może to jest zapach piżma?</w>
			<w>Może to dziadunia ciżma?</w>
			<w>Może drogich perfum szereg</w>
			<w>Lub szwajcarski zdrowy serek?</w>
			<w>Może piecze się indyczka?</w>
			<w>Może trzeba zbić Ludwiczka?</w>
			<w>Może zapach to radosny</w>
			<w>Nadchodzącej z wolna wiosny?</w>
			<w>Każdy biada i się głowi,</w>
			<w>Szukają daleko i blisko,</w>
			<w>A to tylko tatusiowi</w>
			<w>Pachnie jakiś lewy wyskok!</w>
			<vsp/>
			<w>Wersja II, pt. &plqq;Może&prqq;</w>
			<w>Kto poczuje, ten się żachnie:</w>
			<w>&ndash; Co tak podejrzanie pachnie?</w>
			<w>Czy fijołek to, czy róża</w>
			<w>Swoją wonią nas odurza?</w>
			<w>Może to jest zapach piżma?</w>
			<w>Może to dziadunia ciżma?</w>
			<w>Może bimber, trabant może?</w>
			<w>Mże to tak coś na dworze?</w>
			<w>Może piecze się indyczka?</w>
			<w>Może trzeba zbić Ludwiczka?</w>
			<w>Może idzie kapral dziarski?</w>
			<w>Może niosą ser szwajcarski?</w>
			<w>Może wywaliło szambo</w>
			<w>Albo wyświetlają Rambo?</w>
			<w>Może kompost wiozą wózkiem?</w>
			<w>Może wyjeżdżają Ruskie?</w>
			<w>Może narzeczony cioci</w>
			<w>Gdzieś w pobliżu ciocię grzmoci?</w>
			<w>Ni to flaki, ni powidło,</w>
			<w>Ni to sedes, ni kadzidło.</w>
			<w>Każdy bada i się głowi,</w>
			<w>Skąd ta woń początek bierze&hellip;</w>
			<w>A to przecież tatulkowi</w>
			<w>Pachnie fotel w Belwederze!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cud mniemany</tytul>
		<tekst>
			<w>W roku tysiąc sześćsetnym osiemdziesiątym trzecim</w>
			<w>Jan Sobieski podskoczył aż mu spadła burka,</w>
			<w>Roześmiał się i zakrzyknął: &ndash; Dziękuję wam, dzieci,</w>
			<w>Bardzo żeście fachowo rozgromili Turka!</w>
			<w>Faktycznie, gdzie nie spojrzeć &ndash; tam tureckie trupy</w>
			<w>Leżały pociachane jak jaka rąbanka,</w>
			<w>Tu inwentaryzował ktoś zdobyte łupy,</w>
			<w>Ówdzie łkała z radości wyzwolona branka,</w>
			<w>Gdzie indziej różnym rannym dziury zalepiano</w>
			<w>Razowcem, ugniecionym sprytnie z pajęczyną&hellip;</w>
			<w>A wtem do króla podszedł padre d'Aviano,</w>
			<w>Świątobliwy kapucyn ze zmartwioną miną,</w>
			<w>Przysiadł na jakimś trupie, z kurdybanu teczkę</w>
			<w>Otwarł, wyjął z jej wnętrza rękopis ozdobny</w>
			<w>I rzekł kwaśno:</w>
			<w>&ndash; Znów jedną tutejszą dzieweczkę</w>
			<w>Cud spotkał i akt łaski nieprawdopodobny&hellip;</w>
			<w>Król drgnął lecz wziął się w cugle. Nie podnosząc głosu</w>
			<w>Mruknął: &ndash; To prowokacja księże i obelga&hellip;</w>
			<w>&ndash; Dałby Bóg &ndash; ksiądz wyszeptał &ndash; nie lubię donosów,</w>
			<w>Lecz to fakt. Panna zwie się Pappendeckel Helga,</w>
			<w>Lat osiemnaście. Ją to ubiegłej niedzieli</w>
			<w>Gdy była zatrudniona przy pasieniu bydła</w>
			<w>Dopadli &ndash; jak tu pisze &ndash; dwaj piękni anieli</w>
			<w>Strojni w ogromne, bardzo szeleszcące skrzydła</w>
			<w>Król przez ściśnięte zęby kilka słów wyszeptał,</w>
			<w>Zrobił się fioletowy i siny na twarzy,</w>
			<w>Aż warknął:</w>
			<w>&ndash; Oczywiście&hellip; Kwiatkowski i Dreptak!!!</w>
			<w>I wrzasnął:</w>
			<w>&ndash; Wołać mi tu rotmistrza husarzy!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cwani Żydzi</tytul>
		<tekst>
			<w>Polscy Żydzi zawsze mieli bezpieczniki lub uszczelki</w>
			<w>Co chroniły jakoś ich przed kłopotami</w>
			<w>Na koszt państwa posprowadzał Żydów król Kazimierz Wielki</w>
			<w>A Polacy się musieli przywlec sami.</w>
			<vsp/>
			<w>W drugiej Rzeczypospolitej Żydzi mieli jeszcze lepiej,</w>
			<w>Sprzedawali mnóstwo śledzi albo tkanin,</w>
			<w>Każdy Żyd z podstępną miną stał za ladą w swoim sklepie</w>
			<w>I sprzedawał na złość taniej niż chrześcijanin.</w>
			<vsp/>
			<w>Nawet okres okupacji też się polskim Żydom przydał &ndash;</w>
			<w>Po podwórku Himmler miotał się z armatką,</w>
			<w>Zaś w mieszkaniu Polak z Polką ukrywali swego Żyda,</w>
			<w>A czy Żyd Polaka ukrył? Bardzo rzadko.</w>
			<vsp/>
			<w>Teraz zwłaszcza, gdy się w życie historyczny układ wciela</w>
			<w>Szewardnadze &ndash; Ribbentrop &ndash; Mołotow &ndash; Genscher,</w>
			<w>Żydzi znowu mają z górki &ndash; mogą zwiać do Izraela,</w>
			<w>A ja kurwa znów pod Kutnem z szablą w ręce.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cykl</tytul>
		<tekst>
			<w>Ludzie dbają o siebie,</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie,</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie stale.</w>
			<w>Uważają na siebie</w>
			<w>I chuchają na siebie,</w>
			<w>Noszą ciepłe skarpety i szale.</w>
			<w>Zażywają mikstury,</w>
			<w>Wybierają się w góry,</w>
			<w>By oddychać pełnymi płucami,</w>
			<w>Zabijają kurczaki,</w>
			<w>Przyrządzają przysmaki</w>
			<w>I wzmacniają swój wątły organizm.</w>
			<vsp/>
			<w>A tu lata mijają,</w>
			<w>A ci ludzie wciąż dbają;</w>
			<w>Góry, kury, mikstury, et cetera,</w>
			<w>Lecz rzecz dziwna tym niemniej,</w>
			<w>Choć to nie brzmi przyjemnie,</w>
			<w>Coraz gdzieś jakiś człowiek umiera.</w>
			<w>Inni wzrokiem go mierzą,</w>
			<w>Patrzą, ale nie wierzą,</w>
			<w>Czasem któryś z nich westchnie: &plqq;o rany!&prqq;</w>
			<w>Szepcą do siebie w sieniach</w>
			<w>Józek popatrz na Henia</w>
			<w>Choć nieboszczyk a jaki zadbany!</w>
			<vsp/>
			<w>I znów lata mijają,</w>
			<w>I znów ludzie wciąż dbają;</w>
			<w>Góry, kury, mikstury et cetera,</w>
			<w>Lecz rzecz dziwna tym niemniej,</w>
			<w>Choć to nie brzmi przyjemnie,</w>
			<w>Coraz gdzieś jakiś człowiek umiera.</w>
			<w>A potem, po pogrzebie,</w>
			<w>Znów jest słońce na niebie,</w>
			<w>Ten sam cykl widać znów w świetle słońca</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie do końca.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ludzie dbają o siebie</tytul>
		<tekst>
			<w>Ludzie dbają o siebie, ludzie dbają o siebie</w>
			<w>ludzie dbają o siebie stale</w>
			<w>uważają na siebie i chuchają na siebie,</w>
			<w>noszą ciepłe skarpety i szale</w>
			<w>zażywają mikstury, wybierają się w góry,</w>
			<w>by oddychać pełnymi płucami</w>
			<w>zabijają kurczaki, przyrządzają przysmaki</w>
			<w>i wzmacniają swój wątły organizm</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie/2x/</w>
			<w>ludzie dbają o siebie stale</w>
			<w>uważają na siebie i chuchają na siebie/2x/</w>
			<w>noszą ciepłe skarpety i szale</w>
			<w>A tu lata mijają, a ci ludzie wciąż dbają</w>
			<w>góry, góry, mikstury etc.</w>
			<w>Lecz rzecz dziwna tym nie mniej</w>
			<w>choć to nie brzmi przyjemnie</w>
			<w>coraz gdzieś jakiś człowiek umiera</w>
			<w>inni wzrokiem go mierzą, patrzą, ale</w>
			<w>nie wierzą, czasem któryś z nich westchnie</w>
			<w>&plqq;O rany!&prqq;</w>
			<w>Szepcą do siebie w sieniach</w>
			<w>Józek popatrz na Henia choć nieboszczyk</w>
			<w>a jaki zadbany</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie/2x/</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie stale</w>
			<w>uważają na siebie i chuchają na siebie,</w>
			<w>noszą ciepłe skarpety i szale</w>
			<w>A tu lata mijają, a ci ludzie wciąż dbają,</w>
			<w>góry, góry, mikstury etc.</w>
			<w>lecz rzecz dziwna tym niemniej</w>
			<w>Choć to nie brzmi przyjemnie</w>
			<w>coraz gdzieś jakiś człowiek umiera</w>
			<w>A potem, po pogrzebie znów jest słońce na niebie</w>
			<w>ten sam cykl widać znów w świetle słońca</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie/2x/</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie do końca</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie/2x/</w>
			<w>Ludzie dbają o siebie stale</w>
			<w>uważają na siebie i chuchają na siebie,</w>
			<w>noszą ciepłe skarpety i szale</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Cysorz</tytul>
		<tekst>
			<w>Cysorz to ma klawe życie</w>
			<w>Oraz wyżywienie klawe!</w>
			<w>Przede wszystkim już o świcie</w>
			<w>Dają mu do łóżka kawę,</w>
			<w>A do kawy jajecznicę,</w>
			<w>A jak już podeżre zdrowo,</w>
			<w>To przynoszą mu w lektyce</w>
			<w>Bardzo fajną cysorzową.</w>
			<w>Słychać bębny i fanfary,</w>
			<w>Prezentują broń ułani.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Posuń no się trochę, stary!</w>
			<w>Mówi Najjaśniejsza Pani.</w>
			<w>Potem ruch się robi w izbach,</w>
			<w>Cysorz z łóżka wstaje letko,</w>
			<w>Siada sobie w złoty zycbad,</w>
			<w>Złotą goli się żyletką</w>
			<w>I świeżutki, ogolony,</w>
			<w>Rześko czując się i zdrowo</w>
			<w>Wkłada ciepłe kalesony</w>
			<w>I koszulkę flanelową.</w>
			<vsp/>
			<w>A tu przyjemności same</w>
			<w>Oraz niespodzianek wiele:</w>
			<w>Przynoszą mu &plqq;Panoramę&prqq;,</w>
			<w>&plqq;WTK&prqq; i &plqq;Karuzelę&prqq;,</w>
			<w>&plqq;Filipinkę&prqq; i &plqq;Sportowca&prqq;</w>
			<w>I skrapiają perfumami</w>
			<w>I może grać w salonowca</w>
			<w>z Marszałkiem i Ministrami.</w>
			<vsp/>
			<w>Salonowiec sport to miły,</w>
			<w>Lecz cesarska pupa &ndash; tabu!</w>
			<w>On ich może z całej siły,</w>
			<w>A oni go muszą słabo&hellip;</w>
			<w>Po obiedzie złota cytra</w>
			<w>Gra prześliczną melodyjkę,</w>
			<w>Cysorz bierze z szafy litra</w>
			<w>I odbija berłem szyjkę.</w>
			<w>Potem ciotkę otruć każe</w>
			<w>Albo zaszlachtować stryjca&hellip;</w>
			<w>Dobrze, dobrze być cysorzem,</w>
			<w>Choć to świnia i krwiopijca!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czerwony dżoel</tytul>
		<tekst>
			<w>W obskurnym barze, najpodlejszym ze wszystkich barów</w>
			<w>Czerwony Dżoel oszukańczo rozbił bank,</w>
			<w>Orkiestrze rzucił hojną ręką sto dolarów,</w>
			<w>Niech mu orkiestra gra wiązankę starych tang.</w>
			<w>Już drży w powietrzu motyw znany i zużyty,</w>
			<w>Co na głos pana wraca jak wierny pies,</w>
			<w>A z nim wracają wyświechtane rekwizyty,</w>
			<w>A Dżoel słucha i ma oczy pełne łez &ndash;</w>
			<w>O dalekiej dziewczynie</w>
			<w>(to było, Dżoel w Casablance)</w>
			<w>O miłości i winie</w>
			<w>(pamiętasz, wino miałeś w szklance)</w>
			<w>O walczących fregatach,</w>
			<w>Grzmiących salwą wszystkich burt,</w>
			<w>O tajfunach i passatach,</w>
			<w>O nieważnych dziś już datach</w>
			<w>Które zabrał morski nurt.</w>
			<w>W obskurnym barze, najpodlejszym chyba w świecie</w>
			<w>Czerwony Dżoel nagle z miejsca podniósł się,</w>
			<w>Chciał coś powiedzieć, lecz się zachwiał na parkiecie,</w>
			<w>Chciał kogoś wołać, ale tylko szepnął: &ndash; Nie&hellip;</w>
			<w>W orkiestrze trąbka zadławiła się falsetem</w>
			<w>Ku leżącemu chciała podejść morska brać,</w>
			<w>Lecz Maur potężny, królujący za bufetem</w>
			<w>Zatrzymał wszystkich i rozkazał dalej grać</w>
			<w>O dalekiej dziewczynie</w>
			<w>Która umarła w Casablance,</w>
			<w>O miłości i winie</w>
			<w>W stłuczonej przed pół wiekiem szklance</w>
			<w>O walczących fregatach</w>
			<w>Grzmiących salwą wszystkich burt,</w>
			<w>O tajfunach i passatach,</w>
			<w>O nieważnych dziś już datach</w>
			<w>Które zabrał morski nurt.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czerwony Kapturek</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś Czerwony Kapturek</w>
			<w>Niósł pół litra i ogórek</w>
			<w>Dla swej babaci, co w dziewiczym</w>
			<w>Lesie, żyła z Nadleśniczym,</w>
			<w>Ale go już razy kilka</w>
			<w>Zdradziła, w ramionach Wilka.</w>
			<w>Teraz też, Kapturek bieży</w>
			<w>A ta prukwa z Wilkiem leży,</w>
			<w>Ciągnie Ulung na prykusku</w>
			<w>I kocha się po francusku,</w>
			<w>Bo taki Wilk, to wygrzmoci</w>
			<w>Nawet i Giełdę Staroci!</w>
			<w>Gdy zobaczyła dziewczynka</w>
			<w>Że z jej Babci taka świnka,</w>
			<w>Dała cynk Nadleśniczemu,</w>
			<w>Żeby też się przyjrzał temu,</w>
			<w>A on, wyjąwszy kopyto,</w>
			<w>Postrzelał Babcię jak sito,</w>
			<w>Poczem z krzykiem: &ndash; Aż ty zdrajco!</w>
			<w>Trafił Wilka w lewe ucho.</w>
			<w>Pochował ich pod pagórkiem</w>
			<w>I ożenił się z Kapturkiem.</w>
			<w>Wniosek: Kto w porę kabluje</w>
			<w>Nigdy biedy nie odczuje.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czeskie filmy</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach jakie piękne są czeskie filmy,</w>
			<w>Ileż w nich wielkoświatowej gracji,</w>
			<w>Jaki styl czysty, a tak sterylny</w>
			<w>Jak mleczko prosto z pasteryzacji,</w>
			<w>Jaki gatunek zdjęć jednolity,</w>
			<w>Jaki szlachetny sentymentalizm,</w>
			<w>I pozytywny kosmopolityzm</w>
			<w>I nylonowy neorealizm,</w>
			<w>Czyściutkich dziewcząt wdzięk infantylny,</w>
			<w>Dużo neonów i trochę seksu,</w>
			<w>Ach jakie piękne są czeskie filmy,</w>
			<w>Takie błyszczące jak z Jablonexu&hellip;</w>
			<w>Uwaga, cisza, właśnie się kręci,</w>
			<w>Cierpią tancerki w dresach helanco,</w>
			<w>Po nocach dręczą się ekspedienci</w>
			<w>Zrobiwszy w sklepach niewielkie manko,</w>
			<w>W pięknych lokalach saksofoniści</w>
			<w>Lansują czacze umiarkowane,</w>
			<w>A młodzi ludzie &ndash; grzeczni i czyści &ndash;</w>
			<w>Idą parami na Malą Strangę,</w>
			<w>Oto piwiarni obraz dantejski,</w>
			<w>Orgia pilznerów, potem ból głowy&hellip;</w>
			<w>Temat &ndash; ogólnoeuropejski,</w>
			<w>Problem wyraźnie ponadczasowy&hellip;</w>
			<w>A my próbujmy i się wysilmy,</w>
			<w>I zapracujmy się aż po pachy,</w>
			<w>I tak &ndash; przy czeskich &ndash; te nasze filmy</w>
			<w>Są jak rzeź Pragi przy rzeźbach Prahy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Członkostwo</tytul>
		<tekst>
			<w>Polska jest krajem wierzb, skowronków,</w>
			<w>Kuronia, Tatr, Czerwonej Łodzi,</w>
			<w>Lecz przede wszystkim krajem członków,</w>
			<w>Co obrodziły nam nad podziw.</w>
			<w>Dymią fabryki i kombajny,</w>
			<w>Wszędzie wysiłek twórczy furczy,</w>
			<w>Tu stoi Członek Nadzwyczajny,</w>
			<w>A ówdzie się Zwyczajny kurczy.</w>
			<w>Najczęstszy z polskich członków listy</w>
			<w>(jak głosi nam społeczna sonda)</w>
			<w>Jest szary Członek Rzeczywisty</w>
			<w>(bo rzeczywiście tak wygląda),</w>
			<w>Tuż za nim dublet (pozytywny,</w>
			<w>bo oba członki &ndash; luminarze!):</w>
			<w>To Honorowy Członek sztywny</w>
			<w>Z Członkiem Korespondentem w parze.</w>
			<w>Obok, romantyk i marzycie],</w>
			<w>Wierzący w dobro i w człowieka,</w>
			<w>Pręży się Członek Założyciel</w>
			<w>&ndash; Stanął, założył, teraz czeka.</w>
			<w>Bokami, niby to niechcący,</w>
			<w>Ni to pociotek, ni pomagier,</w>
			<w>Skrada się Członek Wspierający,</w>
			<w>Czyli tak zwany Członek-Szwagier.</w>
			<w>A po wertepach, gdzieś się błąka</w>
			<w>Żałosny, skompleksiały maluch,</w>
			<w>Nie Członek, lecz Zastępca Członka,</w>
			<w>Smutny jak mops towarzysz Paluch&hellip;</w>
			<w>Lecz ponad wszystkie sterczy głowy</w>
			<w>Twór z wazeliny i z papieru,</w>
			<w>Potężny buc, Członek Zbiorowy</w>
			<w>Trzon PRON-u i TPPR-u.</w>
			<w>Tak dzionek mija im za dzionkiem</w>
			<w>I pożytecznie, i rozumnie,</w>
			<w>Śpiewają Gdyby rannym członkiem,</w>
			<w>Wołają &plqq;Członek &ndash; to brzmi dumnie!&prqq;</w>
			<w>Zaś w czasie buntów i sprzeczności,</w>
			<w>Co atakują ich bezwzględnie,</w>
			<w>Lubią się odciąć od przeszłości,</w>
			<w>Z tym, że odcięty członek więdnie,</w>
			<w>Więc potem napis lśni, wyrżnięty</w>
			<w>Tam, gdzie on żył lub był na żołdzie:</w>
			<w>TU BYŁY CZŁONEK ŚPI, ODCIĘTY!</w>
			<w>PRZECHODNIU! WYSTAW SWEGO W HOŁDZIE!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czujność</tytul>
		<tekst>
			<w>Czasem człowiek się zada z jakimś ładnym podlotkiem,</w>
			<w>Lub przeciwnie &ndash; z kimś takim, co to lubił Balzaca,</w>
			<w>Ale niech tylko która z tych pań nazwie mnie kotkiem,</w>
			<w>To natychmiast kapelusz biorę z kołka i frak,</w>
			<w>I uciekam z mieszkania, względnie też z garsoniery,</w>
			<w>I na takie numery, nie pozwalam się brać!</w>
			<w>Wzrost mam metr osiemdziesiąt, nogę czterdzieści cztery,</w>
			<w>Ważę setkę bez mała, a tu kotek, psia mać!</w>
			<w>Kiedyś znowu, gdym jedną panią sobie przygruchnął</w>
			<w>(to jest tempus perfectum od gruchania, pan wie&hellip;)</w>
			<w>Ona &ndash; w chwili czułości &ndash; wyszeptała: &ndash; Ciapuchno&hellip;</w>
			<w>A ja łaps za garnitur, hyc do drzwi i adieu!</w>
			<w>Bracia moi! Zwiewajcie gdy was tak ktoś zagaja,</w>
			<w>Z najwspanialszych rozkoszy rezygnujcie wy w mig!</w>
			<w>Wy nie wiecie, jak bardzo to rozkleja, rozbraja,</w>
			<w>I jak w kotka faktycznie krasy zmienia się byk!</w>
			<w>Dalej wszystko już idzie &ndash; by tak rzec &ndash; łańcuchowo,</w>
			<w>Za czułymi nazwami straszna kryje się treść:</w>
			<w>&ndash; Kotku, zrób no mi tamto, ciapek, podaj mi owo,</w>
			<w>Piesku, usmaż omlecik, bo kiciunia chce jeść!</w>
			<w>Smaży ciapek i tyra kotek, zmywa i biega,</w>
			<w>Przez laseczkę bez mała skacze, słysząc: &ndash; No, hop!</w>
			<w>I nieszczęsna, tragiczna zeń się robi lebiega</w>
			<w>Chociaż jeszcze niedawno taki fajny był chłop&hellip;</w>
			<w>Więc ostrzegam panowie &ndash; gaz do dechy i w krzaki,</w>
			<w>Nie ujarzmią nas słówka, choćby słodkie jak drops,</w>
			<w>Myśmy orły stepowe, zabajkalskie kozaki&hellip;</w>
			<w>[drzwi]&hellip; rany&hellip; żona wróciła&hellip; a mnie spalił się klops&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czworokąty</tytul>
		<tekst>
			<w>Idą żołnierze środkiem ulicy,</w>
			<w>W oknach dziewczyny i urzędnicy!</w>
			<w>Dziewczyny dały co która miała,</w>
			<w>A urzędnicy dali im sztandar,</w>
			<w>Aby nie poszli na wojnę sami</w>
			<w>Sformowanymi czworokątami.</w>
			<vsp/>
			<w>Stąpa czworokąt po czworokącie:</w>
			<w>Pierwszy czworokąt jest już na froncie,</w>
			<w>Drugi czworokąt właśnie dochodzi,</w>
			<w>Trzeci wysyła listy do rodzin,</w>
			<w>Czwarty w namiotach głęboko zasnął,</w>
			<w>A piąty właśnie idzie przez miasto.</w>
			<vsp/>
			<w>Idą żołnierze, bęben im bębni,</w>
			<w>A z tyłu biegnie jeden urzędnik</w>
			<w>Co miał od innych umysł odrębny</w>
			<w>I bardzo lubił wojenne bębny,</w>
			<w>A urzędnikom innym był obcy&hellip;</w>
			<w>Biegnie i krzyczy: &ndash; Weźcie mnie chłopcy!</w>
			<w>Dajcie mi szablę, dajcie mi rapier,</w>
			<w>Nie dla mnie uwiąd starczy i papier!</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz łoskot bębnów wszystko zagłuszył,</w>
			<w>A urzędnika szef wziął za uszy,</w>
			<w>Kopnął go w krzyże i dał mu premię</w>
			<w>I znów urzędnik za biurkiem drzemie.</w>
			<w>Albo spogląda, jak pod oknami</w>
			<w>Idą żołnierze czworokątami.</w>
			<w>Idą żołnierze piękni, nieczuli,</w>
			<w>Bębny im grają na rogach ulic.</w>
			<vsp/>
			<w>Idą żołnierze drogą szeroką:</w>
			<w>Pierwszy czworokąt,</w>
			<w>Drugi czworokąt,</w>
			<w>Trzeci czworokąt,</w>
			<w>Czwarty czworokąt,</w>
			<w>Piąty czworokąt,</w>
			<w>Szósty czworokąt,</w>
			<w>Siódmy czworokąt,</w>
			<w>Ósmy czworokąt&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czyściec i piekło</tytul>
		<tekst>
			<w>Tak sobie czasami myślę</w>
			<w>Po zatargu z żoną lub z władzą:</w>
			<w>Jak będzie wyglądał czyściec,</w>
			<w>Do którego mnie kiedyś wsadzą?</w>
			<w>Tradycyjny kocioł ze smołą,</w>
			<w>Diabły szopkowe i śmieszne,</w>
			<w>I przypiekane na goło</w>
			<w>Członki najbardziej grzeszne?</w>
			<w>A może zszarpią mi nerwy</w>
			<w>W sposób i nowszy, i lepszy &ndash;</w>
			<w>Na przykład sto lat bez przerwy</w>
			<w>Transmisji z hodowli wieprzy,</w>
			<w>Czyli kompletna klapa.</w>
			<w>A w górze gdzieś śmiech wesoły &ndash;</w>
			<w>To sobie Flipa i Flapa</w>
			<w>Oglądają w niebiesiech anioły!</w>
			<w>Zaś jeszcze bardziej bezdennie</w>
			<w>Wykoleiłby mnie system fatalny,</w>
			<w>Gdybym musiał przez wieki, codziennie,</w>
			<w>Udowadniać, że jestem lojalny.</w>
			<w>I męczyłbym się straszliwie</w>
			<w>W piekielnej tej atmosferze,</w>
			<w>A diabeł by podejrzliwie</w>
			<w>Patrzył na mnie i mruczał: &ndash; Ejże?</w>
			<w>I głosy brzmiałyby w mroku,</w>
			<w>Od których bym cierpiał i cierpiał:</w>
			<w>&ndash; A coście robili w roku</w>
			<w>Pięćdziesiątym, ósmego sierpnia,</w>
			<w>Między szesnastą dziewięć</w>
			<w>A osiemnastą czternaście?</w>
			<w>Ja na to pokornie, że nie wiem,</w>
			<w>A głosy: Ha ha! A, no właśnie:</w>
			<w>Ha, lepiej niech mnie już spalą</w>
			<w>Albo nadzieją na drążek.</w>
			<w>&hellip;a może czyściec jest salą</w>
			<w>Pełną tapczanów i książek,</w>
			<w>Z lampką przy każdym tapczanie,</w>
			<w>Więc czego mi więcej trzeba?</w>
			<w>Widocznie przez zamieszanie</w>
			<w>Trafiłem przypadkiem do nieba!</w>
			<w>Ale daremnie się korcę,</w>
			<w>Wnet wpadam w depresję wściekłą:</w>
			<w>&ndash; Tapczany fakt, stoją, lecz sztorcem,</w>
			<w>A książki są moje&hellip;</w>
			<w>To piekło.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czy Wrocław jest nowoczesny</tytul>
		<tekst>
			<w>Problem to chyba przedwczesny</w>
			<w>Nie ja go rozstrzygać będę:</w>
			<w>Czy Wrocław jest nowoczesny?</w>
			<w>Zależy pod jakim względem.</w>
			<w>Ciągle w nim jeszcze się zbliża</w>
			<w>I w jednym kotłuje się worku</w>
			<w>Dusza mieszkańca Kocmyrza</w>
			<w>Z duszą mieszkańca New-Yorku.</w>
			<w>Trudno przewidzieć po prostu</w>
			<w>Jak zewrze się, jak wyprzęśli,</w>
			<w>komputer obok kompostu,</w>
			<w>Krzyk gęsi przy wtórze gęśli?</w>
			<w>Teoria kwarków za kwartę</w>
			<w>Macherzy i liczba Macha,</w>
			<w>I Jean Paul Sartre z Markiem Sartem</w>
			<w>I &plqq;no to bach&prqq; z fugą Bacha.</w>
			<w>Stoją wysmukłe wieżowce,</w>
			<w>Dymią fabryczne kominy</w>
			<w>Pasą się krowy i owce</w>
			<w>Bób rośnie, i oziminy.</w>
			<w>Syn jest lekarzem, ma fiata,</w>
			<w>Córuś atomy rozbija,</w>
			<w>Nóżki wymoczył se tata</w>
			<w>I w beczce kapustę ubija.</w>
			<w>Jadą Finowie, Norwedzy</w>
			<w>Zobaczyć &plqq;Trzynaście Rzędów&prqq;,</w>
			<w>Przysiadł Walenty na miedzy</w>
			<w>I gwarzy na temat spędu.</w>
			<w>Tutaj Matejko w Muzeum,</w>
			<w>Tam &ndash; nowy atom Andre Gide'a,</w>
			<w>A Dreptak skradł linoleum</w>
			<w>W biurze, bo w domu się przyda&hellip;</w>
			<w>Staś wrócił ze Stanów Fordem</w>
			<w>Gdzie występował rok prawie,</w>
			<w>To zaraz zbili mu mordę</w>
			<w>W klubie na popijawie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ach, to była historia</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach, to była historia bardzo drobnomieszczańska,</w>
			<w>Schemat przez recenzentów filmowych tępiony &ndash;</w>
			<w>Mąż wrócił o dzień wcześniej niż miał wrócić z Gdańska</w>
			<w>I zaskoczył kochanka w objęciach swej żony.</w>
			<w>Ach, to była historia niesmaczna nad wyraz,</w>
			<w>Żona jęła natychmiast spazmować i szlochać,</w>
			<w>Ten nieszczęsny kochanek z łóżka prędko wyłazi,</w>
			<w>A wyglądał, że tylko wziąć i się odkochać!</w>
			<w>Ach, to była historia plugawa i brzydka,</w>
			<w>W popielniczce przy łóżku fajczył się papieros,</w>
			<w>Ten facet dostał drgawek w chuderlawych łydkach</w>
			<w>Zaś mąż stwierdził naocznie, że to nie był heros.</w>
			<w>Przez sekundę w milczeniu spoglądali obaj</w>
			<w>A mąż myślał: &ndash; Ej, gdybym miał spluwę i kule!</w>
			<w>A tamten facet myślał: &ndash; Moja garderoba!</w>
			<w>l ukradkiem, ogródkiem, sięgał po koszulę.</w>
			<w>Ach, to była historia na pozór codzienna.</w>
			<w>Takich zdarzeń wokoło zdarza się obfitość,</w>
			<w>Lecz nagle się zrobiła od innych odmienna.</w>
			<w>Bo mąż, &ndash; choć sam się dziwił &ndash; jął odczuwać litość.</w>
			<w>Ach, to była historia niezupełnie wredna &ndash;</w>
			<w>Tusz na twarzy tej żony rozmazał się z pudrem.</w>
			<w>To ten mąż się rozczulił i pomyślał: &ndash; Biedna&hellip;</w>
			<w>&hellip;skąd ona wytrzasnęła takiego łachudrę?</w>
			<w>Ach. to była historia ciekawa i nowa.</w>
			<w>Mąż podał temu panu jego nędzne getry,</w>
			<w>Podszedł do tej nieszczęsnej. dłoń jej ucałował.</w>
			<w>Wskazał gościa oczami i spytał: &ndash; Elektryk?</w>
			<w>Ach, to była historia z cholernym fasonem.</w>
			<w>Facet zaczął się tyłem cofać w drzwi otwarte.</w>
			<w>Lecz gdy chciał je przekroczyć z niepewnym ukłonem &ndash;</w>
			<w>O próg potknął się, wrzasnął i zleciał na parter.</w>
			<w>Ach. to była historia najwyższej jakości.</w>
			<w>Gdy gość spadał, swą odzież pogubiwszy w locie &ndash;</w>
			<w>Mąż schylił twarz, by ukryć uczucie radości</w>
			<w>Zaś żonie usta drgnęły w bezgłośnym chichocie.</w>
			<w>Ach. to była historia! I z jaką puentą!</w>
			<w>Kochanek cicho jęcząc po upadku wstawał,</w>
			<w>Spojrzał w górę i ujrzał, że już drzwi zamknięto.</w>
			<w>To właśnie mąż je zamknął. I umarł na zawał.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Akwamarsz</tytul>
		<tekst>
			<w>W codziennym zajęć męczącym slalomie</w>
			<w>Niejeden wody marnuje się litr,</w>
			<w>Dlatego szybko kup sobie wodomierz</w>
			<w>I usiądź w wodzie przy dźwięku harf i cytr.</w>
			<w>Wodomierz piękny ci da firma Akwa,</w>
			<w>Za co nie żąda zbyt wysokich sum,</w>
			<w>Nad wodą kaczki zakrzykną wnet kwa-kwa,</w>
			<w>A w wodzie rybki zatańczą plum plum plum!</w>
			<w>Będziesz miał wodę na codzień i w świątki,</w>
			<w>Będziesz nią wokół oblany jak Hel,</w>
			<w>Dwieście dwadzieścia siedem zero osiem</w>
			<w>To twój w Wałbrzychu telefoniczny cel!</w>
			<w>Dla innych susza jest klęską i zgrozą&ndash;</w>
			<w>Ty jeden uśmiech przywołaj na twarz &ndash;</w>
			<w>Już z firmy Akwa wodomierz ci wiozą,</w>
			<w>O kurcze chłopie, ty ale szczęście masz!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Aliantom</tytul>
		<tekst>
			<w>Halo, tu Festung Breslau!</w>
			<w>Usilnie i desperacko</w>
			<w>Wzywam na wszystkich zakresach</w>
			<w>Główną Kwaterę Aliancką.</w>
			<w>Wodzowie znakomici,</w>
			<w>Spece od różnych broni,</w>
			<w>Od wschodu jesteście kryci,</w>
			<w>Polska się jeszcze broni.</w>
			<w>Czekamy tu co dzień rano,</w>
			<w>W południe i o zmroku</w>
			<w>Na pomoc obiecaną</w>
			<w>W trzydziestym dziewiątym roku.</w>
			<w>Wznosimy bojowe okrzyki,</w>
			<w>Od których przeciwnik cierpnie,</w>
			<w>Nasze są Październiki,</w>
			<w>Grudnie, a zwłaszcza Sierpnie,</w>
			<w>Lecz trochę już mdleją nam dłonie</w>
			<w>A trochę już mamy kota..</w>
			<w>Kiedy wyjdziecie na koniec</w>
			<w>Zza Linii Maginota?</w>
			<w>Mówcie nam, żeśmy zuchy,</w>
			<w>Że jakby co, to wy z nami,</w>
			<w>A my na wasze podpuchy</w>
			<w>Odpowiadamy czynami.</w>
			<w>Na ustach wciąż mamy Honor,</w>
			<w>Wierność, lub inny banał,</w>
			<w>A Schleswick-Holstein z Aurorą</w>
			<w>Wpływają tymczasem na kanał</w>
			<w>I tabor gdzieś z tyłu pozostał</w>
			<w>I wachmistrz na alarm trąbi</w>
			<w>I bije się Gdańska Poczta</w>
			<w>W łopocie strajkowych chorągwi</w>
			<w>I trzyma się Westerplatte,</w>
			<w>Chociaż obrońcy złorzeczą .</w>
			<w>Bo pan Buch, bawiąc tu latem</w>
			<w>Obiecał im przybyć z odsieczą.</w>
			<w>Cóż, dzieje się zadość tradycji,</w>
			<w>Znów trzeszczą kłamliwe przymierza.</w>
			<w>I znów się bijemy dla fikcji</w>
			<w>Do ostatniego żołnierza.</w>
			<w>A kiedy już padnie Polska</w>
			<w>I jej zdradzone sztandary,</w>
			<w>Któż zgadnie, jakie to wojska</w>
			<w>Przedefilują przez Paryż</w>
			<w>I czyje na niebie Brytanii</w>
			<w>Zawarczą eskadry złowieszcze?</w>
			<w>Na razie się bawcie, kochani.</w>
			<w>My tu walczymy.</w>
			<w>JESZCZE.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Almanach</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden Dreptak Zenobi</w>
			<w>Nic właściwie nie robił,</w>
			<w>Pędził żywot taki więcej szachrajski,</w>
			<w>I tylko chciał koniecznie</w>
			<w>Z całych sił i serdecznie</w>
			<w>Figurować w Almanachu Gotajskim&hellip;</w>
			<w>Jego żona, Ludwika,</w>
			<w>Mawiała: &ndash; Chłop ma bzika!</w>
			<w>Wymyślała mu nieraz od bydląt,</w>
			<w>Tłumaczyła: &ndash; Z tą gażą</w>
			<w>Malutką, i z tą twarzą?</w>
			<w>Puknij się, osiem lat za sam wygląd!</w>
			<w>Ale mimo tych faktów</w>
			<w>On wciąż szukał kontaktów,</w>
			<w>Chciał protekcję uzyskać uparcie,</w>
			<w>Porobił znajomości</w>
			<w>W Ministerstwie Łączności</w>
			<w>W PKPG, w ZBM i w Pagarcie&hellip;</w>
			<w>Czynił wydatki duże,</w>
			<w>Ruszał w jakieś podróże</w>
			<w>Auto-stopem, w Karosach i w Sanach,</w>
			<w>A gdzie tylko zawitał,</w>
			<w>Tam od razu się pytał:</w>
			<w>&ndash; Kto tu może załatwić Almanach?</w>
			<w>Poza tym od świtania</w>
			<w>Pisał ciągle podania,</w>
			<w>Napomykał w nich o rewolucjach</w>
			<w>Co się w nich bił podobno,</w>
			<w>I potem je osobno</w>
			<w>&ndash; Te podania &ndash; składał w różnych instytucjach&hellip;</w>
			<w>Kiedyś w jednym z powiatów</w>
			<w>Do Związku Literatów</w>
			<w>Też je złożył w nietrzeźwym stanie,</w>
			<w>I przypadkiem na sesji</w>
			<w>Poświęconej poezji</w>
			<w>Odczytano głośno to podanie&hellip;</w>
			<w>Oklaski jak petarda</w>
			<w>Huknęły! &ndash; Awangarda!</w>
			<w>&ndash; Krzyknął prezes &ndash; Ach, pisać tak umieć!!!</w>
			<w>Skąd się to u nas wzięło</w>
			<w>Takie wspaniałe dzieło,</w>
			<w>Że nic z niego nie można zrozumieć???</w>
			<w>Ileż tutaj iluzji,</w>
			<w>Alienacji, dyfuzji,</w>
			<w>I środkowo-europejskiej finezji!!!</w>
			<w>Jakiż to krzyk epoki!</w>
			<w>Zamieścimy go bez zwłoki</w>
			<w>W Almanachu Współczesnej Poezji!!!</w>
			<w>No proszę, już po strachu,</w>
			<w>Jest Dreptak w Almanachu,</w>
			<w>Kto zawistny &ndash; z zadrości zdechnie!</w>
			<w>Wprawdzie to nie ta księga,</w>
			<w>Ale treść równie tęga,</w>
			<w>I czytana jest równie powszechnie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Alternatywa</tytul>
		<tekst>
			<w>Z okazji Nowego Roku, gdy król jak również królowa</w>
			<w>Dawali czcigodne dłonie do całowania ministrom,</w>
			<w>Ambasador Wysp Wielkanocnych radykalnie i szybko zwariował</w>
			<w>I wziąwszy królową za klapy, powiedział do niej: &ndash; Ty glisto!</w>
			<w>Tu cisza zapadła na dworze&hellip; tylko oddech biskupowi świszczał,</w>
			<w>A marszałkowi dworu zabrzęczała diamentowa sprzączka przy szelkach,</w>
			<w>I wesołe, trawienne soki harcowały w żołądku ochmistrza,</w>
			<w>I paź, co zasnął za portierą jęknął cichutko: Ach&hellip; Felka&hellip;</w>
			<w>nikt więcej nic nie powiedział&hellip; ba, palcem nikt nie skinął.</w>
			<w>Zresztą wszyscy dosłownie zdębieli ze strachu i konsternacji.</w>
			<w>A wtem &ndash; po dziesięciu sekundach &ndash; obłęd ambasodorowi minął.</w>
			<w>I ambasador zmieszany próbował jakoś wybrnąć z tej sytuacji.</w>
			<w>Przede wszystkim, zauważywszy że trzyma jeszcze królową w dłoniach</w>
			<w>Zaczął chrząkać, przyglądać się z bliska, zaskoczenie wielkie udawał,</w>
			<w>A potem beknął &ndash; Przepraszam, ja myślałem, że to fisharmonia!</w>
			<w>A to pani królowa! Hy hy hy! Ale to ci dopiero kawał!</w>
			<w>Liczył na to, że śmiechy wybuchną i że wszędzie zrobi się głośno</w>
			<w>Ale cisza trwała w około, więc podrapał się niepewnie w łopatkę,</w>
			<w>Zaczął bąkać jakąś historię, równie głupią co durną i sprośną</w>
			<w>Wreszcie usiłował stanąć na rękach, przy czym kopnął królową matkę.</w>
			<w>Cisza trwała, a ambasador coraz bardziej swą pewność tracił</w>
			<w>Chciał zjeść coś, ale czknął głośno i oblał się zupą żówią,</w>
			<w>A wreszcie powiesił się biedak na troczkach od własnych gaci&hellip;</w>
			<w>I to było jedyne wyjście, tak między nami mówiąc&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Aluzjonista</tytul>
		<tekst>
			<w>Gucio jest mówca, Pucio &ndash; cyklista,</w>
			<w>Ja jestem znany Aluzjonista!</w>
			<w>Hi hi, ha ha! Aluzje robię jaaaaaaaaaa!</w>
			<w>Inny to co myśli chlapie, o uchwale, o etapie,</w>
			<w>Bez ogródek wypowiada wszystko wprost, ach ach!</w>
			<w>Ja &ndash; gdy siedząc na kanapie aluzyjnie stopę drapię &ndash;</w>
			<w>Komentuję równocześnie stopy wzrost, ha ha!</w>
			<w>W saloniku cioci Mrówci inny dowcip robię znów ci,</w>
			<w>Bo gdy lufcik ktoś otwiera &ndash; twierdzę, że</w>
			<w>Jeśli ktoś otworzył lufcik, to nie aby swąd wypuścić.</w>
			<w>Lecz by spostrzec, kto wychyli pierwszy się, hi hi!</w>
			<w>(śmieje się sam ze swego dowcipu)</w>
			<w>Pim pim, pam pam, aluzjonista jaaaaaaaam!</w>
			<w>Kiedy jest na obiad zupa, też się śmiechu robi kupa,</w>
			<w>Bo nadaję zwykłej zupie sens i głąb, tak tak!</w>
			<w>Kiedy odniechcenia w zupie aluzyjnie chochlą chlupię &ndash;</w>
			<w>Nucąc &plqq;ząb zupa dąb&prqq; i &plqq;dąb zupa ząb&prqq; hu hu!</w>
			<w>W telewizji o nawozach, kiedy mowa i o kozach,</w>
			<w>Lub zasiewy ktoś omawia, względnie tucz,</w>
			<w>Minę robię wręcz rozumną, &ndash; Teraz &ndash; mówię &ndash; będzie gumno!</w>
			<w>Mrużąc przy tym aluzyjnie jedno z ócz!</w>
			<w>(ryczy ze śmiechu)</w>
			<w>I szał i śmiech, i krzyk &plqq;Bodajbyś zdechł&prqq;!</w>
			<w>Towarzyskie me zalety uwielbiają wręcz kobiety,</w>
			<w>Kontemplują każde słowo me i gest, och och!</w>
			<w>Grono pań się wprost zaśmiewa,</w>
			<w>Gdy ja cóś o rżnięciu&hellip; (hi hi hi! hu hu hu!)&hellip; drzewa</w>
			<w>Lub gdy pytam, czy panienka lubi bez&hellip; (trzymajcie mnie)</w>
			<w>Bufetową śmieszę w bistro mówiąc: &ndash; Czy ma pani czystą?</w>
			<w>Ministrowi: &ndash; Ale ma pan mini-ster! Hu hu!</w>
			<w>Dżokejowi: &ndash; Nie bij konia&hellip;!!! No i cześć aluzju poniał!</w>
			<w>Taki ze mnie bawidamek i ceseur&hellip; oj ja nie mogę&hellip;</w>
			<w>ojej bo ja trzasnę&hellip; hi hi hi&hellip; hu hu hu&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ananas</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeszcze od czasów Mieszka lub Sasa</w>
			<w>Zawzięliśmy się na ananasa.</w>
			<w>Jak ktoś coś komuś naskarżył na nas,</w>
			<w>Mówimy o nim: &ndash; O, to ananas!</w>
			<w>Czemuż do diabła &ndash; niech mi kto powi &ndash;</w>
			<w>Tak dokuczamy ananasowi?</w>
			<w>Czemu życzliwych słów kilku w prasie</w>
			<w>Nikt nie zamieści o ananasie?</w>
			<w>Zdrowiej by było, zamiast półbasem</w>
			<w>Na deser raczyć się ananasem!</w>
			<w>Ba, ale nasze pola i lasy</w>
			<w>Bardzo ubogie są w ananasy,</w>
			<w>Chociaż &ndash; jak mówią sceny z arrasów &ndash;</w>
			<w>Ongiś kmieć zbierał plon z ananasów</w>
			<w>Pastewnych: &ndash; Lepiej się krowy pasom &ndash;</w>
			<w>&ndash; powiadał &ndash; Dzięki tym ananasom!</w>
			<w>I sam dokarmiał się, z potomkami,</w>
			<w>Z braku kawioru &ndash; ananasami,</w>
			<w>Aż po zbyt intensywnych wypasach</w>
			<w>Nawet ślad zginął po ananasach,</w>
			<w>W związku z czym docent Dyonizy Panas</w>
			<w>Rzekł iż &plqq;Nec locus ubi ananas&prqq;.</w>
			<w>Pozostał tylko obraz Picassa</w>
			<w>Nazwany &plqq;Anna je ananasa&prqq;</w>
			<w>Rejestrowany też błędnie czasem</w>
			<w>Pod hasłem &plqq;Anna je ananasem&prqq;.</w>
			<w>Drodzy słuchacze! Tak coś mi zda się</w>
			<w>Że czas zawołać: &ndash; Wróć, ananasie!</w>
			<w>Wśród pól pszenicznych zostawmy pasy</w>
			<w>Gdzie będą mogły róść ananasy,</w>
			<w>Ponieważ mnóstwo różnych frykasów</w>
			<w>Można sporządzić z tych ananasów &ndash;</w>
			<w>Poddać fermentom, zacierom, kwasom,</w>
			<w>I wódkę dzięki mieć ananasom.</w>
			<w>A taki okrzyk &ndash; pomyślcie sami! &ndash;</w>
			<w>&ndash; Proszę schabowy z ananasami!</w>
			<w>Gadałem tutaj we wszystkich czasach&hellip;</w>
			<w>(pardon: przypadkach!) &ndash; o ananasach,</w>
			<w>Lecz stąd pociecha nieduża dla nas, &ndash;</w>
			<w>Nie chce się w Polsce przyjąć ananas.</w>
			<w>Choć zaproszenia zewsząd się sypią &ndash;</w>
			<w>Ananas na nas tylko się wypiął,</w>
			<w>W związku z wypięciem owym, w ogóle</w>
			<w>Skreślam faceta. Byde żarł grule.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Andrzejki</tytul>
		<tekst>
			<w>U Zenona Samosiejki raz odbyły się Andrzejki,</w>
			<w>Bo ten Zenon miał ambicję, by pielęgnować tradycję.</w>
			<w>I się chwalił wszystkim wszędy, że bardzo ceni obrzędy,</w>
			<w>A to celem podkreślenia rzekomego pochodzenia.</w>
			<vsp/>
			<w>Od chłopa i robotnika, choć był synem urzędnika.</w>
			<w>Przeto wieczorem, w alkowie, usiedli Samosiejkowie,</w>
			<w>Stryjenka tudzież tłum gości, którzy żarli bez litości.</w>
			<w>A szwagier, okaz dzikusa, to nawet nadgryzł fikusa.</w>
			<vsp/>
			<w>A inny kuzyn, Stefanek, wysiąkał się do firanek.</w>
			<w>A znów inny na portrecie domalował oko trzecie,</w>
			<w>Pierśi i świńskiego ryja i tak zniszczył portret stryja.</w>
			<w>Więc Zenon zgrzytnął zębami, ale zajął się wróżbami.</w>
			<vsp/>
			<w>I zamiast się złościć, gniewać, to on zaczął wosk wylewać.</w>
			<w>No i proszę, co się dzieje &ndash; wszyscy patrzą, a on leje.</w>
			<w>I w wyniku tych igraszek wylał mu się z wosku ptaszek.</w>
			<w>Zaczeły się cieszć dzieci: &plqq;- O, tatuś z pracy wyleci!&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Samosiejko zbladł gwałtownie i dawajże lać ponownie.</w>
			<w>Po czym zajrzał do baniaka i zobaczył tam kociaka.</w>
			<w>Żona się zaśmiała sucho i jak mu przywali w ucho&hellip;</w>
			<w>A on tak się biedny stropił, że siadł w ten wosk, co się topił.</w>
			<vsp/>
			<w>Po czym wstał, pozbierał graty i się wyprowadził z chaty.</w>
			<w>Więc gdy stryjenkę pytano, co tam u Zenków wylano,</w>
			<w>To wyjaśniła stryjenka, Że żona wylała Zenka.</w>
			<w>Tak, tak &ndash; jak ktoś wierzy w gusła, to żeby mu rączka uschła.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Apelacja</tytul>
		<tekst>
			<w>Wysoki Sądzie, cóż mogę powiedzieć na temat rodziny?</w>
			<w>Nie wiem, jak ma wyglądać rodzina dziennikarza&hellip;</w>
			<w>Moja &ndash; o, tam, o &ndash; siedzi &ndash; i robi głupie miny.</w>
			<w>Ale ja też mam dość głupią, więc wcale się nie uskarżam.</w>
			<w>Jeżeli chodzi o żonę, to obrzuca mnie wyzwiskami</w>
			<w>Co trzy i pół tygodnia&hellip; jest wzorem regularności&hellip;</w>
			<w>A syn, jak ma się uczyć, to płacze rzewnymi łzami,</w>
			<w>A jak się cały ubrudzi, to wyłazi znienacka na gości.</w>
			<w>Jest także pewna kuzynka, dziewczyna raczej duża,</w>
			<w>Cokolwiek stuknięta na punkcie chłopców, filmów i samochodów.</w>
			<w>Jak czasem się zamyśli, to idąc &ndash; ściany wyburza,</w>
			<w>A jak raz klepnęła ciotkę, to ciotka zleciała ze schodów.</w>
			<w>W opowiadaniu kawałów jesteśmy raczej świntuchy,</w>
			<w>Niepotrzebnie gaz wypalamy i wyświecamy prąd,</w>
			<w>Lubimy się wszyscy przebierać w wygodne stare ciuchy</w>
			<w>I patrzeć, jak męczą się ludzie wystrojeni z okazji świąt.</w>
			<w>I co by tu jeszcze&hellip; a, jeszcze jest rudy pies, rasy kundel,</w>
			<w>Złodziej, karmiciel pięciuset &ndash; jak mówi sprzątaczka &ndash; pchłów.</w>
			<w>Jak lecę dokądś ze Staszkiem, to kręcimy nad domem rundę</w>
			<w>I myślę: &ndash; Dom, kurdebele, żeby tam być już znów&hellip;</w>
			<w>No bo co? Inni mają Bardotkę czy jakąś Dżinę,</w>
			<w>Samochody i tyle forsy, że nie wiedzą, gdzie ją położyć,</w>
			<w>A rodzina to tylko mnie ma, a ja mam tylko rodzinę,</w>
			<w>Więc bądź łaskaw, Wysoki Sądzie, i daj jeszcze trochę pożyć.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Arktyka na codzień</tytul>
		<tekst>
			<w>Czy to foka jękliwie się żali,</w>
			<w>Pływająca w lodowatej fali,</w>
			<w>Czy też niedźwiedź polarny groźny</w>
			<w>Co mu z pyska bucha oddech mroźny?</w>
			<w>Może pingwin razem z pingwinięty</w>
			<w>Wskoczył z pluskiem w polarne odmęty?</w>
			<w>Może płacze ponuro syrena</w>
			<w>Ze słynnego statku Amundsena?</w>
			<w>Może zamieć uderza o szkiery,</w>
			<w>Bo jak nie to, no to co to do cholery?</w>
			<w>Chyba że to przez śnieżyste tereny</w>
			<w>Pędzą cwałem kosmate reny,</w>
			<w>Lub rosomak na zimnym Tajmyrze</w>
			<w>Przemarznięte łapy sobie liże,</w>
			<w>Lub psi zaprzęg i traperskie narty</w>
			<w>Przecierają szlak nieprzetarty,</w>
			<w>Albo wilk to samotny przy fiordzie</w>
			<w>Wyje, a głos zamarza mu w mordzie,</w>
			<w>Względnie mors do przerębli zalazł,</w>
			<w>Bo jak nie to, no to co to, kurdebalans?</w>
			<w>Wszak nie Fin to, nie Eskimos skośnooki</w>
			<w>Strąca sople, które wmarzły mu w loki,</w>
			<w>I nie ajsberg płynie z pluskiem straszliwy,</w>
			<w>I nie w tajdze syberyjski myśliwy,</w>
			<w>I nie żaden Scott na Antarktydzie</w>
			<w>Do bieguna z uporem idzie,</w>
			<w>Nie Samojed, ani nie Lapończyk</w>
			<w>Z lodu igloo budować kończy,</w>
			<w>Nie rozbitek tak jęczy na głazie&hellip;</w>
			<w>No to co to rany boskie w takim razie???</w>
			<w>Ach, to w srogiej arktycznej pustce</w>
			<w>Lewandowski spędza wczasy w Ustce!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>A Rosołowski nie przychodzi</tytul>
		<tekst>
			<w>Za oknem wicher nostalgiczny</w>
			<w>Ponuro szumi i zawodzi,</w>
			<w>A Rosołowski frenetyczny</w>
			<w>Miał dzisiaj przyjść, i nie przychodzi.</w>
			<vsp/>
			<w>Jak statek on oceaniczny,</w>
			<w>Który do różnych portów wchodzi,</w>
			<w>I jak wodewil on muzyczny</w>
			<w>I jak kolęda &plqq;Bóg się rodzi&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Taki jest mądry, taki śliczny</w>
			<w>Czy śpi, czy grzmi, czy gździ, czy chodzi,</w>
			<w>O, Rosołowski egzotyczny</w>
			<w>O, ratunkowa moja łodzi!</w>
			<vsp/>
			<w>Oto już księżyc lunatyczny</w>
			<w>Nad garsonierą pustą wschodzi,</w>
			<w>A Rosołowski gigantyczny</w>
			<w>I niebotyczny nie przychodzi.</w>
			<vsp/>
			<w>O, bólu apokaliptyczny!</w>
			<w>Czy on przypadkiem nie u Lodzi,</w>
			<w>Bachiczny i aromatyczny,</w>
			<w>Plugawy żywot Lodzi słodzi?</w>
			<vsp/>
			<w>Stosunek nasz morganatyczny</w>
			<w>Może już bokiem mu wychodzi?</w>
			<w>O, Rosołowski sataniczny,</w>
			<w>O, klęsko gorsza od powodzi!</w>
			<vsp/>
			<w>Czyż szczęścia blask iluzoryczny</w>
			<w>Tak lekko się rozwiewać godzi?</w>
			<w>Tu wikt cię czeka kaloryczny.</w>
			<w>Bamboszki, w których nikt nie chodzi,</w>
			<vsp/>
			<w>Jak również kotek mechaniczny &ndash;</w>
			<w>Zabawka, która cię odmłodzi&hellip;</w>
			<w>O, Rosołowski, tyś praktyczny,</w>
			<w>Więc wstąp na chwilę, co ci szkodzi&hellip;?</w>
			<vsp/>
			<w>Ha! Obrzęknął dzwonek elektryczny&hellip;!</w>
			<w>Otwórzmy&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>&hellip;ot, jak los nas zwodzi:</w>
			<vsp/>
			<w>To tylko kurcszlus sporadyczny,</w>
			<w>A Rosołowski nie przychodzi&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Arystokracja</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz na wielkim przyjęciu u hrabiów Badenich</w>
			<w>Książę Zyzio co mamę miał de domo Kapet</w>
			<w>Wlazłszy pod stół by podnieść kawałek pieczeni</w>
			<w>Wpadł na pomysł ściągnięcia lakierków i skarpet</w>
			<w>Następnie zaś spod fraka wyjął ostrą piłkę</w>
			<w>I wyrżnął w blacie stołu okrągły otworek</w>
			<w>I pod stołem na rękach stanąwszy z wysiłkiem</w>
			<w>Bosą nogę w ten otwór wpakował jak korek.</w>
			<w>Wyrosła przeto noga w pośrodku zastawy</w>
			<w>jak egzotyczny kaktus lub kwiat orchidei,</w>
			<w>A pani domu właśnie dolewała kawy</w>
			<w>I pytała z uśmiechem dlaczego nikt nie ji?</w>
			<w>A nikt nie jadł, bo wszystkich ogarnęła zgroza</w>
			<w>I milczeli, krew mając w żyłach strachem ściętą</w>
			<w>I trwała przez chwil kilka zbiorowa hypnoza</w>
			<w>I ta noga stercząca jak groźne memento.</w>
			<w>I pokryły się twarze przeraźliwą bielą</w>
			<w>A potem buchnął zamęt okrzyków i wizgów</w>
			<w>I baron Zdziś porwawszy wielki tort Marcellego</w>
			<w>Wbił go sobie na głowę wśród kremowych bryzgów.</w>
			<w>Na ten widok od razu stało się swobodniej,</w>
			<w>Jęły fruwać w powietrzu ciastka i butelki,</w>
			<w>I jęły się obsuwać na posadzkę spodnie,</w>
			<w>Bo młodzież swym tatusiom podżynała szelki,</w>
			<w>I sadzała w majonez bladziutkie panienki</w>
			<w>I babciom za dekolty pakowała sery,</w>
			<w>I wyjmując figlarnie dziadkom sztuczne szczęki</w>
			<w>Wołała że chce zdobyć wąwóz Samossierry.</w>
			<w>Zaś w sieniach były premier, pochodzący z ludu,</w>
			<w>Rzekł do kuchty, co w kącie ogryzała szczątki:</w>
			<w>&ndash; Fajnie, żeśmy zadali sobie tyle trudu</w>
			<w>Żeby arystokratom pozwracać majątki!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Asceta</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie pił ani nie palił, nigdy nie grał w karty,</w>
			<w>Nie chodził do Zenobii, nie chodził do Marty,</w>
			<w>Nigdy nie zjadł do syta, chociaż o tym marzył,</w>
			<w>Łykał mnóstwo witamin, codziennie się ważył,</w>
			<w>Spać chadzał bardzo wcześnie, więc nie bywał w kinie,</w>
			<w>Z książek zdołał przeczytać Krzyżaków jedynie,</w>
			<w>Na więcej nie miał czasu, albowiem od świtu</w>
			<w>Musiał przysiadać, padać, biegać do przesytu,</w>
			<w>Gigantyczne ciężary wznosić ciągle w górę</w>
			<w>Lub jak malutki chłopczyk skakać poprzez sznurek.</w>
			<w>Przeto myśleli ludzie, a zwłaszcza kobiety,</w>
			<w>W imię czego prowadzi ten żywot ascety?</w>
			<w>W imię ojca i syna? W imię wyższej sprawy?</w>
			<w>W imię samozaparcia lub dobrej zabawy?</w>
			<w>W imię dobra pokoleń, upiększania życia?</w>
			<w>Nie, on to wszystko robił w imię mordobicia!</w>
			<w>Jak rąbnie, to przeciwnik nogi w górę zadrze!</w>
			<w>Tak tak, ciężki chleb mają zawodnicy w kadrze!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Atleta</tytul>
		<tekst>
			<w>Wysławszy małżonkę wraz z dziećmi do Szczyrku</w>
			<w>I pragnąc zagłuszyć tęsknotę,</w>
			<w>Poszedłem wraz z jedną znajomą do cyrku</w>
			<w>I siadłem pod szarym namiotem.</w>
			<w>Niestety, cyrk program miał nader fatalny</w>
			<w>Coś jak na odpuście w Pinczowie&hellip;</w>
			<w>Przeważnie po puchach kopały się klauny,</w>
			<w>I jeden pan stawał na głowie,</w>
			<w>Dyrygent orkiestry we fraku miał dziury,</w>
			<w>Żonglerem był stary reumatyk,</w>
			<w>A zamiast tygrysów dwa chude kocury</w>
			<w>Niechętnie skakały przez patyk.</w>
			<w>Po tak anemicznych i drętwych podnietach</w>
			<w>Gdy wszystkich nas trzęsła cholera,</w>
			<w>Wystąpił chudziutki, malutki atleta</w>
			<w>I pisnął, że szuka partnera&hellip;</w>
			<w>Tu wątłe muskułki z wysiłkiem natężył,</w>
			<w>Brzuch wciągnął kompletnie zwiotczały,</w>
			<w>I dodał, że kto go w zapasach zwycięży,</w>
			<w>Otrzyma ćwierć litra gorzały,</w>
			<w>A we mnie krew przodków zagrała i serce,</w>
			<w>Wezwanie dodało mi weny,</w>
			<w>I chcąc przypodobać się swojej partnerce</w>
			<w>Wkroczyłem na piasek areny.</w>
			<w>Atleta podciągnął pasiaste jegiery,</w>
			<w>Podrapał się w stopę ospale,</w>
			<w>Osadził na nosie wytarte cwikiery</w>
			<w>I jęknął: &ndash; Chodź niech cię rozwalę!</w>
			<w>Tu z taką energią natarłem na wroga,</w>
			<w>Że zanim się spostrzegł biedaczek,</w>
			<w>Wyleciał w powietrze, wycharczał &plqq;Laboga&prqq;!!!</w>
			<w>I capnął na ziemię jak flaczek&hellip;</w>
			<w>I leżał&hellip; i rączka mu drżała i nóżka,</w>
			<w>Więc cała impreza mi zbrzydła,</w>
			<w>Bo ludzie szemrali: O, pobił staruszka!</w>
			<w>A to ci kawałek chamidła!</w>
			<w>I wleciał dyrektor i krzyczał! Niestety!</w>
			<w>Oburącz za włosy się łapał:</w>
			<w>Cóż teraz mam począć bez mego atlety,</w>
			<w>Toć plajta mnie czeka i klapa!</w>
			<w>I zaczął go macać czy nie ma gdzie dziury,</w>
			<w>I jęczał w rozpaczy i żalu:</w>
			<w>&ndash; Rok tylko mu brakło do emerytury,</w>
			<w>A pan go zabiłeś, brutalu!</w>
			<w>Wtem staruch się ocknął, wycofał się rakiem,</w>
			<w>(&hellip;)</w>
			<w>Popatrzył się na mnie z wyraźnym niesmakiem</w>
			<w>I kwiknął: &ndash; Taż ja go zabiję!</w>
			<w>I wtedy pojąłem, iż tu się wyłania</w>
			<w>Myśl jasna i ostra jak brzytew,</w>
			<w>Że są retoryczne nie tylko pytania,</w>
			<w>Lecz także wyzwania do bitew&hellip;</w>
			<w>Kto takie wyzwanie traktuje z powagą,</w>
			<w>Jak jakiś prawdziwy mecz w lidze,</w>
			<w>Jest burkiem, ciemniakiem, i zwykłym stilagą&hellip;</w>
			<w>Cóż&hellip; dałem się pobić dziadydze&hellip;!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Autokop</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w pewnej instytucji miała się odbyć narada</w>
			<w>Produkcyjna, z udziałem delegatów z dużo wyższego szczebla,</w>
			<w>Więc dyrektor tej instytucji dosłownie z tremy upadał,</w>
			<w>A wicedyrektor ze strachu także o mało nie zemdlał,</w>
			<w>Bo się bali, że urzędnicy na ich prośby i groźby głusi,</w>
			<w>Nie bacząc na obecność różnych wpływowych osób,</w>
			<w>Nie będą absolutnie chcieli brać udziału w dyskusji,</w>
			<w>A jeśli nawet wezmą, to we właściwy sobie, głupkowaty sposób&hellip;</w>
			<w>Więc nawet rodzaj szkolenia zorganizowali biedacy,</w>
			<w>Ażeby z personelu usunąć psychicznego kaca,</w>
			<w>I pytali na przykład: &ndash; Dreptak, wypowiedzcie się o planie pracy!</w>
			<w>A na to Dreptak się głupio pytał: &ndash; A co znaczy &plqq;praca&prqq;?</w>
			<w>Więc dyrektor wprzewidywaniu makabry rwał sobie włosy z głowy,</w>
			<w>A wicedyrektor nerwowo gryzł w zębach własne krawaty,</w>
			<w>A tu narada już zaraz! Ba, już zaczynają się mowy!</w>
			<w>Już właśnie &ndash; O Matko Boska! &ndash; wygłaszają się referaty!!!</w>
			<w>Już do dyskusji wzywają! Już nieszczęście wisi na włosku!</w>
			<w>Już pytają: &ndash; Kto z tu obecnych chce podzielić się uwagami?</w>
			<w>Tu dyrektor dłużej nie zdzierżył i zapisał się chyłkiem do głosu</w>
			<w>Pod sześcioma wymyślonymi, różnymi nazwiskami,</w>
			<w>A następnie, to zakładając, to zdejmując wąsy na gumie,</w>
			<w>Nasuwając perukę na głowę a różne binokle na oczy,</w>
			<w>Sześciokrotnie w doniosłych sprawach wypowiedział się bardzo rozumnie,</w>
			<w>Przyczem tak wczuł się w rolę, że sam na siebie napsioczył.</w>
			<w>Następnie obrady zamknięto, a tegoż dnia wieczorem</w>
			<w>Jeden delegat z centrali klepiąc drugiego w plecy</w>
			<w>Powiedział: &ndash; Słuchajcie, trzeba coś zrobić z tym dyrektorem,</w>
			<w>Bo dyskutanci zgodnie stwierdzili że to typowy imbecyl&hellip;</w>
			<w>I wzięli i zaraz zdjęli ze stanowiska niebogę,</w>
			<w>W momencie, gdy oczekiwał właśnie na duży awans&hellip;</w>
			<w>I słusznie! Bo po jaką cholerę wyręczał własną załogę?</w>
			<w>Jak mu chciała podstawić stołka, to niechby się pofatygowała sama!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Azja Tuhajbejowicz</tytul>
		<tekst>
			<w>Ej, cały oddział się uśmiał, aż niektórzy wołali &plqq;Ojeja!&prqq;,</w>
			<w>Gdy srogi wachmistrz Luśnia pochwycił Tuhajbeja&hellip;</w>
			<w>&hellip;przepraszam, jego syna, mrucząc: &ndash; Aż ty burasie,</w>
			<w>Ty ześ, wredna gadzino, porwał nam panią Basię.</w>
			<vsp/>
			<w>I chciałeś z nią figo-fago, aleś się wkopał w ambaras</w>
			<w>Coś ty jej uczynił, zgago, to my ci uczynim zaraz.</w>
			<w>Co rzekłszy na pal go nasadził, ustawił ten pal pionowo,</w>
			<w>Sumiaste wąsy przygładził, spojrzał i rzekł: &ndash; Prawidłowo.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu z okrutnego bandyty zaczęli drwić całą paczką,</w>
			<w>Że niby taki przebity jak rolmops wykałaczką,</w>
			<w>Że może na flet futerał zrobić się z niego uda,</w>
			<w>A on wciąż nie umierał i ziewał &ndash; U, ale nuda.</w>
			<vsp/>
			<w>Potem się w konwersację wdał z kompanijnym kuchcikiem:</w>
			<w>&ndash; Hej, co tam na kolację? &ndash; Gorzałka i kaszka z mlikiem.</w>
			<w>Luśnia, widząc, ze coś nie klapuje, spytał z uszanowaniem:</w>
			<w>&ndash; Jak pan się właściwie czuje, wielce szanowny panie?</w>
			<vsp/>
			<w>A ów cynik i deprawator odrzekł bez zająknięcia:</w>
			<w>&ndash; Jak się czuję? Jak izolator linii wysokiego napięcia.</w>
			<w>&ndash; Czy to pana nie boli w ogóle? &ndash; jęknął zaczny wachmistrz w</w>
			<w>zdumieniu.</w>
			<w>&ndash; Nie, my nie takie rzeczy w Stambule przerabiali na szkoleniu.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Fachowość</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach, chciałbym być fachowcem</w>
			<w>W jakiejś wąskiej dziedzinie</w>
			<w>Na przykład krzyżować owce</w>
			<w>Na górskiej połoninie,</w>
			<w>Pisać żywoty świętych,</w>
			<w>Tresować czarne pantery</w>
			<w>Wyrabiać śrubokręty</w>
			<w>Wzór zero osiem cztery,</w>
			<w>Ewentualnie rwać zęby,</w>
			<w>Być wójtem w Międzyrzeczu,</w>
			<w>Dodawać do paszy otręby,</w>
			<w>NAdawać transmisje z meczów,</w>
			<w>Wajchy na prawo i lewo</w>
			<w>Przerzucać, sprzedawać kwiatki,</w>
			<w>Rżnąć w Puszczy Piskiej drzewo,</w>
			<w>Spowiadać nastolatki,</w>
			<w>Układać dla dzieci bajki,</w>
			<w>Pracować w sortowni listów,</w>
			<w>Szyć dla bachorów majtki</w>
			<w>Lub demaskować trockistów.</w>
			<w>I byłbym spokojny i zdrowy,</w>
			<w>Regularniebym jadał obiady,</w>
			<w>I nie miałbym bólów głowy</w>
			<w>I byłbym pewny posady,</w>
			<w>I satyrycznych nie musiał&ndash;</w>
			<w>bym pisać wciąż wypowiedzi</w>
			<w>Na zmianę: o gazie, o USA,</w>
			<w>O nadmiernym zużyciu miedzi,</w>
			<w>O konsumpcyjnym stosunku,</w>
			<w>O wodzie, o grzybobraniu,</w>
			<w>O nadużyciu trunków,</w>
			<w>O przeinwestowaniu,</w>
			<w>O niepotrzebnej edycji,</w>
			<w>O słoniu i sprawie polskiej,</w>
			<w>O roli kleru w Galicji</w>
			<w>O Rollingstonsach, o Rolskiej,</w>
			<w>O tym, że Franco jest draniem,</w>
			<w>O mini, o bikini,</w>
			<w>O grupie pod Wezwaniem</w>
			<w>Oraz o grupie Maryni&hellip;</w>
			<w>&hellip;lecz pomimo to, nerwów nie tracę</w>
			<w>Bo &ndash; choć zawód mam trudny, i śliski &ndash;</w>
			<w>w każdym kraju powinien być facet,</w>
			<w>który zna się mniej więcej na wszystkim!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Faraon, faraonowa i architekt</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś do faraona</w>
			<w>Przybiegła jego żona</w>
			<w>Co miała na imię Izys</w>
			<w>I dawaj, na architekta</w>
			<w>Skarżyć (co zwał się Dreptak)</w>
			<w>Że ma paskudną fizys.</w>
			<w>Że latają mu oczki,</w>
			<w>Że spogląda na boczki,</w>
			<w>Że milczy ustawicznie,</w>
			<w>Że ruchy ma niepewne,</w>
			<w>Więc musi być zapewne</w>
			<w>Niepewny politycznie.</w>
			<w>Faraon, facet z głową,</w>
			<w>Przerwał musztrę wojskową,</w>
			<w>Odstawił na bok dzidę</w>
			<w>I rzekł: &ndash; Ten Dreptak przecie</w>
			<w>Największą na całym świecie</w>
			<w>Wystawił nam piramidę!</w>
			<w>Na to faraonowa:</w>
			<w>&ndash; Piramida bombowa,</w>
			<w>Wzbudza podziw ludu i szlachty,</w>
			<w>Cóż z tego, gdy inżynier</w>
			<w>Ma fatalną opinię,</w>
			<w>I &ndash; być może &ndash; z opozycją konszachty?</w>
			<w>Faraon odrzekł zaraz:</w>
			<w>&ndash; Wracaj do garnków stara</w>
			<w>Nie wtrącaj się w zarządzanie!</w>
			<w>Toć przecie dobrze wiemy</w>
			<w>Ze kiedyś i tak pomrzemy,</w>
			<w>A piramida &ndash; zostanie!</w>
			<w>Inni faraonowie</w>
			<w>Przyjdą, nasi wnukowie,</w>
			<w>A potem wnuków dzieci,</w>
			<w>Wszystko się zmieni wszędzie,</w>
			<w>I kogo obchodzić będzie</w>
			<w>Czy Dreptak był za, czy przeciw?</w>
			<w>Historia to nie blekaut &ndash;</w>
			<w>Kamień przetrwa człowieka,</w>
			<w>Sztuka zostanie żywą!</w>
			<w>Kto ma władzę i glorię,</w>
			<w>Ten musi na historię</w>
			<w>Spoglądać z perspektywą!</w>
			<w>Idź mi wyczyść garnitur,</w>
			<w>Usmaż trochę konfitur,</w>
			<w>Lecz nie pętaj się więcej przy tronie!</w>
			<w>&hellip;faraonowie czasem</w>
			<w>Miewają dużą klasę!</w>
			<w>Więcej takich nam daj, o Amonie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Filozoficzny traktat o troskach Dreptaków</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś, przed wielu laty rycerz Bazyli Dreptak</w>
			<w>Stanął w gotyckim oknie (a był to piętnasty wiek)</w>
			<w>I oparł dłonie o kraty i w zamyśleniu wyszeptał:</w>
			<w>&ndash; Boże, jak ten czas leci&hellip; znów grudzień&hellip; i pierwszy śnieg</w>
			<w>A na uliczkach z jesieni raptownie robiła się zima,</w>
			<w>Zadymka białymi falami przez miasto wieczorne szła,</w>
			<w>A Dreptak patrzył i myślał i sobie przypominał</w>
			<w>Czy wszystko co trzeba na zimę przygotowane ma&hellip;?</w>
			<w>Więc myślał, że nowy kożuszek ma jego śliczna żona,</w>
			<w>Że ciepłe butki na futrze ma jego mały syn,</w>
			<w>Że na podwórku leżą sosnowe żywiczne, bierwiona</w>
			<w>I że to będzie jedna z miłych, spokojnych zim&hellip;</w>
			<w>Tymczasem już noc zapadła a śnieg wciąż padał i padał,</w>
			<w>I blask kominka oświecał pancerz na ścianie i miecz,</w>
			<w>A Dreptak ciągle rozmyślał o swoich ważnych sprawach,</w>
			<w>Ale nie myślał o sprawach co działy się pięćset lat wstecz.</w>
			<w>A pięćset lat wstecz, przypuszczalnie, przodek rycerza Dreptaka</w>
			<w>Na widok pierwszego śniegu ucieszył się, albo nie,</w>
			<w>Albo się może roześmiał, lub westchnął, względnie zapłakał,</w>
			<w>Zależy, czy jego sprawy układały się dobrze, czy źle?</w>
			<w>Ale to nie jest już ważne i nie pamięta nikt tego,</w>
			<w>I nie obchodzi nikogo nieaktualna myśl.</w>
			<w>Gdy tyle zim nad nią przeszło i tyle Pierwszych Śniegów,</w>
			<w>I inny, współczesny nam Dreptak przy oknie stanął dziś</w>
			<w>By martwić się perspektywą nabycia nowych bucików</w>
			<w>I płatki śniegu oglądać płaszcząc o szyby nos,</w>
			<w>A za pięć wieków znów jakiś Dreptak w swym domku z plastiku</w>
			<w>Uzyska wraz z własną troską, obojętność dla naszych trosk&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Filut&ndash;Dyzio</tytul>
		<tekst>
			<w>Pragnąc podczas upałów ulżyć utrudzeniu</w>
			<w>Rozdziała się Małgosia i siadła w strumieniu</w>
			<w>Spostrzegł to Dyzio młody, pot mu czoło rosi</w>
			<w>Duma jak tu podglądnąć cudeńka Małogsi</w>
			<vsp/>
			<w>Głowa wprawdzie nad wodą aleć w wodzie nóżki</w>
			<w>Pupka gładko toczona i jędrne cycuszki</w>
			<w>&ndash; Mam! &ndash; krzyknął filut Dyzio &ndash; zbawienną metodę</w>
			<w>Powyżej zrobię tamę i zatrzymam wodę!</w>
			<vsp/>
			<w>Wtedy poniżej poziom natychmiast opadnie</w>
			<w>A ja owe cudeńka obejrzę dokładnie</w>
			<vsp/>
			<w>Wziął się chłopak do dzieła, tak się zajął pracą</w>
			<w>Iż mu uciekło ze łba po co to i na co</w>
			<w>Atoli choć zaniechał nadobną dziewczynę&hellip;</w>
			<w>Lecz za to dzisiaj mamy Rosów i Solinę</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Filut--Dyzio</tytul>
		<tekst>
			<w>Pragnąc podczas upałów ulżyć utrudzeniu</w>
			<w>Rozdziała się Małgosia i siadła w strumieniu</w>
			<w>Spostrzegł to Dyzio młody, pot mu czoło rosi</w>
			<w>Duma jak tu podglądnąć cudeńka Małgosi</w>
			<vsp/>
			<w>Głowa wprawdzie nad wodą, aleć w wodzie nóżki</w>
			<w>Pupka gładko toczona i jędrne cycuszki</w>
			<w>Mam &ndash; krzyknął filut Dyzio &ndash; zbawienną metodę</w>
			<w>Powyżej zrobię tamę i zatrzymam wodę.</w>
			<vsp/>
			<w>Wtedy poniżej poziom natychmiast opadnie</w>
			<w>A ja owe cudeńka obejrzę dokładnie</w>
			<vsp/>
			<w>Wziął się chłopak do dzieła, tak się zajął pracą</w>
			<w>Iż mu uciekło ze łba po co to i na co</w>
			<w>Atoli choć zapomniał nadobną dziewczynę</w>
			<w>Lecz za to dzisiaj mamy Rożnów i Solinę</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Funaberalia</tytul>
		<tekst>
			<w>Gra orkiestra, wszystko jest jak trzeba,</w>
			<w>Przypszczółkowski idzie do nieba.</w>
			<w>Płacze głośno Przypszczółkowska &ndash; wdowa,</w>
			<w>Niesie wieniec rada zakładowa,</w>
			<w>Dyrektor wygłasza homilię,</w>
			<w>Pocieszając zbolałą familię,</w>
			<w>Ze tu winna sytuacja międzynarodowa.</w>
			<vsp/>
			<w>Długo leżał Przypszczółkowski w szpitalu,</w>
			<w>Gdzie badano go w każdym detalu,</w>
			<w>Badał go sam prymariusz,</w>
			<w>Maca go &ndash; a on zmarł już,</w>
			<w>Zesztywniał jak sztachety,</w>
			<w>Więc teraz mu kuplety</w>
			<w>Śpiewa głosem melodyjnym wikariusz&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Poleż sobie, Przypszczółkowski, poleż,</w>
			<w>My niesiemy w kondukcie twój oręż &ndash;</w>
			<w>Klej, flamastry, całe sterty papieru,</w>
			<w>Twą ankietę prostoduszną i szczerą,</w>
			<w>Twój wierny arytmometr&hellip;</w>
			<w>A okrutny termometr</w>
			<w>Wciąż ustala twą ciepłotę za zero&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>W pełnej chwale nas opuszczasz, Przypszczółkowski,</w>
			<w>Tak jak ongiś pan Wołodyjowski!</w>
			<w>Tamten prochem się wysadził w okopach,</w>
			<w>A tyś także się wysadził &ndash; na pokaz&hellip;</w>
			<w>Chciałeś bez wazeliny &ndash;</w>
			<w>Utknąłeś&hellip;</w>
			<w>Z tej przyczyny</w>
			<vsp/>
			<w>Leżysz tutaj taki żółty jak topaz.</w>
			<w>Leżysz żółty, lecz nie wszystek umarłeś,</w>
			<w>Instytucję swym wyczynem wsparłeś,</w>
			<w>Przysporzyłeś moralnego zysku &ndash;</w>
			<w>Uwzględnimy to na obelisku!</w>
			<w>Wyrżniemy na marmurze</w>
			<w>Złote litery duże:</w>
			<w>&plqq;Śpij spokojnie, jak żeś spał na stanowisku&prqq;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Fuzja</tytul>
		<tekst>
			<w>Leci listek z drzewa, na ziemię opada,</w>
			<w>Noc nabiera czerni, dnie jesienne bledną,</w>
			<w>My się pałujemy, Rosja się rozpada,</w>
			<w>Dwa niemieckie państwa robią fuzję w jedno.</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie, idzie zima, chcemy czy nie chcemy,</w>
			<w>Czas opatrzyć okna, zapuścić żaluzje&hellip;</w>
			<w>Rosja się rozpada, my się pałujemy,</w>
			<w>Zjednoczeni Niemcy robią wielką fuzję.</w>
			<vsp/>
			<w>Na bezlistnym drzewie kracze czarna wrona,</w>
			<w>Nad rozbitą Rosją wiatr chmury przegania,</w>
			<w>Fuzja zmontowana, dobrze wymierzona,</w>
			<w>My się pałujemy na temat skrobania.</w>
			<vsp/>
			<w>Wyśniona Europa, mityczna kochanka,</w>
			<w>Wyprzedza nas w biegu jak gazela glizdę,</w>
			<w>My o prezydencie albo o skrobankach</w>
			<w>Wpatrzeni w Belweder i w Wysoką Izbę.</w>
			<vsp/>
			<w>Nad rozbitą Rosją wiatr północny gwizda,</w>
			<w>Ginekolog w masce skrada się wzdłuż alej,</w>
			<w>Pośrodku Europy monstrualna Izba.</w>
			<w>Fuzja wymierzona. Pałujmy się dalej.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Halibut</tytul>
		<tekst>
			<w>W radio śpiewa pan Grechuta,</w>
			<w>A za plebaniją</w>
			<w>Pasie Maryś halibuta,</w>
			<w>Co go przywiózł stryjo.</w>
			<w>Halibuta Maryś pasie</w>
			<w>I cztery barany,</w>
			<w>I namawia: Jedz, grubasie,</w>
			<w>Boś kontraktowany!</w>
			<w>Szedł opodal agent skupu</w>
			<w>Walery Bratrura,</w>
			<w>Stanął, przyjrzał się zza słupów:</w>
			<w>&ndash; Ależ macie knura!</w>
			<w>Skłoniła się Maryś nisko</w>
			<w>Przede majestatem:</w>
			<w>&ndash; Dyć-żeż to halibucisko,</w>
			<w>Tyle że dupiate!</w>
			<w>Już ze trzy niedziele chyba</w>
			<w>Hoduję bidaczka,</w>
			<w>Na początku był jak ryba,</w>
			<w>Potem był jak kaczka,</w>
			<w>Potem zrobił się jak zając,</w>
			<w>Cięgiem strzygł uszami</w>
			<w>I wcale się nie stydając</w>
			<w>Gnat za dziewuchami,</w>
			<w>Wreszcie wczoraj z organistą</w>
			<w>Znalazł się w konszachtach,</w>
			<w>Z którym złożył się no czystą</w>
			<w>I pił bruderszafta!</w>
			<w>Na te słowa zdumiał agent,</w>
			<w>Przybliżył się wolno,</w>
			<w>Po czym wziąwszy tęgą lagę</w>
			<w>Halibuta kolnął.</w>
			<w>Zakręciła się bestyja,</w>
			<w>Najeżyła kła,</w>
			<w>I powiada: &ndash; A chcesz w ryja,</w>
			<w>Ty taki a taki?</w>
			<w>Wonczas agent kontraktacji</w>
			<w>Bratrura Walery</w>
			<w>Złożył rodzaj deklaracji</w>
			<w>W sprawie tej afery:</w>
			<w>&ndash; Niech ja nawet się zrujnuję,</w>
			<w>Niech mnie grom porazi,</w>
			<w>Ale nie zakontraktuję</w>
			<w>Tego, co tu łazi,</w>
			<w>Bo jak rzekł pan Karol Darwin</w>
			<w>Jeszcze przede wiekiem &ndash;</w>
			<w>Każde bydle się potrafi</w>
			<w>Z czasem stać człowiekiem.</w>
			<w>A halibut dziewki goni,</w>
			<w>Pije i przeklina,</w>
			<w>Ilustrując jak na dłoni</w>
			<w>Teorię Darwina!</w>
			<w>Zwilgotniały wszystkim oczy</w>
			<w>Od tego gadania,</w>
			<w>Jeden, drugi sąsiad skoczył</w>
			<w>Przynieść coś z ubrania.</w>
			<w>Jeden buty, drugi gacie,</w>
			<w>By nie chodził goło,</w>
			<w>A sam sołtys z krzykiem:</w>
			<w>&ndash; Bracie!</w>
			<w>Cmoknął bydlę w czoło&hellip;</w>
			<w>Bo od wieków w sobie mamy</w>
			<w>Ten piękny pozytyw,</w>
			<w>Że tym bardziej się staramy,</w>
			<w>Im większy prymityw!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Hamowanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Poczciwiejemy, mój stary, poczciwiejemy,</w>
			<w>Marzą nam się podmiejskie dworce,</w>
			<w>Nie nam stawiać na ostrzu problemy</w>
			<w>I nie nam się ustawiać sztorcem.</w>
			<w>Marzą się nam dworce podmiejskie,</w>
			<w>Dzikie wino, w oknach begonie,</w>
			<w>Nie nam trasy europejskie.</w>
			<w>Coraz mądrzej, mój stary, coraz wolniej</w>
			<w>Hamujemy, mój stary, na wirażach,</w>
			<w>Nie kochamy już tak żarliwie,</w>
			<w>Nie wierzymy w świątki na ołtarzach</w>
			<w>Choć patrzymy na nie życzliwie.</w>
			<w>Przystajemy pod dębem lub klonem,</w>
			<w>Na ławeczkach siadamy sennie,</w>
			<w>Marzą nam się stacyjki zielone</w>
			<w>Z jednym pociągiem dziennie,</w>
			<w>W województwie &ndash; powiedzmy &ndash; białostockim,</w>
			<w>A w powiecie &ndash; powiedzmy &ndash; suwalskim.</w>
			<w>Zawiadowca, żeby był Kwiatkowski,</w>
			<w>A dyżurny, żeby był Kowalski.</w>
			<w>Żeby obaj mieli ładne córki,</w>
			<w>Żeby cieszył nas widok tych córek,</w>
			<w>Jakaś krówka żeby, żeby kurki,</w>
			<w>Piesek żeby, koniecznie Burek.</w>
			<w>Żeby groszek się wspinał po kijkach,</w>
			<w>Żeby wdzięcznie, żeby poręcznie,</w>
			<w>Żeby taka mała stacyjka</w>
			<w>Z jednym tylko pociągiem miesięcznie,</w>
			<w>A pociąg z jednym wagonem</w>
			<w>A ten wagon z jednym przedziałem,</w>
			<w>Starzejemy się, mój stary, z fasonem,</w>
			<w>Wymieramy, mój stary, z nabiałem,</w>
			<w>Trochę-śmy jak kresowa warta,</w>
			<w>Trochę-śmy jak kanarek z ciocią,</w>
			<w>A właściwie, to raz na kwartał</w>
			<w>Też wystarczyłby dla nas pociąg,</w>
			<w>Za to więcej udanych pasjansów,</w>
			<w>Za to bardziej odległa sceneria &ndash;</w>
			<w>Marzą nam się stacje dyliżansów</w>
			<w>Zagubione na niebieskich preriach,</w>
			<w>Ułożone mrocznie, ubocznie,</w>
			<w>Oblężone przez upały lub zimy,</w>
			<w>Żeby jeden dyliżans rocznie,</w>
			<w>Żeby nikt nie pytał, co myślimy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Hapening</tytul>
		<tekst>
			<w>Ponieważ europejskie zwyczaje się u nas ceni,</w>
			<w>Postanowiono koniecznie urządzić polski hapening,</w>
			<w>Bo ktoś tam wydedukował metodą psychoanalizy,</w>
			<w>Że to skłoni zachodnich turystów, żeby u nas zostawili dewizy.</w>
			<vsp/>
			<w>Hapening, hapeningów jest cała masa,</w>
			<w>Można powiedzmy kogoś rozebrać na golasa,</w>
			<w>Pomalować w zielone zajączki, powtykać draniowi pióra,</w>
			<w>I jeszcze mu kazać tańczyć &plqq;szła dzieweczka&prqq;, albo mazura</w>
			<vsp/>
			<w>Z opery &plqq;Halka&prqq; Moniuszki, co dwa cele spełnia po cichu,</w>
			<w>Bo narodowe jest w formie, a w treści takie więcej do śmichu</w>
			<w>Można też na przykład jakiś obraz pociachać żyletką,</w>
			<w>Dać komuś z nienacka po pysku wodnistą kiełbaską metką.</w>
			<vsp/>
			<w>Zjeżdżać po schodach na sankach, się tarzać w tłuczonej cegle,</w>
			<w>I w ogóle robić rzeczy z popularnie tak zwanym szmerglem.</w>
			<w>Więc powołano Komitet Społeczny Do Spraw Hapeningu,</w>
			<w>I rozkazano natychmiast przystąpić do treningu,</w>
			<vsp/>
			<w>I zespół urzędników tego tam komitetu</w>
			<w>Zaczął trening następujący: jeden wszedł do klozetu,</w>
			<w>Zawołał trzykrotnie &plqq;kuku&prqq;, wypróżnił rezerwuar</w>
			<w>Który mu zleciał na głowę, i zakończył swój repertuar.</w>
			<vsp/>
			<w>A przy okazji i żywot. Zaś drugi facet w tym biurze</w>
			<w>Wsadził do słoja z miodem swe rachityczne odnóże,</w>
			<w>Zaś potem je wylizał, poczem miał zrobić zyza,</w>
			<w>Ale miód mu tak zasmakował, że nic tylko lizał i lizał.</w>
			<vsp/>
			<w>A jak inni chcieli też trochę, to im zrobił takie propozycje,</w>
			<w>Że kierownik biura go związał i odstawił go na milicję,</w>
			<w>Pod zarzutem sprzeniewierzenia państwowego miodu do własnej kieszeni,</w>
			<w>Ponieważ to było obżarstwo, a nie żaden przepisowy hapening.</w>
			<vsp/>
			<w>Po takich doświadczeniach kierownictwo dostało cykorii</w>
			<w>Zabroniło wszelkich treningów i kazało się wziąć do teorii</w>
			<w>Hapeningu, i ją opracować, i wygłosić cykl referatów</w>
			<w>Jak na przykład &plqq;Pierwociny hapeningu w stowarzyszeniu Filomatów&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Hapening a sprawa polska&prqq;, &plqq;Hapening a postęp ludzkości&prqq;,</w>
			<w>Z czego powstało mnóstwo pożytecznej sprawozdawozdawczości,</w>
			<w>Jak również planowy deficyt, jeden prezes drapnął do Persji,</w>
			<w>Ale wreszcie powstał hapening w naszej własnej, rodzimej wersji,</w>
			<vsp/>
			<w>Właśnie była jego premiera &ndash; żadne tam takie wygłupy i chryje,</w>
			<w>Ot, dyrektor wyszedł na mównicę, wyjął kartkę i przeczytał:</w>
			<w>N..niech&hellip;ży..je!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Hermetyka</tytul>
		<tekst>
			<w>Mój kraju eksperymentów, sprzecznych ze sobą decyzji,</w>
			<w>Kraju złych ekspedientek, miast budowanych na nowo,</w>
			<w>Ojczyzno wspaniałych ludzi, niedobrej telewizji,</w>
			<w>Szkół, w których usypia się dzieci, czytając im Orzeszkową,</w>
			<w>Kraino węgla i siarki, i samogonu, i miedzi,</w>
			<w>Szumiąca cudnymi lasami, kipiąca wiecznymi swarami,</w>
			<w>Gdzie powyrzynać nawzajem potrafią się nagle sąsiedzi</w>
			<w>O to, że kocur Dreptaków stentegował się Dziopskim przed drzwiami.</w>
			<w>O wylęgarnio geniuszy, azylu niezwykłych wariatów,</w>
			<w>Domeno orkiestr strażackich, skarbcu beztroskich cyników,</w>
			<w>O posiadaczko sześciu prawdziwych literatów,</w>
			<w>Krytykowanych przez tysiąc sześciuset fałszywych krytyków,</w>
			<w>O poligonie przemian, które przetrwają wieki</w>
			<w>I będą z czcią wspominane nawet w najdalszych krainach &ndash;</w>
			<w>Niech nikt, kto naszym sprawom był obcy i był daleki,</w>
			<w>Nie waży się pobłażliwie mówić o Tobie przy nas&hellip;</w>
			<w>Bo samiśmy się urządzali i wyłaziliśmy z biedy,</w>
			<w>A przeto nam wolno zapytać przybyszów z odległych stron,</w>
			<w>Gdzie byli i co robili, i jak jadali wtedy,</w>
			<w>Gdyśmy chleb mieli na kartki i nie ogrzany dom?</w>
			<w>Śmieszne to i dziecinne, lecz właśnie kiedy ktoś obcy</w>
			<w>Wtrąci się w nasze sprawy, to czuję, jak kocham mocno</w>
			<w>Te ekspedientki, te huty płonące banalnie wśród nocy,</w>
			<w>Sąsiadów i Orzeszkową&hellip; to co na co dzień jest Polską.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Horacy, książę Miedoni</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;w radio ucichła symfonia</w>
			<w>I głosik speakerki wyszeptał:</w>
			<w>&ndash; Brzeg Dolny &ndash; trzy metry, Miedonia</w>
			<w>Trzy całe, sześć ósmych metra&hellip;</w>
			<w>Miedonia! Zapewne mieścina</w>
			<w>Wioska, lub mała osada,</w>
			<w>Lecz wyobraźnia zaczyna</w>
			<w>Wspaniały obraz układać:</w>
			<w>&ndash; Nad miodopłynną Miedonią</w>
			<w>Zamku obronne wieże,</w>
			<w>O bruk kopytami dzwonią</w>
			<w>Przybrani w blachy rycerze,</w>
			<w>I róg się odzywa i naraz</w>
			<w>Wśród szczęku pancerza i broni</w>
			<w>Wychodzi przez bramę na taras</w>
			<w>Horacy, książę Miedoni!</w>
			<w>Twarz ma niezwykle łaskawą,</w>
			<w>Pozdrawia serdecznie publikę</w>
			<w>Swą lewą dłonią, a prawą</w>
			<w>Dzierży ogromną tykę.</w>
			<w>Nikt tak nie umie skakać</w>
			<w>Sprężyście, wysoko i chytrze,</w>
			<w>Jak książę, gdy na rumaka</w>
			<w>Wskakuje skokiem o tyczce!</w>
			<w>Pochyla tę tykę jak kopię,</w>
			<w>I konia wędzidłem spina,</w>
			<w>I rzuca w bieg, a po tropie</w>
			<w>Książęcym, rusza drużyna.</w>
			<w>I jadą nie bardzo daleko,</w>
			<w>Bo książę Horacy młody</w>
			<w>Przystaje z tyką nad rzeką</w>
			<w>I wtyka tę tykę do wody.</w>
			<w>Tu brzmią zazwyczaj fanfary,</w>
			<w>I werble biją na domiar,</w>
			<w>I herold szacowny i stary</w>
			<w>Głośno ogłasza pomiar,</w>
			<w>I na tym się kończy zajęcie</w>
			<w>Zwijają książęcy proporzec</w>
			<w>I cały orszak w tętencie</w>
			<w>Powraca na złoty dworzec&hellip;</w>
			<w>Więc lubię ten komunikat</w>
			<w>I marzę, by mnie do pracy</w>
			<w>Wziął jako &ndash; powiedzmy &ndash; pazika</w>
			<w>Książę Miedoni, Horacy!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Hora dla Kondukatora</tytul>
		<tekst>
			<w>napisana w listopadzie 1989,</w>
			<w>po obejrzeniu uroczystości ku czci Ceausescu</w>
			<w>Kondukatore Czauszesku</w>
			<w>Geniuszesku Rumunesku</w>
			<w>Narodesku we striptizu</w>
			<w>W miesto wiktu &ndash; dyktu gryzu.</w>
			<w>Wiosku chłopsku likwidesku,</w>
			<w>Opozycju w pierdelesku,</w>
			<w>Mięsko w pysku ani razu,</w>
			<w>Brak prądesku, nima gazu.</w>
			<w>Po stolicu Bukureszti</w>
			<w>Chodzu bosu, nima meszti.</w>
			<w>U Karpaty sami straty,</w>
			<w>Nie jedzesku, czym tu sraty?</w>
			<w>Chrapu &ndash; sapu, ranu wstanu,</w>
			<w>Telefonu do Fenianu,</w>
			<w>Bałagesku Kim-Ir-Senu:</w>
			<w>&ndash; Gorbaczesku to gangrenu!</w>
			<w>Kim-Ir-Senu potakuju:</w>
			<w>&ndash; Masz racjesku, chuju muju!</w>
			<w>Telefonu z Albanisku:</w>
			<w>&ndash; Mazowiecku dać po pysku!</w>
			<w>Od Fidelu telegrafu:</w>
			<w>&ndash; Lechu w miechu abo w szafu,</w>
			<w>Topu, topu, plusku, plusku,</w>
			<w>Powiedzesku, że to Rusku!</w>
			<w>Nikolaja u Mamaja</w>
			<w>Relaksesku, moczu jaja,</w>
			<w>A żonesku Czauszesku &ndash;</w>
			<w>Premieresku Rumunesku.</w>
			<w>A córeczka Czauszeska &ndash;</w>
			<w>Sekretarką Rumuneska.</w>
			<w>A wujesku od żonisku &ndash;</w>
			<w>Armijesku marszalisku.</w>
			<w>A szwagiersku, ciociu, teściu</w>
			<w>I kuzyniczesku sześciu &ndash;</w>
			<w>To rządesku Rumunisku</w>
			<w>W Rumunesku na klepisku.</w>
			<w>A receptu na tu zgraju</w>
			<w>Kopu w żopu i baj-baju.</w>
			<vsp/>
			<w>Post Scriptum, napisane</w>
			<w>po pospiesznym procesie i egzekucji:</w>
			<vsp/>
			<w>Niestety, w Rumuniczesku</w>
			<w>Brak poczucia humoresku.</w>
			<w>Jak usłyszeli wierszysko</w>
			<w>Tak zrobili rozstrzelisko</w>
			<w>Kiepska to dla nich reklama</w>
			<w>Chamy rozwaliły chama!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Hydraulik dźwięku</tytul>
		<tekst>
			<w>A jeśli przyjdzie kiedyś po mnie</w>
			<w>Hydraulik dźwięku Fioletowy</w>
			<w>Żeby mi odbić szajbę w głowie,</w>
			<w>To będę czysty i różowy,</w>
			<w>Otworzę lufty i lufciki,</w>
			<w>Spłoną hydranty i nocniki,</w>
			<w>Na wszystko jeszcze raz popatrzę</w>
			<w>I wyjdę, ale nie na zawsze!</w>
			<vsp/>
			<w>A jeśli przyjdzie innym razem</w>
			<w>Gazownik uczyć Znakomity</w>
			<w>Żeby mnie napompować gazem &ndash;</w>
			<w>Będę umyty i utyty,</w>
			<w>Wycisnę wągry, spuszczę wodę,</w>
			<w>Minister wręczy mi nagrodę,</w>
			<w>Prasa mi zrobi analizę,</w>
			<w>I wtedy na sam szczyt wylizę!</w>
			<vsp/>
			<w>A jeśli zjawi się osiołek,</w>
			<w>Strażak postępu Uśmiechnięty</w>
			<w>By mnie znienacka kopnąć w tyłek,</w>
			<w>To będę czujny i wypięty &ndash;</w>
			<w>Otworzę wszystkie drzwi na przestrzał,</w>
			<w>Nabiorę światła i powietrza,</w>
			<w>Wystrzelę jak z korkowca korek</w>
			<w>I poszybuję wprost do Tworek!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Idź do klasztoru, Ofelio</tytul>
		<tekst>
			<w>Idź do klasztoru Ofelio</w>
			<w>Lub pojedź tam na rowerze</w>
			<w>Ospałą swą kokieterią</w>
			<w>Nikogo z nas nie nabierzesz</w>
			<w>Nie jesteś babką na serio,</w>
			<w>Za mało w tobie wigoru,</w>
			<w>Idź do klasztoru Ofelio,</w>
			<w>Do klasztoru!</w>
			<vsp/>
			<w>Idź do klasztoru Ofelio</w>
			<w>Złożymy ci się na bilet,</w>
			<w>Nie dla nas kurczak z mizerią,</w>
			<w>Nie dla nas śledziowy filet,</w>
			<w>Nie jesteś babką na serio,</w>
			<w>Za ma ło w tobie wigoru,</w>
			<w>Idź do klasztoru Ofelio,</w>
			<w>Do klasztoru!</w>
			<vsp/>
			<w>Idź do klasztoru Ofelio,</w>
			<w>Buźka na drogę i brawko,</w>
			<w>Jak atak &ndash; to z artylerią</w>
			<w>A nie z liryczną sikawką.</w>
			<w>Nie jesteś babką na serio,</w>
			<w>Za mało w tobie wigoru,</w>
			<w>Idź do klasztoru Ofelio,</w>
			<w>Do klasztoru!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ilość i jakość</tytul>
		<tekst>
			<w>Trochę mnie to zasmuca, trochę bawi i wkurza,</w>
			<w>Że jak w kraju przypadkiem czegoś znajdzie się wbród,</w>
			<w>Względnie &ndash; mówiąc otwarcie &ndash; ilość czegoś zbyt duża,</w>
			<w>To się z czegoś takiego robi cymes i cud.</w>
			<vsp/>
			<w>Proszę sobie wystawić ludzką zgrozę i mękę</w>
			<w>kiedy w telewizorze ciągle zjawia się śledź.</w>
			<w>Lub gdy w prasie nachalnie reklamują &plqq;Syrenkę&prqq;</w>
			<w>Jako wielką okazję &ndash; zapłać, wsiadaj i jedź.</w>
			<vsp/>
			<w>Poniektóry faktycznie płaci, siada i jedzie.</w>
			<w>Wioząc Helcię lub Mancię jakby wiózł Dianę Dors.</w>
			<w>Przy czym w sercu ma smutek, w bagażniku ma śledzie</w>
			<w>W perspektywie ma dziecko a na karku ma ORS.</w>
			<vsp/>
			<w>Hej umiemy reklamy robić zgrabnie i żywo</w>
			<w>Ciągnąć ludzi do kupna bez ciągników i lin.</w>
			<w>Wychwalaliśmy dorsze, formowane paliwo,</w>
			<w>Teraz jest ta &plqq;Syrenka&prqq; i ten śledź, taki syn!</w>
			<vsp/>
			<w>Co i rusz gdzieś na płocie nowe czyta się hasło,</w>
			<w>W którewierzyć należy i pójść za nim jak cap:</w>
			<w>Perkal jak gabardina, margaryna jak masło,</w>
			<w>Katarzyna jak Gina, a kaszanka jak schab!</w>
			<vsp/>
			<w>W sumie akcja ta daje jednak pewne wyniki</w>
			<w>Jakieś buble upłynnia&hellip; Ojej! Pomysł mi wpadł!</w>
			<w>Redaktorze! Kup szybko moje liczne wierszyki!!!</w>
			<w>No to co, że słabiutkie? A &plqq;Syrenka&prqq; to &plqq;Fiat&prqq;?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ilość w jakość</tytul>
		<tekst>
			<w>Wszystko nam rośnie wszystko się zmienia,</w>
			<w>Osiągi coraz bardziej podniebne,</w>
			<w>Tutaj badania, tam &ndash; doświadczenia,</w>
			<w>Tylko czy aby wszystkie potrzebne?</w>
			<w>Na przykład Józef Maria Wybzdyczaj</w>
			<w>Zdoktoryzował się był w cichości,</w>
			<w>Bo andrzejkowy opisał zwyczaj</w>
			<w>Wraz z laniem wosku, i z laniem gości.</w>
			<w>Ot, docent Dreptak, na seminarium</w>
			<w>Wraz z asystentem, Janem Panicznym,</w>
			<w>Dręczyli rybę pięć lat w akwarium</w>
			<w>Prądem tresując ją elektrycznym</w>
			<w>I doświadczenia robiąc najdziksze</w>
			<w>A teraz dumą ich to nastraja</w>
			<w>Że biedna ryba siada na ikrze</w>
			<w>Jak jaka głupia kura na jajach.</w>
			<w>Jedni się trudzą, inni im płacą,</w>
			<w>Prądu wychodzi ilość niezgorsza,</w>
			<w>A ja się pytam: &ndash; komu to na co,</w>
			<w>Że mamy kwokę z samicy dorsza?</w>
			<w>Są wprawdzie pewne uzasadnienia,</w>
			<w>Dreptak dowodził mi w sposób gładki</w>
			<w>Że po piętnastu latach siedzenia</w>
			<w>Rybie wyrosnąć mogą pośladki,</w>
			<w>Że w jej potomstwie się to utrwali</w>
			<w>I że dzień taki jest już bliziutko,</w>
			<w>Kiedy będziemy w knajpie wołali:</w>
			<w>&ndash; Proszę pół litra i rybie udko!</w>
			<w>Ale niestety, dziś w czasie tarła</w>
			<w>Ta ryba &ndash; widać spryciara duża &ndash;</w>
			<w>Bez dania racji wzięła i zmarła</w>
			<w>Zanim wyrosła jej pupa kurza.</w>
			<w>Atoli Dreptak nasz nie rozpacza,</w>
			<w>I dalej kroczy swą słuszną drogą,</w>
			<w>Właśnie dorwawszy gdzieś szopa-pracza</w>
			<w>Wsadził draniowi grzałkę pod ogon.</w>
			<w>Teraz go śledzi, mierzy suwmiarką,</w>
			<w>Eksperymenty różne wyczynia&hellip;</w>
			<w>Co z tego będzie? Praczka z suszarką,</w>
			<w>A jak szop zdechnie, to będzie świnia!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ino Wrocław</tytul>
		<tekst>
			<w>Nieraz myślę sobie w duszy:</w>
			<w>&ndash; Jakoś nam to idzie wszystko,</w>
			<w>Czasem suszy nas po suszy,</w>
			<w>Lecz wnet kwitnie to co wyschło.</w>
			<w>Niech tam kto chce co chce gada &ndash;</w>
			<w>Wrocław jest to zgodne stadło:</w>
			<w>Opada mu po opadach,</w>
			<w>Lecz się dziwisz co opadło!</w>
			<w>Co złe &ndash; mija i przechodzi</w>
			<w>Nie chesz z Jadzią &ndash; możesz z Tadzią!</w>
			<w>Po powodzi się powodzi</w>
			<w>lepiej niźli przed powodzią!</w>
			<w>Przeleciały już skowronki</w>
			<w>W dzięcielinie ćwiąkacz ćwiąka</w>
			<w>Choć korzonki zjedzą stonki</w>
			<w>To po stonkach nie brak słonka.</w>
			<w>Po cóż znowu głową w mur kuć,</w>
			<w>Że ci Turkuć zjadł obiadek?</w>
			<w>Gdy obiadek podje Turkuć</w>
			<w>To przestanie być podjadek!</w>
			<w>Jakoś to nam wszystko leci,</w>
			<w>Wczoraj zastrzyk jutro capstrzyk,</w>
			<w>Dziw że ********** nie ma dzieci,</w>
			<w>Choć dla dzieci ma teatrzyk!</w>
			<w>U Grzmiodajdów kaktus zakwitł,</w>
			<w>Piotr Włast w kości w poście *******,</w>
			<w>Panta rei! &ndash; rzekł Heraklit</w>
			<w>I utonął, bo nie pływał.</w>
			<w>Pan w kawiarni siedząc z panem</w>
			<w>Pragnął ***** w łacinie ******</w>
			<w>Więc zawołał care canem!</w>
			<w>I przynieśli w kanie kawę!</w>
			<w>Krzepkież u nas wszystko, tęgież!</w>
			<w>W jatce &ndash; zebra, w ZOO zebra!</w>
			<w>Przed Ratuszem ponoć pręgierz</w>
			<w>Był, lecz ****** go rozebrał.</w>
			<w>Co nam Wisły, Bugi, Narwie?</w>
			<w>Dobrze w Odrze przy Katedrze!</w>
			<w>Cóż, że nas kulszowa rwa rwie?</w>
			<w>Nawet Fredrze też drze w biedrze</w>
			<w>Niech tam sobie inne miasta:</w>
			<w>Kraków, Wyry, Inowrocław!</w>
			<w>Jam pra-prawnuk, pra-pra-piasta!</w>
			<w>Mam chram, tam trwam: &ndash; Ino Wrocław!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Inscenizacja</tytul>
		<tekst>
			<w>Zbudził się Dreptak, światło zaświecił,</w>
			<w>I sam już nie wie &ndash; sen to czy bajka?</w>
			<w>W białych koszulach dziwni faceci</w>
			<w>Grają czastuszki na bałałajkach,</w>
			<w>Tłum znanych osób wokół się snuje &ndash;</w>
			<w>Czarniecki, Berent, Nobel, Pastrana,</w>
			<w>A między nimi Dreptaka wujek,</w>
			<w>Co zamiast jajka ugryzł raz granat.</w>
			<w>Siadł Dreptak w łóżku, trzęsie nim trema,</w>
			<w>Taki się czuje nikły i drobny,</w>
			<w>A tu orkiestra rąbie ragtime'a</w>
			<w>Względnie Niemena &plqq;Rapsod żałobny&prqq;.</w>
			<w>Kręci się Dreptak, składa ukłony,</w>
			<w>I myśli sobie: &ndash; Cóż to za strefa?</w>
			<w>A tu tymczasem przez megafony</w>
			<w>Słychać wezwanie: &ndash; Dreptak do szefa!</w>
			<w>I dwaj anieli zdobni w ordery</w>
			<w>Zastosowawszy pewien chwyt krzepki,</w>
			<w>Znany gdzie trzeba jako &plqq;B 4&prqq;,</w>
			<w>Wyprowadzają jego z izdebki.</w>
			<w>I wiodą ci go środkiem alei</w>
			<w>Pośród okrzyków oraz owacji,</w>
			<w>Aż przystanęli z nim u wierzei</w>
			<w>Biura miejscowej organizacji.</w>
			<w>Tu coś sapnęło jak saturator,</w>
			<w>Dźwierze ozwały się zawiasami,</w>
			<w>Wyszedł z nich z wolna organizator</w>
			<w>I spytał groźnie: &ndash; Co ze składkami?</w>
			<w>A Dreptak prawie przytomność stracił,</w>
			<w>Pobladł jak ściana z wielkiego sromu,</w>
			<w>Padł na kolana, wszystko zapłacił</w>
			<w>I jak niepyszny wrócił do domu.</w>
			<w>Organizator zaś, ze swych planów</w>
			<w>Skreśliwszy ową wpłatę klienta,</w>
			<w>Mruknął do siebie: &ndash; Bez tego szpanu</w>
			<w>Bym nie wydusił z nich ani centa!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Inspekcja</tytul>
		<tekst>
			<w>W nocy nieoczekiwanie zgoła</w>
			<w>Przyszedł do mnie święty Mikołaj.</w>
			<w>Stanął w progu, przyjrzał się Mani</w>
			<w>I zapytał: &ndash; A co to za pani?</w>
			<w>Mania ślicznie zarumieniona</w>
			<w>Powiedziała z wdziękiem: &ndash; Narzeczona&hellip;</w>
			<w>Dociekliwy jak większość staruszków</w>
			<w>Święty na to: &ndash; Czegoż ona w łóżku?</w>
			<w>Uszy mi zapłonęły z gorąca</w>
			<w>I odrzekłem głupio: &ndash; A bo śpiąca&hellip;</w>
			<w>Ten argument wcale mi nie pomógł:</w>
			<w>&ndash; Czemuż nie śpi u siebie w domu?</w>
			<w>Chytra Mania szepnęła słodko:</w>
			<w>&ndash; Bo ja jestem bezdomną sierotką&hellip;</w>
			<w>Dobry święty się podrapał po nosie:</w>
			<w>&ndash; W takim razie gdzież ty śpisz, młokosie,</w>
			<w>Jeśli łóżko odstąpiłeś pannie?</w>
			<w>&ndash; Na słomiance proszę pana, albo w wannie!</w>
			<w>Święty brodą ze wzruszeniem porusza:</w>
			<w>&ndash; Ot, szlachetna jakaś z ciebie dusza,</w>
			<w>Obydwoje warciście prezentów&hellip;</w>
			<w>Tutaj sięgnął do worka z brezentu.</w>
			<w>Wręczył Mańce kawałek piernika,</w>
			<w>A mnie dał popiersie Kopernika.</w>
			<w>Spojrzał jeszcze na Mańki nogę,</w>
			<w>Którą właśnie opuściła na podłogę,</w>
			<w>I powiedział wychodząc za dźwierze:</w>
			<w>&ndash; Pax vobiscum, cześć, ciężki frajerze!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Interpretacja</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a kiedy żona w kącie kanapy</w>
			<w>Tusz roniąc, co jej spływa po rzęsie,</w>
			<w>Chwyci wątłego męża za klapy</w>
			<w>I niczym brudną ścierką nim trzęsie,</w>
			<w>I rozdzierając sukienki kreton</w>
			<w>Płacze w zazdrości nagłej porywie:</w>
			<w>&ndash; Nie byłam twoją pierwszą kobietą!!!</w>
			<w>&hellip;to ten nieszczęśnik jąka cierpliwie:</w>
			<vsp/>
			<w>A skąd ja mogłem wiedzieć</w>
			<w>Że kiedyś się poznamy?</w>
			<w>Raz owszem, byłem z Edziem</w>
			<w>U jednej takiej damy&hellip;</w>
			<w>Już prawie zapomniałem</w>
			<w>O co chodziło tam&hellip;?</w>
			<w>Lecz wtedy cię nie znałem,</w>
			<w>A teraz cię już znam&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Zaręczam państwu, nim minie doba,</w>
			<w>Już sytuację ujrzymy nową,</w>
			<w>Bo żonie zacznie się to podobać</w>
			<w>Że Heniek takim był Casanovą,</w>
			<w>Więc zamiast jęku, zgrzytu i płaczu</w>
			<w>Żąda by wyznał jej swój występek:</w>
			<w>ona: &ndash; No, jak to było, ty podrywaczu???</w>
			<w>&hellip;a na to mówi ów ludzki strzępek:</w>
			<vsp/>
			<w>No cóż, nie mogłem wiedzieć</w>
			<w>Że z tobą się poznamy,</w>
			<w>Więc owszem, byłem z Edziem</w>
			<w>U jednej takiej damy&hellip;</w>
			<w>Już prawie zapomniałem</w>
			<w>O co chodziło tam&hellip;</w>
			<w>Lezc wtedy cię nie znałem,</w>
			<w>A teraz już cię znam&hellip;!</w>
			<vsp/>
			<w>Czas niby rzeka płynie nad nami,</w>
			<w>Noc po dniu, zima nad nami,</w>
			<w>Noc po dniu, zima zaś po jesieni,</w>
			<w>Już obydwoje są staruszkami</w>
			<w>I już są mocno sobą znudzeni&hellip;</w>
			<w>Więc ona, senna i nieruchawa</w>
			<w>Drzemie, coś czyta, i mruczy potem:</w>
			<w>&ndash; Heniutek&hellip; może znasz jakiś kawał&hellip;?</w>
			<w>&hellip;a dziadzio Henio mówi z chichotem:</w>
			<vsp/>
			<w>Raz, jak nie mogłem wiedzieć</w>
			<w>Że kiedyś się poznamy,</w>
			<w>To byłem&hellip; chyba z Edziem?</w>
			<w>U jednej&hellip; takiej&hellip; damy!</w>
			<w>Już całkiem zapomniałem</w>
			<w>O co chodziło tam&hellip;</w>
			<w>I czy cię wtedy znałem&hellip;?</w>
			<w>Bo teraz, to cię znam&hellip;!</w>
			<vsp/>
			<w>Kiedyś, gdy ona robiła sweter,</w>
			<w>On zaś znudzony drapał się w ramię,</w>
			<w>Umarli nagle, i święty Pieter</w>
			<w>Wnet przy niebieskiej witał ich bramie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Wszystkie rozkosze, tudzież uciechy,</w>
			<w>Czekają tutaj na zacnych ziemian,</w>
			<w>Jeśli wyznają mi swoje grzechy!!!</w>
			<w>Przeto wyznali, mówiąc na przemian:</w>
			<vsp/>
			<w>Raz Heniuś nie mógł wiedzieć</w>
			<w>Że kiedyś się poznamy, i&hellip;</w>
			<w>&hellip;i poszedłem z Edziem</w>
			<w>Do jednej takiej damy&hellip;</w>
			<w>Więc czy nas spotka łaska</w>
			<w>I raju cud niezmierny&hellip;?</w>
			<w>&hellip;a święty ich pogłaskał</w>
			<w>I rzekł: &ndash; Właźcie, ofermy!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Interwencja</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz Jan Sebastian Dreptak zadzwonił do dyrektora</w>
			<w>I głosem pełnym szacunku rzekł: &ndash; Panie dyrektorze,</w>
			<w>Na medycynę chce wstąpić moja córka Eleonora</w>
			<w>W wieku lat osiemnastu, więc niech pan zrobi co może!</w>
			<w>Dyrektor wspomniał młodość górną i durną nader</w>
			<w>I całą &ndash; wspólnie z Dreptakiem &ndash; przebytą życiową drogę</w>
			<w>I poczuł, że dźwiga wdzięczność tak jak garb dźwiga dromader,</w>
			<w>I przyrzekł z całą powagą: &ndash; No dobra, zrobię co mogę!</w>
			<w>Następnie słuchawkę odłożył i zaczął się zastanawiać,</w>
			<w>Co by właściwie mógł zrobić i jakie rozwinąć talenta?</w>
			<w>Lecz nie znał profesora, żeby z nim porozmawiać,</w>
			<w>Ani żadnego docenta&hellip; ba, nawet asystenta!</w>
			<w>Ba! Nie znał na medycynie nawet żadnego woźnego!</w>
			<w>Bo nie chorował nigdy od czasów, kiedy był malcem!</w>
			<w>Więc doszedł do wniosku, że właściwie nie może zrobić niczego</w>
			<w>W tej sprawie, najwyżej że może pokiwać w bucie palcem&hellip;</w>
			<w>A że miał piękny zwyczaj dotrzymywania przyrzeczeń,</w>
			<w>Więc zwlókł się niechętnie z tapczana przełażąc przez śpiącą żonę,</w>
			<w>Podreptał do szafy, w której miał ubraniowe rzeczy,</w>
			<w>But włożył, palcem w nim kiwnął i z ulgą rzekł: Załatwione!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Inwentarz</tytul>
		<tekst>
			<w>A gdy poszedł Jaś na wojnę</w>
			<w>Wziął ze sobą od niechcenia</w>
			<w>Trzy rasowe krówki dojne</w>
			<w>Klipę pipę, pół grzebienia</w>
			<vsp/>
			<w>Jakieś dwa lub trzy dziurkacze</w>
			<w>Obok legło zaś w plecaku</w>
			<w>Jajo kurze, drugie kacze</w>
			<w>Brzytwa i pół kilo maku</w>
			<vsp/>
			<w>Dalej kosa, dziennik ustaw</w>
			<w>Niezbyt gruby kij dębowy</w>
			<w>Szklanka do połowy pusta</w>
			<w>Ale próżna od połowy</w>
			<vsp/>
			<w>Wziął też kota &ndash; wziął też kota</w>
			<w>Psa, telefon &ndash; psa telefon</w>
			<w>Kalichlorek &ndash; kalichlorek</w>
			<w>Laryngofon &ndash; laryngofon</w>
			<vsp/>
			<w>Sztylpy, flaczki &ndash; sztylpy flaczki</w>
			<w>Kit, patefon &ndash; kit patefon</w>
			<w>Wasserwagę &ndash; wasserwagę</w>
			<w>Magnetofon &ndash; magnetofon</w>
			<vsp/>
			<w>Toaletkę, kaktus, flaszkę</w>
			<w>&ndash; toaletkę, kaktus, flaszkę</w>
			<w>Oberbutrę, klej fistaszki</w>
			<w>&ndash; oberbutrę, klej fistaszki</w>
			<vsp/>
			<w>Blaszkę tudzież kałamaszę</w>
			<w>&ndash; blaszkę tudzież kałamaszkę</w>
			<w>Zaprzężoną w dwa wałaszki</w>
			<w>&ndash; zaprzężoną w dwa wałaszki</w>
			<vsp/>
			<w>Kompot z jabłek &ndash; kompot z jabłek</w>
			<w>Majtki masło &ndash; majtki masło</w>
			<w>I bobkowych &ndash; i bobkowych</w>
			<w>Kilka listków &ndash; kilka listków</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz pan sierżant &ndash; lecz pan sierżant</w>
			<w>Strasznie wrzasnął &ndash; strasznie wrzasnął</w>
			<w>I wyrzucić &ndash; i wyrzucić</w>
			<w>Kazał wszystko</w>
			<vsp/>
			<w>Więc nasz Jasio jął w tej chwili</w>
			<w>Spełniać rozkaz z całej siły</w>
			<w>Dobrze żeśmy nadążyli</w>
			<w>Zanotować że tam były</w>
			<vsp/>
			<w>Jakieś dwa lub trzy dziurkacze</w>
			<w>Trzy rasowe dojne krówki</w>
			<w>Jajo kurze, drugie kacze</w>
			<w>I grzebienia dwie połówki</w>
			<vsp/>
			<w>Klipa, pipa &ndash; klipa, pipa</w>
			<w>Kot, telefon &ndash; kot, telefon</w>
			<w>Kalichlorek &ndash; kalichlorek</w>
			<w>Laryngofon &ndash; laryngofon</w>
			<vsp/>
			<w>Sztylpy, flaczki &ndash; sztylpy flaczki</w>
			<w>Kit, patefon &ndash; kit patefon</w>
			<w>Wasserwaga &ndash; wasserwaga</w>
			<w>Magnetofon &ndash; magnetofon</w>
			<vsp/>
			<w>Toaletka, kaktus, flaszka</w>
			<w>&ndash; toaletka, kaktus, flaszkaę</w>
			<w>Oberbutra, klej fistaszki</w>
			<w>&ndash; oberbutra, klej fistaszki</w>
			<vsp/>
			<w>Blaszka tudzież kałamasza</w>
			<w>&ndash; blaszka tudzież kałamaszka</w>
			<w>Zaprzężona w dwa wałaszki</w>
			<w>&ndash; zaprzężona w dwa wałaszki</w>
			<vsp/>
			<w>Oraz majtki &ndash; oraz majtki</w>
			<w>Męskie wszakże &ndash; męskie wszakże</w>
			<w>Bo zupełnie &ndash; bo zupełnie</w>
			<w>Bez podwiązek &ndash; bez podwiązek</w>
			<vsp/>
			<w>Jaś wojuje &ndash; Jaś wojuje</w>
			<w>A my także &ndash; a my także</w>
			<w>Spełniliśmy &ndash; spełniliśmy</w>
			<w>Obowiązek &ndash; obowiązek</w>
			<vsp/>
			<w>Sprawozdawczy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Łańcuszek</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz jesienią, chyba w listopadzie,</w>
			<w>Kiedy świat stał się brudny jak szmatka</w>
			<w>Tata Dreptak ze swym synkiem Tadziem</w>
			<w>Wybrał się na grób Dreptaka &ndash; dziadka.</w>
			<vsp/>
			<w>Był to sobie grobek jakich wiele,</w>
			<w>Wyrósł na nim powój, czy też rzepak</w>
			<w>Albo może jakieś inne ziele</w>
			<w>I pisało: Tu spoczywa Dreptak.</w>
			<vsp/>
			<w>Brzydkie chmury goniły po niebie,</w>
			<w>Na cmentarzu było mało osób&hellip;</w>
			<w>Tata stanął i spojrzał przed siebie</w>
			<w>I za siebie &ndash; w bardzo dziwny sposób.</w>
			<vsp/>
			<w>I zobaczył coś w rodzaju szlaku,</w>
			<w>Albo drogi, która była i będzie.</w>
			<w>Stały przy niej nagrobki Dreptaków,</w>
			<w>I Dreptaki stały przy nich wszędzie.</w>
			<vsp/>
			<w>W każdej parce był mały i wielki,</w>
			<w>Wszyscy mieli miny frasobliwe,</w>
			<w>A na tacie się zatrzęsły szelki</w>
			<w>Bo znienacka się poczuł ogniwem.</w>
			<vsp/>
			<w>Obraz zniknął, a oni zostali.</w>
			<w>Tata synka po główce pogładził</w>
			<w>I powiedział poprawiając mu szalik:</w>
			<w>&ndash; Żebyś mi się nie przeziębił Tadziu&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Łączność</tytul>
		<tekst>
			<w>Brzmią mazury, polonezy,</w>
			<w>Trzeszczy w stawach i w platfusach,</w>
			<w>Lśnią łysiny i protezy &ndash;</w>
			<w>Przyjechali nasi z USA!!!</w>
			<w>Duje sobie wietrzyk świeży,</w>
			<w>Słonko gości opromienia,</w>
			<w>Przyjechali do macierzy</w>
			<w>Z dularami po kieszeniach!</w>
			<w>Dolar &ndash; pieniądz niezbyt pewny,</w>
			<w>Podupada coś ostatnio,</w>
			<w>Lecz my ocalimy krewnych,</w>
			<w>Ochronimy dłonią bratnią!</w>
			<w>Tu nie wpadną w żadną bidę,</w>
			<w>Tutaj Bush ich nie dopadnie:</w>
			<w>&ndash; Dawać, dawać tę ohydę,</w>
			<w>Niech ten ciężar na nas spadnie!</w>
			<w>Ileż krzyku i wesela,</w>
			<w>Wszędzie radość, śmiech, zadyszka,</w>
			<w>Góralskiego rżnie kapela,</w>
			<w>Bigos rżnie rodaków w kiszkach,</w>
			<w>Gospodyni rżnie kurczęta,</w>
			<w>Rzeźnik wieprzki rżnie seryjnie,</w>
			<w>Rodak &ndash; patrzy na dziewczęta</w>
			<w>Nostalgiczno-aluzyjnie,</w>
			<w>Rżną juhasy smrek wspaniały</w>
			<w>Na ognisko polonijne,</w>
			<w>Huta &plqq;Julia&prqq; rżnie kryształy</w>
			<w>Na prezenty tradycyjne.</w>
			<w>Ech, potężnie, ochędożnie</w>
			<w>Rżną hołubce, rżną zychycka,</w>
			<w>Jutro srogi katz ich dorżnie,</w>
			<w>Niczym rezun &ndash; obszarnika.</w>
			<w>No a teraz bez litości</w>
			<w>Mimo krzyków &plqq;rany boskie!&prqq;</w>
			<w>Poubierać trzeba gości</w>
			<w>W stroje chińskie lub krakowskie.</w>
			<w>Próżno wije się staruszek,</w>
			<w>Nie uniknie tej mordęgi:</w>
			<w>Już mu wiążą koło uszek</w>
			<w>Wielobarwne, długie wstęgi,</w>
			<w>Rogatywkę mu na włosy</w>
			<w>Tak wbijają, że nie spadnie</w>
			<w>I piór pawich całe stosy</w>
			<w>Mu wtykają, gdzie popadnie,</w>
			<w>I dzwoneczki, żeby dzwonił</w>
			<w>I gumiaki mu czerwone,</w>
			<w>I powstaje cud: lajkonik</w>
			<w>Skrzyżowany z pataszonem.</w>
			<w>Już po takich dwóch tygodniach</w>
			<w>Pozostawszy prawie nago,</w>
			<w>Rodak w pożyczonych spodniach</w>
			<w>Daje dyla do Chicago.</w>
			<w>Ale długo nie posiedzi,</w>
			<w>Nie wyleczy bólu głowy,</w>
			<w>Bo już wkrótce go odwiedzi</w>
			<w>Polski zespół rozrywkowy!</w>
			<w>Trzeszczy w stawach i platfusach,</w>
			<w>Lśnią łysiny i protezy,</w>
			<w>Odwiedzili nasi USA!</w>
			<w>Duje sobie wietrzyk świeży,</w>
			<w>Słonko gości opromienia,</w>
			<w>Przyjechali wprost z macierzy</w>
			<w>Z&hellip; paprochami po kieszeniach.</w>
			<w>I wnet w parafialnej sali</w>
			<w>Gdzie bilety po dolarze,</w>
			<w>Będą dziadka rozśmieszali</w>
			<w>Scen stołecznych luminarze.</w>
			<w>Ale to już będzie miłe,</w>
			<w>Bo pomyśli rodak raźnie:</w>
			<w>W Polsce &ndash; ja się wygłupiłem,</w>
			<w>Tutaj &ndash; ty się szmacisz, błaźnie!</w>
			<w>Błazen tańczy, zespół smuci,</w>
			<w>Jaka praca, taka płaca,</w>
			<w>Grunt, że się ten wyjazd zwróci!</w>
			<w>Mnie &ndash; na samą myśl się zwraca&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Łupki</tytul>
		<tekst>
			<w>Żył raz pewien słynny naukowiec</w>
			<w>Profesor Nauk Geologicznych</w>
			<w>Co pracował jako wybitny fachowiec</w>
			<w>Przy wyszukiwaniu łupków bitumicznych.</w>
			<w>Niewiele jest ludzkich grupek</w>
			<w>Dokładnie i bezbłędnie wiedzących</w>
			<w>Co to znaczy bitumiczny łupek</w>
			<w>/chyba że dupek i do tego dzwonny/.</w>
			<w>I my także się na tym nie znamy,</w>
			<w>Nie wiemy jakie ma zastosowania,</w>
			<w>Tylko tak na plus minus przypuszczamy</w>
			<w>Że jak łupek, to zapewne do łupania.</w>
			<w>Może kiedy kogoś łupnąć trzeba?</w>
			<w>Lub do wyrobu sztucznych łup na pomidory?</w>
			<w>W każdym razie gość zarabiał na kawałek chleba</w>
			<w>Wiercąc w ziemi głębokie otwory,</w>
			<w>Różne skały badając przez lupę</w>
			<w>I wyrzucając je zaraz</w>
			<w>Z okrzykami: &ndash; To nie łupek, to nie łupek, to nie łupek,</w>
			<w>I to też nie łupek, kurdebalans!</w>
			<w>Tak pracował wiercąc kamień, piach i błoto</w>
			<w>Włosy mu się z czasem przerzedziły,</w>
			<w>Aż raz nagle natrafił na złoto</w>
			<w>Pod postacią o &hellip;gdzieś takiej grubej żyły&hellip;</w>
			<w>Zaraz mu na szyi wyszła gula,</w>
			<w>Chciał coś krzyknąć, ale na próżno,</w>
			<w>Więc pochwycił flaszkę z napisem &plqq;Vistula&prqq;</w>
			<w>I się prawie natychmiast urżnął.</w>
			<w>Podopuszczał się różnych ekscesów</w>
			<w>Ze sprzątaczką o nazwisku Zofia Kaczka,</w>
			<w>Przyczem darł się: &ndash; jestem bliski sukcesu!!!</w>
			<w>&ndash; Jak to bliski? &ndash; zapytała sprzątaczka,</w>
			<w>jodynując sobie w międzyczasie kota,</w>
			<w>Który odniósł obrażenia liczne.</w>
			<w>&ndash; A bo &ndash; wyjaśnił geolog &ndash; w pobliżu złota</w>
			<w>Występują czasem łupki bitumiczne!</w>
			<w>&hellip;tak tak, jak byśmy na tę historię nie popatrzyli,</w>
			<w>Zbyt wąska specjalizacja stwarza szlachetnych debili.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Lajkonik</tytul>
		<tekst>
			<w>Podobno po kraju się pęta</w>
			<w>Ze śmieszną buławą w dłoni</w>
			<w>Pijany polski centaur,</w>
			<w>Czyli krakowski lajkonik.</w>
			<w>Ród jego z dziada-pradziada,</w>
			<w>Od wielu długich stuleci,</w>
			<w>Strój Lajkonika wkładał</w>
			<w>I straszył, i śmieszył dzieci.</w>
			<w>Tak to szło z ojca na syna,</w>
			<w>Latali cudacznie przebrani,</w>
			<w>Aż wreszcie teoria Darwina</w>
			<w>Uwidoczniła się na nich.</w>
			<w>Cóż, zmiany są nawet w pietruszce,</w>
			<w>Zmienia się koń, słoń i aster</w>
			<w>(jak to Darwin stwierdził na muszce</w>
			<w>Drosophila Melanogaster),</w>
			<w>Więc oni też w ciągu pokoleń</w>
			<w>Ewolucji poddali się prawom &ndash;</w>
			<w>Jeden wujek miał końską goleń,</w>
			<w>Pewien stryjo dokarmiał się trawą,</w>
			<w>Prapradziadek żarł owies w kuble</w>
			<w>I rżał jak stepowe ogiery,</w>
			<w>Za szwagierką latały wróble</w>
			<w>(dodajmy &ndash; nie bez kozery&hellip;),</w>
			<w>A nasz nieszczęsny bohater,</w>
			<w>Gdy nocą wszedł do remizy,</w>
			<w>By zdjąć owłosienie kosmate</w>
			<w>I cały swój koński rekwizyt,</w>
			<w>Zesztywniał ze strachu jak wiosło,</w>
			<w>A nawet jak wielka płyta,</w>
			<w>Bo wszystko to mu przyrosło,</w>
			<w>Od łba po same kopyta.</w>
			<w>O niesłychane skutki,</w>
			<w>O jejku, jej, o raju!</w>
			<w>Lajkonik popił wódki</w>
			<w>I poszedł, w poprzek kraju!</w>
			<w>W zaroślach zaszeleścił,</w>
			<w>Oddala się&hellip; blednie&hellip; znika&hellip;</w>
			<w>Tylko czasami wieści</w>
			<w>Czytamy w periodykach,</w>
			<w>Że ktoś, odziany w burnus,</w>
			<w>Wynurzywszy się z lasu,</w>
			<w>Skrzywdził pod Kutnem turnus</w>
			<w>Działaczek &plqq;Caritasu&prqq;,</w>
			<w>Że gdzieś tam dzieci naiwne</w>
			<w>Widziały rzekomo czarta,</w>
			<w>Że żubry latoś są dziwne,</w>
			<w>Bo jeden cytował Lenarta,</w>
			<w>Że pewien profesor, genetyk,</w>
			<w>Który krzyżował tarpany,</w>
			<w>Nawrócił się &ndash; choć heretyk &ndash;</w>
			<w>I krzyczał: &ndash; O Jezu! O rany!</w>
			<w>Ale żem pokrzyżował!</w>
			<w>Ja chyba zwariuję! O zgrozo!</w>
			<w>(i rzeczywiście zwariował,</w>
			<w>zgodnie ze swoją prognozą).</w>
			<w>Zaś ta afera cała</w>
			<w>Wyraźnie nas ostrzega</w>
			<w>Że ten lajkonik gdzieś działa,</w>
			<w>Że może gdzieś blisko przebiega?</w>
			<w>Że może zza narożnika</w>
			<w>Wyskoczy i w nas uderzy?</w>
			<w>O, strzeżmy się lajkonika,</w>
			<w>Który sam w siebie uwierzył,</w>
			<w>W swą inność, w swoje zadanie,</w>
			<w>W swą misję, w swą wyższość być może,</w>
			<w>I wrósł w swe dziwaczne ubranie,</w>
			<w>I zrzucić go już nie może.</w>
			<w>I pewnie już nie pamięta,</w>
			<w>Że jako błazen zaczynał &ndash;</w>
			<w>Lajkonik, żałosny centaur,</w>
			<w>Ofiara wymysłów Darwina&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Lamentacja posiadaczy</tytul>
		<tekst>
			<w>Zasypia świat umęczony,</w>
			<w>Czerni się noc bezgwiezdna,</w>
			<w>A żony, niewierne żony,</w>
			<w>W samochodach kupionych przez nas&hellip;</w>
			<w>A żony, żony niewierne,</w>
			<w>A samochody nowe,</w>
			<w>Za nasze męki niezmierne,</w>
			<w>Za nadgodziny biurowe&hellip;</w>
			<w>A drogie to samochody,</w>
			<w>A jeszcze nowiutkie i czyste!</w>
			<w>A jakie musiałem mieć chody,</w>
			<w>Żeby się dostać na listę!</w>
			<w>Więc nogi mamy jak z waty.</w>
			<w>A serce &ndash; jak centryfugi,</w>
			<w>A jeszcze przed nami raty</w>
			<w>Jak polskich wierzb szereg długi,</w>
			<w>Co wyśpiewywał je Chopin</w>
			<w>W niektórych &ndash; bodajże &ndash; mazurkach&hellip;</w>
			<w>Zachciało nam się Europę</w>
			<w>Udawać, wodna-żeż kurka!</w>
			<w>Zachciało nam się wozów,</w>
			<w>Zachciało się, hej, samochodów&hellip;</w>
			<w>O, pozo, polska pozo!</w>
			<w>Papugo i pawiu narodów!</w>
			<w>I oto krajobraz zamglony,</w>
			<w>I oćma wstaje od Gniezna,</w>
			<w>A żony, niewierne żony,</w>
			<w>W samochodach kupionych przez nas&hellip;</w>
			<w>A żony polami, lasami,</w>
			<w>Susami na przełaj sadzą&hellip;</w>
			<w>Już mniejsza, że z kochankami,</w>
			<w>Lecz po co same prowadzą?!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Legenda o Janie z Kolna</tytul>
		<tekst>
			<w>Wiek piętnasty nad światem przetaczał się z wolna,</w>
			<w>był rok tysiąc czterysta siedemdziesiąty szósty,</w>
			<w>Gdy słynny polski żeglarz, niejaki Jan z Kolna</w>
			<w>Prowadził swe okręty pośród morskich pustyń.</w>
			<w>Pokłócony na amen z królem Władysławem</w>
			<w>Jagiellończykiem, cudem uszedłszy na morze,</w>
			<w>Nie polską wiódł niestety, lecz duńską wyprawę</w>
			<w>I duński mu nad głową powiewał proporzec,</w>
			<w>A panem był mu Chrystian, król Danii, Norwegii,</w>
			<w>I Szwecji, który Jana postawił na czele</w>
			<w>Floty, i nowe mu kazał zdobywać brzegi,</w>
			<w>I dał mu białoskrzydłe, złote karawele.</w>
			<w>A przeto nawigując wśród żywiołów dzikich,</w>
			<w>Po trawersie zuchwalstwa i nordowej gwiazdy,</w>
			<w>Dotarł dzielny Jan z Kolna hen, do Ameryki,</w>
			<w>Która wonczas nie miała jeszcze żadnej nazwy.</w>
			<w>zaś postawiwszy stopę na ląd Labradoru</w>
			<w>I westchnąwszy nabożnie: &ndash; Dzięki ci, o panie!</w>
			<w>Odchrząknął, poczem w ciszy obcego wieczoru</w>
			<w>Rzekł, iż bierze tę ziemię w duńskie posiadanie.</w>
			<w>I zaraz sztandar, białym przekreślony krzyżem</w>
			<w>Zatknął, by ustanowić i utrwalić władzę,</w>
			<w>I pchnął do Europy dwa korable chyże,</w>
			<w>I wielka radość z tego była w Kopenhadze</w>
			<w>Przez rok, i przez dwa lata, i przez trzy i cztery,</w>
			<w>Król Chrystian podskakiwał z radości na tronie,</w>
			<w>Aż raz, gdy skarbnikowi zaglądnął w papiery</w>
			<w>Zbladł, zadrżał i oburącz chwycił się za skronie</w>
			<w>I zaraz też mu broda posiwiała ruda,</w>
			<w>W rezultacie nagłego psychicznego katza,</w>
			<w>I spytał: &ndash; Czemuż Dania tonie w takich długach?</w>
			<w>&ndash; Królu &ndash; zajęczał skarbnik &ndash; musimy dopłacać</w>
			<w>Do tej nowej kolonii, bo jak tu widzicie</w>
			<w>Ten pański Jasio z Kolna &ndash; ażeby go struli &ndash;</w>
			<w>Jedzie furt na planowym, krwawym deficycie</w>
			<w>W związku z czym dotowany jest z centralnej puli&hellip;</w>
			<w>Tu król konwulsji dostał, jakby rock and rolla</w>
			<w>Zatańczył, zeza zrobił, zamrugał powieką,</w>
			<w>Wyjąkał: &ndash; Zapomniałem że ten Jan to Polak&hellip;</w>
			<w>I skonał, dziewiętnaście lat przed końcem wieku,</w>
			<w>A ledwo jedenaście przed dniem, kiedy Kolumb</w>
			<w>Ponownie Amerykę odkrył był dla świata&hellip;</w>
			<w>Lecz myśmy byli pierwsi! Zarówno na polu</w>
			<w>Odkryć geograficznych, jak w planowych stratach!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Legowisko lwa</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto jest legowisko lwa:</w>
			<w>Zamaskowana dywanem podłoga,</w>
			<w>Klubowe fotele dwa,</w>
			<w>Na ścianie reprodukcja Van Gogha;</w>
			<w>Pod Van Goghiem ciężarki i hantle,</w>
			<w>Których widok drze się wielkim głosem,</w>
			<w>Że ten lew, czyli że pan ten,</w>
			<w>Jest sportsmenem, kulturystą i herosem.</w>
			<w>Oto jest legowisko lwa,</w>
			<w>A oto żerowisko lwa: ogromny tapczan,</w>
			<w>Nad tapczanem lampki wątły blask,</w>
			<w>Zawieszonej przy pomocy spinacza,</w>
			<w>Przy tapczanie &ndash; dwudrzwiowa szafa,</w>
			<w>W niej księgozbiór, osiem tomów raptem:</w>
			<w>Pięć Agaty Christie, a trzy Staffa,</w>
			<w>A na oknie szkło i adapter.</w>
			<w>Raz na tydzień adapter gra,</w>
			<w>Płynie zapach zaparzonej herbaty&hellip;</w>
			<w>Oto jest legowisko lwa,</w>
			<w>A lew jest starej daty.</w>
			<w>W przedpokoju ma kuchenkę i zlew,</w>
			<w>Nad nim lustro śmieszne i krzywe;</w>
			<w>Przed tym lustrem wyliniały lew</w>
			<w>Czesze co dzień swą skąpą grzywę.</w>
			<w>Albo sprawdza, czy minął mu obrzęk</w>
			<w>Pod oczami i czy język obłożony&hellip;</w>
			<w>A koledzy mówią: &ndash; Ten ma dobrze&hellip;</w>
			<w>I z niesmakiem patrzą na swe żony.</w>
			<w>I dosłownie nie ma prawie dnia.</w>
			<w>Żeby któryś nie przyszedł do niego:</w>
			<w>&ndash; Ty mi pożycz legowisko lwa,</w>
			<w>A ja dam ci na kino, kolego&hellip;</w>
			<w>Lew się dziwi, zazdrości im rodzin,</w>
			<w>Chętnie z dziećmi by się bawił jak psisko,</w>
			<w>Ale daje ten klucz i wychodzi</w>
			<w>Pod chmurami wiszącymi nisko.</w>
			<w>Mija schody, podwórko i dom</w>
			<w>I odpływa w samotność wieczoru&hellip;</w>
			<w>Nie jest dobrze samotnym lwom,</w>
			<w>Legowiskom wbrew i wbrew pozorom.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Lew i koza</tytul>
		<tekst>
			<w>To mnie trochę, proszę państwa, deprymuje,</w>
			<w>Trochę czuję się jak jakiś stary dziad,</w>
			<w>Siostrzeniczka, proszę państwa, mi per wujek,</w>
			<w>A ja ledwie mam pięćdziesiąt parę lat.</w>
			<w>Jeszcze nie jest ze mnie przecież hipopotam,</w>
			<w>Jeszcze ja bym, proszę państwa, pokaz dał,</w>
			<w>Jeszcze jak mi czasem, proszę? Zresztą co tam,</w>
			<w>W każdym razie jeszcze jestem chłop na schwał!</w>
			<w>O, a propos, proszę państwa, siostrzeniczka;</w>
			<w>Wyobraża sobie koza bóg wie co,</w>
			<w>Głaszcze, klepie mnie jak dziadka po policzkach,</w>
			<w>A ja myślę: &ndash; Ja bym klepnął cię w te&hellip; no&hellip;</w>
			<w>Zresztą mniejsza, ale fakt, że to szelmutka,</w>
			<w>Skąd ta młodzież, proszę państwa, wzięła się?</w>
			<w>Jaki biuścik, proszę państwa, co za udka,</w>
			<w>Że aż zęby&hellip; pardon, że aż oczy rwie!</w>
			<w>Lecz nie czas zawracać głowy byle kozą,</w>
			<w>W moim wieku jest problemów innych dość,</w>
			<w>Spójrzmy na nią chłodno, trzeźwo, jak filozof,</w>
			<w>Beznamiętnie, po ojcowsku&hellip; Uuuuu, psiakość&hellip;</w>
			<w>Jakie toto ma cholernie długie nogi,</w>
			<w>Jaki, panie, że tak, prawda, tego, pąk,</w>
			<w>A tak, panie, nie tak dawno&hellip; od podłogi&hellip;</w>
			<w>Jezus Maria, nie utrzymam w miejscu rąk&hellip;</w>
			<w>Aniołowie&hellip; święci pańscy mnie ratujcie&hellip;</w>
			<w>Siostrzeniczka&hellip; prawie córka&hellip; własna krew&hellip;</w>
			<w>Nie nazywaj mnie, cholero, swoim wujciem!!!</w>
			<w>Odejdź, kozo, niech spoczywa stary lew&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Liczydła</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdzieś na głębokiej prowincji, w biurze rozrachunkowym</w>
			<w>Gdzie diabeł &plqq;dobranoc&prqq; nie mówi, lecz śpi oparty na widłach</w>
			<w>Żył Jan Sebastian Paziułko, z zawodu starszy księgowy,</w>
			<w>Co od lat przeszło czterdziestu wciąż liczył coś na liczydłach.</w>
			<w>Co mianowicie liczył trudno to sprawdzić w tej chwili</w>
			<w>Może plon rzepy z hektara a może produkcję powideł?</w>
			<w>Zresztą nikt o tym nie myślał, bo wszyscy przyzwyczaili</w>
			<w>się do ciągłego stukotu jego drewnianych liczydeł.</w>
			<w>powoli wokół Paziułki krajobraz cały się zmieniał</w>
			<w>Powstało dużo cyrków, fabryk, rajtsz-uli i domów</w>
			<w>Posłusznie w ziemię się kładły co starsze pokolenia</w>
			<w>By zwolnić dla nowych pokoleń potrzebne ilości atomów.</w>
			<w>Już starszy z synów Paziułki został wybrany na posła</w>
			<w>A młodszy się nawet zastrzelił &ndash; jak mówią &ndash; z powodu kobiety,</w>
			<w>A on wciąż liczył i liczył, i tylko broda mu rosła,</w>
			<w>I spracowane palce mu powykręcał artretyzm</w>
			<w>Dopiero po wielu latach zauważyli potomni</w>
			<w>Że to już nie jest księgowy lecz symbol lub metafora,</w>
			<w>A nawet trochę Pan Bóg, trochę znowóż pomnik,</w>
			<w>lub może nawet komputer na diodach i tranzystorach.</w>
			<w>Chcieli go więc umaić wawrzynem i aloesem,</w>
			<w>Dać szablę honorową zdobną w złociste rapcie</w>
			<w>Albo ogłosić go radcą, względnie też nawet prezesem</w>
			<w>I ofiarować w prezencie ciepłe filcowe kapcie.</w>
			<w>Ale on tego nie chce, wciąż kręci przecząco głową</w>
			<w>I tylko czasami sobie trochę fasoli podje,</w>
			<w>I znowu się zasłuchuje w liczydlła trzeszczące miarowo</w>
			<w>I słyszy w trzasku liczydeł różne prześliczne melodie</w>
			<w>Słyszy w nich szum oceanów, słyszy muzykę Bartoka</w>
			<w>Ryk samolotu Lindbergha i maszynowy karabin</w>
			<w>I psalm proroka Dawida i nawet melodię rocka</w>
			<w>Przy której smukłe modelki wychodzą z nadmorskich kabin</w>
			<w>Krzyczą w tym trzasku dzieci i rżą ułańskie konie,</w>
			<w>I ginie tysiąc walecznych i pełzną przez prerię Apacze</w>
			<w>I grają wierne liczydła wielką, największą symfonię</w>
			<w>A Jan Sebastian Paziułko z zachwytu i lęku płacze.</w>
			<w>A przeto nie przeszkadzajmy, nie przyprawiajmy mu skrzydeł</w>
			<w>I nie starajmy się stroić go w aureolę i róże</w>
			<w>Pozwólmy mu się rozstrzelać salwami własnych liczydeł</w>
			<w>Gdzieś na głębokiej prowincji, w rozrachunkowym biurze.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Lilije</tytul>
		<tekst>
			<w>Zbrodnia to niesłychana:</w>
			<w>Pani zarżnęła pana.</w>
			<w>Grób liliją zasiewa,</w>
			<w>A zasiewając tak śpiewa:</w>
			<w>&ndash; Rośnij kwiecie wysoko,</w>
			<w>Jak pan leży głęboko.</w>
			<vsp/>
			<w>Siada pani przy sośnie</w>
			<w>I czeka, co wyrośnie.</w>
			<w>Czeka przez miesiąc równo,</w>
			<w>Zagląda &ndash; a tam gówno.</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś pustelnik się śmieje</w>
			<w>I tak tej pani radzi:</w>
			<w>&ndash; Taż lilii się nie sieje,</w>
			<w>Lecz cebulki sadzi.</w>
			<w>Więc Mickiewicz coś sknocił.</w>
			<w>&ndash; Tu siadł i się okocił.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Limeryki</tytul>
		<tekst>
			<w>Żył raz mnich, co zbieraczem był ikon</w>
			<w>Dnia jednego wydał gromki ryk on,</w>
			<w>Rzucił klasztor z tym rykiem</w>
			<w>I się został górnikiem</w>
			<w>Co przekraczał stale dzienny wykon.</w>
			<vsp/>
			<w>Żył raz pewien chłop na Dolnym Śląsku</w>
			<w>Co nie spełniał swoich obowiązków</w>
			<w>Tylko chadzał na bale,</w>
			<w>I za to raz szakale</w>
			<w>Pozjadały go kąsek po kąsku</w>
			<vsp/>
			<w>Nieuczciwy sprzedawca w komisie</w>
			<w>Brał zbyt dużą należność za misie</w>
			<w>Nylonowe, a za to</w>
			<w>Wpadł do beczki z sałatą</w>
			<w>I tam nogi połamały mu się.</w>
			<vsp/>
			<w>Pewien autor przepięknej symfonii</w>
			<w>Stał się raz właścicielem &plqq;Panonii&prqq;</w>
			<w>I świecąc sobie świeczką</w>
			<w>Odkręcił w baku wieczko</w>
			<w>(&hellip;)</w>
			<vsp/>
			<w>Pewien młody badacz od kolegi</w>
			<w>Wypożyczył wóz na cztery biegi</w>
			<w>I świecąc sobie świeczką</w>
			<w>Odkręcił w baku wieczko</w>
			<w>Wskutek czego zamienił się w piegi.</w>
			<vsp/>
			<w>Był raz jeden chłopaczek z Kleciny</w>
			<w>Co się nie mógł nauczyć łaciny</w>
			<w>Aż nauczył się naraz</w>
			<w>Gdy kolega kawalarz</w>
			<w>Dał mu wódki z domieszką benzyny.</w>
			<vsp/>
			<w>Posłał jeden miłośnik opery</w>
			<w>Primadonnie dwa szwajcarskie sery,</w>
			<w>Poczem trzy pierwsze rzędy</w>
			<w>Uciekały w te pędy</w>
			<w>Przekraczając dźwiękowe bariery</w>
			<vsp/>
			<w>Jeden facet zaczął nocną porą</w>
			<w>wołać głośno że widzi znak Zorro,</w>
			<w>I przykro było ujrzeć</w>
			<w>Jak go żona wraz z wujciem</w>
			<w>I z babunią grubą lagą piorą.</w>
			<vsp/>
			<w>Raz na Krzykach tuż koło remizy</w>
			<w>Dwaj bandyci robili sriptizy,</w>
			<w>Lecz nie sobie, przechodniom!</w>
			<w>A całą odzież spodnią</w>
			<w>Ładowali do dużej walizy.</w>
			<vsp/>
			<w>W poniedziałek odkryto na Hubach</w>
			<w>Nielegalny dział produkcji rubach</w>
			<w>Luźnych, względnie z wycięciem</w>
			<w>Co cieszyły się wzięciem</w>
			<w>Na prywatkach, pogrzebach i ślubach.</w>
			<vsp/>
			<w>Administrator Adam admirował Annę</w>
			<w>Która przyszła by zgłosić swą zatkaną wannę,</w>
			<w>Stąd od dnia ślubu czują i Adam i Ania</w>
			<w>Atawistyczną ansę do ablucjowania.</w>
			<vsp/>
			<w>Buszował był Benedykt bezowocnie w biurze</w>
			<w>Bo pragnął w swój życiorys wnieść zmiany nieduże,</w>
			<w>Ale stróż nocny słysząc że gdzieś trzeszczy dykta</w>
			<w>Bagnetem bardzo bęcnął w biodro Benedykta.</w>
			<vsp/>
			<w>Całował cwaną Cesię celowniczy coraz</w>
			<w>Pragnąc jej swoich uczuć wyrazić iloraz,</w>
			<w>Ale zginęli szybko i lekko jak muszki</w>
			<w>Cisnąc ciałami cyngiel cesarskej Car-puszki.</w>
			<vsp/>
			<w>Drwił dekadencki Dyzio z dramatów Dygata</w>
			<w>Choć ów powieści pisze nie żadne dramata,</w>
			<w>Wreszcie zeźlony Dygat krzyknąwszy &ndash; psiajucha!</w>
			<w>Dodusił w Dyziu dublem dekadencji ducha.</w>
			<vsp/>
			<w>Eksmitował Edmunda do Ełka Eustachy</w>
			<w>Bo Edmund rwał mu żonę pod szyldem gry w szachy.</w>
			<w>Co słysząc, owa żona zemdlała pośród zgiełku</w>
			<w>A erotoman Edmund eksplodował w Ełku</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Limeryki lecytynowe</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz literat żył przy wąskiej dróżce</w>
			<w>Który nie chciał pisać o peluszce</w>
			<w>Lecz udawał Jonesca</w>
			<w>Pieska jego niebieska,</w>
			<w>Za co wrzód mu się zrobił na nóżce.</w>
			<vsp/>
			<w>Na Pilczycach jedna pani Marta</w>
			<w>Wciąż nuciła kompozycje Sarta</w>
			<w>Zamiast nucić Szpilmana</w>
			<w>I za to kiedyś z rana</w>
			<w>Wszyscy patrzą &ndash; a ona umarta&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Na Sępolnie jeden Piotr Ostróżka</w>
			<w>Pobił raz ciężarnego staruszka</w>
			<w>Lecz krótko się weselił,</w>
			<w>Bo mu dobrzy anieli</w>
			<w>Jeża za to wsadzili do łóżka.</w>
			<vsp/>
			<w>Pewien wolnomyśliciel na Hubach</w>
			<w>Zaczął wierzyć w świętego Jakuba</w>
			<w>Za co żona piorunem</w>
			<w>Uciekła mu ze zdunem,</w>
			<w>I to jeszcze oboje w szubach.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Limeryki po-olimpijskie I</tytul>
		<tekst>
			<w>narrator: Olimpiada już dawno minęła, ale wspomnienia i&nbsp;spostrzeżenia zostały, w&nbsp;związku z&nbsp;czym publikować zamierzamy od dziś Limeryki Poolimpijskie, łączące w&nbsp;sobie maksimum wiedzy o&nbsp;różnych gałęziach sportu, z&nbsp;głęboką nieraz filozofią. O,&nbsp;na przykład taki oto limeryk o&nbsp;dyskobolu:</w>
			<vsp/>
			<w>Kiedyś jeden znany miotacz dyskiem</w>
			<w>się zajmował procederem niskiem,</w>
			<w>Rzucał bowiem tym dyskiem w sędziego</w>
			<w>A gdy trafił, to potem z kolegą</w>
			<w>Brali portfel i dzielili się zyskiem.</w>
			<vsp/>
			<w>narrator: Co jest rzeczą ohydną, ale na szczęście bardzo rzadką &ndash; bo jak widzieliśmy na Olimpiadzie, mało który dyskobol trafiał w sędziego, ponieważ ci sędziowie ciągle tylko biegali, a szkoda. No to teraz o jednym zapaśniku.</w>
			<vsp/>
			<w>Raz zapaśnik pewien w stylu wolnym,</w>
			<w>od kolegów swych będąc mniej zdolnym</w>
			<w>oraz widząc że przegrywa na arenie &ndash;</w>
			<w>Dyskontował swe społeczne pochodzenie:</w>
			<w>&ndash; Co mnie bijesz, jak mój tatko był bezrolnym?</w>
			<vsp/>
			<w>narrator: I&nbsp;bardzo słusznie, bo te rzeczy trzeba brać pod uwagę nie tylko na uczelni, ale i&nbsp;na macie,&nbsp;o!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Limeryki po-olimpijskie V</tytul>
		<tekst>
			<w>narrator: Olimpiada w&nbsp;Monachium zostawiła nam mnóstwo wrażeń, które wyrażamy w&nbsp;naszych limerykach poolimpijskich, przeznaczonych nie tylko dla sportowców, ale także dla szerokich rzesz kibiców. Oto obiecany kilka dni temu limeryk o&nbsp;dżudo:</w>
			<vsp/>
			<w>Kiedyś pewien zawodnik dżudo</w>
			<w>Przeciwnika swego ugryzł w udo,</w>
			<w>Ale tamten się nie złościł w ogóle</w>
			<w>Tylko szepnął do niego czule:</w>
			<w>&ndash; Zobacz jaki mam znak, ty paskudo!</w>
			<vsp/>
			<w>narrator: I rzeczywiście miał ten znak, samiśmy widzieli. To teraz coś o trójskoku:</w>
			<vsp/>
			<w>Reprezentant Polski w trójskoku</w>
			<w>Ciągle robił skoki po pięć kroków,</w>
			<w>Zaś zapytany dlaczego?</w>
			<w>Tak objaśnił sędziego:</w>
			<w>&ndash; Bo żem przywykł cóś dorabiać na boku&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>narrator: No jeżeli przywykł, to trudno mieć do niego pretensje, i&nbsp;my też ich nie mamy, tak samo zresztą jak i&nbsp;do innych sportowców, na dowód czego już niedługo nadamy dalsze poolimpijskie limeryki.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>List do żony</tytul>
		<tekst>
			<w>Kochanie, ty po lasach brodzisz</w>
			<w>A tu z kiciusiem twoim klapa,</w>
			<w>Twój kiciuś nie ma już w czym chodzić,</w>
			<w>Zużył bielizny cały zapas,</w>
			<w>Całkiem dziurawe ma skarpetki,</w>
			<w>Boso kuśtyka po ogródku,</w>
			<w>Patrzy na dalie i nagietki</w>
			<w>A serce żre mu robak smutku.</w>
			<w>Ty sobie bawisz na Marienbadach</w>
			<w>W Sobótkach, względnie w Obornikach,</w>
			<w>I nie wiesz co twój kiciuś jada,</w>
			<w>Jakie paskudztwa czasem łyka,</w>
			<w>Jak mu nie służy kalarepka</w>
			<w>Jakie mu brzuszek robi harce</w>
			<w>Gdy je spleśniałe skórki z chlebka,</w>
			<w>Coś zostawiła je w spiżarce,</w>
			<w>Czasami kiciuś w łóżku leży</w>
			<w>Gorzko przeklina swoją dolę</w>
			<w>Patrząc na brudny stos talerzy</w>
			<w>Wyrastający wzwyż na stole,</w>
			<w>Popatrzy, pośpi i popłacze,</w>
			<w>Zabeczy jak zabłąkana owca:</w>
			<w>&ndash; O miła, kiedy cię zobaczę?</w>
			<w>Wróć z tej Ostendy czy z Wągrowca!</w>
			<w>Zjaw się, zaceruj dziury w spodniach,</w>
			<w>Spraw by znów wszystko zajaśniało,</w>
			<w>Nie zdradzam cię już od tygodnia</w>
			<w>Zupełnie mi się odechciało,</w>
			<w>Karty nie bawią mnie i goście,</w>
			<w>Inne rozkosze teraz wolę &ndash;</w>
			<w>Ot, chciałbym sobie przewlec pościel,</w>
			<w>Raz spróbowałem. Nie wydolę.</w>
			<w>Kochanie moje, wróć z Lidzbarku,</w>
			<w>Porzuć Hawaje, Dardanele,</w>
			<w>Możesz mi dać po karku,</w>
			<w>Lecz weź mnie znów pod kuratelę!!!</w>
			<w>Przyjedź, pocałuj czółko łyse,</w>
			<w>Zrób obiad, spodniom przywróć kancik&hellip;</w>
			<w>Kiciuś już nie chce być tygrysem.</w>
			<w>&hellip;chce być kiciusiem swojej panci&hellip;!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>List w sprawie polonistów</tytul>
		<tekst>
			<w>Polonista to nie zawód, lecz hobby,</w>
			<w>Polonistą być &ndash; nie życzę nikomu.</w>
			<w>Polonista po godzinach nie dorobi,</w>
			<w>Choćby zabrał robotę do domu.</w>
			<w>Polonista nie wędruje po mieszkaniach,</w>
			<w>Nie odzywa się wchodząc ze dworu:</w>
			<w>&ndash; Bardzo ładnie rozbieram zdania,</w>
			<w>Czy jest jakieś stare zdanie do rozbioru?</w>
			<w>Choćby szukał, racji i pretekstów</w>
			<w>I tak zawsze pozostanie na uboczu &ndash;</w>
			<w>Mniej się ceni analizę tekstu</w>
			<w>Od banalnej analizy moczu&hellip;</w>
			<w>Cera blada, na portkach łaty,</w>
			<w>Rozmaite braki w kondycji,</w>
			<w>Oświeceniem nie oświecisz sobie chaty,</w>
			<w>Pozytywizm nie poprawi twej pozycji.</w>
			<w>Poloniście sterczą chude żebra</w>
			<w>Jak sztachety mizernego płotu,</w>
			<w>Gdy się jeden raz u Zuzi rozebrał,</w>
			<w>To się składał z orzeczenia i z podmiotu.</w>
			<w>A jak inny zleciał kiedyś z ławki,</w>
			<w>Bo był gapa wyjątkowa i niezguła,</w>
			<w>To zostały zeń cztery przydawki,</w>
			<w>Dwa zaimki i partykuła&hellip;</w>
			<w>Polonista, niepoprawny romantyk,</w>
			<w>Nie największym się cieszy mirem,</w>
			<w>Ale ja mu &ndash; laury i akanty,</w>
			<w>Ale ja mu &ndash; kadzidło i mirrę!</w>
			<w>Ale ja go całuję w ramię,</w>
			<w>Ale ja go podziwiam i cenię,</w>
			<w>A ty przed nim na kolana, chamie,</w>
			<w>Cały w złocie i volkswagenie!</w>
			<w>Bo jeżeli jesteś i ja jestem,</w>
			<w>To dlatego, że stojący na warcie</w>
			<w>Polonista znużonym gestem</w>
			<w>Kartki książek wertował uparcie</w>
			<w>Za kajzera i za Hitlera,</w>
			<w>I za cara, i za innych carów paru,</w>
			<w>I dlatego właśnie nie umiera</w>
			<w>Coś ważnego, co nazywa się Naród.</w>
			<w>Więc zamieszczam na końcu listu</w>
			<w>Ja, satyryk, błazen i ladaco,</w>
			<w>Zdanie proste: &ndash; Kocham polonistów!</w>
			<w>Rozwinięcie zdania: &ndash;</w>
			<w>&hellip;bo jest za co!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Lizonie</tytul>
		<comment>w tle melodia &plqq;maszerujące skrzypce&prqq;</comment>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) A gdy czerwone słońce zajdzie na nieboskłonie,</w>
			<w>I kiedy do snu się kładzie Pekin, Rambertów i Piza,</w>
			<w>To wtedy z lasów wyłażą podługowate lizonie</w>
			<w>I przeciągając się, patrzą komu by się podlizać?</w>
			<w>Widząc je, ogon podtula drapieżnik, przeżuwacz i gryzoń,</w>
			<w>Kret się w swej norze ukrywa, morwojad włazi na morwę,</w>
			<w>Zwierzak ostrzega zwierzaka okrzykiem: &ndash; Uwaga! lizoń!</w>
			<w>A lizoń uśmiecha się, myśląc: &ndash; Kochani, i tak was dorwę!</w>
			<w>I &ndash; nie zważając na wrzaski: &ndash; Odwal ode mnie się stary! &ndash;</w>
			<w>Jak również na groźby, prośby i na modlitwy najczystsze,</w>
			<w>Siada półgębkiem naprzeciw wybranej przez siebie ofiary</w>
			<w>I dalejże oblizywać językiem swój własny pyszczek,</w>
			<w>A robi to z takim fajerem i z wprawą tak nadzwyczajną,</w>
			<w>Tak przy tym ciamka i mlaska i wyraz ma taki błogi,</w>
			<w>Że ta ofiara przeważnie myśli: &ndash; To musi być fajno!</w>
			<w>Zamiast od razu go kopnąć i prędko wziąć za pas nogi.</w>
			<w>I wtedy jest już stracona, już wtedy wygrało to źwirze,</w>
			<w>Już oto dopięło swego, spełniło zamysły złowieszcze!</w>
			<w>Popatrzcie, gdzie tylko spojrzeć &ndash; tam lizoń kogoś liże</w>
			<w>Lizany zaś prosi lizonia: &ndash; Ach liż mnie lizoniu jeszcze!</w>
			<w>A wtedy już nie ma odwrotu z męczącej acz słodkiej niewoli,</w>
			<w>Przestrogi tu nie pomogą, kuracje, i inne sposoby,</w>
			<w>Albowiem, jak mówi nauka: &ndash; Kto raz się podlizać pozwolił,</w>
			<w>Ten nie obejdzie się nigdy bez trzech podlizań na dobę!</w>
			<w>Tkwią przeto w zgubnym nałogu mrówki i wilki i słonie,</w>
			<w>Oraz mastodont, kalodont, drozofilia i filoderma&hellip;</w>
			<w>I tylko jeden stwór &ndash; człowiek &ndash; potrafił ujarzmić lizonia:</w>
			<w>Po prostu hoduje je w klatkach. O, proszę, jaka ferma&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Lucerna</tytul>
		<tekst>
			<w>Artysta Jan Dreptak, baryton dość mierny,</w>
			<w>Powrócił przedwczoraj z odległej Lucerny</w>
			<w>Gdzie odbył się właśnie muzyczny festiwal,</w>
			<w>I on &ndash; ten Jan Dreptak &ndash; podobno tam śpiwał,</w>
			<w>Więc teraz się chwali i puszy niezmiernie:</w>
			<w>&ndash; Ja bracie, rozumiesz, śpiewałem w Lucernie!</w>
			<w>Bryluje, tokuje, przechwałki i gadki,</w>
			<w>Odmienia Lucernę na wszystkie przypadki,</w>
			<w>Osiągnął w tej branży precyzję niezmierną:</w>
			<w>Lucerna, Lucerny, Lucernę, Lucerną,</w>
			<w>Trajkoce przy wódce, przy żonie, przy robrze,</w>
			<w>Jak słyszę &plqq;Lucerna&prqq; &ndash; to jest mi niedobrze.</w>
			<w>Wiem jednak co zrobię &ndash; przebudzę się z rana,</w>
			<w>I pójdę na pole Trypućki Juliana,</w>
			<w>Tam wezmę organki, i siedząc na polu,</w>
			<w>To zagram, co śpiewał pan Woźniak w Opolu,</w>
			<w>Dość cicho atoli, bo by mnie przetrzepał</w>
			<w>Ten Julian Trypućko, że mu wlazłem w rzepak.</w>
			<w>Gdy zasię wieczorem ten Dreptak pyszałek</w>
			<w>Znów zacznie się chwalić: &ndash; W Lucernie śpiewałem!</w>
			<w>Przygwożdżę go krótko: &ndash; To co, ty chojraku?</w>
			<w>Tyś śpiewał w Lucernie &ndash; ja grałem w Rzepaku!</w>
			<w>I gość momentalnie poczuje się glistą&hellip;</w>
			<w>Ach, dobrze czasami być kalamburzystą!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Gburowate hasełka</tytul>
		<tekst>
			<w>dżentelmen: pierwszy na widowni a ostatni w szatni.</w>
			<w>Baletu synonim nowy: Zawracanie nogami głowy.</w>
			<w>Uwaga! Oprócz papierosów &plqq;Carmen&prqq; jest także opera Carmen!</w>
			<w>Zapraszamy!</w>
			<w>Tytuł na pierwszej stronie wiele sensu mieści:</w>
			<w>Nareszcie opera Narodowa w treści!</w>
			<w>I gdzie ten rozwój kultury, gdy nawet w operze &plqq;Gbury&prqq;?</w>
			<w>Aidę zamurowano w piramidzie, ale o wiele skuteczniej zamurowuje</w>
			<w>&plqq;Tanalbina&prqq;. Do nabycia we wszystkich aptekach.</w>
			<w>Nowe, eleganckie hobby: Kwiaty do garderoby!</w>
			<w>Klasyczna metafora: Księgozbiór tenora.</w>
			<w>Nie pluć do orkiestrówki, bo partytura się skleja!!!</w>
			<w>zobowiązanie: W ramach krzewienia sportu i tępienia szmiry</w>
			<w>Butterfly zrobi szpagat zamiast harakiry!</w>
			<w>Opera bardzo wzbogaca wnętrze!</w>
			<w>(&hellip;a zwłaszcza bufet na pierwszym piętrze&hellip;)</w>
			<w>Konsekwencja: &plqq;Straszny dwór&prqq;, a w tym dworze straszny chór.</w>
			<w>Marzenie girlaski:</w>
			<w>Pierwszy akt &ndash; oklaski</w>
			<w>Drugi akt &ndash; oklaski</w>
			<w>Trzeci akt &ndash; oklaski</w>
			<w>Czwarty akt &ndash; oklaski</w>
			<w>Piąty i dziesiąty akt &ndash; oklaski</w>
			<w>A po iluś tam aktach &ndash; Złote piaski</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Gdyby&hellip;</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdyby mój jeden znajomy, niesamowity cwaniak,</w>
			<w>Hasłami i sloganami naładowany jak bania,</w>
			<w>Demagog o moralności gdaczący jak pozytywka,</w>
			<w>A nieprzytomny z wrażenia, gdy mija go ładna dziwka,</w>
			<w>Cyniczny niuchacz wiatrów, gość z niezawodną sondą,</w>
			<w>Która go ochroniła od stawania na poprzek prądom,</w>
			<w>Kosmiczny asekurant, co nigdy się nie wychylił,</w>
			<w>Nigdy pierwszy nie zabrał głosu, więc nigdy się nie omylił,</w>
			<w>Który innym, mądrzejszym od siebie, tak umiał zawrócić w głowie,</w>
			<w>Że patrzą na niego z dumą i mówią o nim &plqq;nasz człowiek&prqq;,</w>
			<w>Więc gdyby ten mój znajomy kiedyś się zdrowo upił,</w>
			<w>I wylazłby na mównicę, i by się kompletnie wygłupił,</w>
			<w>Pomieszał Engelsa z Andersem, miast Homera cytował Hemara,</w>
			<w>A kończąc swą mowę-trawę wzniósł okrzyk na cześć nieboszczyka</w>
			<w>Salazara,</w>
			<w>I zacząłby rzucać na salę popielniczki, jak również butelki,</w>
			<w>I gdyby mu wreszcie pękły sfatygowane szelki,</w>
			<w>I gdyby mu portki spadły, gorsząc zebranych gości</w>
			<w>I demaskując legendę o jego rzekomej męskości,</w>
			<w>I gdyby do dyrektora zawołał: &ndash; Już ja cię stłamszę!!!</w>
			<w>To, jak jestem niewierzący, tak dałbym natychmiast na mszę&hellip;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Generałowie</tytul>
		<tekst>
			<w>Jak wykazuje wielki stos</w>
			<w>Akt, kronik i annałów,</w>
			<w>Nieraz składaliśmy swój los</w>
			<w>W ręce swych generałów</w>
			<vsp/>
			<w>I wielu z nich &ndash; o ile wiem &ndash;</w>
			<w>Spisało się jak trzeba:</w>
			<w>Kościuszko, Poniatowski, Bem,</w>
			<w>Piłsudski czy Kutrzeba.</w>
			<vsp/>
			<w>Jeden zwyciężył, inny padł,</w>
			<w>Lecz wszystkim równa chwała</w>
			<w>I raczej dobrze sądzi świat</w>
			<w>O Polskich generałach.</w>
			<vsp/>
			<w>A gdy generał zamiast krwi,</w>
			<w>Dział, czołgów i żołnierzy</w>
			<w>Żąda dziewięćdziesięciu dni,</w>
			<w>To ja mu raczej wierzę</w>
			<vsp/>
			<w>Zwłaszcza że sam wydeptał pył</w>
			<w>Typowych, polskich szlaków</w>
			<w>Bo najpierw na Syberii był</w>
			<w>A potem bił Prusaków,</w>
			<vsp/>
			<w>Więc chyba się rozezna w mig</w>
			<w>Kiedy przed frontem stanie</w>
			<w>Gdzie tutaj kosynierów szyk,</w>
			<w>A gdzie targowiczanie.</w>
			<vsp/>
			<w>Bez entuzjazmu dźwigam groń</w>
			<w>I obcasami walę,</w>
			<w>Lecz w razie czego to pan dzwoń,</w>
			<w>Do usług, generale.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Górnicze tango</tytul>
		<tekst>
			<w>Pusto na krzesłach,</w>
			<w>Pijak nad szklanką,</w>
			<w>Tłucze orkiestra</w>
			<w>Górnicze tango,</w>
			<w>Tango górnicze</w>
			<w>Orkiestra gra,</w>
			<w>Saksofon krzyczy,</w>
			<w>Harmonia tka.</w>
			<vsp/>
			<w>Tłum na ulicy,</w>
			<w>Brama zamknięta,</w>
			<w>Tańczą górnicy</w>
			<w>I ich dziewczęta,</w>
			<w>Górnik się stara,</w>
			<w>Górnik ma szmal,</w>
			<w>A innym wara &ndash;</w>
			<w>To nie ich bal!</w>
			<vsp/>
			<w>Szalone bandżo</w>
			<w>Tnie noc wałbrzyską,</w>
			<w>Może tak tańczą</w>
			<w>Po jednym Zbyszku?</w>
			<w>Może po Heńku,</w>
			<w>Cholerny świat&hellip;</w>
			<w>A skrzypce cienko,</w>
			<w>A bęben w takt.</w>
			<vsp/>
			<w>Perkusja wali,</w>
			<w>Papieros dymi,</w>
			<w>Może na sali</w>
			<w>Są dzisiaj z nimi</w>
			<w>Heniek z Jedliny</w>
			<w>I z Gorców Zbych?</w>
			<w>Piękne dziewczyny,</w>
			<w>Kochajcie ich!</w>
			<vsp/>
			<w>Tłum na ulicy,</w>
			<w>Pijak nad szklanką,</w>
			<w>Tańczą górnicy</w>
			<w>Górnicze tango,</w>
			<w>Tango nieliche,</w>
			<w>Tango jak zgrzyt&hellip;</w>
			<w>A nad Wałbrzychem</w>
			<w>Świt.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Grupa Wrocławiaków odwiedza Łyczaków</tytul>
		<tekst>
			<w>przyśpiewki na melodię &plqq;Bal u weteranów&prqq;</w>
			<w>Nasza grupa Wrucławiaków</w>
			<w>Udwiedza Łyczaków,</w>
			<w>Żeby uświadomić</w>
			<w>Tamtejszych rudaków!</w>
			<w>Przywuzimy dla nich w gości</w>
			<w>Świeży wiadumości,</w>
			<w>Ach, iliż radości</w>
			<w>Będą mieć!</w>
			<vsp/>
			<w>Wielgi zmiany w PRL-u</w>
			<w>Ud Tatr aż du Helu,</w>
			<w>Bedzi tobi łatwiej</w>
			<w>Żyć, ubywatelu!</w>
			<w>Wszystko co jest duzwolony</w>
			<w>Nie jist zabruniony &ndash;</w>
			<w>Właź do łóżka żony</w>
			<w>Taj swoji rób!</w>
			<vsp/>
			<w>W tylywizji zapudali</w>
			<w>Ży ma być pluralizm,</w>
			<w>Możesz pluć na wszystku</w>
			<w>Daleku i blisku!</w>
			<w>Wszystki tera si ganiają</w>
			<w>I si upluwają,</w>
			<w>Bo Pluralizm mają</w>
			<w>I fajnu jest!</w>
			<vsp/>
			<w>Stół okrągły zamówili,</w>
			<w>W sali ustawili,</w>
			<w>Czekają cywili</w>
			<w>Taj pełnu guryli&hellip;</w>
			<w>Czechu z Lechem miał tam siadać</w>
			<w>I u wszystkim gadać,</w>
			<w>Trza by tera zbadać</w>
			<w>Gdzie one są?</w>
			<vsp/>
			<w>Byli kiedyś u nas w rządzi</w>
			<w>Fajny kumsumolcy,</w>
			<w>Wszędzi na zachodzi</w>
			<w>Pużyczali dolcy.</w>
			<w>Pużyczyli cały masy</w>
			<w>Taj poszli na wczasy,</w>
			<w>A my jak kutasy &ndash;</w>
			<w>Płać, taj płać!</w>
			<vsp/>
			<w>Pan prufesór Maciszewski</w>
			<w>Tyż ma u nas kreski,</w>
			<w>Miał un z kuligamy</w>
			<w>Czyścić biały plamy.</w>
			<w>Tak ich czyścił i pucował</w>
			<w>Aż ich zasmarował&hellip;</w>
			<w>Fajni si zachował,</w>
			<w>Nima co!</w>
			<vsp/>
			<w>Pani Taczer przyjichała,</w>
			<w>Z Lechem pugadała,</w>
			<w>Mieciu chciał pożyczki,</w>
			<w>Ali mu nie dała&hellip;</w>
			<w>Tera w Polsce chodzi plotka</w>
			<w>Że to skompa Szkotka&hellip;</w>
			<w>Trza nam zagrać w totka,</w>
			<w>A bu co?</w>
			<vsp/>
			<w>Wymyślili mądry głowy</w>
			<w>Strefy wolnucłowy,</w>
			<w>Cieszą si cylnicy</w>
			<w>Na każdy granicy,</w>
			<w>Tera clić im bedzi wolno</w>
			<w>Dukładni i wolno&hellip;</w>
			<w>Ali nam pierdolną,</w>
			<w>Jejku jej!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Gry i zabawy salonowe</tytul>
		<tekst>
			<w>Z otwartych okien płyną blaski,</w>
			<w>Przyjęcie u mecenasostwa!</w>
			<w>Słychać okrzyki i oklaski,</w>
			<w>Hej, grają widać w salonowca!</w>
			<vsp/>
			<w>Przed podjazd domu limuzyny</w>
			<w>Coraz wspanialsze zajeżdżają,</w>
			<w>Kucharka w kuchni smaży bliny,</w>
			<w>A oni w salonowca grają!</w>
			<vsp/>
			<w>Tam, pod oknami tłum sąsiadów</w>
			<w>Tłoczy się niczym stado owiec,</w>
			<w>A tu, wśród trzasku bitych zadów,</w>
			<w>Odchodzi dziarski salonowiec!</w>
			<vsp/>
			<w>W przerwach się mówi o osmozie,</w>
			<w>Laserze, względnie o Picassie,</w>
			<w>A potem znów w wytwornej pozie</w>
			<w>Z zacięciem w salonowca gra się.</w>
			<vsp/>
			<w>Czasami zdarzą się usterki,</w>
			<w>Ot, spodnie wypcha ktoś deszczowcem,</w>
			<w>Albo ktoś krzyknie &ndash; Joj! Nie w nerki!</w>
			<w>Do kitu z takim salonowcem!</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz zaraz spojrzą na się szczerze,</w>
			<w>Przeproszą się, bo nie są chamy:</w>
			<w>&ndash; Panie doktorze! &ndash; Inżynierze!</w>
			<w>&ndash; Pardon, wszak w salonowca gramy!</w>
			<vsp/>
			<w>&hellip;a po tych sporach i po czynach,</w>
			<w>Noc przyjdzie czarna, jak szal wdowi,</w>
			<w>A z nią minuta i godzina</w>
			<w>Kładąca kres salonowcowi&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>I wszyscy goście o tej porze</w>
			<w>W przyjaźni i koegzystencji</w>
			<w>Zasiądą przy telewizorze,</w>
			<w>Co też jest dla inteligencji.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Grzybobranie</tytul>
		<tekst>
			<w>Grzybów było w brud: chłopcy biorą krasnolice,</w>
			<w>Tyle w pieśniach ludowych sławione lisice,</w>
			<w>Panienki za wysmukłym gonią borowikiem,</w>
			<w>Lecz wszyscy rozglądają się za sromotnikiem,</w>
			<w>Którego chłopi zowią grzybów pułkownikiem</w>
			<w>W stanie spoczynku. Grzyb ten &ndash; zarówno suszony,</w>
			<w>Jak też marynowany lub w maśle duszony</w>
			<w>Niezwykłym wśród Polaków cieszy się popytem,</w>
			<w>Choć dla inszych narodów bywa jadowitem.</w>
			<w>Hrabia, pojąć nie mogąc, w las czym prędzej rusza</w>
			<w>I chwyciwszy Wojskiego za poły kontusza</w>
			<w>Spytał: &ndash; Wybacz, waść, proszę, to moje nieuctwo,</w>
			<w>Lecz jakże jeść możecie trujące paskudztwo?</w>
			<w>Zaśmiał się Wojski, sięgnął w kieszeni odmęty,</w>
			<w>Wyjął stamtąd sromotnik cętkowany, kręty,</w>
			<w>Połknął, mlasnął i mruknął: &ndash; A teraz odtrutka!</w>
			<w>&ndash; Rozumiem &ndash; krzyknął hrabia &ndash; pewnie gdańska wódka!</w>
			<w>&ndash; Gdańska po sromotniku? &ndash; rzekł Wojski &ndash; akurat!</w>
			<w>Na truciznę &ndash; trucizna! Vivat denaturat!</w>
			<w>I łyknąwszy pół basa rzucił w krzaki flaszkę,</w>
			<w>Kędy legła, z naklejki szczerząc trupią czaszkę.</w>
			<w>&ndash; Lubię też &ndash; dodał szlagon &ndash; gdy sobie dogodzę,</w>
			<w>Odpocząć w strudze spalin przy ruchliwej drodze,</w>
			<w>I gdy tlenek ołowiu moje płuco wchłania,</w>
			<w>Wspominać dawne walki w okresie powstania</w>
			<w>Kościuszkowskiego&hellip; owe szarże, rejterady&hellip;</w>
			<w>Ja dumam &ndash; a w mym wnętrzu zżerają się jady!</w>
			<w>Sromotnik w denaturat wpadłszy fioletowy</w>
			<w>Za łeb go! Za nim goni tlenek ołowiowy!</w>
			<w>Już go dopadł! Już srogie czynią się fermenty!</w>
			<w>Tną się krzyżową sztuką! Cios prosty! Raz cięty!</w>
			<w>Tym sposobem &ndash; gdy wzajem zniszczą się trucizny,</w>
			<w>Wytwarza się z nich pokarm wyborny a żyzny,</w>
			<w>Chociaż nie znany nigdzie, prócz naszej ojczyzny&hellip;</w>
			<w>Słysząc te wynurzenia &ndash; dziwnie zbladł Horeszka,</w>
			<w>Widać, że w nim płynęła zbyt mała domieszka</w>
			<w>Krwi polskiej, gdyż wśród śmiechu szlachty-mosterdziejów</w>
			<w>Z krzykiem do Włoch uciekał pośród swych dżokejów,</w>
			<w>Zaś Gerwazy, usiadłszy wygodnie na skwerku,</w>
			<w>Jął smażyć sromotnika plaster po plasterku</w>
			<w>Na kilku izotopach, ukradzionych w Świerku&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Gusła</tytul>
		<tekst>
			<w>W noc Bożego Narodzenia</w>
			<w>Gdy świat cały spał jak suseł</w>
			<w>Zacna, stara ciotka Gienia</w>
			<w>Zabierała się do guseł.</w>
			<w>Siadywała pod choinką,</w>
			<w>Butelczynę miała w ręku,</w>
			<w>Pociągała sobie winko</w>
			<w>I wróżyła z różnych dźwięków.</w>
			<w>Ja, co cztery latka miałem,</w>
			<w>A więc jeszcze byłem głupek,</w>
			<w>Z przerażeniem siadywałem</w>
			<w>U ciocinych zacnych stópek.</w>
			<w>Gdy w obórce u sąsiada</w>
			<w>Zaryczała nagle krowa,</w>
			<w>Ciotka Gienia tak powiada:</w>
			<w>&ndash; Pewnie umrze Maciejowa!</w>
			<w>A znów kiedy pies zawyje,</w>
			<w>Ciotka inną mówi bajkę:</w>
			<w>&ndash; O, Krupczatko się upije</w>
			<w>I Dreptaka dziabnie majchrem!</w>
			<w>Zaś gdy spadł ze ściany obraz,</w>
			<w>Ciotka Gienia w krzyk: &ndash; O rany!</w>
			<w>Znowu będzie kiepska kobra</w>
			<w>Albo pomór na barany!</w>
			<w>Wystraszony chciałem czmychnąć,</w>
			<w>Patrzę jak tu wyjść po cichu,</w>
			<w>Aż tu pech: musiałem kichnąć,</w>
			<w>Ciotka zaś wnet wróży z kichu! &ndash;</w>
			<w>Gdy wyrośniesz duży, duży,</w>
			<w>To jak wykazują gusła,</w>
			<w>Z których ci ciotunia wróży</w>
			<w>Będziesz śpiewał różne głupstwa!</w>
			<w>Zaczniesz śpiewać je już w szkole,</w>
			<w>Zaś w późniejszym życia stadium</w>
			<w>Będziesz, biednyż ty matole,</w>
			<w>Śpiewał te głupoty w radiu!!!</w>
			<w>Tu wrzasnąłem jak szalony</w>
			<w>I ze strachu hop za dźwierze!</w>
			<w>Choć w nijakie zabobony</w>
			<w>Nie wierzyłem i nie wierzę!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jadą, jadą wozy z żytem</tytul>
		<tekst>
			<w>Jadą, jadą wozy z żytem i tramwaje mkną ze zgrzytem,</w>
			<w>Warczą tryby, kopalniane rosną szyby.</w>
			<w>Ale Polak zamiast cieszyć się tym wspólnym dobrobytem</w>
			<w>Kombinuje ciągle, co by było gdyby.</w>
			<vsp/>
			<w>Dobra władza transmituje to Kołobrzeg, to znów Sopot</w>
			<w>A on martwi się i myśli pełen zgrozy:</w>
			<w>&plqq;Gdyby babcia miała kółka, to dopiero byłby kłopot,</w>
			<w>Bo na zimę trzeba by jej wkręcać płozy&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Nieopodal inny rodak, zatrzasnąwszy się w łazience,</w>
			<w>Taką skraca dywagacją swój w niej pobyt:</w>
			<w>&plqq;Gdyby konus, król Łokietek, wpadł w Ojcowie Czechom w ręce,</w>
			<w>To dziś byśmy mieli knedle i dobrobyt&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Przyjaciela z lat młodości spotykamy gdzieś pod dworcem,</w>
			<w>Co bełkoce, mając widać wady w dykcji:</w>
			<w>&plqq;Gdyby jajo Kolumbowi, nie stanęło, kurwa, sztorcem,</w>
			<w>To nie było by Reagana i restrykcji&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Te problemy mozna mnożyć bez umiaru i bez liku</w>
			<w>W zależności co tam kogo suszy w duszy.</w>
			<w>Z czego żyłyby dostatnio pokolenia satyryków,</w>
			<w>Gdyby Urban miał o numer mniejsze uszy.</w>
			<vsp/>
			<w>Z takich pytań czasem rodzi się paradoks albo bzdura,</w>
			<w>Taka sama w sodalicji i w milicji.</w>
			<w>Gdyby tego tu wierszyka nie puściła mi cenzura,</w>
			<w>byłby lepszy, ale nie byłby w audycji.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jagienka i orzechy</tytul>
		<tekst>
			<w>Żyła raz jedna panienka</w>
			<w>Która zwała się Jagienka;</w>
			<w>Wiele z niej było pociechy,</w>
			<w>Bo tłukła pupą orzechy.</w>
			<w>Opisał ją, że jest taka,</w>
			<w>Sam pan Sienkiewicz w Krzyżakach</w>
			<w>Wpierw żyła w cnocie jak mniszka,</w>
			<w>A potem wyszła za Zbyszka.</w>
			<w>I wiodło im się chędogo,</w>
			<w>Chociaż, niestety, ubogo,</w>
			<w>Bo się pokończyły wojny,</w>
			<w>Zaczął się okres spokojny,</w>
			<w>A rycerz &ndash; rzecz znana wszędzie &ndash;</w>
			<w>Żyje z tego, co zdobędzie.</w>
			<w>Ruszył więc Zbyszko konceptem</w>
			<w>I wpadł na taką receptę:</w>
			<w>Przywiesił na bramie druczek,</w>
			<w>Że tu się orzechy tłucze</w>
			<w>I od każdego orzecha</w>
			<w>Zgarniał taryfę do miecha.</w>
			<w>Laskowy orzech maleńki</w>
			<w>To nie problem dla Jagienki;</w>
			<w>Mogła za jednym przysiadem</w>
			<w>Stłuc całe pół kilo zadem,</w>
			<w>A gdy dorwała fistaszka</w>
			<w>Zostawała z niego kaszka.</w>
			<w>Niewiele też większej troski</w>
			<w>Przysparzał jej orzech włoski.</w>
			<w>Aż raz przybył jakiś młokos,</w>
			<w>Przywożąc z Afryki kokos,</w>
			<w>I zwrócił się do Jagusi,</w>
			<w>Że mu tę rzecz roztłuc musi.</w>
			<w>Spłoniła się żwawa młódka,</w>
			<w>Wzięła dech, napięła udka,</w>
			<w>Pomodliła się przelotnie</w>
			<w>I w ten kokos jak nie grzmotnie!</w>
			<w>Niestety twarda skorupa</w>
			<w>Nawet przy tym nie zachrupa&hellip;</w>
			<w>Wrzasła Jaguś wniebogłosy,</w>
			<w>Podskoczyła pod niebiosy</w>
			<w>I jak drugi raz przywali!</w>
			<w>&hellip;a ten bydlak jak ze stali!</w>
			<w>Natomiast biedna dziewczyna</w>
			<w>Zrobiła się całkiem sina,</w>
			<w>Oddech jej się jakby urwał,</w>
			<w>Wymamrotała: &ndash; O kurwa&hellip;</w>
			<w>Potem się zaniosła wyciem</w>
			<w>I się pożegnała z życiem!</w>
			<w>Wniosek: Na ogół umiemy</w>
			<w>Rozgryzać własne problemy,</w>
			<w>Lecz zagraniczne nowości</w>
			<w>Przysparzają nam trudności!</w>
			<w>Morał: Tylko wzrost oświaty</w>
			<w>Może zmniejszyć nasze straty.</w>
			<w>I hasło bezwarunkowo:</w>
			<w>Mniej dupą, a więcej głową!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jak stworzyć tekst</tytul>
		<tekst>
			<w>By tekst stworzyć, niepotrzebne jest natchnienie et cetera</w>
			<w>I zbyteczna jest znajomość światłych ksiąg i pięknych sztuk,</w>
			<w>Byle paczka ekstramocnych, takich mocnych jak cholera,</w>
			<w>Byle brzydki wierny kundel, który zasnął u twych nóg.</w>
			<w>By tekst stworzyć, niepotrzebne kaloryczne odżywianie</w>
			<w>Ani biurko, które świeżą politurą w mroku lśni,</w>
			<w>Byle paczka ekstramocnych, rakotwórczych niesłychanie,</w>
			<w>I ten pies, co poszczekuje, bo mu właśnie coś się śni.</w>
			<w>Żona może być kłótliwa, może drzeć się wniebogłosy,</w>
			<w>A na dworze deszcz być może i najniższy z niżów niż,</w>
			<w>Lecz gdy masz starego kundla i swe stare papierosy,</w>
			<w>Weź ołówek ogryziony, jakiś papier, siądź i pisz.</w>
			<w>Radio wyje u sąsiada, wicher wyje za oknami,</w>
			<w>Chandra wyszła w smutne miasto, tak jak wilk wychodzi w step,</w>
			<w>Wciągnij w płuca ekstramocnych dym szarpiący jak dynamit,</w>
			<w>Pogładź ręką zażółconą wsparty o twe stopy łeb&hellip;</w>
			<w>By tekst stworzyć, trzeba kochać, cierpieć oraz obserwować,</w>
			<w>Więc psa kochaj, choćby za to, że jest wierny tak jak pies,</w>
			<w>Cierp z powodu ekstramocnych, z których zwykle boli głowa,</w>
			<w>I obserwuj to, co piszesz. Bo to właśnie zwie się &plqq;tekst&prqq;.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ja mam czas&hellip;</tytul>
		<tekst>
			<w>Po ulicach Wrocławia chodzą śliczne dziewczyny,</w>
			<w>Moim zdaniem w trzech czwartych składające się z nóg.</w>
			<w>Człowiek patrzy i wzdycha, w gardle braknie mu śliny,</w>
			<w>I rozmyśla, że dużo później na świat przyjść mógł&hellip;</w>
			<w>A dziewczęta przechodzą postrojone w sweterki</w>
			<w>Czarne, złote, brunatne albo rude jak lis,</w>
			<w>By się spotkać z chłopcami, którzy noszą farmerki,</w>
			<w>I wystarczy im skuter, bułka z masłem i twist.</w>
			<vsp/>
			<w>To nic, poczekam trzydzieści lat,</w>
			<w>Mnie, kochanki, nigdzie nie spieszno&hellip;</w>
			<w>Siedemdziesięcioletni będę dziad,</w>
			<w>A wy będziecie mieć po pięćdziesiąt&hellip;</w>
			<w>Inaczej będziecie patrzeć, na świat,</w>
			<w>Piękne dziewczęta, jakby zdjęte z reklam&hellip;</w>
			<w>Do widzenia za trzydzieści lat,</w>
			<w>Ja mam czas, ja poczekam!</w>
			<vsp/>
			<w>Znów was spotkam w kawiarni, u znajomych, w teatrze,</w>
			<w>W takich miejscach, gdzie spokój bardziej cenią niż ruch.</w>
			<w>Z biegiem czasu różnica między nami się zatrze,</w>
			<w>Henio włoski pogubi, Kazio będzie miał brzuch&hellip;</w>
			<w>Zosia będzie się brzydko sztuczną szczęką uśmiechać,</w>
			<w>Basia będzie się krzywić, bo uwiera ją pas,</w>
			<w>To jest moja malutka, bardzo smutna pociecha,</w>
			<w>Nie mam na co już liczyć, a więc liczę na czas&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Cóż, trzeba czekać trzydzieści lat,</w>
			<w>Mnie po prawdzie nigdzie nie spieszno&hellip;</w>
			<w>Siedemdziesięcioletni będę dziad,</w>
			<w>A wy będziecie mieć po pięćdziesiąt&hellip;</w>
			<w>Lecz nowa młodzież przyjdzie na świat</w>
			<w>Z jakimś nowym skuterem i twistem,</w>
			<w>A następnych trzydziestu lat</w>
			<w>Nie wytrzyma mój słabiutki system&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jana Dezyderego Dreptaka rozprawa z filozofią pesymizmu</tytul>
		<tekst>
			<w>Jan Dezydery Dreptak zapoznał się kiedyś z Sartrem</w>
			<w>(znaczy nie osobiście, tylko z jego twórczością)</w>
			<w>I przeczytał że życie prawie nic nie jest warte,</w>
			<w>Ponieważ i tak zagłada wisi nad ludzkością.</w>
			<w>Następnie przeczytał również Levi-Straussa</w>
			<w>(Którego snobi nazywają Levi-Sztrosem</w>
			<w>Chociaż jest Sztraus i pochodzi z okolic Buczacza)</w>
			<w>I zapłakał nad człowieczym losem,</w>
			<w>Ponieważ tam wyczytał że nie ma dialektyki</w>
			<w>I wszystko się rozwija w sposób dowolny i dziki.</w>
			<w>Tu Dreptak sięgnął jeszcze do Schopenhauera</w>
			<w>Przeczytał &plqq;Die Welt als Wille und Vorstellung&prqq;</w>
			<w>I zawołał głośno: &ndash; O cholera!</w>
			<w>Ta żeż to wszystko się dzieje bez celu!</w>
			<w>Ot lepiej się powieszę, po co przedłużać ten bezsens?</w>
			<w>I w samobójczych celach wydrapał się był na kredens,</w>
			<w>Ażeby się powiesić na haku od obrazka</w>
			<w>Przy pomocy sznura elektrycznego oderżniętego od żelazka.</w>
			<w>Już sobie założył pętelkę, już miał się przenieść w zaświaty,</w>
			<w>Już wyobrażał sobie siebie sztywnego, strojnego w kwiaty.</w>
			<w>A wtem nagle jak naraz nie wrzaśnie, jak nie zeskoczy na ziemię:</w>
			<w>Ot, byłbym się powiesił, a jutro mam dostać premię!</w>
			<w>Co rzekłszy wziął Levi-Straussa i buch przez okno na deptak,</w>
			<w>A stamtąd krzyk się podniósł: &ndash; Ożeż ty jakiś Dreptak!</w>
			<w>Bo książka spadając, trafiła w sam środek kapelusza</w>
			<w>Jednego rozrabiakę, Superfajczaka Tymoteusza,</w>
			<w>Co widząc Dreptak się zaśmiał, na okiennej się oparł ramie</w>
			<w>I wrzasnął: &ndash; Ja ci jeszcze dołożę, ty jakiś chamie!</w>
			<w>I dawaj w niego Sartrem i Schopenhauerem Arturem!</w>
			<w>&hellip;i co za głupota twierdzić, że życie jest złe i ponure???</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Janusz Korwin-Mikke</tytul>
		<comment>Wiersz powstał podczas kampanii wyborczej w 1989.</comment>
		<tekst>
			<w>Gdy kraj w delirium, a ustrój &ndash; denat,</w>
			<w>Dobrze jest wtedy powołać Senat.</w>
			<w>Na każdą klęskę, mankament, zator,</w>
			<w>Bezwzględnie znajdzie radę senator.</w>
			<vsp/>
			<w>Oto już zgłasza się do wyborów</w>
			<w>Tłum kandydatów na senatorów</w>
			<w>I każdy skromnie o sobie pieprzy,</w>
			<w>Że najmądrzejszy jest i najlepszy.</w>
			<vsp/>
			<w>Jeden zapewni nam żywność tanią,</w>
			<w>Drugi zabroni skrobać się paniom,</w>
			<w>Trzeci na odwrót: uczenie mendzi [1],</w>
			<w>Żeby się skrobać &ndash; zwłaszcza, gdy swędzi.</w>
			<vsp/>
			<w>Czwarty da wszystkim bezpłatnie buty,</w>
			<w>A piąty będzie wysadzać huty.</w>
			<w>Ich argumentom trudno się oprzeć:</w>
			<w>Całą noc myślę: kogo tu poprzeć?</w>
			<vsp/>
			<w>Wreszcie nad ranem mam już taktykę:</w>
			<w>Poprę Janusza Korwina-Mikke!</w>
			<w>Po pierwsze &ndash; szlachcic! (Wiem z heraldyki)</w>
			<w>Ma w herbie Kruka&hellip; i Myszkę Miki.</w>
			<vsp/>
			<w>Po drugie: Kisiel poparł Korwina &ndash;</w>
			<w>Czyli, że Korwin &ndash; to oryginał.</w>
			<w>Po trzecie Korwin publicznie głosi,</w>
			<w>Iż jest repliką Pani Małgosi [2].</w>
			<vsp/>
			<w>Pani Małgosia zaś od lat wielu</w>
			<w>Wyciąga starą Anglię z burdelu;</w>
			<w>Więc jeśli Mikke jej system ściągnie,</w>
			<w>To może w końcu i nas wyciągnie?</w>
			<vsp/>
			<w>(Z tym, że tu sprawa będzie trudniejsza,</w>
			<w>Bo burdelmama [3] jakby silniejsza&hellip;)</w>
			<w>Reasumując: rozum i dusza</w>
			<w>Każą mi oddać głos na Janusza!</w>
			<vsp/>
			<w>Niech weźmie nawet etat Cesarza!!</w>
			<w>Jajarz powinien wspierać jajarza&hellip;</w>
			<w>(przypisy JKM)</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Japoński list</tytul>
		<tekst>
			<w>Pewnego razu samuraj Paptaku Kurkinasadze,</w>
			<w>Co żółte i skośne miał wszystko od nóg aż do oczu i uszu,</w>
			<w>Rozkazał wydobyć z pieca co najczarniejsze sadze</w>
			<w>I z dużą wprawą przyrządził z nich przeszło dwa litry tuszu.</w>
			<w>Następnie odprawił gejszę, popuścił cokolwiek szelek,</w>
			<w>Popatrzył na Fudżi jamę, wypił ogromną herbatę,</w>
			<w>Wtranżolił dwie garście ryżu, umoczył w tuszu pędzelek</w>
			<w>I zaczął pisać do księcia Typryku Mamapchatate:</w>
			<w>&ndash; Ja, nędzny potomek szakala ożenionego z hieną,</w>
			<w>Ewentualnie nygusa skrzyżowanego z wywłoką,</w>
			<w>Błagam cię głosem ochrypłym, z gardła zżartego gangreną,</w>
			<w>By na tym liście spoczęło twoje wspaniałe oko,</w>
			<w>Które jest, mówiąc nawiasem, piękniejsze od morskiej toni</w>
			<w>I błyszczy jakoby księżyc, co nocą na niebo wypływa,</w>
			<w>A przy tym wydziela z siebie bukiet czarownych woni,</w>
			<w>Podczas gdy moje przy nim wygląda jak zlewozmywak.</w>
			<w>Otóż w tym liście niegodnym chcę cię różnymi sposoby</w>
			<w>Upraszać, błagać oraz zaklinać na wszystkie świętości,</w>
			<w>Abyś nie kalał niebacznie swojej świetlanej osoby,</w>
			<w>Która jest dumą, ozdobą, a zwłaszcza nadzieją ludzkości!</w>
			<w>Ty, tylu wielkimi czynami herosów godnymi znużony,</w>
			<w>Zmuszałeś się w swej dobroci, istoto zaiste boska,</w>
			<w>By chadzać co piątek wieczorem do mej ohydnej żony,</w>
			<w>Przy której nawet krokodyl wygląda jak Schuetz-Trojanowska!</w>
			<w>Lecz ja cię ocalę, o synu słońca, choćby i siłą,</w>
			<w>Chociem najmniejszy z padalców i najnędzniejszy z robaków.</w>
			<w>Więc gdy znów przyjdziesz, to z żalem będę ci musiał dać w ryło.</w>
			<w>Tu się podpisał:</w>
			<w>Samuraj Kurkinasadze Paptaku.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jaś i Małgosia</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz Baba Jaga, w silosie</w>
			<w>Miała Jasia i Małgosię</w>
			<w>I tuczyła ich jak świnki</w>
			<w>Żeby z nich porobić szynki</w>
			<w>I codziennie zła starucha</w>
			<w>Brała Jasia za palucha</w>
			<w>Żeby sprawdzić czy Jaś tyje,</w>
			<w>A potem mu urżnąć szyję.</w>
			<w>Ale ten zepsuty chłopak</w>
			<w>Pokazywał jej na opak,</w>
			<w>Wpierw kosteczkę, potem korzeń</w>
			<w>A potem to jeszcze gorzej&hellip;</w>
			<w>Nawet nie będę nazywał</w>
			<w>Tego, co jej pokazywał</w>
			<w>I wtykał jej to do rączki</w>
			<w>Że aż dostała gorączki,</w>
			<w>Ponad czterdzieści dwa stopnie!</w>
			<w>Rozpaliła się okropnie,</w>
			<w>A potem się całkiem wściekła</w>
			<w>I zupełnie się upiekła.</w>
			<w>Wtedy dzieci grzecznie siadły</w>
			<w>I tę Babę Jagę zjadły.</w>
			<w>Wniosek: Gdy żyjesz w kryzysie,</w>
			<w>Nie przebieraj w jadłospisie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jeden łyk</tytul>
		<tekst>
			<w>Wiatr łopoce w proporcach,</w>
			<w>Ciemno choć wykol oko,</w>
			<w>Wśród książęcego dworca</w>
			<w>Wszystko już śpi głęboko.</w>
			<w>Śpi wartownik przy bramie,</w>
			<w>Kucharze przy bratrurach,</w>
			<w>A książę śpi w piżamie</w>
			<w>Z kosmatej skóry tura.</w>
			<w>W każdym kącie ktoś chrapie &ndash;</w>
			<w>Ludzie, psy, gonokoki,</w>
			<w>Lecz po schodach coś człapie,</w>
			<w>Słychać tam jakieś kroki!</w>
			<w>Powstał książę, wdział spodnie,</w>
			<w>Obraził słownie matkę,</w>
			<w>Chwycił w rękę pochodnię,</w>
			<w>W drugą chwycił armatkę,</w>
			<w>Drzwi rozwarł, spojrzał w sionkę</w>
			<w>I myśli: &ndash; Czy mi śni się?</w>
			<w>Bo ujrzał swą małżonkę</w>
			<w>W brejtszwancowej pelisie.</w>
			<w>Była to babka harda,</w>
			<w>Taka żwawa jak fryga,</w>
			<w>Pikantna jak musztarda</w>
			<w>A piękna jak Fatyga.</w>
			<w>Książę bąknął niemądrze</w>
			<w>Że szedł wypuścić kota</w>
			<w>I spytał: &ndash; A dokądże</w>
			<w>Ty łazisz, moja złota?</w>
			<w>Zaś ona wyjaśniła</w>
			<w>Poprawiając odzienie</w>
			<w>&ndash; Na łyka wyłaziłam,</w>
			<w>Bo męczy mnie pragnienie&hellip;</w>
			<w>Jej mąż, uspokojony</w>
			<w>Rozjaśnił pulchne lico</w>
			<w>I rzekł czule do żony:</w>
			<w>&ndash; Mojaż ty pijanico!</w>
			<w>Tutaj cmoknął ją w głowę,</w>
			<w>Tu i ówdzie ją głasnął,</w>
			<w>Wlazł w poduszki puchowe,</w>
			<w>Ziewnął, piernął i zasnął,</w>
			<w>Zaś księżna w saloniku</w>
			<w>Bawiąc się złotą szpilką</w>
			<w>Myślała o tym łyku</w>
			<w>Wymienionym przed chwilką</w>
			<w>jak po licznych potyczkach</w>
			<w>Łyczka wraz z księżną panią</w>
			<w>Musiała wleźć na łyczka,</w>
			<w>Bo łyczek bał się na nią.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jesień idzie</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz staruszek, spacerując w lesie,</w>
			<w>Ujrzał listek przywiędły i blady</w>
			<w>I pomyślał: &ndash; Znowu idzie jesień,</w>
			<w>Jesień idzie, nie ma na to rady!</w>
			<w>I podreptał do chaty po dróżce,</w>
			<w>I oznajmił, stanąwszy przed chatą,</w>
			<w>Swojej żonie, tak samo staruszce:</w>
			<w>&ndash; Jesień idzie, nie ma rady na to!</w>
			<w>A staruszka zmartwiła się szczerze,</w>
			<w>Zamachnęła rękami obiema:</w>
			<w>&ndash; Musisz zacząć chodzić w pulowerze.</w>
			<w>Jesień idzie, rady na to nie ma!</w>
			<w>Może zrobić się chłodno już jutro</w>
			<w>Lub pojutrze, a może za tydzień</w>
			<w>Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,</w>
			<w>Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!</w>
			<w>A był sierpień. Pogoda prześliczna.</w>
			<w>Wszystko w złocie trwało i w zieleni,</w>
			<w>Prócz staruszków nikt chyba nie myślał</w>
			<w>O mającej nastąpić jesieni.</w>
			<w>Ale cóż, oni żyli najdłużej.</w>
			<w>Mieli swoje staruszkowie zasady</w>
			<w>I wiedzieli, że prędzej czy później</w>
			<w>Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jeszcze</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;więc jak się już ma psa i kota, i miłe mieszkanko spółdzielcze,</w>
			<w>I wszystko się w naszym życiu układa tak plus minus znośnie,</w>
			<w>I gdy się w tym życiu już miało tę &ndash; pewną ilość &ndash; dziewczyn,</w>
			<w>I właśnie jest popołudnie, i słońce świeci skośnie,</w>
			<w>To dobrze jest usiąść w fotelu, a kot niech się zwinie obok,</w>
			<w>I żeby w zasięgu ręki było koniecznie pół czarnej,</w>
			<w>A radio niech gra Gershwina, a my, kiwając nogą,</w>
			<w>W ten skośny promień puszczamy dym z papierosa carmen.</w>
			<w>Na półkach piętrzą się książki i pył z nich wiruje w słońcu,</w>
			<w>I wszystko jest złotobrunatne, a tylko rapsodia błękitna,</w>
			<w>I trochę smutno, że trzeba to będzie zostawić w końcu,</w>
			<w>I już się nie siądzie w fotelu, żeby Trzech Muszkieterów poczytać,</w>
			<w>Bo może się kiedyś tak zdarzyć, że patrzysz &ndash; a ciebie już nie ma,</w>
			<w>Chociaż jest kawa i fotel, i słońce na kociej sierści,</w>
			<w>I chociaż wciąż jeszcze w powietrzu snuje się dym z carmena,</w>
			<w>I równie jak dym błękitny wciąż snuje się ten Mister Gershwin.</w>
			<w>&hellip;pies podniósł głowę i warknął, ale nikt jakoś nie wszedł,</w>
			<w>Choć ktoś stał jakby za drzwiami, i jakby zamykał parasol&hellip;</w>
			<w>Kot otwarł oko, popatrzył i mruknął: &ndash; Jesteś tu jeszcze?</w>
			<w>Jeszcze tu jestem, mój kocie. I jeszcze wciąż trzymam fason.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jeżeli cię przygnębi&hellip;</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;jeżeli cię przygnębi troska,</w>
			<w>Gdy oczy twe zalewa pot,</w>
			<w>Gdy jęczysz w bólu &plqq;Matko Boska&prqq;!</w>
			<w>A serce wali ci jak młot,</w>
			<w>Stosuj się ściśle do apelu,</w>
			<w>Który ze strony naszej padł &ndash;</w>
			<w>Podkręcaj wąs obywatelu,</w>
			<w>Tak jak podkręcał go twój dziad!</w>
			<w>&hellip;a jeśli dusza twa się szasta,</w>
			<w>Gdy cię miłosny dręczy szał,</w>
			<w>Gdy odepchnęła cię niewiasta,</w>
			<w>Którejś przychylić nieba chciał,</w>
			<w>Gdy widzisz, że chybiłeś celu,</w>
			<w>To także nie niszcz w męce szat,</w>
			<w>Lecz podkręć wąs, obywatelu,</w>
			<w>Tak jak podkręcał go twój dziad!</w>
			<w>&hellip;zdarzają ci się niewypały,</w>
			<w>Różne humory miewa szef,</w>
			<w>Czasami nastrój ma wspaniały,</w>
			<w>Czasem &ndash; bez racji wpada w gniew,</w>
			<w>Więc &ndash; kiedy siedząc w swym fotelu</w>
			<w>Rzuca na ciebie obelg grad &ndash;</w>
			<w>Ty podkręć wąs, obywatelu,</w>
			<w>Tak jak podkręcał go twój dziad!</w>
			<w>Podkręcał wąsa król Sobieski,</w>
			<w>Swej Marysieńki gdy się bał,</w>
			<w>Podkręcał także pan Walewski</w>
			<w>(bo co biedaczek robić miał?)</w>
			<w>I Piast, objąwszy po Popielu</w>
			<w>Etat na parę ładnych lat&hellip;</w>
			<w>Ty podkręć też, obywatelu,</w>
			<w>Tak jak podkręcał go twój dziad!</w>
			<w>Podkręcaj w deszcze i zamiecie,</w>
			<w>I w mrozy, gdy zamarza rtęć,</w>
			<w>Wiosną podkręcaj go i w lecie,</w>
			<w>W tramwaju go i w domu kręć!</w>
			<w>Wy kręćcie też, obywatele,</w>
			<w>W kręceniu jakaś mądrość jest!</w>
			<w>&hellip;wprawdzie pomaga to niewiele,</w>
			<w>Lecz jakiż piękny polski gest!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jubileusz</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdzie się nie popatrzę, gdzie się nie ruszę,</w>
			<w>Wszędzie się mnożą jubileusze.</w>
			<w>Tu jubileusz wytwórni śrutu,</w>
			<w>Tam jubileusz ciągarni drutu</w>
			<w>Ówdzie miasteczko, zaś indziej gdzieś</w>
			<w>Swój jubileusz obchodzi wieś.</w>
			<w>Zróbmyż naprędce więc analizę</w>
			<w>Jak się urządza taką siurpryzę?</w>
			<w>Logika mówi nam, iż jubiląt</w>
			<w>Godny czci, sławy, tudzież defilad,</w>
			<w>Winien odpocząć, natomiast inni</w>
			<w>jemu ten jubel zrobić powinni&hellip;</w>
			<w>Ale w praktyce? Nieszczęsny pryk</w>
			<w>Sam się do pracy wziąć musi w mig,</w>
			<w>Bo gdyby dłużej siedział i zwlekał,</w>
			<w>Skonałby nim by czegoś doczekał&hellip;</w>
			<w>Dalej więc ganiać z przejęcia blady,</w>
			<w>Prosić: &ndash; Zamieśćcie ze mną wywiady!</w>
			<w>Dalejże szukać pomocy, porad,</w>
			<w>Prosić o wsparcie i protektorat,</w>
			<w>I udawadniać w każdym detalu</w>
			<w>Bezsprzeczne prawo swe do medalu.</w>
			<w>Później rozkosze ma również duże:</w>
			<w>malije ściany, wyciera kurze,</w>
			<w>Myje odnóża jak również szyję</w>
			<w>Wywiesza napis: &plqq;Joj! Niech ja żyję&prqq;!!!</w>
			<w>Pierze koszulę, prasuje mankiet,</w>
			<w>Zamawia salę, orkiestrę, bankiet,</w>
			<w>I o krok będąc od upadłości</w>
			<w>Wielu dostojnych zaprasza gości,</w>
			<w>Poczem &ndash; od trudów całkiem niebieski</w>
			<w>Po pierwszej wódce idzie na deski&hellip;</w>
			<w>Przeto zanoszę korne błaganie:</w>
			<w>&ndash; Jubileuszem nie karz mnie, panie!</w>
			<w>Kończ waść, a wstydu oszczędź i męki,</w>
			<w>Niech mam zgon szybki lekki i miękki!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zachwycenie</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy czasem młoda polonistka</w>
			<w>Taka naiwna, schludna taka,</w>
			<w>Egzaltowana, świeża, czysta,</w>
			<w>Że chciało by się siąść i płakać.</w>
			<vsp/>
			<w>Więc gdy ta polonistka właśnie</w>
			<w>Małpując młodopolskie pozy</w>
			<w>Wybiegnie o porannym czasie</w>
			<w>Boso na łąkę między brzozy,</w>
			<w>Poigra z pliszką i skowronkiem</w>
			<w>Oraz z pudliszką i z biedronką,</w>
			<w>Przywita ze wschodzącym słonkiem,</w>
			<w>Wołając: &ndash; Witaj jasne słonko!</w>
			<vsp/>
			<w>Z róż i powojów splecie wieńce,</w>
			<w>Pomacha rączką do motyla,</w>
			<w>Kraśnym obleje się rumieńcem</w>
			<w>Widząc jak pszczółka kwiat zapyla.</w>
			<vsp/>
			<w>Coś z Anny German gdy zanuci,</w>
			<w>Wyrecytuje coś z Asnyka,</w>
			<w>A potem bardzo się zasmuci</w>
			<w>Nad żabką, którą bocian łyka,</w>
			<vsp/>
			<w>I chcąc zapłakać nad półtrupem</w>
			<w>(bo drugie pół ten bocian urwał)</w>
			<w>Wlizie tą bosą nogą w kupę</w>
			<w>I wyda okrzyk: &ndash; Ożesz kurwa!</w>
			<vsp/>
			<w>To &ndash; jeśli byłbym na tej łące</w>
			<w>Naocznym świadkiem tego zgrzytu &ndash;</w>
			<w>Jak jestem facet niepijący,</w>
			<w>Pół litra wychlałbym z zachwytu!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jesień idzie</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz staruszek, spacerując w lesie,</w>
			<w>Ujrzał listek przywiędły i blady</w>
			<w>I pomyślał: &ndash; Znowu idzie jesień,</w>
			<w>Jesień idzie, nie ma na to rady!</w>
			<w>I podreptał do chaty po dróżce,</w>
			<w>I oznajmił, stanąwszy przed chatą,</w>
			<w>Swojej żonie, tak samo staruszce:</w>
			<w>&ndash; Jesień idzie, nie ma rady na to!</w>
			<w>A staruszka zmartwiła się szczerze,</w>
			<w>Zamachnęła rękami obiema:</w>
			<w>&ndash; Musisz zacząć chodzić w pulowerze.</w>
			<w>Jesień idzie, rady na to nie ma!</w>
			<w>Może zrobić się chłodno już jutro</w>
			<w>Lub pojutrze, a może za tydzień</w>
			<w>Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,</w>
			<w>Nie ma rady. jesień. jesień idzie!</w>
			<w>A był sierpień. Pogoda prześliczna.</w>
			<w>Wszystko w złocie trwało i w zieleni,</w>
			<w>Prócz staruszków nikt chyba nie myślał</w>
			<w>O mającej nastąpić jesieni.</w>
			<w>Ale cóż, oni żyli najdłużej.</w>
			<w>Mieli swoje staruszkowie zasady</w>
			<w>I wiedzieli, że prędzej czy później</w>
			<w>Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Starszy sierżancie, skąd te łzy?</tytul>
		<tekst>
			<w>Młody żołnierz w gołoledzi</w>
			<w>Trzyma wartę honorową &ndash;</w>
			<w>Starszy sierżant jego śledzi</w>
			<w>Czy ją trzyma prawidłowo.</w>
			<w>U żołnierza twarz wesoła,</w>
			<w>Wzrok utkwiony ma we mgle,</w>
			<w>Myśli sierżant: Moja szkoła!</w>
			<w>I przełyka łzę&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>(Wersja II, Wojciech Draszkiewicz)</w>
			<w>Młody żołnierz austriacki</w>
			<w>Trzyma wartę honorową &ndash;</w>
			<w>Sierżant śledzi go z zasadzki</w>
			<w>Czy ją trzyma prawidłowo.</w>
			<vsp/>
			<w>Starszy sierżancie, skąd te łzy?</w>
			<w>Starszy sierżancie, powiedz mi,</w>
			<w>Starszy sierżancie,</w>
			<w>Starszy sierżancie,</w>
			<w>Starszy sierżancie, skąd te łzy,</w>
			<w>No skąd?</w>
			<vsp/>
			<w>Ucałować chce żołnierza</w>
			<w>Starszy sierżant, ten weteran,</w>
			<w>Więc do niego żwawo zmierza</w>
			<w>A ten woła: Stój bo strzelam!</w>
			<w>Już się składa z karabinu,</w>
			<w>Pyta go o hasła treść,</w>
			<w>Sierżant woła: &ndash; To ja synu!</w>
			<w>A ten bęc kul sześć&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Starszy sierżancie, skąd te łzy?</w>
			<w>Starszy sierżancie, powiedz mi,</w>
			<w>Starszy sierżancie,</w>
			<w>Starszy sierżancie,</w>
			<w>Starszy sierżancie, skąd te łzy,</w>
			<w>No skąd?</w>
			<vsp/>
			<w>Zanim skonał starszy sierżant</w>
			<w>Jeszcze szepnął: &ndash; Brawo synu!</w>
			<w>&ndash; Pierwszą rzeczą jest żołnierza</w>
			<w>Trzymać się regulaminu&hellip;</w>
			<w>Tu na ziemię się przewrócił</w>
			<w>I w śmiertelny zapadł sen,</w>
			<w>A ten żołnierz nad nim nucił</w>
			<w>Smutny refren ten:</w>
			<vsp/>
			<w>Starszy sierżancie, skąd te łzy?</w>
			<w>Starszy sierżancie, powiedz mi,</w>
			<w>Starszy sierżancie,</w>
			<w>Starszy sierżancie,</w>
			<w>Starszy sierżancie, skąd te łzy,</w>
			<w>No skąd?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Orłowisko</tytul>
		<tekst>
			<w>Czy to huczą huty, czy to dzwonią dzwony</w>
			<w>Czy to kowal kuje w paleniska skwarze</w>
			<w>Nie, to naszym orłom złociste korony</w>
			<w>Dorabiają w trudzie zmęczeni ślusarze</w>
			<w>Orzeł bez korony jest bezwstydnie goły</w>
			<w>Inne by takiego rozdarły na strzępy</w>
			<w>Szukają więc koron orły i sokoły</w>
			<w>A w kolejce stoją kondory i sępy</w>
			<vsp/>
			<w>Poprzednio w berecie, kaszkiecie, w papasze</w>
			<w>Czasem rogatywkę na łeb mu wsadzili</w>
			<w>Towarzyszu Berman, jak tam orły wasze</w>
			<w>Pytał zatroskany Koba Dżugaszwili</w>
			<w>Były czasy były, ale się skończyły</w>
			<w>Gdzie tamte honory, kawiory i szynka</w>
			<w>Gdzie ten nastrój miły, gdzie te złote żyły</w>
			<w>Dla orłów z redakcji &plqq;Halo, tu jedynka&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Kuje się korona, łeb podstawia wrona</w>
			<w>Kiedyś partyjnego grała bohatera</w>
			<w>Teraz przed kamerą fest usadowiona</w>
			<w>Rzecząpospolitą dziób sobie wyciera</w>
			<w>Nawet weszło nowa, na ojczyzny łonie</w>
			<w>Maciupką koronkę wdziewa bez żenady</w>
			<w>A nasz biały orzeł w cierniowej koronie</w>
			<w>A w tych dorabianych głównie ścierwojady</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Siouxowie</tytul>
		<tekst>
			<w>Cała gmina się trzęsie i dziwi,</w>
			<w>Jadą, jadą dewizowi myśliwi!</w>
			<w>Jadą, jadą, jedni w citroenach,</w>
			<w>Inni w simcach albo w volkswagenach!</w>
			<w>Pan Gajowy ubrany w walonki</w>
			<w>Angażuje chłopów do nagonki.</w>
			<w>I już Bartek pałę ciska w dłoni,</w>
			<w>Na myśliwych zwierzęta goni.</w>
			<w>Idzie Wojtek po lesie, po łące</w>
			<w>I nagania nasze polskie zające,</w>
			<w>Wszędzie słychać gwizdy i okrzyki,</w>
			<w>Lecą sarny, jelenie i dziki.</w>
			<w>Spotkał Bartek Wojtka w gołoledzi:</w>
			<w>Ci myśliwi to Francuzy?</w>
			<w>Nie, Szwedzi!</w>
			<w>A nad Bartkiem kiedy błysnął meteor,</w>
			<w>Ksiądz Kordecki mu się wspomniał, przeor!</w>
			<w>I Czarniecki, co świat męstwem zadziwił,</w>
			<w>I wyrodek Bogusław Radziwiłł!</w>
			<w>Przy okazji, czort wie skąd się to wzięło &ndash;</w>
			<w>Wspomniał mu się także król Jagiełło,</w>
			<w>Samosierra, Kościuszkowi żołnierze,</w>
			<w>Książę Pepi tonący w Elsterze&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Puścił Bartek swą maczugę w taniec,</w>
			<w>Fiknął kozła dewizowiec &ndash; pohaniec.</w>
			<w>Skoczył Wojtek z krzykiem: &ndash; Hejże hu-ha!</w>
			<w>W sercu ogień, w kieszeni siwucha!</w>
			<w>Hej, zbierano potem łupy wszędy,</w>
			<w>Tutaj zając, tam znów jakiś Holender&hellip;</w>
			<w>Tutaj dzik, a tam Włoch się rozwala&hellip;</w>
			<w>Posklejano ich jakoś w szpitalach&hellip;</w>
			<w>I reklama była co się zowie,</w>
			<w>Że to niby zrobili Siouxowie&hellip;</w>
			<w>Więc frekwencja wzrosła w dziwny sposób,</w>
			<w>Przyjeżdżało zewsząd mnóstwo osób,</w>
			<w>Cały region się podźwignął wspaniale,</w>
			<w>Bartek z Wojtkiem otrzymali medale&hellip;</w>
			<w>Tylko mieli obowiązek jedyny</w>
			<w>Z maczugami się meldować do gminy&hellip;</w>
			<w>A tam sołtys się uśmiechał szeroko,</w>
			<w>Chłopcy &ndash; mówił &ndash; zróbta dzisiaj znów folklor!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sierpień 1980</tytul>
		<tekst>
			<w>W czasach, kiedy staniały łzy,</w>
			<w>Bo nas byle kto na siłę rozczulał,</w>
			<w>Nowym blaskiem zalśniło spod rdzy</w>
			<w>Wyświechtane ongiś słowo &plqq;postulat&prqq;.</w>
			<w>I już nie brzmi dla młodych jak szyfr</w>
			<w>Stary wiersz o współczesnej nam treści:</w>
			<w>&plqq;Są w ojczyźnie rachunki krzywd,</w>
			<w>Obca dłoń ich też nie przekreśli&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Pamiętajmy więc te noce nie przespane</w>
			<w>I te bramy fabryczne wśród kwiatów,</w>
			<w>Gdy przestała naraz być sloganem</w>
			<w>Dyktatura Proletariatu,</w>
			<w>I gdy słuchał w napięciu kto żyw</w>
			<w>Niespokojnych, niepewnych wieści,</w>
			<w>Bo w ojczyźnie są rachunki krzywd,</w>
			<w>Ale obca dłoń ich nie przekreśli.</w>
			<vsp/>
			<w>Będą z tego legendy i sagi,</w>
			<w>Będą wiedzieć przyszłe pokolenia,</w>
			<w>Że raz kiedyś narodowe flagi</w>
			<w>Wywieszono bez rozporządzenia,</w>
			<w>Że się zdarzył piękny, mądry zryw,</w>
			<w>Że Polacy rzekli, gdy się zeszli:</w>
			<w>&ndash; Są w ojczyźnie rachunki krzywd,</w>
			<w>Lecz nie obca dłoń je przekreśli.</w>
			<vsp/>
			<w>Wierzę w każdy przyszły rok i dzień, i miesiąc</w>
			<w>Pracowitszy, obfitszy, łaskawszy,</w>
			<w>Wierzę bowiem w sierpień '80,</w>
			<w>Co &ndash; strzeżony &ndash; pozostanie w nas na zawsze</w>
			<vsp/>
			<w>Jak stalowy dokerski nit,</w>
			<w>Jak ten wiersz, co powiada, że jeśli</w>
			<w>Są w ojczyźnie rachunki krzywd,</w>
			<w>To ich obca dłoń nie przekreśli.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rodzina Pajacyków</tytul>
		<tekst>
			<w>Co wieczora tato Pajacyk</w>
			<w>Wkłada kostium by pójść do pracy,</w>
			<w>Wkłada spodnie z wypchanymi kolanami</w>
			<w>I zbyt duże kapcie z pomponami,</w>
			<vsp/>
			<w>I melonik, co dziadkowi jeszcze służył,</w>
			<w>I nos czerwony, sztuczny i duży.</w>
			<w>A Pajacykowa, taty żona</w>
			<w>Patrzy na tatę rozczulona</w>
			<vsp/>
			<w>I z wyglądu jego się cieszy:</w>
			<w>&ndash; Wiesz, dzisiaj jesteś wyjątkowo śmieszny.</w>
			<w>A ten tata, to jest taki ewenement,</w>
			<w>Że dla niego to akurat jest komplement,</w>
			<vsp/>
			<w>Bo ktoś inny chciałby być przystojny,</w>
			<w>Interesujący lub dostojny,</w>
			<w>Albo ze swej piękności stawny,</w>
			<w>A on musi być tylko zabawny.</w>
			<vsp/>
			<w>Wyszedł tatuś Pajacyk z mieszkania</w>
			<w>Idzie drogą, znajomym się kłania,</w>
			<w>A mamusia dziecku szepcze czule:</w>
			<w>&ndash; Kiedyś będziesz taki jak tatulek</w>
			<vsp/>
			<w>Na to dziecko, jak to dziecko &ndash; szczere:</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Ja bym chciał być magistrem inżynierem.</w>
			<w>Popatrzyła mamusia na syna,</w>
			<w>Rozjaśniła jej się nagle mina,</w>
			<w>Roześmiała się z aprobatą:</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Jaki śmieszny, całkiem jak tato.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rapsod o Warneńczyku</tytul>
		<tekst>
			<w>Lśni chorągiew pozłocista</w>
			<w>Chrzęści zbroja szmelcowana</w>
			<w>Jedzie, jedzie król Władysław</w>
			<w>By poskromić bisurmana.</w>
			<w>Po wąwozach grzmią cykady,</w>
			<w>Koń królewski raźnie parska,</w>
			<w>Dzielny Węgier, Jan Hunyady</w>
			<w>Sprawia szyki kląc z madziarska.</w>
			<w>Nad wzgórzami wstały zorze,</w>
			<w>Wojsko w marszu rumor czyni,</w>
			<w>&ndash; O, już widać Czarne Morze!</w>
			<w>Mówi legat Cesarini.</w>
			<w>Król naprędce je śniadanie,</w>
			<w>Jan Hunyady wszedł z łoskotem:</w>
			<w>&ndash; Nawalili wenecjanie,</w>
			<w>Wycofali swoją flotę!</w>
			<w>Król odstawił kubek z winem,</w>
			<w>Blask mu strzelił spod powieki:</w>
			<w>&ndash; Uderzymy za godzinę</w>
			<w>A Wenecji &ndash; wstyd na wieki!</w>
			<w>Jeszcze Warna w dali drzemie,</w>
			<w>Jeszcze nisko stoi słońce,</w>
			<w>A pancerni &ndash; strzemię w strzemię,</w>
			<w>A pancerni &ndash; koncerz w koncerz,</w>
			<w>A pancerni &ndash; kopia w kopię</w>
			<w>Ku piaszczystym patrzą brzegom&hellip;</w>
			<w>&ndash; No to cześć, daj pyska chłopie! &ndash;</w>
			<w>Mówi król do Hunyadego.</w>
			<w>I błysnęły jednym blaskiem</w>
			<w>Setki mieczy wyszarpniętych</w>
			<w>I zgrzytnęły jednym trzaskiem</w>
			<w>Setki przyłbic zatrzaśniętych,</w>
			<w>I zadrżała ziemia święta</w>
			<w>I huknęły dzwony w mieście,</w>
			<w>I ruszyli &ndash; najpierw stępa,</w>
			<w>Potem kłusem, cwałem wreszcie,</w>
			<w>Poszła świetna polska jazda,</w>
			<w>Poszli Węgrzy niczym diabli,</w>
			<w>Jak stalowa, ostra drzazga,</w>
			<w>Jak błyszczące ostrze szabli,</w>
			<w>I widziano jak lecieli</w>
			<w>Pędem wielkim i szalonym,</w>
			<w>I widziano, jak tonęli</w>
			<w>W morzu Turków niezmierzonym.</w>
			<w>Poczem z piórem, siadł nad kartką</w>
			<w>Mnich uczony, stary skryba:</w>
			<w>&ndash; Warto było, czy nie warto?</w>
			<w>Odwrót byłby lepszy chyba&hellip;</w>
			<w>Chrzanił zacny zjadacz chleba</w>
			<w>Czas nad nami wartko goni,</w>
			<w>I tak kiedyś umrzeć trzeba,</w>
			<w>To już lepiej tak jak oni.</w>
			<w>Zresztą &ndash; koniec dzieło wieńczy,</w>
			<w>Mnich w klasztorze kipnął marnie,</w>
			<w>A szalony król Warneńczyk</w>
			<w>Ma grobowiec w pięknej Warnie,</w>
			<w>I szanują go Bułgarzy</w>
			<w>I nas &ndash; dzięki niemu &ndash; cenią,</w>
			<w>Więc na czarnomorskiej plaży</w>
			<w>Kłaniam się królewskim cieniom.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Powód</tytul>
		<tekst>
			<w>U Dreptaków dziś wielkie święto</w>
			<w>Cieszą się mama i tata</w>
			<w>W saloniku pokrowce zdjęto</w>
			<w>Henio w nowym ubranku lata</w>
			<vsp/>
			<w>Tata Dreptak zaprosił szwagra</w>
			<w>Szwagier przyniósł w kieszeni pół flachy</w>
			<w>Jak wypiją to tata z nim zagra</w>
			<w>W warcaby albo w szachy</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy przyszedłem też mi dano kielicha</w>
			<w>A w kielichu wiśniówka słodka</w>
			<w>I są grzybki jako zagrycha</w>
			<w>Czyżby Dreptak wygrał w totolotka</w>
			<vsp/>
			<w>Henio z dumy czerwony się robi</w>
			<w>Tata wziął go zaraz na kolano</w>
			<w>I powiada do mnie: &plqq;Wiesz, nasz Heniu pobił</w>
			<w>Stefka od Wiśniewskich dzisiaj rano!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;No to co?&prqq; pytam coraz ciekawszy</w>
			<w>Tata także z dumy poczerwieniał</w>
			<w>I powiada: &plqq;To, że pierwszy raz</w>
			<w>Bo zawsze Stachu bijał naszego Henia&prqq;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szwoleżerowie i gwardia</tytul>
		<tekst>
			<w>Jak w księgach zapisane to</w>
			<w>Przez historyków stoi,</w>
			<w>Miał cesarz starą gwardię swą</w>
			<w>I szwoleżerów swoich.</w>
			<w>Gdy sytuacja była zła,</w>
			<w>Krytyczna &ndash; że tak powiem &ndash;</w>
			<w>Chronić cesarza gwardia szła,</w>
			<w>A w bój &ndash; szwoleżerowie.</w>
			<w>Ale w cesarzu tkwił na dnie</w>
			<w>Zarodek niepokoju:</w>
			<w>&ndash; Czemuż to stara gwardia się</w>
			<w>Starzeje pośród bojów?</w>
			<w>Siwieje, tyje każdy mąż,</w>
			<w>Kwęka, choć nie jest ranny,</w>
			<w>A szwoleżery polskie wciąż</w>
			<w>Wysmukli są jak panny?</w>
			<w>I zamęczała go ta myśl,</w>
			<w>I zżerał go frasunek,</w>
			<w>Aż kiedyś wachmistrz Dreptak Zdziś</w>
			<w>Dostarczył mu meldunek.</w>
			<w>Zasalutował, konia wspiął</w>
			<w>Zwyczajem szwoleżerów,</w>
			<w>Aż cesarz wnet go pytać jął:</w>
			<w>Skąd tyle ma fajeru?</w>
			<w>Zaś Dreptak, co służbistą był,</w>
			<w>Z zachwytu w mig pokraśniał,</w>
			<w>&plqq;Niech żyje!&prqq; &ndash; krzyknął z całych sił,</w>
			<w>A potem tak wyjaśniał:</w>
			<w>&ndash; Niewielki każdy z nas ma staż,</w>
			<w>Niedługie wojowanie,</w>
			<w>Choć od lat wielu szwadron nasz</w>
			<w>Walczy przy tobie, panie.</w>
			<w>Ten ówdzie zginął, inny tam,</w>
			<w>Przychodzą nowe twarze,</w>
			<w>A tylko sztandar wciąż ten sam</w>
			<w>I hasło na sztandarze!</w>
			<w>Zaś Stara Gwardia twoja, sir,</w>
			<w>Wspaniała, piękna, harda,</w>
			<w>Rzadko w bitewny chadza wir,</w>
			<w>Więc się starzeje kadra.</w>
			<w>Cóż stąd, że ją ożywia duch,</w>
			<w>Że broń pierwszego sortu,</w>
			<w>Kiedy przeszkadza gruby brzuch</w>
			<w>I nawyk do komfortu?</w>
			<w>A Napoleon zrobił gest</w>
			<w>W stylu Napoleona</w>
			<w>I mruknął: &ndash; Coś w tym chyba jest&hellip;</w>
			<w>I jest coś. Niech ja skonam.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Orgia</tytul>
		<tekst>
			<w>Obejrzawszy importowanych filmów niejedną setkę,</w>
			<w>Pewna mała grupka ludności chciała sobie urządzić orgietkę.</w>
			<w>Ściśle biorąc, cztery osoby, tak: John Dreptak, Rene Trypućko,</w>
			<w>Jedna pani Bzibziakowa i panna Lusi Jamochłon, zwana na codzień Lućką.</w>
			<vsp/>
			<w>Bzibziakowa przyniosła patefon, Trypućko przytargał pół basa</w>
			<w>I wszyscy wesolutko porozbierali się na golasa,</w>
			<w>Co było zresztą praktyczne z powodu letniej spiekoty,</w>
			<w>Po czym John Dreptak z energią zawołał: &ndash; No do roboty!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Do roboty! &ndash; krzyknęli wszyscy, lecz tu wpadli w stary mechanizm,</w>
			<w>I Trypućko wywiesił hasło &plqq;MAŁA ORGIA WZMACNIA ORGANIZM&prqq;.</w>
			<w>A John Dreptak wygłosił referat: &plqq;Orgia wsteczna, a orgia postępowa&prqq;</w>
			<w>Nazwali tę orgię imieniem Czwartej Dywizji Moździerzy,</w>
			<w>Po czym John Dreptak uchwałę końcową zgrabnie wymaścił,</w>
			<w>Rozpoczynając słowami: &plqq;My, Zjednoczeni Orgiaści&hellip;&prqq;</w>
			<w>A kończąc ogólnym apelem, który w każdej uchwale błyska,</w>
			<w>Że należy się przeciwstawić tak: zagrożeniu środowiska,</w>
			<w>Hałasowi, chorobom psychicznym i rozbijaniu atomów.</w>
			<w>Tu ubrali się, pozapinali, i poszli do swoich domów.</w>
			<w>Zaś wieczorem Dreptak do Trypućki zadzwonił z taką uwagą:</w>
			<w>&ndash; Stary, bardzo fajnie nam to wyszło, tylko czemu żeśmy byli nago?</w>
			<w>&ndash; Właśnie nie wiem! &ndash; odparł Trypućko, &ndash; W garniturach my by też mogli</w>
			<w>I w ten sposób wytworzył się model Uroczystej Akademii,</w>
			<w>Czyli &ndash; Polskiej Orgii.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Orgia</tytul>
		<tekst>
			<w>Obejrzawszy importowanych filmów niejedną setkę,</w>
			<w>Pewna mała grupka ludności chciała sobie urządzić orgietkę.</w>
			<w>Ściśle biorąc, cztery osoby, tak: John Dreptak, Rene Trypućko,</w>
			<w>Jedna pani Bzibziakowa i panna Lusi Jamochłon, zwana na codzień Lućką.</w>
			<vsp/>
			<w>Bzibziakowa przyniosła patefon, Trypućko przytargał pół basa</w>
			<w>I wszyscy wesolutko porozbierali się na golasa,</w>
			<w>Co było zresztą praktyczne z powodu letniej spiekoty,</w>
			<w>Po czym John Dreptak z energią zawołał: &ndash; No do roboty!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Do roboty! &ndash; krzyknęli wszyscy, lecz tu wpadli w stary mechanizm,</w>
			<w>I Trypućko wywiesił hasło &plqq;MAŁA ORGIA WZMACNIA ORGANIZM&prqq;.</w>
			<w>A John Dreptak wygłosił referat: &plqq;Orgia wsteczna, a orgia postępowa&prqq;</w>
			<w>Nazwali tę orgię imieniem Czwartej Dywizji Moździerzy,</w>
			<w>Po czym John Dreptak uchwałę końcową zgrabnie wymaścił,</w>
			<w>Rozpoczynając słowami: &plqq;My, Zjednoczeni Orgiaści&hellip;&prqq;</w>
			<w>A kończąc ogólnym apelem, który w każdej uchwale błyska,</w>
			<w>Że należy się przeciwstawić tak: zagrożeniu środowiska,</w>
			<w>Hałasowi, chorobom psychicznym i rozbijaniu atomów.</w>
			<w>Tu ubrali się, pozapinali, i poszli do swoich domów.</w>
			<w>Zaś wieczorem Dreptak do Trypućki zadzwonił z taką uwagą:</w>
			<w>&ndash; Stary, bardzo fajnie nam to wyszło, tylko czemu żeśmy byli nago?</w>
			<w>&ndash; Właśnie nie wiem! &ndash; odparł Trypućko, &ndash; W garniturach my by też mogli</w>
			<w>I w ten sposób wytworzył się model Uroczystej Akademii,</w>
			<w>Czyli &ndash; Polskiej Orgii.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Piękny cel</tytul>
		<tekst>
			<w>Słonko chowa się za domem, zachód chmurki złoci,</w>
			<w>Tatko oczki ma przekrwione i bardzo się poci.</w>
			<w>Siedzi tatko poza stołem, rytmicznie się kiwa.</w>
			<w>Myśli &ndash; &plqq;Skąd ja się tu wziąłem i jak ja się nazywam?</w>
			<w>Co ja robię? Gdzie ja mieszkam? Co to jest do licha?&prqq;</w>
			<w>A tymczasem mu koleżka podsuwa kielicha:</w>
			<w>&ndash; &plqq;Wypij Heniu, to dla ciebie, tyś dobry przyjaciel!&prqq;</w>
			<w>Tatko, choć mu szumi, we łbie wlewa w siebie zacier.</w>
			<w>W uszkach szumi, w nóżkach ciąży, brzuszek już nie trawi</w>
			<w>Tatko jest pawicą w ciąży, matką licznych pawi</w>
			<w>Całkiem pozbył się fantazji, nie wie nawet dobrze</w>
			<w>Z jakiej zaczął pić okazji &ndash; doktorat, czy pogrzeb?</w>
			<w>&ndash; &plqq;Urodziny czyjeś może, lecz czyje i które?</w>
			<w>A możem ja mocny Boże, wczoraj zdał maturę?&prqq;</w>
			<w>Ale to już nie gra roli, jak obecni twierdzą</w>
			<w>Grunt, że wszystkich głowa boli i okropnie śmierdzą</w>
			<w>I gdy będą się chwalili kumplom jutro rano:</w>
			<w>&plqq;Ale my się wczoraj spili&prqq; &ndash; Kumplom mózgi staną.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wyspa</tytul>
		<tekst>
			<w>Być może, jest taka wyspa</w>
			<w>Na jakimś oceanie,</w>
			<w>Która ma jedną przystań</w>
			<w>I jeden jacht w tej przystani.</w>
			<w>I wody jednej rzeki</w>
			<w>Przecinają ją w poprzek,</w>
			<w>I jeden strażnik rekin</w>
			<w>Pilnuje wyspy dobrze,</w>
			<w>I pojedynczo się łamią</w>
			<w>O skałę samotne fale,</w>
			<w>I jeden czarny namiot</w>
			<w>Stoi na owej skale.</w>
			<w>Nad palmą jedną, jedyną</w>
			<w>Błyszczy jedyna gwiazda,</w>
			<w>A gdy się chce tam dopłynąć,</w>
			<w>Jest tylko jedna jazda,</w>
			<w>Gdyż jeden jest kierunek</w>
			<w>I jeden mały bilet,</w>
			<w>Więc po swój biedny pakunek</w>
			<w>Niebawem się pochylę</w>
			<w>I opuszczę swą izbę</w>
			<w>Bez słów i bez powrotów,</w>
			<w>By popłynąć na wyspę</w>
			<w>Do czarnego namiotu.</w>
			<w>I będzie coraz ciemniej,</w>
			<w>Ciepło, smutno i mglisto,</w>
			<w>Psy, kiedy wyją w pełnię,</w>
			<w>Też tęsknią za tą wyspą&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Miejski poranek</tytul>
		<tekst>
			<w>Miejski poranek, pusty przystanek</w>
			<w>Za chwilę zabrzmi tu gwar</w>
			<w>Piąta na wieży, pachnie chleb świeży</w>
			<w>Piekarz o drugiej wstał</w>
			<vsp/>
			<w>Chłopcy od dziewcząt wracają pieszo</w>
			<w>Także cieplutcy jak chleb</w>
			<w>Senny włamywacz pracę przerywa</w>
			<w>Ogołociwszy sklep</w>
			<vsp/>
			<w>O takim czasie z psem gdy go ma się</w>
			<w>Najlepiej w miasto iść</w>
			<w>Przez skrzyżowania, bez skrępowania</w>
			<w>O świcie władza śpi</w>
			<vsp/>
			<w>Piąta dopiero, pierwszy papieros</w>
			<w>Celny i ostry jak nóż</w>
			<w>Koty się gonią, butelki dzwonią</w>
			<w>Mleko przywieźli już</w>
			<vsp/>
			<w>Za chwilę szpetnie ciszę rozetnie</w>
			<w>Tramwajów łomot i trzask</w>
			<w>Na razie mgiełka, watka, perełka</w>
			<w>Puchaty, mieski brzask</w>
			<vsp/>
			<w>O takim czasie z psem gdy go ma się&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Po miejskich drogach na sześciu nogach</w>
			<w>Licząc w tym psa &ndash; gdy się ma</w>
			<w>Bo gdy się nie ma &ndash; to trzeba dwiema</w>
			<w>Więc miej koniecznie psa</w>
			<vsp/>
			<w>O takim czasie z psem gdy go ma się&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Po miejskich drogach na sześciu nogach&hellip;</w>
			<w>Po miejskich drogach na sześciu nogach&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Stróż Jasia</tytul>
		<tekst>
			<w>Jasio piękny był jak róża,</w>
			<w>Ładnie się rodzicom chował,</w>
			<w>Przy tym miał aniołka stróża,</w>
			<w>Który nim się opiekował.</w>
			<w>Czasem, kiedy pani w klasie</w>
			<w>Jasia gnębi i sztorcuje,</w>
			<w>Mówi: Ożesz ty, głuptasie!</w>
			<w>I chce chłopcu wstawić dwóję.</w>
			<w>Stróż poczciwy aniołeczek</w>
			<w>Dziecię chronić chcąc niewinne,</w>
			<w>Trąci panią w ołóweczek &ndash;</w>
			<w>I już dwóję ma ktoś inny!</w>
			<w>Także później, przy maturze,</w>
			<w>Tym młodzieńczym, pięknym zrywie,</w>
			<w>Inne aniołeczki stróże</w>
			<w>Radzą swoim: &ndash; Walcz uczciwie!</w>
			<w>Ale Jasia stróż jest lepszy,</w>
			<w>Spod skrzydełka coś wyciąga:</w>
			<w>&ndash; Jasiu, nie myśl sam, bo spieprzysz,</w>
			<w>Patrz, baranie, tu jest ściąga!</w>
			<w>Potem Jasio się zakochał,</w>
			<w>Ale zamiast pieścić dziewczę,</w>
			<w>Ciągle tylko śpiewał, szlochał,</w>
			<w>Albo głośno czytał wiersze.</w>
			<w>Kiepsko by się to skończyło,</w>
			<w>Lecz aniołek w sposób krótki</w>
			<w>W postać Jasia wszedłszy siłą &ndash;</w>
			<w>Zabrał babkę do Sobótki.</w>
			<w>A nazajutrz ta panienka</w>
			<w>Już za Jasiem sama biega,</w>
			<w>Już jest przy nim jakaś miękka</w>
			<w>&ndash; Jasio &ndash; mówi &ndash; to agregat!</w>
			<w>Siedzi Jasio na posadzie,</w>
			<w>Wykonuje zadań szereg &ndash;</w>
			<w>Tu swój podpis z wdziękiem kładzie,</w>
			<w>Tam przybija znów stempelek,</w>
			<w>Zaś aniołek z obowiązku</w>
			<w>Podpowiada wciąż tej mumii:</w>
			<w>&ndash; Jasiu, zapisz się do związku!</w>
			<w>&ndash; Jasiu, dziecko do komunii!</w>
			<w>&ndash; Napisz donos, składki popłać!</w>
			<w>&ndash; Szefa spytaj się o zdrowie!</w>
			<w>Nie ma kiedy pojeść, pospać</w>
			<w>Tak jak inni aniołowie,</w>
			<w>Więc go wątpliwości gniotą</w>
			<w>Nie sprawdzone należycie:</w>
			<w>&ndash; Czy koniecznie półidiotom</w>
			<w>Musi się ułatwiać życie?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pętla</tytul>
		<tekst>
			<w>U drzwi zadzwonił dzwonek,</w>
			<w>Więc Dreptak jak skowronek</w>
			<w>Wesół otwiera z klucza,</w>
			<w>A tam stoi inkasent</w>
			<w>I tak Dreptaka basem</w>
			<w>Poucza:</w>
			<w>&ndash; Natychmiast płać pan,</w>
			<w>Czasu nie trać pan,</w>
			<w>Tylko raz &ndash; raz!</w>
			<w>Uszy pan stul pan</w>
			<w>I szybko bul pan</w>
			<w>Za światło i za gaz!</w>
			<w>Dreptak wszystko zapłacił,</w>
			<w>Cokolwiek humor stracił,</w>
			<w>Bo żal mu było grosza;</w>
			<w>&ndash; Ot &ndash; myśli &ndash; wyjdę sobie&hellip;</w>
			<w>I wyszedł, lecz za progiem</w>
			<w>Napotkał listonosza.</w>
			<w>&ndash; Natychmiast, płać pan.</w>
			<w>Czasu nie trać pan!</w>
			<w>Ryknął jak lew on.</w>
			<w>Uszy pan stul pan</w>
			<w>I szybko bul pan</w>
			<w>Za swój telefon!</w>
			<w>Uregulował Dreptak</w>
			<w>I poszedł się na trzepak</w>
			<w>Powiesić na długim sznurze</w>
			<w>I już się żegnał z żoną,</w>
			<w>Gdy wtem mu przyniesiono</w>
			<w>Inne rachunki duże.</w>
			<w>Najpierw &ndash; czynsz za mieszkanko,</w>
			<w>potem &ndash; powiestkę z banku:</w>
			<w>Dwa kredyty, trzy orsy</w>
			<w>I upomnienie z kasy,</w>
			<w>Bo żyranci &ndash; brudasy</w>
			<w>Nie chcieli wpłacić forsy&hellip;</w>
			<w>Straszne tam były płacze,</w>
			<w>Aż nasz biedny Dreptaczek</w>
			<w>Został goły, bez gaci,</w>
			<w>Ale już się nie wieszał</w>
			<w>I sam siebie pocieszał,</w>
			<w>Że teraz, to się już nie opłaci.</w>
			<w>Ucałował swą żonę:</w>
			<w>&ndash; Już wszystko popłacone,</w>
			<w>Nic się już nie należy!</w>
			<w>Goło, ale wesoło!</w>
			<w>Tutaj cmoknął ją w czoło,</w>
			<w>A tu znów ktoś puka do dźwierzy:</w>
			<w>&ndash; Natychmiast płać pan,</w>
			<w>Czasu nie trać pan,</w>
			<w>Tylko raz &ndash; raz!</w>
			<w>Uszy pan stul pan</w>
			<w>I szybko bul pan</w>
			<w>Za światło i za gaz!</w>
			<w>&ndash; Co pan mówi &ndash; wyszeptał Dreptak łagodnie.</w>
			<w>&ndash; Tak szybko przeminęły te cztery tygodnie?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Realizm</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a jak kiedyś wyjdziemy z długów</w>
			<w>I kłopotów będziemy mieć mniej,</w>
			<w>To ci kupię suknię taką długą,</w>
			<w>Jaką kiedyś miała Doris Day,</w>
			<w>A do tego śliczny płaszcz szeroki,</w>
			<w>Pantofelki na szpilkach i szal,</w>
			<w>A dla siebie &ndash; wytworny smoking,</w>
			<w>I pójdziemy oboje na bal.</w>
			<w>Na nasz widok cała sala westchnie</w>
			<w>I zaszepce: &ndash; Ach, jak im się powodzi!</w>
			<w>Spójrzcie tylko, jacy oni piękni,</w>
			<w>Jacy eleganccy i młodzi&hellip;</w>
			<w>A my młodzi nie będziemy już wtedy;</w>
			<w>Siwe włosy mieć będziemy na skroniach,</w>
			<w>Tyle tylko, że wyjdziemy z biedy,</w>
			<w>Tyle tylko, że będziemy spokojni&hellip;</w>
			<w>A nasz syn będzie mądry i duży</w>
			<w>I mieć będzie jakąś śliczną dziewczynę,</w>
			<w>I w tysiące kolorowych podróży</w>
			<w>Wyjedziemy z tą dziewczyną i z synem.</w>
			<w>Zobaczymy morza, wyspy i palmy,</w>
			<w>Dobre kraje wiecznego ciepła&hellip;</w>
			<w>Słuchaj, przecież to jest całkiem realne,</w>
			<w>Tylko nie śmiej się.</w>
			<w>A zwłaszcza nie płacz&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rzecz o subiektywnym spojrzeniu</tytul>
		<tekst>
			<w>We wtorek po południu podczas nieobecności męża pani Joanna Dreptakowa</w>
			<w>Dostała nagle intensywnych duszności i rozbolała ją raptownie głowa,</w>
			<w>Więc Zenon Dreptak wróciwszy i stwierdziwszy że żona jego jest chora,</w>
			<w>Wezwał telefonicznie pewnego znanego doktora.</w>
			<w>A ten Dreptak był zazdrosny o żonę wprost niesłychanie,</w>
			<w>Tak że dość często zwalniał się z pracy,</w>
			<w>Wpadał raptownie do domu i przeszukiwał mieszkanie,</w>
			<w>Wołając: &ndash; Gadaj w tej chwili gdzie są ci łajdacy</w>
			<w>Gregory Pack, Łazuka i ten Toni Sailer?</w>
			<w>Ja wiem że ty ich przyjmujesz, ja nie jestem taki frajer!</w>
			<w>A ona, ta Dreptakowa, jeżeli mam być szczery,</w>
			<w>Przypominała nie tyle Bardotkę, co dziwnego psa Huckelberry.</w>
			<w>Więc nikt tam za nią nie szalał, tylko ten Dreptak Zenon</w>
			<w>Sobie wmówił, że ona jest cizią, panterą i syreną&hellip;</w>
			<w>A teraz na przykład lekarz, bo, przyszedł już, drzwi otwiera</w>
			<w>I powiada: &ndash; O, pani jest chora? To niech się pani rozbiera&hellip;</w>
			<w>Zbladł Dreptak, się zdenerwował aż mu się ręce pocą</w>
			<w>I pyta drżącym głosem: &ndash; A to przepraszam po co?</w>
			<w>&ndash; Po to &ndash; powiada lekarz &ndash; że zbadać tę panią mamy!</w>
			<w>Co rzekłszy rozpiął Joannie jeden guzik u flanelowej piżamy.</w>
			<w>&ndash; Przeziębi się! &ndash; pisnął Dreptak i zapiął ten guzik na brzuchu.</w>
			<w>&ndash; Ależ skąd? &ndash; odparł lekarz i odpiął &ndash; Przecież tu jest ciepło jak w</w>
			<w>uchu.</w>
			<w>O, proszę, nawet świece w lichtarzach z gorąca się topią&hellip;</w>
			<w>Dreptak zapiął, lekarz odpiął, Dreptak zapiął, lekarz znowu odpiął.</w>
			<w>&ndash; Do widzenia, wychodzę, nie mam na żarty ochoty!</w>
			<w>&ndash; A ile należy się za fatygę? &ndash; A sto pięćdziesiąt złotych!</w>
			<w>I pomyślał &plqq;Ta Dreptakowa to wyjątkowa pokraka&prqq;.</w>
			<w>A znów Dreptak myślał &plqq;Ot; lubieżnik&prqq;, ale mylili się oba,</w>
			<w>Be ostatecznie nie to jest ładne co ładne, ale co się komu podoba.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Inwentarz</tytul>
		<tekst>
			<w>A gdy poszedł Jaś na wojnę</w>
			<w>Wziął ze sobą od niechcenia</w>
			<w>Trzy rasowe krówki dojne</w>
			<w>Klipę pipę, pół grzebienia</w>
			<vsp/>
			<w>Jakieś dwa lub trzy dziurkacze</w>
			<w>Obok legło zaś w plecaku</w>
			<w>Jajo kurze, drugie kacze</w>
			<w>Brzytwa i pół kilo maku</w>
			<vsp/>
			<w>Dalej kosa, dziennik ustaw</w>
			<w>Niezbyt gruby kij dębowy</w>
			<w>Szklanka do połowy pusta</w>
			<w>Ale próżna od połowy</w>
			<vsp/>
			<w>Wziął też kota, psa, telefon,</w>
			<w>Kalichlorek, laryngofon,</w>
			<w>Sztylpy, flaczki, kit, patefon,</w>
			<w>Wasserwagę, magnetofon,</w>
			<vsp/>
			<w>Toaletkę, kaktus, flaszkę,</w>
			<w>Oberbutrę, klej, fistaszki,</w>
			<w>Blaszkę, tudzież kałamaszę</w>
			<w>Zaprzężoną w dwa wałaszki,</w>
			<vsp/>
			<w>Kompot z jabłek, majtki, masło,</w>
			<w>I bobkowych kilka listków,</w>
			<w>Lecz pan sierżant strasznie wrzasnął</w>
			<w>I wyrzucić,kazał wszystko</w>
			<vsp/>
			<w>Więc nasz Jasio jął w tej chwili</w>
			<w>Spełniać rozkaz z całej siły</w>
			<w>Dobrze żeśmy nadążyli</w>
			<w>Zanotować że tam były</w>
			<vsp/>
			<w>Jakieś dwa lub trzy dziurkacze,</w>
			<w>Trzy rasowe dojne krówki,</w>
			<w>Jajo kurze, drugie kacze,</w>
			<w>I grzebienia dwie połówki,</w>
			<vsp/>
			<w>Klipa, pipa, kot, telefon</w>
			<w>Kalichlorek, laryngofon</w>
			<w>Sztylpy, flaczki, kit patefon</w>
			<w>Wasserwaga, magnetofon</w>
			<vsp/>
			<w>Toaletka, kaktus, flaszka,</w>
			<w>Oberbutra, klej, fistaszki,</w>
			<w>Blaszka, tudzież kałamasza</w>
			<w>Zaprzężona w dwa wałaszki,</w>
			<vsp/>
			<w>Oraz majtki, męskie wszakże</w>
			<w>Bo zupełnie, bez podwiązek</w>
			<w>Jaś wojuje, a my także</w>
			<w>Spełniliśmy, obowiązek</w>
			<vsp/>
			<w>Sprawozdawczy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Doping</tytul>
		<tekst>
			<w>Jan Dreptak, mierny literat w jednym z odległych województw,</w>
			<w>Studiował życiorysy innych znakomitych kolegów,</w>
			<w>Chcąc do nich się upodobnić w najmniejszych nawet rysach,</w>
			<w>Bo myślał: Żyjąc podobnie, będę podobnie też pisał.</w>
			<w>Przeczytał o Hemingway'u, że zawsze pracował stojąc,</w>
			<w>Więc zaraz też zrobił sobie specjalny pulpit w pokoju,</w>
			<w>Ale długo stać nie mógł, ponieważ miał platfuska,</w>
			<w>Więc się przerzucił na system leżący Marcelka Prousta</w>
			<w>I leżał ku rozpaczy żony na najpiękniejszej z otoman,</w>
			<w>I jeszcze w dodatku przeczytał, że Witkacy był podobnież narkoman,</w>
			<w>Więc powlókł się do apteki, a aptekarz Zenobi Wdowiak</w>
			<w>&ndash; Czym mogę służyć? &ndash; pyta.</w>
			<w>&ndash; Proszę coś szkodliwego dla zdrowia!</w>
			<w>&ndash; Panie! &ndash; Wdowiak krzyknął ze strachem. &ndash; Taż to panu zapewne</w>
			<w>zaszkodzi!</w>
			<w>&ndash; Owszem, ale może coś mi przy tym wyjdzie, bo na razie nic mi nie</w>
			<w>wychodzi!</w>
			<w>Zrób pan dla mnie jakąś miksturkie, która wpędzi mnie w twórczą mękę!</w>
			<w>A aptekarz aż się nadął z dumy, że zostawia mu się wolną rękę&hellip;</w>
			<w>Duch w nim zagrał odkrywczy a twórczy, wydał okrzyk radosny i dziki,</w>
			<w>Złapał szuflę i dawaj mieszać różne leki i specyfiki</w>
			<w>Tak jak szło: aspirynę, jochambinę, wazelinę, z pijawkami retortę,</w>
			<w>Papawerynę, rycynę, sklerosan, urosan i witaminę B-12 forte!</w>
			<w>Wszystko utarł, spirytusem rozpuścił, wlał przez lejek do półlitrówki</w>
			<w>I zawołał: &ndash; Fertig, pij pan zaraz! Dreptak wypił i odpadły mu zelówki</w>
			<w>Potem z nosa mu buchnęły płomienie, wreszcie rzucił się na kasjerkę,</w>
			<w>Lecz już w biegu zgubił koleino cztery palce. dwunastnicę i nerkę.</w>
			<w>Ale wcale się tym nie przejął, zagrzmiał głośno, zakrzyknął: &ndash; hu ha!</w>
			<w>Przegryzł się przez sklepowy kontuar i po ścianie zaczął chodzić jak</w>
			<w>mucha,</w>
			<w>A następnie z piekielnym rabanem, wyciem. hukiem jak również zgrzytem</w>
			<w>Poprzebijał kolejno sześć pięter, błysnął, świsnął i wszedł na orbitę</w>
			<w>Wykrzykując: &ndash; Tu jestem! A kuku!</w>
			<w>..ale jak ktoś nie ma do pisania iskry bożej,</w>
			<w>To żeby robił wokół siebie nawet nie wiem ile huku,</w>
			<w>To to mu proszę państwa i tak nic nie pomoże&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Eksport i import</tytul>
		<tekst>
			<w>Polak pęcznieje jak balon z gumy,</w>
			<w>Czeka na podziw i poważanie,</w>
			<w>Widzi w tym bowiem powód do dumy,</w>
			<w>Że cudzoziemcy rwą nasze panie.</w>
			<w>Ot, mój pradziadek tak mawiał z łezką,</w>
			<w>Patriotycznego pełen prestiżu:</w>
			<w>Sam Napoleon panią Walewską</w>
			<w>Raczył używać w mieście Paryżu!</w>
			<w>Wuj, co Francuzom był raczej anty,</w>
			<w>Odczuwał radość nie mniej kretyńską:</w>
			<w>Co tam Walewska! Książę Konstanty</w>
			<w>Był łaskaw ciupciać panią Grudzińską!</w>
			<w>Na to pradziadek powiadał w gniewie,</w>
			<w>Za orientacją będąc francuską:</w>
			<w>Honoriusz Balzac w mieście Genewie</w>
			<w>Spał z Ewą Hańską, z domu Rzewuską!</w>
			<w>Każdy argument jak piorun gromki</w>
			<w>Przeciwnikowi grozi awarią;</w>
			<w>Szczęsna Potocka i kneź Patiomkin!</w>
			<w>Ludwik Piętnasty z Leszczyńską Marią!</w>
			<w>Z kart historycznych wstają wspaniali</w>
			<w>Króle, wodzowie, nawet biskupy,</w>
			<w>Którzy w przeszłości importowali</w>
			<w>Nie tyle nasze głowy, co pupy&hellip;</w>
			<w>Wyciągam z tego ponure wnioski:</w>
			<w>Nietędzy widać z nas zalotnicy;</w>
			<w>Rewanż wziął tylko Staś Poniatowski</w>
			<w>Na Katarzynie Wielkiej, carycy!</w>
			<w>Był dobry w łóżku, nikt nie zaprzeczy,</w>
			<w>Z werwą rozegrał całą imprezę,</w>
			<w>Ale że Polak, więc za te rzeczy</w>
			<w>Dał wrednej babie zbyt drogi prezent&hellip;</w>
			<w>By więc uniknąć wstydu i sromu,</w>
			<w>I nie wpaść więcej w takie pułapki,</w>
			<w>Błagam: Polacy, siedźcie żesz w domu!</w>
			<w>Eksportujemy wyłącznie babki!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Eksport i import</tytul>
		<tekst>
			<w>Polak pęcznieje jak balon z gumy,</w>
			<w>Czeka na podziw i poważanie,</w>
			<w>Widzi w tym bowiem powód do dumy,</w>
			<w>Że cudzoziemcy rwą nasze panie.</w>
			<w>Ot, mój pradziadek tak mawiał z łezką,</w>
			<w>Patriotycznego pełen prestiżu:</w>
			<w>Sam Napoleon panią Walewską</w>
			<w>Raczył używać w mieście Paryżu!</w>
			<w>Wuj, co Francuzom był raczej anty,</w>
			<w>Odczuwał radość nie mniej kretyńską:</w>
			<w>Co tam Walewska! Książę Konstanty</w>
			<w>Był łaskaw ciupciać panią Grudzińską!</w>
			<w>Na to pradziadek powiadał w gniewie,</w>
			<w>Za orientacją będąc francuską:</w>
			<w>Honoriusz Balzac w mieście Genewie</w>
			<w>Spał z Ewą Hańską, z domu Rzewuską!</w>
			<w>Każdy argument jak piorun gromki</w>
			<w>Przeciwnikowi grozi awarią;</w>
			<w>Szczęsna Potocka i kneź Patiomkin!</w>
			<w>Ludwik Piętnasty z Leszczyńską Marią!</w>
			<w>Z kart historycznych wstają wspaniali</w>
			<w>Króle, wodzowie, nawet biskupy,</w>
			<w>Którzy w przeszłości importowali</w>
			<w>Nie tyle nasze głowy, co pupy&hellip;</w>
			<w>Wyciągam z tego ponure wnioski:</w>
			<w>Nietędzy widać z nas zalotnicy;</w>
			<w>Rewanż wziął tylko Staś Poniatowski</w>
			<w>Na Katarzynie Wielkiej, carycy!</w>
			<w>Był dobry w łóżku, nikt nie zaprzeczy,</w>
			<w>Z werwą rozegrał całą imprezę,</w>
			<w>Ale że Polak, więc za te rzeczy</w>
			<w>Dał wrednej babie zbyt drogi prezent&hellip;</w>
			<w>By więc uniknąć wstydu i sromu,</w>
			<w>I nie wpaść więcej w takie pułapki,</w>
			<w>Błagam: Polacy, siedźcie żesz w domu!</w>
			<w>Eksportujemy wyłącznie babki!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kaszka manna</tytul>
		<tekst>
			<w>Niedobrze się robi ptaszkom, odbija się myszce</w>
			<w>Mamcia karmi dziecko kaszką łyżeczka po łyżce.</w>
			<w>Karmi, nuci coś radośnie: &plqq;Jedz, jedz ty łobuzie&hellip;&prqq;</w>
			<w>Kaszka dziecku w buzi rośnie i wydyma buzię.</w>
			<vsp/>
			<w>Ma już kaszki pełen brzuszek i płucka, i nereczki,</w>
			<w>Kaszka sączy mu się z uszek i rozpycha majteczki.</w>
			<w>Słyszy dziecię matki piosenkę i myśli figlarnie:</w>
			<w>&plqq;Jak cię dorwę, gdy dorosnę, to też cię nakarmię&hellip;&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Zaśmiało się miłe dziecię na myśl o igraszkach.</w>
			<w>Mamcia na to: &plqq;A więc przecie smakuje ci kaszka&prqq;.</w>
			<w>Dam ci jeszcze, żebyś przytył i miał pulchne policzki!!!&prqq;</w>
			<w>Dziecko żuje myśląc przy tym: &plqq;Ach, dajcie mi nożyczki!!!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Wtem huknęło coś jak mina &ndash; gówniarz zwymiotował.</w>
			<w>&plqq;Porzygała się dziecina &ndash; zaczniemy od nowa!!!&prqq;</w>
			<w>Kot z rozpaczy skoczył w wannę a pies się wściekł na dworze.</w>
			<w>Po coś stworzył kaszkę mannę, o sympatyczny Boże??!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Deszcz w Wiedniu</tytul>
		<tekst>
			<w>Ktoś przez radio mówi mi</w>
			<w>Że dziś w Wiedniu deszcz i mgły</w>
			<w>Skąd to wzruszenie i dreszcz</w>
			<w>Wiedeń i ty i deszcz</w>
			<vsp/>
			<w>Nad dunajski mokry bruk</w>
			<w>Kroków twoich znany stuk</w>
			<w>Blade latarnie na gaz</w>
			<w>A w tle zapewne walc</w>
			<vsp/>
			<w>Ten sam, ten sam, jak echo, jak sen</w>
			<w>Ten walc, ten walc, a jakby nie ten</w>
			<w>Raz, dwa, raz, dwa, zbyt smutny to walc</w>
			<w>Tak jakby w Chopina zasłuchał się Straus</w>
			<vsp/>
			<w>Niech gra, niech gra melodię sprzed lat</w>
			<w>Raz, dwa, raz, dwa, zakręcił się świat</w>
			<w>Jak żal, jak żal, rozgonił nas wiatr</w>
			<w>Gdzie Wiedeń, gdzie Polska, gdzie ty a gdzie ja</w>
			<vsp/>
			<w>U nas też już pada &ndash; wiesz</w>
			<w>Cóż, zapewne wszędzie deszcz</w>
			<w>Widzę cię znowu jak śpisz</w>
			<w>Pomyśl czasami &ndash; pisz</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zbroja</tytul>
		<tekst>
			<w>Rycerz Eustachy Dreptak był tak krańcowo ubogi,</w>
			<w>Że nie miał nawet zbroi, by w niej uderzyć na wrogi,</w>
			<w>A tutaj akurat wojna, nadciąga Tatarów masa&hellip;</w>
			<w>&ndash; O rany &ndash; jęknął Eustachy &ndash; mam walczyć na golasa?</w>
			<w>Tym niemniej rozkaz rozkazem, więc chociaż czuł się podle,</w>
			<w>Goły, jak Pan Bóg go stworzył, usiadł ten Dreptak na siodle,</w>
			<w>Wziął sobie na drogę kaszankę, rzodkiewkę, ze dwie cebule,</w>
			<w>I w całej okazałości stanął naiwnie przed królem.</w>
			<w>A z króla był niezły pasjonat, jak szpurnie do kąta mapy,</w>
			<w>Jak skoczy, pragnąc Dreptaka złapać oburącz za klapy!</w>
			<w>Klap nie ma, więc łaps za byle co, aż z bólu zawył Eustachy!!!</w>
			<w>&ndash; Za pół godziny &ndash; król warknął &ndash; masz być zakuty we blachy.</w>
			<w>A jeśli cię nie zobaczę w pancerzu i w pióropuszu,</w>
			<w>To każę ci poobcinać wszystko, z wyjątkiem uszu,</w>
			<w>Żebyś sam słyszał, jak drzesz się!</w>
			<w>Więc po tych groźnych okrzykach</w>
			<w>Dreptak czym prędzej poleciał galopem do lakiernika,</w>
			<w>A ten mu wylakierował na chudych, sterczących żebrach</w>
			<w>Żeberkowatą zbroję w kolorze czystego srebra,</w>
			<w>Łeb mu wyzłocił złotolem, dorobił stalowe jegiery,</w>
			<w>I jeszcze mu domalował rozmaite wspaniałe ordery</w>
			<w>Z napisami &plqq;Za odwagę&prqq;, &plqq;Za lojalność&prqq;, &plqq;Za postawę ogólną&prqq;,</w>
			<w>A nawet &plqq;Pierwsza nagroda na wystawie psów rasy buldog&prqq;!</w>
			<w>A tutaj tymczasem już bitwa, już atakują Tatarzy,</w>
			<w>Już Dreptak razem z innymi chcąc nie chcąc rusza do szarży!</w>
			<w>A przy tym błyszczy jak słońce, cały z daleka się świeci</w>
			<w>I jeszcze koń mu zwariował, i przed wszystkimi z nim leci&hellip;</w>
			<w>Co widząc ze strachu i zgrozy zawyła tatarska horda,</w>
			<w>Lecz już po chwili to wycie zamarło im nagle w mordach,</w>
			<w>Nie wytrzymali nerwowo, wrzasnęli: &ndash; Wariat! O raju!</w>
			<w>I dali takiego dyla, że ich wymiotło won z kraju,</w>
			<w>A Dreptak dostał w nagrodę majątek tuż pod stolicą&hellip;</w>
			<w>Tak, dobry lakiernik to nawet z ofermy zrobi bógwico!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Jagienka i orzechy</tytul>
		<tekst>
			<w>Żyła raz jedna panienka</w>
			<w>Która zwała się Jagienka;</w>
			<w>Wiele z niej było pociechy,</w>
			<w>Bo tłukła pupą orzechy.</w>
			<w>Opisał ją, że jest taka,</w>
			<w>Sam pan Sienkiewicz w Krzyżakach</w>
			<w>Wpierw żyła w cnocie jak mniszka,</w>
			<w>A potem wyszła za Zbyszka.</w>
			<w>I wiodło im się chędogo,</w>
			<w>Chociaż, niestety, ubogo,</w>
			<w>Bo się pokończyły wojny,</w>
			<w>Zaczął się okres spokojny,</w>
			<w>A rycerz &ndash; rzecz znana wszędzie &ndash;</w>
			<w>Żyje z tego, co zdobędzie.</w>
			<w>Ruszył więc Zbyszko konceptem</w>
			<w>I wpadł na taką receptę:</w>
			<w>Przywiesił na bramie druczek,</w>
			<w>Że tu się orzechy tłucze</w>
			<w>I od każdego orzecha</w>
			<w>Zgarniał taryfę do miecha.</w>
			<w>Laskowy orzech maleńki</w>
			<w>To nie problem dla Jagienki;</w>
			<w>Mogła za jednym przysiadem</w>
			<w>Stłuc całe pół kilo zadem,</w>
			<w>A gdy dorwała fistaszka</w>
			<w>Zostawała z niego kaszka.</w>
			<w>Niewiele też większej troski</w>
			<w>Przysparzał jej orzech włoski.</w>
			<w>Aż raz przybył jakiś młokos,</w>
			<w>Przywożąc z Afryki kokos,</w>
			<w>I zwrócił się do Jagusi,</w>
			<w>Że mu tę rzecz roztłuc musi.</w>
			<w>Spłoniła się żwawa młódka,</w>
			<w>Wzięła dech, napięła udka,</w>
			<w>Pomodliła się przelotnie</w>
			<w>I w ten kokos jak nie grzmotnie!</w>
			<w>Niestety twarda skorupa</w>
			<w>Nawet przy tym nie zachrupa&hellip;</w>
			<w>Wrzasła Jaguś wniebogłosy,</w>
			<w>Podskoczyła pod niebiosy</w>
			<w>I jak drugi raz przywali!</w>
			<w>&hellip;a ten bydlak jak ze stali!</w>
			<w>Natomiast biedna dziewczyna</w>
			<w>Zrobiła się całkiem sina,</w>
			<w>Oddech jej się jakby urwał,</w>
			<w>Wymamrotała: &ndash; O kurwa&hellip;</w>
			<w>Potem się zaniosła wyciem</w>
			<w>I się pożegnała z życiem!</w>
			<w>Wniosek: Na ogół umiemy</w>
			<w>Rozgryzać własne problemy,</w>
			<w>Lecz zagraniczne nowości</w>
			<w>Przysparzają nam trudności!</w>
			<w>Morał: Tylko wzrost oświaty</w>
			<w>Może zmniejszyć nasze straty.</w>
			<w>I hasło bezwarunkowo:</w>
			<w>Mniej dupą, a więcej głową!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Okazja</tytul>
		<tekst>
			<w>Pewien malarz co malował pikasy</w>
			<w>I uważał że ma talent wielki,</w>
			<w>Podał raz ogłoszenie do prasy:</w>
			<w>&plqq;Poszukuję przystojnej modelki,</w>
			<w>Ale taniej, bo jestem ubogi,</w>
			<w>Tylko żeby miała długie nogi!!!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>No i siedzi w swej pracowni nazajutrz</w>
			<w>Aż ktoś puka, więc ten malarz patrzy,</w>
			<w>A tu cichcem drzwi się otwierają</w>
			<w>I przychodzi Wojciech Samotraczyk,</w>
			<w>Eks-urzędnik co nie zrobił kariery,</w>
			<w>Gęba wredna, lat sześćdziesiąt cztery,</w>
			<vsp/>
			<w>Wszedł, kapelusz rzucił na ławkę,</w>
			<w>Palto wiesza na gwoździu, na murze,</w>
			<w>A następnie podwija nogawkę,</w>
			<w>Ukazując kosmate odnóże,</w>
			<w>Owinięte w elastyczny bandaż</w>
			<w>I powiada &ndash; Długa noga, nieprawdaż?</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Bardzo długa &ndash; rzekł malarz &ndash; a ino,</w>
			<w>Ale ty mi stąd zaraz zjeżdżaj podlecu</w>
			<w>Razem ze swoją niedomytą kończyną,</w>
			<w>Bo ci zaraz ją wyrwę z pleców!</w>
			<w>Tutaj zęby wyszczerzył jak zwierzę,</w>
			<w>I wyrzucił faceta za dźwierze.</w>
			<vsp/>
			<w>I jął czekać na modelkę smukłą&hellip;</w>
			<w>Lecz niestety &ndash; nie przyszła żadna,</w>
			<w>I teraz temu malarzowi jest strasznie smutno,</w>
			<w>I wydaje mu się, że ta noga Samotraczyka była nawet całkiem ładna,</w>
			<w>Ale ten Samotraczyk się obraził i więcej już go nie ujrzycie&hellip;</w>
			<w>Oj, jak my nie umiemy korzystać z tego co nam daje życie!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pielgrzymka</tytul>
		<tekst>
			<w>Wzruszył mnie nowy przejaw duchowej kultury:</w>
			<w>Pielgrzymka policjantów na szczyt Jasnej Góry.</w>
			<vsp/>
			<w>Przynieśli swą chorągiew nader okazałą</w>
			<w>Na której św. Jerzy leje smoka pałą.</w>
			<vsp/>
			<w>Bili się gromko w piersi, powstał hałas wielki</w>
			<w>Gdy się w kuloodporne tłukli kamizelki.</w>
			<vsp/>
			<w>Upadli też na klęczki, taka jest w nich wiara,</w>
			<w>Tu wyleciał pistolet, tam kajdanków para.</w>
			<vsp/>
			<w>Gdzie indziej granat z gazem błysnął jak meteor,</w>
			<w>Co później cudem nazwał naiwny ksiądz przeor.</w>
			<vsp/>
			<w>W tymże czasie włamywacz przepiłował sztabę</w>
			<w>Zabito gdzieś staruszka, uduszono babę.</w>
			<vsp/>
			<w>Oszust z ludzką krwawicą nawiał za granicę</w>
			<w>I zgwałcono ostatnią w tym kraju dziewicę.</w>
			<vsp/>
			<w>Wysnuwam stąd przy dużej myślowej fatydze,</w>
			<w>Bardzo niesłuszny wniosek, którego się wstydzę.</w>
			<vsp/>
			<w>Że dla mnie gliniarz może nie wierzyć kompletnie,</w>
			<w>Byle złapał bandziora, nim mi łeb odetnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Taka jest moja własna prywatna opinia.</w>
			<w>Kurcze, ale ja jestem samolubna świnia&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rzecz o szkodliwości opalania</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz babcia wiosną w górach rzekła do dzieciaka</w>
			<w>Nie siedź Gosiu na słońcu, bo dostaniesz raka</w>
			<w>Gówno prawda, odrzekła dziewczynka czupurna</w>
			<w>Słońce jest bardzo zdrowe, a babcia jest durna</w>
			<vsp/>
			<w>Ledwie to wymówiła &ndash; już ma raka skóry</w>
			<w>Dalejże więc uciekać w leśny gąszcz ponury</w>
			<w>Siadła na kamieniu, siedzi godzin kilka</w>
			<w>Raka się nie pozbyła &ndash; a złapała wilka</w>
			<vsp/>
			<w>Chce wstać &ndash; a tu nie może &ndash; wreszcie po wysiłku</w>
			<w>Podniosło się biedaczysko, ale z wilkiem w tyłku</w>
			<w>Teraz wilk razem z rakiem żrą ją bez żenady</w>
			<w>Morał: unikaj słońca ale bez przesady</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polish Wunderwaffe</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy ruszano do Iraku na krucjatę</w>
			<w>Każdy rycerz wziął to dzidę, to armatę</w>
			<w>Pojechały pojemniki pełne gazu</w>
			<w>Oddział Czechów co poddali się odrazu</w>
			<vsp/>
			<w>Berlin wysłał dwa czy trzy miliardy marek</w>
			<w>Od Szwajcarów każdy żołnierz miał zegarek</w>
			<w>A nasz chytry Lech Wałęsa zamiast armatniego mięsa</w>
			<w>Desygnował sto wojskowych pielęgniarek</w>
			<vsp/>
			<w>Wszystkie miały modre oczka i berety</w>
			<w>I to miały co powinny mieć kobiety&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy przybyły na pustynię, to jak rany</w>
			<w>Po oazach prostowały się banany</w>
			<w>Przed namiotem Kasi, Stasi i Małgosi</w>
			<w>Pospuszczali się przedwcześnie komandosi</w>
			<vsp/>
			<w>Bush akurat miał przemawiać z Waszyngtonu</w>
			<w>Ale nie mógł zbliżyć się do mikrofonu</w>
			<w>Aż Barbara, żona Busha, mówi &ndash; Bush się dziwnie rusza</w>
			<w>Wycofajta chłopcy Busha do ratusza</w>
			<vsp/>
			<w>Saddam Husein widząc Polki przez swój radar</w>
			<w>Przeżył wstrząs ponieważ ogon mu się zadarł</w>
			<w>I choć w domu miał schron z tronem</w>
			<w>Siedział całą noc przed schronem</w>
			<w>Bo się nie mógł zmieścić w schronie z tym ogonem</w>
			<vsp/>
			<w>Wreszcie sam generał Schwarzkopf z armii USA</w>
			<w>Też częściowo usztywniony na kaktusa</w>
			<w>Zaczął prosić przez telefon w Belwederze</w>
			<w>Panie Lechu, może pan je stąd zabierze</w>
			<w>Polska grupa nerwy wszystkim tu rozstraja</w>
			<w>To nie wojna panie Lechu tylko jaja</w>
			<vsp/>
			<w>Lechu na to odpowiedział przez swe sługi</w>
			<w>Niech pierw USA nam umorzą nasze długi</w>
			<w>A jak nie poumarzacie, to wam powiem w tym temacie</w>
			<w>Że będzieta konflikt miec &ndash; o &ndash; taki długi</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Żywopłot</tytul>
		<tekst>
			<w>Trwa w okolicy popłoch</w>
			<w>I zamieszanie spore:</w>
			<w>Tatko strzyże żywopłot</w>
			<w>Ogromnym sekatorem.</w>
			<w>Zbudził się wczesną wiosną</w>
			<w>Kiejby niedźwiedź w barłogu,</w>
			<w>Przeciągnął się, otrząsnął,</w>
			<w>Wylazł i siadł na progu.</w>
			<w>Otworzył ślipia, sapnął,</w>
			<w>Splunął przed się bez pudła,</w>
			<w>Odegnał muchy łapą,</w>
			<w>Poczochrał się po kudłach,</w>
			<w>Furknął jak wentylator,</w>
			<w>Lub jak słoń znad Zambezi,</w>
			<w>Złapał w dłonie sekator</w>
			<w>I zabrał się do rzezi.</w>
			<w>Hej, w ulewie gałęzi</w>
			<w>Wyrwanych zawieją</w>
			<w>Coś się kłębi, coś rzęzi.</w>
			<w>Jacyś czarci szaleją,</w>
			<w>Jakieś się wilkołaki</w>
			<w>Żrą bestialsko wśród żerdzi,</w>
			<w>Fruwają krzaki-kłaki,</w>
			<w>Coś jęczy i coś śmierdzi.</w>
			<w>Przerżnął się tatko w poprzek,</w>
			<w>Wypadł z gąszczu z łomotem,</w>
			<w>Wydał bojowy okrzyk,</w>
			<w>Hyc i runął z powrotem.</w>
			<w>Znowu wszystko druzgota,</w>
			<w>Tnie, rąbie, siecze w buszu,</w>
			<w>Zajrzał sąsiad zza płota &ndash;</w>
			<w>Cofnął się już bez uszu.</w>
			<w>Przyleciał sierżant Miziak,</w>
			<w>Strofował go na próżno,</w>
			<w>Bo tatko dostał hyzia,</w>
			<w>Ciach i lufę mu urżnął.</w>
			<w>Aż wreszcie swoje zrobił,</w>
			<w>Ściął ostatnią roślinę,</w>
			<w>Plac jak pustynia Gobi,</w>
			<w>Żywopłot jak Yull Brynner.</w>
			<w>Wyjął tatko papieros,</w>
			<w>Lecz kiedy go dopalał,</w>
			<w>On &ndash; dopiero co heros &ndash;</w>
			<w>Nagle sflaczał i zmalał.</w>
			<w>Powiędły mu muskułki,</w>
			<w>Ukazały się gnatki,</w>
			<w>Wreszcie przeląkł się pszczółki,</w>
			<w>Beknął i zwiał do chatki,</w>
			<w>Gdzie swe członki żałosne</w>
			<w>Okrył ciepłą bielizną&hellip;</w>
			<w>Tak, tak, raz w roku na wiosnę,</w>
			<w>Każdy z nas jest mężczyzną</w>
			<w>W jakiejś tam specjalności,</w>
			<w>Jak seks, ryby lub koty&hellip;</w>
			<w>&hellip;lecz większość bez litości</w>
			<w>Wyrzyna żywopłoty&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zdarzenie</tytul>
		<tekst>
			<w>Wysłany przez centralę na specjalne zakupy,</w>
			<w>Pojechał do Paryża urzędnik ósmej grupy,</w>
			<w>Chodził po Mont Parnasie, pod wieżą Eiffla stał,</w>
			<w>A po niejakim czasie dotarł na plac Pigalle.</w>
			<w>A po tym placu chodzą dziewczęta,</w>
			<w>Każda prześliczna, co druga ruda,</w>
			<w>Wąska spódnica na każdej rozcięta</w>
			<w>Od zgrabnych kolan do połowy uda.</w>
			<w>Każda z tych dziewcząt pięknie uśmiechnięta,</w>
			<w>Każda z nich nosi szpilki niebotyczne,</w>
			<w>Chodzą po placu paryskie dziewczęta. Prześliczne.</w>
			<w>A oczy urzędnika robią się strasznie duże;</w>
			<w>Nie widział takich dziewcząt nawet w Jeleniej Górze,</w>
			<w>Gdzie był przejazdem w czerwcu, więc aż zatkało go,</w>
			<w>A wtem jedna z tych dziewcząt powiedziała: &ndash; Hello!</w>
			<w>Tak powiedziała piękna dziewczyna do urzędnika spod Jeleniej Góry,</w>
			<w>A on natychmiast, jak pod wpływem wina,</w>
			<w>Usłyszał słodko śpiewające chóry</w>
			<w>I swoją żonę zaczął zapominać</w>
			<w>I nawet swego szefa, Kozłowskiego,</w>
			<w>Gdy uśmiecha się piękna dziewczyna</w>
			<w>Do niego.</w>
			<w>Rozstali się niestety już pół godziny potem,</w>
			<w>A on nazajutrz wrócił do kraju samolotem</w>
			<w>I nieraz płakał nocą i palce do krwi gryzł</w>
			<w>I nie wiadomo po co napisał taki list:</w>
			<w>&plqq;Mam ósmą grupę uposażeniową,</w>
			<w>Ale na siódmą mam konkretną szansę,</w>
			<w>Gdybyś zechciała to bym ruszył głową</w>
			<w>I bym pochodził trochę za awansem,</w>
			<w>I bym się z żoną rozwiódł, daję słowo,</w>
			<w>I bym zostawił dziecko, choć mi szkoda&hellip;&prqq;</w>
			<w>Przeczytał list, poprawił to i owo,</w>
			<w>I podarł&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Serial</tytul>
		<tekst>
			<w>Jan Dreptak wszedł do mieszkania</w>
			<w>I stanął w pozie męczeńskiej,</w>
			<w>Ponieważ zupełnie niechcący</w>
			<w>I nie wiadomo po co</w>
			<vsp/>
			<w>Przyłapał swą żonę Jadwigę</w>
			<w>Na zdradzie pozamałżeńskiej,</w>
			<w>Gdyż albowiem miał wrócić nazajutrz</w>
			<w>A wrócił kretyn nocą.</w>
			<vsp/>
			<w>I oto stoi jak kołek</w>
			<w>Z miną grobowo ponurą,</w>
			<w>I niezdecydowanie</w>
			<w>Kapelusz w palcach kręci.</w>
			<vsp/>
			<w>Czując niezwykłą tremę</w>
			<w>Przed nadchodzącą awanturą,</w>
			<w>Którą musi zaraz urządzić</w>
			<w>Choć nie ma najmniejszej chęci&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Stoi i ma tę świadomość,</w>
			<w>Że sam wszystkiemu jest winien,</w>
			<w>Że niepotrzebnie zmienił</w>
			<w>W ostatniej chwili plany</w>
			<vsp/>
			<w>I wrócił do chaty dzisiaj</w>
			<w>Choć jutro wrócić powinien</w>
			<w>A tamten facet mruczy:</w>
			<w>&ndash; No zaczynajżesz pan, jak rany.</w>
			<vsp/>
			<w>Więc Dreptak posprzątał ze stołu,</w>
			<w>Bo zaraz pięścią weń walnie,</w>
			<w>Wyciągnął tragicznym ruchem</w>
			<w>Dłoń ku niewiernej Jadwidze,</w>
			<vsp/>
			<w>Chrząknął wytrzeszczył oczy</w>
			<w>I krzyknął konwencjonalnie</w>
			<w>Ogólnie przyjętym w tych razach</w>
			<w>Sposobem: &ndash; Ha! co ja widzę!</w>
			<vsp/>
			<w>Następnie już wszystko poszło</w>
			<w>Według utartych schematów:</w>
			<w>Pogotowie było, straż pożarna</w>
			<w>I pan Miziak &ndash; posterunkowy.</w>
			<vsp/>
			<w>A po kilku godzinach Jan Dreptak</w>
			<w>Siadł na stosie połamanych gratów</w>
			<w>I powiedział z ulgą do małżonki</w>
			<w>&ndash; No w zasadzie mamy to z głowy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kompromitacja wieszcza</tytul>
		<tekst>
			<w>SŁOWACKI: Witam!</w>
			<w>REDAKTOR: Witam uprzejmie!</w>
			<w>SŁOWACKI: Pan jest redaktorem?</w>
			<w>REDAKTOR: Ja&hellip;</w>
			<w>SŁOWACKI: Ten poemat wczoraj machnąłem wieczorem,</w>
			<w>Zechciej waszmość zamieścić. Gdy będzie gotowy,</w>
			<w>Proszę przesłać egzemplarz jeden okazowy</w>
			<w>Mej matce. Honorarium wezmę zaraz w kieszeń.</w>
			<w>REDAKTOR: Przepraszam, lecz jak godność?</w>
			<w>SŁOWACKI: Kaducznie się spieszę,</w>
			<w>Nie mam czasu na żarty!</w>
			<w>REDAKTOR: Żarty? Niby z czego?</w>
			<w>SŁOWACKI: Że nibyś pan nie poznał mistrza Słowackiego,</w>
			<w>Dowcip mierny, lecz niech tam. Teraz płać i kwita.</w>
			<w>REDAKTOR: Może nawet zapłacę, lecz niech pan odczyta.</w>
			<w>SŁOWACKI: Czyś pan zdrowy?</w>
			<w>REDAKTOR: Zupełnie.</w>
			<w>SŁOWACKI: Masz przed sobą wieszcza.</w>
			<w>REDAKTOR: Pięknie, lecz muszę słyszeć, nim co pozamieszczam,</w>
			<w>A zwłaszcza nim zapłacę&hellip;</w>
			<w>SŁOWACKI: O literaturo!</w>
			<w>Jakże nisko upadłaś&hellip; Dobrze, słuchaj, ciuro:</w>
			<w>Uspokojenie!</w>
			<w>REDAKTOR: Tytuł jak w sam raz do prasy.</w>
			<w>Zwłaszcza że mamy bardzo niespokojne czasy&hellip;</w>
			<w>Proszę czytać!</w>
			<w>SŁOWACKI: &plqq;Jest u nas kolumna w Warszawie,</w>
			<w>Na której usiadają podróżne żurawie,</w>
			<w>Spotkawszy jej liściane czoło&hellip;&prqq;</w>
			<w>REDAKTOR: Kto tam siada?</w>
			<w>SŁOWACKI: Żurawie, a waść niech mi co chwilkę nie wpada!</w>
			<w>&plqq;Spotkawszy jej liściane czoło wśród obłoka,</w>
			<w>Taka zda się odludna&hellip;&prqq;</w>
			<w>REDAKTOR: Toć żuraw nie sroka,</w>
			<w>Na kolumnie nie siędzie!</w>
			<w>SŁOWACKI: Nie siędzie?</w>
			<w>REDAKTOR: Broń Boże!</w>
			<w>Choćby nawet chciał usiąść, to nijak nie może,</w>
			<w>Siada tylko na stepy, względnie na mokradła!</w>
			<w>SŁOWACKI: Ta ptaszyna?</w>
			<w>REDAKTOR: Ptaszyna? Jakby panu spadła</w>
			<w>Na głowę, to pan życie straciłbyś z tą chwilą.</w>
			<w>Wielka jak struś, a waży ze czterdzieści kilo!</w>
			<w>SŁOWACKI: To straszne!</w>
			<w>REDAKTOR: Żyje w Azji i w części Europy,</w>
			<w>Na drzewie też nie siada, bo ma takie stopy,</w>
			<w>Że niczego nie może się przyczepić niemi,</w>
			<w>I nawet swoje gniazdo buduje na ziemi.</w>
			<w>Reasumując&hellip;</w>
			<w>SŁOWACKI: Oszczędź wstydu i sromoty!</w>
			<w>REDAKTOR: Napisz pan, że kolumnę obsiadają koty lub wrony&hellip;</w>
			<w>SŁOWACKI: Milcz, bo padnę&hellip;</w>
			<w>REDAKTOR: Może podać wody?</w>
			<w>SŁOWACKI: Dzięki&hellip; żegnam&hellip;</w>
			<w>REDAKTOR: Pan dokąd?</w>
			<w>SŁOWACKI: Uczyć się przyrody.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ważne zadanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach, przykry to widok, przykry</w>
			<w>Żałosny niesłychanie</w>
			<w>Kiedy osobnik bez ikry</w>
			<w>Otrzyma ważne zadanie</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy szef co chce go podbechtać</w>
			<w>Zapaskudza biednemu życie</w>
			<w>Mówiąc &ndash; &plqq;Kolego Dreptak,</w>
			<w>Ja wierzę, że wy to zrobicie&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Nieszczęśnik ów w pierwszym momencie</w>
			<w>Rośnie we własnej opinii</w>
			<w>I wierzy przez moment święcie</w>
			<w>Że rzecz wspaniałą uczyni</w>
			<vsp/>
			<w>Rozpiera go zapał twórczy</w>
			<w>Wizje mu roją się mgliste</w>
			<w>A potem się naraz kurczy</w>
			<w>I myśli ze strachem &ndash; &plqq;O Chryste!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>I zaraz pustka we wnętrzu</w>
			<w>I zaraz w sercu nieznośnie</w>
			<w>I zaraz trudności się piętrzą</w>
			<w>A to zadanie rośnie</w>
			<vsp/>
			<w>Ach przykry to widok przykry&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Cierpi biedny niezguła</w>
			<w>Organizm herbatą nawadnia</w>
			<w>Gubi się w licznych szczegółach</w>
			<w>Co chciałby je z kimś pouzgadniać</w>
			<vsp/>
			<w>Ba, pouzgadniać lecz z kim?</w>
			<w>Głowa jak garnek pusta</w>
			<w>Papierosowy dym</w>
			<w>Zasłania świat jak chusta</w>
			<vsp/>
			<w>Herbatę za herbatą</w>
			<w>Warcząc jak dwa ratlerki</w>
			<w>Filtrują z dezaprobatą</w>
			<w>Zdezelowane nerki</w>
			<vsp/>
			<w>Szare komórki trzeszczą</w>
			<w>Mózg oszalały kipi</w>
			<w>I rodzi myśl złowieszczą</w>
			<w>Chyba pójdę coś wypić</w>
			<vsp/>
			<w>Ach przykry to widok przykry&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>A nad ranem przechodnie</w>
			<w>Ujrzawszy w szarym mroku</w>
			<w>Znane sztuczkowe spodnie</w>
			<w>Wystające z rynsztoku</w>
			<vsp/>
			<w>Mówią &ndash; &plqq;Patrzcie koledzy</w>
			<w>To Dreptaka ubranie!</w>
			<w>Pewnie szef tej nieszczęsnej lebiedze</w>
			<w>Znowu powierzył jakieś odpowiedzialne zadanie</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tęsknota</tytul>
		<tekst>
			<w>Inne marzą o Taunusach i Fordach,</w>
			<w>Lub powiedzmy o pobycie w Miami,</w>
			<w>A ja chciałabym mieć zwykłego lorda</w>
			<w>W szapoklaku i z bokobrodami,</w>
			<w>Żeby był po prostu z wyższych sfer</w>
			<w>I żebym mogła do niego mówić &plqq;sir&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Byłoby mu u mnie całkiem fajnie:</w>
			<w>Mógłby porozmawiać ze mną o Einsteinie,</w>
			<w>Mógłby dziergać, albo czytać bajki</w>
			<w>I kupowałabym mu tytoń do fajki</w>
			<w>I pozwoliłabym mu jeździć rowerem</w>
			<w>I tak żylibyśmy we dwoje, ja z tym sirem.</w>
			<vsp/>
			<w>Tylko raz na tydzień przy niedzieli,</w>
			<w>Albo, gdyby wolał, to przy środzie,</w>
			<w>Wsadzałabym go siłą do kąpieli</w>
			<w>I zanurzała razem z głową w wodzie,</w>
			<w>Żeby się porządnie woda opił,</w>
			<w>Oraz w pewnym czasie się przytopił,</w>
			<w>Lecz nie całkiem. Po czym bym starannie</w>
			<w>Mu robiła sztuczne oddychanie</w>
			<w>I lord byłby znów zadowolony,</w>
			<w>Tyle tylko, że często topiony.</w>
			<w>A mnie szczęście i duma rozpiera</w>
			<w>I podziwu szepty słyszę nareszcie:</w>
			<w>&ndash; O idzie właścicielka topionego sera!</w>
			<w>Jej topiony ser jest najlepszy w mieście!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wampirek</tytul>
		<tekst>
			<w>Ledwie dmuchnął poranny zefirek,</w>
			<w>Wylazł z norki nieduży wampirek.</w>
			<w>Miał spiczaste dwa ząbki,</w>
			<w>Do ssania rodzaj trąbki,</w>
			<w>Oraz dwoje chudziutkich miał girek.</w>
			<vsp/>
			<w>Sysu, sysu, cmok, cmok, cmok</w>
			<w>Oraz dwoje chudziutkich miał girek.</w>
			<vsp/>
			<w>Zaraz skrzydła jak gacek rozepnie</w>
			<w>I śniadanie czym prędzej gdzieś chłepnie.</w>
			<w>Tak się spieszy nieludzko,</w>
			<w>Że aż rzęzi mu płucko,</w>
			<w>Bo się boi, że zupka mu skrzepnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Sysu, sysu &hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Często potem dostaje on czkawki,</w>
			<w>Siada nagle bezradnie wśród trawki</w>
			<w>I słychać głos biedaczka:</w>
			<w>Znów wyssałem pijaczka&hellip;</w>
			<w>I to jest popijawka pijawki.</w>
			<vsp/>
			<w>Sysu, sysu &hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Nasz wampirek to smakosz i znawca,</w>
			<w>Przy tym wcale nie żaden oprawca,</w>
			<w>Za wyssanie kolacji</w>
			<w>Płaci jak w restauracji,</w>
			<w>Chyba, że honorowy krwiodawca&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Sysu, sysu &hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Często mówi się źle o wampirze:</w>
			<w>Że kaleczy, że wkręca się w pirze,</w>
			<w>Lecz ty nie wierz w te plotki,</w>
			<w>Nie wyganiaj sierotki,</w>
			<w>Niech se czasem chudzinka poliże.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kataklizm</tytul>
		<tekst>
			<w>Pachnie maciejką, naftą i serkiem,</w>
			<w>Cipritykowscy kopią w ogrodzie,</w>
			<w>Dreptak po wódkę idzie spacerkiem,</w>
			<w>&ndash; Można powiedzieć, że dzień, jak codzień!</w>
			<w>W radio referat na temat NEP-u,</w>
			<w>Gwiździejkiewiczom skradli dwie dętki,</w>
			<w>A Dreptak właśnie wchodzi do sklepu</w>
			<w>I się uśmiecha do ekspedientki.</w>
			<w>Kićkowiakowie jadą w Bieszczady,</w>
			<w>Świstalski przysłał pocztówkę z Rytra,</w>
			<w>Dreptak podchodzi wolno do lady</w>
			<w>Z sakramentalnym: proszę półlitra!</w>
			<w>Od Kościobrzyckiej &ndash; Proć się wykrada,</w>
			<w>Ratajczak nogi w miednicy trzyma</w>
			<w>A ekspedientka ręce rozkłada</w>
			<w>I do Dreptaka powiada: &ndash; Nima!</w>
			<w>W zupie się kraulem porusza mucha,</w>
			<w>Pies Karapystki gna za rencistką&hellip;</w>
			<w>A Dreptak mówi: &ndash; Coś pani głucha?</w>
			<w>Nie chciałem wcale chleba, lecz czystą!</w>
			<w>Gwizdalska wlazła z trudem w bikini,</w>
			<w>Do Serojadków Brzdęccy przyleźli&hellip;</w>
			<w>&ndash; Toż słyszę! &ndash; mówi ta sprzedawczyni,</w>
			<w>&ndash; Ale dziś wódki nam nie dowieźli.</w>
			<w>Pipkowski kończy współczesną powieść,</w>
			<w>Rybkowski spuszcza synowi wały</w>
			<w>&ndash; Jakże tak można wódki nie dowieźć?!</w>
			<w>Pyta się Dreptak cały zdrętwiały.</w>
			<w>Wilkołak zjawił się na rozstaju;</w>
			<w>Marsjanin wyjrzał zza lewatywy&hellip;</w>
			<w>Pierwszy raz wódki zabrakło w kraju.</w>
			<w>Dreptak zrozumiał. I padł nieżywy.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przeciętniak</tytul>
		<tekst>
			<w>Wyszedł przed domek przeciętniak</w>
			<w>O dość przeciętnej postaci,</w>
			<w>I wzrok mu ze szczęścia zmętniał</w>
			<w>Bo ujrzał wokół swych braci,</w>
			<w>Co także wyszli przed domki,</w>
			<w>A ich przeciętne dzieciaki</w>
			<w>Puszczały sobie bąki,</w>
			<w>Kolejki i różne tam takie&hellip;</w>
			<w>Przeciętnak, kiedy tak stali,</w>
			<w>Pomyślał: &ndash; Jest jakaś potęga</w>
			<w>W tych, co się nabrać nie dali</w>
			<w>Na sięganie, gdzie wzrok nie sięga,</w>
			<w>Na łamanie czego rozum nie złamie,</w>
			<w>Na mierzenie sił na zamiary,</w>
			<w>Na bryły z posad ruszenie</w>
			<w>I zawracanie gitary!</w>
			<w>Bo gdybyśmy poszli na to</w>
			<w>I gdybyśmy więcej umieli</w>
			<w>To wtedy &ndash; zima czy lato &ndash;</w>
			<w>Wybitni być byśmy musieli,</w>
			<w>A przy tej wybitności</w>
			<w>Czasu się nie ma w ogóle</w>
			<w>Więc kiedyż przyjmować gości,</w>
			<w>W ogródku posadzić cebulę,</w>
			<w>Wpaść na rozmowę do Gieńka,</w>
			<w>Podlać prymulki i palmy&hellip;</w>
			<w>Głowa czasami aż pęka,</w>
			<w>A ty bądź ciągle genialny!</w>
			<w>Wciąż myślisz, nie możesz zasnąć,</w>
			<w>Palce obgryzasz nocą&hellip;</w>
			<w>Wybitność &ndash; jak słoń na własność,</w>
			<w>Cenne to, ale po co?</w>
			<w>I myśląc tak, wsparł się o płotek,</w>
			<w>A w domu gaworzył osesek,</w>
			<w>A obok bawił się kotek,</w>
			<w>A pod drzewkiem wysikał się piesek,</w>
			<w>A żona lepiła pierogi,</w>
			<w>A pijaka wsadzono do suki,</w>
			<w>A wujaszek wymoczył nogi,</w>
			<w>A w TV był recital Łazuki,</w>
			<w>A w promieniu kilku kilometrów</w>
			<w>Trwał ten stan, pogodnie &ndash; jednolity,</w>
			<w>Z deficytem wybitnych facetów&hellip;</w>
			<w>Ale co tam! Mamy gorsze deficyty!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wykład o krążeniu materii</tytul>
		<podtytul>(Alternatywnie: Wykład o przemianie)</podtytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;więc była raz sobie żabka zbudowana z mnóstwa atomów</w>
			<w>(bo z atomów wszystko się składa, począwszy od żabek do domów</w>
			<w>I do ludzi. Z atomów ty się składasz i twoja ciocia),</w>
			<w>Ale wracajmy do żabki. Otóż tę żabkę zjadł bocian,</w>
			<w>I strawił ją dokładnie paskudny bocian ladaco,</w>
			<w>I śliczną, zieloną żabkę przerobił, nie powiem wam na co,</w>
			<w>I to coś spadło na ziemię. Była wiosna, świeciło słonko,</w>
			<w>I wietrzyk przyniósł z daleka jakieś nieduże nasionko,</w>
			<w>I usadził je na tej hm&hellip; żabce, i przeszedł jeden dzionek</w>
			<w>I drugi, i z tego nasionka wylazł od dołu korzonek,</w>
			<w>A od góry to znowuż łodyżka, czy &ndash; jeśli wolicie &ndash; szypułka,</w>
			<w>I kwiatek na tej szypułce, a na kwiatku usiadła pszczółka</w>
			<w>I kroplę miodu wyjęła pyszczkiem czy może łapką,</w>
			<w>Nie myśląc wcale o tym, że ten miód był niedawno żabką.</w>
			<w>Więc podsumujmy: Część żabki bocianowi wrosła w pierze,</w>
			<w>Część jest w ziemi, część w kwiatku, część w miodzie, który</w>
			<w>pszczółka właśnie bierze.</w>
			<w>Lecz nim go zaniesie do ula, to trochę uszczknie czułką</w>
			<w>I połknie, i ciut tej żabki stanie się właśnie pszczółką,</w>
			<w>A resztę, zawartą w miodzie, zjedzą na śniadanie dzieci,</w>
			<w>I tak się początkowa żabka po całym świecie rozleci,</w>
			<w>A każdy atom w czymś innym, ba! Nawet w innym kraju!</w>
			<w>Ale, być może, za milion lał te atomy się znowu spotkają</w>
			<w>Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa, i po króciutkiej odsapce</w>
			<w>Powiedzą: &ndash; Toż myśmy przecież już były raz w jednej żabce!!!</w>
			<w>I zaczną się ściskać, całować, i będzie wielka laba,</w>
			<w>A potem się zastanowią: &ndash; Czy my znowu jesteśmy żaba?</w>
			<w>Ba! Któż to może wiedzieć? Ten twór, zupełnie nowy,</w>
			<w>To może być żaba &ndash; rzekotka lub Żabka Alojzy, księgowy,</w>
			<w>Lub&hellip; zresztą któż wszystkie ewentualności wymieni?</w>
			<w>O rany&hellip; koledzy&hellip; to straszne, z czego my jesteśmy zrobieni!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nadzieja</tytul>
		<tekst>
			<w>Lecą z drzew ostatnie liście,</w>
			<w>Wichry wyją ponad ziemią,</w>
			<w>Hej, niełatwo ateiście</w>
			<w>U nas żyć, zwłaszcza jesienią!</w>
			<w>Sam zwyciężać musi troski,</w>
			<w>Żreć się z żoną i z rebiatą,</w>
			<w>A wierzący Rosołowski</w>
			<w>Ma aniołka stróża na to&hellip;</w>
			<w>Idą święta i choinka,</w>
			<w>Skąd wziąć grosz na tę imprezę?</w>
			<w>Ateista sam dla synka</w>
			<w>Musi kupić w mieście prezent.</w>
			<w>Musi szukać żeby tanio,</w>
			<w>Kombinować i dogadzać,</w>
			<w>A u Rosołowskich anioł</w>
			<w>Targa paczki w te i nazad!</w>
			<w>On ustawia piękne drzewko,</w>
			<w>On za opłatkami chodzi,</w>
			<w>Po czym z tradycyjną pieśnią</w>
			<w>Występuje. Bóg się rodzi,</w>
			<w>Rosołowscy przy Wigilii,</w>
			<w>Śpiew anielski z okna płynie,</w>
			<w>&hellip;ateista swej familii</w>
			<w>Opowiada o Darwinie.</w>
			<w>Nie ma śpiewów w jego domu,</w>
			<w>Przeto ateista myśli:</w>
			<w>&ndash; U nas, prawdę mówiąc, komu</w>
			<w>Są potrzebni ateiści?</w>
			<w>Lecz pomimo ciężkiej doli,</w>
			<w>Wątpliwości i subiekcji</w>
			<w>Nie nawraca się, bo woli</w>
			<w>Pchać się w życiu bez protekcji.</w>
			<w>&hellip;za to kiedy życie minie,</w>
			<w>Nagrodzone będzie wszystko,</w>
			<w>Bo gdzieś przecież być powinien</w>
			<w>Raj zmęczonych ateistów!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O wawelskim smoku</tytul>
		<tekst>
			<w>Pod Wawelem był smok w grocie</w>
			<w>Co jadał różne łakocie:</w>
			<w>Sznycle, dropsy, ptaszki, mszyce,</w>
			<w>Ale najchętniej dziewice.</w>
			<w>Jak codziennie jedną wpieprzy,</w>
			<w>To ma zaraz humor lepszy.</w>
			<w>Nawet staje na ogonie</w>
			<w>I prześlicznie ogniem zionie.</w>
			<w>Więc król kazał swej policji</w>
			<w>Utrzymywać go w kondycji,</w>
			<w>Ale wnet dziewic zabrakło,</w>
			<w>Choć jeździli aż pod Nakło!</w>
			<w>Smok schudł, osowiały siedział,</w>
			<w>Jak mu pomóc, nikt nie wiedział.</w>
			<w>Aż ktoś wpadł na pomysł z rana.</w>
			<w>By smokowi dać barana,</w>
			<w>Co ma równie głupie lica</w>
			<w>I jest durny jak dziewica.</w>
			<w>Niestety, po takiej porcji</w>
			<w>Smok natychmiast dostał torsji</w>
			<w>Wodę ż Wisły wypompował</w>
			<w>I jak pershing eksplodował!</w>
			<w>Wniosek: Przez błędne metody</w>
			<w>Mamy dziś deficyt wody!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tresura</tytul>
		<tekst>
			<w>Nadszedł już październik świat osnuła mgła</w>
			<w>A czterej pancerni tresowali psa</w>
			<w>Robili to z nudów, wymagali cudów</w>
			<w>Kazali mu dawać łapę, albo włazić pod kanapę</w>
			<w>Że aż schudł z tych trudów</w>
			<vsp/>
			<w>Najpierw pierwszy go dopadał, a ci trzej czekali</w>
			<w>Więc pies czołgał się i siadał</w>
			<w>Wstawał, padał, lecz nie biadał</w>
			<w>Ani się nie żalił</w>
			<vsp/>
			<w>Potem drugi go dorywał, a czekali dwaj</w>
			<w>A pies w ziemię się zarywał</w>
			<w>W krzakach skrywał, postękiwał</w>
			<w>I przynosił czaj</w>
			<vsp/>
			<w>Potem go dopadał trzeci, a czekał ten czwarty</w>
			<w>I już pies na patrol leci</w>
			<w>Ogień nieci, strzeże dzieci</w>
			<w>Lub przy jednej pannie Kreci</w>
			<w>Odprawuje warty</w>
			<vsp/>
			<w>Wreszcie czwarty go dostawał, pies chwili nie zwlekał</w>
			<w>Coraz prędzej wstawał, padał</w>
			<w>Wiercił, skrawał, mówił kawał</w>
			<w>A pierwszy znów czekał</w>
			<vsp/>
			<w>Niech pies &ndash; mówi &ndash; kurze wytrze,</w>
			<w>zaś pies &ndash; wciągnął dech</w>
			<w>Uśmiechnął się bardzo chytrze</w>
			<w>Zachwiał się jak po pół litrze</w>
			<w>Albo nawet po szampitrze</w>
			<w>Coś huknęło mu w makitrze</w>
			<w>I jęknęło w nim jak w cytrze</w>
			<w>Po czym wziął i zdechł.</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś pancerni wciąż pomstują, że pies taki cwany</w>
			<w>I nawzajem się tresują</w>
			<w>Bo jak twierdzi komputerek</w>
			<w>Musi dojść tam do usterek</w>
			<w>Gdzie na tresujących czterech</w>
			<w>Przypada &ndash; cóż za felerek</w>
			<w>Jeden tresowany</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Redaktor</tytul>
		<tekst>
			<w>&plqq;Kłaniam się pani redaktor!&prqq; &ndash; &plqq;Witam witam wieszcza!</w>
			<w>Cóż sprowadza waćpana do naszej gazety?&prqq;</w>
			<w>&plqq;Może pani redaktor moje wiersze pozamieszcza?&prqq;</w>
			<w>&plqq;Co pan ma, jakieś fraszki?&prqq; &ndash; &plqq;Nie, Krymskie Sonety</w>
			<w>Jedna mi sztuka zwłaszcza wyszła znakomita</w>
			<w>Nazywa się Ajudah&prqq; &ndash; &plqq;No, no niech pan czyta&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Hej! Lubię się podeprzeć na skale Judahu</w>
			<w>I patrzeć jak na dole pryskają bałwany</w>
			<w>Że aż się tęcza robi, śliczna że o rany!</w>
			<w>One bęc, łubudu, bach i rachu ciachu!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Panie, toż to słabizna, pan tego nie czuje?</w>
			<w>Niech no pan popoprawia jak ja podyktuję!</w>
			<vsp/>
			<w>Lubię spoglądać wsparty na Judahu skale</w>
			<w>Jak spienione bałwany to w czarne szeregi</w>
			<w>Ścisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi</w>
			<w>W milionowych tęczach kołują wspaniale&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Wspaniale! dzięki pani!&prqq; &ndash; &plqq;No już pan nie szalej</w>
			<w>I czytaj pan te swoje wypociny dalej&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Jeden pan to dosłownie zwariował ze strachu</w>
			<w>Bo myślał że te fale to są wieloryby</w>
			<w>Ale skąd wieloryby, przecież nie wyszłyby</w>
			<w>Bo wieloryb nie umie posuwać po piachu</w>
			<vsp/>
			<w>Bardzo kiepsko?&prqq; &ndash; &plqq;Okropnie!&prqq; &ndash; &plqq;Niestety, co słyszę.&prqq;</w>
			<w>&plqq;Gorsze już poprawiałam, niech no pan tak pisze!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Trącą się o mieliznę, rozbijają na falach</w>
			<w>Jak wojsko wielorybów zalegając brzegi</w>
			<w>Zdobędą ląd w tryumfie i na powrót zbiegi</w>
			<w>Miecą za sobą perły, muszle i korale&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;I korale&hellip; Prześlicznie, ach, jakże się cieszę&prqq;</w>
			<w>&plqq;Dobra, jedź pan do końca bo bardzo się spieszę.&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Wszystko to gra tak ślicznie jak w płucach u dziadka</w>
			<w>Który był się przeziębił ubiegłego latka</w>
			<w>Bo latał z mandoliną po różnych sąsiadkach</w>
			<w>I gdy tak sobie latał&hellip;&prqq; &ndash; &plqq;Kończmy ten kryminał</w>
			<w>Bierz pan pióro i pisz pan taki oto finał:</w>
			<vsp/>
			<w>Podobnie na twe serce, o poeto młody</w>
			<w>Namiętność często groźne wzburza niepogody</w>
			<w>Lecz gdy podniesiesz bardon &ndash; ona bez twej szkody</w>
			<vsp/>
			<w>Pozwala w zapomnieniu pogrążyć się toni</w>
			<w>I nieśmiertelne pieśni za sobą uroni</w>
			<w>Z których wieki uplotą ozdobę twych skroni&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;O pani! Wiersze pisząc chodziłabyś w sławie!&prqq;</w>
			<w>&plqq;Dziwna rzecz, sama nie umiem, a cudzy poprawię&prqq;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Względność</tytul>
		<tekst>
			<w>Coś tak dziwnego od lat już we mnie nie siedzi,</w>
			<w>Że wkurza mnie arbitralność postaw i wypowiedzi,</w>
			<w>I złoszczą mnie schematy z radykalnym podziałem:</w>
			<w>&ndash; To jest, nieprawdaż, czarne, a to, widzicie, białe!</w>
			<w>Powinienem to zdanie akceptować na wiarę,</w>
			<w>Lecz patrzę: Jedno szare, drugie &ndash; też jakby szare&hellip;</w>
			<w>Tymczasem inny facet wparował na mnie z pyskiem:</w>
			<w>&ndash; O, to jest wysokie, a to, o, jest niskie!</w>
			<w>Zaraz wpadam w przekorę i uśmiecham się wrednie</w>
			<w>I mówię: &ndash; Guzik prawda. Jedno i drugie średnie!</w>
			<w>Żadna rzecz nie jest całkiem prosta i oczywista &ndash;</w>
			<w>Bardotka ma już pół wieku, swoisty wdzięk ma glista,</w>
			<w>Henio to wprawdzie debil (a może mikrocefal?)</w>
			<w>Atoli jako mężczyznę bardzo chwali go Stefa.</w>
			<w>Zyzio nie czytał Sartre'a, a wie jak się obejść z armatą,</w>
			<w>Szynki nie można dostać, lecz jaka smaczna za to!</w>
			<w>Walerek bija żonę w poniedziałki, środy, piątki,</w>
			<w>A we wtorki, czwartki i soboty robi za nią w domu porządki.</w>
			<w>Koliber jest kolorowy, zaś pożyteczne są wieprze,</w>
			<w>Gdy jedno oko masz gorsze &ndash; drugie zapewne masz lepsze,</w>
			<w>Faraon zamęczał ludność przy budowaniu piramid,</w>
			<w>Lecz za to dziś piramidy stoją w Egipcie, kochani!</w>
			<w>Anglicy ostrożniej od nas swoje uwagi czynią:</w>
			<w>&ndash; Jak sądzę jest pan szubrawcem.</w>
			<w>&ndash; Zdaje mi się, że jest pan świnią.</w>
			<w>&ndash; Domniemywam, że pan mnie okradł.</w>
			<w>&ndash; Mam wrażenie, że pani się puszcza&hellip;</w>
			<w>Anglik prawie nigdy nie twierdzi, za to prawie zawsze przypuszcza,</w>
			<w>Chciałbym u nas ten styl wprowadzić, więc go zaraz sprawdzę na sobie</w>
			<w>&ndash; Ten mój wierszyk jest głupi jak sądzę,</w>
			<w>Lecz przypuszczam, że na nim zarobię.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wybór</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, okrzyki brzmią wesołe,</w>
			<w>Wszyscy dyskutują dzielnie,</w>
			<w>Bowiem Kazio skończył szkołę</w>
			<w>I ma wstąpić na uczelnię!</w>
			<vsp/>
			<w>A któż lepiej mu doradzi</w>
			<w>Wybór studiów i zawodu</w>
			<w>Od doświadczonego dziadzi,</w>
			<w>Który jest nestorem rodu?</w>
			<vsp/>
			<w>Dziadzio rzekł: &ndash; Chodź ze mną smyku,</w>
			<w>Zamkniemy się obaj skoblem</w>
			<w>By w przytulnym saloniku</w>
			<w>Rozgryźć ten, tak ważny problem!</w>
			<vsp/>
			<w>Jakoż zaraz razem z dziadkiem</w>
			<w>Udał się tam młodzian krewki,</w>
			<w>A ze sobą wziął ukradkiem</w>
			<w>Litr &ndash; a może dwa &ndash; nalewki!</w>
			<vsp/>
			<w>Mija kwadrans i godzina,</w>
			<w>Noc zapada, wicher duje,</w>
			<w>Niecierpliwi się rodzina</w>
			<w>I pod drzwiami podsłuchuje&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>O czym by tam gadać mogli?</w>
			<w>Krążą liczne komentarze&hellip;</w>
			<w>Może do stomatologii</w>
			<w>Go nakłania mądry starzec?</w>
			<vsp/>
			<w>Może do polonistyki?</w>
			<w>Może go na chemię pośle?</w>
			<w>Wtem z salonu słychać krzyki:</w>
			<w>&ndash; Nie sprzeciwiaj mi się, ośle!</w>
			<vsp/>
			<w>Potem coś we środku hukło,</w>
			<w>Rozległ się odgłosów szereg</w>
			<w>Jakby coś się tam potłukło</w>
			<w>I znów słychać rozmów szmerek&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Wreszcie, w parę godzin potem,</w>
			<w>Czyli za pięć szósta rano,</w>
			<w>drzwi otwarły się z łoskotem</w>
			<w>Ukazując obu panów&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Kazio trochę mniej pijany</w>
			<w>Podtrzymywał czule dziadka</w>
			<w>Dziadek zaś na widok Mamy,</w>
			<w>Bąknął: &ndash; C&hellip;Co to z&hellip;za dzier&hellip;latka&hellip;?</w>
			<vsp/>
			<w>Stryj Franciszek zagryzł wąsa</w>
			<w>I rzekł tonem gburowatym!</w>
			<w>Piliście to pies was trącał,</w>
			<w>Ale z jakim rezultatem?</w>
			<vsp/>
			<w>Tutaj zamarł świat w napięciu</w>
			<w>Bardzo cicho się zrobiło,</w>
			<w>Starzec wsparł się na chłopięciu</w>
			<w>Czknął, aż wszystkim się odbiło.</w>
			<vsp/>
			<w>Poczem rzucił w martwą ciszę</w>
			<w>Słowa:</w>
			<w>Nasz kochany Kazio</w>
			<w>P&hellip;przyrzekł mi, że się zap&hellip;pisze&hellip;</w>
			<w>Do korpusu carskich paziów!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Niechaj idzie w moje ślady!!!</w>
			<w>I wywrócił się na taras,</w>
			<w>A wnuk Kazio dziwnie blady,</w>
			<w>Poszedł w jego blady zaraz.</w>
			<vsp/>
			<w>Znów zapadła głucha cisza</w>
			<w>I zrobiło się koszmarnie,</w>
			<w>Tylko wuj idiota spytał:</w>
			<w>Zaocznie czy stacjonarnie???</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kompleks Trypućki</tytul>
		<tekst>
			<w>Jedni ludzie mają żywot znakomity,</w>
			<w>Innym ludziom skąpi wrażeń los ich zły.</w>
			<w>U Trypućki &ndash; i tygrysy, i termity,</w>
			<w>U mnie tylko sporadycznie pies ma pchły.</w>
			<vsp/>
			<w>Ja gdy wracam zaraz muszę wdziać papućki,</w>
			<w>Bo inaczej &ndash; wredna żona ruga mnie,</w>
			<w>A tymczasem proszę państwa u Trypućki</w>
			<w>Szansonety, kabarety itepe.</w>
			<w>Rzadko bywam w Kaczych Dołach lub w Kocmyrzu,</w>
			<w>A Trypućko &ndash; to do Oslo, to do Bonn,</w>
			<w>To w Paryżu, drodzy państwo, to w Asyżu,</w>
			<w>Gdzie wyłącznie dolce vita i bon &ndash; ton.</w>
			<vsp/>
			<w>Czasem miewam prymitywne dość romanse:</w>
			<w>Gadu &ndash; gadu bez obiadu i ad rem,</w>
			<w>A Trypućko spiking English, &plqq;parle franse&prqq;,</w>
			<w>Potem danse, reweranse i &plqq;że tem&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Ten Trypućko wbija kawior pod szampitra,</w>
			<w>Kalafiory sobie je ze złotych tac,</w>
			<w>A ja jak zobaczę gdzieś &plqq;pół lytra&prqq;,</w>
			<w>To to nawet nie jest po tym żaden kac!</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy coś czytam, to mam zaraz w głowie zamęt,</w>
			<w>A Trypućko &ndash; bez różnicy rżnie pod rząd:</w>
			<w>Saint Simona i Villona &plqq;Mój testament&prqq;</w>
			<w>I Putrament mu nie groźny, i James Bond.</w>
			<vsp/>
			<w>O Trypućce wszyscy mówią: &ndash; Ech, Trypućko&hellip;</w>
			<w>Ale na mnie pogardliwie patrzą się</w>
			<w>I platfusem nazywają albo ciućką,</w>
			<w>Tylko jeden Józio Dreptak wielbi mnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Bo ten Józio patrzy we mnie niby w tęczę</w>
			<w>I aż trzęsie się gdy czasem mówię mu:</w>
			<w>&ndash; U mnie Józiu to z atłasu całe wnętrze</w>
			<w>I wypchana antylopa marki gnu!</w>
			<vsp/>
			<w>U mnie Józiu bajadery, pomdetery,</w>
			<w>Garsoniery, bomboniery, fil a fil,</w>
			<w>Polimery, habanery, et cetery</w>
			<w>I sadzony diamentami złoty grzdyl!</w>
			<vsp/>
			<w>Józio słucha rozdziawiając przy tym buźkę,</w>
			<w>Tak mniej więcej, jak Trypućki słucham ja&hellip;</w>
			<w>Bo co prawda każdy swego ma Trypućkę,</w>
			<w>Lecz na szczęście każdy Józia swego ma!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kariera</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedy szef pośle cię po piwo,</w>
			<w>To pomyśl sobie: &ndash; Niech ja stracę!</w>
			<w>I kopnij się do kiosku żywo,</w>
			<w>Bo coraz trudniej dziś o pracę.</w>
			<vsp/>
			<w>Szef to tak prawie jak twój tato;</w>
			<w>Raz skarci, raz pieszczotą muśnie,</w>
			<w>Gdy szef oznajmi ci, żeś matoł,</w>
			<w>Przyozdób twarz w barani uśmiech.</w>
			<vsp/>
			<w>I bądź matołem w danej chwili,</w>
			<w>Choćbyś miał cztery fakultety,</w>
			<w>Bo szef przenigdy się nie myli,</w>
			<w>Dlatego on jest szefem, nie ty&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz i dla ciebie, choć żeś maty,</w>
			<w>Jest także satysfakcji strefa:</w>
			<w>Oto twój szef, choć tak wspaniały,</w>
			<w>Nad sobą ma większego szefa&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>I też mu dusza idzie w pięty,</w>
			<w>Kiedy szef spyta go jowialnie:</w>
			<w>&ndash; Czy pan jest niedorozwinięty?</w>
			<w>On wówczas bąka: &ndash; Naturalnie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Pomnijcie urzędnicy młodzi</w>
			<w>Oraz wy, starsi wyjadacze;</w>
			<w>Należy się na wszystko godzić,</w>
			<w>Albo na prawie wszystko raczej&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Bo gdy z ust szefa padnie zdanie</w>
			<w>Rzucone w gniewie, lub ferworze:</w>
			<w>&ndash; A całujżesz mnie drogi panie!</w>
			<w>To ty nie całuj go broń Boże!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Niech ci do głowy to nie strzeli, &ndash;</w>
			<w>Zrób krok, lecz cofnij się z powrotem</w>
			<w>I jęknij: &ndash; Gdzież bym się ośmielił</w>
			<w>Chociaż po nocach marzę o tem&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Taka pokora szefa wzrusza,</w>
			<w>Lice rozchmurzy wnet ponure</w>
			<w>I mruknie: &ndash; Dureń, ale dusza&hellip;</w>
			<w>Brawo! To znak, że pójdziesz w górę!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kraina starszych panów</tytul>
		<tekst>
			<w>Jest gdzieś kraina starszych panów,</w>
			<w>Ciepła, wesoła i różowa.</w>
			<w>I kiedy tam się zbudzisz rano</w>
			<w>Nie musisz się gimnastykować.</w>
			<w>Możesz poleżeć wśród poduszek</w>
			<w>Zanim zakipi świeża kawa,</w>
			<w>I tak ci nie wyrośnie brzuszek,</w>
			<w>I tak ci nie zagrozi zawał.</w>
			<w>Czystej pościeli czujesz dotyk,</w>
			<w>Bułeczki z masłem ci podają,</w>
			<w>Nie musisz spieszyć do roboty,</w>
			<w>Nie musisz pchać się do tramwaju.</w>
			<w>Nie grozi ci gderanie żony</w>
			<w>Uszu nie wierci gwar ulicy,</w>
			<w>Wstajesz od razu ogolony,</w>
			<w>Wyprężasz ciało pod prysznicem,</w>
			<w>I oto już po trotuarze</w>
			<w>Stąpasz zerkając na kobiety,</w>
			<w>Wypijasz jeden koniak w barze</w>
			<w>Przerzucasz pisma i gazety.</w>
			<w>Po pół godzinie &ndash; syty wiedzy &ndash;</w>
			<w>Odwiedzasz szereg pięknych sklepów.</w>
			<w>Aż spotykają cię koledzy,</w>
			<w>Dobrane grono starych repów&hellip;</w>
			<w>Więc chichy-śmichy, gadu gadu:</w>
			<w>&ndash; Pamiętasz Manię, Franię, Zosię?</w>
			<w>I tak czas zleci do obiadu,</w>
			<w>A dziś jest ozór w szarym sosie.</w>
			<w>Cóż, portfel pełen masz gotówki,</w>
			<w>A dla swych kumpli wiele serca,</w>
			<w>Więc od żubrówki do wiśniówki,</w>
			<w>A może być i vice versa.</w>
			<w>Niewinne, przyjacielskie waśnie</w>
			<w>Uprzyjemniają tylko sjestę&hellip;</w>
			<w>A wtem &ndash; jak coś ci we łbie trzaśnie!</w>
			<w>O rany &ndash; myślisz &ndash; gdzie ja jestem?</w>
			<w>Zniknęła miła knajpka w lesie,</w>
			<w>Oliwne się rozwiały gaje,</w>
			<w>Przy łóżku budzik wrednie drze się</w>
			<w>Za oknem auta i tramwaje,</w>
			<w>Dwudniowy zarost masz na twarzy,</w>
			<w>W ogóle czujesz się do chrzanu&hellip;</w>
			<w>Wytrwaj! Wieczorem znów pomarzysz:</w>
			<w>&hellip;jest gdzieś kraina starszych panów&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wyczyny Bodzia</tytul>
		<tekst>
			<w>Na łyżwiarskich mistrzostwach świata</w>
			<w>Bodzio Dreptak, nasz rodak znad Bzury</w>
			<w>W rytmie tanga &plqq;Apassionata&prqq;</w>
			<w>Odstawił następujące figury:</w>
			<w>Kalabraka, podwójnego lutza.</w>
			<w>Szpagat imienia towarzyszki Eugenii Palej,</w>
			<w>Po czym złapał powietrza w płuca</w>
			<w>I kręcił dalej:</w>
			<w>Hacela, radebergera,</w>
			<w>Fikusa, suksyna,</w>
			<w>Podwójnego skakanego frajera,</w>
			<w>Poczwórnego lewego hunwejbina,</w>
			<w>Susseksa, pumeksa, alchiteksa,</w>
			<w>Schopenhauera, Kanta,</w>
			<w>Pitiaforka, Azorka, Reksa,</w>
			<w>Wydymanego żyranta,</w>
			<w>Pokiwanego oponenta,</w>
			<w>Dwa monity, dopinga, urgensa,</w>
			<w>Specjalnego korespondenta,</w>
			<w>Gospodarczego nonsensa.</w>
			<w>Polę Raksę, kraksę, etolę.</w>
			<w>Doktrynera, hakenkrojca, bigbita,</w>
			<w>A poza tym liczne kurdemole.</w>
			<w>A na zakończenie &ndash; dupersznyta</w>
			<w>I ogromnie się tym wszystkim utrudnił.</w>
			<w>Zaś gdy huczne oklaski zabrzmiały</w>
			<w>To on się ukłonił i się nagle obudził</w>
			<w>&hellip;a jego żona powiedziała:</w>
			<w>&ndash; Wiesz stary, dzisiaj byłeś wspaniały!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Świntuski</tytul>
		<tekst>
			<w>Chodzem, myślem, mocny Boze,</w>
			<w>Co to takiego być moze,</w>
			<w>Ze starsi, co siem nie rusom,</w>
			<w>To zaraz sobie świntusom.</w>
			<w>Na psykład, jak psyjdzie stryjek</w>
			<w>I jak z tatusiem wypije,</w>
			<w>To zaras sobie do usu</w>
			<w>Sepcom świństwa:</w>
			<w>&ndash; Su su su su&hellip;Tatko się robi rózowy,</w>
			<w>A stryjasek fioletowy</w>
			<w>I się jesce hichocom</w>
			<w>I siem bardzo mocno pocom.</w>
			<w>A tatusiowi łysinka</w>
			<w>Błyscy jak młodziutka świnka</w>
			<w>I jesce majom obraski</w>
			<w>A na nich bzytkie goiaski</w>
			<w>Co sobie na tapcaniku</w>
			<w>Robią rózne fiku-miku</w>
			<w>Nie wiedząc, ze ktoś się schował</w>
			<w>I ich obfotografował</w>
			<w>I im porobił zblizenia,</w>
			<w>Takie, ze ceść! Do widzenia!</w>
			<w>Do cego to ludzie som zdolni,</w>
			<w>Jak jus zacnom być swawolni!</w>
			<w>A tatko te albumiki</w>
			<w>Tsyma w ksiąsce do fizyki.</w>
			<w>Wiecorem się na nią zuca,</w>
			<w>Niby, ze się douca,</w>
			<w>Ze niby bez tej lektury</w>
			<w>To by nie mógł zdać matury,</w>
			<w>Lec cyta tylko wiecorem,</w>
			<w>Bo w dzień to jest derektorem!</w>
			<w>Ale, wracając do sprawy,</w>
			<w>To stryjasek tes jest klawy,</w>
			<w>So patsy na mnie ukośnie</w>
			<w>I mówi: &ndash; Basia nam rośnie!</w>
			<w>Pamiętam, jak była malcem!</w>
			<w>I sturka mnie psy tym palcem,</w>
			<w>A potem sybko oddycha,</w>
			<w>Znowu sięga po kielicha,</w>
			<w>Powącha, do dna wychłepce</w>
			<w>I znowu z tatusiem sepce,</w>
			<w>Zamiast pogadać o biuze</w>
			<w>Albo o literatuze!</w>
			<w>Rózni ludzie som na świecie;</w>
			<w>Na psykład &ndash; choćby ja z Mieciem!</w>
			<w>Zyjemy od zesłej zimy,</w>
			<w>A prose &ndash; nic nie mówimy,</w>
			<w>No i jakoś nam leci&hellip;</w>
			<w>A ci dorośli &ndash; jak dzieci!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prekursor</tytul>
		<tekst>
			<w>Czasza niebios jasna i czysta,</w>
			<w>Świerszcze grają w lnie i peluszce,</w>
			<w>Rolnik-homoseksualista</w>
			<w>Przysiadł sobie na chwilę przy dróżce.</w>
			<w>To on pierwszy się zdecydował,</w>
			<w>Przedtem tego nie było na wiosce&hellip;</w>
			<w>Ech, dziedzina trudna i nowa,</w>
			<w>Ech, niełatwo wprowadzać postęp&hellip;</w>
			<w>Nie wydzierży, kto mdły i słaby,</w>
			<w>Nie wprowadzi tutaj Europy,</w>
			<w>Gdy w dodatku ciągnie go do baby,</w>
			<w>A powinno go ciągnąć na chłopy!</w>
			<w>Zniechęcony jest i rozbity &ndash;</w>
			<w>Ot, jak wczoraj mrugnął na Michałka,</w>
			<w>To Michałek, cholerny prymityw,</w>
			<w>Mu odmrugnął i w krzyk: &ndash; Jest gorzałka?</w>
			<w>Gdy zaś Wojtka pogładził w przelocie,</w>
			<w>W oczy mu przy tym patrząc łagodnie,</w>
			<w>Wojtek zaraz na niego: &ndash; Ty młocie,</w>
			<w>Ręce sobie wycieraj w spodnie!</w>
			<w>Z Jaśkiem także nie wyszła rozmowa &ndash;</w>
			<w>Przez godzinę gadał do miernoty,</w>
			<w>Że tendencja ogólnoświatowa,</w>
			<w>A ten naraz: &ndash; Ty, pożycz sto złotych!</w>
			<w>Henio, bydlę płochliwe i durne,</w>
			<w>Usłyszawszy o tych nowych stylach</w>
			<w>Jęknął: &ndash; Nigdy! Jaż od tego umrę!</w>
			<w>I do lasu dał natychmiast dyla&hellip;</w>
			<w>&hellip;wiejski dzionek zakwitał szeroko,</w>
			<w>Rolnik w sobie żal i gorycz zdusił,</w>
			<w>Splunął, mruknął: &ndash; Kit wam wszystkim w oko!</w>
			<w>Po czym z ulgą pobiegł. Do Magdusi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Okręt</tytul>
		<tekst>
			<w>Dobry dom musi być jak okręt,</w>
			<w>Dobry gospodarz &ndash; jak kapitan.</w>
			<w>Gdy płyniesz przez zamiecie mokre,</w>
			<w>Dom cię światłami z dala wita,</w>
			<w>Nadpływa i wskakujesz w biegu,</w>
			<w>I myślisz sobie: Dobrze jest!</w>
			<w>I otrzepujesz się ze śniegu</w>
			<w>Jak przemarznięty stary pies,</w>
			<w>I zapominasz, że za oknem</w>
			<w>Ulica lodem jest przykryta&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Dobry dom musi być jak okręt,</w>
			<w>Dobry gospodarz &ndash; jak kapitan.</w>
			<w>Kapitan dba o urządzenia</w>
			<w>Dryfującego statku-trampa:</w>
			<w>Kiedy potrzeba, to wymienia</w>
			<w>Żarówki przepalone w lampach,</w>
			<w>Naprawia krany późną nocą,</w>
			<w>Poprawia nadwątlone schodki,</w>
			<w>Nikt nie wie na co, ani po co</w>
			<w>W piwnicy głośno stuka młotkiem</w>
			<w>Albo przychodzi po śrubokręt,</w>
			<w>Albo pilnikiem w kuchni zgrzyta&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Dobry dom musi być jak okręt,</w>
			<w>Dobry gospodarz &ndash; jak kapitan.</w>
			<w>Kapitan lubi mieć wygodnie,</w>
			<w>Więc zżyma się i bardzo wzbrania,</w>
			<w>Gdy chcą mu zabrać stare spodnie,</w>
			<w>Żeby je wreszcie dać do prania.</w>
			<w>Aż żona musi po kryjomu</w>
			<w>Prać, gdy on idzie do roboty.</w>
			<w>Aha, i jeszcze w dobrym domu</w>
			<w>Muszą być dzieci, psy lub koty.</w>
			<w>A w zimie niech go zdobią sople,</w>
			<w>A w lecie słońcem niech zakwita&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Dobry dom musi być jak okręt,</w>
			<w>Dobry gospodarz &ndash; jak kapitan.</w>
			<w>Noc. Zamiast syren huczy sowa.</w>
			<w>Po dachu czarny kot się pęta,</w>
			<w>Zasnęła już kapitanowa</w>
			<w>Uśpiwszy wprzód kapitanięta.</w>
			<w>W przyjaznym i przytulnym mroku</w>
			<w>Po uciszonym swym okręcie</w>
			<w>Krąży kapitan z psem u boku</w>
			<w>I sprawdza wszystko przed zaśnięciem.</w>
			<w>Podnosi misie i pantofle,</w>
			<w>Wygładza zmarszczki na chodnikach&hellip;</w>
			<w>Dobry dom musi być jak okręt,</w>
			<w>Dobry gospodarz &ndash; jak kapitan!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>W góry</tytul>
		<tekst>
			<w>W góry, w góry miły bracie</w>
			<w>Tam swoboda czeka na cię</w>
			<w>W góry, w góry miły bracie</w>
			<w>Tam swoboda czeka na cię</w>
			<w>W góry, w góry miły bracie</w>
			<w>Tam swoboda czeka na cię</w>
			<vsp/>
			<w>Pisał kiedyś Pol Wincenty</w>
			<w>Miast spokojnie czekać renty</w>
			<w>Przez to hasło pana Pola</w>
			<w>Jakże ciężka nasza dola</w>
			<w>Kto żyw w mieście, w polu, w lesie</w>
			<w>Uporczywie w górę pnie się</w>
			<vsp/>
			<w>I tak sobie właśnie śpiewa</w>
			<vsp/>
			<w>W góry, w góry miły bracie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>O jednego tam widzicie</w>
			<w>Właśnie wylazł, siadł na szczycie</w>
			<w>I wyciągnął wielki hebel</w>
			<w>I wygładził sobie szczebel</w>
			<w>Po czym dalejże ze szczytu</w>
			<w>Zrzucać stosy akt, monitów</w>
			<w>Tu uchwała, a tam bilans</w>
			<w>Bo co ni ma jak se wylazł</w>
			<vsp/>
			<w>W góry, w góry miły bracie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz jak szczur na wieżę w Pizie</w>
			<w>Już następny za nim lizie</w>
			<w>Nagle wszystko poszło gazem</w>
			<w>Buchnął krzyk: &plqq;Hej! Chłopy, razem!&prqq;</w>
			<w>I już tam gdzie tkwił ten piewnik</w>
			<w>Całkiem nowy wlazł &plqq;taternik&prqq;</w>
			<w>Ale hola, nie na długo</w>
			<w>Już tam w dole słychać lu-go</w>
			<vsp/>
			<w>W góry, w góry miły bracie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>I tak przez te głupie rymy</w>
			<w>W górę, w górę się uczymy</w>
			<w>Zamiast popracować w dole</w>
			<w>Zrobić krzesło, zorać pole</w>
			<w>Nie, nie dla nas stąd korzyści</w>
			<w>Każdy będzie w chmurach błądził</w>
			<w>Boźwa kurwa alpiniści</w>
			<w>Ale nas ten Pol urządził!</w>
			<vsp/>
			<w>W góry, w góry miły bracie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nowe wyposażenie</tytul>
		<tekst>
			<w>Wojsko zbiera się na błoniu,</w>
			<w>Król się zjawił na przeglądzie,</w>
			<w>Każdy rycerz jest na koniu,</w>
			<w>Tylko Dreptak &ndash; na wielbłądzie!</w>
			<w>Sygnał trąb w powietrzu dzwoni</w>
			<w>I komenda pada ostra:</w>
			<w>&ndash; Baczność wiara! Wszyscy z koni!</w>
			<w>Wszyscy hyc! &ndash; a Dreptak został&hellip;</w>
			<w>Król ze złości pogryzł berło,</w>
			<w>I na niego wrzasnął z góry</w>
			<w>&ndash; Dreptak, ożeż ty ofermo,</w>
			<w>Złaźżeż z tej karykatury!</w>
			<w>Dreptak złazi, wojsko czeka,</w>
			<w>Czeka król w swym majestacie,</w>
			<w>A tymczasem już z daleka</w>
			<w>Galopuje nieprzyjaciel.</w>
			<w>Król wygłosił do wojaków</w>
			<w>Krótką mowę: &ndash; Drodzy moi!</w>
			<w>Naprzód! Na koń, bij Krzyżaków!</w>
			<w>Wszyscy wsiedli &ndash; Dreptak stoi!</w>
			<w>Stoi Dreptak, a tymczasem</w>
			<w>Obie armie cwałem bieżą,</w>
			<w>Poczem z trzaskiem i hałasem</w>
			<w>Jak ci się ze sobą zderzą!</w>
			<w>Jak nie zbiją się do kupy &ndash;</w>
			<w>Trzask i wrzask zamarły w dali,</w>
			<w>Patrzy Dreptak &ndash; same trupy,</w>
			<w>Tylko on i król zostali&hellip;</w>
			<w>A po chwili, z gęstwy krzaków,</w>
			<w>Z miną smętną i ponurą</w>
			<w>Wylazł Wielki Mistrz Krzyżaków</w>
			<w>Mrucząc: &ndash; Dobra, wyście górą&hellip;</w>
			<w>Tu się przyjrzał wielbłądowi</w>
			<w>Co opodal skubał trawkę</w>
			<w>I zawołał: &ndash; Co pan powi?</w>
			<w>Jakaś nowa Wunderwaffke?</w>
			<w>Król nie wahał się ni chwili</w>
			<w>Tylko rzekł z zadowoleniem:</w>
			<w>&ndash; Właśnie żeśmy wprowadzili</w>
			<w>Model ów na uzbrojenie!</w>
			<w>W tej historii dwa morały</w>
			<w>się unoszą na powierzchni:</w>
			<w>Pierwszy &ndash; że całokształt chwały</w>
			<w>Przechwytuje zwykle zwierzchnik.</w>
			<w>Morał drugi, równie tęgi,</w>
			<w>I niegłupia w nim recepta:</w>
			<w>&ndash; Gdy ścierają się potęgi,</w>
			<w>Lepiej spóźnić się, jak Dreptak!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Schemat</tytul>
		<tekst>
			<w>Trochę się naszych zwyczajów wstydzę,</w>
			<w>Bo postępowość ich ciągle mierna &ndash;</w>
			<w>Mąż wchodząc wota: &ndash; Ach, co ja widzę?</w>
			<w>Po czym dodaje: &ndash; Ha ha! Niewierna!</w>
			<vsp/>
			<w>Już tylko u nas tak się labidzi,</w>
			<w>Staje się w progu jak żona Lota&hellip;</w>
			<w>&plqq;Ach, co ja widzę?&prqq; &ndash; jasne, co widzi,</w>
			<w>Więc po cóż o to pyta, idiota?</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;Ha ha, niewierna!&prqq; &ndash; też nieudane,</w>
			<w>Że jest niewierna &ndash; wie całe stadło,</w>
			<w>Mąż, żona i ja, czyli kochanek,</w>
			<w>Więc po co drzeć się jak prześcieradło?</w>
			<vsp/>
			<w>Atoli męża zgroza nie zmogła,</w>
			<w>Musi wyczerpać lamentów przydział,</w>
			<w>Teraz się pyta: &ndash; Jakżeś ty mogła???</w>
			<w>Ano tak właśnie jak pan to widział.</w>
			<vsp/>
			<w>Głupio jest wszystkim, każdy się kręci,</w>
			<w>Wzrok rogaczowi nerwowo lata</w>
			<w>Widać, że szuka tekstu w pamięci&hellip;</w>
			<w>Już znalazł: &ndash; Kaśka! Po tylu latach???</w>
			<vsp/>
			<w>Mnie, gdy to słyszę, wściekłość telepie,</w>
			<w>Braku logiki bowiem nie lubię:</w>
			<w>&plqq;Po tylu latach&prqq; &ndash; to chyba lepiej!</w>
			<w>A pan by wolał zaraz po ślubie?</w>
			<vsp/>
			<w>Już ku końcowi spektakl się chyli,</w>
			<w>Ostatnie kwestie brzmią bardzo godnie:</w>
			<w>&ndash; Panie Trypućko, wyjdź pan w tej chwili!!!</w>
			<w>&ndash; W tej chwili? Guzik&hellip; Wpierw włożę spodnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Wychodzę, wracam w domowe strony,</w>
			<w>Zaraz obejrzę miecz w pierwszej lidze&hellip;</w>
			<w>&ndash; Zosiu, wróciłem&hellip;!</w>
			<w>&hellip;ktoś jest u żony&hellip;</w>
			<w>Palto Dreptaka! Ha! Co ja widzę?!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Preteksty</tytul>
		<tekst>
			<w>Żeby nie brać się do pracy</w>
			<w>Wymyślamy sobie różne sprawy</w>
			<w>Wyciągamy z zapomnianych szuflad</w>
			<w>Różne stare graty do naprawy</w>
			<w>Jakieś gniazdka elektryczne</w>
			<w>Wtyczki, albo części od samowara</w>
			<w>Że to niby jest takie pilne</w>
			<w>I że trzeba naprawić zaraz</w>
			<vsp/>
			<w>I że zaraz po tej naprawie</w>
			<w>To się weźmiemy do pracy że aż ha!</w>
			<w>A tymczasem wpadamy na pomysł</w>
			<w>Że by trzeba wyprowadzić psa</w>
			<vsp/>
			<w>Więc się go wyprowadza na ulicę</w>
			<w>Albo powiedzmy na skwerek</w>
			<w>A na skwerku nam się przypomina</w>
			<w>Że z administracji przyszedł papierek</w>
			<w>Żeby wyłożyć trutki</w>
			<w>I do tych trutek nabieramy dziwnej ochoty</w>
			<w>Ale zaraz jak wyłożymy</w>
			<w>To się weźmiemy do roboty</w>
			<vsp/>
			<w>Tylko że nie tak zaraz</w>
			<w>Bo jest telefon od Zyzia</w>
			<w>I Zyzio nam zawraca głowę</w>
			<w>Opowiadając o swoich ciziach</w>
			<w>Ach ten Zyzio! Jak on nam przeszkadza</w>
			<w>Nareszcie odłożył słuchawkę</w>
			<w>A my zaraz zaczniemy pracować</w>
			<w>Tylko sobie zaparzymy kawkę</w>
			<vsp/>
			<w>Kawka jakoś się długo parzy</w>
			<w>A przy kawce bez gazety nijak</w>
			<w>Piju, piju, czytu, czytu</w>
			<w>Dzień powoli za oknem mija</w>
			<w>Trzeba by już zapalić światła</w>
			<w>A na biurku przepalona żarówka</w>
			<w>Dalej żesz po zapasową żarówkę</w>
			<w>Do pewnego starego kufra</w>
			<vsp/>
			<w>A tu już jest transmisja w telewizji</w>
			<w>I w dodatku przyszli goście</w>
			<w>I w rezultacie się okazuje</w>
			<w>Że zamiast popracować i napisać wierszyk</w>
			<w>Napisaliśmy kompromitujący wykaz</w>
			<w>Różnych głupkowatych czynności</w>
			<w>Żeby nie brać się do pracy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>The Pursuit&ndash;Story</tytul>
		<tekst>
			<w>Herod, groźny bandyta</w>
			<w>Dał znak do krwawej rzezi,</w>
			<w>Kto żyw tomahawk chwyta &ndash;</w>
			<w>Siuksowie, Irokezi,</w>
			<w>Apacze i Komancze,</w>
			<w>Gangsterzy, kidnaperzy,</w>
			<w>Nad betlejemskim ranczem</w>
			<w>Sroga łuna się szerzy.</w>
			<vsp/>
			<w>Wszystko zniszczone wokół,</w>
			<w>Tu i ówdzie się pali,</w>
			<w>Już zdobyli częstokół,</w>
			<w>Już szeryfa schwytali,</w>
			<w>I zawlekli go w gruzy</w>
			<w>I skopali nieziemsko</w>
			<w>I gwiazdę jemu z blury</w>
			<w>Zerwali betlejemską.</w>
			<vsp/>
			<w>Przez uroczy zakątek</w>
			<w>Przeszła straszna zawieja &ndash;</w>
			<w>Taką rzeź niewiniątek</w>
			<w>Zrobili, że o jeja!</w>
			<w>A potem się pokarmem</w>
			<w>Zajęli, oraz piciem,</w>
			<w>Więc Józef, stary farmer,</w>
			<w>Zdołał jakoś ujść z życiem.</w>
			<vsp/>
			<w>Zerwał karabin z kołka,</w>
			<w>Wyskoczył do ogrodu,</w>
			<w>Rodzinę na osiołka</w>
			<w>Pousadzał, i chodu!</w>
			<w>Osioł tłusty jak kluska</w>
			<w>Stulił ze strachu uszy,</w>
			<w>Podskoczył niczym mustang</w>
			<w>I kurcgalopem ruszył</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, grzmią tętentem drogi</w>
			<w>I błyska broń w ciemności &ndash;</w>
			<w>Herod, bandyta srogi</w>
			<w>Rozpoczął konny pościg.</w>
			<w>Widoki niewesołe &ndash;</w>
			<w>Kusztyka dryptu &ndash; dryptu</w>
			<w>Wystraszony osiołek</w>
			<w>Na granicy Egiptu.</w>
			<vsp/>
			<w>Rżą spienione ogiery,</w>
			<w>Widocznie wróg jest bliski,</w>
			<w>Łomocą winczestery,</w>
			<w>Gwiżdżą w uszach pociski,</w>
			<w>Już przestrzelili bluzę</w>
			<w>Przenajświętszej Matuchnie,</w>
			<w>Wkurzył się Święty Józef</w>
			<w>I jak z kolta nie gruchnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Jeden drań dostał serię,</w>
			<w>Aż złapały go kurcze,</w>
			<w>I spadł plackiem na prerię</w>
			<w>Klnąc paskudnie: &ndash; O kurcze!!!</w>
			<w>A Józef znowuż z biodra</w>
			<w>Trzykrotnie jak nie strzeli &ndash;</w>
			<w>Trzech zachwiało się w siodłach</w>
			<w>I na ziemię runęli!</w>
			<vsp/>
			<w>Odwrócił się Jezusik</w>
			<w>Chociaż jeszcze maluszek,</w>
			<w>Wziął łuczek od matusi</w>
			<w>I bęc bandziorka w brzuszek!</w>
			<w>Aż wypadła mu spluwa</w>
			<w>I z siodła go zdmuchnęło,</w>
			<w>A osiołek zasuwa</w>
			<w>Jak ta Alfa Romeo!</w>
			<vsp/>
			<w>Ot, już bliziutko Egipt,</w>
			<w>Widać piramid stożki,</w>
			<w>Z bandytów same piegi</w>
			<w>Zostały, i bamboszki,</w>
			<w>Tylko Herod &ndash; sadysta</w>
			<w>Wciąż goni jak najęty,</w>
			<w>Aż egipski WOP-ista</w>
			<w>Pyta: &ndash; A dokumenty???</w>
			<vsp/>
			<w>Próżno Herod niegrzeczny</w>
			<w>Krzyczał, że Egipt złupi!</w>
			<w>Musiał wrzucić bieg wsteczny</w>
			<w>I wracać jak ten głupi.</w>
			<w>A Jezusek wesoły</w>
			<w>Rzekł, całując mamuńcię:</w>
			<w>&ndash; Miłujcie nieprzyjacioły!</w>
			<w>Ale im najpierw dosuńcie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pobudka muszkieterów</tytul>
		<tekst>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Na niebie gwiazdy i księżyc</w>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Rży koń w bojowej uprzęży</w>
			<w>Już czas ze szpadą zapiąć płaszcz</w>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Już czas, już czas</w>
			<vsp/>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Porzucić żonę i biuro</w>
			<w>Juz czas &ndash; 'Więc w las'</w>
			<w>Bo walką i awanturą</w>
			<w>Los chce, byś chłopcem był choć raz</w>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Już czas, już czas</w>
			<vsp/>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Królowej wychylić zdrowię</w>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Czas w drogę muszkieterowie</w>
			<w>Kto wie, co knuje czarny as</w>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Już czas, już czas</w>
			<vsp/>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Na maski i peleryny</w>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Wyzwolić piękne dziewczyny</w>
			<w>Na koń i ruszaj z nami w raz</w>
			<w>Już czas &ndash; 'Już czas'</w>
			<w>Już czas, już czas</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ekspiacja</tytul>
		<tekst>
			<w>Już wszyscy wrócili z wakacji</w>
			<w>Bliżsi i dalsi sąsiedzi</w>
			<w>I nadszedł okres ekspiacji</w>
			<w>Tudzież ogólnej spowiedzi</w>
			<vsp/>
			<w>Mężowie zdenerwowani</w>
			<w>Tłumaczą zawile i długo</w>
			<w>Skąd się wziął damski stanik</w>
			<w>Numer 6 w klatce z papugą</w>
			<vsp/>
			<w>Że może zmyślny ptaszek</w>
			<w>Skądś przyniósł tę rzecz intymną</w>
			<w>W ramach ptaszęcych igraszek</w>
			<w>A żony uśmiechają się zimno</w>
			<vsp/>
			<w>A mężom wzrok dziwnie biega</w>
			<w>I całkiem upada w nich dusza</w>
			<w>Aż wreszcie krzyk się rozlega</w>
			<w>Ajoj, tylko nie po uszach</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz świat jest urządzony</w>
			<w>I sprawiedliwie i mądrze</w>
			<w>Bo teraz tłumaczą się żony</w>
			<w>Ja z Zyziem? &ndash; Ale skądże</w>
			<vsp/>
			<w>Nie mam nic na sumieniu</w>
			<w>Tu mąż argument wytacza</w>
			<w>A w śladzie po ugryzieniu</w>
			<w>Brakuje lewego siekacza</w>
			<vsp/>
			<w>Gdzie się obrócić tam wszędzie</w>
			<w>To on przyrzeka, to ona</w>
			<w>&ndash; Przysięgnij że więcej nie będziesz</w>
			<w>&ndash; Nie będę, niech tak skonam</w>
			<vsp/>
			<w>Przestają latać buty</w>
			<w>Cichnie ostre strzelanie</w>
			<w>Przemija czas pokuty</w>
			<w>Powraca zaufanie</w>
			<vsp/>
			<w>Tylko od czasu do czasu</w>
			<w>Myśl nagła zakołata</w>
			<w>&ndash; Jejku, byle do wczasów</w>
			<w>&ndash; Boże, byle do lata</w>
			<vsp/>
			<w>Poza tym wszystko cacy</w>
			<w>Słuchamy sobie radyjka</w>
			<w>Chadzamy sobie do pracy</w>
			<w>Pomagamy dzieciom w lekcyjkach</w>
			<vsp/>
			<w>Umacniamy miłość małżeńską</w>
			<w>W czasie rocznic bijemy brawa</w>
			<w>&ndash; Lub chadzamy na nabożeństwo</w>
			<w>&ndash; Lub mawiamy że społeczeństwo</w>
			<w>Gdzie indziej jest w rozkładzie</w>
			<w>Ale u nas w zasadzie</w>
			<w>Się opiera na zdrowych podstawach</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szkoła katów</tytul>
		<tekst>
			<w>Przed wiekami, w średniowieczu,</w>
			<w>(z dawnych wiemy to traktatów)</w>
			<w>W podkarpackim mieście Bieczu</w>
			<w>Utworzono szkołę katów.</w>
			<w>Taka szkoła to unikat</w>
			<w>Bez najmniejszej konkurencji:</w>
			<w>Na jej czele Magnifikat</w>
			<w>Stał zamiast Magnificencji.</w>
			<w>A że miły i wesoły</w>
			<w>Zawód kata był w tych czasach,</w>
			<w>Przyjeżdżała więc do szkoły</w>
			<w>Studenterii cała masa.</w>
			<w>Co dzień trwały tam zajęcia</w>
			<w>Intensywne niesłychanie:</w>
			<w>Tu, powiedzmy, jakieś ścięcia,</w>
			<w>Tam, powiedzmy, przypiekanie,</w>
			<w>Ten świdruje, ów wyłupia,</w>
			<w>inny amputuje saczki,</w>
			<w>Jeszcze inny się wygłupia,</w>
			<w>Tak jak wszystkie w świecie żaczki&hellip;</w>
			<w>Ale czasem rzedną miny,</w>
			<w>Drżą najbardziej nawet dzielni,</w>
			<w>Gdy nadchodzą egzaminy</w>
			<w>I kolokwia w tej uczelni.</w>
			<w>Już profesor dał zadanie</w>
			<w>Z wdziękiem i z dezynwolturą:</w>
			<w>&ndash; Student Dreptak! Wasz skazaniec</w>
			<w>Ma się przyznać że jest kurą!</w>
			<w>Stęka Dreptak biedaczyna,</w>
			<w>Co naprosi się i naklnie,</w>
			<w>Ponaciąga, popodrzyna,</w>
			<w>Nim skazaniec wreszcie gdaknie&hellip;</w>
			<w>To też żadne Alleluja,</w>
			<w>Bo docenci wybrzydzają:</w>
			<w>&ndash; Słabo Dreptak, ledwie trója,</w>
			<w>U Trypućki gość zniósł jajo!</w>
			<w>Idą studia, że aż warczy,</w>
			<w>Przykładają się studenci:</w>
			<w>Tu coś jęczy, tam coś charczy,</w>
			<w>Owdzie czka, gdzie indziej rzęzi&hellip;</w>
			<w>Jedni już przy doktoratach,</w>
			<w>Inni znów przy zaliczeniach,</w>
			<w>A nowicjusz dziarsko zmiata</w>
			<w>Palce od nóg po ćwiczeniach.</w>
			<w>Wreszcie dyplom, przydział pracy,</w>
			<w>Pasowanie ostrzem miecza,</w>
			<w>Ech, rozpierzchną się chłopacy,</w>
			<w>Pójdą w świat z pięknego Biecza!</w>
			<w>Lecz kat z katem</w>
			<w>Jak brat z bratem:</w>
			<w>Zawsze katu kat pomoże,</w>
			<w>Chatę znajdzie mu i szatę,</w>
			<w>Chleb, herbatę,</w>
			<w>Miękkie łoże,</w>
			<w>Kat da katu flaków, makat,</w>
			<w>Katamaran, Kaśkę, fiata,</w>
			<w>A gdzie etat kata vacat,</w>
			<w>Tam na etat pchnie kat kata,</w>
			<w>Nas też wepchnął nasz przyjaciel,</w>
			<w>Lecz żal mamy do faceta,</w>
			<w>Bo kat u nas na estradzie,</w>
			<w>To nie kat, lecz katecheta!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Spacer starszego pana</tytul>
		<tekst>
			<w>Lecą z nieba kasztany,</w>
			<w>Dmucha chłodny wiaterek,</w>
			<w>Starszy pan zadumany</w>
			<w>Wybrał się na spacerek.</w>
			<w>Chodzi sobie po lasku,</w>
			<w>Buty mu lśnią jak lakier,</w>
			<w>Z fantazją macha laską,</w>
			<w>Kapelusz ma na bakier.</w>
			<w>Wiatr swoje harce czyni,</w>
			<w>Czerwieni się dąb i buk,</w>
			<w>Furkoczą liczne mini</w>
			<w>Wokoło zgrabnych nóg.</w>
			<w>Maszerują harcerze,</w>
			<w>Kwitną astry na grządce,</w>
			<w>Miło jest na spacerze</w>
			<w>Nawet po sześćdziesiątce.</w>
			<w>Zwłaszcza gdy się wygląda</w>
			<w>Na jakieś pięćdziesiąt dwa</w>
			<w>I się uważnie rozgląda,</w>
			<w>I chód sprężysty się ma!</w>
			<w>Idzie pan wzdłuż szpaleru</w>
			<w>Elegancki i żwawy:</w>
			<w>&ndash; Jak wrócę ze spaceru,</w>
			<w>Zaraz zaparzę kawy.</w>
			<w>Poczytam &plqq;Politykę&prqq;</w>
			<w>I Karnawał Dygata,</w>
			<w>I puszczę sobie płytę</w>
			<w>A mnie jest szkoda lata,</w>
			<w>Potem się może prześpię,</w>
			<w>A może wpadnę do Heniów?</w>
			<w>Tak myśli idąc wrześniem</w>
			<w>Ku swemu przeznaczeniu,</w>
			<w>Gdzie kawa nie wypita,</w>
			<w>Książka nie doczytana,</w>
			<w>Nie odbyta wizyta,</w>
			<w>Płyta nie odegrana.</w>
			<w>I gdzie ktoś ironiczny</w>
			<w>O oczach jak dwa dreszcze&hellip;</w>
			<w>&hellip;w wirze liści ulicznych</w>
			<w>Starszy pan idzie. Jeszcze&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Złota karawela</tytul>
		<tekst>
			<w>W admiralskiej kajucie złotej karaweli</w>
			<w>John Silver i kapitan Flint, milcząc siedzieli.</w>
			<w>Przed jednym leżał rapier, przed drugim miecz nagi,</w>
			<w>A przed oboma stała beczułka malagi.</w>
			<w>Każdy z nich trzymał w dłoni kryształowy puchar,</w>
			<w>Kapitan jakby drzemał, a John jakby słuchał.</w>
			<w>Stół był w kształcie koła. W samym środku kręgu</w>
			<w>Tkwiła osada masztu z angielskiego dębu.</w>
			<w>Przywiązany do masztu twardymi linami</w>
			<w>Stał tam piękny młodzieniec, ubrany w aksamit.</w>
			<w>Spojrzenie miał uparte, usta zakrwawione,</w>
			<w>A loki mu spadały na kołnierz z koronek.</w>
			<w>Przypuszczalnie za chwilę, po raz nie wiem który,</w>
			<w>Uda mu się rozwiązać krępujące sznury,</w>
			<w>Chwyci szpadę i w trzasku krzyżowanej broni</w>
			<w>Obu morskich rabusiów na pokład wygoni,</w>
			<w>Kędy słońce, powietrze, słona fala pryska,</w>
			<w>I widać smukłe palmy na dalekich wyspach,</w>
			<w>I gdzie go różnych przygód czeka jeszcze tyle&hellip;</w>
			<w>To wszystko dziać się zacznie za niedługą chwilę</w>
			<w>On wie, i dwaj piraci także o tym wiedzą,</w>
			<w>Ale nieporuszeni i milczący siedzą</w>
			<w>Każdy nad swym pucharem i swą nagą szablą,</w>
			<w>Ten drzemiąc, ów słuchając jak im każe szablon</w>
			<w>Mego snu, który zawsze i dziwnie uparcie</w>
			<w>Przerywa się i niknie przed orężnym starciem,</w>
			<w>W momencie gdy za chwilę uda mi się zsunąć</w>
			<w>Więzy, pochwycić szpadę i do walki runąć&hellip;</w>
			<w>Bo to właśnie ja stoję tam, taki wspaniały,</w>
			<w>Ani nie wyłysiały, ani podstarzały,</w>
			<w>Potencjalny pogromca podstępnych piratów,</w>
			<w>Płynę, mocą golfsztormów gnany i pasatów,</w>
			<w>A w moim kilwaterze innych statków wiele,</w>
			<w>Bo każdy z nas ma swoją złotą karawelę&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Piosenka dla błękitnego kapitana</tytul>
		<tekst>
			<w>Błądzisz gdzieś po oceanie</w>
			<w>Mój błekitny kapitanie</w>
			<w>Lecz gdy statek w porcie stanie</w>
			<w>Drzwi otwarte u mnie masz</w>
			<w>Tu czekają cię tysiące</w>
			<w>Pocałunków tak gorących</w>
			<w>Jak podzwrotnikowe słońce</w>
			<w>Które ci opala twarz</w>
			<vsp/>
			<w>A kiedy ruszasz z portu mój kochany</w>
			<w>Zostaje sama żona marynarza</w>
			<w>Okna biją bryzgi słonej piany</w>
			<w>A mewa smutny okrzyk mój powtarza</w>
			<w>Dogoni cię ten głos przez oceany</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kajakowa wycieczka</tytul>
		<tekst>
			<w>Lśnią promienie słoneczka,</w>
			<w>Kajakowa wycieczka</w>
			<w>Już za chwilę wyruszy daleko.</w>
			<w>Personalny załogę</w>
			<w>Błogosławi na drogę,</w>
			<w>A na pierwszym kajaku &ndash; dyrektor!</w>
			<w>A na drugim naczelnik,</w>
			<w>A na trzecim dwaj dzielni</w>
			<w>Kierownicy ubrani we slipy,</w>
			<w>A na czwartym referent</w>
			<w>Siedzi wraz z buchalterem,</w>
			<w>A za nimi cała reszta ekipy!</w>
			<w>Już zabrzmiały sygnały,</w>
			<w>Wiosła już zapluskały,</w>
			<w>Ruszył w drogę stubarwny peleton.</w>
			<w>Tylko w oczach się migli</w>
			<w>I znikają wśród figli,</w>
			<w>Chlapiąc wodą w dekolty kobietom&hellip;</w>
			<w>Skrzypią mięśnie sprężane</w>
			<w>Gładkie i prążkowane,</w>
			<w>Ciut zwiotczałe od pracy przy biurkach,</w>
			<w>A gdy łódź się przechyli,</w>
			<w>Zaraz słychać w tej chwili</w>
			<w>Trwożny okrzyk: Ojej! Wodna kurka!!!</w>
			<w>Mkną po gładkiej powierzchni</w>
			<w>I podwładni i zwierzchni,</w>
			<w>Już ogromnie daleko są stąd,</w>
			<w>A wtem referent Dreptak</w>
			<w>Zbladł i cicho wyszeptał:</w>
			<w>&ndash; Jezu, taż my płyniemy pod prąd!</w>
			<w>Tu wybuchła panika,</w>
			<w>Dyrektor przewodnika</w>
			<w>Sklął za taki niepoważny stosunek.</w>
			<w>Nawet zażądał fuzji</w>
			<w>I krzyczał: &ndash; Ja aluzji</w>
			<w>Sobie nie życzę, proszę zmienić kierunek.</w>
			<w>Dobrze &ndash; przewodnik odrzekł.</w>
			<w>&ndash; Z prądem także być może,</w>
			<w>Droga równie ciekawa i prosta,</w>
			<w>Ale jestem zmuszony</w>
			<w>Ostrzec, że z tamtej strony</w>
			<w>Jest ogromny i rwący wodospad.</w>
			<w>Lecz ci go nie słuchają,</w>
			<w>Kajaki zawracają,</w>
			<w>Dwoją ilość wioślarskich uderzeń.</w>
			<w>I znikają w otchłani,</w>
			<w>Mocno uradowani,</w>
			<w>Że nikt już mieć nie będzie zastrzeżeń&hellip;</w>
			<w>Jakoż nikt nie narzeka,</w>
			<w>A już szczególnie rzeka,</w>
			<w>Która takie zasady ma mądre,</w>
			<w>Że obchodzi ją mało,</w>
			<w>Czy jakaś garść cymbałów</w>
			<w>Pod prąd płynie, czy zgodnie z jej prądem&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mała Hela (czyli bajeczka w stylu Jachowicza)</tytul>
		<tekst>
			<w>Chciała kiedyś mała Hela uczcić Dzień Nauczyciela</w>
			<w>Bo jej bardzo była droga ciężka praca pedagoga</w>
			<w>Duma przeto, dziecię słabe, jaką by mu zrobić labę</w>
			<w>Czy coś uszyć, czy coś kupić i się przy tym nie wygłupić</w>
			<vsp/>
			<w>Stan jej kasy był dość lichy, miała tylko cztery dychy</w>
			<w>Więc podkradła stówę ojcu, co ją miał schowaną w kojcu</w>
			<vsp/>
			<w>Rano tatko szukał stówki i robił mamci wymówki</w>
			<w>Potem latał za nią z korbą wykrzykując: Oż ty morwo</w>
			<w>Wreszcie gonił ją z dwururką i ją nazwał wodną kurką</w>
			<w>Ledwie ją ocalił stryjek dając tatce fangę w ryjek</w>
			<vsp/>
			<w>A tatko mu blachę w czoło i zrobiło się wesoło</w>
			<w>Zaraz w drzazgi poleciały szafy, krzesła i regały</w>
			<vsp/>
			<w>W pleckach stryjka zieje rana, babcia leży rozdeptana</w>
			<w>Aż ktoś wytarł but w biedaczkę biorąc ją za wycieraczkę</w>
			<w>Jeszcze się przy tej panice kurcz-luz zrobił w elektryce</w>
			<w>Od którego się łagodnie na dziadku zatliły spodnie</w>
			<vsp/>
			<w>A on zamiast siąść do wody siadł w benzynę dla ochłody</w>
			<w>Bęc &ndash; huknęło jak armata, zjarała się cała chata</w>
			<vsp/>
			<w>Przyjechała straż pożarna, a tu tylko kupka czarna</w>
			<w>Nawet sikać szkoda było, tak się to wszystko sfajczyło</w>
			<w>Ale wszyscy ocaleli, brakowało tylko Heli</w>
			<w>Więc tatko w samych rajtuzach z uporem szukał jej w gruzach</w>
			<vsp/>
			<w>Nie wiedząc że dobre dziecie kupiło prezent i kwiecie</w>
			<w>I że właśnie zamaszyście idzie dać to poloniście</w>
			<vsp/>
			<w>By wyrazić swe uznanie, za trud i za wychowanie</w>
			<w>Hej radować się należy taką postawą młodzieży</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Spotkanie na szczycie</tytul>
		<tekst>
			<w>W kłębach straszliwie mroźnej pary</w>
			<w>Sił resztką, bez zbytecznych gestów</w>
			<w>Wyleźli Tenzing i Hillary</w>
			<w>Na groźny masyw Everestu</w>
			<vsp/>
			<w>Działo się to o bladym świcie</w>
			<w>Hillary szron strząsnowszy z powiek</w>
			<w>Rzekł: &ndash; Po raz pierwszy na tym szczycie</w>
			<w>Postawił swoją stopę człowiek.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu łzy chlustnęły mu jak z kubła</w>
			<w>Zaczęli ściskać się jak dzieci</w>
			<w>Aż Tenzing spytał: &ndash; Bwana-kubwa</w>
			<w>I'm sorry, kto to jest ten trzeci?</w>
			<vsp/>
			<w>Faktycznie, szef wyprawy zdrętwiał,</w>
			<w>Bo z drugiej strony wlazł ktoś obcy</w>
			<w>Z wyglądu jakiś taki mętniak</w>
			<w>Wołając: &ndash; Jak się macie chłopcy?</w>
			<vsp/>
			<w>Następnie siadł, otworzył teczkę</w>
			<w>Mocniej otulił się fufajką</w>
			<w>Wyjaśnił: &ndash; Zgubiłżem wycieczkę,</w>
			<w>Panowie głodni? Może jajko?</w>
			<vsp/>
			<w>Mam także jajko, solo-drągi</w>
			<w>Ćwiartuchnę i garnuszek skwarek&hellip;</w>
			<w>Tamci dwaj stali jak posągi</w>
			<w>On zaś szczebiotał jak kanarek</w>
			<vsp/>
			<w>Aż Tenzing spytał: &ndash; Ze swej łaski</w>
			<w>Odpowiedz nam potężny bwana</w>
			<w>Pan tutaj bez tlenowej maski</w>
			<w>Lin, haków, raków i czekana?</w>
			<vsp/>
			<w>Człeczek rozejrzał się po świecie</w>
			<w>Zdziwił się, wstał, lecz znowu usiadł</w>
			<w>&ndash; Bez &ndash; rzekł naiwnie, &ndash; Tylko z Mieciem,</w>
			<w>O Mieciu tam za skałą siusia&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Następnie wszystkie swoje graty</w>
			<w>Niedbale załadował w worek</w>
			<w>&ndash; Cześć! &ndash; sapnął, &ndash; Idziem już do chaty</w>
			<w>O szóstej mamy podwieczorek&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Mieciek! gdzieś polazł, chcesz po mordzie?&hellip;</w>
			<w>Hilary go zatrzymał gestem</w>
			<w>&ndash; Jak pan nazywa się milordzie?</w>
			<w>A milord odparł: &ndash; Heniek jestem.</w>
			<vsp/>
			<w>Hilary wziął go za sweterek</w>
			<w>I rzekł: &ndash; Wbij sobie raz do głowy</w>
			<w>Że ten szczyt zwie się Mount Everest!</w>
			<w>&ndash; Joj! &ndash; odparł gość &ndash; To nie Kasprowy???</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rozmowa z ptaszkiem</tytul>
		<tekst>
			<w>Zawierucha wyje jak suka,</w>
			<w>Mróz tak szczypie jak Dreptak dziewuchy,</w>
			<w>A do mego okna ptaszek puka,</w>
			<w>Żebym dał mu jakieś okruchy.</w>
			<vsp/>
			<w>Stuka, puka ptaszę wynędzniałe,</w>
			<w>Piszczy, prosi &ndash; Tyś dobre dziecię,</w>
			<w>Daj mi pojeść! &ndash; A ja na to: &ndash; A chałę,</w>
			<w>Trzeba było nazbierać w lecie!</w>
			<vsp/>
			<w>Chciałbyś draniu, żebym zrobił daszek,</w>
			<w>Żebym sypał pszenicy lub żyta?</w>
			<w>A gdzie całe lato był pan ptaszek?</w>
			<w>Czemu wtedy mi nie śpiewał, pytam?</w>
			<vsp/>
			<w>Gdym nocami bezsennymi czuwał,</w>
			<w>Kłopotami, zmartwieniami struty,</w>
			<w>To gdzie wtedy pan ptaszek fruwał?</w>
			<w>Przypuszczalnie na jakieś ksiuty!</w>
			<vsp/>
			<w>A gdy przyszła do mnie jedna Walerka</w>
			<w>I gdy krew zaczęła we mnie tętnić,</w>
			<w>Czemu wtedy ptaszek nie zaćwierkał,</w>
			<w>Żeby tę Walerkę roznamiętnić?</w>
			<vsp/>
			<w>Był wszak nastrój, adapter i flaszka,</w>
			<w>Księżyc miasto swym blaskiem pobielił,</w>
			<w>Lecz zabrakło śpiewu pana ptaszka,</w>
			<w>I nic, guzik, jak psu w ucho strzelił&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Nie tak łatwo w mym wieku o babki,</w>
			<w>Swą absencją ptaszek wszystko zniszczył.</w>
			<w>Teraz ptaszek niech chucha w łapki,</w>
			<w>Teraz ptaszek niech sobie piszczy!</w>
			<vsp/>
			<w>Życie ptaszku nie czytanka ze szkółki,</w>
			<w>Trzeba przez nie pchać się przebojem!</w>
			<w>Że co proszę? Kawałeczek bułki?</w>
			<w>A kaktusa! Sam sobie pojem!</w>
			<vsp/>
			<w>Zresztą, co tam, nie jestem zwierzę,</w>
			<w>Choć pan tutaj, panie wróbelek,</w>
			<w>Na, masz trochę, ty, kopany w pierze,</w>
			<w>Ale latem to odćwierkasz, kuchnia Felek!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pogodne popołudnie kapitana Białej Floty</tytul>
		<tekst>
			<w>Transatlantyki na oceanach</w>
			<w>A krążowniki w rejsach ćwiczebnych</w>
			<w>Każdy z nich musi mieć kapitana</w>
			<w>Nasz kapitan też jest potrzebny</w>
			<vsp/>
			<w>W Gdańsku mewy, wiatr i gotyk</w>
			<w>Słońce świeci złotą smugą</w>
			<w>Pan kapitan białej floty</w>
			<w>Idzie przez ulicę Długą</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie z marynarską fają</w>
			<w>W oczach ma szelmowskie błyski</w>
			<w>Przekupki się w nim kochają</w>
			<w>Podziwiają go turystki</w>
			<vsp/>
			<w>Transatlantyki na oceanach&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Odskoczyły drzwi tawerny</w>
			<w>Szmer uznania przebiegł salon</w>
			<w>Wdzięk niezmierny, szyk cholerny</w>
			<w>Na rękawie złoty galon</w>
			<vsp/>
			<w>Duże piwko panno Helu</w>
			<w>Jutro w rejs wyjdziemy może</w>
			<w>To przywiozę Heli z Helu</w>
			<w>I bursztyny i węgorze</w>
			<vsp/>
			<w>Transatlantyki na oceanach&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Piwo w pianie, Bałtyk w pianie</w>
			<w>Gdańsk za oknem kolorowym</w>
			<w>Pańskie zdrowie kapitanie</w>
			<w>Stary wilku zatokowy</w>
			<vsp/>
			<w>W Gdańsku mewy, wiatr i gotyk</w>
			<w>Neptun siusia w swoją studnię</w>
			<w>Pan kapitan białej floty</w>
			<w>Ma dziś wolne popołudnie</w>
			<vsp/>
			<w>Transatlantyki na oceanach&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Osiągnięcie</tytul>
		<tekst>
			<w>Ucieszył się mały Januszek</w>
			<w>Że tatusiowi spadł brzuszek</w>
			<w>Bo tatuś już był grubas</w>
			<vsp/>
			<w>Nieraz mama do taty</w>
			<w>Mawiała &ndash; aleś pękaty</w>
			<w>Pogimnastykuj się dziubas</w>
			<vsp/>
			<w>Tata na to się wzdrygał</w>
			<w>I od ćwiczeń się migał</w>
			<w>Różne jęki wydawał i zgrzyty</w>
			<vsp/>
			<w>I tym co kawałeczek</w>
			<w>Przód mu tył, tył, tyłeczek</w>
			<w>Wciąż bardziej był utyty</w>
			<vsp/>
			<w>Wreszcie utył zupełnie</w>
			<w>Wyglądał jak księżyc w pełnie</w>
			<w>I świecił równie pięknie</w>
			<vsp/>
			<w>I powiedział mu lekarz</w>
			<w>Jak pan jeszcze poczekasz</w>
			<w>To panu brzucho pęknie</w>
			<vsp/>
			<w>To poruszyło lenia</w>
			<w>Zabrał się za ćwiczenia</w>
			<w>Jeden trener udzielał rad mu</w>
			<vsp/>
			<w>Na jego rozkaz tatko</w>
			<w>Na drążek wspiął się gładko</w>
			<w>I wówczas brzuszek spadł mu</w>
			<vsp/>
			<w>Cieszy się więc Januszek</w>
			<w>Że tatusiowi spadł brzuszek</w>
			<w>Lecz mama płacze za to</w>
			<vsp/>
			<w>Osierocił nas kretyn</w>
			<w>Bo ten brzuszek niestety</w>
			<w>Spadł ale razem z tatą</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zeznanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Zmarłszy bez większej rozpaczy w kraju</w>
			<w>Z powodu wody w lewym kolanie,</w>
			<w>Jan Maria Dreptak trafił do raju</w>
			<w>I został wzięty na przesłuchanie.</w>
			<w>Prześliczne śpiewy w dole i w górze,</w>
			<w>Dreptak w koszuli po różach kroczy,</w>
			<w>Już go sadzają anioły stróże</w>
			<w>I mu puszczają reflektor w oczy.</w>
			<w>&ndash; Przyznaj się &ndash; mówią &ndash; lepiej od razu</w>
			<w>Gdzieś coś nagrzeszył; z kim i za ile,</w>
			<w>A nie &ndash; to damy ciebie do gazu,</w>
			<w>Albo każemy zjeżdżać po pile!</w>
			<w>Dreptak zasłonił dłonią rozporek</w>
			<w>Na myśl o owym z piły zjeżdżaniu&hellip;</w>
			<w>&ndash; Grzeszyłem &ndash; mówi &ndash; z Cesią Cieciorek</w>
			<w>W Zielonej Górze, na winobraniu!</w>
			<w>&ndash; Dobrze! Z kim jeszcze? Przypomnij sobie!</w>
			<w>&hellip;i tak ścisnęli go, że wysypał,</w>
			<w>Iż zhańbił sześć tysięcy kobiet,</w>
			<w>Kwartet smyczkowy, pas i niewypał!</w>
			<w>Wtedy aniołów białych gromady</w>
			<w>Jęły ze śmiechu tarzać się w chmurkach:</w>
			<w>&ndash; On ani jednej nie dałby rady!</w>
			<w>&ndash; Chodząca nędza &ndash; kości i skórka!!!</w>
			<w>Sędzia śmiech tłumiąc, rzekł: &ndash; Dobrze stary,</w>
			<w>Wprawdzie spełniłeś ohydne czyny,</w>
			<w>Lecz cię łaskawie zwalniam od kary.</w>
			<w>Za to żeś szczerze wyznał swe winy&hellip;</w>
			<w>Dreptak radośnie ząbki wyszczerzył</w>
			<w>I taka myśl mu przeszła przez głowę:</w>
			<w>&ndash; Hura, zwolnili, ciężcy frajerzy,</w>
			<w>Choć im wyznałem tylko połowę!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Uśmiech Giocondy</tytul>
		<tekst>
			<w>Francesco del Gioconde, rozparłszy się hardo</w>
			<w>Na fotelu rzeźbionym w liście i trytony,</w>
			<w>Patrzył z dezaprobatą, jak mistrz Leonardo</w>
			<w>Pracuje nad portretem jego młodej żony.</w>
			<w>Upał był nie z tej ziemi; wiatr usnął wśród bluszczu,</w>
			<w>Służba spała pokotem w pobliskiej winnicy,</w>
			<w>Policzki Mony Lizy świeciły od tłuszczu,</w>
			<w>A nogi dla ochłody trzymała w miednicy.</w>
			<w>Leonardo ospale paćkał farbą płótno,</w>
			<w>Zaś mąż modelki głosem starego kocura</w>
			<w>Mruczał: &ndash; Proszę cię Liza, nie gap się tak smutno,</w>
			<w>Bo to nie portret będzie, lecz karykatura!</w>
			<w>Tu, aby ją rozśmieszyć, zrobił parę figli,</w>
			<w>Opowiedział jej sprośną bajkę o królewnie,</w>
			<w>Połechtał ją po nodze, mówiąc: &ndash; A gli, gli, gli!</w>
			<w>Tu znów spojrzał na żonę, a ta jak nie ziewnie!</w>
			<w>A malarza porwała taka pasja pieska</w>
			<w>I poczuł w sobie tyle rozpaczliwej mocy,</w>
			<w>Że bardzo nietaktownie krzyknął do Franceska:</w>
			<w>&ndash; Ona ziewa! Pan pewnie spać jej nie dał w nocy!</w>
			<w>Co usłyszawszy, Liza wspomniała łożnicę</w>
			<w>I małżonka swego majestat monarszy,</w>
			<w>Zwłaszcza kiedy koszulę włoży i szlafmycę,</w>
			<w>I to że o dwadzieścia lat jest od niej starszy,</w>
			<w>I jak sapie i stęka, nim nareszcie uśnie,</w>
			<w>I tak ją rozśmieszyło to wszystko okrutnie,</w>
			<w>Że na jej twarz wypłynął tajemniczy uśmiech&hellip;</w>
			<w>&hellip;i ten uśmiech na wieki pozostał na płótnie!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Satysfakcja</tytul>
		<tekst>
			<w>Był listopad, więc szaro i deszcz z lekka kropił,</w>
			<w>I nastrój w każdym calu był listopadowy,</w>
			<w>A przy drodze na płocie siedzieli dwaj chłopi</w>
			<w>I paśli sobie w rowie dwie dość nędzne krowy,</w>
			<w>I wiedli tam rozmowę, co była swym trybem</w>
			<w>Dostosowana w pełni do brzydkiej pogody,</w>
			<w>Na przykład: &ndash; Latoś mamy bardzo fajny bimber!</w>
			<w>Albo: &ndash; Rollingstonsy latoś wyszli z mody&hellip;</w>
			<w>Ewentualnie: &ndash; Rzepak daje niezły dochód.</w>
			<w>Względnie: &ndash; Bartłomiej syna zlał, jak w kaczy kuper!</w>
			<w>A kiedy tak gadali, nadjechał samochód,</w>
			<w>Który był wręcz niezwykły i wszystko miał super!</w>
			<w>Dosłownie szał techniki, luksusu feeria,</w>
			<w>Jak gdyby fragment filmu, lub bajka jak gdyby:</w>
			<w>Dwieście mil na godzinę, lśniąca karoseria</w>
			<w>I piękny pan widoczny przez lustrzane szyby,</w>
			<w>A obok tego pana nylonowe kocię</w>
			<w>Aż chłopi się zdziwili i zamilkli oba</w>
			<w>I jeden, w roztargnieniu, złamał dechę w płocie,</w>
			<w>A drugi splunął wprawnie i mruknął: &ndash; Cie choroba&hellip;</w>
			<w>A wóz przemknął koło nich, przepyszny i śliczny,</w>
			<w>Niklem i okuciami zaświecił jak neon,</w>
			<w>I wyrżnąwszy z poślizgu w słup telegraficzny,</w>
			<w>Zmienił się w mgnieniu oka w duży akordeon!!!</w>
			<w>Wypełzli zeń podróżni jak dwie zmięte szmaty,</w>
			<w>A miny mieli przy tym bezgranicznie głupie,</w>
			<w>Aż jeden z chłopów mruknął tonem aprobaty:</w>
			<w>&ndash; Takie coś, a rozbiło się na naszym słupie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Upadek rodu Dreptaków</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy Józef Ignacy Dreptak wyleciał ze stanowiska</w>
			<w>Zadrżała jego rodzina, dalsza i całkiem bliska.</w>
			<w>Oblicza zasnuły się smutkiem jak wdowy żałobnym kirem,</w>
			<w>I wszyscy cicho jęknęli: &ndash; No, teraz nam dadzą wcirę!</w>
			<w>I rzeczywiście! Nazajutrz zaczęty się wielkie łowy!</w>
			<w>Najsampierw ciotkę Patrycję wywalił główny księgowy,</w>
			<w>Pod bardzo logicznym pretekstem że jakoś z bilansem zwleka</w>
			<w>I mniej logicznym, że była kochanką Czang-Kai-Szeka,</w>
			<w>I do dziś dnia pozostaje z draniem w intymnych kontaktach,</w>
			<w>Choć wołała że raz że on umarł, a dwa że jest virgo intacta.</w>
			<w>A tu już tymczasem wokoło krzyk słychać: &ndash; Łapcie ich, łapcie!</w>
			<w>Związek Rencistów natychmiast wykluczył Dreptaka babcię,</w>
			<w>Ze żłobka zaś usunięto dwie wnuczki, przemiłe dziewuszki</w>
			<w>Pod zarzutem, że z wrogich pozycji nafajdały onegdaj w pieluszki,</w>
			<w>Stryjek Dreptaka natomiast, usłyszawszy co się stało z ciocią,</w>
			<w>Uprzedził rozwój wydarzeń i od Dreptaka się odciął,</w>
			<w>Wpadają na niego z krzykiem: &ndash; Ty, zaraz pójdzie ci w pięty!</w>
			<w>A on powiada: &ndash; Guano! Od wczoraj jestem odcięty!</w>
			<w>Tymczasem obława trwa nadal, wciąż bardziej zażarta i dzika:</w>
			<w>Pudel Kociutki pogryzł dreptakowego jamnika,</w>
			<w>Kucharka zaś usłyszawszy w radiu co z Dreptakami</w>
			<w>Napluła Dreptakom do zupy i wyszła trzasnąwszy drzwiami,</w>
			<w>I na młodego Dreptaka nauczyciel wsiadł, krzycząc w euforii:</w>
			<w>&ndash; Już nie boję się twego starego! Ha ha! Masz pałę z historii!</w>
			<w>Wieczorem rodzina Dreptaków w smutku i konsternacji</w>
			<w>Posiniaczona, spłakana zebrała się przy kolacji,</w>
			<w>I wtedy, w ogólnej ciszy rozległ się groźny głos mamy:</w>
			<w>&ndash; No powiedz żeś coś, baranie!</w>
			<w>A tatko rzekł: &ndash; Przetrzymamy!</w>
			<w>I zaraz nieśmiały uśmiech na twarz powoli powrócił,</w>
			<w>Bo wszyscy zrozumieli że jeszcze się wszystko odwróci,</w>
			<w>Bo przecież żyjemy w Polsce, nie w jakiejś pogańskiej krainie,</w>
			<w>I jęli natychmiast notować komu jaką podłożyć świnię,</w>
			<w>I wszystko wydało się znowu łatwe, junackie i proste,</w>
			<w>Bo wzorem nam cosa nostra! A kozak &ndash; pater noster!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rezygnacja</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w słoneczną, sierpniową niedzielę</w>
			<w>Zenon Dreptak, dysponując wolnym czasem,</w>
			<w>Przygruchał sobie Chudzielakową Felę</w>
			<w>I umówił się z nią na basen.</w>
			<w>Przy czym korzystał z nieobecności żony,</w>
			<w>Bawiącej na wczasach w Małkini</w>
			<w>I był tą randką niezmiernie podniecony,</w>
			<w>Zwłaszcza jak wyobraził sobie tę Felę w kostiumie bikini.</w>
			<w>A nad światem wisiał srogi upał,</w>
			<w>Słońce gryzło jak żółte psisko,</w>
			<w>A ten Dreptak po mieszkaniu swoim tupał</w>
			<w>Przygotowując się na ten wyskok.</w>
			<w>Przede wszystkim nogi sobie umył,</w>
			<w>Zacerował kąpielówki bawełniane</w>
			<w>I pomyślał: Ale tam muszą być tłumy</w>
			<w>Na basenie dzisiaj, że o rany!</w>
			<w>Następnie zaczął robić kanapki</w>
			<w>A pot lał mu się z czerwonej twarzy</w>
			<w>I pomyślał: W towarzystwie babki</w>
			<w>Jeszcze mnie ktoś przyuważy&hellip;</w>
			<w>Wreszcie pozamykał wszystkie okna,</w>
			<w>Gaz zakręcił i pożegnał się z kotem</w>
			<w>I wychodzi, a tam spiekota okropna!</w>
			<w>&ndash; Joj &ndash; rzekł Dreptak i wrócił z powrotem.</w>
			<w>Tu rozebrał się na golaska,</w>
			<w>Z wielką ulgą odetchnął i mruknął z pogardą:</w>
			<w>&ndash; Fela Chudzielak w bikini &ndash; też mi łaska!</w>
			<w>Co rzekłszy, zjadł te kanapki z jajkami na twardo.</w>
			<w>Legł na tapczan i w absolutnej błogości</w>
			<w>Zaczął zgłębiać twórczość pani Muszkat-Fleszarowej,</w>
			<w>A tę rezygnację tłumaczył sobie bardzo roztropnie ogromem miłości</w>
			<w>Jaką odczuwa do swej żony, Anny Marii Dreptakowej!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pierwsza teczka</tytul>
		<tekst>
			<w>To dopiero historia, proszę was,</w>
			<w>Z ust do ust wiadomość ważna płynie.</w>
			<w>Mały Dreptak dzisiaj pierwszy raz,</w>
			<w>Niesie teczkę jednej dziewczynie.</w>
			<w>Dotąd ciągnął ją za warkoczyki,</w>
			<w>I w ogóle wolał siedzieć nad rzeką,</w>
			<w>A tu patrzcie, ona idzie chodnikiem,</w>
			<w>A Dreptaczek za nią z wielką teką.</w>
			<w>I coś w sercu Dreptaczkowi śpiewa,</w>
			<w>I tak szedłby na koniec świata.</w>
			<w>&ndash; Mały Dreptak najwyraźniej dojrzewa &ndash;</w>
			<w>Mówi burmistrz do adwokata.</w>
			<w>Idzie Dreptak z czerwonymi uszami,</w>
			<w>W duszy szczęście ma, na spodniach łatę,</w>
			<w>Troszkę wstyd mu przed kolegami,</w>
			<w>Troszkę boi się spotkać tatę.</w>
			<w>Ale tata i tak wszystko widział,</w>
			<w>Był na piwie, spojrzał i się zdziwił.</w>
			<w>Po chodniku idzie jakaś dzidzia,</w>
			<w>A tuż za nią ten Dreptaczek jak pingwin.</w>
			<w>Tata nawet się wzruszył troszeczkę,</w>
			<w>Rzekł ochryple: &ndash; Jeszcze mi pan nalej!</w>
			<w>Bo przypomniał sobie swoją pierwszą teczkę,</w>
			<w>Potem pierwszą wycieczkę i tak dalej.</w>
			<w>Nawet wyjrzał za nimi na deptak,</w>
			<w>Ale oni już za rogiem giną.</w>
			<w>Ta dziewczyna i ten mały Dreptak</w>
			<w>Dreptający z teczką za dziewczyną.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Świadek</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz jedna żona, wróciwszy z wczasów na pojezierzu,</w>
			<w>Zaczęła swemu mężowi robić cieniutkie aluzje:</w>
			<w>&ndash; Ach ty oszuście! &ndash; mówiła. &ndash; Ty lubieżniku, ty zwierzu!</w>
			<w>I twierdziła, że w czasie jej nieobecności on uprawiał, no, powiedzmy, że dyfuzję,</w>
			<w>Że wygląd ma złajdaczony, że pogryzione ma ucho,</w>
			<w>Że sądząc z pewnych znalezisk, bywała tu jakaś ruda.</w>
			<w>Więc ten nieszczęśnik czując, że mu to nie ujdzie na sucho,</w>
			<w>Zaczął panicznie rozmyślać, jakby się tu wyłabudać.</w>
			<w>Rozpaczał, nawet udawał, że chce się wieszać na szelkach,</w>
			<w>Przysięgał, że pogryzła go nutria, którą hodują jedni Kubisiakowie.</w>
			<w>Aż w końcu przypomniał sobie swojego małego kundelka</w>
			<w>I w ostatecznej rozpaczy krzyknął nieszczęsny ów człowiek:</w>
			<w>&ndash; Gdyby ten pies umiał mówić, to porzuciłby swoje kości,</w>
			<w>I ukląkłszy na zadnich łapach, zaprzeczyłby podejrzeniom niecnym,</w>
			<w>I dałby nieodparty dowód mojej krystalicznej wręcz niewinności,</w>
			<w>Bo przecież przez cały ten okres był w naszym mieszkaniu obecny!</w>
			<w>Żona spojrzała na kundla, a kundel wyglądał niewinnie,</w>
			<w>I z wyrazem niezmiernej ufności patrzył jej w oczy bez ruchu.</w>
			<w>Więc rzekła do męża: &ndash; No, przepraszam, że cię chciałam znieważyć czynnie,</w>
			<w>A nawet że znieważyłam cię słownie, ach, wybacz mi, wybacz, mój druhu.</w>
			<w>I znowu zapanowało małżeńskie szczęście najczystsze,</w>
			<w>A wieczorem pan przyniósł pieskowi kości bardzo smaczne i grube.</w>
			<w>Kiedy zaś pan głaskał pieska i kładł mu te kości na misce,</w>
			<w>Pies mrugnął, a pan powiedział: &ndash; Ty, stary, morda w kubeł.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Decyzja</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz rycerz Dreptak z Ciążyna po niebezpiecznej wyprawie</w>
			<w>Wrócił do zamku i kazał upiec natychmiast dwa pawie,</w>
			<w>A zanim się dranie upieką, rozkazał podawać kiełbasę</w>
			<w>Z musztardą sarepską lub z chrzanem, atoli koniecznie z półbasem.</w>
			<w>Następnie skrzyżował na piersiach obydwie mocarne pięście,</w>
			<w>Przeciągnął się i pomyślał, że tak właśnie wygląda szczęście.</w>
			<w>I przeszedł się wolnym krokiem przed rozpalony kominek,</w>
			<w>I wtedy mu przyniesiono wyzwanie na pojedynek.</w>
			<w>A w owym wyzwaniu pisało, iż Dreptak jest świntuch stary,</w>
			<w>Bo splamił był cześć dziewiczą wojewodzianki Barbary.</w>
			<w>Uszczypnął ją bowiem boleśnie, i to, broń Boże nie w liczko,</w>
			<w>A przy tym mruknął lubieżnie: &ndash; Ciao, synogarliczko!</w>
			<w>Więc narzeczony panienki czeka na niego przed borem</w>
			<w>Z kopią, koncerzem, pancerzem, toporem i semaforem,</w>
			<w>I mają się tam potykać godzinę lub nawet i dwie,</w>
			<w>Do ostatniego oddechu, względnie do nagłej krwie.</w>
			<w>&hellip;no, chyba żeby ten Dreptak, jak każe rycerska opinia,</w>
			<w>Oznajmił całemu światu, iże jest podlec i świnia!</w>
			<w>Przeczytał Dreptak wyzwanie, przez chwilę się zastanawiał,</w>
			<w>A tu już tymczasem wnoszą pachnącą pieczeń z pawia,</w>
			<w>I Zuzia, ponętna dwórka, kusząco oczkiem doń mruga,</w>
			<w>Natomiast na dworze słota, wiatr i w ogóle szaruga&hellip;</w>
			<w>&hellip;więc rycerz gotyckie okno otworzył szerokim gestem,</w>
			<w>Wychylił się i zahuczał: &ndash; W porządku! Świnia jestem!!!</w>
			<w>Zaczym nałożył bambosze i legł na niedźwiedziej skórce</w>
			<w>Przy polędwicy z pawicy, denaturacie, bandurce i dwórce.</w>
			<w>Zaś okrzyk z wieży poleciał po górach i po dolinach,</w>
			<w>I każdy, kto go usłyszał, powiadał: &ndash; Też mi nowina!</w>
			<w>Wiadomo, że Dreptak jest świntuch, co gwałci, szachruje i łupi!</w>
			<w>&hellip;a narzeczony Barbary rdzewiał na deszczu jak głupi&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rezultat indagacji</tytul>
		<tekst>
			<w>W pokoiku z balkonem</w>
			<w>Dreptak bada swą żonę,</w>
			<w>Ponieważ jej nie wierzy.</w>
			<w>Szczególnie że ta żona</w>
			<w>Wróciła pogryziona</w>
			<w>I w potarganej odzieży.</w>
			<w>I stała cała w pąsach,</w>
			<w>A on w krzyk: &ndash; Kto cię pokąsał?</w>
			<w>Może powiesz, że pchły?</w>
			<w>Serce zamarło w żonie</w>
			<w>I powiada: &ndash; Zenonie,</w>
			<w>Ta żeż to przecież ty!</w>
			<w>I dalejże mu wmawiać,</w>
			<w>I pod oczy podstawiać</w>
			<w>Owe spore enklawy.</w>
			<w>Dalej tłumaczyć, mierzyć</w>
			<w>Aż Dreptak zaczął wierzyć,</w>
			<w>Ze jeszcze taki żwawy&hellip;</w>
			<w>I zaraz się harnasiem</w>
			<w>Poczuł, i jął przy pasie</w>
			<w>Niechcący szukać szabli.</w>
			<w>Ręką po wąsach błądził:</w>
			<w>&ndash; Ale żem cię urządził,</w>
			<w>A niech mnie wszyscy diabli!</w>
			<w>I odtąd się na nowo</w>
			<w>Apiać stał Casanową</w>
			<w>I cholernym gryzoniem.</w>
			<w>I uwierzył w swe wdzięki</w>
			<w>I proszę, wszystko dzięki</w>
			<w>Jego poczciwej żonie!</w>
			<w>Inna by się do zdrady</w>
			<w>przyznała, i do zwad</w>
			<w>By doszło, i do tragedii.</w>
			<w>I Ziutkowi z vis-a-vis</w>
			<w>Dreptak by nos rozkrwawił,</w>
			<w>A to przecież kwestia strategii.</w>
			<w>Więc swoim żonom wierzymy,</w>
			<w>Ich urodą się cieszymy,</w>
			<w>Oraz swoim niezwykłym wigorem.</w>
			<w>Tobie też radzę, bracie:</w>
			<w>Nigdy we własnej chacie</w>
			<w>Nie bądź prokuratorem!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Raut</tytul>
		<tekst>
			<w>W dobry humor wpadł szef protokołu,</w>
			<w>Ustalając w swoim gabinecie</w>
			<w>Listę gości, którzy mieli siąść do stołu</w>
			<w>Na uroczystym bankiecie.</w>
			<w>Zachichotał, wychlapał dwie czyste,</w>
			<w>Czknął figlarnie, sekretarza oddalił,</w>
			<w>Mruknął: &plqq;No, ja wam ustalę listę&prqq;.</w>
			<w>No i ustalił.</w>
			<w>Pousadzał wbrew wszelkim przepisom</w>
			<w>Obok siebie dyplomatów tych krajów,</w>
			<w>Które się ze sobą stale gryzą</w>
			<w>I się wcale nie kochają.</w>
			<w>A wytworne żony dyplomatów</w>
			<w>Poumieszczał na czas tej biesiady</w>
			<w>Obok ambasadorów południowych sułtanatów</w>
			<w>Jurnych i lubieżnych do przesady.</w>
			<w>I żeby doprowadzić do jak największych zgrzytów,</w>
			<w>Zamiast lekkiego wina kazał dać spirytus.</w>
			<w>Następnie załatwił sobie lekarskie zwolnienie</w>
			<w>I wyjechał na dwa dni w swoim volkswagenie.</w>
			<w>Nie będę wam opisywać, jak to on jechał w aucie,</w>
			<w>I że z jedną rudą jechał &ndash; też nie,</w>
			<w>Ani nawet o tym, co się działo na tym raucie,</w>
			<w>A działo się tam bardzo śmiesznie.</w>
			<w>Dość że kiedy ze szczątków przyjęcia</w>
			<w>Wyciągnięto ostatnich gości,</w>
			<w>Gdy wzięto w gips pęknięcia</w>
			<w>Licznych dostojników kości,</w>
			<w>Zza dekoltów powyciągano kotlety i lody,</w>
			<w>Na wokandę podano liczne rozwody,</w>
			<w>Gdy szczęśliwie zażegnano wojny</w>
			<w>I wysiudano personę non grata,</w>
			<w>Sprawca nieszczęść zjawił się spokojny,</w>
			<w>A tu jego zwierzchnik w krzyk:</w>
			<w>&plqq;Toż pan jest szmata!</w>
			<w>Pan w tych rzeczach nie zna wcale miary,</w>
			<w>Pan ma jakieś zwyrodniałe fumy.</w>
			<w>Patrz pan, jakie tu przyszły abmemuary,</w>
			<w>A jakie tu ultimatumy.</w>
			<w>Kraj jest w różne zatargi wplątany,</w>
			<w>A o panu nawet słyszeć nie chcą wśród dworu&prqq;.</w>
			<w>A szef protokołu westchnął:</w>
			<w>&plqq;O rany, czy tu nikt nie ma poczucia humoru?&prqq;.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rola</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach, ileż blasku, pompy, krzyku,</w>
			<w>Radości, śpiewów i dopingu!</w>
			<w>Trwa prezentacja zawodników,</w>
			<w>Co mają zmierzyć się na ringu!</w>
			<w>Oto kolejny bokser wkroczył,</w>
			<w>Zaś spiker rzekł z emfazą w głosie:</w>
			<w>&ndash; On dziewięćdziesiąt walk już stoczył,</w>
			<w>A wygrał &ndash; osiemdziesiąt osiem!</w>
			<vsp/>
			<w>Już inny włazi na piedestał,</w>
			<w>Spiker z cyframi znowu igra:</w>
			<w>&ndash; To jego walka sto czterdziesta,</w>
			<w>Z wyjątkiem czterech &ndash; wszystkie wygrał!</w>
			<w>A w kącie bokser Dreptak siedzi,</w>
			<w>Z miną starego konesera</w>
			<w>I czeka swojej zapowiedzi,</w>
			<w>I wielka duma go rozpiera.</w>
			<vsp/>
			<w>A wokół w bałwochwalczych szeptach</w>
			<w>Się wyżywają ludzkie masy:</w>
			<w>&ndash; Popatrzcie, jak wygląda Dreptak!</w>
			<w>&ndash; To ci być musi as nad asy!</w>
			<w>&ndash; Dynamit w pięści! Ringów demon!</w>
			<w>&ndash; Ten jak dosunie, to dopiero!</w>
			<w>&ndash; Oto &ndash; rzekł spiker &ndash; Dreptak Zenon,</w>
			<w>Walk &ndash; dwa tysiące. Zwycięstw &ndash; zero.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu śmiech wybuchnął w całej sali,</w>
			<w>A Dreptak się uprzejmie kłaniał</w>
			<w>I myślał: &ndash; Tamci, co wygrali,</w>
			<w>Musieli wygrać z kimś spotkania!</w>
			<w>Dopiero na tle mej słabości</w>
			<w>Się ujawniła ich wspaniałość!</w>
			<w>I rozpromienił się z radości,</w>
			<w>I błogosławił własną małość,</w>
			<vsp/>
			<w>Gdyż myśl mu zawitała zbawcza,</w>
			<w>Paradoks, czystej prawdy bliski:</w>
			<w>&ndash; Jako jednostka porównawcza</w>
			<w>Jestem ważniejszy od nich wszystkich!</w>
			<w>Ja, pan Grotowski, stwierdzić muszę</w>
			<w>Że także rolę mam przyjemną</w>
			<w>Dylan i Cohen to geniusze?</w>
			<w>Tak! Ale w zestawieniu ze mną!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dagerotypy</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) Więc kiedy urlop się kończy i znowu czeka nas praca</w>
			<w>I trzeba przerwać wczasy i trzeba do miasta wracać,</w>
			<w>No to się wtedy wraca, lecz &ndash; co jest najciekawsze &ndash;</w>
			<w>Że ja wyjeżdżam i wracam, a inni zostają. Na zawsze.</w>
			<w>Zostają sobie nad morzem albo nad jeziorami,</w>
			<w>Błądzą po lasach sosnowych, pływają kajakami,</w>
			<w>Jest im spokojnie i dobrze, nie gnębi ich troska i trema,</w>
			<w>I byliby prawie w komplecie, tylko że mnie już tam nie ma&hellip;</w>
			<w>Nadchodzi jesień i zima, zły wicher nad miastem lata,</w>
			<w>A oni wciąż przebywają w cieple wiecznego lata.</w>
			<w>Niektórych spotykam w mieście, rozmawiam z nimi czasami,</w>
			<w>Są niby tacy sami, ale to nie są ci sami.</w>
			<w>Na przykład w małej wiosce daleko nad Bałtykiem</w>
			<w>Została na zawsze Basia ze śmiesznym warkoczykiem,</w>
			<w>I żyje równolegle z Basią spotkaną po roku</w>
			<w>Tą samą, ale już z jezior, i doroślejszą, bo w koku.</w>
			<w>Zostały obie na zawsze w kręgu mych wspomnień i marzeń,</w>
			<w>W azylu niepowtarzalnych, nieważnych już dzisiaj zdarzeń.</w>
			<w>Tamten dzień im się rozpala, tamta noc się nad nimi wygwieżdża,</w>
			<w>Są takie same, jak w chwili gdyj amusiałem wyjeżdżać&hellip;</w>
			<w>I nawet mój duży synek po dawnej, wczasowej podróży</w>
			<w>Ma u mnie swój kącik w którym pozostał na zawsze nieduży.</w>
			<w>Jest tam plaża i świeci słońce i nigdy nie będzie ciemniej</w>
			<w>I to wszystko jest moją własnością. Chociaż się dzieje beze mnie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dawne wojny</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) Więc dawniej to były wojny o wiele lepsze niż teraz,</w>
			<w>W pożółkłych pamiętnikach czyta się o tym nieraz</w>
			<w>Jak szwadrony huzarów przed wyruszeniem w pole</w>
			<w>Czyściły buty pastą, pucowały kaski sidolem,</w>
			<w>A potem dalej do bitwy, a pan rotmistrz na czele,</w>
			<w>A wokół grają kapele, a w górze warczą szrapnele,</w>
			<w>A z lasu z furkotem chorągwi wyjeżdża nieprzyjaciel</w>
			<w>A panny w oknach dworków podżegają: &ndash; W ucho go Maciek!</w>
			<w>A potem jak się nie skłębi! Różne potyczki, podchody,</w>
			<w>Ten tego płazem po plecach, ten tego za łeb i do wody,</w>
			<w>Jeden drugiego posadził pupą w kolczaste druty,</w>
			<w>Zwiadowcy śpiącym saperom siusiają przez figle w buty,</w>
			<w>Dalej-że kuchnię zdobywać! Zawieja sosów, bigosów,</w>
			<w>Pułkownik bośniackich szanserów drze się, wrzucony w rosół!</w>
			<w>Bateria armat huknęła, a kanonierzy jak dzieci &ndash;</w>
			<w>Gdy im zabrakło pocisków, ładują wszysko jak leci:</w>
			<w>Stare onuce, króliki, asystentkę pułkowego psychiatry,</w>
			<w>Zapasy kwaśnego mleka, ordery i zawartość latryn!</w>
			<w>A tu już tymczasem trębacze specjalny hejnał zagrali,</w>
			<w>Bo teraz &ndash; zgodnie z konwencją &ndash; należy gwałcić i palić!</w>
			<w>Panienki poodkładały na chwilę robótki i wiersze:</w>
			<w>&ndash; O której dzisiaj gwałcenie? Od dwunastej do wpół do pierwszej!</w>
			<w>Po gwałceniu &ndash; ogólne palenie! Ci palą jakieś biskupstwo</w>
			<w>Czy zamek, inni fajeczki, inny znów palnął głupstwo,</w>
			<w>Znowuż inny w łeb sobie palnął&hellip; Ot, takie normalne igraszki.</w>
			<w>Gdzie indziej szpiega wieszają, wsadziwszy mu stryczek pod paszki,</w>
			<w>A ten się tarza po ziemi, całuje oprawców w nagniotki,</w>
			<w>I błaga: &ndash; Za szyję wieszajcie, bo ja mam cholerne łaskotki!</w>
			<w>Aż w końcu rozbrzmiewa sygnał na mycie zębów i nóżek,</w>
			<w>I wszyscy okropnie zmęczeni czym prędzej włażą do łóżek.</w>
			<w>&hellip;mój dziadzio także był kiedyś CK-austriackim dragonem,</w>
			<w>Mnie oczywiście jest lepiej, atomówkę mam na obronę,</w>
			<w>Ale mnie czasem tęsknota za starą Austrią dogania,</w>
			<w>Z której już nic nie zostało. Oprócz austriackiego gadania.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Decyzja powstańca</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, szumiał powiat i huczał, gadało się to i owo,</w>
			<w>To tu, to ówdzie wybuchał okrzyk, lub nawet śmieszek,</w>
			<w>Bo ktoś rozpuścił plotkę, że panią Orzeszkową</w>
			<w>Bija od czasu do czasu jej mąż, czyli pan Orzeszek,</w>
			<vsp/>
			<w>Skąd inąd dzielny szlagon i okaz patryjoty,</w>
			<w>Co kiedy jechał przez pole na swoim szarabanie</w>
			<w>To okoliczne panny nałogowo zerkały przez płoty</w>
			<w>I szeptały: &ndash; Ach, z pana Orzeszka byłby prześliczny powstaniec!</w>
			<vsp/>
			<w>Jakoż i rzeczywiście. Wkrótce rozesłano wici,</w>
			<w>Pan Orzeszek już nogę w strzemieniu miał i kielicha wychylał,</w>
			<w>Już &plqq;hurra&prqq; krzyknęli po trzykroć inni uzbrojeni Lechici,</w>
			<w>Gdy on naraz powiedział &plqq;momento&prqq;, wszedł do dworku i jeszcze raz swej żonie przylał&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>A potem na siodło wskoczył, wydał okrzyk iście ułański,</w>
			<w>I wraz z pięcioma kumplami uderzył z dezynwolturą</w>
			<w>Na biwakujące w pobliżu trzy sotnie kozaków kubańskich,</w>
			<w>Którzy z uznaniem wrzasnęli: &ndash; Ech, maładiec ty, szlachciuro!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Następnie pobili go nieźle, po słowiańsku, w rytmie mazura,</w>
			<w>A potem go mocno związali, choć klął ich wprawnie i brzydko</w>
			<w>I żeby sobie ochłonął wysłali go ciupasem za Ural,</w>
			<w>A nawet nie tyle ciupasem, co bardzo wygodną kibitką.</w>
			<vsp/>
			<w>Miał siedzieć tam dożywotnio, lecz ledwie minęło lat parę</w>
			<w>Nasz szlagon, ku swemu zdumieniu, został wsadzony w mieszek</w>
			<w>Przwieziony przez całe imperium i postawiony przed carem,</w>
			<w>Który popatrzył nań krzywo, i mruknął: &ndash; Ożeż ty, Arzeszek!</w>
			<vsp/>
			<w>Należy się tobie kańczug, raboty w minach i kratka,</w>
			<w>Ale prosiła za tobą małżonka dobra i tkliwa,</w>
			<w>Niejaka Arzeszek Jeliza, zamieczatielna literatka,</w>
			<w>A u mnie jest miętkie serce&hellip; Ty pływający? To spływaj!!!</w>
			<vsp/>
			<w>&hellip;a na to dzielny powstaniec uderzył głową o dźwirze</w>
			<w>I załkał, i usiłował schować się cały pod łóżko,</w>
			<w>A przy tym wołał: &ndash; Ja nie chcę! Ja wolę być na Sybirze!</w>
			<w>Zmiłuj się, zmiłuj nade mną, wielmożny carze &ndash; batiuszko!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie każ mi wracać do domu, okaż swe serce wspaniałe,</w>
			<w>Jak sobie żonę przypomnę, to jestem dosłownie chory,</w>
			<w>Bo nie ma na nią sposobu&hellip; już nawet nieraz ją lałem&hellip;</w>
			<w>&ndash; A co ona robiła? &ndash; car spytał. &ndash; A pisała umoralniające utwory,</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś kiedy ja spać chciałem, dawała mi mocnej kawy</w>
			<w>I czytała na głos te książki, nieraz całymi nocami&hellip;</w>
			<w>Tutaj powstaniec wspomniał dwutomowy &plqq;Pamiętnik Wacławy&prqq;</w>
			<w>I załkał jak małe dziecko, a car szepnął: &ndash; Nu, tak zostań z nami&hellip;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Degrengolada</tytul>
		<tekst>
			<w>Degrengolada, degrengolada</w>
			<w>W New-Yorku, Rzymie, Moskwie, Londynie</w>
			<w>Tamta kultura z trzaskiem upada,</w>
			<w>nasza rozkwitnie gdy zamęt minie.</w>
			<w>Słusznie się kończy epoka &ndash;</w>
			<w>Arystokraci, dziwki i pedzie!</w>
			<w>Róże i wino to nie jest pokarm,</w>
			<w>O wiele zdrowsza żytnia i śledzie!</w>
			<vsp/>
			<w>Naszych pradziadów szczątki kopalne</w>
			<w>Zwolna próchnieją w dziejowej trumnie,</w>
			<w>My społeczeństwo postindustrialne</w>
			<w>Jak rzekł Mc Luhan, czy może Szurmiej?</w>
			<w>Trochę secesji, więcej procesji,</w>
			<w>Ogromnie dużo habilitacji,</w>
			<w>Gucio co prawda pierdnął na sesji,</w>
			<w>lecz w politycznie słusznej tonacji!</w>
			<vsp/>
			<w>Nas także kiedyś ogarnie przesyt,</w>
			<w>Nas także czeka dziejowy schyłek &ndash;</w>
			<w>Whisky z Pewexu, ikony z Dessy</w>
			<w>I stewardessy upojny tyłek,</w>
			<w>Światły hedonizm, cynizm rozumny,</w>
			<w>Dyskretny urok i czar salonu&hellip;</w>
			<w>Jeśli runiemy &ndash; to jak kolumny!</w>
			<w>&hellip;ale kolumny z gazobetonu.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dementi</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz Miziak Kwiatkowskiego odwołał na stronę</w>
			<w>I powiedział: &ndash; Wiesz, stary, Dreptak bija żonę!</w>
			<w>A to była nieprawda, nikt temu nie wierzył,</w>
			<w>Bo Dreptak już ćwierć wieku w zgodzie z żoną przeżył,</w>
			<w>Natomiast plotkarz Miziak &ndash; ten, który tak bujał &ndash;</w>
			<w>Był znany jako swołocz, padalec i szuja.</w>
			<w>Ale choć nikt nie wierzył &ndash; jako się już rzekło &ndash;</w>
			<w>Dreptak wrócił do domu z twarzą złą i wściekłą,</w>
			<w>Żona mu tak jak zwykle skoczyła na szyję,</w>
			<w>A on rzekł: &ndash; Miziak gada, że ja ciebie biję!</w>
			<w>&ndash; Ha ha! &ndash; krzyknęła żona &ndash; Ty mnie? Dobry Boże!</w>
			<w>&ndash; Tym niemniej &ndash; mruknął Dreptak &ndash; ktoś uwierzyć może,</w>
			<w>Trzeba prędko uprzedzić jego machinacje!</w>
			<w>Tutaj bez dłuższych wahań wsiadł na dementacje,</w>
			<w>Po całym mieście latał całkiem jak szalony</w>
			<w>I przysięgał się wszystkim, że nie leje żony&hellip;</w>
			<w>Początkowo, do ucha gdy to wszystkim szeptał,</w>
			<w>Każdy mówił z uśmiechem: &ndash; Wiemy, panie Dreptak!</w>
			<w>Niestety, biedny Dreptak w swoim idiotyźmie</w>
			<w>Postanowił rzecz ująć także i na piśmie,</w>
			<w>I wydrukował afisz &ndash; wziąwszy wielkie czcionki &ndash;</w>
			<w>Że nigdy w życiu nie bił swej ślubnej małżonki.</w>
			<w>Następnie &ndash; jeszcze głupszą powziąwszy decyzję &ndash;</w>
			<w>Nadał o tym przez radio i przez telewizję,</w>
			<w>Więc ludzie jęli szeptać: &ndash; Oj, coś się w tym kryje,</w>
			<w>Jeśli on tak zaprzecza, to ją pewnie bije!</w>
			<w>Teraz się biedny Dreptak na próżno wykręca,</w>
			<w>Wszyscy mówią, że w domu się nad żoną znęca,</w>
			<w>I że oboje razem bez przerwy się tłuką&hellip;</w>
			<w>Tak, tak, kontrpropaganda nie jest łatwą sztuką&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Demostenes</tytul>
		<tekst>
			<w>Obudziwszy się rano i poczuwszy wenę</w>
			<w>Wywołaną widokiem wschodzącego słonka,</w>
			<w>Nieszczęśliwy jąkała, mały Demostenes</w>
			<w>Postanowił spróbować czy się jeszcze jąka.</w>
			<w>Liczył bowiem na pewną poprawę w wymowie</w>
			<w>Bo miał sen, że w dyskusji rozsądnie głos zabrał,</w>
			<w>Więc spróbował powiedzieć wiersz o krasej krowie</w>
			<w>W kropki bordo&hellip; Niestety! Rzekł tylko &plqq;kra..kra..kra&prqq;</w>
			<w>I umilkł, i jął gorzko sam nad sobą płakać,</w>
			<w>A mama, miast okazać zrozumienie dziecku,</w>
			<w>Krzyknęła rozwścieczona: &ndash; Przestaniesz ty krakać???</w>
			<w>Ożeż ty&hellip; &ndash; tu dodała mnóstwo słów po grecku</w>
			<w>A kilka po łacinie. Więc nieszczęsny chłopiec</w>
			<w>Ukrywszy się w nadmorskiej gęstwinie akacji</w>
			<w>I znalazłszy tam twardy, granitowy kopiec,</w>
			<w>Zaczął gryźć te kamienie w żalu i prostracji.</w>
			<w>Gryzł, płakał i gryzł znowu krwawiąc sobie dziąsła</w>
			<w>Nad nim Chronos odmierzał bieg zim i jesieni,</w>
			<w>Aż młodzieniec doczekał się pierwszego wąsa</w>
			<w>I spostrzegł, że w około zabrakło kamieni,</w>
			<w>Bowiem wszystkie na proszek poprzegryzał gładko&hellip;</w>
			<w>Zawiązał przeto rzemień z zgrzebnych ciżemek,</w>
			<w>I pobiegłszy do domu rzekł wyraźnie: Matko!</w>
			<w>A matka osłupiała i krzyknęła: Demek???</w>
			<w>I pobladła z radości jak śniegi Epiru,</w>
			<w>I spytała: Co teraz będziesz robił, mów, co?</w>
			<w>Najlepiej się wynajmij do mielenia żwiru!</w>
			<w>A na to Demostenes odrzekł: &ndash; Będę mówcą!</w>
			<w>I był nim rzeczywiście, a za nim i inni,</w>
			<w>Jak już gadać zaczęli, tak do dziś gadają&hellip;</w>
			<w>Hej, wszyscy ludzie matek słuchać się powinni,</w>
			<w>Ileż pięknego żwiru mielibyśmy w kraju!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Deszcz w Wiedniu</tytul>
		<tekst>
			<w>Ktoś przez radio mówi mi</w>
			<w>Że dziś w Wiedniu deszcz i mgły</w>
			<w>Skąd to wzruszenie i dreszcz</w>
			<w>Wiedeń i ty i deszcz</w>
			<vsp/>
			<w>Nad dunajski mokry bruk</w>
			<w>Kroków twoich znany stuk</w>
			<w>Blade latarnie na gaz</w>
			<w>A w tle zapewne walc</w>
			<vsp/>
			<w>Ten sam, ten sam, jak echo, jak sen</w>
			<w>Ten walc, ten walc, a jakby nie ten</w>
			<w>Raz, dwa, raz, dwa, zbyt smutny to walc</w>
			<w>Tak jakby w Chopina zasłuchał się Straus</w>
			<vsp/>
			<w>Niech gra, niech gra melodię sprzed lat</w>
			<w>Raz, dwa, raz, dwa, zakręcił się świat</w>
			<w>Jak żal, jak żal, rozgonił nas wiatr</w>
			<w>Gdzie Wiedeń, gdzie Polska, gdzie ty a gdzie ja</w>
			<vsp/>
			<w>U nas też już pada &ndash; wiesz</w>
			<w>Cóż, zapewne wszędzie deszcz</w>
			<w>Widzę cię znowu jak śpisz</w>
			<w>Pomyśl czasami &ndash; pisz</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Diagnoza</tytul>
		<tekst>
			<w>Był jeden Dreptak Zenon, który miał sąsiada</w>
			<w>A ten sąsiad nazywał się Leon Chudzielak,</w>
			<w>I ten Chudzielak czasem do Dreptaka wpadał,</w>
			<w>Mówił mu różne głupstwa i go w ucho strzelał.</w>
			<w>Poza tym mu tratował pod oknami kwiatki,</w>
			<w>To tu to ówdzie robił mu koszmarny skandal,</w>
			<w>I groził że się kiedyś dorwie do Agatki</w>
			<w>Czyli córki Dreptaka, i że będzie Wandal.</w>
			<w>Trudno wyliczyć wszystkie zajścia i szykany,</w>
			<w>Jakim nieraz rodzina Dreptaka uległa,</w>
			<w>Czasami się rozlegał głośny krzyk: &ndash; O rany!</w>
			<w>Gdy na Dreptaka żonę spadła z góry cegła,</w>
			<w>Czasami Dreptak jęczał że go oczy pieką,</w>
			<w>Bo ten Chudzielak wpuszczał mu gazy łzawiące,</w>
			<w>A poza tym mu siusiał w butelki na mleko</w>
			<w>I mówił przez telefon: &ndash; Już ja cię przetrącę!</w>
			<w>Aż Dreptak, żyć nie mogąc wśród huku i swądu,</w>
			<w>Ciągłych gwałtów, napaści to z lewa to z prawa,</w>
			<w>Zaskarżył Chudzielaka do miejskiego sądu,</w>
			<w>I już nazajutrz miała odbyć się rozprawa.</w>
			<w>Lecz wieczorem ktoś dzwoni do drzwi Chudzielaka,</w>
			<w>Chudzielak drzwi otworzył i mruga oczami</w>
			<w>Bo nie wie: Rzeczywistość to, czy zjawa jaka?</w>
			<w>Dreptak z miłym uśmiechem stoi pode drzwiami</w>
			<w>I mówi: &ndash; Puśćmy tamte sprawy w zapomnienie</w>
			<w>Moje pęknięte żebra niech się już nie liczą,</w>
			<w>Przebaczam i sam proszę też o przebaczenie&hellip;</w>
			<w>Chudzielak ryknął śmiechem i zawołał: &ndash; Byczo!!!</w>
			<w>Na szczęście za Dreptakiem przyszła jego żona</w>
			<w>Schwytała go, na czole położyła rączkę</w>
			<w>I jęknęła:</w>
			<w>&ndash; No proszę, głowa rozpalona&hellip;</w>
			<w>Zenek, weź aspirynę, ty masz gorączkę!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dobra rada</tytul>
		<tekst>
			<w>Bardzo się zdziwił</w>
			<w>Na swoim zamku</w>
			<w>Książę Radziwiłł</w>
			<w>&plqq;Panie Kochanku&prqq;.</w>
			<w>Stojąc pod kranem</w>
			<w>Stwierdził raz rankiem,</w>
			<w>Że wciąż jest panem,</w>
			<w>Lecz nie kochankiem&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Przyszedł medykus,</w>
			<w>Zbadał troskliwie,</w>
			<w>Zapisał fikus</w>
			<w>Moczony w piwie.</w>
			<w>Gdy ten nie pomógł,</w>
			<w>Zapisał potem</w>
			<w>Wywar ze stonóg</w>
			<w>I spanie z kotem.</w>
			<vsp/>
			<w>Przybył też rabin,</w>
			<w>Rady udzielił:</w>
			<w>&ndash; Każden karabin</w>
			<w>Kiedyś nie strzeli,</w>
			<w>Użyj pan sztuczek,</w>
			<w>Bądź pan ten pucer,</w>
			<w>Żeby był huczek,</w>
			<w>Choć pusty sztucer&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Książę mu rzucił</w>
			<w>Czerwony złoty</w>
			<w>I się przerzucił</w>
			<w>Na anegdoty&hellip;</w>
			<w>Tkwi tu zasada</w>
			<w>Nader prawdziwa:</w>
			<w>&ndash; Kto dużo gada,</w>
			<w>Ten coś ukrywa!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dom na przełęczy</tytul>
		<tekst>
			<w>Chciałbym mieć dom na przełęczy,</w>
			<w>Dom godny starego kowboja.</w>
			<w>Niech przy tym domu jęczy</w>
			<w>Wiatr w jodłach i sekwojach.</w>
			<w>Domowi i sekwojom</w>
			<w>Niech mruczy czasem grom</w>
			<w>I wyje w krzakach kojot&hellip;</w>
			<w>Chciałbym mieć taki dom.</w>
			<vsp/>
			<w>Gdybym dom taki dostał</w>
			<w>W jakichś skałach i stepach</w>
			<w>To przy domu wodospad</w>
			<w>Musiałby spadać w przepaść</w>
			<w>I ryczeć w ciszę nocną,</w>
			<w>I w blasku słońca grzmieć&hellip;</w>
			<w>Nie do wiary jak mocno</w>
			<w>Chciałbym dom taki mieć.</w>
			<vsp/>
			<w>Konia chciałbym mieć również</w>
			<w>Barwy ognistoryżej,</w>
			<w>Koń pasłby się śród równin</w>
			<w>Położonych poniżej,</w>
			<w>Przybiegałby na sygnał,</w>
			<w>Na sobie znany ton&hellip;</w>
			<w>Ten dom by mi się przydał,</w>
			<w>To byłby piękny dom!</w>
			<vsp/>
			<w>Izb byłoby niewiele,</w>
			<w>Ot, trzy, cztery pewno,</w>
			<w>Lecz moi przyjaciele</w>
			<w>Zmieściliby się wewnątrz,</w>
			<w>Paliłoby się fajki,</w>
			<w>Gadało to i sio,</w>
			<w>Dobry byłby dom taki,</w>
			<w>Dobry jak nie wiem co!</w>
			<vsp/>
			<w>Gdzieś za jakąś przełęczą</w>
			<w>Nie wiadomą nikomu,</w>
			<w>Pod księżycem, pod tęczą</w>
			<w>Czekasz na mnie mój domu,</w>
			<w>I kiedyś oprę ręce</w>
			<w>O twój sosnowy płot,</w>
			<w>Jeśli wytrzyma serce &ndash;</w>
			<w>Zdezelowany colt.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Domokrążca</tytul>
		<tekst>
			<w>Nieprzejezdne wszystkie drogi,</w>
			<w>Deszcz zacina, wieje halny,</w>
			<w>Przez kałuże brnie ubogi</w>
			<w>Domokrążca seksualny.</w>
			<w>Nazywa się Dreptak Leszek,</w>
			<w>Ma fatalne pochodzenie,</w>
			<w>Z trudem wlecze chudy mieszek</w>
			<w>A w nim ubożuchne mienie&hellip;</w>
			<w>Smutny płód życiowej kraksy</w>
			<w>I niemęski obraz beksy &ndash;</w>
			<w>Raźniej nasi szli na saksy &ndash;</w>
			<w>Niż on idzie dziś na seksy&hellip;</w>
			<w>Brudną wodą płaczą dachy,</w>
			<w>Wilgoć mu z nogawek ciurka&hellip;</w>
			<w>Dreptak dzwoni w kawał blachy</w>
			<w>Po ulicach i podwórkach.</w>
			<w>Czasem dojrzy go służąca</w>
			<w>Czuła na tułaczą dolę:</w>
			<w>&ndash; Proszę pani, domokrążca</w>
			<w>Seksualny jest na dole&hellip;</w>
			<w>&ndash; Nie Marysiu, dziś nie trzeba&hellip;</w>
			<w>Roztargniona pani rzecze.</w>
			<w>Macie tu kawałek chleba,</w>
			<w>Idźcie z Bogiem, dobry człecze.</w>
			<w>Pierś westchnieniem mu uniosło,</w>
			<w>Jęknął głucho, nos przeczyścił&hellip;</w>
			<w>&ndash; Więdnie, więdnie nam rzemiosło,</w>
			<w>Wygryzają nas hobbyści&hellip;</w>
			<w>Zawył w nim żołądek próżny</w>
			<w>Jak gong ostatniego aktu:</w>
			<w>&ndash; Dziś w Spółdzielni Usług Różnych</w>
			<w>Odmówiono mu kontraktu&hellip;</w>
			<w>piękna matko, śliczna córko,</w>
			<w>Ciotko, niezbyt jeszcze stara!</w>
			<w>Gdy na waszym się podwórku</w>
			<w>Zjawi kiedyś ta ofiara</w>
			<w>Urodzona przed półwiekiem</w>
			<w>&ndash; To dla różnych wyższych racji</w>
			<w>Bądźcie, bądźcie dlań człowiekiem</w>
			<w>W imię rehumanizacji.</w>
			<w>Do bawialni go zaproście</w>
			<w>Lecz nie gdy będziecie same!</w>
			<w>Właśnie kiedy przyjdą goście &ndash;</w>
			<w>Wtedy zróbcie mu reklamę!</w>
			<w>Niech szeroko opowiada</w>
			<w>Odczuwając szczęścia pełnię</w>
			<w>O minionych swych przewagach</w>
			<w>&ndash; To wystarczy mu zupełnie!</w>
			<w>A wy w czasie tej prelekcji</w>
			<w>Odczujecie w głębi ducha</w>
			<w>Satysfakcję bez erekcji</w>
			<w>I sapania koło ucha&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Don Kichot</tytul>
		<tekst>
			<w>Kichot:</w>
			<w>Sancho, popatrz przed siebie na słoneczne drogi,</w>
			<w>Posłuchaj jak Rosynant rżeniem ranek wita,</w>
			<w>Przed nami ziemia leży jeszcze nie odkryta</w>
			<w>W niej zdobędziemy sobie rycerskie strogi.</w>
			<w>W szczelinach gór skalistych kryją się złe smoki,</w>
			<w>W każdym zamku królewna na wybawcę czeka,</w>
			<w>Wiele przygód nam droga gotuje daleka</w>
			<w>I wiele niebezpieczeństw kryje świat szeroki.</w>
			<w>Zabijemy tygrysy w upalnych sumatrach,</w>
			<w>Ukorzymy, pioruny, samumy i szkwały&hellip;</w>
			<w>Spójrz, oto pierwszy potwór wyłazi zza skały?</w>
			<w>Daj miecz, tarczę i kopię!</w>
			<vsp/>
			<w>Sancho:</w>
			<w>Panie, to jest wiatrak!</w>
			<vsp/>
			<w>Sancho:</w>
			<w>Biedny rycerz, co glewię wpół końskiego ucha</w>
			<w>Złożywszy, atakuje w obłędnym uporze</w>
			<w>Pożyteczną machinę, która miele zboże</w>
			<w>I bardzo zdobi plener, Bo skrzydłami rucha&hellip;</w>
			<w>Już dobiega&hellip; już lancy wyostrzoną szpilą</w>
			<w>Dosięga młyńskich trzewi w szaleńczym ataku,</w>
			<w>Wnet padnie, jak zazwyczaj, przy każdym wiatraku&hellip;</w>
			<w>Ale nie! Mur się wali&hellip; Ha! Przeszedł na wylot!</w>
			<w>Wraca ku mnie&hellip; podejdę i z konia go zsadzę&hellip;</w>
			<w>Rycerzu! Duży sukces! Gratuluję panu!</w>
			<vsp/>
			<w>Kichot:</w>
			<w>Ach, to była makieta, mur ze styropianu</w>
			<vsp/>
			<w>Sancho:</w>
			<w>Rozładowali problem! Brawo nasze władze!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Doping</tytul>
		<tekst>
			<w>Jan Dreptak, mierny literat w jednym z odległych województw,</w>
			<w>Studiował życiorysy innych znakomitych kolegów,</w>
			<w>Chcąc do nich się upodobnić w najmniejszych nawet rysach,</w>
			<w>Bo myślał: Żyjąc podobnie, będę podobnie też pisał.</w>
			<vsp/>
			<w>Przeczytał o Hemingway'u, że zawsze pracował stojąc,</w>
			<w>Więc zaraz też zrobił sobie specjalny pulpit w pokoju,</w>
			<w>Ale długo stać nie mógł, ponieważ miał platfuska,</w>
			<w>Więc się przerzucił na system leżący Marcelka Prousta</w>
			<vsp/>
			<w>I leżał ku rozpaczy żony na najpiękniejszej z otoman,</w>
			<w>I jeszcze w dodatku przeczytał, że Witkacy był podobnież narkoman,</w>
			<w>Więc powlókł się do apteki, a aptekarz Zenobi Wdowiak</w>
			<w>&ndash; Czym mogę służyć? &ndash; pyta. &ndash; Proszę coś szkodliwego dla zdrowia!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Panie! &ndash; Wdowiak krzyknął ze strachem. &ndash; Taż to panu zapewne zaszkodzi!</w>
			<w>&ndash; Owszem, ale może coś mi przy tym wyjdzie, bo na razie nic mi nie wychodzi!</w>
			<w>Zrób pan dla mnie jakąś miksturkie, która wpędzi mnie w twórczą mękę!</w>
			<w>A aptekarz aż się nadął z dumy, że zostawia mu się wolną rękę&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Duch w nim zagrał odkrywczy a twórczy, wydał okrzyk radosny i dziki,</w>
			<w>Złapał szuflę i dawaj mieszać różne leki i specyfiki</w>
			<w>Tak jak szło: aspirynę, jochambinę, wazelinę, z pijawkami retortę,</w>
			<w>Papawerynę, rycynę, sklerosan, urosan i witaminę B-12 forte!</w>
			<vsp/>
			<w>Wszystko utarł, spirytusem rozpuścił, wlał przez lejek do półlitrówki</w>
			<w>I zawołał: &ndash; Fertig, pij pan zaraz! Dreptak wypił i odpadły mu zelówki</w>
			<w>Potem z nosa mu buchnęły płomienie, wreszcie rzucił się na kasjerkę,</w>
			<w>Lecz już w biegu zgubił kolejno cztery palce. dwunastnicę i nerkę.</w>
			<vsp/>
			<w>Ale wcale się tym nie przejął, zagrzmiał głośno, zakrzyknął: &ndash; Hu-ha!</w>
			<w>Przegryzł się przez sklepowy kontuar i po ścianie zaczął chodzić jak mucha,</w>
			<w>A następnie z piekielnym rabanem, wyciem, hukiem jak również zgrzytem</w>
			<w>Poprzebijał kolejno sześć pięter, błysnął, świsnął i wszedł na orbitę.</w>
			<vsp/>
			<w>Wykrzykując: &ndash; Tu jestem! A kuku!</w>
			<w>&hellip;ale jak ktoś nie ma do pisania iskry bożej,</w>
			<w>To żeby robił wokół siebie nawet nie wiem ile huku,</w>
			<w>To to mu proszę państwa i tak nic nie pomoże&hellip;</w>
			<w>Wersja radiowa</w>
			<vsp/>
			<w>Jan Dreptak, dość mierny literat, autor tandetnych utworów</w>
			<w>Szukał kontaktu z duchami innych, sławniejszych autorów</w>
			<w>Chcąc do nich się upodobnić w najmniejszych bodajże rysach,</w>
			<w>Bo myślał: Żyjąc podobnie, będę podobnie też pisał.</w>
			<vsp/>
			<w>Przeczytał o Hemingway'u, że zawsze pracował stojąc,</w>
			<w>Więc zaraz też zrobił sobie specjalny pulpit w pokoju,</w>
			<w>Stanął i czeka na kontakt, a tu kontaktu wciąż nie ma</w>
			<w>Nikt nie drukuje Dreptaka, tylko wszyscy Lema i Lema&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>W dodatku od tego stania nasz Dreptak dostał platfuska,</w>
			<w>Więc się przerzucił na system leżący Marcelka Prousta</w>
			<w>I leżał mimo łez żony na najpiękniejszej z otoman,</w>
			<w>I jeszcze w dodatku usłyszał, że Witkacy był podobno narkoman,</w>
			<vsp/>
			<w>Więc powlókł się do apteki, a aptekarz &ndash; Zenobi Wdowiak</w>
			<w>&ndash; Czym mogę służyć? &ndash; pyta. &ndash; Proszę coś szkodliwego dla zdrowia!</w>
			<w>&ndash; Panie! &ndash; Wdowiak krzyknął ze strachem. &ndash; Taż to panu zapewne zaszkodzi!</w>
			<w>&ndash; Owszem, ale może coś mi przy tym wyjdzie, bo na razie nic mi nie wychodzi!</w>
			<vsp/>
			<w>Zrób pan dla mnie jakąś miksturke, która wpędzi mnie w twórczą mękę!</w>
			<w>A aptekarz aż się nadął z dumy, że zostawia mu się wolną rękę&hellip;</w>
			<w>Duch w nim zagrał odkrywczy i twórczy, wydał okrzyk radosny i dziki,</w>
			<w>Złapał szuflę i dawaj mieszać różne leki i specyfiki.</w>
			<vsp/>
			<w>Tak jak szło: aspirynę, wazelinę, ligninę, z pijawkami retortę,</w>
			<w>Papawerynę, sklerosan, urosan, nitroglicerynę i witaminę B-12 forte!</w>
			<w>Wszystko utarł, spirytusem rozpuścił, wlał przez lejek do półlitrówki</w>
			<w>I zawołał: &ndash; No to pij pan zaraz! Dreptak wypił i odpadły mu zelówki</w>
			<vsp/>
			<w>Potem z nosa mu buchnęły płomienie, potem rzucił się na kasjerkę,</w>
			<w>Lecz już w biegu pogubił kolejno cztery palce. dwunastnicę i nerkę.</w>
			<w>Ale wcale się tym nie przejął, zagrzmiał głośno, zakrzyknął: &ndash; hu ha!</w>
			<w>Przegryzł się przez sklepowy kontuar i po ścianie zaczął chodzić jak mucha,</w>
			<vsp/>
			<w>A następnie z piekielnym rabanem, wyciem. hukiem, łomotem i zgrzytem</w>
			<w>Poprzebijał kolejno sześć pięter, błysnął, świsnął i wszedł na orbitę.</w>
			<vsp/>
			<w>Wykrzykując: &ndash; Mam kontakt! A kuku!</w>
			<w>Ale jak ktoś nie ma do pisania iskry bożej,</w>
			<w>To żeby robił wokół siebie nawet nie wiem ile huku i stuku,</w>
			<w>To to mu proszę państwa i tak nic nie pomoże&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Do przodu</tytul>
		<tekst>
			<w>Wydano raz kiedyś okólnik z licznymi podpisami,</w>
			<w>Że wolno wchodzić do biura wyłącznie prawymi drzwiami,</w>
			<w>Wychodzić natomiast &ndash; lewymi. Gdy wszyscy go odczytali</w>
			<w>i podpisali, naradę zwołano w największej sali,</w>
			<w>Przerwawszy w tym celu pracę, by &ndash; jak kazała praktyka &ndash;</w>
			<w>Omówić z urzędnikami treść tego okólnika.</w>
			<w>Naczelnik wszedł na mównicę i powiedział: &ndash; Zgodnie z ustawą</w>
			<w>Wychodzimy od dziś na lewo, wchodzimy natomiast na prawo!</w>
			<w>Tu się rozległy oklaski, naczelnik przez chwilę się kłaniał,</w>
			<w>A potem dorzucił łaskawie: &ndash; Są może jakieś pytania?</w>
			<w>Zebrani przez dłuższą chwilę medytowali w cichości,</w>
			<w>Bo jakby pytań nie było, to naczelnik by mógł się rozzłościć&hellip;</w>
			<w>Wreszcie poważny Dreptak odezwał się uroczyście:</w>
			<w>&ndash; Znaczy, na lewo jest wejście, na prawo zaś mamy wyjście?</w>
			<w>Naczelnik zaczął coś sprawdzać i w swoim brulionie kreślić,</w>
			<w>Obliczył i rzekł: &ndash; Tak w zasadzie można by to określić!</w>
			<w>Są może jakieś wnioski? A urzędnicy, wśród wrzawy,</w>
			<w>Uchwalili wniosek dziękczynny za załatwienie tej sprawy,</w>
			<w>Która już była nabrzmiała, a teraz jest czysta i śliczna&hellip;</w>
			<w>Jeszcze tylko jedna pani spytała, czy będzie część artystyczna.</w>
			<w>&ndash; Nie będzie &ndash; odrzekł naczelnik &ndash; bo chwilowo funduszu nie mamy!</w>
			<w>Ale za to, zgodnie z tradycją, na koniec coś odśpiewamy!</w>
			<w>I odśpiewali prześlicznie: &plqq;Myśmy przyszłością narodu&prqq;.</w>
			<w>&hellip;są jeszcze u nas usterki, ale w sumie jesteśmy do przodu!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Draka w sali</tytul>
		<tekst>
			<w>Straszliwą rzecz opowiem w skrócie</w>
			<w>Ogólną bójkę i zatrucie,</w>
			<w>Jak wywichnięto kilka stóp</w>
			<w>I jak się gęsto ścielił trup!</w>
			<w>A było tak, że kiedyś w poście</w>
			<w>Zjechali do Dreptaków goście:</w>
			<w>Ciotka i szwagier oraz teść,</w>
			<w>Aby się napić względnie zjeść.</w>
			<w>Za nimi przybył również stryjek&hellip;</w>
			<w>Ze studzieniny wyjął palcem świński ryjek,</w>
			<w>Na poczekaniu cały zjadł</w>
			<w>I zaraz potem trupem padł.</w>
			<w>I wszystkich wnet ogarnął strach &ndash;</w>
			<w>I każdy wołał: &ndash; Och! i Ach!</w>
			<vsp/>
			<w>A gdy stryjaszek ostygł już,</w>
			<w>To dziadzio wyjął ostry nóż</w>
			<w>Z nierdzewnej stali</w>
			<w>I gospodarza nożem bęc!</w>
			<w>A tamten puścił talerz z ręc</w>
			<w>I się wywalił!</w>
			<w>Szwagierka zaś krzyknąłwszy w głos</w>
			<w>Dziadziowi wbiła młotkiem nos</w>
			<w>Na kilka cali.</w>
			<w>A potem znów podniosła młot</w>
			<w>I utrupiła biedną ciotkę, draka w sali!</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy ta masakra była w trakcie</w>
			<w>Ktoś zawiadomił biedną babcię</w>
			<w>I babcia zaraz przyszła &ndash; lecz</w>
			<w>Przyniosła z sobą stary miecz&hellip;</w>
			<w>A widząc dziadka z wbitym noskiem</w>
			<w>Krzyknęła głośno: &ndash; Rany boskie!</w>
			<w>I uchwyciwszy gardę w dłoń</w>
			<w>Wyjęła z pochwy straszną broń&hellip;</w>
			<w>Lecz teścio z koltem stał za winklem</w>
			<w>I od niechcenia ruszył sobie cynklem,</w>
			<w>Straszliwy wokół rozbrzmiał huk</w>
			<w>I babcia wyciągnęła nóg.</w>
			<w>A ja ujrzawszy wszystko to,</w>
			<w>tak zapodałam do MO:</w>
			<vsp/>
			<w>Donoszę najuprzejmiej, iż</w>
			<w>Nie ocalała nawet mysz,</w>
			<w>Ach, cóż za jatka!</w>
			<w>Tu leży noga, a tam brew,</w>
			<w>A po kotletach spływa krew</w>
			<w>I po sałatkach&hellip;</w>
			<w>Tu &ndash; chcąc uciszyć serca stuk &ndash;</w>
			<w>Połknęłam porzucony tuk</w>
			<w>Aż do ostatka&hellip;</w>
			<w>Ale zaszkodził mi ten szpik,</w>
			<w>zawierał bowiem arszenik&hellip;</w>
			<w>Buź-ka&hellip; Wysiad-ka&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dreptak i lew</tytul>
		<tekst>
			<w>Neron dzisiaj przeklina,</w>
			<w>Poppea także zła,</w>
			<w>Zamiast lew chrześcijanina &ndash;</w>
			<w>To chrześcijanin zjadł lwa.</w>
			<w>Lew był zły, prosto z Nubii,</w>
			<w>Bestia wielka i chytra,</w>
			<w>Ogromnie chrześcijan lubił,</w>
			<w>Nawet bez żadnych przypraw.</w>
			<w>Chrześcijanin był mizerak,</w>
			<w>Ni pętelka, ni hetka,</w>
			<w>Wyglądał na fryzjera,</w>
			<w>A nazywał się Dreptak.</w>
			<w>Cyrk, publiczność, arena,</w>
			<w>Zespół gra na formingach,</w>
			<w>A Dreptak, ta gangrena,</w>
			<w>Zeżarł lwa jak piklinga.</w>
			<w>Nawet nie posmakował,</w>
			<w>Spojrzał na gnatów kupę.</w>
			<w>Podniósł ogon i schował</w>
			<w>&ndash; To &ndash; powiada &ndash; na zupę.</w>
			<w>Siadł, szpik z kości wysysa</w>
			<w>I dozorcy się pyta:</w>
			<w>&ndash; Widziałem też tygrysa,</w>
			<w>Może go wypuścita?</w>
			<w>Wiodą go przed cesarza,</w>
			<w>Przez tłum dostojnych gości.</w>
			<w>&ndash; No, chyba żeś się nażarł?</w>
			<w>Rzekł Neron nie bez złości.</w>
			<w>&ndash; Uwolnię cię od stosu.</w>
			<w>Mąk i innych opresji.</w>
			<w>Lecz powiedz, w jaki sposób</w>
			<w>Dałeś radę tej bestii?</w>
			<w>Dreptak z zadowoloną</w>
			<w>Miną udzielił wywiadu:</w>
			<w>&ndash; Bardzo źle nas karmiono,</w>
			<w>Trzy dni żem nie jadł obiadu.</w>
			<w>Lew jadł trzy razy na dzień,</w>
			<w>Był tłusty jak perszeron,</w>
			<w>No więc w takim układzie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Rozumiem &ndash; mruknął Neron &ndash;</w>
			<w>&ndash; Lecz jaka na to recepta?</w>
			<w>Podyktuj mi ją, proszę.</w>
			<w>&ndash; Lew ma być głodny &ndash; rzekł Dreptak</w>
			<w>&ndash; A chrześcijanin tłuścioszek!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dreptak się budzi</tytul>
		<comment>w tle &plqq;Marzenie&prqq; Schumana</comment>
		<tekst>
			<w>Dreptak się budzi! Skrzypią sprężyny,</w>
			<w>Dreptak przeciąga się i mamrocze,</w>
			<w>Widać wyraźnie z Dreptaka miny</w>
			<w>Że sny miał takie więcej prorocze.</w>
			<w>A śniły mu się kwiatki, ruczaje,</w>
			<w>Że był przepiękny, że kochał ludzi&hellip;</w>
			<w>Nad sennym miastem świt blady wstaje,</w>
			<w>A w centrum miasta Dreptak się budzi.</w>
			<w>Dreptak się budzi! Jest mu przyjemnie,</w>
			<w>Sen o realia w nim się zazębia,</w>
			<w>&ndash; Ach &ndash; myśli &ndash; ileż jest dobra we mnie,</w>
			<w>I jaka, prawdę mówiąc, jest głębia!</w>
			<w>W kuchni za ścianą stukają szklanki,</w>
			<w>To żona kawę poranną studzi,</w>
			<w>I płomień słońca padł na firanki,</w>
			<w>I cały w blasku Dreptak się budzi.</w>
			<w>Głowa szlachetna, choć trochę łysa,</w>
			<w>Noga kosmata, lecz drobnej kości,</w>
			<w>I jedna ręka przez krawędź zwisa</w>
			<w>Jakby szukała nowych wartości.</w>
			<w>Z odgiętym jeszcze o pościel uchem,</w>
			<w>Z lekkim trzeszczeniem obu podudzi!</w>
			<w>I z białej dłoni powolnym ruchem</w>
			<w>Potężny duchem Dreptak się budzi!</w>
			<w>Dłoń, jak mówiłem, zwisa z krawędzi</w>
			<w>I szuka czegoś po dywaniku&hellip;</w>
			<w>&ndash; Ha ha! &ndash; mówicie &ndash; Tu dowcip będzie!</w>
			<w>Dreptak się budzi z ręką w nocniku!</w>
			<w>Tak myśląc jednak &ndash; byście nie zgadli,</w>
			<w>A on, szukając, także się łudzi&hellip;</w>
			<w>Dreptak to Polak. Nocnik mu skradli.</w>
			<w>I z ręką w próżni Dreptak się budzi&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Droga do domu</tytul>
		<tekst>
			<w>W mym starym domu, który dawno już spłonął,</w>
			<w>Do dziś na pewno nie zapomniał o mnie nikt.</w>
			<w>I jest w nim półmrok, a za oknem zielono,</w>
			<w>I jest w nim cisza, a za oknem ptasi krzyk.</w>
			<w>Zapewne rano ktoś rozsuwa kotary,</w>
			<w>Zapewne słychać w kuchni głosy i brzęk szkła,</w>
			<w>A co godzinę biją zegary,</w>
			<w>A co wieczora na pianinie ktoś tam gra.</w>
			<vsp/>
			<w>W tym moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,</w>
			<w>Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.</w>
			<w>Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,</w>
			<w>I głos znajomy cicho spyta: &ndash; Czy to ty?</w>
			<w>Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,</w>
			<w>Znów ktoś jak dawniej powie: &ndash; Chodź&hellip;</w>
			<w>&hellip;tylko ta droga, pod górę i w skwarze</w>
			<w>&hellip;tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść.</w>
			<vsp/>
			<w>Gdzie jest mój ogród i czy są w nim georginie?</w>
			<w>Czy jeszcze stoi obrośnięty winem mur?</w>
			<w>Czy tak jak dawniej mgły się snują w dolinie,</w>
			<w>A za doliną błękitnieją szczyty gór?</w>
			<w>Wszystko to ujrzę, kiedy furtkę odnajdę</w>
			<w>I łąkę za nią, gdzie się pasie biały koń.</w>
			<w>Po cichu dom swój od ganku zajdę,</w>
			<w>Mosiężną klamkę jak przed laty wezmę w dłoń.</w>
			<w>&hellip;bo w moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,</w>
			<w>Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.</w>
			<w>Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,</w>
			<w>I głos znajomy cicho spyta: &ndash; Czy to ty?</w>
			<w>Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,</w>
			<w>Znów ktoś jak dawniej powie: &ndash; Chodź&hellip;</w>
			<w>&hellip;tylko ta droga, pod górę i w skwarze</w>
			<w>&hellip;tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Drugi etap reformacji opisany przez Mikołaja Reja</tytul>
		<tekst>
			<w>Jako odbita fala w biblijnym potopie</w>
			<w>Widmo Reformacyi krąży po Europie.</w>
			<w>Każda nacja, gdy z Rzymem nie bardzo się zgadza,</w>
			<w>Wybiera to wyznanie, które jej dogadza:</w>
			<w>We Szwajcariej kalwinizm ma swoje mieszkanie,</w>
			<w>Hugonoci we Francjej, w Angliej &ndash; anglikanie,</w>
			<w>Husyta siedzi w Czechach, protestant we Szwecjej,</w>
			<w>Posłuszny ewangelik żywie w Enerdecjej.</w>
			<w>Przyszła Reformacyja i na polskie kresy,</w>
			<w>W pierwszym etapie spore odnosząc sukcesy,</w>
			<w>Lud albowiem tutejszy, choć nie pracowity,</w>
			<w>Bywa tolerancyjny, zwłaszcza gdy jest spity,</w>
			<w>Czyli że prawie zawsze. Papież piuskę targa</w>
			<w>Blednie kardynał Hozyusz i młody Piotr Skarga</w>
			<w>Modlą się by ocalał w Polszcze kościół święty,</w>
			<w>Gdy wtem wśród innowierców wszczęły się fermenty</w>
			<w>I tak, jak się to u nas nader często zdarza,</w>
			<w>Już ten tego podgryza, ten tego naparza,</w>
			<w>Dalej że w dyskusyje, sejmiki, dystrakcje,</w>
			<w>Dalej się na wyznania dzielić i na frakcje!</w>
			<w>Już się rycerz Miodowicz na swej szkapie trzęsie,</w>
			<w>Pragnąc w bitewnym szale urżnąć wąs Wałęsie,</w>
			<w>Już kneź Kiszczak z garłacza siekańcami strzela</w>
			<w>Paf paf paf! &ndash; i ogłuszył chwilowo Kornela</w>
			<w>Morawieckiego&hellip; PRON się z Glempem dzga na dzidy,</w>
			<w>Grunwald &ndash; zamiast na Niemców &ndash; wpadł pomiędzy Żydy,</w>
			<w>Mikołaj w protestanty, do Kalwinów Marian,</w>
			<w>Zyzio ruszył w husyty a Dyzio do arian.</w>
			<w>To co w każdym z narodów płynie własnym nurtem &ndash;</w>
			<w>Polaczkowie u siebie chcieli zrobić hurtem,</w>
			<w>Wedle swoich rodzimych, lechickich poetyk</w>
			<w>(o czem sam wiem najlepiej, bom takoż heretyk)</w>
			<w>Aż się wzajem pożarli, i z tej właśnie racji</w>
			<w>Nie wyszedł w Polszcze Drugi Etap Reformacji&hellip;</w>
			<w>Oj poprawcie się bracia, ku sobie się skupcie,</w>
			<w>Nie wyszła reformacja, więc reformę róbcie</w>
			<w>W przeciwnym bowiem razie &ndash; to ja, Rej, wam prawię &ndash;</w>
			<w>Będzie dla was wszystkich jedna wiara &ndash; prawosławie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Drugi oddech</tytul>
		<tekst>
			<w>Co to tak tętni, co to tak dzwoni,</w>
			<w>Co tak rozrabia z wdziękiem i swadą?</w>
			<w>Czy to do szarży poszli dragoni,</w>
			<w>Czy może cyklon albo tornado?</w>
			<w>Coś tam gdzieś hukło, coś gdzieś się stłukło,</w>
			<w>Wzrok pięknych kobiet lśni aprobatą,</w>
			<w>Bo środkiem drogi, z piersią wypukłą</w>
			<w>Kroczy wspaniale nasz drogi tato!</w>
			<w>Kto go zaczepi &ndash; dostanie w mordę,</w>
			<w>Więc wszystko wokół blade i drżące,</w>
			<w>Bo tato złapał swój drugi oddech!</w>
			<w>(często tak bywa po pięćdziesiątce)</w>
			<w>Wypił dwa piwka tuż po fajrancie,</w>
			<w>Zakąsił wonnym, szwajcarskim serem,</w>
			<w>Uszczypnął w tyłek niejaką Mańcię</w>
			<w>I zaraz poczuł się szwoleżerem!</w>
			<w>Idzie zadziorny jak wszyscy diabli,</w>
			<w>Lekko, buńczucznie jak młoda lama,</w>
			<w>Dajcie mu konia, dajcie mu szabli,</w>
			<w>To on wykończy nawet Saddama!</w>
			<w>Serce w nim wielkie, choć oddech krótki,</w>
			<w>Lecz co tam oddech, ważniejsze serce!</w>
			<w>Grzecznie wysiusiał się koło budki</w>
			<w>Składając przy tym ukłon fryzjerce,</w>
			<w>I znowu idzie hardo, szeroko,</w>
			<w>Sam zachwycony sobą niezmiernie,</w>
			<w>Kapelusz spuścił na jedno oko,</w>
			<w>Tak jak to widział w pewnym westernie,</w>
			<w>Wzrok przenikliwy, ręce na biodrach,</w>
			<w>Pewnie za chwilę colt błyśnie w dłoni&hellip;</w>
			<w>Spokojnie szumią Nysa i Odra,</w>
			<w>Bo w razie czego &ndash; tatko obroni!</w>
			<w>Sama w nim siła, uroda sama,</w>
			<w>Jakby z granitu został wyryty!</w>
			<w>&ndash; Wtem z domu wyszła powoli mama</w>
			<w>I rzekła cicho: &ndash; Niusiek, ty spity!</w>
			<w>&hellip;tu się zrobiło całkiem nieklawo,</w>
			<w>Orzeł się zmienił nagle w śmierdziela,</w>
			<w>Spojrzał panicznie w lewo i w prawo</w>
			<w>I głupio bąknął: &ndash; Ta co ty, Hela?</w>
			<w>Już w bramę wchodzą, nikną, maleją,</w>
			<w>A patrząc na to, tak myślę sobie</w>
			<w>Że kury &ndash; orłów nie rozumieją!</w>
			<w>&hellip;o, właśnie orzeł dostał po dziobie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Duch ateisty</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a w każdy wieczór mglisty</w>
			<w>Coś u mnie w domu zgrzyta,</w>
			<w>A jest to duch ateisty,</w>
			<w>Więc się zazwyczaj go pytam:</w>
			<w>Duszo, duszo pokutna!</w>
			<w>Co tak siedzisz i jęczysz?</w>
			<w>Czemu żeś taka smutna,</w>
			<w>Żeż czemu tak się męczysz?</w>
			<w>Na to mi z narożnika</w>
			<w>Tak odpowiada dusza:</w>
			<w>Jam jest duch bezbożnika,</w>
			<w>Czyli że ateusza,</w>
			<w>Jeśli mam mówić szczerze,</w>
			<w>Faktycznie nie ma tu mnie,</w>
			<w>Bo sam w siebie nie wierzę&hellip;</w>
			<w>Pan szanowny rozumie?</w>
			<w>Tutaj piszczelem skinął,</w>
			<w>Wypuścił z gęby dyma,</w>
			<w>W powietrzu się rozpłynął</w>
			<w>I faktycznie go ni ma&hellip;</w>
			<w>Tyle że smród zostawił</w>
			<w>I kawałek zasłony&hellip;</w>
			<w>Oko lśni jak latarnia,</w>
			<w>Błyszczy łańcuch ze srebra&hellip;</w>
			<w>Panie, cóż za męczarnia!</w>
			<w>&ndash; jęknął, drapiąc się w żebra.</w>
			<w>Ot, niesmaczne kawały.</w>
			<w>Czy zemsta? Diabli wiedzą!</w>
			<w>Nie ma mnie przez dzień cały</w>
			<w>Zgodnie ze ścisłą wiedzą,</w>
			<w>Aż tu na pół minuty</w>
			<w>Zjawiam się jako strzyga&hellip;</w>
			<w>Duch ze mnie psu na buty,</w>
			<w>Skąd więc cała intryga?</w>
			<w>Tu znów cieniutko kwiknął,</w>
			<w>Siadł przed telewizorem,</w>
			<w>Chciał popatrzeć, lecz zniknął,</w>
			<w>Cuchnąc siarkowodorem&hellip;</w>
			<w>Myślę, że facet taki,</w>
			<w>Co zjawia się i znika,</w>
			<w>Musiał mieć jakieś braki</w>
			<w>W wykształceniu laika&hellip;</w>
			<w>Mógł dźwigać sentymenty</w>
			<w>Z czasów, gdy był malutki,</w>
			<w>Może nie wierzył w świętych,</w>
			<w>Lecz wierzył w krasnoludki?</w>
			<w>O&hellip; znowu z jakiejś szpary</w>
			<w>Wyłazi na podłogę&hellip; Cześć!</w>
			<w>No, co powiesz, stary?</w>
			<w>Panie! Ja już nie mogę!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Duet romantyczny z CREATOR-em</tytul>
		<tekst>
			<w>Ona:</w>
			<w>Blady księżyc za chmury się chowa,</w>
			<w>Wędrujemy przez Wrocław, co śpi&hellip;</w>
			<w>On:</w>
			<w>Popatrz, to ulica Szybowcowa!</w>
			<w>Ona:</w>
			<w>Popatrz, numer to dwadzieścia trzy!</w>
			<vsp/>
			<w>Razem:</w>
			<w>Dobry los nas tu przywiódł jak tato,</w>
			<w>Wdzięczniśmy jemu za to, że hej!</w>
			<w>Bo tu mieści się firm a CREATOR,</w>
			<w>Która słynie z ceramiki swej!</w>
			<vsp/>
			<w>On:</w>
			<w>Ceramika nie saska, nie chińska,</w>
			<w>Ona polski ma fason i smak.</w>
			<w>Ona:</w>
			<w>Jej autorzy to pani Cybińska</w>
			<w>I pan Zbigniew Horbowy&hellip;</w>
			<w>On:</w>
			<w>Tak?</w>
			<w>Ona:</w>
			<w>Tak!</w>
			<vsp/>
			<w>Razem:</w>
			<w>Więc gdy chcesz mieć kolekcję szałową,</w>
			<w>To nie zwlekaj, lecz wskakuj na koń,</w>
			<w>Do Wrocławia leć na Szybowcową</w>
			<w>Albo łap za telefon i dzwoń.</w>
			<vsp/>
			<w>On:</w>
			<w>Zanotujcie i innym przekażcie &ndash;</w>
			<w>Kto na dzieło wybitne ma chęć,</w>
			<w>Niech wykręci pięćset dziewiętnaście,</w>
			<w>Poczem siedem, dwa, cztery&hellip;</w>
			<w>Ona:</w>
			<w>Lub pięć!</w>
			<vsp/>
			<w>Razem:</w>
			<w>Jeszcze będziesz dziękować nam za to,</w>
			<w>Jeszcze kwiaty zapragniesz nam dać,</w>
			<w>I zatęsknisz za firmą CREATOR,</w>
			<w>I przy biegniesz tu do nas apiać!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dumka Endeka o żydach polskich</tytul>
		<tekst>
			<w>Polscy Żydzi zawsze mieli bezpieczniki i uszczelki</w>
			<w>Co chroniły jakoś ich przed potknięciami &ndash;</w>
			<w>Na koszt państwa posprowadzał Żydów król Kazimierz Wielki</w>
			<w>A Polacy się musieli przywlec sami.</w>
			<vsp/>
			<w>W Drugiej Rzeczypospolitej Żydzi mieli jeszcze lepiej,</w>
			<w>Wytwarzali mnóstwo książek, ryb i tkanin,</w>
			<w>Każdy Żyd z podstępną miną stał zdradziecko w swoim sklepie</w>
			<w>(&hellip;?)</w>
			<vsp/>
			<w>Nawet okres okupacji też się na coś Żydom przydał:</w>
			<w>Po podwórzu Himmler miotał się z armatką,</w>
			<w>Zaś w mieszkaniu Polak z Polką ukrywali swego Żyda!</w>
			<w>A czy Żyd Polaka ukrył? Bardzo rzadko!</w>
			<vsp/>
			<w>Teraz wreszcie, gdy się w życie historyczny układ wciela</w>
			<w>Szewardnadze &ndash; Ribbentrop &ndash; Mołotow &ndash; Genscher,</w>
			<w>Żydzi znowu mają z górki &ndash; mogą zwiać do Izraela,</w>
			<w>A ja kurwa znów pod Kutnem z szablą w ręce&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dumna zupa</tytul>
		<tekst>
			<w>W Dreptakowej, hen, chałupie</w>
			<w>Zakochał się krupnik w zupie</w>
			<w>Mruga na nią jedną krupą</w>
			<w>I bulgota: &ndash; Buzi, zupo.</w>
			<w>Ale zupa, jak to zupa,</w>
			<w>Na ten krupnik z furią chlupa.</w>
			<w>&ndash; Twe amory mi są zbędne,</w>
			<w>Bo kochają mnie ząb z dębem.</w>
			<w>&ndash; Ejże &ndash; krupnik rzekł ubogi. &ndash;</w>
			<w>&ndash; Czy nie za wysokie progi?</w>
			<w>Ząb i dąb do wzykłej zupy?</w>
			<w>Zostaw, zupo, te wygłupy.</w>
			<w>Na to zupa jak wąż sykła:</w>
			<w>&ndash; Ze mnie zupa jest niezwykła.</w>
			<w>Za to tyś nie Antonioni,</w>
			<w>Krupa w tobie krupę goni.</w>
			<w>Liczykupa, dziad, chałupnik.</w>
			<w>Aż się spłakał biedny krupnik,</w>
			<w>Jęknął, otarł z oka krupę</w>
			<w>I zapytał wredną zupę:</w>
			<w>&ndash; Powiedz zupo, mnie ciemnemu,</w>
			<w>Tyś niezwykła? Niby czemu?</w>
			<w>Widzę w tobie trochę grochu</w>
			<w>I kartofli zwykłych trochu&hellip;</w>
			<w>Zupa w krzyk: &ndash; Ach, ty krupniku,</w>
			<w>Podłej rasy krasy byku,</w>
			<w>Drzeć by z ciebie trzeba pasy,</w>
			<w>Za to, że nie czytasz prasy,</w>
			<w>Gdzie jest artykułów kupa,</w>
			<w>Że nie jestem zwykła zupa.</w>
			<w>&ndash; A co? &ndash; Bardzo atrakcyjne</w>
			<w>Danie regeneracyjne.</w>
			<w>Krupnik na to znieruchomiał:</w>
			<w>&ndash; Fajnie, to ja jestem koniak.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dusza Kaszuba</tytul>
		<tekst>
			<w>Nad brzegiem morza tuman wilgotny</w>
			<w>wszystko dokoła okrywał,</w>
			<w>A na swej łódce Kaszub samotny</w>
			<w>swoją kochankę tak wzywał:</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Płyń, wdzięczny głosie, po morskiej fali,</w>
			<w>Usłysz, ach, usłysz mnie, luba,</w>
			<w>i na wezwanie przybądź z oddali</w>
			<w>Tu, do swojego Kaszuba.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Przybądź, ach, przybądź, bo nie mam czasu,</w>
			<w>Ciebie, kochanko ma, wzywam,</w>
			<w>bowiem ja jestem twój miły Kaszub,</w>
			<w>Co na tej łódce tu pływam!</w>
			<vsp/>
			<w>Tak młody Kaszub wołał ze łzami,</w>
			<w>Żeby przybyła tam wkrótce,</w>
			<w>a jednocześnie ruszał wiosłami,</w>
			<w>pływając po morzu w łódce.</w>
			<vsp/>
			<w>Pływał i oczy swe wypatrywał,</w>
			<w>Czy biegnie doń jego luba,</w>
			<w>Ale niestety nikt nie przybywał</w>
			<w>Do nieszczęsnego Kaszuba.</w>
			<vsp/>
			<w>Morze szumiało, głos leciał w pustkę,</w>
			<w>Wiatr szarpał żagiel z łopotem,</w>
			<w>Zapłakał Kaszub, wytarł nos w chustkę</w>
			<w>I powiosłował z powrotem.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dwanaście</tytul>
		<tekst>
			<w>Niejeden mną pomiatał szkwał,</w>
			<w>I myślał że mnie porwie</w>
			<w>I w boju jam odważnie trwał,</w>
			<w>I w łożu było w normie,</w>
			<w>Schodziłem pole, las i step,</w>
			<w>Gdzie wilki nocą wyły,</w>
			<w>Lecz samoobsługowy sklep &ndash;</w>
			<w>To rzecz nad moje siły&hellip;</w>
			<w>Kiedy tam wchodzę &ndash; wtedy cześć,</w>
			<w>Paciorek mówię w duchu &ndash;</w>
			<w>Bo w sklepie &ndash; ekspedientek sześć</w>
			<w>W kamiennnym tkwi bezruchu,</w>
			<w>A wszystkie wparły we mnie wzrok</w>
			<w>I spojrzeń sześć mnie goni,</w>
			<w>I sprawdza każdy drżący krok</w>
			<w>I każdy ruch mej dłoni,</w>
			<w>I wiem, że kropka, muszę wpaść,</w>
			<w>Bo tok ich myśli słyszę:</w>
			<w>&ndash; O, sukinsynu, chciałbyś skraść</w>
			<w>Wiśniowy dżem z Pudliszek?</w>
			<w>Ptiberów paczka ci się śni,</w>
			<w>Marago, budyń w proszku,</w>
			<w>Serek szwajcarski pachnie ci</w>
			<w>I nęci zupa z groszku?</w>
			<w>Byczki w tomacie chciałbyś mieć,</w>
			<w>Śledziową szastać pastą?</w>
			<w>Czterojajeczny pragniesz żreć</w>
			<w>Makaron, ty orgiasto???</w>
			<w>Dążę z koszykiem w stronę drzwi</w>
			<w>Ze wstydu bliski śmierci,</w>
			<w>Sześć ekspedientek w przejściu tkwi</w>
			<w>Pierś w pierś (dwanaście piersi!)</w>
			<w>A że dorodną mamy młódź</w>
			<w>O kształtach dużej klasy,</w>
			<w>Więc płynę &ndash; rachityczna łódź &ndash;</w>
			<w>Przez tuzin fal, do kasy&hellip;</w>
			<w>W ręku druciany koszyk mam,</w>
			<w>Za ciężki dla wymoczka,</w>
			<w>Stąd częste ostrzeżenia dam:</w>
			<w>&ndash; Nie spuszczaj mi pan oczka!</w>
			<w>Dotarłszy wreszcie &ndash; nędzny wrak &ndash;</w>
			<w>Ostatkiem sił do portu,</w>
			<w>Chwytam długopis, papier, lak,</w>
			<w>I piszę do resortu:</w>
			<w>&ndash; Ministrze! Coś w tej mierze zrób!</w>
			<w>Przedsięweź jakieś środki,</w>
			<w>Wybuduj większe sklepy, lub</w>
			<w>Do pracy przyjm sierotki</w>
			<w>Znaczy się jakiś chudsze daj,</w>
			<w>Których fizyczna cecha</w>
			<w>Nie będzie typu &plqq;Rzym by night&prqq;,</w>
			<w>Lecz raczej typu &plqq;decha&prqq;.</w>
			<w>Ja wiem, że to drażliwa rzecz,</w>
			<w>Że pan chciał jak najlepiej&hellip;</w>
			<w>Sam także czasem lubię&hellip; lecz</w>
			<w>Nie tuzin!!! I nie w sklepie!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dwa pomniki</tytul>
		<tekst>
			<w>Na rynku wrocławskim gdzie domki się gnieżdżą jak barwne słoiki konfitur,</w>
			<w>Od kilku lat siedzi kamienny pan Fredro, ubrany w solidny garnitur.</w>
			<w>Naprzeciw zaś wieszcza, to znaczy vis a vis, miast Reja, Zapolskiej lub Prusa,</w>
			<w>Ktoś beczkę położył, a na niej usadził brzydkiego gołego Bachusa.</w>
			<vsp/>
			<w>Tra lom, tra li, tra la, patrzą na siebie pomniki dwa.</w>
			<w>Tra lam, tra li, tra lu, patrzą na siebie ze stron dwu.</w>
			<vsp/>
			<w>Czasami deszcz pada, a Bachus na deszczu okropnie nie lubi się moczyć,</w>
			<w>Więc pyta: czy mogę, sąsiedzie &ndash; mój wieszczu, na chwilę do ciebie wyskoczyć?</w>
			<w>I zaraz zostawia swą beczkę i murek, na cokół się drapie, choć ślisko</w>
			<w>I włazi pod pana Fredrowy tużurek i mruczy jak tłuste kocisko.</w>
			<vsp/>
			<w>Tra lam, tra li, tra la, grzeją się razem pomniki dwa.</w>
			<w>Pra lam, pa ram, pa ru, w zimnych jesiennych strugach dżdżu.</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś w lecie historia jest inna zupełnie, gdy słońce nad Wrocław wypłynie</w>
			<w>To Fredrze okropnie gorąco jest w wełnie i wciąż chce się pić starowinie.</w>
			<w>Więc koło północy, lub później troszeczkę, zwołują się znowu nawzajem</w>
			<w>I mały Bachusek przechyla swą beczkę, a Fredro się raczy tokajem.</w>
			<vsp/>
			<w>Tra lum, tra lum, tra la, tak się radują pomniki dwa.</w>
			<w>Tra lum, tra li, tra la, w piekący żarem czas.</w>
			<vsp/>
			<w>Kto z was chce to ujrzeć, niech idzie na rynek i niech się cichutko porusza.</w>
			<w>Najlepiej się schować za jakiś kominek lub jeden z wykuszy Ratusza.</w>
			<w>A potem popatrzcie kto w ciszy rozrabia, kto łazi po jezdni i torze,</w>
			<w>Ten wyższy &ndash; ubrany, to, proszę was, hrabia, ten goły &ndash; to proszę was &ndash; bożek.</w>
			<vsp/>
			<w>Tra lim, tra lum, tra la, nasze kochane pomniki dwa.</w>
			<w>Pa pam, ta ram, hoc hoc, w każdą wrocławską letnią noc.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dwie opinie</tytul>
		<tekst>
			<w>O, dylemacie wielki,</w>
			<w>O, sceno z kiepskiego kina &ndash;</w>
			<w>Za komisarza jaczejki</w>
			<w>Uważa mnie moja rodzina</w>
			<w>Głęboko przekonana,</w>
			<w>Że gdy idę do pracy &ndash;</w>
			<w>Czeka tam na mnie nagan</w>
			<w>I brodaci kozacy.</w>
			<w>Że wkładam strój kałmucki,</w>
			<w>I że spędzam wieczory</w>
			<w>Mordując Dzieduszyckich,</w>
			<w>I podpalając dwory.</w>
			<w>Zaś mój szef &ndash; wprost przeciwnie</w>
			<w>Niejednokrotnie gdera:</w>
			<w>&ndash; Rozumujecie dziwnie,</w>
			<w>Jak, powiedzmy, liberał</w>
			<w>Lub socjaldemokrata</w>
			<w>Czy jakiś takiś podobny.</w>
			<w>Czyście wy &ndash; dajmy na to &ndash;</w>
			<w>Mieszczanin średniodrobny?</w>
			<w>Takie poglądy macie,</w>
			<w>Że aż coś we mnie skuczy.</w>
			<w>A tam, u siebie w chacie,</w>
			<w>Toście pewnie piłsudczyk?</w>
			<w>I tak jakoś dryfuję</w>
			<w>Pośród tych Scyll i Charybd.</w>
			<w>Tutaj gwałcę, tam knuję,</w>
			<w>Tu ruble, tam dolary,</w>
			<w>I tu, i tam opinia</w>
			<w>Dość zgodna co do brzmienia,</w>
			<w>Że jeżelim nie świnia,</w>
			<w>To mętniak bez wątpienia.</w>
			<w>Cóż&hellip; wiem, co piszczy w trawie</w>
			<w>I skąd takie mniemanie:</w>
			<w>Ot, czasem w jakiejś sprawie</w>
			<w>Usiłuję mieć własne zdanie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dylemat</tytul>
		<tekst>
			<w>Mały Zyzio brzydko klął</w>
			<w>Więc go raz diabełek wziął</w>
			<w>Ten diabełek był przebrzydły</w>
			<w>I Zyzia nadział na widły</w>
			<vsp/>
			<w>I posadził go w Hadesie</w>
			<w>Na rozpalonym sedesie!</w>
			<w>Diabły się zebrały wokół</w>
			<w>I chciały robić protokół</w>
			<vsp/>
			<w>A jeden spytał wśród krzyku</w>
			<w>Gadaj jakżeś klął chłopczyku?</w>
			<w>A Zyzio odrzekł w żałości</w>
			<w>Kląłem psze diabła &plqq;wciórności&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Czasem także kląłem tak:</w>
			<w>A żeby cię trafił szlag</w>
			<w>oraz &plqq;Niech cię krew zaleje&prqq;</w>
			<w>A diabeł jak się zaśmieje!</w>
			<vsp/>
			<w>Aż przewrócił się na dechy</w>
			<w>Taż to nie są żadne grzechy!</w>
			<w>Krzyknął głośno &ndash; miejsce zróbcie!</w>
			<w>I chłopczyka kopnął w pupcię</w>
			<vsp/>
			<w>Zyzio tylko wrzasnął &plqq;jaju&prqq;!</w>
			<w>I poleciał wprost do raju</w>
			<w>Gdzie posadkę dostał niezłą</w>
			<w>I prześliczne białe giezło</w>
			<vsp/>
			<w>taki system jest do bani</w>
			<w>Bośmy zdezorientowani</w>
			<w>Więc pytamy wszystkich chytrze:</w>
			<w>Czyż są klątwy jeszcze brzydsze?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dyskretny Urok Burżuazji</tytul>
		<tekst>
			<w>Coraz w nas mniej klimatu Azji,</w>
			<w>Surowych, zdrowych obyczajów.</w>
			<w>Dyskretny Urok Burżuazji</w>
			<w>Powoli wkrada się do kraju.</w>
			<w>Polaryzują się maniery,</w>
			<w>Estetyzuje się ubranie,</w>
			<w>Jadamy sery i desery</w>
			<w>Jak zniewieściali paryżanie:</w>
			<w>Więcej koniaków, mniej małmazji</w>
			<w>Z czerwoną, tradycyjną kartką&hellip;</w>
			<w>Dyskretny Urok Burżuazji</w>
			<w>Wciąga nas miękko, ale wartko.</w>
			<w>Wyposażamy się na raty,</w>
			<w>Posługujemy obcą mową,</w>
			<w>Miewamy fiaty i SEAT-y</w>
			<w>I telewizję kolorową.</w>
			<w>I nawet problem eutanazji</w>
			<w>Dyskutujemy w swym salonie:</w>
			<w>Dyskretny Urok Burżuazji</w>
			<w>W najlepszym, postępowym tonie!</w>
			<w>Już więcej biżuterii, futer</w>
			<w>I narkotyków na receptę,</w>
			<w>I już wymawia się &plqq;kompjuter&prqq;,</w>
			<w>Nie zaś &plqq;komputer&prqq;, tak jak przedtem.</w>
			<w>I dobrze nie mieć jest fantazji,</w>
			<w>By nie wyróżniać się w swej klasie&hellip;</w>
			<w>Dyskretny Urok Burżuazji</w>
			<w>Niezwykle dobrze u nas ma się!</w>
			<w>Adresujemy listy kodem,</w>
			<w>Łączymy automatem Szczecin,</w>
			<w>I pederastia wchodzi w modę,</w>
			<w>I zmniejsza się pogłowie dzieci,</w>
			<w>Trwa dwutorowość apostazji:</w>
			<w>Krzyżyk na szyi towarzyszki&hellip;</w>
			<w>Dyskretny Urok Burżuazji,</w>
			<w>Gdy już nie grają marsza kiszki&hellip;</w>
			<w>A jeśli grają to nie marsza,</w>
			<w>A jeśli marsza &ndash; to nie kichy.</w>
			<w>I coraz bardziej wszystkim starcza</w>
			<w>Na doktoraty i zagrychy,</w>
			<w>I to w zasadzie jest w porządku,</w>
			<w>Cały świat bardziej dba o schedę,</w>
			<w>Nie można ciągle od początku</w>
			<w>Miast sekretarki &ndash; klepać biedę.</w>
			<w>Lecz chociaż to uczucie głupie,</w>
			<w>Mój ciągły stan idiosynkrazji,</w>
			<w>Co ja poradzę, że mam w dupie</w>
			<w>Dyskretny Urok Burżuazji?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dziadziuś</tytul>
		<tekst>
			<w>Prosił dziadziuś miłą Gosię:</w>
			<w>&ndash; Miła Gosiu, nie dłub w nosie.</w>
			<w>Ale Gosia nie słuchała,</w>
			<w>Tylko w nosie wciąż dłubała.</w>
			<vsp/>
			<w>A dziadziuś był obrzydliwy,</w>
			<w>Więc wpadł nagle w gniew straszliwy.</w>
			<w>I po krótkiej z Gosią walce,</w>
			<w>Obciął tej gówniarze palce</w>
			<vsp/>
			<w>Teraz Gosia z wielkim smutkiem</w>
			<w>Dłubie w swym nosku kikutkiem.</w>
			<w>Morał: Kto nie słucha dziadzi,</w>
			<w>Ten już nigdy nic nie wsadzi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dziedzictwo</tytul>
		<tekst>
			<w>Czasem siedzę i rozmyślam godzinami</w>
			<w>Co przdkowie moi mieć na celu mogli</w>
			<w>Że walczyli i walczyli ze Szwedami</w>
			<w>Jak to ujął pan Sienkiewicz w swej trylogii?</w>
			<w>Kombinacja to nad wszelki wyraz mglista &ndash;</w>
			<w>Co nie bawi mnie niestety i nie cieszy:</w>
			<w>Przypływają sobie Szwedzi promem z Ystad,</w>
			<w>A tu Kmicic do nich z krzaków bęc z pepeszy!</w>
			<w>Kto mógł przeczuć i przewidzieć że wystrzeli</w>
			<w>Jakby w jaki przysłowiowy kaczy kuper&hellip;</w>
			<w>A ci Szwedzi, jakby wtedy nas zajęli,</w>
			<w>To ja teraz miałbym może Volvo-Super?</w>
			<w>Jakąś Ingrid bym podrywał ałbo Gretkę</w>
			<w>Na kanapie obciągniętej szwedzkim sztruksem,</w>
			<w>I ze szwedzkiej stali mógłbym mieć żyletkę,</w>
			<w>A tak muszę się kaleczyć Rawą-Luxem&hellip;</w>
			<w>Na polarną zorzę patrzyłbym wieczorem,</w>
			<w>Od pingwinów, fok i morsów miałbym nabiał,</w>
			<w>Ksiądz Chudzielak to by wtedy był pastorem</w>
			<w>Z czwórką dzieci, więc by pewnie nie rozrabiał&hellip;</w>
			<w>Hej, na biegun by północny człowiek pływał,</w>
			<w>Zamiast jezior Augustowskich i Mazurskich,</w>
			<w>A jak ładnie by się każdy z nas nazywał &ndash;</w>
			<w>To by brzmiało: Olaf Haakon Waligórski!</w>
			<w>Dziś na siłę tę historię się odrabia,</w>
			<w>Takie rzeczy się wymyśla, że o rany,</w>
			<w>I tych Szwedów się namawia i przywabia</w>
			<w>Pisząc: &plqq;Przyjedź do Szczecina na Bałkany!&prqq;</w>
			<w>Wprawdzie Szwecja ludność bardzo ma odważną,</w>
			<w>Ale trudno nam tę ludność do nas złasić&hellip;</w>
			<w>&ndash; Dzięki &ndash; mówią &ndash; już nas Kmicic dosyć narżnął&hellip;</w>
			<w>My to zawsze coś musimy pokiełbasić!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dziedziczność</tytul>
		<tekst>
			<w>O pierwszym zmroku, koło Pedetu</w>
			<w>By uspokoić stargane nerwy</w>
			<w>Snują się blade córki poetów</w>
			<w>Tych z awangardy, i tych z konserwy.</w>
			<w>Snują się solo, snują się kupą,</w>
			<w>Śniąc o tym, czego nocą nie dośnią,</w>
			<w>Rzadko karmione pożywną zupą,</w>
			<w>A dużo częściej mglistą przenośnią.</w>
			<w>Somnabulicznie, brzegiem wieczorów</w>
			<w>Pełzną jak strzygi pędzla Ociepki,</w>
			<w>A obok zdrowe córki majorów</w>
			<w>Rzucają chłopcom krwiste zaczepki.</w>
			<w>Na poetównę chłopcy nie patrzą&hellip;</w>
			<w>Cóż, że wygląda na smukłą nimfę,</w>
			<w>Że twarz ma dużo od innych gładszą,</w>
			<w>Kiedy krwi w żyłach nie ma, lecz limfę&hellip;</w>
			<w>Poza tym, wszelkich praw dziedziczności</w>
			<w>Jest antytezą, i trudno dociec</w>
			<w>Dlaczego nie ma nawet zdolności</w>
			<w>Tak miernych, jak jej rzekomy ociec&hellip;</w>
			<w>Rzekomy! Bowiem przed wieloma laty</w>
			<w>Gdy gwiazdy lśniły jak złota rzeka</w>
			<w>A tata wsadził nos w poematy &ndash;</w>
			<w>Mamę odwiedził dostawca mleka&hellip;</w>
			<w>Więc krążą teraz &ndash; żałosne dziwa &ndash;</w>
			<w>Po miejskich ulic zimnych manowcach</w>
			<w>Czasem ambicja w nich się fałszywa</w>
			<w>Odzywa bekiem, jak błędne owce,</w>
			<w>Lub się w mózgowej łączą przysadce</w>
			<w>Aż dwie miernoty na półetacie:</w>
			<w>Wrodzona, po tym fizycznym tatce,</w>
			<w>Z nabytą, po tym przybranym tacie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dziewczyna</tytul>
		<tekst>
			<w>I co ma &ndash; prawdę mówiąc &ndash; dziewczyna?</w>
			<w>Kiepską posadę, trochę pretensji</w>
			<w>Że tylko czasem chodzi do kina,</w>
			<w>Bo za sam pokój &ndash; połowa pensji.</w>
			<w>Bilet miesięczny, stołówka w pracy,</w>
			<w>Listowny kontakt z ojcem i matką.</w>
			<w>Czasem bywają u niej chłopacy</w>
			<w>Ale do rana zostają rzadko.</w>
			<w>Zbiera na płaszczyk, na parę butów,</w>
			<w>Swetry zamienia czasem z Tereską.</w>
			<w>W ogóle to ma mało atutów</w>
			<w>A i te straci gdzieś przed trzydziestką.</w>
			<w>W piątek dziewczyna parzy herbatę,</w>
			<w>Robi kanapki w dużej ilości,</w>
			<w>Nastawia bardzo kiepski adapter</w>
			<w>I podniecona czeka na gości.</w>
			<w>Przychodzi Jola, a może Ola,</w>
			<w>I może Ala i pewnie Lala,</w>
			<w>Jola ze sklepu, Ola z przedszkola,</w>
			<w>Ala i Lala są ze szpitala.</w>
			<w>Mieli przyjść chłopcy, ale nie przyszli,</w>
			<w>Bez nich też fajnie jest, że o rany,</w>
			<w>Bo można szczerze wymienić myśli,</w>
			<w>Z tym, że niewiele jest do wymiany.</w>
			<w>Dziewczęta ładnie szklanki wymyły</w>
			<w>Pewnie za tydzień znów się spotkają&hellip;</w>
			<w>Dziewczyna sobie przecina żyły</w>
			<w>A socjolodzy się zdumiewają.</w>
			<w>Trzeszczą od listów kąciki porad,</w>
			<w>Dyskusje mnożą się na ekranie,</w>
			<w>Ktoś na dziewczynie zrobił doktorat</w>
			<w>I ktoś wygłosił o niej kazanie.</w>
			<w>Uspokoiła się już rodzina,</w>
			<w>I etat dano komu innemu,</w>
			<w>Nikt nie wspomina: &ndash; Była dziewczyna!</w>
			<w>Nie ma dziewczyny &ndash; nie ma problemu.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Dziwna kura</tytul>
		<tekst>
			<w>Kędyś w Polsce był przysiółek,</w>
			<w>Wokół żyto i pszenica,</w>
			<w>A w przysiółku był zaułek</w>
			<w>Gdzie mieszkała cud-dziewica.</w>
			<w>Piękna była już od dziecka</w>
			<w>(bo przypadkiem miała dziecko)</w>
			<w>I chodziła stale w kieckach</w>
			<w>Z podhalańska-mazowiecko.</w>
			<w>Ojciec kochał swoją córę,</w>
			<w>Wciąż ją pieścił i przystrajał,</w>
			<w>Aż raz kupił dla niej kurę</w>
			<w>Co znosiła barwne jaja.</w>
			<w>Wiele było stąd rwetesu,</w>
			<w>Tłum zgromadził się pod progiem,</w>
			<w>I przyjechał pan profesor</w>
			<w>Co był znanym etnologiem.</w>
			<w>Lat miał osiemdziesiąt z górą,</w>
			<w>Siwa broda mu wyrosła</w>
			<w>I zawołał: Kuro kuro,</w>
			<w>Znieś mi jajko! &hellip;kura zniosła.</w>
			<w>Długo patrzył naukowiec,</w>
			<w>Wreszcie rzekł do asystentki:</w>
			<w>&ndash; No no, sama pani powiedz,</w>
			<w>Jakie kolorowe centki&hellip;</w>
			<w>Aż się wokół mieni wszystko,</w>
			<w>Całkiem jak u Renoira&hellip;</w>
			<w>Czyżby się impresjonistką</w>
			<w>Okazała kura stara?</w>
			<w>Tu wyciągnął ekstra-mocne,</w>
			<w>W dymu się pogrążył chmurach,</w>
			<w>Myśląc, czemu wielkanocne</w>
			<w>Jajka niesie zwykła kura?</w>
			<w>lecz niedługo siedział solo,</w>
			<w>Bo nadjechał na &plqq;Junaku&prqq;</w>
			<w>Jeden znany ornitolog</w>
			<w>Co rozumiał mowę ptaków.</w>
			<w>Zaraz kurę zaczął badać</w>
			<w>I przełamał jej opory:</w>
			<w>&ndash; Proszę prędko odpowiadać</w>
			<w>Skąd się wzięły te kolory?</w>
			<w>Tak ją spytał w ciemnej sieni</w>
			<w>Gdzie zapędził ją z podwórka,</w>
			<w>A ta kura się rumieni</w>
			<w>I w zmieszaniu skubie piórka,</w>
			<w>Lecz pytana bez litości</w>
			<w>Rzekła: &ndash; Serca mi nie rańcie&hellip;</w>
			<w>To poniekąd grzech młodości</w>
			<w>I wspomnienie po bażancie&hellip;</w>
			<w>Był tu jeden taki bażant,</w>
			<w>Kolorowy niby tęcza&hellip;</w>
			<w>Cóż&hellip; dziewczętom się to zdarza,</w>
			<w>Niech już pan mnie nie zamęcza&hellip;</w>
			<w>I skłoniła się na progu</w>
			<w>I pobiegła skubać kwiaty&hellip;</w>
			<w>A na płocie zapiał kogut.</w>
			<w>Bardzo dziwny. Bo rogaty&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mała zagwozdka historyczna</tytul>
		<tekst>
			<w>Smutnej pamięci dziadek naszego bohatera</w>
			<w>Królowi Karolowi Szwedzkiemu towarzyszył w Prusach i Warmii,</w>
			<w>Zaś tata bohatera był to dość znany generał</w>
			<w>A potem nawet feldcechmistrz wrogiej, austriackiej armii.</w>
			<w>Prababcia była Włoszką, nosiła nazwisko Rofranco,</w>
			<w>Natomiast z dwóch babek każda szła swoją ścieżką,</w>
			<w>Bo jedna była Litwinką, druga austriacką poddanką,</w>
			<w>Atoli po swoim tatusiu Kinskim, w połowie Czeszką.</w>
			<w>Bohater nasz się urodził w Wiedniu, przy Herrengasse.</w>
			<w>Ochrzczony został natychmiast w pobliskiej Schottenkirche,</w>
			<w>I poszedł z tym całym bagażem na swoją życiową trasę</w>
			<w>Na której go spotkały co krok przeżycia nieliche.</w>
			<w>Wsławił się w damskich sypialniach i na bitewnych polach</w>
			<w>Z bagnetem w ręku żołnierzy własnym przykładem krzepił,</w>
			<w>I wszedł na karty historii jako typowy Polak.</w>
			<w>A zginął w błotnistej Elsterze. A zwano go &plqq;książę Pepi&prqq;.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mały geograf</tytul>
		<tekst>
			<w>Holender jest duży, różowy, mieszka najczęściej w wiatrakach,</w>
			<w>Holenderka chodzi w czepku oraz w drewnianych chodakach.</w>
			<w>Oboje budują tamy, oboje są ckliwi i czuli</w>
			<w>Więc czasem w tulipanach pani pana przy tamie tuli.</w>
			<vsp/>
			<w>Szkot bardzo wszystko oszczędza więc chodzi w żoninej spódnicy</w>
			<w>Podrywacz nieraz się myli w tej Szkocji na ulicy&hellip;</w>
			<w>Szkot wieczorami Szkotce grywa oszczędnie na kobzie,</w>
			<w>A Szkotka spytana jak się bawi, mówi oszczędnie &plqq;dobzie&prqq;!</w>
			<vsp/>
			<w>Monaco jest maciupeńkie, ale się bardzo opłaca,</w>
			<w>Bo jest tam ruletka, plaża i jedna artystka Graca.</w>
			<w>Jej mąż nazywa się Reiner, ma baczki jak jaki Romeo,</w>
			<w>I długo nie mógł mieć dzieci ale mu już minęło.</w>
			<vsp/>
			<w>Szwajcar je ser szwajcarski, robi zegarki &plqq;Cyma&prqq;,</w>
			<w>Zarabia na turystach, jak tylko przyjdzie zima.</w>
			<w>Ewentualnie z kuszą po szczytach alpejskich lata.</w>
			<w>My mamy Putramenta, a oni to znów Buerenmatta&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Liberyjczyk chodzi w liberii uszytej z barwnej draperii.</w>
			<w>Pieśń &plqq;O du lieber Augustin&prqq; jest chyba hymnem liberii&hellip;</w>
			<w>Liberyjka jest liberalna, lecz mąż jest zazdrosny jak tygrys,</w>
			<w>Więc jakby kogoś z nią złapał, To by z niego zrobił ex lybrys&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Madagaskarczyk jest strasznie dziki, nie wie co gaz a co prąd,</w>
			<w>Jak go nie zeżre krokodyl, to i tak umrze na trąd.</w>
			<w>Madagaskarka jest czarna i wcale się nie ubiera.</w>
			<w>Dzieci na Madagaskarze są na ogół podobne do Arkadego Fiedlera.</w>
			<vsp/>
			<w>Panamczyk nie nosi panamy, bo ją uważa za banał</w>
			<w>Poza tym jest zawsze skrzywiony, bo tuż pod nosem ma kanał.</w>
			<w>Gdy o wspomnienia z Panamy kobietę zapytać chcemy,</w>
			<w>To zwykle nam odpowiada: &ndash; z Panamy? Ale z któremy?</w>
			<vsp/>
			<w>Turek ma wielki harem, skąd słychać okrzyki hu-ha,</w>
			<w>Turek umie zrobić kawę, sorbety i eunucha,</w>
			<w>Turczynka w gęsty czarczaf jest owinięta wiecznie,</w>
			<w>Bo Allach twarz kazał zasłaniać. A resztę niekoniecznie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Abisyńczyk jada na obiad małpy duszone w kaktusach,</w>
			<w>Uprawia strusie jaja i strasznie kocha Negusa.</w>
			<w>Lecz jeśli Abisyniątko dostanie trójkę z minusem,</w>
			<w>To Abisyńczyk Abisyniątko nazywa wtedy nygusem.</w>
			<vsp/>
			<w>Pigmej ma wszystko malutkie i to jest jego troską.</w>
			<w>Do każdego Pigmeja podobno dodają bezpłatnie mikroskop.</w>
			<w>Żony Pigmejów są przez to dość często bliskie szału,</w>
			<w>A jeden Pigmej ujrzawszy naszą Marysię, od razu dostał zawału&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Australijczyk nie słucha radia, nie pasjonuje się tangiem,</w>
			<w>Tylko w kangury i strusie wciąż rzuca bumerangiem.</w>
			<w>Jak się po takim rzucie nie schowa do zagajnika,</w>
			<w>To potem w Australii odbywa się pogrzeb Australijczyka&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Bułgar to też słowianin, choć bardziej od nas czarny,</w>
			<w>Żeby mu sprawić przyjemność, jeździmy często do Warny</w>
			<w>I każdy jakiś kożuszek przywieźć się stamtąd stara</w>
			<w>Żeby się Bułgar nie przegrzał, bo my kochamy Bułgara!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Eskimos chodzi w futrach, jeździ na psie lub foce,</w>
			<w>Dnie tam trwają pół roku, a drugie pół roku noce.</w>
			<w>Więc noc poślubna u nich bywa najdłuższa na świecie.</w>
			<w>Ale wy się państwo nie cieszcie, i tak tam nie pojedziecie!</w>
			<vsp/>
			<w>Szwed jest niezwykle zimny, hoduje renifery,</w>
			<w>Osiąga temperaturę najwyżej trzydzieści sześć cztery.</w>
			<w>Jak mówić mu o miłości, to on powiada &plqq;Co proszę?&prqq;</w>
			<w>Dlatego Anita Ekberg woli mieszkać we Włoszech&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Mongoł w swej jurcie swetry z wielbłądzej sierści robi.</w>
			<w>Ma wystające kości, kocha pustynię Gobi,</w>
			<w>Dawniej był ciemny, a teraz kształci w uczelni umysł.</w>
			<w>A jak wydoi kobyłę to to się nazywa kumys.</w>
			<vsp/>
			<w>Grek jeszcze ciągle wierzy w swoich Apollów i Zeusów,</w>
			<w>Zajada tłuste śliwki i śpiewa &plqq;Dzieci Pireusu&prqq;,</w>
			<w>Sprzedaje Amerykanom zabytki po dziesięć deka,</w>
			<w>Lecz nie potrafi tak świetnie jak Polak udawać Greka!</w>
			<w>Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej</w>
			<w>Raz do koguta z krzykiem przybiegły kurczaki:</w>
			<w>&ndash; Tata, lis porwał mamę i wlecze ją w krzaki!</w>
			<w>Kogut tak się śmiać zaczął, że aż wpadł do ścieku:</w>
			<w>&ndash; Widać, że moja stara jest jeszcze na fleku!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mały historyk</tytul>
		<tekst>
			<w>Narrator: W&nbsp;trosce o&nbsp;uświadomienie najmłodszego pokolenia, i&nbsp;w&nbsp; chwalebnej dążności do naśladowania niektórych naszych literatów, co to nie wahają się zniżyć do poziomu dzieci i&nbsp;ponapisywać dla nich różne takie, a&nbsp;przy okazji zarobić parę złotych, także i&nbsp;my zdecydowaliśmy się publikować cykl popularnych wykładów historycznych o&nbsp;łatwo przystępnej, a&nbsp;zarazem wzruszającej formie. Dziś kilka źródłowych wiadomości o&nbsp;Leszku Białym!</w>
			<w>Leszek Biały jak był mały,</w>
			<w>To był dosyć przemądrzały.</w>
			<w>Lecz go spotkał cios straszliwy:</w>
			<w>Zmarł Kazimierz Sprawiedliwy</w>
			<w>Czyli tego Leszka tatko,</w>
			<w>A Leszek się został z matką.</w>
			<w>Miała na imię Helena</w>
			<w>I była niezła gangrena &ndash;</w>
			<w>Ledwie mąż się schował w grobie &ndash;</w>
			<w>Ta już chłopa szuka sobie!</w>
			<w>Zwłaszcza niejaki Goworek</w>
			<w>Wyzwalał w niej ten motorek,</w>
			<w>Wciąż chodziła z tym Goworkiem,</w>
			<w>Nazywała go kaczorkiem,</w>
			<w>Karmiła słodyczami,</w>
			<w>Aż Leszek zgrzytał ząbkami,</w>
			<w>I takie go żarły smutki</w>
			<w>Że aż się zrobił siwiutki,</w>
			<w>A inne dzieci wołały:</w>
			<w>&ndash; O, o! Jaki Leszek biały!</w>
			<w>Wtedy on się cały zmieniał</w>
			<w>I na twarzyczce czerwieniał,</w>
			<w>I był w czerwieni i w bieli,</w>
			<w>Aż go za chorągiew wzięli,</w>
			<w>Mieli go wywiesić właśnie,</w>
			<w>A on nagle jak nie wrzaśnie!</w>
			<w>Dopiero jeden Bździbździkiewicz</w>
			<w>Powiada: &ndash; Taż to królewicz!</w>
			<w>Dalej więc gromadą całą</w>
			<w>Pytać co się księciu stało?</w>
			<w>A on im prawdę wyłuszcza,</w>
			<w>Że mamusia mu się puszcza!</w>
			<w>Rycerstwo szablami macha:</w>
			<w>Dawać no tu tego gacha!</w>
			<w>Gdzie ten lubieżnik Goworek?</w>
			<w>Wsadzimy my jemu korek!</w>
			<w>Mieczem, kopią go połechcem!</w>
			<w>Lecz królewicz rzekł: &ndash; Ja nie chcem!</w>
			<w>[Podsmażymy go na ruszcie!</w>
			<w>Lecz królewicz rzekł: &ndash; Nie ruszcie!]</w>
			<w>Nie będę szkodził matusi,</w>
			<w>Niech se z nim żyje, jak musi!</w>
			<w>Tutaj wyszedł fakt fatalny,</w>
			<w>Że Leszek jest nienormalny,</w>
			<w>Bo każdy inny monarcha</w>
			<w>Zarżnął by takiego parcha,</w>
			<w>Zarządził wybicie oczek,</w>
			<w>Przynajmniej uszkodził kroczek,</w>
			<w>I w ogóle wygnał z kraju,</w>
			<w>Jak wtedy było w zwyczaju.</w>
			<w>A Leszek był zbyt łaskawy,</w>
			<w>Bo wyjechał do Gąsawy,</w>
			<w>Gdzie już prawie nieustannie</w>
			<w>Dnie i noce spędzał w wannie,</w>
			<w>Podważając wiarę ludu,</w>
			<w>Że jeszcze nikt nie zmarł z brudu.</w>
			<w>Aż jego wuj, Świętopełek,</w>
			<w>Wziął sznurek, zrobił węzełek,</w>
			<w>Wszedł z tym sznurem do łazienki,</w>
			<w>I skrócił Leszkowi męki:</w>
			<w>Dusiu-dusiu, i po wrzasku&hellip;</w>
			<w>Trzeba ci było, głuptasku?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mamo daj mi setkę</tytul>
		<tekst>
			<w>Mamo proszę cię daj mi setkę</w>
			<w>Mamo daj mi ja proszę cię,</w>
			<w>Nie na karty, nie na ruletkę,</w>
			<w>Na fistaszki ja wydać chcę!</w>
			<vsp/>
			<w>Mamo ja tak lubię fistaszki,</w>
			<w>Jak fistaszki zwęszę to cześć!</w>
			<w>Nie chcę babki, forsy i flaszki,</w>
			<w>Chcę fistaszki bez przerwy jeść!</w>
			<vsp/>
			<w>Mamo nie każ mi szukać żony,</w>
			<w>Cóż przy żonie byłby wart świat?</w>
			<w>Byłbym przy niej wciąż zatrudniony,</w>
			<w>Kiedy bym swe fistaszki jadł?</w>
			<vsp/>
			<w>Na gitarze ci mamo pogram,</w>
			<w>Życie nasze się zmieni w raj,</w>
			<w>Gdy fistaszków kupię kilogram</w>
			<w>Tylko setkę mi mamo daj!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Manneken-Pis</tytul>
		<tekst>
			<w>Stoją sobie od Bugu do Nysy</w>
			<w>Smutne, polskie Manneken-Pisy,</w>
			<w>Co powstały z powodów paru:</w>
			<w>powód pierwszy &ndash; brak pisuarów.</w>
			<w>Powód drugi &ndash; to nadmiar piwa,</w>
			<w>Więc co drugi Manneken się kiwa.</w>
			<w>Powód trzeci niska kultura:</w>
			<w>Można nawet za drzwiami biura&hellip;</w>
			<w>Czwarty powód &ndash; to wciąż ta sama</w>
			<w>Stara, polska autoreklama:</w>
			<w>&ndash; Niechże w podziw wpadną cudzoziemcy,</w>
			<w>A szczególnie Czesi i Niemcy!</w>
			<w>Niemcy? Może. Lecz czasem w podróży</w>
			<w>Kraj nasz zwiedza przygodny Murzyn,</w>
			<w>Zaraz łza mu wypływa spod powiek:</w>
			<w>&ndash; Biedna, biedna ta biała człowiek&hellip;</w>
			<w>Czwarta z przyczyn także jest prosta &ndash;</w>
			<w>Stare hasło &plqq;Zastaw się, a postaw!&prqq;</w>
			<w>Owszem, postaw, ale &ndash; jeśli łaska &ndash;</w>
			<w>Zgodnie z hasłem czymś się przedtem zastaw&hellip;</w>
			<w>Świat potępia ich, albo wyśmiewa,</w>
			<w>Lub narzeka że przez nich schną drzewa,</w>
			<w>Ale mnie oni cieszą nad wyraz,</w>
			<w>Bo mnie przestał straszyć pewien wyraz,</w>
			<w>Co myślałem że jest z ekonomii,</w>
			<w>A poznałem że on z anatomii!</w>
			<w>Oto dzięki wam, Manneken-Pisi</w>
			<w>Wiem co znaczy słowo &plqq;tumiwisizm&prqq;&hellip;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Marsz sytych kobiet według Kanta</tytul>
		<tekst>
			<w>1:</w>
			<w>Wędrując nocką ciemną</w>
			<w>Czuję się bardzo przyjemnie.</w>
			<w>Bo niebo gwiaździste nade mną</w>
			<w>A prawo moralne we mnie!</w>
			<vsp/>
			<w>2:</w>
			<w>Ja też to czuję czasami!</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>Więc zaśpiewajmy wraz!</w>
			<vsp/>
			<w>razem:</w>
			<w>Niebo gwiaździste nad nami,</w>
			<w>Prawo moralne w nas!</w>
			<vsp/>
			<w>2:</w>
			<w>Maszerujemy sobie,</w>
			<w>Krok nasz jest równy i dziarski,</w>
			<w>Żaden głodowy marsz kobiet,</w>
			<w>Czyli Korcza z Młynarskim!</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>My rozstajami, polami,</w>
			<w>Przez zioła, sioła i las &ndash;</w>
			<vsp/>
			<w>razem:</w>
			<w>Niebo gwiaździste nad nami,</w>
			<w>Prawo moralne w nas!</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>Śmieje się do nas fasola,</w>
			<w>Tyka w patykach patyczak,</w>
			<w>Nie dla nas wizyty Kohla,</w>
			<w>Nie dla nas Płócienniczak!</w>
			<vsp/>
			<w>2:</w>
			<w>Ruszaj no Mańka nogami,</w>
			<w>Byle na biwak i w gaz!</w>
			<vsp/>
			<w>razem:</w>
			<w>Niebo gwiaździste nad nami,</w>
			<w>Prawo moralne w nas!</w>
			<vsp/>
			<w>2:</w>
			<w>Wisi nam Wschodnia Europa,</w>
			<w>I całe Er-Wu-Pe-Gie!</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>Małorolnego chłopa</w>
			<w>Kopniemy z radością w de!</w>
			<w>2:</w>
			<w>A co z zachodnimi krajami?</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>Zachodnie też mogą nas!</w>
			<vsp/>
			<w>razem:</w>
			<w>Niebo gwiaździste nad nami,</w>
			<w>Prawo moralne w nas!</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>Łączą się proletariusze&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>2:</w>
			<w>Proszę zaczekać, już łączę!</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>Na chwilę w krzaki muszę&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>2:</w>
			<w>Uważaj, nie siądź na kłącze!</w>
			<vsp/>
			<w>1:</w>
			<w>Zresztą niech łączą się sami,</w>
			<w>Nie dla nas walka klas!</w>
			<vsp/>
			<w>razem:</w>
			<w>Niebo gwiaździste nad nami,</w>
			<w>Prawo moralne</w>
			<w>Prawo moralne</w>
			<w>Prawo moralne w nas!</w>
			<w>Raz&hellip;</w>
			<w>Raz&hellip;</w>
			<w>Raz&hellip;</w>
			<w>Raz&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Marzenia</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedy piechur zmęczony przykuca,</w>
			<w>Marzy sobie o jedwabnych onucach,</w>
			<w>Żeby były śliskie i wygodne,</w>
			<w>Eleganckie, a przy tym chłodne&hellip;</w>
			<w>Chłop ubogi z dalekiego powiatu</w>
			<w>Często myśli o siermiędze z brokatu,</w>
			<w>Żeby podziw dla całej parafii,</w>
			<w>Wszyscy jękną, a wójta szlag trafi.</w>
			<w>Ksiądz Chudzielak, chudy i ponury,</w>
			<w>Chciałby myckę mieć z krwawej purpury.</w>
			<w>I akurat przyjeżdża sufragan</w>
			<w>I się robi pieroński bałagan&hellip;</w>
			<w>Doktor Dziobak, gdy zasypia zmęczony,</w>
			<w>To mu skalpel się śni pozłocony</w>
			<w>I zazdrosna mina prymariusza,</w>
			<w>Który wąsem z irytacją rusza.</w>
			<w>Kelner Pućko rozmyśla po cichu</w>
			<w>O dwunastu inspektorach PIH-u,</w>
			<w>Jak przynoszą jemu paprykarze,</w>
			<w>A on mówi do nich: &ndash; A ja zważę!</w>
			<w>Duma muzyk, który wali w bębny,</w>
			<w>Że zrobiono mu koncert odrębny</w>
			<w>I przychodzą Oj strach z Rubinsteinem,</w>
			<w>I dziękują, że to takie nadzwyczajne.</w>
			<w>A ja jestem sobie facet oddzielny,</w>
			<w>Mnie się widzi redaktor naczelny,</w>
			<w>Jak ma całkiem inną posadę</w>
			<w>I ułożyć musi balladę,</w>
			<w>A ja mu, broń Boże, nie zatwierdzam</w>
			<w>Ani się na niego nie rozsierdzam,</w>
			<w>Tylko z boczku się przyglądam zwyczajnie&hellip;</w>
			<w>Niby taki drobiazg, a jak fajnie!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Marzenie wiosenne</tytul>
		<comment>(w tle &plqq;Marzenie&prqq; Schumana)</comment>
		<tekst>
			<w>O czym marzy co roku wiosną</w>
			<w>Pan stworzenia, postępu chorąży?</w>
			<w>Jakie w nim dylematy rosną,</w>
			<w>Co nurtuje go? Co go drąży?</w>
			<w>Czy kariera mu widzi się wielka</w>
			<w>W dyplomacji, że jest konsulem</w>
			<w>W szapoklaku, fraku i szelkach,</w>
			<w>Że angielski zna, i że wogóle&hellip;?</w>
			<w>Czy też duma że jest naukowcem</w>
			<w>Co wynalazł gazowy skobel</w>
			<w>Albo z krową skrzyżował owcę,</w>
			<w>I ktoś dzwoni: &ndash; Hallo! Tu Nobel!</w>
			<w>Może sobie w myślach przedstawia</w>
			<w>Że się wybił, że obniżył koszta,</w>
			<w>Lub że dostał Nagrodę Wrocławia</w>
			<w>Za sam wygląd i za całokształt?</w>
			<w>Że jest bardzo znanym chirurgiem</w>
			<w>Ma nóż, kleszcze i inne kawałki</w>
			<w>I że jedzie własnym wartburgiem</w>
			<w>Ministrowi wyrżnąć migdałki?</w>
			<w>Albo może że Samosierra,</w>
			<w>Że kartacze stadami, jak ptaki,</w>
			<w>A on, prawdaż, jako generał,</w>
			<w>A on, prawdaż: &ndash; Za mną, chłopaki!</w>
			<w>Czy rakieta ewewntualnie,</w>
			<w>Gra orkiestra, w słońcu kosmodrom,</w>
			<w>Ktoś przemawia doń pryncypialnie</w>
			<w>Ciut od rzeczy, żeśwa nad Odrą?</w>
			<w>Względnie saloon, banda przy barze,</w>
			<w>A barmana właśnie zabito,</w>
			<w>A on wchodzi, i patrzy im w twarze</w>
			<w>A w kaburze ma taaaakie kopyto&hellip;</w>
			<w>Gdy zapytać, to każdy opowie</w>
			<w>Jakieś szczytne-ambitne łamańce,</w>
			<w>Ale mówiąc między nami, panowie,</w>
			<w>To na wiosnę każdy marzy o Mańce&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Marzenie o córce majora</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach, chciałbym się, chciałbym ożenić z córką starego majora</w>
			<w>I żeby miała na imię Eulalia, Rozalia lub Flora,</w>
			<w>I żebyśmy mogli we trójkę siadać wieczorem przy świecach,</w>
			<w>A major by gadał kawały i czasem mnie klepał po plecach,</w>
			<w>Wybuchałby dziarskim śmiechem i wołał: &ndash; Dobre, co, synku?</w>
			<w>&hellip;aha, i jeszcze koniecznie musi być w stanie spoczynku,</w>
			<w>Ten major, nie jego córka, bo córka powinna być krwista,</w>
			<w>Przy kości, zdrowa, różowa i do przesady czysta,</w>
			<w>I umieć dobrze gotować, i smażyć sznycle, kotlety,</w>
			<w>Grochówki, sosy, bigosy i inne żołnierskie konkrety.</w>
			<w>Zjadając je słuchałbym gadek o różnych podchodach, atakach,</w>
			<w>Rąbaniu szablami po palcach, ciąganiu za uszy po krzakach,</w>
			<w>Troczeniu jeńców do siodeł, dawaniu ognia z armat</w>
			<w>Przez figle, właśnie w momencie, gdy w lufę zaglądał kamrat,</w>
			<w>O licznych wojennych romansach, które się w marszu wiodło</w>
			<w>Przy wtórze wytwornych zaproszeń: &ndash; Maryśka, wskocz mi na siodło!</w>
			<w>Skończywszy opowiadanie, mój teść by sięgał na półkę</w>
			<w>Po pistolety, by zagrać &ndash; jak co wieczora &ndash; w kukułkę,</w>
			<w>I dom by trząsł się od śmiechu, od huku aż do rozpuku,</w>
			<w>Przy wtórze dziarskich okrzyków: &ndash; Tu jestem, teściuniu, a kuku!</w>
			<w>Następnie, sprzątnąwszy gruzy i połamane krzesła,</w>
			<w>Wszyscy przyjemnie zmęczeni poszliby trochę się przespać,</w>
			<w>I leżąc przy swojej żonie ubranej w koszulę do kostek</w>
			<w>Radowałbym się, że życie mam zdrowe, miłe i proste,</w>
			<w>A potem wstałbym i poszedł do izby, gdzie na kanapie</w>
			<w>Czerstwy i dzielny teść &ndash; major &ndash; głośno i pięknie chrapie,</w>
			<w>I podziękowałbym Bogu za znak łaski całkiem oczywisty,</w>
			<w>Że nie jestem wynędzniałym zięciem nerwowego intelektualisty.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mazur urwisowski I</tytul>
		<tekst>
			<w>Obsypało śniegiem krzaki</w>
			<w>Sopel sobie wisi,</w>
			<w>A Jaś sadzi koperczaki</w>
			<w>Do pięknej Marysi!</w>
			<w>Sadzi dziarsko i radośnie</w>
			<w>Koperczaków szereg,</w>
			<w>Kiedy Maryś w nie obrośnie &ndash;</w>
			<w>Będziem mieć koperek!</w>
			<w>Hop dziś przy stodole,</w>
			<w>Pecunia non olet!</w>
			<w>W górach wali dym na hali</w>
			<w>Niby wulkan wielki,</w>
			<w>Toż to Piotr cholewki smali</w>
			<w>Do niejakiej Felki,</w>
			<w>A że iskry idą z dziewki</w>
			<w>I krzyk: &ndash; Ty urwisie!</w>
			<w>A Piotr smali swe cholewki</w>
			<w>Póki Felka tli się!</w>
			<w>Hop dziś dziś, przy stodole,</w>
			<w>Pecunia non olet!</w>
			<w>Zagdakała w gąszczu kura,</w>
			<w>Sypnęło się kwiecie,</w>
			<w>Kaśka robi koło pióra</w>
			<w>Jednemu poecie!</w>
			<w>Zaś poeta rzekł wesoło</w>
			<w>I z dezynwolturą:</w>
			<w>&ndash; Rób mi rób Kasieńkok o ł o,</w>
			<w>Byle nie na pióro</w>
			<w>Hop dziś dziś, przy stodole,</w>
			<w>Pecunia non olet!</w>
			<w>Nieopodal tuż przy młynie</w>
			<w>Gdzie zagon rzepaku,</w>
			<w>Podkłada Henio świnię</w>
			<w>Rodzinie Dreptaków.</w>
			<w>&ndash; Będzie fajnie, będzie piknie!</w>
			<w>Powiada z nadzieją:</w>
			<w>&ndash; Świnia kwiknie, Dreptak fiknie,</w>
			<w>Ludzie się uśmieją!</w>
			<w>Hop dziś dziś dziś, przy stodole,</w>
			<w>Pecunia non olet!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mądrość</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto już gwiazdka świeci,</w>
			<w>Wnet aniołek przyleci</w>
			<w>W bielutkiej kombinacji</w>
			<w>By przynieść upominki</w>
			<w>Dla przezacnej rodzinki</w>
			<w>Zebranej przy kolacji.</w>
			<w>Czeka tatko wraz z matką</w>
			<w>Oraz z dziatek gromadką,</w>
			<w>W świątecznej atmosferze,</w>
			<w>Każdy nadstawia uszy</w>
			<w>By usłyszeć, czy w głuszy</w>
			<w>Szemrze anielskie pierze&hellip;</w>
			<w>A wtem dzwonek zadzwonił,</w>
			<w>Tatko jak stał &ndash; pogonił</w>
			<w>Pod choinkę tak raźnie,</w>
			<w>Że gwizdnął się w gipsaturkę</w>
			<w>I wybił górną czwórkę</w>
			<w>I mówił coś niewyraźnie</w>
			<w>Lecz za to po łacinie</w>
			<w>Przy całej swej rodzinie</w>
			<w>Nie wyłączając sprzątaczki,</w>
			<w>A potem &ndash; repertuar</w>
			<w>Skończywszy &ndash; jak jaguar</w>
			<w>Skoczył rozwijać paczki</w>
			<w>Ot, już papier szeleści,</w>
			<w>każdy paczuszkę pieści,</w>
			<w>Aż wreszcie jedna z córek</w>
			<w>Jak się dobrze zaparła,</w>
			<w>To w połowie przeżarła</w>
			<w>Czyli raczej przegryzła sznurek.</w>
			<w>I wnet z opakowania,</w>
			<w>Wypadł dyplom uznania</w>
			<w>Różne esy-floresy dokoła,</w>
			<w>A zawierał zachęty</w>
			<w>Pochwały, oraz święty</w>
			<w>Podpis tego dobrego anioła&hellip;</w>
			<w>Reszta dzieci wraz z mamą</w>
			<w>Też dostało to samo,</w>
			<w>Wszyscy w rękach trzymali dyplomy,</w>
			<w>Patrząc na ojca, który</w>
			<w>Przżynał właśnie sznury,</w>
			<w>Przerżnął, spojrzał i zawył z oskomy</w>
			<w>Bo w paczuszce bidaka</w>
			<w>Była jakaś odznaka,</w>
			<w>Jakiś order czy medal na szarfie</w>
			<w>I notka załączona</w>
			<w>Że posiadacz &ndash; gdy skona &ndash;</w>
			<w>To ma prawo grać w raju na harfie.</w>
			<w>Strach mówić, jakie aluzje</w>
			<w>Tatuś robił, jak fuzję</w>
			<w>Swą myśliwską zdjął z kołka,</w>
			<w>Jak strzelał, się odgrażał</w>
			<w>Oraz jak się wyrażał</w>
			<w>Pod adresem dobrego aniołka,</w>
			<w>Jak go po dłuższej chwili</w>
			<w>jakoś uspokoili,</w>
			<w>Jak tę strzelbę wyjęli mu z ręki,</w>
			<w>jak ochłonął do rana,</w>
			<w>I jak padł na kolana</w>
			<w>Aby złożyć na prezent ów dzięki,</w>
			<w>Potem wstał, spodnie strzepnął,</w>
			<w>Uśmiechnął się i szepnął</w>
			<w>&ndash; Morda w kubeł, ani słowa!</w>
			<w>Jak się obrazi to może</w>
			<w>Za rok wydymać nas gorzej&hellip;</w>
			<w>&hellip;i w tym była wielka mądrość ludowa!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Meta</tytul>
		<comment>w tle &plqq;Bolero&prqq; Ravela</comment>
		<tekst>
			<w>Pod chmurami czarnymi, brzemiennymi od grzmotów</w>
			<w>Naprzeciwko wichrowi co przechodniów z nów wali,</w>
			<w>Mały, blady producent gwizdków i sukinkotów</w>
			<w>Idzie, w palto przewiewne spowinięty, i w szalik.</w>
			<w>Grzmią wokoło pioruny jak armatnie wystrzały,</w>
			<w>Stado żubrów nadciąga, tygrys pręży się w gniewie,</w>
			<w>Świat jest taki ogromny, a producent tak mały</w>
			<w>Że powinien zapłakać, lecz nie płacze, bo nie wie.</w>
			<w>Oceany huczące, i wulkany dymiące,</w>
			<w>Stada rakiet gwiżdżące koło głowy i uszu&hellip;</w>
			<w>Idzie mały producent, trzyma synka za rączkę,</w>
			<w>Synek trzyma niedźwiadka a niedźwiadek jest z pluszu.</w>
			<w>Miną wichry i chmury, oceanów obszary</w>
			<w>Pozostaną za nimi, i piorunów blask zgaśnie,</w>
			<w>Będzie wieczór spokojny, miękki, ciepły i szary,</w>
			<w>I przystanie producent i wyszepce: &ndash; Tu właśnie&hellip;</w>
			<w>A to będzie niewiele, a to będzie na krótko,</w>
			<w>A to będą dwa drzewa, jakiejś łąki kawałek,</w>
			<w>Rzeczka z mostkiem, a mostek z przywiązaną doń łódką,</w>
			<w>Wszystko blade, zamglone, nierealne i małe&hellip;</w>
			<w>Przed płóciennym namiotem błyśnie wątłe ognisko,</w>
			<w>Synek siądzie opodal ze swym misiem w objęciach,</w>
			<w>A producent pomyśli że to właśnie jest wszystko,</w>
			<w>I upadnie na trawę płacząc z bólu i szczęścia&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Metamorfoza</tytul>
		<tekst>
			<w>Na zebraniu związku literatów</w>
			<w>Gdy dyskusja trwała właśnie szczera</w>
			<w>Nad jednym z prześlicznych, epickich poematów,</w>
			<w>Nagle zagdakał licznik Geigera!</w>
			<w>Zaraz zrobił się na sali bałagan,</w>
			<w>Ktoś zajęczał: O Panno przeczysta!</w>
			<w>A przewodniczący wykrzyknął: &ndash; Uwaga!</w>
			<w>Koledzy! Między nami musi być turpista!</w>
			<w>Tu wyjaśnił po detalu detal</w>
			<w>Że turpista to jest taka pluskwa</w>
			<w>(bo trudno powiedzieć że poeta)</w>
			<w>Co to pisuje różne paskudztwa,</w>
			<w>I że takie rozmaite bubki</w>
			<w>Piszą często jak wieść gminna niesie</w>
			<w>NA ten przykład &plqq;Odę do kupki&prqq;,</w>
			<w>Lub powiedzmy &ndash; sonet o sedesie&hellip;</w>
			<w>Nastrój zrobił się więc ponury,</w>
			<w>Jeden drugiemu podejrzliwie patrzył w oczy,</w>
			<w>A prezes wołał: &ndash; No który to, który?</w>
			<w>Niech no ja się dorwę do swołoczy!</w>
			<w>A wtem wszyscy oczy wytrzeszczyli</w>
			<w>Bo wypadek wydarzył się rzadki:</w>
			<w>Z miejsca podniósł się Dreptak Bazyli,</w>
			<w>Doskonały poeta co dotychczas opisywał kwiatki!</w>
			<w>Wstał, podrapał się wstydliwie za uchem:</w>
			<w>&ndash; Ja &ndash; powiada &ndash; jestem tym świntuchem&hellip;</w>
			<w>Rzeczywiście, pobłądziłem srodze</w>
			<w>I zupełnie zeszedłem na manowce,</w>
			<w>Pisząc Rapsod o brudnej nodze</w>
			<w>Jednego Rosołowskiego Zyzia,</w>
			<w>Taka mi się wydarzyła wpadka,</w>
			<w>Bijcie bracia! &ndash; tu nadstawił zadka&hellip;</w>
			<w>Zaraz wszyscy na niego wsiedli,</w>
			<w>Każdy życzliwie krytykować się starał,</w>
			<w>I w krótkich abcugach mu dowiedli</w>
			<w>Że jest szwagrem Czang-Kai-Szeka i zięciem Salazara,</w>
			<w>Że ma w Hondurasie bogatego syna</w>
			<w>I że raz pobił Murzyna.</w>
			<w>A Dreptak bije się w piersi i w okolice wątroby</w>
			<w>I mówi że wszystko racja, ale od dzieciństwa</w>
			<w>Miał już takie dziwne hobby,</w>
			<w>Że po płotach pisał różne świństwa</w>
			<w>I że to mu zostało i że jest cały w nerwach,</w>
			<w>Ale nie może przerwać&hellip;</w>
			<w>Zasmucili się zebrani okropnie,</w>
			<w>Naradzali się dłuższy czas szeptem,</w>
			<w>Aż tu prezes jak się z miejsca kopnie:</w>
			<w>&ndash; Mam &ndash; powiada &ndash; genialną receptę!!!</w>
			<w>Jak Dreptaka to aż tak nurtuje,</w>
			<w>Jeśli taka w nim drzemie natura,</w>
			<w>To niech Dreptak wierszem opisuje</w>
			<w>Świństwa w różnych sklepach tudzież w biurach</w>
			<w>Że na przykład tu zrobiono manko,</w>
			<w>A tam że dyrektor się prowadzi z barmanką!</w>
			<w>Dreptak zalał się ze szczęścia łzami,</w>
			<w>Jak prezesa za nogi nie ściśnie,</w>
			<w>A prezes go nazwał &plqq;mon ami&prqq;</w>
			<w>(bo znal język czeski w mowie i na piśmie).</w>
			<w>I teraz Dreptak Bazyli pisze krytyki sążniste,</w>
			<w>I ma nawet dostać nagrodę powiatową.</w>
			<w>Można, można wychować pozytywnego turpistę,</w>
			<w>Trzeba tylko trochę ruszyć głową!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Metoda</tytul>
		<tekst>
			<w>Bawiąc na wczasach w Kudowie, Jan Dreptak kiedyś z wieczora</w>
			<w>Napisał list z obelgami do swego dyrektora.</w>
			<w>Chłostał go szczerze i ostro, smagał ironii biczem,</w>
			<w>Nazywał go lizusem oraz karierowiczem,</w>
			<w>I koniunkturalistą tudzież okazem drania</w>
			<w>I dużym specjalistą od antyszambrowania,</w>
			<w>I podpisał się u dołu bardzo wyraźnie &plqq;Jan Dreptak&prqq;</w>
			<w>Zaadresował kopertę i wyszedł z tym listem na deptak.</w>
			<w>Traf chciał, że momentalnie spotkał na skraju chodnika</w>
			<w>Swojego kumpla z biura, Floriana Samotraczyka,</w>
			<w>A tamten się bardzo ucieszył kiedy Dreptaka zobaczył,</w>
			<w>&ndash; Cześć Dreptak! &ndash; zawołał do niego, a Dreptak: &ndash; Cześć</w>
			<w>Samotraczyk!</w>
			<w>I pogadali przez chwilę, stojąc swobodnie przy drodze</w>
			<w>&ndash; No, poderwałeś coś stary? I owszem. Ścięgno w nodze.</w>
			<w>Pośmiali się, poszturchali (jak zwykle biuraliści)</w>
			<w>&ndash; Ty dokąd? &ndash; zapytał Florian &ndash; Do skrzynki, wrzucić liścik&hellip;</w>
			<w>&ndash; Do żony? Nie, do dyrekcji. Do dyra mówiąc ściśle.</w>
			<w>Właśnie mu napisałem co o nim właściwie myślę&hellip;</w>
			<w>Samotraczyk osłupiał z wrażenia, otworzył japę jak ryba&hellip;</w>
			<w>&ndash; I&hellip; wrzucisz to serio do skrzynki&hellip;?</w>
			<w>&ndash; Czy wrzucę? Mowa! No chyba!!!</w>
			<w>A Dreptak, stary wyjadacz, niegłupi był oczywiście,</w>
			<w>Zupełnie mu wystarczyło że wyżył się w tym liście,</w>
			<w>Chciał tylko nim zabłysnąć, a potem do domu wrócić,</w>
			<w>I podrzeć to pismo na strzępki i spalić albo wyrzucić,</w>
			<w>Tak jak w nowelce Dygata. Ale się nadział na haczyk,</w>
			<w>Bo mu się nagle z pomocą wmeldował Samotraczyk,</w>
			<w>I koleżeńską przysługę zaczął traktować zbyt ściśle:</w>
			<w>&ndash; O, tam jest &ndash; powiada &ndash; skrzynka, ja ci to zaraz wyślę!!!</w>
			<w>Tu hyc! Pochwycił kopertę, podbiegł, i &ndash; co za potwór! &ndash;</w>
			<w>Wpakował ją jednym ruchem w pocztowej skrzynki otwór&hellip;</w>
			<w>Jan Dreptak pobladł jak ściana&hellip; oparł się o kiosk Ruchu&hellip;</w>
			<w>Ale przytomnie wyszeptał: &ndash; Dziękuję ci&hellip; stary druhu&hellip;</w>
			<w>Zaś kiedy tamten odszedł, Jan, nie zważając na mękę,</w>
			<w>Wpakował z największym trudem do wąskiej dziury rękę&hellip;</w>
			<w>Chciał list uchwycić, nie zdołał&hellip; wyszeptał: &ndash; Boże nie mogę..</w>
			<w>Trzeba się nogą zaprzeć&hellip; tu wsadził do skrzynki nogę.</w>
			<w>Co widząc nabrał otuchy! Spłaszczył się cały jak taca!</w>
			<w>Czołga się&hellip; włazi po trochę&hellip; brzuszek, i pupka i glaca&hellip;</w>
			<w>Zapalił wewnątrz zapałkę, zaczął przerzucać listy&hellip;</w>
			<w>Już ma!!! Już wypełzł ze środka na podobieństwo glisty!</w>
			<w>Zeskoczył na chodnik&hellip; stanął, dech złapał, otrzepał płaszczyk</w>
			<w>I mruknął: &ndash; Mówcie co chcecie, a dobrze jest umieć się spłaszczyć!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mezalians</tytul>
		<tekst>
			<w>Ot zamieszanie i panika,</w>
			<w>Mać płacze, tato się uskarża:</w>
			<w>Syn wysokiego urzędnika</w>
			<w>Kocha się w córce badylarza!</w>
			<w>Ba, żebyż to się kochał ino,</w>
			<w>Nikt by mu nie rzekł nic w tym względzie,</w>
			<w>Lecz on, stanąwszy przed rodziną</w>
			<w>Oświadczył, że się żenić będzie!</w>
			<w>Wuj ta aż wychlał ćwiartkę ginu,</w>
			<w>Babcia to siadła aż w sałatkę,</w>
			<w>Zoś ojciec jęknął: &ndash; Sukinsynu!</w>
			<w>(niechcący obrażając matkę),</w>
			<w>Następnie usiadł na wersalce,</w>
			<w>Wziął tego syna na kolana,</w>
			<w>I zaczął o klasowej walce</w>
			<w>Mu mówić, o drobnomieszczanach,</w>
			<w>Wprost z ust mu wytryskało złoto,</w>
			<w>Gdy tak dowodził i basował,</w>
			<w>Żeśmy nie o to, i nie po to,</w>
			<w>Żeby ten syn się deklasował!</w>
			<w>O naszych wspomniał mu sukcesach,</w>
			<w>Omówił system gospodarczy,</w>
			<w>Że coraz lepiej jest w GS-ach</w>
			<w>I że Tarnobrzeg to aż warczy!</w>
			<w>Wtem &ndash; na kulturę mu skręciło,</w>
			<w>Więc dolejże wysnuwać wnioski:</w>
			<w>&ndash; Tak fajnie jeszcze nam nie było,</w>
			<w>Naraz i Niemem, i Żukrowski!</w>
			<w>Tu, sądząc, że się syn już zmienił,</w>
			<w>Pogłaskał go i spytał rzewnie:</w>
			<w>&ndash; No i co? Czy się będziesz żenił?</w>
			<w>Syn ziewnął, po czym rzekł.- No pewnie!</w>
			<w>&ndash; Zdrajco! Więc nic cię nie obchodzi</w>
			<w>Turoszów, Lubiń i Legnica?</w>
			<w>&ndash; Obchodzi&hellip; &ndash; odparł grzecznie młodzik &ndash;</w>
			<w>Ale z tej Kaśki jest fest szpryca&hellip;</w>
			<w>Ojciec się jeszcze chwilę dąsał,</w>
			<w>Spoglądał po zemdlonych ciociach,</w>
			<w>Aż mruknął, podkręcają wąsa:</w>
			<w>&ndash; Hm&hellip; szpryca, a wierząca chociaż?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Męczeństwo Kurkowiaka</tytul>
		<tekst>
			<w>Na miedzy, za wiatrakiem</w>
			<w>Gdy noc zapadła dżdżysta,</w>
			<w>Kurkowiak z Fabisiakiem</w>
			<w>Spotkali ancychrysta.</w>
			<w>Ancychryst był pci żeńskiej,</w>
			<w>W odzieży był szatańskiej,</w>
			<w>Urody był diabelskiej</w>
			<w>A postawy był pańskiej,</w>
			<w>Światopogląd miał letki,</w>
			<w>Nie był bynajmniej płaski,</w>
			<w>Brakowało mu hetki,</w>
			<w>Pętelki i zatrzaski,</w>
			<w>Nie wierzył w świętą Klarę</w>
			<w>I świętego Anzelma,</w>
			<w>I w innych świętych parę,</w>
			<w>I w ogóle był szelma.</w>
			<w>Mówił że tak dla zdrowia</w>
			<w>Na miedzy sobie przysiadł,</w>
			<w>Więc osłupiał Kurkowiak,</w>
			<w>Więc zbaraniał Fabisiak,</w>
			<w>I wprost nie byli w stanie</w>
			<w>Podjąć żadnej decyzji</w>
			<w>Czy dać znać do plebanii,</w>
			<w>Czy może do milicji?</w>
			<w>Kurkowiak, bardziej cwany</w>
			<w>Chciał sprawdzić w sposób chytry</w>
			<w>Z czego jest zbudowany</w>
			<w>Taki dany ancychryst?</w>
			<w>Lecz że już był wiekowy</w>
			<w>Więc niewiele potrafił,</w>
			<w>Zrobił się fioletowy</w>
			<w>I zaraz szlag go trafił,</w>
			<w>I wszystkich tak przeraził,</w>
			<w>Że &ndash; gdy już był pogrzebion &ndash;</w>
			<w>Nawet ksiądz się wyraził</w>
			<w>Że to zarządzenie niebios,</w>
			<w>Odtąd w zimie i w lecie</w>
			<w>Coś huka w ciemnym gaju&hellip;</w>
			<w>To inni, zacni kmiecie</w>
			<w>Ancychrysta szukają,</w>
			<w>Co był zły, miał płeć żeńską,</w>
			<w>I w powietrzu się rozwiał,</w>
			<w>Bo też chcą śmierć męczeńską</w>
			<w>Ponieść&hellip;</w>
			<w>Tak jak Kurkowiak!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Miękkie lądowanie</tytul>
		<comment>w tle jakaś muzyka elektronowa lub konkretna</comment>
		<tekst>
			<w>Raz jeden naukowiec zaczął czynić starania</w>
			<w>By opanować system miękkiego lądowania</w>
			<w>Na księżycu, więc do międzygwiezdnej maszyny</w>
			<w>Wmontował specjalne sprężyny</w>
			<w>Z fabryki specjalnych tapczanów i zawiasy</w>
			<w>A na nich amortyzator najwyższej krajowej klasy</w>
			<w>Z fabryki motocykli, a przód statku z dumą</w>
			<w>Wyłożył najnowszą polską mikrogumą,</w>
			<w>A po skończeniu całej tej żmudnej roboty</w>
			<w>Postanowił odbyć próbne loty.</w>
			<w>Oto start! Gra orkiestra ogniste bolero,</w>
			<w>I słychać głos startera: &ndash; Trzy..dwa..jeden..zero!</w>
			<w>Tu huknęło straszliwie a wielka rakieta</w>
			<w>Wzbiła się tak wysoko, że wyglądała na peta,</w>
			<w>A potem zaczęła spadać wiedziona pewną ręką,</w>
			<w>&ndash; Patrzecie &ndash; wrzasnęli wszyscy &ndash; jak zaraz siądzie</w>
			<w>miękko!</w>
			<w>Aż tutaj jak nie rąbnie, jak straszliwie nie rypnie,</w>
			<w>Jak się w całym mieście szkło z okien nie sypnie,</w>
			<w>Jak nie zasunie w ziemię z tak potężną siłą,</w>
			<w>Że otwór na trzy tysiące metrów w głąb wybiło,</w>
			<w>A z otworu siknęła śliczna, wyborowa</w>
			<w>Czarna i tłusta ropa naftowa!</w>
			<w>I jęła się wydobyć w tak kolosalnej ilości,</w>
			<w>Że Rumuni i Arabowie wszyscy pobledli ze złości,</w>
			<w>A naukowiec zginął, tym niemniej jego landszafty</w>
			<w>Powywieszano wszędzie, jako odkrywcy nafty,</w>
			<w>I tylko jeden Dreptak usiłował taką myśl rozwijać</w>
			<w>Że ten profesor wcale się nie chciał w ziemię wbijać,</w>
			<w>I że się wbił przypadkiem, lecz wszyscy w krzyk:</w>
			<w>&ndash; Łolaboga!</w>
			<w>Nie pozwolimy znieważać pamięci ropologa!</w>
			<w>I zaraz udowodniono, że właśnie do tego dążył</w>
			<w>I że ku głębi ziemi już od dzieciństwa ciążył</w>
			<w>I temu Dreptakowi zamknęli gębę jak skoblem!</w>
			<w>&hellip;bo u nas dorobić teorię do faktów &ndash; to żaden problem!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Migawki</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeśliby Kohn niejaki, dziarski niczym rumak</w>
			<w>Uwodził słynną gwiazdę, panią Ymę Sumac &ndash;</w>
			<w>Bezskutecznie atoli, więc śpiewaczka dumę</w>
			<w>I wzgardę okazując, poszła by na sumę,</w>
			<w>A po powrocie mąż by bardzo cierpkim tonem</w>
			<w>Wyrzucał, że zadała się z tym całym Kohnem,</w>
			<w>Rzekła by przecinając dalszy ciąg dramatu:</w>
			<w>&ndash; Sumac sama na sumie, Kohn non consumatum!</w>
			<vsp/>
			<w>Jeśliby kupiec &ndash; oszust, cwany jak cholera</w>
			<w>Sprzedał Murzynom starą maszynę Singera</w>
			<w>Mówiąc, że to jest bożek, poczem biedne plemię</w>
			<w>Maszynę, by wielbiło, padając na ziemię,</w>
			<w>I ktoś by się zapytał tego sukunsyna</w>
			<w>&ndash; Co to jest? &ndash; Ów by odparł: &ndash; Deus ex machina&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Jeśliby jakaś Bella, prawniczka z zawodu</w>
			<w>Przez intrygi wznieciła waśnie dwóch narodów</w>
			<w>I wojnę, to prawnicy wnet by powiedzieli</w>
			<w>&ndash; To najbardziej typowy w świecie casus Belli!</w>
			<vsp/>
			<w>Gdyby na jakiejś tamie wylądował gładko</w>
			<w>Mat marynarki, razem ze swym zacnym tatką</w>
			<w>Opakowanym w matę, krzyk by podniosła rebiata:</w>
			<w>&ndash; Tam tama, mata, mat i tata mata!</w>
			<vsp/>
			<w>Tymoteusz Kasprowicz gdyby łowił karpie</w>
			<w>W Karpaczu, i się potknął i zjechał po skarpie</w>
			<w>I karp zjadł go, a Karpacz by na karpia krzyczał</w>
			<w>Miałby gdzieś Karpacz karpia, a karp &ndash; Kasprowicza.</w>
			<vsp/>
			<w>Gdyby się Ścibor-Rylski posprzeczał z Jeremim</w>
			<w>Przyborą, i ten w borze przybił go do ziemi</w>
			<w>Bormaszynką, to wrzawa byłaby dość spora&hellip;</w>
			<w>Boże! W borze borował Przybora Ścibora!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Jeżeli by Kotowicz Waldemar miał kotka</w>
			<w>Imieniem Otto, który wlazł by na kiosk &plqq;totka&prqq;,</w>
			<w>To belfer-polonista by dzieciom wyliczał:</w>
			<w>&ndash; To &plqq;toto&prqq;, a to Otto, kotek Kotowicza!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mini-pech</tytul>
		<tekst>
			<w>Jakże smutny los dziewuszki,</w>
			<w>Ciągle tylko marznę w nóżki,</w>
			<w>A szczególnie w udko,</w>
			<w>Bo już kiedy byłam mała,</w>
			<w>To mnie mama ubierała</w>
			<w>Niesłychanie krótko&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Czy was to nie martwi, czy was to nie wkurza,</w>
			<w>Żeby biedne dziecko tak marzło w odnóża?</w>
			<w>Wicher harce czyni, a ja noszę mini,</w>
			<w>Zimno jest Jadwini, jejku jej!</w>
			<vsp/>
			<w>Mówili mi, że dla dziecka</w>
			<w>To jest odpowiednia kiecka,</w>
			<w>Że to mnie upiększa,</w>
			<w>Że dostanę dłuższe suknie</w>
			<w>I jak będę większa&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>O jakże mi przykro, o jakże mi szkoda,</w>
			<w>Nim wydoroślałam &ndash; skróciła się moda,</w>
			<w>Od Bieszczad do Gdyni wszyscy noszą mini,</w>
			<w>Według nowej linii, jejku jej!</w>
			<vsp/>
			<w>W mini dzieci i podlotki,</w>
			<w>W mini chodzą moje ciotki</w>
			<w>Ta grubsza i chudsza,</w>
			<w>Im jest starsza która pani,</w>
			<w>Tym sukienka mniejsza na niej</w>
			<w>I spódniczka krótsza&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Noszą wszystkie panie króciutkie spódniczki,</w>
			<w>Czy mają kończyny chude jak patyczki,</w>
			<w>Czy grubsze od dyni &ndash; każda lata w mini,</w>
			<w>Jak gdzieś w Abisynii, jejku jej!</w>
			<vsp/>
			<w>Ciągle leje, albo wieje,</w>
			<w>Nigdy już się nie zagrzeję,</w>
			<w>To zupełnie proste.</w>
			<w>Lecz gdy do snu składam głowę,</w>
			<w>Marzą mi się barchanowe</w>
			<w>Majteczki do kostek&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Pewnie gdy mieć będę osiemdziesiąt latek,</w>
			<w>Też się nie odczepię od tych mini-szmatek,</w>
			<w>Pod presją opinii wyjmę je ze skrzyni,</w>
			<w>Będę babcia-mini, ye ye ye!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mistrzostwa świata</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w Lozannie względnie w Ałma &ndash; Ata</w>
			<w>Przy słonecznej pogodzie</w>
			<w>Odbyły się mistrzostwa świata</w>
			<w>W jeździe figurowej na lodzie.</w>
			<vsp/>
			<w>Boże, jakież tam pokazywano cuda</w>
			<w>Jak tam było wesolutko i fajno,</w>
			<w>Jakie krzyki, gdy się komuś udał</w>
			<w>Lutz podwójny, lub potrójny Zwienoss.</w>
			<vsp/>
			<w>A gdy przedstawiciel Japonii Tatamaraka,</w>
			<w>Co byt w łyżwiarstwie wyjątkowym majstrem</w>
			<w>Wykręcił poczwórnego Karabraka</w>
			<w>Zakończonego odtylcowym Wichajstrem.</w>
			<vsp/>
			<w>I gdy tuż potem wywinął Sakpalto Mortale</w>
			<w>I sześć Redebergerów, to się rozległ krzyk</w>
			<w>W różnych językach świata: -Brawo, bis, wspaniale!!!</w>
			<w>&ndash; Splendid!!!</w>
			<w>&ndash; Bwana Kubwa!!!</w>
			<w>&ndash; Shynitz!!!</w>
			<w>&ndash; Semanific!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Następnie sędzia wszystkich z lodowiska wygonił,</w>
			<w>Kazał tafle wygładzić i poprosił o ciszę</w>
			<w>I powiedział, że teraz wystąpi przedstawiciel Polonii:</w>
			<w>Więc rozległy się brawa. Atoli nikt nie wyszedł.</w>
			<vsp/>
			<w>I dopiero po chwili ktoś brutalnie wypchnął</w>
			<w>Z kąta Hali Sportowej wystraszonego faceta.</w>
			<w>Facet przejechał sześć metrów, tyłkiem o lód się rypnął</w>
			<w>Aż mu binokle spadły. I jęknął: &ndash; O reta!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Publiczność zaczęta żądać, żeby gościa dobić</w>
			<w>Zamiast się nad nim znęcać,</w>
			<w>A sekundant mu szeptał zdenerwowanym głosem, co się powinno robić</w>
			<w>Co ujął następująco: &ndash; No ślizgaj się pan, panie Dreptak!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Usłyszawszy to Dreptak sztachnął się jakimś petem</w>
			<w>Wyciągniętym z kieszeni i wydzielającym smród.</w>
			<w>Po czym popisał się tak fantastycznym piruetem,</w>
			<w>Że dosłownie jak jakiś świder zaczął się wkręcać w lód.</w>
			<vsp/>
			<w>Zanim publiczność zdołała krzyknąć: &ndash; Hip, hip, hura!!!</w>
			<w>Dać mu tytuł mistrzowski i dyplom z różową kokardką!</w>
			<w>W lodowisku pozostała wyłącznie głęboka dziura,</w>
			<w>Z której dochodził głośny, oddalający się warkot.</w>
			<vsp/>
			<w>Schwytano więc sekundanta, pytano go co się święci,</w>
			<w>A on stał jak ten posąg, co marmurowe ma lica.</w>
			<w>Spojrzał na nich z pogardą i rzekł: &ndash; No to co, że się wkręcił.</w>
			<w>Jakby nie umiał kręcić, to by w ogóle nie wyjechał za granicę.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mistrzostwa w chodzie I</tytul>
		<tekst>
			<w>Odbywają się mistrzostwa w chodzie,</w>
			<w>Trener błaga o przyśpieszenie</w>
			<w>Smutny sędzia w starym samochodzie</w>
			<w>Dłubiąc w nosie czyta &plqq;Odrodzenie&prqq;,</w>
			<w>Zawodnicy ledwie &ndash; ledwie lezą,</w>
			<w>Mimo pokrzykiwań kierownictwa,</w>
			<w>A patronat nad całą imprezą</w>
			<w>Objął woźny z Ministerstwa Leśnictwa,</w>
			<w>Bowiem inni dygnitarze odmówili,</w>
			<w>Każdy tylko ręce rozkładał</w>
			<w>Że jest zajęty w tej chwili,</w>
			<w>&ndash; Jeszcze żeby &ndash; powiadali &ndash; olimpiada&hellip;</w>
			<w>Wy na Wyścig Pokoju nas zaproście</w>
			<w>Lub na inną imprezę z ikrą,</w>
			<w>A tu tylko kuśtykają goście</w>
			<w>I się krzywią, aż spojrzeć przykro&hellip;</w>
			<w>No i chodzą chodziarze. Deszcz siąpi,</w>
			<w>Tłum nie zbiera się na chodniku,</w>
			<w>Żadne auto im nie ustąpi,</w>
			<w>Nikt nie wzniesie na ich cześć okrzyku,</w>
			<w>Nikt napisu nie zawiesi na trasie</w>
			<w>Ani flagi, ani żadnej szmatki,</w>
			<w>Wynik marszu ukaże się w prasie</w>
			<w>Gdzieś za tydzień, w rubryce &plqq;Wypadki&prqq;,</w>
			<w>A na szarej, chudej linii mety</w>
			<w>Prócz staruszka-krótkowidza co czas mierzy</w>
			<w>Oczekują zawodników ich kobiety</w>
			<w>Nieciekawe, w niemodnej odzieży,</w>
			<w>Ale każda ze swojego dumna,</w>
			<w>Ale każda myśli to samo:</w>
			<w>Aby puchar, paskudny jak trumna</w>
			<w>Jej mężowi jednogłośnie przyznano.</w>
			<w>Więc męczącym dniem i wredną nocą</w>
			<w>Trwają te mistrzostwa niepoważne</w>
			<w>Nie wiadomo właściwie po co,</w>
			<w>Lecz dla kogoś ważne. A więc &ndash; ważne!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mistrzostwa w chodzie II</tytul>
		<comment>w tle marsz sportowy</comment>
		<tekst>
			<w>Odbywają się mistrzostwa w chodzie,</w>
			<w>Maszerują biedni Dreptacy,</w>
			<w>Smutny sędzia w starym samochodzie</w>
			<w>Dłubiąc w nosie czyta &plqq;Głos Pracy&prqq;,</w>
			<w>Zawodnicy ledwie &ndash; ledwie lezą,</w>
			<w>Mimo pokrzykiwań kierownictwa,</w>
			<w>A patronat nad całą imprezą</w>
			<w>Objął woźny z Ministerstwa Leśnictwa,</w>
			<w>Bowiem inni dygnitarze odmówili,</w>
			<w>Każdy tylko ręce rozkładał</w>
			<w>Że jest zajęty w tej chwili,</w>
			<w>&ndash; Jeszcze żeby &ndash; powiadali &ndash; olimpiada&hellip;</w>
			<w>Wy na Wyścig Pokoju nas zaproście</w>
			<w>Lub na inną imprezę z ikrą,</w>
			<w>A tu tylko kuśtykają goście</w>
			<w>I się krzywią, aż spojrzeć przykro&hellip;</w>
			<w>No i chodzą chodziarze. Deszcz siąpi,</w>
			<w>Tłum nie zbiera się na chodniku,</w>
			<w>Żadne auto im nie ustąpi,</w>
			<w>Nikt nie wzniesie na ich cześć okrzyku,</w>
			<w>Nikt napisu nie zawiesi na trasie</w>
			<w>Ani flagi, ani żadnej szmatki,</w>
			<w>Komunikat ukaże się w prasie</w>
			<w>Gdzieś za tydzień, w rubryce &plqq;Wypadki&prqq;,</w>
			<w>A na szarej, chudej linii mety</w>
			<w>Prócz staruszka-krótkowidza co czas mierzy</w>
			<w>Oczekują zawodników ich kobiety</w>
			<w>Nieciekawe, w niemodnej odzieży,</w>
			<w>Ale każda ze swojego dumna,</w>
			<w>Ale każda myśli to samo:</w>
			<w>Aby puchar, paskudny jak trumna</w>
			<w>Jej mężowi jednogłośnie przyznano.</w>
			<w>Więc męczącym dniem i wredną nocą</w>
			<w>Trwają te mistrzostwa niepoważne</w>
			<w>Nie wiadomo właściwie po co,</w>
			<w>Lecz dla kogoś ważne. A więc &ndash; ważne!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Młodzi gniewni I</tytul>
		<tekst>
			<w>1: A do panny Magdaleny</w>
			<w>Przyszły cztery angrymeny,</w>
			<w>A jak przyszli, zaraz rzekli:</w>
			<w>2 i 3: My jesteśmy młodzi wściekli!</w>
			<w>1: I zaczęli do dziewczyny</w>
			<w>Robić przeokropne miny!</w>
			<w>Przestraszyła się kobieta&hellip;</w>
			<w>4: Czego chłopcy tutaj chceta?</w>
			<w>1: Na to oni sobie siedli&hellip;</w>
			<w>3: My by sobie cóś tak zjedli,</w>
			<w>Potem by my też wypilim!</w>
			<w>2: &hellip;i by my ciebie skrzywdzilim!</w>
			<w>3: Więc nam zara wódki nalej!</w>
			<w>4: Cacy cacy, a co dalej?</w>
			<w>Czy projekty równie duże</w>
			<w>Macie też w literaturze?</w>
			<w>Jaki jest wasz twórczy program?</w>
			<w>2 i 3: My by se wypili sto gram&hellip;</w>
			<w>1: Na to dziewczę się wkurzyło,</w>
			<w>Angrymenów miotłą zbiło,</w>
			<w>Bo z takim programem</w>
			<w>Byli już u niej nad ranem</w>
			<w>Dekadenci i turpiści,</w>
			<w>Oraz egzystencjaliści</w>
			<w>I realiści krytyczni</w>
			<w>I naturaliści liczni,</w>
			<w>Tudzież jeszcze inni różni&hellip;</w>
			<w>4: (b.szybko) Ciekawe, że u nas między tymi wszystkimi kie&ndash;</w>
			<w>runkami nie można się jakoś dopatrzeć różnic!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Młodzi gniewni II</tytul>
		<tekst>
			<w>1: &hellip;a przedwczoraj do Bożeny</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: Przyszły cztery angrymeny!</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: A jak weszli, zaraz rzekli:</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: My jesteśmy młodzi wściekli!</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: I zaczęli do dziewczyny</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: Robić przeokropne miny!</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: Przestraszyła się kobieta&hellip;</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: Czego &ndash; pyta &ndash; tutaj chceta?</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: Na to oni sobie siedli&hellip;</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: My by sobie coś tak zjedli!</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: Potem my by też wypili</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: I by my ciebie skrzywdzili!</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: Więc nam zaraz wódki nalej!</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: Cacy cacy, a co dalej?</w>
			<w>2: Jejku jejku jej?</w>
			<w>1: Czy projekty równie duże</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: Macie też w literaturze?</w>
			<w>2: Jejku jejku jej?</w>
			<w>1: Jaki jest wasz twórczy program?</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku?</w>
			<w>1: My by se wypili sto gram,</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: Na to dziewczę się wkurzyło!</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku!</w>
			<w>1: Angrymenów miotłą zbiło!</w>
			<w>2: Jejku jejku jej!</w>
			<w>1: Bo z takim samym programem</w>
			<w>2: Jejku jejku jejku</w>
			<w>1: Byli już u niej nad ranem</w>
			<w>Dekadenci i turpiści,</w>
			<w>Oraz egzystencjaliści</w>
			<w>I realiści krytyczni</w>
			<w>I naturaliści liczni,</w>
			<w>Tudzież jeszcze inni różni&hellip;</w>
			<w>Ciekawa rzecz, że u nas między tymi wszystkimi</w>
			<w>kierunkami nie można się jakoś dopatrzeć różnic!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Modlitwa</tytul>
		<tekst>
			<w>Fiat uoluntas Tua&hellip; sad za oknem płacze</w>
			<w>Za szatą złotych liści, za barwą przepychu&hellip;</w>
			<w>Do Ciebie serce moje stęsknione kołacze.</w>
			<w>Chce się skarżyć przez Tobą&hellip;</w>
			<w>Chce się żalić cicho&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Fiat uoluntas Tua&hellip; zabrałeś mi wszystko,</w>
			<w>Ojczyznę, ziemię, mienie, radość i pogodę;</w>
			<w>Biedniejszy jestem dzisiaj od tych złotych listków,</w>
			<w>Które wiatr zimny uniósł w brudną kałuż wodę.</w>
			<vsp/>
			<w>Fiat uoluntas Tua&hellip; Bądź Twa wola. Panie,</w>
			<w>Niech mnie trawy przykryją i liście jesienne,</w>
			<w>Tylko niech z Twojej Łaski cud się przedtem stanie,</w>
			<w>Niech ujrzę moje Miasto, wolne i promienne&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Modlitwa do Karola Marksa</tytul>
		<tekst>
			<!-- Druga wersja - [75]Modlitwa laika -->
			<w>(z cytatami z Tuwima i z Konopnickiej)</w>
			<w>Panie, pozbyłem się oporów</w>
			<w>I wniosek złożyć chcę paniczny:</w>
			<w>Zachowaj nas od Nikiforów</w>
			<w>W dziedzinach pozaartystycznych.</w>
			<w>Niech żyją wolni i szczęśliwi,</w>
			<w>Niech rzeźbią lub malują jaja,</w>
			<w>Lecz niech naiwny prymitywizm</w>
			<w>Po innych pionach się nie szlaja.</w>
			<w>Wiem Panie, wiele już zrobiono,</w>
			<w>niejeden usunięto zator,</w>
			<w>Lecz tu i ówdzie, jak muchomor</w>
			<w>Pośród prawdziwków tkwi amator.</w>
			<w>Twoje nauki studiujemy,</w>
			<w>Wierzymy w kształt wielkiego dzieła</w>
			<w>I wszyscy chętnie cię poprzemy</w>
			<w>W odnowie, która się zaczęła.</w>
			<w>&plqq;Chmury nad nami rozpal w łunę,</w>
			<w>Uderz nam w serca złotym dzwonem&prqq;</w>
			<w>Niech przyjdą dużo większym tłumem</w>
			<w>Kadry, solidnie wyszkolone.</w>
			<w>&plqq;Niech więcej Twego brzmi imienia</w>
			<w>W uczynkach ludzi, niż w ich pieśni,</w>
			<w>Głupcom odejmij dar marzenia</w>
			<w>A sny szlachetnych &ndash; ucieleśniaj&prqq;.</w>
			<w>Daj nam uprzątnąć dom ojczysty,</w>
			<w>W zyski zamienić pozwól straty,</w>
			<w>Po co ma biedny być, choć czysty?</w>
			<w>Niech będzie czysty i bogaty.</w>
			<w>Lecz czasem uderz się po mieczu,</w>
			<w>Niech ktoś się Twoim gniewem strapi,</w>
			<w>Kto jest nieukiem po ćwierćwieczu,</w>
			<w>Ten widać uczyć się nie kwapił.</w>
			<w>Spraw by nadeszła wielka fala</w>
			<w>Co wszystkie bramy pootwiera,</w>
			<w>A facet z wykształceniem drwala</w>
			<w>Niech nie dotyka komputera.</w>
			<w>Niech twoi ludzie go wywiodą</w>
			<w>W lasy i w gaje, w głąb przyrody,</w>
			<w>By zamiast nam u nóg być kłodą &ndash;</w>
			<w>Prawdziwe mógł piłować kłody.</w>
			<w>Tam go ucieszy bór i struga,</w>
			<w>Tam i pokrzyczy, i polata,</w>
			<w>Nożem pajaca se wystruga</w>
			<w>lecz nie wystruga z nas wariata.</w>
			<w>Panie, najmędrszy z profesorów</w>
			<w>Który nas widzisz z wysokości!</w>
			<w>Dezintegrację Nikiforów</w>
			<w>Zechciej zarządzić w swej mądrości,</w>
			<w>I weź jej ster w surowsze dłonie,</w>
			<w>Bo czas tracimy wciąż w nadmiarze</w>
			<w>Błagając różne stare konie:</w>
			<w>&prqq; &ndash; Pójdź koniu, ja cię uczyć każę!&prqq;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Modlitwa laika</tytul>
		<comment>Druga wersja &ndash; [75]Modlitwa do Karola Marksa, z&nbsp;cytatami z&nbsp;Tuwima i&nbsp;z&nbsp;Konopnickiej</comment>
		<tekst>
			<w>Panie! Najmędrszy z profesorów!</w>
			<w>Chciej przyjąć wniosek mój paniczny:</w>
			<w>Zachowaj nas od Nikiforów</w>
			<w>W dziedzinach pozaartystycznych!</w>
			<w>Niech żyją wolni i szczęśliwi,</w>
			<w>Niech rzeźbią lub malują jaja,</w>
			<w>Lecz niech naiwny prymitywizm</w>
			<w>Po innych pionach się nie szlaja.</w>
			<w>Wszyscyśmy winni im uznanie,</w>
			<w>Podziw dla formy i pomysłów,</w>
			<w>Lecz ty fachowców daj nam, Panie,</w>
			<w>Do ekonomii i przemysłu.</w>
			<w>Chmury nad nami rozpal w łunę,</w>
			<w>Uderz nam w serca złotym dzwonem,</w>
			<w>Niech ruszą w kraj ogromnym tłumem</w>
			<w>Kadry, dogłębnie wyszkolone.</w>
			<w>Daj nam uprzątnąć dom ojczysty,</w>
			<w>W zyski zamienić śmiało straty,</w>
			<w>Po co ma biedny być, choć czysty,</w>
			<w>Niech będzie czysty i bogaty!</w>
			<w>Niech więcej Twego brzmi imienia</w>
			<w>W uczynkach ludzi niż w ich pieśni.</w>
			<w>Głupcom odejmij dar marzenia,</w>
			<w>A sny szlachetnych ucieleśnij.</w>
			<w>Czasem zaś uderz się po mieczu,</w>
			<w>Niech ktoś się twoim gniewem strapi,</w>
			<w>Kto jest nieukiem po ćwierćwieczu,</w>
			<w>Ten, widać, uczyć się nie kwapił.</w>
			<w>Niech twoi słudzy go wywiodą</w>
			<w>W lasy i gaje, w głąb przyrody,</w>
			<w>By zamiast nam u nóg być kłodą,</w>
			<w>Prawdziwe mógł piłować kłody.</w>
			<w>To będzie jego młodość druga,</w>
			<w>Gdy z kija, deski albo gnata</w>
			<w>Nożem pajaca se wystruga,</w>
			<w>Lecz nie wystruga z nas wariata.</w>
			<w>O Panie, co telewizorów</w>
			<w>Oczyma widzisz nas w całości,</w>
			<w>Deglomerację Nikiforów</w>
			<w>Zechciej zarządzić w swej mądrości,</w>
			<w>I weź jej ster w surowe dłonie,</w>
			<w>Bo czas tracimy wciąż w nadmiarze,</w>
			<w>Błagając różne stare konie:</w>
			<w>&ndash; Pójdź, koniu, ja cię uczyć każę!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Modus vivendi</tytul>
		<tekst>
			<w>Stonka obficie się pleni,</w>
			<w>Chmura nad wioską się kłębi.</w>
			<w>Chłopi, śmiertelnie znudzeni,</w>
			<w>Szukają modus vivendi.</w>
			<vsp/>
			<w>Szukają go, het, na wygonie,</w>
			<w>W obejściu tez i na strychu</w>
			<w>I rozkładają dłonie,</w>
			<w>Na znak, że ani słychu.</w>
			<vsp/>
			<w>I dalejże dawaj hukać</w>
			<w>Po polach, lasach i skałach,</w>
			<w>Bo modus vivendi szukać</w>
			<w>Kazał im jeden działacz,</w>
			<vsp/>
			<w>Co bardzo ostatnio podrósł</w>
			<w>I krzyczał w telewizorze:</w>
			<w>&ndash; Szukajcie, chłopi, modus</w>
			<w>Vivendi o każdej porze!</w>
			<vsp/>
			<w>Szukają więc nieboraki,</w>
			<w>Zrezygnowani prawie,</w>
			<w>Patrzą się między krzaki,</w>
			<w>A tam coś siedzi na trawie.</w>
			<vsp/>
			<w>Uszy ma takie wielgachne,</w>
			<w>Wąsy na metr ma z górą</w>
			<w>I Dreptakówną Kachnę</w>
			<w>Trzyma przed sobą oburącz.</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz kto tam taki? Nie wiedzieć.</w>
			<w>Czy to konwojent z banku</w>
			<w>Czy nienormalny niedźwiedź,</w>
			<w>Czy, wstyd powiedzieć, kangur?</w>
			<vsp/>
			<w>Dopiero, jak się poderwał,</w>
			<w>Jak dał do gaju susa,</w>
			<w>To wszyscy w krzyk: &ndash; O, ścierwo,</w>
			<w>Łapcie żesz tego modusa!</w>
			<vsp/>
			<w>Niestety, szukają go dotąd,</w>
			<w>A on poszedł w PGR-y.</w>
			<w>Pytali się Kachny, kto to,</w>
			<w>Mówiła, że chyba weneryk.</w>
			<vsp/>
			<w>Pytali się zoologa,</w>
			<w>To aż z wrażenia zarzęził</w>
			<w>I jęknął: &ndash; Olaboga,</w>
			<w>Sinantropus Pekinensis!</w>
			<vsp/>
			<w>Pytali się sekretarza</w>
			<w>GRM, Jóźka Magierę,</w>
			<w>To on się bardzo uskarżał</w>
			<w>Na Kurdów i na Abwehrę.</w>
			<vsp/>
			<w>Pytali się wreszcie plebana,</w>
			<w>Który obsłużył ich dobrze:</w>
			<w>Cytował Świętego Jana,</w>
			<w>A potem wziął jak za pogrzeb.</w>
			<vsp/>
			<w>więc jakoś się wszystko nie klei</w>
			<w>Lecz nastąpi poprawa w tym względzie:</w>
			<w>Ta Kachna jest przy nadziei,</w>
			<w>Zobaczymy, co z tego będzie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moi nauczyciele</tytul>
		<tekst>
			<w>Żebyście nie myśleli</w>
			<w>Że jestem jakiś nieuk!</w>
			<w>Miało się nauczycieli</w>
			<w>I to ho ho jak wielu!</w>
			<w>Już od pierwszych miesięcy</w>
			<w>Czyli od raczkowania,</w>
			<w>Mój słaby umysł dziecięcy</w>
			<w>Kształciła zacna niania</w>
			<w>Mawiając do mnie: &ndash; Jędrusiu,</w>
			<w>Ty paskudny chłopczyku,</w>
			<w>Jak się chce robić siusiu</w>
			<w>To trzeba wołać &plqq;siku&prqq;!</w>
			<w>Przeszła wiosna,</w>
			<w>Spłynęło wiele śniegów,</w>
			<w>A ten zwyczaj mi został</w>
			<w>Ku zdumieniu kolegów.</w>
			<w>A trochę później, w szkole,</w>
			<w>Kiedym się uczył grzcznie,</w>
			<w>Pan do mnie per &plqq;matole&prqq;</w>
			<w>Mawiał, bardzo serdecznie,</w>
			<w>Dziś już nie jestem rebiatą,</w>
			<w>Wąsy i brodę noszę,</w>
			<w>Lecz słysząc wyraz &plqq;matoł&prqq;</w>
			<w>Natychmiat wołam: &ndash; Proszę?!</w>
			<w>Wojsko mnie wykształciło</w>
			<w>Też pod niejednym względem,</w>
			<w>Wszystko tam się robiło</w>
			<w>Wyłącznie na komendę.</w>
			<w>Do dziś czekam komendy,</w>
			<w>I bez niej się nie ruszę,</w>
			<w>Na miłosne zapędy</w>
			<w>Też komendę mieć muszę.</w>
			<w>Bez niej się nie ośmielę</w>
			<w>Wystąpić z żadnym gestem&hellip;</w>
			<w>Jak mnie nauczyciele</w>
			<w>Uczyli &ndash; taki jestem.</w>
			<w>Ale to nie ich wina,</w>
			<w>Zawiniły programy,</w>
			<w>Dziś widzę z książek syna</w>
			<w>Że lepszy program mamy,</w>
			<w>Według nowego klucza,</w>
			<w>Więc nikt już nie zaprzeczy</w>
			<w>Że się obecnie naucza</w>
			<w>Dużo mądrzejszych rzeczy,</w>
			<w>A młodzież w miastach i wioskach</w>
			<w>Ideału jest blisko &ndash;</w>
			<w>Nic nie robi na rozkaz!</w>
			<w>&hellip;lecz na zlecenie &ndash; wszystko!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moja mała stabilizacja</tytul>
		<tekst>
			<w>Grunt to stabilizacja! Nieraz myślę przed snem,</w>
			<w>Że inni guzik wiedzą, a ja co wiem &ndash; to wiem!</w>
			<w>Wiem, że mieszkam na Krzykach,</w>
			<w>Że mam spółdzielczy domek,</w>
			<w>Wiem, że mam satyryka</w>
			<w>Średniej klasy renomę,</w>
			<w>Wiem też, że życia większość</w>
			<w>Spędzę przy biurku siedząc,</w>
			<w>Wiem, że mam kilka dziewcząt,</w>
			<w>Co o sobie nie wiedzą,</w>
			<w>Wiem, że swą żonę kocham</w>
			<w>Od tamtych niezależnie,</w>
			<w>Że się mnie Lucjan Socha</w>
			<w>Nie boi (ja go też nie),</w>
			<w>Wiem że mnie militaria</w>
			<w>Złoszczą, a teatr nuży,</w>
			<w>Wiem, że latem Bułgaria,</w>
			<w>Że zimą Międzygórze,</w>
			<w>Wiem, że mnie po szwagierce</w>
			<w>Z USA nie czeka spadek,</w>
			<w>Wiem że umrę na serce</w>
			<w>Tak jak tata i dziadek,</w>
			<w>Wiem, że mnie mój redaktor</w>
			<w>Wezwie co dwa kwartały,</w>
			<w>I powie &ndash; Coś nie tak to,</w>
			<w>Audycje znów zjechały&hellip;</w>
			<w>Wiem, że zaraz poprawę</w>
			<w>Obiecam mu przytomnie,</w>
			<w>Wiem, że go inne sprawy</w>
			<w>Zaprzątną i zapomni,</w>
			<w>Wiem, że książek Leibniza</w>
			<w>Nie przeczytam i Gide'a,</w>
			<w>Że na Osobowicach</w>
			<w>Spocznę lub na Bujwida,</w>
			<w>Że napiszą wspomnienie,</w>
			<w>Jaki to byłem zdolny,</w>
			<w>Że krótkie przemówienie</w>
			<w>Zasunie Józio Wolny,</w>
			<w>Wiem, że prędko szlochaniem</w>
			<w>Kres przyjdzie i prostracji&hellip;</w>
			<w>Zdolność przewidywania</w>
			<w>To atut stabilizacji!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moja opcja</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy kraj w delirce rzęzi jak denat,</w>
			<w>Dobrze jest wtedy powołać Senat.</w>
			<w>Na każdą klęskę, mankament, zator,</w>
			<w>Bezwzględnie znajdzie radę senator.</w>
			<w>Oto już zgłasza się do wyborów</w>
			<w>Tłum kandydatów na senatorów</w>
			<w>I każdy skromnie o sobie pieprzy</w>
			<w>Że najmądrzejszy jest i najlepszy.</w>
			<w>Jeden zapewni nam żywność tanią,</w>
			<w>Drugi zabroni się skrobać paniom,</w>
			<w>Trzeci na odwrót &ndash; uczenie ględzi</w>
			<w>Żeby się skrobać, zwłaszcza gdy swędzi.</w>
			<w>Czwarty da wszystkim bezpłatnie buty</w>
			<w>A piąty będzie wysadzać huty.</w>
			<w>Ich argumentom trudno się oprzeć,</w>
			<w>Całą noc myślę kogo by poprzeć?</w>
			<w>Wreszcie nad ranem mam już taktykę:</w>
			<w>&ndash; Poprę Janusza Korwina-Mikke!</w>
			<w>Po pierwsze &ndash; szlachcic! (wiem z heraldyki)</w>
			<w>Ma w herbie kruka na Myszce Mickey.</w>
			<w>Po drugie &ndash; Kisiel poparł Korwina,</w>
			<w>Czyli że Korwin to oryginał.</w>
			<w>Po trzecie Korwin publicznie głosi</w>
			<w>Iż jest repliką pani Małgosi,</w>
			<w>Pani Małgosia zaś, od lat wielu</w>
			<w>Wyciąga Starą Anglię z burdelu,</w>
			<w>Więc jeśli Korwin jej system ściągnie,</w>
			<w>To może w końcu nas też wyciągnie?</w>
			<w>(z tym, że tu sprawa będzi trudniejsza,</w>
			<w>Bo burdelmama jakby silniejsza&hellip;)</w>
			<w>Reasumując &ndash; rozum i dusza</w>
			<w>Każą mi oddać głos na Janusza,</w>
			<w>Niech zajmie nawet etat Cesarza!</w>
			<w>&hellip;jajarz powinien wspierać jajarza.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moja prywatna deglomeracja</tytul>
		<tekst>
			<w>Na melodię &plqq;Patrycja&prqq;</w>
			<w>Hej, władze mają rację,</w>
			<w>Hej, słusznie piszą w prasie,</w>
			<w>Trzeba deglomerację</w>
			<w>Przeprowadzić gdzie da się!</w>
			<w>W stolicy i w każdym mieście,</w>
			<w>A jeśli idzie o mnie,</w>
			<w>To przeprowadzę nareszcie</w>
			<w>Deglomerację wspomnień.</w>
			<w>Wspomnień mam bardzo wiele,</w>
			<w>Rzekłbym nawet że mnóstwo,</w>
			<w>A moi przyjaciele</w>
			<w>Skarżą się na ubóstwo&hellip;</w>
			<w>Nigdy mnie nie bujali,</w>
			<w>A więc mogę im wierzyć</w>
			<w>Że chętnie by skorzystali</w>
			<w>Z niektórych moich przeżć.</w>
			<w>Lecz &ndash; by się ustrzec swarów &ndash;</w>
			<w>Ustalmy raz na zawsze</w>
			<w>Że wcale nie mam zamiaru</w>
			<w>Pozbyć się najciekawszych!</w>
			<w>Natomiast bez oporu</w>
			<w>Zdeglomeruję wspomnienie</w>
			<w>Jak mnie jednego wieczoru</w>
			<w>Zlali Zyzio i Heniek,</w>
			<w>Jak również bez frustracji</w>
			<w>Przekażę, i bez obsesji,</w>
			<w>Wspomnienie jak mąż Konstancji</w>
			<w>Wrócił dzień wcześniej z sesji&hellip;</w>
			<w>A także chętnie i zgodnie</w>
			<w>Uwolnię się od tematu,</w>
			<w>Jak mi zleciały raz spodnie</w>
			<w>Na mównicy, podczas referatu.</w>
			<w>Natomiast za wszelką cenę</w>
			<w>Zachowam w pamięci i w myśli</w>
			<w>Basię, Kasię, Helenę, Bożenę</w>
			<w>I resztę, oprócz Marysi,</w>
			<w>Oraz niektóre podróże,</w>
			<w>Wojny fragmencik ciekawy,</w>
			<w>Dwa maki, dzikie wino i różę</w>
			<w>I cztery popijawy,</w>
			<w>Przeto zgłaszajcie się do mnie</w>
			<w>Po odbiór swoich transportów,</w>
			<w>Deglomerację wspomnień</w>
			<w>Ogłaszam, drugiego sortu&hellip;</w>
			<w>Że co? Że tych lepszych nie daję?</w>
			<w>Że dla siebie chowam każdy rarytas?</w>
			<w>O koledzy, ja nie jestem frajer,</w>
			<w>A deglomeracja bracia nie Caritas!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moja teoria absencji polaków w II krucjacie</tytul>
		<tekst>
			<w>Piotr Włost, komes wrocławski, podniósł w górę szkło,</w>
			<w>Spojrzał na miód pod światło, mlasnął, wypił, usiadł,</w>
			<w>I zagłębił się w liście Bernarda z Clairvaux,</w>
			<w>Słynnego naonczas cystersa, inicjatora krucjat.</w>
			<w>Znamienity ów opat pisał po łacinie:</w>
			<w>&ndash; Sercu mojemu miły palatynie Włoście!</w>
			<w>Szykujemy wyprawę nową, przeto ninie</w>
			<w>Swoje dzielne rycerstwo na nogi podnoście,</w>
			<w>Wyostrzcie rohatyny, chwyćcie w dłoń kopije,</w>
			<w>Zaopatrzcie swe żony, domostwa i schedę,</w>
			<w>I przybądźcie! Już czeka na was król Francyjej,</w>
			<w>Ludwik, co w inwentarzu nosi numer siedem,</w>
			<w>Oraz cesarz Wszechniemiec, możnowładny Konrad,</w>
			<w>Któren ponad krucjatą zwierzchnią władzę sprawia.</w>
			<w>Przybądźcie jeno licznie, tedy będzie on rad,</w>
			<w>Sam mi mówił że liczy na hufce z Wrocławia!</w>
			<w>W krucjacie onej chwała czeka was niezmierna,</w>
			<w>I szansa pięknej śmierci w boju z muzułmany!</w>
			<w>Rok tysiąc sto czterdziesty piąty. Podpis (-) Bernard.</w>
			<w>Włost skończył, i przez chwilę siedział zadumany</w>
			<w>I myślał: &ndash; Wierzę mocno, iż niemiecki cesarz</w>
			<w>Radby moje rycerstwo wyciągnął za mury</w>
			<w>I zgubił w piaskach Azji, jako iż na kresach</w>
			<w>Jak mur tkwimy, o któren on tępi pazury&hellip;</w>
			<w>Nie dziw przeto, że na nas pułapkę zastawia</w>
			<w>I pragnie nas w nią wciągnąć cudzymi rękoma,</w>
			<w>Ale cię nie opuścim, miły nasz Wrocławiu!&hellip;</w>
			<w>Tu wziął pióro i machnął list: &ndash; Ostajem doma!!!</w>
			<w>Jakoż i pozostali. A za rok mniej więcej</w>
			<w>Konrad ruszył na Polskę, ale w skórę dostał,</w>
			<w>I w odrzańskich mokradłach wyginęli Niemcy,</w>
			<w>Zaś krzyżowcy w pustyniach&hellip; Bardzo kocham Włosta!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moja wizja Samosierry</tytul>
		<tekst>
			<w>Przechodniu! Idź powiedz Sparcie&hellip; Pardon, siądź i się zastanów,</w>
			<w>Czy mogłaby u nas powstać Spółdzielnia Dzielnych Ułanów,</w>
			<w>Z prezesem Kozietulskim, wiceprezesem Niegolewskim</w>
			<w>I z księgowym co wszystko by liczył i stawiał by cyfry i kreski.</w>
			<w>Przypuśćmy, że Napoleon by się zwrócił do takiej spółdzielni</w>
			<w>I by krzyknął: &ndash; Hej! Samosierrę zdobądźcie, ułani dzielni!</w>
			<w>A na to Prezes: &ndash; Chwileczkę, przy całym romantyźmie</w>
			<w>Tej myśli, bardzo bym prosił o zamówienie na piśmie!</w>
			<w>Podskoczył cesarz Francuzów, zakrzyknął: &ndash; Hej, podać mi bęben!</w>
			<w>Rozłożył na bębnie formularz, pisze i zgrzyta zębem</w>
			<w>Przy wypełnianiu rubryk&hellip; Skończył &ndash; wtem problem nowy,</w>
			<w>Bo prezes przeczytał i mówi: &ndash; Proszę załączyć odmowy!</w>
			<w>&ndash; Jakie odmowy? Wrzasnął Bonaparte, wkurzony wielce.</w>
			<w>&ndash; Odmowy od instytucji państwowych, bo my jesteśmy spółdzielce!</w>
			<w>Rozesłał Korsykanin po odmowy adiutantów w sto koni,</w>
			<w>Odmówiła ataku gwardia, huzary, jak również dragoni,</w>
			<w>Szwadrony już się zbierają, już za chwilę się zerwą do szarży,</w>
			<w>Czekają, aby księgowy obliczył wysokość marży,</w>
			<w>Wreszcie się podniósł księgowy, do cesarza truchcikiem pośpiesza</w>
			<w>&ndash; Pardon, a ile pan życzy okrzyków &plqq;Niech żyje cesarz&prqq;?</w>
			<w>&ndash; Jeden!!! &ndash; Niestety, na rękę poszedł bym z miłą chęcią,</w>
			<w>Lecz my nie wydajemy w ilości poniżej pięciu&hellip;</w>
			<w>&ndash; Więc pięć!!! Tu dopisano odpowiednią ilość zer,</w>
			<w>Szwoleżerowie pięć razy krzyknęli &ndash; Vive l merpreur!</w>
			<w>Hiszpanie zadrżeli ze strachu od jenerała do ciecia,</w>
			<w>Trąbka zagrała do boju&hellip; i w tej chwili wybiła trzecia,</w>
			<w>Wobec czego Prezes w pół drogi zatrzymał całą brygadę,</w>
			<w>I przebrali się na cywila i poszli na obiadek,</w>
			<w>I szarżę obiecali odbębnić jutro rano,</w>
			<w>Lecz cesarz nie mógł już czekać i sam rzucił się na Hiszpanów,</w>
			<w>To znaczy byłby się rzucił, bo to są tylko takie dywagacje&hellip;</w>
			<w>Hej, iluż to rodaków by się uratowało, gdybyśmy wtedy mieli</w>
			<w>dzisiejszą organizację.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moje zobowiązanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Stanąłem wobec pytania</w>
			<w>Co tak mniej więcej brzmi:</w>
			<w>&ndash; Co zrobisz z Pierwszym Maja,</w>
			<w>Znaczy ku jego czci?</w>
			<w>Święto równo za tydzień</w>
			<w>Okres to raczej krótki,</w>
			<w>Więc jestem poniekąd w bidzie</w>
			<w>Myśląc jak by je uczcić?</w>
			<w>Jam nie żaden bohatyr</w>
			<w>Który przekracza normy&hellip;</w>
			<w>Mam podnieść poziom satyr?</w>
			<w>Wymyślać nowe formy?</w>
			<w>Niewymierne to prace,</w>
			<w>W tabelę nie ujęte&hellip;</w>
			<w>Wiem, pójdę sobie na spacer</w>
			<w>W związku z majowym świętem!</w>
			<w>Proszę więc ująć w planie</w>
			<w>Zgłosić i odnotować</w>
			<w>To moje zobowiązanie</w>
			<w>I proszę je serio traktować</w>
			<w>I niech nim państwo nie gardzą</w>
			<w>Bo primo: jest niebanalne,</w>
			<w>Secundo: miłe bardzo</w>
			<w>I tertio: zupełnie realne.</w>
			<w>A jakie przyniesie korzyści</w>
			<w>I jak to przeliczyć da się?</w>
			<w>To się pokaże i ziści</w>
			<w>Dopiero po jakimś czasie.</w>
			<w>Przejdę się po swym mieście</w>
			<w>Nabiorę szerszego oddechu</w>
			<w>I nikt i nic mnie nareszcie</w>
			<w>Nie zmusi do pośpiechu.</w>
			<w>Przyjrzę się bardzo dokładnie</w>
			<w>Co jest, a czego nie ma,</w>
			<w>I może akurat mi wpadnie</w>
			<w>Jakiś bombowy temat?</w>
			<w>Będę się zastanmawiał</w>
			<w>To nad tym, to nad owym,</w>
			<w>Oglądnę urodę Wrocławia &ndash;</w>
			<w>Parki i nowe budowy,</w>
			<w>Obejrzę najnowsze tramwaje</w>
			<w>Oraz najnowsze dziewczęta,</w>
			<w>I przyjdzie mi, słowo daję,</w>
			<w>Niejedna najnowsza pointa,</w>
			<w>Niejedne rymy najnowsze</w>
			<w>Na temat narodu i grodu&hellip;</w>
			<w>Tu wziąć pod uwagę proszę</w>
			<w>Specyfikę mojego zawodu,</w>
			<w>I proszę się na mnie nie sierdzić</w>
			<w>Nie wkraczać mi z buchalterią,</w>
			<w>Tylko życzliwie zatwierdzić,</w>
			<w>Bo też chcę się włączyć. Serio!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Moment</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a przed wieloma bardzo laty,</w>
			<w>Kiedy wróciliśmy z wakacji,</w>
			<w>Czekało już na mego tatę</w>
			<w>Wezwanie do mobilizacji.</w>
			<w>Jeszcze na drzewach dużo liści,</w>
			<w>Jeszcze nie czuje się jesieni&hellip;</w>
			<w>Mama na ganku mundur czyści,</w>
			<w>Tata z sąsiadem gada w sieni,</w>
			<w>Babcia kanapki w kuchni robi,</w>
			<w>Siostra pucuje but do czysta&hellip;</w>
			<w>Na wielką wojnę się sposobi</w>
			<w>Mój dzielny tata &ndash; rezerwista.</w>
			<w>Już oto czapkę ma na bakier,</w>
			<w>Już oto marsa ma na czole,</w>
			<w>Zajeżdża śmieszny stary fiakier</w>
			<w>Co tatę odwieźć ma na kolej.</w>
			<w>Czerwony otok, srebrne sznury,</w>
			<w>Szabla na schodach głośno dzwoni,</w>
			<w>Tata podnosi mnie do góry</w>
			<w>(już nikt mnie nie podniesie po nim)</w>
			<w>&hellip;wlecze się konik, krok po kroku,</w>
			<w>Niknie wśród mgieł babiego lata,</w>
			<w>A wraz z nim niknie, rok po roku</w>
			<w>Mój nieżyjący dawno tata</w>
			<w>Co miał swą szablę, i swój domek,</w>
			<w>Coś kiedyś kochał, coś przeklinał,</w>
			<w>I przetrwał jako blady moment</w>
			<w>W pamięci niemłodego syna.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Monotonia</tytul>
		<tekst>
			<w>Neron okropnie wrzeszczał</w>
			<w>I klął, pełen niesmaku,</w>
			<w>Gdyż lwy nie chciały chrześcijan</w>
			<w>Pozjadać na spektaklu.</w>
			<w>Drażniono je na siłę,</w>
			<w>Szczuto je, ale one</w>
			<w>Obróciły się tyłem</w>
			<w>I machnęły ogonem,</w>
			<w>Potem jeden zachrapał,</w>
			<w>Drugi na stołku usiadł,</w>
			<w>Trzeci motylki łapał</w>
			<w>A czwarty się wysiusiał,</w>
			<w>Piąty skakał dla hucpy,</w>
			<w>Szósty obwąchał stadion,</w>
			<w>Zaś siudmy razem z ósmym</w>
			<w>To aż wstyd mówić w radio.</w>
			<w>A chrześcijanie czekali,</w>
			<w>Poustawiani w rządek,</w>
			<w>I jeszcze narzekali:</w>
			<w>&ndash; A cóż to za porządek?</w>
			<w>Spektakl się znowu spóźnia,</w>
			<w>Choć na widowni komplet,</w>
			<w>Oj, coś tu się rozluźnia,</w>
			<w>Czas by zrobić porządek!</w>
			<w>Neron z patrycjuszami</w>
			<w>Rozwścieczony jak Wandal</w>
			<w>Wszczął pertraktację z lwami</w>
			<w>Aby przerwać ten skandal.</w>
			<w>Starszy lew łbem pokiwał</w>
			<w>I ryknął: &ndash; jaśnie panie!</w>
			<w>Monotonia straszliwa,</w>
			<w>Ciągle tylko chrześcijanie!</w>
			<w>NAwet przeciętny smakosz</w>
			<w>Nie je codzień befsztyka &ndash;</w>
			<w>W doborze ofiar takoż</w>
			<w>Potrzebna jest taktyka!</w>
			<w>Lecz Neron, co był nerwus</w>
			<w>I krytyki nie lubił,</w>
			<w>Wrzasnął: &ndash; Tak? No to serwus!</w>
			<w>Odwieźć te lwy do Nubii!</w>
			<w>Poczem &ndash; na dużej wódce &ndash;</w>
			<w>Puścił cały Rzym z dymem,</w>
			<w>I chrześcijanie już wkrótce</w>
			<w>Panowali nad Rzymem,</w>
			<w>Zaś Neron w grobie leży.</w>
			<w>Stąd wynika pointa:</w>
			<w>&ndash; Oj liczyć się należy</w>
			<w>Ze zdaniem konsumenta!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Motocross</tytul>
		<comment>w tle utwór &plqq;Lot trzmiela&prqq;</comment>
		<tekst>
			<w>Hej, ileż ruchu, wrzawy ile,</w>
			<w>Jakaż atrakcja pierwszej klasy,</w>
			<w>Motocross zacznie się za chwilę,</w>
			<w>Wezmą w nim udział same asy!</w>
			<w>Potem opiszą ich w gazecie,</w>
			<w>Tłum kobiet będzie o nich szeptał,</w>
			<w>Lecz nikt nie wspomni, że na mecie</w>
			<w>Stał niepozorny, szary Dreptak.</w>
			<w>Że stał na mecie skromnie z drągiem,</w>
			<w>Że nie pchał się, bo nie był nachał,</w>
			<w>A na tym drągu miał chorągiew,</w>
			<w>I gdy ktoś wjeżdżał &ndash; to on machał.</w>
			<w>Ja nie wiem co to jest za funkcja,</w>
			<w>Lecz sam widziałem na kronice</w>
			<w>Ot, wyścigowa interpunkcja &ndash;</w>
			<w>Machanie flagą w szachownicę.</w>
			<w>Oto ryknęły już motory,</w>
			<w>Wiatr w uszach zawodnikom gwizda,</w>
			<w>A Dreptak stoi drżąc z pokory</w>
			<w>I czuje się jak nędzna glizda.</w>
			<w>Brzmi warkot bliższy, to znów dalszy,</w>
			<w>Stado błyskawic pędzić zda się,</w>
			<w>I już zawodnik najwspanialszy</w>
			<w>Pierwszy do mety mknie po trasie.</w>
			<w>Już zza zakrętu się wynurza,</w>
			<w>I triumf już mu błyszczy w oku,</w>
			<w>&hellip;wtem Dreptak poczuł, że się wkurza,</w>
			<w>I warknął cicho: &ndash; Oż ty ćwoku!</w>
			<w>I blask wystrzelił mu z pod powiek,</w>
			<w>I dodał: &ndash; Ty żeż byku krasy,</w>
			<w>Ja zwykły, szary, skromny człowiek</w>
			<w>Także chcę dostać się do prasy!</w>
			<w>Tu wzniósł chorągiew na kształt szabli,</w>
			<w>Tak się wysilił jak potrafił,</w>
			<w>Wycharczał: &ndash; Niech cię wszyscy diabli!</w>
			<w>Zamachnął się &ndash; babach! &ndash; i trafił!</w>
			<w>&hellip;a potem jeden pan, w cywilu,</w>
			<w>Rzekł, ręce mu skuwając z wprawą:</w>
			<w>&ndash; Panie! Starało się już tylu,</w>
			<w>pan pierwszy trafił. Duże brawo!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Motyw</tytul>
		<tekst>
			<w>Król Edmund kazał w trąby dąć</w>
			<w>Na znak i pogotowie,</w>
			<w>Bowiem do brzegów Anglii skądś</w>
			<w>Przybili Wikingowie.</w>
			<w>A widok ich był straszny, acz</w>
			<w>Nie brakło mu uroku:</w>
			<w>Na burtach statków rzędy tarcz,</w>
			<w>Na dziobach &ndash; głowy smoków.</w>
			<w>I zaraz rosły, płowy lud</w>
			<w>Sypnął się z wąskich łodzi &ndash;</w>
			<w>Syn Swena, Kanut w bój ich wiódł,</w>
			<w>Szesnastoletni młodzik.</w>
			<w>W obronie zaś angielskich pól</w>
			<w>Stanął jak dąb wysoki,</w>
			<w>Syn Ethelreda, młody król,</w>
			<w>Edmund Żelazoboki,</w>
			<w>Straszliwa się zaczęła rzeź,</w>
			<w>Rzężenia i charkoty,</w>
			<w>I taka była bitwy treść,</w>
			<w>Lecz jakiż był jej motyw?</w>
			<w>Jaki był rzezi cel i sens</w>
			<w>I jaki był rezultat</w>
			<w>Wysiłków, zwycięstw, łez i klęsk</w>
			<w>Edmunda i Kanuta?</w>
			<w>Tysiąc szesnasty wówczas rok</w>
			<w>Trwał, naszej smutnej ery,</w>
			<w>Więc dawnookrył czas i mrok</w>
			<w>Poległe bohatery,</w>
			<w>Lecz związek przyczynowy trwa</w>
			<w>Choć wiek dwudziesty nastał &ndash;</w>
			<w>Ludność jaśniejszą cerę ma</w>
			<w>W podbitych wówczas hrabstwach</w>
			<w>I oczu błękitniejszy ton</w>
			<w>I włos jak zboże w lipcu,</w>
			<w>I po to był potrzebny zgon</w>
			<w>Obrońców i zdobywców.</w>
			<w>Za twoją policzkową kość,</w>
			<w>ZA smagłą twarz, lub bladą,</w>
			<w>Gdzieś kiedyś w dziejach jakiś gość</w>
			<w>Miał poderżnięte gardło.</w>
			<w>Więc twa odrębność i twój styl</w>
			<w>Tkwią korzeniami w trumnie,</w>
			<w>Choć wilka nie pożera wilk,</w>
			<w>Choć człowiek, to brzmi dumnie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mój głos w dyskusji o boksie</tytul>
		<tekst>
			<w>Kto na zdrowie swoje baczył,</w>
			<w>Nie pił, i się nie łajdaczył,</w>
			<w>Kto trenera słuchał rady,</w>
			<w>Robił zwody i przysiady,</w>
			<w>Kto we świątek, piątek, wtorek</w>
			<w>W treningowy walił worek</w>
			<w>Kto ma pięknych mięśni tyle</w>
			<w>Co bawoły lub goryle,</w>
			<w>Kto &ndash; chcąc giętki być jak brzeszczot &ndash;</w>
			<w>Żonie swej odmawiał pieszczot,</w>
			<w>Kto &ndash; by mózgu nie forsować &ndash;</w>
			<w>Kazał książki na strych schować,</w>
			<w>Kto sprytniejszy jest od innych,</w>
			<w>Kto zgrabniejszy, bardziej zwinny,</w>
			<w>Kto ma tyle krzepy w pięści</w>
			<w>Że przeciwnik aż zachrzęści,</w>
			<w>Kto swojego adwersarza</w>
			<w>Mocniej leje i naparza,</w>
			<w>Kto go lepiej poobija,</w>
			<w>Twarz przerobi mu na ryja,</w>
			<w>Kto dokona na nim gwałtu,</w>
			<w>Doprowadzi do nokautu &ndash;</w>
			<w>Ten &ndash; wspaniały wzór mężczyzny &ndash;</w>
			<w>Za to że się bić nie lenił</w>
			<w>Słucha hymnu swej ojczyzny!!!</w>
			<w>&hellip;a ojczyzna się rumieni&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mój karabin</tytul>
		<tekst>
			<w>To się działo przed dwudziestu laty</w>
			<w>Nad rosyjską wielką rzeką, Oką,</w>
			<w>I był czerwiec i pachniały kwiaty</w>
			<w>I przestronnie było i szeroko.</w>
			<w>I jechały ciężarówki z rumorem &ndash;</w>
			<w>Uśmiechali się kierowcy z kabin,</w>
			<w>To pamiętny był dzień, bo wieczorem</w>
			<w>Otrzymałem swój pierwszy karabin.</w>
			<vsp/>
			<w>Jakże mogę cię zapomnieć wysłużony karabinie,</w>
			<w>Najwierniejsza, najpewniejsza z wszystkich broni?</w>
			<w>Lata płyną, włos siwieje, czas nad nami wartko płynie</w>
			<w>A ja wciąż twój znany ciężar czuję w dłoni.</w>
			<w>Z tobą byłem pod Lenino, w Kołobrzegu i Berlinie</w>
			<w>I niejeden wróg od twoich strzałów padł,</w>
			<w>Jak więc mogę cię zapomnieć niezawodny karabinie,</w>
			<w>Karabinie z przed dwudziestu lat!</w>
			<vsp/>
			<w>A po burzy, po wojennym czasie,</w>
			<w>Kiedy dom swój znalazłem nad Odrą,</w>
			<w>Mój karabin został tu na warcie</w>
			<w>Wraz z orzełkiem i opaską ORMO.</w>
			<w>Dzisiaj w inneśmy bronie bogaci,</w>
			<w>Ale zawsze jednakowo wspominam</w>
			<w>Otrzymany od radzieckich braci</w>
			<w>Swój karabin systemu Mosina</w>
			<vsp/>
			<w>Jakże mogę cię zapomnieć&hellip;</w>
			<w>(itd. jak w poprz. refrenie)</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mój wymarzony rynek</tytul>
		<tekst>
			<w>Mam powiedzieć w tym krótkim odcinku</w>
			<w>Co bym pragnął zobaczyć na rynku?</w>
			<w>Nowe buty? Więcej ładnej odzieży?</w>
			<w>Asortyment wędlin bardziej świeży?</w>
			<w>Czy pamiątki mniej tandetne i chamskie</w>
			<w>Czy wytworne desusy damskie,</w>
			<w>Czy kożuszki nie po dziesięć patyków</w>
			<w>Czy peruczki dla łysych pryków,</w>
			<w>Czy chemicznie nie zatrute jarzyny,</w>
			<w>Czy drób w sklepach różowiutki, a nie siny,</w>
			<w>Czy powieści nowoczesne, choć ciekawe,</w>
			<w>Czy w kawiarniach rzeczywiście dobrą kawę,</w>
			<w>Czy na rynku chciałbym by się ukazały</w>
			<w>Dobre filmy, a nie niewypały,</w>
			<w>Czy mi może samochodu potrzeba,</w>
			<w>Czystej wody i smacznego chleba,</w>
			<w>Całkiem nowych gatunków wódki,</w>
			<w>Życiorysu pułkownika Kociutki,</w>
			<w>Bądź portretów senatora Bzibziaka</w>
			<w>Względnie komentatora Dreptaka?</w>
			<w>Może jakieś lepsze papierosy,</w>
			<w>Duńskie sery, francuskie sosy,</w>
			<w>Kufle, trufle, szufle, ananasy,</w>
			<w>Złotolite do szabel kutasy,</w>
			<w>Windy, bindy, pindy, aleluje,</w>
			<w>Polonezy, protezy, szczeżuje</w>
			<w>Oraz Mańcia, ale dużo młodsza?</w>
			<w>Ale skądże! Mnie tego nie potrza!</w>
			<w>Ja na rynku chciałbym ujrzeć odrobinę:</w>
			<w>Żeby jeden Gucio szedł przez rynek,</w>
			<w>Przed ratuszem żeby się pośliznął</w>
			<w>Na psiej kupce, i o bruk się gwiznął</w>
			<w>Pośród śmiechu zebranej gawiedzi:</w>
			<w>&ndash; Taki ważniak, a w gówienku siedzi!</w>
			<w>&ndash; Pewnie urżnął się na trupa w szynku!</w>
			<w>Oto co bym chciał ujrzeć na Rynku!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mój zbiorek</tytul>
		<tekst>
			<w>Stać mnie na chlebuś z masłem i czystą.</w>
			<w>Mam nawet aż dwie zmiany pościeli,</w>
			<w>Ale nie jestem &ndash; choć wstyd &ndash; hobbistą</w>
			<w>Jak tylu innych obywateli.</w>
			<w>Gdzie człek nie spojrzy &ndash; głupio się robi,</w>
			<w>Bo prawie każdy ma jakieś hobby:</w>
			<w>Henio ma znaczki, Zenio &ndash; serdaczki,</w>
			<w>Gienio &ndash; kabaczki i wykałaczki,</w>
			<w>Zyzio &ndash; zegarków komplet wspaniały,</w>
			<w>Dyzio namiętnie zbiera pedały,</w>
			<w>Florek prowadzi hodowlę norek,</w>
			<w>Worek sikorek ma Telesforek,</w>
			<w>Zaś Salwatorek &ndash; chiński rozporek,</w>
			<w>Jak również korek i kalichlorek,</w>
			<w>Który wydaje brzydki fetorek.</w>
			<w>Zbyś lubi koty, a Zdziś kojoty,</w>
			<w>Jaś &ndash; drobne kwoty, Staś &ndash; papiloty,</w>
			<w>Lucek jak baca owieczki maca,</w>
			<w>Ziutek dokarmia tęgiego katza,</w>
			<w>I mówi, że mu się to opłaca.</w>
			<w>Inni zbierają wszystko jak leci:</w>
			<w>Marysia śmieci, Gabrysia &ndash; dzieci,</w>
			<w>Basia tapczany wraz z frędzelkami,</w>
			<w>Kasia &ndash; nagany z ostrzeżeniami,</w>
			<w>Paweł muszelki, Szaweł &ndash; kafelki,</w>
			<w>Gaweł natomiast puste butelki,</w>
			<w>Dalej jamniki, bziki, guziki,</w>
			<w>Budziki, piki, kliki, nocniki,</w>
			<w>(zwłaszcza antyki i z majoliki)</w>
			<w>Gile, motyle, młode goryle,</w>
			<w>Dyle, wentyle, szpile i grzdyle,</w>
			<w>Grypsy i gipsy, rypsy i pipsy,</w>
			<w>Klipsy, kalipsy, apokalipsy,</w>
			<w>Śliwki, oliwki, śpiwki, przygrywki,</w>
			<w>Preselektywki, rezerwatywki,</w>
			<w>Separatywki i rogatywki,</w>
			<w>Hacele, trzmiele, trele-morele,</w>
			<w>I różne takie &ndash; tam duperele&hellip;Ufff&hellip;</w>
			<w>Ja jeden pośród tych amatorów</w>
			<w>Współzawodnictwa bym nie wytrzymał,</w>
			<w>Bo nie mam żadnych ciekawych zbiorów&hellip;</w>
			<w>&hellip;prócz powyższego zbioru dyrdymał!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mury Jerycha</tytul>
		<tekst>
			<w>Na pustyni zapadła noc chłodna i cicha.</w>
			<w>W niebie mrugały gwiazdy zimne i nieczułe</w>
			<w>Oświetlając namioty i mury Jerycha,</w>
			<w>Pod którymi w zadumie stał smętnie Jozue.</w>
			<w>Stał i patrzył na miasto, kędy grzech się plenił</w>
			<w>I kędy bałwochwalstwo rosło hydrą ciemną,</w>
			<w>I o które mężowie z pokolenia Lewi</w>
			<w>Nieraz szczerbili miecze, ale nadaremno&hellip;</w>
			<w>Stał Jozue i płakał, mówiąc: &ndash; Alem wdepnął</w>
			<w>W to całe oblężenie, co mi nerwy rąbie&hellip;</w>
			<w>A w tej chwili wiatr zawiał, a głos jakiś szepnął:</w>
			<w>&ndash; Jozue, co ty stoisz? Ty idź graj na trąbie!</w>
			<w>Rozejrzał się Jozue, ale świat od szczytu</w>
			<w>Niebios do nizin milczał znów ciszą bezludną,</w>
			<w>I pomyślał Jozue &ndash; Spróbuję bigbitu,</w>
			<w>Bo inaczej się urwę, tak tu strasznie nudno&hellip;</w>
			<w>I usiadł z wielką trąbą za skalnym załomem,</w>
			<w>Namyślał się przez chwilę, brodę w palcach kręcił,</w>
			<w>Aż nagle jak zasunął Mały, biały domek,</w>
			<w>To cały świat oniemiał. Na krótki momencik.</w>
			<w>Po tym momencie bowiem, kiedy trąby inne</w>
			<w>Podchwyciły melodię razem, z całej duszy,</w>
			<w>Jęły z pobliskich krzaków pryskać lwy pustynne,</w>
			<w>Dziwne, bo na dwóch łapach, zatykając uszy</w>
			<w>Dwiema drugimi łapy, a na ostrej skale</w>
			<w>Zdechł nagle jurny orzeł niczym stara kura,</w>
			<w>I ogon podwinąwszy zmykały szakale,</w>
			<w>A ruch zaczął się także w jerychońskich murach,</w>
			<w>I krzyk podniósł się straszny, a liczni poganie</w>
			<w>Jęli w głazy mocarne łbami tłuc zbiorowo.</w>
			<w>I wołali &ndash; Jozue, niech pan już przestanie!</w>
			<w>Albo się nawróciwszy łkali: O, Jehowo!!!</w>
			<w>A Jozue grał dalej melodie przecudne,</w>
			<w>A melodia krążyła, strzelista i ostra,</w>
			<w>A grał jak Kurylewicz, ba, jak Beni Goodman!</w>
			<w>Co ja mówię? Jak Igor i jak Dawid Ojstrach!!!</w>
			<w>Aż sypnęły się z murów kamienie i deski</w>
			<w>I pękły fundamenty bastionu i wieży,</w>
			<w>I się cała forteca rozpadła w drebiezgi,</w>
			<w>Bo ludność ją rozniosła, nie mogąc wydzierżyć,</w>
			<w>I uciekali wszyscy gubiąc kapcie, szorty,</w>
			<w>Chlamidy, sulfamidy, mycki i rajtuzy,</w>
			<w>A w drugą stronę wiały żydowskie kohorty,</w>
			<w>A Jozue grał ciągle. Bo on był ten muzyk.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Oda do młodzieńca</tytul>
		<tekst>
			<w>Młodzieńcze, co w rozkicie lat</w>
			<w>Chcesz zreformować cały świat,</w>
			<w>Co wraz z mutacją swą, kozikiem</w>
			<w>Oraz z młodzieńczym swym trądzikiem,</w>
			<w>Z balastem nazbyt długich nóg</w>
			<w>Szukasz odkrywczych, nowych dróg!</w>
			<w>Ty, co o własnym marzysz kolcie,</w>
			<w>Co stawiasz w myślach swych na równi</w>
			<w>Marzenia &ndash; a to o rewolcie,</w>
			<w>To znów o Helci Deptakównie,</w>
			<w>Ty, co przeważnie chodzisz struty,</w>
			<w>Bo gdy zakładasz mądrą mowę,</w>
			<w>To wówczas w głosie twym koguty</w>
			<w>Z nienacka budzą się wioskowe,</w>
			<w>A gdy odezwie się ich nuta &ndash;</w>
			<w>Milkniesz i wlepiasz wzrok uparty</w>
			<w>W masyw własnego buta</w>
			<w>Co numer ma czterdziesty czwarty,</w>
			<w>I straszny cię przygnębia majak:</w>
			<w>&ndash; Cztredziesty piąty, to już kajak&hellip;</w>
			<w>O, ty któremu pierwszy zarost</w>
			<w>Kiedy wysypie wątłe włoski,</w>
			<w>Chwytasz ojcowską brzytwę starą</w>
			<w>Jak Jan Sobieski miecz dziadowski,</w>
			<w>Zamyksz oczy, i bez reszty</w>
			<w>Zamieniasz własną twarz na befsztyk!</w>
			<w>O ty, co skrzętny niczym chomik</w>
			<w>Ciułasz w pamięci, ciemną nocą,</w>
			<w>Zmiany we własnej anatomii</w>
			<w>(Niektóre nie wiesz jeszcze po co!)</w>
			<w>Twe troski to efemeryda,</w>
			<w>Spójrz młody bracie w przyszłość jaśniej,</w>
			<w>To wszystko ci się kiedyś przyda,</w>
			<w>A na co &ndash; sam ci to wyjaśnię</w>
			<w>Już wkrótce, jak mi tylko minie</w>
			<w>Skleroza, po nowokainie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Oda na otwarcie we Wrocławiu niemieckiego kasyna gry o nazwie &plqq;CASINO&prqq;</tytul>
		<tekst>
			<w>Chwila to ważna i podniosła</w>
			<w>Błyszczą smokingi, lśnią lakierki,</w>
			<w>Swoje Casino ma już Wrocław</w>
			<w>A w nim przepiękne ma krupierki.</w>
			<w>Żetony tylko dewizowe,</w>
			<w>Goryle &ndash; europejska klasa,</w>
			<w>Stroje wyłącznie wieczorowe,</w>
			<w>Wyjście przeważnie na golasa.</w>
			<w>Babcia w klozecie liczy dolce,</w>
			<w>Szampan w kubełku już się chłodzi&hellip;</w>
			<w>Wprost czuję żem u siebie, w Polsce,</w>
			<w>Że właśnie o to ludziom chodzi!</w>
			<w>Cassino w dziejach już raz było,</w>
			<w>Zdobyliśmy je bagnetami</w>
			<w>I proszę &ndash; nic się nie zmieniło,</w>
			<w>Nawet obrońcy tacy sami.</w>
			<w>Tyle że zgiełku mniej i huku,</w>
			<w>Że innym walczy się rynsztunkiem,</w>
			<w>Że Drugi Korpus późnych wnuków</w>
			<w>Bank dziś rozbija, a nie bunkier.</w>
			<w>Tak oto znowu swym fasonem</w>
			<w>Polak zadziwił cudzoziemców:</w>
			<w>Podeptał maki (te czerwone)</w>
			<w>I ma Casino!</w>
			<w>A w nim &ndash; Niemców.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Odejście Dreptaka</tytul>
		<tekst>
			<w>Grają trąby i werble warczą,</w>
			<w>Idzie Dreptak na rentę starczą,</w>
			<w>Idzie Dreptak z bladym obliczem,</w>
			<w>Tylko oczy mu płoną jak znicze.</w>
			<vsp/>
			<w>Przez czterdzieści lat siedział w biurze,</w>
			<w>Przeżył różne biurowe burze,</w>
			<w>Robił spisy i remanenty</w>
			<w>I doczekał się wreszcie renty.</w>
			<vsp/>
			<w>Niosą za nim biurowe turkawki</w>
			<w>Satynowe czarne rękawki</w>
			<w>I liczydła, i bibularz brzydki,</w>
			<w>I kulkowe pióro do przebitki.</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie Dreptak, łza mu z oka płynie,</w>
			<w>A właściwie się cieszyć powinien,</w>
			<w>Bo go czeka szlafrok, samowarek,</w>
			<w>Ciepłe kapcie i w klatce kanarek,</w>
			<vsp/>
			<w>I w ogóle dolce far niente,</w>
			<w>Jak już pójdzie na tę starczą rentę.</w>
			<w>Idzie Dreptak, brzmią śpiewy chóralne,</w>
			<w>Niosą przed nim listy pochwalne</w>
			<vsp/>
			<w>I dyplomy niosą, jeden i drugi,</w>
			<w>I Brązowy oraz Srebrny Krzyż Zasługi.</w>
			<w>Idzie Dreptak długim korytarzem,</w>
			<w>Niosą przy nim zapalone lichtarze,</w>
			<vsp/>
			<w>A dwie śliczne młodsze buchalterki</w>
			<w>Sypią przed nim kolorowe papierki.</w>
			<w>Idzie Dreptak korytarzem jak szosą,</w>
			<w>Trochę idzie, a trochę go niosą,</w>
			<vsp/>
			<w>W oczach blask ma, w dłoniach ma liczydła,</w>
			<w>W nozdrzach zapach kawy i kadzidła.</w>
			<w>Idzie Dreptak, coraz jaśniej świeci,</w>
			<w>Trochę idzie, trochę jakby leci.</w>
			<vsp/>
			<w>Już nie musi podpisywać listy,</w>
			<w>Już się robi niebieski, przejrzysty,</w>
			<w>Już się robi lekki jak dmuchawiec,</w>
			<w>Już jak anioł jest i jak latawiec,</w>
			<vsp/>
			<w>Już wybywa, odpływa do góry</w>
			<w>Między chmury, lazury i chóry,</w>
			<w>Już nie Dreptak, lecz meteor, kometa&hellip;</w>
			<w>Coś gdzieś pękło&hellip; I zwolnił się etat.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Odejście Mikołajów</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedy zima nastaje,</w>
			<w>To z przeróżnych zaułków</w>
			<w>Wyłażą Mikołaje</w>
			<w>W liczbie plus minus pułku.</w>
			<w>W miasto jak rzeka płyną</w>
			<w>Tych Mikołajów tłumy</w>
			<w>I pachną naftaliną</w>
			<w>Ich tandetne kostiumy.</w>
			<w>[W której trzymali kostiumy]</w>
			<w>Trzęsą się siwe brody,</w>
			<w>Sto wielkich nosów świeci,</w>
			<w>Przystają samochody,</w>
			<w>Uśmiechają się dzieci,</w>
			<w>Promienieje ulica,</w>
			<w>Bo każdy dobry święty</w>
			<w>W domach, sklepach, świetlicach</w>
			<w>Będzie wręczał prezenty.</w>
			<w>I trudno świętym mężom</w>
			<w>Mieć za złe w owym czasie Że cynicznie spieniężą</w>
			<w>Swój wygląd gdzie tylko da się.</w>
			<w>Mikołajowe żniwa,</w>
			<w>Zawód, nie żadne hobby &ndash;</w>
			<w>I dziatwa jest szczęśliwa,</w>
			<w>I Mikołaj zarobi.</w>
			<w>Czasem taki staruszek,</w>
			<w>W cywilu zwany Mieciem,</w>
			<w>Urżnie się jak świntuszek</w>
			<w>Z pierwszym przydrożnym cieciem</w>
			<w>I ogarnięty szałem,</w>
			<w>Że aż mu drży fufajka,</w>
			<w>Gwiźnie swym pastorałem</w>
			<w>Innego Mikołajka</w>
			<w>Lub dłonią, którą czule</w>
			<w>Głaskał właśnie maluchów,</w>
			<w>Grzmotnie go po infule</w>
			<w>I dołoży po uchu.</w>
			<w>I oto na rozstaju</w>
			<w>W samym środku miasta</w>
			<w>Kłąb świętych Mikołajów</w>
			<w>Z każdą chwilą narasta,</w>
			<w>By ruszyć pośród huku,</w>
			<w>Przekleństw i strzępków waty,</w>
			<w>I toczyć się po bruku</w>
			<w>Niczym kula z armaty,</w>
			<w>Przewracając tramwaje</w>
			<w>I niknąc pośród mroku,</w>
			<w>A wraz z nim &ndash; Mikołaje</w>
			<w>Nikną na przeciąg roku&hellip;</w>
			<w>A choć są źli i brudni,</w>
			<w>Łza mi się w oku kręci,</w>
			<w>Bo nie są tacy nudni</w>
			<w>Jak inni polscy święci</w>
			<w>Kościelni i ci bez wyznań,</w>
			<w>Którymi kwitnie Ojczyzna&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Odkrycie</tytul>
		<tekst>
			<w>W lipcu nad Morzem Czarnym była wielka laba,</w>
			<w>Wszyscy się opalali, czas jak bajka mijał,</w>
			<w>A jeden Polak złapał niewielkiego kraba</w>
			<w>I oglądał go, myśląc: Cóż to za bestyja?</w>
			<w>Posadził go na piachu &ndash; tuż nad brzegiem wody</w>
			<w>Trącił palcem i mruknął: &ndash; Paszoł wont, pętaku!</w>
			<w>A każdy krab, tak stary jak i całkiem młody,</w>
			<w>Chodzi wyłącznie bokiem, niczym w krakowiaku.</w>
			<w>Nasz krab także tak chodził. Zrobił dwa &ndash; trzy kroki,</w>
			<w>A była w nim fantazja i tyle polskości,</w>
			<w>Że Polak zdębiał, poczem chwycił się pod boki,</w>
			<w>Tupnął, wyciął hołubca i krzyknął: Wciórności!!!</w>
			<w>I zaraz w duszy zagrał mu krakowski hejnał,</w>
			<w>Wanda mu się zwidziała, król Krak na bachmacie,</w>
			<w>I od zapału na nim zjeżyła się wełna,</w>
			<w>I ucałował kraba i wyszeptał: &ndash; Bracie!!!</w>
			<w>I nazwał go kuzynem, synem i rodakiem</w>
			<w>I taka go zalała tkliwość obłąkana,</w>
			<w>Że myląc Kraka z krabem względnie kraba z Krakiem</w>
			<w>Chciał uścisnąć nieszczęsne zwierzę za kolana.</w>
			<w>Że jednak krab odnóży ma osiem czy dziesięć,</w>
			<w>A na każdym ma chyba po szesnaście kolan,</w>
			<w>WIęc się ten akt przedłuża, choć nadeszła jesień&hellip;</w>
			<w>Hej, któż może odgadnąć, co gra w duszach Polan???</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Odys</tytul>
		<tekst>
			<w>Drżą ze strachu narody, zaraz sypną się trupy,</w>
			<w>Wraca stęskniony Odys do rodzinnej chałupy.</w>
			<w>Pomiatały nim losy, hen, daleko od chaty,</w>
			<w>Wyszedł po papierosy, gdzieś przed dwudziestu laty.</w>
			<vsp/>
			<w>Miał powrócić niedługo, tak zaraz po niedzieli</w>
			<w>Ale jak dostał cugu &ndash; to tyle go widzieli.</w>
			<w>Wraca, staje jak wryty, bo oto obraz jaki:</w>
			<w>W chacie grają bigbity, smażą się schaboszczaki.</w>
			<vsp/>
			<w>Penelopa tam siedzi w bananowym chitonie,</w>
			<w>A Odysa sąsiedzi dowalają się do niej.</w>
			<w>Zaklął Odys nieładnie: &plqq;O kurtka!&prqq;, czy też &plqq;Psiakrew!&prqq;</w>
			<w>Zaraz do chaty wpadnie i urządzi masakrę.</w>
			<vsp/>
			<w>Naraz zaszła w nim zmiana i naszła go myśl zdrowsza:</w>
			<w>Żona przehodowana, chałupa nie najnowsza,</w>
			<w>Zalotników pół kopy &ndash; nie ma się co napalać,</w>
			<w>Bo wszystko tęgie chłopy, więc gotowi go nalać.</w>
			<vsp/>
			<w>Już chciał drapnąć z Itaki, gdy jedna pani Pallas</w>
			<w>Złapała go za kłaki: &ndash; Idź &ndash; mówi &ndash; morduj zaraz!</w>
			<w>I przez durną boginię Odys chociaż z niesmakiem</w>
			<w>Wyrżnął, jak jakieś świnie, kupę ludzi tasakiem.</w>
			<vsp/>
			<w>Dziś poszedłby do kicia, lecz w tej dawnej epoce</w>
			<w>Musiał do końca życia mieszkać przy Penelopce,</w>
			<w>Co mu kołki na głowie ciosała przez lat wiele.</w>
			<w>Najgorzej gdy bogowie wtrącają się w duperele.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Odzysk</tytul>
		<tekst>
			<w>Lata płyną, ciągle tylko dom lub praca,</w>
			<w>Odwiedziny cioci Hani albo wnuków,</w>
			<w>Aż tu nagle moja wczesna młodość wraca,</w>
			<w>Piękna młodość, pełna bimbru, dup i huku.</w>
			<w>Ktoś nacisnął wsteczny bieg starego kina,</w>
			<w>Cofnął taśmę, wystartował i przyśpiesza:</w>
			<w>Znowu pragnie się wyzwolić Ukraina,</w>
			<w>Znowu próbuje się zjednoczyć Wielka Rzesza,</w>
			<w>Znów w Warszawie zjawia się niemiecki kanclerz,</w>
			<w>A Warszawa nie uważa znów za gafę,</w>
			<w>Że symbol jego ma bojowy pancerz,</w>
			<w>Czarne krzyże i firmowy znak Luftwaffe.</w>
			<w>Pewnie, sojusz to i ważny i potrzebny,</w>
			<w>Teraz wszystko się usprawni i uprości,</w>
			<w>Polskie Wojsko zmniejsza właśnie stan liczebny,</w>
			<w>Co przyniesie nam ogromne oszczędności.</w>
			<w>Ja też kiedyś do tych przemian się przekonam,</w>
			<w>Lecz na razie nie mam czasu, bo wciąż myślę</w>
			<w>Jak odzyskać mego Smitha and Wessona,</w>
			<w>Co go kiedyś zakopałem pod Przemyślem.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Oferta</tytul>
		<tekst>
			<w>Ciułaczu drobny, co w PKO</w>
			<w>Chowasz zarobek swój malutki,</w>
			<w>Jesz mało, czytasz równie mało,</w>
			<w>Nie pijasz wina ani wódki,</w>
			<w>Wiesz zawsze co się zdarzy jutro,</w>
			<w>Co będzie zimą, a co latem,</w>
			<w>Lecz twoja żona nosi futro,</w>
			<w>A moja &ndash; płaszcz podszyty wiatrem,</w>
			<w>Chociaż dziesięciokrotną wartość</w>
			<w>Zarabiam tych pieniędzy co ty,</w>
			<w>Ale koszulę mam przetartą</w>
			<w>I finansowe mam kłopoty.</w>
			<w>Ciułaczu drobny z pensją tycią,</w>
			<w>Chomiku durny i ponury,</w>
			<w>Co ci po forsie i po życiu</w>
			<w>Jeżeli wszystko wiesz -już z góry?</w>
			<w>Wyciągnij swoje zaskórniaki,</w>
			<w>Opróżnij konta napęczniałe,</w>
			<w>A ja już ci pokażę, jaki</w>
			<w>Świat może zrobić się wspaniały!</w>
			<w>Ja poprowadzę cię po klubach,</w>
			<w>Pokażę knajpy i kawiarnie,</w>
			<w>Ja ci urządzę taki ubaw,</w>
			<w>Ze szał i zachwyt cię ogarnie,</w>
			<w>I będziesz głową bił o ściany</w>
			<w>Wśród -jęku naciągniętych szelek</w>
			<w>Wyjąc: &ndash; O czemu ja, kopany,</w>
			<w>Wcześniej nie wiedział, kuchnia Felek!</w>
			<w>I będziesz Pliskę pił i Martel,</w>
			<w>I puścisz się w szalone danse,</w>
			<w>Dziewczęta miłe, chociaż łatwe</w>
			<w>Trzymając w dłoniach niczym szansę.</w>
			<w>Szalej baranie i się baw ty,</w>
			<w>Wyładuj, wyżyj się nareszcie,</w>
			<w>Ja ci załatwię bruderszafty</w>
			<w>Z kim tylko zechcesz w naszym mieście.</w>
			<w>Może pisarza chcesz którego?</w>
			<w>Może filmowcy lub aktorzy?</w>
			<w>A za to wszystko &ndash; do pierwszego</w>
			<w>Sto złotych, ćwoku, szybko pożycz!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Okna</tytul>
		<tekst>
			<w>Ten motyw jak czerwona nić</w>
			<w>Wędruje po epokach:</w>
			<w>Kiedy mężowie szli się bić &ndash;</w>
			<w>Kobiety stały w oknach.</w>
			<w>Zaś wcześniej, gdy kamienny młot</w>
			<w>Ich bronią był jedyną &ndash;</w>
			<w>Kobiety stały przy wejściach grot,</w>
			<w>Mężczyźni szli, by ginąć.</w>
			<w>Brzmiał później końskich kopyt stuk,</w>
			<w>Pulsował marsz piechoty,</w>
			<w>Romańskich okien łagodny łuk</w>
			<w>Piętrzył się w ostry gotyk,</w>
			<w>Lecz zawsze &ndash; wyrównując krok</w>
			<w>Pod krzyk bojowych orkiestr &ndash;</w>
			<w>Mężczyźni podnosili wzrok</w>
			<w>Ku prostokątom okien.</w>
			<w>I wszystko jedno, który wiek</w>
			<w>Rodził się albo konał,</w>
			<w>Obok kolumny synek biegł,</w>
			<w>A w oknie stała żona.</w>
			<w>I werbli trzask, i fanfar płacz,</w>
			<w>I płot, i kiosk, i drzewo,</w>
			<w>I równaj krok, i w prawo patrz&hellip;</w>
			<w>&hellip;a okna były w lewo&hellip;</w>
			<w>Na horyzontach blask i dym,</w>
			<w>Na niebie wiatr i chmury,</w>
			<w>Idę, a przy mnie biegnie syn,</w>
			<w>Idę, a przy mnie biegnie syn,</w>
			<w>Idę, a przy mnie biegnie syn,</w>
			<w>A żona patrzy. Z góry.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Oko w oko</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeśli mnie coś oddziela</w>
			<w>I różni od innych osób,</w>
			<w>To jest tym czymś niedziela</w>
			<w>Spędzana w inny sposób.</w>
			<w>Niedziela &ndash; z racji wekendów,</w>
			<w>Nabożeństw, randek i widzeń,</w>
			<w>I jeszcze z tysiąca względów</w>
			<w>Wyczekiwana przez tydzień.</w>
			<w>A dla mnie niedziela to pora</w>
			<w>Spotkania, którego ciężar</w>
			<w>Od poniedziałku jak zmora</w>
			<w>Cień swój nade mną stęża.</w>
			<w>I wiem, że nie ma ucieczki,</w>
			<w>Ze wszystko jest przewidziane,</w>
			<w>Ze inni na wycieczki</w>
			<w>Pojadą, a ja zostanę,</w>
			<w>Że zostaniemy we dwoje,</w>
			<w>Że zegar wskazówki przesunie</w>
			<w>I że przez puste pokoje</w>
			<w>Będę musiał wreszcie pójść ku niej.</w>
			<w>Ku czarnej, najmilszej, najdroższej,</w>
			<w>O białych, najbielszych zębach,</w>
			<w>Ku bezlitosnej, najsroższej,</w>
			<w>I serce mi stanie dęba,</w>
			<w>Ale wyciągnę ręce</w>
			<w>I do żarłocznej gęby</w>
			<w>Arkusz papieru jej wkręcę,</w>
			<w>I zacznę ją stukać w te zęby,</w>
			<w>A ona wrzaśnie i trzaśnie,</w>
			<w>I przerwie brutalnie ciszę,</w>
			<w>I takie wierszyki właśnie</w>
			<w>Jak ten dzisiejszy napisze.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Opowieść w stylu starosłowiańskim</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, a w komnacie świetlistej pomalowanej bogato</w>
			<w>Otwarły się drzwi dębowe, rzezane bardzo ozdobnie</w>
			<w>I stanął w nich junak smagły, sosnom strzelistym podobny,</w>
			<w>Aż wszyscy się zachwycili i w dłonie głośno plasnęli.</w>
			<w>Oczy u niego jak gwiazdy, w punkt jeden zgodnie patrzące,</w>
			<w>Ale nie zez to, lecz raczej skoncentrowane spojrzenie</w>
			<w>Na różne ważne problemy. Włosy u niego złociste,</w>
			<w>Lwia grzywa &ndash; rzekłbyś &ndash; lub futro z niedźwiedzia siłą ściągnione,</w>
			<w>Nogi u niego jak łuki nogajskiej albo tatarskie,</w>
			<w>Podwiązki zamiast cięciwy dźwięczą za lada dotykiem,</w>
			<w>A stopy jak lotne czajki, łodzie kozackie przesławne,</w>
			<w>Zahartowane w zmaganiach hen na porohach dnieprowych&hellip;</w>
			<w>Stanął ci tedy i stoi w krasie niezmiernej i blasku</w>
			<w>Aż jedna z dziewic, zwalczywszy skromność przystojną niewieście</w>
			<w>Spytała głosem prześlicznym, przez tremę z lekka ochrypłym:</w>
			<w>&ndash; Witeziu piękny i dzielny. Orle, sokole podniebny,</w>
			<w>Nutrio ty nasza stepowa, nad wszelki wyraz udatna,</w>
			<w>My tobie bułek, herbaty przyniesiem, nie marki &plqq;Yunan&prqq;,</w>
			<w>Ani nie &plqq;Ulung&prqq; cuchnący, jeno najlepszej, cejlońskiej,</w>
			<w>Cukru my tobie nasypiem osiem łyżeczek lub dziewięć,</w>
			<w>Na rękach nosić cię będziem, lwie salonowo-pustynny,</w>
			<w>Kwiatami ciebie obrzucim i w złotogłowy owiniem,</w>
			<w>Powiedz nam jeno, rycerzu, w jakiej przybywasz tu sprawie?</w>
			<w>Roześmiał się piękny przybysz, zęby ukazał mocarne</w>
			<w>Gdzie niegdzie tylko dziurawe, lecz plombowane misternie,</w>
			<w>Złocistą grzywą potrząsnął, wzrok orli w dziewicę wlepił</w>
			<w>I głosem grzmiącym jak surmy tak swoje przyjście wyjaśnił:</w>
			<w>&ndash; Synogarliczko nadobna, przepiórko pulchna i luba,</w>
			<w>Wierzbo dziuplasta, szumiąca, topolo piłą nietknięta,</w>
			<w>Rzeżucho &ndash; że tak określę &ndash; ruto zielona, nasturcjo,</w>
			<w>Na twe pytanie wstydliwe, z wdziękiem niezwykłym zadane,</w>
			<w>Odpowiem ci po słowiańsku, bez niepotrzebnych ozdóbek,</w>
			<w>Prosto i szczerze: Jam oto zaangażowan tu został</w>
			<w>Jako księgowy &ndash; praktykant, pomocnik pana Traczyka!</w>
			<w>Tutaj podskoczył pan Traczyk, witezia za halsztuk złapał,</w>
			<w>Potrząsnął nim po kilkakroć aż mu się szelki urwały,</w>
			<w>Podniósł do góry, obejrzał, rozejrzał się z satysfakcją,</w>
			<w>I wydał okrzyk: &ndash; Nareszcie ja także mam pomocnika!</w>
			<w>Oż ty pomiocie jaszczurzy, glizdo, padlino przydrożna,</w>
			<w>Dygaj zaraz po piwo, po &plqq;Sporty&prqq; aromatyczne,</w>
			<w>Herbatę ty nam naparzaj, a nie, to ja cię naparzę!</w>
			<w>Już ja ci pogonię kota! Jakoż faktycznie pogonił.</w>
			<w>I stanął witeź do pracy i do praktyki szlachetnej</w>
			<w>I jął się kształcić wszechstronnie aby mieć prawo i zaszczyt</w>
			<w>Zasiadać w świetnej komnacie, pomalowanej bogato,</w>
			<w>ZA drzwiami, za dębowymi, rżniętymi bardzo ozdobnie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Optymistyczny wierszyk o Zdzisiu</tytul>
		<tekst>
			<w>Dlaczego swoim Zdzisiem ma się martwić tato?</w>
			<w>Że jedna nóżka krótsza? Druga dłuższa za to</w>
			<w>Fakt, krzywy kręgosłupek, więc się ciut telepie,</w>
			<w>Lecz gdy się go położy, już wygląda lepiej.</w>
			<w>Myślano, że paraliż poraził biedaczka:</w>
			<w>Guzik, pan doktor badał, ot, zwykła padaczka.</w>
			<w>Wprawdzie gdy mówi warczy niczym helikopter,</w>
			<w>Ale wzrok ma jak brzytwa: plus szesnaście diopter.</w>
			<w>Płucka zdrowe, a raczej tylko jedno płucko</w>
			<w>I tylko jedna rączka, lecz silna nieludzko.</w>
			<w>Nieduża sztywność stawów, jak to u wrocławian,</w>
			<w>Przez co trochę schylony, rzekłbym a'la pawian.</w>
			<w>Pawianem go też kumple zwali przy zabawie,</w>
			<w>Ale nie reaguje, bo nie słyszy prawie.</w>
			<w>Jeśli natomiast mówić o przyszłości Zdzisia,</w>
			<w>Tę ma już zapewnioną: umie zrobić przysiad.</w>
			<w>Więc pewnie go ujrzymy wśród licznej gromady</w>
			<w>Reprezentantów Polski podczas Olimpiady.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Oracja o Przylądku Horn</tytul>
		<tekst>
			<w>Wymokły lądowy prątku,</w>
			<w>komplement, byłby rzec, szczurze.</w>
			<w>Co ty tam wiesz o przylądku</w>
			<w>Horn, jakie tam są burze?</w>
			<vsp/>
			<w>Jakby ktoś bez rozsądku,</w>
			<w>Zatrzasnął kota w bratrurze &ndash;</w>
			<w>&ndash; Tak wyje to, panie Bronku,</w>
			<w>I takie to wszystko jest duże.</w>
			<vsp/>
			<w>Na próżno w kajuty kątku</w>
			<w>Wybladłe modlicie się tchórze</w>
			<w>I chętnie byście z majątku</w>
			<w>Część wydzielili w naturze,</w>
			<vsp/>
			<w>Aby się znaleźć gdzieś w Lądku,</w>
			<w>Zdroju, Kalwarii-Górze.</w>
			<w>Bo wszyscy wy bez wyjątku</w>
			<w>Po takiej byście awanturze</w>
			<vsp/>
			<w>Wymiotowali do piątku,</w>
			<w>Jeżeli nawet nie dłużej.</w>
			<w>I byście wzywali światków,</w>
			<w>By zająć się własnym odnóżem.</w>
			<vsp/>
			<w>I swoich żałosnych szczątków</w>
			<w>Widzielibyście kałużę</w>
			<w>I straszny by zrobił się swąd ku&ndash;</w>
			<w>Chnia felek, jak fermy, gdy kurze</w>
			<vsp/>
			<w>Oczyszcza się dla porządku,</w>
			<w>Szczoteczką piórko po piórze.</w>
			<w>Gdyż lepiej młodemu jagniątku</w>
			<w>Wić się na wilczym pazurze</w>
			<vsp/>
			<w>Lub niewinnemu dziewczątku</w>
			<w>Siąść na żebraczym kosturze,</w>
			<w>Względnie starcowi we wrzątku</w>
			<w>Niż trafić tu na to przedmurze.</w>
			<vsp/>
			<w>Cyklonów. Na tym przylądku.</w>
			<w>No, i już po chałturze.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Orka na ugorze</tytul>
		<tekst>
			<w>Po południu, po obiedzie</w>
			<w>Pólko swe ojczyste</w>
			<w>Orze Wicuś w dwa niedźwiedzie</w>
			<w>I w pozytywistę.</w>
			<vsp/>
			<w>Jeden niedźwiedź narowisty,</w>
			<w>Drugi niedźwiedź w rzucik,</w>
			<w>Co zaś do pozytywisty,</w>
			<w>Nie wieda skąd ucik&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Nie wieda też, czy katolik,</w>
			<w>Czy, broń Boże, mormon;</w>
			<w>Fakt, że złapał go w fasoli</w>
			<w>Onże Wicuś Hormon.</w>
			<vsp/>
			<w>Złapał, wziął za tylną łapę,</w>
			<w>Przyniósł go do chaty,</w>
			<w>A on hyc &ndash; i pod kanapę,</w>
			<w>Taki szusowaty!</w>
			<vsp/>
			<w>Ale się oswoił wkrótce,</w>
			<w>Na przypiecku siadał,</w>
			<w>A jeżeli był po wódce,</w>
			<w>To nawet coś gadał:</w>
			<vsp/>
			<w>Że tam praca, że od podstaw,</w>
			<w>I że Konopnicka&hellip;</w>
			<w>Dobrze, że się biedak dostał</w>
			<w>Do zacnego Wicka,</w>
			<vsp/>
			<w>Bo Wicuś ma takie hobby</w>
			<w>I syna tak uczy,</w>
			<w>Że nie krzywdzi swej chudoby,</w>
			<w>Że ją dobrze tuczy,</w>
			<vsp/>
			<w>Pielęgnuje ją fajniście,</w>
			<w>Czesze na niej puszek&hellip;</w>
			<w>Wkrótce też pozytywiście</w>
			<w>Wyrósł zgrabny brzuszek.</w>
			<vsp/>
			<w>Przestał wspinać się do książek,</w>
			<w>Co stoją w kredensie,</w>
			<w>A przypięty na przyprzążek</w>
			<w>Już się tak nie trzęsie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś niedźwiedzie &ndash; cóż, jak zwykle,</w>
			<w>Pracują mozolnie,</w>
			<w>Nie rwą się jak motocykle,</w>
			<w>Tylko dużo wolniej&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Wicka pole na ugorze,</w>
			<w>Za zboczu, na zwisie;</w>
			<w>Koń pod górkę nie zaorze,</w>
			<w>Lecz zaorzą misie.</w>
			<vsp/>
			<w>Orze Wicuś, kraje skiby</w>
			<w>Równa, że laboga&hellip;</w>
			<w>Myśli Wicuś: &ndash; Jeszcze gdyby</w>
			<w>Dostać socjologa!</w>
			<vsp/>
			<w>Jeszcze żeby habanerę,</w>
			<w>Albo coś w tym stylu&hellip;</w>
			<w>I stenotypistki cztery,</w>
			<w>Choćby z demobilu!</w>
			<vsp/>
			<w>Tu pointa się rysuje,</w>
			<w>Skryta dotąd na dnie:</w>
			<w>Dobry rolnik spożytkuje</w>
			<w>Wszystko co mu wpadnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Wszystko zgrabnie wykorzysta</w>
			<w>I uwieńczy plonem&hellip;</w>
			<w>&hellip;zarżał nań pozytywista,</w>
			<w>Orzą miśki wronę,</w>
			<w>Hej, orzą miśki wronę&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ostatnia defilada</tytul>
		<tekst>
			<w>Już od kilku lat ciągle tak samo,</w>
			<w>Gnie się i wali konstrukcja cała &ndash;</w>
			<w>Moje dziewczyny wychodzą za mąż,</w>
			<w>Właśnie kolejna mi się urwała.</w>
			<w>Idą prześliczne, smukłe i tęskne,</w>
			<w>Jedna za drugą, w długim pochodzie,</w>
			<w>A każda z nich mi zwiastuje klęskę,</w>
			<w>Bo mnie zostawia solo na lodzie&hellip;</w>
			<w>Kudłaci wiodą ich troglodyci,</w>
			<w>Z którymi bym się równał daremnie,</w>
			<w>Bo &ndash; choć biedniejsi i niedomyci &ndash;</w>
			<w>Są o ćwierćwiecze lepsi ode mnie&hellip;</w>
			<w>Bywajcie zdrowe piękne dziewuszki,</w>
			<w>Teraz ktoś inny da wam na ciuchy,</w>
			<w>Wkrótce wyrosną wam pewnie brzuszki</w>
			<w>Zjawią się wózki, smoczki, pieluchy&hellip;</w>
			<w>Defilujecie przede mną dziarsko,</w>
			<w>Z uśmiechem szczęścia i rezygnacji&hellip;</w>
			<w>Tak Napoleon z Gwardią Cesarską</w>
			<w>Żegnał się w przeddzień swej abdykacji.</w>
			<w>Ja, chociaż berła też zrzec się muszę,</w>
			<w>Lecz was nie zdradzę i nie zawiodę,</w>
			<w>Okiem nie mrugnę, brwią nie poruszę,</w>
			<w>Morda na kłódkę, klucz od niej w wodę!</w>
			<w>Ale w muzeum swoich pamiątek</w>
			<w>Wszystkie was uczczę, wszystkie docenię,</w>
			<w>Każda mieć będzie mały zakątek</w>
			<w>Na mojej Elbie czy na Helenie&hellip;</w>
			<w>Szpadę swą złamię, w domu osiędę,</w>
			<w>Do gospodarskich zajęć się nagnę,</w>
			<w>Bo co? Ziem nowych już nie zdobędę,</w>
			<w>Stare podziwiam, lecz ich nie pragnę.</w>
			<w>Ale na razie na baczność szpada,</w>
			<w>Uśmiech na ustach, nie poznać z miny,</w>
			<w>Że to ostatnia już defilada&hellip;</w>
			<w>Dzięki za wszystko!</w>
			<w>Czołem dziewczyny!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ostatnia ekspozycja</tytul>
		<tekst>
			<w>Noc nad miastem zła i dżdżysta,</w>
			<w>Wiatry takie jak spod bacy,</w>
			<w>Stary ekshibicjonista</w>
			<w>Dziś ostatni raz jest w pracy.</w>
			<w>Już czterdzieści lat wystawia</w>
			<w>W swój klasycznie prosty sposób,</w>
			<w>Zna go chyba z pół Wrocławia</w>
			<w>I przyjezdnych mnóstwo osób.</w>
			<w>Lubym pieści się wspomnieniem:</w>
			<w>&ndash; Kiedyś, kiedyś, to się żyło,</w>
			<w>Gdyśmy wystawiali z Heniem&hellip;</w>
			<w>A rozróba, a zadyma,</w>
			<w>A kobiecych próśb medestia:</w>
			<w>&ndash; Panie, niechże pan to trzyma,</w>
			<w>Toż to jakaś straszna bestia!</w>
			<w>Dzisiaj już nie służy głowa,</w>
			<w>Nie ten wzrok, fizyczna nędza&hellip;</w>
			<w>Wczoraj myślał że to wdowa</w>
			<w>I wystawił wprost na księdza.</w>
			<w>Kapłan, od zazdrości siny</w>
			<w>Że Jankowski kupił Volvo,</w>
			<w>Z roztargnienia i z rutyny</w>
			<w>Mruknął: &ndash; Ego to absolvo!</w>
			<w>&hellip;Czas na rentę, relaks, letarg,</w>
			<w>Kawę, szachy i tak w kółko&hellip;</w>
			<w>Tydzień temu przegrał przetarg</w>
			<w>Z jedną polsko-szwedzką spółką,</w>
			<w>Prezes spółki na video,</w>
			<w>Pokazuje wprost z przyczepy,</w>
			<w>Komentuje przez stereo</w>
			<w>A rozporek ma na rzepy&hellip;</w>
			<w>Stary mistrz tobołek bierze,</w>
			<w>Kiwa głową zadumany:</w>
			<w>&ndash; Ha cóż, nawet w Belwederze</w>
			<w>Też ostatnio zaszły zmiany,</w>
			<w>Tam też nastał nowy człowiek,</w>
			<w>Także widzów ma w nadmiarze</w>
			<w>I też sen mu spędza z powiek</w>
			<w>Problem: &ndash; Co ja im pokażę?</w>
			<w>Westchnął starzec, w mrok odchodzi</w>
			<w>Już się stapia z panoramą&hellip;</w>
			<w>Co też nam pokażą młodzi?</w>
			<w>&hellip;podejrzewam, że to samo.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ostatnia krzyżówka</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w jednym instytucie, poważny naukowiec</w>
			<w>Obdarzony naturą odkrywczą i zadziorną,</w>
			<w>Usiłował wyhodować nową rasę owiec,</w>
			<w>Bardziej od innych odporną.</w>
			<w>Na ukąszenie okolicznych wilków.</w>
			<w>Wpierw krzyżował biedne owce z jeżem.</w>
			<w>I rzeczywiście &ndash; po latach kilku</w>
			<w>Osiągnął wymarzone zwierzę,</w>
			<w>Atoli sukces nie był całkowicie pełny,</w>
			<w>Bo owe owco-jeże i jeżo-barany</w>
			<w>Nie dawały tradycyjnej wełny</w>
			<w>Tylko igłowe dywany,</w>
			<w>Choć z drugiej strony można mówić o rekordzie,</w>
			<w>Bo wilk, ugryzłszy to-to z przodu lub od zadu</w>
			<w>Uciekał wyjąc, z kolcem w poranionej mordzie</w>
			<w>i wolał się wyrzec obiadu.</w>
			<w>Długo myślał uczony, oczy wzniósłszy w górę,</w>
			<w>Aż wpadł ponownie w bardzo twórczy zapał</w>
			<w>I skrzyżował najbliższą owieczkę z kocurem.</w>
			<w>Przy czym ten kocur mocno go podrapał.</w>
			<w>Zaś po kilku tygodniach na okoliczne płoty</w>
			<w>Powyłaziły dziwne, kosmate figury</w>
			<w>W naukowym języku zwane owco-koty,</w>
			<w>Które dawały mleko, lecz miały pazury,</w>
			<w>I gdy wilki wypadły z prawa albo lewa</w>
			<w>I myślały, że złapią taką jedną kozę,</w>
			<w>To guzik! Cały kierdel uciekał na drzewa,</w>
			<w>Zaś baca wiał do knajpy z okrzykiem: &ndash; Ło boze!!!</w>
			<w>Że jednak owce gryzły przy próbie strzyżenia</w>
			<w>I za myszami czasem właziły do dziury,</w>
			<w>Szef kazał w dalszym ciągu robić doświadczenia</w>
			<w>Temu naukowcowi, któren stał ponury,</w>
			<w>I ze złości wziął za łapy najbliższą kozicę</w>
			<w>I jak przytenteguje nią szefa po krzyżu!</w>
			<w>&hellip;bo ostatecznie wszystko ma swoje granice&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O szkodliwości pyskowania z pełną gębą</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz dziadzio, przy obiedzie ogryzając kości</w>
			<w>Spytał wnuczka: &ndash; Należysz do Solidarności?</w>
			<w>&ndash; Do której? &ndash; odrzekł wnuczek, przeżuwając kęsy &ndash;</w>
			<w>Do tej Mazowieckiego, czy do tej Wałęsy?</w>
			<w>&ndash; To są dwie? &ndash; pyta dziadzio i z trudem przełyka.</w>
			<w>&ndash; Z dziesięć! Jest Janowskiego, jest także Jurczyka,</w>
			<w>Rulewski, jak słyszałem, również się oddziela,</w>
			<w>Grupą Morawieckiego mamy też Kornela,</w>
			<w>OKAP w Sejmie się dzieli, naruszając karność&hellip;</w>
			<w>&ndash; Dosyć&hellip; &ndash; wyrzęził dziadzio &ndash; Ładna Solidarność!</w>
			<w>Tu, zatchnąwszy się kością, zaczął wymiotować&hellip;</w>
			<w>Wniosek: &ndash; Póki jest żarcie, nie trzeba pyskować.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Oszustwo</tytul>
		<tekst>
			<w>W jednym klubie, o ósmej wieczorem</w>
			<w>Ogłoszono spotkanie z autorem</w>
			<w>Co prześlicznie pisał wierszem i prozą.</w>
			<w>Oczekują więc czytelnicy,</w>
			<w>Aż tu nagle hen, w głębi ulicy</w>
			<w>Słychać krzyki: &ndash; O, właśnie go wiozą!</w>
			<w>I faktycznie, już jedzie na wozie</w>
			<w>Drabiniastym we wspaniałej pozie,</w>
			<w>O, już wysiadł, po schodach już idzie,</w>
			<w>A kierownik referatury kultury</w>
			<w>Powiada: &ndash; Witam was z góry</w>
			<w>Wielmożny obywatelu Norwidzie!</w>
			<w>Zaraz wokół zabrzmiały wiwaty,</w>
			<w>Grupa dziewcząt wręczyła mu kwiaty,</w>
			<w>Starsi ludzie mocno się wzruszyli,</w>
			<w>Sołtys nawet się spłakał dyskretnie</w>
			<w>I wyszeptał: &ndash; Ach, on tak ślachetnie</w>
			<w>Pisał &plqq;żeby moje księgi pod strzechy trafili!&prqq;</w>
			<w>O, to było przepiękne spotkanie,</w>
			<w>Kto żyw tylko, ten przyszedł był na nie,</w>
			<w>Nikt się nie bił, nikt nie klął, nie krzyczał,</w>
			<w>Nikt nie poszedł na telewizję,</w>
			<w>A literat ślicznie snuł swe wizje</w>
			<w>Jak to pisał &plqq;Bez dogmatu&prqq; Sienkiewicza!</w>
			<w>Dokonawszy tej pionierskiej roboty</w>
			<w>Pobrał dziesięć tysięcy złotych</w>
			<w>I odjechał po wertepach i rozstajach,</w>
			<w>Zaś kierownik zainterpelował</w>
			<w>Świetliczarkę: &ndash; Pani Dreptakowa!</w>
			<w>Coś ten Norwid przypominał Hemingweja!</w>
			<w>Ta, nieszczęsna, najsampierw pobladła,</w>
			<w>Potem siadła, a na koniec upadła,</w>
			<w>Coś przez chwilę bełkotała trzy po trzy,</w>
			<w>Aż jękneła: &ndash; Jak zaczęła się impreza,</w>
			<w>Też myślałam: Skąd ja znam tego zeza?</w>
			<w>Patrz pan, szefie, jak skubaniec się podszył!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Oświadczyny</tytul>
		<tekst>
			<w>Mama zagląda szparą w drzwiach,</w>
			<w>A ciotki poprzez dziurki,</w>
			<w>Znowu się zjawił jakiś gach</w>
			<w>Prosić o rękę córki!</w>
			<w>Mleko się pali, wszędzie dym,</w>
			<w>Lecz każdy ma to w pięcie,</w>
			<w>Bo tata w gabinecie swym</w>
			<w>Rozmawia z przyszłym zięciem.</w>
			<w>Gadają już od godzin trzech</w>
			<w>Jak kumple dwa najszczersi,</w>
			<w>Aż tata rzekł: &ndash; chodź synu, niech</w>
			<w>Przytulę cię do piersi!</w>
			<w>lecz na to śmiechem zięć in spe</w>
			<w>Wybuchnął jak z armaty,</w>
			<w>Bo wyobraził sobie dwie</w>
			<w>Piersi na ciele taty,</w>
			<w>A ponad nimi rzadki wąs</w>
			<w>I wzrok co drży i kusi,</w>
			<w>I twarz mu zaraz pokrył pąs</w>
			<w>I poczuł że się dusi.</w>
			<w>I z oczu mu trysnęła łza</w>
			<w>Język mu kołkiem stanął,</w>
			<w>Wyjąkał cicho: &ndash; Ja&hellip; Przepra&hellip;</w>
			<w>I tyle go widziano.</w>
			<w>Więc obrugany został teść</w>
			<w>Niedoszły, przez teściową:</w>
			<w>&ndash; Znowu żeś wspomniał swoją pierś?</w>
			<w>A teść się przyznał: &ndash; Znowu&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Otello</tytul>
		<tekst>
			<w>Kwitną maki, szumią gaje,</w>
			<w>Rolnik rolę orze,</w>
			<w>Jadą auta i tramwaje,</w>
			<w>Szumi sobie morze.</w>
			<w>Pieszczą dziecię mama z tatą,</w>
			<w>Kra krę kręgiem mija,</w>
			<w>Fizyk złapał w szczypce atom</w>
			<w>I młotkiem rozbija.</w>
			<w>W sądzie strona skarży stronę,</w>
			<w>Kotek &ndash; kotkę kusi,</w>
			<w>A Otello Desdemonę</w>
			<w>Po troszeczku dusi!</w>
			<w>Dusi ci ją hen, na Cyprze,</w>
			<w>Jak białą leluję,</w>
			<vsp/>
			<w>To ją trochę mocniej przyprze,</w>
			<w>To jej pofolguje,</w>
			<w>To ją mocniej chwyci w ręce,</w>
			<w>To puści swobodniej,</w>
			<w>To przygrzeje coś naprędce</w>
			<w>I na boczku podje.</w>
			<w>Duchowieństwo zgromadzone,</w>
			<w>Na baczność wiarusi,</w>
			<w>A Otello Desdemonę</w>
			<w>Powolutku dusi!</w>
			<w>A tymczasem idą żniwa,</w>
			<w>Owieczka się wełni,</w>
			<w>Owocuje piękna śliwa</w>
			<w>I autostop w pełni,</w>
			<w>Stara mysza młodą myszę</w>
			<w>Wiedzie ku słoninie,</w>
			<w>Pan Bryll antyfonę pisze,</w>
			<w>Chrząszcz brzmi z chrzęstem w trzcinie.</w>
			<w>Wszystkie świece zapalone,</w>
			<w>Trumieneczka kusi,</w>
			<w>A Otello Desdemonę</w>
			<w>Ciągle jeszcze dusi!</w>
			<w>Podszepnął mu zacny Jago</w>
			<w>Radę dobrą nader:</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Dobij ją ty lepiej lagą</w>
			<w>Lub daj jej kumader.</w>
			<w>Wszak scenicznie to też śliczność,</w>
			<w>A jak będziesz zwlekał.</w>
			<w>To ucieknie nam publiczność,</w>
			<w>Nawet już ucieka!</w>
			<w>Audytorium &ndash; fakt &ndash; znużone</w>
			<vsp/>
			<w>Ziewaniem się krztusi,</w>
			<w>Lecz Otello Desdemonę</w>
			<w>W dalszym ciągu dusi!</w>
			<w>Aż udusił i w hortensje</w>
			<w>Przybrał ciało ładnie,</w>
			<w>I rzekł: &ndash; Jak już biorę pensję,</w>
			<w>To robię dokładnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Stąd nauka piękna płynie</w>
			<w>I morał jest widny:</w>
			<vsp/>
			<w>Każdy winien w swej dziedzinie</w>
			<w>Być taki solidny,</w>
			<w>I swym zawodowym pionem</w>
			<w>Tak zająć się musi,</w>
			<w>Aż go &ndash; jak Negr Desdemonę &ndash;</w>
			<w>Do reszty udusi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O to chodzi</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz stomatolog Dziobak Jerzy,</w>
			<w>Geniusz bezwzględny i posępny</w>
			<w>Otworzył poczekalni dźwierze</w>
			<w>I spytał groźnie: &ndash; Kto następny?</w>
			<vsp/>
			<w>Przez tłum pacjentów zgroza przeszła,</w>
			<w>Każdy z nich zwinął się jak robak,</w>
			<w>A ten &plqq;następny&prqq; powstał z krzesła&hellip;</w>
			<w>I wówczas zadrżał doktor Dziobak!</w>
			<vsp/>
			<w>Przeraził bowiem się ogromnie,</w>
			<w>Znając tę twarz ze zdjęć i kronik</w>
			<w>I jęknął: &ndash; Oooobywatel do mnie?</w>
			<w>&ndash; Tak. &ndash; odrzekł tamten. &plqq;- Joj, jak boli!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Jeżeli trzeba zablombować,</w>
			<w>&ndash; wyjaśnił &ndash; to mi zablombujcie,</w>
			<w>A jeśli raczej ekstrahować,</w>
			<w>To w takim razie ekstrahujcie!</w>
			<vsp/>
			<w>Tu Dziobak przypadł mu do ręki,</w>
			<w>Cmoknął i krzyknął ze wzruszeniem:</w>
			<w>&ndash; Ach, dzięki wam, serdeczne dzięki</w>
			<w>Za tak dokładne pouczenie!</w>
			<vsp/>
			<w>I swe narzędzia wziął najlepsze,</w>
			<w>A przy tem myślał cały w nerwach:</w>
			<w>&prqq; &ndash; No, jeśli mu coś w zębach spieprzę,</w>
			<w>To on już na mnie się odegra!</w>
			<vsp/>
			<w>Zaraz zaczęły drżeć mu ręce</w>
			<w>I nogi w ciężkiej tej potrzebie,</w>
			<w>I dłubać ją w dostojnej szczęce,</w>
			<w>Tak jakby dłubał grób dla siebie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Aż wreszcie w trwodze i rozterce szepnął:</w>
			<w>&ndash; Przepraszam was, kochany,</w>
			<w>Lecz muszę zażyć coś na serce&hellip;</w>
			<w>I wybiegł szukać waleriany.</w>
			<vsp/>
			<w>A wówczas w gabinetu progi wkroczył,</w>
			<w>Szeleszcząc brudnym płaszczem</w>
			<w>Praktykant Dreptak, trochę groggi</w>
			<w>I zajrzał pacjentowi w paszczę.</w>
			<vsp/>
			<w>Dostojnik wrzasnął z przerażeniem,</w>
			<w>Zaś Dreptak chuchnął wonią piwa</w>
			<w>Mruknął: &ndash; A kuku! Ale pieniak!</w>
			<w>To trzeba wyrwać! Ciach!&hellip; i wyrwał&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>A gdy pytano go panicznie,</w>
			<w>Czy strasznej nie bał się potęgi,</w>
			<w>Dreptak wyjasnił rzecz logicznie:</w>
			<w>&ndash; Z nas obu to ja miałem cęgi!</w>
			<vsp/>
			<w>A. Witkowski</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O Wandzie co nie chciała</tytul>
		<tekst>
			<w>Jedna Wanda, córka Kraka</w>
			<w>Chciała wyjść za Enerdziaka</w>
			<w>I faktycznie, pewien Helmut</w>
			<w>Przyszedł, przyniósł kiszkę, wermut,</w>
			<w>Goździk i dwa serki kozie,</w>
			<w>Tak jak to w naszym obozie.</w>
			<w>Krak młodych pobłogosławił</w>
			<w>I w sypialni ich zostawił,</w>
			<w>Czyli jak gdyby zezwolił</w>
			<w>Żeby Niemiec ją zniewolił.</w>
			<w>Ledwie drzwi się zatrzasnęły &ndash;</w>
			<w>Straszne rzeczy się zaczęły,</w>
			<w>Bo gość chyba był znad Renu</w>
			<w>Czy z innego RFN-u,</w>
			<w>Poziewał najpierw nieśmiało</w>
			<w>Dał jej kawę i kakao,</w>
			<w>Poczem z nienacka do góry</w>
			<w>Wystawił Zagłębie Ruhry&hellip;</w>
			<w>Wanda w krzyk, że on zachodni,</w>
			<w>A on na nią hyc bez spodni,</w>
			<w>I tak go poniosły zmysły</w>
			<w>Że razem wpadli do Wisły!</w>
			<w>Wniosek: Prasa słusznie twierdzi &ndash;</w>
			<w>Wróg nie śpi! A Wisła śmierdzi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O zwracaniu</tytul>
		<tekst>
			<w>Jest podobno inaczej na Alasce, na Rusi</w>
			<w>Obyczaje odmienne prawie cały ma świat,</w>
			<w>Polakowi natomiast wszystko zwrócić się musi,</w>
			<w>Bo w przeciwnym wypadku Polak trupem by padł.</w>
			<w>Ot, wycieczka &plqq;Orbisu&prqq;. Wszyscy siedzą jak struci</w>
			<w>I nie cieszą się myślą, że Brno zwiedzą, lub Split,</w>
			<w>Tylko każdy rozmyśla: &ndash; Czy mi wyjazd się zwróci?</w>
			<w>Bo jakby się nie zwrócił, to jęk, rozpacz i zgrzyt!</w>
			<w>Pewien Heniuś na przykład kupił spodnie z elany</w>
			<w>Poczem chodził ponury /choć na ogół był zdrów/</w>
			<w>Aż dziś krzyknął: &ndash; Nareszcie się zwróciły, kochany!</w>
			<w>W pralni spodnie zgubili i oddali pięć stów!</w>
			<w>Pokochałem Paulińcię. Dnia jednego wszelako</w>
			<w>Gdym ją gościł u siebie, zapytała wśród łez:</w>
			<w>&ndash; Jak przypuszczasz najdroższy, czy to zwróci się jakoś?</w>
			<w>&ndash; Zwróci zwróci &ndash; mruknąłem, niecierpliwy jak pies.</w>
			<w>U sąsiadów też zdarzył się przedziwny wypadek:</w>
			<w>Sąsiad bardzo był wesół, zapytałem go więc:</w>
			<w>&ndash; Czego pan się tak cieszy? &ndash; Jasio zwrócił obiadek!</w>
			<w>Co za mądry chłopaczek, łyknął, krzyknął i bęc!</w>
			<w>Chciałem także się włączyć, też mieć jakieś wyniki,</w>
			<w>Czytam dzisiaj gazetę, wtem jak wrzasnę: O! O!</w>
			<w>&ndash; Zwrócił się koszt budowy naszej nowej fabryki!!!</w>
			<w>Wszyscy na mnie spojrzeli i spytali: &ndash; To co???</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O żonie przyjaciela</tytul>
		<tekst>
			<w>Możesz być gorszy od śmierdziela,</w>
			<w>Towar ze stoisk kraść w PDT-cie,</w>
			<w>Lecz szanuj żonę przyjaciela,</w>
			<w>Bo to najświętsza świętość w świecie.</w>
			<vsp/>
			<w>Przyjaciel ufność ma na twarzy,</w>
			<w>Uśmiech ma słodszy niż maliny,</w>
			<w>Bo zaufaniem ciebie darzy</w>
			<w>I żonę, ten swój skarb jedyny.</w>
			<vsp/>
			<w>Właśnie wyjeżdża w delegację,</w>
			<w>Gdzieś do Przemyśla czy Hajnówki,</w>
			<w>Ty odprowadzasz go na stację,</w>
			<w>W policzki cmokasz z dubeltówki.</w>
			<vsp/>
			<w>Już oto pociąg was rozdziela,</w>
			<w>Z łoskotem pędzą w dal wagony.</w>
			<w>Nie idź do żony przyjaciela,</w>
			<w>Już lepiej wróć do własnej żony.</w>
			<vsp/>
			<w>Nawet gdy dobre masz zamiary,</w>
			<w>Gdy chcesz jej oddać przysług szereg,</w>
			<w>Przynieść sprawunki, umyć gary,</w>
			<w>Psa wyprowadzić na spacerek</w>
			<vsp/>
			<w>W ogóle pomóc w gospodarce,</w>
			<w>To skąd mieć możesz pewność, bracie,</w>
			<w>Że ci nie zbierze się na harce,</w>
			<w>Gdy zasiądziecie przy herbacie</w>
			<vsp/>
			<w>I gdy wyłoni się z fotela</w>
			<w>zupełnie nieoczekiwanie</w>
			<w>Kolano żony przyjaciela,</w>
			<w>Który ci kością w gardle stanie?</w>
			<vsp/>
			<w>O, wtedy będzie już za późno,</w>
			<w>Wtedy nie wyjdziesz już na schodki.</w>
			<w>Najpierw zaczniecie dosyć luźno,</w>
			<w>Jakieś prześmiewki i hihotki.</w>
			<vsp/>
			<w>&plqq;A kuku, jaka ładna rączka&prqq;,</w>
			<w>Następnie jakieś szamotanie</w>
			<w>&plqq;O jejku, spadła mi obrączka&prqq; &ndash;</w>
			<w>Bęc, już jesteście na dywanie.</w>
			<vsp/>
			<w>I tu cię nagle onieśmiela,</w>
			<w>Świadomość ohydnego grzechu&prqq;</w>
			<w>&plqq;Jezu, ja zonę przyjaciela?!&prqq;</w>
			<w>No własnie, właśnie rzezimiechu.</w>
			<vsp/>
			<w>On tam pracuje, że aż chrzęści,</w>
			<w>W zimnym hotelu spać się kładzie,</w>
			<w>Załatwia zapasowe części,</w>
			<w>Lub dyskutuje na naradzie</w>
			<vsp/>
			<w>O bodźcach, o kooperacji.</w>
			<w>A w czasie gdy on stacza boje,</w>
			<w>Ty, nieodrodny syn sanacji,</w>
			<w>Z tępym uporem robisz swoje.</w>
			<vsp/>
			<w>Widzisz, wyrodku, już ci łyso,</w>
			<w>Już mniejszą chrapkę masz na babkę.</w>
			<w>Już się rozglądasz, gdzie tu drzwi są,</w>
			<w>Po spodnie sięgasz i po czapkę,</w>
			<vsp/>
			<w>Mamroczesz, bąkasz coś niezdarnie,</w>
			<w>Nie ten sam człowiek, nie ta klasa.</w>
			<w>Haha, nie ujdzie ci bezkarnie</w>
			<w>Ten podły cios poniżej pasa.</w>
			<vsp/>
			<w>O nie, albowiem los przydziela</w>
			<w>Blaski i cienie na dwie strony.</w>
			<w>Gdy ty u żony przyjaciela</w>
			<w>Jam wtedy był u twojej żony.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Egoistki</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedy żona wyjechała, Dreptak sprzątnął swe mieszkanie.</w>
			<w>Kupił wódkę, metr kiełbasy, cukier, kawę i herbatę,</w>
			<w>A następnie poobdzwaniał rozmaite takie panie</w>
			<w>I z młodzieńczym entuzjazmem pozapraszał je na chatę.</w>
			<vsp/>
			<w>Jakoż wszystkie obiecały, lecz nie przyszła ani jedna,</w>
			<w>Bo kobieta ma naturę tak podstępną i tak marną,</w>
			<w>Przy tym tak jest nieżyczliwa (żeby nie powiedzieć &ndash; wredna)</w>
			<w>Że nie lubi by ją nagle wezwać niby straż pożarną.</w>
			<vsp/>
			<w>Każda chciałaby miłości, telefonów co nie miara,</w>
			<w>A gdy dzwonisz raz do roku, chłodno pyta cię i krótko:</w>
			<w>&ndash; Co u ciebie, czyżby wreszcie wyjechała twoja stara?</w>
			<w>A mężczyzna, szczera dusza, woła: &ndash; Owszem, przyjdź prędziutko!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Wtedy ona obiecuje, ale jakoś niezbyt pewnie,</w>
			<w>Narażając go na straty finansowe i wysiłek.</w>
			<w>Bo, jak już się wyżej rzekło, będąc nastawionym rzewnie</w>
			<w>Facet bufet uzupełnia i usuwa każdy pyłek.</w>
			<vsp/>
			<w>Dreptak też z ufnością czekał prawie całe dwa tygodnie.</w>
			<w>Mył naczynia, prał skarpetki, tu posprząta, tam naprawi.</w>
			<w>To w wazonie zmienia kwiatki to prasuje sobie spodnie,</w>
			<w>Bo wciąż wierzy, że się wreszcie któraś z pań u niego zjawi.</w>
			<vsp/>
			<w>Ale one, podejrzewam, że nie miały Boga w sercu</w>
			<w>Nie przybyły, postępując nieetycznie i łajdacko.</w>
			<w>Wreszcie żona wraca z wczasów. Patrzy: Dreptak na kobiercu</w>
			<w>Coś tam czyści i pucuje, a mieszkanko lśni jak cacko.</w>
			<vsp/>
			<w>Żona padła mu w objęcia a on padł w objęcia żony.</w>
			<w>Zanosiło się na scenę romantyczną jak z Petrarki.</w>
			<w>Ale Dreptak do porządków tak już był przyzwyczajony,</w>
			<w>Że odłożył ją na tapczan i poleciał czyścić garnki.</w>
			<vsp/>
			<w>Trudno ukryć, że ta nowość jego żonie dość dogadza.</w>
			<w>Gdy on krząta się i sprząta, pichci, albo myje miski,</w>
			<w>Ona, mając nadmiar czasu, najcyniczniej jego zdradza.</w>
			<w>A to wszystko przez te panie co nie przyszły &ndash; EGOISTKI.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ekspedientki</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedy zegar bije osiemnastą,</w>
			<w>Ekspedientki wychodzą na miasto.</w>
			<w>Już bez dąsów i bez humorów</w>
			<w>Idą, płyną, krawędzią wieczoru.</w>
			<w>Trochę są jak witraże ze Sieny,</w>
			<w>Trochę jak modelki z Telimeny.</w>
			<w>W duszy każda już na poły święta,</w>
			<w>A na poły jeszcze zła na klienta.</w>
			<w>Już się robi coraz milsza, lepsza,</w>
			<w>Ale jeszcze w myślach go opieprza&hellip;</w>
			<w>Zakwitają różą i stokrocią,</w>
			<w>Napełniają się spokojem i dobrocią.</w>
			<w>Neonami ulica się mieni,</w>
			<w>Z bram wychodzą narzeczeni stęsknieni,</w>
			<w>Zaraz każda się przybliży, przytuli,</w>
			<w>I już niczym się nie różni od Julii,</w>
			<w>Tylko jedna, biedna, od Ofelii,</w>
			<w>Co to ją na manku dziś capnęli.</w>
			<w>Idą miastem smutne i wesołe</w>
			<w>Jak madonny WSS &plqq;Społem&prqq;,</w>
			<w>I zależy, która w jakim dziale &ndash;</w>
			<w>Różnych woni otaczają ją fale.</w>
			<w>Oto Ewa w duszącej feerii</w>
			<w>Aromatów luksusowej drogerii,</w>
			<w>Oto Zuzia &ndash; koniaki i wino,</w>
			<w>I Małgosia ze swą antymoliną.</w>
			<w>I kawowo &ndash; herbaciana Ula,</w>
			<w>I Bożena, a wokół &ndash; cebula,</w>
			<w>Już podchodzą do kochanych mężczyzn,</w>
			<w>I już każdy swoją z dala węszy,</w>
			<w>Jak lunatyk -radarem nosa</w>
			<w>Się kieruje w swoje małe niebiosa.</w>
			<w>Już się łączą w pary, już znikają,</w>
			<w>Tramwajami &ndash; korabiami odpływają,</w>
			<w>Już nie pachnie mydło, piwo i futra,</w>
			<w>Już zniknęły ekspedientki do jutra.</w>
			<w>Nie wypoczną, nie zasną do ranka</w>
			<w>Przy ruchliwych, niecierpliwych kochankach,</w>
			<w>Wstaną mgliste, przezroczyste i smętne,</w>
			<w>Będą zwracać do nas słowa niechętne,</w>
			<w>Ale my im wybaczymy, darujemy,</w>
			<w>Ale my je rozgrzeszymy, zrozumiemy,</w>
			<w>Urządzimy się wygodniej i lepiej,</w>
			<w>Też znajdziemy przyjaciółkę w jakimś sklepie</w>
			<w>I opuści nas niepewność i trema,</w>
			<w>Bo już nikt nie odpowie &plqq;nie ma&prqq;!</w>
			<w>Wszystko zawsze znajdzie się dla nas &ndash;</w>
			<w>Dżins belgijski, kongijski ananas&hellip;</w>
			<w>Żeby każdy tak do tego podszedł,</w>
			<w>To już dawno by miał każdy według potrzeb!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ekspertyza</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w ciemnym lesie pod wykrotem</w>
			<w>W pobliżu wioski Majzel Biskupi</w>
			<w>Dwaj grotołazi znaleźli grotę</w>
			<w>I powłazili do niej jak głupi.</w>
			<w>Mieli czekany, mieli latarki,</w>
			<w>Haki, dziamdziaki, troki i trocie,</w>
			<w>I jak zaleźli już do tej szparki,</w>
			<w>patrzą, a wewnątrz różne starocie,</w>
			<w>A mianowicie: &ndash; Kamienny topór,</w>
			<w>Spiżowa brama, żelazna piła,</w>
			<w>Cztero-omowy spalony opór,</w>
			<w>kawałek płyty z napisem &plqq;Chyła&prqq;,</w>
			<w>List jakiejś Szwedki, względnie Angielki,</w>
			<w>Albo Bułgarki, bo w obcej mowie,</w>
			<w>Dwie wypróżnione do dna butelki,</w>
			<w>Gwóźdź i książeczka &plqq;Jak stracić zdrowie&prqq;,</w>
			<w>Zbroja husarska prawie w całości,</w>
			<w>Majtki ze srebra, ucho od śledzia,</w>
			<w>I wreszcie cały komplet kości</w>
			<w>Jaskiniowego niedźwiedzia, joj!</w>
			<w>Zaraz się zaczęły dochodzenia,</w>
			<w>Osiągnięto wiele sprzecznych wyników,</w>
			<w>Jeden mówił że to z okresu kamienia</w>
			<w>Łupanego przez nieznanych osobników,</w>
			<w>Inny twierdził, że to jest raczej</w>
			<w>Z okresu błędów i wypaczeń,</w>
			<w>I że to nie są szczątki niedźwiedzia jaskiniowego</w>
			<w>Tylko lwa salonowego niejakiego Rosołowskiego,</w>
			<w>Aż przyjechał z Akademii Nauk</w>
			<w>Pan profesor, co znał różne groty,</w>
			<w>Do tej jamy się wpakował pomału</w>
			<w>I obejrzał te wszystkie przedmioty,</w>
			<w>Zdjął binokle, podrapał się w łydki,</w>
			<w>Zastanowił się przez krótką chwilę</w>
			<w>I powiedział: &ndash; Idźcież, jakież to zabytki?</w>
			<w>Miecio znowuż narozrabiał, i tyle&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Eksperyment</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden znany dyrektor wpadł raz na myśl śliczną,</w>
			<w>Humanistyczną, nową i oryginalną,</w>
			<w>Żeby na akademii dać najpierw część artystyczną,</w>
			<w>A dopiero potem część oficjalną.</w>
			<vsp/>
			<w>Koledzy mu odradzali, błagali go co chwila</w>
			<w>I prawie na kolana przed nim upadali,</w>
			<w>Wołając: &ndash; Zobaczysz, wszyscy dadzą dyla</w>
			<w>I będziesz trzymał mowę do całkiem pustej sali!</w>
			<vsp/>
			<w>Nikt jednakże nie zdołał zwątpienia w nim wzbudzić,</w>
			<w>I gdy tylko zobaczył, że publiczność siada,</w>
			<w>Rzekł do przyjaciół: &ndash; Nie martwcie się, znam swoich ludzi!</w>
			<w>I dał sygnał do rozpoczęcia występów państwowego &ndash; przedsiębiorstwa</w>
			<w>&plqq;Estrada&prqq;!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, czegóż tam nie było! Jedna pani śpiewała solo,</w>
			<w>Tańczyło osiem girlasków, z czego dwa całkiem zgodnie.</w>
			<w>A jeden artysta państwowy wygłosił nawet monolog</w>
			<w>Hamleta, bardzo śmieszny, bo ciągle spadały mu spodnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Publiczność bila brawo, ale bez żadnej przesady,</w>
			<w>Poczem zrobiło się cicho, a słysząc ową ciszę,</w>
			<w>Dyrektor skoczył i spojrzał na salę bardzo blady,</w>
			<w>Myśląc, że wszyscy wyszli. Atoli nikt nie wyszedł.</w>
			<vsp/>
			<w>Wtedy się zaśmiał radośnie, mruknął: &ndash; Przewidywałem!</w>
			<w>I wyszedł na trybunę, aby wygłosić referat</w>
			<w>W którym były różne hasła i perspektywy wspaniałe,</w>
			<w>A reakcja zebranych tłumów była spontaniczna i szczera!</w>
			<vsp/>
			<w>Co chwilę się wszyscy śmiali z radości, słysząc prognozy</w>
			<w>Poprawy, a znów przy hasłach wołali głośno: &ndash; Bis!</w>
			<w>A gdy skończył i stanął, przybrawszy swe najpiękniejsze pory,</w>
			<w>To się rozległ huragan oklasków i ani jeden gwizd!</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś kiedy się wszystko skończyło przy obopólnej radości,</w>
			<w>To dyrektor stanął przed wyjściem, a słońce błyszczało mu w plombach</w>
			<w>I spytał o wrażenia jednego tam, z publiczności,</w>
			<w>A ten facet, niejaki Dreptak, powiedział: &ndash; Dla mnie bomba!</w>
			<vsp/>
			<w>Z ogromną przyjemnością wszystkiego wysłuchałem,</w>
			<w>Szło po kolei płynnie, nie zdarzył się żaden zgrzyt,</w>
			<w>Tezy w tej pierwszej części ogromnie oryginalne,</w>
			<w>A monolog komika w drugiej &ndash; no, to już po prostu szczyt!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Epizod z mitologii</tytul>
		<tekst>
			<w>To wszystko się na Olimpie górnym i chmurnym zaczęło,</w>
			<w>Co depcze ziemię stopami, a czołem niebiosa wspiera,</w>
			<w>A było już po południu, więc drzemał jak zwykle Zeus</w>
			<w>Któremu nową chlamidę robiła na drutach Hera.</w>
			<vsp/>
			<w>Tak w ciszy siedząc, czekali aż zwykli goście się zejdą</w>
			<w>I przetrawiali w milczeniu zjedzony niedawno obiadek</w>
			<w>I sennie kombinowali czy pierwszy przyjdzie Posejdon,</w>
			<w>Czy, drugi z zeusowych braci, król państwa zmarłych, Hades.</w>
			<vsp/>
			<w>A trwając w ciszy, spokoju i atmosferze sytości</w>
			<w>Otrząsnąwszy się gromowładny i niespodzianie powiedział:</w>
			<w>&ndash; Wiesz Hero? Odczuwam dzisiaj jakieś niemęskie mdłości&hellip;</w>
			<w>Ot, zjadłbym coś pikantnego&hellip; Nie masz w spiżarce śledzia?</w>
			<vsp/>
			<w>I ledwie wyrzekł te słowa &ndash; cały poskręcał się w bólach</w>
			<w>I zagrzmiał gromami zewsząd, a zwłaszcza jął iskrzyć nosem,</w>
			<w>Aż wleciał z torbą lekarską uczony mędrzec, Eskulap,</w>
			<w>Przez poniektórych Achajów zwany też Asklepiosem.</w>
			<vsp/>
			<w>I spojrzał na gromowładcę i kilka pytań mu zadał,</w>
			<w>I wywnioskował naprędce skąd ból ten, co trzewia drąży,</w>
			<w>I jeszcze dla upewnienia opukał Zeusa i zbadał</w>
			<w>I wziąwszy Herę na stronę, rzekł: &ndash; Pani, twój mąż jest w ciąży!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Nieszczęsna w rozpacz popadła i srodze jęła go łajać</w>
			<w>Psiocząc na niskie morale i na nałogi tak zgubne:</w>
			<w>O, ty się lubisz dziadygo nocami po ziemi szlajać,</w>
			<w>A potem bezcześcisz Olimp, przynosząc dzieci nieślubne.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu nerwy już ostatecznie zawiodły wszechwładną Herę</w>
			<w>I Eskulapa w złości pobiła, i jego węża,</w>
			<w>I wreszcie chwyciwszy zrobioną z perłowej macicy paterę</w>
			<w>Rozbiła ją w drobny maczek na świętej głowie męża.</w>
			<vsp/>
			<w>Któż Nieśmiertelnych przestrach w pieśni opisać zdoła,</w>
			<w>Kiedy ujrzeli jak pęka głowa głównego boga,</w>
			<w>A z tej pękniętej głowy, w samym środku czoła</w>
			<w>Wysuwa się bardzo zgrabna i długa damska noga&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Po chwili zaś już na zewnątrz figurowało nóg dwoje</w>
			<w>Jak również reszta postaci, pięknością równa tej nodze,</w>
			<w>I przeurocza dziewczyna ubrana w przejrzystą zbroję</w>
			<w>Zjechała Zeusowi po brodzie i siadła na podłodze&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>I wkrótce komunikaty czytano już w Tebach, Mykenach,</w>
			<w>I w innych miastach i wioskach, że oto z Zeusa głowy</w>
			<w>Wyjrzała na światło dzienne niejaka Pallas Atena,</w>
			<w>Bogini mądrości i rzemiosł i posiadaczka sowy.</w>
			<vsp/>
			<w>Więc radowała się Grecja od Sparty aż do Tessalii,</w>
			<w>Cieszył się rycerz, i kupiec, i biedny plantator oliwki,</w>
			<w>I tylko Hera wieczortem, piorąc tunikę w balii</w>
			<w>Sarkała: &ndash; Zawsze mówiłam, że w głowie ci tylko dziwki!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Etymologia</tytul>
		<tekst>
			<w>Wiem to od pewnej Horpyny, kochanki jednego kustosza,</w>
			<w>Że kiedyś ktoś trzy Aliny upił i wsadził do kosza,</w>
			<w>Wiec był tam pełny kosz Alin, a gdy to zauważono,</w>
			<w>Zaraz miasto Koszalin w tym miejscu wystawiono.</w>
			<vsp/>
			<w>Ponieważ stworzył się pretekst w postaci tego tekstu,</w>
			<w>Bo u nas to nawet sedes nie może stać bez pretekstu.</w>
			<w>I teraz już jasna sprawa, wie niemowlaczek nawet:</w>
			<w>Żyli raz Wars i Sawa &ndash; mamy przez to Warszawę.</w>
			<vsp/>
			<w>W świadomość to nam wrasta, ba &ndash; dzieci z tym się rodzą,</w>
			<w>Atoli inne miasta &ndash; czy wiedzą, skąd pochodzą?</w>
			<w>Czy znają prawdę nagą oraz tej prawdy wagę,</w>
			<w>Że to Kopen wraz z Hagą stworzyli Kopenhagę?</w>
			<vsp/>
			<w>Że to Amster z Dammową zakwitli Amsterdamem?</w>
			<w>I miłością niezdrową związał się Birming z Hamem?</w>
			<w>Następnie Ham z Burgiem, natomiast Burg z Edynem</w>
			<w>Stali się Edynburgiem, zaś Dyn z Lonem &ndash; Londynem?</w>
			<vsp/>
			<w>Że Buda żyła z Pesztem, Bom się zajmował Bajem,</w>
			<w>Niejaki Buk &ndash; Aresztem, a Szang się bawił Hajem?</w>
			<w>Dub się zaplątał w Linie, Lis Bonę dognał na strychu,</w>
			<w>Tal z Linem są w Tallinie, a Wał z Brzychem w Wałbrzychu?</w>
			<vsp/>
			<w>W ten sposób każdy już dostał bajeczkę z etymologii.</w>
			<w>A moje miasto to Wrocław. A mnie nikt nic nie dorobi!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kariera Marysi</tytul>
		<tekst>
			<w>Po szumiącym pięknym lesie</w>
			<w>Idzie dziewczę, koszyk niesie.</w>
			<w>Niesie dziewczę kosz z grzybami,</w>
			<w>Przekomarza się z ptaszkami.</w>
			<w>Siedzi czyżyk na patyku:</w>
			<w>&ndash; Co tam niesiesz w tym koszyku?</w>
			<w>Może rybki albo pipki?</w>
			<w>&ndash; Nie, mój ptaszku, niosę grzybki!</w>
			<w>Będą dobre niesłychanie,</w>
			<w>Gdy uduszę je w śmietanie!</w>
			<w>Zajrzał lisek przez paprocie:</w>
			<w>&ndash; Jakie grzybki niesiesz, trzpiocie?</w>
			<w>Borowiki, czy rydzyki?</w>
			<w>&ndash; Nie, mój lisku, sromotniki.</w>
			<w>Będzie dużo śmiechu w chacie,</w>
			<w>Gdy je ugotuję tacie!</w>
			<w>Wylazł wilk, drżą pod nim udka:</w>
			<w>&ndash; Maryś, dyćżeż to jest trutka,</w>
			<w>Może z tego być ambaras,</w>
			<w>Bo ci tatko kojfnie zaraz&hellip;</w>
			<w>Toż powali nawet byka</w>
			<w>Taka porcja sromotnika!</w>
			<w>Roześmiała się dziewczyna</w>
			<w>Jak ten strumyk, jak kalina&hellip;</w>
			<w>&ndash; Toć wszystkiego jeść nie musi,</w>
			<w>Gdyż połowę dam mamusi!</w>
			<w>Załkał gorzko jesion dumny:</w>
			<w>&ndash; Hej, porobią ze mnie trumny!</w>
			<w>Nie bądź Maryś, taki psotnik,</w>
			<w>Wyrzućżeż won ten sromotnik!</w>
			<w>Duma Maryś, drapiąc nogę:</w>
			<w>&ndash; Choćbym chciała, to nie mogę,</w>
			<w>Nie chcę robić wszak awarii</w>
			<w>Pani Konopnickiej Marii,</w>
			<w>Dzięki niej mam szanse duże</w>
			<w>Znaleźć się w literaturze,</w>
			<w>A w tej całej polityce</w>
			<w>Przeszkadzają mi rodzice&hellip;</w>
			<w>Tu tupnęła z mazowiecka,</w>
			<w>Zafurczała za nią kiecka,</w>
			<w>Pomarszczyły się pończochy</w>
			<w>I pobiegła w stronę wiochy.</w>
			<w>&hellip;a las cały szemrał słodko:</w>
			<w>&ndash; Z Bogiem, Marysiu Sierotko&hellip;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Karnawał w Soplicowie</tytul>
		<tekst>
			<w>Zagrano poloneza. Podkomorzy rusza</w>
			<w>I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza</w>
			<w>Podaje rękę Zosi odzianej w atłasy</w>
			<w>Gdy wtem stanął i mruknął: &ndash; Cóż to za hałasy?</w>
			<w>Faktycznie, w sali trwała wrzawa niepojęta,</w>
			<w>Ci stronę asesora, ci brali rejenta,</w>
			<w>Jedni byli za Kusym, drudzy za Sokołem,</w>
			<w>Już też pierwsze butelki fruwały nad stołem,</w>
			<w>Już Jankiel, który właśnie szedł podlewać kwiatki</w>
			<w>Dostał nagle po pejsach półmiskiem sałatki,</w>
			<w>Kiedy zacny ksiądz Robak wskoczył na kominek</w>
			<w>I krzyknął: &ndash; Niech rozstrzygnie ten spór pojedynek!</w>
			<w>&ndash; Tak racja, pojedynek! &ndash; goście zakrzyknęli</w>
			<w>I obu adwersarzów ku sobie popchnęli.</w>
			<w>Rejent za bok się schwycił, lecz nie miał rapieru</w>
			<w>Więc warknął: &ndash; Ha, sprowadzę ja cię do parteru!</w>
			<w>Jakoż i rzeczywiście, złapawszy za kłaki</w>
			<w>Szarpnął i asesora stawił na czworaki,</w>
			<w>Ten jednakże na atak odpowiedział godnie &ndash;</w>
			<w>Dwakroć kłapnął zębami i przegryzł mu spodnie.</w>
			<w>Ugodzony w słabiznę, biedny rejent z bolu</w>
			<w>Wrzasnął, skoczył i zawisł był na żyrandolu.</w>
			<w>Chwilę wisiał, jednakże żyrandol starawy</w>
			<w>Urwał się i wpadł z trzaskiem we środek zastawy.</w>
			<w>Rozprysły się po izbie mięsiwa i sosy.</w>
			<w>Aromatyczne miody, treściwe bigosy.</w>
			<w>Obie podkomorzanki spryskała musztarda,</w>
			<w>Telimenie za dekolt wskoczyła pularda</w>
			<w>Tylko co upieczona i jeszcze skwiercząca,</w>
			<w>Ta zasię, gdy nie mogła wytrzymać gorąca</w>
			<w>Zrzuciła przyodziewek, tracąc prawie zmysły,</w>
			<w>Aż hrabia mruknął kwaśno: &ndash; Hm&hellip; biuścik obwisły,</w>
			<w>Teraz widać dopiero, gdy braknie stanika,</w>
			<w>Że przypomina uszy mojego jamnika,</w>
			<w>Którym szczułem niedźwiedzie z Nalibockich lasów</w>
			<w>Wraz z baronem Dreptakiem i z księciem Denasów!</w>
			<w>Nie skończył jeszcze mówić, kiedy wpadł nań Ryków,</w>
			<w>Skłębiony z całą kupą innych biesiadników,</w>
			<w>Zaś staruszek Gerwazy wydał grzmiący poryk,</w>
			<w>Wsadził w omszałą pochwę prastary scyzoryk</w>
			<w>I mruknął, uśmiechnięty od ucha do ucha:</w>
			<w>&ndash; Nu ot, miał być karnawał &ndash; wyszła rozpierducha!</w>
			<vsp/>
			<w>Wersja II</w>
			<w>I zawołał na widok walczących szlachciców:</w>
			<w>&ndash; Chroń nas, Panie, od ognia, wojny i kibiców!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kaskaderzy</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, słychać strzały z rewolwerów,</w>
			<w>I rozbijanych wozów trzask &ndash;</w>
			<w>Oto Spółdzielnia Kaskaderów</w>
			<w>Ruszyła dzisiaj pierwszy raz!</w>
			<w>Latają wokół szczątki mebli,</w>
			<w>Stosy półmisków i talerzy,</w>
			<w>Spadają z rozmaitych szczebli</w>
			<w>Wytrenowani kaskaderzy,</w>
			<w>A zawsze wprost na cztery łapy</w>
			<w>Tacy są zwinni, zgrabni tacy,</w>
			<w>Nie trzeba stawiać im kanapy,</w>
			<w>Nie trzeba kłaść im materacy!</w>
			<w>Więc gdyś aktorem dużej miary,</w>
			<w>Klasy Lawrence'a Oliviera,</w>
			<w>Uważaj żeż na siebie stary,</w>
			<w>Wynajmij sobie kaskadera!</w>
			<w>Potrzebny jesteś na tym świecie,</w>
			<w>Masz ważną pracę, żonę, dzieci,</w>
			<w>Więc kiedy trzeba skądś wylecieć &ndash;</w>
			<w>Kaskadser za pięć stów wyleci.</w>
			<w>Potem się to zmontuje jakoś,</w>
			<w>Doklei twoją twarz w zbliżeniu &ndash;</w>
			<w>&ndash; Popatrzcie! Toż on stoi psiakość!</w>
			<w>Zakrzyknie cały świat w zdumieniu.</w>
			<w>A gdy impreza się nie uda,</w>
			<w>Także nie powód do rozpaczy,</w>
			<w>Bo ty się żywy wyłabudasz,</w>
			<w>Jego &ndash; pośmiertnie się odznaczy.</w>
			<w>Ogromne to udogodnienie!</w>
			<w>Oto formularz, pióro, biurko,</w>
			<w>Wypisz zlecenie, na zlecenie</w>
			<w>Z czwartego piętra, na podwórko,</w>
			<w>Ale pohamuj swoją radość</w>
			<w>Że jesteś wszystkim, a on &ndash; zerem.</w>
			<w>&hellip;kto wie, mój stary, czy na starość</w>
			<w>Ty też nie będziesz kaskaderem?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kaszka manna</tytul>
		<tekst>
			<w>Niedobrze się robi ptaszkom, odbija się myszce</w>
			<w>Mamcia karmi dziecko kaszką łyżeczka po łyżce.</w>
			<w>Karmi, nuci coś radośnie: &plqq;Jedz, jedz ty łobuzie&hellip;&prqq;</w>
			<w>Kaszka dziecku w buzi rośnie i wydyma buzię.</w>
			<vsp/>
			<w>Ma już kaszki pełen brzuszek i płucka, i nereczki,</w>
			<w>Kaszka sączy mu się z uszek i rozpycha majteczki.</w>
			<w>Słyszy dziecię matki piosenkę i myśli figlarnie:</w>
			<w>&plqq;Jak cię dorwę, gdy dorosnę, to też cię nakarmię&hellip;&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Zaśmiało się miłe dziecię na myśl o igraszkach.</w>
			<w>Mamcia na to: &plqq;A więc przecie smakuje ci kaszka&prqq;.</w>
			<w>Dam ci jeszcze, żebyś przytył i miał pulchne policzki!!!&prqq;</w>
			<w>Dziecko żuje myśląc przy tym: &plqq;Ach, dajcie mi nożyczki!!!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Wtem huknęło coś jak mina &ndash; gówniarz zwymiotował.</w>
			<w>&plqq;Porzygała się dziecina &ndash; zaczniemy od nowa!&prqq;</w>
			<w>Kot z rozpaczy skoczył w wannę, a pies wściekł na dworze.</w>
			<w>Po coś stworzył kaszkę mannę, o sympatyczny Boże?!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Każdy sobie</tytul>
		<tekst>
			<w>Jedzie pociąg! Dymi komin!</w>
			<w>Ktoś trzyma wypowiedź!</w>
			<w>Rośnie Kutno! I Wołomin!</w>
			<w>Pisarz tworzy powieść!</w>
			<w>Zdun piec stawia! Bóbr &ndash; żeremia!</w>
			<w>Kabałę wróżbiarka!</w>
			<w>Plon obfity daje ziemia!</w>
			<w>Kwitnie gospodarka!</w>
			<w>Górnik węgiel w ziemi ryje!</w>
			<w>Hutnik je kolację!</w>
			<w>Odwiedziły Złotoryję</w>
			<w>Cztery delegacje!</w>
			<w>Dziecię pisze! Drugie czyta!</w>
			<w>A trzecie się rodzi!</w>
			<w>W sądzie kaja się bandyta!</w>
			<w>Kochają się młodzi!</w>
			<w>Płyną pieśni i piosenki!</w>
			<w>Płynie prąd z kontaktu!</w>
			<w>Malarz pędzel wziął do ręki,</w>
			<w>Bierze się do aktu!</w>
			<w>Stolarz trumnę wykonuje!</w>
			<w>Akrobata &ndash; stójkę!</w>
			<w>Oborowy instruuje</w>
			<w>Przodującą dójkę!</w>
			<w>Odlewnicy odlewają!</w>
			<w>Pastuch pasie kozę!</w>
			<w>Przewodnicy zakuwają:</w>
			<w>Wifil kosten hoze?</w>
			<w>Protest-songi pisze Gała!</w>
			<w>Zaś liryki &ndash; liryk!</w>
			<w>A ja sobie hała &ndash; drała,</w>
			<w>Bo ja je satyryk!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kelnerissimus</tytul>
		<tekst>
			<w>Ucichł gwar i zapadła cisza,</w>
			<w>Ze strachu mdlał najlżejszy nawet szept,</w>
			<w>Gdy wzór kelnerów, słynny Dreptak Ryszard</w>
			<w>Jak młody bóg przez salę z tacą szedł.</w>
			<w>I mogłeś słyszeć jak się ściana łuszczy,</w>
			<w>I każdy oddech głośny był jak grzmot,</w>
			<w>A Dreptak szedł jak dziki kot na puszczy,</w>
			<w>A wygląd też miał jak na puszczy kot.</w>
			<w>Klientów w przejściu zimnym okiem macał,</w>
			<w>A każdy z nich odwracał z lękiem twarz,</w>
			<w>I tylko glaca lśniła mu i taca,</w>
			<w>Na której śmierdział jakiś stek lub farsz.</w>
			<w>On stawał zaś nad karkiem konsumenta,</w>
			<w>Konsument drżał jak mały, nędzny mops,</w>
			<w>A Ryszard Dreptak mówił do natręta</w>
			<w>Twierdzącym tonem: &ndash; Pan zażyczył klops!</w>
			<w>A był ten głos jak grzmot morderczej strzelby,</w>
			<w>Lub z kowbojskiego kolta celny strzał,</w>
			<w>I nawet gość co żądał przedtem melby</w>
			<w>Mamrotał: &ndash; Owszem, ja żem klopsa chciał&hellip;</w>
			<w>Ten orli lot, ta godność jowiszowa</w>
			<w>Nie wszystkim w krąg trafiają jednak w smak,</w>
			<w>Już rośnie szmer, i zawiść zawodowa,</w>
			<w>Już inni też by chcieli umieć tak&hellip;</w>
			<w>Czekają więc&hellip; A może się pośliźnie?</w>
			<w>Z naręczem zup się potknie, cóż za pech,</w>
			<w>Zawrzaśnie w głos, i w stolik łbem się gwiźnie</w>
			<w>Wzbudzając w sali homerycki śmiech?</w>
			<w>Na razie Dreptak kroczy niezachwiany,</w>
			<w>My kroczmy też, nie myśląc o tym, że</w>
			<w>Każdego z nas gdzieś czeka sos rozlany,</w>
			<w>Sterczący gwóźdź, lub jakieś inne gie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Daj, Panie, nam &ndash; pokornie cię prosimy &ndash;</w>
			<w>Dreptraka styl, i honor taki sam,</w>
			<w>A jeśli już koniecznie paść musimy &ndash;</w>
			<w>Jak Dreptak paść niech dane będzie nam!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kibic</tytul>
		<tekst>
			<w>Wczoraj miałem taki atak nerek</w>
			<w>Że myślałem że się powieszę,</w>
			<w>Aż tu przychodzi mój sąsiad Zenon Ratlerek</w>
			<w>I się pyta czy się bardzo cieszę.</w>
			<w>Mnie tak boli aż mnie diabli biorą</w>
			<w>Niby z czego mam się cieszyć, z czego?</w>
			<w>&ndash; A bo &ndash; mówi Ratlerek &ndash; nasz KS Piorun</w>
			<w>Wygrał z LZSem Kędziołki cztery do jednego.</w>
			<w>&ndash; Nie obchodzi mnie to &ndash; mówię do Ratlerka</w>
			<w>A jemu aż odjęło mowę&hellip;</w>
			<w>Wyjął sporta, podejrzliwie zerka,</w>
			<w>W końcu pyta: &ndash; Pan może niezdrowy?</w>
			<w>&ndash; A niezdrowy, bo mnie w brzuchu boli!</w>
			<w>Lecz on ciągle patrzy wzrokiem muła:</w>
			<w>&ndash; I nie cieszysz się pan z czterech goli,</w>
			<w>Z czego trzy strzelił osobiście Pakuła?</w>
			<w>&ndash; Się nie cieszę! &ndash; Ba&hellip; on nie chce wierzyć!</w>
			<w>Ze zmieszaniem nos wysiąkał w chustkę&hellip;</w>
			<w>&ndash; Panie! &ndash; mówi &ndash; pan się musi cieszyć!</w>
			<w>Cztery jeden, taż to panie sukces!</w>
			<w>&ndash; Może sobie być i osiem zero,</w>
			<w>Albo dziesięć i mistrzostwo świata!</w>
			<w>Wtedy on się rozeźlił dopiero:</w>
			<w>&ndash; Panie! Z kogo pan strugasz wariata?</w>
			<w>Zdjął kapelusz, powiesił na haku,</w>
			<w>Zaczął bawić się moim krawatem:</w>
			<w>&ndash; Ze zwycięstwa się nie cieszysz ciapciaku?</w>
			<w>Taki z ciebie dobry obywatel?</w>
			<w>&ndash; Panie &ndash; mówię &ndash; niech się pan wynosi,</w>
			<w>Bo zawołam milicję za chwilę!</w>
			<w>A Ratlerek padł na klęczki i prosi:</w>
			<w>&ndash; Niech się pan ucieszy chociaż tyle!</w>
			<w>I pokazał na palcu tyciu-tyciu</w>
			<w>Taki ciupki, maluśki odcinek</w>
			<w>A że mnie akurat ból nie chwycił,</w>
			<w>Więc zrobiłem radośniejszą minę.</w>
			<w>Wtedy on zaraz się rozweselił,</w>
			<w>Rozkwitł w oczach jak &ndash; powiedzmy &ndash; akacja.</w>
			<w>Ale im &ndash; powiada &ndash; zasunęli!</w>
			<w>&ndash; Gratuluję &ndash; powiadam &ndash; sensacja!</w>
			<w>Pożegnaliśmy się jak przyjaciele,</w>
			<w>Ja się wziąłem do naprawy krawata,</w>
			<w>A promienny i radosny pan Ratlerek</w>
			<w>Pobiegł uradować resztę świata.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kiepski film</tytul>
		<tekst>
			<w>To był obraz z kiepskiego filmu: ona brała ślub przed ołtarzem</w>
			<w>Z milionerem, głównym księgowym, dyrektorem lub aptekarzem</w>
			<w>Nieważne. I była biała, jak świeżo wyprana firanka,</w>
			<w>Bo nie kochała męża, tylko swojego kochanka.</w>
			<w>Szwoleżera, motocyklistę, zduna, albo sprzedawcę bakalii,</w>
			<w>Nieważne, i ten kochanek był już od dawna w Australii,</w>
			<w>Ale ona miała poczekać, i &ndash; jak widać &ndash; nie poczekała,</w>
			<w>Więc dlatego jest teraz taka smutna, taka łzawa i taka biała.</w>
			<w>A w kościele grają organy, chór prześliczne głosy natęża,</w>
			<w>A ksiądz właśnie zwraca się do niej: &ndash; Czy chcesz tego pana</w>
			<w>Ona wolno otwiera usta, chce powiedzieć, że tak, a tu trach!</w>
			<w>Drzwi kościelne się otwierają i kochanek staje we drzwiach!</w>
			<w>Stoi bardzo piękny i blady, nic nie mówi, ani nie kroczy,</w>
			<w>Tylko zaplótł ręce na piersiach i w jej oczy wbił swoje oczy.</w>
			<w>I tak patrzą na siebie w milczeniu, w każdym serce głośno łomoce,</w>
			<w>A on pyta się dziewczyny wzrokiem, czy pamięta jeszcze tamte noce?</w>
			<w>Tamte chwile, tamte godziny, tamte wspólne przebudzenia z rana!</w>
			<w>Aż ksiądz się znowu wtrącił: &ndash; Czy ty dziecko chcesz tego pana?</w>
			<w>A ten pan, wąsaty i gruby, aż się cały spocił z oburzenia</w>
			<w>I powiada do niej: &ndash; Kochana, nie rób żesz z siebie przedstawienia&hellip;</w>
			<w>Ale oni patrzą i patrzą. Tylko wzrok im się wciąż bardziej rozgwieżdża</w>
			<w>Aż ten młody do tego grubego mówi strasznym głosem: &ndash; Jazda, zjeżdżaj!</w>
			<w>Gruby zbladł, zmiął błyszczący cylinder, zrobił minę głupią i biedną,</w>
			<w>A ci naraz jak się nie rzucą i przez kościół ku sobie biegną,</w>
			<w>Biegną, biegną, aż się spotkali, aż się mocno, mocno objęli,</w>
			<w>Całowali się i płakali, i mówili coś i się śmieli,</w>
			<w>Potem wyszli z tych śpiewów i dymów na powietrze, na biedę i na grzech.</w>
			<w>To był obraz z kiepskiego filmu, ale widzom zaparło dech.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Klęska Matrosa</tytul>
		<tekst>
			<w>Bywał na szkierach północnych i na ryczących czterdziestkach</w>
			<w>Bił się w panamskiej tawernie, a kochał na wyspie Bali,</w>
			<w>Solą ze wszystkich mórz świata przesiąkła jego zydwestka</w>
			<w>Był wolny jak morski orzeł, aż wreszcie go schwytali.</w>
			<w>I oto siedzi samotny, noc nad nim godziny przędzie,</w>
			<w>Pod czaszką się kłębi myśl zimna jak węgorz albo zaskroniec</w>
			<w>I usta szepczą bezwiednie: &ndash; Co teraz ze mną będzie?</w>
			<w>A jakiś głos odpowiada: &ndash; Nic już nie będzie. To koniec.</w>
			<w>On, który był taki cwany, taki przebiegły i chytry,</w>
			<w>Że umiał przewidzieć swych wrogów ruchy i myśli najskrytsze</w>
			<w>Nawet gdy wypił uprzednio litr, ba, co mówię, dwa litry,</w>
			<w>Teraz powiada ze strachem: &ndash; Tego tu nie przechytrzę&hellip;</w>
			<w>O, smutny to będzie widok, żałosny to będzie popis,</w>
			<w>Straszliwa to będzie hańba i wszystko się nagle zerwie&hellip;</w>
			<w>Trzykrotnie opadła mu ręka zbrojna w angielski długopis</w>
			<w>Na zmięty arkusz papieru o trupio-żółtej barwie&hellip;</w>
			<w>Aż wreszcie zebrał się w sobie i łkanie zamarło mu w grdyce,</w>
			<w>I szepnął: &ndash; Trzeba do końca zachować postawę dzielną</w>
			<w>I zaczął wypełniać dokładnie, rubryka po rubryce</w>
			<w>Podstępną, piekielną, okropną &ndash; deklarację przewozowo-celną&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Klub odnowy</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden Mikołaj Dreptak, osobnik postępowy</w>
			<w>Postanowił założyć Klub Moralnej Odnowy</w>
			<w>I założył! I wkrótce tego Dreptaka jadalnię</w>
			<w>Zapełniły osoby, pragnące się odnowić moralnie,</w>
			<w>Zaś Dreptak wszedł i chrząknął i rzekł: Panie, panowie,</w>
			<w>Zaraz się poświęcimy wszyscy moralnej odnowie,</w>
			<w>Tylko wpierw zarząd wybierzmy rozsądnie acz uroczyście,</w>
			<w>Kto będzie prezesem? A wszyscy w krzyk: &ndash; Pan oczywiście</w>
			<w>Dreptak się skłonił wzruszony. Następnie metodą seryjną</w>
			<w>Wybrano zarząd, skarbnika, komisję rewizyjną,</w>
			<w>Oraz komisję matkę i komisarza &ndash; tatkę</w>
			<w>I ustalono jaką miesięcznie płacić składkę,</w>
			<w>I zrobiono plan dalszych zebrań, jak również preleminarz</w>
			<w>I wszyscy pobiegli do domów, bo Eden się właśnie zaczynał,</w>
			<w>A za tydzień znów się zebrali i myśleli o czym radzić?</w>
			<w>O alienacji? Frustracji? O ciąży panny Jadzi?</w>
			<w>Aż Kociutko powiedział że nuda, i że wynosi się stąd,</w>
			<w>To prezes się zdenerwował: &ndash; No to panie Kociutko, wont!</w>
			<w>&ndash; Tylko nie wont! &ndash; rzekł Kociutko &ndash; tylko nie wont ty burasie!</w>
			<w>I gwizdnął prezesa srewantką, która rozleciała się&hellip;</w>
			<w>Tu straszny się zrobił zamęt, bo wszyscy dawaj się naparzać,</w>
			<w>Naciągać drugim uszy i po podłodze się tarzać,</w>
			<w>Oraz wyrywać oburącz włosy z bród, wąsów i grzywek,</w>
			<w>Ponieważ faktycznie byli pozbawieni jakichkolwiek rozrywek,</w>
			<w>A gdy skończyli bójkę i chcieli czym prędzej nawiać,</w>
			<w>To Dreptak wziął dubeltówkę i rzekł: &ndash; Jazda meble odnawiać!</w>
			<w>I oto po trzech godzinach powstawiano wyłamane szczeble,</w>
			<w>Pozaszywano obicia, wypucowano te meble,</w>
			<w>Że były zupełnie jak nowe, i wszyscy zmęczeni usiedli</w>
			<w>I rzekli: &ndash; Po co nam moralna odnowa? Załóżmy punkt odnowy mebli!!!</w>
			<w>I założyli, i odtąd żyli w dobrobycie i wielkiej sytości,</w>
			<w>A dlaczego im się tak udało? Bo zaczęli od spraw moralności!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kłopotliwy dziadunio</tytul>
		<tekst>
			<w>Zyzio ma auto, Jaś &ndash; dryg do tańca,</w>
			<w>Ja mam w rodzinie dziadka-powstańca.</w>
			<w>Jest to niezwykle dziwny przypadek,</w>
			<w>Że naszych czasów dożył ów dziadek.</w>
			<w>lecz ma bumagę, a w niej pisanie</w>
			<w>Że kościuszkowskie przeżył powstanie.</w>
			<w>ma również piękny dyplom uznania</w>
			<w>Za walki w czasie tego powstania.</w>
			<w>Codziennie z rana, już o świtaniu</w>
			<w>Dzadek zaczyna&hellip; o powstaniu.</w>
			<w>&ndash; Kiedyś &ndash; powiada, zdjąwszy szlafmycę</w>
			<w>&ndash; pamiętam, szliśmy pod Racławice.</w>
			<w>konie się wlokły nóżka za nóżką.</w>
			<w>A ja gadałem z Tadziem Kościuszką.</w>
			<w>Jak dziś pamiętam &ndash; tu piach, tam krzaki,</w>
			<w>I las, a z lasu lecą kozaki&hellip;</w>
			<w>Dzień mija z wolna, wieczór zapada,</w>
			<w>A dziad &ndash; powstaniec gada i gada.</w>
			<w>Świecą mu oczki, płoną mu uszki,</w>
			<w>A ja mam dosyć pana Kościuszki</w>
			<w>Z jego przysięgą, szablą, proporcem,</w>
			<w>Z tymi kosami co to je sztorcem,</w>
			<w>Oraz z Bartoszem Głowackim, który</w>
			<w>Czapkę, czy głowę wsadził do dziury&hellip;</w>
			<w>Zaś jako chłopczyk, chodząc na lekcje</w>
			<w>Bardzo lubiłem tę insurekcję,</w>
			<w>A dziś myśl o niej odrazę wzbudza</w>
			<w>Przez tego dziadka co mnie zanudza.</w>
			<w>Już jego przygód jam nie ciekawy,</w>
			<w>Mam swoje bliższe, ważniejsze sprawy,</w>
			<w>On opisuje swoje puf-pafy,</w>
			<w>A ja z rozpaczy wlazłbym do szafy.</w>
			<w>On opowiada jak go męczono.</w>
			<w>A ja o dżezie chcę gadać z żoną.</w>
			<w>On o Kilińskim szewcu mi truje.</w>
			<w>A ja się martwię, że syn ma dwóję.</w>
			<w>Gada, że byli krzepcy i śliczni.</w>
			<w>Męscy, wspaniali i romantyczni.</w>
			<w>Że mieli mnóstwo niezwykłych przygód,</w>
			<w>że hartowali się wśród niewygód,</w>
			<w>Że mieli cele i ideały,</w>
			<w>Bij, zabij, hurra, wszyscy na wały,</w>
			<w>Bagnety błyszczą, sztandar powiewa,</w>
			<w>Bul bul&hellip; gadulstwo już mnie zalewa&hellip;</w>
			<w>Wyście cyniczni, a my &ndash; na szańcu!!!</w>
			<w>&ndash; Boże&hellip; jak ciężko żyć wśród powstańców!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kłopoty</tytul>
		<tekst>
			<w>Dreptakowie mają finansowe kłopoty,</w>
			<w>Cała ulica to zauważa.</w>
			<w>Dreptakowie nie wykupili w sobotę</w>
			<w>Czasopism u kioskarza.</w>
			<w>Dreptakowie prowadzą rozmowy nocne</w>
			<w>Słychać do późna głosy ściszone,</w>
			<w>Dreptak na kredyt bierze ekstra mocne,</w>
			<w>Dreptakowa ma oczy czerwone,</w>
			<w>Dreptaczęta chodzą posmutniałe,</w>
			<w>Widać dzielą rodzicielskie smutki,</w>
			<w>Mały Dreptak nie przyniósł w poniedziałek</w>
			<w>Piętnastu złotych na wycieczkę do Sobótki.</w>
			<w>Dreptakowie mają finansowe kłopoty,</w>
			<w>Dreptak dzwonił wczoraj do teścia,</w>
			<w>Wyrażał się do niego per &plqq;mój złoty&prqq;,</w>
			<w>Czy by teścio pomóc im nie zechciał?</w>
			<w>Ach, niestety, teścio ma zobowiązania,</w>
			<w>Musi właśnie płacić ratę w ORS-ie</w>
			<w>I należność za wynajem mieszkania,</w>
			<w>Więc na razie też nie -jest przy forsie&hellip;</w>
			<w>Dreptakowie chociaż bez pieniędzy</w>
			<w>I okropnie się gryzą dzień po dniu.</w>
			<w>Dreptakowi się należy pięć tysięcy,</w>
			<w>Miały przyjść jeszcze w zeszłym tygodniu.</w>
			<w>Dreptakowie konferują z listonoszem</w>
			<w>Co dzień się powtarza ten sam temat:</w>
			<w>&ndash; Niech pan dobrze sprawdzi, bardzo proszę,</w>
			<w>Nie ma dla nas przekazu? &ndash; Nie ma.</w>
			<w>Dreptakowie w tej ciężkiej potrzebie</w>
			<w>Najwyraźniej ulegli odmianie,</w>
			<w>Jakby naraz się zbliżyli do siebie,</w>
			<w>Jedno mówi do drugiego &plqq;kochanie&prqq;,</w>
			<w>Kładą sobie na ramionach dłonie,</w>
			<w>Spostrzegają siwiejące skronie,</w>
			<w>Wspominają młodzieńcze zaloty&hellip;</w>
			<w>Dreptakowie mają finansowe kłopoty.</w>
			<w>Aż tu nagle listonosz i wieść:</w>
			<w>Na poczcie czeka pięć tysięcy złotych,</w>
			<w>Do podjęcia przy okienku numer sześć!</w>
			<w>Koniec smutkom, zmartwieniom i męce.</w>
			<w>Jutro światło się zapłaci i gaz&hellip;</w>
			<w>Dreptakowie się trzymają za ręce</w>
			<w>Przypuszczalnie ostatni raz&hellip;</w>
			<w>Już nie będzie więcej takich nawrotów,</w>
			<w>Już nie będą się gładzić po głowie&hellip;</w>
			<w>Bo na ogół nie gniewają kłopotów</w>
			<w>Finansowych państwo Dreptakowie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kłopoty Radziwiłła</tytul>
		<tekst>
			<w>Bardzo się zdziwił</w>
			<w>Na swoim zamku</w>
			<w>Ksążę Radziwiłł</w>
			<w>&plqq;Panie Kochanku&prqq;.</w>
			<w>Stojąc pod kranem</w>
			<w>Stwierdził był rankiem</w>
			<w>Że wciąż jest Panem,</w>
			<w>Lecz nie Kochankiem&hellip;</w>
			<w>Przyszedł medykus,</w>
			<w>Zbadał troskliwie,</w>
			<w>Zapisał fikus</w>
			<w>Moczony w piwie.</w>
			<w>Gdy ten nie pomógł &ndash;</w>
			<w>Zapisał potem</w>
			<w>Wywar ze stonóg</w>
			<w>I spanie z kotem.</w>
			<w>Przybył też rabin,</w>
			<w>Rady udzielił:</w>
			<w>&ndash; każden karabin</w>
			<w>Kiedyś nie strzeli.</w>
			<w>Użyj pan sztuczek,</w>
			<w>Bądź pan ten pucer,</w>
			<w>Żeby był huczek,</w>
			<w>Choć pusty sztucer!</w>
			<w>Książę mu rzucił</w>
			<w>Czerwony złoty</w>
			<w>I się przerzucił</w>
			<w>Na andegdoty!</w>
			<w>Tkwi tu zasada</w>
			<w>Nader prawdziwa:</w>
			<w>Kto dużo gada,</w>
			<w>Ten coś ukrywa!</w>
			<w>Obok wychodzi</w>
			<w>Zasada inna:</w>
			<w>Nigdy nie szkodzi</w>
			<w>Spytać rabina!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kociomruczki</tytul>
		<tekst>
			<w>To były nudne wczasy w kurorcie Kociomruczki</w>
			<w>Deszcz padał nieustannie i woda lała się</w>
			<w>Na pomnik Konopnickiej wyrżniętej w pozie w kuczki,</w>
			<w>Co miało niby znaczyć, że wieszczka kwiaty rwie.</w>
			<vsp/>
			<w>To były nudne wczasy, ospałe i kretyńskie,</w>
			<w>Na ogół po kolacji się do świetlicy szło</w>
			<w>By bawić się w zechcyka, a góra &ndash; w koło młyńskie,</w>
			<w>Gdyż innych gier nie znała paniusia od K.O.</w>
			<vsp/>
			<w>To były nudne wczasy, żałosne i ponure,</w>
			<w>Zrobiono raz wycieczkę na okoliczny szpic,</w>
			<w>Lecz kiedy towarzystwo wdrapało się na górę</w>
			<w>Ujrzało z góry pomnik i dom, i więcej nic&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>To były nudne wczasy. Adapter i dwie płyty,</w>
			<w>Na jednej Woźniakowski, na drugiej chyba Fogg,</w>
			<w>A z książek Zbiór Przemówień, Życiorys Świętej Zyty</w>
			<w>I Rocznik Statystyczny na pięćdziesiąty rok.</w>
			<vsp/>
			<w>To były nudne wczasy, od takich wczasów w ZUS-ie</w>
			<w>Powinni ubezpieczać jak od najgorszych klęsk,</w>
			<w>A smutni wczasowicze dopiero po turnusie</w>
			<w>W czas jakiś, zrozumieją tych wczasów smak i sens&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>To były nudne wczasy. Lecz fantastyczne będą</w>
			<w>Za miesiąc lub za kwartał, za niezbyt długi czas,</w>
			<w>Obrosną wspomnieniami, tęsknotą i legendą,</w>
			<w>Utracą wszystkie cienie, zyskają piękny blask&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>To były nudne wczasy. A będą znakomite.</w>
			<w>I nieraz się je wspomni &ndash; a z nimi górski szczyt,</w>
			<w>Zabawę w koło młyńskie, zrąbaną starą płytę,</w>
			<w>I kucającą wieszczkę, jak piękny, barwny mit.</w>
			<vsp/>
			<w>To były nudne wczasy, lecz kiedyś się do wnuczki</w>
			<w>Odezwie starsza pani: &ndash; Szczęśliwa jesteś, lecz</w>
			<w>Pojęcia nie masz jaki był kurort Kociomruczki!</w>
			<w>&hellip;i będą Kociomruczki Rivierą, ważną wstecz&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kocur</tytul>
		<tekst>
			<w>Siedzi kocur skastrowany na przypiecku,</w>
			<w>już o żonie mu nie myśleć ni o dziecku,</w>
			<w>Rozrabiają inne koty,</w>
			<w>Ale jemu brak ciągoty,</w>
			<w>bardziej mleko pachnie mu i dorsz po grecku.</w>
			<vsp/>
			<w>Siedzi kocur skastrowany, fajkę pali,</w>
			<w>Na przebytą operację się nie żali:</w>
			<w>&ndash; To nie taki znów mankament</w>
			<w>Żeby aż podnosić lament,</w>
			<w>Oby tylko smaczny obiad mi podali!</w>
			<vsp/>
			<w>Siedzi kocur skastrowany na posadzie,</w>
			<w>Tłuszcz mu rośnie na podbrzuszu i na zadzie,</w>
			<w>Czyści futro, wącha kwiaty</w>
			<w>I układa referaty</w>
			<w>Które jutro ma wygłosić na naradzie.</w>
			<vsp/>
			<w>Siedzi kocur skastrowany w swojej willi,</w>
			<w>Już się taki na kociaki nie wysili,</w>
			<w>Już nie będzie łowił myszy</w>
			<w>W gronie innych towarzyszy</w>
			<w>I wogóle już się z niczym nie wychyli.</w>
			<vsp/>
			<w>Siedzi kocur skastrowany wśród foteli,</w>
			<w>Myśli sobie: &ndash; Lepiej że mi usunęli,</w>
			<w>Zawsze miałem z tym ambaras,</w>
			<w>A tu taki spokój naraz,</w>
			<w>Tam wycięli, a tu &ndash; medal mi przypięli!</w>
			<vsp/>
			<w>Siedzi kocur skastrowany w swojej chacie</w>
			<w>A satyryk zblatowany na etacie,</w>
			<w>Jeden mruczy dyrdymały,</w>
			<w>Drugi płodzi takie chały</w>
			<w>Jakie państwo właśnie teraz tu czytacie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kogo lubię</tytul>
		<tekst>
			<w>Lubię gdy piosenkarka, com ją znał w bieliźnie</w>
			<w>I com poznał głupotę jej, godną barana,</w>
			<w>Zaśpiewała coś o bliźnie, albo 0 ojczyźnie.</w>
			<w>A Iudzie mówią o niej: &ndash; Zaangażowana!</w>
			<w>Uwielbiam kiedy aktor, bywalec burdeli</w>
			<w>Zwanych też kawiarniami, lub klubami czasem,</w>
			<w>Wykona repertuar o tych co ginęli,</w>
			<w>I potem jest niezwykle chwalony przez prasę.</w>
			<w>Kocham też żurnalistę, co nam daje rady</w>
			<w>Jak żyć, a równocześnie, przy pomocy lupy</w>
			<w>Ogląda personalne trendy i układy</w>
			<w>By wiedzieć, komu warto wcisnąć się do grupy.</w>
			<w>Podziwiam naukowca niezbyt lotnej myśli</w>
			<w>Który jednym numerem od wielu lat jedzie:</w>
			<w>Wszyscy wiedzą, że facet prochu nie wymyśli,</w>
			<w>Ale że &plqq;w razie czego&prqq; również nie zawiedzie&hellip;</w>
			<w>Szanuję decydentów, co porozkładali</w>
			<w>Dziesiątki instytucji na obie łopatki,</w>
			<w>Lecz mocą jakiejś dziwnej, obłąkanej fali</w>
			<w>Wracają, i w fotele znów wtykają zadki&hellip;</w>
			<w>Bliski mi jest polityk, który w nosie dłubie</w>
			<w>I działacz robotniczy co nie kocha pracy,</w>
			<w>Aż dziwnie jak ich lubię.</w>
			<w>A najbardziej lubię</w>
			<w>Gdy mi mówią, że wszyscyśmy bracia-Polacy.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kolacja</tytul>
		<tekst>
			<w>W strojne szaty odziani, piękni jak bogowie,</w>
			<w>Pełni niewymuszonej i wytwornej gracji,</w>
			<w>Do obfitego stołu siedli Dreptakowie</w>
			<w>W celu skonsumowania pożywnej kolacji.</w>
			<w>Całkiem jak na obrazie mistrza Leonarda</w>
			<w>Siedzieli. Jedni wąsy mieli, inni biusty</w>
			<w>A przed nimi na stole leżała pularda,</w>
			<w>kilka pęczków rzodkiewek i micha kapusty.</w>
			<w>Najstarszy dziadzio Dreptak, ongiś słynny strzelec,</w>
			<w>Ucałował szarmancko rączkę swojej żony,</w>
			<w>Wbił w dymiącą pulardę srebrzysty widelec,</w>
			<w>Spojrzał ciepło na wszystkich i rzekł rozczulony:</w>
			<w>&ndash; Wątpię moi kochani, czy w skłóconym świecie</w>
			<w>Na który tyle klęsk już i makabry spadło,</w>
			<w>Drugą taką porządną rodzinę znajdziecie,</w>
			<w>Takie pełne tradycji i godności stadło&hellip;</w>
			<w>Na to odparł łagodnie inny Dreptak, stryjek</w>
			<w>z czołem pięknie sklepionym, jak gotyckie okno:</w>
			<w>&ndash; Za twe mądre słowa drogi dziadziu piję!</w>
			<w>Wypił, czknął w czystą chustkę i w ramię go cmoknął.</w>
			<w>Natychmiast wszystkim wokół oczy się zamgliły,</w>
			<w>Babcia Wera objęła ciotunię Emilię,</w>
			<w>A dziadunio chcąc wzruszenie ukryć, z całej siły</w>
			<w>Zaczął dzielić pulardę pomiędzy familię&hellip;</w>
			<w>Jednym dał smaczne łapki a innym skrzydełka,</w>
			<w>Jednemu z wujów szyjkę, drzgiemu kuperek,</w>
			<w>A ciotuniom ze środka kurzego truchełka</w>
			<w>Wyjął piękną wątróbkę w otoczeniu nerek</w>
			<w>Tamtemu brzuszek wręczył, a owemu grzbiecik,</w>
			<w>Wydłubał wszystko mięsko z każdego zakątka,</w>
			<w>I złożył na talerze co najmniejszych dzieci&hellip;</w>
			<w>A wtem stryj spytał cierpko: &ndash; A gdzie są piersiątka?</w>
			<w>W dziadka jakby grom strzelił, względnie szlag go trafił,</w>
			<w>Widać było przez chwilę, że ze sobą walczy,</w>
			<w>Ale że w żaden sposób zdzierżyć nie potrtafił,</w>
			<w>Chwycił stryja za halsztuk i rzekł: Ty padalcze!</w>
			<w>Tu pchnął go, a stryj upadł, a za nim skorupy,</w>
			<w>Garnki, szklanki, talerze, widelce i tace,</w>
			<w>Atoli stryjna chochlę wyciągnąwszy z zupy</w>
			<w>Gwizdnęła dziadka krzepko w promienistą glacę&hellip;</w>
			<w>Dziadek postawił zeza, zaklął po łacinie,</w>
			<w>Przetłumaczył przekleństwo jędrnym słowem: &ndash; Dziwka!</w>
			<w>A w miejscu uderzenia na zacnej łysinie</w>
			<w>Rosła mu z cichym gwizdem fioletowa śliwka&hellip;</w>
			<w>Tutaj już wszyscy naraz jęli się naparzać,</w>
			<w>I kto komu co może nawzajem doradzać,</w>
			<w>I po splamionych tłuszczem dywanach się tarzać</w>
			<w>I jedni drugim głowy do kapusty wsadzać&hellip;</w>
			<w>A wtem ciotka Emilia głosem z głębi łona</w>
			<w>Krzyknęła: &ndash; Stop! Przerwijcie bratobójcze waśnie!</w>
			<w>Nie pulardeśmy widać jedli, lecz kapłona,</w>
			<w>I w tych piersi dlatego brak na pewno właśnie!</w>
			<w>Więc zaczęli się jednać, oczyszczać z pasztetów,</w>
			<w>I znów dowodzić że są mesjaszem Europy.</w>
			<w>A najgodniej dziadunio, choć w głębi sztybletów</w>
			<w>Skradzione kurze piersi cisnęły go w stopy.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kolejarz</tytul>
		<tekst>
			<w>Na stacji Materny Stare</w>
			<w>Żył w towarzystwie kobiety</w>
			<w>Pewiem kolejarz Kaczmarek</w>
			<w>Co wierzył w autorytety.</w>
			<vsp/>
			<w>Regulamin miał za cholewą</w>
			<w>I puszczał &ndash; tak, jak go uczono</w>
			<w>&ndash; Jedne pociągi lewą,</w>
			<w>A drugie to znów prawą stroną.</w>
			<vsp/>
			<w>I byłby, być może, dożył</w>
			<w>Premii i lepszej posady,</w>
			<w>Gdyby nie pewni artyści</w>
			<w>Z tak zwanej Państwowej Estrady,</w>
			<vsp/>
			<w>Którzy dali raz przedstawienie</w>
			<w>Z okazji święta kolejarskiego</w>
			<w>I jeden z nich recytował na scenie</w>
			<w>Wiersze pana Majakowskiego.</w>
			<vsp/>
			<w>Więc wszyscy bili im brawo,</w>
			<w>A w końcu jeden zaśpiewał:</w>
			<w>Hej, kto tam rusza prawą?</w>
			<w>Lewa! lewa! lewa!</w>
			<vsp/>
			<w>I od owego momentu</w>
			<w>Nastąpiła kłopotów kupa</w>
			<w>Bowiem kolejarz w wyniku zamętu</w>
			<w>(ideowego) całkiem podupadł.</w>
			<vsp/>
			<w>Nawet nie chodził na piwo,</w>
			<w>Nie odzywał się do innych osób</w>
			<w>Tylko wciąż mruczał: Wajcha na liwo!</w>
			<w>A na prawo nie chciał &ndash; w żaden sposób.</w>
			<vsp/>
			<w>Spowodował mnóstwo karamboli,</w>
			<w>Były przez niego same kłopoty</w>
			<w>Az go w końcu szef obtentegolił</w>
			<w>I wyrzucił biedaka z roboty.</w>
			<vsp/>
			<w>Teraz pęta się biedny po deszczu</w>
			<w>I bez celu przemierza ulice.</w>
			<w>Tak to bywa, gdy wskazania wieszczów</w>
			<w>Stosujemy zbyt dosłownie w praktyce!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kolęda</tytul>
		<tekst>
			<w>Uniwersalny, tonizujący</w>
			<w>Więcej znaczący niż bochen chleba,</w>
			<w>Na tych co wierzą, i niewierzących</w>
			<w>Śnieg jednakowo sypie się z nieba.</w>
			<w>Niebo co prawda jest dla wierzących</w>
			<w>Lecz niewierzący też się w nim kręcą</w>
			<w>I setką rakiet orbitujących</w>
			<w>Nie mniej niż święci śniegu utrzęsą.</w>
			<w>Świat się puszysty robi i śpiący</w>
			<w>Jak biały misio co słodko drzemie,</w>
			<w>A śnieg kojąco-zespalający</w>
			<w>Z wspólnego nieba leci na ziemię.</w>
			<w>Przystanął żołnierz atakujący</w>
			<w>Mały i brudny w śniegowej bieli,</w>
			<w>A żołnierz atak odpierający</w>
			<w>Miał go na muszce, ale nie strzelił.</w>
			<w>Drwal, po choinkę przesieką brnący,</w>
			<w>Słynny wirtuoz w połowie schertza</w>
			<w>I uczeń wierszyk obkuwający &ndash;</w>
			<w>Złożyli prawe dłonie na sercach</w>
			<w>I zapatrzyli się w gęstniejący</w>
			<w>Mrok w Neapolu i mrok w Opolu,</w>
			<w>I zobaczyli Trzech Jaśniejących,</w>
			<w>Lecz nie Trzech Króli, a trzech Karolów:</w>
			<w>Dickens wierzący, Marks &ndash; niewierzący</w>
			<w>Znużone czoła na dłoniach wsparli</w>
			<w>A między nimi praktykujący</w>
			<w>Choć negujący, stał Karol Darwin.</w>
			<w>I był to obraz pocieszający,</w>
			<w>Więcej znaczący niż bochen chleba,</w>
			<w>A śnieg, milcząco &ndash; zespalający</w>
			<w>Od tysiącleci sypie się z nieba&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kolęda Biedaków</tytul>
		<tekst>
			<w>Noc zimowa nad Polską, ciemna nocka grudniowa,</w>
			<w>Od Szczecina po Krosno wszystko w lodu okowach.</w>
			<w>Śnieg zasypał nam okna, dźwięczą dzwonki u sanek,</w>
			<w>Noc nad Polską głęboka i daleko poranek.</w>
			<vsp/>
			<w>Śnieg zasypał nam okna, dźwięczą dzwonki u sanek,</w>
			<w>Noc nad Polską głęboka i daleko poranek.</w>
			<vsp/>
			<w>Wicher w pustych kominkach, sad skostniały od mrozu,</w>
			<w>Nasza biedna choinka tak niewiele ma ozdób &ndash;</w>
			<w>Kilka słodkich okruchów, kilka świeczek co kopcą</w>
			<w>I blask zimny łańcuchów pod tą gwiazdą, tak obcą.</w>
			<vsp/>
			<w>Kilka słodkich okruchów, kilka świeczek co kopcą</w>
			<w>I blask zimny łańcuchów pod tą gwiazdą, tak obcą.</w>
			<vsp/>
			<w>Noc grudniowa nad krajem, ale bliski kres cierpień,</w>
			<w>Wrócą kwietnie i maje, wróci lipiec i sierpień.</w>
			<w>Wyplenimy nienawiść, broń zamkniemy w kaburach,</w>
			<w>Usiądziemy na ławie razem z braćmi w mundurach.</w>
			<vsp/>
			<w>Wyplenimy nienawiść, broń zamkniemy w kaburach,</w>
			<w>Usiądziemy na ławie razem z braćmi w mundurach.</w>
			<vsp/>
			<w>Niech znów dzieci się bawią, niech ptak śpiewa nad ranem,</w>
			<w>Nie jesteśmy Irlandią, nie jesteśmy Libanem.</w>
			<w>Coś odmienić się musi, musi złączyć nam ręce,</w>
			<w>Po to cierpiał Jezusik w jakże polskiej stajence.</w>
			<vsp/>
			<w>Coś odmienić się musi, musi złączyć nam ręce,</w>
			<w>Po to cierpiał Jezusik w jakże polskiej stajence.</w>
			<vsp/>
			<w>Noc zimowa nad nami, wszystko białe od szronu,</w>
			<w>kulawymi sankami dojedziemy do domu</w>
			<w>I na nowo wzniecimy żar świerkową gałązką</w>
			<w>W naszym domu jedynym co nazywa się Polską.</w>
			<vsp/>
			<w>I na nowo wzniecimy żar świerkową gałązką</w>
			<w>W naszym domu jedynym co nazywa się Polską.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kolorowe wsie</tytul>
		<tekst>
			<w>Dzień dobry, na początek trochę geografii i trochę historii:</w>
			<w>Gdy ktoś z państwa mapę złapie</w>
			<w>I przejedzie się po mapie,</w>
			<w>Za Wrocławiem znajdzie pasmo niskich wzgórz,</w>
			<w>Tam wśród lasów i pszenicy</w>
			<w>Widać mury Oleśnicy</w>
			<w>Bardzo słusznie zwanej Miastem Wież i Róż.</w>
			<w>Wokół starej tej sadyby</w>
			<w>Wioski mnożą się jak grzyby</w>
			<w>Takie piękne że ich widok oczy rwie,</w>
			<w>Więc nasunął nam się wniosek</w>
			<w>By rozsławić urok wiosek</w>
			<w>I tak powstał konkurs &plqq;Kolorowe wsie&prqq;!</w>
			<w>Kolorowe wsie, a w każdej festyn,</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; grają orkiestry,</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; bielimy mury,</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; śpiewają chóry</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; zwiedzajcie je,</w>
			<w>Kolorowe wsie</w>
			<w>Kolorowe wsie</w>
			<w>Kolorowe wsie!</w>
			<w>A jakie konkurencje składały się na nasz konkurs?</w>
			<w>Między innymi współzawodnictwo korowodów:</w>
			<w>Ruszyły korowody,</w>
			<w>Woźnica z bata strzela,</w>
			<w>Jadą barwne powody</w>
			<w>A na każdej kapela,</w>
			<w>Jedzie jedzie banderia,</w>
			<w>Ta chłopska kawaleria,</w>
			<w>Jadą prześliczne dziewki</w>
			<w>Nucą takie przyśpiewki:</w>
			<w>&plqq;Panny z Twardogóry</w>
			<w>Pospadały z fury,</w>
			<w>Koń się przez nie spłoszył,</w>
			<w>Myślał że to szczury&prqq;.</w>
			<w>A te z Twardogóry odpowiadają:</w>
			<w>&plqq;Panny z Długołęki</w>
			<w>Rozwarły paszczęki,</w>
			<w>Przyszedł pan leśniczy,</w>
			<w>Policzył im pieńki&prqq;.</w>
			<w>Teraz konkursy plastyczne:</w>
			<w>Może w innej okolicy</w>
			<w>Tylu zdolnych się nie zdarza,</w>
			<w>Lecz w rejonie Oleśnicy</w>
			<w>Każda wioska ma rzeźbiarza.</w>
			<w>Kawał lipy albo wierzby,</w>
			<w>Porobione z gwoździ dłutka,</w>
			<w>I już wszędzie stoją rzeźby</w>
			<w>Po zagrodach i ogródkach.</w>
			<w>Tu pastuszek, a tam świątek,</w>
			<w>Rzeźbią lepiej niż po kursie!</w>
			<w>Nie zabraknie nam pamiątek</w>
			<w>I pomników po konkursie!</w>
			<w>Panny zaś malują kwiaty</w>
			<w>Na stolnicach i kopyściach,</w>
			<w>Nawet poniektóre chaty</w>
			<w>Całe w kwiatach albo liściach.</w>
			<w>Wiatr przeleci, czas upłynie,</w>
			<w>Przyjdą deszcze i frasunki,</w>
			<w>I nasz konkurs dawno minie</w>
			<w>Lecz zostaną te malunki.</w>
			<w>I oczywiście konkurs kulinarny:</w>
			<w>U nas każda gmina</w>
			<w>Inne ma przysmaki,</w>
			<w>Tutaj baranina,</w>
			<w>Tam znów pyszne flaki.</w>
			<w>Gmina Dobroszyce</w>
			<w>Przyniosła donicę</w>
			<w>A w niej błyszczą tłusto</w>
			<w>Pierogi z kapustą.</w>
			<w>We gminie Bierutów</w>
			<w>Była rzeź kogutów</w>
			<w>Więc członkowie jury</w>
			<w>Musieli jeść kury.</w>
			<w>Za to w Długołęce</w>
			<w>Przysmaki cielęce,</w>
			<w>Wspaniała to gmina</w>
			<w>I jej cielęcina!</w>
			<w>Niesie Twardogóra</w>
			<w>Barszcz a w barszczu rura,</w>
			<w>Barszcz na takiej rurze</w>
			<w>Ma zalety duże.</w>
			<w>W Oleśnicy można</w>
			<w>Zjeść prosiaka z rożna,</w>
			<w>Taki prosiak z farszem</w>
			<w>Dobry jest przed marszem!</w>
			<w>Jurorzy pojedli</w>
			<w>I kurę i wieprza,</w>
			<w>Wyrok wydać mieli</w>
			<w>Która z potraw lepsza?</w>
			<w>Ale nie wydają,</w>
			<w>Tylko dyskutują,</w>
			<w>Co raz przyjeżdżają,</w>
			<w>Na nowo próbują!</w>
			<w>Jurorzy jurorzy</w>
			<w>My wam nie żałujem,</w>
			<w>Jak będziecie chorzy</w>
			<w>To was poratujem!</w>
			<w>Były jeszcze i inne konkursy&hellip;</w>
			<w>Była młocka cepami</w>
			<w>Konkurs tańca parami</w>
			<w>I dojenie kóz &ndash;</w>
			<w>Oleśnicki blues&hellip;</w>
			<w>Były pokazy mody,</w>
			<w>Noszenie wiadrem wody</w>
			<w>I który szybszy wóz &ndash;</w>
			<w>Oleśnicki blues&hellip;</w>
			<w>Przemawiali sołtysi,</w>
			<w>Obradowali łysi,</w>
			<w>Wróżki wróżyły z fus &ndash;</w>
			<w>Oleśnicki blues&hellip;</w>
			<w>Przędzono kołowrotkiem,</w>
			<w>Wbijano kliny młotkiem,</w>
			<w>Sprawdzano wszystkim ZUS &ndash;</w>
			<w>Oleśnicki blues&hellip;</w>
			<w>Opowiadano bajki,</w>
			<w>Haftowano fufajki,</w>
			<w>Pousuwano gruz &ndash;</w>
			<w>Oleśnicki blues&hellip;</w>
			<w>Teraz to kraj wesoły,</w>
			<w>Wkażdej wiosce zespoły,</w>
			<w>W ogóle pełny luz &ndash;</w>
			<w>Oleśnicki blues!</w>
			<w>Koło miasta Oleśnicy</w>
			<w>Tacy fajni są rolnicy</w>
			<w>Że za przykład ich mieszczuchom można dać.</w>
			<w>Nie wstydzili się wygłupów,</w>
			<w>Hocków klocków i przytupów</w>
			<w>I w konkursie się zgodzili udział brać.</w>
			<w>Dziś nasz konkurs ma trzy lata</w>
			<w>Więc tradycja już bogata,</w>
			<w>Już ta sprawa utrwaliła u nas się,</w>
			<w>Już wyraźne są jej ślady,</w>
			<w>Całkiem nowe są układy,</w>
			<w>Rzeczywiście mamy &plqq;kolorowe wsie&prqq;!</w>
			<w>Kolorowe wsie, a w każdej festyn,</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; grają orkiestry,</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; czyściutkie mury,</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; śpiewają chóry</w>
			<w>Kolorowe wsie &ndash; zwiedzajcie je,</w>
			<w>Kolorowe wsie</w>
			<w>Całkiem nowe wsie</w>
			<w>Chyba fajnie, nie?</w>
			<w>Ole!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Komisja i komisarz</tytul>
		<tekst>
			<w>W zakładach Emilii Plater</w>
			<w>Słynących z produkcji obcążek</w>
			<w>Wybrano Komisję-Matkę.</w>
			<w>Która jakoś nie chciała zajść w ciążę</w>
			<w>Wciąż była Komisją-Panną,</w>
			<w>Wybory nie mogły się skończyć,</w>
			<w>A tu już robi się rano</w>
			<w>I słońce przez szyby się sączy,</w>
			<w>A ta Komisja wciąż nie chce</w>
			<w>Jak jaka uparta kobieta,</w>
			<w>Chociaż sam prezes ją łechce</w>
			<w>I szeptem namawia Sekretarz,</w>
			<w>I nawet Liga Kobiet</w>
			<w>Błaga ją w zgodnym chórze:</w>
			<w>&ndash; Niechże już pani to zrobi,</w>
			<w>Bo my tu w końcu umrzem!</w>
			<w>Aż jak Dyrektor nie zaklnie</w>
			<w>(co mu się rzadko zdarza):</w>
			<w>&ndash; Komisji-Matki gdy zabraknie &ndash;</w>
			<w>Dać Dreptaka na Komisarza!</w>
			<w>A Dreptak, który od wtorku</w>
			<w>Wprost marzył by zyskać władzę,</w>
			<w>Kryguje się: &ndash; Dyrektorku,</w>
			<w>Nie wiem czy sobie poradzę&hellip;</w>
			<w>Tak mnie obarczać, pfe, brzydki&hellip;</w>
			<w>Tu spojrzał nań czułym okiem</w>
			<w>I zaczął się drapać w łydki</w>
			<w>I wogóle zaczął być kokiet,</w>
			<w>Chichotał i wąchał kwiatki,</w>
			<w>Jak jaki stary idiota&hellip;</w>
			<w>Tak zamiast Komisji-Matki</w>
			<w>Powstał Komisarz-Ciota!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kompleks Cezara</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie za bardzo lubię Zdzisia,</w>
			<w>Ile razy mnie gdzieś spotka</w>
			<w>Woła: &ndash; Ale żeś wyłysiał!</w>
			<w>(a sam kudły ma jak szczotka).</w>
			<w>Cóż, nie jestem taki młody,</w>
			<w>Sporo latek mi już zeszło,</w>
			<w>Nieraz miało się powody</w>
			<w>By wyłysieć (miłe zresztą &hellip;)</w>
			<w>Pewnie, sprawa niewesoła,</w>
			<w>Lecz tym niemniej Zdziś to świnia!</w>
			<w>Czy ja &ndash; widząc jego &ndash; wołam:</w>
			<w>&ndash; Jejku! Aleś ty skretyniał?!</w>
			<w>Albo cóżby Zdziś uczynił</w>
			<w>Gdybym wśród miejskiego ruchu</w>
			<w>Wrzasnął: &ndash; Aleś się ześwinił</w>
			<w>W zeszłym roku, stary druhu!</w>
			<w>Pewnie padłby, zadarł nogi</w>
			<w>I zmarł w rezultacie wica,</w>
			<w>Lub by jęknął: &ndash; Kumplu drogi!</w>
			<w>Ciszej! &ndash; Toż to tajemnica!</w>
			<w>&hellip;gładzę uwłosienie skąpe</w>
			<w>Lecz humoru wciąż nie tracę &ndash;</w>
			<w>Cezar także miał ten kompleks,</w>
			<w>Napoleon też miał glacę!</w>
			<w>Zresztą mam swe wyliczenie &ndash;</w>
			<w>Wkrótce koniec całej hecy!</w>
			<w>Kropka! Skończy się łysienie!</w>
			<w>
				<tsp>Dalej</tsp> są już tylko plecy! Hi, hi!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kompleks wdzięczności</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie wiem, gdzie się mam schronić ani gdzie się mam schować</w>
			<w>Oraz jakie zatrzasnąć okna, bramy lub drzwi,</w>
			<w>Bym nie musiał co chwilę za coś komuś dziękować,</w>
			<w>Nie powtarzać &plqq;spasibo&prqq;, &plqq;thank you&prqq;, &plqq;gratia&prqq;, &plqq;merci&prqq;&hellip;</w>
			<w>Płyną z ust profesorów, dyrektorów, pastorów</w>
			<w>Słowa, których słuchając jużem szczerniał i schudł,</w>
			<w>Żeśmy winni czuć wdzięczność wielką dla plantatorów,</w>
			<w>Marynarzy, lekarzy, tych, co ciągną drut z hut,</w>
			<w>Tudzież dla pedagogów, producentów obręczy,</w>
			<w>Dla facetów, co światło wytwarzają i gaz&hellip;</w>
			<w>Boże, kiedy się człowiek za to wszystko odwdzięczy,</w>
			<w>Kiedy dług ów wyrówna, co mu ciąży jak głaz`?</w>
			<w>Jeden pan, dość nerwowy, to się wziął i utopił,</w>
			<w>Dzięki czemu nie musi już powtarzać na dnie,</w>
			<w>Ile czego zawdzięcza sortowaczom konopi,</w>
			<w>Praczkom, tkaczkom, spawaczkom, rwaczkom lnu i te de&hellip;</w>
			<w>Wleźliśmy aż po pachy w kompleks całkiem niewąski,</w>
			<w>W koszmar stałej wdzięczności bez wyjść, drzwiczek i bram.</w>
			<w>Dziękujemy za zwykłe sprawy i obowiązki</w>
			<w>I czekamy, by także podziękował ktoś nam&hellip;</w>
			<w>Dzisiaj w nocy ma żona siadła naraz na łóżku,</w>
			<w>Wykazując, że stać ją na gest piękny i takt,</w>
			<w>I szepnęła &ndash; Dziękuję za pieszczoty, staruszku&hellip;!</w>
			<w>&ndash; Nie ma za co&hellip; &ndash; bąknąłem. Żona rzekła: &ndash; To fakt&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Komputerek</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś jeden kumoterek</w>
			<w>Kupił sobie komputerek</w>
			<w>Bo przeczytał w wydawnictwie</w>
			<w>O postępowym rolnictwie,</w>
			<w>Że jak korzyść ma dać gleba</w>
			<w>To wpierw poobliczać trzeba</w>
			<w>Ile sypnąć saletrzaku</w>
			<w>By zwiększyć plony rzepaku</w>
			<w>I ile musi zjeść kura</w>
			<w>By miała jaja i pióra.</w>
			<w>Wieśniak przywiózł cement, szuter,</w>
			<w>Zrobił garaż na komputer,</w>
			<w>Pozatykał słomą szpary</w>
			<w>I powiada: &ndash; Hajda stary!</w>
			<w>Gadaj mi zaraz komputrze</w>
			<w>Co zrobić w polu pojutrze!</w>
			<w>A komputer zadygotał,</w>
			<w>Drgnął, poraził prądem kota,</w>
			<w>Zadymił, wypuścił gazy,</w>
			<w>Odbiło mu się dwa razy,</w>
			<w>Podrapał się gwintem w ciemię:</w>
			<w>&ndash; Rób &ndash; powiada &ndash; akademię!</w>
			<w>na to rolnik wziął kłonicę,</w>
			<w>Przerobił ją na mównicę,</w>
			<w>Zbudził żonę, psa i krowę</w>
			<w>I wygłosił do nich mowę,</w>
			<w>Krzycząc że na każde pólko</w>
			<w>Trzeba wejść z pieriegorulką</w>
			<w>(bo ten wyraz brzmiący swojsko</w>
			<w>mylił mu się z pieriestrojką).</w>
			<w>Skończył, i do komputera</w>
			<w>Znów z pytaniem: &ndash; No, co tera?</w>
			<w>&ndash; Tera &ndash; rzekł komputer dziarski &ndash;</w>
			<w>Zrób festiwal piosenkarski!</w>
			<w>Chłopu ciarki przeszły wszędzie</w>
			<w>Lecz powiada: &ndash; Niech ci będzie!</w>
			<w>Wyjął z komody szufladę,</w>
			<w>Urządził na niej estradę</w>
			<w>I odśpiewał jakciemogę</w>
			<w>hit o pluciu na podłogę,</w>
			<w>Streszczający bez wątpienia</w>
			<w>Trend młodego pokolenia.</w>
			<w>A komputer znowu każe:</w>
			<w>&ndash; Urządź spotkanie z pisarzem,</w>
			<w>Może być Lenart lub Safjan&hellip;</w>
			<w>Wówczas chłop w gronie parafian</w>
			<w>Oraz z pomocą aktywu</w>
			<w>Zdjął komputer ze statywu,</w>
			<w>Łyknął bimbru dla rozgrzewki</w>
			<w>I dawaj go kopać w cewki,</w>
			<w>Warcząc: &ndash; Oż ty jakiś jeden,</w>
			<w>Toż przez ciebie wpadnę w biedę!</w>
			<w>Ja tu śpiewam, albo gadam,</w>
			<w>A obejście podupada!</w>
			<w>Wówczas z nieszczęsnej maszyny</w>
			<w>Posypały się sprężyny,</w>
			<w>Przerwała się jej indukcja</w>
			<w>I wypadła z niej instrukcja</w>
			<w>Z napisem: &plqq;Komputer Toeplitz,</w>
			<w>Model dla klubów i świetlic&prqq;.</w>
			<w>&ndash; Jejku! &ndash; jęknął rolnik w stresie &ndash;</w>
			<w>Znów spieprzyli coś w GS-ie!</w>
			<w>Co ja na wsi zrobię z wraku,</w>
			<w>Przeznaczonego dla miasta?</w>
			<w>O! Wiem! parnik do ziemniaków!</w>
			<w>Chłop potęgą jest, i basta!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Konkurencja</tytul>
		<tekst>
			<w>Z Henia było dzieciątko rachityczne i ciche,</w>
			<w>Lecz mu w wątłych piersiątkach grał dziejowy wicher,</w>
			<w>Czasem stawał jak głupi na podwórku w szkole,</w>
			<w>I w uszach jemu szumiały skrzydła sokole.</w>
			<w>A czasem znowu słyszał nadchodzące kroki,</w>
			<w>I zaraz się domyślał, że to krok epoki,</w>
			<w>I wołał: &ndash; To epoka nowa do mnie kroczy!</w>
			<w>I tak się biedny wzruszał, że się nieraz moczył&hellip;</w>
			<w>łzami. Ale epoka przychodziła rzadko,</w>
			<w>A te kroki, to zwykle wkraczał Henia Tatko;</w>
			<w>Zaś widząc, że syn siedzi na stołku w bieliźnie</w>
			<w>Krzyczał: &ndash; Marsz do nauki! &ndash; i jak go nie gwiźnie!</w>
			<w>Zaś potem Henio podrósł, zdał egzamin dojrzałości</w>
			<w>I się go zapytano czym by chciał być w przyszłości?</w>
			<w>Myślał, myślał noc całą, aż nareszcie nad ranem</w>
			<w>Oświadczył, że żywi zamiar zostania Wielkim Hetmanem</w>
			<w>Koronnym. No to tatko z wściekłości i smutku blady</w>
			<w>Wziął go za klapy i warknął: &ndash; Ta żeż nie ma takiej posady!</w>
			<w>Mógłbyś najwyżej bosmanem zostać, jest ranga taka,</w>
			<w>lecz kto do marynarki weźmie takiego zdechlaka?</w>
			<w>Erotomanem nie będziesz, o ile znam się&hellip;</w>
			<w>A Henio wciąż że hetmanem chce być, powtarzał jak w transie,</w>
			<w>Aż tatuś taki rozżarty jak wszystkie tygrysy Sumatry</w>
			<w>Wziął Henia za halsztuk i powlókł go do psychiatry,</w>
			<w>zaś psychiatra go kładł kolejno na kilka różnych otoman,</w>
			<w>Badał, stukał, aż krzyknął: &ndash; Panie to megaloman!</w>
			<w>Hurra! &ndash; zawołał Henio &ndash; Hetmanem gdy być nie mogę,</w>
			<w>Megalomanem zostanę! Tu skoczył na podłogę,</w>
			<w>Zaś zacny psychiatra ze smutkiem do taty głową pokiwał</w>
			<w>I mruknął: &ndash; Niełatwo mu będzie&hellip; konkurencja, proszę pana,</w>
			<w>straszliwa!</w>
			<w>Co rzekłszy wzął rogatywkę i ryknął: &ndash; Hej kosyniery!</w>
			<w>Pod Racławice!</w>
			<w>&ndash; Niestety &ndash; rzekł tatko &ndash; ja do Elstery&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Konsekwencja</tytul>
		<tekst>
			<w>Rzecz się zdarzyła taka, ujmując w jednym zdaniu:</w>
			<w>Sierżant Miziak Dreptaka złapał na skrzyżowaniu.</w>
			<w>Gwizdnął na niego gwizdkiem, pokiwał mu przed nosem</w>
			<w>I wsiadł na niego z pyskiem: -Nie wolno iść ukosem!</w>
			<vsp/>
			<w>Tu spojrzał jak król Dariusz na helleńską ofiarę,</w>
			<w>Wyjął dury kwitariusz i mruknął: &ndash; Płać pan karę!</w>
			<w>Lecz ku zdumieniu świata Dreptak zareplikował:</w>
			<w>&ndash; Bez mego adwokata nie powiem ani słowa!</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś sierżant biedaczyna struchlał i tylko dyszał,</w>
			<w>Bo chodził wszak do kina i nieraz to zdanie słyszał,</w>
			<w>Kiedy przeróżni gangsterzy żądali adwokatów,</w>
			<w>Lecz tu przy naszym skwerze i przy płaceniu mandatu???!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Ot &ndash; myślał &ndash; Ale klasa! &ndash; Po czym powiedział grzecznie:</w>
			<w>&ndash; Dzwoń pan do mecenasa, jeśli pan chcesz koniecznie.</w>
			<w>Zadzwonił Dreptak z budki, lecz niestety na próżno.</w>
			<w>Adwokat w sposób krótki zbył go: &plqq;Pan żeś się urżnął&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu zaczął się wybrzydzać i wykręcać z afery:</w>
			<w>&ndash; Panie, ja żesz gram w brydża i mam bombowe kiery!</w>
			<w>Zapłać pan te dwie stówki, taka kwota to mięta.</w>
			<w>I jeszcze śmichy &ndash; chichy robił z klienta.</w>
			<vsp/>
			<w>Wychodzi Dreptak, z gniewu siny i niemy,</w>
			<w>A sierżant Miziak pyta: &ndash; No i co zapłacimy?</w>
			<w>&ndash; Owszem &ndash; rzekł Dreptak &ndash; Czekam! &ndash; a Miziak z podziwem wyszeptał</w>
			<w>&ndash; Pan jest wspaniałym człowiekiem, nie płać pan, panie Dreptak!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Konstrukcja</tytul>
		<tekst>
			<w>Nasz gotyk jest nieczysty, nasz renesans skażony,</w>
			<w>Różni obcy najeźdźcy gwałcili nasze żony,</w>
			<w>Cudzych kultur i wpływów wszędzie widzi się dotyk:</w>
			<w>Renesans bizantyjski, a krzyżacki jest gotyk.</w>
			<w>Nasz jadłospis jest dziwny, szwedzko-czesko-madziarski,</w>
			<w>Temperament angielsko-izraelsko-tatarski,</w>
			<w>Nasz klimat jest mieszany, syberyjsko-kongijski,</w>
			<w>Duma starohiszpańska, a sentyment rosyjski.</w>
			<w>Flamandzkie falsyfikaty sprzedaje nasza Desa,</w>
			<w>Nasz gotyk jest nieczysty, skażony nasz renesans.</w>
			<w>Jagiełło był Litwinem, Chopin był pół-Polakiem,</w>
			<w>Książę Pepi był Włochem, Czechem i Austriakiem.</w>
			<w>Nasze polskie nazwiska także nie trącą sztampą:</w>
			<w>Tuwim, Longchamps, Bierdiajew, Lem i Scipio del Campo..</w>
			<w>Pokalanie poczęci, krzyżowani od wieków</w>
			<w>Tureccyśmy są święci i udawacze Greków.</w>
			<w>Raz nam plagi egipskie, a raz sumy bajońskie,</w>
			<w>Jeździmy na Targi Lipskie, lubimy filmy japońskie,</w>
			<w>Nasz uśmiech jest promienny, nasz handel jest fatalny,</w>
			<w>Nasz renesans &ndash; odmienny, gotyk &ndash; oryginalny.</w>
			<w>Seryjnie nieprostolinijni, aluzyjnie niewinni,</w>
			<w>Przez wszystkie analogie całkiem od innych inni,</w>
			<w>Nie tacy i nie jacy, lecz właśnie jacy tacy,</w>
			<w>Bądź co bądź i gdzie niebądź, co niebądź Polacy.</w>
			<w>Kędy sesje, procesje, stocznie i niewypały,</w>
			<w>Renesans najśliczniejszy i gotyk wspaniały.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Korzyść</tytul>
		<comment>(w tle coś wiejskiego)</comment>
		<tekst>
			<w>Jeden pan mówił w radio</w>
			<w>Już od wczesnego świtania</w>
			<w>Że wkrótce przed nami staną</w>
			<w>Odpowiedzialne zadania.</w>
			<w>Faktycznie, niedługo potem</w>
			<w>Przy Dreptakowej chałupie</w>
			<w>Jedno stanęło pod płotem</w>
			<w>I stało jak jakie głupie.</w>
			<w>Ludzie je nieraz prosili:</w>
			<w>&ndash; Niechże zadanie siada!</w>
			<w>&ndash; Niestety&hellip; nie wypada&hellip;</w>
			<w>Nie po to mnie postawili&hellip;</w>
			<w>Po pewnym czasie, ludność</w>
			<w>W związku z najnowszym etapem</w>
			<w>Ogólnej Walki O Schludność</w>
			<w>Pobieliła zadanie wapnem,</w>
			<w>A później sołtys przyszedł</w>
			<w>I zaczął na tym zadaniu</w>
			<w>Przyklejać różne afisze</w>
			<w>O inseminowaniu,</w>
			<w>O stonce, o walce z posuchą,</w>
			<w>O tym, że teatr przybędzie,</w>
			<w>Oraz &plqq;Bij wroga w ucho&prqq;,</w>
			<w>Jak również &plqq;Jakoś to będzie&prqq;;</w>
			<w>Tudzież na inny temat,</w>
			<w>Aż stwierdzono pewnej niedzieli,</w>
			<w>Że nawet już miejsca nie ma</w>
			<w>Żeby coś jeszcze nakleić.</w>
			<w>I chłopi mówili po sumie</w>
			<w>(a przed audycją meteo)</w>
			<w>&ndash; Hej, dobrze by było, kumie,</w>
			<w>Żeby co znowu stanęło!</w>
			<w>Na szczęście prognozy są dobre</w>
			<w>Sam słyszałem wczoraj wieczorem</w>
			<w>Już wkrótce stanąć ma problem,</w>
			<w>Zagadnienie i droga otworem!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kosz</tytul>
		<tekst>
			<w>W skromnej parafialnej sali</w>
			<w>ten mecz się rozegrał &ndash;</w>
			<w>Tadziu z Lechem w kosza grali</w>
			<w>No i Tadziu przegrał.</w>
			<vsp/>
			<w>Cóż, przegrane nie są miłe,</w>
			<w>Żadna to uciecha&hellip;</w>
			<w>Tadziu się obrócił tyłem,</w>
			<w>Wypiął się na Lecha.</w>
			<vsp/>
			<w>A tymczasem wśród rejwachu,</w>
			<w>Z dziury pod balkonem</w>
			<w>Spuścił się po lianie Stachu</w>
			<w>machając ogonem.</w>
			<vsp/>
			<w>Zjeżdża, śmieje się układnie,</w>
			<w>Gładki, szybki, żwawy&hellip;</w>
			<w>Lada chwila piłkę skradnie</w>
			<w>I koniec zabawy.</w>
			<vsp/>
			<w>Taki miły, taki dzielny,</w>
			<w>Twarz bez żadnej troski,</w>
			<w>Ni Carrington, ni Grobelny,</w>
			<w>Ni to Kaszpirowski,</w>
			<vsp/>
			<w>Ni to peruwiańska lama,</w>
			<w>Ni to młody Breżniew&hellip;</w>
			<w>Lechu woła: &ndash; Tadziu sztama,</w>
			<w>Bo nas wszystkich zerżnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Tu &ndash; jak w dawnych, dobrych latach &ndash;</w>
			<w>Zagrali na zmyłkę,</w>
			<w>Zlali Czerwonego Brata,</w>
			<w>Zabrali mu piłkę.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; No! &ndash; rzekł Tadziu &ndash; Już nie może!</w>
			<w>Jego gwiazda zgasła!</w>
			<w>&ndash; Gwiazda zgasła &ndash; Lechu odrzekł &ndash;</w>
			<w>Ale w kosz nam nasrał&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kozak pana Zagłoby</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej ni tudy ni siudy</w>
			<w>Dalej bratcy w prisiudy</w>
			<w>Dajmo sobie ducha</w>
			<w>Rypcium pypcium ucha!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej kozaki kozaki</w>
			<w>W stepi tri wilkołaki</w>
			<w>Zarizały starucha</w>
			<w>Rypcium pypcium u-cha!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej kniahini, kniahini</w>
			<w>Dajte wodki i dyni</w>
			<w>Dobra wodka siwucha</w>
			<w>Rypcium pypcium ucha!</w>
			<vsp/>
			<w>Dajte maty do chaty</w>
			<w>Ne kupujte na raty</w>
			<w>Radia ani świntucha</w>
			<w>Rypcium pypcium ucha!</w>
			<vsp/>
			<w>Miał ataman buhaja</w>
			<w>Ciągną jego do gaja</w>
			<w>mocny buhaj psiajucha</w>
			<w>Rypcium pypcium ucha!</w>
			<vsp/>
			<w>Nikt tak mocno nie bije</w>
			<w>jak chłopcy wrocławskije</w>
			<w>lecą zęby i ucha</w>
			<w>Rypcium pypcium ucha!</w>
			<vsp/>
			<w>W magistrati na pieczki</w>
			<w>Diduszki &ndash; gołąbeczki</w>
			<w>Ledwo każdy się rucha</w>
			<w>Rypcium pypcium u-cha!</w>
			<vsp/>
			<w>Nasza tełewizyja</w>
			<w>Tełewidzyw dobija</w>
			<w>Furt o plonach makucha</w>
			<w>Rypcium pypcium u-cha!</w>
			<vsp/>
			<w>Tutaj chutor tam kureń</w>
			<w>Kto bez forsy ten dureń</w>
			<w>Zawsze trafi się fucha</w>
			<w>Rypcium pypcium u-cha!</w>
			<vsp/>
			<w>Oj ne chody na kresy</w>
			<w>Bo cię złapią bitlesi</w>
			<w>Dadzą w plecy obucha</w>
			<w>Rypcium pypcium &ndash; ucha!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kres</tytul>
		<tekst>
			<w>Wyruszajmy póki czas,</w>
			<w>Póki nie dostrzega nas,</w>
			<w>Oko śmierci, przerażenia,</w>
			<w>I wiecznego potępienia,</w>
			<w>Jeszcze mamy serca zdrowe,</w>
			<w>Nie splamione brudną krwią,</w>
			<w>Na tę próbę nie gotowe,</w>
			<w>Nasze serca jeszcze są,</w>
			<w>Lecz nadchodzi dzień osądu,</w>
			<w>Więc nadchodzi życia kres,</w>
			<w>Niech umyka z tego lądu,</w>
			<w>Kto ciemności sługą jest,</w>
			<w>Nam nie grożą kary i tortury,</w>
			<w>Ni żałości i grozy kraj,</w>
			<w>To nie dla nas piekła stoją mury,</w>
			<w>Dla nas szczęście wieczne, oraz wieczny raj.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Krnąbrny Dyzio</tytul>
		<tekst>
			<w>Mama jęczy, tato kwęka,</w>
			<w>Babcia lamentuje</w>
			<w>Dyzio nie chce kuszać mięska,</w>
			<w>Od wczoraj głoduje!</w>
			<w>Nie chce także zjadać zupki,</w>
			<w>A nawet piernika,</w>
			<w>Nie ma z czego zrobić kupki,</w>
			<w>Prawie nic nie sika.</w>
			<w>Dyzio dawno już się żalił</w>
			<w>Że go nie kochają,</w>
			<w>Wreszcie w przejściu się uwalił,</w>
			<w>Pół chałupy zajął.</w>
			<w>Wuj miał jechać w delegację</w>
			<w>A tu drzwi zaparte,</w>
			<w>Dalejż więc w negocjacje</w>
			<w>Z upartym bękartem!</w>
			<w>Gadu-gadu, radu-radu,</w>
			<w>Mecz na postulaty:</w>
			<w>&ndash; Możesz leżeć bez obiadu,</w>
			<w>Lecz nie blokuj chaty!</w>
			<w>&ndash; Dyziu, ja do sklepu muszę,</w>
			<w>Posuń się, nie szalej!</w>
			<w>&ndash; A ja kurwa się nie ruszę,</w>
			<w>Błagajta mnie dalej!</w>
			<w>Wreszcie zawezwano stryja</w>
			<w>A stryj był osiłek,</w>
			<w>Jedną ręką łaps za ryja,</w>
			<w>Drugą łaps za tyłek!</w>
			<w>Poczem Dyzia jak nie kopnie</w>
			<w>Kościstym kolanem!</w>
			<w>Dyzio wrzasnął raz okropnie</w>
			<w>I znikł pod tapczanem.</w>
			<w>Wnet mu przeszło głodowanie,</w>
			<w>Innym już nie szkodzi,</w>
			<w>Ożywiło się mieszkanie</w>
			<w>Można po nim chodzić!</w>
			<w>Mamy z tego konstatację,</w>
			<w>A nawet myśl złotą:</w>
			<w>Że dobre są pertraktacje,</w>
			<w>Ale nie z idiotą.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Królewna Śnieżka</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś zła królowa, Śnieżkę</w>
			<w>Wywiodła na leśną ścieżkę</w>
			<w>I kazała, by gajowy</w>
			<w>Pozbawił królewnę głowy.</w>
			<w>Niestety, leśnik pijany</w>
			<w>Zasnął na środku polany.</w>
			<w>A królewna po cichutku</w>
			<w>Uciekła do krasnoludków</w>
			<w>I w ich grocie, czy też dziupli</w>
			<w>Żyła z grupką tych kurdupli,</w>
			<w>Więc Królowa, stara kwoka,</w>
			<w>Podrzuciła jej jabcoka,</w>
			<w>Dolawszy tam izotopu,</w>
			<w>A ta Śnieżka żłopu żłopu!</w>
			<w>Wyżłopała pięć kwaterek</w>
			<w>I grzmotnęło nią o skwerek.</w>
			<w>Nie dość że się sama hukła,</w>
			<w>To krasnoludków zatłukła,</w>
			<w>Którzy właśnie ze swej groty</w>
			<w>Wychodzili do roboty,</w>
			<w>A pod ciężarem jej zadka</w>
			<w>Została z nich marmoladka&hellip;</w>
			<w>Wniosek: Przez królewskie zbrodnie</w>
			<w>Zazwyczaj giną przechodnie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Król włóczęgów</tytul>
		<tekst>
			<w>Zacni panowie, piękne panie,</w>
			<w>Młodzieży iurna y wesoła,</w>
			<w>To co się tu za moment stanie</w>
			<w>Być może was zabawić zdoła,</w>
			<w>Bowiem na deski tey podłogi</w>
			<w>Wyniydzie z czołem podniesionem</w>
			<w>Żaczyna lichy y ubogi</w>
			<w>Co był Franciszkiem zwan Villonem.</w>
			<vsp/>
			<w>Poeta, we Francyey pierwszy</w>
			<w>Acz nie miał nawet własnych gatek,</w>
			<w>Lecz spłodził wielgą mnogość wierszy</w>
			<w>Y ieszcze większą mnogość dziatek.</w>
			<w>Żył krótko, lat trzydzieści z górą,</w>
			<w>W otchłań rozpusty wpadł najgłębszą,</w>
			<w>A miał niezwykle ostre pióro,</w>
			<w>Iak również kuśkę nienaytępszą.</w>
			<vsp/>
			<w>Gdzie wam do niego, cni panowie!</w>
			<w>Cóż, że wypchane macie kiesy,</w>
			<w>Ieżeli wam się lęgą w głowie</w>
			<w>Alienacyie, fobie, stresy&hellip;</w>
			<w>Co się porwiecie &ndash; to niewypał,</w>
			<w>Y setne poty na was biją&hellip;</w>
			<w>O! Dużo lepiey od was rypał</w>
			<w>(swych wrogów szpadą) Franio Villon!</w>
			<vsp/>
			<w>Buynie y szumnie żył w Paryżu</w>
			<w>Podobnym wonczas do Wrocławia:</w>
			<w>Też czasem nie dowieźli ryżu,</w>
			<w>Też fenol w wodzie się pojawiał,</w>
			<w>Takoż zagrażał mu agressor</w>
			<w>Takoż szły w górę ceny wieprzy,</w>
			<w>I takoż rządził nim professor</w>
			<w>(tylko że nasz jest dużo lepszy!)</w>
			<vsp/>
			<w>Wnet spektakl słowa me potwierdzi,</w>
			<w>Słuchaicie! Cisza! Radzę szczyrze</w>
			<w>Niech nikt nie kaszla y nie pierdzi,</w>
			<w>Bo się wyciepie go za dźwirze</w>
			<w>Nieważne &ndash; ciecia, czy biskupa,</w>
			<w>Tak ladacznice, iak y damy&hellip;</w>
			<w>Cóż stąd, że siedząc cierpnie pupa,</w>
			<w>Gdy serce rośnie? Zaczynamy!</w>
			<vsp/>
			<w>Napróżno wśród waszego grona</w>
			<w>Szukam w sromocie y rozpaczy</w>
			<w>Kto by zastąpić mógł mógł Villona &ndash;</w>
			<w>Lew nie zasiada śród rogaczy!</w>
			<w>Poeci mierżą mnie spółcześni</w>
			<w>Te metaffory, y dystrakcye&hellip;</w>
			<w>Iak w rytm ich anemiczney pieśni</w>
			<w>Sprawiać dziś paniom satyssfakcyę?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Krótka historia o Madejowym&hellip;</tytul>
		<tekst>
			<w>Madej:</w>
			<w>Ja jestem Madej, straszliwy zbójca,</w>
			<w>Bardzo wrednego mam ryja,</w>
			<w>Zaszlachtowałem brata i ojca,</w>
			<w>Szwagra, ciotuchnę i stryja.</w>
			<w>Złapałem majcher i husia siusia,</w>
			<w>Teraz sam jestem na świecie&hellip;</w>
			<w>Pardons! Została jeszcze mamusia?!</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>Jestem przy tobie, me dziecię!</w>
			<w>Madej</w>
			<w>O matuś moja!</w>
			<w>Mamusia</w>
			<w>O drogi synu!</w>
			<w>Przyrzeknij na grobie tatki</w>
			<w>Że nie powtórzysz swych krwawych czynów</w>
			<w>I makabrycznej tej jatki!</w>
			<w>Madej:</w>
			<w>Grobek tatusia&hellip; ot, kwitną róże&hellip;</w>
			<w>Słowik w nich kwili i kląska&hellip;</w>
			<w>Pewnie że czynów swych nie powtórzę,</w>
			<w>Choć laba była niewąska,</w>
			<w>Ale zarżnąwszy większość rodziny</w>
			<w>I zmordowawszy się straśnie</w>
			<w>Na kim powtórzyć mógłbym me czyny?</w>
			<w>Kogo zaciukać?</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>No właśnie!</w>
			<w>Łódź nasza szczęścia popłynie dryfem</w>
			<w>Czas spędzim na haftowaniu&hellip;</w>
			<w>A waść kim jesteś?</w>
			<w>Szeryf:</w>
			<w>Jestem szeryfem</w>
			<w>I aresztuję cię draniu!</w>
			<w>Za to żeś ofiar uśmiercił wiele</w>
			<w>Niewinnych niczym motylki,</w>
			<w>Czeka cię łoże zbrojne w hacele</w>
			<w>Jak również w gwoździe i szpilki!</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>On dobry chłopak, chociaż zbyt dziarski</w>
			<w>Jeszcze zeń będzie pociecha&hellip;</w>
			<w>Szeryf:</w>
			<w>Będzie zeń, będzie lecz ser szwajcarski,</w>
			<w>Gdy go przekłuje ta decha!</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>Żegnaj mi, żegnaj synu kochany&hellip;</w>
			<w>Wnet trup zeń będzie ostygły!</w>
			<w>Szeryf:</w>
			<w>Kładź się zbrodniarzu!</w>
			<w>Madej:</w>
			<w>Już już&hellip; o rany&hellip;</w>
			<w>Ale mnie łechcą te igły&hellip;</w>
			<w>Szeryf:</w>
			<w>Co to? Zbój Madej wybucha śmiechem!</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>Nogami fika! Swawoli!</w>
			<w>Madej:</w>
			<w>Ojej, bo skonam, he he he he he!</w>
			<w>Szeryf:</w>
			<w>Nic cię nie boli?</w>
			<w>Madej:</w>
			<w>Nie boli!</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>Czas abyś poznał sekret swej matki</w>
			<w>I fakt co serce me tyra&hellip;</w>
			<w>Nie jesteś synem swojego tatki,</w>
			<w>Tylko jednego fakira&hellip;</w>
			<w>Kiedyś, w młodości, czyściłam rapir</w>
			<w>Swojego męża &ndash; rycerza,</w>
			<w>Gdy wtem do zamku wszedł pewien fakir</w>
			<w>Który mógł siadać na jeża&hellip;</w>
			<w>Byłam ja wówczas niezłą dzierlatką</w>
			<w>Z fasonem, stylem i gestem&hellip;</w>
			<w>Pan zbladł szeryfie?</w>
			<w>Czy panu hadko?</w>
			<w>Szeryf:</w>
			<w>Ha! Tym fakirem ja jestem!!!</w>
			<w>Jam to z chytrością cwanego węża</w>
			<w>Usidłał ciebie przed laty!</w>
			<w>Pójdź w me ramiona!</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>Zyskałam męża!</w>
			<w>Madej:</w>
			<w>Mamusiu! Ja chcę do taty!</w>
			<w>Szeryf:</w>
			<w>Zaraz do miasta was wezmę fordem</w>
			<w>Hej, przyszłość czeka nas zbożna!</w>
			<w>(ten mój synalek ma taką mordę,</w>
			<w>Że się wprost patrzeć nie można&hellip;)</w>
			<w>Madej:</w>
			<w>Już idę, tylko mój sprzęt zabierę&hellip;</w>
			<w>Gdzieś w krzakach tu leżeć musi&hellip;</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>Po co figlarzu bierzesz siekierę?</w>
			<w>A coś przyrzekał mamusi!</w>
			<w>Madej:</w>
			<w>Fakt&hellip; przyrzekałem&hellip; niech to gęś kopnie!</w>
			<w>Mamusia:</w>
			<w>Stąd synu morał wyprowadź:</w>
			<w>&ndash; Kto obiecuje nazbyt pochopnie,</w>
			<w>Ten potem może żałować!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Krótka relacja kanclerza Helmuta Kohla, z jego pamiętnej wizyty w Polsce</tytul>
		<tekst>
			<w>Stałek cołki cajt na przodku,</w>
			<w>Neben Premier, Bartosz w środku,</w>
			<w>Żurnalisten mit kameren,</w>
			<w>Judenrat, szturmbanfireren,</w>
			<w>Dojcze kinder, in kostiumen,</w>
			<w>Kacenjammer, Auszwic blumen,</w>
			<w>Polen fragen: &ndash; Was mit grence?</w>
			<w>Ich antworte: &ndash; Ence pence&hellip;</w>
			<w>Graf von Moltke i w ogóle,</w>
			<w>Dojcze nasz und dojcze szule,</w>
			<w>Fater Nosol ciągnie hita,</w>
			<w>Znak pokoju, dojcze vita,</w>
			<w>Dojcze hilfe komt nach Polen,</w>
			<w>Unterszrajben protokolen,</w>
			<w>Dojcze mniejszość bez ucisku,</w>
			<w>Dojczland, Dojczland na lotnisku.</w>
			<w>Ajntrit flugcojg, łaps za wajchu,</w>
			<w>Pierdut z rury i do Rajchu.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Krtka opowiest o pripadkowe demokrace w Czechosłowace</tytul>
		<tekst>
			<w>Czesko ta se bala, że ledwi ruchala,</w>
			<w>Ne melo svobody (oprocz generala)</w>
			<w>Na krku jeim sidili zbrojowany Rusak,</w>
			<w>Na Hradczanach rzidil wrdny prnik Husak.</w>
			<w>Hawel sidil w prdlu. Dupczek sidil w pace,</w>
			<w>Bilak bral penizki za kolaborace,</w>
			<w>Priroda zatruta, zdichla każda pticzka,</w>
			<w>Do Polsko spuskano smrdena wodiczka.</w>
			<w>Przisel Jakesz, takeż swinja a piekielnik,</w>
			<w>Kraj bił simpaticzen ako czeski celnik.</w>
			<w>Czesi se ne mieli do boju priuczki,</w>
			<w>Kdy kto do nich strejlau &ndash; podnimali ruczki,</w>
			<w>Woleli pociupciać jako krasnu holku,</w>
			<w>Prdnut po knedliczkach, a stancowat polku.</w>
			<w>Wtem jak coś ne dupne!&hellip; Hawel ostal w polu,</w>
			<w>Zarozki podyrdal podlizat se Kohlu.</w>
			<w>Teraz Czech uż ne da sobi srat do kaszy,</w>
			<w>Chyba że go znowuż ktoś mocno nastraszy, konec.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kryzys zaufania</tytul>
		<tekst>
			<w>Jakiś kryzys zaufania</w>
			<w>Kraj nasz w salę przysiąg zmienia &ndash;</w>
			<w>Wszędzie słychać ślubowania</w>
			<w>Że o tak, że bez wahania,</w>
			<w>I że resztką tchnienia!</w>
			<vsp/>
			<w>Wznoszą w górę dłoń Lechici</w>
			<w>W oczach im się mienią łezki,</w>
			<w>Przy rzekają emeryci,</w>
			<w>Transportowcy, karmelici,</w>
			<w>Twórcy i oseski.</w>
			<vsp/>
			<w>Bardzo to są szczytne sprawy,</w>
			<w>Popieram je szczerze,</w>
			<w>Lecz można by je bez obawy</w>
			<w>Zrezygnować z tej oprawy,</w>
			<w>Ja tam ludziom wierzę&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Po cóż wszyscy tyle ruchu</w>
			<w>I zamętu czynią?</w>
			<w>Zamiast wznosić las paluchów</w>
			<w>Niechby każdy przyrzekł w duchu</w>
			<w>Że nie będzie świnią.</w>
			<vsp/>
			<w>Ale próżne me porady</w>
			<w>Na nic przedsięwzięcie,</w>
			<w>Bo my mamy te zasady</w>
			<w>Że lubimy te parady</w>
			<w>I duże zadęcie.</w>
			<vsp/>
			<w>Oto trąby dmą siarczyście</w>
			<w>Hałas jak bógwico:</w>
			<w>&ndash; Ślubujemy uroczyście&hellip;</w>
			<w>&hellip;a bez ślubowania, byście</w>
			<w>Nie umieli, czy co?</w>
			<vsp/>
			<w>Czyż to dla nas rzecz tak nowa</w>
			<w>Żyć w walce, lub w trudzie?</w>
			<w>O Wspaniała, o Ludowa,</w>
			<w>Nie każ nam wciąż dawać słowa &ndash;</w>
			<w>My uczciwi ludzie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kuchnia polska</tytul>
		<tekst>
			<w>Bekwarku, z zazdrości spuchnij</w>
			<w>I nogi za pas weź &ndash;</w>
			<w>Oto jest pieśń o kuchni,</w>
			<w>Wysokich lotów pieśń!</w>
			<w>Nad sadybami Słowian</w>
			<w>W dorzeczu Odry i Brdy</w>
			<w>Wicher historii, gdy powiał &ndash;</w>
			<w>Zapachy kuchenne z nim szły.</w>
			<w>Piekły się w skalnych bratrurach</w>
			<w>Jesiotry, niedźwiedzie lub</w>
			<w>Udźce z łosia i tura,</w>
			<w>Jak również żubr, względnie bóbr.</w>
			<w>Wrzucano do owej dziczyzny</w>
			<w>To brukiew, to pencak, to groch,</w>
			<w>A później &ndash; pęczki włoszczyzny</w>
			<w>(gdy Bona przywiozła ją z Włoch).</w>
			<w>Pan Kolumb odkrył ziemniaczki,</w>
			<w>Car Iwan kabaczki nam dal,</w>
			<w>Gdy Henryk Walezjusz zjadł flaczki,</w>
			<w>To zaraz do Francji zwiał.</w>
			<w>Batory się otruł rzodkiewką,</w>
			<w>Król Staś wydawał obiady,</w>
			<w>Horeszko czarną polewką</w>
			<w>Nakłonił Soplicę do zdrady.</w>
			<w>Przez Polskę, gdy jechał, Suworow</w>
			<w>Do adiutantów rzekł swych:</w>
			<w>Ech, skolko zdzieś pomidorów,</w>
			<w>A skolko witamin w nich!</w>
			<w>Stek, zrazy, pierogi, kołduny,</w>
			<w>Wędzonych kiełbas dym&hellip;</w>
			<w>Ułani jak jasne pieruny</w>
			<w>Walczyli po wikcie tym!</w>
			<w>Nasz rodak popuszczał szelek</w>
			<w>(gdy nie stać go było na pas)</w>
			<w>I mawiał: &ndash; O, kuchnia Felek,</w>
			<w>To kuchnia w sam raz dla mas!</w>
			<w>Dziś w kuchni też nie jest pusto,</w>
			<w>Lecz nudno, że niech ja zdechnę:</w>
			<w>&ndash; Poproszę schabowy z kapustą,</w>
			<w>Pół litra i &plqq;Słowo Powszechne&prqq;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Kundle i pudle</tytul>
		<tekst>
			<w>Poranne kłótnie słychać z okien,</w>
			<w>Ludzie wychodzą na ulicę,</w>
			<w>Kaprawy kundel, jednym okiem</w>
			<w>Patrzy lubieżnie na pudlicę.</w>
			<w>Pudlica, kąsek wielce łasy,</w>
			<w>Wystudiowanej okaz gracji,</w>
			<w>Reprezentuje szczyt swej rasy,</w>
			<w>I szczyt swej psiej degeneracji,</w>
			<w>Natomiast kundel &ndash; jak to kundel,</w>
			<w>Poharatany w jakiejś drace,</w>
			<w>Zapchlone to to, chude, brudne,</w>
			<w>Lecz zaraz widać &ndash; bomba facet!</w>
			<w>Niby się nudzi, niby ziewa,</w>
			<w>Lecz działa &ndash; etap za etapem,</w>
			<w>Na razie postponuje drzewa</w>
			<w>Podnosząc przy nich tylnią łapę,</w>
			<w>Pudlica kręci zgrabnym zadkiem,</w>
			<w>Strzyżony łeb wysoko niesie,</w>
			<w>A kundel &ndash; rzekłbyś że przypadkiem &ndash;</w>
			<w>Żegluje ku niej po trawersie.</w>
			<w>To gracz dopiero, wielkie nieba!</w>
			<w>Rzecz się w sekundzie rozegrała:</w>
			<w>Trącił ją nosem tam gdzie trzeba,</w>
			<w>Coś warknął (pewnie &plqq;chodź-no, mała!&prqq;)</w>
			<w>Poczem &ndash; rozpustnik i bezbożnik,</w>
			<w>Plugawy kontrast pięknej dzidzi &ndash;</w>
			<w>Powiódł nieszczęsną za narożnik</w>
			<w>Gdzie dobra pani już nie widzi&hellip;</w>
			<w>&hellip;a pani właśnie w oknie stoi,</w>
			<w>Jeszcze nie gniewa się, nie smuci,</w>
			<w>O psinę swą nie niepokoi,</w>
			<w>Bo psina pewnie zaraz wróci&hellip;</w>
			<w>Znam piękną panią, to prawniczka,</w>
			<w>Kiedyś się kochał w niej mój kumpel,</w>
			<w>Czesze się trochę jak pudliczka&hellip;</w>
			<w>&ndash; Dzień dobry&hellip; jestem stary kundel!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ku wiośnie</tytul>
		<tekst>
			<w>Ma się już ku wiośnie,</w>
			<w>Dmie ciepły wiaterek,</w>
			<w>Wkrótce nam wyrośnie</w>
			<w>Rzepka i selerek.</w>
			<w>Kolorowe kwiatki</w>
			<w>Będą klomb okalać</w>
			<w>I córka sąsiadki</w>
			<w>Wyjdzie się opalać.</w>
			<w>Siądzie na leżaku</w>
			<w>W mini lub bikini</w>
			<w>I będzie ją z krzaków</w>
			<w>Podglądać Puccini,</w>
			<w>Ale nie Giacomo</w>
			<w>Tylko Jan Bazyli</w>
			<w>Z sąsiedniego domu,</w>
			<w>A właściwie willi.</w>
			<w>Jana Bazylego</w>
			<w>Podgląda natomiast</w>
			<w>Kociutko z kolegą</w>
			<w>Co się wabi Wdowiak.</w>
			<w>Bowiem chcą go wspólnie</w>
			<w>wysadzić z posady</w>
			<w>Za &ndash; mówiąc ogólnie &ndash;</w>
			<w>Niezdrowe zasady.</w>
			<w>Wdowiaka z Kociutką</w>
			<w>Też na szaro zrobi</w>
			<w>Pielący w ogródku</w>
			<w>Trypućko Zenobi.</w>
			<w>Zenobiego &ndash; cizia</w>
			<w>Superfajczak Fela,</w>
			<w>Felę &ndash; sierżant Miziak,</w>
			<w>Jego &ndash; ksiądz Chudzielak.</w>
			<w>Ja zaś pooskarżam</w>
			<w>Księdza Chudzielaka</w>
			<w>Że zamiast brewiarza</w>
			<w>Czytuje Balzaka.</w>
			<w>Dzięcioł puka w sosnę,</w>
			<w>Rośnie niezabudka&hellip;</w>
			<w>Łatwiej nam na wiosnę,</w>
			<w>Gdy wszyscy w ogródkach!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Quiz</tytul>
		<tekst>
			<w>O rany jaki ścisk,</w>
			<w>A hałas &ndash; o kuchnia Felek!</w>
			<w>Zaraz odbędzie się quiz,</w>
			<w>Kto ma większy intelekt!</w>
			<vsp/>
			<w>Pchają się zawodnicy</w>
			<w>Z calutkiej okolicy,</w>
			<w>Szczególnie urzędnicy</w>
			<w>Oraz ich sympatycy.</w>
			<vsp/>
			<w>Trwają eliminacje,</w>
			<w>Pytają o różne sprawy;</w>
			<w>&ndash; Co to były libacje?</w>
			<w>&ndash; To były popijawy&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Co to znaczy hetera?</w>
			<w>&ndash; Taki wyciruch grecki&hellip;</w>
			<w>&ndash; A co pan czytał Faulknera?</w>
			<w>&ndash; Rodzinę Połanieckich!</w>
			<vsp/>
			<w>Poziom doprawdy wspaniały,</w>
			<w>Komisja jest szczęśliwa,</w>
			<w>Już przeszły półfinały,</w>
			<w>Już się finał rozgrywa!</w>
			<vsp/>
			<w>Oto czołówka ścisła</w>
			<w>W dźwiękoszczelnych kabinach:</w>
			<w>Magister Pomponik Zdzisław</w>
			<w>I docent Cipiryna.</w>
			<vsp/>
			<w>Kto w sposób bardziej zręczny</w>
			<w>Odpowie i błędów mniej zrobi,</w>
			<w>Temu autograf odręczny</w>
			<w>Da literat Dreptak Zenobi.</w>
			<vsp/>
			<w>Już głos zabiera docent,</w>
			<w>Odpowiedź doprawdy świetna:</w>
			<w>&ndash; Co to jest jeden procent?</w>
			<w>&ndash; Jeden procent to jedna setna!</w>
			<vsp/>
			<w>Oklaski aż w uszach dzwoni,</w>
			<w>Okrzyki: &ndash; Joj, ale uczony!</w>
			<w>A już magister Pomponik</w>
			<w>Na pytanie czeka, cały czerwony,</w>
			<vsp/>
			<w>A pan prowadzący się pyta,</w>
			<w>Z wrażenia zupetnie mokry:</w>
			<w>&ndash; Co to jest hipokryta?</w>
			<w>&ndash; Hi, pokryta? Okrzyk, gdy ktoś pokrył,</w>
			<vsp/>
			<w>Na ten przykład, leżankę rypsem&hellip;</w>
			<w>Tu kierownik quizu rzekł mu szeptem:</w>
			<w>&ndash; Oj, pan, panie, nie jesteś Ibsen!</w>
			<w>Pan przegrałeś, proszę pana, jak neptek!</w>
			<vsp/>
			<w>Tu dał mu na pocieszenie</w>
			<w>Nagrodę w postaci lizaka,</w>
			<w>A docenta wprowadził na podwyższenie</w>
			<w>I mu wręczył autograf Dreptaka!</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś kiedy obaj wyszli po tych ciężkich quizach,</w>
			<w>Docent jeszcze zmęczony wspaniałym finałem</w>
			<w>Zaczął prosić: &ndash; Ty, stary, daj trochę polizać!</w>
			<w>&ndash; Kaktusa &ndash; rzekł magister. &ndash; Nie po to przegrałem!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Na baczność</tytul>
		<tekst>
			<w>Dla mnie wstrętna jest dwuznaczność,</w>
			<w>Wiem dokładnie co popłaca &ndash;</w>
			<w>Bardzo lubię stać na baczność</w>
			<w>Kiedy szef się do mnie zwraca!</w>
			<w>Wszystko razem trwa minutkę,</w>
			<w>Nie rozkłada się na raty,</w>
			<w>Ruki po szwam, pysk na kłódkę</w>
			<w>W oczach wyraz aprobaty.</w>
			<w>Żadnych wahań, żadnej tremy,</w>
			<w>Zachwyt jak w obliczu nieba:</w>
			<w>&ndash; Rozumiecie? &ndash; Rozumiemy!!!</w>
			<w>&ndash; Więcej takich nam nie trzeba!</w>
			<w>Tu uśmiecham się pogodnie</w>
			<w>Bez kompleksu i frasunku</w>
			<w>I popuszczam z lekka w spodnie,</w>
			<w>Co oznacza szczyt szacunku!</w>
			<w>Taka salwa &ndash; to nie despekt,</w>
			<w>Szef się cieszy niesłychanie:</w>
			<w>&ndash; Ha, czujecie, widzę, respekt???</w>
			<w>&ndash; Trochę czuję, jasny panie!</w>
			<w>Jasny pan przygładza baki,</w>
			<w>Wzrok smutnieje, twarz mu blaknie:</w>
			<w>&ndash; Wiecie, coraz mniej jest takich,</w>
			<w>Co to będzie gdy was braknie?</w>
			<w>To podcina mnie jak batem,</w>
			<w>Klękam przed nim na arrasie:</w>
			<w>&ndash; Szefie &ndash; wołam &ndash; jak świat śwatem,</w>
			<w>N a snie braknie w żadnym czasie!</w>
			<w>Wówczas on kraśnieje znowu,</w>
			<w>Choć już był od lilii bledszy.</w>
			<w>&ndash; Dzięki wam za dobre słowo,</w>
			<w>Idźcie!</w>
			<w>Idę&hellip; A on wietrzy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nadejście wiosny</tytul>
		<tekst>
			<w>Wiosna idzie, będą zmiany duże,</w>
			<w>Wkrótce ptaszki zaćwierkają na sosnach,</w>
			<w>Nawet w szarym zadymionym biurze,</w>
			<w>Domyślono się, iż idzie wiosna.</w>
			<w>Wprawdzie w biurze nie widać słońca,</w>
			<w>Wprawdzie wszyscy toną w drukach i w druczkach,</w>
			<w>Ale wczoraj obsypało gońca,</w>
			<w>Ale dzisiaj odmarzła spłuczka</w>
			<w>I bluznęła z szumem jak kaskada,</w>
			<w>Aż naczelnik wyleciał z zebrania.</w>
			<w>A w tym samym czasie w szufladach</w>
			<w>Jęły cicho zakwitać podania</w>
			<w>Jak murawa górska, na zielono,</w>
			<w>Ze starości, bo je dawno złożono!</w>
			<w>A na widok tej namiastki trawki</w>
			<w>Ciepło w sercach zrobiło się wszystkim.</w>
			<w>Urzędnicy zdjęli zarękawki</w>
			<w>I spojrzeli na maszynistki.</w>
			<w>Maszynistki się okryły rumieńcem</w>
			<w>I zepsuły w roztargnieniu maszyny,</w>
			<w>A głównemu księgowemu tak zadrżały ręce,</w>
			<w>Że przekroczył fundusz na nadgodziny,</w>
			<w>Ale zaraz podjął decyzję męską,</w>
			<w>Nie pozwolił, by przygniotła go troska,</w>
			<w>I w piśmie do centrali wytłumaczył ten cały bałagan żywiołową klęską,</w>
			<w>Której na imię &plqq;Wiosna&prqq;.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nagroda</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) A jakby mi kiedyś przypadkiem przyznali nagrodę Nobla,</w>
			<w>To wprost pojęcie przechodzi jak ja bym to zaraz oblał!</w>
			<w>Zaprosił bym pana Miecia i Kwiatkowskiego i Zdzisia</w>
			<w>I nie dał bym żadnej czyściochy, tylko żubrówkę i wiśniak.</w>
			<w>Posadził bym koło stołu stryjaszka, jak również teściowę</w>
			<w>I bym postawił parówki po dwie &ndash; trzy sztuki na głowę,</w>
			<w>A sam bym siedział we środku, koło mnie pan Skoczylas</w>
			<w>I co raz bym nastawiał płyty z Wiolettą Villas</w>
			<w>I bym nalewał, i mówił: &ndash; No, proszę żeż się częstować!</w>
			<w>A wszyscy na to &ndash; Mistrzu, po co się fatygować?</w>
			<w>Już my za mistrza rozlejem, mistrz lepiej otwórz komodę</w>
			<w>I pokaż nam, szaraczkom tę swoją wspaniałą nagrodę!</w>
			<w>Więc w końcu bym może ustąpił przed ogólnymi prośbami,</w>
			<w>I tylko bym grzecznie zabronił dotykać nagrodę łapami,</w>
			<w>I bym wyciągnął z komody, tej koło telewizora</w>
			<w>Prześliczny dyplom w rozmiarach pół metra na półtora,</w>
			<w>Złocony niezwykle bogato, na nim same pochlebne zdania</w>
			<w>A na górze wielkimi wypisane: DYPLOM UZNANIA</w>
			<w>Dla Pana Zenona Dreptaka! (tu piękne esy &ndash; floresy)</w>
			<w>Za bliżej nieokreślone, lecz bardzo niezwykłe sukcesy</w>
			<w>I jeszcze nie zbadane, lecz strasznie ważne wyniki,</w>
			<w>Przyznaje mu się abonament w barze szybkiej obsługi &plqq;Wiking&prqq;</w>
			<w>I abonament do kina i kupon na nowe ubranie,</w>
			<w>I wszyscy się mają odtąd liczyć z Dreptaka zdanie,</w>
			<w>I jak coś mówi, to inni mają pysk zamknąć na skobel,</w>
			<w>I słuchać, bo dupa blada! I tutaj podpis:/-/ NOBEL!</w>
			<w>Hej dobrze by było, dobrze, być laureatem nagrody&hellip;</w>
			<w>Ale nie wiem czy mi ją przyznają, bo tam zdaje się trzeba mieć</w>
			<w>chody&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Najgorsza plaga</tytul>
		<tekst>
			<w>Człowiek &ndash; dziwna to postać i niezmiernie złożona,</w>
			<w>Jakieś stresy, kompleksy prześladują go wciąż&hellip;</w>
			<w>Ot, na przykład, powiedzmy &ndash; jest tam gdzieś czyjaś żona,</w>
			<w>Z czego wniosek logiczny, że jest również jej mąż.</w>
			<w>Zakładamy, że żona to osoba ponętna,</w>
			<w>Mamy na nią ochotę, ona na nas ma też&hellip;</w>
			<w>Postać męża natomiast jest nam tu obojętna,</w>
			<w>Bo go wcale nie znamy&hellip; (wiemy tylko, że jest)</w>
			<w>Nieprzemożne uczucie budzić się w nas zaczyna,</w>
			<w>Nie ma sił, co by mogły przeciwstawić się mu,</w>
			<w>Już w marzeniu prześliczny nam rysuje się finał,</w>
			<w>Jakieś miłe we dwoje śni się nam randez-vous&hellip;</w>
			<w>Już jesteśmy w przededniu! Jużeśmy umówieni!</w>
			<w>Nie możemy wytrzymać pośród ścian, mebli, szyb,</w>
			<w>Wychodzimy na spacer. I &ndash; pod niebem jesieni &ndash;</w>
			<w>Spotykamy tę panią. A z nią jest jakiś typ.</w>
			<w>Ukłon. Potem rozmowa. Pani czar swój roztacza,</w>
			<w>&ndash; Pozwól &ndash; mówi &ndash; to właśnie jest małżonek mój, Piotr,</w>
			<w>&ndash; A to &ndash; mówi do Piotra &ndash; mój znajomy z Karpacza!</w>
			<w>A ja patrzę na Piotra, i już czuję, że łotr&hellip;</w>
			<w>Oko Piotra poczciwe, lico Piotra &ndash; zmęczone,</w>
			<w>Jest taki zacny, że tygrys rad by łasił się doń!</w>
			<w>Z uwielbieniem i dumą patrzy, dureń, na żonę,</w>
			<w>A z tak zwanym wylaniem ściska, kretyn, mą dłoń&hellip;</w>
			<w>I ja także mu ściskam, zasłoniwszy się maską</w>
			<w>Sympatycznych uśmiechów nie schodzących mi z ust,</w>
			<w>Ale w duchu drętwieję, bowiem czuję już fiasko</w>
			<w>Mojej pięknej przygody&hellip; nie zdobędę się, szlus!</w>
			<w>Gdybyż on był zazdrosny! Albo gdyby był wredny!</w>
			<w>Gdyby miał podejrzliwą minę, względnie też złą&hellip;</w>
			<w>A on taki poczciwy, taki zacny i biedny,</w>
			<w>Taka dupa nie człowiek, że wprost grzech skrzywdzić go&hellip;</w>
			<w>Bracia moi! Nie bójcie się skorpionów ni wężów!</w>
			<w>Narkotyków, cholery, wódek, kaw, ani kart,</w>
			<w>Ale się zidiociałych strzeżcie &ndash; błagam was &ndash; mężów,</w>
			<w>Bowiem samym wyglądem w falstart zmienią wam start&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Narkoman</tytul>
		<tekst>
			<w>Było kiedyś takie miasto, które miało prawie wszystko,</w>
			<w>Adwokatów i lekarzy, w ZOO jeża i pawiana,</w>
			<w>Dalej ratusz, teatr, kino, szpital, hotel i boisko</w>
			<w>Literatów i malarzy, lecz nie miało narkomana&hellip;</w>
			<w>Nieraz burmistrz tego miasta pan inżynier Dreptak</w>
			<w>W swej łazience, pod prysznicem stojąc sobie na golasa</w>
			<w>Myślał: &ndash; Żebyż chociaż tyci u nas zjawił się narkoman,</w>
			<w>To już, prawdaż, inna ranga, to już, prawdaż, jakaś klasa&hellip;</w>
			<w>Lecz niestety, narkomanów dookoła ani-ani,</w>
			<w>Tylko kilku melomanów i kilkuset kleptomanów,</w>
			<w>I megalomanów czterech oraz dwaj erotomani,</w>
			<w>Narkomana zaś, to chyba by sprowadzić trza ze Stanów.</w>
			<w>Wreszcie burmistrz wpadł na pomysł w poniedziałek, gdzieś nad ranem,</w>
			<w>I wezwawszy urzędnika, który zwał się Jan Kundziela</w>
			<w>Rzekł: &ndash; Od jutra wy, Kundziela, macie zostać narkomanem!</w>
			<w>&ndash; Fajnie &ndash; odrzekł ten Kundziela, poczem dodał: &ndash; a za wiela?</w>
			<w>Zaś gdy wszystko ustalono i umowę podpisano,</w>
			<w>Tudzież opieczętowano czarnym i czerwonym tuszem,</w>
			<w>Jan Kundziela już codziennie o godzinie ósmej rano</w>
			<w>Elegancki, wyświeżony, siadał sobie przed ratuszem.</w>
			<w>Zrobił się zeń nałogowiec i narkoman w każdym calu</w>
			<w>Ale znowuż bez przesady, bo wszak nie brak mu rozsądku,</w>
			<w>Ot, powącha dezodoro, ot, popije kokosalu,</w>
			<w>I zagryzie mydłem ixi, beknie sobie, i w porządku.</w>
			<w>Niech tam sobie w innych krajach narkomania mocniej kipi,</w>
			<w>Ja jej wcale źle nie życzę, lecz rozwoju też nie wróżę,</w>
			<w>U nas jest zasada zdrowsza: &ndash; W każdym mieście jeden hipi,</w>
			<w>Lecz po pierwsze członek związku, a po drugie po maturze!</w>
			<vsp/>
			<w>wersja II</w>
			<w>Wstrzyknie ciutkę kokainki, lub popije kokosalu,</w>
			<w>I zagryzie mydłem ixi, lecz niedużo, i w porządku.</w>
			<w>Niech tam sobie w innych miastach narkomania mocniej kipi,</w>
			<w>Ja jej wcale źle nie życzę, lecz rozwoju też nie wróżę,</w>
			<w>W tamtym mieście jest zasada zdrowsza: &ndash; Tylko jeden hipi,</w>
			<w>Lecz po pierwsze członek związku, a po drugie po maturze!</w>
			<w>wersja III</w>
			<w>Ma służbową kokainkę oraz flaszkę kokosalu,</w>
			<w>Czasem łyknie proszku ixi, beknie sobie, i w porządku,</w>
			<w>Niech tam sobie w innych krajach narkomania mocniej kipi,</w>
			<w>Ja jej wcale źle nie życzę, lecz rozwoju też nie wróżę,</w>
			<w>W naszym mieście jest zasada zdrowsza: &ndash; Tylko jeden hipi,</w>
			<w>Lecz po pierwsze członek partii, a po drugie po maturze!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nasi ludzie w Ameryce</tytul>
		<tekst>
			<w>W początkach wieku siedemnastego</w>
			<w>Po przemierzeniu burzliwych szlaków</w>
			<w>Dotarła wreszcie z ulgą do brzegów</w>
			<w>Amerykańskich, grupka Polaków.</w>
			<w>Kraj ów zadziwił ich niesłychanie</w>
			<w>Takie to było niezwykłe miejsce &ndash;</w>
			<w>Wszędzie bizony albo Indianie,</w>
			<w>Aż Miecio krzyknął: &ndash; Patrz Jasiu! Western!</w>
			<w>Jasio uczynił dwa lub trzy kroki,</w>
			<w>Ukląkł, odmówić chcąc pierwszy pacierz,</w>
			<w>I rzekł: &ndash; O rany! Tu som ziemniaki!</w>
			<w>Magda! Kociołek! Robimy zacier!</w>
			<w>Tymczasem Józio, zdjąwszy ubranko</w>
			<w>Zaczął uganiać się jak szalony</w>
			<w>Za pewną bardzo ładną Indianką,</w>
			<w>Bo chciał mieć dziecko biało czerwone.</w>
			<w>Starsi rodacy, ci z kierownictwa,</w>
			<w>We trzech usiadłszy w cieniu akacji</w>
			<w>Stworzyli zaraz cztery stronnictwa,</w>
			<w>Dwa odchylenia i osiem frakcji</w>
			<w>Wreszcie magister Dreptak Emilia</w>
			<w>Pisała, leżąc na brzuszku w trawie</w>
			<w>Doktorat &plqq;Wpływy polskie wśród Indian&prqq;</w>
			<w>(Podtytuł &plqq;Pióro orle, czy pawie?&prqq;)</w>
			<w>Tak weszli w kraju owego plener</w>
			<w>I w społeczeństwo też przy okazji,</w>
			<w>Wnosząc swój folklor, upór i wenę,</w>
			<w>Ciut rozrabiactwa, mnóstwo fantazji,</w>
			<w>Kurpiowskie hafty na zgrzebnych portkach</w>
			<w>/do dzisiaj dżinsy tak się wyszywa/</w>
			<w>I nie wie nawet współczesny Morgan</w>
			<w>Że jego dziad się Morda nazywał&hellip;</w>
			<w>Dziś, gdy dążymy, po starych tropach</w>
			<w>I gdy wzajemna nieufność znika,</w>
			<w>Wspomnijmy czule polskiego chłopa</w>
			<w>Co pierwszy krzyknął: &ndash; Ło! Hameryka!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Na skrzyżowaniu</tytul>
		<tekst>
			<w>Zamiast psioczyć, narzekać od wieków,</w>
			<w>trwonić życie na mętnym gadaniu,</w>
			<w>Opatrzności podziękuj, człowieku,</w>
			<w>Ze stoimy na skrzyżowaniu!</w>
			<w>Przecież mogliśmy gdzieś na Bałkanach</w>
			<w>Lub w Australii za setna rubieżą.</w>
			<w>A tu u nas przeciągi od rana,</w>
			<w>A tu u nas ciekawie i świeżo.</w>
			<w>A tu u nas i sztormy, i prądy,</w>
			<w>Wichry dują i z prawa, i z lewa,</w>
			<w>Wszystkie smrody, fetory i swądy</w>
			<w>Momentalnie od nas wywiewa!</w>
			<w>My średniaki, ni mali, ni duzi,</w>
			<w>Patrzą na nas badawczo sąsiedzi;</w>
			<w>Co za naród? Jak gdyby Francuzi</w>
			<w>I jak gdyby ciut Samojedzi&hellip;?</w>
			<w>Czasem kły no się szczerzą i warczą,</w>
			<w>Czasom sobie w objęcie padają,</w>
			<w>Czasem hasła bez masła im starczą,</w>
			<w>Czasem masła bez hasła żądają,</w>
			<w>Raz ponurzy, raz znowu w euforii,</w>
			<w>To pariasów udają, to ziemian &hellip;</w>
			<w>&ndash; Bośmy, bracia, w przedsionku historii,</w>
			<w>W poprzek trasy wydarzeń i przemian,</w>
			<w>W szarżach, marcach i świeconych jajach,</w>
			<w>Gdzie na przemian to bodźce, to cuda&hellip;</w>
			<w>Fajnie, żeśmy nie gdzieś, na Hawajach &hellip;</w>
			<w>Szwagier Henia tam był: straszna nuda!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Następcy</tytul>
		<tekst>
			<w>Jest taki jeden kraj</w>
			<w>W którym panowie i panie</w>
			<w>Ledwie mają czas na to</w>
			<w>Żeby spać pić i jeść,</w>
			<w>Ponieważ panuje tam zwyczaj,</w>
			<w>Że należy nieustannie</w>
			<w>Przeróżnym nieboszczykom</w>
			<w>Oddawać chwałę i cześć.</w>
			<w>Ten stan doprowadzono</w>
			<w>Do absurdu i do nonsensu,</w>
			<w>Zaczęto coraz dobitniej</w>
			<w>Wyrażać swój żal i ból,</w>
			<w>Wprzągnięto w to małe dzieci</w>
			<w>I starców którzy się trzęsą</w>
			<w>I wytworzono smutny,</w>
			<w>Przygnębiający kult.</w>
			<w>Te dzieci kiedyś do szkoły</w>
			<w>Wesoło i chętnie biegły,</w>
			<w>Ale się coraz rzadziej</w>
			<w>Rozlega ich śmiech i pisk,</w>
			<w>Bo muszą wkuwać wierszyki</w>
			<w>Ku czci szanownych poległych,</w>
			<w>A taki wierszyk się składa</w>
			<w>Z krwi, śmierci, ran oraz blizn.</w>
			<w>A układają te wiersze</w>
			<w>Przeważnie stare panny</w>
			<w>Co się na wojnie nie znają</w>
			<w>I ranach ani w ząb,</w>
			<w>Rozładowując w ten sposób</w>
			<w>Sny niewyżyte o rannych</w>
			<w>Których by mogły przewijać,</w>
			<w>A każdy chłop był jak dąb&hellip;</w>
			<w>Włączają się w smutną zabawę</w>
			<w>Różne osoby i szczeble</w>
			<w>Reżyser film płodzi, a malarz</w>
			<w>Batalistyczny kicz,</w>
			<w>Nieustannie trwają apele,</w>
			<w>Huczą po nocach werble,</w>
			<w>Na rogu każdej ulicy</w>
			<w>Dymi pochodnia lub znicz.</w>
			<w>A ilość nieboszczyków</w>
			<w>Wciąż wzrasta w owym kraju,</w>
			<w>Bo ci którzy teraz są żywi &ndash;</w>
			<w>za trzydzieści lat, albo za trzy</w>
			<w>Zgodnie z prawami natury</w>
			<w>Też zwolna powymierają</w>
			<w>I także zaczną milcząco</w>
			<w>Domagać się hołdów i czci.</w>
			<w>I w rezultacie owego</w>
			<w>Przyrostu i przesycenia</w>
			<w>Żywoty całych pokoleń</w>
			<w>Upłyną wśród wspomnień i łez</w>
			<w>I nieprędko się zorientują</w>
			<w>Kolejne pokolenia</w>
			<w>Że ich spojrzenia na życie</w>
			<w>Wykrzywia cmentarny zez.</w>
			<w>A przecież ci, co polegli,</w>
			<w>Unieśli pod martwą powieką</w>
			<w>Wesoły i jasny obraz,</w>
			<w>I ruch w tym obrazie i blask,</w>
			<w>I właśnie po to ginęli,</w>
			<w>By następcom było łatwo i lekko,</w>
			<w>A następcy unieśli ich z ziemi</w>
			<w>I na barkach dźwigają jak głaz.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nasz przydział</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie wiem, skad telewizja wpadła na pomysł taki,</w>
			<w>Ale wciąż pokazuje od miesięcy i lat,</w>
			<w>Jak chłop polski ładuje na furmankę buraki</w>
			<w>I w dodatku mi każą, żebym z tego był rad.</w>
			<vsp/>
			<w>Ta metoda codziennie mi przysparza frasunku.</w>
			<w>Ciagle myślę, że jakaś nowość pewnie w tym tkwi,</w>
			<w>Czy gatunek buraków czy metoda ładunku,</w>
			<w>Bo inaczej dlaczego powtarzano to by?</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz na próżno wpatruję się z wysiłkiem jak durak,</w>
			<w>Nie ma żadnej różnicy, ani tyciej, o włos &ndash;</w>
			<w>Chłop jak chłop wciąż wygląda, każdy burak &ndash; jak burak</w>
			<w>I ten chłop szuflą wrzuca te buraki na stos.</w>
			<vsp/>
			<w>Patrzę, dumam, zdziwienie i niepewność wciąż rośnie</w>
			<w>Czy mam bielmo na oku, a na mózgu mam guz?</w>
			<w>Może obraz zawiera jakąś wielką przenośnię?</w>
			<w>Ale nie, chłop z łopatą, stos buraków i wóz.</w>
			<vsp/>
			<w>Nie wiem, czym się przechwala pozostała Europa</w>
			<w>Pewnie każdy w czym innym ma swą działkę i prym</w>
			<w>Myśmy się nastawili na buraki i chłopa</w>
			<w>I do specjalizacji dochodzimy już w tym.</w>
			<vsp/>
			<w>Tak widocznie przewidział w ONZ-ecie rozdzielnik,</w>
			<w>Że problemów światowych każdy musi wziąć część</w>
			<w>Nam buraki przypadły, szufla, ten chłop piekielnik</w>
			<w>I ten spiker, co twierdzi, że to powód do szczęść.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Na wczasach</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) Więc wiosna była wilgotna, aż w swetrach kurczyła się włóczka,</w>
			<w>A jeden mały urzędnik dostał wczasy w Kociomruczkach,</w>
			<w>Malutkiej miejscowości położonej w lesie sosnowym</w>
			<w>I w związku z tym przebywa w niedużym domu wczasowym</w>
			<w>W którym jest ze dwadzieścia osób, a może trzydzieści,</w>
			<w>A deszcz pada, więc nie ma co robić, w zasadzie tylko jeść i</w>
			<w>Spać, albo czytać w czytelni ubiegłomiesięczne &plqq;Szpilki&prqq;</w>
			<w>I trzy razy dziennie przychodzić na pożywne mleczne posiłki&hellip;</w>
			<w>A można też wziąć pelerynę jeżeli przypadkiem ktoś ma ją,</w>
			<w>I przejść się przed frontem lasu z podniesionym wysoko kołnierzem</w>
			<w>I posłuchać pisków i trzasków co się w gąszczu drzew rozlegają</w>
			<w>I popatrzeć (z dreszczem na plecach) w wyloty leśnych ścieżek,</w>
			<w>Ale wchodzić tam, wchodzić nie trzeba! Bo się może wysunąć łapa!</w>
			<w>Niesłychana! Niepoczytalna! Nie lubiąca księgowych i referentów</w>
			<w>I może z nienacka za włosy albo za nogi cię złapać</w>
			<w>I wciągnąć. I las cię przetrawi i wchłonie w siebie do szczętu.</w>
			<w>I staniesz się liściem przegniłym, sosonową igłą i szyszką,</w>
			<w>I wilkiem i jarzębiną i borsukiem i brusznicą i myszką</w>
			<w>I szumem, i dymem, i cieniem, i czerwonym ptasim grzebieniem.</w>
			<w>Ach niestety, nikt o tym nie wie, nie mówi się o tym nikomu,</w>
			<w>A jeśli ktoś nawet słyszał &ndash; też ani słowa nie powie,</w>
			<w>Że w Kociomruczkach, na wczasach, kierowniczka wczasowego domu</w>
			<w>Jest od lat trzystu dwudziestu z czarnym lasem w zdradzie i zmowie</w>
			<w>I kiedy mrok zapada, wylatuje na elektroluksie</w>
			<w>I ląduje na leśnych polanach i konferuje z wilkiem i niedźwiedziem</w>
			<w>I powiada: &ndash; A w pokoju szesnastym mieszka brunet, co chodzi w</w>
			<w>sztruksie</w>
			<w>Podprowadzę go jutro do lasu natychmiast po obiedzie!</w>
			<w>Ale nie podprowadza, bo urzędnik &ndash; istota ostrożna!</w>
			<w>Umie się, umie wymawiać! Umie się migać, umie!</w>
			<w>&ndash; A nie &ndash; powiada &ndash; nie wejdę, bo tam &ndash; powiada &ndash; nie można!</w>
			<w>I uśmiecha się głupio, a chytrze i poprawia krawat na gumie&hellip;</w>
			<w>A potem, przy kolacji opowiada współbiesiadnikom,</w>
			<w>Jak to się przechytrzyło, jak się kierowniczce podstęp nie udał,</w>
			<w>I przy wszystkich stolikach urzędnicy opowiadają to urzędnikom&hellip;</w>
			<w>&hellip;bo bez takich opowiadań, na wczasach panowałaby koszmarna nuda&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Negocjacje</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy delegacja Pistacji miała odwiedzić Oskomę,</w>
			<w>Ambasadorzy tych krajów usiedli sobie na moment,</w>
			<w>Żeby wyjaśnić resztę niuansów i niedomówień</w>
			<w>Oraz ustalić teksty oficjalnych, powitalnych przemówień,</w>
			<w>I doszli do wniosku, że trzeba ogólnie przyjętym zwyczajem</w>
			<w>Wymienić cechy, lub więzy łączące oba te kraje,</w>
			<w>Na przykład wspólną walkę, rozwinięte stosunki handlowe,</w>
			<w>Kontakty kulturalne, zbliżoną choć trochę mowę,</w>
			<w>Lub choćby podobny kolor skóry obywateli&hellip;</w>
			<w>A tu co tylko poruszą &ndash; to wszystko ich raczej dzieli&hellip;</w>
			<w>Pistacjanie są bowiem zieloni, Oskomowie są lila-róż,</w>
			<w>Żadnych więzów, żeby jak szukać, nie odnajdzie się ani rusz,</w>
			<w>Ba, nawet małżeństw nie mogą zawierać panowie i panie</w>
			<w>Bo w Pistacji rozmnażają się przez kłącze, a w Oskomie przez</w>
			<w>pączkowanie&hellip;</w>
			<w>Aż nareszcie po długich badaniach ustalili i uzgodnili</w>
			<w>Że dotychczas mieszkańcy tych krajów jeszcze nigdy się ze sobą nie</w>
			<w>bili,</w>
			<w>A wiadomo, kto się nie bije &ndash; do przyjaźni dąży i zgody,</w>
			<w>Czyli można powiedzieć, że przyjaźń łączy oba wspaniałe narody.</w>
			<w>Podpisawszy przeto protokół odlecieli w swoich rakietach.</w>
			<w>Bo to się nie działo na ziemi, lecz w kosmosie, na dalekich</w>
			<w>planetach!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nerwoludki</tytul>
		<tekst>
			<w>Zwiedzam czasami muzea</w>
			<w>i naraz obłędna idea,</w>
			<w>I naraz powód do smutku &ndash;</w>
			<w>Spoglądam na stare pancerze</w>
			<w>I myślę: &ndash; Ci dawni rycerze</w>
			<w>To kupka liliputków!</w>
			<w>Te rachityczne rączki,</w>
			<w>Te nóżki jak pajączki,</w>
			<w>Jeszcze wątlejsze niż moje,</w>
			<w>Te wklęsłe piersiowe klateczki</w>
			<w>I te chudziutkie dupeczki,</w>
			<w>Co się mieściły w te zbroje&hellip;</w>
			<w>Wciąż nam po głowie się pęta</w>
			<w>Longinus Podbipięta,</w>
			<w>Piotr Włost wspaniały Polonus,</w>
			<w>Albo Zawisza Czarny,</w>
			<w>Też bardzo podobno mocarny&hellip;</w>
			<w>Ja nie wierzę, też pewnie był konus.</w>
			<w>A jeśli nie byli potężni,</w>
			<w>To jakże mogli być mężni,</w>
			<w>Brać udział w bitwach, potyczkach?</w>
			<w>Toż wystarczyło w walce</w>
			<w>Ścisnąć takiego w dwa palce,</w>
			<w>By wyszła zeń biedna duszyczka&hellip;</w>
			<w>Atoli historia nie kłamie &ndash;</w>
			<w>Wygraliśmy pod Płowcami,</w>
			<w>Pod Grunwaldem-śmy wlali wrogowi,</w>
			<w>Więc myślę, że oni po prostu</w>
			<w>Nie mieli być może wzrostu,</w>
			<w>Ale byli piekielnie nerwowi.</w>
			<w>Jak ich co dobrze wkurzyło,</w>
			<w>To tylko się zakurzyło,</w>
			<w>Tak wypadali zza murów</w>
			<w>Ze zjeżonymi wąsami;</w>
			<w>Z wyszczerzonymi zębami</w>
			<w>Jak stado wściekłych kocurów.</w>
			<w>A jeśli w takim razie</w>
			<w>Byli troszeczkę na gazie,</w>
			<w>I jeszcze ciupinkę głodni &ndash;</w>
			<w>Robili się straszni tacy,</w>
			<w>Że co najtężsi krzyżacy</w>
			<w>Wyskakiwali ze spodni.</w>
			<w>&hellip;więc kiedy słyszę dziś lament</w>
			<w>Na polski nasz temperament</w>
			<w>I że przodkowie winni,</w>
			<w>To myślę w takiej chwili:</w>
			<w>&ndash; Ba, czy my byśmy dziś żyli,</w>
			<w>Jeśli oni by byli inni?</w>
			<w>Dziś to się już tak nie gmatwa,</w>
			<w>Wyrosła nam nowa dziatwa,</w>
			<w>Taka sama jak szwedzka czy ruska.</w>
			<w>A jednak gdzieś, w głębi ducha,</w>
			<w>Podziwiam dzielnego malucha:</w>
			<w>Cholernego Polskiego Nerwuska.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Niebezpieczeństwo</tytul>
		<tekst>
			<w>Idzie drogą polski urzędnik</w>
			<w>Zimny deszcz mu po głowie bębni,</w>
			<w>Siwa wierzba szumi na zakręcie:</w>
			<w>&ndash; Gdzie ci śpieszno, miły referencie?</w>
			<w>Pisnął zając w krzakach schowany:</w>
			<w>&ndash; Chyba ci szajba odbiła, kochany?</w>
			<w>Ale jemu nie odbiła szajba,</w>
			<w>Tylko mu się przyśniła łajba,</w>
			<w>Cała w żaglach, masztach i wantach,</w>
			<w>A on na niej w złotych akselbantach,</w>
			<w>I ze szpadą komandorską u boku</w>
			<w>I z lunetą pełnomorską przy oku,</w>
			<w>I z załogą buńczuczną acz sprawną</w>
			<w>I z dziewczyną, strach jak powabną!</w>
			<w>A pod wpływem tego omamidła</w>
			<w>Nasz urzędnik połamał liczydła,</w>
			<w>Potem rozbił dziurkacz ze szczętem</w>
			<w>I obsikał naczelnika atramentem</w>
			<w>A następnie w szalonej szarży</w>
			<w>Rozbił szwadron przemysłowej straży.</w>
			<w>No i idzie pod niebem pochmurnym,</w>
			<w>Żona za nim woła: &ndash; Wracaj durny!</w>
			<w>Wsiowe kundle go szarpią za spodnie</w>
			<w>A on tylko się uśmiecha łagodnie,</w>
			<w>I przeciera okulary mokre:</w>
			<w>&ndash; Ja &ndash; powiada &ndash; muszę na okręt!</w>
			<w>Coś &ndash; powiada &ndash; mnie popycha i dźwiga,</w>
			<w>I tak chciałbym jak Leonid Teliga!</w>
			<w>Maszeruje od miasta do miasta,</w>
			<w>Owłosieniem i legendą obrasta,</w>
			<w>Już się o nim mówi wieczorem,</w>
			<w>Już dla innych się staje wzorem,</w>
			<w>Już windują go na piedestał,</w>
			<w>Więc go trzeba złapać, żeby przestał!</w>
			<w>Bo co będzie, gdy we wszystkich biurach</w>
			<w>Zabrzmi raptem zbiorowe &plqq;Hurra&prqq;?</w>
			<w>Bo co będzie, gdy urzędnicy</w>
			<w>Ruszą tłumnie środkiem ulicy</w>
			<w>Porzucając wygodne etaty</w>
			<w>I gdy każdy zażąda fregaty?</w>
			<w>Statków wprawdzie robimy bez liku,</w>
			<w>Ale jak tu żyć bez urzędzików???</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nieładnie!</tytul>
		<tekst>
			<w>Cuda dzieją się na świecie!</w>
			<w>Oto historyjka jaka:</w>
			<w>Przyszło na świat dziwne dziecię</w>
			<w>Płci chłopięcej u Dreptaka.</w>
			<w>Maluch, niby dość normalny</w>
			<w>(znaczy się z zewnętrznej formy!)</w>
			<w>Całkiem był proporcjonalny,</w>
			<w>Każdy członek według normy,</w>
			<w>Chłopczyna ów, wieczorem</w>
			<w>Zamiast się pobawić z tatą &ndash;</w>
			<w>Siadał przed telewizorem</w>
			<w>Jakby jakiś głupi matoł,</w>
			<w>A słuchając wiadomości</w>
			<w>Z niezdrowymi wypiekami,</w>
			<w>Denerwował wszystkich gości</w>
			<w>Dość dziwnymi uwagami.</w>
			<w>Ot, na przykład jest w dzienniku</w>
			<w>Że się udał zbiór buraka,</w>
			<w>To on zaraz fiku miku!</w>
			<w>&ndash; Ot, &ndash; powiada &ndash; radość jaka!</w>
			<w>Szczęście bije mu z oblicza,</w>
			<w>Dłońmi aż się klepie w uda:</w>
			<w>&ndash; Ech, kompania cukrownicza</w>
			<w>Pewnie się w tym roku uda!!!</w>
			<w>Albo też o brygadziście</w>
			<w>Mówią, Janie Frydryszaku,</w>
			<w>Który spisał się fajniście</w>
			<w>Przy produkcji saletrzaku,</w>
			<w>A nasz chłopczyk, zamiast spatki,</w>
			<w>Leci, zeszyt, pióro niesie,</w>
			<w>Bo on robić chce notatki</w>
			<w>O wspaniałym tym sukcesie!</w>
			<w>&hellip;więc wśród rodzinnego grona</w>
			<w>Nie patrzono nań życzliwie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Chyba robi z nas balona!</w>
			<w>Mawiał tato podejrzliwie&hellip;</w>
			<w>Aż raz, gdy się syn radował</w>
			<w>Wieścią że ktoś dostał order,</w>
			<w>Tato tak się zdenerwował</w>
			<w>że dał mu dwa razy w mordę,</w>
			<w>Poczem gonił go po chacie</w>
			<w>W tyłek kopiąc go co chwila&hellip;</w>
			<w>Dziwię się, oj dziwię tacie!</w>
			<w>To nieładnie bić debila!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nie sztuka kochać Szwecję</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie sztuka kochać Szwecję,</w>
			<w>Hawaje lub Honduras,</w>
			<w>Bo jakież tam obiekcje</w>
			<w>Mieć możesz albo uraz?</w>
			<w>Bo jakieżeż pretensje</w>
			<w>Wysuniesz do tych krajów?</w>
			<w>Ty kochaj swoją pensję</w>
			<w>I ranny tłok w tramwaju!</w>
			<w>Nie sztuka kochać Paryż</w>
			<w>I Pana Prezydenta!</w>
			<w>Prezydent nie obdarzy</w>
			<w>Paczuszką cię na święta,</w>
			<w>Nie wyśle cię na wczasy</w>
			<w>Pod Szczyrkiem lub Kudową &ndash;</w>
			<w>Ty kochaj, byku krasy,</w>
			<w>Swą Radę Zakładową,</w>
			<w>Klub kochaj lub świetlicę,</w>
			<w>Gdzie kiedyś cię pobito,</w>
			<w>I ciemną swą ulicę,</w>
			<w>Gdzie mieszkasz wraz z kobitą,</w>
			<w>I kiepską dość konfekcję,</w>
			<w>I odciągane mleko&hellip;</w>
			<w>Nie sztuka kochać Szwecję,</w>
			<w>Gdy Szwecja jest daleko!</w>
			<w>Ty wierny bądź ideom</w>
			<w>Krajowym i plenerom,</w>
			<w>W Pieninach kochaj przełom</w>
			<w>I na swym dworcu peron,</w>
			<w>Penaty swe i lary,</w>
			<w>p wredną ciotkę z Gniezna &ndash;</w>
			<w>Nie sztuka kochać Paryż,</w>
			<w>Zwłaszcza jak go się nie zna!</w>
			<w>Nie sztuka kochać Szwecję</w>
			<w>Bajkową jak zjawisko,</w>
			<w>Ty &ndash; jeśli nie chcesz wściec się &ndash;</w>
			<w>Abstrakcji musisz strzec się,</w>
			<w>I podziwiając Szwecję</w>
			<w>I Grecję, i Wenecję,</w>
			<w>To kochać &ndash; co jest blisko!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nietolerancja</tytul>
		<tekst>
			<w>Choć kochamy się we Francji,</w>
			<w>Choć nas Francją wschodu zwano,</w>
			<w>Nie ma u nas tolerancji</w>
			<w>Takiej jak tam, nad Sekwaną.</w>
			<w>Serce w nas odmienne bije</w>
			<w>Co w tej chwili słychać właśnie:</w>
			<vsp/>
			<w>Chórek:</w>
			<w>A kto z nami nie wypije</w>
			<w>Niech go piorun trzaśnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Jeśli gość jest niepijący,</w>
			<w>Jeśli nie jest wytrzymały,</w>
			<w>To się prosi, cały drżący</w>
			<w>By nie wlewać weń gorzały,</w>
			<w>Ale próżno drań się wije,</w>
			<w>Zaraz towarzystwo wrzaśnie,</w>
			<vsp/>
			<w>Chórek:</w>
			<w>A kto z nami nie wypije</w>
			<w>Niech go piorun trzaśnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Niech to nawet grozi życiu,</w>
			<w>Niech jak kwas przepala kiszki,</w>
			<w>Niech faceta po przepiciu</w>
			<w>Obskakują białe myszki,</w>
			<w>Niech go w łeb obuchem bije,</w>
			<w>Niech mu mętny wzrok zagaśnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Chórek:</w>
			<w>A kto z nami nie wypije</w>
			<w>Niech go piorun trzaśnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Rośnie we mnie duch oporu,</w>
			<w>Desperacja mnie ogarnia &ndash;</w>
			<w>Niech mnie lepiej trzaśnie piorun,</w>
			<w>Zawszeć krótsza to męczarnia,</w>
			<w>Zrobię ja im jeszcze chryję</w>
			<w>Co ich wstrząśnie i zadraśnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Chórek:</w>
			<w>A kto z nami nie wypije&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Dobra, niech mnie trzaśnie!</w>
			<w>(piorun)</w>
			<vsp/>
			<w>Chórek: (rozczarowany)</w>
			<w>Ueeeeeee&hellip;!</w>
			<vsp/>
			<w>(konająco) No&hellip; pozbyłem się tych gości&hellip;</w>
			<w>Skończyły się&hellip; waśnie&hellip; (upadek)</w>
			<vsp/>
			<w>Chórek: (pogrzebowo)</w>
			<w>Niech mu gwiazda pomyślności</w>
			<w>Nigdy nie zagaśnie&hellip;!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Niezadowolenie</tytul>
		<tekst>
			<w>Skonstatowali to uczeni</w>
			<w>Z ich prac najlepiej się dowiecie</w>
			<w>Że tylko niezadowoleni</w>
			<w>Coś uczynili na tym świecie,</w>
			<w>Bo zachwycony sobą facet</w>
			<w>Co dzierżył berło lub biskupstwo</w>
			<w>Sam sobie zwykle dawał placet</w>
			<w>Na bierność, mierność i nieróbstwo.</w>
			<w>Nie szurał, nie rwał się do boju,</w>
			<w>Nie myślał o odległych celach:</w>
			<w>Chwalca ustroju &ndash; dla ustroju</w>
			<w>Jest gorszy od nieprzyjaciela!</w>
			<w>Na co nam grzeczni, cisi, zgodni?</w>
			<w>W boju do kitu są grubasy,</w>
			<w>Postęp robili zawsze głodni</w>
			<w>Lub naukowcy dużej klasy,</w>
			<w>I różne duchy niespokojne</w>
			<w>Łase na kłótnię i krytykę,</w>
			<w>Co rozrabiały, szły na wojnę</w>
			<w>Lub odkrywały Amerykę.</w>
			<w>Kolumb nie siedział w domu kołkiem</w>
			<w>Ronald Amundsen nie tkwił w betach</w>
			<w>Gagarin nie był zaś aniołkiem</w>
			<w>Jak to podaje się w gazetach.</w>
			<w>Gdy inni się kłaniali nisko</w>
			<w>Z wyrazem cichej aprobaty &ndash;</w>
			<w>Polak nie zgadzał się na wszystko</w>
			<w>Przed stoma, i przed dwoma laty.</w>
			<w>Że za to dzisiaj jest ceniony,</w>
			<w>Że jest mu lepiej i radośniej &ndash;</w>
			<w>Ze wszystkich niezadowolonych</w>
			<w>Zadowolenie niech w nas rośnie.</w>
			<w>Chlebem nie tuczmy ich i solą</w>
			<w>Nie pieśćmy w noce, ani we dnie,</w>
			<w>Bo &ndash; Boże broń &ndash; się zadowolą,</w>
			<w>I będzie cicho. Ale wrednie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nieznana wersja &plqq;Powrotu taty&prqq; Mickiewicza</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) Wtem słychać turkot, wozy jadą drogą</w>
			<w>I wóz znajomy na przedzie,</w>
			<w>Skoczyły dziatki i krzyczą jak mogą:</w>
			<w>&ndash; Tato, ach tato nasz jedzie!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Ruszajcie! &ndash; kupiec na sługi woła &ndash;</w>
			<w>Ja z dziećmi pójdę ku miastu!</w>
			<w>Idzie, aż zbójcy obskoczą dokoła,</w>
			<w>A zbójców było dwunastu.</w>
			<vsp/>
			<w>Wóz zrewidował pewien starszy zbójca,</w>
			<w>Groźniejszy niż sam Korwin-Mikke,</w>
			<w>Poczem, za gardło pochwyciwszy ojca</w>
			<w>Spytał: &ndash; Skąd masz ceramikę!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Z Wrocławia! &ndash; chórem zakrzyknęły dzieci,</w>
			<w>Gdyż ojciec drżał jak senator &ndash;</w>
			<w>&ndash; Przy Szybowcowej, pod dwudziestym trzecim</w>
			<w>Działa tam firma CREATOR!</w>
			<vsp/>
			<w>Zbójcą rzuciło jakby był pod gazem,</w>
			<w>Oczy wylazły mu z głowy:</w>
			<w>&ndash; Toż to Cybińska robiła tę wazę,</w>
			<w>A tamtą chyba Horbowy!</w>
			<vsp/>
			<w>Dajcie telefon, to was rżnąć nie będę! &ndash;</w>
			<w>Tu nóż przystawił dziewięciu&hellip;</w>
			<w>&ndash; Pięćdziesiąt jeden, dziewcięćdziesiąt siedem,</w>
			<w>Dwadzieścia cztery. Do pięciu.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Hurra! &ndash; wrzasnęli bandyci drogowi &ndash;</w>
			<w>Na Szybowcową! Po łupy!</w>
			<w>Zaś tatko złożył hołd CREATOROWI</w>
			<w>Za ocalenie swej grupy.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nieznany fragment &plqq;Pana Tadeusza&prqq;</tytul>
		<comment>(zupełnie nieznany, bo sam go przed chwilą napisałem)</comment>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) Właśnie nowiutką bryczką wjechał młody panek</w>
			<w>I okrążywszy trawnik, zawrócił przed ganek.</w>
			<w>&ndash; Tadeusz! &ndash; krzyknął sędzia na widok chłopczyka &ndash;</w>
			<w>Jedziesz prosto z Wrocławia? A cóż to za bryka?</w>
			<w>Jakaś dziwna&hellip; Brak koni&hellip; Tablica rozdzielcza&hellip;</w>
			<w>&ndash; Ha! &ndash; prychnął Tadzio &ndash; Stryjo nie poznaje Jelcza?</w>
			<w>&ndash; A któż robi te cuda i w świat je wyprawia?</w>
			<w>&ndash; Toż Jelczańskie Zakłady, tuż koło Wrocławia!</w>
			<w>Jelcz to krzepa, nie jakiś tam trabancik kusy,</w>
			<w>Możesz waść dla swej szlachty nabyć autobusy,</w>
			<w>Samochody skrzyniowe, ciężarówki chwackie,</w>
			<w>A będą chcieli sikać, to wozy strażackie!</w>
			<w>&ndash; Ba&hellip; &ndash; zawahał się Sędzia &ndash; Lecz ja ciągle w siodle,</w>
			<w>Na koniu, więc w tym wozie poczułbym się podle&hellip;</w>
			<w>&ndash; Nieprawda! &ndash; krzyknął Tadzio, bo to go ubodło &ndash;</w>
			<w>Kupuj ciągnik siodłowy i wyłaź na siodło!</w>
			<w>My obadwaj na czele! Z tyłu szlachta wali!</w>
			<w>Szast-prast i wygonimy z ojczyzny Moskali!</w>
			<w>&ndash; Wyganiać? A skąd takie pomysły wisielcze!</w>
			<w>Ściągnąć ich jak najwięcej i sprzedać im Jelcze!</w>
			<w>Posprowadzać ich tutaj i sprzedać im Jelcze!</w>
			<w>Oni wreszcie poznają urok dobrobytu,</w>
			<w>A my zyskamy nowe, wschodnie rynki zbytu!</w>
			<w>&ndash; Lecz jak zakupić Jelcza? Pewnie z tym ambaras&hellip;</w>
			<w>&ndash; Wrocław, trzy &ndash; osiem &ndash; zero, sześć &ndash; jeden dzwoń zaraz!</w>
			<w>&ndash; Trzy &ndash; osiem &ndash; zero&hellip; &ndash; Sędzia notował w napięciu &ndash;</w>
			<w>Sześć &ndash; jeden&hellip;? &ndash; Do sześćdziesięciu dziewięciu!</w>
			<w>Sędzia wykręca numer i o Jelcza prosi.</w>
			<w>A Tadzio też wykręca numer, swojej Zosi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Niże</tytul>
		<comment>w tle &plqq;Bolero&prqq; Ravela</comment>
		<tekst>
			<w>Gucio Dreptak przerwał pracę, wstchnął, wyszedł do ogrodu</w>
			<w>Znowu westchnął, bo się poczuł jakiś słaby i maleńki,</w>
			<w>A to tylko brzydkie niże nadciągały od zachodu</w>
			<w>Niosąc oprócz zmian ciśnienia różne stresy, łzy i lęki.</w>
			<w>Gucio Dreptak swój żywopłot sekatorem wielkim strzyże,</w>
			<w>Ciacha, macha, bo ma stracha, że nie skończy z tym przed nocą,</w>
			<w>A z zachodu ciągną sznurem obrzydliwe, małe niże</w>
			<w>I już Gucio zamiast ciachać, z rezygnacją myśli: &ndash; Po co?</w>
			<w>Stanął Gucio na trawniku, wzniósł zmartwione oczki w górę,</w>
			<w>Szarpnął rzadką swą fryzurę i pomyślał: &ndash; Matko Boska!</w>
			<w>Jadowite małe niże od zachodu ciągną sznurem,</w>
			<w>A na każdym, jak na koniu, jedzie jakaś podła troska!</w>
			<w>Wszystko wokół zdrowe, nowe, i zielone, i ruchliwe</w>
			<w>Mamy więcej kalafiorów, tranzystorów i prodiży,</w>
			<w>Ale ciągną od zachodu małe niże obrzydliwe,</w>
			<w>A co będzie, gdy nade mną któryś taki niż się zniży?</w>
			<w>I popatrzył Gucio Dreptak na sąsiadów, też Dreptaków,</w>
			<w>Co czytali, pracowali, spali, gnali za potrzebą,</w>
			<w>A nad nimi też te niże szły jak stada wrednych ptaków,</w>
			<w>Ale mało który Dreptak tak jak Gucio zerkał w niebo.</w>
			<w>Więc pomyślał sobie Gucio: &ndash; skoro wszyscy tacy sami,</w>
			<w>To dlaczego mam żyć w trwodze na krawędzi paraliżu</w>
			<w>I od innych czemu bardziej mam przejmować się niżami,</w>
			<w>Które ciągną tu stadami, od zachodu, niż po niżu?</w>
			<w>I to &ndash; mówiąc między nami &ndash; jest jedyna słuszna rada,</w>
			<w>Nie przejmować się, szczególnie gdy się na noc drzwi zatrzaśnie,</w>
			<w>Że paskudne, małe niże od zachodu ciągną w stadach,</w>
			<w>I że któryś może wybrać domek Gucia, lub twój właśnie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Noc grudniowa nad Polską</tytul>
		<tekst>
			<w>Noc zimowa nad Polską,</w>
			<w>Ciemna nocka grudniowa.</w>
			<w>Od Szczecina po Krosno</w>
			<w>Wszystko w lodu okowach.</w>
			<w>Śnieg zasypał nam okna,</w>
			<w>Dźwięczą dzwonki u sanek,</w>
			<w>Noc nad Polską głęboka</w>
			<w>I daleko poranek.</w>
			<vsp/>
			<w>Wicher w pustych kominkach,</w>
			<w>Sad skostniały od mrozu,</w>
			<w>Nasza biedna choinka</w>
			<w>Tak niewiele ma ozdób &ndash;</w>
			<w>Kilka słodkich okruchów,</w>
			<w>Kilka świeczek, co kopcą,</w>
			<w>I blask zimny łańcuchów</w>
			<w>Pod tą gwiazdą tak obcą.</w>
			<vsp/>
			<w>Noc grudniowa nad krajem,</w>
			<w>Ale bliski kres cierpień.</w>
			<w>Wrócą kwietnie i maje,</w>
			<w>Wróci lipiec i sierpień.</w>
			<w>Wyplenimy nienawiść,</w>
			<w>Broń zamkniemy w kaburach,</w>
			<w>Usiądziemy na ławie</w>
			<w>Razem z braćmi w mundurach.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nota protestacyjna</tytul>
		<tekst>
			<w>Ostra, protestacyjna nota:</w>
			<w>&ndash; Nieprawdą jest, jakoby w naszym mieście</w>
			<w>Zjawił się ptak o kształcie kota</w>
			<w>I wysiadywał jaja w gnieździe.</w>
			<vsp/>
			<w>Wszelkie na ten temat informacje</w>
			<w>Opublikowane w wiadomej audycji</w>
			<w>Są to ordynarne prowokacje</w>
			<w>Spreparowane z określonych pozycji.</w>
			<vsp/>
			<w>Przez rozmaitych wyciepków i niedonosków</w>
			<w>Przy umyślnym zachwianiu proporcji,</w>
			<w>Więc zastrzegamy sobie prawo wyciągnięcia ostatecznych wniosków</w>
			<w>I zastosowania retorsji</w>
			<vsp/>
			<w>Oraz opublikowania prac na ten temat,</w>
			<w>Które nasi naukowcy już przygotowują,</w>
			<w>Zwłaszcza że ptaków o kształcie kota w ogóle nie ma.</w>
			<w>I jaj w gniazdach nie wysiadują.</w>
			<vsp/>
			<w>Natomiast, faktycznie, w ogrodzie Jana Dreptaka</w>
			<w>Przy ulicy imienia Bohaterskich Mężów Brydżit Bardo,</w>
			<w>Zjawił się kot o kształcie ptaka,</w>
			<w>I zażądał dwóch jajek na twardo,</w>
			<vsp/>
			<w>Tak więc kot ptaszkokształtny</w>
			<w>Nie zaś kotokształtny ptak,</w>
			<w>Co zaświadcza weterynarz Józef Pikantny,</w>
			<w>I zootechnik Alojzy Kłak,</w>
			<vsp/>
			<w>Oraz farmaceuta Zdzisław Ciemieniucha,</w>
			<w>A tamtą wiadomość, która nam ubliża</w>
			<w>Wyssaliście z własnego, brudnego palucha!</w>
			<w>&ndash; Społeczeństwo,</w>
			<w>i Senat</w>
			<w>Kocmyrza.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Notomania</tytul>
		<comment>w tle polonez</comment>
		<tekst>
			<w>O muzo, rękę moją poprowadź</w>
			<w>Gdyż chcę rymami spytać rodaków:</w>
			<w>&ndash; Czy my musimy wszystko notować</w>
			<w>Z uporem, godnym kupy maniaków?</w>
			<w>Przez historyczne wszystkie okresy</w>
			<w>Przez różne zwadki, zdradki, przypadki</w>
			<w>Przeszliśmy, dzierżąc w dłoniach notesy</w>
			<w>I robiąc szybkie, zbędne notatki.</w>
			<w>Pewien kronikarz zgłupiał ze szczętem</w>
			<w>Gdyż zanotował &ndash; słuchajcie młodzi! &ndash;</w>
			<w>Iż Leszek Czarny był impotentem.</w>
			<w>Co to &ndash; przepraszam &ndash; kogo obchodzi,</w>
			<w>Z wyjątkiem Leszka, pani Leszkowej</w>
			<w>(dorzućmy jeszcze dwie &ndash; trzy osoby)</w>
			<w>A może Leszek miał bóle głowy,</w>
			<w>Albo po prostu miał inne hobby?</w>
			<w>A weźmy radio! Cóż tam gadają!</w>
			<w>Oto dziś rano spikerka rzekła:</w>
			<w>&ndash; W północnej części naszego kraju</w>
			<w>Zanotowano pięć stopni ciepła!</w>
			<w>Było co zaraz wpisywać w notes!</w>
			<w>Było co bazgrać &ndash; marne pięć stopni!</w>
			<w>O, muszę ostry założyć protest,</w>
			<w>Bo się stajemy wszyscy okropni.</w>
			<w>Niech-no kartofle sprzeda gospodarz &ndash;</w>
			<w>Wnet dziennikarze żmudnie wypocą:</w>
			<w>&ndash; Zanotowano zwiększoną podaż&hellip;</w>
			<w>Kto zanotował? Na co i po co???</w>
			<w>Zyzio notuje co rzekł Antoni,</w>
			<w>Antoni każdy notuje grosik,</w>
			<w>Henio z notesem jak głupi goni</w>
			<w>By zanotować kto spał u Zosi&hellip;</w>
			<w>Ludzie! Ja pierwszy protestowałem</w>
			<w>Przeciw tej manii, nim nas omota!</w>
			<w>&hellip;nawet tu wszystko zanotowałem,</w>
			<w>Zawsze co nota, to jednak nota&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nowe spojrzenie na &plqq;Hamleta&prqq;</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, nie wiadomo zupełnie jak trzeba grać Hamleta,</w>
			<w>Grano Hamleta różnie, bo grała go kobieta,</w>
			<w>Niejaka Modrzejewska, czy też Kwiatkowska nawet?</w>
			<w>I Holoubek i Hanuszkiewicz stworzyli kreacje ciekawe:</w>
			<w>Był Hamlet furiat i wariat, Hamlet cwaniak i Hamlet filozof,</w>
			<w>Nawet Hamlet na motocyklu, Hamlet z pieskiem i Hamlet z kozą,</w>
			<w>Hamlet myśliciel, zbawiciel i Hamlet zrobiony na chama,</w>
			<w>Więc jeden młody reżyser kiedy otrzymał ten dramat,</w>
			<w>To najpierw ze zmartwienia zzieleniał jak jaki ogórek,</w>
			<w>A potem uderzył głową w kamienny, przydrożny murek,</w>
			<w>I płakał i głośno biadolił: &ndash; O losie, losie fatalny,</w>
			<w>Co robić, żeby mój Hamlet był całkiem oryginalny,</w>
			<w>I żeby wśród grona krytyków i kompetentnych osób</w>
			<w>Mówiono, że odczytałem Hamleta na nowy sposób?</w>
			<w>I tak się tym wszystkim sfrustrował, tak o tym myślał dużo,</w>
			<w>Że rozpił się, i nie było dnia żeby się nie urżnął,</w>
			<w>A tu już premiera nadchodzi, już wali na salę publika,</w>
			<w>Już znawca siada przy znawcy, a krytyk koło krytyka&hellip;</w>
			<w>A wtem się uniosła kurtyna, orkiestra zagrała hopaka,</w>
			<w>I spoza kulis wyleciał reżyser na czworakach,</w>
			<w>Wyłącznie w sztywnych mankietach przymocowanych sznurkiem,</w>
			<w>Z półlitrówką pod lewą pachą oraz z wetkniętym piórkiem,</w>
			<w>I rąbnął ryjem o deski po stracie równowagi,</w>
			<w>A jeden krytyk szepnął: &ndash; To aluzja, że król jest nagi!!!</w>
			<w>Tymczasem nasz reżyser czknął, usiadł, potężnie chuchnął,</w>
			<w>Odgryzł zębami butelkę i jął się zalewać matuchną</w>
			<w>I krzyknął do Naczelnika Kultury: &ndash; A żebyś trzasnął!</w>
			<w>A potem się wypiął na wszystkich, ziewnął dwukrotnie i zasnął,</w>
			<w>A potem oklaski zabrzmiały i okrzyki: Bis! Brawo! Cudownie!</w>
			<w>Ach jakież to nowe spojrzenie! Dać mu medal, kupić mu auto!</w>
			<w>A jeden młody recenzent nawet rozdarł się &plqq;Autor, autor!!!&prqq;</w>
			<w>&ndash; Ależ panie &ndash; wyszeptał kolega &ndash; przecież Szekspir nie żyje</w>
			<w>niestety&hellip;!</w>
			<w>Młodzik pobladł i jęknął: &ndash; No patrz pan&hellip; a ja dzisiaj nie czytałem</w>
			<w>gazety&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nowe sporty</tytul>
		<comment>monolog dziecka</comment>
		<tekst>
			<w>Bardzo kiepskie są wyniki</w>
			<w>Naszej lekkiej atletyki,</w>
			<w>Polak kiedyś był potęgą</w>
			<w>A teraz jest niedołęgą,</w>
			<w>Jak pobiegnie to zemdleje</w>
			<w>A jak skoczy to się zleje</w>
			<w>Zimnym potem, oraz przedtem,</w>
			<w>I o pomoc prosi szeptem.</w>
			<w>Ja bym tam inne metody</w>
			<w>Wprowadził na te zawody,</w>
			<w>Nie jakieś biegi wzdłóż toru,</w>
			<w>Tylko raczej coś z folkloru,</w>
			<w>Jakąś specyfikę naszą</w>
			<w>Której inni się przestraszą,</w>
			<w>A my w absolutnej chwale</w>
			<w>Zgarniamy wszystkie medale.</w>
			<w>Na przykład zrobiłbym skoki</w>
			<w>Nie w górę, tylko na boki,</w>
			<w>A zamiast skoku o tyczce</w>
			<w>Wprowadził Skok O Zaliczce,</w>
			<w>Bieg po pensję dał czasami</w>
			<w>/trzy tysiące. Z przeszkodami/</w>
			<w>A znowuż wyścigi w chodach</w>
			<w>Rozgrywałbym w samochodach,</w>
			<w>Bo po marce samochodu</w>
			<w>Zaraz poznać klasę chodu.</w>
			<w>Poza tym po co te rzuty?</w>
			<w>Dużo lepsze są odrzuty</w>
			<w>Z zagranicznego eksportu,</w>
			<w>W sam raz dla naszego sportu,</w>
			<w>A jak rzut &ndash; to nie oszczepem,</w>
			<w>Tylko po naszemu, cepem,</w>
			<w>Ewentualnie nie młotem</w>
			<w>Tylko od sąsiadów kotem,</w>
			<w>Natomiast również nie kulą</w>
			<w>Tylko Józefem Kotulą</w>
			<w>Co chodził do twojej żony</w>
			<w>I ukradł ci kalesony.</w>
			<w>Wreszcie zamiast rzutu dyskiem</w>
			<w>Można by dać rzut przyciskiem</w>
			<w>Biurowym, w głowę kolegi,</w>
			<w>Potem rozegrać grę w piegi,</w>
			<w>Po zawodach palnąć mówkę,</w>
			<w>Zamiast nagród dać łapówkę</w>
			<w>I zdrowo popić na mecie,</w>
			<w>A nie gdzieś jeździć po świecie</w>
			<w>Żeby się z nas inni śmiali</w>
			<w>Że my tak kiepsko biegali&hellip;</w>
			<w>I owszem, zaprosić drani:</w>
			<w>&ndash; Przyjedźcie do nas kochani,</w>
			<w>Włóżcie tenisówki, szorty,</w>
			<w>Uprawiajcien a s z esporty!</w>
			<w>Lecz mało kto stąd wyjedzie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Nowy model sylwestra</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, sylwester już za pasem,</w>
			<w>Mama ściska biodra pasem</w>
			<w>Elastycznym, przez co chudnie</w>
			<w>I wygląda wręcz przecudnie!</w>
			<w>Tata wyjął garniturek</w>
			<w>I patrzy, czy nie ma dziurek,</w>
			<w>Bo się przecież kilka moli</w>
			<w>Mogło wkraść, mimo kontroli.</w>
			<w>Mama wkłada adamaszki,</w>
			<w>Tato nogi wbił w kamaszki,</w>
			<w>Przy czym dosyć głośno wrzasnął,</w>
			<w>Bo mu się zrobiło ciasno</w>
			<w>I się cały z bólu spocił,</w>
			<w>Tak mu szewc te buty sknocił.</w>
			<w>Ale wreszcie są gotowi,</w>
			<w>Stoją śliczni i różowi,</w>
			<w>A mama robi wymówkę:</w>
			<w>&ndash; Kopnąłbyś się po taksówkę!</w>
			<w>Tato na to, żeby mama</w>
			<w>Się kopnęła raczej sama,</w>
			<w>Dalejże się głośno spierać,</w>
			<w>Dalej złościć się i gderać,</w>
			<w>Było mnóstwo krzyku, śmiechu,</w>
			<w>Mamci brakło już oddechu,</w>
			<w>Wciągnęła powietrze w płucka</w>
			<w>I się stała rzecz nieludzka,</w>
			<w>Bo tu naraz jak coś huknie,</w>
			<w>I na mamci pękły suknie,</w>
			<w>I różne takie nadmiary</w>
			<w>Wyskoczyły przez te szpary,</w>
			<w>Co widząc kochany tata</w>
			<w>Ryknął śmiechem jak armata;</w>
			<w>Zapomniał o bólu w stópce</w>
			<w>I wyciął ze trzy hołubce,</w>
			<w>Ale zaraz zbladł, osłupiał</w>
			<w>I się więcej nie wygłupiał,</w>
			<w>Tylko &ndash; by mieć ulgę w mękach &ndash;</w>
			<w>Usiłował stać na rękach,</w>
			<w>A udałoby się, gdyby</w>
			<w>Nie wyrżnął nogami w szyby&hellip;</w>
			<w>Hej, zawyło, zaświstało,</w>
			<w>Meble śniegiem zasypało,</w>
			<w>Zamarznięta cała chatka,</w>
			<w>Długi sopel zwisa z dziadka,</w>
			<w>Babcia, twarda i uparta,</w>
			<w>Dotarła do klo na nartach,</w>
			<w>A syn Kazio pod schodami</w>
			<w>Stoczył walkę z pingwinami,</w>
			<w>Dalej wszyscy okna wprawiać!</w>
			<w>Dalej czyścić i ustawiać!</w>
			<w>Dalej machać szczotką, ścierką!</w>
			<w>Lśni mieszkanko jak lusterko.</w>
			<w>W piecu huczy, w telewizji</w>
			<w>Nie ma przerw w odbiorze wizji,</w>
			<w>Na ekranie Matka Boska&hellip;</w>
			<w>O, pardon, to pani Loska,</w>
			<w>Z pamięci zapowiedź szasta,</w>
			<w>Że zaraz za pięć dwunasta.</w>
			<w>Mama zdjęła strój popruty,</w>
			<w>Tata zdjął te ciasne buty,</w>
			<w>Jęli bratać się i kochać,</w>
			<w>Życzyć sobie tudzież szlochać,</w>
			<w>Z nimi dzieci i dziadkowie,</w>
			<w>Tata wzniósł toast na zdrowie,</w>
			<w>I wszyscy o wpół do pierwszej</w>
			<w>Zasnęli w zgodzie najszczerszej.</w>
			<w>A inni pili żubrówkę,</w>
			<w>Marnotrawili gotówkę,</w>
			<w>I nazajutrz mieli katza,</w>
			<w>I co? Czy to się opłaca?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Śluby rycerskie</tytul>
		<tekst>
			<w>Przed kolejną, wojenną, rycerską wyprawą</w>
			<w>Składali wszyscy śluby jak wymaga prawo.</w>
			<w>Na przykład Bobczyk, który miał w herbie pawiana</w>
			<w>Ślubował nie jeść mięsa, aż zabije chana</w>
			<w>Tatarskiego. Niestety, wyrok losów sprzeczny</w>
			<w>Spowodował, iż wybuchł tam przewrót społeczny,</w>
			<w>Chanowi łeb urżnięto, nogi et cetera,</w>
			<w>I wybrano sejm, senat, rząd oraz premiera,</w>
			<w>Bobczyk ślubu nie spełnił i już nieustannie</w>
			<w>Żył odtąd na sucharkach i na kaszce mannie.</w>
			<w>Natomiast Rosołowski poprzysiągł się wcale</w>
			<w>Nie golić, aż odzyszcze święte Jeruzalem</w>
			<w>I wyruszył samotrzeć, lecz gdy przez Podole</w>
			<w>Posuwał, wpadł ciupasem w turecką niewolę</w>
			<w>Kędy sułtański chirurg, w charakterze szpasa</w>
			<w>Zrobił mu pewien zabieg i dał mu pół basa</w>
			<w>Na drogę. Rosołowski nie zdobył więc miasta,</w>
			<w>Przeto wciąż się nie goli, lecz i nie zarasta.</w>
			<w>Cerę ma różowiutką, mieszka wraz z mateńką,</w>
			<w>I podśpiewuje raźnie, tyle że dość cieńko.</w>
			<w>Zaś rycerz Dreptak przysiągł:</w>
			<w>&ndash; Miejcie mnie za burka, jeślibym do zabicia ostatniego Turka</w>
			<w>Dotknął swej ślubnej żony w jakikolwiek sposób.</w>
			<w>Tu podpisał, wzbudzając podziw mnóstwa osób,</w>
			<w>Na koń skoczył i ruszył, gdy wtem krzyknął hetman:</w>
			<w>&ndash; Na boga, panie Dreptak, do Turcji to nie tam,</w>
			<w>Tylko w przeciwną stronę! &ndash; Wiem &ndash; rzekł Dreptak kwaśnie</w>
			<w>&ndash; Że w przeciwną, dlatego też tam jadę właśnie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Jeżeli Turczynów nie wygnieciesz w walce</w>
			<w>Nie możesz dotknąć żony nawet małym palcem!</w>
			<w>Dreptak warknął przez zęby: &ndash; Mój zacny hetmanie,</w>
			<w>Nim co powiesz, obejrzyj wprzódy moją Franię&hellip;</w>
			<w>I wyjął miniaturkę. Co widząc szef armii,</w>
			<w>Wzdrygnął się i rzekł cicho: &ndash; Synu&hellip; jedź do Warmii&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Śmierć kontradmirała</tytul>
		<tekst>
			<w>Pośród zamieci, śniegów i lodowców</w>
			<w>Dryfuje stary zardzewiały wrak &ndash;</w>
			<w>To kontradmirał na kontrtorpedowcu</w>
			<w>Wyruszył znów na antarktyczny szlak.</w>
			<w>Zasypał śnieg kontradmiralski salon,</w>
			<w>Z wybitych szyb wypełza zimny mrok,</w>
			<w>A w mroku lśni kontradmiralski galon.</w>
			<w>A nad nim lśni kontradmiralski wzrok.</w>
			<w>Śmiertelny mróz na gardle palce kładzie.</w>
			<w>A kontradmirał snuje wspomnień nić.</w>
			<w>Jak z kontrabandą walczył w kontrwywiadzie.</w>
			<w>W kontrofensywach jak się umiał bić&hellip;</w>
			<w>I wielka mu wspomina się opera,</w>
			<w>I jednej Kasi słyszy znów kontralt,</w>
			<w>I widzi twarz jej gacha, kontrolera</w>
			<w>Od kontramarek, przy odbiorze palt&hellip;</w>
			<w>Zahuczał wiatr, zadrżało pudło stare.</w>
			<w>Pochwycił je w stalowe kleszcze prąd.</w>
			<w>A kontradmirał chciał dać kontraparę,</w>
			<w>Lecz nagle zawył: &ndash; Dość już tego &plqq;kontr&prqq;!!!</w>
			<w>Dać całą naprzód &ndash; krzyknął w jakąś rurę &ndash;</w>
			<w>Z żelaznych ram wypadły resztki szkła</w>
			<w>I stary wrak wpadł na lodową górę</w>
			<w>I ruszył w swój ostatni rejs &ndash; do dna!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Środek na korozję</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy go deszcz zmoczył i wiatr przewiał</w>
			<w>Lub śnieg przysypał w srogich bojach,</w>
			<w>To rycerz Dreptak strasznie rdzewiał</w>
			<w>(znaczy nie on, lecz jego zbroja).</w>
			<vsp/>
			<w>Nie dość, że kaszlał, kichał, skrzypiał,</w>
			<w>Rzęził, charkotał, lał i kaszlał,</w>
			<w>To jeszcze tak okrutnie zgrzytał</w>
			<w>Jakby po szybie stara raszpla.</w>
			<vsp/>
			<w>Czasami kneź za łyżkę chwyta,</w>
			<w>By zjeść na obiad smaczne skwarki,</w>
			<w>A tu za onkem cos tak zgrzyta,</w>
			<w>Że aż przechodzą wszystkich ciarki.</w>
			<vsp/>
			<w>Apetyt wszystkich wnet odbiega,</w>
			<w>Truchleje dwór w ksiażęcym domu</w>
			<w>&ndash; Rety, to znowy ta lebiega,</w>
			<w>Chodzący symbol zbiórki złomu.</w>
			<vsp/>
			<w>Widząc tak wielkie animozje</w>
			<w>Dreptak, by prestiż swój ocalić,</w>
			<w>Wynalazł środek na korozję</w>
			<w>I przyszedł, by się nim pochwalić.</w>
			<vsp/>
			<w>Wchodzi bez zgrzytu i bez szmeru&hellip;</w>
			<w>Tłum dworzan właśnie zupkę chłeptał,</w>
			<w>Wtem wszyscy w krzyk: &plqq;- A to dopiero!</w>
			<w>Niech żyje wynalazca Dreptak!!!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Zaraz rycerzy wstało paru,</w>
			<w>Ucalowali jego szczerze</w>
			<w>I mówią: &plqq;- Ty, daj trochę smaru</w>
			<w>Bo nam rdzewieją też pancerze&hellip;&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; A proszę, niech panowie biorą. &ndash;</w>
			<w>Rzekł Dreptak. &ndash; zaraz wszystkim zważę,</w>
			<w>Lecz kosztowało mnie to sporo,</w>
			<w>Więc teraz uncja po talarze.</w>
			<vsp/>
			<w>Wszyscy spuścili nos na kwintę,</w>
			<w>A książę spuścił nos na kwartę</w>
			<w>I wpadł na pomysł w jednej chwili,</w>
			<w>I krzyknął grożnie: &ndash; A gdzie patent?</w>
			<vsp/>
			<w>Dreptak zaś dumnie podniósł głowę,</w>
			<w>Nie zląkł się, bo był z dobrej szlachty,</w>
			<w>Poprosił księcia o rozmowę</w>
			<w>I obaj wdali się w konszachty,</w>
			<vsp/>
			<w>I doszli do ustaleń pewnych,</w>
			<w>I zapisali rzecz do książek:</w>
			<w>&plqq;Pancerzol&prqq; &ndash; patent przeciwrdzewny.</w>
			<w>Autorzy: Dreptak oraz książę.</w>
			<vsp/>
			<w>I pieniądz sikał im do kasy</w>
			<w>Od wszystkich zbroi, tarcz i mieczów&hellip;</w>
			<w>Takie to wredne były czasy</w>
			<w>W tym zafajdanym średniowieczu.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Święcone Materialisty</tytul>
		<tekst>
			<w>Żył sobie materialista, co miał wierzącą żonę,</w>
			<w>A przez to moc kłopotów, ponieważ ta żona</w>
			<w>Koniecznie chciała mieć w domu święcone</w>
			<w>A że nie miała, więc była wkurzona,</w>
			<w>Tłukła szklanki, raz zupę wylała mu na głowę,</w>
			<w>Więc ten nieszczęśnik, czując że w łeb sobie strzeli,</w>
			<w>Krzyknął: &ndash; Możemy mieć święcone, ale wyłącznie ludowe!!!</w>
			<w>No i mieli&hellip; Przede wszystkim zmienili nazwę zgodnie z tym planem,</w>
			<w>Ze &plqq;święconego&prqq; na &plqq;akceptowane&prqq;,</w>
			<w>Następnie przygotowali potraw zestaw wielki,</w>
			<w>Upiekli więc nie baby, lecz obywatelki,</w>
			<w>Miast palmy zrobionej z bazi, postawili w przepięknej wazie</w>
			<w>bardzo ciekawą książeczkę o nadbudowie i bazie w językoznastwie&hellip;</w>
			<w>Skończywszy te prekursorskie praktyki</w>
			<w>Udali się w celu odbycia przedświątecznej samokrytyki,</w>
			<w>Poczem wrócili weseli w piękny, wiosenny poranek,</w>
			<w>I nagle spostrzegli, że przecież wcale nie mają pisanek,</w>
			<w>Ani jajka, by się nim dzielić. Na myśl o tym, wierzącej żonie</w>
			<w>Zaczęły się oczy pocić i latać nerwowo dłonie,</w>
			<w>Lecz mąż zawołał przytomnie: &ndash; Ach, na to także poradzę!</w>
			<w>I podzielił się z nią wspomnieniami z okresu walki o władzę.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Święta krowa</tytul>
		<tekst>
			<w>Mlekodajna, piękna, zdrowa,</w>
			<w>Żyła kiedyś zwykła krowa.</w>
			<w>Z przodu żarła trawę z sieczką,</w>
			<w>A z tyłu dawała mleczko.</w>
			<w>Dawała je w zimie, w lecie,</w>
			<w>Uwielbiali krowę kmiecie.</w>
			<w>Prawie hołd składali krowie,</w>
			<w>Aż jej przewrócili w głowie.</w>
			<w>Uwierzyła że jest święta</w>
			<w>I zrobiła się nadęta,</w>
			<w>Okrąglejsza od balona,</w>
			<w>I jakaś taka natchniona&hellip;</w>
			<w>Poszedł ją wydoić Wicek,</w>
			<w>A krowa w krzyk: &ndash; Won od cycek!</w>
			<w>W ziemię bij przede mną głową,</w>
			<w>Jestem bowiem świętą krową!</w>
			<w>Przyjechał krówski pan likarz,</w>
			<w>&ndash; Co ty tak &ndash; powiada &ndash; brykasz?</w>
			<w>Krowa, nie speszona wcale,</w>
			<w>&ndash; Odejdź &ndash; mówi &ndash; konowale,</w>
			<w>Właśnie czuję, że powoli</w>
			<w>Dostaję już aureoli!</w>
			<w>&ndash; Nieraz &ndash; rzekł lekarz &ndash; przy wzdęciu</w>
			<w>Szajba odbija bydlęciu,</w>
			<w>Nie bierz żeż, durny bawole,</w>
			<w>Tej szajby za aureolę,</w>
			<w>I posłuchaj mojej rady &ndash;</w>
			<w>Zrób ze dwa lub trzy przysiady,</w>
			<w>Bo cię te gazy uśmiercą!</w>
			<w>&ndash; Milcz &ndash; krowa na to &ndash; bluźnierco!</w>
			<w>Nie chciała słuchać dyrektyw,</w>
			<w>Bluzgała stekiem inwektyw,</w>
			<w>Aż doktor, co nie miał czasu,</w>
			<w>Zasunął jej szprycę z kwasu,</w>
			<w>Poczem schował się w lucernie,</w>
			<w>A ta krowa jak nie świernie!</w>
			<w>(czyli jak nie zaświergoli)</w>
			<w>I brzuch jej opadł powoli,</w>
			<w>Znów zrobiła się zwyczajna,</w>
			<w>Grzeczna, i w ogóle fajna&hellip;</w>
			<w>Wniosek: żadne dyrektywy,</w>
			<w>Nie zastąpią lewatywy!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Święto kwiatów I</tytul>
		<tekst>
			<w>O efektownej, smukłej dziewannie</w>
			<w>Mówi się wszędzie i nieustannie,</w>
			<w>Ot, mąż na przykład gdy wraca z drogi,</w>
			<w>Woła: &ndash; Dzie wanna? Ide myć nogi!</w>
			<vsp/>
			<w>Fiołek jest wśród kwiatków rodzajem wesołka,</w>
			<w>Nie razu się powiada o kimś że &plqq;ma fiołka&prqq;.</w>
			<w>Natomiast o kimś ważnym powiada się zgoła</w>
			<w>Inaczej, bo z szacunkiem: Ten, ale, ma fioła!</w>
			<vsp/>
			<w>Bratek ma dosyć mocną pozycję,</w>
			<w>Gdyż popierany jest przez milicję.</w>
			<w>Podczas włamania, albo wypadku,</w>
			<w>Milicja woła: &ndash; Ha! Tuś mi, bratku!</w>
			<vsp/>
			<w>Hodowanie rezedy bardzo się opłaca,</w>
			<w>Gdyż jej zapach wybitnie pomaga na katza.</w>
			<w>Pijaka przenosimy w rezedę, i wtedy</w>
			<w>mówimy że przeniesiony został do rezedy.</w>
			<vsp/>
			<w>Nasturcja jest odbiciem historycznej fali &ndash;</w>
			<w>Kiedyś, tośmy się nawet trochę Turcji bali,</w>
			<w>A teraz &ndash; prawdę mówiąc &ndash; panie redaktorze,</w>
			<w>Nas Turcja może &hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Święto kwiatów II</tytul>
		<tekst>
			<w>Pożytek z mlecza:</w>
			<vsp/>
			<w>Siadł w mlecz</w>
			<w>Pewien rozrabiaka&hellip;</w>
			<w>Mała rzecz,</w>
			<w>A radość jaka!</w>
			<vsp/>
			<w>Kiedyś pewien kneź w Klecinie</w>
			<w>Zrobił forsę na roślinie,</w>
			<w>Więc ten kwiatek, zgodnie z tradycją,</w>
			<w>Zwiemy po dziś dzień forsycją.</w>
			<vsp/>
			<w>Pan Mickiewicz w wierszu &plqq;Lilie&prqq;</w>
			<w>Okrył wstydem swą familię</w>
			<w>Pisząc: &plqq;W wieńcu lilije</w>
			<w>Ach czyjeż to są, czyje?&prqq;</w>
			<w>Tymczasem wie nawet dziecię</w>
			<w>że Lilii nikt nie uplecie,</w>
			<w>Bo jest sztywna, więc się złamie&hellip;</w>
			<w>Do szkoły panie Adamie!</w>
			<vsp/>
			<w>Raport o kaktusie:</w>
			<vsp/>
			<w>Donoszę odnośnie kaktusa</w>
			<w>Panie naczelniku</w>
			<w>Że nie ma on krewnych w USA,</w>
			<w>Ale ma mnóstwo w Meksyku!</w>
			<vsp/>
			<w>Do pachnącego groszku</w>
			<w>Groch się przybliżył po troszku,</w>
			<w>Obwąchał, i spytał niecnota:</w>
			<w>&ndash; Ciota?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Święty Włodzimierz</tytul>
		<tekst>
			<w>Między żywych schodzi co jesieni</w>
			<w>Dobry święty, towarzysz Lenin.</w>
			<w>Wieczorami stąpa po asfalcie</w>
			<w>W leninówce i w niemodnym palcie,</w>
			<vsp/>
			<w>Chodzi, bracie po szarym świecie,</w>
			<w>Wiatr mu liście pod nogi miecie,</w>
			<w>Idą deszcze, żółkną ogrody,</w>
			<w>Obryzgują go samochody.</w>
			<vsp/>
			<w>Patrzy Lenin w lewo i w prawo,</w>
			<w>Czasem mruczy sam do siebie: &ndash; Brawo!</w>
			<w>Czasem okiem mongolskim błyska</w>
			<w>I w kieszeni pięści zaciska.</w>
			<vsp/>
			<w>Wielkomiejski ruch dokoła,</w>
			<w>Tu fabryka, tam nowa szkoła,</w>
			<w>Oświetlone sklepy przy drodze</w>
			<w>I urzędnik w błyszczącej wołdze.</w>
			<vsp/>
			<w>Myśli Lenin: &ndash; Wszystko przewidziałem,</w>
			<w>Moje słowo stało się ciałem,</w>
			<w>Nawet trochę za dobrze się stało &ndash;</w>
			<w>Ciała dużo, a słowa zbyt mało&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Jak to mało? W kinach i witrynach</w>
			<w>&plqq;Leninowi&prqq;, &plqq;Z Leninem&prqq;, &plqq;Lenina&prqq;,</w>
			<w>Jego portret maluje chałturnik</w>
			<w>I kicz o nim nakręcają w wytwórni.</w>
			<vsp/>
			<w>Ściąga Lenin leninówkę na oczy,</w>
			<w>Ulicami jesiennymi kroczy,</w>
			<w>Widzi pałac błyszczący i nowy</w>
			<w>Ale nie wie czy to Smolny, czy Zimowy?</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie Lenin, w tył założył ręce,</w>
			<w>Drepcze za nim moje stare serce,</w>
			<w>Moje serce melancholijne</w>
			<w>Gówno warte, bo bezpartyjne.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Paliwo</tytul>
		<tekst>
			<w>Ty nie siedź z miną nieszczęśliwą,</w>
			<w>Włóż spodnie, odstaw denaturat,</w>
			<w>Idź, formowane kup paliwo,</w>
			<w>Na zimę przyda się akurat!</w>
			<w>Nadlecą wichry rozszumiane,</w>
			<w>Przyjdą zawieje i śnieżyce,</w>
			<w>A ty paliwo formowane</w>
			<w>Będziesz już dawno miał w piwnicy&hellip;</w>
			<w>Rodzina skupi się, szczęśliwa,</w>
			<w>Przy piecu wszyscy siądą blisko,</w>
			<w>Formowanego garść paliwa</w>
			<w>Rzucisz łopatką w palenisko,</w>
			<w>I zapijając grzanym piwem</w>
			<w>Wędzone lub smażone trocie,</w>
			<w>Uformowane tym paliwem</w>
			<w>Będziesz się cieszył niczym kocię&hellip;</w>
			<w>I będziesz w myślach swych dziękował</w>
			<w>Naukowcowi dużej klasy,</w>
			<w>Który paliwo uformował</w>
			<w>Żebyś nie zamarzł, byku krasy!</w>
			<w>I wyobrazisz sobie w dali</w>
			<w>Zamglonej, ustawiony szereg</w>
			<w>Wytwórni formowanych paliw,</w>
			<w>Funkcjonujących bez usterek.</w>
			<w>I zespół pracowników, który</w>
			<w>Żadnych czynności nie pominie,</w>
			<w>Skomplikowane receptury</w>
			<w>Realizując precyzyjnie!</w>
			<w>Więc, rozpalając piec, rodacy</w>
			<w>Kawałkiem formowanej kostki</w>
			<w>Pomyślcie, ile tkwi w niej pracy,</w>
			<w>Ile rzetelnej, ludzkiej troski,</w>
			<w>Jakie problemy wewnątrz siedzą</w>
			<w>I jakie naukowe dane!!!</w>
			<w>&hellip;dzięki ci, ścisła wiedzo</w>
			<w>Za to paliwo formowane!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pana Mikołaja Reja z Nagłowic rozmyślania&hellip;</tytul>
		<podtytul>&hellip;dlaczego w Polszcze nie wyszedł drugi etap reformacyjej?</podtytul>
		<tekst>
			<w>Jako fala ogromna w biblijnym potopie</w>
			<w>Widmo Reformacyjej krąży po Europie.</w>
			<w>Każda nacja, gdy z Rzymem nie bardzo się zgadza</w>
			<w>Obiera tę religię, która jej dogadza:</w>
			<w>We Szwajcarjej kalwinizm ma swoje mieszkanie,</w>
			<w>Hugonoci we Francyjej, w Angliej &ndash; anglikanie,</w>
			<w>Husyta siedzi w Czechach, protestant we Szwecjej,</w>
			<w>Posłuszny ewangelik żywie w Enerdecjej.</w>
			<w>Przyszła Reformacyja i na polskie kresy,</w>
			<w>W pierwszym etapie spore odnosząc sukcesy,</w>
			<w>Gdyż lud tutajszy, chocia niezbyt pracowity,</w>
			<w>bywa tolerancyjny, zwłaszcza gdy jest spity.</w>
			<w>Szerzy się apostazja, papież piuskę targa,</w>
			<w>Blednie kardynał Hozjusz i młodziutki Skarga,</w>
			<w>Już drżą czy ocaleje w Polszcze kościół święty,</w>
			<w>Gdy wtem śród innowierców wszczęły się fermenty</w>
			<w>I &ndash; jako się to u nas bardzo często zdarza &ndash;</w>
			<w>Już ten tego podgryza, ten tego naparza,</w>
			<w>Dalej że w dyskusyje, sejmiki, dystrakcje,</w>
			<w>Dalej się na wyznania dzielić i na frakcje,</w>
			<w>Mikołaj w protestanty, do Kalwinów Marian,</w>
			<w>Jasio poszedł w husyty a Stasio do arian.</w>
			<w>To co w każdym z narodów płynie własnym nurtem &ndash;</w>
			<w>Polaczkowie u siebie chcieli zrobić hurtem,</w>
			<w>Wedle swoich rodzimych, lechickich poetyk</w>
			<w>(o czem sam wiem najlepiej, bom takoż heretyk)</w>
			<w>Aż się całkiem pożarli, i z tej właśnie racyjej</w>
			<w>Nie wyszedł w Polszcze Drugi Etap Reformacyjej.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Panienka z pierwszej i drugiej ręki</tytul>
		<tekst>
			<w>Panienka z pierwszej ręki</w>
			<w>To przedmiot lirycznych westchnień,</w>
			<w>Promy czek słońca maleńki,</w>
			<w>Kwiatki nad wodą niebieskie.</w>
			<w>Jeszcze są przed nią udręki</w>
			<w>Pierwszy, dziewiczy jęk</w>
			<w>Panienka z pierwszej ręki</w>
			<w>Świeżutki, cieplutki wdzięk.</w>
			<w>Panienka z pierwszej ręki</w>
			<w>Czysta, jak kwiecie akacji:</w>
			<w>Nie wie, co stresy i sęki</w>
			<w>Prostracji i alienacji.</w>
			<w>Przez życia burze i lęki</w>
			<w>Na rękach musisz ją nieść &ndash;</w>
			<w>Panienkę z pierwszej ręki,</w>
			<w>A razem z nią &ndash; i jej cześć.</w>
			<w>Panienka z pierwszej ręki,</w>
			<w>Gdy ją porzucić spróbujesz,</w>
			<w>Odwoła się do maleńki:</w>
			<w>A ta ci życie zatruje.</w>
			<w>Przetrzymaj, zaciśnij szczęki</w>
			<w>I znajdź &ndash; rozejrzawszy się w krąg &ndash;</w>
			<w>Panienkę z drugiej ręki</w>
			<w>Lub z kilku dalszych rąk.</w>
			<vsp/>
			<w>Panienka z drugiej ręki</w>
			<w>To przedmiot naszych pożądań,</w>
			<w>Nie ma, jak inne panienki,</w>
			<w>Przesadnych życzeń i żądań,</w>
			<w>Rzadko przeżywa udręki,</w>
			<w>Obcy jej upór i lęk.</w>
			<w>Panienka z drugiej ręki</w>
			<w>Sprawdzony, zmierzony wdzięk.</w>
			<w>Panienka z drugiej ręki</w>
			<w>Dobra na okres wakacji,</w>
			<w>Ma już za sobą sęki</w>
			<w>Społecznej weryfikacji.</w>
			<w>Kmicic do swojej Oleńki</w>
			<w>Uderzał pięć lat lub sześć</w>
			<w>Panience z drugiej ręki</w>
			<w>Wystarczy życzliwe &ndash; cześć!</w>
			<vsp/>
			<w>Panienka z drugiej ręki.</w>
			<w>Gdy ci się znowu znudzi</w>
			<w>Rzecz załatwicie od ręki</w>
			<w>Jak dwoje dorosłych ludzi.</w>
			<w>Lecz czasem na dźwięk piosenki</w>
			<w>Nagle zapatrzysz się w dal</w>
			<w>Panienka z drugiej ręki,</w>
			<w>Panienka z drugiej ręki&hellip;</w>
			<w>Panienka z drugiej ręki&hellip;</w>
			<w>Z drugiej&hellip; A jednak żal!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Panika</tytul>
		<tekst>
			<w>W roku tysiąc czterysta dwudziestym i siódmym</w>
			<w>Stała się rzecz paskudna i wielce niemiła &ndash;</w>
			<w>Kneź Witold, zdyszany, spocony i brudny</w>
			<w>Wpadł i rzeki do Jagiełły: &ndash; Żona cię zdradziła!</w>
			<vsp/>
			<w>Była to czwarta żona (trzy już król pochował)</w>
			<w>Księżna Zofia Holszańska, w skrócie Sonką zwana;&hellip;</w>
			<w>Siedemdziesięciosześcioletni król skoczył do pował</w>
			<w>I krzyknął: &ndash; Łapać tego, tfy erotomana!</w>
			<vsp/>
			<w>Zaraz wieść się rozeszła, że stary się piekli,</w>
			<w>I naród się dowiedział i przeraził szczerze</w>
			<w>Poczem &ndash; tej samej nocy &ndash; precz z Polski uciekli</w>
			<w>Trzej bardzo szanowani i dzielni rycerze.</w>
			<vsp/>
			<w>Pierwszy &ndash; Jan z Koniecpola umknął w samych gaciach,</w>
			<w>Ażeby za granicą ukryć się u cioci,</w>
			<w>A tuż za nim w panice zwiewali dwaj bracia &ndash;</w>
			<w>Nierozłączni Dobiesław i Piotr ze Szczekocin.</w>
			<vsp/>
			<w>Inni zaś nie zdążyli. Wpadł Hincza z Rogowa,</w>
			<w>Wpadł młodziutki Jan Kraska i Wawer Zaremba,</w>
			<w>Wreszcie został schwytany rycerz Piotr z Kurowa,</w>
			<w>Gdy, nieświadom niczego, dłubał mieczem w zębach.</w>
			<vsp/>
			<w>Drżeli w lochu, czekając aż ich kał obedrze</w>
			<w>Ze skóry, lub powsadza ich na kotki w płocie,</w>
			<w>Gdy wtem królowa Sonka przysięgła w katedrze</w>
			<w>Że jest taką niewinną jak malutkie kocię.</w>
			<vsp/>
			<w>Jagiełło się rozjaśnił, wypuścił ich z ciurmy,</w>
			<w>Żonę na przeprosiny buchnął dwakroć w mankiet,</w>
			<w>Spostponował Witolda, krzycząc: &ndash; Oż ty durny!</w>
			<w>A niedoszłych wisielców zaprosił na bankiet.</w>
			<vsp/>
			<w>Że zaś już był wiekowy (jak się wyże; rzekło)</w>
			<w>Więc puchar wychyliwszy, zdrzemnął się nad michą.</w>
			<w>Wówczas królowa rzekła: &ndash; No, to się upiekło&hellip;</w>
			<w>Na co oni jęknęli:</w>
			<w>&ndash; Sza! Będziesz ty cicho???!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pan Tadeusz &ndash; Inwokacja</tytul>
		<tekst>
			<w>O czymże dumać na paryskim bruku?</w>
			<w>Siędę, napiszę jaką rzecz do druku,</w>
			<w>Niedługą wszakże, gdyż szkolne reformy</w>
			<w>Nie preferują zbyt rozwlekłej formy.</w>
			<w>Oto &ndash; na dowód &ndash; list najświeższej daty</w>
			<w>Z podpisem Pani Minister Oświaty:</w>
			<w>&prqq; &ndash; Panie Mickiewicz, ogromnie mię wzrusza</w>
			<w>Epicki patos &plqq;Pana Tadeusza&prqq;,</w>
			<w>Nie mam też żadnych uwag co do treści,</w>
			<w>Lecz w gabarytach szkolnych się nie mieści,</w>
			<w>Bo polska młodzież, chociaż nader bystra,</w>
			<w>Dźwigając nadmiar wiedzy w swych tornistrach</w>
			<w>Nie zdąży nawet poznać Mistrza Jana</w>
			<w>Dobraczyńskiego, cóż dopiero Pana?</w>
			<w>Chcąc przeto zyskać u nas popyt szerszy,</w>
			<w>Skróć każdą księgę gdzieś do ośmiu wierszy,</w>
			<w>Piętnując przytem alkoholizm szlachty</w>
			<w>I prozachodnie, niezdrowe konszachty&hellip;&prqq;</w>
			<w>Do ośmiu wierszy&hellip; zabieg dość ponury&hellip;</w>
			<w>Lecz mamże wypaść z ram literatury?</w>
			<w>Nigdy! Doczekać muszę takiej chwili</w>
			<w>By te komiksy pod strzechy trafili!</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA I: Gospodarstwo</w>
			<w>Cichy wieczór na Litwie, owczarz owce maca</w>
			<w>A Tadeusz po studiach do domu powraca</w>
			<w>Chce usprawnić rolnictwo, do pracy aż wzdycha</w>
			<w>Ale Wojski natychmiast daje mu kielicha</w>
			<w>Pod wpływem alkoholu Tadzio czując Wenę</w>
			<w>Podrywa własną ciocię, starą Telimenę</w>
			<w>A Asesor z Rejentem kłócą się przy wódce</w>
			<w>Wreszcie wszyscy posnęli. Dalszy ciąg już wkrótce.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA II: Zamek</w>
			<w>Pośród krat, baszt i różnych innych dupereli</w>
			<w>Siedzi Hrabia po mieczu, pochwie i kądzieli</w>
			<w>Zaś Gerwazy oparty na swym Scyzoryku</w>
			<w>Opowiada mu serial o starym Stolniku</w>
			<w>Co Jackowi Soplicy nie chciał dać swej córki</w>
			<w>Więc tamten go &ndash; i słusznie &ndash; uwalił z dwururki</w>
			<w>Hrabia pije z Gerwazym i zemstę przysięga</w>
			<w>Zaś Woźny pędzi bimber. Tu kończy się księga.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA III: Umizgi</w>
			<w>Wszyscy idą na grzyby. Wybucha panika</w>
			<w>Bo krótkowzroczny Sędzia zeżarł sromotnika</w>
			<w>Szczęściem kapitan Ryków co tam był akurat</w>
			<w>Wrzasnął : &plqq;Wy jemu dajtie skorje dienaturat.</w>
			<w>Na truciznu &ndash; trucizna.&prqq; Sędzia chwycił flaszkę,</w>
			<w>Ucałował odbitą na niej trupią czaszkę</w>
			<w>Wypił, huknął jak wszystkie pułki artylerii</w>
			<w>I wyzdrowiał. Niestety, koniec trzeciej serii.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA IV: Dyplomatyka i Łowy</w>
			<w>Lud prosty w wiejskiej karczmie szykuje powstanie</w>
			<w>Zaś Hrabia z Tadeuszem robią polowanie</w>
			<w>Lecz że obaj pijani kiepsko im się wiedzie</w>
			<w>I każdy zamiast jednego widzi dwa niedźwiedzie</w>
			<w>Aż dopiero ksiądz Robak wybiegłszy zza krzaka</w>
			<w>Wygrzmocił misia pałą jak Ryndszus Polaka</w>
			<w>Pałą? &ndash; zdziwił się Wojski &ndash; A gdzie ksiądz ją znalazł?</w>
			<w>Dał mi ją przeor Kiszczak. Dalszy ciąg już zaraz.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA V: Kłótnia</w>
			<w>Asesor pił Jarzębiak, Rejent ćpał Wiśniówkę</w>
			<w>Jankiel z Woźnym Protazym chlali Pejsachówkę</w>
			<w>Telimena Vistulę obciągała bratu</w>
			<w>Gdy Klucznik wleciał z okrzykiem : Biorą do Senatu!</w>
			<w>Zaraz tam pogonili wypluwając płuca</w>
			<w>Płócienniczak, Gargamel, brat Glempa i Guca</w>
			<w>Z tym, że jakoś do Izby Wyższej nie trafili</w>
			<w>Więc są w izbie wytrzeźwień. Dalszy ciąg po chwili.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA VI: Zaścianek</w>
			<w>Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński Zaścianek</w>
			<w>Spożyciem alkoholu, ilością skrobanek</w>
			<w>Pieśniami, które nuci lud prostolinijny</w>
			<w>Czasem jakaś głodówka, strajk protestacyjny</w>
			<w>Lud przyciśnięty nędzą, szlachcic mazowiecki</w>
			<w>Za kilka marek pacierz odmawia niemiecki</w>
			<w>Zaś miejscowej starszyźnie profesor Wisłocka</w>
			<w>Doradza, jak dać dupy. Teraz dobranocka.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA VI: Zaścianek wersja II</w>
			<w>Sędzia razem z Protazym knują za kominem,</w>
			<w>Potem z księdzem Robakiem knują, Bernardynem,</w>
			<w>Zaś w Dobrzyńskim Zaścianku dzielnej szlachty wiele</w>
			<w>Knuje z Maciejem, zwanym &plqq;Kurkiem na kościele&prqq;.</w>
			<w>Tadeusz słuchał, patrzył, wreszcie spytał: &ndash; Wuju,</w>
			<w>Dlaczego wszędzie słychać &plqq;knuju knuju knuju&hellip;&prqq;?</w>
			<w>&ndash; Ty też knuj&hellip; &ndash; mruknął Sędzia, więc Tadeusz w nerwach</w>
			<w>Zaczął knuć Pannę Zosię. Koniec księgi &ndash; przerwa.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA VI: Zaścianek wersja III</w>
			<w>W Zaścianku dziś wybory, więc głosuje wiara:</w>
			<w>Ten chce Napoleona, a ów obstawia cara.</w>
			<w>Wreszcie podsumowano wszystkie elementy:</w>
			<w>Napoleon &ndash; dziewięćdziesiąt, car ma dwa procenty.</w>
			<w>A więc car, co jest jasne nawet niemowlęciu,</w>
			<w>Ma większość: sześćdziesiąt pięc do trzydziestu pięciu.</w>
			<w>Kto tego nie zrozumiał, ten jest kawał ścierwa,</w>
			<w>Oj, będzie z tego draka &ndash; przedtem krótka przerwa.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA VII: Rada</w>
			<w>Szlachta radzi jakby tu pozbyć się Moskali</w>
			<w>Nadjeżdża pędem Hrabia, strasznie konia wali</w>
			<w>Wiezie wieść, że jak słychać z plotek i przecieków</w>
			<w>Ksiądz Jankowski masowo nawraca Ubeków</w>
			<w>Jezu! &ndash; krzyknął ksiądz Robak &ndash; To dopiero kino!</w>
			<w>To przez to pół kościoła mam zapchane gliną!</w>
			<w>Wzburzona tym niechlujstwem szlachty cała zgraja</w>
			<w>Wyrusza na Soplicę. Teraz będą jaja.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA VII: Rada wersja II</w>
			<w>Szlachta radzi, jak by tu pozbyć się Moskali,</w>
			<w>Nadjeżdża pędem Hrabia, strasznie konia wali,</w>
			<w>Wiezie wieść, że krajowa lista się zesrała,</w>
			<w>Wszedł tylko Kozakiewicz, bo pokazał wała.</w>
			<w>(Chwileczkę &ndash; rzekł Asesor. Nabrać się nie damy</w>
			<w>To nie ten Kozakiewicz!- Ale wał ten samy!!!) [1]</w>
			<w>A tymczasem Rózeczka kłóci się z Konewką,</w>
			<w>Gerwazy z Kropicielem a Jankiel z Brzytewką,</w>
			<w>Wreszcie zamiast na wroga, cała owa zgraja</w>
			<w>Wyrusza na Soplicę. Teraz będą jaja!</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA VIII: Zajazd</w>
			<w>Podkomorzy miał właśnie obalić Pershinga</w>
			<w>Gdy wleciał cwałem Hrabia, w dłoni lśni mu klinga</w>
			<w>Za nim szlachta szturmuje dwór, kuchnie, piwnice</w>
			<w>Gerwazy lewą dłonią pochwycił Soplicę</w>
			<w>I z okrzykiem Soplico! Giń kanalio chytra!</w>
			<w>Odbiwszy główkę wypił Soplicy pół litra</w>
			<w>Ale zaraz uczciwie wszystko zwrócił z pluskiem</w>
			<w>Padł i zasnął. W następnej księdze przyjdą Ruskie.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA IX: Bitwa</w>
			<w>Szlachta związana w pęczki leży chłop przy chłopie</w>
			<w>Patrząc, jak brzydki Moskal polską wódkę żłopie</w>
			<w>Major Płut Telimenę już dosiadał gwałtem</w>
			<w>Gdy kwestarz Robak wjechał swoim starym autem</w>
			<w>I wykrzyknął basem: &plqq;Zciągnąć z niej tę carską glizdę!&prqq;</w>
			<w>Za późno! Płut wystrzelił. Salwa poszła w izbę</w>
			<w>A cała rota jegrów poszła spać do piachu</w>
			<w>W następnej księdze nasi będą wiać na Zachód.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA IX: Bitwa wersja II [1]</w>
			<w>Szlachta związana w pęczki leży chłop przy chłopie</w>
			<w>Patrząc, jak brzydki Moskal polską wódkę żłopie</w>
			<w>Major Płut Telimenę już dosiadał gwałtem</w>
			<w>Gdy kwestarz Robak wjechał swoim starym autem</w>
			<w>I kaznodziejskim basem ryknął &plqq; Won od dupy!!&prqq;</w>
			<w>Za późno, Płut wystrzelił. Sypnęły się trupy</w>
			<w>A cała rota jegrów poszła spać do piachu</w>
			<w>W następnej księdze nasi będą wiać na Zachód.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA X: Emigracja</w>
			<w>Nazajutrz wszyscy zbiegli do Napoleona</w>
			<w>Tylko ksiądz Robak nie mógł, bo akurat kona</w>
			<w>Kona, kona, aż zgłodnał. Zerwał jabłko z krzaka</w>
			<w>Nadgryzł je i w środku też ujrzał robaka</w>
			<w>Cześć kuzynie &ndash; rzekł robak. Ksiądz zasłonił lica</w>
			<w>I wyszeptał Spierdalaj, jam Jacek Soplica</w>
			<w>&plqq;Wiedziałem &ndash; mruknął Sędzia &ndash; już od pierwszych kartek&prqq;</w>
			<w>Koniec księgi. W następnej wkroczy Bonaparte.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA XI: 1812</w>
			<w>O roku ów! Kto cię widział na Litwie i w Rusi</w>
			<w>Ten wiedział, że ten burdel źle się skończyć musi</w>
			<w>Tłok, że nie ma na czym usiąść, co najwyżej w kucki</w>
			<w>Poniatowski, Dąbrowski, Wałęsa, Piłsudski</w>
			<w>Jankiel miast poloneza majofesa grzmoci</w>
			<w>Zosia płacze, bo Tadzia złapała na cioci</w>
			<w>A z RFN-u już wraca stara wołowina</w>
			<w>Co ją kiedyś skradł Hitler. Łoj, zbliża się finał!</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA XI: 1812 wersja II [1]</w>
			<w>O roku ów! Kto cię widział na Litwie i w Rusi</w>
			<w>Ten wiedział, że ten burdel źle się skończyć musi</w>
			<w>Tłok, że nie ma na czym usiąść, co najwyżej w kucki</w>
			<w>Poniatowski, Dąbrowski, Wałęsa, Piłsudski</w>
			<w>Jankiel miast poloneza majofesa grzmoci</w>
			<w>Zosia płacze, bo Tadzia złapała na cioci</w>
			<w>A naród skreśla wszystkich od dołu do góry</w>
			<w>I tak się wepchną jutro podczas drugiej tury.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA XI: 1812 wersja II</w>
			<w>O roku ów! Kto widział cię na Litwie i Rusi,</w>
			<w>Ten wiedział, że ten burdel źle się skończyć musi!</w>
			<w>Tłok, nie ma na czym usiąść (co najwyżej w kucki),</w>
			<w>Poniatowski, Dąbrowski, bodajże Piłsudski,</w>
			<w>Jankiel miast Poloneza, majufesa grzmoci,</w>
			<w>Zosia płacze, bo Tadzia złapała na Cioci</w>
			<w>A uwłaszczone chłopstwo wyrywa do miasta</w>
			<w>I tworzy proletariat&hellip; Wnet księga dwunasta.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA XII: Kochajmy się!</w>
			<w>Pije szlachta przy Wiejskiej ulicy skupiona</w>
			<w>Zdrowie Sędziego, Zosi i Napoleona</w>
			<w>Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!</w>
			<w>I prezydent tych Stanów, pan Clinton kochany</w>
			<w>Nikt nie chodzi do pracy, wszędzie dzwony dzwonią</w>
			<w>Towarzysze pancerni do spowiedzi gonią</w>
			<w>Bonaparte ocipiał i na Moskwę rusza</w>
			<w>No, tu na szczęście koniec Pana Tadeusza.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA XII: Kochajmy się! wersja II</w>
			<w>Szlachta pije jak zwykle i wiwaty wznosi</w>
			<w>Napoleona, Wodzów, Tadeusza, Zosi,</w>
			<w>Zaproszonych, jak również nieproszonych gości,</w>
			<w>Mniejszości narodowych, milczącej większości,</w>
			<w>Wiwat nasza Reforma, wiwat PRON kochany,</w>
			<w>Wiwat Sejm, wiwat Naród, potępiamy Stany,</w>
			<w>Wyrównać stary Portfel, Hu &ndash; Ha, hulaj dusza&hellip;!</w>
			<w>&hellip;koniec dwunastej księgi &plqq;Pana Tadeusza&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>KSIĘGA XIII: Geopolityka</w>
			<w>Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza</w>
			<w>Gdy nagle krzyk się podniósł : &plqq;Napoleon spieprza!&prqq;</w>
			<w>Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu</w>
			<w>&plqq;Aj, waj &ndash; zmartwił się Jankiel &ndash; uciekł do Paryżu&prqq;</w>
			<w>W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków</w>
			<w>W kufajce i walonkach wszedł kapitan Ryków</w>
			<w>I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą :</w>
			<w>&plqq;Nu, wot my znowuż razem&prqq; I tak już zostało.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pan Wołodyjowski</tytul>
		<tekst>
			<w>Powyciągawszy smutne wnioski</w>
			<w>Z sukcesów polskiej nowej szkoły</w>
			<w>Film &ndash; gigant &plqq;Pan Wołodyjowski&prqq;</w>
			<w>Robimy, barwny i wesoły</w>
			<w>Już przydzielona każda rola,</w>
			<w>Już słychać krzyki reżyserów,</w>
			<w>Już wynajęto Dzikie Pola</w>
			<w>W jednym z czołowych PGR-ów,</w>
			<w>Już wykopano stromy parów</w>
			<w>By w nim grasanci grasowali</w>
			<w>Wśród nich kilku jest Tatarów,</w>
			<w>Czterej kozacy (wszyscy biali),</w>
			<w>I innych osobników tłuszcza,</w>
			<w>Co &ndash; chociaż niesprecyzowani &ndash;</w>
			<w>To patrząc na nich się przypuszcza</w>
			<w>Że mniej lub więcej esesmani&hellip;</w>
			<w>Słychać okrzyki &plqq;Rachu-ciachu&prqq;</w>
			<w>(bo głupio mieszać tu Allacha&hellip;)</w>
			<w>Wołodyjowski na wałachu</w>
			<w>szabelką i czym może macha.</w>
			<w>myślą Żukrowski i Kotowicz:</w>
			<w>&ndash; Jakże tu Azją zwać bandytę?</w>
			<w>Ameryka-Tuhajbejowicz</w>
			<w>Niechaj porywa tę kobitę!</w>
			<w>Faktycznie! Oto porwał basię</w>
			<w>Chociaż się darła: &ndash; Jejku! Mamo!</w>
			<w>Zaś Luśnia warknął: &ndash; Ty burasie!</w>
			<w>Zaraz ja zrobię ci to samo!</w>
			<w>I rzeczywiście wśród dąbrowy</w>
			<w>Niewąsko zajął się padalcem,</w>
			<w>Na maszt go nadział antenowy</w>
			<w>I oczko mu wydłubał palcem!</w>
			<w>Jeszcze benzyną zlał odmieńca,</w>
			<w>Podpalił go, obrzucił stekiem</w>
			<w>I wszyscy chodu do Kamińca</w>
			<w>Co walczył już z Czang-Kaj-Szekiem.</w>
			<w>Niestety, padły zamku mury,</w>
			<w>Pan Michał wpadł więc na myś mądrą,</w>
			<w>A zaraz potem wpadł do dziury,</w>
			<w>Gdzie rozbił buzdyganem jądro.</w>
			<w>Jak ci nie huknie! Jak nie strzeli!</w>
			<w>To ci fajerwerk był dopiero!</w>
			<w>Wszyscy w powietrze wylecieli</w>
			<w>Wraz z reżyserem i kamerą&hellip;</w>
			<w>Ocean ognia wszystko zalał,</w>
			<w>Płacz podniósł się od Tatr do Wdzydzów,</w>
			<w>I nikt dosłownie nie ocalał&hellip;</w>
			<w>&hellip;z wyjątkiem nas, kinowych widzów&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Paryskie dożynki</tytul>
		<tekst>
			<w>Żniwa, żniwa w Paryżu,</w>
			<w>Żniwa owsa i ryżu,</w>
			<w>Wszędzie tańce i śpiewy wiejskie,</w>
			<w>Plon latoś bardzo fajny,</w>
			<w>Jadą, jadą kombajny</w>
			<w>Przez Pola Elizejskie.</w>
			<vsp/>
			<w>Niosą żeńcy jak trzeba</w>
			<w>Ogromny bochen chleba</w>
			<w>Wypieczony genialnie,</w>
			<w>&ndash; Hej, plon niesiemy, plon,</w>
			<w>W gospodarza maison!</w>
			<w>Zawodzą rytualnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Toczą się przez bulwary</w>
			<w>Wozy pełne bez miary,</w>
			<w>Idą różne dziewczynki w szeregu,</w>
			<w>Słodko brzmi w ich usteczkach</w>
			<w>Pioseneczka &plqq;Szła dzieweczka</w>
			<w>do laseczka&prqq;. Bulońskiego.</w>
			<vsp/>
			<w>Jadą, jadą skuterem</w>
			<w>Bardotka z Rene Clairem.</w>
			<w>A za nimi sto motorów z wyciem.</w>
			<w>Marc Chagalle wraz z Picassem</w>
			<w>Machają wielkim hasłem:</w>
			<w>&plqq;Śtafeta Ślakiem Zwycięstw&prqq;!</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie, idzie Prezydent,</w>
			<w>W ręku trzyma Farridę,</w>
			<w>W drugim ręku &ndash; pół litra koniaku,</w>
			<w>Namawia gospodarzy:</w>
			<w>&ndash; Pijta, niech wam się darzy</w>
			<w>W pszeniczce i w rzepaku!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, grają tarabany,</w>
			<w>A w Notre-Damie &ndash; organy</w>
			<w>Naprawione w ramach gwarancji,</w>
			<w>Brzmią pieśni w całym kraju&hellip;</w>
			<w>Dobrego urodzaju</w>
			<w>Wam życzymy, chłopi z Bratniej Francji!!!</w>
			<w>Księga piąta &ndash; Legowisko Lwa</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Patent</tytul>
		<tekst>
			<w>Od kiedyśmy przyszli na ten ziemski padół,</w>
			<w>Uśmiech nigdy nie był naszą główną wadą &ndash;</w>
			<w>Francuski jest lekki, ciężki jest tyrolski,</w>
			<w>Angielski jest dziwny&hellip; Jaki jest ten polski?</w>
			<w>Można to prześledzić już od wieków paru &ndash;</w>
			<w>Nie lubi uśmiechu ni władza, ni naród.</w>
			<w>Skrzetuski się nie śmiał w domu ani w polu,</w>
			<w>Pan Zagłoba śmiał się, lecz po alkoholu,</w>
			<w>Jagiełło był smutny jak cmentarne brzózki,</w>
			<w>A Stańczyk? Wystarczy zobaczyć Hołd pruski&hellip;</w>
			<w>Spróbuj się uśmiechnąć nagle na deptaku:</w>
			<w>&ndash; Ty się z kogo śmiejesz, cholerny ciapciaku?</w>
			<w>W biurze przełożony uwagę ci zwraca:</w>
			<w>&ndash; Żadne chichy-śmichy, tu jest, panie, praca!</w>
			<w>Uśmiech na zebraniu też burzę rozpęta:</w>
			<w>&ndash; On się śmiał z wytycznych oraz prelegenta!</w>
			<w>W szkole nauczyciel przy elementarzu:</w>
			<w>&ndash; Ja ci się pośmieję, ty jakiś gówniarzu!</w>
			<w>Student na wykładach też słyszy: &ndash; Kolego,</w>
			<w>Nasza ekonomia to nic wesołego!</w>
			<w>Nie śmiej się przed grzechem, podczas i po grzechu:</w>
			<w>&ndash; Ja ci zaufałam, a tobie do śmiechu!</w>
			<w>Nie śmiej się ho urząd, kościół, sekretariat,</w>
			<w>Każdy kto się śmieje to wróg albo wariat&hellip;</w>
			<w>Więc gdy mnie czasem ktoś zahacza krótko:</w>
			<w>&ndash; Wam z jakich powodów jest tak wesolutko?</w>
			<w>Wariackie papiery wydobywam r buta:</w>
			<w>&ndash; Cretin satiricus chichrajtis acuta.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Patent na uśmiech</tytul>
		<tekst>
			<w>Od kiedyśmy przyszli na ten ziemski padół,</w>
			<w>Uśmiech nigdy nie był naszą główną wadą.</w>
			<w>Francuski jest lekki, ciężki jest tyrolski,</w>
			<w>Angielski jest dziwny&hellip; Jaki jest ten polski?</w>
			<w>Można to prześledzić już od wieków paru &ndash;</w>
			<w>Nie lubi uśmiechu ni władza, ni naród.</w>
			<w>Skrzetuski się nie śmiał w domu ani w polu,</w>
			<w>Pan Zagłoba śmiał się, lecz po alkoholu,</w>
			<w>Jagiełło był smutny jak cmentarne brzózki,</w>
			<w>A Stańczyk? Wystarczy zobaczyć &plqq;Hołd Pruski&prqq;&hellip;</w>
			<w>Spróbuj się uśmiechnąć nagle na deptaku:</w>
			<w>&ndash; Ty się z kogo śmiejesz, cholerny ciapciaku?</w>
			<w>W biurze przełożony uwagę ci zwraca:</w>
			<w>&ndash; Żadne chichy-śmichy, tu jest, panie, praca!</w>
			<w>Uśmiech na zebraniu też burzę rozpęta:</w>
			<w>&ndash; On się śmiał z wytycznych oraz z prelegenta!</w>
			<w>W szkole nauczyciel przy elementarzu:</w>
			<w>&ndash; Ja co się pośmieję, ty jakiś gówniarzu!</w>
			<w>Student na wykładach też słyszy:</w>
			<w>&ndash; Kolego, nasza ekonomia, to nic wesołego&hellip;</w>
			<w>Nie śmiej się przed grzechem, podczas, i po grzechu:</w>
			<w>&ndash; Ja ci się oddałam, a tobie do śmiechu&hellip;</w>
			<w>Nie śmiej się bo kościół, urząd, sekretariat,</w>
			<w>Każdy kto się śmieje to wróg albo wariat.</w>
			<w>Więc kiedy mnie czasem ktoś zahacza krótko:</w>
			<w>&ndash; Wam z jakich powodów jest tak wesolutko?</w>
			<w>Wariackie papiery wydobywam z buta:</w>
			<w>&ndash; Cretin satiricus chichrajtis acuta!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Październik</tytul>
		<tekst>
			<w>Ech, to byli chłopaki!</w>
			<w>Mieli stare waciaki,</w>
			<w>Nie tam żaden dziesiejszy ortalion!</w>
			<w>Szturmowali Zimowy,</w>
			<w>Poczem zmyto im głowy,</w>
			<w>Bo ktoś zgwałcił Kobiecy Batalion.</w>
			<vsp/>
			<w>Bagnetami zjeżeni</w>
			<w>Przypadali do ziemi,</w>
			<w>Podsadzali pod bramy petardy,</w>
			<w>Obsiadali taczanki</w>
			<w>Strojni w czapki uszanki,</w>
			<w>A na czapkach czerwone kokardy.</w>
			<vsp/>
			<w>Byli dzielni i prości,</w>
			<w>Nieświadomi wielkości,</w>
			<w>Nie równajmy się do nich, bo wstyd aż &ndash;</w>
			<w>Od nich się agitacji</w>
			<w>Oraz argumentacji</w>
			<w>Mógłby uczyć współczesny dygnitarz.</w>
			<vsp/>
			<w>Mamy fiaty i wołgi,</w>
			<w>Samoloty i czołgi,</w>
			<w>Przydział chleba, i cukru, i masła,</w>
			<w>Produkcyjne narady,</w>
			<w>Personalne układy,</w>
			<w>Książki, wstążki, pieniążki i hasła.</w>
			<vsp/>
			<w>Dla nas Rzymy i Krymy,</w>
			<w>Gdzie zechcemy &ndash; jeździmy,</w>
			<w>Rakietami latamy do nieba,</w>
			<w>Młodzież coraz piękniejsza,</w>
			<w>Nawet śmierć coraz lżejsza,</w>
			<w>Czego, kurcze, właściwie nam trzeba?</w>
			<vsp/>
			<w>Może właśnie fufajki</w>
			<w>I machorki do fajki,</w>
			<w>Żeby zamiast posady i kawy</w>
			<w>I rozważań przy biurku &ndash;</w>
			<w>Mieć karabin na sznurku</w>
			<w>I na patrol iść, ważny dla Sprawy.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pean na cześć intronizacji ministra Sidorowicza</tytul>
		<tekst>
			<w>Szumi Odra, pluszcze Wisła,</w>
			<w>Świeży wietrzyk powiał,</w>
			<w>Wrocław wreszcie ma ministra</w>
			<w>W Ministerstwie Zdrowia.</w>
			<w>Zdychają mikroby,</w>
			<w>Pryskają choroby,</w>
			<w>Już nie będą nas gnębiły</w>
			<w>I naszej chudoby.</w>
			<w>Smutna Czerwonka</w>
			<w>Po polu się błąka,</w>
			<w>Tak przelękła się ministra</w>
			<w>Aż się biedna jąka.</w>
			<w>Krętek, całkiem blady,</w>
			<w>Ucieka w Bieszczady.</w>
			<w>Szukaj sobie, Blady Krętku</w>
			<w>Gdzie indziej posady!</w>
			<w>Spotkała się Grypa</w>
			<w>Z kompleksem Edypa:</w>
			<w>&ndash; Wie pan, wczoraj umarł Tyfus,</w>
			<w>Jutro ma być stypa&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pejzażyk</tytul>
		<tekst>
			<w>Stoi kiosk, a przed kioskiem</w>
			<w>Walkowiak z Rosołowskim</w>
			<w>Piją z butelek piwo</w>
			<w>I dyskutują żywo.</w>
			<w>A stoją jak trębacze,</w>
			<w>Jakby w sposób junacki</w>
			<w>Grali na trąbkach czaczę</w>
			<w>Względnie hejnał mariacki</w>
			<w>Lewe dłonie na szelkach</w>
			<w>A prawe na butelkach.</w>
			<w>Ustalony porządek,</w>
			<w>I schemat już utarty &ndash;</w>
			<w>Lewa bada żołądek,</w>
			<w>Prawa odmierza kwarty.</w>
			<w>Tymczasem ich zmysły</w>
			<w>Pracują w sposób ścisły</w>
			<w>Aż słychać przez naskórek</w>
			<w>Chrobot szarych komórek,</w>
			<w>I spod nawisłych powiek</w>
			<w>Oko błyska rozumnie,</w>
			<w>Zaraz widać, że człowiek,</w>
			<w>A człowiek to brzmi dumnie</w>
			<w>Zwłaszcza gdy podsłuchacie</w>
			<w>Jak dyskutują z mocą,</w>
			<w>Walkowiak: &ndash; No co bracie?</w>
			<w>Rosołowski: &ndash; A bo co?</w>
			<w>Tu się uśmiechną do się</w>
			<w>Okrzykną pannę Helcię:</w>
			<w>&ndash; Panno Helciu, poprosiem</w>
			<w>Jeszcze raz po dubelcie!</w>
			<w>Mrok już ziemię ogarnia,</w>
			<w>Słychać w krzakach wrzask koci,</w>
			<w>A w nich wre uczuć nadmiar</w>
			<w>Oraz nadmiar wilgoci.</w>
			<w>Et z wilgocią pół biedy,</w>
			<w>Można i na półpiętrze,</w>
			<w>Ale co począć, kiedy</w>
			<w>Uczucia coraz większe?</w>
			<w>Więc już się jeden słania</w>
			<w>Drugi się wspina miętko,</w>
			<w>Po schodach do mieszkania</w>
			<w>Do żony, byle prędko!</w>
			<w>Jak wysoko&hellip; mój boże&hellip;</w>
			<w>Ręka za klamkę łapie&hellip;</w>
			<w>Homo sapiens? Być może</w>
			<w>Na razie homo sapie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pełnia!</tytul>
		<tekst>
			<w>Jedni lubią filety,</w>
			<w>Drudzy wolą kobiety,</w>
			<w>Jeszcze inni &ndash; uprawę ziemi,</w>
			<w>Lub sportowe zmagania.</w>
			<w>Ja &ndash; kocham sprawozdania</w>
			<w>Z różnych otwarć i akademii.</w>
			<w>Żadnych tam niespodzianek,</w>
			<w>Wszystko zgodne z planem,</w>
			<w>Każde słowo, gest każdy i okrzyk,</w>
			<w>Tak samo od stuleci,</w>
			<w>Bo to już Ramzes Trzeci</w>
			<w>Rzecz ustalił, i Scypion Młodszy.</w>
			<w>Wchodzą różni panowie,</w>
			<w>Wiem co każdy z nich powie,</w>
			<w>Jakich w mowie użyje metafor&hellip;</w>
			<w>To samo w przeddzień bitwy</w>
			<w>Mówił ongiś do Litwy</w>
			<w>Nowogródzki władyka, Litawor.</w>
			<w>Znaczy się żeby razem,</w>
			<w>Oraz znaczy się z gazem,</w>
			<w>bez pardonów i bez zachamowań,</w>
			<w>Że jak zewrzemy tyły</w>
			<w>To nie na nas siły:</w>
			<w>Polepszymy jakość opakowań!</w>
			<w>Wszystko z jednej matrycy &ndash;</w>
			<w>Karafka na mównicy,</w>
			<w>Małe dzieci wręczają kwiecie,</w>
			<w>Harcerze wszystkich duszą</w>
			<w>Chustkami (widać muszą!)</w>
			<w>Tak w centrali, jak na powiecie.</w>
			<w>Patrzę pełen zachwytu &ndash;</w>
			<w>Żadnych potknięć, ni zgrzytów,</w>
			<w>Niepotrzebnych, niezdrowych sensacji,</w>
			<w>Wszystko jak trzeba płynie&hellip;</w>
			<w>&hellip;wreszcie w jakiejś dziedzinie</w>
			<w>Mamy pełnię stabilizacji!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pewny słup</tytul>
		<tekst>
			<w>Czasami pośród rozważań licznych</w>
			<w>Tak sobie myślę teoretycznie,</w>
			<w>Czy słup, powiedzmy telegraficzny,</w>
			<w>Jest całkiem pewny politycznie?</w>
			<w>Chyba w zasadzie jest pewny raczej,</w>
			<w>Dużych pretensji sobie nie rości,</w>
			<w>Nie miewa błędów, ani wypaczeń,</w>
			<w>Wahań, załamań i wątpliwości&hellip;</w>
			<w>Wprawdzie nikomu nigdy nie pomógł,</w>
			<w>Ale też nie wpadł w mieszczańskie gusta&hellip;</w>
			<w>Tylko że po co potrzebna komu</w>
			<w>Ta jego pewność, drętwa i pusta?</w>
			<w>Już ja tam wolę Zyzia Dreptaka,</w>
			<w>Co nie od razu sztywno stać umiał,</w>
			<w>Co nieraz gryzł się, męczył i płakał,</w>
			<w>I często błądził, zanim zrozumiał.</w>
			<w>Już ja go bardziej kocham i cenię,</w>
			<w>Chciałbym jak brata wziąć go w ramiona</w>
			<w>Za jego wady, jego zwątpienia,</w>
			<w>ZA jego wierność &ndash; gdy się przekona.</w>
			<w>Zyzio wędruje wśród huraganów,</w>
			<w>Szlak jego bywa wąski i śliski &ndash;</w>
			<w>Słup będzie służyć każdemu panu,</w>
			<w>Jest politycznie pewny dla wszystkich</w>
			<w>&hellip;ale przy wstrząsach ziemskiej skorupy</w>
			<w>W krytyczniej chwili, w walce lub biedzie</w>
			<w>Walą się nieraz bezduszne słupy</w>
			<w>A człowiek myśli. I nie zawiedzie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pierwsze poważne ostrzeżenie</tytul>
		<tekst>
			<w>Ot, zmartwienie i zgroza:</w>
			<w>Wchodzi ciocia skleroza</w>
			<w>Ukradkiem pod czyjś dach,</w>
			<w>Gość siada do obiadu</w>
			<w>A ona go od zadu</w>
			<w>Zachodzi i w łeb trach!</w>
			<w>I spójrzmy, co się dzieje?</w>
			<w>Facet cały sztywnieje,</w>
			<w>Oczy mu stają w słup,</w>
			<w>A ciocia grubą laską</w>
			<w>Macha, i jeszcze raz go</w>
			<w>W wierzchołek czaszki łup!</w>
			<w>Gość popada w amnezję,</w>
			<w>Zupy do końca nie zje,</w>
			<w>Wstaje, biegnie do drzwi,</w>
			<w>Wraca, siada, coś bąka,</w>
			<w>Wreszcie w obrus siąka</w>
			<w>Śmiejąc się: &ndash; Hy hy hy!!!</w>
			<w>Następnie na szwagierkę</w>
			<w>Wylewa salaterkę</w>
			<w>I potok brzydkich słów,</w>
			<w>I wyjąwszy dwururkę</w>
			<w>Krzyczy: &ndash; Tę wodną kurkę</w>
			<w>Zastrzelę z obu luf!!!</w>
			<w>Tu świadomość mu wraca,</w>
			<w>Gość po głowie się maca</w>
			<w>Obrzuca wzrokiem dom,</w>
			<w>A widząc trwogę gości</w>
			<w>Udaje, że to dowcip</w>
			<w>Mówiąc: &ndash; Kaj my to som?</w>
			<w>Więc nastrój się odpręża,</w>
			<w>Żona całuje męża,</w>
			<w>A żonę pieści mąż,</w>
			<w>Lecz skleroza przez kuchnię</w>
			<w>Znów wchodzi i jak buchnie!!!</w>
			<w>&hellip;i tak już będzie wciąż!</w>
			<w>Hej, czyś cieć, czyś dygnitarz,</w>
			<w>Też cię kiedyś przywita</w>
			<w>Zacna ciocia skleroza</w>
			<w>I też ci da po głowie,</w>
			<w>Więc żyj z ludźmi jak człowiek</w>
			<w>I nie bądź taki kozak!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń finałowa</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej ramiona swoje złączmy</w>
			<w>Niech poglądy nas nie dzielą</w>
			<w>Śmiałym krokiem wspólnie kroczmy</w>
			<w>W czwarty wiek przed naszą erą,</w>
			<w>Wprawdzie wiatr złowrogi zadął</w>
			<w>I nastaje na nas Pers,</w>
			<w>Ale my z helleńską swadą</w>
			<w>Zakrzyknijmy z głębi serc:</w>
			<w>Jakoś to będzie, jakoś to będzie,</w>
			<w>Tu się doczepi, tam dolepi lub doprzędzie,</w>
			<w>Tu się wywróży, tam się przedłuży,</w>
			<w>Ciut zachachmęci, ciut wykręci, ciut wykurzy,</w>
			<w>Trochę przysiędzie, trochę zbędzie,</w>
			<w>Trochę w oczy sypnie kurz,</w>
			<w>Jakoś to będzie i już!</w>
			<w>Kiedyś w szkole każde dziecię</w>
			<w>Będzie wkuwać greckie mity,</w>
			<w>Jak do domu przez lat dziesięć</w>
			<w>wracał Odys tak był spity,</w>
			<w>I co łabądź zrobił Ledzie,</w>
			<w>A co znów Europie byk&hellip;</w>
			<w>Bedzie o nas głośno, bedzie,</w>
			<w>Więc radosny wznieśmy krzyk:</w>
			<w>Jakoś to będzie, jakoś to będzie,</w>
			<w>Tu się doczepi, tam dolepi lub doprzędzie,</w>
			<w>Tu się wywróży, tam się przedłuży,</w>
			<w>Ciut zachachmęci, ciut wykręci, ciut wykurzy,</w>
			<w>Trochę przysiędzie, trochę zbędzie,</w>
			<w>Trochę w oczy sypnie kurz,</w>
			<w>Jakoś to będzie i już!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń klientów ORS-u</tytul>
		<tekst>
			<w>Wróg się do nory kryje jak Borsuk</w>
			<w>A malkontentom także nie w smak &ndash;</w>
			<w>Dziesięć milionów klientów ORSu</w>
			<w>Wyszło ze śpiewem na jasny szlak!</w>
			<w>Dźwięczą im pieśni, zdobią ich kwiaty,</w>
			<w>Ziemia się nisko ściele do stóp,</w>
			<w>Szmaty i graty &ndash; wszystko na raty,</w>
			<w>Tuptajmy śmiało, tup tup tup tup!</w>
			<vsp/>
			<w>Krzywią się zbóje i bumelanci,</w>
			<w>W leśnych ostępach płoszy się zwierz,</w>
			<w>Płaczą jak bobry liczni żyranci:</w>
			<w>Weźcie nas z sobą, my chcemy też!</w>
			<w>A oni idą, silni, bezwzględni,</w>
			<w>W setkach szeregów, w tysiącach grup,</w>
			<w>Ich nie zatrzyma żaden urzędnik,</w>
			<w>Tuptajmy śmiało, tup tup tup tup!</w>
			<vsp/>
			<w>Uśmiech na twarzy, kwiatek przy gorsie,</w>
			<w>Już nie zapłacę zaległych rat!</w>
			<w>Możesz wekslami wypchać się ORSie,</w>
			<w>Nas czeka lepszy, weselszy świat!</w>
			<w>Tam wszystko w srebrze, złocie i bieli,</w>
			<w>Tam przez dzień cały na harfach, lub</w>
			<w>Na bałałajkach grają anieli,</w>
			<w>Tuptajmy śmiało, tup tup tup tup!</w>
			<vsp/>
			<w>Wyżej i wyżej, po orlej perci,</w>
			<w>Nie ma się czego wahać i bać,</w>
			<w>Życie jest krótkie &ndash; za to po śmierci</w>
			<w>Nikt ci nie powie: &ndash; Te, raty płać!</w>
			<w>Mnę z satysfakcją ratalny talon,</w>
			<w>A potem z gracją sam włażę na grób,</w>
			<w>Niech sobie zdobi ORSowski salon</w>
			<w>Mój żyrant-balon! Tup tup tup tup!</w>
			<vsp/>
			<w>Niech sobie zdobi ORSowski salon</w>
			<w>Nasz żyrant-balon, Tup tup tup tup!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o bimbrze</tytul>
		<tekst>
			<w>Proso się prosi, smęda się smędzi,</w>
			<w>Artysta rzeźbi Grupę Maryny,</w>
			<w>A Wojtuś Dreptak bimber se pędzi,</w>
			<w>Który i smak ma, i witaminy.</w>
			<w>Idzie nowymber, za nim decymber</w>
			<w>(jak to w Paryżu mówi się ładnie),</w>
			<w>A Wojtuś Dreptak pędzi se bimber,</w>
			<w>Pędzi z wszystkiego czego dopadnie.</w>
			<w>Potrafi z cukru, względnie melasy,</w>
			<w>Z żyta, z pszenicy, z marchwi, z brukselki,</w>
			<w>Z maku, z makuchów, kaszy, kiełbasy,</w>
			<w>Z dębowej, względnie sosnowej belki.</w>
			<w>Czasem to taki szwung ma, aż warczy,</w>
			<w>I wtedy pędzi bez dania racji</w>
			<w>Ze świecy, z karborundowej tarczy,</w>
			<w>Jak również z drenów od melioracji,</w>
			<w>Ze szwedzkiej stali, z żydowskiej macy,</w>
			<w>Z kaloszy, z transmisyjnego pasa,</w>
			<w>A jak gdzieś dorwał kiedyś &plqq;Głos pracy&prqq;,</w>
			<w>To też wydoił z niego pół basa.</w>
			<w>Ba, to nie koniec! Gdy katecheta</w>
			<w>Diabła z Trypućki wypędzał z trudem,</w>
			<w>To Dreptak zabrał się do faceta,</w>
			<w>Bęc, i wypędził! Tyle że wódę.</w>
			<w>Tyle w nim werwy, tyle pomysłów,</w>
			<w>Geniusz i lotny, i aktualny&hellip;</w>
			<w>Wziąć go, wykąpać i do przemysłu,</w>
			<w>Niech nam przerabia węgiel brunatny!</w>
			<w>Niech mu wagony zwożą i barki</w>
			<w>Ropę naftową, fosfor, piryty,</w>
			<w>Dajcie mu miedzi! Dajcie mu siarki!</w>
			<w>A on narobi z nich okowity,</w>
			<w>I ruszy eksport do Senegalu,</w>
			<w>I innych krajów podzwrotnikowych,</w>
			<w>&hellip;a Dreptak pędzi,</w>
			<w>dziś z esperalu</w>
			<w>I z broszur antyalkoholowych&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o górkach rozrządowych</tytul>
		<tekst>
			<w>Jest gdzieś, na wyspach koralowych</w>
			<w>Rozsianych jak korali sznurek</w>
			<w>Kraina Górek Rozrządowych</w>
			<w>Niezwykle dumna z owych górek.</w>
			<w>Wachlarz &ndash; rzec można &ndash; dość rozległy:</w>
			<w>Paryż jest dumny ze swej mody,</w>
			<w>Rzym chlubi się swym Colloseum,</w>
			<w>Istambuł &ndash; piękną Odaliską,</w>
			<w>Leningrad piękne ma muzeum,</w>
			<w>A Pekin ma wogóle wszystko&hellip;</w>
			<w>Zaś w tej krainie, za morzami</w>
			<w>Za sześćdziesiątą zagranicą,</w>
			<w>Rozrządowymi się górkami</w>
			<w>Mieszkańcy nałogowo szczycą.</w>
			<w>Prasa wypluwa z siebie żyły,</w>
			<w>I w radio nieraz nucą chórki:</w>
			<w>&ndash; Daj Bóg, by latoś obrodziły</w>
			<w>W ojczyźnie górki jak ogórki!</w>
			<w>W telewizorze widać biurko</w>
			<w>I się odbywa akademia</w>
			<w>Na temat: &plqq;Rozrządową górką</w>
			<w>Jak spowodować falę przemian?&prqq;</w>
			<w>Poeta w rymy wiąże słowa</w>
			<w>Poemat pisząc na maszynie:</w>
			<w>&ndash; O górko, górko rozrządowa,</w>
			<w>Wolę cię, niźli swą Marynię!</w>
			<w>Wyspierz, gdy się w pościeli tarza</w>
			<w>W jednym z bezsennych swoich stanów</w>
			<w>Te górki sobie wyobraża</w>
			<w>Jak stado licząc je baranów,</w>
			<w>Myli, zaczyna więc od nowa</w>
			<w>Chcąc snem ukoić biedną głowę:</w>
			<w>&ndash; O&hellip; roz-rządowa, dwu-rządowa,</w>
			<w>Trzy, cztero, czterysto-rządowe&hellip;</w>
			<w>Budzi się nagle&hellip; Wszędzie ciemno&hellip;</w>
			<w>Wtem jak nie wrzaśnie: &ndash; Joj, sen mara!</w>
			<w>Tam znowu górki dwie przede mną&hellip;!</w>
			<w>Nie&hellip; to śpi tylko moja stara&hellip;</w>
			<w>Spokojnie wstaje, je śniadanie,</w>
			<w>Poczem do pracy mknie, fachowiec,</w>
			<w>Zadanie: górek rozrządzanie,</w>
			<w>Zawód: górkowiec &ndash; rozrządowiec.</w>
			<w>Cel życia: Tak zadaniom sprostać</w>
			<w>I taką się wykazać głową,</w>
			<w>Żeby samemu kiedyś zostać</w>
			<w>Największą Górką Rozrządową!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o obłapce</tytul>
		<tekst>
			<w>On: Obłapka przy śniadanku</w>
			<w>To miły zwyczaj nasz,</w>
			<w>Bo zwykle o poranku</w>
			<w>Na baczność wszystko masz,</w>
			<w>Więc zachwycona babka</w>
			<w>Podziwia: &ndash; Ho ho ho!</w>
			<vsp/>
			<w>chór: Obłapka, ach obłapka,</w>
			<w>Doprawdy to jest to!</w>
			<vsp/>
			<w>duet: Obłapki przy obiadku</w>
			<w>Też nie ma się co bać,</w>
			<w>Choć wolałbyś w swym sadku</w>
			<w>Na trawce świeżej spać,</w>
			<w>Gdzie wokół pachną jabłka,</w>
			<w>I pająk snuje nić&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>chór: Obłapka, ech obłapka,</w>
			<w>I bez niej da się żyć!</w>
			<vsp/>
			<w>duet: Obłapka przy kolacji</w>
			<w>O jejku jejku jej&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Grek 1: Toć już za okupacji</w>
			<w>(tej perskiej) było lżej&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Grek 2: I potem się kuciapka</w>
			<w>Straszliwa śni jak lew&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>chór: Obłapka, pfe, obłapka,</w>
			<w>To coś naturze wbrew!</w>
			<vsp/>
			<w>duet: Obłapek przy biesiadze</w>
			<w>Nie zdzierży długo nikt,</w>
			<w>Szczególnie iż w Helladzie</w>
			<w>Ostatnio kiepski wikt,</w>
			<w>A kiedy człek jak szczapka</w>
			<vsp/>
			<w>chór: To nie stać go na gest!</w>
			<w>Obłapka, ach obłapka,</w>
			<w>Dla sytych dobra jest!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o obronie Trembowli</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a kiedy tatarskie hordy podeszły pod Trembowlę,</w>
			<w>To komendant Chrzanowski zgubił ze strachu pantofle,</w>
			<w>Wypił pół kwarty miodu, rozbił czekanem stągiew</w>
			<w>I powlókł się na wały wywieszać białą chorągiew.</w>
			<w>Atoli jego małżonka, niewiasta wielkiego ducha,</w>
			<w>Krzyknęła: &ndash; Zwariowałeś? Zrobią z ciebie eunucha!</w>
			<w>Tu załkała na myśl o tym, nerwy w niej dziarsko zagrały,</w>
			<w>Chwyciła w rękę pogrzebacz i wrzasnęła:</w>
			<w>&ndash; Wszyscy na wały!</w>
			<w>I dalejże rzucać w pohańców miski, sztućce, kawałki jarzyn,</w>
			<w>Lać kaszkę mannę wrzącą, aż się z bólu skręcał Tatarzyn</w>
			<w>I bluzgać gorącym barszczem, w którego zdradliwych falach</w>
			<w>Tonęli krwiożerczy Nogajcy Jęcząc żałośnie &plqq;O Allach!&prqq;</w>
			<w>Wtem nagle Dreptak-Aga, pryszczaty, wąsaty potwór,</w>
			<w>Zaszedł Trembowlę od tyłu, babach i wybił otwór</w>
			<w>I właził już do środka, a ta pani bęc w łeb go pięścią</w>
			<w>I zatkała wyłom. Sama sobą. A raczej swoją częścią.</w>
			<w>Obróciwszy się jednak uprzednio twarzy do wnętrza fortecy,</w>
			<w>By móc wydawać rozkazy, a w tę dziurę wstawiwszy&hellip;</w>
			<w>hm&hellip; plecy.</w>
			<w>Długo by opowiadać jak czterdzieści tysięcy napastników</w>
			<w>Zdobywało tę barykadę bez najmniejszych bodajże wyników!</w>
			<w>Jak się nad nią straszliwie znęcali przy użyciu dzid, jataganów,</w>
			<w>Samopałów, strzał zapaląjących i oblężniczych taranów.</w>
			<w>Jakie piekielne petardy i miny zastosowali,</w>
			<w>I jakie ohydne świństwa na niej wypisywali,</w>
			<w>Aż nadszedł hetman Sobieski, przepędził całą tę zgraję,</w>
			<w>Podszedł pod mur i zapytał: &ndash; Przebóg, a cóż to wystaje?</w>
			<w>A sześć chorągwi husarskich krzyknęło: Jezus, Maryja!</w>
			<w>O ile nas wzrok nie myli, to pani Chrzanowska Zofija!</w>
			<w>Wówczas hetman zdjął z szyi medalion &ndash; przypiął jej z wielką wprawą,</w>
			<w>Kazał pochylić sztandary i trzykroć zawołał: Brawo!!!</w>
			<w>Następnie zaś &ndash; chcąc wyrazić najwyższą cześć i szacunek &ndash;</w>
			<w>Złożył na męczennicy hetmański pocałunek.</w>
			<w>A pani Chrzanowska, myśląc, że ma dale za sobą tę tłuszczę,</w>
			<w>Ryknęła: &ndash; Możecie całować! Po dobroci też was nie wpuszczę!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o równości</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej za ramiona się weźmy</w>
			<w>Czy ktoś z nas fruwa czy pełza,</w>
			<w>Toć wszyscy równi jesteśmy</w>
			<w>Wobec Zeusa.</w>
			<w>Mieszkańcy gór albo równin,</w>
			<w>Wzrostem więksi czy mniejsi &ndash;</w>
			<w>Wszyscy ludzie są równi,</w>
			<w>Z tym, że niektórzy równiejsi.</w>
			<vsp/>
			<w>Dalejże, dalej w drogę</w>
			<w>Gdy taki rozkaz Pan dał,</w>
			<w>Równajmy bracia nogę</w>
			<w>Sandał w sandał!</w>
			<w>Wieniec &ndash; laurowe drzewo,</w>
			<w>Publiczność &ndash; da nam brawa,</w>
			<w>Hej, kto tam stąpa lewą?</w>
			<w>Prawa prawa prawa!</w>
			<vsp/>
			<w>Kocha nas Tracja i Dacja</w>
			<w>Uwielbia nas Azja Przednia,</w>
			<w>Ateńska my demokracja,</w>
			<w>Bezpośrednia!</w>
			<w>Maszerujemy równo</w>
			<w>Szewc, kupiec, drwal i artysta!</w>
			<w>&hellip;o, równo wleźliśmy w gówno&hellip;</w>
			<w>Ciekawe kto się tu wysrał?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o rzeźnikach</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto jest pieśń o rzeźnikach,</w>
			<w>Ponura i smutna pieśń &ndash;</w>
			<w>Jak topór nad karkiem byka</w>
			<w>Ty pieśni nad miastem się wznieś</w>
			<w>Bij jak obuchem po głowie,</w>
			<w>Niech pojmie nareszcie świat</w>
			<w>Że rzeźnik to także człowiek,</w>
			<w>Chociaż z pozoru &ndash; kat&hellip;</w>
			<w>Rzeźnik &ndash; kreator kotletów,</w>
			<w>Narzędzie pracy &ndash; nóż,</w>
			<w>Lecz serce rzeźnika &ndash; sonetów</w>
			<w>Łaknie, motyli, i róż!</w>
			<w>W nim trel się rozlega słowiczy,</w>
			<w>W nim srebrna fontanna&hellip;</w>
			<w>&hellip;Cholera! Znów tucznik kwiczy,</w>
			<w>Trafiony nie tam gdzie trza!</w>
			<w>Gdzieś, hen, jest noc księżycowa,</w>
			<w>Jaśminy na brzegach rzek,</w>
			<w>A tutaj pierwsza krzyżowa,</w>
			<w>Comber, rozbratel i stek,</w>
			<w>I nóżki, podgardla i karki,</w>
			<w>Więc boleść w rzeźnikach, i gniew,</w>
			<w>I w domach hodują kanarki</w>
			<w>By uszy im cieszył ich śpiew&hellip;</w>
			<w>&hellip;lecz patrząc na miłe ptaszynki</w>
			<w>I w głosów wsłuchując się chór,</w>
			<w>Wciąż widzą ich udka&hellip; i szynki</w>
			<w>Obrane ze skórek i z piór&hellip;</w>
			<w>I bawi się dłoń scyzorykiem</w>
			<w>A w serce zakrada się dreszcz&hellip;</w>
			<w>Pointa:</w>
			<w>&ndash; Kto był raz rzeźnikiem &ndash;</w>
			<w>Już raczej nie będzie zeń wieszcz!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o teściowej</tytul>
		<tekst>
			<w>Liczne o mamie są pieśni,</w>
			<w>Wciąż na jej temat ktoś wzdycha &ndash;</w>
			<w>Pan Roberto Loretti</w>
			<w>Pan Fogg i Piecha Edyta.</w>
			<w>każdy powtarza to samo</w>
			<w>Jedno lub wielo-głosowo:</w>
			<w>&ndash; Mamma! Mamasza! O, mamo!</w>
			<w>Przepraszam, a co z teściową?</w>
			<w>Teściowo, tobie śpiewam tę pieśń,</w>
			<w>Teściowo, w podarunku ją weź!</w>
			<w>Kto inny chciałby może dostać &plqq;skodę&prqq; nową,</w>
			<w>A ja od &plqq;skody&prqq; wolę ciebie, o teściowo, Bezwarunkowo!</w>
			<w>Teściowo, ty mi gotuj i smaż,</w>
			<w>Teściowo, niech przytyję od kasz!</w>
			<w>Najpiępniejsze z wszystkich słów,</w>
			<w>Ciche ocho moich snów</w>
			<w>Tchnące wonią białych bzów:</w>
			<w>Teściowa!</w>
			<w>Jeżeli szukasz oparcia</w>
			<w>Bo czujesz oparcia</w>
			<w>Bo czujesz się niezbyt dobrze &ndash;</w>
			<w>Teściowa jest nie do zdarcia,</w>
			<w>Teściowa zawsze cię poprze &ndash;</w>
			<w>Da ci śniadanie do biura,</w>
			<w>Setkę przed pierwszym odpali&hellip;</w>
			<w>Teściowa jest jak bratrura:</w>
			<w>Ogień we wnętrzu ze stali!</w>
			<w>Teściowo, tobie śpiewam tę pieśń,</w>
			<w>Teściowo, w podarunku ją weź!</w>
			<w>Mojego serca wszystkie zrywy i wybuchy</w>
			<w>Są konsekwentnie skierowane do teściuchy,</w>
			<w>Kocham jej ruchy!</w>
			<w>Teściowo, ty bieliznę mi szyj,</w>
			<w>Teściowo, ty mnie głaskaj i myj,</w>
			<w>Ty pielęgnuj mnie i pieść</w>
			<w>Abym mógł się wreszcie wznieść</w>
			<w>tam gdzie wzniósł się cwany teść&hellip;</w>
			<w>Teściowa!!!</w>
			<w>&hellip;mowa!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o tłamszeniu</tytul>
		<tekst>
			<w>Podupada nam Hellada</w>
			<w>Nikt nie robi, każdy gada</w>
			<w>Od Kythery do Tessalii</w>
			<w>Wszystko się dokoła wali,</w>
			<w>Więc skrupuły swe oddalmy</w>
			<w>I się także zdrowo walmy,</w>
			<w>Wnet zaroi się przychówek,</w>
			<w>Składający się z krzyżówek:</w>
			<w>Faun &ndash; pół chłopa, a pół capa,</w>
			<w>Centaur &ndash; pół chłop, a pół szkapa,</w>
			<w>Zaś syrena, jest to chyba</w>
			<w>Na wpół-baba, na wpół-ryba,</w>
			<w>Baba-ryba, baba-ryba,</w>
			<w>Baba-ryba, rock.</w>
			<vsp/>
			<w>Wkurza nas dzisiejsza młodzież</w>
			<w>Która chętnie zrzuca odzież</w>
			<w>I bezwstydnie sobie hasa</w>
			<w>Po zaroślach na golasa,</w>
			<w>A nam starym niewesoło,</w>
			<w>Bo lubimy też na goło,</w>
			<w>Ale co zrzucimy szaty &ndash;</w>
			<w>Zaraz krzyk dezaprobaty:</w>
			<w>&ndash; Aż wy prukwy, mumie, wraki,</w>
			<w>Pochowajta te siwaki!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Piętnasta</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) A kiedy miejski zegar wybija godzinę piętnastą</w>
			<w>To zamierają na chwilę ulice, zaułki i place</w>
			<w>A potem z ogromną ulgą oddycha całe miasto</w>
			<w>I wszyscy ludzie w mieście równocześnie kończą prace.</w>
			<w>A mianowicie: szewc odkłada niedokończone buty,</w>
			<w>Palacz &ndash; cybuch na długiej antypce,</w>
			<w>A dyrygent &ndash; niewyżytą batutę,</w>
			<w>A solista &ndash; niedorżnięte skrzypce,</w>
			<w>I przerywa sprzedaż ekspedientka</w>
			<w>A znów kanciarz &ndash; jeden ze swych kantów,</w>
			<w>Urzędniczki zatrzaskują okienka</w>
			<w>Obcinając łby interesantom,</w>
			<w>Łby się toczą, lecz nikt ich nie sprząta,</w>
			<w>Bo sprzątaczka stawia miotłę do kąta.</w>
			<w>W lunaparkach stają karuzele,</w>
			<w>Księża tłumnie opuszczają balaski,</w>
			<w>A chirurdzy odkładają skalpele,</w>
			<w>A pacjenci budzą się z wrzaskiem,</w>
			<w>I kochankę porzuca kochanek</w>
			<w>A sikawkę strażak, choć się nie pali,</w>
			<w>Poczem wszyscy mkną do swych mieszkanek</w>
			<w>Mówiąc: &ndash; Ale żeśmy dziś popracowali!!!</w>
			<w>&hellip;i tylko jeden Jan Dreptak, posiadacz licznej rodziny</w>
			<w>Drzemie w milczącym biurze. I lecą mu nadgodziny.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Piosenka dziewczyny i chłopca</tytul>
		<tekst>
			<w>dziewczyna w oknie, chłopiec wspina się do okna, na dole starucha</w>
			<w>Chłopiec:</w>
			<w>Hej gdzie jest ma ptaszynka</w>
			<w>Do której jam tu biegł?</w>
			<w>Dziewczyna:</w>
			<w>Tu tu jest twa Greczynka,</w>
			<w>Chłopiec:</w>
			<w>A tu tu tu, twój Grek!</w>
			<w>razem:</w>
			<w>Turu tu tu, kochamy się</w>
			<w>Evohe, evohe!</w>
			<w>Dziewczyna:</w>
			<w>Pośpiesz się mój efebie,</w>
			<w>Czeka cię łoże i szkło!</w>
			<w>Chłopiec:</w>
			<w>Już wkrótce, już wkrótce ja ciebie,</w>
			<w>Lecz ściągnij ło, to to to!</w>
			<w>razem:</w>
			<w>Wszakże nie szata zdobi człowieka,</w>
			<w>Pi razy oko, heureka!</w>
			<w>Chłopiec:</w>
			<w>Ach ledwie z miłości dyszę.</w>
			<w>Dziewczyna:</w>
			<w>Gdzie jesteś kochanie moje?</w>
			<w>Chłopiec:</w>
			<w>Tu na tym oknie wiszę</w>
			<w>Lecz wisząc częściowo stoję.</w>
			<w>razem:</w>
			<w>O, już pierś w pierś, a w dłoni dłoń,</w>
			<w>Niech wjeżdża trojański koń!</w>
			<w>Dziewczyna:</w>
			<w>Ach ileż nas czeka dreszczy</w>
			<w>Gdy obejmiemy się czule&hellip;</w>
			<w>Chłopiec:</w>
			<w>Ratunku&hellip; Ta gałąź trzeszczy&hellip;</w>
			<w>Dziewczyna:</w>
			<w>Spadłeś?</w>
			<w>Chłopiec:</w>
			<w>Tak, spadłem w cebulę&hellip;</w>
			<w>Ha&hellip; na Atenę&hellip; ktoś mnie tu rucha&hellip;</w>
			<w>Kto to?</w>
			<w>Starucha:</w>
			<w>&ndash; To twoja starucha!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Piosenka wstępna</tytul>
		<tekst>
			<w>Daleko, daleko za morzem,</w>
			<w>Gdzie świat się dopiero zaczyna,</w>
			<w>Lub tam, gdzie się kończy być może</w>
			<w>Jest pewna niezwykła kraina.</w>
			<vsp/>
			<w>Jej ludność też dziwna dość zda się,</w>
			<w>Ma kształt niecodzienny i nowy &ndash;</w>
			<w>Pas każdy mniej więcej ma w pasie,</w>
			<w>Zaś uszy po bokach ma głowy.</w>
			<vsp/>
			<w>Ta głowa się mieści na górze,</w>
			<w>I &ndash; nie wiem czy mi uwierzycie &ndash;</w>
			<w>Że duży człek ma nogi duże,</w>
			<w>A mały, to znowu o, tycie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Część ludzi jest chuda, część tłusta,</w>
			<w>Część wszystko pochwala &ndash; część psioczy,</w>
			<w>Jadają przeważnie przez usta,</w>
			<w>I płaczą przeważnie przez oczy.</w>
			<vsp/>
			<w>Ich dzieci nie lubią jeść zupy,</w>
			<w>Szaliki wkładają zaś dziwnie</w>
			<w>Na szyjki, a majtki &ndash; na pupy,</w>
			<w>A nigdy, przenigdy przeciwnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Wychodzą na spacer czasami,</w>
			<w>Czasami wstępują do barów,</w>
			<w>Lub tańczą, przeważnie parami&hellip;</w>
			<w>Nieprawdaż, że dziwny to naród?</w>
			<vsp/>
			<w>A leży ta dziwna kraina</w>
			<w>Daleko, daleko za morzem,</w>
			<w>Gdzie świat się dopiero zaczyna,</w>
			<w>Lub tam, gdzie się kończy być może&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Płazem</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden pan miał niewierną żonę</w>
			<w>I żył w rozpaczy oraz wstydzie,</w>
			<w>Bowiem zdradzała go z Zenonem</w>
			<w>Dreptakiem średnio raz na tydzień.</w>
			<w>Zaś gdy wracała, to pod gazem</w>
			<w>Będąc wołała przerażona:</w>
			<w>&ndash; Ach, puść mi, puść to, Heniu, płazem,</w>
			<w>Więcej nie będę, niech tak skonam!</w>
			<w>Ale niestety, już za tydzień</w>
			<w>Wychodzi, niby to po smalec,</w>
			<w>I znowuż do Dreptaka idzie,</w>
			<w>Co w chacie czekał jak padalec.</w>
			<w>I znów, jak za poprzednim razem,</w>
			<w>Płacze, narzeka i udaje:</w>
			<w>&ndash; Ach, puść mi, puść to, Heniu, płazem!</w>
			<w>A on jej puszczał, bo był frajer.</w>
			<w>Aż wreszcie, gdy już cały powiat</w>
			<w>Śmiał się, że żona kręci Heniem,</w>
			<w>Nad Heniem jakby wicher powiał,</w>
			<w>Jakby nań przyszło oświecenie,</w>
			<w>I wyszlachetniał był zarazem,</w>
			<w>I mądrość w nim jak rzeka pluszcze,</w>
			<w>I rzekł:</w>
			<w>&ndash; No, jeśli zechce płazem,</w>
			<w>To ja nie puszczę jej, lecz <tsp>spuszczę!</tsp>
			</w>
			<w>O, właśnie wraca już ta zgaga,</w>
			<w>Ze smutnym patrzy nań wyrazem,</w>
			<w>I &ndash; jak zazwyczaj &ndash; jego błaga:</w>
			<w>&ndash; Ach, puść mi, puść to, Heniu, płazem!</w>
			<w>Zaś Henio sięgnął za pazuchę,</w>
			<w>Szukał przez chwilę za pazuchą,</w>
			<w>Wyciągnął taką&hellip; o&hellip; ropuchę</w>
			<w>I jak przysunie żonie w ucho!</w>
			<w>Pada na babę raz za razem,</w>
			<w>&ndash; Co robisz? Prawie żem bez ducha!!!</w>
			<w>&ndash; Spuszczam ci, siostro, lanie płazem,</w>
			<w>Płazem albowiem jest ropucha!</w>
			<w>Tu wyjął jeszcze krokodyla,</w>
			<w>Choć ten nie płazem jest, lecz gadem,</w>
			<w>I jeszcze jej po plecach przylał,</w>
			<w>I kazał zająć się obiadem,</w>
			<w>I już na zawsze ustał nierząd,</w>
			<w>I miłość znów zakwitła mocna!</w>
			<w>Tak, tak, systematyka zwierząt</w>
			<w>Czasami bywa nam pomocna!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pochłonięcie Dreptaka</tytul>
		<tekst>
			<w>Dziadziunio drgawek dostał</w>
			<w>I dech zaparło kobietom,</w>
			<w>Gdy speaker rzekł: &ndash; Dreptak został</w>
			<w>Wchłonięty przez peleton!</w>
			<w>Ach, straszny to jest obraz,</w>
			<w>Ach, groza w nas się spiętrza!</w>
			<w>Peleton &ndash; jak pyton lub kobra &ndash;</w>
			<w>Wchłonął Dreptaka do wnętrza!</w>
			<w>Nic ż niego nie zostawił,</w>
			<w>Zgryzł, wyssał i wychłeptał,</w>
			<w>Zapił, mlasnął i strawił,</w>
			<w>Ach biedny, biedny Dreptak!</w>
			<w>Dreptak jechał tak ślicznie,</w>
			<w>Lecz coś przeczuwał być może,</w>
			<w>Bo się oglądał panicznie</w>
			<w>(Widziałem w telewizorze!)</w>
			<w>Aż nagle jak nie wrzaśnie</w>
			<w>Tak strasznie jakby tonął,</w>
			<w>I peleton nadleciał, i właśnie</w>
			<w>Dreptaka bez reszty wchłonął.</w>
			<w>Jest gdzieś na świecie dąbrowa,</w>
			<w>A pod dąbrową krzaczki,</w>
			<w>I domek, a w nim Dreptakowa</w>
			<w>Tuli płaczące Dreptaczki.</w>
			<w>I jest tu &ndash; oprawna w safian &ndash;</w>
			<w>Sczerniała od całowania</w>
			<w>Pamiętna fotografia,</w>
			<w>Jak peleton Dreptaka wchłania.</w>
			<w>Wieczorem rodzina siada</w>
			<w>Przy starym samowarze.</w>
			<w>A Dreptakowa powiada:</w>
			<w>&ndash; Z was też wyrosną kolarze!</w>
			<w>Ruszycie w wyścigi, pogonie,</w>
			<w>I sława i cześć wam zaświeci!</w>
			<w>&ndash; A jak nas peleton wchłonie?</w>
			<w>Pytają ze strachem dzieci.</w>
			<w>&ndash; A jak was pochłonie peleton,</w>
			<w>Jak tatę waszego, Dreptaka,</w>
			<w>W żałobny przybiorę się kreton.</w>
			<w>Lecz łzy nie uronię, bom taka!</w>
			<w>Wszak zaszczyt to być, pochłoniętym</w>
			<w>W obronie barw polskiej drużyny!</w>
			<w>Hej, zapał to wielki i święty,</w>
			<w>O, czcijcieżeż matkę swą, syny!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pochodzenie Hipcia</tytul>
		<tekst>
			<w>Z Hipcia koledzy się śmieją, z tej mianowicie racji,</w>
			<w>Że Hipcio się wywodzi prosto z arystokracji,</w>
			<w>Więc jest przeżytkiem epoki i czymś w rodzaju kiksa</w>
			<w>W muzyce, a znowuż w przyrodzie czymś w rodzaju archeopteryksa.</w>
			<w>Hipcio ma wieczne zmartwienia i niepokoje wieczne,</w>
			<w>Kiedy go gdzieś zapytają o pochodzenie społeczne,</w>
			<w>&plqq;Rolnicze&prqq; &ndash; powiada przeważnie, stremowany przy tym niezmiernie,</w>
			<w>&plqq;A jaki areał miał tatko?&prqq;</w>
			<w>&ndash; Dwie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Dwie morgi?</w>
			<w>&ndash; Nie&hellip; dwie gubernie&hellip;</w>
			<w>Dźwigając więc od lat wielu piętno arystokraty,</w>
			<w>Hipcio dostawał na ogół dosyć podrzędne etaty,</w>
			<w>Zwłaszcza że staż naukowy także miał dosyć kiepski,</w>
			<w>Osiemnaście lat w podstawówce i kurs tańca Braci Sobiszewskich,</w>
			<w>A nazywał się Lubomirski Waldemar, co też było powodem bryndzy,</w>
			<w>I na próżno się starał o zamianę nazwiska na Hryćko Dzyndzyk,</w>
			<w>I w dodatku się ożenił pechowo z niejaką Pelagią Ciapą,</w>
			<w>A następnie się okazało, że ona po tatku Rapaport,</w>
			<w>A po matuli Ping-Piao, więc Hipcio zawył jak upiór</w>
			<w>I zalał się z rozpaczy łzami, niszcząc zupełnie ubiór,</w>
			<w>I naubliżał sam sobie, a raczej swojej mamusi,</w>
			<w>I postanowił, że wreszcie sytuacja zmienić się musi,</w>
			<w>I jął szukać nowej posady. I znalazł. A personalny</w>
			<w>Znowu pod nos mu podsunął ankietowy formularz fatalny,</w>
			<w>A Hipcio &ndash; ponieważ tę pracę ogromnie otrzymać chciałby ~</w>
			<w>W rubryce &plqq;pochodzenie społeczne&prqq; wpisał prędziutko&hellip; &plqq;od małpy&hellip;&prqq;</w>
			<w>Personalny przeczytał, następnie spojrzał z niejaką obawą</w>
			<w>Na Hipcia, potem w instrukcję, o wreszcie rzekł:</w>
			<w>&ndash; No cóż&hellip; brawo!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Początek lata</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto mamy początek lata</w>
			<w>I początek kolejnych wakacji,</w>
			<w>Pojedziemy w różne strony świata,</w>
			<w>Dojedziemy do różnych stacji &ndash;</w>
			<w>Do Paryża i do Kocmyrza,</w>
			<w>Do Kijowa, do Pruszkowa być może&hellip;</w>
			<w>Zawiadowca z lizakiem się zbliża,</w>
			<w>Mój Boże&hellip;</w>
			<w>Jest uroczo, przykro tym niemniej,</w>
			<w>Rozpaczliwie, chociaż przyjemnie.</w>
			<w>Oto mamy początek lata,</w>
			<w>Coś zaczyna się, więcej się kończy,</w>
			<w>Powiesiła się niejaka Beata,</w>
			<w>Lecz ją odciął niejaki Pstrokończyk.</w>
			<w>Ząb jej wybił (prawą szóstkę górną)</w>
			<w>I przepraszał, i nazwał ją durną.</w>
			<w>&ndash; Coś zrobiła ty, głupkowata?</w>
			<w>&ndash; A, bo mamy początek lata,</w>
			<w>Jest uroczo, przykro tym niemniej,</w>
			<w>Rozpaczliwie, chociaż przyjemnie&hellip;</w>
			<w>W radio właśnie śpiewa Okudżawa,</w>
			<w>Całe miasto w upale się smaży:</w>
			<w>&ndash; No, to sobie pobiegamy po trawach,</w>
			<w>No, to sobie poleżymy na plaży&hellip;</w>
			<w>Taka fajna była nasza klasa</w>
			<w>I już nie ma jej. Wszyscy na wczasach.</w>
			<w>Kukuruźnik nad rynkiem lata,</w>
			<w>A gołębie nad pałacem biskupim.</w>
			<w>Oto mamy początek lata</w>
			<w>Wymarzony, straszny i głupi.</w>
			<w>Wolę wrzesień, gdy wszyscy wracają,</w>
			<w>Gdy pociągi częściej przy- niż od- jeżdżają,</w>
			<w>Gdy się kończą lasy i trasy,</w>
			<w>Gdy się łączą licealne klasy,</w>
			<w>I Pstrokończyk znów jest z Beatą,</w>
			<w>I się martwi kolejną ratą,</w>
			<w>I niech nawet śpiewa Okudżawa &ndash;</w>
			<w>To już wtedy całkiem inna sprawa,</w>
			<w>Już nie robi z tata wariata</w>
			<w>Ten cholerny początek lata,</w>
			<w>Gdy uroczo jest, przykro tym niemniej,</w>
			<w>Rozpaczliwie, chociaż przyjemnie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Poczucie</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz Zbigniew Dreptak, adwokat, człek bystry i gładki z pozoru</w>
			<w>Doszedł do wniosku, że wogóle nie ma poczucia humoru.</w>
			<w>Więc bardzo się tym przejął i strasznie zasmucił,</w>
			<w>Bo czytał, że ludzie wybitni wszyscy mają takie poczucie,</w>
			<w>A on był stale poważny, ba, smutny jak głaz na grobie!</w>
			<w>&ndash; No cóż &ndash; pomyślał &ndash; jak nie mam poczucia, to sobie wyrobię!</w>
			<w>I poszedł do psychiatry, a ten psychiatra był raptus,</w>
			<w>I ledwo go zobaczył, to spytał: A, mente captus???</w>
			<w>&ndash; Nie, Dreptak&hellip; &ndash; A co panu? &ndash; Poczucia humoru brak mi!</w>
			<w>&ndash; Zdarza się &ndash; mówi lekarz &ndash; idź się pan rozbierz w szatni!</w>
			<w>Trochę to nagłe żądanie zdziwiło mecenasa,</w>
			<w>Ale się nie chciał sprzeciwiać, więc rozdział się na golasa,</w>
			<w>I wchodzi do gabinetu. Nie kryje go żadna osłona.</w>
			<w>Lekarz popatrzył i ryknął: &ndash; Ojejku! Ja chyba skonam!!!</w>
			<w>I zaczął go klepać i pstrykać i szczypać w kształty tłuste&hellip;</w>
			<w>&ndash; Pan nie masz poczucia humoru? To stań pan &ndash; powiada przed lustrem!</w>
			<w>To Dreptak, wyraźnie czując że zaraz go weźmie cholera,</w>
			<w>Wziął z biurka skalpel i krzyknął: &ndash; Niech pan się też rozbiera</w>
			<w>Zadrżał nieszczęsny medykus, strach go obleciał wielki,</w>
			<w>Powiedział: &ndash; A&hellip;leż z rozkoszą&hellip; &ndash; i zaczął odpinać szelki.</w>
			<w>&ndash; Prędzej!!! &ndash; zawołał Dreptak, aż doktor panice uległ</w>
			<w>I zrzucił kamizelkę, skarpetki i podkoszulek,</w>
			<w>A nawet &ndash; przepraszam najmocniej &ndash; i jegierowskie gacie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Dość! &ndash; warknął Dreptak &ndash; Wystarczy! Możesz pan zostać w krawacie!</w>
			<w>Następnie przetarł binokle&hellip; popatrzył na lekarza&hellip;</w>
			<w>I po raz pierwszy w życiu zaczął ze śmiechu się tarzać!</w>
			<w>Zawijać w dywany! W kilimy! Gryźć swoją własną nogę!</w>
			<w>A przy tym jęczał co chwilę: &ndash; O rany&hellip; ja już nie mogę&hellip;!!!</w>
			<w>Tu ubrał się, krzyknął: Buźka! Wyrazy współczucia dla żony!</w>
			<w>Zostawił dwieście złotych i wyszedł. Wyleczony.</w>
			<w>I teraz ma takie poczucie humoru, że aż się dziwią koledzy.</w>
			<w>Hej, ileż to zawdzięczamy wspaniałej, medycznej wiedzy!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Podkładaniec</tytul>
		<tekst>
			<w>Duże zmiany niesie życie,</w>
			<w>Folklor też postępy czyni,</w>
			<w>Kiedyś było świniobicie,</w>
			<w>Dzisiaj &ndash; podkładanie świni.</w>
			<w>Obrzęd śliczny jak dożynki</w>
			<w>Słychać śpiewy i żarciki,</w>
			<w>Idą chłopcy i dziewczynki</w>
			<w>Niosą śliczne bukieciki,</w>
			<w>Niosą, niosą je przez salę</w>
			<w>I wręczają je z ukłonem</w>
			<w>Facetowi co ma talent</w>
			<w>Lub co ma przepiękną żonę,</w>
			<w>Względnie temu co ma stołek</w>
			<w>Albo co go cieszy praca,</w>
			<w>A on patrzy jak matołek</w>
			<w>I się wcale nie odwraca&hellip;</w>
			<w>Ach, niedługo jego tryumf,</w>
			<w>Guzik warta kwiatków kupka!</w>
			<w>Głowę trzeba mieć na słupkach!</w>
			<w>Bo gdy dzieci tu trzy po trzy</w>
			<w>Wznoszą okrzyk &ndash; Niech nam żyje!</w>
			<w>Tam, od tyłu, już kumotrzy</w>
			<w>Wnoszą świnię z wrednym ryjem!</w>
			<w>Już mu cichcem podłożyli!</w>
			<w>On tu jeszcze gada, pieprzy,</w>
			<w>Jeszcze się na grzeczność sili,</w>
			<w>A tam za nim tęgi wieprzyk!</w>
			<w>Wreszcie jak się gość pośliźnie,</w>
			<w>Jak mu splączą się odnóża,</w>
			<w>Jak się przez tę świnię gwiźnie!!!</w>
			<w>A na sali &ndash; radość duża.</w>
			<w>Możesz zacny być i święty,</w>
			<w>Mieć zasługi niesłychane,</w>
			<w>Gdy ci mówią komplementy &ndash;</w>
			<w>Usuń bracie się pod ścianę,</w>
			<w>Bo już coś w półmroku chrząka,</w>
			<w>Już coś cichcem ryć zaczyna,</w>
			<w>Już tam widać cień ogonka</w>
			<w>Skręconego jak sprężyna&hellip;</w>
			<w>Nie bądź asem i chojrakiem,</w>
			<w>Kieruj się rozsądną linią:</w>
			<w>&ndash; Lepiej jest być przeciętniakiem?</w>
			<w>&hellip;a najlepiej &ndash; być tu świnią&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Podstęp archiwisty</tytul>
		<tekst>
			<w>Archiwista Carskiej Ochrany</w>
			<w>Swe archiwum znowu przegląda,</w>
			<w>Dobrotliwym wzrokiem ze ściany</w>
			<w>Car Mikołaj mu się przygląda.</w>
			<w>Z dokumentów spiętrzonej matni</w>
			<w>Archiwista wskrzesza przeszłość sławną,</w>
			<w>Archiwista to już ostatni,</w>
			<w>Wszyscy inni umarli dawno.</w>
			<w>Cień na ścianie apokaliptyczny,</w>
			<w>Światło lampy odbija łysina &ndash;</w>
			<w>Ongiś postrach więźniów politycznych,</w>
			<w>Dzisiaj mały nędzny starowina.</w>
			<w>Archiwista myśli: &ndash; Co mi z tego,</w>
			<w>Żem przechował te wszystkie księgi,</w>
			<w>Że mam donos na Piłsudskiego,</w>
			<w>Że Frunzemu mógłbym sprawić cięgi,</w>
			<w>Że wiem wszystko &ndash; kto, gdzie, kiedy, co krzyczał,</w>
			<w>Kto co mówił w Argentynie i w Turynie&hellip;</w>
			<w>Już Józefa Wissarionowicza</w>
			<w>Żebym nawet stanął dęba &ndash; nie przyskrzynię&hellip;</w>
			<w>Im to dobrze, mieli życie ciekawe,</w>
			<w>Ciągłe walki, różne czyny wspaniałe,</w>
			<w>Każdy zdobył jakąś chwałę lub sławę,</w>
			<w>A ja jeden nieznany zostałem&hellip;</w>
			<w>Tutaj tak się wzruszył i podniecił,</w>
			<w>Że wyszeptał: &ndash;</w>
			<w>O moi mili,</w>
			<w>Moje orły, moje drogie dzieci,</w>
			<w>Czegoż wy mnie tu samego zostawili?</w>
			<w>Sklerotyczna myśl w głowie się plącze,</w>
			<w>Łza wypływa spod kaprawej powieki:</w>
			<w>&ndash; Ja &ndash; zawołał &ndash; do was też dołączę!</w>
			<w>Już my razem będziemy, na wieki!</w>
			<w>Pióro skrzypi gwałcąc nocną ciszę,</w>
			<w>Po papierze błądzi ręka stara,</w>
			<w>Archiwista sam na siebie donos pisze&hellip;</w>
			<w>Straszny donos, że chciał opluć cara&hellip;</w>
			<w>Wsadzi donos między dokumenty</w>
			<w>Jak bandyta między żebra scyzoryk,</w>
			<w>Niech tkwi donos, spinaczem przypięty,</w>
			<w>Aż go kiedyś znajdzie młody historyk.</w>
			<w>Przestudiuje wszystkie akta, listy,</w>
			<w>Publikację napisze długą,</w>
			<w>I przerzuci trupa archiwisty</w>
			<w>&hellip;z jednej strony barykady &ndash; na drugą!&hellip;</w>
			<w>I &ndash; być może &ndash; archiwista nas wykiwa,</w>
			<w>Zyska naszą wdzięczność lub życzliwość&hellip;</w>
			<w>Historyku! Badając archiwa,</w>
			<w>Miej na względzie i taką możliwość!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pogodny poranek ojca Chudzielaka</tytul>
		<tekst>
			<w>Hen, na świecie gdzieś się strzela,</w>
			<w>Coś się rodzi i coś tonie,</w>
			<w>A tu zacny ksiądz Chudzielak</w>
			<w>Sadzi sobie pelargonie.</w>
			<w>Pelargonie sobie sadzi</w>
			<w>(a na świecie krzyk i salwy)</w>
			<w>I się katechety radzi,</w>
			<w>Czy by może lepiej malwy?</w>
			<w>Żydzi bombardują Liban,</w>
			<w>Opium się wyrabia z maku,</w>
			<w>Ponoć mają znieść celibat</w>
			<w>Zacny ojcze Chudzielaku?</w>
			<w>Czarni się w Nigerii piorą</w>
			<w>I w powiecie coś się zmienia,</w>
			<w>Cztery śluby, chrzcin pięcioro,</w>
			<w>Dwa ostatnie namaszczenia.</w>
			<w>Dreptak się poczubił z żoną,</w>
			<w>Na Sycylii proces mafii,</w>
			<w>Ktoś na księżyc latał pono</w>
			<w>(dobrze, że nie z tej parafii).</w>
			<w>Zasypało gdzieś kopalnię</w>
			<w>Waldheim [USA] wydał znów orędzie,</w>
			<w>Organista, nielegalnie,</w>
			<w>Był w świetlicy na big-bendzie,</w>
			<w>Plan kwartalny kończą porty,</w>
			<w>Już za trzy miesiące święta,</w>
			<w>[Kościelnemu spuchła pięta],</w>
			<w>Ministranci palą &plqq;Sporty&prqq;</w>
			<w>A ta gałąź jest uschnięta,</w>
			<w>A gosposia znów ma obrzęk,</w>
			<w>A &plqq;Śląsk-Wrocław&prqq; znów do zera,</w>
			<w>A jak jakiś lepszy pogrzeb,</w>
			<w>Toż się wtedy gardło zdziera!</w>
			<w>A w dzieciństwie &plqq;Powrót Posła&prqq;,</w>
			<w>A we wrześniu stał tu szwadron,</w>
			<w>A czubatka znów się zniosła</w>
			<w>A tam w sadzie jabłko spadło,</w>
			<w>[A miziaka złe napadło]. A w GS-ie dwaj panowie</w>
			<w>(pewnie znowu manko wyszło)</w>
			<w>A &plqq;Krzyżacy&prqq;, to jest powieść!</w>
			<w>A w &plqq;Przekroju&prqq; to ci piszą!</w>
			<w>A brat księdza Chudzielaka</w>
			<w>Wprawdzie cywil i dygnitarz,</w>
			<w>Ale ksiądz jest dumny z brata &ndash;</w>
			<w>Brat też prawie wszystko czyta!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polonez w Soplicowie</tytul>
		<tekst>
			<w>Poloneza czas zacząć, Podkomorzy rusza</w>
			<w>I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza</w>
			<w>Chciał podać rękę Zosi, gdy nagle, w pół ruchu</w>
			<w>Wzdrygnął się, zbladł i spytał: &ndash; Cóż ty masz na brzuchu?</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Toć sukienkę&hellip; &ndash; szepnęła spłoniona panienka.</w>
			<w>&ndash; Ha! &ndash; prychnął Podkomorzy &ndash; ładna mi sukienka!</w>
			<w>Ni to łata ni szmata, ni worek, ni halka,</w>
			<w>Wyglądasz w niej jak stara pijana góralka,</w>
			<vsp/>
			<w>Kolor masz jak kapusta gdy ją źle ukiszą,</w>
			<w>Jeszcze w dodatku widać że ci cycki wiszą!</w>
			<w>&ndash; Cóż więc robić? &ndash; jęknęła nieszczęsna dziewucha.</w>
			<w>&ndash; Zasuwaj do Cichockich i kup sobie ciucha!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Lecz gdzie owi Cichoccy? &ndash; Cóż za tępe babsko!</w>
			<w>We Wrocławiu, u zbiegu Łaciarskiej z Oławską.</w>
			<w>Ganiaj prosto jak strzelił, na rogu weź wiraż</w>
			<w>I tam ujrzysz tablicę z napisem &plqq;Le Mirage&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Ale to pewnie drogo będzie mnie kosztować&hellip;</w>
			<w>&ndash; Idź durna, tam się można o cenę targować,</w>
			<w>Wiedzą już o tym dobrze handlowi spryciarze</w>
			<w>Australijczycy, Niemcy i makaroniarze.</w>
			<vsp/>
			<w>Dlatego chór zachwytów echem się odbija:</w>
			<w>&ndash; Bjutiful! Joj! Hajl Hitler! Albo &plqq;Mamma mia&prqq;!</w>
			<w>&ndash; Piękne dzięki! &ndash; krzyknęła panna Zosia dziarsko &ndash;</w>
			<w>Proszę chwilę zaczekać, lecę na Łaciarską!</w>
			<vsp/>
			<w>Co rzekłszy do Wrocławia pomknęła jak łania</w>
			<w>Zaś podkomorzy poszedł posłuchać kazania,</w>
			<w>Które właśnie ksiądz Robak dukał przy ołtarzu</w>
			<w>W swej duchownej sukience. Także z &plqq;Le Mirage'u&prqq;.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polska baba</tytul>
		<tekst>
			<w>Czoło potem się perli,</w>
			<w>Tętni bruk pod stopami,</w>
			<w>Maszeruje na Berlin</w>
			<w>Polska Baba z jajami.</w>
			<w>Maszeruje przez fronty,</w>
			<w>Przez granice się rwie,</w>
			<w>Tak jak w czterdziestym piątym</w>
			<w>Pierwsza Armia WP.</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie Baba po lesie</w>
			<w>Podśpiewuje pod nosem,</w>
			<w>Oprócz jaj serek niesie</w>
			<w>I kociołek z bigosem.</w>
			<w>Zadrżał Zachód Europy,</w>
			<w>Spojrzał z lękiem na Wschód.</w>
			<w>Obudziły się Szkopy:</w>
			<w>&ndash; Salmonella u wrót!</w>
			<vsp/>
			<w>Berlin broni się słabo,</w>
			<w>Faszyzm w norze swej kona,</w>
			<w>Myśmy z tobą, o Babo,</w>
			<w>Polska Babo natchniona.</w>
			<w>Za kompleksy, za cięgi,</w>
			<w>Za historię, za kraj,</w>
			<w>Bij w zachodnie potęgi</w>
			<w>Celną serią swych jaj!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polski diabełek</tytul>
		<tekst>
			<w>Płacze gorzko polski diabełek</w>
			<w>Nad złamaną parą widełek.</w>
			<w>Dźgnął grzesznika przed chwilą w kłęby,</w>
			<w>Ząb wyłamał, a zgiął dwa zęby,</w>
			<w>W tych widełkach, nie w tym grzeszniku,</w>
			<w>Taki grzesznik był twardy na styku&hellip;</w>
			<w>Grzesznik zresztą też był znad Wisły,</w>
			<w>Ciągle zgłaszał własne pomysły:</w>
			<w>Gdy go diabeł przypiekał od przodu.</w>
			<w>To on żądał żeby go od spodu.</w>
			<w>Kiedy z prawej strony był męczony,</w>
			<w>Mówił: &ndash; Lepiej będzie z lewej strony!</w>
			<w>Wreszcie wkurzył się diabeł na niego:</w>
			<w>&ndash; Ja &ndash; powiada &ndash; mam przepisy, kolego!</w>
			<w>&ndash; Et, przepisy &ndash; odrzekł ten ladaco</w>
			<w>A pan myśli że ja tutaj za co?</w>
			<w>Właśnie za to dostaję po pupie</w>
			<w>Że przepisy wymyślam głupie.</w>
			<w>Przepis betka, instrukcja fiume,</w>
			<w>Nie ma to jak własnym rozumem!</w>
			<w>Tak namawiał go do zmiany konceptu,</w>
			<w>Aż diabełek zrezygnował z receptur,</w>
			<w>Jak miał widły wbić pod kątem prostym,</w>
			<w>Tak spróbował czy nie wyjdzie mu pod ostrym&hellip;</w>
			<w>Koncept durny, sprzęt wybrakowany,</w>
			<w>Siedzi teraz diabeł podłamany,</w>
			<w>Zły, skrzywiony jak wieża w Pizie</w>
			<w>Własny ogon ze złości gryzie.</w>
			<w>Ale nic mu nie pomoże, choćby płakał:</w>
			<w>Rodak zawsze namówi rodaka,</w>
			<w>Bowiem rodak zawsze i wszędzie</w>
			<w>Chce spróbować co z tego będzie?</w>
			<w>Czy teściowa przestraszy się szczura?</w>
			<w>Jak by z krową skrzyżować kocura?</w>
			<w>Czy mu manko wykryje rewizor?</w>
			<w>Co we środku ma telewizor?</w>
			<w>Jak przerobić ciotkę na fuzję?</w>
			<w>Czy redaktor mu przepuści aluzję?</w>
			<w>&hellip;Anioł lepszy jest, i ma skrzydełka</w>
			<w>Lecz ja kocham polskiego diabełka!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polskie delfiny</tytul>
		<tekst>
			<w>Pragnąc koniecznie zwabić Szwedów nad polskie morze</w>
			<w>Postanowiono zamnożyć w tym morzu ogromne węgorze</w>
			<w>Które by mogły udawać bajeczne morskie węże</w>
			<w>Ogólnoświatową sensację wzbudzając w sposób tenże.</w>
			<w>Niestety, ponieważ zatruto fenolem wszystkie kanały</w>
			<w>I rzeki, węgorze nie rosły, a wprost przeciwnie &ndash; zdychały</w>
			<w>Bo węgorz ma swoje dziwne i tajemniecze marszruty,</w>
			<w>I żyje co prawda w morzu, lecz w rzekę wpływa na ksiuty.</w>
			<w>Zejdźmy już jednak z węgorza, a raczej z jego padliny,</w>
			<w>Gdy z węgorzami nie wyszło &ndash; nastawiono się na delfiny,</w>
			<w>Czyli podjęto uchwałę że wpuści się je do Bałtyku</w>
			<w>Ażeby wokół okrętów robiły swe skiku-skiku,</w>
			<w>Że jednakowoż delfin żyje w cieplejszym klimacie</w>
			<w>A do zimnego Bałtyku trzeba by ubrać je w gacie</w>
			<w>I w nauszniki, przeto ktoś wpadł na pomysł niezgorszy</w>
			<w>By do skakania przyuczyć stado rodzimych dorszy</w>
			<w>Ucharakteryzowanych, ufając, że z dala chyba</w>
			<w>Szwed kamuflażu nie pozna i mruknie po szwedzku &plqq;wsio rawno&prqq;</w>
			<w>Faktycznie, już wkrótce te dorsze skoszarowano w bursie,</w>
			<w>To jest, przepraszam, w basenie, i przeszkolono na kursie,</w>
			<w>W program w którego wetknięto zestaw wykładów maleńki,</w>
			<w>Takich jak dzieje Egiptu, język polski, życiorys Łysenki,</w>
			<w>Krótka Teoria Kwantów, Fizyka, Paleografia,</w>
			<w>Etyka, Estetyka, Etnologia i Etnografia,</w>
			<w>Zasady Księgowości, Pogadanki Ekonomiczne,</w>
			<w>Diana Dors a Sprawa Dorszy, oraz inne wykłady liczne</w>
			<w>Aż wreszcie, po egzaminach, rozmieszczono dorsze na szlakach</w>
			<w>I oto Szwedzi już jadą, a instruktor woła: &ndash; No, skakać!!!</w>
			<w>Zaś dorsze zebrały się w kupie, wybałuszyły oczy,</w>
			<w>I dalejże dyskutować który z nich pierwszy podskoczy,</w>
			<w>&ndash; Ja &ndash; mówi jeden &ndash; chciałbym, ale już jestem wiekowy,</w>
			<w>&ndash; A ja &ndash; powiada drugi &ndash; jestem na chorobowym</w>
			<w>&ndash; Ja mam natomiast urlop &ndash; trzeci dorsz z ulgą powiedzał,</w>
			<w>Zaś pani dorszowa akurat płynęła na chatę do śledzia</w>
			<w>I akcja się zakończyła ogólnym rozczarowaniem&hellip;</w>
			<w>Morał: Nadmierne szkolenie wyklucza podskakiwanie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polski Kilder</tytul>
		<tekst>
			<w>(na walczyku &plqq;Szła dzieweczka&prqq;)</w>
			<w>Dobrze ma doktor Kilder,</w>
			<w>Wszyscy mu biją brawo,</w>
			<w>Pewnie żyletką &plqq;Silver&prqq;</w>
			<w>Się goli, a ja &ndash; &plqq;Rawą&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Kieruje nim doktor Gillespie,</w>
			<w>Facet przy dużej forsie,</w>
			<w>A mój szef, doktor Pipciewski</w>
			<w>Każe mi się żyrować w ORS-ie.</w>
			<vsp/>
			<w>Lecznica lecznicy nierówna,</w>
			<w>U Kildera się leczą kociaki,</w>
			<w>A do mnie Dreptakówna</w>
			<w>Przychodzi, że ma żylaki.</w>
			<vsp/>
			<w>U niego &ndash; psychonerwice</w>
			<w>Alienacje, kompleksy Edypa,</w>
			<w>U mnie &ndash; Frączak złapał kłonicę</w>
			<w>I Kwiatkowskiemu przyrypał.</w>
			<vsp/>
			<w>Ot, dziwna jest chorób podzielność</w>
			<w>Aż mnie to czasem wkurza,</w>
			<w>Tylko że u mnie śmiertelność</w>
			<w>Nie taka jakby duża&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>(&hellip;)</w>
			<vsp/>
			<w>Kręćcie u nas, też jest trochę ruchu</w>
			<w>Też byłby fajny dramat:</w>
			<w>&ndash; Pipciewski w nowym fartuchu.</w>
			<w>Pacjenci w czystych piżamach,</w>
			<vsp/>
			<w>Ja robię dożylny zastrzyk,</w>
			<w>Siostra Marta w momencie mycia&hellip;</w>
			<w>Dla powiatu byłby honor i zaszczyt</w>
			<w>A film bylby taki więcej z życia&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polski kryminał</tytul>
		<tekst>
			<w>(Próba syntezy polskiej szkoły filmu kryminalnego)</w>
			<w>To był typowo polski kryminał</w>
			<w>Pan sierżant Miziak jechał po szosie</w>
			<w>Gdy nagle takie hasło otrzymał:</w>
			<w>&ndash; &plqq;Wierzba do Dziupli, rejon W8.&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>Przyjeżdża, patrzy, sejf spruty &plqq;rakiem&prqq;</w>
			<w>Śladu po żadnym nie ma bandycie</w>
			<w>A obok stoją Ciaptak z Dreptakiem</w>
			<w>Tacy niewinni jak małe kicie.</w>
			<vsp/>
			<w>W kasie zaś braknie: planu rozwoju,</w>
			<w>Podpunktów zbiórek na dom sieroty,</w>
			<w>Średnich wyliczen, dziennych udojów,</w>
			<w>Listy ubojów i 200 złotych!</w>
			<vsp/>
			<w>Dopieroż Miziak dał wszystkim lekcję</w>
			<w>Jak przeprowadza się takie akcje:</w>
			<w>Zarządził sekcję i introspekcję,</w>
			<w>Dokumentację i ekshumację.</w>
			<vsp/>
			<w>Aż coś huknęło w sąsiedniej gminie</w>
			<w>I biedny sierżant został bez butów,</w>
			<w>Bo ktoś podłożył mu wielką świnię</w>
			<w>Wprawdzie krajową, ale z odrzutów.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu nastąpiły szepty i spiski</w>
			<w>Zwłoki w omłotach i zwłoki w stawie.</w>
			<w>Osiem bimbrowni przeszło na whisky</w>
			<w>A ksiądz Chudzielak &ndash; na prawosławie!</w>
			<vsp/>
			<w>Wszystkim dokładnie się pomyliło,</w>
			<w>Kto był pozytyw a kto negatyw.</w>
			<w>Autora chłopi przerżneli piłą,</w>
			<w>A kamerzyście wkręcili statyw!</w>
			<vsp/>
			<w>Premiera filmu też się udała:</w>
			<w>Scenograf dostał tytuł magistra,</w>
			<w>Widownia wyła, obsługa łkała,</w>
			<w>Minister rugał wiceministra.</w>
			<vsp/>
			<w>Lokal doszczętnie zdemolowano,</w>
			<w>Bileter dostał po łbie gitarą.</w>
			<w>Po wyjściu z kina się zakładano,</w>
			<w>Kto był mordercą a kto ofiarą?</w>
			<vsp/>
			<w>Reżyser zyskał wiejąc z tej hecy</w>
			<w>Czas na sto metrów &ndash; 6 koma zero</w>
			<w>(nieoficjalnie, bo wiatr miał w plecy</w>
			<w>a za plecami widza z siekierą!)</w>
			<vsp/>
			<w>Pan prokurator wpadłszy na salę</w>
			<w>Szefa produkcji złapał na finał</w>
			<w>I prędko zamknął go w kryminale</w>
			<w>I TO BYŁ TAKŻE POLSKI KRYMINAŁ!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polski prześcieradłowiec</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden nasz reżyser, wielki postępowiec,</w>
			<w>Podobno nakręcić ma prześcieradłowiec!</w>
			<w>A prześcieradłowiec jest to film takowy,</w>
			<w>Co cały się dzieje we wnętrzu alkowy.</w>
			<w>We wnętrzu alkowy, we wnętrzu sypialni</w>
			<w>Jakiś pan przeważnie, zwykle jakaś pani,</w>
			<w>Oczywiście kołdra, jasna rzecz poduszka,</w>
			<w>Cztery nogi ludzkie, tyleż nóg od łóżka,</w>
			<w>Tu, powiedzmy, szyja, tam, powiedzmy, łydka,</w>
			<w>Najazd, szwenk, zbliżenie, nakładka, przebitka,</w>
			<w>Kamera na okno, następnie na dechy&hellip;</w>
			<w>Cały dźwięk to skrzypy, jęki i przydechy.</w>
			<w>Reżyser poprawia ciemne okulary:</w>
			<w>&ndash; Jeszcze jeden dubel. Pif ją! Huzia, stary!!!</w>
			<w>A potem się robi hałas, że o rany,</w>
			<w>Że film nie jest wcale zaangażowany!!!</w>
			<w>Ale to już drobiazg, nie wart naszej troski:</w>
			<w>Wystarczy zaznaczyć, że chłopak jest z wioski,</w>
			<w>Dziewczyna natomiast, to Radziwiłłówna,</w>
			<w>Więc on te klasowe krzywdy sobie równa,</w>
			<w>A to prześcieradło, gdzie oni fikają,</w>
			<w>Jest darem bratniego, przyjaznego kraju.</w>
			<w>By zaś atmosfera była bardziej swojska,</w>
			<w>Za oknem też mogą rżnąć się. Jakieś wojska.</w>
			<w>Lub może trwać walka z członkami dywersji!</w>
			<w>Ot prześcieradłowiec! I to w naszej wersji!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Polski rzemieślnik</tytul>
		<tekst>
			<w>Roztargniony i smutny jak poeci współcześni</w>
			<w>Ulicami, drogami, idzie polski rzemieślnik.</w>
			<w>Idzie piekny, wspaniały i tragiczny zarazem,</w>
			<w>wziął przed chwilą wodociąg i połączył go z gazem.</w>
			<vsp/>
			<w>Padła trupem rodzinka: tatuś, mamusia i córka,</w>
			<w>Woda sika z kuchenki, gaz ulatnia się z kurka.</w>
			<w>Idzie polski rzemieślnik mistycyzmem owiany,</w>
			<w>Wlasnie okno chciał wstawić i wywalił pół ściany.</w>
			<vsp/>
			<w>Przez klienta pobity, bo mu uszył źle spodnie,</w>
			<w>Idzie polski rzemieslnik, malowniczo i godnie.</w>
			<w>Antytalent wspaniały i odwieczny amator,</w>
			<w>Idzie tak jak ułani szli naprzeciw armatom.</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie pełen zadumy romantyzmu i czaru.</w>
			<w>Czyżby szedł się doszkolić? Gówno, skręcił do baru.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pomnik</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz mieszczanie pewnej włości</w>
			<w>Popadli w kompleks niższości,</w>
			<w>I żarła ich zazdrość dzika</w>
			<w>Z powodu braku pomnika,</w>
			<vsp/>
			<w>Podczas kiedy inne sioła</w>
			<w>Nie przejmowały się zgoła,</w>
			<w>Mając tych rzeczy nad miarę,</w>
			<w>Niekiedy nawet po parę.</w>
			<vsp/>
			<w>I tak w Grzdyćkach koło kina</w>
			<w>Był piękny pomnik Darwina,</w>
			<w>Z ogonem, dla podkreślenia</w>
			<w>Faktu od małp pochodzenia.</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś w Wóice tuż przy remizie</w>
			<w>Stała kobieta w striptizie,</w>
			<w>Z podpisem: &plqq;Marzenie wieszcza</w>
			<w>na temat Marii Wereszczak&prqq;,</w>
			<vsp/>
			<w>Wreszcie w Zgrzebnych Pozytronach</w>
			<w>Mieli biust Napoleona,</w>
			<w>Ubrany przez skromność w stanik</w>
			<w>Na polecenie plebanii,</w>
			<vsp/>
			<w>A z inicjatywy gminy</w>
			<w>W hasło &plqq;Kontraktuj rośliny&prqq;.</w>
			<w>A tymczasem w naszej wiosce</w>
			<w>Prominenci byli w trosce,</w>
			<vsp/>
			<w>Bo dokładnie nie wiedzieli,</w>
			<w>Jaki wystawić obelisk.</w>
			<w>Wreszcie &ndash; nie mówiąc nikomu &ndash;</w>
			<w>Kupili w składnicy złomu</w>
			<vsp/>
			<w>Statuę z obitym nosem</w>
			<w>Z napisem &plqq;Friedrich Der Grosse&prqq;.</w>
			<w>Ten napis zamalowali,</w>
			<w>Głowę całkiem odłupali</w>
			<vsp/>
			<w>I opatrzyli go nową</w>
			<w>Ulepioną z gliny głową,</w>
			<w>Po czym w sposób bardzo cwany</w>
			<w>Robili często wymiany,</w>
			<vsp/>
			<w>I mieli a to Szopena,</w>
			<w>To Urbana, to Ibsena,</w>
			<w>To znowuż Szymonowica &ndash;</w>
			<w>Zależy, jaka rocznica</w>
			<vsp/>
			<w>Lub jaka zmiana we władzach &ndash;</w>
			<w>Już wójt nową głowę wsadza.</w>
			<w>A wy, panowie plastycy,</w>
			<w>(a szczególnie ze stolicy)</w>
			<vsp/>
			<w>Malować wreszcie przestańcie</w>
			<w>Rozmaite gołe pańcie,</w>
			<w>I to jeszcze w wygibasy,</w>
			<w>I w różne takie pikasy,</w>
			<vsp/>
			<w>Rzućcie to wszystko w cholerę</w>
			<w>I &ndash; by zaspokoić teren &ndash;</w>
			<w>Rzecz bez precedensu czyńcie:</w>
			<w>Pomniki z głową na gwińcie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Poprawka do planu</tytul>
		<tekst>
			<w>Rzecz to niezwykła w zasadzie,</w>
			<w>A nawet nadprzyrodzona:</w>
			<w>Tyle lat w jednym zakładzie</w>
			<w>Pracują on i ona,</w>
			<w>Widują się tam codzień,</w>
			<w>Każde ma swe kłopoty,</w>
			<w>Pogwarzą o pogodzie,</w>
			<w>Cześć-cześć, i do roboty&hellip;</w>
			<w>Aż tu nagle, z jakąś chwilą</w>
			<w>sytuacja się zmienia:</w>
			<w>Przyjrzał się jej z profilu</w>
			<w>W półblaskach i półcieniach,</w>
			<w>POdczas jakiejś odprawy</w>
			<w>Lub w stołówce to było&hellip;</w>
			<w>I nagle &ndash; dziwne sprawy,</w>
			<w>I nagle &ndash; wielka miłość,</w>
			<w>Już się nawzajem szukają</w>
			<w>Na przerwie śniadaniowej,</w>
			<w>O wczasy się pytają</w>
			<w>W Radzie Zakładowej,</w>
			<w>Diabli wiedzą co jeszcze,</w>
			<w>(choć przwidzieć nietrudno)</w>
			<w>fakt że załoga szepce:</w>
			<w>&ndash; O, Dreptak z Trypućkówną!</w>
			<w>&ndash; Wczoraj pryzniósł jej dalie!</w>
			<w>&ndash; I wiózł ją motocyklem!</w>
			<w>I tak dalej i dalej,</w>
			<w>Jak zawsze i jak zwykle,</w>
			<w>Po ludzku i banalnie</w>
			<w>Jak w innych krajach świata,</w>
			<w>Ale &ndash; oryginalnie,</w>
			<w>Bo: Skąd po tylu latach?</w>
			<w>Czemu nie osłupieli</w>
			<w>I nie zadrżeli czemu</w>
			<w>Wówczas, gdy się ujrzeli</w>
			<w>Pierwszy raz, dawno temu?</w>
			<w>A teraz &ndash; ona blada,</w>
			<w>On &ndash; dużo więcej pali,</w>
			<w>A przecież stara kadra,</w>
			<w>No, więc na co czekali?</w>
			<w>Nie wiem. Ale przypuszczam</w>
			<w>Że coś dziwnego chadza,</w>
			<w>Coś co ludzi podpuszcza,</w>
			<w>Coś co w pracy przeszkadza,</w>
			<w>Coś co w życiu pomaga</w>
			<w>I ma dziwne działanie&hellip;</w>
			<w>I w związku z tym się domagam</w>
			<w>Żeby to ująć w planie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Portret</tytul>
		<tekst>
			<w>Gucio Dreptak, szef Wydziału Analizy,</w>
			<w>Raz nadwyżkę finansową miał w budżecie,</w>
			<w>Więc zakupił za nią portret Mony Lizy,</w>
			<w>I powiesił Monę Lizę w gabinecie.</w>
			<w>Mona Liza w złotej ramce sobie wisi,</w>
			<w>Aż tu przyszli na odprawę urzędnicy,</w>
			<w>Jedni byli długowłosi, inni łysi,</w>
			<w>Zaś szefowa kadr z wąsami &ndash; a w spódnicy!</w>
			<vsp/>
			<w>Przywitali się z Dreptakiem i usiedli,</w>
			<w>Wtem ktoś spojrzał na Giocondę i osłupiał,</w>
			<w>Za nim inni popatrzyli i pobledli,</w>
			<w>I powstała atmosfera nader głupia.</w>
			<w>Gucio Dreptak, nie spostrzegłszy co jest grane,</w>
			<w>Chciał obrady już zagaić dziarskim tonem,</w>
			<w>Wtem ktoś spytał go półszeptem: &ndash; Mamy zmianę?</w>
			<w>I dyskretnie wskazał wzrokiem piękną Monę.</w>
			<vsp/>
			<w>Próżno Gucio im wyjaśniał, kim jest ona,</w>
			<w>Popatrzyli wszyscy nań jak na matołka</w>
			<w>I szeptali między sobą: &ndash; Jaka Mona?</w>
			<w>Kociobrzycka dochrapała się do stołka!</w>
			<w>Poznajemy tę cholerę, to jej japa,</w>
			<w>Jej to uśmiech słodko &ndash; kwaśny, jej wzrok rybi!</w>
			<w>Pewnie jest już w ministerstwie ta szantrapa,</w>
			<w>Gucio pierwszy się dowiedział, więc ją przybił!</w>
			<vsp/>
			<w>Tutaj wszyscy &ndash; młodzież, starcy i kobiety</w>
			<w>Z planowania, z księgowości i z produkcji,</w>
			<w>Jak nie rzucą się gromadnie po portrety &ndash;</w>
			<w>Wykupili cały nakład reprodukcji!</w>
			<w>&hellip;a w niebiesiech coś stuknęło naraz twardo,</w>
			<w>Jakieś okno otworzyło się ze zgrzytem,</w>
			<w>Siwą głowę wytknął przezeń Leonardo</w>
			<w>I ów popyt obserwować ją z zachwytem.</w>
			<vsp/>
			<w>Michał Anioł, co zawistny był szalenie</w>
			<w>Rzekł ze złością do sławnego starowiny:</w>
			<w>&ndash; Słuchaj, Leoś, to nie nagłe uwielbienie,</w>
			<w>Lecz omyłka, z dużą dozą wazeliny!</w>
			<w>Leonardo się roześmiał na to szczerze,</w>
			<w>Zamknął okno, siadł, wymoczył nogi w Styksie,</w>
			<w>Po czym odrzekł: &ndash; Też tak sądzę, ty frajerze,</w>
			<w>Ale licznik jednak stuka mi w ZAIKSIE!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Porwanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Na nazwisko miał Dreptak a na imię miał Lolo</w>
			<w>Od lat siedział spokojnie w PSS na etacie</w>
			<w>Aż mu nagle odbiło: wziął i porwał samolot,</w>
			<w>Postraszywszy pilota puszką dorsza w tomacie.</w>
			<w>Pilot dorsza nie lubił, zwłaszcza jego zapachu,</w>
			<w>Etykietę gdy zoczył &ndash; wnet wysiadły mu nerwy,</w>
			<w>Włosy mu się zjeżyły, wzrok słupiał ze strachu:</w>
			<w>&ndash; Lecę dokąd pan zechce! Nie otwierać konserwy!!!</w>
			<w>Wtedy Dreptak pomyślał, że właściwie sam nie wie,</w>
			<w>Czy by wolał być w Rzymie, Krymie czy w Hondurasie,</w>
			<w>Więc na wszelki wypadek kazał lecieć przed siebie,</w>
			<w>A tymczasem jął szukać gorączkowo w atlasie.</w>
			<w>Szuka, niucha wytrwale, bada lądy i kraje,</w>
			<w>Porównując ze sobą Paryż i Ułan-Bator,</w>
			<w>To go Irak podnieca, to go kuszą Hawaje,</w>
			<w>Jednym słowem &ndash; z Dreptaka fupa, nie nawigator!</w>
			<w>A tymczasem samolot leci sobie leniwo</w>
			<w>W tę i we wtę, jak pijak lub jak konik szachowy,</w>
			<w>Lada chwila w zbiornikach skończy mu się paliwo</w>
			<w>I usiądzie w rejonie Mielca lub Częstochowy.</w>
			<w>Pewnie wsadzą Dreptaka na dwa lata do paki,</w>
			<w>Lub nie wsadzą, gdyż sędziów swą głupotą rozrzewni&hellip;</w>
			<w>Wiele jest samolotów, w wielu siedzą Dreptaki,</w>
			<w>Lecz lądują bliziutko. Pod tym względem są pewni.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Porywacze</tytul>
		<tekst>
			<w>Co to się dzieje na świecie!</w>
			<w>Ostatnio podano w okólniku</w>
			<w>Że Cyganie oprócz małych dzieci,</w>
			<w>Porywają małych urzędników,</w>
			<w>Takich od ósmej grupy w dół.</w>
			<w>Najpierw stuzłotówką kuszą ich, podniecają,</w>
			<w>A gdy się który wychyli, to chwytają go w pół i porywają.</w>
			<w>I nocami, wertepami wiozą</w>
			<w>Aż przywożą urzędnika do obozu.</w>
			<w>A w obozie grają skrzypki i drumle</w>
			<w>Kipi w kotłach pachnący gulasz,</w>
			<w>A cyganki mają w oczach zadumę</w>
			<w>I pytają: &ndash; Ef, referent, pohulasz???</w>
			<w>A referent jak referent, niska stopa,</w>
			<w>I w dodatku płaska, wikt &ndash; przeważnie kasza,</w>
			<w>Któżby się &ndash; mówiąc szczerze &ndash; oparł,</w>
			<w>Kiedy piękna cyganka zaprasza</w>
			<w>Do czardasza i do gulasza?</w>
			<w>Więc urzędnik podnosi głowę,</w>
			<w>Wszystkie nerwy grają w bidaczku,</w>
			<w>I zdejmuje zarękawki satynowe</w>
			<w>A binokle przekrzywia po kozacku,</w>
			<w>Chrząka cienko, pręży biust chudy</w>
			<w>I się puszcza. Na razie w prysiudy&hellip;</w>
			<w>Więc trzeba by coś zadziałać,</w>
			<w>Bo dzięki tym cygańskim praktykom</w>
			<w>Może nam się wykruszyć wspaniała</w>
			<w>Kadra naszych polskich urzędników</w>
			<w>I co by się wtedy z nami stało?</w>
			<w>Oj, ładnie byśmy na tym wyszli!!!</w>
			<w>&hellip;tylko że Cyganów u nas jakoś mało,</w>
			<w>A żeby ich zaimportować, to jakoś nikt nie pomyśli.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pośrednictwo</tytul>
		<tekst>
			<w>Gość, który nie potrafi zmierzyć sobie tętna,</w>
			<w>A kroplę krwi ujrzawszy, zaraz drżeć zaczyna,</w>
			<w>Niech się nie dziwi, że go biorę za natręta,</w>
			<w>Gdy chce wyjaśnić, jaka ma być medycyna.</w>
			<w>Facet nie umiejący stawiać cegieł w pionie</w>
			<w>Swym inżynierstwem niech się chwalić nie zamierza,</w>
			<w>Nie cenię generała, co na poligonie</w>
			<w>Lub na froncie nie zaczął od stopnia żołnierza.</w>
			<w>Zły to pisarz, co nie zna wierszy Mickiewicza,</w>
			<w>Zły kasjer, który nie wie, ile ma w swej kasie,</w>
			<w>A o tym, czego pragnie klasa robotnicza,</w>
			<w>Niech nie gada osobnik, co nie jest w tej klasie.</w>
			<w>Człowiek, co w każdym czasie zgadzał się na wszystko,</w>
			<w>Wszystko wiedział, brał grzecznie wszystko, co mu dali,</w>
			<w>Był zawsze gotów objąć każde stanowisko,</w>
			<w>Z wyjątkiem stanowiska w produkcyjnej hali,</w>
			<w>I gdy &ndash; zrządzeniem losu &ndash; sam jest antytezą</w>
			<w>Robotnika &ndash; w przenośni i dosłownie zgoła &ndash;</w>
			<w>Jak pragnie się gdzieś dostać, to go autem wiezą,</w>
			<w>Gdy chce przesunąć szafę &ndash; robotników woła&hellip;</w>
			<w>Ja na przykład potrafię sam zmontować regał,</w>
			<w>Sam posypuję chodnik w razie gołoledzi,</w>
			<w>Jeżdżę tramwajem albo pieszo sobie biegam,</w>
			<w>A liczni robotnicy to moi sąsiedzi,</w>
			<w>Ani bardziej bogaci, ani bardziej biedni,</w>
			<w>Też wyjadą na wczasy z rodziną na lato,</w>
			<w>Często z nimi rozmawiam&hellip;</w>
			<w>Po cóż nam pośrednik?</w>
			<w>Pośrednictwo kosztuje.</w>
			<w>A nas nie stać na to.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Potencjalna szuja</tytul>
		<tekst>
			<w>Taka mnie smutna myśl gryzie</w>
			<w>I taka wewnętrzna opinia,</w>
			<w>Że kiedyś ze mnie wylizie</w>
			<w>Paskudna i wredna świnia.</w>
			<w>Zszargam nazwisko i duszę,</w>
			<w>Stracę posadę w biurze,</w>
			<w>Ale ześwinić się muszę,</w>
			<w>To tkwi już w mojej naturze.</w>
			<w>Ach, bić mnie, walić do świtu,</w>
			<w>Pałką, gazrurką, pocięglem:</w>
			<w>Nie budzą we mnie zachwytu</w>
			<w>Rysunki Piórkiem i Węglem.</w>
			<w>Podziwia Zina rodzina:</w>
			<w>Babcia, i szwagier, i wujo.</w>
			<w>Ja &ndash; nie podziwiam Zina,</w>
			<w>Więc chyba muszę być szują?</w>
			<w>Sąsiadka z zachwytu się zwija,</w>
			<w>Gucio przestaje pić czystą,</w>
			<w>A mnie to jakoś omija&hellip;</w>
			<w>Czyżbym był syjonistą?</w>
			<w>Znajomi stukają się w czoła,</w>
			<w>Opuszcza mnie resztka ferajny&hellip;</w>
			<w>Jakże wyjaśnić im zdołam,</w>
			<w>Że Zin jest dla mnie zbyt fajny?</w>
			<w>Że każdy rysunek śliczny,</w>
			<w>Że tempo roboty obłędne,</w>
			<w>Sam autor &ndash; patriotyczny,</w>
			<w>A to, co mówi &ndash; bezbłędne.</w>
			<w>Ja jestem człowiek przeciętny,</w>
			<w>Mam sferę marzeń osobną &ndash;</w>
			<w>Jakieś tęsknoty mętne,</w>
			<w>Zęby mistrz kiedyś się rąbnął&hellip;</w>
			<w>Ach, padłbym z radości trupem,</w>
			<w>Gdybyż się kiedyś ciut ciachnął</w>
			<w>I zamiast starą chałupę &ndash;</w>
			<w>Do rymu niechcący coś machnął.</w>
			<w>A potem w telewizorze</w>
			<w>By zaklął lub kopnął co w złości&hellip;</w>
			<w>Ach, panie profesorze!</w>
			<w>Taż ja bym dał na mszę z radości!</w>
			<w>&hellip;dziś mnie rzuciła dziewczyna,</w>
			<w>A wczoraj pies uciekł ode mnie&hellip;</w>
			<w>Hej, chciałbym pokochać Zina &ndash;</w>
			<w>Nie mogę&hellip; Ech, bydlę ze mnie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Potęga statystyki</tytul>
		<tekst>
			<w>Mnie nie bawi nowela ni poemat liryczny,</w>
			<w>Polska Szkoła Filmowa to jest dla mnie wprost szyfr,</w>
			<w>Ale za to studiuję Rocznik nasz Statystyczny,</w>
			<w>Gdyż uwielbiam wymowę różnych tabel i cyfr.</w>
			<w>Moi kumple gdzieś jeżdżą, piją wódkę lub krzyczą,</w>
			<w>Forsę ciuła w PKO familijny mój klan,</w>
			<w>A ja zgłębiam pozycje, co Wrocławia dotyczą,</w>
			<w>I zestawiam z danymi innych miast &ndash; jego stan.</w>
			<w>Wszystko mam jak na dłoni: siarkę, rzepak i mocznik,</w>
			<w>Rozwój żłobków, rajtszuli, kiosków Ruchu i hut.</w>
			<w>Radio gra po cichutku, a ja biorę ten Rocznik,</w>
			<w>Kładę się na tapczanie i już czytam jak z nut!</w>
			<w>Cyfry nigdy nie kłamią, nie tumanią, nie mylą &ndash;</w>
			<w>Każdy z nas choćby nie chciał, choćby stękał i wył,</w>
			<w>Mięsa w ubiegłym roku zżarł pięćdziesiąt sześć kilo,</w>
			<w>Kilo cholesterolu wprowadzając do żył.</w>
			<w>Wrocław nie jest w najgorszej sytuacji w ogóle,</w>
			<w>Bo wnioskuję &ndash; w Rocznika zagłębiwszy się treść &ndash;</w>
			<w>Żem ja płacił sześć złotych koma cztery cebulę,</w>
			<w>A nieszczęsny warszawiak płacił sześć koma sześć!</w>
			<w>Lecz przy dalszych pozycjach już mi nie jest tak hardo,</w>
			<w>I niedrogiej cebuli zaraz brzydule mi smak:</w>
			<w>Inwestycje &ndash; Warszawa jedenaście miliardów,</w>
			<w>Wrocław &ndash; trzy koma cztery&hellip; Krasnoludek czy jak?</w>
			<w>Zagęszczenie ludności większą radość mi sprawia,</w>
			<w>Miejsca u nas jest sporo, kto przeczyta, ten wie:</w>
			<w>Dwa tysiące przypada na kilometr wrocławian,</w>
			<w>Łodzian trzy! I to wszystko przy Piotrkowskiej, he he!</w>
			<w>Więc nie biadam nadmiernie ani się też nie żalę,</w>
			<w>Skarg nie piszę, niczego nie zazdroszczę też wam,</w>
			<w>Jedną całą sześć setnych mam kobiety w przydziale,</w>
			<w>Spirytusu czystego trzy i pół litra mam&hellip;</w>
			<w>Obserwując sąsiadki statystyczną urodę,</w>
			<w>Statystycznie raz w roku statystyczną mam chęć,</w>
			<w>By z nią przeżyć liryczną, statystyczną przygodę</w>
			<w>I mieć śliczne dziateczki&hellip;</w>
			<w>Tak ze trzy&hellip;</w>
			<w>Koma pięć&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Potęga śledzia</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden rycerz, dość ponury,</w>
			<w>Konno wybrał się w konkury,</w>
			<w>Przez cały dzień trząsł się w siodle,</w>
			<w>Więc pod wieczór czuł się podle,</w>
			<w>Bo mu pancerz czynił rumor,</w>
			<w>Co na ogół psuje humor.</w>
			<w>Aż nareszcie ujrzał blanki</w>
			<w>Zamczyska swojej bogdanki</w>
			<w>I ukłonił się jej tacie</w>
			<w>Który stał tam przy armacie.</w>
			<w>Tata spojrzał nań łaskawie</w>
			<w>I pyta: &ndash; Pan w jakiej sprawie?</w>
			<w>Na to ten rycerz wkurzony,</w>
			<w>Powiada, że jest zmęczony,</w>
			<w>&ndash; Jak zjem i jak się wypluszczę,</w>
			<w>To &ndash; mówi &ndash; sprawę wyłuszczę!</w>
			<w>Tato w śmiech: &ndash; Czyś waszeć głupi?</w>
			<w>Tu jedzenia pan nie kupi,</w>
			<w>Bo właśnie wszystko wysłali</w>
			<w>Na eksport do Gwatemali.</w>
			<w>Rycerz więc uśmierzył gniewy,</w>
			<w>Wyjął śledzia zza cholewy,</w>
			<w>Z przyłbicy dobył cebulkę,</w>
			<w>Zwinął wszystko w ładną kulkę,</w>
			<w>Połknął, beknął, wypluł skórkę</w>
			<w>I oświadczył się o córkę.</w>
			<w>Lecz tato nie odpowiedział</w>
			<w>Tylko patrzył w tego śledzia,</w>
			<w>Przyczem do ust starowiny</w>
			<w>Napłynęło mnóstwo śliny,</w>
			<w>Zadrżał mu chudy tyłeczek</w>
			<w>I prosi: &ndash; Daj kawałeczek!</w>
			<w>&ndash; Chałę! &ndash; odparł rycerz na to &ndash;</w>
			<w>&ndash; Najpierw córkę daj mi tato!</w>
			<w>Ale gdy starzec ponury</w>
			<w>Wciąż się wzbraniał co do córy,</w>
			<w>Wówczas nasz rycerz zza pasa</w>
			<w>Wyjął drugiego matjasa,</w>
			<w>Popieprzył, oblał keczupem</w>
			<w>I zjadł razem z kręgosłupem.</w>
			<w>Wtedy w nieszczęsnym staruchu</w>
			<w>Coś jak pies zawyło w brzuchu,</w>
			<w>I &ndash; nie robiąc żadnych scysji &ndash;</w>
			<w>Udzielił swojej permisji,</w>
			<w>Czyli córce swej pozwolił</w>
			<w>Żeby ją rycerz zniewolił,</w>
			<w>Poczem już bez dalszej zwłoki</w>
			<w>Rzucił się na rybie zwłoki,</w>
			<w>Wyżej ceniąc te delicje</w>
			<w>Niż swe ojcowskie ambicje.</w>
			<w>Stąd dewiza nam wyrasta:</w>
			<w>&ndash; Śledź potęgą jest i basta!</w>
			<w>A wy, gdy ojczyzna w biedzie</w>
			<w>Błaga byście jedli śledzie,</w>
			<w>Bo rybacy dla odmiany</w>
			<w>Znów poprzekraczali plany</w>
			<w>I śledź cuchnie w braku chłodni,</w>
			<w>To wy jesteście wygodni,</w>
			<w>I każdy się tylko ino</w>
			<w>Rozgląda za wieprzowiną,</w>
			<w>W dupie mając wyższe cele?</w>
			<w>Fuj, brzydko, obywatele!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Potop</tytul>
		<tekst>
			<w>Zarzuciwszy na głowę od opończy połę,</w>
			<w>Skacząc po kałużach błotnych i sadzawkach,</w>
			<w>Wpadł do swojej sadyby patriarcha Noe</w>
			<w>I zawołał ze wstrętem: &ndash; Fu, paskudna mżawka!</w>
			<vsp/>
			<w>Tutaj spojrzał badawczo po synach i córkach,</w>
			<w>Krzyknął: &ndash; Co tak siedzicie, powiedzcie coś, durnie,</w>
			<w>Może któryś z was słyszał, co mówiła Chmurka?</w>
			<w>A jeden z wnuków odrzekł: &ndash; Co ma być? Bezchmurnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Usłyszawszy odpowiedź tę, godną idioty,</w>
			<w>Noe w nagłej rozpaczy rzucił się na klęcznik,</w>
			<w>Ale zaraz się zerwał i rzecz: &ndash; Do roboty,</w>
			<w>Będziemy budowali dziesięciotysięcznik.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu rodzina struchlała, niczym stado owiec,</w>
			<w>Żona zaś jęła jęczeć, narzekać i biadać,</w>
			<w>Wołając: &ndash; On zwariował, on chce być stoczniowiec!</w>
			<w>Noe, idź do doktora i daj sobie zbadać.</w>
			<vsp/>
			<w>Ale biblijny mędrzec nie dał się zbić z tropu</w>
			<w>I z pomocą siekiery, wśród stosów paździerzy,</w>
			<w>Ze snu zrezygnowawszy, z jadła i z urlopu,</w>
			<w>Zbudował jakieś takie coś jak Dar Młodzieży.</w>
			<vsp/>
			<w>Powganiał tam zwierzęta, od słonia do mszycy</w>
			<w>I rodzinę, z wyjątkiem szwagra Ubermana,</w>
			<w>Wiec ten Uberman z krzykiem ganiał po ulicy,</w>
			<w>A Noe siedział w oknie i rąbał banana.</w>
			<vsp/>
			<w>A tymczasem aniołki lały z nieba wodę</w>
			<w>I archanioły lały, i lali prorocy,</w>
			<w>I zrobiła się powódź, jak pod Wyszogrodem,</w>
			<w>I trwała przez czterdzieści i tyleż nocy.</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy zasię wody spadły, a po drzew koronach</w>
			<w>Spływało czarne błoto, świecąc w słońcu tłusto</w>
			<w>I gdy legła przed nimi ziemia wyludniona</w>
			<w>Pani Noe westchnęła: &ndash; Boże, jak tu pusto.</w>
			<vsp/>
			<w>Ani z kim poplotkować, ani z kim się pobić.</w>
			<w>Co słysząc Noe chrząknął, splunął, zezuł buty,</w>
			<w>Uśmiechnął się i mruknął: &ndash; To sze da odrobić.</w>
			<w>Po czym skinął na żonę i wszedł do kajuty.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Poufałość</tytul>
		<tekst>
			<w>Na przyjęciu u państwa Dreptaków</w>
			<w>Kiedy wszyscy zajadali bryzol,</w>
			<w>Młody Dreptak, popiwszy koniaku,</w>
			<w>Wlazł do szafy z jedną panną Izą</w>
			<w>Kaczorkówną, pod byle pretekstem,</w>
			<w>Że niby tam szuka szala z lamy,</w>
			<w>A ta Iza była z dużym seksem,</w>
			<w>A on miał niewąski temperament.</w>
			<w>A nim wszedł tam, to włosy przylizał,</w>
			<w>Mrugnął okiem i na ręce chuchnął&hellip;</w>
			<w>A za jakiś kwadrans panna Iza</w>
			<w>Wyskoczyła i woła: &ndash; Mamuchno!</w>
			<w>I zaczęła mamci w ucho szeptać</w>
			<w>Budząc podziw i ciekawość gości,</w>
			<w>Że tam w szafie ten paskudny Dreptak</w>
			<w>Się dopuścił z nią poufałości&hellip;</w>
			<w>Na to mama na swej otomanie</w>
			<w>Podskoczyła i w ryk jak armata:</w>
			<w>&ndash; I ty na to pozwalasz Stefanie?</w>
			<w>Bowiem Stefan zwał się Izy tata&hellip;</w>
			<w>Stefan powstał, choć był chuderlawy</w>
			<w>I narażać się nie lubił zgoła,</w>
			<w>Lecz chcąc jakoś włączyć się do sprawy</w>
			<w>Wymamrotał: &ndash; No, to twoja szkoła!</w>
			<w>Wtedy jeden z wujów, względnie stryjów,</w>
			<w>O przepięknym, wręcz cerkiewnym basie,</w>
			<w>Do Dreptaka rzekł: &ndash; Ty świński ryju!</w>
			<w>A ów odparł ciepło: &ndash; Ty złamasie!</w>
			<w>Stryj się zachwiał, myślano że runie,</w>
			<w>Lecz go w porę złapał szwagier rudy,</w>
			<w>I posadził na śpiącą babunię,</w>
			<w>Która budząc się, krzyknęła: &ndash; Wódy!</w>
			<w>Wówczas mama, tłumiąc straszną żałość</w>
			<w>I chcąc wagi nadać całej gaffie,</w>
			<w>Zażądała: &ndash; Opisz poufałość,</w>
			<w>Której drań ten dopuścił się w szafie!</w>
			<w>Tu spojrzeli wszyscy na podleca,</w>
			<w>A panienka szept wydała cichy:</w>
			<w>&ndash; On mamuńciu rąbnął mnie po plecach</w>
			<w>I powiedział &plqq;Ty, pożycz dwie dychy&prqq;!</w>
			<w>Na te słowa zapadło milczenie,</w>
			<w>W ciszy pękła komuś w majtkach guma,</w>
			<w>I babunia głucha niczym pieniek</w>
			<w>Zapytała przytomnie: &ndash; Kto umarł?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Powrót</tytul>
		<tekst>
			<w>Wraca rycerz z Podhajec,</w>
			<w>Ran na nim co niemiara,</w>
			<w>Porąbał go Kitajec,</w>
			<w>Przebrany za Tatara.</w>
			<w>Urżnięta ręka, noga,</w>
			<w>Podziurawione ciało,</w>
			<w>Płacze żonka-nieboga:</w>
			<w>&ndash; Cóż mi z ciebie zostało?</w>
			<vsp/>
			<w>O herrendum, o sacra,</w>
			<w>O straszliwa masakra,</w>
			<w>Hoc, hoc, hoc!</w>
			<vsp/>
			<w>Ściągnął rycerz przyłbicę,</w>
			<w>Żona w krzyk: &ndash; O niebiosa!</w>
			<w>Trafili cię i w lice,</w>
			<w>Pozbawili cię nosa!</w>
			<w>Zdejmują mu napierśnik,</w>
			<w>Takoż obrażeń szereg:</w>
			<w>&ndash; Oj, biednyś ty nieszczęśnik &ndash;</w>
			<w>Brak ci czterech żeberek!</w>
			<vsp/>
			<w>O herrendum, o sacra,</w>
			<w>O straszliwa masakra,</w>
			<w>Hoc, hoc, hoc!</w>
			<vsp/>
			<w>Otwierają wytrychem</w>
			<w>Pancerz, a żona w ślozy:</w>
			<w>&ndash; Nawet mu ślepą kichę</w>
			<w>Wycięli bez narkozy! &ndash;</w>
			<w>Jęczy nieszczęsna białka:</w>
			<w>&ndash; Jak ty wyglądasz, dziadu?</w>
			<w>Nawet i po migdałkach</w>
			<w>Nie zostało ni śladu!</w>
			<vsp/>
			<w>O herrendum, o sacra,</w>
			<w>O straszliwa masakra,</w>
			<w>Hoc, hoc, hoc!</w>
			<vsp/>
			<w>Na koniec onej stypy</w>
			<w>Wierne dziewki i sługi</w>
			<w>Zdjęli z rycerza slipy</w>
			<w>Sporządzone z kolczugi.</w>
			<w>Wonczas zabrzmiał głos żony</w>
			<w>Już nie tak minorowy:</w>
			<w>&ndash; O, kiciuś nie zmęczony?</w>
			<w>Nieście go do alkowy!</w>
			<vsp/>
			<w>O herrendum, o sacra,</w>
			<w>O straszliwa masakra,</w>
			<w>Hoc, hoc, hoc&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pożegnanie maja</tytul>
		<tekst>
			<w>On był ubogim naprawiaczem telewizorów</w>
			<w>A ona bogatą ekspedientką w komisie.</w>
			<w>Ze względu na tę różnicę musieli pilnować pozorów</w>
			<w>I potajemnie, nocami, czasami kochali się&hellip;</w>
			<w>Zwłaszcza że jej mąż, starszy rewident miejskich tramwajów</w>
			<w>Z zadrości i ze wściekłości aż chrypiał &plqq;aj aj aj&prqq;,</w>
			<w>I śledził ją podstępnie, a już szczególnie w Maju,</w>
			<w>Zginając w ręku sztangę do przekładania wajch.</w>
			<w>Zaś żona naprawiacza, nokauterka w Izbie Wytrzeźwień</w>
			<w>Służyła do ogłuszania pijaków &ndash; recydywistów,</w>
			<w>Jak któryś zacznie rozrabiać a ona jak zamach weźmie,</w>
			<w>To potem go musi wynosić na noszach dwóch kulturystów.</w>
			<w>Czasami nawet &ndash; jak głosi wieść gminna wśród narodu &ndash;</w>
			<w>Po takim mocniejszym ciosie nie było już co ratować,</w>
			<w>Więc gościa też wynoszono, ale nogami do przodu</w>
			<w>I zanoszono do parku, by cichcem go tam zakopcować.</w>
			<w>A w parku żaby rechocą, jak również słowiki drą się</w>
			<w>I krąży stuknięty facet co miał aptekę w Buczaczu,</w>
			<w>I ekspedientka z komisu staje co chwilę w pąsie</w>
			<w>I szepce: &ndash; Ach jeszcze, jeszcze, ubogi mój naprawiaczu!</w>
			<w>Zaś po słowikach i żabach depce jej mąż, ten rewident,</w>
			<w>Ze sztangą w ręku i z sercem pociętym przez zazdrość w paski</w>
			<w>A także z bardzo męczącym &ndash; bo zawodowym &ndash; wstydem</w>
			<w>Że nie przerzucił wajchy na linii siedemnastki.</w>
			<w>Siedemnastka na oślep jeździ po placach, rabatach i skwerkach,</w>
			<w>Pewien kapucyn w tej sprawie wydzwania wciąż na milicję,</w>
			<w>A w siedemnastce na drążku gimnastykuje się nokauterka</w>
			<w>Żeby nie stracić formy i żeby zachować kondycję.</w>
			<w>Ale to wszystko się kończy&hellip; Przemija maj, idzie czerwiec,</w>
			<w>Już ostatniego słowika paskudny kocur wtraja</w>
			<w>I miasto wraca do normy, i cały bałagan się przerwie</w>
			<w>I będzie mniej więcej spokój. Aż do przyszłego maja.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pożytek z tablicy Mendelejewa</tytul>
		<tekst>
			<w>Prowincjonalny amant, niejaki Dreptak Ewald</w>
			<w>Studiował kiedyś życiorys wielkiego Mendelejewa,</w>
			<w>I uświadomił sobie, iż ów Mendelejew Dymitry</w>
			<w>Układ pierwiastków wymyślił, w sposób niezwykle chytry,</w>
			<w>Bo upił się, złapał ołówek i poliniował arkusik,</w>
			<w>Są jakieś luki! W te luki uczony pełen radości</w>
			<w>A przytem przewrócił doniczkę, zapaćkujac tabele przypadkiem,</w>
			<w>Dzięki czemu dostały się do niej niechcący ziemie rzadkie,</w>
			<w>Ponieważ niedawno podlane. &ndash; Ha!!! &ndash; krzyknął ten Ewald Dreptak.</w>
			<w>&ndash; Ma we mnie Mendelejew naukowego adepta!</w>
			<w>Ja tez zostanę uczonym! Tu złapał papier w kratki</w>
			<w>I wpisał na nim swe wszystkie dotychczasowe babki</w>
			<w>Według wagi, koloru włosów oraz cech charakteru,</w>
			<w>I patrzy &ndash; a tu mu zostało jeszcze dość sporo papieru!</w>
			<w>Dalejże wiec przewidywać! I zaraz mu wyszły na świstkach</w>
			<w>Dwie chude rude nerwowe i jedna czarna sadystka.</w>
			<w>Natomiast odnośnie blondynek, ów wykaz naukowy</w>
			<w>Wykazał, ze wszystkie blondynki Dreptak niestety ma z głowy.</w>
			<w>A Dreptak kochał blondynki! Wiec najpierw się skręcił ze złości,</w>
			<w>Potem sam z sobą się zmagał, mamrocząc: &ndash; Dla dobra ludzkości!!!</w>
			<w>&ndash; Toż musze praktycznie wypełnić teoretyczna tabele.</w>
			<w>Niech żyje polska nauka! Szabla w dłoń, kurdelebele!</w>
			<w>Co krzycząc ogłuszył te czarną i zaczął swoją krucjatę&hellip;</w>
			<w>WIECEJ TAKICH, CO DOBRO NAUKI STAWIAJA PONAD PRYWATĘ!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pożytek z teorii Darwina</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w jednym ważnym urzędzie Jan Dreptak, skromny człeczyna,</w>
			<w>Zobowiązał się wygłosić referat na temat teorii Darwina,</w>
			<w>Więc wszystkim się spodobała inicjatywa taka</w>
			<w>I nawet dyrektor poklepał po ramieniu Jana Dreptaka,</w>
			<w>A personalny na to zareagował żywo</w>
			<w>I też go klepiąc, powiedział: Ot, człowiek z inicjatywą!</w>
			<w>Takich nam więcej trzeba, zaraz wszystko inaczej tu zagra!</w>
			<w>&ndash; Jak to więcej? Zapytał Dreptak&hellip; mam jeszcze tylko szwagra.</w>
			<w>A właśnie już wszyscy się zeszli i siedli wygodnie w świetlicy,</w>
			<w>A woźny postawił karafkę i szklankę na mównicy,</w>
			<w>I nawet zabrzmiały oklaski, więc Dreptak musiał rad nierad,</w>
			<w>Choć trzęsły się pod nim nogi, zacząć swój światły referat.</w>
			<w>Niestety, nie wyczuł widocznie, że to dla niego szansa,</w>
			<w>Bo zaczął dowodzić, że człowiek pochodzi od szympansa</w>
			<w>Czy też innego pawiana&hellip; ot zwykła mowa-trawa&hellip;</w>
			<w>Skończył, ukłonił się nisko i czeka, padalec, na brawa&hellip;</w>
			<w>A tutaj cisza śmiertelna! Dreptak ze strachu się słonia,</w>
			<w>I mówi drżącym głosikiem: &ndash; Są może jakieś pytania&hellip;?</w>
			<w>&ndash; I owszem &ndash; odparł dyrektor niezwykle zimnym tonem</w>
			<w>&ndash; Czy pańskim zdaniem m ó j przodek także był małpiszonem?</w>
			<w>Tu Dreptakowe włosy stanęły sztorcem na głowie:</w>
			<w>Oj, da mu dyro dubla, gdy zgodnie z prawdą odpowie&hellip;</w>
			<w>Więc zawył w duchu z rozpaczy, s w myślach jęknął &plqq;o Boże!!!&prqq;</w>
			<w>I wspomniał prastare hasło &plqq;Hej, ratuj się, kto może!!!&prqq;</w>
			<w>I niby to w księgę spojrzał i odparł: &ndash; O ile wiem,</w>
			<w>To pański przodek wyjątkowo nie małpą był, ale lwem!</w>
			<w>Niczem są blaski słońca, jak również laser jest niczem</w>
			<w>Przy blasku, który rozjaśnił dyrektorskie zacne oblicze!</w>
			<w>Potomek lwa powstał, o dziurkacz się oparł jak król o miecz,</w>
			<w>A z ust mu wybiegły słowa: &ndash; Wiedza to wielka rzecz!</w>
			<w>I łzy szlachetnego wzruszenia zaćmiły mu oczu błękity,</w>
			<w>Po czym spłynęły na spodnie, a na Dreptaka &ndash; zaszczyty.</w>
			<w>I odtąd żył już Jan Dreptak jak w bajce albo jak w transie&hellip;</w>
			<w>Znajomość autorytetów pomaga w życiowym awansie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pół godziny potęgi</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) Więc Jan Sebastian Dreptak ogolił się starannie,</w>
			<w>Pogładził dłonią oblicze świeżutkie jak płatek wiśni,</w>
			<w>A potem zrzucił piżamę i usiadł golutki w wannie,</w>
			<w>I zaczął puszczać na zmianę to ciepły, to chłodny prysznic.</w>
			<w>następnie położył się w wodzie i się przeciągnął błogo,</w>
			<w>I zatrzepotał rękami aż woda na ziemię prysła,</w>
			<w>Z upodobaniem się przyjrzał kolejno obu swym nogom</w>
			<w>I jął z uśmiechem przeglądać ilustrowane pisma.</w>
			<w>A w jednym z tych tygodników, bodajże w pierwszym z brzegu,</w>
			<w>(Może to &plqq;Film&prqq; był lub &plqq;Ekran&prqq;, a nawet &plqq;Przekrój&prqq; może?)</w>
			<w>Zobaczył ogromne zdjęcie Daniela Olbrychskiego</w>
			<w>Na którym ten pan Olbrychski był taki przystojny jak bożek!</w>
			<w>Dreptak mu się przypatrzył, podrapał się palcem w łydki,</w>
			<w>Pomyślał: &ndash; Ciekawe jak on by się prezentował nago?</w>
			<w>Jeszcze raz spojrzał na zdjęcie, mruknął: Hm, nawet niebrzydki!</w>
			<w>Poklepał się po muskułach, po piersiach i po karku</w>
			<w>Przelotnie obrzucił wzrokiem różową konchę ucha,</w>
			<w>Powiedzał: &ndash; Nie jesteś gorszy od niego, mój Dreptaku!</w>
			<w>Zaśpiewał fałszywie coś z &plqq;Carmen&prqq; i się powycierał do sucha.</w>
			<w>&hellip;zaś potem drzwi się otwarły i wypuściły Dreptaka,</w>
			<w>I żona spojrzała ze smutkiem i załamała ręce</w>
			<w>I pomyślała że mąż jej to wyjątkowa pokraka</w>
			<w>I nigdy nie dałaby wiary, że taki był piękny w łazience&hellip;</w>
			<w>Ale my wiemy! I bardzo cenimy ten uśmiech losu</w>
			<w>Jaki łazienka zwykła dla zwykłego mężczyzna mieści,</w>
			<w>Bo my się też wszyscy zmieniamy w rozśpiewanych,</w>
			<w>atletycznych herosów. Mniej więcej o siódmej rano.</w>
			<w>Ale tylko do siódmej trzydzieści&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Praktycyzm</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w ketlingowym dworku piękna jak księżna z bajki</w>
			<w>Krysia robiła sobie na drutach stoporajtki</w>
			<w>Gdy wtem wszedł Ketling; Krysia spojrzała lękliwie w górę,</w>
			<w>A Ketling jął zamiatać podłogę strusim piórem</w>
			<w>Przy swoim kapeluszu. A robił to tak pięknie,</w>
			<w>Że Krysia przypuszczała, iż jej serduszko pęknie.</w>
			<w>Gdy to Basia spostrzegła, duch przekory w niej zagrał</w>
			<w>I rzekła Wołodyjowskiemu: &ndash; A kuku! Ma pan szwagra!</w>
			<w>Porwał się mały rycerz, w ręku błyszczy mu klinga,</w>
			<w>&ndash; Ha &ndash; krzyknął &ndash; zrobię ci ja szkocki befsztyk z Ketlinga!</w>
			<w>I już chciał na biedaka skoczyć chyłkiem z zapiecka,</w>
			<w>Gdy wtem go powstrzymała imć pani Makowiecka,</w>
			<w>I jęta mu przekładać w sposób tkliwy i szczery:</w>
			<w>&ndash; Ta Krysia jest dla ciebie za dużą o dwa numery!</w>
			<w>Poza tym Ketling ją kocha niezwykle, z całej siły;</w>
			<w>O, popatrz, znowu przed nią zamiata piórem pyły&hellip;</w>
			<w>No dobra &ndash; rzekł pan Michał. &ndash; Jak tak się do niej łasi,</w>
			<w>Niechże ją sobie weźmie. Ja pójdę do Basi.</w>
			<w>Zaś pani Makowiecka w wielkiej i nagłej radości</w>
			<w>Zaczęła naraz obliczać swe przyszłe oszczędności.</w>
			<w>&ndash; Ha ha &ndash; mówiła w duchu &ndash; taż teraz całe lata</w>
			<w>Obejdzie się bez sprzątaczki.</w>
			<w>&hellip;a Ketling wciąż zamiatał&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prawda i racja</tytul>
		<tekst>
			<w>Mój pra-pra-pra pod Somosierrą</w>
			<w>Zdobywał wąwóz, a z nim sławę.</w>
			<w>Wtedy wygraliśmy dwa:zero,</w>
			<w>A może i trzy:zero nawet?</w>
			<w>Pra-pradziad w sześćdziesiątym trzecim</w>
			<w>Na patrol się kozacki nadział,</w>
			<w>Więc pra-prababcia wzięła dzieci,</w>
			<w>Żeby pozbierać pra-pradziadzia&hellip;</w>
			<w>Mój tata w dziewięćset szesnastym,</w>
			<w>Kiedy w okopach tkwił z kolegą,</w>
			<w>Zobaczył dwóch aniołów jasnych,</w>
			<w>A między nimi Piłsudskiego.</w>
			<w>Ja się bawiłem w konspirację,</w>
			<w>Dali mi kolta, sto nabojów,</w>
			<w>A jak wracałem na kolację &ndash;</w>
			<w>Mama płakała w przedpokoju.</w>
			<w>Teraz mam syna, siedzę w chacie</w>
			<w>Lub słucham mów na akademiach:</w>
			<w>&ndash; Polska powstała w rezultacie</w>
			<w>O wiele poważniejszych przemian!</w>
			<w>Bardzo mnie cieszy, że nauka</w>
			<w>Wniosek wysnuła już prawdziwy:</w>
			<w>&ndash; Zaważył tu ogólny układ,</w>
			<w>Nie żadne romantyczne zrywy!</w>
			<w>Wtedy zazwyczaj za mną staje</w>
			<w>Tłum przodków, już nie tak dostojny:</w>
			<w>Pra-pra-pra wariat, pra-pra frajer,</w>
			<w>Tatko-histeryk z pierwszej wojny&hellip;</w>
			<w>Mundury na nich postrzelano,</w>
			<w>Nikt im medali nie zawiesił,</w>
			<w>A wstyd im przy tem, że o rany,</w>
			<w>Bo mogli przecież żyć jak Czesi&hellip;</w>
			<w>Słuchamy razem, jak pan docent</w>
			<w>Przerabia nas w swej publikacji,</w>
			<w>A jest w niej prawdy na sto procent,</w>
			<w>A za grosz nie ma zwykłej racji.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prawo Archimedesa</tytul>
		<tekst>
			<w>Późną nocą mędrzec Archimedes</w>
			<w>Wyszedł z domu, zamknął cicho drzwi</w>
			<w>I przez miasto się udał per pedes</w>
			<w>Obliczając wartość liczby &plqq;Pi&prqq;.</w>
			<w>Pod bladymi znakami zodiaku,</w>
			<w>Pod księzycem błyszczącym wysoko</w>
			<w>Szedł uczony ulicami Syrakuz</w>
			<w>I powtarzał: Pi&hellip; pi razy oko&hellip;</w>
			<w>Jedna z heter, wypuszczając gaszka,</w>
			<w>Tym &plqq;pi pi&prqq; się zdziwiła ogromnie</w>
			<w>I spytała: &ndash; Pan się bawi w ptaszka?</w>
			<w>Zamiast piszczeć, wstąp pan lepiej do mnie&hellip;</w>
			<w>&ndash; A i owszem &ndash; odparł mędrzec &ndash; wstąpię&hellip;</w>
			<w>(z czego widać, że faktycznie był on mędrcem).</w>
			<w>Ona zaś mu przyrządziła kąpiel</w>
			<w>I kolację zrobiła naprędce.</w>
			<w>Archimedes zrzucił chiton lniany,</w>
			<w>W starczą pierś się podrapał pazurkiem,</w>
			<w>Chwycił oddech i skoczył do wanny,</w>
			<w>Jakby pragnął zostać płetwonurkiem,</w>
			<w>Po czym, głowę wystawiwszy łysą,</w>
			<w>Spytał, gładząc zarost szczeciniasty:</w>
			<w>&ndash; Jaki dzień dzisiaj mamy, huryso?</w>
			<w>&ndash; Pierwszy stycznia!</w>
			<w>&ndash; A rok?</w>
			<w>&ndash; Dwieście dwunasty.</w>
			<w>&ndash; A to dziwne &ndash; krzyknął matematyk &ndash;</w>
			<w>Toż był dwieście trzynasty dopiero,</w>
			<w>Czemu z każdym rokiem mniejsze daty?</w>
			<w>&ndash; A bo to jest czas przed naszą erą!</w>
			<w>&ndash; Prawda &ndash; szepnął mędrzec &ndash; zapomniałem,</w>
			<w>U nas lata na odwyrtkę płyną&hellip;</w>
			<w>I w zadumie, okiem otępiałem</w>
			<w>Jął przyglądać się brudnym mydlinom&hellip;</w>
			<w>A wtem, nagle, jak cl nie da susa,</w>
			<w>Nic nie zważa, że woda zeń ścieka,</w>
			<w>Na parkiecie stanął na nagusa</w>
			<w>I zakrzyknął: &ndash; Heureka! Heureka!!!</w>
			<w>Rzecz to dziwna i uwagi warta:</w>
			<w>W wodzie ciało wazy dziwnie mało,</w>
			<w>Tyle mniej, ile wazy wyparta</w>
			<w>Woda przez to zanurzone ciało!</w>
			<w>Co stwierdziwszy, opuścił mieszkanie</w>
			<w>I powtarzał swój uczony banał.</w>
			<w>I tak go przychwycili Rzymianie,</w>
			<w>Którzy wleźli do Syrakuz przez kanał.</w>
			<w>A wódz Rzymian się uśmiechał ironicznie</w>
			<w>I nie wierząc w naukowe wywody,</w>
			<w>I chcąc sprawdzić tę rzecz empirycznie,</w>
			<w>Przebił starca i wrzucił do wody.</w>
			<w>Chlupnął mędrzec ugodzony włócznią,</w>
			<w>Wyparł wodę, choć już był bez czucia&hellip;</w>
			<w>I zatkały pokolenia uczniów:</w>
			<w>&ndash; Jeszcze jedno prawo do wykucia!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prawo konwergencji</tytul>
		<tekst>
			<w>Rzadko się taka historia zdarza</w>
			<w>Jak się zdarzyła w jednej przychodni,</w>
			<w>W której się zgłosił gość do lekarza</w>
			<w>Więc lekarz jego badał bez spodni,</w>
			<w>Znaczy bez spodni gość był, nie doktór,</w>
			<w>I bez koszuli, tylko w zegarku,</w>
			<w>A doktór spytał: &ndash; No jak tam Kotku?</w>
			<w>Bo gość nazywał się Kotek Artur,</w>
			<w>Nieduży blondyn, dziwna figura,</w>
			<w>Niby normalny całkiem na górze,</w>
			<w>Ale u dołu mu rosły pióra,</w>
			<w>I zawodowo robił w kulturze,</w>
			<w>Jako naczelnik działu kultury,</w>
			<w>Więc doktór spojrzał na niego bystrze</w>
			<w>I krzyknął: &ndash; Jejku! Pan coś do kury</w>
			<w>Się upodabnia, panie magistrze!</w>
			<w>A ten magister gorzko zapłakał</w>
			<w>I jęknął: &ndash; Właśnie, doktorze drogi,</w>
			<w>To straszne, lecz się zamieniam w ptaka,</w>
			<w>O, niech pan spojrzy na moje nogi</w>
			<w>Doktór popatrzył i rzekł: No, może</w>
			<w>Pan swym wydziałem rządzi tak mądrze,</w>
			<w>Że zwolna robi się z pana orzeł?</w>
			<w>lecz pacjent szczerze odparł: &ndash; Ta skądże&hellip;!</w>
			<w>Tu zrobił kilka bezradnych gestów,</w>
			<w>Znów załkał, przeklął losu fatalność,</w>
			<w>No to ten doktór wziął kilka testów</w>
			<w>I dawaj badać jemu mentalność,</w>
			<w>Potem naciskał mu różne mięśnie,</w>
			<w>A wreszcie wyjął z biurka korkowca</w>
			<w>I jak nie huknie! A ten nieszczęśnik</w>
			<w>Beknął ze strachu jak błędna owca,</w>
			<w>Więc doktór myśli: &ndash; No cóż, idiota!</w>
			<w>Zaś pacjent spojrzał wokół nerwowo,</w>
			<w>Zobaczył skrzynkę z piaskiem dla kota,</w>
			<w>I wsadził w piasek szyję wraz z głową.</w>
			<w>Więc doktór orzekł, że nie demencja</w>
			<w>Tutaj zachodzi, lecz raczej chyba</w>
			<w>Uwidoczniła się konwergencja,</w>
			<w>Tak jak powiedzmy u wieloryba,</w>
			<w>Który jest ssakiem lecz żyjąc w wodzie</w>
			<w>Rybopodobny kształt przybrać musiał,</w>
			<w>A ten gość, głowę chowając codzień,</w>
			<w>W krótkich abcugach zmienia się w strusia&hellip;</w>
			<w>Tak lekarz rzecz tę wywieść się starał,</w>
			<w>Lecz wtem wstrzymały go nowe racje:</w>
			<w>&ndash; Czemu gość w strachu beczał jak baran?</w>
			<w>&ndash; To, to ja sam wiem!</w>
			<w>&ndash; wyjaśnił pacjent&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Precedens</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej drukują drukarnie</w>
			<w>Specjalny dodatek nowy:</w>
			<w>&ndash; Maciej przerobił młockarnię</w>
			<w>Na mózg elektronowy!</w>
			<w>Hej, jadą naukowcy</w>
			<w>Postępu luminarze,</w>
			<w>Popularno-naukowi redaktorzy</w>
			<w>I inni dziennikarze.</w>
			<w>Hej, oto stoi Maciej,</w>
			<w>Uśmiecha się rozumnie,</w>
			<w>Kapusta pachnie w chacie</w>
			<w>A mózg warczy na gumnie.</w>
			<w>Hej, świat cały zadziwia</w>
			<w>Maciej, bo oto właśnie</w>
			<w>Nagrywają z nim wywiad</w>
			<w>Redaktorzy na taśmie!</w>
			<w>Hej, ot się Maciej chwali,</w>
			<w>Z niezwykle mądrą miną:</w>
			<w>&ndash; Samiście wydumali</w>
			<w>Tę machinę? &ndash; A ino!</w>
			<w>Hej, Samem ją budował</w>
			<w>Przez tydzień jak szalony,</w>
			<w>Aże mnie spierunował</w>
			<w>Ksiądz Chudzielak z ambony,</w>
			<w>Hej, takoż i kumendant,</w>
			<w>Oraz prezes GS-u,</w>
			<w>Mówili, że nie będę</w>
			<w>Miał żadnego sukcesu!</w>
			<w>Hej machnęli togami</w>
			<w>Naukowcy w podziwie:</w>
			<w>&ndash; Zrobiliście to sami,</w>
			<w>Na tej tu zgrzebnej niwie?</w>
			<w>Hej, oto po raz drugi</w>
			<w>Potwierdził Maciej chwacko:</w>
			<w>&ndash; Moje to są zasługi,</w>
			<w>Sam zrobiłem to cacko!</w>
			<w>Hej, ryknęła na szlaku</w>
			<w>Limuzyna ognista</w>
			<w>Zaparła się w rzepaku,</w>
			<w>Wypuściła ministra.</w>
			<w>Hej, stanęli w ordynku,</w>
			<w>Luminarze pod lasem,</w>
			<w>&ndash; Sam ześ to to zrobił synku?</w>
			<w>Spytał minister basem.</w>
			<w>Hej, a tak patrzył przytem</w>
			<w>Jak rodzony ojczulek,</w>
			<w>Aże Maciej ze skowytem</w>
			<w>Się rozczulił wogóle.</w>
			<w>Hej, kiedy nosa wytrze</w>
			<w>Aże się zrobiła mgiełka:</w>
			<w>Nie sam, panie ministrze</w>
			<w>&ndash; powiada &ndash; ja żem zełgał!</w>
			<w>Hej, uśmiechnął się tato,</w>
			<w>Wszyscy się rozchmurzyli,</w>
			<w>&ndash; No to z kim, dajmy na to</w>
			<w>Żeście ten mózg zrobili?</w>
			<w>Hej, a Maciej się cukał,</w>
			<w>Sromał się, mierzwił włoski,</w>
			<w>Aż nareszciew wydukał:</w>
			<w>&ndash; Ze śwagrem Rosołowskim&hellip;</w>
			<w>Ot, tak mi kibicował,</w>
			<w>To tu, to tam pokręcił,</w>
			<w>Tranzystory lutował,</w>
			<w>Oliwił rdzeń pamięci&hellip;</w>
			<w>Hej, stworzenie to psotne,</w>
			<w>Z cewką latał po lesie,</w>
			<w>A znów sprzężenie zwrotne</w>
			<w>To raz przepił w GS-ie&hellip;</w>
			<w>Hej&hellip; minister odjechał,</w>
			<w>A z nim cały peleton,</w>
			<w>Jeszcze Maćka objechał:</w>
			<w>&ndash; Ze szwagrem, to już nie to!</w>
			<w>Hej! Nie żałujmy Maćka,</w>
			<w>Ma tradycje ojczyzna,</w>
			<w>A on tradycje spaćkał</w>
			<w>I się pierwszy do czegoś przyznał!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Produkcyjniak</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;więc on pracował przy nitach, a ona przy szlifierce,</w>
			<w>I czasem &ndash; gdy się mijali &ndash; patrzyła na niego z uwagą,</w>
			<w>A jemu wtedy mocniej niż zwykle biło serce</w>
			<w>I jakoś prędzej i lepiej nitował kolejny wagon</w>
			<w>Chodzili obydwoje do zakładowej stołówki,</w>
			<w>Czasami kręcili nosami, że ciągle mielone kotlety</w>
			<w>I od tych kotletów zaczęły się nawiązywać rozmówki</w>
			<w>I poszli raz do teatru, bo były ulgowe bilety.</w>
			<w>Aż wreszcie się zakochali, kiedyś, jesienią bezlistną,</w>
			<w>Nie dość im było spotkań i rozmów ciągle nie dość&hellip;</w>
			<w>A ona poprzednio żyła z siwawym brygadzistą</w>
			<w>I teraz ten brygadzista zaczął jej robić na złość.</w>
			<w>Dziewczyna po nocach płakała, a wydział plotkował i gadał,</w>
			<w>A chłopak z tym brygadzistą pobili się kiedyś przy piwie</w>
			<w>I wreszcie nawet zebrała się Zakładowa Rada,</w>
			<w>I prezes do brygadzisty zawołał: &ndash; Ja wam się dziwię!!!</w>
			<w>I wszystko skończyło się dobrze. Ślub odbył się właśnie dziś.</w>
			<w>Garnitur i barwna sukienka wiszą na wspólnym wieszaku,</w>
			<w>A chłopcu ani dziewczynie nie przejdzie nawet przez myśl,</w>
			<w>Że grali dwie główne role w klasycznym produkcyjniaku&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Progresja</tytul>
		<tekst>
			<w>Wierzby nad strugą ocipiały,</w>
			<w>Ksiądz znowu zapadł na migdałki,</w>
			<w>A jakis starzec zapaździały,</w>
			<w>Brzdąka na strunach dyrdymałki.</w>
			<vsp/>
			<w>Główkę łysiutką ma jak gałka,</w>
			<w>Nóżki się za nim ledwie wloką,</w>
			<w>A zabytkowa dyrdymałka</w>
			<w>Reprezentuje styl rokoko.</w>
			<vsp/>
			<w>Melodia gmatwa się i wije,</w>
			<w>Nad wsią przeciąga wiatr i słota.</w>
			<w>Wójt swojej żonie plecy myje,</w>
			<w>A zootechnik bada kota.</w>
			<vsp/>
			<w>I kury już pozasypiały</w>
			<w>I jeż, i wesz, i wilk, i stonka.</w>
			<w>I tylko starzec zapaździały</w>
			<w>Na dyrdymałce swojej brzdąka.</w>
			<vsp/>
			<w>I myśli przy tym: &ndash; Mocny Boże,</w>
			<w>Jak się rozkręcę, jak rozigram,</w>
			<w>To cały ból w melodię włożę</w>
			<w>I całą młodość swoją wygram.</w>
			<vsp/>
			<w>Wyśpiewam smutek, żal i troskę,</w>
			<w>Miasta, pałace i żołnierzy.</w>
			<w>I dreszcz przeszyje nagle wioskę,</w>
			<w>I włos się jej na głowie zjeży.</w>
			<vsp/>
			<w>A guzik, drzewa zaszumiały</w>
			<w>I pies wyknocił się na działce,</w>
			<w>I tylko starzec zapaździały</w>
			<w>Z uporem gra na dyrdymałce.</w>
			<vsp/>
			<w>Ty pojmiesz go, poeto młody,</w>
			<w>Też złości cię martwota gminu.</w>
			<w>Także byś porwać chciał narody</w>
			<w>Do niesprecyzowanych czynów.</w>
			<vsp/>
			<w>Zatrzymać Ziemię, popchnąć Słońce</w>
			<w>Uniezależnić się od teścia.</w>
			<w>A tutaj &ndash; nakład dwa tysiące,</w>
			<w>Cena &ndash; 5 złotych, stron dwadzieścia.</w>
			<vsp/>
			<w>Recenzje dwie się ukazały</w>
			<w>I sąsiad gratulował żonie.</w>
			<w>Więc jak ten starzec zapaździały</w>
			<w>Też dyrdymałkę chwytasz w dłonie,</w>
			<vsp/>
			<w>A jeśli wolisz &ndash; to na flecie,</w>
			<w>A jeśli zechcesz &ndash; na gitarze.</w>
			<w>I teraz gracie już w duecie,</w>
			<w>To znaczy ty i tamten starzec.</w>
			<vsp/>
			<w>I słuchać gromki odgłos dęcia,</w>
			<w>I rżnięcia &ndash; z boków, z góry, z dołu,</w>
			<w>Doszlusowują ćwierćtalencia</w>
			<w>I dołączają do zespołu.</w>
			<vsp/>
			<w>Płyną rapsodie i horały,</w>
			<w>Znane, lecz cwane, bez wątpienia.</w>
			<w>Albowiem szansa zapaździałych</w>
			<w>W upowszechnieniu zapaździenia.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Proporcje</tytul>
		<tekst>
			<w>Powiedzmy odważnie to sobie,</w>
			<w>Że u nas trwa taka zasada,</w>
			<w>Iż ważne jest nie co kto robi,</w>
			<w>Lecz ważne jest to, co kto gada.</w>
			<w>Przypuśćmy, że jakiś architekt</w>
			<w>Szpitale wystawia lub szkoły,</w>
			<w>I dzieła to są znakomite,</w>
			<w>Zaś gada &ndash; pardon &ndash; lecz pierdoły.</w>
			<w>Hej, jakby wichurą zadęło,</w>
			<w>Wnet krzyki, krytyki i spowiedź &ndash;</w>
			<w>Nieważne wspaniałe jest dzieło,</w>
			<w>Lecz ważna ta durna wypowiedź,</w>
			<w>Ją właśnie przyjęto za główną,</w>
			<w>I drze się na temat jej szatę,</w>
			<w>A przecież Cambronne wołał &plqq;merd&prqq;,</w>
			<w>Lecz walczył &ndash; jak wielki bohater.</w>
			<w>John Steinbeck na starość stetryczał</w>
			<w>I poparł agresję na Vietnam,</w>
			<w>Czy jego &plqq;Nadbrzeżna ulica&prqq;</w>
			<w>Jest przez to mniej pięka i świetna?</w>
			<w>Bo lata i wieki upłyną,</w>
			<w>I słowa się staną legendą,</w>
			<w>Lub nawet bez śladu przeminą,</w>
			<w>Zaś dzieła zostaną i będą.</w>
			<w>Pomyślmy, kochani, czasami</w>
			<w>Jak sprawa to błaha i mała</w>
			<w>Com ó w i łarchitekt piramid,</w>
			<w>Jak ważna natomiast &ndash; co działał.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Propozycja</tytul>
		<tekst>
			<w>Niebo się grzmotem rozsierdza,</w>
			<w>Chmura się dżdżami rozdeszcza.</w>
			<w>Nad Kłodzkiem złowieszcza twierdza,</w>
			<w>A w Kłodzku Beata złowieszcza.</w>
			<vsp/>
			<w>Beata, piękna kelnerka</w>
			<w>Z oczami zemdlonej sarny</w>
			<w>Podaje duszone żeberka</w>
			<w>I bigos popularny.</w>
			<vsp/>
			<w>I halibuta z sałatą</w>
			<w>I moskaliki w zalewie</w>
			<w>Somnambuliczna Beato,</w>
			<w>Ta gdzież to jest praca dla ciebie?</w>
			<vsp/>
			<w>Podciągnij swe aspiracje,</w>
			<w>Beato o smaku papryki,</w>
			<w>Ja wezmę cię w delegację,</w>
			<w>Ja tobie zapewnię Duszniki!</w>
			<vsp/>
			<w>W Dusznikach deptaki i kwiaty</w>
			<w>Fryc Chopin tu był, Fryc der Grosse,</w>
			<w>Malutkie pensjonaty,</w>
			<w>Do których na rękach cię wniosę.</w>
			<vsp/>
			<w>Zapłacę z miną lorda za pokój</w>
			<w>Ze wszystkich najlepszy.</w>
			<w>Jak będziesz mi chciała oddać</w>
			<w>Połowę, to później, po pierwszym&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Wieczorem prześliczni i srebrni</w>
			<w>Zjawimy się w nocnym barze,</w>
			<w>I kelner do nas podbiegnie,</w>
			<w>I spyta: &ndash; Co pani rozkaże?</w>
			<vsp/>
			<w>A wtedy się cała rozgwieździsz,</w>
			<w>Roztęczysz, rozdźwięczysz się mile,</w>
			<w>I na tym kelnerze pojeździsz</w>
			<w>Jak rolnik na łysej kobyle.</w>
			<vsp/>
			<w>I każesz mu podać kabaczki,</w>
			<w>I każesz mu podgrzać frytki,</w>
			<w>I przynieść i odnieść flaczki,</w>
			<w>I na kompot mu powiesz, że brzydki,</w>
			<vsp/>
			<w>I na obrus powiesz, że brudny,</w>
			<w>I na chlebuś, że twardy jak skaleń.</w>
			<w>A wreszcie głosem przecudnym,</w>
			<w>Zażądasz książki zażaleń.</w>
			<vsp/>
			<w>I, wyraźnie stawiając literki,</w>
			<w>Napiszesz: &plqq;Jedzenie &ndash; do kitu.&prqq;</w>
			<w>A twoja dusza kelnerki</w>
			<w>Wespnie się wtedy do szczytów.</w>
			<vsp/>
			<w>I odegra za fochy, za kpiny,</w>
			<w>I zakwitnie jak róża, jak dereń</w>
			<w>Beato, ozdobo Kotliny Kłodzkiej &ndash;</w>
			<w>&ndash; jedź ze w mną w teren.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Propozycja eksportu</tytul>
		<tekst>
			<w>Badając wzrost popytu</w>
			<w>w Bombaju i Paragwaju,</w>
			<w>Kombinujemy, co by tu</w>
			<w>Wyeksportować z kraju.</w>
			<w>Eksportujemy wagony,</w>
			<w>Kretony w barwne ciapki,</w>
			<w>Szatki, statki, bekony,</w>
			<w>I ślimaczki, i żabki,</w>
			<w>Ikony i starocie,</w>
			<w>I asortyment serów&hellip;</w>
			<w>Pomyślmy też o eksporcie</w>
			<w>Niektórych bohaterów.</w>
			<w>W naszej historii ich mnóstwo,</w>
			<w>Tak się ciągle mnożyli,</w>
			<w>A w innych krojach &ndash; ubóstwo,</w>
			<w>Więc może by kupili!</w>
			<w>I dochód byłby znaczny,</w>
			<w>I wygoda niezwykła,</w>
			<w>Gdyby pula dwuznacznych</w>
			<w>Bohaterów gdzieś znikła&hellip;</w>
			<w>Na przykład Kostka Napierski,</w>
			<w>Historyczny niewypał,</w>
			<w>Podobno syn królewski,</w>
			<w>I podobno radykał.</w>
			<w>Tak chytrze wszystkich zmylił,</w>
			<w>Aż powstał skandal spory,</w>
			<w>Bo film o nim zrobili</w>
			<w>Pan Hechtkopf i pan Batory,</w>
			<w>I dostali nagrodę,</w>
			<w>A potem były zgrzyty,</w>
			<w>Bo jeden badacz młody</w>
			<w>Znalazł w Sztokholmie kwity.</w>
			<w>Czyli starą bumagę,</w>
			<w>Gdzie pisało w tym sensie,</w>
			<w>Że Kostka to był agent</w>
			<w>I brał od Szwedów pensję&hellip;</w>
			<w>Hej, cały kraj rozpaczał,</w>
			<w>Że się opisać nie da,</w>
			<w>Krzyczano na badacza:</w>
			<w>&ndash; Nie miałeś się w czym grzebać?</w>
			<w>Do dziś to się odbija</w>
			<w>Potężnie jak armata:</w>
			<w>Film pokazywać &ndash; nijak,</w>
			<w>Nie pokazywać &ndash; strata&hellip;</w>
			<w>Połóżmy kres subiekcji,</w>
			<w>Nie męczmy się latami!</w>
			<w>Sprzedajmy Kostkę do Szwecji</w>
			<w>I film (z reżyserami).</w>
			<w>A inni bohaterowie</w>
			<w>Także są niebezpieczni,</w>
			<w>Ot taki Masław &ndash; ludowiec,</w>
			<w>A jednocześnie &ndash; wstecznik&hellip;</w>
			<w>Lebo li kneź Jarema,</w>
			<w>Przedmiot licznych ataków,</w>
			<w>Sprzedaliśmy, szlus, nie ma,</w>
			<w>Nikt nigdy nie rżnął kozaków!</w>
			<w>A gdzieś w Nikaragui</w>
			<w>Albo w jakiejś Paranie</w>
			<w>Pośród szpaleru tui</w>
			<w>Pomnik Jaremy stanie,</w>
			<w>I napis, co ogłasza</w>
			<w>Literami z piaskowca:</w>
			<w>&ndash; Oto jest duma nasza,</w>
			<w>Don Jarema z Wiśniowca!</w>
			<w>Hosanna! Eldorado</w>
			<w>Ke splendoro obiekto,</w>
			<w>Grando komplimentado</w>
			<w>Mente kapto errekto!</w>
			<w>A na plecach idola</w>
			<w>Widać &plqq;Ą&prqq; lub jedynkę</w>
			<w>I napis &plqq;Made in Poland&prqq;.</w>
			<w>I firmę &plqq;Kultoimpex&prqq;.</w>
			<w>&hellip;ba, czy to się ziści?</w>
			<w>Perspektywa zawodna&hellip;</w>
			<w>Wszędzie ekonomiści,</w>
			<w>I jak pomysły &ndash; to od nas!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prosto z najwyższych sfer</tytul>
		<tekst>
			<w>Prosto z najwyższych paryskich sfer,</w>
			<w>Przyjechał do nas jeden Jean Pierre.</w>
			<w>Zawód: filozof, adres: Mon Martre,</w>
			<w>Mądry jak Delon, piękny jak Sartre.</w>
			<w>Przyjechał, usiadł, zjadł zrazy z sosem</w>
			<w>I dawaj kręcić na wszystko nosem,</w>
			<w>I w całym szukać nachalnie dziury &ndash;</w>
			<w>U was Zachodniej nie ma kultury,</w>
			<w>Nie dorównacie wy Paryżowi,</w>
			<w>Bo u was wszyscy moralnie zdrowi.</w>
			<w>Brak wam wytwornych psychicznych zboczeń</w>
			<w>I perwersyjnych różnych wykroczeń,</w>
			<w>Które o wyższej kulturze świadczą.</w>
			<w>Co rzekłszy spojrzał na mnie tak władczo,</w>
			<w>Że rzekłem, czując iż mnie złość bierze:</w>
			<w>&ndash; Ja ci pokażę, oż ty Jean Pierze!</w>
			<w>Po czym poszedłem z tym żabojadem,</w>
			<w>By go uraczyć polskim obiadem.</w>
			<w>Wtraja mój Francuz kotlet schabowy,</w>
			<w>A wokół słychać różne rozmowy.</w>
			<w>Facet faceta tak prosi miło:</w>
			<w>&ndash; Ździś, świnia jestem, więc daj mi w ryło.</w>
			<w>Zmieszał się Francuz, kontenans stracił:</w>
			<w>&ndash; Toż to masochizm w czystej postaci.</w>
			<w>Obok do pana pan się odzywa:</w>
			<w>&ndash; Ja panu nogi z de powyrywam!</w>
			<w>Jean Pierre w zdumieniu wielkim, aż gwizdnął:</w>
			<w>&ndash; Quelle chance &ndash; klasyczna forma sadyzmu!</w>
			<w>Padają słowa ostre jak noże:</w>
			<w>Ja pana panie, a pan mnie może.</w>
			<w>Francuz z największym trudem wydusił:</w>
			<w>&ndash; Est possible homosexue &ndash; ekhm &ndash; tu się zakrztusił</w>
			<w>Słysząc następne zdanie przy barze:</w>
			<w>&ndash; Ja ci ciapciaku zaraz pokażę!</w>
			<w>Jean Pierre podskoczył wraz ze stolikiem:</w>
			<w>&ndash; Ekshibitionnizme c'est magnifique!</w>
			<w>I dalejże mnie błagać ze łzami:</w>
			<w>&ndash; Byłem koszonem, przebacz mon ami.</w>
			<w>Już wiem, że dzieci twego narodu</w>
			<w>Są Francuzami Bliskiego Wschodu.</w>
			<w>Tylko dlaczego &ndash; tu wpół mnie objął &ndash;</w>
			<w>Wciąż obiecują a nic nie robią?</w>
			<w>Więc ze wzruszenia otarłszy łzę</w>
			<w>Odparłem z dumą &ndash; Nous sommes Polonais!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Protest</tytul>
		<tekst>
			<w>Rzecz się zdarzyła dziwna dość,</w>
			<w>Chociaż pozornie prosta:</w>
			<w>Dreptak, zwyczajny, skromny gość</w>
			<w>Pokój w hotelu dostał!</w>
			<w>Hotel był kategorii &plqq;S&prqq;,</w>
			<w>Miał duży neon z przodu,</w>
			<w>A Dreptak poczuł się jak pies</w>
			<w>Co wszedł do Izby Lordów.</w>
			<w>Na czwartym piętrze pokój miał,</w>
			<w>Gdy wysiadł to się wzruszył,</w>
			<w>Bo na tym piętrze istny szał</w>
			<w>Palm, złoceń oraz pluszy.</w>
			<w>Tak tam wytwornie, pięknie tak</w>
			<w>Jakby w centralnej Radzie</w>
			<w>Korytarz &ndash; jak do nieba szlak &ndash;</w>
			<w>Pod stopy mu się kładzie.</w>
			<w>A gdy apartamentu drzwi1</w>
			<w>Przekroczył, to się zachwiał,</w>
			<w>Bo myślał że po prostu śni,</w>
			<w>Lub że to fotografia,</w>
			<w>Ewentualnie film, czy co,</w>
			<w>Z życia Amerykanów,</w>
			<w>Bo łóżko to gdzieś takie&hellip; o&hellip;</w>
			<w>A w ścianie kilka kranów!</w>
			<w>Nad łóżkiem landszaft, na nim Kloss</w>
			<w>Piękny aż dech zapira,</w>
			<w>Firanki zaś, to chyba wprost</w>
			<w>Z Punktu Prężenia Firan!</w>
			<w>Nasz Dreptak patrzył jak we śnie,</w>
			<w>Jakby się zaczarował,</w>
			<w>I chciał w ten luksus rzucić się,</w>
			<w>Lecz wnet się opanował,</w>
			<w>I rzekł przez zęby: &ndash; Po to tu</w>
			<w>Przyszedłeś, nędzny szczurze?</w>
			<w>I oddech wziął, i napluł: &ndash; Tfu!</w>
			<w>NA dywan w krwawe róże,</w>
			<w>A potem jeszcze zrobił puk,</w>
			<w>Następnie zaś znormalniał,</w>
			<w>Odwrócił się, przekroczył próg</w>
			<w>I rzekł uprzejmie: &ndash; Zwalniam!</w>
			<w>I poszedł ulicami, gdzieś,</w>
			<w>Sprężyściej, mniej pokornie.</w>
			<w>&hellip;dobrze jest czasem protest wnieść</w>
			<w>W dostępnej sobie formie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Próba interwencji</tytul>
		<tekst>
			<w>Rosanno, jeszcze się namyśl, jeszcze się trochę zastanów,</w>
			<w>jak to się banalnie mówi, pozory bywają zwodnicze.</w>
			<w>Nie obdarzaj bez zastrzeżeń miłością jednego z kapitanów</w>
			<w>Asów i bohaterów Międzynarodowej Komunikacji Lotniczej.</w>
			<w>Na razie wszystko jest cacy, ale co będzie potem?</w>
			<w>Potem się może okazać, że twój kapitan się wzrusza</w>
			<w>Na czeskich filmach, albo &ndash; powiedzmy &ndash; że ma nadkwasotę,</w>
			<w>Nuci tylko &plqq;Poemat&prqq; Fibicha, czyta tylko powieści Bunscha&hellip;</w>
			<w>Lub będzie do ciebie mawiał &plqq;moja malutka świnko&prqq;,</w>
			<w>Lub będzie marzył po nocach o swoim dalekim synku,</w>
			<w>Którego porzucił, przeczytawszy, że istnieje kompleks Edypa.</w>
			<w>Rosanno, nie brak ci przecież rozumu, ani fantazji,</w>
			<w>Nie raz u nie dziesięć razy bywałaś zakochana,</w>
			<w>Wybierz się w długą podróż do Australii albo do Azji,</w>
			<w>Tam kupisz rzeźbiony młotek u plemiennego szamana.</w>
			<w>Tym młotkiem wybijesz sobie zdobywcę niebios z głowy,</w>
			<w>Odsuniesz go na odłegłość skąd będzie wyglądał piękniej,</w>
			<w>By został tym, czym być winien &ndash; posągiem malachitowym</w>
			<w>Pozbawionym trawiennych kłopotów i innych przyziemnych pęknięć</w>
			<w>Przejdzie nad wami niejedna ulewa i zawierucha,</w>
			<w>Ludzie polecą na Marsa i wymyślą antygrawitację,</w>
			<w>A wy&hellip; ba, ale ja gadam, a ty mnie wcale nie słuchasz.</w>
			<w>I chyba masz rację, Rosanno. Mimo wszystko &ndash; chyba masz rację.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prywatna sprawa</tytul>
		<tekst>
			<w>W małym, śmiesznym domku z wykuszem,</w>
			<w>Koło latarni, na narożniku,</w>
			<w>Mieszkał sobie jeden staruszek</w>
			<w>Który stale miał pomocników,</w>
			<w>Jak był jeszcze mały niesłychanie</w>
			<w>I z rodziną mieszkał w mieście Łodzi,</w>
			<w>To miał starą, bardzo dobrą nianię</w>
			<w>Co mu pomagała chodzić.</w>
			<w>Potem w szkole był &ndash; powiedzmy &ndash; nogą,</w>
			<w>Lecz się tym nie przejmował chłopczyna,</w>
			<w>Myślał sobie: Koledzy pomogą!</w>
			<w>I pomogli, bo dawali odrzynać.</w>
			<w>jeszcze potem, jak miał lat dwadzieścia</w>
			<w>I się ożenił, chociaż był ubogi,</w>
			<w>To doczekał się pomocy teścia</w>
			<w>W charakterze bezzwrotnej zapomogi.</w>
			<w>Z ludzką pomocą szedł jakoś przez świat</w>
			<w>Powolutku, sennie i uparcie,</w>
			<w>Aż naraz zauważył że ma prawie sto lat</w>
			<w>I zebrało mu się na umarcie.</w>
			<w>Księżyc świecił, gdy się zbudził w nocy&hellip;</w>
			<w>Siadł na łóżku i jęknął: &ndash; O boże!</w>
			<w>Zawsze miałem tyle ludzkiej pomocy,</w>
			<w>Pewnie teraz też mi ktoś pomoże&hellip;</w>
			<w>Ale któż mógł powstrzymać śmierć staruszka?</w>
			<w>Na nic prośby, płacze i błaganie&hellip;</w>
			<w>Biały księżyc stanął w nogach łóżka:</w>
			<w>&ndash; To prywatna sprawa drogi panie&hellip;</w>
			<w>I podskoczył i usiadł na szafie,</w>
			<w>A staruszek smutno się zadumał,</w>
			<w>Potem szepnął: &ndash; A jednak bez pomocy też coś potrafię&hellip;</w>
			<w>Uśmiechnął się. I umarł.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prywatny list</tytul>
		<tekst>
			<w>Szanowny pan mnie w liście prosi</w>
			<w>O wieści co się u nas dzieje,</w>
			<w>Znaczy się, niby o donosik,</w>
			<w>Albo o raport, mam nadzieję?</w>
			<w>Bo jeśli pisać mam prywatnie,</w>
			<w>Czyli że taki zwykły list,</w>
			<w>To boję się że pan się natnie,</w>
			<w>Gdyż się nie dzieje prawie nic,</w>
			<w>Poza tym że nasz Józio Dreptak</w>
			<w>Już się interesuje pcią,</w>
			<w>Przedwczoraj nawet go nadepła</w>
			<w>Magister Łucja Sesibą.</w>
			<w>Jak również że ksiądz katecheta</w>
			<w>Wygłosił wykład w czterech klasach</w>
			<w>&plqq;Jak powinna być zbudowana kobieta&prqq;</w>
			<w>(że w zasadzie to ino do pasa),</w>
			<w>A znowuż w pegieerze</w>
			<w>Imienia Zagranicznych Korespondentów</w>
			<w>Się urodziło zwierzę</w>
			<w>Podobne do transparentu,</w>
			<w>Weterynarz do dziś się trapi</w>
			<w>Skąd się wziął ten dziwoląg,</w>
			<w>Bo nawet miało napis:</w>
			<w>&plqq;Każdy rolnik hodowcą makolągw&prqq;!</w>
			<w>Było także kino objazdowe,</w>
			<w>Wyświetlali film &plqq;Dojcze vita&prqq;,</w>
			<w>To przy wyjściu Pyton Jan dostał w głowę</w>
			<w>Od jednego Tadeusza Troglodyta,</w>
			<w>Pracownika Oczyszczalni Sierści</w>
			<w>Imienia Ogólnego Odrodzenia&hellip;</w>
			<w>Jak pan widzi, prywatnych wieści</w>
			<w>Jest niewiele, i są bez znaczenia.</w>
			<w>W tych historiach musimy być ściśli,</w>
			<w>Być musimy realni i prości,</w>
			<w>Nikt w prywatnym liście nie wymyśli</w>
			<w>Żadnych proszę pana niezwykłości,</w>
			<w>To tak trochę, proszę pana, jak z żoną,</w>
			<w>Przyjemności wachlarzyk nieduży&hellip;</w>
			<w>Chyba że to ma być raport, albo donos?</w>
			<w>Daj pan znać! Fantazja to mi służy!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prywatyzacja</tytul>
		<tekst>
			<w>Właśnie dopadła mnie informacja</w>
			<w>Że ma nastąpić prywatyzacja,</w>
			<w>Czyli &ndash; ażeby mieć pełną jasność &ndash;</w>
			<w>Każdy coś sobie weźmie na własność:</w>
			<w>Jeden parowóz, krowę lub kozę,</w>
			<w>Drugi Pafawag lub Celwiskozę,</w>
			<w>Trzeci &ndash; powiedzmy &ndash; dwojaczki w wózku,</w>
			<w>Czwarty koszary z dywizją Rusków,</w>
			<w>Piąty mieszkanko z wesołą wdówką,</w>
			<w>Szósty strajk STARa razem z głodówką,</w>
			<w>Siódmy Bieszczady lub bułkę z serem</w>
			<w>A ósmy trawnik przed Belwederem,</w>
			<w>Sejm wraz z posłami Jurkiem i Soską</w>
			<w>I na dodatek z panią Ziółkowską,</w>
			<w>Zaś pozostali wszyscy faceci</w>
			<w>Resztą podzielą się tak jak leci,</w>
			<w>W błogiej nadziei, że już od jutra</w>
			<w>Będą mieć dolce, szampan i futra</w>
			<w>I źe pozwoli im ich zarobek</w>
			<w>Co miesiąc przespać się z Jolką Bobek,</w>
			<w>Zwiedzić Kaszuby albo Hiszpanię</w>
			<w>I ufundować nową plebanię.</w>
			<w>Taki entuzjazm cenię i chwalę,</w>
			<w>Wszystko zapewne pójdzie wspaniale,</w>
			<w>Z tym że ja siadam pisać testament,</w>
			<w>Gdyż przewiduję ogólny zamęt,</w>
			<w>Przy którym nawet pożar w burdelu</w>
			<w>Będzie jak cicha przystań na Helu.</w>
			<w>Bo łatwiej stać się z tygrysa glistą</w>
			<w>Niż z socjalisty kapitalistą,</w>
			<w>A myśmy wszyscy &ndash; uderzmy w pierś się &ndash;</w>
			<w>Wnuki po Marksie i po Engelsie,</w>
			<w>Którzy dawali niewiele szmalu,</w>
			<w>Lecz za to tani pobyt w szpitalu,</w>
			<w>Mieszkanko, choćby i bez klozetu,</w>
			<w>Bon do stołówki z CRZZ-tu,</w>
			<w>Jelcza na grzyby albo na narty</w>
			<w>I medal złoty, choć gówno warty,</w>
			<w>Więc na prywacie rodak się natnie,</w>
			<w>Bo jak to wszystko zyskać prywatnie?</w>
			<w>Pan premier: że ciężką pracą</w>
			<w>I że leniwi się nie wzbogacą&hellip;</w>
			<w>Nie poto żeśmy tłukli Hitlera,</w>
			<w>Żeby takiego dożyć premiera!</w>
			<w>wersja II, radiowa</w>
			<w>Właśnie dopadła mnie informacja</w>
			<w>Że ma nastąpić prywatyzacja,</w>
			<w>Czyli &ndash; ażeby mieć pełną jasność &ndash;</w>
			<w>Każdy coś sobie weźmie na własność:</w>
			<w>Jeden parowóz, krowę lub kozę,</w>
			<w>Drugi Pafawag lub Celwiskozę,</w>
			<w>Trzeci &ndash; mieszkanko z wesołą wdówką,</w>
			<w>Czwarty &ndash; PKP razem z głodówką,</w>
			<w>Piąty &ndash; niestety trojaczki w wózku,</w>
			<w>Szósty &ndash; koszary z dywizją Rusków</w>
			<w>Siódmy &ndash; być moze stolarską sklejkę</w>
			<w>A ósmy &ndash; maciejkę albo stulejkę,</w>
			<w>Dziewiąty &ndash; pałac hrabiów Raczyńskich</w>
			<w>Dziesiąty &ndash; zdjęcie braci Kaczyńskich</w>
			<w>Zaś pozostali wszyscy faceci</w>
			<w>Resztą podzielą się tak jak leci,</w>
			<w>W błogiej nadziei, że już od jutra</w>
			<w>Będą mieć dolce, szampan i futra</w>
			<w>I że pozwoli im ich zarobek</w>
			<w>Co miesiąc przespać się z Jolką Bobek,</w>
			<w>Zwiedzić Kaszuby albo Hiszpanię</w>
			<w>I ufundować nową plebanię.</w>
			<w>Taki entuzjazm cenię i chwalę,</w>
			<w>Wszystko z pewnością pójdzie wspaniale,</w>
			<w>Z tym że ja siadam pisać testament,</w>
			<w>Gdyż przewiduję ogólny zamęt,</w>
			<w>Przy którym nawet pożar w burdelu</w>
			<w>Będzie jak cicha przystań na Helu.</w>
			<w>Bo łatwiej stać się z tygrysa glistą</w>
			<w>Niż z socjalisty kapitalistą,</w>
			<w>A myśmy wszyscy &ndash; uderzmy w pierś się &ndash;</w>
			<w>Wnuki po Marksie i po Engelsie,</w>
			<w>Którzy dawali marny zarobek,</w>
			<w>Lecz za to tanie wczasy i żłobek,</w>
			<w>Mieszkanko, choćby i bez klozetu,</w>
			<w>Bon do stołówki z CRZZ-tu,</w>
			<w>Jelcza na grzyby albo na narty</w>
			<w>I medal złoty, choć gówno warty,</w>
			<w>Więc na prywacie rodak się natnie,</w>
			<w>Bo jak to wszystko zyskać prywatnie?</w>
			<w>Minister mówił, że ciężką pracą</w>
			<w>I że leniwi się nie wzbogacą&hellip;</w>
			<w>Nie poto żeśmy lali faszystów,</w>
			<w>Żeby mieć teraz takich ministrów!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przed lustrem</tytul>
		<tekst>
			<w>Mężczyzna w pewnym wieku&hellip; to nie brzmi najlepiej,</w>
			<w>Kojarzy się dziadyga co pacierze klepie&hellip;</w>
			<w>&plqq;Mężczyzna w sile wieku&prqq; &ndash; dźwięczy bardziej mile</w>
			<w>Nie precyzując w jakiej mianowicie sile,</w>
			<w>Albowiem siła złego na jednego chłopa</w>
			<w>Gdy nam stuknie czterdziestka&hellip; Cóż dopiero kopa?</w>
			<w>Wzrok mętny, mięśnie wiotkie, słuch słabnąć zaczyna,</w>
			<w>I jak groźne memento zjawia się łysina&hellip;</w>
			<w>Tfu! W złą godzinę rzekłem! O nieszczęsne losy!</w>
			<w>Widzę w lustrze, żem właśnie utracił trzy włosy,</w>
			<w>Czwarty zaraz wyleci&hellip; Może nie wyleci?</w>
			<w>&ndash; Wyleciał! Nie ma rady, czas nabyć tupecik&hellip;</w>
			<w>Lecz jak będę wyglądał w takowej protezie?</w>
			<w>Ot, żonina peruka&hellip; spróbujmy&hellip; nie wlezie&hellip;?</w>
			<w>Wlazła! Ha, całkiem całkiem, znikła przestrzeń łysa,</w>
			<w>Mam teraz wygląd punka&hellip; Ba, nawet hipisa!</w>
			<w>Młody gniewny! Poczułem w sobie dziwną parę &ndash;</w>
			<w>Jeszcze żeby tak babkę, lub choćby gitarę,</w>
			<w>Pokazałbym co umiem! Chyba ruszę w pląsy!</w>
			<w>Ba, lecz wąsy też w modzie, a skąd tu wziąć wąsy,</w>
			<w>Jeśli w swej gotowalni nie trzyma ich żona,</w>
			<w>Szczególnie iż jest własnym wąsem obdarzona,</w>
			<w>Przez co całkiem podobna do Lecha Wałęsy&hellip;</w>
			<w>Cóż, gdy wąsów zabrakło &ndash; weźmy sztuczne rzęsy&hellip;</w>
			<w>Przyklejmy (<em>popluwa</em>), spójrzmy w lustro&hellip;całkiem inne lico&hellip;</w>
			<w>(<em>uwodzicielsko</em>) &ndash; Witam panią, kim jesteś prześliczna dziewico?</w>
			<w>(<em>wstydliwie</em>) Jam uczciwa dziewczyna&hellip;</w>
			<w>&ndash; A czyja? &ndash; Niczyja&hellip;</w>
			<w>&ndash; Więc może&hellip; Co ja gadam???!!! Szajba mi odbija!</w>
			<w>Niepotrzebnie zajrzałem dzisiaj do butelki!</w>
			<w>&hellip;ach te oczy te włosy&hellip; Może by w pędzelki?</w>
			<w>Zwiążemy mocno końce&hellip; Odsłonimy uszka&hellip;</w>
			<w>Ach, cóż to za urocza, niewinna dziewuszka!</w>
			<w>Pyzata, ale miła! No, popatrz na wujka&hellip;</w>
			<w>Jaki biuścik&hellip; Czwóreczka?</w>
			<w>&ndash; Hi, hi, skądże, trójka&hellip;</w>
			<w>Przestańmy!!! Co u diabła? Czas harce ukrócić,</w>
			<w>Zwłaszcza że żona może zaraz z miasta wrócić&hellip; (<em>drzwi</em>)</w>
			<w>O! Wróciła!!! Przeczuwam że się wstydu najem&hellip;</w>
			<w>Żona: Jezus Maria! A kto to???</w>
			<w>On: Jakoś nie poznaje&hellip;</w>
			<w>Przygląda się&hellip; Nie wierzy&hellip; Pamięć swą natęża&hellip;</w>
			<w>Żona: Joj! Nieboszczka teściowa, matka mego męża!!! (<em>upadek</em>)</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przemiany</tytul>
		<tekst>
			<w>Czas nad głowami nam leci,</w>
			<w>Życie się do nas uśmiecha,</w>
			<w>Prostują się nasze dzieci</w>
			<w>Po naszych prastarych grzechach.</w>
			<w>Nie chcą nosić bagażu w swych workach,</w>
			<w>Otrząsają z siebie cały nadmiar</w>
			<w>Jak mój pies, co wylazłszy z bajorka</w>
			<w>Wszystkim wokół piegi dorabia.</w>
			<w>Rosną dzieci coraz owocniej,</w>
			<w>Coraz jaśniej, smukłej i szczupłej,</w>
			<w>Choć rodzice (przepraszam najmocniej)</w>
			<w>Byli raczej &ndash; spójrzmy w lustro &ndash; kurduple&hellip;</w>
			<w>Zacna Zuzia miała nogi jak łuki,</w>
			<w>Dobra była do ćwiczeń w nawiasach,</w>
			<w>A jej córka Kasia ma długie</w>
			<w>I prościutkie&hellip; Gdzieś plus minus do pasa.</w>
			<w>Pan profesor kiedyś na Tolu</w>
			<w>Referował teorię Darwina,</w>
			<w>I ten Tolo, typowy małpolud,</w>
			<w>Teraz syna ma cherubina.</w>
			<w>Wszystko wokół w pastelowych tonach,</w>
			<w>Zacierają się pozostałości</w>
			<w>Po tatarskich i kozackich zagonach,</w>
			<w>Fabrykantach policzkowych kości.</w>
			<w>Różnych epok miesza się scheda</w>
			<w>I typ bardzo udany wytwarza</w>
			<w>Z tych blond włosów po przystojnych Szwedach</w>
			<w>I z wigoru (Mamelucy Cesarza!).</w>
			<w>Jest w tym wszystkim jakiś optymizm,</w>
			<w>Że ci młodzi są ładni i zdrowi&hellip;</w>
			<w>Jeszcze trochę pokotłuje się, podymi</w>
			<w>I już wszyscy będą jednakowi.</w>
			<w>Wszyscy w dżinsach, w twarzowych swetrach&hellip;</w>
			<w>&hellip;i tu mi się żal zrobiło raptem:</w>
			<w>Pokrak wprawdzie mieliśmy od metra,</w>
			<w>Ale za to co pokraka &ndash; to charakter!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przesada</tytul>
		<comment>w tle melodia &plqq;Ośla serenada&prqq;</comment>
		<tekst>
			<w>Raz w pewnym wielkim biurze</w>
			<w>Na nadodrzańskich stepach</w>
			<w>Zasługi bardzo duże</w>
			<w>Miał jeden Maciej Dreptak</w>
			<w>Co zrobił usprawnienie,</w>
			<w>Wynalazł nową metodę</w>
			<w>Więc wszyscy się cieszyli szalenie</w>
			<w>I chcieli mu dać nagrodę</w>
			<w>Ale on się zaczął certować</w>
			<w>Szarpiąc wstydliwie gumki od podwiązek,</w>
			<w>&ndash; Za co &ndash; pytał &ndash; obywatele chcecie mnie premiować?</w>
			<w>&ndash; Ta żeż to &ndash; mówił &ndash; był mój obowiązek!</w>
			<w>I rękami przecząco machał,</w>
			<w>A dyrektor mówił do niego:</w>
			<w>&ndash; No no, nie bądź pan taki skromniacha,</w>
			<w>To się panu należy, kolego</w>
			<w>Całkiem serio zasłużył pan na to!</w>
			<w>A ten Dreptak pocałował go w nogę:</w>
			<w>&ndash; Pan dyrektor &ndash; krzyknął &ndash; to całkiem jak tato,</w>
			<w>Ale ja tej premii wziąć nie mogę,</w>
			<w>Chociaż pan był łaskaw ją przyznać</w>
			<w>A mówiąc w taki sposób</w>
			<w>Chciał się świntuch dyrekcji podlizać</w>
			<w>I wyróżnić się wśród innych osób,</w>
			<w>Ale trochę tej metody nadużył</w>
			<w>Bo zapierał się nogami przy kasie</w>
			<w>Aż dyrektor się strasznie wkurzył</w>
			<w>I jak wrzaśnie: &ndash; Bierz nagrodę, ty burasie!</w>
			<w>A jak nie to w ogóle stąd szczeźniesz,</w>
			<w>Bo jak widzę ziółko z ciebie niezłe!</w>
			<w>&ndash; A nie wezmę!</w>
			<w>&ndash; A właśnie że weźmiesz!</w>
			<w>&ndash; A nie wezmę!</w>
			<w>Tu dyrektor uspokoił się,</w>
			<w>Uśmiech mu zagościł w szlachetnych rysach,</w>
			<w>Rzekł: &ndash; Klawo, jak nie to nie</w>
			<w>I wykreślił tę nagrodę przy pomocy długopisa,</w>
			<w>A ten durny Dreptak, z twarzą dziką</w>
			<w>Stanął, jakby się zamienił w słup soli&hellip;</w>
			<w>Nie wazelinujmy się przesadnie swym zwierzchnikom,</w>
			<w>Każdy nadmiar jest szkodliwy. I boli!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przestroga</tytul>
		<tekst>
			<w>(&hellip;) A gdy w sobotę w jakimś barze</w>
			<w>Pijesz czyściochę pod śledzika</w>
			<w>I kiedy pośród innych twarzy</w>
			<w>Ujrzysz twarz swego kierownika,</w>
			<w>To &ndash; choć alkohol cię podnieca</w>
			<w>I choć cię sytuacja kusi &ndash;</w>
			<w>Za klapy nie bierz ty podleca</w>
			<w>I nie obrażaj mu mamusi,</w>
			<w>Ja, bracie wiem co ci się marzy,</w>
			<w>Ja wierzę, że on zły i brzydki,</w>
			<w>Lecz ty mu nie przerabiaj twarzy</w>
			<w>Na krwawy befsztyk lub na bitki,</w>
			<w>Bo po sobocie jest niedziela</w>
			<w>A po niedzieli poniedziałek</w>
			<w>I rano zbudzi cię twa Fela,</w>
			<w>I chleba z masłem da kawałek,</w>
			<w>I powędrujesz znów do biura</w>
			<w>Straciwszy werwę oraz nabiał</w>
			<w>I staniesz tam jak zmokła kura</w>
			<w>Jęcząc &ndash; Ach, pocom ja rozrabiał?</w>
			<w>I spadną na twą biedną glacę</w>
			<w>Z wyciem i rykiem monstrualnym</w>
			<w>Dwa sprzymierzone ściśle katze:</w>
			<w>Gastro-fizyczny wraz z moralnym.</w>
			<w>I zadrżysz jak zaszczute zwierzę</w>
			<w>/raczej coś z tchórza niż odyńca/</w>
			<w>Gdy skrzypną gabinetu dźwierze</w>
			<w>I szef w nich stanie, cały w sińcach&hellip;</w>
			<w>O, pilnuj się, gdy jest sobota,</w>
			<w>Spokojnie siedź przy swym stoliku.</w>
			<w>Nie wołaj: &ndash; Przylazł ten idiota!</w>
			<w>Tylko: &ndash; Cześć panie kierowniku!!!</w>
			<w>Może ktoś inny mu przyleje,</w>
			<w>Oklnie i za drzwi go wysiuda?</w>
			<w>Urzędnik winien mieć nadzieję</w>
			<w>I wierzyć! Wiara działa cuda!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Prześwietlenie</tytul>
		<tekst>
			<w>Piotr Dreptak dostał raz obwieszczenie</w>
			<w>Że ma się zgłosić na prześwietlenie</w>
			<w>Za tydzień.</w>
			<w>Zaraz więc zdjął trzewiki</w>
			<w>I wziął się raźno do gimnastyki.</w>
			<w>Ćwiczył bicepsy &ndash; łydki i barki</w>
			<w>By wzbudzić podziw w oczach lekarki</w>
			<w>Lub pielęgniarki, bo sobie dumał:</w>
			<w>&ndash; Będę miał mięśnie jak lew lub puma,</w>
			<w>I babka powie: &ndash; Ale muskuły!</w>
			<w>A inni będą stać jak niezguły&hellip;</w>
			<w>Zrobił też sobie dietę z sera</w>
			<w>By schudnąć oraz wpadł do fryzjera</w>
			<w>Gdzie podciął swoich szesnaście włosów</w>
			<w>I skropił wodą Oddech lotosu,</w>
			<w>Poza tym kupił nową koszulę</w>
			<w>I&hellip; no, bieliznę nową w ogóle,</w>
			<w>A wreszcie, aby być nienaganny</w>
			<w>Przemógł się biedak i wlazł do wanny</w>
			<w>Gdzie tarł się mydłem, szczotką, pumeksem,</w>
			<w>I zwolna stawał się samym seksem.</w>
			<w>Buźka w rumieńcach, lśni kant u spodni,</w>
			<w>Zgłasza się Dreptak w swojej przychodni,</w>
			<w>Już się rozbierać chce na golasa,</w>
			<w>A tu mu każą tylko do pasa,</w>
			<w>Poczem &ndash; jak rzeźnik stadko baranów &ndash;</w>
			<w>Wpędzają naraz po ośmiu panów,</w>
			<w>A tam pielęgniarz, facet posępny,</w>
			<w>Trzask prask, i mówi: &ndash; Fetrig! Następny!</w>
			<w>Po pół minucie tłumek ponury</w>
			<w>Z powrotem wbija się w garnitury,</w>
			<w>A Dreptak także włazi w ubranie</w>
			<w>I gdera: &ndash; Co to za prześwietlanie?</w>
			<w>Przed wojną była zabawy kupa,</w>
			<w>Lekarz wpatrywał się w kościotrupa</w>
			<w>Na swym ekranie, skrzypiał fotelem,</w>
			<w>Notował, mówił: &ndash; Rusz pan piszczelem!</w>
			<w>Nadmij pan lewe, spuść prawe płucko&hellip;</w>
			<w>A teraz???</w>
			<w>Tu się wkurzył nieludzko</w>
			<w>I odszedł piękny, zadbany, chmurny,</w>
			<w>Zły, i wymyty jak jaki durny&hellip;</w>
			<w>Tempo? Oszczędność czasu? Nie poniał.</w>
			<w>Nasz rodak musi mieć ceremoniał!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przewaga</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz stomatolog, Dziobak Jerzy,</w>
			<w>Geniusz bezwzględny i posępny,</w>
			<w>Otworzył poczekalni dźwierze</w>
			<w>I spytał groźnie: &ndash; Kto następny?</w>
			<w>Przez tłum pacjentów zgroza przeszła,</w>
			<w>Każdy z nich zwinął się jak robak,</w>
			<w>A &plqq;ten następny&prqq; powstał z krzesło&hellip;</w>
			<w>I wówczas zadrżał doktor Dziobak</w>
			<w>Przeraził bowiem się ogromnie,</w>
			<w>Znając tę twarz ze zdjęć i kronik,</w>
			<w>I jęknął: &ndash; Ooooobywatel do mnie?</w>
			<w>&ndash; Tak &ndash; odrzekł tamten &ndash; joj, jak boli!</w>
			<w>&ndash; Jeżeli trzeba zablombować &ndash;</w>
			<w>&ndash; wyjaśnił &ndash; to mi zablombujcie,</w>
			<w>A jeśli raczej ekstrahować,</w>
			<w>To w takim razie ekstrahujcie!</w>
			<w>Tu Dziobak przypadł mu do ręki,</w>
			<w>Cmoknął i krzyknął ze wzruszeniem:</w>
			<w>&ndash; Ach, dzięki wam, serdecznie dzięki</w>
			<w>Za tak dokładne pouczenie!</w>
			<w>I swe narzędzia wziął najlepsze,</w>
			<w>A Przy tym myślał cały w nerwach:</w>
			<w>&ndash; No, jeśli mu coś w zębach spieprzę,</w>
			<w>To już on na mnie się odegra&hellip;</w>
			<w>Zaraz zaczęły drżeć mu ręce</w>
			<w>I nogi w ciężkiej tej potrzebie,</w>
			<w>I dłubać jął w dostojnej szczęce</w>
			<w>Tak, jakby dłubał grób dla siebie&hellip;</w>
			<w>Aż wreszcie w trwodze i w rozterce</w>
			<w>Szepnął: &ndash; Przepraszam was, kochany,</w>
			<w>Lecz muszę zaryć coś na serce&hellip;</w>
			<w>I wybiegł szukać waleriany.</w>
			<w>A wówczas w gabinetu progi</w>
			<w>Wkroczył, szeleszcząc brudnym płaszczem,</w>
			<w>Praktykant Dreptak, trochę groggi,</w>
			<w>I zajrzał pacjentowi w paszczę.</w>
			<w>Tamten się cofnął z przerażeniem,</w>
			<w>Zaś Dreptak chuchnął wonią piwa,</w>
			<w>Mruknął: &ndash; A kuku! Ale pieniek!</w>
			<w>To trzeba wyrwać! Ciach!&hellip; i wyrwał.</w>
			<w>Gdy zaś pytano go panicznie,</w>
			<w>Czy wcale nie bał się potęgi,</w>
			<w>Dreptak wyjaśnił rzecz logicznie:</w>
			<w>Z nas obu to ja miałem cęgi!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przyczynek do Księgi Henrykowskiej</tytul>
		<tekst>
			<w>W roku tysiąc dwusetnym i siedemdziesiątym</w>
			<w>Ksiądz Piotr, trzeci kolejny opat Henrykowa,</w>
			<w>Na pergamin pocięty w duże czworokąty</w>
			<w>Pierwszy raz w dziejach świata wpisał polskie słowa.</w>
			<w>Cześć mu za to i wdzięczność oraz wieczna chwała,</w>
			<w>Tylko czemu &ndash; niestety &ndash; no kroniki strony</w>
			<w>Rzucił akurat słowa rolnika Bogwała,</w>
			<w>Który to Bogwał siedział pod pantoflem żony,</w>
			<w>I słysząc jak niezdara przy żarnach się tłucze,</w>
			<w>Zgrzyta, jęczy, że hałas wprost uszy rozrywa,</w>
			<w>Mawiał do tej ofermy: &ndash; Daj, at ja pobruczę &ndash;</w>
			<w>(czyli &plqq;daj, ja to zmielę&prqq;) &ndash; a ty idź poczywaj&hellip;</w>
			<w>Oczywiście nie musiał powtarzać dwa razy,</w>
			<w>Po myśli było babie, że mąż za nią tyra,</w>
			<w>Ledwie się w taki sposób zwrócił do zarazy,</w>
			<w>Ta &ndash; wziąwszy pupę w troki &ndash; właziła do wyra&hellip;</w>
			<w>I oto za przyczyną Bogwała-ciemięgi</w>
			<w>I za sprawą opata, który jego klęski</w>
			<w>Wetknął był lekkomyślnie do swej słynnej księgi,</w>
			<w>Przegrany po wsze czasy jest w Polszcze ród męski.</w>
			<w>Weźmy taką Szwajcarię, Holandię lub Danię,</w>
			<w>Kraje to kulturalne, bogate, a proszę:</w>
			<w>Żona nosi mężowi do łóżka śniadanie,</w>
			<w>Palto jemu podaje, fajkę i bambosze,</w>
			<w>A u nas? Strach powiedzieć&hellip; Zresztą wy to znacie,</w>
			<w>Spędzacie czas zapewne naczynia zmywając</w>
			<w>Lub pastując podłogę&hellip;</w>
			<w>Ej, księże opacie,</w>
			<w>Ale ksiądz narozrabiał jak pijany zając!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przygoda</tytul>
		<tekst>
			<w>W nocy raz do panny Zyty wlazły oknem dwa bandyty.</w>
			<w>O mało nie padła trupem, bo jeden zwiał zaraz z łupem,</w>
			<w>A drugi, niejaki Czesław, przywiązał Zytę do krzesła,</w>
			<w>Pytał się, gdzie ma pieniądze i wołał: &ndash; Ja cię urządzę!</w>
			<w>Ja cię &ndash; mówi &ndash; ty cholero zarąbię zaraz siekierą,</w>
			<w>Zadam ci męki okrutne i głowę nożem utnę!</w>
			<w>I &ndash; powiada &ndash; ja cię letko pokraję w kostkę żyletką</w>
			<w>! niejedno zrobię świństwo, bo miałem trudne dzieciństwo!</w>
			<w>Wreszcie westchną!: &ndash; Słuchaj Zyta&hellip; Jestem gentelman bandyta,</w>
			<w>Więc nim cię zarżnę, to jeszcze zgwałcę cię i cię zbeszczeszczę!</w>
			<w>To rzekłszy, schował żyletkę i sciągnął jedną skarpetkę,</w>
			<w>Lecz gdy tak się wystriptiział, to go złapał sierżant Miziak</w>
			<w>Z piątego komisariatu i posadził go za kratu</w>
			<w>W szóstej celi od podwórka, a Zytę zwolnił ze sznurka.</w>
			<w>I zapytał się, czy ona nie została pokrzywdzona</w>
			<w>Oraz o co skargę wniesie na bandziora na procesie?</w>
			<w>Na to nieszczęsna dziewczyna zrobiła się całkiem sina</w>
			<w>I odrzekła z oburzeniem: &ndash; Wniosę skargę o złamane przyrzeczenie!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przygody Pana Andrzeja (I)</tytul>
		<tekst>
			<w>Trwa w naszym kraju passa wspaniała,</w>
			<w>Świetnych pomysłów istna zawieja:</w>
			<w>Mało nam przygód pana Michała &ndash;</w>
			<w>Będą przygody pana Andrzeja!</w>
			<w>już operator kamerę chwycił,</w>
			<w>Już się artyści kręcą na planie,</w>
			<w>Już-już się rodzi taki pan Kmicic</w>
			<w>Że aż nam wszystkim coś w gardle stanie!</w>
			<w>Hej, pokażemy dzieje ojczyste</w>
			<w>Lepiej niż pan Sienkiewicz potrafi:</w>
			<w>Radziwiłł wpisze się na volkslistę,</w>
			<w>Ale go za to szlag nagły trafi!</w>
			<w>Rewelacyjny popis jeździecki</w>
			<w>Da nam dragonów pułk bigbitowy,</w>
			<w>A obywatel Gucio Kordecki</w>
			<w>Odeprze voklssturm od Częstochowy!</w>
			<w>Będą dramaty, będą armaty,</w>
			<w>Chłop &ndash; patryjota z ostrym ożogiem,</w>
			<w>Króla sprowadzi się z Ałma-Aty</w>
			<w>Dokąd uchodzić musiał przed wrogiem.</w>
			<w>Pegieerowskie palą się stogi,</w>
			<w>Statystów zwozi się do szpitala,</w>
			<w>A Józwa-Oya-Butrym-Bez-Nogi</w>
			<w>Woła z litewska: &ndash; Ja ciebie dala!</w>
			<w>Nie zrezygnuje się także z seksu:</w>
			<w>W mini-kontuszach będą panienki,</w>
			<w>Bogusław z wredną mordą z pumeksu</w>
			<w>Zacznie dobierać się do Oleńki.</w>
			<w>Ta w krzyk: &ndash; Ty zdrajco, za co mnie trzymasz?</w>
			<w>A on jak bydlę rzęzi i sapie,</w>
			<w>Lecz wtedy wchodzi król Jan Kazimierz</w>
			<w>Wyjmując z pochwy o, taaaki rapier!</w>
			<w>Dopieroż będzie ubaw do rana</w>
			<w>I wrażych trupów ogromna hałda.</w>
			<w>A wreszcie wszyscy bęc na kolana!</w>
			<w>(zwłaszcza rolnicy z gromady Lauda)</w>
			<w>I będą śpiewy i happy-endy,</w>
			<w>I się ogólny zrobi paradis,</w>
			<w>A pan reżyser skoczy w te pędy</w>
			<w>Z ogromnym krzykiem: &ndash; Dawać Quo Vadis!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przygody Pana Andrzeja (II)</tytul>
		<tekst>
			<w>(w tel melodia kowbojska)</w>
			<w>Trwa w naszym kraju passa wspaniała,</w>
			<w>Świetnych pomysłów istna zawieja &ndash;</w>
			<w>Są już przygody pana Michała,</w>
			<w>Będą przygody pana Andrzeja!</w>
			<w>W dziedzinie kina nie jestem Clair'em</w>
			<w>I raczej w życiu niż w kinie kręcę,</w>
			<w>Lecz gdybym sławnym był reżyserem,</w>
			<w>To bym to zrobił o tak mniej więcej:</w>
			<w>Ciut bym poprawił dzieje ojczyste</w>
			<w>Lepiej niż autor książki potrafił &ndash;</w>
			<w>Radziwiłł wpisał się na volkslistę?</w>
			<w>Zaraz go za to szlag nagły trafi!</w>
			<w>Rewelacyjny popis jeździecki</w>
			<w>Da nam dragonów pułk bigbitowy,</w>
			<w>A obywatel Gucio Kordecki</w>
			<w>Odeprze voklssturm od Częstochowy.</w>
			<w>Będą dramaty, będą armaty,</w>
			<w>Chłop &ndash; patryjota z ostrym ożogiem,</w>
			<w>Króla sprowadzi się z Ałma-Aty</w>
			<w>Dokąd uchodzić musiał przed wrogiem.</w>
			<w>Nie zrezygnuję broń boże z seksu &ndash;</w>
			<w>W mini-kontuszach wpuszczę panienki!</w>
			<w>Bogusław z wredną mordą z pumeksu</w>
			<w>Zacznie dobierać się do Oleńki.</w>
			<w>Ta w krzyk: &ndash; Ty zdrajco, za co mnie trzymiesz?</w>
			<w>A on jak bydlę rzęzi i sapie,</w>
			<w>Lecz wtedy wchodzi król Jan Kazimierz</w>
			<w>Wyjmując z pochwy o, taaaki rapier!</w>
			<w>Dopieroż będzie ubaw do rana</w>
			<w>I wrażych trupów ogromna hałda.</w>
			<w>A wreszcie wszyscy bęc na kolana!</w>
			<w>(zwłaszcza rolnicy z gromady Lauda)</w>
			<w>I będą śpiewy i happy-endy,</w>
			<w>I się wspaniały zrobi paradis!</w>
			<w>&hellip;a ja do księgarń ruszę w te pędy</w>
			<w>Z ogromnym krzykiem: &ndash; Dawać Quo Vadis!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przyjaciele</tytul>
		<tekst>
			<w>Prawdziwa przyjaźń w świecie równa jest dziś zeru</w>
			<w>Ostatni znam jej przykład w republice Peru.</w>
			<w>Żył tam Klechu, kum Lecha i kum Klecha, Lechu,</w>
			<w>Co z jedną Polą chcieli dopuścić się grzechu.</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ustaliwszy wszakże przecyzyjnych reguł,</w>
			<w>Kto z nich pierwszy ma uszczknąć upragniony szczegół,</w>
			<w>Tylko obydwaj na raz pchali się nachalnie,</w>
			<w>Zamiast na zmianę babkę wydupczyć kulturalnie.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Puść mnie &ndash; wyrzęził Klechu. &ndash; bom już dość wiekowy</w>
			<w>I chciałbym jak najprędzej mieć ten problem z głowy.</w>
			<w>&ndash; Tyś wątły &ndash; Lechu na to. &ndash; wyglądasz tak smętnie</w>
			<w>Idź zjedz coś, a ja tutaj dziewczę roznamiętnię.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Ja to zrobię z charyzmą! &ndash; A ja szybciej zrobię!</w>
			<w>&ndash; Gdzie z tymi wąsami?! &ndash; Paluchy przy sobie</w>
			<w>Gdy się tak przepychali, zabrzmiał ryk szatański</w>
			<w>I z gąszczu wypadł mętny śmierdziel peruwiański,</w>
			<vsp/>
			<w>Pierdzący tak zmyłkowo, że biorąc za lwa go,</w>
			<w>Obaj zwiali na czubek drzewa figo-fago.</w>
			<w>Zaś chytry bydlak dobrał się do panny Poli</w>
			<w>Wniosek: gdzie dwóm odbiło, tam trzeci&hellip; swawoli.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przyjemnie</tytul>
		<comment>W tle jakaś samba</comment>
		<tekst>
			<w>Gdy Gucio, zresztą facet ze wszech miar zwyczajny,</w>
			<w>Bez przerwy stoi przede mną i woła: &ndash; Ale ja fajny!</w>
			<w>Ale ja przy tym mądry! A jaki u mnie dostatek!</w>
			<w>I muszę go wciąż podziwiać przez rok, dwa, dziesięć latek</w>
			<w>I muszę mu wciąż dziękować i muszę całować go w pięty,</w>
			<w>Ponieważ od czasu do czasu przynosi mi różne prezenty,</w>
			<w>I chociaż jest rzeczywiście niezły, poczciwy i schludny,</w>
			<w>Tylko przez swoje mentorstwo niewiarygodnie nudny,</w>
			<w>I ciągle mi chce tłumaczyć, Jakgdybym był jakim matołem,</w>
			<w>Że pies jest psem, kura kurą, czołg czołgiem a stół stołem,</w>
			<w>Od czego oczki mi łzawią i nieraz boli mnie głowa,</w>
			<w>A on się przygląda nieufnie i znowu zaczyna od nowa,</w>
			<w>I palcem przed nosem mi kiwa, a drugim rysuje na piasku;</w>
			<w>&ndash; Dwa a dwa zawsze jest cztery, no powtórz ty mały głuptasku!</w>
			<w>To, po pierwsze &ndash; na złość powiadam, że dwa a dwa jest osiem,</w>
			<w>Po drugie, gdy się odwróci, gram mu palcami na nosie,</w>
			<w>Po trzecie, kiedy podejdzie doń chyłkiem inny osiłek</w>
			<w>I tego Gucia znienacka kopnie przez figle w tyłek,</w>
			<w>I Gucio się wtedy musi odwrócić na chwilę ode mnie,</w>
			<w>To ja wiem że to nieładnie, ale robi mi się przyjemnie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przyjęcie</tytul>
		<tekst>
			<w>Kochani! Wy mi nie zazdrośćcie</w>
			<w>Że pędzę życie towarzyskie,</w>
			<w>Co stąd że przyjdą do mnie goście,</w>
			<w>Gdy już na pamięć znam ich wszystkich,</w>
			<w>Że wiem gdzie kto zazwyczaj siedzi,</w>
			<w>I kto się koło kogo kręci,</w>
			<w>I że ich wszystkie wypowiedzi</w>
			<w>Mogę cytować wam z pamięci.</w>
			<w>Zyzio zje dwie lub trzy kanapki</w>
			<w>Ogryzie tłuste udko z kaczki,</w>
			<w>I krzyknie: &ndash; Ach, całować łapki</w>
			<w>Co przyrządzały te przysmaczki!</w>
			<w>Pozwoli pani dobrodziejka&hellip;</w>
			<w>(tak moją żoną się zachwyca)</w>
			<w>Ba, lecz tu moja jest kolejka,</w>
			<w>I wszyscy oczekują witza&hellip;</w>
			<w>Ładuję stary dowcip w lufę</w>
			<w>I mówię, krzywiąc się uciesznie:</w>
			<w>&ndash; Ja dzisiaj przyrządzałem bufet,</w>
			<w>Więc jeśli chcesz, to całuj żeż mnie!</w>
			<w>Tu wszyscy ryczą &plqq;ha ha, ha ha&prqq;,</w>
			<w>Ktoś nawet spada na podłogę,</w>
			<w>Trypczyńska aż rękami macha</w>
			<w>I woła &plqq;Joj, ja już nie mogę&prqq;!</w>
			<w>Kolej na wódkę, ruch się robi,</w>
			<w>Kociutko, autor kiepskich wierszy</w>
			<w>Powiada &plqq;Zdrowie pięknych kobit!&prqq;</w>
			<w>Poczem dodaje: &ndash; Po raz pierwszy!</w>
			<w>Zuzia chichocze: &ndash; Pan poeta!</w>
			<w>Ten dowcip pewnie ze stolicy?</w>
			<w>Ciach! Oto spływa pierwsza seta</w>
			<w>W czeluście wrzodów dwunastnicy.</w>
			<w>Po dwóch godzinach, niedopici</w>
			<w>Patrzymy w otwór smutnej skrzyni,</w>
			<w>Gdzie niedomyci troglodyci</w>
			<w>Drogo sprzedają swój kretynizm,</w>
			<w>Następnie dyskutują starsi</w>
			<w>Jak zwalczyć plagę chuligaństwa,</w>
			<w>A wreszcie średni-niedotarci</w>
			<w>Mówią, kto ile zboża dał dla państwa.</w>
			<w>Potem się wszyscy we drzwiach tłoczą,</w>
			<w>&ndash; Na przyszły tydzień proszę do nas!</w>
			<w>&ndash; U państwa zawsze tak uroczo!</w>
			<w>&ndash; Bul bul&hellip; pardon, ach ta przepona&hellip;</w>
			<w>Za tydzień zjem ze trzy kanapki,</w>
			<w>Pochwalę dom, przyjęcie, kuchnię&hellip;</w>
			<w>A może zamiast cmokać w łapki</w>
			<w>Zawołam: &ndash; Fuj! Ta szynka cuchnie!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przyszłość</tytul>
		<tekst>
			<w>My jesteśmy ta trudna młodzież!</w>
			<w>Więc mówimy co raz jakieś świństwo!</w>
			<w>I nosimy buntowniczą odzież!</w>
			<w>Bo my mamy trudne dzieciństwo!</w>
			<vsp/>
			<w>Ty narodzie kochaj swą dziatwę,</w>
			<w>Ty na rękach nas pieść i huśtaj,</w>
			<w>Bo ty miałeś dzieciństwo łatwe!</w>
			<w>Tyle tylko że wojną, czy cóś tam&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Tatko mógł się po lasach włóczyć,</w>
			<w>Pukać sobie do szkopów z pepeszy&hellip;</w>
			<w>A nam &ndash; kuchnia &ndash; każą się uczyć,</w>
			<w>Więc jak &ndash; kuchnia &ndash; możemy się cieszyć?</w>
			<vsp/>
			<w>Mama mogła Żydów przechowywać,</w>
			<w>Takie ćmoje-boje, co pan wisz&hellip;</w>
			<w>A nam &ndash; kuchnia &ndash; każą umieć pływać</w>
			<w>Albo nawet &ndash; kuchnia &ndash; skakać wzwyż!</w>
			<vsp/>
			<w>Ciocia ponoć chodziła na żebry,</w>
			<w>I zbierała w zgrywny sposób brukiew&hellip;</w>
			<w>A nas &ndash; kuchnia &ndash; pytają z algebry&hellip;</w>
			<w>Jak tu &ndash; kuchnia &ndash; lubić te naukie?</w>
			<vsp/>
			<w>Starsze ludzie są durne i miękkie,</w>
			<w>Nic ich pojąć nie można a nic!</w>
			<w>Tata mamcie całuje w rękie,</w>
			<w>Ja bierę swoją Helcię za cyc!</w>
			<vsp/>
			<w>Ot, stojemy przed kinamy, przy dróżkach,</w>
			<w>Całą zgrają, wesoło, szeroko!</w>
			<w>Tu się &ndash; kuchnia &ndash; zmasakruje staruszka&hellip;</w>
			<w>Tam znów &ndash; kuchnia &ndash; kogoś drutem w oko&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Zaraz lepiej smakuje nam setka,</w>
			<w>I człek patrzy za następną zabawą.</w>
			<w>A dorośli piszą potem w gazetach</w>
			<w>Reportaże o nas. I jest klawo!</w>
			<vsp/>
			<w>Piszcie piszcie, ogłaszajcie apele.</w>
			<w>Z czegoś trzeba żyć, było nie było!</w>
			<w>Ten co pisze takie trele-morele,</w>
			<w>Także kiedyś dostanie w ryło!</w>
			<vsp/>
			<w>My jesteśmy ta trudna młodzież&hellip;</w>
			<w>Taka sama nad Odrą, nad Wisłą</w>
			<w>Ty nas kochaj i pielęgnuj, narodzie!</w>
			<w>Kit ci w oko, bo my twoja przyszłość!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przyśpiewki górnicze</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Jak w naszym Lublinie,</w>
			<w>Dali ci łazienkę,</w>
			<w>Masz gdzie trzymać świnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Jak kopalnia moja,</w>
			<w>Lada rok przywiozą</w>
			<w>Opony do &plqq;Joya&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Jak nasz plan ramowy &ndash;</w>
			<w>W dwutysięcznym roku</w>
			<w>Ośrodek wczasowy.</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Jak dobra opieka &ndash;</w>
			<w>Szkołę własnym cyckiem</w>
			<w>Dokarmia Pebeka!</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Ponad rzekę brudną</w>
			<w>Zarzuciłeś wędkę,</w>
			<w>Wyciągnąłeś&hellip; właśnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Jako podkręcanie &ndash;</w>
			<w>Ledwie plan skończyłeś &ndash;</w>
			<w>Dostajesz zadanie.</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Jako zmiany liczne &ndash;</w>
			<w>Z przedszkola Pebeki &ndash;</w>
			<w>Liceum Medyczne.</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie ma ci to nie ma</w>
			<w>Jak nas ktoś polubi &ndash;</w>
			<w>Akcja &plqq;W&prqq; z powrotem</w>
			<w>Odwiedziła Lublin!</w>
			<vsp/>
			<w>Górnicy z Lublina</w>
			<w>Malowane dzieci,</w>
			<w>Niejedna dziewczyna</w>
			<w>Za wami poleci!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przyśpiewki z życia zwierzaków</tytul>
		<tekst>
			<w>We wrocławskim naszym ZOO jest bardzo wesoło,</w>
			<w>Różne tam zwierzęta żyją sobie w koło,</w>
			<w>Jedno drapie, drugie bodzie, ale wszystko w zgodzie</w>
			<w>W tym naszym ogrodzie, joj ta joj.</w>
			<vsp/>
			<w>W środku stoi pan Gucwiński niby cysorz chiński,</w>
			<w>Nie przegadałby go minister Krasiński,</w>
			<w>Tu pogrozi, tam pochwali, albo w łeb przywali</w>
			<w>Żeby się słuchali wszyscy go.</w>
			<vsp/>
			<w>Mówią ludzie że papuga okropna pleciuga,</w>
			<w>Czasem nawet gości paskudnie obruga,</w>
			<w>Lepiej niech się ta cholera z ogrodu zabiera</w>
			<w>I niech za spikera zgłosi się.</w>
			<vsp/>
			<w>Osioł strasznie głośno ryczy, ciągle się handryczy,</w>
			<w>Wtrąca się we wszystko co go nie dotyczy,</w>
			<w>Nie daj Boże żeby osła wybrał kto na posła,</w>
			<w>Trawka by porosła na nas wnet.</w>
			<vsp/>
			<w>Rzecz wiadoma że wielbłądy zmieniają poglądy</w>
			<w>I że ciągle węszą skąd mocniejsze prądy,</w>
			<w>Poniektóre dromadery mają już ordery</w>
			<w>Nawet garby cztery mają też.</w>
			<vsp/>
			<w>Na gałęzi siedzi śmierdziel, straszny z niego pierdziel,</w>
			<w>Nie ma wolnych sobót ani wolnych niedziel,</w>
			<w>Ciągle tylko się wypina nieszczęsna chudzina,</w>
			<w>Nawet w nadgodzinach bździ i bździ.</w>
			<vsp/>
			<w>Tam w zagrodzie dwa bizony podniosły ogony,</w>
			<w>Pewnie poszukują jakiej młodej żony,</w>
			<w>Trzeci bizon to w ogóle ma okropne bóle,</w>
			<w>Bo on na &plqq;Vistulę&prqq; kiedyś wlazł.</w>
			<vsp/>
			<w>Spotkał królik pancernika i się jego pyta:</w>
			<w>&ndash; Cóż ty taki wielki jakby wielka płyta?</w>
			<w>A ten wydał ryk tak gromki aż zadrżały domki:</w>
			<w>&ndash; Pancernik Patiomkin eto ja!</w>
			<vsp/>
			<w>Tam widzicie państwo pawia, nowy herb Wrocławia,</w>
			<w>Gdy się Wrocław bawi, zaraz pełno pawi,</w>
			<w>A to co tam obok kica to nie jest pawica</w>
			<w>Tylko to dziewica, ostatnia już.</w>
			<vsp/>
			<w>Jedna klatka dosyć duża kryje w sobie tchórza,</w>
			<w>Tchórz inaczej pachnie niż &ndash; powiedzmy &ndash; róża,</w>
			<w>Chociaż bestia to dość spora, lecz ze strachu chora,</w>
			<w>Więc na redaktora nadaje się.</w>
			<vsp/>
			<w>Dobrze radzi sobie baran bo bodzie jak taran,</w>
			<w>Ma już fiata, daczę. nawet katamaran</w>
			<w>I dlatego gdzie nie stanie, tam słyszy wołanie:</w>
			<w>&ndash; Co się pchasz baranie? Paszoł won!</w>
			<vsp/>
			<w>Pawian ciągle ma pretensję że ma małą pensję</w>
			<w>Więc ma tyłek goły, ale jest wesoły,</w>
			<w>Tyle na państwowej zupie, żyje sobie w kupie</w>
			<w>I ma wszystko w pupie tak jak my.</w>
			<vsp/>
			<w>Struś za krzakiem się przyczaja, widać strusie jaja</w>
			<w>I strusi żołądek, któren wszystko wtraja,</w>
			<w>A jak coś mu nie dogadza &ndash; łeb do piasku wsadza,</w>
			<w>Byłaby zeń władza że ho ho!</w>
			<vsp/>
			<w>Na uboczu siedzi orzeł, dajżeż jemu Boże,</w>
			<w>Chciałby se polatać, ale coś nie może,</w>
			<w>Ale się nie martwcie dzieci, jeszcze on poleci,</w>
			<w>Pohula po Świecie orzeł nasz.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Psy piszczą o dwunastej</tytul>
		<tekst>
			<w>Wszystkie psy o dwunastej piszczą</w>
			<w>GDy sygnał czasu słychać w radiach,</w>
			<w>Uszy im stają, oczy błyszczą,</w>
			<w>I każdy z nich ogonem majda,</w>
			<w>I nie wiadomo, czy jest zły,</w>
			<w>Czy ucieszony, ale fakt</w>
			<w>Że o dwunastej piszczą psy</w>
			<w>Że o dwunastej piszczą psy,</w>
			<w>Że o dwunastej piszczą psy</w>
			<w>Od niepamiętnych lat!</w>
			<w>Wszystkie psy o dwunastej piszczą</w>
			<w>Skowyt rozdyma pieskie płuca,</w>
			<w>Nawet jak któryś z nich nad kiszką</w>
			<w>Kaszaną, siedział, to ją rzuca.</w>
			<w>I też zaczyna &plqq;pi pi pi&prqq;,</w>
			<w>Więc jak wyjaśnić można to,</w>
			<w>Że o dwunastej wszystkie psy,</w>
			<w>Że o dwunastej wszystkie psy,</w>
			<w>Że o dwunastej wszystkie psy</w>
			<w>Piszczą jak nie wiem co?</w>
			<w>Wszystkie psy o dwunastej piszczą,</w>
			<w>Ale nie zbadał nikt niestety</w>
			<w>Czy one piszczą tak, bo myślą</w>
			<w>Że to jest sygnał z psiej planety,</w>
			<w>Że to wiadomość lub zew krwi,</w>
			<w>A może ostrzegawczy krzyk?</w>
			<w>Punkt o dwunastej piszczą psy,</w>
			<w>Punkt o dwunastej piszczą psy,</w>
			<w>Punkt o dwunastej piszczą psy,</w>
			<w>A czemu &ndash; nie wie nikt&hellip;</w>
			<w>Więc może by jakiś student uczynił rzecz pionierską</w>
			<w>Pisząc na dany temat swą pracę magisterską?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Punktualność</tytul>
		<tekst>
			<w>Wyliczymy sobie nareszcie</w>
			<w>Dokładnie i pryncypialnie,</w>
			<w>Co się w naszym kochanym mieście</w>
			<w>Dzieje niepunktualnie:</w>
			<w>&ndash; Niepunktualnie tramwaj przybywa,</w>
			<w>Niepunktualny dowóz pieczywa,</w>
			<w>Niepunktualny początek obrad,</w>
			<w>Niepunktualnie nadana &plqq;Kobra&prqq;,</w>
			<w>Niepunktualnie przyszła pocztówka,</w>
			<w>Niepunktualnie pociąg do Lwówka,</w>
			<w>Niepunktualnie zostałaś mamą,</w>
			<w>Niepunktualnie coś z panoramą,</w>
			<w>Niepunktualne szycie ubrania,</w>
			<w>Niepunktualny odbiór mieszkania,</w>
			<w>Niepunktualnie chodzą zegary,</w>
			<w>Niepunktualnie otwarto bary,</w>
			<w>Niepunktualnie rusza produkcja,</w>
			<w>Niepunktualnie idzie obdukcja,</w>
			<w>Niepunktualny przebieg owacji,</w>
			<w>Niepunktualnie mąż z delegacji,</w>
			<w>Niepunktualnie wyjazd nad morze,</w>
			<w>Niepunktualnie lekarz, ksiądz, pogrzb,</w>
			<w>Niepunktualnie wywożą śmieci,</w>
			<w>Niepunktualnie wszystko, jak leci!</w>
			<w>Mimo tego jak zaraz dowiodę</w>
			<w>Coś się jednak robi po trochu,</w>
			<w>Bo jak trzeba wyłączyć wodę,</w>
			<w>To punkt ósma wyłączają, jej bohu!</w>
			<w>Widocznie naszą szerokość</w>
			<w>Zasilają dwa różne źródła:</w>
			<w>&ndash; Świadczenia &ndash; pi razy oko,</w>
			<w>&ndash; Ograniczenia &ndash; bez pudła!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Punkt widzenia</tytul>
		<tekst>
			<w>Wciąż się wszystko powtarza &ndash; lato, jesień i zima,</w>
			<w>Ten lub tamten umiera, a ja myślę: &ndash; Kto wie?</w>
			<w>Jak tak dalej, to może jakoś wszystkich przetrzymam,</w>
			<w>No bo niby wciąż ktoś tam, a ja nie, nie i nie&hellip;</w>
			<w>Bardzo mnie to raduje, ale trochę też dziwi,</w>
			<w>Co to jest, że ci inni tak chorują i mrą,</w>
			<w>Że gdy żywi zasnęli, to się budzą nieżywi</w>
			<w>I że &ndash; sam to sprawdzałem &ndash; żaden z nich nie był mną..</w>
			<w>Dzięki temu mam umysł pełen cichej radości,</w>
			<w>Uśmiech stale na ustach i charakter jak miód,</w>
			<w>Kiedy ktoś mnie obrazi, to nie żywię doń złości,</w>
			<w>Bo wiem &ndash; prędzej czy później facet będzie kaput.</w>
			<w>Ot, drukują w gazetach tyle różnych dyrdymał,</w>
			<w>Że co bardziej nerwowi płacz podnoszą i wrzask,</w>
			<w>Jam autora niejednych już dyrdymał przetrzymał,</w>
			<w>Zobaczycie, rok jeszcze, dwa, trzy, cztery &ndash; i trzask!</w>
			<w>A to wszystko nie znaczy, żebym był nieśmiertelny,</w>
			<w>Gdzieżbym mógł tak pomyśleć, jakże marzyć bym śmiał!</w>
			<w>Tak jak inni jam członek rzędu ssaków naczelnych,</w>
			<w>W którym &ndash; oprócz nas, ludzi &ndash; wprost się roi od małp.</w>
			<w>A choć wizja śmiertelna i mnie czasem nachodzi,</w>
			<w>Lecz nie straszna mi ona, i me szczęście wciąż trwa,</w>
			<w>Bo gdy umrę, to wtedy nic mnie już nie obchodzi,</w>
			<w>A gdy umrze ktoś inny &ndash; cieszę się, że nią ja!</w>
			<w>O, rodacy, dlaczego ciągle czymś się martwicie,</w>
			<w>Czy musicie tak tracić nerwy, zdrowie i czas?</w>
			<w>Z mego punktu widzenia chciejcie spojrzeć na życie</w>
			<w>I spróbujcie przetrzymać innych. Tak jak ja &ndash; was!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Raj ateistów</tytul>
		<tekst>
			<w>Lecą z drzew ostatnie liście,</w>
			<w>Wichry wyją ponad ziemią,</w>
			<w>Oj, niełatwo ateiście</w>
			<w>U nas żyć, zwłaszcza jesienią&hellip;</w>
			<w>Sam zwyciężać musi troski,</w>
			<w>Żreć się z żoną i z rebiatą,</w>
			<w>A wierzący Rosołowski</w>
			<w>Ma aniołka stróża na to!</w>
			<vsp/>
			<w>Idą święta i choinka,</w>
			<w>Skąd wziąć grosz na tę imprezę?</w>
			<w>Ateista sam dla synka</w>
			<w>Musi kupić w mieście prezent.</w>
			<w>Musi szukać, żeby tanio,</w>
			<w>Penetrować każdy bazar,</w>
			<w>A u Rosołowskich &ndash; anioł</w>
			<w>Targa paczki w te i nazad!</w>
			<vsp/>
			<w>On zamawia piękne drzewko,</w>
			<w>On za opłatkami chodzi,</w>
			<w>Poczem z tradycyjną śpiewką</w>
			<w>Występuje &ndash; Bóg się rodzi&hellip;</w>
			<w>Rosołowscy przy wigilii,</w>
			<w>Śpiew anielski z nieba płynie&hellip;</w>
			<w>&hellip;ateista swej familii</w>
			<w>Opowiada o Darwinie&hellip;</w>
			<w>Nie ma śpiewów w jego domu,</w>
			<w>Przeto ateista myśli:</w>
			<w>&ndash; U nas, prawdę mówiąc, komu</w>
			<w>Są potrzebni ateiści?</w>
			<w>Lecz pomimo kiepskiej doli,</w>
			<w>Wątpliwości i subiekcji,</w>
			<w>Nie nawraca się, bo woli</w>
			<w>Pchać się w życiu bez protekcji!</w>
			<w>&hellip;za to, kiedy życie minie,</w>
			<w>Nagrodzone będzie wszystko,</w>
			<w>Bo gdzieś przecież być powinien</w>
			<w>Raj Zmęczonych Ateistów.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Raj oportunistów</tytul>
		<tekst>
			<w>W miłym parku, wśród szmeru liści</w>
			<w>Gwarzą sobie dwaj oportuniści.</w>
			<w>Ruch Oporu jakoś im się wyśliznął,</w>
			<w>Więc się bawią w Ruch Oportunizmu.</w>
			<w>Pachnie lipa i grządka petunii,</w>
			<w>Dziatwa wraca od pierwszej komunii,</w>
			<w>Obu panom się ten nastrój udziela:</w>
			<w>&ndash; Ta ze świeczką to moja Hela!</w>
			<w>Mają drogę otwartą do nieba,</w>
			<w>Bo i składki popłacone, gdzie trzeba,</w>
			<w>I życzliwy stosunek do świata,</w>
			<w>I nadzieję na małego fiata,</w>
			<w>I nie lubią dżezu i perkusji,</w>
			<w>I głos zawsze zabierają w dyskusji,</w>
			<w>I chadzają na czyny społeczne,</w>
			<w>I zerkają na dziewczyny wszeteczne,</w>
			<w>I ich droga jest taka wygodna,</w>
			<w>Że pożyją sobie dużo dłużej od nas.</w>
			<w>Zaś gdy umrą &ndash; ksiądz przemówi i dyrektor,</w>
			<w>Ktoś powoła ich w najwyższy sektor.</w>
			<w>Ni to Darwin, ni to znów Bóg-Ojciec</w>
			<w>Powie do nich: &ndash; Jedźcie i się pójcie!</w>
			<w>Wina będą tam gruzińsko-szampańskie,</w>
			<w>A zakąski amerykańskie,</w>
			<w>Kraby chińskie, cytryny greckie,</w>
			<w>A kelnerki absolutnie szwedzkie.</w>
			<w>I odbędzie się cyrkowy program,</w>
			<w>I grać będzie odpowiedni organ,</w>
			<w>I zazdrościć będą ci z prawicy,</w>
			<w>Bo w ich raju nudno jak w świetlicy.</w>
			<w>Tych z lewicy też to rozsierdzi,</w>
			<w>Bo nie mają życia po śmierci.</w>
			<w>Zaś oportunistom zagra cytra</w>
			<w>I dostaną na twarz po pół litra,</w>
			<w>Ale wkrótce kombinować zaczną oba,</w>
			<w>Że znów trzeba by się komuś przypodobać.</w>
			<w>W związku z czym już wkrótce dookoła</w>
			<w>Zabrzmi ryk bolesny archanioła,</w>
			<w>Ryk straszliwy jak łoskot lawiny:</w>
			<w>&ndash; Łolaboga!!! Bez wazeliny???!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Recepta</tytul>
		<tekst>
			<w>Z pisaniem wierszy sprawa jest łatwa,</w>
			<w>Od ręki można strzelić poemat &ndash;</w>
			<w>Wystarczy kawa, dość dużo światła,</w>
			<w>Jakaś maszyna, papier i temat.</w>
			<w>Właściwie temat jest najważniejszy</w>
			<w>Bez niego człowiek darmo się trudzi &ndash;</w>
			<w>Może być cięższy, może być lżejszy,</w>
			<w>Byleby tylko obchodził ludzi.</w>
			<w>Gdy jest już temat &ndash; szukamy formy</w>
			<w>Czy wiersz ma powstać chudszy czy grubszy,</w>
			<w>Wiersz musi trzymać się pewnej normy</w>
			<w>Którą ustalił ktoś nie najgłupszy.</w>
			<w>Rej jej przestrzegał i Frycz-Modrzewski,</w>
			<w>I Falski, pisząc elementarzyk,</w>
			<w>Tudzież Gałczyński, tudzież Broniewski,</w>
			<w>Słonimski, Herbert, Miłosz i Ważyk.</w>
			<w>Jest to metoda może niemodna,</w>
			<w>Może stosowna dla zacnych ciotek,</w>
			<w>Ale jak stare buty wygodna &ndash;</w>
			<w>Dobrze w niej schodzić po schodach zwrotek.</w>
			<w>Zresztą granica nie w formie leży,</w>
			<w>A znawca &ndash; kota w worku nie kupi.</w>
			<w>Wierszyk klasyczny może być świeży,</w>
			<w>Awangardowy &ndash; słaby i głupi,</w>
			<w>I na odwyrtkę, czyli przeciwnie,</w>
			<w>Można klasykę czytać ze zgrozą&hellip;</w>
			<w>&hellip;a tak w ogóle &ndash; z wierszem jest dziwnie,</w>
			<w>Bo przecież da się to samo prozą&hellip;</w>
			<w>Człowiek się męczy, liczy sylaby,</w>
			<w>Dom zaniedbuje, rzuca go żona,</w>
			<w>A drugi mówi do swojej baby:</w>
			<w>&ndash; Stara daj obiad, powieść skończona!</w>
			<w>Ja tam nie jestem żadnym artystą,</w>
			<w>Raczej remiecha, ale czasami</w>
			<w>Wyczuwam w wierszu siłę nieczystą</w>
			<w>Co każe pisać właśnie wierszami.</w>
			<w>Napiszę, sprzedam, wydam grosz w sklepie,</w>
			<w>Znów do roboty nazajutrz wstaję&hellip;</w>
			<w>Byle grafoman ma dużo lepiej &ndash;</w>
			<w>On sobie może pisać za frajer.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rekonesans</tytul>
		<tekst>
			<w>Na pewnej leśnej polanie</w>
			<w>Wylądowali Marsjanie</w>
			<w>W swej marsjańskiej rakiecie.</w>
			<w>Był tam Marsjanin tatko</w>
			<w>Razem z Marsjanką matką,</w>
			<w>A trzecie było dziecię.</w>
			<w>Powystawiali czułki</w>
			<w>I słuchają, jak pszczółki</w>
			<w>Wśród kwiatków huczą,</w>
			<w>Na konika polnego</w>
			<w>Patrzą i się wszystkiego</w>
			<w>Na pamięć uczą.</w>
			<w>Przykicała ropuszka,</w>
			<w>Zając wystawił uszka,</w>
			<w>Sikorka jajka niesie,</w>
			<w>Przyszedł Ziutek z Marychną:</w>
			<w>To sapną, to przycichną,</w>
			<w>Zwyczajnie &ndash; jak to w lesie&hellip;</w>
			<w>Lis się przemknął,</w>
			<w>Chrust trzasnął,</w>
			<w>Ziutek ziewnął i zasnął,</w>
			<w>Brzmią sobie chrząszcze,</w>
			<w>Słoneczko grzeje mile,</w>
			<w>Maryś weszła na chwilę</w>
			<w>W splątane gąszcze&hellip;</w>
			<w>Marsjanin w swym pojeździe</w>
			<w>Ku macierzystej gwieździe,</w>
			<w>Czy tam planecie, nadał</w>
			<w>Długą relację radiową,</w>
			<w>Gdzie wszystko szczegółowo</w>
			<w>Opisał to co zbadał;</w>
			<w>O tych kwiatkach, jagódkach,</w>
			<w>Coś tam na temat Ziutka</w>
			<w>I jeszcze inne detale,</w>
			<w>A skończył takim zdaniem:</w>
			<w>&ndash; Niestety drodzy Marsjanie,</w>
			<w>Tu rozumnych istot nie ma wcale!</w>
			<w>Bo skąd miał wiedzieć ów przybysz,</w>
			<w>Nie oblatany na Ziemi,</w>
			<w>Że Marysia to urzędniczka,</w>
			<w>A Ziutek &ndash; inżynier chemik&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Relacja o Grunwaldzkiej Bitwie</tytul>
	 <podtytul>w stylu naiwnego realizmu</podtytul>
		<tekst>
			<w>A gdy Krzyżak wiódł swe hufce przez warmińskie błota,</w>
			<w>To się modlił o zwycięstwo do swego Hergota.</w>
			<w>A gdy wiódł Jagiełło wojsko po mazurskich drogach,</w>
			<w>To znów prosił o wiktorię swego Pana Boga.</w>
			<vsp/>
			<w>Każden swemu obiecywał ofiary i łupy,</w>
			<w>I po obu stronach modły wznosili biskupy.</w>
			<w>Wypił Hergot na śniadanie wasser &ndash; zupę z koprem</w>
			<w>I obiecał byt Krzyżakom: &ndash; Dobra, ja was poprę!</w>
			<vsp/>
			<w>Zagryzł Pan Bóg schaboszczaka, popił miodu krużą</w>
			<w>I obiecał był Polakom swoją pomoc dużą.</w>
			<w>Już się łamią zbrojne szyki jak w lesie konary,</w>
			<w>A zaś Hergot z Panem Bogiem wzięli się za bary.</w>
			<vsp/>
			<w>Już też zacny święty Wojciech w Adalberta strzela,</w>
			<w>Lewym hakiem święty Michał leje Michaela,</w>
			<w>Święty Piotr zaś przeciwnika ułapił za sweter,</w>
			<w>I bez swetra przed nim uciekł ichni święty Peter.</w>
			<vsp/>
			<w>Wsiadł z pięściami święty Jasiek na świętego Hansa,</w>
			<w>Myśli Hergot: &ndash; Tam do diabła, ucieka nam szansa!</w>
			<w>Myśli Hergot: &ndash; Skąd te cięgi! Co się dzieje u nas?</w>
			<w>Aż tu widzi, że go leją Allach i Perkunas!</w>
			<vsp/>
			<w>Aż tu widzi, że Jagiełło dobrał do swej sitwy</w>
			<w>Całą kupę Tatarzynów, całą chmarę Litwy!</w>
			<w>Uciekł Hergot, zasię Pan Bóg umył ręce w misie,</w>
			<w>I zakrzyknął: &ndash; Więcej tutaj nie pokazuj mi się!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Rzekł Jagiełło: &ndash; Dzięki, Panie, że im dałeś baty!</w>
			<w>&ndash; Dobra, dobra! &ndash; krzyknął Pan Bóg &ndash; Mówmy sobie na &plqq;ty&prqq;!</w>
			<w>Potem wszyscy smaczny bigos zjedli na obiadek:</w>
			<w>Pan Bóg, Allach i Perkunas, i Jagiełło Władek.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Relaksik</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden pan to brał urlop w marcu,</w>
			<w>Nie wyjeżdżał w Tatry ani w Sudety,</w>
			<w>Tylko chodził po miejskim parku</w>
			<w>I zaczepiał słownie kobiety.</w>
			<w>Przy czym &plqq;starty&prqq; i &plqq;ekstramocne&prqq;</w>
			<w>Co śmierdziały paskudnie kurzył,</w>
			<w>A gdy przyszły godziny nocne,</w>
			<w>To powiadał: &ndash; Alem sobie użył!</w>
			<w>Na kolację zjadał kotleta,</w>
			<w>Z czego grubiał w sposób bezwzględny</w>
			<w>I do łóżka właził w skarpetach,</w>
			<w>Zapomniawszy przy tym umyć zęby.</w>
			<w>Znowu palił, popiół w buty narciarskie</w>
			<w>Postawione przy łóżku sypał,</w>
			<w>Czytał szmirowatą powieść Czarskiej,</w>
			<w>Gasił światło i mocno zasypiał.</w>
			<w>A mówiono, że czasem gdy zgasił</w>
			<w>I udawał że zapadł w sen twardy,</w>
			<w>Jedna pani podejrzanej maści</w>
			<w>Się wkradała do jego mansardy&hellip;</w>
			<w>A nazajutrz rano urlopowicz</w>
			<w>Szedł do kiosku żeby kupić salceson</w>
			<w>I nie kłaniał się sąsiadowi</w>
			<w>I się za nim wlokły sznurki od kaleson,</w>
			<w>I miał strasznie wymięte spodnie</w>
			<w>Na kolanach wydęte jak żagle,</w>
			<w>I mijały tak te dwa tygodnie,</w>
			<w>I ten urlop się kończył nagle.,.</w>
			<w>I w marcowy poranek mglisty</w>
			<w>Po solidnym i mieszczańskim śniadaniu</w>
			<w>Ten osobnik wygolony i czysty</w>
			<w>Szedł do pracy w schludnym ubraniu,</w>
			<w>I się kłaniał wszystkim kapeluszem</w>
			<w>I na babki uwagi nie zwracał,</w>
			<w>I nie słyszał nikt jak szeptał w duszy:</w>
			<w>&ndash; Byle dotrwać do przyszłego marca!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Remake</tytul>
		<tekst>
			<w>Na kamiennym placu</w>
			<w>Wiatr historii śwista,</w>
			<w>Wyleciał z Pałacu</w>
			<w>Były komunista.</w>
			<w>Spojrzał na rozstaju</w>
			<w>W cztery strony świata</w>
			<w>I krzyknął:</w>
			<w>&ndash; To ja już</w>
			<w>Socjaldemokrata!</w>
			<w>Wokół ruch się czyni</w>
			<w>Od licznych postaci,</w>
			<w>To wchodzą inni</w>
			<w>Socjaldemokraci.</w>
			<w>W radosnych gromadkach</w>
			<w>Ciągną przez Mazowsze.</w>
			<w>Już nie wierzą w Marksa!</w>
			<w>(w braci Marks i owszem&hellip;)</w>
			<w>I żyć będzie zdrowiej,</w>
			<w>I humor dopisze,</w>
			<w>I nikt mi nie powie</w>
			<w>&ndash; Wicie towarzysze&hellip;</w>
			<w>Socjaldemokracja</w>
			<w>Korony I Litwy!</w>
			<w>Udała się akcja</w>
			<w>Schwycenia za brzytwy,</w>
			<w>Już na brzegu wreszcie,</w>
			<w>Już lepsza kondycja!</w>
			<w>.. przeszedł się po mieście</w>
			<w>Państwowy Policjant,</w>
			<w>Mundur granatowy.</w>
			<w>Orzełek w koronie &ndash;</w>
			<w>Policjant Państwowy</w>
			<w>Ku naszej obronie!</w>
			<w>Obrzucił spojrzeniem</w>
			<w>Ojczyznę spokojną</w>
			<w>I rzekł z rozrzewnieniem:</w>
			<w>&ndash; Całkiem jak przed wojną!</w>
			<w>Jest Prezydent, Nuncjusz,</w>
			<w>Są żydzi kochani,</w>
			<w>Podobno też już-już</w>
			<w>Mają być ułani!</w>
			<w>Jeszcze żeby wyszło</w>
			<w>Z polsko-czeską Unią</w>
			<w>I żeby na przyszłość</w>
			<w>Granica z Rumunią..?</w>
			<w>Jakoż rzeczywiście</w>
			<w>Zrobiło się ślicznie,</w>
			<w>Bo i uroczyście</w>
			<w>I patryjotycznie &ndash;</w>
			<w>Przedmurze w nagłówku</w>
			<w>Rauty, aukcje, pląsy..</w>
			<w>.. i znów w Sulejówku</w>
			<w>Ktoś podkręca wąsy&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Remanent I</tytul>
		<comment>w tle &plqq;Noc na Łysej Górze&prqq;</comment>
		<tekst>
			<w>Hej remanent remanent,</w>
			<w>Panny wysztyftowane,</w>
			<w>A kasjerka</w>
			<w>U fryzjerki</w>
			<w>Każe sobie zrobić</w>
			<w>Z tyłu koczek,</w>
			<w>Z przodu loczek,</w>
			<w>Żeby tę komisję dobić,</w>
			<w>Oczarować</w>
			<w>I zblatować</w>
			<w>I wogóle usposobić</w>
			<w>Przychylnie gości,</w>
			<w>W razie gdyby</w>
			<w>Wykryli</w>
			<w>Jakie-takie</w>
			<w>Lub owakie</w>
			<w>Niedokładności.</w>
			<w>Magnifika</w>
			<w>Kierownika</w>
			<w>Mu goździka</w>
			<w>W klapę wtyka</w>
			<w>I mu każe wziąć garnitur</w>
			<w>Stary</w>
			<w>Cały w plamy od konfitur</w>
			<w>I po molach w szpary,</w>
			<w>Bo jakby wziął nowy</w>
			<w>(chociaż mu w nim ładnie)</w>
			<w>To by mogło przyjść do głowy</w>
			<w>Komisji remanentowej</w>
			<w>Że kierownik kradnie&hellip;</w>
			<w>A ona,</w>
			<w>Znaczy ta żona,</w>
			<w>Wtedy trupem padnie.</w>
			<w>Kierownik po sklepie lata:</w>
			<w>&ndash; Słuchaj Hanka!</w>
			<w>Lepsza mała superata</w>
			<w>Od dużego manka</w>
			<w>Magazynier &ndash; stoik</w>
			<w>Sprawdza każdy słoik,</w>
			<w>Ile słoi</w>
			<w>W rzędzie stoi,</w>
			<w>I czy leży</w>
			<w>Gdzie należy</w>
			<w>Każda jedna paczka&hellip;</w>
			<w>Wtem róg zadął,</w>
			<w>Wleciał goniec:</w>
			<w>&ndash; Jadą, jadą!</w>
			<w>&ndash; To już koniec!</w>
			<w>Wrzasnęła sprzątaczka</w>
			<w>I jak sprzątała</w>
			<w>W sieniach,</w>
			<w>Tak zemdlała</w>
			<w>Z wrażenia.</w>
			<w>Oto już straszliwa</w>
			<w>Jedzie komisyja,</w>
			<w>Limuzyna siwa</w>
			<w>Raźno się uwija,</w>
			<w>Jedzie jedzie komisarz</w>
			<w>Cały w złocie jak cysarz,</w>
			<w>Jadą jadą hajduki</w>
			<w>W blasku getrów i swetrów,</w>
			<w>każdy ma po dwie sztuki</w>
			<w>Arytmometrów,</w>
			<w>Jedzie protokólantka</w>
			<w>Jak filmowa amantka,</w>
			<w>A na końcu groźny</w>
			<w>I wąsaty woźny</w>
			<w>Jak wielki oboźny,</w>
			<w>U &ndash; ha!</w>
			<w>&ndash; W dwuszeregu zbiórka!</w>
			<w>Znieruchomiał szereg,</w>
			<w>Odśpiewał mazurka</w>
			<w>I wciągnął banderę.</w>
			<w>Komisarz kroczy,</w>
			<w>Noga za nogą,</w>
			<w>Patrzy im w oczy,</w>
			<w>Wzrok w dusze wraża:</w>
			<w>&ndash; Czołem, załogo!</w>
			<w>&ndash; Ku chwale tela sarza!!!</w>
			<w>Pokraśniał</w>
			<w>Na odzew taki,</w>
			<w>Się zaśmiał:</w>
			<w>&ndash; Ech wy, kozaki!</w>
			<w>I przy okrzykach</w>
			<w>&plqq;Hip hip hura&prqq;</w>
			<w>Do kierownika</w>
			<w>Wkroczył biura</w>
			<w>W całej asyście</w>
			<w>I w całym sprzęcie</w>
			<w>I huknął: &ndash; Czyście</w>
			<w>Coś wiedzieliście</w>
			<w>O remanencie?</w>
			<w>A gdy tak huknął &ndash;</w>
			<w>Kierownik z szacunku</w>
			<w>Dwukrotnie puknął,</w>
			<w>Zawył: &ndash; Ratunku!</w>
			<w>A następnie</w>
			<w>Łzami siknie,</w>
			<w>Jak nie klęknie,</w>
			<w>jak nie jęknie,</w>
			<w>jak nie ryknie</w>
			<w>Niczym kocur</w>
			<w>W seradeli:</w>
			<w>&ndash; Przebacz wodzu,</w>
			<w>My wiedzieli!</w>
			<w>A dobry szef</w>
			<w>Przygładził brew,</w>
			<w>Rzęsami skinął,</w>
			<w>Uścisnął dłoń mu,</w>
			<w>Pogładził skroń mu</w>
			<w>I rzekł</w>
			<w>ów zacny człowiek:</w>
			<w>&ndash; Tak być powinno!</w>
			<w>Albowiem pamiętajcie</w>
			<w>I dzieciom powtarzajcie</w>
			<w>Codzień i przy święcie:</w>
			<w>Zły to handlowiec</w>
			<w>I okaz ciury</w>
			<w>Co się nie dowie</w>
			<w>O remanencie</w>
			<w>Z góry, Howgh!</w>
			<w>Tu się ucałowali</w>
			<w>po pleckach poklepali,</w>
			<w>Zapalili carmena</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Remanent II</tytul>
		<comment>w tle &plqq;Noc na Łysej Górze&prqq;</comment>
		<tekst>
			<w>Hej remanent remanent,</w>
			<w>Panny wysztyftowane,</w>
			<w>A kasjerka</w>
			<w>U fryzjerki</w>
			<w>Każe sobie zrobić</w>
			<w>Z tyłu koczek,</w>
			<w>Z przodu loczek,</w>
			<w>Żeby tę komisję dobić,</w>
			<w>Oczarować</w>
			<w>I zblatować</w>
			<w>I wogóle usposobić</w>
			<w>Przychylnie gości,</w>
			<w>W razie gdyby</w>
			<w>Wykryli</w>
			<w>Jakie-takie</w>
			<w>Lub owakie</w>
			<w>Niedokładności.</w>
			<w>Magnifika</w>
			<w>Kierownika</w>
			<w>Mu goździka</w>
			<w>W klapę wtyka</w>
			<w>I mu każe wziąć garnitur</w>
			<w>Stary</w>
			<w>Cały w plamy od konfitur</w>
			<w>I po molach w szpary,</w>
			<w>Bo jakby wziął nowy</w>
			<w>(chociaż mu w nim ładnie)</w>
			<w>To by mogło przyjść do głowy</w>
			<w>Komisji remanentowej</w>
			<w>Że kierownik kradnie&hellip;</w>
			<w>A ona,</w>
			<w>Znaczy ta żona,</w>
			<w>Wtedy trupem padnie.</w>
			<w>Kierownik po sklepie lata:</w>
			<w>&ndash; Słuchaj Hanka!</w>
			<w>Lepsza mała superata</w>
			<w>Od dużego manka</w>
			<w>Magazynier &ndash; stoik</w>
			<w>Sprawdza każdy słoik,</w>
			<w>Ile słoi</w>
			<w>W rzędzie stoi,</w>
			<w>I czy leży</w>
			<w>Gdzie należy</w>
			<w>Każda jedna paczka&hellip;</w>
			<w>Wtem róg zadął,</w>
			<w>Wleciał goniec:</w>
			<w>&ndash; Jadą, jadą!</w>
			<w>&ndash; To już koniec!</w>
			<w>Wrzasnęła sprzątaczka</w>
			<w>I jak sprzątała</w>
			<w>W sieniach,</w>
			<w>Tak zemdlała</w>
			<w>Z wrażenia.</w>
			<w>Oto już straszliwa</w>
			<w>Jedzie komisyja,</w>
			<w>Limuzyna siwa</w>
			<w>Raźno się uwija,</w>
			<w>Jedzie jedzie komisarz</w>
			<w>Cały w złocie jak cysarz,</w>
			<w>Jadą jadą hajduki</w>
			<w>W blasku getrów i swetrów,</w>
			<w>każdy ma po dwie sztuki</w>
			<w>Arytmometrów,</w>
			<w>Jedzie protokólantka</w>
			<w>Jak filmowa amantka,</w>
			<w>A na końcu groźny</w>
			<w>I wąsaty woźny</w>
			<w>Jak wielki oboźny,</w>
			<w>U &ndash; ha!</w>
			<w>&ndash; W dwuszeregu zbiórka!</w>
			<w>Znieruchomiał szereg,</w>
			<w>Odśpiewał mazurka</w>
			<w>I wciągnął banderę.</w>
			<w>Komisarz kroczy,</w>
			<w>Noga za nogą,</w>
			<w>Patrzy im w oczy,</w>
			<w>Wzrok w dusze wraża:</w>
			<w>&ndash; Czołem, załogo!</w>
			<w>&ndash; Ku chwale tela sarza!!!</w>
			<w>Pokraśniał</w>
			<w>Na odzew taki,</w>
			<w>Się zaśmiał:</w>
			<w>&ndash; Ech wy, kozaki!</w>
			<w>I przy okrzykach</w>
			<w>Hip hip hura,</w>
			<w>Do kierownika</w>
			<w>Wkroczył biura</w>
			<w>W całej asyście</w>
			<w>W całym swym sprzęcie</w>
			<w>I spytał: Czyście</w>
			<w>Coś wiedzieliście</w>
			<w>O remanencie?</w>
			<w>Kierownik zadrżał</w>
			<w>Jak liść topoli:</w>
			<w>&ndash; Pan nas obraża,</w>
			<w>A to boli&hellip;</w>
			<w>A dobry szef</w>
			<w>Czując, że brew</w>
			<w>Łza jemu zrasza,</w>
			<w>Uścisnął dłoń mu,</w>
			<w>Pogładził skroń mu,</w>
			<w>I rzekł</w>
			<w>Ów zacny człek:</w>
			<w>&ndash; Przepraszam!</w>
			<w>&hellip;a wówczas w głębi piekieł, ohydne szatany</w>
			<w>Z niewymowną uciechą puściły się w tany&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Repetycja</tytul>
		<tekst>
			<w>Dawno temu majster w cechu</w>
			<w>Mawiał do chłopięcia:</w>
			<w>Masz tu pyszne ciastko Lechu</w>
			<w>Tylko nie rób spięcia!</w>
			<w>Ale chłopię, jak to chłopię,</w>
			<w>Lekceważy ciastko</w>
			<w>I &ndash; choć prąd okropnie kopie &ndash;</w>
			<w>Wtyka paluch w gniazdko.</w>
			<w>Jak nie walnie, jak nie buchnie,</w>
			<w>Dymi się w pokoju,</w>
			<w>Wysadziło sracz i kuchnię,</w>
			<w>narobiło gnoju.</w>
			<w>Skoczył Lechu z błyskiem w oku,</w>
			<w>Lata z młotkiem, z klajstrem,</w>
			<w>Ponaprawiał wszystko wokół,</w>
			<w>Sam jest teraz majstrem,</w>
			<w>Ma już ucznia, i czasami</w>
			<w>Mawia do chłopięcia:</w>
			<w>&ndash; Masz tu placek ze śliwkami,</w>
			<w>Tylko nie rób spięcia!</w>
			<w>Ale chłopię, jak to chłopię&hellip; itd.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rewanż</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto romantyzm, poezja czysta,</w>
			<w>Fakt godny pieśni, wierszy, pomników:</w>
			<w>Pobrał się Gucio, biedny artysta,</w>
			<w>Z córką wytwórcy bubli z plastiku.</w>
			<w>Gucio na studiach przymierał głodem.</w>
			<w>Z buta mu nóżka sterczała bosa,</w>
			<w>Prywaciarz zaś miał willę z ogrodem,</w>
			<w>Fiata, żaglówkę i psa &ndash; cwajnosa.</w>
			<w>Gucio swą wiedzę rozszerzał stale,</w>
			<w>W nocy o nowych prądach rozmawiał,</w>
			<w>Prywaciarz robił z plastiku lale</w>
			<w>Takie paskudne, że tylko pawia&hellip;</w>
			<w>Więc po bogatym i hucznym ślubie</w>
			<w>Gucio odwetu poczuł chęć zgubną,</w>
			<w>za wieszczem mruknął dwakroć: &ndash; To lubię!</w>
			<w>Poczem urządził im noc poślubną!</w>
			<w>Im &ndash; to znaczyło całej rodzinie,</w>
			<w>Wszystkim zapewnił przeżycia miłe!</w>
			<w>Najpierw nogami grał na pianinie,</w>
			<w>Potem teściową uszczypnął w tyłek,</w>
			<w>Stryjowi przylał po plecach kotkiem</w>
			<w>Rasy syjamskiej, podlał cyprysy,</w>
			<w>Poczem po domu jął latać z młotkiem</w>
			<w>Pytając grzecznie gdzie są serwisy?</w>
			<w>Znalazł je wreszcie. Trwało to kwadrans,</w>
			<w>(bo Rosenthale łatwo się tłuką!)</w>
			<w>Następnie oblał ketchupem szwagra</w>
			<w>A babcię nazwał starą Łazuką&hellip;</w>
			<w>Mnóstwo atrakcji wymyślił jeszcze,</w>
			<w>Używał noża, pałki, powroza,</w>
			<w>Wreszcie swą żonę, niewinne dziewczę</w>
			<w>Zmusił do takich rzeczy, że zgroza&hellip;</w>
			<w>W dodatku wszystkich tak upił przytem</w>
			<w>Że straszne było to widowisko!</w>
			<w>Aż późną nocą, czy bladym świtem</w>
			<w>Sam padł na brudne pobojowisko.</w>
			<w>Wtedy prywaciarz &ndash; spytał autora</w>
			<w>Co ten wiersz właśnie pisał w kąciku:</w>
			<w>&ndash; Przepraszam, jaki w tym wierszu jest morał?</w>
			<w>Czy to satyra na rzemieślników?</w>
			<w>Autor zaś spojrzał na niego miło,</w>
			<w>Odbiło mu się ciut po portwajnie,</w>
			<w>I rzekł życzliwie: &ndash; Wont, świńskie ryło!</w>
			<w>Morału nie ma! Ale jest fajnie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rezultat</tytul>
		<tekst>
			<w>Zdarzyło się Dreptakowi to co się innym zdarza:</w>
			<w>Poczuł się dziwnie słabo, więc poszedł do lekarza.</w>
			<w>Lekarz go grzecznie przyjął, spytał się jakie ma bóle,</w>
			<w>Zajrzał mu w oczy, w uszy, i mówi: &ndash; Zdejm pan koszulę!</w>
			<w>Dreptak się strasznie zawstydził, krew mu zalała jagody,</w>
			<w>Bo była tam sekretarka wręcz nieprzeciętnej urody&hellip;</w>
			<w>Ale co robić&hellip; ściągnął&hellip;, stoi półnagi bidaka,</w>
			<w>A lekarz powiedział: &ndash; Panie, pan jesteś okaz zdechlaka!</w>
			<w>Taż panu się wszystko &ndash; powiada &ndash; jak galareta trzęsie!</w>
			<w>I przytaknął na dowód palcem w najbliższy z brzegu mięsień,</w>
			<w>A mięsień na chudej rączce zadrżał i jęknął jak guma,</w>
			<w>A jego właściciel ze wstydu o mało na miejscu nie umarł.</w>
			<w>Więc lekarz zaczął go rugać, pouczać i sztorcować,</w>
			<w>&ndash; Pan się &ndash; powiada &ndash; panie, musisz gimnastykować!</w>
			<w>Pan musisz robić przysiady, pan musisz dźwidać ciężary,</w>
			<w>Nasz pacjent coś pisnął, zapłacił i pędem wyleciał z biura</w>
			<w>A za jakiś czas do doktora przyszła potężna figura!</w>
			<w>Wszędzie tysiące muskułów jak spore bochny chleba!</w>
			<w>&ndash; Nazwisko? &ndash; zapytał doktor, a postać odrzekła: &ndash; Dreptak</w>
			<w>&ndash; Co, Dreptak? &ndash; zakrzyknął doktor i wzruszył się, choć był cynik</w>
			<w>I szepnął ze łzami w oczach: &ndash; No patrz pan, co za wynik!</w>
			<w>Od dziś się w świecie lekarskim nareszcie na serio liczę!</w>
			<w>Z takiego zdechlaka Dreptaka zrobił się Dreptak byczek!</w>
			<w>Zdejmuj no pan koszulę! Lecz postać odrzekła z chichotem:</w>
			<w>&ndash; Koszulę panie doktorze to może&hellip; ten tego&hellip; potem&hellip;</w>
			<w>A wogóle to ja nie jestem Dreptak, lecz Dreptakowa&hellip;</w>
			<w>&ndash; Co??? Żona tamtego Dreptaka???</w>
			<w>&ndash; Żona? Skąd znowu? Wdowa!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rezun i rezus</tytul>
		<tekst>
			<w>Trochę pieszo, trochę autobusem</w>
			<w>Podróżują rezun z rezusem.</w>
			<w>Rezun kiedyś urządzał rzezie,</w>
			<w>A dziś siwe nitki ma w plerezie.</w>
			<w>Rezus kiedyś miał własne stado,</w>
			<w>A dziś tylko uśmiecha się blado.</w>
			<w>Czasem siądą u przydrożnej sosny,</w>
			<w>Wzrok ich smutny, a widok żałosny.</w>
			<w>Wspomni rezun rodzinne porohy</w>
			<w>I łzy zaraz mu lecą jak grochy.</w>
			<w>Duma rezus o kongijskich wierchach,</w>
			<w>Aż mu żywiej krąży we krwi czynnik Rh..</w>
			<w>Myśli rezun, że już nie ten sezon,</w>
			<w>I opuszcza rezuna rezon.</w>
			<w>Kombinuje osowiały rezus,</w>
			<w>Że już nie jest wśród rezusów krezus&hellip;</w>
			<w>Noc nadchodzi&hellip; limfatyczna łuna</w>
			<w>Zimnym światłem oblewa rezuna.</w>
			<w>W nieprzytulnym cieniu kaktusa</w>
			<w>Mętnym blaskiem lśnią oczy rezusa.</w>
			<w>Szepcze wietrzyk, poruszając petunie:</w>
			<w>&ndash; Nie rezonuj, rezerwisto-rezunie,</w>
			<w>Nie dla ciebie śniadanka u Loursa,</w>
			<w>Nie dla twego rezusa resursa!</w>
			<w>Dobry Boże, przyślij jakieś auto,</w>
			<w>Niech zabierze kozaka z tą małpą,</w>
			<w>Wszyscy wiemy, jakie mają plusy</w>
			<w>I rezuny stare, i rezusy.</w>
			<w>Niech nie siedzą przy polnej drodze</w>
			<w>Zasłużeni i zmęczeni srodze,</w>
			<w>Daj im chatę, szkło i ananas,</w>
			<w>A to miejsce nich się zwolni. Dla nas.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Robert</tytul>
		<tekst>
			<w>I znowu strzał morderczy padł,</w>
			<w>I świat oniemiał znowu &ndash;</w>
			<w>Za starszym &ndash; odszedł młodszy brat</w>
			<w>Na Pola Wiecznych Łowów.</w>
			<w>Przedłuża się koszmarny cykl,</w>
			<w>Wyrasta grób za grobem &ndash;</w>
			<w>Prezydent, Martin Luther King</w>
			<w>I uśmiechnięty Robert.</w>
			<w>Dziś znów słyszymy znany ton:</w>
			<w>&ndash; Odszedłeś przyjacielu&hellip;</w>
			<w>Jastrzębi, wyostrzony szpon</w>
			<w>Nie chybia nigdy celu.</w>
			<w>Mordercę pewnie wrzód lub rak</w>
			<w>W najbliższym czasie zgubi,</w>
			<w>Albo go ktoś zastrzeli, tak</w>
			<w>Jak Lee Oswalda &ndash; Ruby.</w>
			<w>Z Kennedych został jeszcze Ed,</w>
			<w>Więc &ndash; zanim życie straci &ndash;</w>
			<w>Być może będzie dalej szedł</w>
			<w>Tropami starszych braci.</w>
			<w>Bo taje śnieg i spada liść</w>
			<w>I rzeki czasu płyną,</w>
			<w>A dobrzy ludzie muszą iść</w>
			<w>I muszą w marszu ginąć</w>
			<w>Aż braknie luf i braknie kul</w>
			<w>Na wszystkich lądach świata,</w>
			<w>A cały żal i cały ból</w>
			<w>Porazi rękę kata.</w>
			<w>O Ameryko, pragnął bym</w>
			<w>Wierzyć twym ideałom,</w>
			<w>Ale nie opadł jeszcze dym</w>
			<w>Tragicznych trzech wystrzałów,</w>
			<w>A z tego dymu wyrósł mur</w>
			<w>Co szczelnie nas oddziela,</w>
			<w>Że u nas czasem też trwa spór?</w>
			<w>To fakt.</w>
			<w>Lecz nikt nie strzela.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rodak</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto jest gość z tak zwanym drygiem,</w>
			<w>Epoki kwintesencja czysta:</w>
			<w>W każdym bądź razie inteligent,</w>
			<w>Choć nie intelektualista.</w>
			<w>Ma swe detale pozytywne,</w>
			<w>I negatywne ma detale,</w>
			<w>Przeważnie szatyn, oko piwne,</w>
			<w>Twarz ogolona dość niedbale,</w>
			<w>Pracuje w tym czy innym biurze,</w>
			<w>Coś pisze, albo kreśli tuszem,</w>
			<w>Uwielbia chodzić w garniturze</w>
			<w>Co mu się zdaje być kontuszem.</w>
			<w>Gdy zaczynają się upały &ndash;</w>
			<w>Nasz rodak z Bielska lub z Wrocławia</w>
			<w>Zmienia półbuty na sandały</w>
			<w>Ale garnitur pozostawia!</w>
			<w>I kroczy po codziennych drogach</w>
			<w>Kmiecy zarazem i szlachecki,</w>
			<w>Jak gdyby boso, a w ostrogach,</w>
			<w>Ciut cham, ciut Kordian, ciut Kordecki&hellip;</w>
			<w>Nie wierzy że są Wszyscy Święci,</w>
			<w>Najwyżej ze trzy &ndash; cztery sztuki,</w>
			<w>Cieszą go mierni recenzenci</w>
			<w>Psioczący na upadek sztuki,</w>
			<w>Ma swoje różne tycie zyski</w>
			<w>I swe radości, również tycie,</w>
			<w>WIe prawie wszystko o Olbrychskim</w>
			<w>A prawie nic o Kohn-Bendit'cie,</w>
			<w>Na meczach dopinguje ostro,</w>
			<w>Modli się żebyśmy im wlali,</w>
			<w>Na wczasach lubi być starostą</w>
			<w>Żeby się wszyscy go słuchali.</w>
			<w>Z autorów lubi Fleszarową,</w>
			<w>Z przysmaków, to najbardziej setę.</w>
			<w>Książeczkę ma samochodową,</w>
			<w>A jak na razie ma MZ-etę.</w>
			<w>W sumie nie mały i nie duży,</w>
			<w>Gdzieś tak &ndash; powiedzmy &ndash; na parterze,</w>
			<w>Lecz gdy się czymś porządnie wkurzy</w>
			<w>Wtedy wyłazi zeń szwoleżer.</w>
			<w>Robi się dzielny, patetyczny</w>
			<w>Lecz patos w dobrym to rodzaju!</w>
			<w>I taki fajny jest i śliczyny</w>
			<w>Że staje się ozdobą kraju,</w>
			<w>Herosem, bohaterem wojny,</w>
			<w>Autorem pozytywnych przemian!</w>
			<w>&hellip;ale przeważnie jest spokojny.</w>
			<w>A wtedy jest nie do zniesienia&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Romans z ćwierćinteligentką</tytul>
		<tekst>
			<w>Ponoć dwa razy daje ten, kto daje prędko,</w>
			<w>Myślałem, kręcąc romans z ćwierćinteligentką.</w>
			<w>Już po krótkich staraniach, jak rybak na wędkę</w>
			<w>Złapałem upatrzoną ćwierćinteligentkę.</w>
			<vsp/>
			<w>Była młoda i ładna, pokochałem więc ją,</w>
			<w>Nie zrażając się wcale ćwierćinteligencją.</w>
			<w>Niestety, moja radość skończyła się wartko</w>
			<w>Gdy ćwierćinteligentka upiła się ćwiartką.</w>
			<vsp/>
			<w>Przedtem tylko się śmiała lub milczała skrzętnie,</w>
			<w>A teraz dawaj gadać ćwierćinteligentnie.</w>
			<w>Przez jakieś pół godziny truła jak najęta</w>
			<w>Na temat swego męża półinteligenta.</w>
			<vsp/>
			<w>Że dowcipny, bo wlazłszy onegdaj na szafę</w>
			<w>Spadł na pysk&hellip;</w>
			<w>&ndash; Ha! &ndash; mruknąłem &ndash; cóż za auto da fe!</w>
			<w>Ta ćwierćinteligentka naparła się gwałtem</w>
			<w>Wołając: &ndash; Da pfe auto! Ja ciem jechać autem!</w>
			<vsp/>
			<w>I dalej warczeć, trąbić głośniej od Bentleya.</w>
			<w>&ndash; Ach &ndash; szepnąłem &ndash; urocza onomatopeja!</w>
			<w>Zaś ćwierćinteligentka fryzurą tlenioną</w>
			<w>Potrząsnąwszy, spytała: &ndash; To peja ma ono???</w>
			<vsp/>
			<w>Przy tym tak uroczego zrobiła zezika,</w>
			<w>Że krzyknąłem ze śmiechem: &ndash; Oto vis comica!</w>
			<w>&ndash; Owszem &ndash; inteligentki ćwiartka, z dumą w głosie</w>
			<w>Odparła &ndash; Wim komika z cyrku numer osiem!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Jeździ po świecie, ale czasem tu zaglunda&hellip;</w>
			<w>&ndash; Ha &ndash; westchnąłem &ndash; rzecz zwykła, terra est rotunda&hellip;</w>
			<w>Jej ćwierćinteligencja stopniała do zera,</w>
			<w>Bo beknęła bezmyślnie: &ndash; Co, powiadasz, tera???</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Tera? Tera rotunda! &ndash; wrzasnąłem z rozpaczą,</w>
			<w>I zdjąwszy płaszcz &ndash; rotundę &ndash; dusić żem ją zaczął,</w>
			<w>Krzycząc przy tym &plqq;Apage, giń, bo cię nie znoszę!&prqq;</w>
			<w>A ta, słysząc &plqq;Apage&prqq;, pyta: &ndash; A co, proszę?</w>
			<vsp/>
			<w>Wtedy od niej uciekłem, i do jednej Zofii</w>
			<w>Przystałem, co doktorat robi z filozofii,</w>
			<w>A mądra!&hellip; choć brzydotą wyróżnia się w tłumie&hellip;</w>
			<w>&hellip;inna rzecz, że tu znowu ja jej nie rozumiem</w>
			<vsp/>
			<w>I czuję kiełkującą we mnie myśl obłędną</w>
			<w>Że ćwierćinteligencja jest miarą dość względną!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Roślinka</tytul>
		<tekst>
			<w>Ach, ileż huku, stuku,</w>
			<w>Oraz sensacja jaka!</w>
			<w>Coś wyrosło w ogródku</w>
			<w>Bazylego Dreptaka!</w>
			<w>Poprzednio nic nie rosło</w>
			<w>Oprócz pewnej jaszczurki,</w>
			<w>Paru pokrzyw i ostów</w>
			<w>Oraz Dreptaka córki,</w>
			<w>Co rosła jak zwariowana</w>
			<w>(jak ta młodzież dzisiejsza)</w>
			<w>I miała o, takie kolana,</w>
			<w>A takie o te, zresztą mniejsza&hellip;</w>
			<w>Aż tu nagle w sobotę</w>
			<w>Coś wyrosło pod płotem,</w>
			<w>Ni to pies, ni to koza,</w>
			<w>Ni krokodyl, ni brzoza,</w>
			<w>Listeczki rozwija,</w>
			<w>Pączki wypuściło,</w>
			<w>O Jezu, Maryja,</w>
			<w>Po co nam to było?</w>
			<w>Przyszedł jeden naukowiec:</w>
			<w>&ndash; To jest coś w rodzaju owiec,</w>
			<w>Tyle, że z korzeniem!</w>
			<w>Przyszedł ksiądz Chudzielak,</w>
			<w>Niedługo zabawił,</w>
			<w>Zainkasował śmierdziela</w>
			<w>I to coś pobłogosławił.</w>
			<w>Przyleciał z ulicy</w>
			<w>Komendant dzielnicy,</w>
			<w>Sprawdzić czy to nie są</w>
			<w>Obcy najemnicy,</w>
			<w>Personalny głosem rzewnym</w>
			<w>Spytał się Dreptaka mile:</w>
			<w>&ndash; Nie macie wy, Dreptak, krewnych,</w>
			<w>Dajmy na to w Chile?</w>
			<w>Przyjechała świekra</w>
			<w>Dupersztym Euforia</w>
			<w>I z miejsca orzekła:</w>
			<w>&ndash; To wszystko przez Ormian!</w>
			<w>Przywieźli w trzy pary taczek</w>
			<w>Mózg elektronowy,</w>
			<w>Gdy przypatrzył się biedaczek,</w>
			<w>Dostał bólu głowy,</w>
			<w>Łyknął pięć proszków,</w>
			<w>Pogryzł się z psem,</w>
			<w>Pomyślał troszku</w>
			<w>I wrzasnął: &ndash; Wiem!</w>
			<w>To nie żadna kasza,</w>
			<w>Ani nie abstrakcja,</w>
			<w>Tylko to jest nasza</w>
			<w>Ciasna, ale własna</w>
			<w>Mała stabilizacja!</w>
			<w>Juhu!</w>
			<w>Tu Dreptak z wyrazem smutku</w>
			<w>Ozwał się żałośnie:</w>
			<w>&ndash; Co za gleba w tym ogródku!</w>
			<w>Człowiek sieje, a bez skutku,</w>
			<w>Wciąż <tsp>nie to</tsp> mu rośnie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rozczarowanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Krupa się krupi, tułacz się tuli,</w>
			<w>Coś pohukuje hen w gaju,</w>
			<w>Dreptak jak głupi w białej koszuli</w>
			<w>Stoi przed wejściem do raju.</w>
			<w>Tylko co właśnie mu się umarło,</w>
			<w>Gdy w główkę kopnął go konik,</w>
			<w>Teraz bielutkie ma prześcieradło,</w>
			<w>A nad łysinką &ndash; neonik.</w>
			<w>Jeszcze mu w zębach dymi się fajka,</w>
			<w>Co fajczył ją, kiedy kipnął,</w>
			<w>Ale już w ręku tkwi bałałajka,</w>
			<w>Ale już w oczach błękitno&hellip;</w>
			<w>Stoi ten Dreptak grzecznie, jak trzeba,</w>
			<w>I myśl mu w głowie się przędzie:</w>
			<w>&ndash; No, tera zara pójdę do nieba,</w>
			<w>A w niebie to ale będzie!</w>
			<w>Tu wciągnął brzuszek, zagiął paluszek</w>
			<w>I puku-puku do furtki,</w>
			<w>A tam wyskoczył jakiś staruszek</w>
			<w>W samych galotkach, bez kurtki,</w>
			<w>I wnet wygłosił doń krótką mowę,</w>
			<w>I rozwiał jego nadzieje:</w>
			<w>&ndash; Taż nie wiesz, że życie pozagrobowe</w>
			<w>W ogóle wszak nie istnieje!</w>
			<w>Nieraz mówiono ci na szkoleniu,</w>
			<w>Żebyś był światły i świadom,</w>
			<w>Aleś ty pewnie nie słuchał, leniu,</w>
			<w>Alboś nie wierzył wykładom!</w>
			<w>Nie stercz jak kołek, zjeżdżaj i kwita</w>
			<w>I przestań mi robić zator!</w>
			<w>&ndash; A pan kto taki? &ndash; Dreptak zapytał,</w>
			<w>Dziadek zaś rzekł: &ndash; Informator!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rozmowa intelektualna</tytul>
		<tekst>
			<w>Ty nie mów do mnie darling, honey,</w>
			<w>Ty nie porównuj mnie z ruczajem,</w>
			<w>Ty mnie fasolki zrób duszonej,</w>
			<w>Niechże się raz do syta najem!</w>
			<w>Drugiego dna ty mi na silę</w>
			<w>Nie wmawiaj, bo dostaję kolki.</w>
			<w>Już tyle razy cię prosiłem,</w>
			<w>Ty mnie duszonej zrób fasolki.</w>
			<w>Tak, kocham Kafkę i Rilkego,</w>
			<w>I owszem, Joyce'a też doceniam,</w>
			<w>Ale ty powiedz mi, dlaczego</w>
			<w>Się nie zabierasz do pichcenia?</w>
			<w>Owszem, Karpowicz się zazębia</w>
			<w>Z Goethem, Bizetem i Petrarką,</w>
			<w>Ale już przestań mnie pogłębiać,</w>
			<w>Ożeż ty jakaś pogłębiarko!</w>
			<w>Że co? Wyrażam się niejasno?</w>
			<w>Nie czytaj mi fragmentów Manna!</w>
			<w>Ty mi fasolki zrób na kwaśno,</w>
			<w>Czy mam cię błagać na kolanach???</w>
			<w>Przestań mi tu wyjeżdżać z Griegiem,</w>
			<w>Czniam wszystkie gamy i bemole.</w>
			<w>I owszem, jestem inteligent,</w>
			<w>Lecz mam apetyt na fasolę!!!</w>
			<w>Patrz, ja całuję ciebie w czółko,</w>
			<w>Ba, nawet ci całuję ręce,</w>
			<w>Mów ty o Griegu z przyjaciółką,</w>
			<w>A mnie fasolkę zrób naprędce.</w>
			<w>Ja wiem, że w tobie uczuć gamy</w>
			<w>Dźwięczą jak w każdej dobrej Polce,</w>
			<w>Więc się umówmy: Pogadamy,</w>
			<w>Ale dopiero po fasolce!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rozmowa ze Lwowem</tytul>
		<tekst>
			<w>Bądź zdrowy, Lwowie! Chociaż z ostatnimi</w>
			<w>Opuszczam mury Twoje prawiekowe</w>
			<w>i chociaż biorę garść Twej świętej ziemi</w>
			<w>Na życie nowe &ndash;</w>
			<w>Czuję się zdrajcą, żem w ciężkiej potrzebie</w>
			<w>nie zginął raczej, zamiast rzucić Ciebie.</w>
			<w>Przebacz mi, Lwowie&hellip; W godziny wieczorne,</w>
			<w>gdy słucham, z sercem ciążącym jak ołów,</w>
			<w>czy może dzwony usłyszę nieszporne</w>
			<w>Twoich kościołów &ndash;</w>
			<w>Modlitwy moje w Twoją lecą stronę &ndash;</w>
			<w>Grodzie mych ojców. Miasto wymarzone!</w>
			<w>W daleką stronę rzuciłeś nas Boże!</w>
			<w>Ludzie tu obcy &ndash; ich dusze jałowe</w>
			<w>nie rozumieją, jak tęsknić może</w>
			<w>serce kresowe&hellip;</w>
			<w>Nie mogą pojąć, że na śląskiej ziemi</w>
			<w>Lwów nam się marzy z kościoły swoimi.</w>
			<w>Bądź zdrowe, Miasto! Zanim noc nastanie,</w>
			<w>z duszą stęsknioną, ale nieugiętą,</w>
			<w>chcę Ci ślubować swe wierne oddanie</w>
			<w>przysięgą świętą:</w>
			<w>iż krwią wywalczę mury Twoje stare</w>
			<w>albo w popioły przemienić się szare!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rozmowa z księdzem</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a jeśli istnieje niebo</w>
			<w>(bo może? Choć raczej wątpię)</w>
			<w>I jeśli w dniu mego pogrzebu</w>
			<w>Do tego nieba wstąpię</w>
			<w>(w co także wątpię raczej),</w>
			<w>I przyjdzie mi tam posiedzieć,</w>
			<w>To kogoż ja tam zobaczę?</w>
			<w>Bo wolałbym z góry wiedzieć,</w>
			<w>Czy spotkam na gwiezdnej połaci</w>
			<w>Wyłącznie aniołki białe,</w>
			<w>Czy którąś ze znanych postaci,</w>
			<w>Co ją za życia kochałem?</w>
			<w>Czy mi recepcja niebiańska</w>
			<w>Pokój przydzieli musem?</w>
			<w>Bo ja bym chciał, proszę państwa,</w>
			<w>Na przykład z panem Prusem</w>
			<w>Lub z panem Gary Cooperem</w>
			<w>Czy z Izaakiem Bablem,</w>
			<w>A tutaj mnie na kwaterę</w>
			<w>Z Kraszewskim wpakują nagle</w>
			<w>Albo mój jeden przyjaciel</w>
			<w>Do mego pokoju wlizie</w>
			<w>I znowu powie: &ndash; Wiesz, bracie,</w>
			<w>Poznałem o&hellip; taaaką cizię!</w>
			<w>A ja bym chciał porą wieczorną</w>
			<w>Mieć taką cudowną szansę</w>
			<w>Pogadać z Marylin Monroe</w>
			<w>I z Anatolem Francem,</w>
			<w>I może ze swoim tatą,</w>
			<w>Bo znałem go bardzo mało&hellip;</w>
			<w>Hej, dużo dałbym za to,</w>
			<w>Żeby tak właśnie się stało,</w>
			<w>Ale się tam nie wybiorę,</w>
			<w>Bo jakby mnie kto ulokował</w>
			<w>Z Rabindranathem Tagore,</w>
			<w>Tobym natychmiast zwariował,</w>
			<w>Lub z Marią Konopnicką&hellip;</w>
			<w>Ta myśl sen z powiek mi spędza&hellip;</w>
			<w>Nie, wolę iść drogą laicką,</w>
			<w>Bardzo przepraszam księdza!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Różnica stylu</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, były kiedyś dwa księstwa,</w>
			<w>Rządzili w nich dwaj kneziowie,</w>
			<w>A obaj słynni z męstwa</w>
			<w>I obaj Dreptakowie;</w>
			<w>jeden Dreptak bazyli,</w>
			<w>A drugi Pitigrilli.</w>
			<w>Obaj swe armie mieli</w>
			<w>Zbrojne w miecze i włócznie,</w>
			<w>I obaj dni swoich imienin</w>
			<w>Święcili bardzo hucznie,</w>
			<w>Ten Dreptak Pitigrilli</w>
			<w>I ten drugi, Bazyli.</w>
			<w>Książę Bazyli Dreptak</w>
			<w>Na swoje imieniny</w>
			<w>W gazetach i prospektach</w>
			<w>Opisywał swe czyny,</w>
			<w>Żeby wszyscy mówili:</w>
			<w>&ndash; Fajny jest ten Bazyli!</w>
			<w>I kazał swe życiorysy</w>
			<w>Wydawać, i podobizny,</w>
			<w>A pod nimi podpisy:</w>
			<w>&ndash; Dreptak to chluba ojczyzny!</w>
			<w>I wszyscy mu kadzili:</w>
			<w>&ndash; Wspaniały kneź ten Bazyli!</w>
			<w>Wszystko to była prawda,</w>
			<w>Dreptak był fajny gość,</w>
			<w>Ale po kilku latkach</w>
			<w>Wszyscy go mieli dość,</w>
			<w>Ziewali i się skarżyli:</w>
			<w>&ndash; Ach, nudny kneź ten Bazyli!</w>
			<w>Natomiast Dreptak drugi</w>
			<w>Choć też stanowił chlubę</w>
			<w>I także miał zasługi &ndash;</w>
			<w>Schował przyłbicę w kubeł</w>
			<w>I zamknął się w swej willi</w>
			<w>Ten Dreptak Pitigrilli.</w>
			<w>Natomiast swoim podwładnym</w>
			<w>Kazał dać barszcz z uszkami,</w>
			<w>Oraz dziewczętom ładnym</w>
			<w>Kazał fikać nogami,</w>
			<w>I wszyscy się bawili</w>
			<w>Na święty Pitigrilli.</w>
			<w>A o sobie &ndash; ni słowa,</w>
			<w>Tylko juble, zabawy,</w>
			<w>Aż się zaczęła mowa:</w>
			<w>&ndash; Słuchajcie, on jest klawy!</w>
			<w>I wszyscy w krzyk uderzyli:</w>
			<w>&ndash; Brawo nasz Pitigrilli!</w>
			<w>A nazajutrz do pracy</w>
			<w>Szli, uśmiechnięci mile&hellip;</w>
			<w>Hej różni są Dreptacy</w>
			<w>I różne mają style,</w>
			<w>Żebyśmy zdrowi byli,</w>
			<w>To może być i Bazyli&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Rzepakowe lato</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;nie piszesz miły, do mnie z miasta,</w>
			<w>Pewnie się tam dopuszczasz zdrady,</w>
			<w>A tutaj rzepak już zarasta</w>
			<w>Naszych wędrówek wspólnych ślady.</w>
			<w>I kury obrabiają trzepak,</w>
			<w>Gdzieśmy trzepali kapę z łóżka</w>
			<w>I wszystko wokół zarósł rzepak,</w>
			<w>A w pewnej mierze i peluszka.</w>
			<w>Tatko nazwali cię łajdakiem,</w>
			<w>I rzekli, że się tobą brzydzą,</w>
			<w>I zarósł cały świat rzepakiem,</w>
			<w>Tylko gdzieniegdzie kukurydzą.</w>
			<w>Przy naszej ulubionej sośnie,</w>
			<w>Kędy igraliśmy przed rokiem,</w>
			<w>Też ten koszmarny rzepak rośnie</w>
			<w>I już mi on wychodzi bokiem.</w>
			<w>Tata coś gada o Dreptaku,</w>
			<w>Ze niby swaty, że wesele&hellip;</w>
			<w>Dreptak ma osiem ha rzepaku,</w>
			<w>Chyba się wezmę i zastrzelę&hellip;</w>
			<w>O miły mój, odezwijże się,</w>
			<w>Mówiłeś, że napiszesz sicher,</w>
			<w>Tu straszno w rzepakowym lesie,</w>
			<w>Wilki grasują, wyje wicher.</w>
			<w>I jakaś zmora się wylęga,</w>
			<w>I jakaś strzyga w gąszczu chodzi,</w>
			<w>I rzepak już do gardła sięga,</w>
			<w>Bo latoś wyrósł nam nad podziw.</w>
			<w>Może mu pomógł tak saletrzak,</w>
			<w>Zastosowany zbyt obficie,</w>
			<w>Bo nawet sam agronom Pietrzak</w>
			<w>Mówił, że wprost niesamowicie&hellip;</w>
			<w>Może to taki dziwny rodzaj,</w>
			<w>Krzyżowy typ miczurinowski,</w>
			<w>Albo zbyt mocno o urodzaj</w>
			<w>Pomodlił się ksiądz Rosołowski.</w>
			<w>&hellip;oto już ściemnia się na dworze,</w>
			<w>Już noc zasłania okna krepą,</w>
			<w>Pamiętasz? Zwykle o tej porze</w>
			<w>Tyś mnie nazywał swoją rzepą&hellip;</w>
			<w>&hellip;wczoraj usnęłam wśród alkowy,</w>
			<w>Ty śniłeś mi się, mój ideał,</w>
			<w>Oraz słodyszek rzepakowy,</w>
			<w>Co zeżarł cały nasz areał.</w>
			<w>Zbudziłam się, a wokół ino</w>
			<w>Ten rzepak, a w rzepaku tato,</w>
			<w>I w całej gminie Portofino</w>
			<w>Trwa straszne rzepakowe lato&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sąd boży</tytul>
		<tekst>
			<w>Kto żyw ciągnie na rynek,</w>
			<w>Od ciury do wielmoży,</w>
			<w>By ujrzeć pojedynek&hellip;</w>
			<w>Ba! Więcej, bo Sąd Boży!</w>
			<vsp/>
			<w>Rycerz Zenon Pokraka</w>
			<w>Cały w sławie i w bliznach</w>
			<w>Eustachego Dreptaka</w>
			<w>Na tę walkę był wyzwał.</w>
			<vsp/>
			<w>Wyzwał go od ostatnich,</w>
			<w>Oszustwa mu zarzucił,</w>
			<w>A nawet jemu w szatni</w>
			<w>Rękawicę w pysk rzucił!</w>
			<vsp/>
			<w>Dreptak ją w locie schwytał,</w>
			<w>Chwilę oczkami mrugał,</w>
			<w>Poczem chytrze zapytał:</w>
			<w>&ndash; No dobrze, a gdzie druga?</w>
			<vsp/>
			<w>Pokraką aż zachwiało</w>
			<w>Kiedy pytanie pojął:</w>
			<w>&ndash; Drugiej ci się zachciało?</w>
			<w>Teraz ty rzuć mi swoją!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Niestety &ndash; Dreptak odrzekł &ndash;</w>
			<w>Jestem biednym szlachetką,</w>
			<w>Rękawiczek nie noszę,</w>
			<w>Mogę rzucić skarpetką.</w>
			<vsp/>
			<w>Rycerz Pokraka zawył,</w>
			<w>Podniósł oczy do nieba</w>
			<w>I rzekł w sposób łaskawy:</w>
			<w>&ndash; Pfuj, dzięki, już nie trzeba!</w>
			<vsp/>
			<w>Zatrąbiono na wieżach,</w>
			<w>Zaczął się bój mocarny:</w>
			<w>Pokraka, wzór rycerza,</w>
			<w>Prawie Zawisza Czarny,</w>
			<vsp/>
			<w>I Dreptak, aferzysta,</w>
			<w>Co &ndash; jak głosi podanie &ndash;</w>
			<w>Sprzedał raz Turkom trzysta</w>
			<w>Sztuk chrześcijańskich panien.</w>
			<vsp/>
			<w>Uderzyli na siebie,</w>
			<w>Jednemu zginąć przyjdzie&hellip;</w>
			<w>Nawet słońce na niebie</w>
			<w>Stanęło, by się przyjrzeć!</w>
			<vsp/>
			<w>&hellip;Wtem z bitewnego pyłu,</w>
			<w>Przed oniemiałym tłumem</w>
			<w>Wycofał się do tyłu</w>
			<w>Nasz Dreptak, żując gumę,</w>
			<vsp/>
			<w>(wersja II przesłana przez Marka Rogalę)</w>
			<w>&hellip;Wtem z bitewnego pyłu,</w>
			<w>Większego niż na meczu rugby</w>
			<w>Wycofał się do tyłu Dreptak</w>
			<w>I rzekł &ndash; Tak jakby..</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś Pokraka krwią broczy</w>
			<w>I życie zeń uchodzi&hellip;</w>
			<w>Biskup wzniósł w górę oczy:</w>
			<w>&ndash; Boże, o co tu chodzi?</w>
			<vsp/>
			<w>Dlaczego rycerz mężny</w>
			<w>Podcięty jak pień tui?</w>
			<w>Czemu, o Wszechpotężny,</w>
			<w>Dałeś wygrać tej szui?</w>
			<vsp/>
			<w>Tu zabrzmiały fanfary</w>
			<w>I głos straszliwy rzecze:</w>
			<w>&ndash; Wyłącznie dlatego, mój stary,</w>
			<w>Że lepiej machał mieczem!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Scena dworska</tytul>
		<tekst>
			<w>Na zamkowej posadzce, zdobnej w pawimenty,</w>
			<w>W pozie zrezygnowanej i nad wyraz smutnej</w>
			<w>Lutnista z Siedmiogrodu, imć Berwark Walenty,</w>
			<w>Trącił niedbale dłonią struny swojej lutniej.</w>
			<w>Nikogo nie ucieszył tym i nie zadziwił,</w>
			<w>Zygmunt August na tronie był zaśnięcia bliski,</w>
			<w>A jego nowa żona, Barbara Radziwiłł,</w>
			<w>Oglądała w lusterku liczne już wypryski.</w>
			<w>Błazen Zyzio, co właśnie nastał po Stańczyku,</w>
			<w>Opowiadał dowcipy bardzo niskiej klasy,</w>
			<w>A w ponurej komnaty najdalszym kąciku</w>
			<w>Wredna teściowa Bona łatała arrasy</w>
			<w>Jedną ręką, zaś drugą precyzyjnie nader</w>
			<w>Italskie słodkie wino mieszała w pucharze,</w>
			<w>Wsypawszy tam uprzednio trujący kumader,</w>
			<w>Bo chciała zrobić kuku synowej Barbarze.</w>
			<w>Dojrzał to wierny pazik, uczuł litość dla niej,</w>
			<w>Więc lawirując zręcznie w sennych dworzan tłumie,</w>
			<w>Szepnął Barbarze w ucho: &ndash; Chcą cię otruć pani!</w>
			<w>Zaś Barbara mrugnęła na znak, że rozumie&hellip;</w>
			<w>Zaś kiedy jej podano kielich pełen jadu,</w>
			<w>Wspomniała swoją przeszłość rozpustną, a potem</w>
			<w>Przyszłość z drętwotą dworskich balów i obiadów,</w>
			<w>I wychyliła napój z wytwornym bulgotem,</w>
			<w>I spadła na posadzkę wśród szlochania ludu,</w>
			<w>A król przygadał Bonie: &ndash; Fe, nieładnie, matko!</w>
			<w>Ot, jakie rzeczy ludzie wyczyniają z nudów,</w>
			<w>A my się wciąż dziwimy naszym nastolatkom&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sen o firmie</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, chciałbym zostać farmerem,</w>
			<w>Mieć dwie dorodne córki,</w>
			<w>Na pocztę jeździć rowerem</w>
			<w>I nosić kapelusz z piórkiem,</w>
			<w>I wieprza bić raz do roku</w>
			<w>I trzymać w klatce kanarka,</w>
			<w>I dyskutować o zmroku</w>
			<w>Z sąsiadem, oparty o parkan,</w>
			<w>Że z grochem jest nienajlepiej,</w>
			<w>że gryka latoś wysoka,</w>
			<w>Że proszę przyjrzeć się rzepie</w>
			<w>Cóż to za piękny okaz,</w>
			<w>Że jutro będzie targ bydła,</w>
			<w>Więc może coś się zakupi,</w>
			<w>Że żona smaży powidła,</w>
			<w>I że aptekarz jest głupi,</w>
			<w>I chciałbym czytać romanse</w>
			<w>W rodzaju Trzech Muszkieterów</w>
			<w>Urządzać preferanse</w>
			<w>Dla okolicznych farmerów,</w>
			<w>Co przywoziliby z sobą</w>
			<w>Żony z zapachem kapusty</w>
			<w>I byłby także ksiądz proboszcz</w>
			<w>Wesoły, rumiany i tłusty</w>
			<w>I grało by się w karty</w>
			<w>Przy świetle lampy naftowej</w>
			<w>I by mówiło się żarty</w>
			<w>Proste, głupawe, nie nowe,</w>
			<w>A moje córki by stały</w>
			<w>W cieplutkim mroku, przy bramie,</w>
			<w>I coś poszeptywały</w>
			<w>Z rosłymi chłopakami,</w>
			<w>I chrabąszcz nadleciałby z mroku,</w>
			<w>I pies by warknął na ganku,</w>
			<w>I tak by już było co roku,</w>
			<w>W kółko i bez ustanku&hellip;</w>
			<w>A tu się drze telewizor</w>
			<w>I dusi papieros &plqq;Carmen&prqq;</w>
			<w>I goście pewnie przylizą&hellip;</w>
			<w>Hej, farmer ci ja, farmer&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sen o Marszałku</tytul>
		<tekst>
			<w>Śnił mi się wczoraj Pan Marszałek,</w>
			<w>Śnił mi się wczoraj, jako żywo!</w>
			<w>Wąsy miał długie, osiwiałe,</w>
			<w>I maciejówkę też miał siwą</w>
			<w>I jakąś troskę miał na twarzy,</w>
			<w>A gdy spytałem go o powód,</w>
			<w>Z goryczą w głosie się poskarżył:</w>
			<w>&ndash; Ot, i czepiają mnie się znowu!</w>
			<w>Łgali żem austryjacki agent,</w>
			<w>Ze cud nad Wisłą to Francuzi,</w>
			<w>Że faszyzm zaprowadzić chciałem,</w>
			<w>A teraz wszyscy &plqq;Józiu, buzi!&prqq;</w>
			<w>Toć to komedia, farsa czysta,</w>
			<w>Ze naraz do mnie tak przylgnęli!</w>
			<w>Wszak ja z profesji terrorysta,</w>
			<w>Z wiary przypadkiem ewangelik,</w>
			<w>Z potrzeby chwili jam dyktator,</w>
			<w>Zaś z charakteru raczej furiat&hellip;</w>
			<w>Lecz gdzie tam! Nie zważają na to</w>
			<w>Rząd, opozycja, MON i Kuria!</w>
			<w>Wciąż tylko o mnie &plqq;dziadek, dziadek&prqq;,</w>
			<w>Tfu, późne wnuki, słuchać hadko,</w>
			<w>Całujcie wy mnie wszyscy w zadek!</w>
			<w>Tu krzyk się podniósł:</w>
			<w>&ndash; Rozkaz, dziadku!</w>
			<w>Wódz się najpierw skonsternował,</w>
			<w>Potem uśmiechnął się uprzejmie</w>
			<w>I rzekł:</w>
			<w>&ndash; Ja już to proponował</w>
			<w>Endekom w przedwojennym sejmie,</w>
			<w>Ale nie chcieli w żaden sposób,</w>
			<w>Choć byłoby to ich zaszczytem,</w>
			<w>A teraz patrz pan! Tyle osób,</w>
			<w>I jacy jednomyślni przytem!</w>
			<w>Łatwiej obecnie rządzić krajem,</w>
			<w>Lecz nie skorzystam z koniunktury,</w>
			<w>Czołem, całujcie się nawzajem!</w>
			<w>Tu z hukiem uniósł się do góry,</w>
			<w>A późnym wnukom się zwiduje</w>
			<w>Parlament, w kółko ustawiony,</w>
			<w>Tak, żeby każdy kto całuje,</w>
			<w>Był całowany z drugiej strony.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sformułowanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Pisząc raz sprawozdanie w związku z konferencją</w>
			<w>W pewnym resorcie, jeden początkujący dziennikarz</w>
			<w>Użył zdania: &ndash; twarz pana ministra promieniała inteligencją!</w>
			<w>I zaniósł to sprawozdanie do swego naczelnika.</w>
			<vsp/>
			<w>A tamten włożył binokle, w ten tekst się wgryzał i wsysał,</w>
			<w>Aż doszedłszy do tego miejsca wzdrygnął się i wyszeptał:</w>
			<w>&ndash; O rany&hellip; pierwszy raz w życiu ktoś to w ten sposób napisał&hellip;</w>
			<w>Co wyście przez to chcieli powiedzieć, kolego Dreptak?</w>
			<vsp/>
			<w>Tu Dreptak z kolei się żachnął i speszył niewymowne.</w>
			<w>A czując na sobie wzrok szefa czujny i jakby ponury</w>
			<w>Wyjąkał: &ndash; Ja panie szefie nic nie chciałem&hellip; ja tak, dosłownie</w>
			<w>Szef odrzekł: &ndash; No no&hellip; zobaczymy&hellip; i jął czytać tekst po raz wtóry.</w>
			<vsp/>
			<w>Następnie w swym gabinecie się zamknął z sekretarzem redakcji</w>
			<w>Debatowali dość długo, a gdy woźny wszedł do pokoju</w>
			<w>To zastał ich obu pogrążonych w niepewności oraz w prostracji</w>
			<w>Z wyraźnymi objawami nagłego nerwowego rozstroju.</w>
			<vsp/>
			<w>Jak również z ogromnym katzem, tak zwanym &plqq;Katz der Grosse&prqq;,</w>
			<w>I ledwie ich odratował. A wieczorem w restauracji &plqq;Jemioła&prqq;</w>
			<w>Do sekretarza naczelnik rzekł, racząc się bigosem:</w>
			<w>&ndash; Zdolna bestia ten Dreptak! A sekretarz odrzekł: &ndash; Nasza szkoła&hellip;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Skromny cyrk</tytul>
		<tekst>
			<w>To był cyrk niezwykle skromny i ubogi,</w>
			<w>Jakiejś ósmej, a najwyżej siódmej klasy &ndash;</w>
			<w>Połykaczka ognia miała w iksa nogi,</w>
			<w>A dwie girlsy &ndash; vice cersa &ndash; jak nawiasy,</w>
			<w>Trener zwierząt, zawiedziony i ponury,</w>
			<w>Z cerą barwy cytrynowej limoniady</w>
			<w>Wyprowadzał dwie łysawe, stare kury</w>
			<w>I polecał wykonywać im przysiady.</w>
			<w>Potem klauni rozgrywali rodzaj stypy</w>
			<w>W pupy kopiąc się krzywymi sztybletami,</w>
			<w>Konferansjer opowiadał zaś dowcipy</w>
			<w>Bardzo modne w czasie bitwy pod Płowcami,</w>
			<w>Jeszcze innych tam atrakcji parę było,</w>
			<w>Lecz przy każdej jakiś skandal albo blama &ndash;</w>
			<w>Jak przerżnięto jedną panią w skrzyni piłą,</w>
			<w>To pół loży honorowej było w plamach.</w>
			<w>Wreszcie małpie przywiązano wentylator</w>
			<w>Ale ona zamiast skakać &ndash; zdechła z nudów,</w>
			<w>I na koniec wyszedł prestidigitator</w>
			<w>Co miał numer pod tytułem &plqq;Jarmark cudów&prqq;.</w>
			<w>Dość mizerną prezentował przy tym wprawę</w>
			<w>I ze wstydu biedaczysko aż się kulił,</w>
			<w>Gdy króliki wyłaziły mu z nogawek</w>
			<w>I gdy karty wypadały zza koszuli.</w>
			<w>Kiedy krzyknął: Zara zjawi się kanarek!</w>
			<w>&ndash; Biała myszka wyskoczyła jemu z głowy,</w>
			<w>A w moździerzu kiedy zaczął tłuc zegarek,</w>
			<w>To właściciel zaraz pobiegł kupić nowy.</w>
			<w>Aż nareszcie po ostatni sięgnął atut,</w>
			<w>Tak się zebrał jak tonący siły zbiera</w>
			<w>I oznajmił głośno miastu oraz światu:</w>
			<w>&ndash; Tamten facet w pierwszym rzędzie zniknie tera!</w>
			<w>Że jednakże nie był ci to okaz asa</w>
			<w>(&hellip;) Więc ten pan co prawda zniknął, lecz do pasa,</w>
			<w>A od pasa ganiał w koło po arenie.</w>
			<w>Aż ktoś spytał: &ndash; Nie wstyd Wam, że tak knocicie?</w>
			<w>Zaś dyrektor na to tonem rzekł rozsądku:</w>
			<w>&ndash; Wstyd? My jedziemy na planowym deficycie!</w>
			<w>&ndash; Ach &ndash; westchnęli wszyscy z ulgą &ndash; To w porządku!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Słodyszek i chwytacze</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w radio nadano wykład kto to był Piast Dantyszek,</w>
			<w>Potem puszczano różne tanga, kalipsa i czacze,</w>
			<w>A wreszcie rzekł spiker: &ndash; Uwaga, ukazał się znowu słodyszek</w>
			<w>Rzepakowy, a w pewnych rejonach pojawiły się również chwytacze</w>
			<w>Ja tam nie jestem przyrodnik, nie wiem co to larwa, co liszka</w>
			<w>Mój belfer od zoologii nieraz nade mną rozpaczał,</w>
			<w>Lecz sobie wyobraziłem natychmiast tego słodyszka,</w>
			<w>A później w umyśle mym powstał hipotetyczny obraz chwytacza.</w>
			<w>Słodyszek jak to słodyszek, ma skromnie spuszczone oczki,</w>
			<w>Słodki uśmieszek na wargach, złożone w małdrzyk łapki,</w>
			<w>Chodzi stawiając malutkie, lecz za to szybciutkie kroczki,</w>
			<w>Kręci malutkim ogonkiem i zerka ukradkiem na babki,</w>
			<w>Zaś chwytacz, jak to chwytacz, tu chwyci, tam kogoś walnie,</w>
			<w>Metody ma dość krańcowe, zapędy ma światoburcze,</w>
			<w>&ndash; Tu trzeba &ndash; powiada &ndash; postawić ten problem pryncypialnie</w>
			<w>I stawia. A jak mu nie wyjdzie, to bąka w zdumieniu: &ndash; O kurcze&hellip;</w>
			<w>Słodyszek natomiast lubi szeptać, obmawiać, plotkować,</w>
			<w>Słodziutkim głosikiem morały dzieciom do uszek syczy,</w>
			<w>Z czego rezultat jest taki, że dzieciom się chce wymiotować</w>
			<w>Wskutek nadmiaru zatrutej i strasznie nudnej słodyczy&hellip;</w>
			<w>Tymczasem chwytacz się chwyta za wszystko co mu podpadnie,</w>
			<w>Tu się kaleczy, tam parzy, kroczy, przełazi, upada,</w>
			<w>A przy tym automatycznie wydaje okrzyki: &ndash; Jak ładnie!</w>
			<w>Ach, jak optymistycznie, Śmiać się, śmiać, kuchnia! &ndash; powiada</w>
			<w>Na chwytacza i na słodyszkka patrząc, rolnicy biedni</w>
			<w>Marzą, ażeby tak obu umieścić w jednej jamce,</w>
			<w>Może by się skrzyżowały i dały tym pośredni?</w>
			<w>Ale nic z tego nie wyjdzie. Niestety. Oba samce.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Słomiany zapał</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz na bardzo wytworny raut u księżnej pani</w>
			<w>Gdy na stół właśnie wjeżdżał peklowany zając,</w>
			<w>Przyszedł rotmistrz wraz z koniem, a obaj pijani,</w>
			<w>I stanęli pośrodku, ordynarnie czkając.</w>
			<w>Zbledli dostojni goście. Księżnej pani babcia</w>
			<w>Padła, jakby dotknęła elektrycznych kabli,</w>
			<w>A rotmistrz stał, i tylko macał się po rapciach,</w>
			<w>Szukając najwyraźniej swojej wiernej szabli&hellip;</w>
			<w>Jakoś znalazł i wyjął. Błysnęło straszliwie,</w>
			<w>Rotmistrz przez figle zaczął robić w meblach dziurki</w>
			<w>Poczem stanął przed księżną i rzekł bełkotliwie:</w>
			<w>&ndash; Pani mi s-swego czasu odmówiłaś c&hellip;córki?</w>
			<w>Tu aluzyjnie rąbnął klingą po marmurze,</w>
			<w>Ciachnął dwakroć na odlew, wąs stryjowi ostrzygł,</w>
			<w>Dziadkowi wepchnął w usta tłuste udko kurze,</w>
			<w>A księżna wyjąkała: &ndash; Nie ja &hellip; to nieboszczyk</w>
			<w>Mój mąż był nieprzychylny zamierzeniom pańskim,</w>
			<w>Ale ja nie żywiłam niechęci do pana &hellip;</w>
			<w>I przerwała, albowiem spity koń ułański</w>
			<w>Z infantylną ufnością wlazł jej na kolana</w>
			<w>I zasnął &hellip; Zasię księżna, aczkolwiek w opałach</w>
			<w>Poczuła, że jej w oku łza się nagle kręci,</w>
			<w>Bo ów siwy, chrapiący w jej objęciach wałach</w>
			<w>Przypominał żywo jej męża, świętej pamięci,</w>
			<w>Więc załkała, zaś szwagier, dostojny senator,</w>
			<w>Wyrzucił z oka monokl jednym drgnięciem powiek</w>
			<w>i powiedział: &ndash; Znajdziemy jakąś radę na to,</w>
			<w>Rotmistrzu, wszak pan jesteś honorowy człowiek,</w>
			<w>Schowaj szablę do pochwy! A rotmistrz posapał,</w>
			<w>Ale schował, i obaj wdali się w konszachty&hellip;</w>
			<w>Oto jak zwykle kończył się słomiany zapał,</w>
			<w>I jak bezpłodne były poczynania szlachty!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Słowa otuchy</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie wiem, co państwo powiedzą na to</w>
			<w>I czy to państwa także oburza,</w>
			<w>Że powiatowy inseminator</w>
			<w>Raczej nie stąpa w życiu po różach&hellip;</w>
			<w>Raczej po kolcach ostrych on stąpa</w>
			<w>Lub szkło tłuczone depcze podeszwą,</w>
			<w>Życzliwość wokół mniej niźli skąpa,</w>
			<w>A śmichy-chichy dosłownie zewsząd.</w>
			<w>Spójrzcie, jak idzie biedak ulicą,</w>
			<w>Jak niewymownie żałośnie kroczy</w>
			<w>Ze swą instrukcją, swą straszną szprycą</w>
			<w>I swym kompleksem, który go toczy.</w>
			<w>A przecież słuszną on drogą dąży</w>
			<w>I zacofania szturmuje szańce,</w>
			<w>I jest postępu światłym chorążym,</w>
			<w>I jest oświaty jasnym kagańcem&hellip;</w>
			<w>Cóż z tego, gdy mu ta rola zbrzydła,</w>
			<w>Gdy uzyskuje za ogrom trudu</w>
			<w>Tylko ponure spojrzenia bydła</w>
			<w>I ironiczne uwagi ludu&hellip;</w>
			<w>Nie zapraszają go już sąsiedzi,</w>
			<w>Sam jest na swoim życiowym szlaku,</w>
			<w>Ba, nawet w kinie całkiem sam siedzi,</w>
			<w>Bo młodzież żeńska woli strażaków.</w>
			<w>O, wy samotni w największym tłumie,</w>
			<w>Wy, których chandra i troska trzęsie,</w>
			<w>Tylko poeta was dziś rozumie,</w>
			<w>Bo jest pokrewny wam, w pewnym sensie!</w>
			<w>On też foruje sprawy kultury,</w>
			<w>Jemu wysiłek też czoło zrasza&hellip;</w>
			<w>Dalecy bracia! Czoła do góry!</w>
			<w>Postęp zwycięży, przyszłość jest wasza!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Socjolodzy</tytul>
		<comment>w tle &plqq;Polowanie na tygrysa&prqq; Le Cuony</comment>
		<tekst>
			<w>Socjolodzy się mnożą, socjolodzy się mnożą,</w>
			<w>W miastach, siołach, po lasach i drogach,</w>
			<w>Gdzie nie wejdziesz, nie spojrzysz,</w>
			<w>Bez wątpienia tam dojrzysz</w>
			<w>Dorodnego jak byk socjologa.</w>
			<w>Siedzą, chodzą stadami,</w>
			<w>Sami lub z samicami,</w>
			<w>Coraz więcej ich wszędzie się pęta,</w>
			<w>A po skwerach, trawnikach,</w>
			<w>Kto ugania? Kto fika?</w>
			<w>Przyjrzyj no się &ndash; to socjolożęta!</w>
			<w>Niewesołe to sprawy! Ciągle jakieś obławy</w>
			<w>Słychać wrzaski: Laboga! Nie drągiem!</w>
			<w>Socjologów gromada cichych ludzi napada,</w>
			<w>Kogo złapie &ndash; ankietę mu ściągnie!</w>
			<w>Socjologia jest wszędzie,</w>
			<w>Socjologia w urzędzie,</w>
			<w>Przez fabryki przechodzi jak furia,</w>
			<w>Socjologia rębaczy,</w>
			<w>Tkaczy, rwaczy, spawaczy,</w>
			<w>Socjologia w dywizjach i w kurierach&hellip;</w>
			<w>Jęczą polskie uczelnie</w>
			<w>Przeciążone piekielnie,</w>
			<w>Ale gdyby nadążyć nie mogli,</w>
			<w>To już po siódmej klasie</w>
			<w>Wkrótce będzie można się</w>
			<w>Wpisać do Technikum Socjologii</w>
			<w>Hej, jak Polska szeroka</w>
			<w>Idzie piękna epoka,</w>
			<w>Całkiem nowe otwiera nam drogi,</w>
			<w>Co na ogół się chwali,</w>
			<w>Oby tylko socjalizm</w>
			<w>Nie przekształcił się w socjologizm&hellip;</w>
			<w>Rosną socjologowie,</w>
			<w>Zwiększa się ich pogłowie,</w>
			<w>Sytuacja się ciągle zaostrza,</w>
			<w>Może-by hibernacja?</w>
			<w>Może sterylizacja?</w>
			<w>Może jakiś planowy odstrzał?</w>
			<w>Planowy&hellip; hm&hellip; aliści</w>
			<w>Tutaj znowu planiści</w>
			<w>Mogliby się rozmnożyć&hellip; Jej bogu!!!</w>
			<w>Niech mi lepiej ankiety</w>
			<w>Ściągają, płaszcz, sztyblety,</w>
			<w>Z dwojga złego wolę już socjologów!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sonety Wrocławskie &ndash; Park Szczytnicki (1)</tytul>
		<tekst>
			<w>W park wpłynęłem, jak żeglarz w przestwór oceanu</w>
			<w>Moja misterna postać niczym łódka brodzi</w>
			<w>Spiesząc się na spotkanie Dreptakównej lodzi,</w>
			<w>Która mnie oczekuje w zaroślach burzanu.</w>
			<vsp/>
			<w>Typowy Wrocławianin, zdrowie mam do chrzanu,</w>
			<w>Reumatyzm i lumbago po kościach mi chodzi,</w>
			<w>Lecz że przy mojej Lodzi sprawnym być się godzi,</w>
			<w>Nie szczędzę asprocolu więc, i salwarsanu&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Stańmy! Ot, budowlane skrzypią gdzieś żurawie,</w>
			<w>W Wytwórni Filmów rzęzi cicho Polska Szkoła,</w>
			<w>Słyszę kędy się mówca nurza w mowie-trawie,</w>
			<vsp/>
			<w>Kędy kociak się w krzakach tuli do matoła&hellip;</w>
			<w>To Lodzia z jakimś typem! Czyżby gwałt na ławie?</w>
			<w>Może woła o pomoc? &hellip;kurtka&hellip; Nikt nie woła&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sonety Wrocławskie (4)</tytul>
		<tekst>
			<w>Dzień dobry! Nie śmiem budzić, o wdzięczny widoku!</w>
			<w>Twój duch na poły w rajskie wzleciał okolice,</w>
			<w>Na poły został&hellip; Słońce świeci w potylicę,</w>
			<w>Igrając pozłociście w przerzedzonym loku.</w>
			<vsp/>
			<w>Dzień dobry! Promyk błysnął w podpuchniętym oku,</w>
			<w>Dzień dobry! Już obraża światłość twe źrenice,</w>
			<w>Zaraz przyjdzie pan doktór, zrobimy ci szprycę,</w>
			<w>Dzień dobry! Nie wiesz nawet dokądś trafił, ćwoku!</w>
			<vsp/>
			<w>Wkrótce znikną bez śladu twoje senne wdzięki,</w>
			<w>Odezwij się kochanie, niech się wreszcie dowiem</w>
			<w>Z łaskawszym wstajesz sercem? Z orzeźwionym zdrowiem?</w>
			<vsp/>
			<w>Dzień dobry! Pompowanie żołądka &ndash; to męki&hellip;</w>
			<w>Co proszę? &plqq;Gdzie ja jestem&prqq; pyta mój maleńki?</w>
			<w>W izbie wytrzeźwień stary, o, tyle ci powiem!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sonety Wrocławskie (5)</tytul>
		<tekst>
			<w>Dobranoc! Już dziś więcej nie będziem bawili,</w>
			<w>Niech snu anioł modrymi skrzydły cię otoczy,</w>
			<w>Za ścianą teścio kaszle a teściowa psioczy,</w>
			<w>Bo sąsiedzi śpiewają, pewnie znów się spili.</w>
			<vsp/>
			<w>Dobranoc! Akustyczny dom nam postawili,</w>
			<w>Słychać nawet jak Dreptak na żonę się boczy</w>
			<w>Jak niemowlę Cieciorków pierś matczyną smoczy,</w>
			<w>I jak Kociutko płodzi kolejnych debili&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Dobranoc! Obróć jeszcze raz na mnie oczęta&hellip;</w>
			<w>Jezus Maria&hellip; Zez taki, aż chce się wrzasnąć&hellip;</w>
			<w>Daj mi pierś ucałować&hellip; O pardons, to pięta&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Dobranoc! już uciekłaś i drzwi chcesz zatrzasnąć,</w>
			<w>Próżne trudy! Futryna paskudnie wygięta,</w>
			<w>Ech, żeby móc stolarza w łeb tym draństwem prasnąć!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Song 1</tytul>
		<tekst>
			<w>Żao-Że:</w>
			<w>Dobry premier, rządu tata,</w>
			<w>Taki gest szeroki ma,</w>
			<w>Że dał Chinom aż dwa lata,</w>
			<w>Choć mógł dać miesiące dwa.</w>
			<vsp/>
			<w>Premier:</w>
			<w>Postąpiłem nader godnie</w>
			<w>Aż się sobie dziwię sam,</w>
			<w>Mogłem dać wam dwa tygodnie,</w>
			<w>Dałem więcej, co mi tam?</w>
			<vsp/>
			<w>chórek:</w>
			<w>Ach jak dobrze nam się wiedzie,</w>
			<w>Tak się wiedzie że ho ho,</w>
			<w>Wszak dwa lata to sto niedziel</w>
			<w>Oraz sobót wolnych sto!</w>
			<vsp/>
			<w>Żao-Że:</w>
			<w>Premier żyć aktywnie woli</w>
			<w>Więc pomimo dobrych rad</w>
			<w>Pije, pali i swawoli</w>
			<w>jakby miał dwadzieścia lat.</w>
			<vsp/>
			<w>Premier:</w>
			<w>Zgoda, palę, owszem &ndash; piję,</w>
			<w>Co do tego rację masz,</w>
			<w>Lecz dwa lata wszak pożyję</w>
			<w>Tak jak cały ustrój nasz!</w>
			<vsp/>
			<w>chórek:</w>
			<w>Dał nam tata aż dwa lata,</w>
			<w>Tata drata, lata dwa,</w>
			<w>Gdy poprosi go rebiata,</w>
			<w>Może jeszcze rok nam da?</w>
			<vsp/>
			<w>Żao-Że:</w>
			<w>Kiedyś orła nam wywinie</w>
			<w>Ten wspaniały, zacny pan,</w>
			<w>Przygotujmy więc opinię</w>
			<w>Do mających nadejść zmian.</w>
			<vsp/>
			<w>chórek:</w>
			<w>Sprokuruje się protokół</w>
			<w>Że premiera pożarł smok,</w>
			<w>Lub że premier skonał w skoku,</w>
			<w>Wykonując Wielki Skok!</w>
			<vsp/>
			<w>Premier i Żao-Że:</w>
			<w>Jedna nas rodziła matka,</w>
			<w>Żyjmy więc jak z bratem brat!</w>
			<vsp/>
			<w>chórek:</w>
			<w>Ale tylko przez dwa latka,</w>
			<w>Zanim wszystko trafi szlag!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Song 2</tytul>
		<tekst>
			<w>Sen:</w>
			<w>Ach, jakież szczęście bez miary,</w>
			<w>nareszcie studia rozpocznę!</w>
			<vsp/>
			<w>Tujowie:</w>
			<w>Na dzienne jesteś za stary,</w>
			<w>Idź zapisz się na zaoczne!</w>
			<vsp/>
			<w>Tuj:</w>
			<w>Zaraz cię tutaj wycenię</w>
			<w>I zanotuję odręcznie:</w>
			<w>Pięć punktów za pochodzenie,</w>
			<w>Pięć deka mięsa miesięcznie,</w>
			<w>Pięcioro dzieci w chacie,</w>
			<w>Pięć lat z zawieszeniem dla teścia&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Sen:</w>
			<w>A cóż wy tak podliczacie?</w>
			<vsp/>
			<w>Tuj:</w>
			<w>&hellip;to w sumie daje dwadzieścia&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Tujowie:</w>
			<w>Dodajemy, sumujemy co popadnie,</w>
			<w>żeby było okrąglutko, żeby ładnie,</w>
			<w>Jak się doda co się tam ma i się tu ma,</w>
			<w>To wychodzi z tego całkiem niezła suma.</w>
			<w>Potem wszystko przez areał się podzieli</w>
			<w>I pomnoży się przez stan obywateli,</w>
			<w>Tu się doda, tam się ujmie,</w>
			<w>Wynik weźmie się podwójnie,</w>
			<w>I już się kształtuje śliczna</w>
			<w>Nasza średnia statystyczna</w>
			<w>Którą Chińczyk ceni, choć jej nie rozumie!</w>
			<vsp/>
			<w>Tuj:</w>
			<w>Kiedy się w skryptach zakopiesz</w>
			<w>I wiedzę pochłoniesz czystą,</w>
			<w>To i ty też kiedyś chłopie</w>
			<w>Zostaniesz ekonomistą.</w>
			<vsp/>
			<w>Sen:</w>
			<w>Ach żebyż już móc studiować,</w>
			<w>Żebyż już chodzić do szkoły,</w>
			<w>To mógłbym też kombinować</w>
			<w>Takie uczone pierdoły!</w>
			<vsp/>
			<w>Tuj:</w>
			<w>Ja ci to jakoś urządzę,</w>
			<w>Załatwię ci dwa fakultety,</w>
			<w>A teraz dawaj pieniądze!</w>
			<w>No dawaj dawaj!</w>
			<vsp/>
			<w>Sen:</w>
			<w>O rety!</w>
			<vsp/>
			<w>(Tuj zabiera mu pieniądze i podaje je Tujom,</w>
			<w>którzy liczą je śpiewając)</w>
			<vsp/>
			<w>Tujowie:</w>
			<w>Dodajemy, sumujemy co nam wpadnie,</w>
			<w>żeby było okrąglutko, żeby ładnie,</w>
			<w>Jak się doda co się tam ma i się tu ma,</w>
			<w>To wychodzi z tego całkiem niezła suma!</w>
			<w>Potem wszystko po cichutku się podzieli</w>
			<w>I rozdzieli między współobywateli,</w>
			<w>Tu się doda, tam się ujmie,</w>
			<w>Byle chyłkiem, byle czujnie,</w>
			<w>Bo nam świta prawda nowa</w>
			<w>Że lud jest to dojna krowa,</w>
			<w>Która prosi swą dojarkę: &ndash; Nuże, dój mnie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Spacerkiem przez Wrocław</tytul>
		<tekst>
			<w>To może być tekst piosenki</w>
			<w>A może być tylko wierszyk &ndash;</w>
			<w>Taki poemat maleńki</w>
			<w>Dedykowany tym pierwszym.</w>
			<vsp/>
			<w>Powiecie: &ndash; Znamy to, znamy,</w>
			<w>Wrocław się jeszcze palił,</w>
			<w>A oni tu szli z tobołkami,</w>
			<w>A potem na zawsze zostali.</w>
			<vsp/>
			<w>Pisano to tyle razy,</w>
			<w>Że zrobił się schemat i banał,</w>
			<w>Ale to jednak jest ważne,</w>
			<w>Ale to jednak jest prawda.</w>
			<vsp/>
			<w>Powiecie: &ndash; Starsi faceci,</w>
			<w>Każdy ich dzieje już poznał,</w>
			<w>O rany Julek &ndash; powiecie &ndash;</w>
			<w>jak długo &ndash; powiecie &ndash; można?</w>
			<vsp/>
			<w>A lata nad nami wieją,</w>
			<w>I żółkną w archiwach papiery,</w>
			<w>I dzieci na skwerze się śmieją</w>
			<w>I Staszek dostał M-4.</w>
			<vsp/>
			<w>Powiecie: &ndash; Wiemy to, wiemy,</w>
			<w>Był gruz, a teraz ulice,</w>
			<w>Cmentarze pielęgnujemy,</w>
			<w>I wieńce składamy w rocznice.</w>
			<vsp/>
			<w>I tyle jest zebrań i nagrań</w>
			<w>I orkiestr i werbli łoskotu</w>
			<w>I tyle się pisze zadań</w>
			<w>Na temat naszego powrotu.</w>
			<vsp/>
			<w>Powiecie: &ndash; Tamten czas minął</w>
			<w>Darzymy go czcią i względem,</w>
			<w>Trochę jak stare kino,</w>
			<w>Trochę jak piękną legendę.</w>
			<vsp/>
			<w>Spójrzcie na mój maleńki</w>
			<w>Poemat o tych pierwszych,</w>
			<w>Ot, taki tekst piosenki</w>
			<w>A może tylko wierszyk.</w>
			<vsp/>
			<w>Powiecie: &ndash; Nienadzwyczajne&hellip;</w>
			<w>&ndash; Takie to głupie? &ndash; powiem &ndash;</w>
			<w>&ndash; Nie, może byłoby fajne,</w>
			<w>Gdyby to wzięli Skaldowie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sparring</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz jeden bokser Rene Pantera,</w>
			<w>Co przeciwników jak pluskwy deptał,</w>
			<w>Wynajął sobie sparring-partnera,</w>
			<w>A tym partnerem był jeden Dreptak.</w>
			<w>Właśnie ich widać w trakcie sparringu:</w>
			<w>A w kącie się trzęsie Dreptak-nieszczęśnik,</w>
			<w>A przed nim stoi dynamit ringu,</w>
			<w>Rene Pantera, wśród zwałów mięśni.</w>
			<w>Dreptak oczkami od niezabudek</w>
			<w>Błękitniejszymi patrzy błagalnie,</w>
			<w>A ten Pantera bęc go w podbródek,</w>
			<w>Albo go w ucho co chwilę walnie,</w>
			<w>Ewentualnie w dołek dosoli,</w>
			<w>Lebo-li w nerki atak przypuści,</w>
			<w>Albo go prostym przytentegoli</w>
			<w>I Dreptakowi krew z nosa puści!</w>
			<w>Oj, nieprzyjemnie tak dać się pobić,</w>
			<w>Bo to i boli, i jak niezdrowo,</w>
			<w>Ale tym niemniej trzeba zarobić</w>
			<w>Na Dreptaczęta i Dreptakową.</w>
			<w>Więc biedny Dreptak z bólu aż piszczy,</w>
			<w>Lecz nie narzeka ani nie sarka,</w>
			<w>Tylko mu oko wciąż mocniej błyszczy.</w>
			<w>Jedno. Z drugiego została szparka.</w>
			<w>Aż kiedy bokser zęba mu wybił,</w>
			<w>Zastosowawszy bombę oddolną,</w>
			<w>To Dreptak pisnął: &ndash; Ty frędzlu rybi!</w>
			<w>I kopnął gościa tam gdzie nie wolno.</w>
			<w>Straszna zaczęła się tragedyja,</w>
			<w>Ogólny Korsuń i Beresteczko,</w>
			<w>Bo bokser krzyczał: &ndash; O mamma mija!</w>
			<w>A potem rzężąc, biegał w kółeczko.</w>
			<w>Chwilami kicał, chwilami padał,</w>
			<w>Właził na słupy, jak jakieś kicie,</w>
			<w>Albo znienacka na ringu siadał,</w>
			<w>Lecz wnet się zrywał z obłędnym wyciem&hellip;</w>
			<w>A Dreptak sobie pił oranżadę,</w>
			<w>W duszy roztrząsał zaś myśl upartą:</w>
			<w>&ndash; Czy warto było tracić posadę?</w>
			<w>Bracie Dreptaku! Jej bohu, warto!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Specjaliści</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdzieś pod polskim niebem mokrym,</w>
			<w>Gdzie zakręca szosa,</w>
			<w>Spotkał filozof Demokryt</w>
			<w>Kapitana Klossa.</w>
			<w>Wnet się między nimi szczery</w>
			<w>Krótki dialog odbył,</w>
			<w>Bo Demokryt był z Abdery,</w>
			<w>A z Abwehry Kloss był.</w>
			<w>Jął Demokryt bardzo chwalić,</w>
			<w>Gdy tak w deszczu kiśli,</w>
			<w>Starożytny materializm,</w>
			<w>Który sam wymyślił,</w>
			<w>Mówił, ze się greckim bogom</w>
			<w>Wkrótce skończy władza,</w>
			<w>Bo atomistyczny pogląd</w>
			<w>W użycie wprowadza.</w>
			<w>Na to Kloss się też pochwalił,</w>
			<w>Siadłszy wśród jałowców,</w>
			<w>Jak w drebiezgi fort rozwalił</w>
			<w>Pełen gestapowców,</w>
			<w>Jak wysadził trotylówką</w>
			<w>Esesmanów bandę</w>
			<w>I niemieckim trzem szpiclówkom</w>
			<w>Zrobił Rassenschande&hellip;</w>
			<w>Połazili se po rosie,</w>
			<w>Przystanęli w życie:</w>
			<w>&ndash; Gratuluję, panie Klossie!</w>
			<w>&ndash; Brawo, Demokrycie!</w>
			<w>&ndash; Jak się tak to wszystko zbierze,</w>
			<w>To duma się budzi,</w>
			<w>Że w Abderze i w Abwehrze</w>
			<w>Mamy swoich ludzi!</w>
			<w>Tu, klepnąwszy się po plecach,</w>
			<w>Pa-szli, po wygonie!</w>
			<w>&hellip;dobrze mieć tęgiego speca</w>
			<w>W każdym jednym pionie, hej!</w>
			<w>W każdym jednym pionie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Spojrzenie z boku</tytul>
		<comment>w tle walc angielski</comment>
		<tekst>
			<w>Myślisz że jesteś wspaniały, godny podziwu, szczęśliwy?</w>
			<w>Człowieku, naucz się patrzeć na siebie z perspektywy!</w>
			<w>Popatrz na swoje wyczyny z dwóch metrów, a choćby z metra,</w>
			<w>Przyjrzyj się sobie &ndash; nieszczęsny &ndash; jak palisz papierosa,</w>
			<w>Jak chodzisz, jak wkładasz spodnie lub palec jak wkładasz do nosa,</w>
			<w>I myślisz że nikt nie widzi, a wszyscy ze wstrętem się patrzą,</w>
			<w>Zastanów się jak przemawiasz czule, pokornie lub władczo,</w>
			<w>Jaki w rozmowie z szefem min asortyment masz tani:</w>
			<w>Uśmiech idioty gdy chwali, barani smutek gdy gani.</w>
			<w>Wyobraź sobie że nie ma śmieszniejszej rzeczy na świecie,</w>
			<w>Niż ty sam, gdy się z książką zamykasz w &ndash; pardon &ndash; toalecie,</w>
			<w>Szczególnie kiedy się zmagasz z awangardową powieścią,</w>
			<w>Łączącą zawiłość formy z niezrozumiałą treścią.</w>
			<w>O, odwróć bracie lornetkę i zwróć krytyczne spojrzenia</w>
			<w>Na siebie, kiedy podrywasz jakąś Terenię lub Genię,</w>
			<w>Bez szacunku dla własnej łysinki i przepuklinki i zmarszczek,</w>
			<w>I wzrok masz jak kot na puszczy, a uszko czerwone jak barszczyk&hellip;</w>
			<w>A cóż dopiero gdy sukces, gdy twych zabiegów obfitość</w>
			<w>Sprawi, że wreszcie ta dama z nudów, czy może przez litość.</w>
			<w>Ach, wtedy nie myśl tak trzeźwo i nie wyzwalaj się z transu</w>
			<w>I raczej nie patrz na siebie z obiektywnego dystansu,</w>
			<w>Bo byś z litością i trwogą zobaczył na oczy swe własne</w>
			<w>Jak starszy, poważny człowiek&hellip; Ech&hellip; tch&hellip; przepraszam&hellip;</w>
			<w>jak trzasnę&hellip;</w>
			<w>(eksplozja)</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Spotkanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Po polskiej stronie granicy liczne urwiska ziały</w>
			<w>I wichry za bary się wziąwszy wyły w morderczej walce</w>
			<w>I książę Staśko Pyzaty dłoń chrobrą poranił o skały</w>
			<w>A spadające głazy poobijały mu palce.</w>
			<vsp/>
			<w>Przeto książęca drużyna klęła dosadnie a brzydko,</w>
			<w>Wbijała stalowe haki, stosowała alpejskie liny,</w>
			<w>Co psu na budę się zdało, bo i tak rycerz Spytko</w>
			<w>Wrzasnąwszy tylko &plqq;Ratunku!&prqq; wleciał do jakiejś szczeliny.</w>
			<vsp/>
			<w>A wkrótce po nim ochmistrz Wincenty w siklawę runął,</w>
			<w>A pod koniuszym Zenonem kamień się nagle urwał</w>
			<w>Oraz wał piargów z łoskotem znienacka się był obsunął,</w>
			<w>Zaś Zenon w ostatniej chwili coś krzyknął, bodajże &plqq;O kurtka!&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>A Staśko szedł wyżej i wyżej, posuwał się piędź po piędzi,</w>
			<w>Aż wreszcie zauważywszy, że jest już pod samą granią</w>
			<w>Wczepił skrwawione palce w granit szczytowej krawędzi</w>
			<w>I jęcząc z wielkiego wysiłku wlazł na czworakach na nią.</w>
			<vsp/>
			<w>I oto już był na szczycie i dźwignął rycerską głowę</w>
			<w>I spojrzał, by się przekonać czy już przypadkiem tam nie ma</w>
			<w>Sprzymierzonego kniazia Pepika z Hradca Kralove,</w>
			<w>Z którym się mieli spotkać by omówić dwustronne problema.</w>
			<vsp/>
			<w>A Pepik był już i owszem, pachnący i wyświeżony</w>
			<w>Stał, rozprawiając wytwornie w gronie swych dam i dworaków</w>
			<w>Strojny w jedwabną jakę, obcisłe pantalony</w>
			<w>I nie miał po srogiej wspinaczce nawet najmniejszych siniaków.</w>
			<vsp/>
			<w>A na pytanie Staśka odrzekł łagodnie: &plqq;My mamy</w>
			<w>Bardzo wyhodnou drożiczku, przy której sprzedają pilzner,</w>
			<w>A można tamtędy chodit' i jezdit' karetami&prqq;</w>
			<w>Tu zgrzytnął Staśko i warknął: &plqq;Ot, poszli na łatwiznę&prqq;</w>
			<vsp/>
			<w>I zaśmiał się był szyderczo i zerwał wszelkie rozmowy</w>
			<w>I dumny, a nieulękły jął złazić swą górską percią.</w>
			<w>Atoli już po trzech krokach wpadł w wąwóz granitowy.</w>
			<w>Cześć Mu, bo zginął piękną i bohaterską śmiercią!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Spór o piwo</tytul>
		<tekst>
			<w>Narrator:</w>
			<w>Kto dzieje miasta uważnie bada</w>
			<w>Ten winien wiedzieć, jak miastem</w>
			<w>Rządziła Miejska Wrocławska Rada</w>
			<w>W burzliwem mieku czternastem.</w>
			<w>Na stole, zdobnym esem-floresem</w>
			<w>Dwaj się mężowie oparli&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Ja jestem Miejskiej Rady prezesem,</w>
			<w>A tamten drugi to skarbnik&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>Prezes ma do mnie jakowąś ansę</w>
			<w>Że tak mi grozi toporkiem?</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>A mam, bo nasze miejskie finanse</w>
			<w>Stoją pod zdechłym Azorkiem!</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>Oj racja racja, pusto jest w kiesie,</w>
			<w>Prezes ma głowę jak Nehru&hellip;</w>
			<w>Ale najdroższy panie prezesie</w>
			<w>To wszystko jest wina kleru!</w>
			<w>Jestem z rozpaczy po prostu chory,</w>
			<w>Bo &ndash; wierz mi pan &ndash; jako żywo,</w>
			<w>Nasze skąd inąd zacne klasztory</w>
			<w>Po nocach furt warzą piwo!</w>
			<w>Warzą go warzą jak pszczółki w maju</w>
			<w>Gdy się wyroją na łęgi,</w>
			<w>Poczem po knajpach hurtem sprzedają</w>
			<w>I podłapują nam dzieńgi!</w>
			<w>Przy zacofaniu i kulcie mitry</w>
			<w>Bezsilny jest Miejski Zarząd&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Piwo się przecież mierzy na litry,</w>
			<w>Więc czemu mówisz że ważą?</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>O rany, jak to w naszej Ojczyźnie</w>
			<w>Nikt się dokładnie nie</w>
			<w>Rozeznać w pięknej staropolszczyźnie&hellip;</w>
			<w>Warzą przez er &ndash; zet!</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Rozumiem&hellip; Trzeba coś radzić drogi kolego,</w>
			<w>Nie można tak iść na pasku&hellip;</w>
			<w>Który to klasztor?</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>Ten Wincentego</w>
			<w>I tamten drugi, Na Piasku.</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Niech pan skarbniku siądzie w ta pora</w>
			<w>I niech powiestkę napisze</w>
			<w>Żeby przysłano tutaj przeora</w>
			<w>Lub &ndash; he he he! &ndash; przeoryszę!</w>
			<vsp/>
			<w>Przeor:</w>
			<w>Ja jestem zacny i święty przeor,</w>
			<w>Nigdy nie tęsknię za Giną,</w>
			<w>Wolę różaniec i confiteor&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>Proszę nie rzucać łaciną!</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Czy ociec święty, trudno to dociec</w>
			<w>Bo z oćca lepszy jest towar!</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>Czemuż w klasztorze szanowny ociec</w>
			<w>Zrobił gorzelnię?</w>
			<vsp/>
			<w>Przeor:</w>
			<w>Nie&hellip; browar&hellip;!</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Browar w klasztorze!</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>O wielkie nieba!</w>
			<vsp/>
			<w>Przeor:</w>
			<w>Ale wszak mędrzec natchniony</w>
			<w>Rzekł, że spragnionych napoić trzeba,</w>
			<w>A któż z nas nie jest spragniony?</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Słusznie ojczulku, lecz płynnym wiktem</w>
			<w>Możemy poić lud sami!</w>
			<vsp/>
			<w>Przeor:</w>
			<w>To ja obłożę was interdyktem&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>A my ojczulka kijami!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Narrator:</w>
			<w>W mieście zgorszenie, bowiem z przytupem</w>
			<w>Oraz z jękami i z wrzaskiem</w>
			<w>Leje się Miejska Rada z biskupem</w>
			<w>Jak Leszek Drogosz z Walaskiem.</w>
			<w>Nikt nie ustąpi, każdy uparty,</w>
			<w>Łamią się miecze i lagi,</w>
			<w>Aż z nerw wyskoczył król Wacio Czwarty</w>
			<w>I przybył swą Skodą z Pragi&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Prezes:</w>
			<w>Przybył ci przybył on pełnym gazem</w>
			<w>Zbrojny w pepesze i sztyki!</w>
			<vsp/>
			<w>Skarbnik:</w>
			<w>A z królem Waciem przybyły razem</w>
			<w>Różne przyboczne Pepiki!</w>
			<vsp/>
			<w>Wacio:</w>
			<w>Braty se meżdu sobą turbują</w>
			<w>A dla nas ubaw po pachy,</w>
			<w>Nechaj panowie miasto rabują</w>
			<w>A potem prędko do Prahy!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Narrator:</w>
			<w>W ten sposób, w ciągu dni kilkunastu</w>
			<w>Rozsądny Wacio do spodu</w>
			<w>Obrobił nasze kłótliwe miasto,</w>
			<w>Wziął łupy w troki, i chodu!!!</w>
			<w>Zabrał aneugi, kufry i paczki</w>
			<w>I uwiózł je w samochodzie</w>
			<w>I zrozumiały wtedy Polaczki</w>
			<w>Że mądry Polak po szkodzie&hellip;</w>
			<w>Więc by tę sprawę załatwić pilną</w>
			<w>Zaczęli zaraz rajcowie</w>
			<w>Układy kleru z władzą cywilną.</w>
			<w>Rozmowy trwają</w>
			<vsp/>
			<w>Przeor:</w>
			<w>Na zdrowie&hellip;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sprawa dystansu</tytul>
		<tekst>
			<w>To może być tekst piosenki,</w>
			<w>A może być tylko wierszyk,</w>
			<w>Taki poemat maleńki,</w>
			<w>Dedykowany tym pierwszym.</w>
			<w>Powiecie: &ndash; Znamy to, znamy,</w>
			<vsp/>
			<w>Wrocław się jeszcze palił,</w>
			<w>Gdy oni szli z tobołkami,</w>
			<w>A potem na zawsze zostali.</w>
			<vsp/>
			<w>Pisano to tyle razy,</w>
			<w>Że zrobił się schemat i banał,</w>
			<w>Ale to jednak jest ważne,</w>
			<w>Ale to jednak jest prawda.</w>
			<vsp/>
			<w>Powiecie: &ndash; Starsi faceci,</w>
			<w>Każdy ich dzieje już poznał,</w>
			<w>O rany Julek &ndash; powiecie &ndash;</w>
			<w>Jak długo &ndash; powiecie &ndash; można?</w>
			<vsp/>
			<w>A lata nad nami wieją</w>
			<w>I żółkną w archiwach papiery,</w>
			<w>I dzieci na skwerze się śmieją,</w>
			<w>I Staszek dostał M-4.</w>
			<w>Powiecie: &ndash; Wiemy to, wiemy,</w>
			<vsp/>
			<w>Był gruz, a teraz ulice,</w>
			<w>Cmentarze pielęgnujemy</w>
			<w>I wieńce składamy w rocznice.</w>
			<vsp/>
			<w>I tyle jest zebrań i nagrań,</w>
			<w>I orkiestr, i werbli łoskotu,</w>
			<w>I tyle się pisze zadań</w>
			<w>Na temat naszego powrotu.</w>
			<w>Powiecie: &ndash; Tamten czas minął,</w>
			<vsp/>
			<w>Darzymy go czcią i względem,</w>
			<w>Trochę jak stare kino,</w>
			<w>Trochę jak piękną legendę.</w>
			<vsp/>
			<w>Spojrzycie na mój maleńki</w>
			<w>Poemat o tych pierwszych,</w>
			<w>Ot, taki tekst piosenki,</w>
			<w>A może tylko wierszyk.</w>
			<w>Powiecie: &ndash; Nienadzwyczajne&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Takie to głupie? &ndash; Powiem:</w>
			<w>&ndash; Nie, może byłoby fajne,</w>
			<w>Gdyby to wzięli Skaldowie&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sprawdzian</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden naczelny dyrektor wytwórni Kurdemoli</w>
			<w>Postanowił swych pracowników poddać psychicznej kontroli</w>
			<w>I przeprowadzić z nimi testy i doświadczenia</w>
			<w>Czy posiadają zdolność samodzielnego myślenia.</w>
			<w>Powstał więc sapiąc ciężko, bo był potężny i gruby,</w>
			<w>I nieoczekiwanie wszedł do Wydziału Rachuby</w>
			<w>I z głupia frant zagadnął młodszą księgową, Zosię:</w>
			<w>&ndash; Wie pani, że ostatnio dwa plus cztery jest osiem?</w>
			<w>Zosia podniosła oczy na swego sąsiada, rachmistrza:</w>
			<w>&ndash; Panie Dreptak, pan mówił mi co innego dotychczas&hellip;!</w>
			<w>&ndash; Ja? &ndash; krzyknął rachmistrz ze strachem, mrugając na Zosię skrycie &ndash;</w>
			<w>&ndash; Na pewno mnie z kontystą Babilończykiem mylicie!</w>
			<w>Toż ja pierwszy twierdziłem w sposób jasny i szczery</w>
			<w>Że dwa plus cztery jest osiem, jak dwa a dwa jest cztery!</w>
			<w>Na to podskoczył w górę kontysta Babilończyk:</w>
			<w>&ndash; Pan panie Dreptak myśli, że pan mnie tu wykończy?</w>
			<w>Ja panu dyrektorowi powiem, jeśli dyrektor nie wie,</w>
			<w>Ten Dreptak twierdził, że cztery plus dwa jest dziewięć!</w>
			<w>Dreptak podsunął mu kartkę: &ndash; O rany, nie syp mnie chłopie!</w>
			<w>Powiedzmy, że to Kociutko &ndash; co właśnie jest na urlopie&hellip;!!!</w>
			<w>Tu popatrzyli na siebie obaj wymownie i krótko</w>
			<w>I wykrzyknęli w duecie: &ndash; To nie my, to Kociutko!!!</w>
			<w>W tej chwili dyrektorowi wpadł nowy pomysł do głowy,</w>
			<w>Więc rzucił: &ndash; może sprawdzimy w mózgu elektronowym?</w>
			<w>A serca w urzędnikach jęknęły: &ndash; No to cześć!</w>
			<w>Mózg bez wątpienia wykaże, że cztery plus dwa jest sześć!</w>
			<w>Ale cóż robić? Drżący i bladzi niesłychanie</w>
			<w>Wsadzili mózgowi gdzie trzeba zaszyfrowane zadanie.</w>
			<w>Mózg warknął, połknął kartkę, odpowiedź wypluł w mig:</w>
			<w>Dyrektor patrzy: Dwa a cztery jest osiem, stoi jak byk!</w>
			<w>Dyrektor skoczył do lustra, wywalił jęzor różowy,</w>
			<w>Puls zmacał, spocił się silnie: &ndash; Ja &ndash; mówi &ndash; jestem niezdrowy&hellip;</w>
			<w>Głowa mnie jakoś boli&hellip; Serce mi jakoś nawala&hellip;</w>
			<w>Wrócę mniej więcej za miesiąc&hellip; którędy tu do szpitala?</w>
			<w>A oni pojęli prawdę, co dotąd im była daleka:</w>
			<w>&ndash; Myśląca maszyna na prawdę potrafi zastąpić człowieka!</w>
			<w>I tak się zaprzyjaźnili z tą swoją kochaną maszynką</w>
			<w>Że co dzień ją smarowali świeżutką wazelinką.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Stabilizacja</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a jak się już ma mieszkanie</w>
			<w>I mały ogródek za domem,</w>
			<w>I &plqq;Przekrój&prqq; się zawsze dostanie,</w>
			<w>Bo kioskarz to dobry znajomy,</w>
			<w>I gdy się kłania sąsiadom,</w>
			<w>Pożycza się od nich masło</w>
			<w>I w zamian służy się radą,</w>
			<w>Jak dobrać kolory zasłon,</w>
			<w>I kiedy się jest szanowanym,</w>
			<w>I ma się trzy garnitury,</w>
			<w>I mleczarz przynosi co rano</w>
			<w>Mleko, płacone z góry,</w>
			<w>I chodzi się do dentysty,</w>
			<w>I w czwartek ogląda się &plqq;Kobrę&prqq;,</w>
			<w>I nosi koszule czyste,</w>
			<w>I buty wygodne, i dobre,</w>
			<w>I wie się bez apelacji,</w>
			<w>Że ciocia na święta przyjedzie,</w>
			<w>I gdy się jeździ do pracy</w>
			<w>Codziennie z wyjątkiem niedziel,</w>
			<w>I wiadomo, co będzie potem,</w>
			<w>I jakie lato, i jesion,</w>
			<w>To czuje się dziwną ochotę,</w>
			<w>Żeby się wziąć i powiesić.</w>
			<w>Tylko że, po pierwsze, to jest źle widziane,</w>
			<w>a po drugie, hak może wylecieć i porysuje mi ścianę.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Stanica</tytul>
		<tekst>
			<w>Jest gdzieś w stepach stanica, a w stanicy wrót dwoje</w>
			<w>Poznaczonych ciosami i bliznami od strzał.</w>
			<w>Przyjeżdżają kowboje, wyjeżdżają kowboje,</w>
			<w>Rosną jedne tętenty, inne cichną wśród skał.</w>
			<w>Za stanicą jest strumień, nad strumieniem rząd jodeł,</w>
			<w>Dzikie wino się wspina zakosami na mur.</w>
			<w>Tamci skaczą na siodła, ci zsuwają się z siodeł,</w>
			<w>Rosną jedne tętenty, inne cichną wśród gór.</w>
			<w>Nad drogami wiruje pył i słońce zaciemnia,</w>
			<w>I opada bezszumnie na tarninę i głóg.</w>
			<w>Dyliżanse przystają i ruszają na przemian,</w>
			<w>Rosną jedne tętenty, inne cichną wśród dróg.</w>
			<w>To jest smutna stanica, niewyraźna, niczyja,</w>
			<w>Miejsce spotkań i dotknięć dziwnych ludzi i spraw.</w>
			<w>Jeden broń swą odkłada, drugi broń swą nabija,</w>
			<w>Rosną jedne tętenty, inne cichną wśród traw.</w>
			<w>Przed tą smutną stanicą już od tylu lat stoję</w>
			<w>I na próżno w jej sprawy jakoś włączyć się chcę.</w>
			<w>Nadjeżdżają kowboje, przejeżdżają kowboje,</w>
			<w>Rosną jedne tętenty, inne cichną we mgle&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Stanley i Dreptak</tytul>
		<tekst>
			<w>Mniej więcej sto lat temu gdzieś nad Tanganiką</w>
			<w>Zaginął słynny badacz David Livingstone.</w>
			<w>Nikt nie wiedział, czy Buszmen go zadziabał piką,</w>
			<w>Czy w lamparcim żołądku żywot skończył on?</w>
			<w>Szukano go nieśmiało, to bliżej, to dalej.</w>
			<w>Ale nie za daleko, bo tam lwy i trąd&hellip;</w>
			<w>Dopiero inny badacz. Henry Morton Stanley,</w>
			<w>Z bezprzykładną odwagą ruszył w Czarny Ląd.</w>
			<w>Szedł dwa lata bez mała. Rąbał się przez gąszcze.</w>
			<w>Spalał go żar słoneczny, chłodem ścinał świt,</w>
			<w>Nocą mu jadowite w trzcinach brzmiały chrząszcze</w>
			<w>(czyli że the cockchafers sounded in the reed).</w>
			<w>Padali mu tragarze, topniały zapasy,</w>
			<w>Pigmeje mu nocami wyżerali chleb,</w>
			<w>Termity budowały kopce w poprzek trasy,</w>
			<w>A od much tse-tse czarny był codziennie lep.</w>
			<w>Aż wreszcie po męczarniach ciężkich niesłychanie,</w>
			<w>Po trudach, których każdy inny miałby dość,</w>
			<w>Sir Henry Morton Stanley stanął na polanie,</w>
			<w>Na której siedział sobie inny biały gość.</w>
			<w>Wokół była Afryka. Wszędzie tylko czarni</w>
			<w>I dżungle, zgrzytające milionami paszcz.</w>
			<w>Sir Henry Morton Staniey przyklęknął na darni</w>
			<w>I tamtemu białemu spojrzał bystro w twarz.</w>
			<w>A potem się odezwał&hellip; &ndash; Wszystkie swe pieniądze</w>
			<w>Oddałbym, by usłyszeć to, co wtedy rzekł.</w>
			<w>A rzekł ponoć: &ndash; Sir David Livingstone, jak sądzę?</w>
			<w>&ndash; Mam wrażenie, że owszem! &ndash; odparł tamten człek.</w>
			<w>Natomiast w sto lat potem Dreptak na chodniku</w>
			<w>Na swego kumpla z pracy po południu wpadł,</w>
			<w>Poklepał go i krzyknął: &ndash; Serwus, krasy byku!</w>
			<w>A kumpel mu odkrzyknął: &ndash; Niuniek! Kopę lat!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Start</tytul>
		<tekst>
			<w>Słuchając rad światłego, słynnego trenera</w>
			<w>Zawodnik Jaś do startu dzielnie się zabiera.</w>
			<w>Przysiadł, wypiął się wdzięcznie, sprężył się jak puma,</w>
			<w>Lecz mu niestety wtedy pękła w majtkach guma.</w>
			<w>Nowej nie idzie dostać, więc chłopak roztropny</w>
			<w>Czym prędzej wciągnął w majtki zgrzebny sznur konopny,</w>
			<w>Zawiązał, i znów kucnął, sportowiec mocarny,</w>
			<w>Wtem but mu się rozwalił, gdyż butapren marny,</w>
			<w>Oczka mu poleciały przez środek koszulki</w>
			<w>I starter nie wypalił, bo zabrakło kulki.</w>
			<w>Wymieniono pistolet na innego grzmota,</w>
			<w>Pierwszy strzał rozdziewiczył miejscowego kota,</w>
			<w>Drugi poraził babcię, lecz za trzecim razem</w>
			<w>Zawodnicy ruszyli naprzód z dużym gazem,</w>
			<w>uszył Dżon i Fernando, i Helmut, i Pepik,</w>
			<w>Tylko Jaś został w miejscu, jakby wdepnął w lepik,</w>
			<w>Gdyż wszyscy oni mieli swe startowe bloki,</w>
			<w>Jaś dołek startowy, i to zbyt głęboki,</w>
			<w>Wszyscy huzia na Jasia, że zdechlak, chabeta&hellip;</w>
			<w>Na szczęście ocaliła biedaka ankieta,</w>
			<w>Która udowodniła &ndash; systemem Gallupa &ndash;</w>
			<w>Że zawodnik ambitny, z tym że trener dupa.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Stereo</tytul>
		<tekst>
			<w>Jednym życie mości drogę,</w>
			<w>Drudzy mają pecha:</w>
			<w>Poszli pograć sobie w nogę,</w>
			<w>Nie zabrali Lecha.</w>
			<vsp/>
			<w>Ktoś tu chyba się wygłupił,</w>
			<w>Ktoś czegoś nie dopiął:</w>
			<w>Lechu im tę piłę kupił,</w>
			<w>A bez niego kopią!</w>
			<vsp/>
			<w>Łazi Lechu wzdłuż boiska,</w>
			<w>Zerka na chłopaków,</w>
			<w>Chciałby znów, jak kiedyś &ndash; z bliska,</w>
			<w>Chciałby znów w ataku&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Naraz piłka na aut spadła,</w>
			<w>Chłopcy mecz przerwali,</w>
			<w>Skoczył Lechu , gałę zabrał:</w>
			<w>&ndash; Nie będzieta grali!</w>
			<vsp/>
			<w>Stali chłopcy smutni, bladzi,</w>
			<w>Lecz nie stali długo:</w>
			<w>Leci juz z kanciapy Tadzik,</w>
			<w>Niesie piłę drugą!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Strefy</tytul>
		<tekst>
			<w>A kiedy Winicjusz Dreptak kolejny swój utwór ułożył &ndash;</w>
			<w>Jęknęli chórem w zaświatach orżnięci kompozytorzy</w>
			<w>I na niejednym żyjącym koszula zrobiła się mokra,</w>
			<w>Bo Dreptak muzyczne kawałki na chama wszystkim był pokradł</w>
			<w>Jak królik po grządce kapusty &ndash; on po twórczości ich kicał.</w>
			<w>Na &plqq;A&prqq; obrobił Alabiewa, Aleksandrowa i Albeniza,</w>
			<w>Na &plqq;B&prqq; Beniamina Brittena, który aż zadrżał ze strachu,</w>
			<w>Jak również Beethovena, Bartoka i pięciu Bachów,</w>
			<w>Tudzież Albana Berga, Berlioza i Bizeta</w>
			<w>A wreszcie Bacewiczównę, choć wstyd, bo to przecież kobieta.</w>
			<w>Na &plqq;C&prqq; &ndash; Cimarosę, Czyża i Czajkowskiego też,</w>
			<w>Tylko Chopina opuścił, bo myślał że Chopin przez &plqq;Sz&prqq;.</w>
			<w>Na &plqq;D&prqq; Donizattiego, Dunajewskiego i Debussy'ego.</w>
			<w>Aż trafił na Depcikółkę, a ten w krzyk: &ndash; Ty tu czego?</w>
			<w>Bo Depcikółko tak samo kompozytorstwem się trudnił,</w>
			<w>Ułożył nawet suitę &plqq;Członkowie spółdzielni u studni&prqq;</w>
			<w>Hymn na cześć dyrektora, dwa bardzo ładne twisty</w>
			<w>I prześlicznego walczyka &plqq;Striptis seminarzysty&prqq;.</w>
			<w>Jak złapał więc tego Dreptaka, jak nim nie potelepie:</w>
			<w>&ndash; W naszej twórczości grasujesz jak szczur w spółdzielczym sklepie?</w>
			<w>Nas chcesz ograbić z arcydzieł? Nasze kawałki byś grywał?</w>
			<w>(tu objął Chaczaturiana, choć tamten się wyrywał)</w>
			<w>&ndash; Mój stary &ndash; rzekł chłodno Dreptak &ndash; nie strzęp no paszczy na próżno,</w>
			<w>Sam żeś &ndash; jak wszyscy wiedzą &ndash; kawałek Moniuszki urżnął,</w>
			<w>Podobnie źle się obszedłeś z Griegiem, Mascagnim i z Lisztem,</w>
			<w>A Verdiemu wyciąłeś pół &plqq;requiem&prqq; jak jaką ślepą kiszkę!</w>
			<w>Więc nie krzycz i nie rozrabiaj, bo i tak nie ma tremy&hellip;</w>
			<w>Drepcikółko westchnął z rezygnacją: &ndash; No klawo&hellip; to się dzielemy&hellip;</w>
			<w>I jęli dzielić dobytek siedząc wygodnie na sofie</w>
			<w>I mówiąc &ndash; Dla ciebie Szpilman, to dla mnie powiedzmy Prokofiew</w>
			<w>I dzielili się jak opłatkiem, bez żadnych nerwowych zrywów&hellip;</w>
			<w>Dobrze jest w każdej dziedzinie ustalić strefy wpływów!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Strusia tradycja</tytul>
		<tekst>
			<w>Tradycja sztuką jest zachowawczą,</w>
			<w>Nowinki są jej zazwyczaj obce,</w>
			<w>Ale że wszędzie mamy wyjątki</w>
			<w>I do tradycji wdziera się postęp.</w>
			<vsp/>
			<w>Kurzemu jajku nic nie zagrozi,</w>
			<w>Na wielkanocnym, białym obrusie.</w>
			<w>Lecz tu i ówdzie pokątnie wchodzi</w>
			<w>Na nasze stoły też jajo strusie.</w>
			<vsp/>
			<w>Choć do tradycji się nie zalicza,</w>
			<w>To jednak bardzo pewnie się czuje,</w>
			<w>Wymalowane, jak każe zwyczaj,</w>
			<w>Leży i pilnie nas obserwuje.</w>
			<vsp/>
			<w>Można je spotkać u biznesmena,</w>
			<w>U hurtownika, względnie dilera,</w>
			<w>Na szerszy rynek strusia pisanka</w>
			<w>Póki co jeszcze się nie wybiera.</w>
			<vsp/>
			<w>Choć ponoć strusie w naszym klimacie</w>
			<w>Czują się lepiej niż w swej Afryce,</w>
			<w>Wciąż ich przybywa i tylko patrzeć,</w>
			<w>Aż wkroczą w nasza polską tradycję</w>
			<vsp/>
			<w>Struś w stanie dzikim na naszych polach</w>
			<w>Na razie jeszcze nie występuje,</w>
			<w>W coraz liczniejszych jednak strusiarniach</w>
			<w>Już z powodzeniem się go hoduje.</w>
			<vsp/>
			<w>I bardzo dobrze. Strusiego jaja nie</w>
			<w>Trza się wcale wstydzić. O rety,</w>
			<w>wszak mamy z niego dziesięć jajecznic</w>
			<w>I dodatkowo cztery omlety.</w>
			<vsp/>
			<w>W naszej tradycji są ślady Słowian,</w>
			<w>Łużyczan, Hunów i Wizygotów.</w>
			<w>Struś nam wzbogaca to zacne grono</w>
			<w>O czarnych Zulu i Hotentotów.</w>
			<vsp/>
			<w>Do wielkanocnych polskich symboli</w>
			<w>Obok zajączka, co wśród jaj usiadł,</w>
			<w>Pod bazią, którą lud zowie palmą,</w>
			<w>Można powoli zaliczać strusia.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Sylwester w Soplicowie</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;ucichło Soplicowo po hucznym Sylwestrze,</w>
			<w>Już tylko puzon rzęził w pijanej orkiestrze,</w>
			<w>Lecz wreszcie czknął i zamilkł, zaś rura wygięta</w>
			<w>Spadając ogłuszyła niechcący Rejenta,</w>
			<w>Który zrobił dwa kroki, potknął się o Zosię,</w>
			<w>Zarył mordą w kociołek i skonał w bigosie.</w>
			<w>Obok na gruzach stołu przysiedli dwaj starce,</w>
			<w>Mając u kolan pełne miodu dwa półgarce.</w>
			<w>Patrząc w kąt, kędy wsparty o kant gdańskiej szafy</w>
			<w>Stał Pan Tadeusz strojny w orły i ryngrafy,</w>
			<w>Ukazując swój profil nie grecki, nie szwedzki,</w>
			<w>Nie rzymski i nie krymski lecz nasz mazowiecki!</w>
			<w>Pierwszy ze starców westchnął &ndash; Oj tak tak, mój Lechu!</w>
			<w>A drugi mu odetchnął &ndash; Tak tak, mój Wojciechu!</w>
			<w>Tu wsparli wzrok w kielichy, jak w kometę Haley,</w>
			<w>Zaś Wojciech rzekł ostrożnie &ndash; Tak tak. A co dalej?</w>
			<w>W odpowiedzi zaległo grobowe milczenie</w>
			<w>Przerwane bulgotaniem w śpiącej Telimenie.</w>
			<w>Kapitan Ryków nosem wypuścił bąbelki</w>
			<w>I sędziemu pod łóżkiem pękły z jękiem szelki.</w>
			<w>Na szczęście, gdy już było całkiem beznadziejnie,</w>
			<w>Wszedł Jankiel energicznie, choć też nieco chwiejnie,</w>
			<w>Przelazł przez śpiącą szlachtę, stanął u pulpitu</w>
			<w>I rzekł zachęcająco &ndash; Przywiozłem kredytu!</w>
			<w>&ndash; Świetnie! &ndash; krzyknęli wszyscy &ndash; Znów jest brykać za co!</w>
			<w>&ndash; Pani Podkomorzyna! Chódź tu pani z tacą!</w>
			<w>&ndash; Silni, zwarci, gotowi! Ruscy won do Pitra!</w>
			<w>&ndash; Robak, walnij kazanie! Zośka po pół litra!</w>
			<w>&ndash; Jankiel, graj majufesy, tanga, madrygały!</w>
			<w>Gdzieżeś zgubił cymbały, że masz tylko pały?</w>
			<w>&ndash; Żadne &plqq;tylko&prqq; &ndash; sprostował ów miły gagatek &ndash;</w>
			<w>Grunt mieć pały! Cymbałów ci u nas dostatek!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>System</tytul>
		<tekst>
			<w>Niejaki Horacy Dreptak miał taką wpadkę niestety</w>
			<w>Że kiedyś go przyłapano na podglądaniu kobiety</w>
			<w>Przez dziurkę od klucza w hotelu, jak wypięty w ohydny sposób</w>
			<w>Zaglądał przez tę dziurkę w obecności dość wielu osób</w>
			<w>Co chodziły po korytarzu, aż osobnik jeden, zły okropnie</w>
			<w>Jak nie zajdzie Dreptaka od tyłu, jak go w pupkę z woleja nie kopnie!</w>
			<w>A że miał nogę masywną, jak z jakiejś mocarnej stali,</w>
			<w>Więc tego Dreptaka z godzinę od tych drzwi odklejali,</w>
			<w>A kiedy go odkleili, zapłakał Dreptak-ladaco</w>
			<w>I zamiast wyrazić skruchę, patetycznie krzyknął: &ndash; I za co?</w>
			<w>&ndash; Jak to za co? &ndash; wszyscy nań wsiedli &ndash; Jeszcze pytasz paskudny</w>
			<w>natręcie,</w>
			<w>Coś podglądał uczciwą kobietę w jej prywatnym apartamencie?</w>
			<w>&ndash; Chwileczkę &ndash; zastrzegł się Dreptak &ndash; Jeżeli mamy być szczerzy,</w>
			<w>Uczciwością to ona nie grzeszy, apartament zaś do mnie należy!</w>
			<w>Sprawdzają &ndash; i rzeczywiście! Hotelowa doba opłacona</w>
			<w>Przez Dreptaka, a ta cała pani jest to jego legalna żona,</w>
			<w>Niejaka Pelagia Dreptak w wieku lat pięćdziesięciu sześciu,</w>
			<w>Obwiniona kiedyś o ekscesy seksualne na własnym teściu,</w>
			<w>I zaśmiecanie dzielnicy&hellip;</w>
			<w>W ogóle jakaś taka&hellip;</w>
			<w>Więc wszyscy dalej przepraszać niewinnego Horacego Dreptaka!</w>
			<w>I zaraz przynieśli mu wódki &ndash; zwłaszcza że głośno jej żądał &ndash;</w>
			<w>I tylko go ciągle pytali po co własną żonę podglądał?</w>
			<w>&ndash; Mógł pan przecież siedzieć w pokoju, widzieć wszystko</w>
			<w>wyraźniej i jaśniej,</w>
			<w>A przez dziurkę nic prawie nie widać!</w>
			<w>Na co Dreptak rzekł logicznie: &ndash; Ano właśnie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>System wyważeń</tytul>
		<tekst>
			<w>Dostał kiedyś Dreptak dyrektywę dziwną,</w>
			<w>By spłodził satyrę, ale pozytywną.</w>
			<w>Usiadł więc przy biurku, napił się koniaku</w>
			<w>I machnął satyrę na Resort Dreptaków.</w>
			<w>Zrobiła się chryja, Dreptaka wezwali:</w>
			<w>&ndash; Przeczytajcie głośno, coście napisali!</w>
			<w>Zapoznał ich Dreptak z tym swoim kawałkiem:</w>
			<w>&ndash; Resort jest do kitu, atoli nie całkiem!</w>
			<w>Odezwał się pewien działacz starej daty:</w>
			<w>&ndash; Cóż, jest tu pozytyw, choć jest i negatyw!</w>
			<w>&ndash; Owszem &ndash; dodał drugi &ndash; też mam takie zdanie,</w>
			<w>Gryząca ironia, a przy tym uznanie!</w>
			<w>Wtem wyskoczył trzeci, pozbawiony taktu:</w>
			<w>&ndash; To nie jest satyra, lecz stwierdzenie faktu!</w>
			<w>Natomiast w satyrze pisać by musiało,</w>
			<w>Że, nieprawdaż, Resort&hellip; (tutaj go zatkało),</w>
			<w>Redaktor naczelny przeciął problem łatwo:</w>
			<w>&ndash; Satyra to dobra, ale nie zanadto,</w>
			<w>Jej autor jest zdolny, ale nie nadmiernie,</w>
			<w>Oddał treść prawdziwie, chociaż niezbyt wiernie,</w>
			<w>Więc stosując system ostrożnych wyważeń,</w>
			<w>Czekajmy z satyrą na rozwój wydarzeń!</w>
			<w>Co rzekłszy, dał rozkaz zamknięcia narady,</w>
			<w>Był bowiem odważny. Ale bez przesady.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szacunek</tytul>
		<tekst>
			<w>Idę jakoś przez życie, nieźle sobie w nim radzę,</w>
			<w>Żona zadowolona, syn trzydziesty ma rok,</w>
			<w>Tylko kiedy po drodze napotykam gdzieś władzę,</w>
			<w>To popadam w psychozę, stres, nerwicę i szok.</w>
			<w>Władze mamy dość liczne, małe, średnie i duże,</w>
			<w>Dla mnie to bez różnicy &ndash; tamta władza czy ta,</w>
			<w>Nawet w jakimś malutkim, nieważniutkim wręcz biurze</w>
			<w>Z tremy prawa powieka idiotycznie mi drga.</w>
			<w>A najgorzej jak czasem jadę gdzieś za granicę,</w>
			<w>Nie daleko, ot Czechy, Węgry lub NRD,</w>
			<w>Trzymam się instruktażu, nigdy nic nie przemycę,</w>
			<w>A i tak wprost się trzęsę kiedy jestem na cle&hellip;</w>
			<w>Celnik lubi faceta, co się czuje niepewnie!</w>
			<w>Zaraz w nim podejrzenia rosną bujnie jak mlecz,</w>
			<w>Odwołuje mnie na bok w oczy patrzy mi rzewnie</w>
			<w>I powiada: &ndash; No, mów pan, gdzieś pan schował tę rzecz?</w>
			<w>Tu, zupełnie do reszty się rozklejam niestety,</w>
			<w>Chcę się zaśmiać, lecz z gardła nędzny tylko brzmi kwik,</w>
			<w>Chcę mieć minę jak anioł, ale mam ją jak kretyn,</w>
			<w>I już jasne, że wiozę przemyt wielki jak byk&hellip;</w>
			<w>Nie ma rady&hellip; rewizje, żenujące striptizy,</w>
			<w>Jeden spodnie mi pruje, drugi buty mi tnie,</w>
			<w>Biorą mnie pod rentgena, robią mi analizy,</w>
			<w>Zaglądają gdzie tylko można&hellip; albo i nie&hellip;</w>
			<w>Gdzieś po ośmiu godzinach, z pierwszym brzaskiem świtania,</w>
			<w>Gdy ptasimi trelami nadgraniczny brzmi las,</w>
			<w>Celnik &ndash; na mnie z szacunkiem patrząc &ndash; mówi: &ndash; Ot, cwaniak</w>
			<w>Znakomity przemytnik, mistrz panowie i as!!!</w>
			<w>Kiedy o tym pomyślę, to mi straszno&hellip; i rzewno&hellip;</w>
			<w>I &ndash; aczkolwiek mnie gnębi chandra, smutek i katz &ndash;</w>
			<w>Nie wiem jak zrobić minę bardziej &ndash; niż ją mam &ndash; pewną,</w>
			<w>I by mniejszy &ndash; niż go mam &ndash; mieć szacunek dla władz&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szantażyk</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeśli żona mężowi czasem grozi kopyścią,</w>
			<w>Łatwo pojąć intencję która w ruchu tym jest &ndash;</w>
			<w>Minimalny szantażyk z minimalną korzyścią,</w>
			<w>Tradycyjny, seryjny, rytualny wręcz gest.</w>
			<w>Żona nie chce, by z kumplem szedł na piwo jej starzyk,</w>
			<w>Innych środków wyrazu w danej chwili jej brak,</w>
			<w>Korzyść stąd równie mała jak ten mały szantażyk,</w>
			<w>W sumie cały ów problem maciupeńki jak mak.</w>
			<w>Czasem sprzeczka wybucha w biurze, albo i w barze,</w>
			<w>Różne słowa padają, a wśród innych i te:</w>
			<w>&ndash; Czy pan wie kto ja jestem? Już ja panu pokażę!</w>
			<w>Przyczem nie precyzujec opokazać nam chce.</w>
			<w>Cóż, słuchamy ze złością, ale nie z nienawiścią,</w>
			<w>Wszyscyśmy już przywykli do utartych tych zdań,</w>
			<w>Minimalny szantażyk z minimalną korzyścią,</w>
			<w>Wiemy &ndash; gość nic nie może, ale straszy nas drań.</w>
			<w>Jeli jednak coś może? Jeśli to sekretarzyk</w>
			<w>Sekretarki ministra albo posła, to co?</w>
			<w>Dajmy odnieść mu korzyść małą jak ten szantażyk,</w>
			<w>Zlekceważmy to zajście, takie drobne jak źdźbło.</w>
			<w>I w miłości się zdarza takich spraw dosyć wiele,</w>
			<w>Gdy ktoś w naszej osobie znajdzie uczuć swych cel</w>
			<w>I powiada: &ndash; Nie zechcesz, to się zara zastrzelę!</w>
			<w>Patrząc na nią &ndash; lub niego &ndash; myślę sobie: &ndash; To strzel!</w>
			<w>Lecz po chwili rozważam: &ndash; Miłość gdy zacznie gryźć ją</w>
			<w>Gotów &ndash; albo gotowa &ndash; strzelić w łeb, względnie w biust&hellip;</w>
			<w>Minimalny szantażyk z minimalną korzyścią,</w>
			<w>Ale lepiej bliźniemu nie odmawiać&hellip; hm&hellip; ust&hellip;</w>
			<w>Więc idziemy w paskudny okoliczny pejzażyk,</w>
			<w>Albo li też do chaty podążamy tup tup,</w>
			<w>Minimalna to korzyść, minimalny szantażyk,</w>
			<w>Ale po co sumienie ma obarczać nam trup?</w>
			<w>Szumią łany jak rany, dymią liczne fabryki,</w>
			<w>Rozkwitają budynki biur, uczelni i hut,</w>
			<w>Nieustannie drobniutkie dzieją się szantażyki</w>
			<w>Z których mini-korzyści tu i tam ciągnie lud.</w>
			<w>Jaki ze mnie poeta? Jam nie Przyboś, ni Ważyk,</w>
			<w>Nie mam dużych wymagań, skromny starcza mi byt,</w>
			<w>A ten wierszyk, to taki minimalny szantażyk,</w>
			<w>Korzyść zaś &ndash; honorarium takie ciupcie, aż wstyd&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szczerość</tytul>
		<tekst>
			<w>Bardziej od węży, glist oraz kretów</w>
			<w>Nie znoszę różnych szczerych facetów.</w>
			<w>A szczery facet, to facet taki</w>
			<w>Co ma na dłoni serce i flaki,</w>
			<w>I przy spotkaniu powiada krótko:</w>
			<w>&ndash; Wiesz, twoja żona żyje z Kociutką!</w>
			<w>Wszystko to szczera prawda i racja</w>
			<w>Lecz po cóżeż mi ta informacja?</w>
			<w>Zmartwienie z tego tytułu tycie,</w>
			<w>Żyje z Kociutką&hellip; Co to za życie?</w>
			<w>Reasumując sprawę pokrótce</w>
			<w>Musiał bym teraz dać w pysk Kociutce,</w>
			<w>A on poczyta mnie za idiotę,</w>
			<w>Bo wie, że ja wiem już sześć lat o tem&hellip;</w>
			<w>Więc gdyby można, to wszystkich szczerych</w>
			<w>Wziąłbym i wysłałbym na galery.</w>
			<w>Wolę już kłamstwa, choćby najprostrze:</w>
			<w>&ndash; Wiesz, tak wyglądasz, że ci zazdroszczę!</w>
			<w>&ndash; Twój wiersz ostatni był doskonały!</w>
			<w>&ndash; Trochę ci jakby włosy zgęstniały!</w>
			<w>&ndash; Ach, twoja żona, to jak z ołtarza&hellip;</w>
			<w>Chętnie uściskałbym tego łgarza,</w>
			<w>Ale już odszedł, a &ndash; na mą mękę &ndash;</w>
			<w>Wraca ten szczery, szczerząc paszczękę,</w>
			<w>Lecz to szczerości jego ostatnie,</w>
			<w>Bo się dziś na mnie paskudnie natnie&hellip;</w>
			<w>&ndash; Jak się masz stary, czyś ty nie chory?</w>
			<w>Masz pod oczami ogromne wory!</w>
			<w>&hellip;odszedł, wydając z siebie jęk głuchy&hellip;</w>
			<w>Precz ze szczerymi! Wiwat kłamczuchy!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szef</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedy szef pośle cię po piwo</w>
			<w>To pomyśl sobie: &ndash; Niech ja stracę!</w>
			<w>I kopnij się do kiosku żywo</w>
			<w>Bo nie tak łatwo dziś o pracę!</w>
			<w>Szef, to tak prawie jak twój tato &ndash;</w>
			<w>Raz skarci, raz pieszczotą muśnie,</w>
			<w>Gdy szef oznajmi ci żeś matoł &ndash;</w>
			<w>Przyozdób twarz w barani uśmiech</w>
			<w>I bądź matołem w danej chwili</w>
			<w>Choćbyś miał cztery fakultety,</w>
			<w>Bo szef przenigdy się nie myli,</w>
			<w>Dlatego on jest szefem, nie ty.</w>
			<w>Lecz i dla ciebie, choć-żeś mały,</w>
			<w>Jest także satysfakcji strefa:</w>
			<w>Oto twój szef, choć tak wspaniały,</w>
			<w>Nad sobą ma większego szefa,</w>
			<w>I też mu dusza idzie w pięty</w>
			<w>Gdy szef się pyta go jowialnie:</w>
			<w>&ndash; Czy pan jest niedorozwinięty?</w>
			<w>On wówczas bąka: &ndash; Naturalnie&hellip;!</w>
			<w>Pomnijcie wojownicy młodzi</w>
			<w>Oraz wy, starsi wyjadacze:</w>
			<w>Należy się na wszystko godzić!</w>
			<w>&hellip;albo na prawie wszystko raczej,</w>
			<w>Bo gdy z ust szefa padnie zdanie</w>
			<w>Rzucone w gniewie lub ferworze:</w>
			<w>&ndash; A całuj żeż mnie drogi panie!</w>
			<w>&hellip;to ty niecałuj go broń Boże!</w>
			<w>Niech ci do głowy to nie strzeli &ndash;</w>
			<w>Zrób krok, lecz cofnij się z powrotem</w>
			<w>I jęknij: &ndash; Gdzieżbym się ośmielił,</w>
			<w>Chociaż po nocach marzę o tym!</w>
			<w>Taka pokora szefa wzrusza &ndash;</w>
			<w>Lico rozchmurzy wnet ponure</w>
			<w>I szepnie: &ndash; Durny, ale dusza!</w>
			<w>Brawo! To znak że pójdziesz w górę!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szept</tytul>
		<tekst>
			<w>Starszy referent Jan Dreptak miał żonę, tapczan i półki.</w>
			<w>I rzadko, raz na lat kilka miał także przyjaciółki.</w>
			<w>Ostatnio zauważono, że ciągle po mieście lata</w>
			<w>I szuka jakiejś blondynki o dźwięcznym imieniu Beata,</w>
			<w>Więc nie raz mu kumple mówili: Te, nie bądź wybredny taki,</w>
			<w>Są przecież Manie, Franie i inne ładne kociaki!</w>
			<w>Ty chyba kochany Jasiu jesteś ciut szusowaty,</w>
			<w>Że szukasz z oślim uporem jakiejś mitycznej Beaty!</w>
			<w>Aż wreszcie nie wytrzymali, zmówili się kiedyś chytrze</w>
			<w>I jęli badać Jasia przy eksportowym półlitrze.</w>
			<w>I wreszcie wydarli mu sekret dosłownie z głębi łona:</w>
			<w>&ndash; Beata &ndash; powiedział Dreptak &ndash; nazywa się moja żona,</w>
			<w>Więc chyba nie będzie miała do mnie pretensji za to,</w>
			<w>Że czasem przez sen wyszepczę cichutko &plqq;Beato, Beato&prqq;&hellip;</w>
			<w>Podczas gdy w razie, gdybym wyszeptał powiedzmy &plqq;Elżbieta&prqq;,</w>
			<w>To by rąbnęła mnie po łbie, a rękę ma jak atleta!</w>
			<w>I Jasio Dreptak, swym kumplom opowiedziawszy wszystko,</w>
			<w>Poszedł się spotkać z Beatą Kołpiszewską, starszą kontystką.</w>
			<w>Po kilku dniach od tej daty zjawia się Dreptak w biurze,</w>
			<w>A tu ci na nim siniaki kwitną jak w polu róże.</w>
			<w>Więc wzbudził wielką sensację pośród kolegów grona&hellip;</w>
			<w>&ndash; Kto cię zlał? Pietrzykowski?</w>
			<w>&ndash; Nie&hellip; &ndash; mówi Dreptak &ndash; żona&hellip;</w>
			<w>&ndash; Jakże to? Czyżby zawiódł zupełnie twój system wspaniały?</w>
			<w>&ndash; Zawiódł&hellip; &ndash; No ale przecież imiona klapowały&hellip;?</w>
			<w>&ndash; I owszem&hellip; &ndash; Więc czemu żona popadła w pasję szewską?</w>
			<w>Cóżeś ty przez sen szeptał?</w>
			<w>&ndash; Szeptałem &plqq;O, Kołpiszewsko&hellip;&prqq;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szlaban</tytul>
		<tekst>
			<w>Rodaku! Nie wpadaj w kobiece objęcia:</w>
			<w>&plqq;Płód będzie chroniony od chwili poczęcia&prqq;.</w>
			<w>Daj żonie banana lub kup jej wibrator,</w>
			<w>Bo już na was czyha zgrzybiały senator,</w>
			<w>Już patrzą na stoper, ukryci za krzakiem,</w>
			<w>Duchowny Chudzielak z gliniarzem Miziakiem,</w>
			<w>By wpisać dokładnie do swego zeszytu</w>
			<w>O której twa baba kwiknęła z zachwytu,</w>
			<w>Ty jeszcze na dobre nie zlazłeś z kanapy,</w>
			<w>A Państwo już stoi na straży Kuciapy.</w>
			<w>Wzruszony tym kultem czcigodnych otworów,</w>
			<w>Wraz z Lechem domagam się szybszych wyborów!</w>
			<w>Stawiajcie kabiny! Podnieście strop, cieśle!</w>
			<w>Tym razem na pewno już wiem, kogo skreślę.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szlaban</tytul>
		<tekst>
			<w>Rodaku! Nie wpadaj w kobiece objęcia!</w>
			<w>&plqq;Płód będzie chroniony od chwili poczęcia&prqq;.</w>
			<w>Daj żonie banana lub kup jej wibrator,</w>
			<w>Bo już na nas czyha zgrzybiały senator,</w>
			<w>Już patrzą na stoper, ukryci za krzakiem,</w>
			<w>Duchowny Chudzielak z gliniarzem Miziakiem,</w>
			<w>By wpisać dokładnie do swego zeszytu</w>
			<w>O której twa babka kwiknęła z zachwytu,</w>
			<w>Ty jeszcze na dobre nie zlazłeś z kanapy,</w>
			<w>A Państwo już stoi na straży Kuciapy.</w>
			<w>Wzruszony tym kultem czcigodnych otworów,</w>
			<w>Wraz z Lechem domagam się szybszych wyborów!</w>
			<w>Stawiajcie kabiny! Podnieście strop cieśle!</w>
			<w>Tym razem na pewno już wiem, kogo skreślę.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szopka-galopka</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto moja prywatna, intymna, maciopka,</w>
			<w>Uboga lecz chędoga noworoczna szopka,</w>
			<w>Stojąca wśród wyziewów i wśród długów wielu</w>
			<w>Do niedawna nosząca nazwę PRL-u.</w>
			<w>W niej żłobek, a nad żłobkiem jako Matka Boska</w>
			<w>Piękna Małgosia schyla się Niezabitowska,</w>
			<w>Już jej lęk o dzieciątko więcej nie wyniszca,</w>
			<w>Gdyż Herod się poprawił! (oczywiście Kiszczak).</w>
			<w>Święty Józef sukmanę ma, czy rodzaj kiecki,</w>
			<w>Haftowanej w przepiękny szlaczek mazowiecki.</w>
			<w>Wół i osioł chuchają w dziecięcia oblicze,</w>
			<w>To Turoń .. pardon: Kuroń wraz z Balcerowiczem.</w>
			<w>W roli Żyda &ndash; Syryjczyk, ma myckę, czy turban&hellip;?</w>
			<w>Jego koza na sznurku to pokorny Urban.</w>
			<w>Pastuchów całe mnóstwo! Zaś nad szopką, w górze</w>
			<w>Nawróceni gliniarze, te aniołki stróże,</w>
			<w>Kombinują jakby tu swą odzież służbową</w>
			<w>Przefarbować bez wielkich jaj na granatowo.</w>
			<w>Przy okazji śpiewają patriotyczne piosnki</w>
			<w>A dyryguje nimi ksiądz major Jankowski.</w>
			<w>Szprech, Czech i Rus, królowie nieśli swoją dolę,</w>
			<w>A Szprech zwiał na zachód i ryćka się z Kohlem.</w>
			<w>W żłobku leży maleństwo w krostkach, w palpitacjach,</w>
			<w>Ani jej do zabawy, ani jej do śmiechu</w>
			<w>Na szczęście wszystkim z góry błogosławi Lechu.</w>
			<w>A choć tyle trudności i przeciwieństw wszędzie,</w>
			<w>O ile znam Polaków &ndash; to jakoś to będzie!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szopka Wrocławska 84</tytul>
		<tekst>
			<w><em>Miś Fazi:</em> Ludzie prosimy do nas!</w>
			<w><em>Kermit:</em> Do nas jeśli łaska!</w>
			<w><em>Miś Fazi:</em> Tutaj wrocławska szopka!</w>
			<w><em>Kermit:</em> Tu szopka wrocławska!</w>
			<w><em>Miś Fazi:</em> Ucho czujnie nadstawcie!</w>
			<w><em>Kermit:</em> Hej! Nadstawcie ucho!</w>
			<w><em>Miś Fazi:</em> Przestań za mną powtarzać paskudna ropucho!</w>
			<w><em>Kermit:</em> To ty za mną!</w>
			<w><em>Pigi:</em> Sza, spokój, zgoda narodowa,</w>
			<w>Bierzcie przykład z Gazety i z Polskiego Słowa,</w>
			<w>One też powtarzają, jeden temat młócą,</w>
			<w>Ale nigdy się przytem tak brzydko nie kłócą.</w>
			<w>Popatrzcie tu w Gazecie jest artykuł taki:</w>
			<w>Sensacja! Pod Wołowem chłop sadzi ziemniaki</w>
			<w>A teraz dla odmiany zajmijmy się Słowem&hellip;</w>
			<w>O proszę &plqq;Chłop ziemniaki sadzi pod Wołowem&prqq;</w>
			<w><em>Kermit:</em> O, to Wieczór Wrocławia lepiej sobie radzi</w>
			<w>Pisząc &plqq;Koło Wołowa chłop ziemniaki sadzi&prqq;.</w>
			<w><em>Miś Fazi:</em> Fakt, reszta wiadomości też w tym samym tonie,</w>
			<w>&plqq;Wszyscy uczciwi ludzie jednoczą się w PRONie!&prqq;</w>
			<w><em>Pigi:</em> &plqq;Bułgaria polski rynek wesprze marmeladą!&prqq;</w>
			<w><em>Kermit:</em> &plqq;W USA dwie katastrofy, powódź i tornado!&prqq;</w>
			<w><em>Pigi:</em> I wy także jedności łączcie się murem,</w>
			<w>A pragnąc coś powiedzieć &ndash; mówcie wszystko chórem!</w>
			<w><em>Fazi i Kermit:</em> Dobrze, będziemy chórem mówili chłop w chłopa:</w>
			<w>Chodźcie ludzie, zaprasza was wrocławska szopa,</w>
			<w>Zaraz różne postacie na scenę się wedrą</w>
			<w>A spektakl poprowadzi stary hrabia Fredro.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Pumyłka, Oleś Fredru by sy ni puradził,</w>
			<w>I dlategu mnie prosił, żeby ja pruwadził.</w>
			<w><em>Pigi:</em> Ba, ale to różnica, i to podstawowa&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Jaka? Ja takży hrabia i takży zy Lwowa.</w>
			<w>(<em>śpiewa na melodię &plqq;O północy się zjawili&prqq;</em>)</w>
			<w>Jestem hrabia galicyjski Tunio Dzieduszycki,</w>
			<w>Siadywałem z mamką na Wysokim Zamku,</w>
			<w>Teraz siedzę se na Krzykach, pisuję w dziennikach</w>
			<w>Oraz w pyriudykach, gdzie się da.</w>
			<w><em>chórek:</em> A muzyczka ino-ano, a muzyczka rżnie,</w>
			<w>A do tej muzyki Tunio pisze swe krytyki,</w>
			<w>Szymanowski czy Bukowski wszystko jedno mu,</w>
			<w>Bo on całą wiedzę ma o tu!</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Bardzo często też na wizji bywam w telewizji,</w>
			<w>Nieraz dzieci płaczą jak mnie tam zobaczą,</w>
			<w>Ale ja się nie przejmuję tylko dalej truję</w>
			<w>I tak zarobkuję już od lat!</w>
			<w><em>chórek:</em> A muzyczka ino-ano, a muzyczka rżnie,</w>
			<w>A przy tej muzyce Tunio gada swoje wice</w>
			<w>Penderecki czy Wodecki, wszystko jedno mu</w>
			<w>Bo on całą wiedzę ma o tu!</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> (<em>mówi</em>) Dodam też &ndash; o czym wszyscy wiedzą, mam nadzieję &ndash;</w>
			<w>że pierwszym w wujewództwi jestem wudzirejem,</w>
			<w>Umiem bal puprowadzić z wdziękiem, szarmem, gestem&hellip;</w>
			<w><em>Balicki:</em> Przepraszam wodzirejem pierwszym ja tu jestem,</w>
			<w>Chyba się pan z tym zgodzi, panie Dzieduszycki?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> (<em>do siebie</em>) Joj, ali ja si naciął&hellip; Sykretarz Balicki&hellip;</w>
			<w>(<em>głośno</em>) Ta pewni ży pan pierwszy i ży dużo lepszy!</w>
			<w><em>Balicki:</em> A co pan mówił przedtem?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Ot, w głowi si pieprzy,</w>
			<w>A człowiek nie pumyśli i ozorem macha,</w>
			<w>Pan to nawet ma lepszy głos od Himmilsbacha,</w>
			<w>Pan nie wi jak ja pana lubi, pani Zdzichu&hellip;</w>
			<w><em>Balicki:</em> Jam prawdziwych przyjaciół zostawił w Wałbrzychu&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> A wy Wrucławiu gorzej?</w>
			<w><em>Balicki:</em> Porównania nie ma,</w>
			<w>Co dom to opozycja, co dwa to ekstrema&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Jezus Maria!</w>
			<w><em>Balicki:</em> Korupcja, porubstwo i furia,</w>
			<w>Sto tysięcy studentów, konsulat i kuria,</w>
			<w>Deficyt wody, gazu, stada wron i kruków,</w>
			<w>Cztery żeńskie zakony, wojska dziesięć pułków,</w>
			<w>Fatalne budownictwo, wszystkie drzwi bez skobla</w>
			<w>I Różewicz w pretensjach że nie dostał Nobla,</w>
			<w>Jak tu żyć?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Jakoś można byle pomalutku&hellip;</w>
			<w><em>Balicki:</em> Toteż ja doprowadzę swe dzieło do skutku,</w>
			<w>Jeszcze Wrocław zasłynie przed śwatem w przyszlości</w>
			<w>Jako wzór ładu, składu i gospodarności,</w>
			<w>Siedziba mądrych ludzi, piękne miasto kwiatów&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> A na razie?</w>
			<w><em>Balicki:</em> Na razie to szpital wariatów.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> O, a propos szpitala, toż pan już si wsławił,</w>
			<w>Tym ży na Karłowicach szpital pan wystawił.</w>
			<w><em>Balicki:</em> Jeden szpital to kropla&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Pumału, pumału</w>
			<w>A będzie nam si tutaj coraz lepiej działu.</w>
			<w>(<em>śpiewają na mel. &plqq;Titina ach Titina&prqq;</em>)</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Zdzisławie, ach Zdzisławie</w>
			<w>Ty wiesz co piszczy w trawie,</w>
			<w>Bo jeszcze wczoraj prawie</w>
			<w>W gazecie pisał tyś.</w>
			<w><em>Balicki:</em> Ach byłem redaktorem,</w>
			<w>Chodziłem spać wieczorem</w>
			<w>Lecz pierwszym mnie tenorem</w>
			<w>Los zechciał zrobić dziś.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Gdy ktoś był dziennikarzem</w>
			<w>A został sekretarzem &ndash;</w>
			<w>Kłopotów ma w nadmiarze,</w>
			<w>O potąd, by tak rzec&hellip;</w>
			<w><em>Balicki:</em> Dziennikarz swe sekrety</w>
			<w>Ładuje do gazety,</w>
			<w>Sekretarz zaś, niestety,</w>
			<w>Sekretów musi strzec.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> (<em>mówi</em>) Poszedł&hellip; tyle ża na mnie trochy si puzżymał&hellip;</w>
			<w>Przetrzymam&hellip; Niejednego ja już tu przetrzymał.</w>
			<w>O, znowu ktoś nadchodzi w niezgorszej kondycji,</w>
			<w>Wąs bujny&hellip; Oko żywe&hellip; To ktoś z upuzycji&hellip;</w>
			<w>Pani Ewa Szumańska! Cóż za werwa, wigor&hellip;</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Głupie żarty, to przecież ja, Przegrodzki Igor.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Faktyczni&hellip; Jak to czasem oczy mylą diablo&hellip;</w>
			<w>On tyli z upuzycją ma, co kura z szablą&hellip;</w>
			<w>(<em>głośno</em>) Witam cię dyrektorze! Tyś nasz orzeł, sokół&hellip;</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Przychodzę, bo podobno zwolnił się tu cokół</w>
			<w>Po Grotowskim, co zamknął swe Laboratorium,</w>
			<w>A ponadto podobno zmienił terytorium&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> I owszem, mistrz natchniony oraz uczniów paru</w>
			<w>Przebywają w regionach Drugiego Ubszaru Płatniczegu&hellip;</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Nim wrócą, ja tu fiku-miku,</w>
			<w>Ciach &ndash; i umieszczę własny tyłek na pomniku&hellip;</w>
			<w><em>Braun:</em> Hola!</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Ktoś mówił &plqq;hola&prqq;?</w>
			<w><em>Braun:</em> Hola, hola, hola!</w>
			<w>Następstwo po Grotowskim, to nie pańska rola</w>
			<w>Lecz moja, bo jak tamten &ndash; jam szaleniec boży.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> To Braun zy Współczesnegu, już on mu dołoży!</w>
			<w><em>Braun:</em> Wszak by Grotowskiego dorównać postaci</w>
			<w>Trzeba czerpać swe siły z ziemi, naszej maci,</w>
			<w>Przejść na ty z siostrą &ndash; wierzbą, pohukać do dziupli,</w>
			<w>&plqq;Bracie wróbelku&prqq; mówić do szarych kurdupli,</w>
			<w>Na bosaka po trawie szukać lisich tropów</w>
			<w>Wzbudzając tym panikę wśród pijanych chłopów,</w>
			<w>Wreszcie owcę wyryćkać, gładząc ją po wełnie.</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> A pan to wszystko robi?</w>
			<w><em>Braun:</em> Może niezupełnie,</w>
			<w>Zwłaszcza że brak mi owcy, ale w swym teatrze</w>
			<w>Zebrałem aktoreczki wszystkie co najgładsze</w>
			<w>Które bądź to na goło, bądź w samej bieliźnie</w>
			<w>Recytują przepięknie wiersze o ojczyźnie,</w>
			<w>O humanitaryźmie, lub też biorą fuzję</w>
			<w>By do militaryzmu wyrazić aluzję,</w>
			<w>A wszystko udziwnione &ndash; biją liczne dzwony,</w>
			<w>Snują się barwne dymy, wieją feretrony,</w>
			<w>Dmą surmy, pieją chóry, szczytne rany krwawią,</w>
			<w>Rejtan rozdziera szaty, księża błogosławią</w>
			<w>A Wyspiański mnie z grobu błaga żebym przestał&hellip;</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Odsuń się od pomnika!</w>
			<w><em>Braun:</em> Puszczaj na piedestał!</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Ta przestańcie si szarpać! Rodacy! Sąsiedzi!</w>
			<w>Zwłaszcza ży na pumniku już ktoś inny siedzi!</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Jaka postać wsaniała!</w>
			<w><em>Braun:</em> Jaki wzrok królewski!</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Nareszci ich pugodził Henryk Tomaszewski!</w>
			<w>(<em>na melodię &plqq;Ach Ludwiko, miłością płonę dziką&hellip;&prqq;</em>)</w>
			<w>Bo mim nigdy czasu nima,</w>
			<w>W swej ojczyźnie nie posiedzi biedny mim,</w>
			<w>Ledwie wrócił z Waszyngtonu</w>
			<w>Musi pędzić do Kantonu</w>
			<w>A w kolejce już czekają Krym i Rzym.</w>
			<w>Dzwoni Praga, Kopenhaga,</w>
			<w>Londyn także się domaga,</w>
			<w>W Oslo krzyki, w Telawiwie też aj waj,</w>
			<w>Przysyłają telegramy</w>
			<w>Birninghamy, Totenhamy,</w>
			<w>Z Moskwy przyszła zaś depesza &plqq;Nu dawaj&prqq;.</w>
			<w>Cóż że świat już od lat cię wysławia,</w>
			<w>Chociaż raz miej ty czas dla Wrocławia.</w>
			<w>Nóg nie żałuj, tu do nas przypedałuj,</w>
			<w>Na pupie wreszcie Heniu siądź</w>
			<w>I z nami, z nami bądź!</w>
			<w>Ale nie mogę zrobić zawodu ludzkości,</w>
			<w>Cześć piszcie na Berdyczów!</w>
			<w>Pusty cokół zostawił&hellip;</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Zaraz ja tam wlizę&hellip;</w>
			<w><em>Braun:</em> Daj mi usiąść kolego&hellip;</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Nie, nie dam koledze&hellip;</w>
			<w><em>Braun:</em> A ja jednak usiędę&hellip;</w>
			<w><em>Sąsiadek:</em> A ja już tu siedzę!</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> Widzę, lecz ktoś pan taki?</w>
			<w><em>Sąsiadek:</em> Ot moje papiery&hellip;</w>
			<w><em>Przegrodzki:</em> (<em>czyta</em>) Hm&hellip; Eugeniusz Sąsiadek, dyrektor Opery&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Jest to w dziejach ludzkości nie pierwszy przypadek,</w>
			<w>Że kiedy dwóch si bije &ndash; korzysta Sąsiadek.</w>
			<w><em>Braun:</em> Więc pan przejął operę?</w>
			<w><em>Sąsiadek:</em> Z chórem i kapelą.</w>
			<w><em>Braun:</em> A gdzież jest Robert-Diabeł, czyli Satanello, Vel Robert Satanowski?</w>
			<w><em>Sąsiadek:</em> On na dużym chodzie</w>
			<w>Bo pułkownik, a teraz pułkownicy w modzie,</w>
			<w>Północną porą wicher porwał go grudniowy</w>
			<w>Do stolicy, gdzie objął Teatr Narodowy</w>
			<w>I zawisnął u szczytu, posłannictwem wzdęty</w>
			<w>Porzucając kochanki, raty, alimenty,</w>
			<w>Projekty, obietnice, fraki, ecie-pecie,</w>
			<w>Rezydencję na Krzykach, krzesło w Komitecie</w>
			<w>Zdębiałe społeczeństwo od Pilczyc po Brochów</w>
			<w>I kilku ocipiałych ze zdumienia Włochów,</w>
			<w>I właśnie wtedy przyszła gratka dla Sąsiadka.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Gdy brakni kulubryny &ndash; dobra i armatka!</w>
			<w>(<em>śpiewa na melodię menueta</em>)</w>
			<w>Nie przypadek</w>
			<w>Sprawił że Sąsiadek</w>
			<w>Przejął spadek</w>
			<w>Bez zbytecznych gadek,</w>
			<w>Niejeden podjadek</w>
			<w>Wróżył mu upadek</w>
			<w>Ale on w fotelu</w>
			<w>Już po dniach niewielu</w>
			<w>Umocował zadek.</w>
			<w>Nowy nasz geniuszu,</w>
			<w>Jesteś w buszu</w>
			<w>Więc nadstawiaj uszu</w>
			<w>Nawet gdy w kontuszu</w>
			<w>Gościsz na Ratuszu</w>
			<w>Pamiętaj że ślisko</w>
			<w>I trzymaj się blisko</w>
			<w>Przy panu Januszu.</w>
			<w>(<em>mówi</em>)</w>
			<w>E tam, strachy na Lachy, nawet w razie kraksy</w>
			<w>Mogę wszak jako śpiewak wyruszyć na saksy</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Trochę cieńko pan śpiewasz&hellip;</w>
			<w><em>Sąsiadek:</em> Toż tym większe pole</w>
			<w>Działania! Mogę śpiewać wszystkie żeńskie role,</w>
			<w>Chóry, koloratury, najcieńsze fermaty,</w>
			<w>Ba, nawet fioritury&hellip; Znasz Walca z &plqq;Traviaty&prqq;?</w>
			<w>Jej blask niech prowadzi nas do niebiańskich szczęścia bram&hellip;</w>
			<w>(<em>śpiewa</em>)</w>
			<w>Nasz ustrój należy usztywnić, uprościć</w>
			<w>Ja sam drogę wskażę wam i niejedną radę dam.</w>
			<w>(<em>mówi</em>)</w>
			<w>O, ktoś mi wlazł w paradę, stwierdzam z dużym bólem.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Taż to rydaktór Bartosz, zwany Sztywnym Julem.</w>
			<w><em>Bartosz:</em> (<em>wmaszerowuje</em>) Links-rechts, links-rechts, links-rechts, Jeder Schritt ein Żyd, jeder</w>
			<w>gwizd ein rewizjonist, jeder strzał ein liberał,</w>
			<w>jeder kop ein chłop, jeder trik ein rzemieślnik,</w>
			<w>jeder szpas ein katabas, Feuerbach, Feuer &ndash; bach,</w>
			<w>Feuer bach bach bach! Links-rechts, links&ndash;</w>
			<w>rechts, links-rechts. Sztop.</w>
			<w>Oto nakrótszy program, bez dyskusji, sporów,</w>
			<w>Prosty jak umysłowość moich redaktorów,</w>
			<w>Jak powietrze i woda ludowi potrzebny.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Bardzo ambitny program, z tym że trochę zgrzebny.</w>
			<w><em>Bartosz:</em> Zgrzebny! Tego nam trzeba, dość życia na wyrost,</w>
			<w>Oszczędzać, wzmóc wydajność, ograniczyć przyrost,</w>
			<w>Nie puszczać za granicę, starczy polska niwa!</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Ależ pan sam co chwilę na zachód wybywa,</w>
			<w>Wraca to w folkswagenie, to w jakimś peżocie&hellip;</w>
			<w><em>Bartosz:</em> Trudno, ktoś musi tarzać się w zachodnim błocie,</w>
			<w>Wypełniać tajne misje, węszyć, niuchać, badać</w>
			<w>I kapitalizm cichcem od środka rozkładać,</w>
			<w>Lecz reszta &ndash; siedzieć w kraju i pracować w trudzie</w>
			<w>Tak jak naucza organ mój &plqq;Sprawy i ludzie&prqq;.</w>
			<w>Żadne tam dacze i sauny&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Pan sam w saunie bywa!</w>
			<w><em>Bartosz:</em> Pan wie jak tam gorąco? Mordownia prawdziwa,</w>
			<w>Cierpię straszliwe męki wśród pary i smrodu</w>
			<w>Lecz muszę, bo me ciało to własność narodu,</w>
			<w>Więc dbam o nie.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Prócz sauny pewnie jakieś sporty?</w>
			<w><em>Bartosz:</em> Sporty proletariackie &ndash; basen, narty, korty,</w>
			<w>Po ich użyciu wena znów powraca do mnie</w>
			<w>I mogę uczyć ludzi że trzeba żyć skromnie.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Myślę że nie urażę tym pańskiej skromności</w>
			<w>Gdy powiem że pan dorósł do rzeczywistości.</w>
			<w><em>Bartosz:</em> Nie tylko ja, lecz również moi chłopcy dzielni&hellip;</w>
			<w><em>chłopcy:</em> (<em>zza sceny</em>) Rzemieślnicy do fabryk! Chłopi do spółdzielni!</w>
			<w><em>Bartosz:</em> O proszę, aż tu słychać mój zespolik żwawy&hellip;</w>
			<w><em>Chłopcy:</em> Literaci do pióra! Hipy na Żuławy!</w>
			<w><em>Bartosz:</em> Ech moja czarna sotnia, mojeż wy sokoły&hellip;</w>
			<w><em>Chłopcy:</em> Aktorzy do teatrów! Uczniowie do szkoły!</w>
			<w>Docenci na katedry! Do modłów biskupy! Malarze do palety!</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> A organ do zupy.</w>
			<w><em>Bartosz:</em> Być może, lecz niech zupa nie będzie bagnista,</w>
			<w>Jeno monolityczna, swojska, jasna, czysta.</w>
			<vsp/>
			<w>sztyk ein boutiqe, jeder bang ein punk, jeder</w>
			<w>pręt ein ajent, links-rechts, links-rechts, links-rechts&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Oka wspominam bowiem lata pięćdziesiąte</w>
			<w>Kiedy to &ndash; jak ktoś stwierdził pół-żartem pół-serio</w>
			<w>Tak samo nas karmiono pół-Sartrem, pół-Berią.</w>
			<w>Jezus Maria&hellip; a co to?</w>
			<w><em>O'Ya:</em> Twoja lubieć moja?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Moja twoja i owszem&hellip; ktoś ty?</w>
			<w><em>O'Ya:</em> Bruna O'Ya.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Ile twoja mieć wzrostu?</w>
			<w><em>O'Ya:</em> Moja mieć dwa trzysta,</w>
			<w>Dlatego być największa na świecie artysta,</w>
			<w>Solski mieć metr dwadzieścia, Jaracz metr czterdzieści,</w>
			<w>A moja do pokoju O'Ya się nie mieści&hellip;</w>
			<w>Moja być ładna, prawda?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Skromny jest jak lotos&hellip;</w>
			<w><em>O'Ya:</em> Czy twoja już widziała wystawa mój fotos</w>
			<w>U pałacu Hatzfelda?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> A co na wystawie?</w>
			<w><em>O'Ya:</em> Jak to co? Bruno O'Ya, jak jem, jak się bawię,</w>
			<w>Jak idę do wygódki, jak z niej potem wracam,</w>
			<w>A jedna fotos jest, jak Klaudia Cardinale macam.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Frekwencja dobra?</w>
			<w><em>O'Ya:</em> Bardzo! Pięćset człowiek czasem.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Brawo!</w>
			<w><em>O'Ya:</em> Można by więcej nałapać ciupasem,</w>
			<w>Ale jak moja z bramy wyskoczyć na chodnik,</w>
			<w>To część ludzi uciekać, nawet i bez spodni,</w>
			<w>Skakają, przewracają przez skwer, przez ogródek</w>
			<w>Jakby nigdy nie widzieć ruski krasnoludek.</w>
			<vsp/>
			<w>Miał Madryt swoja Goya,</w>
			<w>Muzeum ma swój zbroja</w>
			<w>A Troja konia ma,</w>
			<w>Zaś Wrocław, miasto moja,</w>
			<w>Ma swoja miła O'Ya,</w>
			<w>Swojego ma Playboya,</w>
			<w>Więc cieszy się ha ha!</w>
			<vsp/>
			<w>Tyś nasze złote runo,</w>
			<w>Tyś nam z nieba sfrunął</w>
			<w>I runął w łeb, jak głaz&hellip;</w>
			<w>Od starca aż do szczuna</w>
			<w>Sympatii drży w nas struna,</w>
			<w>Musimy kochać Bruna</w>
			<w>Żeby nie pobił nas!</w>
			<vsp/>
			<w>Że należy szanować i kochać zwierzęta.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Dyskretna biżuteria&hellip; Uroda nordycka&hellip;</w>
			<w>Ha, puznaji! To pani rydaktór Wierzbicka!</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> Jam ci jest.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Jej uroda po głowi mnie hukła&hellip;</w>
			<w>Oko żywe&hellip; sierść lśniąca&hellip; pęcina wysmukła&hellip;</w>
			<w>Odsada bardzo dobra&hellip; tfu, a cóż ja gadam?</w>
			<w>Pani z partii zielonych, prawda proszę madam?</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> I owszem, jam liderka tej nowej formacji</w>
			<w>Chronię wszystko, liść, trawkę, kwiatuszek akacji</w>
			<w>Psiankę, kurze gówienko, nawet sromotnika</w>
			<w>Aż do dębu. Wśród zwierząt od pchły aż do byka.</w>
			<w>Nieraz widzę jak dzieci niegrzeczne na łące</w>
			<w>Męczą powiedzmy jeża, lub gonią zające,</w>
			<w>Wtedy głos mój rozlega się jak śpiew skowronka:</w>
			<w>Piotr nie dmuchaj świstaka! Małgosiu puść bąka!</w>
			<w>Jasiu nie bij konika, Basiu wypuść pawia!</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Stąd takie zapawienie w rejonie Wrocławia&hellip;</w>
			<w>Więc pani własną piersią osłania przyrodę?</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> Jedną piersią osłaniam, drugą biję w mordę</w>
			<w>Jak ktoś chce zniszczyć zieleń lub narobić w sadzie.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Słyszałem, że ma pani w Wojewódzkiej Radzie</w>
			<w>Objąć mandat?</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> E, co pan&hellip; rzecz jeszcze niepewna&hellip;</w>
			<w>Niech lud zadecyduje&hellip; Jam śpiąca królewna,</w>
			<w>Brodzę boso po trawie&hellip; Na cóż mi obuwie&hellip;?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Ale gdyby wybrali&hellip;?</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> (<em>energicznie</em>) Ha cóż nie odmówię,</w>
			<w>Lecz gdy raz tam zasiędę, niech kto listek urwie</w>
			<w>To każę nogi z dupy powyrywać kurwie.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Cóż to za temperament, sprawiedliwe nieba&hellip;</w>
			<w>Na to żeśmy czekali! Takich nam potrzeba!</w>
			<w>Rozsiewa zioła maj,</w>
			<w>Stokrotka rosła polna</w>
			<w>A nad nią szumiał gaj.</w>
			<w>A nad nią szumiał gaj.</w>
			<w>&ndash; Stokrotko witam cię,</w>
			<w>Twój urok mnie zachwyca</w>
			<w>Więc chciałbym zerwać cię.</w>
			<w>Więc chciałbym zerwać cię!</w>
			<w>Skinęła swą koroną:</w>
			<w>&ndash; Wypieprzaj stąd gówniarzu</w>
			<w>Ja jestem pod ochroną.</w>
			<w>Ona jest pod ochroną.</w>
			<w>Czy do partii zielonych jeszcze wstąpić można?</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> Zapisy stale trwają, kto żyw do nas goni&hellip;</w>
			<w>Pańska godność?</w>
			<w><em>Gucwiński:</em> Gucwiński.</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> Ach, to pan Antoni,</w>
			<w>A gdzież to pani Hanna?</w>
			<w><em>Gucwiński:</em> Zjawi się za chwilę</w>
			<w>Na razie osobiście dokarmia goryle.</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> Dużo jest tych goryli?</w>
			<w><em>Gucwiński:</em> Co tam dużo? Mnóstwo!</w>
			<w>Kiedyś w gorylach raczej mieliśmy ubóstwo,</w>
			<w>Atoli od lat kilku ruszył dopływ świeży,</w>
			<w>Gdy padali ze stołków swych różni liderzy,</w>
			<w>Ministrowie i wszelkiej maści prominenci.</w>
			<w>Przy każdym takim kilku goryli się kręci,</w>
			<w>Zaś gdy pana zabraknie, biedne małpoludy</w>
			<w>Przychodzą do nas, jęcząc: &ndash; Papu! Wódy! Wody!</w>
			<w>Każdy dostaje klatkę, stempelek pod ogon,</w>
			<w>I siedzi żrąc banana lub żłopiąc samogon,</w>
			<w>Albo czasem &ndash; jak mały goryl po Babiuchu &ndash;</w>
			<w>We własnego pisiorka gapi się bez ruchu.</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> O, jest już pani Hanna. Co tam w interesie?</w>
			<w><em>Hanna:</em> Ogólne ożywienie. Kondor jaja niesie,</w>
			<w>Hipopotam się koci, dwa aligatory</w>
			<w>Właśnie dzisiaj o świcie ruszyły w amory,</w>
			<w>Zaś Łoś klempę pokrywa w sposób pryncypialny.</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> Państwo macie ogromny przyrost naturalny&hellip;</w>
			<w><em>Gucwiński:</em> Rezultat ciężkiej pracy, Zwierz nie jest namiętny</w>
			<w>Sam za siebie. Już raczej rzekłbym że niechętny&hellip;</w>
			<w>Wolałby grzać się na słonku lub w kółko uganiać,</w>
			<w>A do miłości często trzeba go nakłaniać&hellip;</w>
			<w><em>Wierzbicka:</em> Przebóg jak to robicie?</w>
			<w><em>Hanna:</em> Są różne sposoby,</w>
			<w>Ot, lubczyku się sypnie przeżuwaczom w żłoby</w>
			<w>Niedźwiedzia trzeba poszczuć i dodać mu pary</w>
			<w>Wołając: &ndash; pif pif, misiu, huzia, bierz ją stary!</w>
			<w><em>Gucwiński:</em> Dobra jest też perswazja. Nieraz późną nocką</w>
			<w>Czytam lwom Starowicza a małpom Wisłocką.</w>
			<w><em>Hanna:</em> Tak zwłaszcza po Wisłockiej wprost pękają mury,</w>
			<w>Ludzie biegną, zobaczyć chcąc małpie figury.</w>
			<w><em>Gucwiński:</em> W ten sposób i frekwencjęśmy podwindowali,</w>
			<w>Bo gdy się małpy walą &ndash; publiczność też wali.</w>
			<w>(<em>na melodię &plqq;Odrażający drab&prqq;</em>)</w>
			<w><em>Hanna:</em> W naszym ZOO jest wesoło,</w>
			<w>Kto tu był ten dobrze wie,</w>
			<w>Mnóstwo zwierząt siedzi w koło</w>
			<w>I wcale nie żrą się.</w>
			<w><em>chórek:</em> Kto tu był, ten dobrze wie</w>
			<w>Że wcale nie żrą się.</w>
			<w><em>Gucwiński:</em> Osioł smaczny owies wciska</w>
			<w>Lub podjada siana stóg,</w>
			<w>Nie pcha się na stanowiska</w>
			<w>Chociaż by przecież mógł.</w>
			<w><em>chórek:</em> On podjadać woli stóg,</w>
			<w>Chociaż by pchać się mógł.</w>
			<w><em>Kermit:</em> Kret w swej norze, bóbr w żeremiu,</w>
			<w>Glista w ziemi ma swój wikt,</w>
			<w>Chociaż wszyscy są w podziemiu</w>
			<w>Lecz ich nie ściga nikt.</w>
			<w><em>chórek:</em> Choć w podziemiu mają wikt,</w>
			<w>Lecz ich nie ściga nikt.</w>
			<w><em>Pigi:</em> Świnia w dobrym jest humorze</w>
			<w>I się tutaj czuje fest,</w>
			<w>Nikt jej świni nie podłoży</w>
			<w>Bo sama świnią jest.</w>
			<w><em>chórek:</em> Ten kto wielką świnią jest</w>
			<w>Zwykle się czuje fest.</w>
			<w><em>Fazi:</em> Śmierdziel usiadł na swej żerdzi</w>
			<w>Jako symbol naszych hut &ndash;</w>
			<w>Mało robi dużo śmierdzi,</w>
			<w>A my wąchamy smród.</w>
			<w><em>chórek:</em> Jest zasługą naszych hut</w>
			<w>Że my wąchamy smród.</w>
			<w><em>Kermit:</em> Wyjec rudy w swojej celi</w>
			<w>Głośno wył jak tylko mógł,</w>
			<w>Że aż ludzie pomyśleli</w>
			<w>Że jedzie kilka suk.</w>
			<w><em>chórek:</em> Jak on wyć tak głośno mógł</w>
			<w>Jak naraz kilka suk?</w>
			<w><em>Pigi:</em> Na gałęzi tkwi leniwiec</w>
			<w>I leniwie łapie wesz,</w>
			<w>Ten leniwiec to szczęśliwiec</w>
			<w>Bo to nasz polski zwierz.</w>
			<w><em>chórek:</em> Powolutku łapie wesz</w>
			<w>Ten miły polski zwierz.</w>
			<w><em>Fazi:</em> W małej klatce siedzi menda,</w>
			<w>Patrzy komu by tu wleźć,</w>
			<w>Ma kuzynów po urzędach</w>
			<w>Oraz mendali sześć.</w>
			<w><em>chórek:</em> Tam w urzędzie mendy teść,</w>
			<w>A tu mendali sześć!</w>
			<w><em>Kermit:</em> Koło tchórza kwitnie róża,</w>
			<w>Tchórz czasami wącha ją,</w>
			<w>Potem róża wącha tchórza,</w>
			<w>Więc zjednoczeni są.</w>
			<w><em>chórek:</em> Ona jego a on ją</w>
			<w>Bo zjednoczeni są.</w>
			<w><em>Gucwińscy razem:</em> Czy to żubr czy sęp czy soból</w>
			<w>Nikt zamiarów nie ma złych,</w>
			<w>Nikt nie ciśnie się do żłobu</w>
			<w>Więc bierzcie przykład z nich.</w>
			<w><em>chórek:</em> Nikt zamiarów nie ma złych,</w>
			<w>Więc bierzmy przykład z nich.</w>
			<w><em>Pigi:</em> Właśnie, a propos żłobu, to cóż to za szopka</w>
			<w>W której tradycyjnego nie ma wcale żłobka?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Owszem, proszy, jest żłobek&hellip;</w>
			<w><em>Fazi:</em> Jakiś taki płaski&hellip;</w>
			<w><em>Pigi:</em> Pewnie oszczędnościowy nasz model wrocławski.</w>
			<w><em>Kermit:</em> O, w żłobku jest maleństwo!</w>
			<w><em>Fazi:</em> Może bezeceńswo</w>
			<w>Powiem, lecz nie jest ładne to nasze maleństwo.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Ja wam to wytłumaczy. Żłobek to platforma</w>
			<w>Puruzumienia&hellip;</w>
			<w><em>Pigi:</em> A to małe?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> To Reforma.</w>
			<w><em>Kermit:</em> Jakieś sinawe ciałko&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Bo niedotlenione.</w>
			<w>Gdy już wszystkie zasady zostaną wdrożone,</w>
			<w>Krew życiodajna ruszy, z nią witamin masa</w>
			<w>I wówczas zobaczymy tęgiego bobasa,</w>
			<w>Rumieńce, grube udka, ponętne cycuszki&hellip;</w>
			<w><em>Fazi:</em> Na razie ten kałędek ma dwie lewe nóżki&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> To robota lewaków. Co dotkną biedactwa,</w>
			<w>Zaraz je wykręcają w kierunku lewactwa.</w>
			<w><em>Pigi:</em> O, ma też zeza w prawo&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Zerka w mychanizmy</w>
			<w>Rynkowe według recept Nikodema Dyzmy&hellip;</w>
			<w><em>Kermit:</em> Biedny cherlawy chłopczyk&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Ta żeż to dzieweczka.</w>
			<w><em>Kremit:</em> Przepraszam, lecz wyraźnie widzę&hellip; hm&hellip; jajeczka&hellip;</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> To jej jedyny sukces. Nawet w obcych krajach</w>
			<w>Wiedzą, że Polska tonie w swoich własnych jajach,</w>
			<w>Które wbrew prognostykom różnych czarnowidów</w>
			<w>Runęły na nasz rynek jak manna na Żydów</w>
			<w>I kraj nasz zamieniły w wielką jajecznicę,</w>
			<w>Wytłukłszy przytem owies, żyto i pszenicę,</w>
			<w>Pomimo modłów &plqq;Panie, zmiłuj się nad nami&hellip;&prqq;</w>
			<w><em>Fazi:</em> A nie można by długów popłacić jajami?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> Długi trzeba rękami spłacić całkowicie!</w>
			<w>Przecie my wiarygodni! Cóż by rzekł wierzyciel</w>
			<w>Jeśli by przed nim stanął nagle dłużnik-zdrajca</w>
			<w>I by zamiast zielonych &ndash; pchał mu w ręce jajca?</w>
			<w><em>Pigi:</em> Czy to dziecię nie marznie, albo nie przemaka?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> W Zimie chucha na niego pan minister Baka</w>
			<w>Wraz z ministrem Krasińskim.</w>
			<w><em>Kermit:</em> No dobrze, a w lecie?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> W lecie u nas gorąco bywa, sami wiecie,</w>
			<w>A już szczególnie w sierpniu.</w>
			<w><em>Fazi:</em> A gdy dziecko bryka?</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> To dostaje Urbana zamiast pajacyka,</w>
			<w>Pobawi się, pohycka, i znów zamknie rzęski&hellip;</w>
			<w><em>Pigi:</em> Ach Urban, jak on na mnie działa&hellip; taki męski&hellip;</w>
			<w><em>Kermit:</em> Czy to dziecię wyżyje? Bo jakoś z nim ślisko.</w>
			<w><em>Dzieduszycki:</em> W tym jedyna nadzieja nasza, mimo wszystko.</w>
			<vsp/>
			<w>(<em>śpiewają na melodię &plqq;Tiperary&prqq;</em>)</w>
			<vsp/>
			<w><em>Panowie:</em> Daleka droga do Tiperary,</w>
			<w>Do Tiperary hen precz</w>
			<w>A jeszcze dalej o przyjaciele</w>
			<w>Nasza wielka wspólna rzecz.</w>
			<w>Czort wziął to cośmy mieli,</w>
			<w>Od początku naprzód marsz,</w>
			<w>Jakby tu dojść, dojść, dojść do Tiperary</w>
			<w>By osiągnąć cel nasz?</w>
			<vsp/>
			<w><em>Panie:</em> Ach proszę panów, co za maniery</w>
			<w>Co za chimery i stress</w>
			<w>Wasi dziadkowie &ndash; szwoleżery</w>
			<w>Jeszcze dalszy mieli kres.</w>
			<w>Cóż stąd że odzież w cery</w>
			<w>I że znów kolejny szok?</w>
			<w>Ten kto chce dojść, dojść, dojść do Tiperary</w>
			<w>Nie może spocząć na krok.</w>
			<vsp/>
			<w><em>Wszyscy:</em> Daleka droga do Tiperary,</w>
			<w>Do Tiperary gdzieś hen,</w>
			<w>Lecz czas najwyższy do cholery</w>
			<w>Lunatyczny przerwać sen.</w>
			<w>Bez braw i bez bandery</w>
			<w>Bywa także very well,</w>
			<w>Bo przecież jest, jest, jest gdzieś Tiperary,</w>
			<w>Tiperary &ndash; nasz cel!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szturm I</tytul>
		<tekst>
			<w>Dusza od dumy mi urosła,</w>
			<w>W oczach radosne lśnią iskierki &ndash;</w>
			<w>Swoje Casino ma już Wrocław,</w>
			<w>A w nim przepiękne ma krupierki.</w>
			<w>Żetony tylko dewizowe,</w>
			<w>Goryle przyodziani skromnie,</w>
			<w>Stroje wyłącznie wieczorowe</w>
			<w>(co najwyraźniej widać po mnie).</w>
			<w>Babcia w klozecie liczy dolce,</w>
			<w>Wogóle czysto, sprawnie, ładnie,</w>
			<w>Wprost czuję żem u siebie, w Polsce,</w>
			<w>Że tu włos z głowy mi nie spadnie</w>
			<w>Krupierka, toż to swojska postać!</w>
			<w>Zawsze warzyła w kuchni krupy,</w>
			<w>Zawsze mógł od niej Polak dostać</w>
			<w>Krupniku, albo innej zupy.</w>
			<w>Cassino też już kiedyś było,</w>
			<w>Zdobyliśmy je bagnetami</w>
			<w>I proszę, nic się nie zmieniło,</w>
			<w>Nawet obrońcy tacy sami.</w>
			<w>Tyle, że brak czerwonych (maków),</w>
			<w>Tyle, że nie ten wódz przed frontem,</w>
			<w>Lecz co tam, wnuku andersiaków,</w>
			<w>Rozbijaj bank, jak dziadek Monte!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szturm II</tytul>
		<tekst>
			<w>Dusza od dumy mi urosła,</w>
			<w>W oczach radosne lśnią iskierki &ndash;</w>
			<w>Swoje Casino ma już Wrocław,</w>
			<w>I bardzo piękne ma krupierki.</w>
			<w>Żetony tylko dewizowe,</w>
			<w>Goryle pochwani skromnie,</w>
			<w>Stroje wyłącznie wieczorowe</w>
			<w>(co najwyraźniej widać po mnie).</w>
			<w>Babcia w klozecie bierze dolce,</w>
			<w>Lecz za to jak tu czysto ładnie,</w>
			<w>Wprost czuję żem u siebie, w Polsce,</w>
			<w>Że tu włos z głowy mi nie spadnie</w>
			<w>Krupierka, toż to swojska postać!</w>
			<w>Zawsze warzyła w kuchni krupy,</w>
			<w>Zawsze mógł od niej Polak dostać</w>
			<w>Krupniku, albo innej zupy.</w>
			<w>Cassino też już kiedyś było,</w>
			<w>Zdobyliśmy je bagnetami,</w>
			<w>Więc tutaj nic się nie zmieniło &ndash;</w>
			<w>Nawet obrońcy tacy sami.</w>
			<w>Tylko czerwonych nie ma maków</w>
			<w>I już nie dymią wraki tanków&hellip;</w>
			<w>Do szturmu, wnuki andersiaków,</w>
			<w>Życzymy wam rozbicia banku.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szturm III</tytul>
		<tekst>
			<w>Dusza od dumy mi urosła,</w>
			<w>W oczach radosne lśnią iskierki &ndash;</w>
			<w>Swoje casino ma już Wrocław,</w>
			<w>A w tym casinie ma krupierki.</w>
			<w>Z Casinem mamy doświadczenia,</w>
			<w>Zdobyliśmy je bagnetami,</w>
			<w>Więc tutaj się niewiele zmienia &ndash;</w>
			<w>Nawet obrońcy są ci sami.</w>
			<w>Krupierka, to też polska postać,</w>
			<w>Zawsze warzyła w kuchni krupy,</w>
			<w>Polak mógł zawsze od niej dostać</w>
			<w>Krupniku, albo innej zupy.</w>
			<w>Żetony tylko dewizowe,</w>
			<w>Goryle pochowani skromnie,</w>
			<w>Zaś stroje tylko wieczorowe</w>
			<w>Co najwyraźniej widać po mnie.</w>
			<w>I znów swą werwą i fasonem</w>
			<w>Polak zadziwił cudzoziemców,</w>
			<w>Podeptał maki (te czerwone)</w>
			<w>I ma Casino! A w nim Niemców.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Szympans</tytul>
		<tekst>
			<w>Sensacja! Wrocław był świadkiem następującej sceny:</w>
			<w>W cyrku na placu Grunwaldzkim małpa, bodajże szympans,</w>
			<w>Przerwała nagle występy i uciekła z cyrkowej areny</w>
			<w>I pod kopułą namiotu zaczęła się wspinać po linkach.</w>
			<w>Więc wszyscy się wystraszyli i podniecili szalenie,</w>
			<w>A trener tej małpy z rozpaczy zrobił się bardzo blady,</w>
			<w>I zaraz na pół godziny przerwano przedstawienie</w>
			<w>I małpę zaczęto kusić tabliczką czekolady.</w>
			<w>Atoli ta małpa, to było stworzenie całkiem niegłupie,</w>
			<w>A taka wycieczka to dla niej był całkiem niezły festyn,</w>
			<w>I tylko jedną ręką zaczęła się drapać po pupie,</w>
			<w>A drugą czyniła do ludzi nieprzyzwoite gesty.</w>
			<w>Więc biedny trener rad nie rad zaczął się wspinać na sznury</w>
			<w>Potem pomagier trenera w pomarańczowym dresie,</w>
			<w>Aż cały personel cyrku powyłaził za małpą do góry</w>
			<w>I wyglądał jak stado pawianów w podzwrotnikowym lesie.</w>
			<w>Zaś patrząc na małpę, która skakała jak szalona,</w>
			<w>Gość pewien westchnął tak ciężko jakby się znalazł na mękach</w>
			<w>I szepnął: &ndash; W czterdziestym ósmym, jak mi uciekła żona</w>
			<w>To też się nie dała złapać&hellip; &ndash; Tu łza mu kapnęła na rękaw.</w>
			<w>A pewien młody pisarz ze Związku Literatów,</w>
			<w>Na marginesie ucieczki małpy pomyślał przytomnie</w>
			<w>Że nie powinien uciekać od różnych współczesnych tematów,</w>
			<w>I zaraz to sobie zapisał, ażeby nie zapomnieć.</w>
			<w>A jedna pani myślała, że uciekła jej ostatnia szansa</w>
			<w>A na następną szansę raczej nadziei nie ma&hellip;</w>
			<w>I w tym momencie złapano zbuntowanego szympansa.</w>
			<w>A szympans się złapał za głowę. A ja złapałem za temat!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tajemnica dobrej formy</tytul>
		<tekst>
			<w>Rozkwitam pięknie jak polny bratek</w>
			<w>Gdy mi zadają wszyscy pytanie:</w>
			<w>&ndash; Jak pan to robi, że mimo latek</w>
			<w>Jest pan w tak świetnym, kwitnącym stanie?</w>
			<w>Inny ma wygląd, że tylko dobij,</w>
			<w>Pan zaś poprawia się wciąż wybitnie!</w>
			<w>Jak pan to robi? Jak pan to robi?</w>
			<w>I co pan robi, że tak pan kwitnie?</w>
			<w>Na to pytanie w głowę się skrobię</w>
			<w>I szukam w myślach uzasadnienia.</w>
			<w>Bo prawdę mówiąc ja n i c nie robię</w>
			<w>I to jest powód mego kwitnienia&hellip;</w>
			<w>Inni się męczą i zarywają,</w>
			<w>Nie śpią, nie jedzą śniadań, kolacji</w>
			<w>Nic też dziwnego, że wyglądają</w>
			<w>Jak ciocia Klocia po ekshumacji.</w>
			<w>A ja obiadki jem lekkostrawne,</w>
			<w>Niezbyt obfite (bym nie stetryczał)</w>
			<w>Czytam wyłącznie książki zabawne</w>
			<w>(Raczej Wałęsę niż Kuśniewicza).</w>
			<w>W żadną dyskusję nikt mnie nie wrobi,</w>
			<w>Co trzy miesiące stan zębów badam,</w>
			<w>Kocham się tylko w Alexis Colby</w>
			<w>(więc mnie fizycznie to nie rozkłada).</w>
			<w>Dwa półetaty wziąłem od razu</w>
			<w>Co jest wysiłkiem dla mnie maciupkim:</w>
			<w>Pół dnia pracuję i na pół gazu,</w>
			<w>Gadam półgębkiem, siedzę półdupkiem&hellip;</w>
			<w>Nic też dziwnego, że ludzie skrycie</w>
			<w>Szepczą na widok mój luksusowy:</w>
			<w>&ndash; Popatrzcie tylko! Ten to ma życie!</w>
			<w>Krew z mlekiem! Bomba! Sklep nabiałowy!</w>
			<w>Figluję rankiem, dobrze śpię nocą,</w>
			<w>Wieczorem solo gram na perkusji,</w>
			<w>I jakoś żyję&hellip; Pan pyta po co?</w>
			<w>Stop! Już mówiłem. Żadnych dyskusji.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tancerz</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a gdy na eleganckim balu</w>
			<w>Swoje talenty rozpościera</w>
			<w>Lew salonowy, jak z żurnalu</w>
			<w>Wyrżnięty, albo jak z kuriera,</w>
			<w>Gdy cały w skrętach i lansadach</w>
			<w>Pełen finezji i uroku</w>
			<w>Z partnerką swą na parkiet wpada</w>
			<w>Wzrok mając wbity w głąb jej wzroku,</w>
			<w>I prawie niesie ją, skubaniec,</w>
			<w>Arcymistrzowską błyszcząc rangą,</w>
			<w>Tańcząc bezbłędnie każdy taniec</w>
			<w>(a ja wyłącznie nudne tango),</w>
			<w>Gdy tak &ndash; powiadam &ndash; na nią władczo</w>
			<w>Spogląda, jak na befsztyk smakosz,</w>
			<w>I wszyscy nań z podziwem patrzą,</w>
			<w>I każda chciała by z nim takoż,</w>
			<w>A on wie o tym, i z zachwytem</w>
			<w>Ów splendor pełną gębą chłepcze,</w>
			<w>I do partnerki uszka przy tem</w>
			<w>Uwodzicielskie słówka szepcze</w>
			<w>A jego rachityczne nogi</w>
			<w>Potrafią tańczyć jednocześnie</w>
			<w>Aż drzazgi sypią się z podłogi</w>
			<w>(o czym ja nawet marzyć nie śmiem).</w>
			<w>U góry &ndash; dyrdymały sadzi,</w>
			<w>U dołu &ndash; wolty i wiraże</w>
			<w>I nigdy o nic nie zawadzi</w>
			<w>Jakby piekielnym był kuglarzem,</w>
			<w>I kiedy nagle się poślizgnie,</w>
			<w>Przez chwilę równowagę łapie,</w>
			<w>A potem w parkiet jak nie gwiźnie</w>
			<w>Aż mu coś głośno chrząstnie w japie,</w>
			<w>I z nosa mu się puści jucha,</w>
			<w>I z lwa się nagle w glizdę zmienia,</w>
			<w>I gdy na sali cisza głucha</w>
			<w>Zapada, pełna obrzydzenia,</w>
			<w>To chociaż jestem ateuszem,</w>
			<w>Swój światopogląd nagle tracę</w>
			<w>I wierzę że hen, nad ratuszem,</w>
			<w>Tkwi w chmurkach zacny, siwy facet&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tango Walewska</tytul>
		<tekst>
			<w>Ktoś zastukał do drzwi</w>
			<w>Kiedy właśnie miała kłaść się,</w>
			<w>Dzień trzynasty grudnia był</w>
			<w>Tysiąc osiemset dwanaście.</w>
			<w>Zdjęła już dżinsy Lee,</w>
			<w>Świece gasły w kandelabrze,</w>
			<w>Wtem ktoś stuka do drzwi,</w>
			<w>Wtem ktoś woła: &ndash; Cheri!</w>
			<w>&hellip; albo może wiatr tak płacze?</w>
			<vsp/>
			<w>Ktoś zastukał do drzwi</w>
			<w>Ciemną nocą w Walewicach,</w>
			<w>Rozszczekały się psy,</w>
			<w>Zaskrzypiał aokiennica,</w>
			<w>Wyglądnęła Marie,</w>
			<w>Wiatr jej oczy śniegiem zawiał,</w>
			<w>Mąż obudził się zły</w>
			<w>&ndash; Chyba coś ci się śni,</w>
			<w>Właź do łóżka, nie rozrabiaj!</w>
			<vsp/>
			<w>Ktoś zastukał do drzwi,</w>
			<w>Trójgraniasty miał kapelusz,</w>
			<w>Nieopodal stał jeep</w>
			<w>W otoczeniu szwolażerów,</w>
			<w>Szable mieli we krwi</w>
			<w>W oczach mieli przeznaczenie,</w>
			<w>Wtem zginęli wśród mgły,</w>
			<w>I dziś nie wie już nikt,</w>
			<w>Czy to prawda, czy złudzenie?</w>
			<vsp/>
			<w>&hellip; I dziś nie wie już nikt,</w>
			<w>Czy ktoś stukał do drzwi,</w>
			<w>Czy to tylko taki film?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tempo</tytul>
		<tekst>
			<w>Obudziwszy się nad ranem</w>
			<w>Radca z głowy zdjął szlafmycę,</w>
			<w>Przetarł oczy rozespane</w>
			<w>I wyglądnął na ulicę&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>A tam już rozgardiasz wielki,</w>
			<w>Hałas, tumult i rozterka!</w>
			<w>Pokojowe po kajzerki</w>
			<w>Biegną oraz po Kurierka.</w>
			<vsp/>
			<w>Radca kapcie zdjął, koszulę,</w>
			<w>Każde rzucił w kąt gdzie indziej,</w>
			<w>Tak że goły był w ogóle,</w>
			<w>Tyle że w jedwabnej bindzie.</w>
			<vsp/>
			<w>Spojrzał w lustro bez żenady,</w>
			<w>&ndash; Mam &ndash; pomyślał &ndash; linię grecką!</w>
			<w>Poczem zrobił trzy przysiady</w>
			<w>Zgodnie z gimnastyką szwedzką.</w>
			<vsp/>
			<w>A na dworze coraz gwarniej!</w>
			<w>Idą na zajęcia ranne</w>
			<w>Infanterii marszkompanie,</w>
			<w>Pensjonaty Urszulanek.</w>
			<vsp/>
			<w>Koński kłus po bruku człapie,</w>
			<w>Ciągnie fiakier szkapa stara,</w>
			<w>Już otwarto wnętrza trafik,</w>
			<w>Już ktoś przyszedł po cygara.</w>
			<vsp/>
			<w>Urzędników &ndash; masa cała!</w>
			<w>Dependentów &ndash; grupa spora!</w>
			<w>Tu &ndash; prokurent pryncypała,</w>
			<w>Tam &ndash; aplikant asesora!</w>
			<vsp/>
			<w>Radca w sitzbad siadł u proga,</w>
			<w>Pluszcze się jak w morzu czajka,</w>
			<w>Wedle rad balneologa,</w>
			<w>Wielebnego księdza Kneippa.</w>
			<vsp/>
			<w>Wygolony, świeży, gładki,</w>
			<w>Piękny i zaróżowiony,</w>
			<w>Jegierowskie kładzie gatki</w>
			<w>I sztuczne pantalony.</w>
			<vsp/>
			<w>Kamizelę i tużurek</w>
			<w>Który kolor ma musztardy,</w>
			<w>Czesze wąsy i fryzurę</w>
			<w>I szczotkuje bakenbardy.</w>
			<vsp/>
			<w>I sztyblety z wprawą czerni,</w>
			<w>I &ndash; w żołądku czując ssanie &ndash;</w>
			<w>Do najbliższej mu traktierni</w>
			<w>Na wiedeńskie mknie śniadanie.</w>
			<vsp/>
			<w>Patrzcie! Oto kroczy miastem,</w>
			<w>Laską w marszu takt wybija,</w>
			<w>I myśli: &ndash; Wiek dziewiętnasty</w>
			<w>Swoim tempem nas zabija&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Teoria cioci</tytul>
		<tekst>
			<w>Oto zdanie mojej cioci Manci,</w>
			<w>Co uwielbia starodawne czasy:</w>
			<w>Kiedyś byli filmowi amanci</w>
			<w>O wiele wyższej klasy!</w>
			<w>Przedtem każdy był as i dandys,</w>
			<w>Przytem mistrz w ekranowej grze,</w>
			<w>A nie jakiś tam Marlon Brandys,</w>
			<w>Czy też jak on tam się zwie&hellip;</w>
			<w>I ze szpadą każdy umiał natrzeć,</w>
			<w>I na koniu uganiać po lasach,</w>
			<w>A na stare lata muszę patrzeć</w>
			<w>Z przeproszeniem &ndash; O mon dieu! &ndash; na Gołasa&hellip;</w>
			<w>Dni mijają, wschody i zachody,</w>
			<w>A ja z cioci wciąż wyciągnąć pragnę,</w>
			<w>Co jej się tak podobało: bokobrody,</w>
			<w>Czy też może wąsiki jedwabne?</w>
			<w>Jaka była w tych panach podnieta,</w>
			<w>Że uległa ich przebrzmiałej pokusie:</w>
			<w>Przecież, prawdę mówiąc, to tandeta,</w>
			<w>Taki Rudolf Valentino w burnusie&hellip;</w>
			<w>Ale ciotka twardo ich chwali</w>
			<w>I powiada, a rumieniec ją krasi:</w>
			<w>Widzisz, oni się tak szybko ruszali,</w>
			<w>Ze trzy razy prędzej niż ci wasi&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Teoria kury</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz jeden Dreptak wysnuł wniosek bez precedensu,</w>
			<w>Że kura, jako taka, nie ma w zasadzie sensu,</w>
			<w>Że żyje sobie psim swędem, i jest w ogóle szachrajka,</w>
			<w>Bo jaką z niej mamy korzyść? No, po pierwsze fakt, że znosi jajka</w>
			<w>Do czego jednak wcale nie musi koniecznie być kurą</w>
			<w>I można by ją zastąpić jakąś automatyczną rurą</w>
			<w>Do wyrobu żółtka, białek i syntetycznych skorupek.</w>
			<w>I byłoby bez tego gdakania, pomoru, wrzasku i kupek.</w>
			<w>Po drugie &ndash; kura to mięso. Skąd znowu wniosek ponury,</w>
			<w>Że martwa kura nie kurą już jest, lecz trupem kury.</w>
			<w>I Dreptak wykoncypował nad ścierwem pewnego kurczaka</w>
			<w>Że jest to kura nieboszczka, a nie kura jako taka.</w>
			<w>Reasumując &ndash; dla ludzi nadaje się do użycia</w>
			<w>To, czym jest kura po śmierci, i to, co wypuszcza ona z dupy za życia.</w>
			<w>Nie nadaje się wcale to, czym jest żyjąca kurka,</w>
			<w>To &plqq;cip, cip&prqq;, &plqq;kukuryku&prqq; i smród, że aż wierci w dziurkach</w>
			<w>Od nosa. Ująwszy na piśmie ten swój wewnętrzny monolog</w>
			<w>Wnet się Dreptak zdoktoryzował i zasłynął jako kurolog &ndash;</w>
			<w>&ndash; filozof. A kiedy pracę gdzie trzeba przeczytano,</w>
			<w>Wysnuto z niej pewne wnioski i kury zlikwidowano</w>
			<w>I zastąpiono czymś innym. W rezultacie zaś kurobicia</w>
			<w>Dreptak stał się naukowcem kompletnie oderwanym od życia</w>
			<w>Ponieważ te kury nie żyły. Dziś Dreptak to zwykły dziadyga.</w>
			<w>Oj, ludzie, nie podżynajcie gałęzi, która was dźwiga.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Teoria wielkanocnego zajączka</tytul>
		<tekst>
			<w>Zawsze się mieszam i plączę,</w>
			<w>Gdy syn mój dowiedzieć chce się,</w>
			<w>Skąd się świąteczny zajaczek</w>
			<w>Wziął w wielkanocnym okresie.</w>
			<vsp/>
			<w>Skąd przez makowce, pisanki,</w>
			<w>Babki, rzeżuchy sękacze,</w>
			<w>Kurczęta, palmy, baranki,</w>
			<w>Zając kłapouch skacze.</w>
			<vsp/>
			<w>O, długo tłumaczyć bym musiał,</w>
			<w>Ze wstydem i z wypiekami,</w>
			<w>Że zając to symbol tatusia</w>
			<w>Na parę dni przed świętami.</w>
			<vsp/>
			<w>Że biedny, że wystraszony,</w>
			<w>Że zagoniony, jak zając</w>
			<w>Ucieka spod ręki żony</w>
			<w>Po mieście kulawo kicając.</w>
			<vsp/>
			<w>Czy ze zmęczenia się słania</w>
			<w>I czasem przykuca na słonku,</w>
			<w>Bo się go z domku wygania,</w>
			<w>Bo tatko przeszkadza w domku.</w>
			<vsp/>
			<w>Bo pod nogami się pęta,</w>
			<w>Bo mak wyzera z donicy,</w>
			<w>Więc kiedy nadchodzą święta,</w>
			<w>To tatuś jest na ulicy.</w>
			<vsp/>
			<w>Dostaje tam od mamusi</w>
			<w>W łapkę z 20 złotych&hellip;</w>
			<w>I to mu wystarczyć musi</w>
			<w>Na kino, palenie i koty.</w>
			<vsp/>
			<w>Na jezdni i po chodniku,</w>
			<w>Na rynku i przed sklepami</w>
			<w>Mnóstwo nieszczęsnych samczyków</w>
			<w>Łazi smutnymi stadami.</w>
			<vsp/>
			<w>I żeby sobie dowieść,</w>
			<w>Że on rządzą tym krajem,</w>
			<w>Co chwilę ci smutni panowie</w>
			<w>Się tytułują nawzajem.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Cześć panie dyrektorze!</w>
			<w>&ndash; Pan prezes też na spacerze?</w>
			<w>&ndash; O i sekretarz na dworze!</w>
			<w>Ach, jak przyjemnie w plenerze&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Co rzekłszy na siebie się gapią</w>
			<w>Z wyrazem niezmiernej żałości</w>
			<w>A przy tym ząbkami kłapią,</w>
			<w>Ponieważ przemarzli do kości.</w>
			<vsp/>
			<w>Aż wreszcie święta nadchodzą</w>
			<w>I mija ta zmora brzydka.</w>
			<w>Zajączki do norek wchodzą</w>
			<w>I każdy hyc do korytka.</w>
			<vsp/>
			<w>I każdy żuje i mlaska,</w>
			<w>Jedzonko ładuje do brzuszka</w>
			<w>I się zamienia w grubaska,</w>
			<w>I tylko mu trzesą się uszka.</w>
			<vsp/>
			<w>A potem już jest miło i dobrze,</w>
			<w>Tylko oczka wciąż mniejsze i węższe.</w>
			<w>To nie traktor zwariował na dworze,</w>
			<w>To tak chrapią te zajączki swiąteczne.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tęsknota do przeszłości</tytul>
		<tekst>
			<w>Nasi zacni przodkowie żyli solidnie i zdrowo,</w>
			<w>Alienacją się nie martwili i bombą wodorową,</w>
			<w>Zawały ich nie chwytały, nie żarły ich reumatyzmy,</w>
			<w>Ponieważ się nie wstydzili noszenia długiej bielizny.</w>
			<w>Wszystko robili powoli, ot, jedną małorolną</w>
			<w>Kiedy mój pradziad uwodził, to mówił: &ndash; Bądź mi powolną!</w>
			<w>Nieprawdą jest, że postami przodkowie się wyniszczali,</w>
			<w>Oni spokojnie te posty z boku obserwowali,</w>
			<w>A potem podczas spowiedzi mówili w sposób prosty:</w>
			<w>&ndash; Oświadczam, ojcze duchowny, żem <tsp>obserwował</tsp> posty.</w>
			<w>W rozmowach się zajmowali rolnictwem, względnie też drobiem,</w>
			<w>A zaczynali rozmowę od zdania: &ndash; Wystaw pan sobie&hellip;</w>
			<w>I słusznie, boć przecież przyjemniej o różnych rzeczach prawić,</w>
			<w>Jeżeli sobie uprzednio rozmówcy mogą wystawić.</w>
			<w>Zaś kiedy szlagon z Kruszwicy przyjechał, powiedzmy, do Gniezna</w>
			<w>I &ndash; kogoś spotkawszy &ndash; nie wiedział, czy zna go, czy go nie zna,</w>
			<w>To &ndash; oby swe wątpliwości i domniemania streścić,</w>
			<w>Wołał: &ndash; Zupełnie nie wiem, gdzie ja mam pana umieścić?</w>
			<w>O wiele lepiej niż żeby od razu rozmówcę zbezcześcił,</w>
			<w>I zaraz z początku oznajmił, że tam a tam go umieścił!</w>
			<w>Gdy jeden człek do drugiego był nastawiony anty,</w>
			<w>To wcale nie robił zeń szmaty, tylko zielone planty,</w>
			<w>A gdy już te planty zrobił i kwiatki w nich zaflancował,</w>
			<w>Powiadał z zadowoleniem: &ndash; Ho! Alem drania <tsp>splantował</tsp>.</w>
			<w>Ach, gdyby te czasy wróciły z ich wdziękiem, czarem, modą</w>
			<w>I gdybym został w tych czasach księciem lub wojewodą,</w>
			<w>To tak bym życzliwie się odniósł do wielu znajomych rodaków,</w>
			<w>Że Wrocław by miał piękne planty, sześć razy większe niż Kraków.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tęsknota do uproszczeń</tytul>
		<tekst>
			<w>Ech, chciałbym być starym szkopem</w>
			<w>Z głową łysą jak jajko</w>
			<w>I siedzieć przed swym domem</w>
			<w>Z porcelanową fajką,</w>
			<w>I czasami sobie pojeść</w>
			<w>Pożywną wasser-zupę,</w>
			<w>Zapytać: &ndash; Was gibs neues?</w>
			<w>I klepnąć służącą w pupę.</w>
			<w>Byłbym czerwony i gruby,</w>
			<w>Ceniony i szanowany</w>
			<w>I chadzałbym do Bierstuby</w>
			<w>Na piwo, białe od piany&hellip;</w>
			<w>Na rząd bym ciągle nie kwękał,</w>
			<w>Tylko we wszystko bym wierzył:</w>
			<w>&ndash; Kazali chodzić na rękach?</w>
			<w>Widocznie tak się należy!</w>
			<w>Nie miałbym żadnych kompleksów,</w>
			<w>Znalazłbym radość w robocie,</w>
			<w>A wszystkie problemy seksu</w>
			<w>Załatwiałbym przy sobocie,</w>
			<w>Natychmiast po kolacji,</w>
			<w>Atoli przed modlitwą&hellip;</w>
			<w>&hellip; i nie pamiętałbym okupacji,</w>
			<w>I goliłbym się brzytwą,</w>
			<w>I miałbym córkę Gretchen</w>
			<w>Co by zajęła się domem</w>
			<w>I co by kobylim śmiechem</w>
			<w>Eksplodowała co moment&hellip;</w>
			<w>&hellip; a gdyby mi przyszło umierać,</w>
			<w>To w swej ostatniej godzinie</w>
			<w>Rozkazałbym się pozbierać</w>
			<w>Całej swej szkopskiej rodzinie.</w>
			<w>A oni podnieśli by lament,</w>
			<w>Ale ucichliby szybko,</w>
			<w>Bo bym przeczytał testament,</w>
			<w>Czknął, zadarł nogi i kipnął,</w>
			<w>I &ndash; cichy wydając świergot &ndash;</w>
			<w>Bez żalu opuściłbym ziemię,</w>
			<w>Wiedząc że w górze już Herrgott</w>
			<w>Czeka&hellip; (tak samo Niemiec!)</w>
			<w>Z fajką, i z wiecznym urlopem,</w>
			<w>I z wytycznymi zwłaszcza&hellip;</w>
			<w>&hellip; hej, chciałbym być starym szkopem!</w>
			<w>To bardzo wszystko upraszcza.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>The Big Fight</tytul>
		<podtytul>(bolszaja rozpierducha)</podtytul>
		<tekst>
			<w>Nad Denver kolorowy mrok</w>
			<w>(neony tworzą styl mu)</w>
			<w>Do miasta wjeżdża ruski czołg</w>
			<w>Z całkiem innego filmu.</w>
			<w>Wania wyciska nogą gaz,</w>
			<w>Sasza jest wieżyczkowym,</w>
			<w>A pod nim Misza z Griszą wraz</w>
			<w>Ładują odłamkowym.</w>
			<w>Zahuczał silnik niczym grom,</w>
			<w>Czołg wybił dziurę w murze</w>
			<w>I wjechał w Carringtonów dom</w>
			<w>Aż wszyscy spadli z łóżek.</w>
			<w>Cieć Josef wyszedł z wizawi,</w>
			<w>O ścianę nim dupnęło</w>
			<w>I jęknął: &ndash; Mejbi mnie się śni?</w>
			<w>Mejbi dzys ys video?</w>
			<w>&ndash; Kakoj widejo? Paszoł won!</w>
			<w>Wtem z góry swoją fizys</w>
			<w>Ukazał stary Carrington</w>
			<w>Pytając: &ndash; Łot ys dzyzys?</w>
			<w>&ndash; Hełp, hełp! &ndash; zakrzyknął pedał Steff,</w>
			<w>Co właśnie spał z koniuszym,</w>
			<w>&ndash; Wot kapitalisticzeskij syf! &ndash;</w>
			<w>Rzekł Sasza do Waniuszy.</w>
			<w>Rozpruty basen, zryty kort,</w>
			<w>Bez drzwi i szyb chałupa,</w>
			<w>W salonie rozjechany tort,</w>
			<w>W sejfie niestety kupa.</w>
			<w>Pozostał tylko smród i żal,</w>
			<w>Wiatr w licznych dziurach śwista,</w>
			<w>Zgwałcone patrzą tęsknie w dal</w>
			<w>Alexis w zgodzie z Cristal.</w>
			<w>Pijana Faron, zamiast spać</w>
			<w>Wachluje się onucą,</w>
			<w>Szuka w słowniku słowa &plqq;blać&prqq;</w>
			<w>I marzy, że powrócą&hellip;</w>
			<w>A ja rozmyślam, jaka w tym</w>
			<w>Dziwaczna jest przyczyna,</w>
			<w>Że gdyby grali taki film,</w>
			<w>To już bym biegł do kina!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>The Polish Strip-Tease System</tytul>
		<tekst>
			<w>(baba grubo ubrana, śpiewa, tańczy, podskakuje)</w>
			<w>Wreszcie komuś przyszedł do łba pomysł zbawczy,</w>
			<w>Poszły w kąt zachodnie trendy i metody &ndash;</w>
			<w>Oto striptiz, ale striptiz wychowawczy,</w>
			<w>Czyli striptiz połączony z rewią mody!</w>
			<w>Od zachwytu pieje prasa, trzeszczy kasa,</w>
			<w>Biegną młodzi, tłumnie pchają się staruchy:</w>
			<w>Ludzie! Babka się rozbiera na golasa,</w>
			<w>A po drodze demonstruje różne ciuchy!</w>
			<w>Proszę wyjąć okulary, przetrzeć lupy</w>
			<w>I podziwiać, bo to zdrowe i ludowe &ndash;</w>
			<w>Płaszcz z torbami w których mieszczą się zakupy,</w>
			<w>A ta skrytka to na kartki żywnościowe!</w>
			<w>(zdejmuje płaszcz, zostaje w sukience)</w>
			<w>Tej sukienki używamy w trudnych sprawach</w>
			<w>Do protekcji, kumoterstwa i przyśpieszeń &ndash;</w>
			<w>Tak łapówkę ładujemy do rękawa&hellip; (demonstruje)</w>
			<w>A tak wpadnie ona zgrabnie w czyjąś kieszeń&hellip; (demonstruje)</w>
			<w>(zdejmuje sukienkę, zostaje w spodniach)</w>
			<w>Oto ładne i praktyczne bardzo spodnie</w>
			<w>Na zebrania, albo nudne imieniny,</w>
			<w>Inni cierpią, my siedzimy zaś wygodnie</w>
			<w>Mając z tyłu wszyty kawał watoliny&hellip; (demonstruje)</w>
			<w>(zdejmuje spodnie, zostaje w mini)</w>
			<w>Gdy natomiast poczujemy się kobietą</w>
			<w>I gdy piękny jakiś samiec nas uwodzi,</w>
			<w>Posługujemy się tą mini-toaletą&hellip; (rozpina)</w>
			<w>Zapinaną błyskawicznie gdy mąż wchodzi&hellip; (zapina)</w>
			<w>I w ten sposób nadszedł wreszcie czas na nagość</w>
			<w>Którą państwu obiecałam w swoim czasie,</w>
			<w>Więc marzeniom wszystkich panów czyniąc zadość,</w>
			<w>Stanę teraz w nieokrytej niczym krasie&hellip; (rozpina)</w>
			<w>Ale może taki widok was zniechęci?</w>
			<w>Może zwiędną waszych chuci bujne sztormy&hellip;?</w>
			<w>Zaczekajmy! Jak reforma się rozkręci, (zapina)</w>
			<w>To z nas sama ściągnie gacie i reformy!</w>
			<w>(wychodzi plącząc się w gaciach)</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Toast kisielem</tytul>
		<tekst>
			<w>O, długo modłom naszym będący na celu,</w>
			<w>Rzadko nas galicyjski odwiedzasz Kisielu.</w>
			<w>Posiedź dłużej tą razą, bowiem bez wątpienia</w>
			<w>Zacny kisiel smakuje się w miarę jedzenia.</w>
			<w>My wielbimy Cię wiernie i o każdej dobie &ndash;</w>
			<w>I gdy dziesiątą wodę spuszczasz sam po sobie,</w>
			<w>I gdy się z Dobraczyńskim ścierasz lub z Urbanem</w>
			<w>W rozprawie między PRON-em, Żydem i plebanem.</w>
			<w>Tyś godzien swych Pradziadów! &hellip;tfu, a cóż ja gadam?</w>
			<w>Niegodzien Ciebie był Twój pradziad, Kisiel Adam,</w>
			<w>Wojewoda bracławski, co ku zgrozie szlachty</w>
			<w>Z kacapami w tajemne wdawał się konszachty.</w>
			<w>A Ty veto! krzyknąłeś w natchnieniu poselskim,</w>
			<w>Więc wyleciałeś z sejmu, lecz lotem anielskim,</w>
			<w>Albowiem w Twym rubasznym sarmackim czerepie</w>
			<w>Anielska &ndash; choć rogata &ndash; dusza się telepie.</w>
			<w>I oby telepała się jeszcze lat wiele!</w>
			<w>Wiwat! Zdrowie Kisiela wypijmy kisielem!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Toasty</tytul>
		<tekst>
			<w>Ech, krzyk i rewelacja,</w>
			<w>Atmosfera paniczna,</w>
			<w>Bo z Francji delegacja</w>
			<w>Przybyła zagraniczna,</w>
			<w>Nawiązać z nami kontakt,</w>
			<w>A szef tej delegacji</w>
			<w>Podpisze nawet kontrakt</w>
			<w>W sprawie kooperacji!</w>
			<w>Ot problem, daj go katu,</w>
			<w>Jak przyjąć zagranicę?</w>
			<w>Dyrektor kombinatu</w>
			<w>Rozmawia ze swym &plqq;vice&prqq;</w>
			<w>Jak uczcić przedsięwzięcie</w>
			<w>By elegancko było?</w>
			<w>Jak urządzić przyjęcie?</w>
			<w>Po pół litra na ryło?</w>
			<w>Może po całym litrze?</w>
			<w>I co? Winiak czy czysta?</w>
			<w>I może by na cytrze</w>
			<w>Grał w kącie Karapystka?</w>
			<w>Może by przy nakryciach</w>
			<w>Asparagus pierzasty?</w>
			<w>I jakie podczas picia</w>
			<w>Należy wznieść toasty,</w>
			<w>Żeby było frymuśnie,</w>
			<w>Ale przy tym z fasonem&hellip;</w>
			<w>&ndash; Może &plqq;chluśniem bo uśniem&prqq;?</w>
			<w>Rzekł ktoś niepewnym tonem.</w>
			<w>&ndash; Owszem, to niezły wierszyk,</w>
			<w>Ale gdzieś tak pod koniec!</w>
			<w>&ndash; &plqq;Zdrowie pań po raz pierwszy&prqq;!</w>
			<w>Krzyknął kasjer Piotr Dzwoniec.</w>
			<w>&ndash; To nam też nie podejdzie</w>
			<w>Bo przybyli bez kobiet.</w>
			<w>&ndash; &plqq;Prosiemy, bo śkłem przejdzie!&prqq;</w>
			<w>Zawołali księgowi.</w>
			<w>&ndash; Ba, któż to przetłumaczy,</w>
			<w>Chociaż brzmi, dość ambitnie&hellip;</w>
			<w>Szef kadr rzucił w rozpaczy:</w>
			<w>&ndash; &plqq;Pierdykniem, bo odwykniem?&prqq;</w>
			<w>A francuska ekipa</w>
			<w>Już do jadalni zmierza,</w>
			<w>Nie wiadomo, czy stypa,</w>
			<w>Czy ostatnia wieczerza?</w>
			<w>Smutno acz uroczyście,</w>
			<w>Coś skwierczy w jarzeniówkach</w>
			<w>I wódka lśni srebrzyście</w>
			<w>W czterdziestu półlitrówkach,</w>
			<w>A dla niektórych osób</w>
			<w>Nawet koniak francuski,</w>
			<w>I słychać próby rozmów:</w>
			<w>&ndash; Gawaricie po ruski?</w>
			<w>Wreszcie główny szef powstał,</w>
			<w>I wszyscy nań spojrzeli:</w>
			<w>Twarz, myśląca choć prosta</w>
			<w>W prawicy rżnięty kielich.</w>
			<w>Urodziwy jak Drozda</w>
			<w>A natchniony jak w transie</w>
			<w>Po francusku się rozdarł:</w>
			<w>Hende hoch! Aby nam sie&hellip;</w>
			<w>Zabulgotała czysta,</w>
			<w>Zaczęły się narady</w>
			<w>Zbliżono stanowiska,</w>
			<w>Podpisano układy,</w>
			<w>A szef błagał tłumacza</w>
			<w>Gdy szli do toalety:</w>
			<w>&ndash; Jezu, sprawdźcie no Kawczak,</w>
			<w>Czy to znów nie Berliety!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Tragedia donosiciela</tytul>
		<tekst>
			<w>W Zakładach Produkcji Talerzy</w>
			<w>Imienia Obywatela Barbarossy,</w>
			<w>Donosiciel Dreptak Jerzy</w>
			<w>Codziennie składał donosy!</w>
			<w>Do dyrekcyjnej ekipy</w>
			<w>Szedł, i &ndash; dowcip po dowcipie &ndash;</w>
			<w>Powtarzał wszystkie dowcipy</w>
			<w>Krążące o tej ekipie.</w>
			<w>Na przykład leciał do bardzo ważnego</w>
			<w>Kierownika jednego z Wydziałów:</w>
			<w>&ndash; Grzdypućko mówił do Bździbździckiego,</w>
			<w>Że pana mają oddać do punktu regeneracji wałów</w>
			<w>Korbowych!</w>
			<w>Kierownik ze złości</w>
			<w>Robił się całkiem zielony,</w>
			<w>A tymczasem Dreptak, w kolejności</w>
			<w>Obsługiwał inne persony.</w>
			<w>Co stanowiło ciekawą formę</w>
			<w>Wyczuwania nastroju w masach,</w>
			<w>Dreptak za to miał mniejszą normę,</w>
			<w>Pensję większą miał o pół brudasa,</w>
			<w>Oraz mnóstwo przywilejów pracowniczych</w>
			<w>I w ogóle żył w sposób miły,</w>
			<w>Aż tu raz, z niewiadomych przyczyn,</w>
			<w>Te dowcipy się nagle skończyły&hellip;</w>
			<w>Zaczął Dreptak nastawiać ucha,</w>
			<w>Na kielicha kolegów prosić&hellip;</w>
			<w>Guzik, milczą, wokół cisza głucha,</w>
			<w>Cały tydzień nie miał co donosić.</w>
			<w>Biedny Dreptak z rozpaczy się słania,</w>
			<w>Tak go gnębi ten stan fatalny &ndash;</w>
			<w>Już dyrektor mu się nie odkłania,</w>
			<w>Już nań krzywo patrzy personalny,</w>
			<w>Już się czuje nędzny i znikomy,</w>
			<w>Już mu grozi obłęd, albo zawał,</w>
			<w>Gdy wtem nagle wpadł na świetny pomysł:</w>
			<w>&ndash; Sam wymyślę na jutro kawał!</w>
			<w>Siedzi Dreptak na łóżku nocą,</w>
			<w>Dłubie w uchu, sapie z przejęcia,</w>
			<w>Rączki mu się, i nóżki pocą</w>
			<w>Od umysłowego napięcia,</w>
			<w>Kombinacje różne wyczynia,</w>
			<w>Własne palce gryzie z wściekłości:</w>
			<w>&ndash; Jeśli powiem &plqq;personalny jest świnia&prqq;,</w>
			<w>To spytają mnie: &ndash; &plqq;A gdzie tu dowcip?&prqq;</w>
			<w>Nie wie Dreptak, że działa w tym względzie</w>
			<w>Prawda stara, aż powtarzać ją hadko:</w>
			<w>&ndash; Nigdy menda satyrykiem nie będzie!</w>
			<w>&ndash; A satyryk mendą?</w>
			<w>&ndash; Bardzo rzadko!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Trening</tytul>
		<tekst>
			<w>Niebo chmurami się strzępi,</w>
			<w>Zachód barwami się mieni,</w>
			<w>Bokserzy brutalni i tępi</w>
			<w>Idą przez miasto na trening.</w>
			<vsp/>
			<w>Gołębie do gniazd wróciły,</w>
			<w>Przechodnie zwalniają kroku,</w>
			<w>Wieczór jest ładny i miły,</w>
			<w>Miasto jest lepsze od zmroku,</w>
			<w>Ale uważać należy,</w>
			<w>Bo obok nas, przyczajeni,</w>
			<w>Brutalni i tępi bokserzy</w>
			<w>Idą przez miasto na trening.</w>
			<vsp/>
			<w>W przedsionkach kin i teatrów</w>
			<w>Pozapalano światło.</w>
			<w>Na wystawie w Desie ikona,</w>
			<w>Narzeczeni padają w ramiona</w>
			<w>I wygodniej, w ciepłym rynsztoku,</w>
			<w>Śpiący pijak się układa na boku,</w>
			<w>Dzieci palce trzymają w buziach,</w>
			<w>Dojrzewa kasztan. I Zuzia.</w>
			<w>Rozkwitają agawy w palmiami,</w>
			<w>Dokonują wynalazków uczeni,</w>
			<w>A bokserzy, tępi i brutalni,</w>
			<w>Idą przez miasto na trening.</w>
			<vsp/>
			<w>Pociąg z Leszna wjechał na peron,</w>
			<w>Sputniki mkną po orbitach&hellip;</w>
			<w>Przerwać trening bokserom,</w>
			<w>Dać im dużo elektrycznych gitar.</w>
			<w>Ponaprawiać połamane nosy,</w>
			<w>Pozapuszczać trochę dłuższe włosy,</w>
			<w>Ponapuszczać trochę ładnych dziewcząt,</w>
			<w>Niech ich trochę rozhartują, rozpieszczą,</w>
			<w>Niech im nucą kołysanki lub swingi,</w>
			<w>Opowiedzą żywot świętej Kingi</w>
			<w>I zatrzymają w domu!</w>
			<w>&hellip; bo &ndash; prawdę mówiąc &ndash; komu</w>
			<w>Prócz wspaniałych bokserów</w>
			<w>I bokserskich trenerów</w>
			<w>Są potrzebne bokserskie treningi?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Trębacz z kościoła Świętej Elżbiety</tytul>
		<tekst>
			<w>Ledwie na niebie pierwsze fiolety,</w>
			<w>Ledwie znać ratusz wycięty w ząbki &ndash;</w>
			<w>Trębacz z kościoła Świętej Elżbiety</w>
			<w>Budzi się, ziewa i szuka trąbki.</w>
			<w>Szuka pod kołdrą, szuka na kołdrze,</w>
			<w>W łóżku, pod łóżkiem, w górze i w dole,</w>
			<w>A słońce już się przejrzało w Odrze</w>
			<w>I już odbiło mu się fenolem&hellip;</w>
			<w>Wróble sfrunęły na parapety,</w>
			<w>Gołąb spaskudził Fredrze postument,</w>
			<w>Trębacz z kościoła Świętej Elżbiety</w>
			<w>Znalazł nareszcie cenny instrument.</w>
			<w>Chwycił go, usta złożył w kuperek,</w>
			<w>Do warg przybliżył ustnik pomału</w>
			<w>I wydał beknięć przeciągłych szereg,</w>
			<w>Bo chciał przećwiczyć motyw hejnału.</w>
			<w>Ale w połowie frazy, niestety,</w>
			<w>Melodia zdechła nutką zatartą&hellip;</w>
			<w>Trębacz z kościoła Świętej Elżbiety</w>
			<w>Pomyślał sobie bowiem: &ndash; Czy warto?</w>
			<w>Myślał, a zapał do pracy topniał</w>
			<w>Jak cnota wdowy po bohaterze:</w>
			<w>&ndash; Znów włazić po tych kilkuset stopniach</w>
			<w>Na tę cholernie wysoką wieżę?</w>
			<w>&ndash; Za magistracki dość nędzny ryczałt,</w>
			<w>Co ledwie starcza na chleb ze smalcem,</w>
			<w>Nie będę z wieży na trąbie ryczał,</w>
			<w>Pójdę do knajpy, będę grał walce!</w>
			<w>Już sytuacja dla wrocławiaków</w>
			<w>Była niemalże beznadziejna,</w>
			<w>Gdy rzekł ktoś w radio: &ndash; Tu mówi Kraków,</w>
			<w>Jest punkt dwunasta. Za chwilę &ndash; hejnał!</w>
			<w>I popłynęły dźwięki wspaniałe,</w>
			<w>A równocześnie z siłą atlety</w>
			<w>Piął się na wieżę rozumny szałem</w>
			<w>Trębacz z kościoła Świętej Elżbiety.</w>
			<w>Taki był piękny, taki junacki,</w>
			<w>Gdy wśród okrzyków tłumu ciekawskich</w>
			<w>Wystrzelił w tamten hejnał mariacki &ndash;</w>
			<w>Nasz anemiczny hejnał wrocławski!</w>
			<w>A wówczas Prezes i Kierownictwo</w>
			<w>Doszli do wniosku i do pojęcia,</w>
			<w>Że Wrocław lubi współzawodnictwo,</w>
			<w>Chociaż nie lubi nudnego dęcia.</w>
			<w>Tę prawdę sobie zapisać proszę</w>
			<w>Lub nawet wyryć w formie plakiety:</w>
			<w>&ndash; Każdy wrocławiak jest to po trosze</w>
			<w>Trębacz z kościoła Świętej Elżbiety.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Trucie Gucia</tytul>
		<tekst>
			<w>Gucio usiadłszy nad butelką</w>
			<w>W gronie przybyłych zewsząd gości</w>
			<w>Uwierzył nagle w swoją wielkość</w>
			<w>Po tylu latach niepewności.</w>
			<vsp/>
			<w>Od lat bez przerwy mu wmawiano</w>
			<w>Że jest wybitny niesłychanie,</w>
			<w>A on sam sobie w lustrze rano</w>
			<w>Przyglądał się z niedowierzaniem.</w>
			<vsp/>
			<w>I myślał przy tem: &ndash; Wzrok mam mętny,</w>
			<w>Umysł banalny (mówiąc skromnie),</w>
			<w>W ogóle jestem gość przeciętny,</w>
			<w>Więc czegóż wszyscy właśnie do mnie?</w>
			<vsp/>
			<w>Może to moje stanowisko</w>
			<w>W dyrekcji sprawia, że chłopaki</w>
			<w>Aż tak mi się kłaniają nisko</w>
			<w>I mówią, że ja zdolny taki</w>
			<vsp/>
			<w>Ach pilnuj tu się, pilnuj Guciu!</w>
			<w>Mówił sam sobie, zbierał siły,</w>
			<w>I jakoś się opierał truciu,</w>
			<w>Chociaż go truto w sposób miły.</w>
			<vsp/>
			<w>Kropla atoli drąży skałę,</w>
			<w>Choć skała twardsza jest od wody;</w>
			<w>Trudno dusery tak wspaniałe</w>
			<w>Słyszeć przez wiele lał bez szkody.</w>
			<vsp/>
			<w>Właśnie dziś Gucio już uwierzył,</w>
			<w>Pod bok się podparł dumnym gestem,</w>
			<w>I nawet ręką w stół uderzył:</w>
			<w>&ndash; Widocznie, kurtka, zdolny jestem!</w>
			<vsp/>
			<w>A w całym biurze szum i radość,</w>
			<w>I śmiech jak świeży śpiew skowrończy:</w>
			<w>&ndash; Wysiłkom stanie się wnet zadość,</w>
			<w>Nareszcie stary się wykończy!</w>
			<vsp/>
			<w>I fakt, odwrotu raczej nie ma,</w>
			<w>Gucio pogrąży się z kretesem,</w>
			<w>Bo zachwyt z siebie &ndash; jak egzema,</w>
			<w>Nieodwracalnym jest procesem.</w>
			<vsp/>
			<w>Kto raz uwierzył &ndash; ten cipieje.</w>
			<w>Chwali się w domu, na ulicy,</w>
			<w>I w pracy na swój temat pieje,</w>
			<w>Aż wreszcie zdejmą go zwierzchnicy!</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy ci bębenka ktoś podbija,</w>
			<w>Słuchaczu, wiedz że z ogniem igrasz!</w>
			<w>Czym prędzej daj gościowi w ryja!</w>
			<w>Posiedzisz, ale w sumie &ndash; wygrasz!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Trudny tor</tytul>
		<tekst>
			<w>Na moim torze niełatwo,</w>
			<w>Inni &ndash; łatwiejsze wybrali,</w>
			<w>Na moim &ndash; czerwone światło</w>
			<w>Na zmianę z zielonym się pali.</w>
			<w>Ja muszę pisać co dzień</w>
			<w>Malutkie komedie i dramy,</w>
			<w>A przy tym &ndash; muszę być w zgodzie</w>
			<w>Po pierwsze &ndash; ze sobą samym,</w>
			<w>Po drugie, z szefem, po trzecie,</w>
			<w>Z szefem szefa i z jego szefami.</w>
			<w>A to nie koniec przecie,</w>
			<w>Jak przekonacie się sami,</w>
			<w>Bo muszą mi przy okazji</w>
			<w>Udzielić swej zgody po drodze:</w>
			<w>Pradziadek-powstaniec, co w Azji</w>
			<w>Przebywał na katordze,</w>
			<w>I cała wiedza nabyta,</w>
			<w>I życiorysu manowce,</w>
			<w>I ojciec &ndash; AK kapitan,</w>
			<w>I że byłem kiedyś zetempowcem,</w>
			<w>I moda aktualna,</w>
			<w>I aktualne potrzeby,</w>
			<w>I że woda &ndash; proszę pana &ndash; fatalna,</w>
			<w>I że cholernie mnie nudzi system wapnowania gleby,</w>
			<w>Że natomiast cieszę się z miedzi,</w>
			<w>Cośmy to ją w Polkowicach,</w>
			<w>I wszystko, co we mnie siedzi,</w>
			<w>I wszystko, co mnie zachwyca,</w>
			<w>I wszystko, co mnie boli.</w>
			<w>I sprawa, której służę,</w>
			<w>I muszę to poddać kontroli,</w>
			<w>I musi to spłynąć po piórze,</w>
			<w>A gdy spłynie &ndash; wtedy czasem bywa dobre,</w>
			<w>Ktoś, kto słucha &ndash; śmieje się lub płacze&hellip;</w>
			<w>&hellip;lżejsze życie miał Bolesław Chrobry &ndash;</w>
			<w>Nic nie pisał, a lał Niemca. Cwaniaczek!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Trzy dziewice</tytul>
		<tekst>
			<w>Na przedmieściu Karłowice</w>
			<w>Gdzie Odra rozlana</w>
			<w>Żyły sobie trzy dziewice &ndash;</w>
			<w>Każda zakochana!</w>
			<vsp/>
			<w>Rypcium pypcium, rypcium pypcium każda zakochana!</w>
			<vsp/>
			<w>Pierwsza z dziewic, śliczna taka</w>
			<w>Jak miejski wodociąg</w>
			<w>Czuła do podchorążaka</w>
			<w>Niewymowna pociąg!</w>
			<vsp/>
			<w>Rypcium pypcium, rypcium pypcium, niewymowny pociąg!</w>
			<vsp/>
			<w>Druga, trochę do Berlieta</w>
			<w>Podobna od tyłu,</w>
			<w>Paliła się do kadeta</w>
			<w>Aż się z niej dymiło!</w>
			<vsp/>
			<w>Rypcium pypcium, rypcium pypcium aż się z niej dymiło!</w>
			<vsp/>
			<w>Trzecia, wydająca dźwięki</w>
			<w>Godne odrzutowca,</w>
			<w>Powierzała swoje wdzięki</w>
			<w>Ramionom SORowca.</w>
			<vsp/>
			<w>Rypcium pypcium, rypcium pypcium, ramionom SORowca!</w>
			<vsp/>
			<w>Wynik zaś osądźcie sami &ndash;</w>
			<w>Otóż (mówiąc szeptem)</w>
			<w>Dziewice są dziewicami</w>
			<w>Tak jak były przedtem&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Rypcium pypcium, rypcium pypcium, tak jak były przedtem.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu puenta tkwi, koledzy,</w>
			<w>Oraz metafora:</w>
			<w>&ndash; Nadmiar studiów, przesyt wiedzy</w>
			<w>To śmierć dla Amora!</w>
			<vsp/>
			<w>Chcesz się panno pozbyć troski</w>
			<w>I poczuć się swojsko?</w>
			<w>Przyyjdź do naszej tu jednostki</w>
			<w>Gdzie zwyczajne wojsko!</w>
			<vsp/>
			<w>Rypcium pypcium, rypcium pypcium gdzie zwyczajne wojsko!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Turkucie i łowcy</tytul>
		<tekst>
			<w>Profesja to nader rzadka,</w>
			<w>Ale się zdarza czasami</w>
			<w>Łowca Turkucia Podjadka</w>
			<w>Co walczy z turkuciami.</w>
			<w>Obce mu jest uczucie</w>
			<w>Litości dla turkuci,</w>
			<w>Jak złapie gdzieś turkucie</w>
			<w>To zaraz do worka wrzuci.</w>
			<w>A potem pan zwiadowca</w>
			<w>Instytutu Walki z Turkuciami</w>
			<w>Mówi: &ndash; O, dzielny łowca!</w>
			<w>Turkucie łapie garściami!</w>
			<w>Nikt jednak faktu nie zatrze,</w>
			<w>Że dzięki temu łowcy</w>
			<w>Turkucie są dzisiaj rzadsze</w>
			<w>Niż Kurpie, albo Połowcy,</w>
			<w>To tu, to ówdzie turkuć</w>
			<w>Jeden, dwa w każdej gminie&hellip;</w>
			<w>Nic tylko łbem o mur kuć &ndash;</w>
			<w>Co będzie, gdy reszta zginie,</w>
			<w>Albo ucieknie w Bieszczady,</w>
			<w>Lub na tatrzańskie manowce?</w>
			<w>O, zwolnią wtedy z posady</w>
			<w>Zasłużonego łowcę!</w>
			<w>Przepadnie wysoka gaża!</w>
			<w>Więc łowca, w trosce o byt</w>
			<w>Turkucie nocą rozmnaża</w>
			<w>I stwarza o nich mit.</w>
			<w>I wzrasta zagrożenie</w>
			<w>I plany, i plony trzeszczą,</w>
			<w>I łowca znowu jest w cenie</w>
			<w>I znowu go chwalą i pieszczą,</w>
			<w>I znowu obrasta legendą</w>
			<w>I ma za co jeść oraz pić&hellip;</w>
			<w>&hellip; jak długo łowcy będą &ndash;</w>
			<w>Tak długo turkuciom żyć!</w>
			<w>bo &ndash; zgodnie z bessą i hossą &ndash;</w>
			<w>Tworzy się obwód zamknięty.</w>
			<w>&hellip; chyba, żebyśmy tym łowcom</w>
			<w>Dali wysokie renty?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Votum separatum</tytul>
		<comment> &ndash; Napisane po obejrzeniu defilady w&nbsp;Berlinie Wschodnim, po wypowiedzi p.&nbsp;Geremka, że Niemcy powinni się zjednoczyć, z&nbsp;czego się zresztą później wycofał, ale Niemcy nie.</comment>
		<tekst>
			<w>Duży podziw żywią dla nas cudzoziemcy.</w>
			<w>Bardzo chwalą dyplomatów naszych gest:</w>
			<w>&ndash; Polska chce, by zjednoczyły się znów Niemcy.</w>
			<w>Einheit, Freiheit und Grossdeutschland wieder fest!</w>
			<w>Kraj jednoczyć jest i ładnie i przyjemnie,</w>
			<w>Świat nie lubi appertheidów ani gett,</w>
			<w>Więc scalajcie ich do kupy, lecz beze mnie.</w>
			<w>Jestem gegen, czyli przeciw. W obszcze niet!</w>
			<w>Mam ja swoje lata, fobie i nawyki</w>
			<w>Znam pułapki ślepych torów, lewych wajch,</w>
			<w>Lepsze dla mnie są dwie szkopskie republiki</w>
			<w>Niż wiszący nad Wrocławiem Czwarty Reich.</w>
			<w>Zawsze bito nas na niebie, lądzie, wodzie,</w>
			<w>Z obu stron spychano nas po San i Bug</w>
			<w>Teraz &ndash; ledwie pierdolnęło coś na wschodzie &ndash;</w>
			<w>Już my Niemca namawiamy by się wzmógł!</w>
			<w>Jeszcze przy tym gaworzymy sobie swojsko</w>
			<w>Zadziwiając dobrze zbrojny Wolny Świat,</w>
			<w>Że należy zlikwidować Polskie Wojska</w>
			<w>To się zaraz skończy kryzys, krach i pat.</w>
			<w>Zlikwidujcie, zezłomujcie do cholery.</w>
			<w>Zróbcie z czołgów pługi lub przetwórnie pasz&hellip;</w>
			<w>Nad Monachium warczą czarne starfightery</w>
			<w>A przez Berlin Wschodni grzmi Paradenmarsch!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Uczymy się języka niemieckiego w łatwym układzie &ndash; Wir lernen Volksdeutschschnellsprasche fuer Wasserpollacken</tytul>
		<tekst>
			<w>Przekład Nowack und Kozott</w>
			<w>Tekst oryginalny</w>
			<w>Szła dzieweczka do laseczka</w>
			<w>Do zielonego, tra la la</w>
			<w>Do zielonego</w>
			<vsp/>
			<w>Spotkała tam myśliweczka</w>
			<w>Bardzo śwarnego, tra la la</w>
			<w>Bardzo śwarnego</w>
			<vsp/>
			<w>Myśliweczku, kochaneczku</w>
			<w>Bardzom ci rada, tra la la</w>
			<w>Bardzo ci rada</w>
			<vsp/>
			<w>Dałabym ci chleba z masłem</w>
			<w>Alem go zjadła, tra la la</w>
			<w>Alem go zjadła</w>
			<vsp/>
			<w>Chodź do mnie, chodź do mnie</w>
			<w>Bo chcę cię znać</w>
			<w>Bedziemy, będziemy</w>
			<w>Tu tańcować</w>
			<w>Tra la la, tra la la</w>
			<w>Tłumaczenie</w>
			<w>Ajnmal Medchen hat szpaciren</w>
			<w>Grinen Wald heraus, Heil Hitler,</w>
			<w>Grinen Wald heraus</w>
			<vsp/>
			<w>Und dort treft zi Szturmbanfirer</w>
			<w>Mit dem Panzerfaust, Heil Hitler</w>
			<w>Mit dem Panzerfaust</w>
			<vsp/>
			<w>Szturmbanfirer Helmut Filler,</w>
			<w>Ich dich libe fest, Heil Hitler</w>
			<w>Ich dich libe fest</w>
			<vsp/>
			<w>Aber Brot mit Margarine</w>
			<w>Hab ich szon gefrest, Heil Hitler</w>
			<w>Hab ich szon gefrest</w>
			<vsp/>
			<w>Kom Medchen, kom Medchen,</w>
			<w>Ich habe Szwanc,</w>
			<w>Wir werden, wir werden</w>
			<w>Fiken in Tanc!</w>
			<w>Hailija, halija&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Uczymy się języka rosyjskiego</tytul>
		<tekst>
			<w>Dziś wesołe czastuszki. Ułożył je Helmut Abrahamowicz Puszkin, przekładu na język polski dokonali Drawicz i&nbsp;Landauer.</w>
			<w>Tekst oryginalny</w>
			<w>Pierestrojka, pierestrojka</w>
			<w>S uma zszedsza paranojka,</w>
			<w>Po wierchu uniwermag</w>
			<w>A diestwitielno &ndash; bardak.</w>
			<vsp/>
			<w>Nietu żyra, nietu jajec,</w>
			<w>Bijot nas Afgan, Kitajec,</w>
			<w>Lytwa z Łotwoj idut won,</w>
			<w>Na huj nam takoj zakon?</w>
			<vsp/>
			<w>W Kazachstanie u posiołku</w>
			<w>Jobał miedwied konsomułku.</w>
			<w>&ndash; Jebi! &ndash; kryczyt wieś narod,</w>
			<w>&ndash; Nas wsiech toże włast jebiot!</w>
			<w>Tłumaczenie</w>
			<w>Przestrojenie, przestrojenie</w>
			<w>Wszędzie duże ożywienie,</w>
			<w>Z wierzchu to surowy kraj,</w>
			<w>A we wnętrzu istny raj!</w>
			<vsp/>
			<w>Jeszcze czegoś brak czasami,</w>
			<w>Są też sprzeczki z sąsiadami.</w>
			<w>W Republikach duży ruch,</w>
			<w>Lecz braterstywa kwitnie duch.</w>
			<vsp/>
			<w>W Kazachstanie, gdzieś pod krzaczkiem</w>
			<w>Dziewczę bawi się misiaczkiem.</w>
			<w>&ndash; Brawo, misiu! &ndash; woła lud.</w>
			<w>&ndash; Przyda się humoru łut!</w>
			<vsp/>
			<w>Po każdej zwrotce dobrze jest zaśpiewać:</w>
			<w>&plqq;Hej ha, jeszczo raz, jeszczo mnogom, mnogo raz!&prqq;</w>
			<w>lub</w>
			<w>&plqq;Hej ha, jeszcze raz, jeszcze wiele, wiele raz(-y)!&prqq;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ulisses</tytul>
		<tekst>
			<w>Pełno wrzawy i rwetesu,</w>
			<w>Krzyków &plqq;w imię ojca&prqq;,</w>
			<w>Bo przywieźli do GS-u</w>
			<w>&plqq;Ulissesa&prqq; Jojsa.</w>
			<w>Mieli przywieźć transport misek</w>
			<w>I skrzynkę ratafii,</w>
			<w>A tu nagle ten &plqq;Ulisses&prqq;,</w>
			<w>Żeby go szlag trafił,</w>
			<w>Przyszedł sam przewodniczący,</w>
			<w>Mruknął &plqq;pochwalony&prqq;,</w>
			<w>Usiadł sobie czytający,</w>
			<w>Przebrnął cztery strony.</w>
			<w>Przyszedł takoż i ksiądz proboszcz,</w>
			<w>Powiedział: &plqq;Cześć pracy&prqq;.</w>
			<w>Worek drobnych miał ze sobą</w>
			<w>(najwyraźniej z tacy),</w>
			<w>Kupił książkę za czerwońca,</w>
			<w>Z podniecenia sapnął,</w>
			<w>Zajrzał w środek i od końca,</w>
			<w>Zwrócił tom i drapnął.</w>
			<w>Zaś komendant posterunku,</w>
			<w>Przystojny mężczyzna,</w>
			<w>Przyszedł w pełnym swym rynsztunku</w>
			<w>I radził się przyznać.</w>
			<w>I zaraz go posłuchali</w>
			<w>Trypućko z kolegą,</w>
			<w>I natychmiast się przyznali</w>
			<w>Grzecznie do wszystkiego.</w>
			<w>A natomiast na wyraju</w>
			<w>Za Domem Kultury</w>
			<w>Dziadek Dreptak na buhaju</w>
			<w>Uniósł się do góry,</w>
			<w>I leśniczy, pan Franciszek,</w>
			<w>Po francusku gadał,</w>
			<w>I rozmnożył się słodyszek</w>
			<w>Oraz jedna Magda.</w>
			<w>Wyszły z lasu różne strzygi,</w>
			<w>Kwanty i cystersi,</w>
			<w>A teść Janka Mamałygi</w>
			<w>Stwierdził, że ma piersi,</w>
			<w>Kaśko zaś dosiadło ojca</w>
			<w>Krzycząc: &ndash; Wio, tatulo!</w>
			<w>Wreszcie zobaczono bodźca,</w>
			<w>Jak gnał za krasulą.</w>
			<w>Aż kierownik z ekspedientką</w>
			<w>Się zorientowali,</w>
			<w>Wzięli &plqq;Ulissesa&prqq; prędko</w>
			<w>I go odesłali</w>
			<w>Do centrali na przyczepie,</w>
			<w>Którą ciągnął zetor,</w>
			<w>Po czym wywietrzyli w sklepie,</w>
			<w>Bo był straszny fetor,</w>
			<w>Jeszcze tylko ksiądz okadził</w>
			<w>Cały lokal, za czym</w>
			<w>Pan komendant teraz sprawdził</w>
			<w>Do min wykrywaczem,</w>
			<w>I znów zapachniało serem,</w>
			<w>Zbożem i bielizną&hellip;</w>
			<w>Bardzo dobrze, że nasz teren</w>
			<w>Walczy ze zgnilizną!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Upiór</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś kneź Dreptak jeszcze w łożnicy</w>
			<w>Leżał przed pójściem do łaźni,</w>
			<w>Aż tu przychodzą doń wojownicy</w>
			<w>Hej, wojownicy odważni.</w>
			<w>Zdumiał się Dreptak, koszulę spuścił,</w>
			<w>Co ją chciał ściągnąć przez głowę,</w>
			<w>&ndash; A was &ndash; zapytał &ndash; kto tutaj wpuścił</w>
			<w>Na te komnaty kneziowe?</w>
			<w>Pod nimi zasię drżą aż kolana,</w>
			<w>Cali ze strachu się pocą&hellip;</w>
			<w>&ndash; Myśmy &ndash; rzekł jeden przyszli do pana,</w>
			<w>Bo w zamku straszy coś nocą.</w>
			<w>Oj straszy, straszy to całkiem nieźle i</w>
			<w>Chowa się w różne framugi,</w>
			<w>Chodzi po zamku w jedwabnym gieźle,</w>
			<w>A pysk ma o&hellip; taaaaki długi!</w>
			<w>Uszy ma takie wielkie jak kapcie,</w>
			<w>A oczki całkiem maciupcie,</w>
			<w>Więc, mości książę, wy to coś złapcie</w>
			<w>Albo w ogóle coś zróbcie.</w>
			<w>Tu kneź okazał męstwo i władzę</w>
			<w>I rzekł: &ndash; Nie martwcie się, goście,</w>
			<w>Już ja z tą zgagą sobie poradzę,</w>
			<w>A teraz pa! Się wynoście!</w>
			<w>A kiedy wyszli bijąc pokłony</w>
			<w>Książę wyskoczył spod koca</w>
			<w>I krzyknął, wpadłszy do izby żony</w>
			<w>&ndash; Ty, gdzie się włóczysz po nocach?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Mazur urwisowski II</tytul>
		<tekst>
			<w>alternatywnie: Urwisy</w>
			<w>Obsypało śniegiem krzaki</w>
			<w>Sopel sobie wisi,</w>
			<w>A Jaś sadzi koperczaki</w>
			<w>Do pięknej Marysi!</w>
			<w>Sadzi dziarsko i radośnie</w>
			<w>Koperczaków szereg,</w>
			<w>Kiedy Maryś w nie obrośnie &ndash;</w>
			<w>Będziem mieć koperek!</w>
			<vsp/>
			<w>W górach zasię dym na hali</w>
			<w>Niby wulkan wielki&hellip;</w>
			<w>Toż to Piotr cholewki smali</w>
			<w>Do niejakiej Felki,</w>
			<w>A że iskry idą z dziewki</w>
			<w>I krzyk: &ndash; Ty urwisie!</w>
			<w>A Piotr smali furt cholewki</w>
			<w>Póki Felka tli się!</w>
			<vsp/>
			<w>Zagdakała w gąszczu kura,</w>
			<w>Sypnęło się kwiecie,</w>
			<w>Kaśka robi koło pióra</w>
			<w>Jednemu poecie!</w>
			<w>Zaś poeta rzekł wesoło</w>
			<w>I z dezynwolturą:</w>
			<w>&ndash; Rób Kasieńko, byle koło,</w>
			<w>A nie wprost na pióro</w>
			<vsp/>
			<w>Obok, na zielonych błoniach</w>
			<w>Gdzie bujne moczary,</w>
			<w>Basia Stasia robi w konia</w>
			<w>Bo chce mieć do pary.</w>
			<w>&ndash; Jak już skończę, jak już zrobię,</w>
			<w>Uprząż dam pod pachy</w>
			<w>I popędzę szkapy obie:</w>
			<w>&ndash; Wiśta! Wio wałachy!</w>
			<vsp/>
			<w>Nieopodal tuż przy młynie</w>
			<w>Gdzie zagon rzepaku,</w>
			<w>Podkłada Henio świnię</w>
			<w>Rodzinie Dreptaków:</w>
			<w>&ndash; Będzie fajnie, będzie piknie!</w>
			<w>Powiada z nadzieją:</w>
			<w>&ndash; Świnia kwiknie, Dreptak fiknie,</w>
			<w>Ludzie się uśmieją!</w>
			<vsp/>
			<w>Na obórce czarna papa,</w>
			<w>Pod papą okienko:</w>
			<w>Zyzio Dyzia zaklął w capa</w>
			<w>Żeby beknął cienko&hellip;</w>
			<w>Gdzie nie spojrzeć &ndash; wszędzie w koło</w>
			<w>Prześmiewki, stryptysy&hellip;</w>
			<w>Chociaż goło &ndash; lecz wesoło,</w>
			<w>Bośwa som urwisy!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Uszy</tytul>
		<tekst>
			<w>Już nie damy się zwodzić,</w>
			<w>Za nos innym się wodzić,</w>
			<w>Biec na oślep jak błędne owce,</w>
			<w>Nie zabraknie nam chleba</w>
			<w>Ale umieć nam trzeba</w>
			<w>Wykorzystać wszystkie surowce!</w>
			<vsp/>
			<w>Może dojść do wyników</w>
			<w>Nawet ferma królików</w>
			<w>Hodowlanych, tych z futrem i mięsem,</w>
			<w>Tylko że nie ma prawa</w>
			<w>Nie z królika zostawać,</w>
			<w>Wszystko trzeba wyzyskać z sensem!</w>
			<vsp/>
			<w>Królik czego by nie umiał,</w>
			<w>Wszystko idzie na przemiał,</w>
			<w>Nawet kości na mączkę się kruszy,</w>
			<w>Na obiadek masz udko,</w>
			<w>Z futra kurtkę cieplutką,</w>
			<w>Tylko co nam zostaje? Tak, uszy!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Kotu można dać płuca,</w>
			<w>Uszy &ndash; rolnik wyrzuca,</w>
			<w>Lecz niesłusznie tak czyni z uszamy,</w>
			<w>Też je winien zostawić,</w>
			<w>Odpowiednio wyprawić</w>
			<w>A następnie zeszywać je w błamy!</w>
			<vsp/>
			<w>Ech, pomyślcie kochani,</w>
			<w>Z takich uszu dywanik,</w>
			<w>Albo miękka narzutka na łóżko,</w>
			<w>I ty pod tą narzutką</w>
			<w>Z jakąś miłą filutką,</w>
			<w>Pośród uszek &ndash; całujesz ją w uszko!</w>
			<vsp/>
			<w>A gdy uszy te raczej</w>
			<w>Chcesz wyzyskać inaczej &ndash;</w>
			<w>Proszę bardzo, dam sposób ci drugi:</w>
			<w>Weź rozwałkuj je wałkiem,</w>
			<w>A gdy spłaszczą się całkiem,</w>
			<w>To sprzedawaj je jako płastugi!</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz ostrożny bądź, druhu</w>
			<w>Zanim ciachniesz po uchu!</w>
			<w>Wrzawa by się natychmiast podniosła</w>
			<w>Gdybyś złapał nożyczki</w>
			<w>Krzycząc: &ndash; O! O! Króliczki!</w>
			<w>I niechcący skaleczyłbyś osła&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>U nas uszu &ndash; jak mrówek!</w>
			<w>Ładny mamy przychówek,</w>
			<w>Wszędzie sterczą, jak jakie zarośle,</w>
			<w>A w niejednym rejonie</w>
			<w>Podlegają ochronie</w>
			<w>I to właśnie, niestety, te ośle&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Uśmiechnij się</tytul>
		<tekst>
			<w>Los nigdy nie rozpieszczał nas</w>
			<w>Nadmiarem zbytniej troski &ndash;</w>
			<w>Dał nam złą wodę, kiepski gaz,</w>
			<w>Neony godne wioski,</w>
			<w>Klimat przed chwilą mrozem dął,</w>
			<w>Wtem deszczem jak nie chluśnie!</w>
			<w>&hellip; więc nie wiadomo, skąd się wziął</w>
			<w>Ten nasz wrocławski uśmiech&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Uśmiechnij się, życie jest miłe,</w>
			<w>Uśmiechnij się, choćby na siłę &ndash;</w>
			<w>Nie umiesz? Pomożemy ci,</w>
			<w>Połaskoczemy, gli gli gli!</w>
			<w>Uśmiechnij się, mamy silosy</w>
			<w>Uśmiechnij się, ktoś wpadł do fosy &ndash;</w>
			<w>Plan wykonało MPO,</w>
			<w>Uśmiechnij się, no, no!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Dymiły najpierw stosy zgliszcz,</w>
			<w>Ulice w gruzach legły,</w>
			<w>Cisnęła bieda że choć piszcz,</w>
			<w>A Mondsztajn kradł nam cegły.</w>
			<w>Dziś nikt na cegłach nie chce wpaść</w>
			<w>Ledwie je wzrokiem muśnie,</w>
			<w>Dziś stać nas by witraże kraść</w>
			<w>I stąd nasz miły uśmiech</w>
			<vsp/>
			<w>Uśmiechnij się, życie jest bycze</w>
			<w>Uśmiechnij się, i właź na pryczę</w>
			<w>Z radością pomożemy ci,</w>
			<w>Połaskoczemy &ndash; gli gli gli!</w>
			<w>Uśmiechnij się, zamknęli Zdzisia,</w>
			<w>Uśmiechnij się, Jędruś wyłysiał,</w>
			<w>Z komisariatu zniosło dach &ndash;</w>
			<w>Uśmiechnij się, no ciach!</w>
			<vsp/>
			<w>Przyjechał Fredro, w Rynku siadł,</w>
			<w>Nałożył okulary,</w>
			<w>Obejrzał nowy, dziwny świat</w>
			<w>I mruknął: &ndash; Cześć batiary!</w>
			<w>I nie narzeka &ndash; miły gość &ndash;</w>
			<w>Gdy nań gołąbek siuśnie&hellip;</w>
			<w>Dlatego fredrowskiego coś</w>
			<w>Ma nasz wrocławski uśmiech.</w>
			<vsp/>
			<w>Uśmiechnij się, strapiony człecze</w>
			<w>Z uśmiechem wejdź w nowe ćwierćwiecze</w>
			<w>Z radością pomożemy ci,</w>
			<w>Płaskoczemy, gli gli gli!</w>
			<w>Uśmiechnij się, zrób z nami zeza,</w>
			<w>Uśmiechnij się, niech lśni proteza,</w>
			<w>Smutny jest tylko anioł stróż,</w>
			<w>Ty, uśmiechnij się, ale już!</w>
			<vsp/>
			<w>Uśmiechnij się, życie jest proste,</w>
			<w>Uśmiechnij się, patrz jaki mostek!</w>
			<w>Z radością usłużymy ci</w>
			<w>I podkręcimy, ożeż ty!</w>
			<w>Uśmiechnij się, już koniec nudy,</w>
			<w>Uśmiechnij się i marsz do budy,</w>
			<w>Tu kończy się programu treść &ndash;</w>
			<w>Uśmiechnij się &ndash; he he he he</w>
			<w>Uśmiechnij się &ndash; Bueeeeeeeee!</w>
			<w>Uśmiechnij się &ndash; i cześć!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Uśnięcie krytyka</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz jeden znany krytyk, kosmiczny asekurant,</w>
			<w>Z tchórzostwa i indolencji wspaniale znany w mieście,</w>
			<w>Wrócił wieczorem do domu i dał pod kołdrę nura</w>
			<w>I się odprężył trochę i mruknął z ulgą: &ndash; Nareszcie&hellip;!</w>
			<w>Fakt faktem, dzień dzisiejszy nerwowy był i ciężki,</w>
			<w>Różne lokalne burze wstrząsały powiatem i miastem,</w>
			<w>Krytyk miał mały sukces i dwie dość spore klęski,</w>
			<w>Więc teraz leżąc pod kołdrą myślał: &ndash; My bed is my castle!</w>
			<w>I czuł się względnie bezpieczny, jak orzech w łupiny środku,</w>
			<w>I drzemał, aż nagle zadrżał, skrzypnęły bowiem drzwi,</w>
			<w>I niewyżyta żona wszedłszy, szepnęła: &ndash; Kotku&hellip;!</w>
			<w>Lecz krytyk był asekurant, więc wolał udawać że śpi.</w>
			<w>A przy tym kombinował: jeśli wysunę głowę,</w>
			<w>To w rezultacie dojść może do jakichś ekscesów,</w>
			<w>I mogą mi się wyrobić jakieś poglądy nowe,</w>
			<w>I jeszcze coś o tym napiszę i to będzie koniec sukcesów&hellip;</w>
			<w>Tu wstrząsnął się w przerażeniu i się zatroskał szczerze</w>
			<w>Głębiej pod kołdrę się wsunął, nie bacząc że duszno i ciasno,</w>
			<w>Pomyślał, że trudno jest tworzyć we wrogiej atmosferze</w>
			<w>Wytworzył ad hoc przyjazną, odetchnął głęboko i zasnął&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Żałoba</tytul>
		<tekst>
			<w>Wiceminister przyjąć raczy</w>
			<w>Wybijających się działaczy</w>
			<w>Na niwie sztuki i kultury.</w>
			<w>Już w poczekalni cała paczka,</w>
			<w>Tu siedzi działacz, tam działaczka,</w>
			<w>Ubrani w nowe garnitury.</w>
			<w>Skoczyła sekretarka bystra,</w>
			<w>Melduje do wiceministra</w>
			<w>Ze właśnie przyszli, że czekają.</w>
			<w>Wiceminister podziw szczery</w>
			<w>Ma dla nich, więc im da ordery</w>
			<w>Za to, że tak się wybijają.</w>
			<w>W wiceministra gabinecie</w>
			<w>Wino na stołach, wszędzie kwiecie,</w>
			<w>Personel ciastka wnosi&hellip;</w>
			<w>Wiceminister, jaśniejący</w>
			<w>Tych wszystkich się wybijających</w>
			<w>działaczy każe prosić.</w>
			<w>Poszła ich prosić sekretarka,</w>
			<w>Aż nagle wraca, w chustkę smarka,</w>
			<w>I rozpaczliwie płacze&hellip;</w>
			<w>&ndash; Tam w poczekalni same trupy &ndash;</w>
			<w>powiada &ndash; wszędzie trupów kupy,</w>
			<w>Nie żyją nasi działacze&hellip;</w>
			<w>Wnet po tym zajściu &ndash; w całej prasie</w>
			<w>Wiadomość smutna zjawiła się,</w>
			<w>Szloch targnął biednym krajem:</w>
			<w>O klęski straszne, o rozpacze!</w>
			<w>Wybijający się działacze</w>
			<w>Powybijali się nawzajem&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Żółw</tytul>
		<tekst>
			<w>Jedni studiują dzieje Peruwian,</w>
			<w>Inni &ndash; chemiczną strukturę krwi,</w>
			<w>Mój kumpel Heniuś studiuje żółwia,</w>
			<w>Znaczy się jakiej ten żółw jest pci?</w>
			<w>Na próżno docent Jenny Pipsztyczka</w>
			<w>Dziesiątki razy mówiła mu,</w>
			<w>Że jest to wiedza akademicka</w>
			<w>Jakie narządy ma jego żółw.</w>
			<w>Także magister Dzyndzyk Fulalia</w>
			<w>Mawiała razy już kilkaset:</w>
			<w>&ndash; Questa problema, ce genitalia</w>
			<w>Habeas corpus your petit schildcret?</w>
			<w>On wciąż nie słucha, przeciera lupę,</w>
			<w>Potem do oka przytyka szkło</w>
			<w>I patrzy temu żółwiowi w skorupę</w>
			<w>Enigmatycznie mrucząc: &ndash; Ho ho!</w>
			<w>W czasie tych badań żółw, zimna bestia,</w>
			<w>Dość obojętnie spogląda w świat,</w>
			<w>Płeć to dla niego raczej nie kwiestia,</w>
			<w>Zwłaszcza że ma już ze trzysta lat!</w>
			<w>A Heniuś bada, Heniuś się miota,</w>
			<w>Mierzy, rysuje, w uporze trwa,</w>
			<w>zamiast na warsztat wziąć krowę, kota,</w>
			<w>Konia, Dreptaka, ptaka lub psa.</w>
			<w>Tylu rozwiązań różnych zagadnień</w>
			<w>Wciąż oczekują miasto i wieś,</w>
			<w>Że naukowiec robi nieładnie</w>
			<w>patrząc durnemu żółwiowi gdzieś!</w>
			<w>Przezwyciężymy jednak stagnację,</w>
			<w>Nie będzie Henio byczył się furt,</w>
			<w>Jak się draniowi utnie dotację &ndash;</w>
			<w>Zaraz się włączy w bieżący nurt!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Żywi i martwi</tytul>
		<tekst>
			<w>Nasi koledzy z konspiracji,</w>
			<w>Pogromcy &plqq;Panter&prqq; i &plqq;Tygrysów&prqq;,</w>
			<w>Leżą przeważnie wśród akacji,</w>
			<w>A dużo rzadziej wśród cyprysów.</w>
			<w>Zginęli mając lat dwadzieścia,</w>
			<w>A i piętnaście też czasami&hellip;</w>
			<w>Wtedy z nich żaden ginąć nie chciał,</w>
			<w>Lecz dzisiaj &ndash; wygrywają z nami.</w>
			<w>Zostali już na zawsze młodzi,</w>
			<w>Szlachetni z czynów i postaci,</w>
			<w>Już nic im dzisiaj nie zaszkodzi,</w>
			<w>Już nikt ich dzisiaj nie zeszmaci.</w>
			<w>Sztandary na ich grobach wieją,</w>
			<w>Warty w rocznice się ustawia&hellip;</w>
			<w>Oni się już nie zestarzeją</w>
			<w>Na swoich starych fotografiach.</w>
			<w>Palą się znicze, snują dymy.</w>
			<w>Przybywa nam na twarzach zmarszczek,</w>
			<w>Wciąż młode są ich pseudonimy,</w>
			<w>Nasze są martwe i wciąż starsze.</w>
			<w>&hellip;a kiedy już poumieramy</w>
			<w>I gdy się już znajdziemy w raju,</w>
			<w>Wtedy natychmiast ich poznamy,</w>
			<w>Lecz oni nas -już nie poznają.</w>
			<w>I może któryś nawet powie,</w>
			<w>Widząc nas w rajskim przedpokoju:</w>
			<w>&ndash; Nie wiecie, biedni staruszkowie,</w>
			<w>Gdzie są koledzy z tamtych bojów?</w>
			<w>Wtedy zapewne zapłaczemy,</w>
			<w>Sięgniemy dłonią do orderów,</w>
			<w>Ale im prawdy nie powiemy&hellip;</w>
			<w>Po co rozśmieszać bohaterów?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zaangażowanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie sztuka pisać o kwiatuszkach,</w>
			<w>Obłoczkach, ptaszku oraz drzewkach,</w>
			<w>Za to nikt nie da ci po uszkach,</w>
			<w>Nikt się na ciebie nie pogniewa.</w>
			<w>Nikt nigdy ci nie zechce przylać,</w>
			<w>Szef rozwścieczony nie zawoła:</w>
			<w>&ndash; Musicie się tak wciąż wychylać`?</w>
			<w>Piszcieżeż, kuchnia, coś o pszczołach!</w>
			<w>Więc piszę: Pachną w słońcu ziółka</w>
			<w>(obszar plus minus jeden hektar),</w>
			<w>A wśród tych ziółek igra pszczółka</w>
			<w>Biorąc do pyska słodki nektar.</w>
			<w>Przy tej okazji w kwietny pyłek</w>
			<w>Siada na maku lub na chabrze,</w>
			<w>A że ma dość kosmaty tyłek,</w>
			<w>Więc zwykle pyłkiem się ubabrze.</w>
			<w>Potem przenosi go do słupka</w>
			<w>I kwiat zapładnia mimo woli,</w>
			<w>Więc gdyby nie tej pszczółki pupka &ndash;</w>
			<w>Brakłoby jabłek i fasoli.</w>
			<w>Proszę, już wierszyk jest niedługi,</w>
			<w>Sama w nim prawda, nic ryzyka,</w>
			<w>Lecz mam gdzieś pszczółkę, jej zasługi</w>
			<w>I kwiatki, w które mordę wtyka.</w>
			<w>Oduczyłbym ją tkwić na boku,</w>
			<w>Ustawiłbym tę zgagę w pionie:</w>
			<w>&ndash; Oż ty, szemrana po odwłoku,</w>
			<w>Brzęknij po czyjej jesteś stronie.</w>
			<w>Niestety&hellip; pszczółka milcząc siedzi</w>
			<w>Lub dalej lata i się trudzi,</w>
			<w>Nie łatwiej ją do wypowiedzi</w>
			<w>Skłonić niż całą kupę ludzi&hellip;</w>
			<w>Ha, widać to nie jej domena,</w>
			<w>Nikt jej inaczej nie wychowa,</w>
			<w>Nie zmieni jej w Buchwalda, Twaina,</w>
			<w>Ilfa, Pietrowa i Czechowa.</w>
			<w>Nie zrobi z pszczółki satyryka,</w>
			<w>Co do ostatniej swej minuty,</w>
			<w>Tam gdzie nie trzeba, będzie wtykał</w>
			<w>Palce. A nawet ich kikuty&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zabytek</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś swojego tatkę spytał mały Witek:</w>
			<w>&ndash; Powiedz mi, proszę, tatku, co to jest zabytek?</w>
			<w>&ndash; Zabytek &ndash; odparł tato &ndash; to rzecz z dawnych czasów,</w>
			<w>Z okresu Jagiellonów, Piastów, względnie Sasów,</w>
			<w>Co trochę się rozpada, a trochę się kruszy,</w>
			<w>Ale jest pod ochroną, więc jej nikt nie ruszy.</w>
			<w>Choćby miała tamtędy przejść nowa arteria &ndash;</w>
			<w>On stoi cały w blaskach, basztach, boazeriach,</w>
			<w>Rozparty w poprzek drogi, bliski &ndash; a daleki,</w>
			<w>Bo za nim stoją dawne zwyczaje i wieki</w>
			<w>Ze swymi przesądami, brakiem tolerancji,</w>
			<w>Cielęcym zapatrzeniem się we wzorzec Francji</w>
			<w>Albo Anglii lub Austrii, względnie w przepych Wschodu,</w>
			<w>Z pogardą dla prostego, ciemnego narodu,</w>
			<w>Z odrabianiem pańszczyzny, topieniem czarownic,</w>
			<w>Pancerzem zapinanym z pomocą lutownic,</w>
			<w>Przyłbicą opuszczoną w momentach poruty</w>
			<w>(bo lepiej w takich razach miewać łeb zakuty),</w>
			<w>Z supremacją łaciny, ubóstwem polszczyzny,</w>
			<w>Ciągłym nadużywaniem imienia ojczyzny</w>
			<w>Oraz odwoływaniem się do sądów nieba&hellip;</w>
			<w>To jest właśnie zabytek, więc go chronić trzeba!!!</w>
			<w>Synek słuchał uważnie, słówka nie uronił,</w>
			<w>Wreszcie rzekł: &ndash; dobrze, tato&hellip; Ja cię będę chronił&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Baczki i broda</tytul>
		<tekst>
			<w>Na wiosnę wszystko lepiej rośnie,</w>
			<w>Wszystko rozwija się z kopyta,</w>
			<w>Fryzjer klienta grzecznie pyta:</w>
			<w>&ndash; Baczki, pan, prosto chcesz czy skośnie?</w>
			<w>Więc żądaj &ndash; skośnie albo prosto,</w>
			<w>Na wiosnę wszystko pięknie kwitnie,</w>
			<w>Fryzjer, chwyciwszy brzytwę ostrą,</w>
			<w>I tak jak zechce baczki przytnie!</w>
			<w>Kwitną krokusy i forsycje,</w>
			<w>Wkrótce popłynie woń akacji,</w>
			<w>Fryzjer jest panem sytuacji</w>
			<w>I ma fryzjerskie swe ambicje.</w>
			<w>Ogranicz krzyki i protesty,</w>
			<w>Wróciły grzdyle i rybitwy,</w>
			<w>Opanuj zbyt gwałtowne gesty,</w>
			<w>Fryzjer ma, a ty nie masz brzytwy.</w>
			<w>Może ci przyciąć nawet w ząbki</w>
			<w>Albo nos urżnąć w jednej chwili,</w>
			<w>Na piękne wczasy do Porąbki</w>
			<w>Ci się wybiorą, co przeżyli.</w>
			<w>Fryzjer ma własną swą manierę,</w>
			<w>Styl, z którym w zgodzie wszystko czyni!</w>
			<w>Patrz, na ulicach tyle mini&hellip;</w>
			<w>Poprawisz baczki polsilverem!</w>
			<w>Smukłe dziewczęta mkną po bieżni,</w>
			<w>Świat aż pęcznieje od urody,</w>
			<w>Wszyscy od brzytwy-śmy zależni</w>
			<w>Z wyjątkiem tych, co mają brody,</w>
			<w>A w brodach tajemnice skryte,</w>
			<w>I fryzjer gapi się ponura,</w>
			<w>Gdy brodacz staje przed razurą</w>
			<w>Niczym komandos wśród szarytek,</w>
			<w>I przez lustrzaną taflę szyby</w>
			<w>Jeden drugiemu w oczy patrzy,</w>
			<w>A fryzjer wzdryga się jak gdyby&hellip;</w>
			<w>I czuje się jak gdyby słabszy,</w>
			<w>A kaczki się pluskają w wodzie,</w>
			<w>A ciepły wiatr nad miastem wieje,</w>
			<w>A za optymizm i nadzieję</w>
			<w>Baczki składają ukłon brodzie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zadanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Plakatowe winiety, standardowe uśmiechy,</w>
			<w>Wyczyszczona do błysku gabardina i stal &ndash;</w>
			<w>Poszły nasze chłopaki za Sudety, na Czechy,</w>
			<w>Poszły nasze chłopaki jak ułani na bal.</w>
			<w>Z nimi słońce i wicher wędrowały po trasach,</w>
			<w>Omijały ich burze, rozwiewały się mgły,</w>
			<w>Omówiło ichradio, opisała ich prasa,</w>
			<w>Pokazało ich kino jak śpiewali i szli.</w>
			<w>&hellip; A to przecież nieprawda, zimna była ta przestrzeń,</w>
			<w>Nieufnością zjeżony człowiek, słowo i rzecz,</w>
			<w>Nieżyczliwe miasteczka, gorzkie wiatry i deszcze,</w>
			<w>Przejmujące napisy &plqq;wróg&prqq;, &plqq;okupant&prqq; i &plqq;precz&prqq;.</w>
			<w>Trzeba było zrozumieć ten kraj bratni, choć obcy,</w>
			<w>Spenetrować mielizny, prądom &ndash; inny dać bieg.</w>
			<w>Nic nie piszcie o chłopcach. To u szewca są chłopcy,</w>
			<w>A tam poszli mężczyźni, starsi od was o wiek.</w>
			<w>To nieprawda, że nigdy ich nie żarła wątpliwość,</w>
			<w>Wątpliwości nie miewa krowa, drewno lub ćwok.</w>
			<w>Trzeba było zostawić żon i matek swych tkliwość,</w>
			<w>Nie wiadomo &ndash; na tydzień, miesiąc, kwartał czy rok?</w>
			<w>Nic nie wiemy, jak kiedyś ich historia oceni,</w>
			<w>Jak rozważy proporcje zasług, wahań i win?</w>
			<w>Fakt jest faktem, pod niebem smutnej, czeskiej jesieni</w>
			<w>Ciężką służbę wypełnia brat twój, mąż albo syn.</w>
			<w>Chyba znajdzie uznanie u następnych pokoleń</w>
			<w>Ich bezkrwawa kampania, trudna misja i straż&hellip;</w>
			<w>Czci się tych co zdobyli Samosierrę i Smoleńsk,</w>
			<w>A wszak łatwiej jest ginąć, niż dać pluć sobie w twarz.</w>
			<w>A wszak łatwiej jest strzelać, niż trwać z celem na muszce,</w>
			<w>Mniej się widzi w lunecie, więcej widzi się wszerz&hellip;</w>
			<w>&plqq;Polski żołnierz dopomógł w gospodarstwie staruszce&hellip;&prqq;</w>
			<w>O, panowie pisarze! Bez was pomógłby też!</w>
			<w>Świat się trzęsie w posadach, walą się ideały,</w>
			<w>Różne hasła zmieniają sens, znaczenie i treść &ndash;</w>
			<w>Jest w tym wszystkim nasz żołnierz. Nie monolit wspaniały &ndash;</w>
			<w>Coś większego, bo człowiek. Właśnie za to mu cześć.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zajęcie</tytul>
		<tekst>
			<w>&ndash; Otóż córki laryngologów, studiujące paleografię</w>
			<w>Są zjawiskiem, którego rzadkości wyrazić nie potrafię.</w>
			<w>Być może, że rzadsze są nawet i mniej ich zanotowano</w>
			<w>Niż prababki ananaptystów zajmujących się ikebaną, &ndash;</w>
			<w>Bo potrzeba wielu warunków, zanim się wreszcie trafi</w>
			<w>Córka laryngologa, studentka paleografii!</w>
			<w>Jej tatko na medycynę iść musi, a nie na dyrygenturę</w>
			<w>Czy inną meliorację. Następnie musi mieć córę.</w>
			<w>A nie &ndash; powiedzmy &ndash; syna. Ta córa musi na serio</w>
			<w>Się zająć paleografią, a broń boże nie reżyserią,</w>
			<w>Anie nie glacjoloigią. Ba! Jeszcze to nie studentka!</w>
			<w>Musi iść zdawać egzamin, a potem zostać przyjęta,</w>
			<w>W czym byśmy jej trochę pomóc po znajomości mogli,</w>
			<w>Posiadając niejakie chody na parazytologii,</w>
			<w>Gdzie działa adiunkt Dreptak, nasz osobisty przyjaciel,</w>
			<w>Mający ciotkę w paleograficznym dziekanacie,</w>
			<w>Córkę dragona nawiasem mówiąc dla porządku,</w>
			<w>A matkę hipnotyzera, kolekcjonera świątków</w>
			<w>Kurpiowskich. Tak więc widzimy, iż jest to jedyna droga</w>
			<w>By stworzyć paleografię, córkę laryngologa.</w>
			<w>A warto się czymś takim zająć, gdyż to rarytas prawdziwy,</w>
			<w>Zamiast się kłócić, czy grzechem jest kupno prezerwatywy.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zamach</tytul>
		<tekst>
			<w>W zdarzeń i wydarzeń tłoku,</w>
			<w>W wirze pokut i spowiedzi,</w>
			<w>Jeden Fredro na swym stołku</w>
			<w>Od lat wielu twardo siedzi.</w>
			<w>Siedzi sobie w Rynku krzepko,</w>
			<w>Oko lekko ma przymknięte,</w>
			<w>Uśmiechnięty jakby zdziebko,</w>
			<w>Jakby znaleźć chciał pointę.</w>
			<w>Duma Fredro pod Ratuszem</w>
			<w>Na swym stołku siedząc kołkiem:</w>
			<w>&ndash; Nikt ze stołka mnie nie ruszy,</w>
			<w>Bom zrobiony wraz ze stołkiem!</w>
			<w>A tu wielkie zmiany wszędzie,</w>
			<w>A tu wypowiedzi w prasie:</w>
			<w>&ndash; Panie Fredro, tak nie będzie,</w>
			<w>Pana także ruszyć da się!</w>
			<w>Nazbyt długo pan nam wadzi,</w>
			<w>Wstań pan, nie bądź taki cysarz,</w>
			<w>Tu Dreptaka się usadzi,</w>
			<w>Bo to jeszcze lepszy pisarz!</w>
			<w>Względnie pomnik Syrokomli,</w>
			<w>Co też duże miał wyniki&hellip;</w>
			<w>Próżno hrabia Fredro skomli,</w>
			<w>Zaraz pójdą w ruch pilniki.</w>
			<w>Zresztą, może sam powstanie,</w>
			<w>Wkurzy się na swym cokole:</w>
			<w>&ndash; Znaj proporcję mociumpanie,</w>
			<w>Bo cię wnet otentegolę!</w>
			<w>Wiatr historii dmie wspaniały,</w>
			<w>Walą się zbyteczne płoty,</w>
			<w>Lecz szanujmy piedestały,</w>
			<w>Nie wpuszczajmy tam miernoty</w>
			<w>Niech na cokół się nie wedrą,</w>
			<w>Niech nie brudzą złotej liry!</w>
			<w>Trzymam z panem, panie Fredro</w>
			<w>Bom Polonus! &hellip;i satyryk&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zamiast felietonu</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedy się już dokładnie zamieszają wszystkie rasy,</w>
			<w>Wyrówna się długość kończyn i wielkość oczodołów,</w>
			<w>Z chińskimi dyszkantami skrzyżują się cerkiewne basy</w>
			<w>A uroda paryskich dziewcząt z niewątpliwym urokiem mongołów,</w>
			<w>Angielska flegma dyskretnie stonuje łaciński entuzjazm,</w>
			<w>Gdy każdy będzie przeciętnie i średnio namiętnie ponętny,</w>
			<w>Więc straci rację bytu jakakolwiek rasowa aluzja</w>
			<w>I kiedy się przy okazji wyrównają także zdolności</w>
			<w>Na poziomie plus minus twórców seryjnego filmu &plqq;Jan serce&prqq;,</w>
			<w>I wszyscy będą mniej więcej starzy, wypukli i prości</w>
			<w>Jakby ich jakiś automat odrobił na swojej szlifierce,</w>
			<w>Więc jeśli to wszystko w przyszłości &ndash; w co mocno wierzę &ndash; się uda</w>
			<w>I każdy zmieni się w żydo-greko-uzbeko-murzyna,</w>
			<w>To po pierwsze &ndash; na całym świecie nastanie koszmarna nuda,</w>
			<w>A po drugie i tak będzie się mówić: &ndash; Ach&hellip; pani jest taka inna&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zaniechanie</tytul>
		<tekst>
			<w>Człowieku stojący na straży</w>
			<w>Nad naszą Nysą lub Odrą</w>
			<w>Z męskim uśmiechem na twarzy,</w>
			<w>Z bronią opartą o biodro,</w>
			<w>Ty, politycznie pewny,</w>
			<w>Spośród tysiąca jedyny,</w>
			<w>Sprawdzony przez wszystkie przesiewy,</w>
			<w>Ankiety i egzaminy,</w>
			<w>Gdy czujnie rozwierasz powieki</w>
			<w>W godziny ciemne i ciche</w>
			<w>I nagle gdzieś w nurcie rzeki</w>
			<w>Usłyszysz błagalny głos: &ndash; Hilfe!</w>
			<w>Zapomnij raz o szkoleniu,</w>
			<w>Nie machaj pepeszą czy visem,</w>
			<w>Dopomóż biednemu stworzeniu,</w>
			<w>Co się gramoli przez Nysę,</w>
			<w>Wyciągnij biedaka za kołnierz,</w>
			<w>Pociesz kilkoma słowami&hellip;</w>
			<w>Czasem to nawet i żołnierz</w>
			<w>Może mieć gdzieś regulamin.</w>
			<w>Co będziesz sumienie obarczał,</w>
			<w>Gdy gość w kryminale skiśnie?</w>
			<w>Pokaż mu Richtung nach Warschau,</w>
			<w>On szepnie: &ndash; Danke&hellip; &ndash; i pryśnie.</w>
			<w>Przecież to takie proste,</w>
			<w>Tak łatwo tu o receptę&hellip;</w>
			<w>Obecny Drang nach Osten,</w>
			<w>Jest lepszy niż wszystkie przedtem.</w>
			<w>Więc możesz być dumny, człowieku,</w>
			<w>Ze miałeś dziś wartę u brodu,</w>
			<w>Bo dziś, pierwszy raz od pół wieku,</w>
			<w>Ktoś do nas uciekł z zachodu.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zawał</tytul>
		<tekst>
			<w>Czasem nawet w życiu kancelisty</w>
			<w>Może trafić się jakaś wysiadka,</w>
			<w>Kancelista miał więc akt strzelisty</w>
			<w>I odmawiał go w pewnych wypadkach.</w>
			<w>Kiedy żona nań bez racji psioczy</w>
			<w>Lub gdy szef mu podwyżki nie dawał,</w>
			<w>Kancelista przymykając oczy</w>
			<w>Szeptał: &ndash; Boże, proszę cię o zawał!</w>
			<w>Żeby zaraz, żeby już, w tej chwili,</w>
			<w>Żebym leżał blady na parkiecie,</w>
			<w>Żeby wszyscy wreszcie zobaczyli,</w>
			<w>Jak mi źle jest i smutno na świecie,</w>
			<w>Żeby żona zachrypła od wrzasku,</w>
			<w>Żeby w kółko powtarzała z płaczem</w>
			<w>&ndash; Nie umieraj, mój mały głuptasku,</w>
			<w>Byłam zła, ale teraz zobaczysz&hellip;</w>
			<w>Żeby szef ukląkł koło ofiary,</w>
			<w>Żeby prosił oczami litości,</w>
			<w>Żeby mówił: &ndash; No&hellip; nie żartuj, stary&hellip;</w>
			<w>Jeszcze będę miał przez to przykrości&hellip;</w>
			<w>Żebym wreszcie dalekim i bliskim,</w>
			<w>I całemu paskudnemu światu</w>
			<w>Pogardzany, zaszczuty przez wszystkich</w>
			<w>Rzucił w oczy swój największy atut.</w>
			<w>Nigdy Ciebie o nic nie błagałem,</w>
			<w>Teraz błagam: Obdarz mnie zawałem!!!</w>
			<w>&hellip;cóż, zawały chodzą po artystach,</w>
			<w>Po lekarzach, pisarzach -jak mówią &ndash;</w>
			<w>A zwyczajny mały kancelista</w>
			<w>Może liczyć najwyżej na uwiąd.</w>
			<w>Więc na próżno biedak ręce składał,</w>
			<w>Marzeń szkoda i próśb było szkoda,</w>
			<w>Bo na ogół nie chwiał się, nie padał,</w>
			<w>Chyba że się pośliznął na schodach,</w>
			<w>Przy czym wzbudzał ogólną wesołość</w>
			<w>I pod ziemię rad byłby się schować&hellip;</w>
			<w>A tymczasem miał wciąż wyższe czoło,</w>
			<w>A łysiejąc &ndash; zaczął awansować.</w>
			<w>Wreszcie został nawet dyrektorem</w>
			<w>I osiągnął upragnione szczęście,</w>
			<w>I podwładni doń z telewizorem</w>
			<w>Przyszli, żeby mu go dać w prezencie&hellip;</w>
			<w>.. .a w nim serce śliskie jak ameba&hellip;</w>
			<w>Sine wargi chwytają powietrze&hellip;</w>
			<w>Chciał zawołać: &ndash; Boże! Już nie trzeba!!!</w>
			<w>A powiedział niewyraźnie: Nie&hellip; trze&hellip;</w>
			<w>I przewrócił się jak drewna kawał,</w>
			<w>I na próżno odganiał ramieniem</w>
			<w>Zamówiony dawno temu zawał,</w>
			<w>Dostarczony z dużym opóźnieniem&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zbytek szczęścia</tytul>
		<tekst>
			<w>Była raz mała dzielnica</w>
			<w>W odległym miejskim zakątku</w>
			<w>I był w niej miły milicjant</w>
			<w>Co w niej pilnował porządku.</w>
			<w>Chodził po małych uliczkach</w>
			<w>I patrzył malutkim oczkiem</w>
			<w>Jak się malutkim kroczkiem</w>
			<w>porusza malutka publiczka.</w>
			<w>A nocą też małe ulice</w>
			<w>Przemierzał w kożuszku i w bindzie</w>
			<w>Pod dziwnie małym księżycem</w>
			<w>Mniejszym niżeli gdzie indziej.</w>
			<w>Ale nie było przestępcy</w>
			<w>W rejonie jego działania,</w>
			<w>Nikt nawet nie rzucał mięsem,</w>
			<w>Nie mówiąc już o włamaniach.</w>
			<w>Nikt z łupem skradzionym nie wiał,</w>
			<w>Nie wszczynał nikt bijatyki,</w>
			<w>Więc pałkę mu gryzły korniki</w>
			<w>A rewolwer powoli mu rdzewiał&hellip;</w>
			<w>I tylko kompleksy w nim się</w>
			<w>Większe rodziły co dzień,</w>
			<w>I wizje miał, że po gzymsie</w>
			<w>Do okna skrada się złodziej.</w>
			<w>&hellip; ale to tylko koty</w>
			<w>Karmione przez ludność hojnie,</w>
			<w>Czyniły swoje psoty,</w>
			<w>Też &ndash; niż gdzie indziej &ndash; spokojniej&hellip;</w>
			<w>Aż raz milicjant szedł skwerem,</w>
			<w>A tu wyleciał skądś gangster</w>
			<w>Z bombą i z pancerfaustem,</w>
			<w>I z nożem i ze szmajserem,</w>
			<w>I zaraz ginekologa</w>
			<w>Bogatego rozpruł i okradł,</w>
			<w>A ginekolog wrzasnął &plqq;laboga&prqq;!!!</w>
			<w>I martwy na ziemię opadł,</w>
			<w>A wtedy ten bandzior do banku</w>
			<w>Wskoczył, na końcu uliczki,</w>
			<w>Strzelając bez ustanku</w>
			<w>I krzywdząc urzędniczki,</w>
			<w>I ukradł stamtąd stówę,</w>
			<w>I kasjerkę podziurawił jak sitko,</w>
			<w>A milicjant krzyknął: Fe! Jak brzydko!</w>
			<w>I radośnie wyciągnął spluwę&hellip;</w>
			<w>&hellip; ale zaraz usiadł na chodniku,</w>
			<w>Potem upadł&hellip; I umarł zaraz,</w>
			<w>Bo mu serce pękło z zachwytu</w>
			<w>Wobec tylu wspaniałości naraz&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zegar</tytul>
		<tekst>
			<w>Na urodziny synkowi przyniósł w prezencie kolega</w>
			<w>Zabawkę do zmontowania, ścienny rosyjski zegar.</w>
			<w>Gdy otworzyłem pudełko, zacząłem urągać i biadać</w>
			<w>Bo już wiedziałem z góry, że będę to musiał składać.</w>
			<w>A była tam załączona w pudle nieduża książeczka</w>
			<w>Z przepisem jak trzeba łączyć tryby i różne kółeczka.</w>
			<w>Więc kiedy wszyscy zasnęli, zabrałem się do monterki</w>
			<w>Zbrojny w cierpliwość, śrubokręty, słownik i kombinerki</w>
			<w>I zgodnie z przepisami złożyłem to wszystko wiernie</w>
			<w>Kolesa czyli koła i tryby, czyli szesternie.</w>
			<w>A wreszcie cep, czyli łańcuch włączyłem &ndash; szczegół ostatni &ndash;</w>
			<w>I potrąciłem palcem wahadło, czyli majatnik.</w>
			<w>A prymitywny zegarek, nieładnie z blach grubych wykuty</w>
			<w>Jął głośno i niecierpliwie stukać na ścianie minuty.</w>
			<w>I tak już od kilku tygodni wisi i gości rozśmiesza.</w>
			<w>I ani nie spóźnia biegu, ani go nie przyśpiesza.</w>
			<w>Więc kiedy patrzę czasami na jego kształty krzywe,</w>
			<w>Trzy rzeczy z ostatniej wojny stają mi w oczach jak żywe:</w>
			<w>Po pierwsze samochód &ndash; gazik, po drugie karabin-wintowka</w>
			<w>Po trzecie kierowca i strzelec, bezkompleksowy Wowka,</w>
			<w>Samochód mógł jeździć po lesie, konary łamiąc z trzaskiem</w>
			<w>Wintowka strzelała zawsze, choćbyś ją zapchał piaskiem</w>
			<w>A Wowka miał dobre serce, sypał okruszki ptaszkom</w>
			<w>A gdy zasypiał na deszczu, to twarz zasłaniał furażką.</w>
			<w>A w ogóle było to dawno i byliśmy wszyscy młodzi,</w>
			<w>I niezawodni, jak zegar co taki prosty &ndash; a chodzi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ze wspomnień staruszka</tytul>
		<tekst>
			<w>To nieprawda, co się mówi w różnych wierszach,</w>
			<w>Co w powieściach i posenkach nieraz było,</w>
			<w>Że najlepsza jest przeważnie miłość pierwsza&hellip;</w>
			<w>Ja tam wolę swą czterdziestą ósmą miłość.</w>
			<w>Przy czterdziestej ósmej bowiem właśnie</w>
			<w>Całą gamę się radości ma najszczerszej,</w>
			<w>Zwłaszcza, że się ma już tych łat osiemnaście</w>
			<w>I że jest się już dojrzalszym niż przy pierwszej.</w>
			<w>Pierwsza miłość&hellip; wtedy mówi się o kwiatkach</w>
			<w>I na kwiatki się prowadzi swoje dziewczę&hellip;</w>
			<w>Pierwsza miłość, przy dwunastu wątłych latkach,</w>
			<w>To nie to jest proszę panów, nie to jeszcze.</w>
			<w>Słuchać hadko i roztkliwiać się nie warto,</w>
			<w>Zresztą trudno sięgać w taką dal pamięcią&hellip;</w>
			<w>To już wolę swoją miłość sześćset czwartą,</w>
			<w>Przeżywaną w wieku lat dwudziestu pięciu.</w>
			<w>Cóż to była, proszę panów, za niewiasta,</w>
			<w>Jaka buzia, proszę panów, jaka poza&hellip;</w>
			<w>Albo miłość tysiąc sześćset osiemnasta:</w>
			<w>Ona bomba, jej mąż trąba, a ja kozak!</w>
			<w>Przy niej właśnie upłynęła mi czterdziestka,</w>
			<w>Pierwszy siwy włos dojrzałem patrząc w lustro,</w>
			<w>Lecz to była, proszę panów, jeszcze pestka</w>
			<w>W zestawieniu z trzechtysięczną dwieście szóstą!</w>
			<w>Ileż ona miała nóżek, piersi, rączek,</w>
			<w>Jakiż z niej był smaczny kąsek amatorski!</w>
			<w>Co tam kąsek! Pączek, bączek i zajączek,</w>
			<w>I koszulkę bez ramiączek&hellip; (telefon)</w>
			<w>Tu Sokorski!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zjazd majorów</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz na Majorce, w jeden z wieczorów</w>
			<w>Przy dźwięku cykad i plusku dorad</w>
			<w>Odbył się Wielki Kongres Majorów,</w>
			<w>Czyli Światowy Super-Majorat.</w>
			<w>Śródziemnomorskiej odblaski zorzy</w>
			<w>Nabrzeżne palmy złociły ślicznie,</w>
			<w>Gdy się zebrali liczni majorzy</w>
			<w>Majoratywno-majestatycznie.</w>
			<w>Był więc tam major huzarów, konus</w>
			<w>W spodniach ze złota i z karmazynu,</w>
			<w>A obok niego stał major-domus</w>
			<w>Oraz lord-major miasta Londynu,</w>
			<w>Major spahisów wąsy tygrysie</w>
			<w>Z głośnym siorbaniem zanurzał w winie</w>
			<w>Vis-major przybył przy swoim visie</w>
			<w>Zaś tambur-major przy tamburynie.</w>
			<w>Wiatr cicho szemrał w liściach platanów,</w>
			<w>A majorowie spory zaczęli,</w>
			<w>Jak by tu ustrzec się kapitanów,</w>
			<w>Co majorami zostać by chcieli.</w>
			<w>Ostatni słowik usnął w winnicy,</w>
			<w>Gdy wreszcie padła teza ostrożna,</w>
			<w>Że porucznicy to sojusznicy,</w>
			<w>Ze na sierżantach oprzeć się można,</w>
			<w>Że chorążowie to hipokryci,</w>
			<w>Ze plutonowi też nie najszczersi&hellip;</w>
			<w>A wtem stanęli wszyscy jak wryci,</w>
			<w>Prężąc medale, brzuchy i piersi,</w>
			<w>A główny major zawrzasnął ostro</w>
			<w>Głosem tubalnym niczym holownik:</w>
			<w>&ndash; Baczność!!!</w>
			<w>&hellip;bo z dala, przy brzęku ostróg</w>
			<w>Niedbałym krokiem szedł <tsp>podpułkownik</tsp>.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bajarz jajarz</tytul>
		<tekst>
			<w>Komu bozia poskąpiła</w>
			<w>I rozumu dała pół,</w>
			<w>Kogo niania upuściła</w>
			<w>W niemowlęctwie główką w dół,</w>
			<w>Kto się uczyć nie chciał w szkole</w>
			<w>I pan mówił &plqq;ty matole&prqq;,</w>
			<w>Komu aż trzeszczała pupka,</w>
			<w>Bo tak wszyscy lali głupka &ndash;</w>
			<w>Niech się wstydem nie rumieni,</w>
			<w>Łzami doli swej nie zrasza,</w>
			<w>Do tłuczenia niech kamieni</w>
			<w>Ochotniczo się nie zgłasza,</w>
			<w>Może bowiem żyć jak książę</w>
			<w>I kwitnąć jak kwiatek</w>
			<w>Z układania durnych książek</w>
			<w>Dla nieszczęsnych małych dziatek :</w>
			<w>&ndash; o Muchomorku &ndash; bandziorku,</w>
			<w>&ndash; o Karaluszku &ndash; świntuszku,</w>
			<w>&ndash; o Kotce &ndash; kompletnej idiotce,</w>
			<w>&ndash; o Krokodylku &ndash; imbecylku,</w>
			<w>&ndash; o Bażancie &ndash; malwersancie,</w>
			<w>&ndash; o Wilku &ndash; debilku,</w>
			<w>&ndash; o Kosie co dłubał w nosie,</w>
			<w>&ndash; o Mrówkojadzie co lubił w przysiadzie,</w>
			<w>&ndash; o Szopie Praczu &ndash; rozpruwaczu,</w>
			<w>&ndash; o Tasiemcu w jednym Niemcu,</w>
			<w>&ndash; o Pasożycie w jednym Izraelicie,</w>
			<w>&ndash; o Owsiku w jakimś Chińczyku,</w>
			<w>&ndash; o Myszce w kiszce,</w>
			<w>&ndash; o Gliździe,</w>
			<w>&ndash; o Smierdzielu &ndash; gwałcicielu,</w>
			<w>&ndash; o Lilijce &ndash; lesbijce,</w>
			<w>&ndash; o Lisku &ndash; syfilisku,</w>
			<w>&ndash; o Gorylu &ndash; pedrylu,</w>
			<w>&ndash; o Niedźwiadku &ndash; pierdziadku,</w>
			<w>&ndash; o Mewce &ndash; kurewce,</w>
			<w>&ndash; o Matołku na wysokim stołku,</w>
			<w>&ndash; o Krecie w komitecie,</w>
			<w>&ndash; o Tajniaczku &ndash; bydlaczku,</w>
			<w>&ndash; I o Mendzie w urzędzie!</w>
			<w>A ja też zapalę fajkę</w>
			<w>I gdzieś koło wtorku</w>
			<w>Machnę lewą nogą bajkę</w>
			<w>O autorku &ndash; upiorku!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Z kroniki dyplomatycznej</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz ambasador Sodomy przywdział strój uroczysty</w>
			<w>Bo miał wręczyć królowi Gomory uwierzytelniające listy.</w>
			<w>Czuł przytem wielką tremę oraz niepokój najszczerszy</w>
			<w>Bo miał tę czynność wykonać w swym życiu po raz pierwszy.</w>
			<w>&ndash; Co począć &ndash; kombinował z zawartością dyplomatycznej koperty? &ndash;</w>
			<w>&ndash; Wsadzić królowi w łapę, ukłonić się i fertig?</w>
			<w>A może trzeba przyklęknąć? O ziemię uderzyć głową?</w>
			<w>A może przed tym wręczeniem wystąpić z jakąś przemową?</w>
			<w>Aż wreszcie cały dylemat postanowił roziązać najprościej</w>
			<w>I postąpić w zależności od bieżących okoloczności.</w>
			<w>Oto już wjeżdża przed pałac ambasadorski ekipaż,</w>
			<w>Na dziedzińcu pręży się gwardia w tradycyjnych futrzanych slipach,</w>
			<w>W bramie &ndash; generałowie, za nimi &ndash; ministrowie,</w>
			<w>Idzie nasz ambasador z kompletną pustką w głowie,</w>
			<w>Wreszcie przed tronem staje, a król już siedzi na tronie,</w>
			<w>Grubasek, metr czterdzieści w kapeluszu, a raczej w koronie,</w>
			<w>Patrzą na siebie przez chwilę, król sapie jak hipopotam,</w>
			<w>Ambasador też sobie sapie, aż król wreszcie powiada: &ndash; No czo tam?</w>
			<w>(bo ten król trochę seplenił). Na taki grubiański speach</w>
			<w>Ambasador strasznie się wkurzył, poczerwieniał i mówi: &ndash; A nicz.</w>
			<w>Król jakby się trochę wzdrygnął, znów siedzi i strasznie sapie,</w>
			<w>Pomyślał chwilę i pyta: &ndash; A czo tam czymasz w łapie?</w>
			<w>Ambasador zesztywniał ze złości, strzepnął pyłek ze złotego haftu</w>
			<w>Na swych spodniach, i warknął prez zęby: &ndash; Nie piliśmy bruderszaftu!</w>
			<w>Król jakby zgłupiał na chwilę, a trochę jak gdyby zdębiał,</w>
			<w>Zaś ambasador z tych listów zaczął robić od niechcenia gołębia</w>
			<w>I puszczać królowi pod nosem, zaś król ze wściekłości blady</w>
			<w>Chciał tego gołąbka złapać, ale jakoś nie mógł dać rady,</w>
			<w>Więc zapiszczał: &ndash; Ambaszadorciu, przesztań ty sztrugać wariata,</w>
			<w>Bo każę ogłosić w gażecie, że jeszteś perszona non grata!</w>
			<w>&ndash; A dobrze &ndash; rzekł ambasador &ndash; tylko żebyście wiedzieli</w>
			<w>Że uznanie mnie za non grata wywoła casus belli!</w>
			<w>Co mówiąc usiadł na stopniach, but ściągnął sobie zuchwalec</w>
			<w>I berłem co obok leżało podrapał się w duży palec,</w>
			<w>Potem wstał, rozbił kukułkę co kukała w zegarowej dziupli,</w>
			<w>Wytargał króla za uszy, naubliżał mu od kurdupli,</w>
			<w>Wetknął mu listy do gęby i z ulgą wyszedł na słońce&hellip;</w>
			<w>A nazajutrz gazety doniosły że ambasador Sodomy wręczył</w>
			<w>najjaśniejszemu panu listy uwierzytelniające.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zmiana warty</tytul>
		<tekst>
			<w>Mruga w górze gwiazda przyjazna,</w>
			<w>Pucha puchacz w głębi ogrodu,</w>
			<w>Stary błazen &ndash; młodego błazna</w>
			<w>Chce zniechęcić do swego zawodu.</w>
			<w>Stary błazen ma włosy białe,</w>
			<w>Na ubraniu łatę i cerę:</w>
			<w>&ndash; Znajdziesz lżejszy chleba kawałek,</w>
			<w>Mógłbyś, synu, być inżynierem&hellip;</w>
			<w>Młody błazen ma buzię gładką,</w>
			<w>Kolorowe, nowe ubranie:</w>
			<w>&ndash; Lecz ja błaznem pragnę być, dziadku,</w>
			<w>Czuję w sobie to powołanie!</w>
			<w>&ndash; Synku, w pracy dadzą ci pensję,</w>
			<w>Dadzą premię, orderami obwieszą,</w>
			<w>A do błaznów wciąż tylko pretensje,</w>
			<w>Tylko różne przykrości zewsząd!</w>
			<w>Nie mnie dziadku się bawić kreślarką,</w>
			<w>Nie mnie suwak, rajzbret i grafion,</w>
			<w>Ja chcę mówić prawdę monarchom</w>
			<w>Tak, jak tylko błazny potrafią!</w>
			<w>Ja chcę robić takie śmieszności</w>
			<w>w odpustowej, cyrkowej budzie,</w>
			<w>Żeby wyli i ryli z radości</w>
			<w>Wszyscy smutni, zmęczeni ludzie!</w>
			<w>&ndash; Ano dobrze &ndash; rzekł starzec łagodnie &ndash;</w>
			<w>Teraz widzę, że celu dopniesz.</w>
			<w>Tylko wsadź ty poduszkę w spodnie,</w>
			<w>Żebyś nie czuł, gdy cię kto kopnie;</w>
			<w>Tylko wzorcom błazeńskim bądź wierny,</w>
			<w>Przeto zamiast koncerza weź szpadę</w>
			<w>I nie padaj jak rycerz pancerny,</w>
			<w>Lecz tak padaj, jak pada kaskader!</w>
			<w>Ucałował stary młodego,</w>
			<w>Własną czapkę z dzwonkami mu wręczył,</w>
			<w>&ndash; Daj ci Boże &ndash; powiedział &ndash; kolego!</w>
			<w>&ndash; Cześć! &ndash; rzekł młody i zjechał z poręczy.</w>
			<w>Stary westchnął: No, mam następcę,</w>
			<w>Teraz zadbam o własne kości!</w>
			<w>I układać zaczął naprędce</w>
			<w>Panegiryk na Cześć Ich Królewskich Mości.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Z notatnika alkoholika</tytul>
		<tekst>
			<w>Poniedziałek.</w>
			<w>Czterdzieści lat kończę akurat,</w>
			<w>Był torcik ze świeczkami, klops i denaturat,</w>
			<w>Gdy chciałem zdmuchnąć świeczki, zrobił się fetorek</w>
			<w>I musieli mnie gasić. Byczo było.</w>
			<vsp/>
			<w>Wtorek.</w>
			<w>Nieszczególna pogoda, niż, wiatry i mżawka&hellip;</w>
			<w>W kiosku ruchu na rogu tylko Przemysławka,</w>
			<w>Da się pić, pod warunkiem że się soku doda.</w>
			<w>Żeby tak gdzieś Old Spice'a&hellip; Szkoda marzyć.</w>
			<vsp/>
			<w>Środa.</w>
			<w>Byłem dzisiaj na meczu, grała pierwsza liga,</w>
			<w>Zabrałem na rozgrzewkę pół litra Boryga</w>
			<w>I baranią kiełbasę (sprzedają bez kartek)</w>
			<w>Sąsiedzi narzekali że coś śmierdzi&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Czwartek.</w>
			<w>Przyszła dziś do mnie Frania, niezła z niej armata&hellip;</w>
			<w>Piło się Auto-Vidol, Ludwika i Skrzata,</w>
			<w>Ale w łóżku niestety urwał mi się wątek&hellip;</w>
			<w>Oj, żebym nie był w ciąży! Tfu, odpukać!</w>
			<vsp/>
			<w>Piątek.</w>
			<w>Kac, i to taki skurwiel jak stąd do Lublina&hellip;</w>
			<w>Na szczęście w domu była jeszcze terpentyna,</w>
			<w>Sam wypiłem, a resztką nakarmiłem kota.</w>
			<w>Bydlak wybił mi dziurę w suficie.</w>
			<vsp/>
			<w>Sobota.</w>
			<w>Nowalijka! Dziś pierwszy raz był rozpuszczalnik!</w>
			<w>Przy trzeciej setce Heniuś zamienił się w palnik,</w>
			<w>Aż sąsiedzi pytali co to u nas strzela?</w>
			<w>Siedzę i łatam fotel&hellip; Ot, psi los&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Niedziela.</w>
			<w>Agonia była lekka, króciutkie rzężonko,</w>
			<w>Teraz śpię już spokojnie, nade mną lśni słonko</w>
			<w>A grób mój zdobi napis: &plqq;Skarb kryje ta ziemia,</w>
			<w>Przechodniu, pod tym głazem leży Polska Chemia!&prqq;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Znowu</tytul>
		<tekst>
			<w>Znowu jesień, znowu jesień polska,</w>
			<w>Żółte liście na ulicach Wrocławia,</w>
			<w>Kowalskiego wzięli do wojska,</w>
			<w>Zamachowski zacier nastawia.</w>
			<w>Przyszedł sąsiad i gada po lwowsku</w>
			<w>(choć urodził się koło Gorzowa)</w>
			<w>&ndash; Patrz pan, jakiś ziumkostwa na Ślonsku,</w>
			<w>Nie daj Boży si zaczni ud nowa.</w>
			<w>W domu pachną prawdziwki i śliwki,</w>
			<w>Na obrazie ginie książę Pepi,</w>
			<w>Całe wojsko ma mieć rogatywki,</w>
			<w>To już wtedy nas nikt nie zaczepi.</w>
			<w>Ucieszyli, ożywili się starsi:</w>
			<w>&ndash; Jednak jest równowaga na świecie,</w>
			<w>Kiedyś był przymusowy marksizm,</w>
			<w>Teraz muszą na religię iść dzieci!</w>
			<w>Chłopskie wozy w obłokach kurzu,</w>
			<w>Dalej Nysa, za Nysą świat&hellip;</w>
			<w>Tylko stary ułan na wzgórzu</w>
			<w>Ciągle pełni swój biedny zwiad,</w>
			<w>Tylko panna Hortensja we dworze</w>
			<w>Plan kampanii ustala po cichu:</w>
			<w>&ndash; Panie Maćku, tu się rannych położy,</w>
			<w>A CKM ustawicie na strychu.</w>
			<w>Babie lato leci wzdłuż ulicy</w>
			<w>Kocur drzemie na grządce z petunią&hellip;</w>
			<w>&ndash; W razie gdyby oprócz Niemców bolszewicy,</w>
			<w>To gdzie szukać granicy z Rumunią?</w>
			<w>Znowu jesień, taka śliczna znowu,</w>
			<w>Wieczór ciepły jak wtedy, w przeddzień&hellip;</w>
			<w>&ndash; Chodź, przejdziemy się z psem Jaworową,</w>
			<w>Wnuki rosną&hellip; E, jakoś to będzie.</w>
			<w>wersja II</w>
			<w>Babie lato od lasu leci</w>
			<w>Kocur drzemie na grządce z petunią&hellip;</w>
			<w>&ndash; W razie gdyby oprócz Niemców Sowieci,</w>
			<w>To gdzie szukać granicy z Rumunią?</w>
			<vsp/>
			<w>Znowu jesień, taka śliczna znowu</w>
			<w>Znowu wieczór, tak jak wtedy uroczy&hellip;</w>
			<w>&ndash; Chodź, przejdziemy się z psem Jaworową.</w>
			<w>Pogadamy o wnukach&hellip; No bo o czym?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Z pamiętnika auto-stopo-wiczki</tytul>
		<tekst>
			<w>Niedziela.</w>
			<w>Dzisiaj wyszłam na szerokie trasy.</w>
			<w>W plecaku niosę szpilki, pół kilo kiełbasy,</w>
			<w>Szminkę, cztery sukienki i chleba kawałek.</w>
			<w>O&hellip; jedzie jakiś Fiacik! Stop! Stop!</w>
			<vsp/>
			<w>Poniedziałek.</w>
			<w>Fiatem jechał młodzieniec piękny jak marzenie</w>
			<w>I od razu się we mnie zakochał szalenie.</w>
			<w>Zjedliśmy w jego willi smaczny podwieczorek&hellip;</w>
			<w>Już jutro ruszam dalej. No, dobranoc!</w>
			<vsp/>
			<w>Wtorek.</w>
			<w>A jednak jest żonaty&hellip; żona na urlopie.</w>
			<w>Mówiliśmy o sztuce i o auto-stopie.</w>
			<w>Rzekł mi, że mojej stopy na autostop szkoda&hellip;</w>
			<w>Miły&hellip; choć czasem chrapie&hellip; Jutro w drogę!</w>
			<vsp/>
			<w>Środa.</w>
			<w>Mówił że chętnie mi kupi futro z niedźwiedzi</w>
			<w>Że mam większą urodę niż Irena Dziedzic</w>
			<w>I że przy mnie przypomniał się jemu dąb Bartek</w>
			<w>Nie wiem czy to komplement, czy obelga?</w>
			<vsp/>
			<w>Czwartek.</w>
			<w>Nie mogłam ruszyć w drogę, bo lało jak z cebra.</w>
			<w>Na obiad znów rosół i wieprzowe żebra.</w>
			<w>On cały czas mi mówił że jestem wyjątek,</w>
			<w>Bo mam spust niczym hutnik&hellip; jutro w Polskę!</w>
			<vsp/>
			<w>Piątek</w>
			<w>Zraziłam się do niego, bo dziś na tarasie</w>
			<w>Rzekł ni to w pięć ni w dziesięć że przytyłam w pasie</w>
			<w>I dobrze by mi zrobił dłuższy marsz&hellip; Idiota!</w>
			<w>&hellip; a może rzeczywiście? Trzeba iść!</w>
			<vsp/>
			<w>Sobota.</w>
			<w>Straszna rzecz się zdarzyła, bo żona, ta wydra</w>
			<w>O wpół do trzeciej w nocy wróciwszy ze Świdra</w>
			<w>Pobiła nieszczęśnika nogą od fotela.</w>
			<w>Ja uciekłam przez okno&hellip; cest la vie..</w>
			<vsp/>
			<w>Niedziela.</w>
			<w>Nareszcie w domu, radość, atmosfera święta,</w>
			<w>Mąż mówi, że wyglądam bardzo wypoczęta&hellip;</w>
			<w>Mąż wie lepiej! Kochani, taki wygląd cacy</w>
			<w>Daje tylko auto-stop, zdobycz świata pracy!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Z pradziejów</tytul>
		<tekst>
			<w>Łowiec w krzach czeczota iszcze,</w>
			<w>Kneź w dworzyszczu wziął zydliszcze,</w>
			<w>Siadł, zagędźbił na podkurek,</w>
			<w>Zaraz kur wór wniósł chór dwórek.</w>
			<w>Rozdźwierzyły się podwoje,</w>
			<w>Pojedynczo, lub po dwoje</w>
			<w>Wchodzą przaśni, kraśni woje</w>
			<w>Ni gieroje, ni playboje,</w>
			<w>Gwarząc swoje ćmoje-boje.</w>
			<w>Grzmią pokrzyki &plqq;Sława, sława!&prqq;</w>
			<w>I knehini Pipkosława</w>
			<w>U przedproża-zaporoża</w>
			<w>Kiej problem na ostrzu noża</w>
			<w>Lub kiej na gondoli doża</w>
			<w>Ta detyna boża stawa</w>
			<w>Wywołując grzmiące brawa.</w>
			<w>Iście to magnacka feta,</w>
			<w>W sosie własnym wajdelota,</w>
			<w>I filety z filareta</w>
			<w>I kompoty z Wizygota</w>
			<w>Tur w bratrurze,</w>
			<w>Żubrze udźce,</w>
			<w>Wszyscy nuże</w>
			<w>Chap za sztućce,</w>
			<w>Ale kneź przed tą zabawą</w>
			<w>Chciał wystąpić z mową-trawą &ndash;</w>
			<w>Już się podniósł,</w>
			<w>Wsparł o blat się,</w>
			<w>Kiwnął w przód się</w>
			<w>Oraz w zad się,</w>
			<w>I rzekł w średniowiecznej mowie:</w>
			<w>&ndash; Mociumichmośćwaćpanowie!</w>
			<w>Jako wieda ano spokąd,</w>
			<w>Dadźbóg raciąż do nipokąd,</w>
			<w>Brzęczyszczeje dyćka dziewierz,</w>
			<w>Grzymidojda sierdząc nie wiesz!</w>
			<w>Ady ino kićki dziopa</w>
			<w>Cimcirymci Hryćka kopa?</w>
			<w>Ady ino ćwiąka łajba,</w>
			<w>Ano bździąg odbita szajba</w>
			<w>Ano gwoździec! Uździec ano!</w>
			<w>Tu owacją mu przerwano,</w>
			<w>Na ramiona go porwano,</w>
			<w>Udzielono mu poparcia</w>
			<w>I zabrano się do żarcia.</w>
			<w>Choć po prawdzie z całej mowy</w>
			<w>Nikt nie pojął ni połowy,</w>
			<w>Gdyż kneź mówił o tych rzeczach</w>
			<w>Raczej w stylu średniowiecza,</w>
			<w>Zasię młodsze pokolenie</w>
			<w>Znało tylko odrodzenie,</w>
			<w>Więc nie doszła ich kneziowa</w>
			<w>Mądrość niedościgła&hellip;</w>
			<w>&ndash; To skąd te brawa wpół słowa?</w>
			<w>&ndash; Bo kolacja stygła!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Zuzia</tytul>
		<tekst>
			<w>Zuzia rośnie w czasie i przestrzeni,</w>
			<w>Coraz bardziej się robi strzelista,</w>
			<w>Już na widok Zuzi się rumieni</w>
			<w>Tymoteusz Dyćko, polonista.</w>
			<w>Idzie Zuzia, przegina się w pasie,</w>
			<w>Jakby była dorosłą osobą,</w>
			<w>Rośnie bowiem w przestrzeni i w czasie,</w>
			<w>A już zwłaszcza w przestrzeni przed sobą.</w>
			<w>Zuzia rośnie z tygodnia na tydzień,</w>
			<w>Już przestała być cienka jak patyk,</w>
			<w>Kiedy szkolnym korytarzem idzie,</w>
			<w>To przełyka ślinkę matematyk,</w>
			<w>Robi nagle -jak zając &ndash; stójkę,</w>
			<w>Czuje dreszczyk w krzyżu i w piętach,</w>
			<w>&ndash; Jak tu takiej postawić dwójkę,</w>
			<w>Skoro taka dobrze rozwinięta?&hellip;</w>
			<w>Zuzia rośnie dosłownie z dnia na dzień,</w>
			<w>Czerwienieje pan gimnastyk Dziobak,</w>
			<w>Widząc Zuzię w skłonie lub w przysiadzie,</w>
			<w>I subtelnie mruczy: &ndash; O, choroba!</w>
			<w>Rusycysta za nią okiem strzela</w>
			<w>Myśląc w duchu: &ndash; Wot kakoj ananas!</w>
			<w>I potyka się ksiądz prefekt Chudzielak</w>
			<w>Z trwożnym szeptem: Apage satanas!</w>
			<w>Zuzia rośnie z momentu na moment,</w>
			<w>Tatko dumny jest z takiej córy,</w>
			<w>Zuzia rzadko przebywa za domem,</w>
			<w>Zuzia uczy się do matury,</w>
			<w>Wkuwa daty i co jedzą zebry,</w>
			<w>I odmianę angielską &plqq;the sister&prqq;,</w>
			<w>I korepetycje jej z algebry</w>
			<w>Daje Ryszard Dreptak, magister,</w>
			<w>Uczy Zuzię, nieprzytomny całkiem,</w>
			<w>Wchodzi w okna zamiast we drzwi,</w>
			<w>Całka mu się ciągle myli z ciałkiem,</w>
			<w>A różniczka &ndash; z różnicą płci.</w>
			<w>Zuzia cieszy oko, tak jak kwiaty,</w>
			<w>Swoją śliczną figurką i buzią,</w>
			<w>Gdybym ja był ministrem oświaty,</w>
			<w>Nie musiałabyś się męczyć, Zuzio!</w>
			<w>Nie wkuwałabyś słówek na pauzach,</w>
			<w>Bowiem jednym szerokim gestem</w>
			<w>Dałbym ci maturę honoris causa</w>
			<w>Za sam wygląd! I za to, że jesteś.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Walc podchorążych</tytul>
		<tekst>
			<w>W wysokich kielichach spieniło się wino,</w>
			<w>Twój uśmiech się w winie utopił i zgasł,</w>
			<w>Czy mogę cię prosić do tańca, dziewczyno,</w>
			<w>Czy mogę cię prosić ostatni ten raz?</w>
			<w>Już jutro odjeżdżam, tak trzeba kochana,</w>
			<w>Nie można latami wśród szkolnych tkwić sal.</w>
			<w>Lecz teraz się nie martw&hellip; Wypijmy szampana&hellip;</w>
			<w>Pozostał nam przecież ten walc!</w>
			<vsp/>
			<w>Podchorążowie tańczą walca,</w>
			<w>Wokoło sali mkną na palcach,</w>
			<w>Muzyka perli się i drży</w>
			<w>Jak pięknych dziewcząt łzy&hellip;</w>
			<w>Każdy z tancerzy swej partnerce</w>
			<w>Zabierze zakochane serce</w>
			<w>A pozostawi w zamian żal</w>
			<w>Kiedy się skończy bal, ostatni bal,</w>
			<w>Ten pożegnalny bal&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>O brzasku, o świcie ucichnie muzyka</w>
			<w>A potem wyjadę, a potem, za rok,</w>
			<w>Napotkasz gdzieś uśmiech i wzrok porucznika&hellip;</w>
			<w>Ten sam, zakochany bez reszty mój wzrok!</w>
			<w>I znowu będziemy jak dzisiaj, ci sami,</w>
			<w>A ja się ukłonię i powiem: &ndash; O&hellip; patrz!</w>
			<w>Dwie gwiazdki na szlifach, gwiazd milion nad nami&hellip;</w>
			<w>No przestań&hellip; no po co ten płacz?</w>
			<vsp/>
			<w>Po sali walc szalony krąży,</w>
			<w>Panny w ramionach podchorążych,</w>
			<w>Muzyka perli się i łka</w>
			<w>Podczas tanecznych pas&hellip;</w>
			<w>Każdy z tancerzy swojej damie</w>
			<w>Do uszka z przekonaniem kłamie,</w>
			<w>Łzy gęste sypią się na szal,</w>
			<w>Bo to ostatni bal, ostatni bal,</w>
			<w>To pożegnalny bal&hellip;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Walczyk łazienkowy</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdy masz nerwy stargane, życie masz nieudane</w>
			<w>Gdy bezbronny się czujesz i miękki</w>
			<w>Nie na korty i bieżnie i do dusznych knajp też nie</w>
			<w>Tylko udaj się wprost do łazienki</w>
			<w>Bo w łazience lśnią kurki, błyszczą krany i rurki</w>
			<w>Ci wygrali co właśnie tu uszli</w>
			<w>Tutaj możesz jak kotek igrać wśród mydeł, szczotek,</w>
			<w>Z umywalki korzystać i z muszli</w>
			<w>I raz i dwa i raz i dwa</w>
			<w>Z umywalki korzystać i z muszli</w>
			<w>Spuść w łazience firanki, drzwi zatrzaśnij na zamki</w>
			<w>Swych kompleksów się pozbądź i masek</w>
			<w>Zrzuć czym prędzej ubranie i spójrz w lustro kochanie</w>
			<w>Jaki z ciebie ładniutki golasek!</w>
			<w>Ot, już w wodę cieplutką wsuwasz łydkę i udko</w>
			<w>Grzęźniesz, więźniesz w rozkosznej kąpieli</w>
			<w>Lecz pohamuj oskomę, przedłuż miły ten moment</w>
			<w>Słodką chwilę siadania w kąpieli!</w>
			<w>I raz i dwa, i raz i dwa</w>
			<w>Słodką chwilę siadania w kąpieli!</w>
			<w>Już objęła cię woda, mydło marki &plqq;Uroda&prqq;</w>
			<w>Efektownie się pieni w twych lokach</w>
			<w>Teraz mógłbyś w swej wannie trwać już tak nieustannie</w>
			<w>A za drzwiami niech mija epoka!</w>
			<w>Niech tam burze i wojny, ty w łazience spokojny</w>
			<w>I pogodny jak wietrzyk poranny&hellip;</w>
			<w>O Panie! Mnie nie trzeba raju ani też nieba,</w>
			<w>Ty po śmierci mnie wpakuj do wanny!</w>
			<w>I raz i dwa i raz i dwa</w>
			<w>Ty po śmierci mnie wpakuj do wanny.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Walka z abstrakcją</tytul>
		<tekst>
			<w>W pewnej poważnej wytwórni</w>
			<w>Formularzy Do Spraw Kontraktacji</w>
			<w>Dyrektor wydał okólnik,</w>
			<w>By nie kupować abstrakcji.</w>
			<w>Znaczy że można do biura</w>
			<w>Zakupić rzeźbę lub obraz,</w>
			<w>Ale musi być wiadomo: &ndash; To kura,</w>
			<w>A tamto, powiedzmy, kobra,</w>
			<w>Albo &ndash; powiedzmy pejzaż</w>
			<w>Względnie wiertacz przy obsłudze świdra,</w>
			<w>A nie, jak to młodzież dzisiejsza</w>
			<w>Maluje &ndash; ni pies, ni wydra,</w>
			<w>Pozornie bitwa pod Stoczkiem</w>
			<w>Ewentualnie prognoza pogody,</w>
			<w>A jak się tak przyjrzeć boczkiem,</w>
			<w>To jej bohu, że jajowody,</w>
			<w>Czy jeszcze gorsza zaraza,</w>
			<w>Skrzyżowanie Dreptaka z wiatrakiem&hellip;</w>
			<w>Więc pan dyrektor zakazał:</w>
			<w>&ndash; Żeby mi żadne takie!</w>
			<w>Natychmiast główny księgowy</w>
			<w>Kupił obrazy jak cacka:</w>
			<w>Na jednym górnik przodowy</w>
			<w>Na drugim Magda Zawadzka,</w>
			<w>Na trzecim malutkie kicie,</w>
			<w>Na czwartym znaczenie futbolu,</w>
			<w>A prócz tego &ndash; rżniętą w granicie</w>
			<w>Postać kobiecą, do holu.</w>
			<w>A zachwycony dyrektor</w>
			<w>Ze swoją wierną obstawą</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wampir</tytul>
		<tekst>
			<w>Pośród ludzi szarych stoisz,</w>
			<w>Niby nie wyróżniasz się,</w>
			<w>Ale ty niczego się nie boisz,</w>
			<w>Boś wampirem nie od dzisiaj jest,</w>
			<w>Co noc twarz twa zmienia się potwornie,</w>
			<w>I dwa kiełki wychylają się,</w>
			<w>Niby podwórze sprzątasz pokornie,</w>
			<w>Lecz naprawdę napić dziś się chcesz,</w>
			<w>Czekasz tylko na ofiarę, aby zęby w szyję wbić,</w>
			<w>No a później to wiadomo będziesz tylko pić i pić,</w>
			<w>I gdy ciało blade będzie,</w>
			<w>Gdzieś do kubła je wyrzucisz,</w>
			<w>I w wariackim swoim pędzie,</w>
			<w>Do swej trumny znów powrócisz.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wariacje folklorystyczne</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie podobam się już kobietom</w>
			<w>I moja twórczość nie w modzie,</w>
			<w>Zostanę więc chyba poetą</w>
			<w>Ludowym, na zagrodzie.</w>
			<w>I będę chodził w czamarze</w>
			<w>(czy jakiejś tam innej jupce),</w>
			<w>I zacznę pisać w gwarze,</w>
			<w>Na to zawsze się znajdą kupce.</w>
			<w>Życie popłynie mi gładko,</w>
			<w>Nie zleją mnie ćpuny i skiny,</w>
			<w>Nie będą płacił podatków,</w>
			<w>Stanę się chlubą gminy</w>
			<w>I zacznę pociąg niezdrowy</w>
			<w>Wywoływać w przystojnych turystkach:</w>
			<w>&ndash; Popatrzcie, to wieszcz ludowy,</w>
			<w>Jurny prymitywista!</w>
			<w>A ja, zadbany, rumiany,</w>
			<w>Bez zgryzot i bez choróbska,</w>
			<w>Jak którąś gdzie dorwę! O rany!</w>
			<w>Wnet jej wygarnę z kaszubska:</w>
			<w>&ndash; Hej, Kaszebe, Kaszebe,</w>
			<w>Rychtuj checze i rebe.</w>
			<w>Hej, węgorze, węgorze,</w>
			<w>Piecze, ciecze, nie może.</w>
			<w>Cheba dyćwa szczeżuja,</w>
			<w>Dydko wszyćko burżuja, ahoj!</w>
			<w>&hellip;że nic to nie znaczy &ndash; tym lepiej,</w>
			<w>Bo mnie z ambony nie oklną</w>
			<w>I nikt się nie przyczepi,</w>
			<w>I dostanę nagrodę za folklor.</w>
			<w>A wtedy, dla odmiany,</w>
			<w>Na jakiś szczyt wlizę dziarsko</w>
			<w>I w serdeczek ubrany</w>
			<w>Odezwę się po góralsku:</w>
			<w>&ndash; Hej, wirsycek, wirsycek,</w>
			<w>Hań na grani skopek,</w>
			<w>Przisel śwarny Janicek,</w>
			<w>Zaćpał nam syropek!</w>
			<w>Bać baco na bacę,</w>
			<w>Bo baca ma kaca,</w>
			<w>Hej, juhas się z juhasem</w>
			<w>Po Krupówkach maca, heej!!!</w>
			<w>A potem (tak sobie myślę)</w>
			<w>Zwyczajem wędrownych ptaków</w>
			<w>Osiądę gdzieś, hen, pod Przemyślem,</w>
			<w>Gdzie jest pełno lwowiaków,</w>
			<w>Kupię chałupę niską,</w>
			<w>Z Ustrzyk se żonę wezmę</w>
			<w>I z bieszczadzka, przemyską</w>
			<w>Gwarą, tak się odezwę:</w>
			<w>&ndash; Ja ci, braci, powi taci,</w>
			<w>Ży pu chaci si rzucaci!</w>
			<w>Ani mąci, ani gaci,</w>
			<w>Tylku graci jak wariaci!</w>
			<w>Ni tu Hrycia, ni tu kicia,</w>
			<w>Ni tu życia mołodycia,</w>
			<w>Jak si w kasi pókiłbasi,</w>
			<w>Tu si da si w swoim czasi!</w>
			<w>Nu i bedzi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wczasy w mieście</tytul>
		<tekst>
			<w>A kiedy żony wyjadą nad morze, oraz dzieci,</w>
			<w>To czasem gadam z sąsiadem: &ndash; No, jak tam panu leci?</w>
			<w>A sąsiad zakłopotany uśmiecha się lubieżnie</w>
			<w>&ndash; Na razie nic proszę pana&hellip; A pan? &ndash; Niestety, też nie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Albo się czasem chwali, że znów znad morza list ma:</w>
			<w>&ndash; Moi mi wczoraj pisali, że tam pogoda śliczna&hellip;</w>
			<w>Chodzimy po pustych mieszkaniach, odpoczywają nam nerwy,</w>
			<w>Żyjemy bez gotowania, jemy wyłącznie konserwy.</w>
			<vsp/>
			<w>Nie zamówiliśmy mleka, więc nie ma butelek za drzwiami.</w>
			<w>W telewizora ekran patrzymy wieczorem, sami.</w>
			<w>Z czułością spoglądamy na porzucone misie,</w>
			<w>A potem zasypiamy i synek mały nam śni się.</w>
			<vsp/>
			<w>I zaraz budzi nas dzwonek, to dzwoni taka tam jedna&hellip;</w>
			<w>Co ty, sam jesteś? Bez żony? Ja także sama i biedna&hellip;</w>
			<w>A rano znowu jest pusto i jakoś tak nieprzyjemnie,</w>
			<w>I człowiek spojrzawszy w lustro &ndash; świnia &ndash; powiada &ndash; ze mnie&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Poczem przysięga sam sobie, że będzie już wierny i czysty</w>
			<w>I do rodziny skrobie niezwykle czułe listy.</w>
			<w>I znowu stęskniony chodzi i się prowadzi wzorowo,</w>
			<w>A po trzech dniach mu przechodzi i wszystko apiać ab ovo&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Czas jakoś wolno lizie, kurz się na meblach osadza,</w>
			<w>I myśl natrętna gryzie czy żona nad morzem nie zdradza?</w>
			<w>W tym wszystkim jest dużo smutku i dużo małego draństwa,</w>
			<w>I drętwo jest, i podlutko&hellip; Wot, wykwit ja drobnomieszczaństwa!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>W domu starców</tytul>
		<tekst>
			<w>W domu starców do późna się świeci,</w>
			<w>W domu starców siedzą spokojnie</w>
			<w>Trzydziestoletni faceci</w>
			<w>I rozmawiają o wojnie.</w>
			<w>Gwarzą starsi panowie i panie,</w>
			<w>Ogień płonie w kominku ponuro:</w>
			<w>&ndash; A pamiętasz styczniowe powstanie?</w>
			<w>&ndash; A pamiętasz bitwę nad Bzurą?</w>
			<w>&ndash; A pamiętasz husarię pod Kutnem?</w>
			<w>&ndash; A pamiętasz Mierosławskiego?</w>
			<w>&ndash; A pamiętasz, jak Nową Hutę</w>
			<w>&ndash; Budowaliśmy razem, kolego?</w>
			<w>&ndash; A pamiętasz otwarcie Kolei</w>
			<w>Warszawsko-Wiedeńskiej, mój druhu?</w>
			<w>Zaraz będzie na kolację kleik,</w>
			<w>Potem ktoś im poczyta do słuchu.</w>
			<w>Potem pewnie zmówią paciorek,</w>
			<w>Każdy włoży szlafmycę cieplutką</w>
			<w>I o wpół do ósmej wieczorem</w>
			<w>Wszyscy sobie zasną cichutko</w>
			<w>Na poduszkach z białego atłasu,</w>
			<w>Pod ciepełkiem puchowych pierzynek.</w>
			<w>Bo trzydzieści lat to kawał czasu,</w>
			<w>Więc należy im się odpoczynek.</w>
			<w>Za tysiące walk, trudów i zasług</w>
			<w>Dokonanych w stylu niemego kina&hellip;</w>
			<w>Tak wygląda, proszę państwa, dom starców.</w>
			<w>&hellip; w wyobraźni mojego syna.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wdzięczność</tytul>
		<tekst>
			<w>Każdy Dreptaka docenia,</w>
			<w>Cywile, duchowni, wojskowi,</w>
			<w>Wszyscy do zawdzięczenia</w>
			<w>Mają coś Dreptakowi.</w>
			<w>Tuzy i ludzie prości</w>
			<w>I jeszcze różni inni</w>
			<w>Cierpią na kompleks wdzięczności</w>
			<w>Które są jemu winni,</w>
			<w>A Dreptak, skromny pozornie</w>
			<w>Chodzi i ściska im dłonie,</w>
			<w>A w sercu mu grają waltornie,</w>
			<w>Puzony i fisharmonie,</w>
			<w>I wielkie, szlachetne wzruszenie</w>
			<w>Targa Dreptaka duszą:</w>
			<w>&ndash; Ach, jakże oni szalenie</w>
			<w>Kochać i cenić mnie muszą!</w>
			<w>Za wszystkie przysługi, pomoce,</w>
			<w>Za dobrodziejstwa bez miary,</w>
			<w>Za nieprzespane noce,</w>
			<w>Za niesłychane dary,</w>
			<w>Za łzy otarte z powiek,</w>
			<w>Za tyle czarów i cudów,</w>
			<w>Ja, skromny, wspaniały człowiek</w>
			<w>Zasłużyłem na wdzięczność ludu!</w>
			<w>I płynie środkiem miasta</w>
			<w>Jak morzem dwustutysięcznik</w>
			<w>A w ludziach niechęć narasta,</w>
			<w>A ludzie nie lubią być wdzięczni,</w>
			<w>A wdzięczność męczy ludzi,</w>
			<w>Gniotą zbyt wielkie długi,</w>
			<w>I niewymownie ich nudzi</w>
			<w>Wypominanie przysługi,</w>
			<w>I &ndash; chociaż to nielogiczne</w>
			<w>I nonsensowne na ogół &ndash;</w>
			<w>Dreptaka zasługi liczne</w>
			<w>Jak mur otaczają go wokół,</w>
			<w>A przez ten mur jakoś nie słychać</w>
			<w>Treści ukrytej w szeptach&hellip;</w>
			<w>O proszę, znowu ktoś wzdycha:</w>
			<w>&ndash; O rany&hellip; ciągle ten Dreptak&hellip;</w>
			<w>II wersja, radiowa</w>
			<w>Lecz kto czujny usłyszeć potrafi,</w>
			<w>Jak wdzieczna ludzkość wzdycha</w>
			<w>&plqq;Niech tego Dreptaka szlag trafi&prqq;.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wernisaż</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej, kroczy Dreptak, niczym cysarz,</w>
			<w>Duma niezmierna go rozdęła,</w>
			<w>Bo Dreptak dzisiaj ma wernisaż,</w>
			<w>Bo dziś wystawia swoje dzieła.</w>
			<w>Ze wszech stron cisną się ciekawi,</w>
			<w>Wszędzie &plqq;Wólczanek&prqq; lśnią mankiety.</w>
			<w>&plqq;Ciekawe, co też on wystawi?&prqq; &ndash;</w>
			<w>Interesują się kobiety.</w>
			<w>Tłum recenzentów wzrokiem zgłębia</w>
			<w>Obrazy mistrza, poczem szczerze</w>
			<w>Się cieszy: &ndash; &plqq;O, jest jarzębiak</w>
			<w>W butelkach po Courvasierze!&prqq;</w>
			<w>Koledzy snują się jak neptki,</w>
			<w>Bowiem zazdrości czerw ich toczy.</w>
			<w>Plastyczne kręcą się adeptki</w>
			<w>I do Dreptaka robią oczy.</w>
			<w>Wtem szmer się rozległ powitalny,</w>
			<w>Niektórzy pochowali ćwiartki,</w>
			<w>Bo wszedł kierownik kulturalny</w>
			<w>I zaczął truć zabranych z kartki.</w>
			<w>(Właściwie był to raczej foliał,</w>
			<w>Bumaga w skórę oprawiona)</w>
			<w>A truł tak, jak Lukrecja Borgia,</w>
			<w>Lub jak Radziwiłłównę Bona.</w>
			<w>Hej, był to widok śliczny nader!</w>
			<w>Wszyscy kolejno zasypiali,</w>
			<w>A on tak truł ich jak kumader</w>
			<w>Azotox, fenol i cjankali.</w>
			<w>Skończył i spojrzał w krąg narrator:</w>
			<w>Sala chrapała na potęgę,</w>
			<w>Co widząc, chwycił w dłoń sekator</w>
			<w>I z głośnym zgrzytem przeciął wstęgę.</w>
			<w>I wnet, jak za dotknięciem wróżki</w>
			<w>Znowu ruch zrobił się w salonie,</w>
			<w>I znowu za kieliszków nóżki</w>
			<w>Chwyciły recenzentów dłonie.</w>
			<w>I znów koledzy jęli szeptać,</w>
			<w>Że Dreptak powystawiał chały,</w>
			<w>Natomiast ówże właśnie Dreptak</w>
			<w>Ponownie zrobił się wspaniały</w>
			<w>I słuchał, co mu jeden pisarz</w>
			<w>Kadził do ucha przypochlebnie.</w>
			<w>I znów potoczył się wernisarz</w>
			<w>Wysztyftowany niemożebnie.</w>
			<w>A za oknami, na ulicy</w>
			<w>Pozamiatanej pozytywnie,</w>
			<w>Liczni i chytrzy urzędnicy</w>
			<w>Szli uśmiechnęci bardzo dziwnie,</w>
			<w>A w myślach mieli różne stacje,</w>
			<w>Co jadąc w teren przejechali</w>
			<w>I kiepsko płatne delegacje,</w>
			<w>Co to je ciut ponaciągali.</w>
			<w>A jeszcze dalej, hen, w plenerze</w>
			<w>Śpiewali żeńce i dojarki,</w>
			<w>Pastuszek jechał na skuterze</w>
			<w>I stało kilka kopalń siarki,</w>
			<w>I trochę wojska trenowało</w>
			<w>Teirię rozkładania noszy</w>
			<w>I ksiądz coś wpłacał na PKO</w>
			<w>Drobnymi po pięćdziesiąt groszy.</w>
			<w>Ale poza tym była cisza</w>
			<w>Plebejsko &ndash; prometejsko &ndash; wiejska,</w>
			<w>A jak dodamy ten wernisaż,</w>
			<w>To średnio wschodnio europejska.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wesoły marsz&hellip;</tytul>
		<tekst>
			<w>Idą żołnierze środkiem ulicy,</w>
			<w>W oknach dziewczyny i urzędnicy.</w>
			<w>Dziewczyny dały, co która miała,</w>
			<w>A urzędnicy dali im sztandar</w>
			<w>Ale nie poszli na wojnę sami</w>
			<w>Sformowanymi czworokątami.</w>
			<w>Stąpa czworokąt po czworokącie,</w>
			<w>Pierwszy czworokąt jest już na froncie,</w>
			<w>Drugi czworokąt właśnie dochodzi,</w>
			<w>Trzeci wysyła listy do rodzin,</w>
			<w>Czwarty w namiotach głęboko zasnął,</w>
			<w>A piąty jeszcze idzie przez miasto.</w>
			<w>Idą żołnierze, bęben im bębni,</w>
			<w>A z tyłu biegnie jeden urzędnik,</w>
			<w>Co miał od innych umysł odrębny</w>
			<w>I zawsze lubił wojenne bębny,</w>
			<w>A urzędnikom innym był obcy</w>
			<w>Biegnie i prosi: &ndash; Weźcie mnie chłopcy!</w>
			<w>Weźcie mnie z sobą, dajcie mi rapier,</w>
			<w>Nie dla mnie uwiąd starczy i papier!</w>
			<w>Lecz łoskot bębnów wszystko zagłuszył,</w>
			<w>A urzędnika szef wziął za uszy,</w>
			<w>Kopnął go w krzyże i dał mu premię</w>
			<w>I znów urzędnik za biurkiem drzemie</w>
			<w>Albo spogląda jak pod oknami</w>
			<w>Idą żołnierze czworokątami,</w>
			<w>Idą żołnierze piękni, nieczuli,</w>
			<w>Bębny im grają na rogach ulic,</w>
			<w>Idą żołnierze drogą szeroką:</w>
			<w>Pierwszy czworokąt</w>
			<w>Drugi czworokąt</w>
			<w>Trzeci czworokąt</w>
			<w>Czwarty czworokąt</w>
			<w>Piąty czworokąt</w>
			<w>Szósty czworokąt</w>
			<w>Ósmy czworokąt&hellip;</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wezwanie do technicyzacji</tytul>
		<tekst>
			<w>Trochę obycia w sprawach techniki,</w>
			<w>Szczypce, śrubokręt, drut, et caetera,</w>
			<w>Kiedy wysiadły ci bezpieczniki</w>
			<w>Nie musisz zaraz wołać montera,</w>
			<w>W byle książeczce jest taki rozdział</w>
			<w>Z którego prosta prawda wynika &ndash;</w>
			<w>Wetknięty w dziurę kawałek gwoździa</w>
			<w>Jest skuteczniejszy od bezpiecznika.</w>
			<w>Trochę obycia, praktyki trochę,</w>
			<w>Choćby o, tyle, liźnij na razie!</w>
			<w>Gazyfikuje się każdą wiochę,</w>
			<w>Lecz ty, ciapciaku, co wiesz o gazie?</w>
			<w>Puszczasz sąsiadom zniewagi płaczem,</w>
			<w>Bowiem zasada nie jest ci znana,</w>
			<w>Iż zwykła dętka nabita gazem</w>
			<w>Działa skuteczniej, niż ręczny granat.</w>
			<w>Trochę praktyki, trochę metody,</w>
			<w>Dowiedźmy wszystkim, żeśmy nie burki,</w>
			<w>Można tak zwiększyć ciśnienie wody,</w>
			<w>Że u Kwiatkowskich wylecą kurki,</w>
			<w>Trochę wysiłku, posiedź po nocach,</w>
			<w>Ileż perspektyw ci się roztacza!</w>
			<w>Zamontowana do bramy proca</w>
			<w>Pozbawi wredną ciotkę siekacza,</w>
			<w>Podpiłowany w klo rezerwuar</w>
			<w>Zrzędnego stryjca gruchnie po glacy&hellip;</w>
			<w>Szeroki możesz mieć repertuar</w>
			<w>Przy odrobinie solidnej pracy!</w>
			<w>Bo zgodnie z treścią pięknej wytycznej</w>
			<w>I w duchu dziejowego nakazu</w>
			<w>Należy myśli humanistycznej</w>
			<w>Nadać techniczne środki wyrazu.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wieczorem</tytul>
		<tekst>
			<w>A wieczorem, gdy ludzie wracają</w>
			<w>Do swych domów, a wychodzą koty,</w>
			<w>Wtedy dobrze jest jak ludzie mają</w>
			<w>Do zrobienia jakieś roboty,</w>
			<w>Różne sprawy ważne i mniej ważne.</w>
			<w>O, na przykład żona ma jakieś pranie</w>
			<w>Albo ma coś &ndash; powiedzmy &ndash; usmażyć,</w>
			<w>A znów synek ma odrobić zadanie.</w>
			<w>Wtedy lampy zapalają się w mieszkaniach</w>
			<w>I nadchodzi czas rodziny i kawy,</w>
			<w>Bardzo ważne, żeby były zadania,</w>
			<w>Bardzo ważne, żeby były różne sprawy!</w>
			<w>Bardzo ważne, jeśli żona poprosi</w>
			<w>O naprawę lampy lub żelazka.</w>
			<w>Bardzo ważne, jeśli synek przynosi</w>
			<w>Przyrodniczy zeszyt i się synka głaska</w>
			<w>I się mówi: &ndash; Popraw to, mój drogi,</w>
			<w>Skąd u ciebie pies ma tylko trzy nogi?</w>
			<w>Bardzo ważne są wieczorne gadania,</w>
			<w>Bardzo ważne są wieczorne zabawy,</w>
			<w>Bardzo ważne, żeby były zadania,</w>
			<w>Bardzo ważne, żeby były różne sprawy.</w>
			<w>Bardzo ważne, żeby być przy sobie blisko,</w>
			<w>Żeby się gadało, pracowało i śmiało,</w>
			<w>Bo to jest &ndash; prawdę mówiąc &ndash; prawie wszystko.</w>
			<w>A poza tym jest niezwykle mało.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wieczór</tytul>
		<tekst>
			<w>Wróciwszy wieczorem do domu, zmęczony niesłychanie,</w>
			<w>Jan Dreptak przywitał żonę słowami &plqq;Jak się masz Helu&prqq;,</w>
			<w>Ogarnął ciepłym spojrzeniem swoje przytulne mieszkanie,</w>
			<w>I zasiadł przy pięknym kominku w niezwykle wygodnym fotelu.</w>
			<w>A żona pytała troskliwie &plqq;Czy bardzo skonany biedaczek?&prqq;</w>
			<w>A on znów zapytał żonę &plqq;Co na kolację dzisiaj?&prqq;</w>
			<w>I zaraz do jego fotela przydreptał mały dreptaczek,</w>
			<w>I zaczął mu pokazywać ulubionego misia.</w>
			<w>I wyszła ze swego pokoju dostojna, śliczna babcia,</w>
			<w>I jęła robić na drutach śliczną pończoszkę maleńką,</w>
			<w>A Dreptak, siedząc swobodnie w ciepłych filcowych kapciach</w>
			<w>Poczuł ogromną życzliwość i rzekł: No co tam, mateńko?</w>
			<w>A potem spojrzał z miłością na szereg fotografii</w>
			<w>Na synka co dość swobodnie wysiusiał się właśnie w spodenki,</w>
			<w>I naraz czując wyraźnie, że szlag go za chwilę trafi,</w>
			<w>Wyjąkał &plqq;Przepraszam na chwilę&prqq; i wyszedł do łazienki.</w>
			<w>W łazience przyprawił sobie z ręcznika bokobrody</w>
			<w>Twarz posmarował pastą, rozebrał się na golasa.</w>
			<w>Obuwie oraz skarpetki rzucił ze złością do wody,</w>
			<w>Stanął na rękach i szeptem zawołał &plqq;hopsa sasa&prqq;!</w>
			<w>Następnie uporządkował i wszystko ułożył osobno,</w>
			<w>Wysuszył rzeczy, wywietrzył tak, żeby już nikt nic nie czuł,</w>
			<w>Zawiązał krawat i wyszedł z łazienki z twarzą pogodną</w>
			<w>Ażeby znowu się włączyć w rozkoszny, rodzinny wieczór&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bajka o Czerwonym Kapturku</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś Czerwony Kapturek</w>
			<w>Niósł pół litra i ogórek</w>
			<w>Dla Babci w lesie dziewiczym</w>
			<w>Co tam żyła z Nadleśniczym,</w>
			<vsp/>
			<w>Ale go już razy kilka zdradziła</w>
			<w>Na korzyść Wilka!</w>
			<w>Teraz też &ndash; kapturek bieży,</w>
			<w>A ta prukwa z Wilkiem leży!</w>
			<vsp/>
			<w>Podśpiewuje coś po rusku,</w>
			<w>A kocha się po francusku.</w>
			<w>(Bo taki Wilk to wygrzmoci</w>
			<w>Nawet i giełdę staroci!)</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy zobaczyła dziewczynka,</w>
			<w>Że z jej Babci taka świnka &ndash;</w>
			<w>Dała cynk Nadleśniczemu,</w>
			<w>Żeby też się przyjrzał temu.</w>
			<vsp/>
			<w>A on, ze swojej dwururki,</w>
			<w>Dorobił w Babci dwie dziurki,</w>
			<w>Poczem z krzykiem: &ndash; Oż, ty zdrajco!</w>
			<w>Trafił Wilka w lewe cośtam.</w>
			<vsp/>
			<w>Pochował ich pod pagórkiem</w>
			<w>I ożenił się z Kapturkiem.</w>
			<w>Wniosek: Kto w porę kabluje,</w>
			<w>Nigdy biedy nie poczuje!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wieczór autorski</tytul>
		<tekst>
			<w>Wieczór autorski Dreptaka</w>
			<w>To nie był &ndash; powiedzmy &ndash; szczyt szczytów:</w>
			<w>Nikt nie śmiał się, nikt nie płakał</w>
			<w>I nikt nie umarł z zachwytu,</w>
			<w>Na rękach go nikt nie nosił,</w>
			<w>Nikt mu owacji nie robił,</w>
			<w>Nikt o autograf nie prosił</w>
			<w>Lecz również nikt go nie pobił</w>
			<w>Co było już pewnym sukcesem</w>
			<w>Wyraźnym, chociaż malutkim,</w>
			<w>Bo mogło się skończyć ekscesem</w>
			<w>Jak wieczór poety Kociutki,</w>
			<w>Który po odczytaniu</w>
			<w>Utworu Wymioty kota</w>
			<w>Tak jak stał, w nowym ubraniu,</w>
			<w>Został wrzucony do błota.</w>
			<w>A tu tymczasem Dreptak</w>
			<w>Czyta jak jaki królewicz</w>
			<w>Poemat Szepty adepta</w>
			<w>Felieton Ja a Różewicz,</w>
			<w>Opowiadania, eseje</w>
			<w>Już prawie całą godzinę,</w>
			<w>Tu trochę wody leje,</w>
			<w>Tam wciska wazelinę,</w>
			<w>Tu liźnie, ówdzie pomaści,</w>
			<w>Gdzie indziej przebrnie pomału</w>
			<w>I tak &ndash; krawędzią przepaści &ndash;</w>
			<w>Posuwa wprost do finału.</w>
			<w>Aż skończył, zebrał papierki,</w>
			<w>Zatarł z lubością ręce</w>
			<w>! I zwrócił się do kasjerki</w>
			<w>Z krótką przemową: &ndash; Pięćset!</w>
			<w>A wypełniając zlecenia</w>
			<w>I podpisując listę</w>
			<w>Spytał: &ndash; Jak pani ocenia</w>
			<w>Ten mój dzisiejszy występ?</w>
			<w>Kasjerka zaś rzekła cynicznie,</w>
			<w>Czekając aż Dreptak podpisze:</w>
			<w>&ndash; Występ? Ach, udał się ślicznie,</w>
			<w>Aż szkoda, że nikt nie przyszedł!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wiejskie wakacje</tytul>
		<tekst>
			<w>Kochanie moje, miejski klimat ci nie służy,</w>
			<w>Cerę masz taką &ndash; z przeproszeniem &ndash; lila róż,</w>
			<w>Kochanie moje, spakuj ciuchy do podróży,</w>
			<w>Wyłącz żelazko i wraz ze mną w Polskę rusz.</w>
			<w>Chłopi są zdrowsi i ładniejsi niż mieszczanie,</w>
			<w>I melodyjniej niż ulica szumi bór,</w>
			<w>I z setek zagród romantycznie brzmi gdakanie &ndash;</w>
			<w>To świeże jajka znoszą dla nas chóry kur.</w>
			<w>Gdzieś czeka na nas mały pokój na poddaszu,</w>
			<w>Tam-tamów dźwięki i płonącej watry dym,</w>
			<w>I przyjdą do nas Uzbek, Apacz, Kurp i Kaszub</w>
			<w>Prosząc, by w zbiórce herbicydów pomóc im.</w>
			<w>Weźmiemy udział w mnóstwie orek, żniw i spędów,</w>
			<w>Na naszych grządkach pięknie wzejdzie mak i keks,</w>
			<w>I paść będziemy stada białych happy-endów,</w>
			<w>A ze sussexów zatrzymamy tylko seks.</w>
			<w>O rannej rosie wbiegniesz boso w łan żętycy,</w>
			<w>To ci zapewni czerstwe zdrowie oraz hart,</w>
			<w>O pierwszym zmroku zaglądniemy do świetlicy</w>
			<w>Kędy z portretu się uśmiecha Jean Paul Sartre.</w>
			<w>Kochanie moje, wiesz jak pachną pomdetery?</w>
			<w>Jak melodyjne w lesie brzmi kangura świst?</w>
			<w>Jak miło gwarzą pleban, derwisz, wójt i szeryf</w>
			<w>Kiedy w salonie brydż odchodzi, względnie wist?</w>
			<w>Kochanie moje, czeka nas przepiękne lato,</w>
			<w>Podaj mi rękę, przez sosnowe wyjdźmy drzwi,</w>
			<w>U nóg nam siądzie łańcuchowy aligator</w>
			<w>A w serca wtargnie ciche piękno polskiej wsi&hellip;</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wielkanocne kurczęta</tytul>
		<tekst>
			<w>Trwają długie debaty nocne</w>
			<w>Skąd się wzięło kurczę wielkanocne?</w>
			<w>Skąd ta ledwie co wykluta kurka</w>
			<w>Przy święconem stroszy żółte piórka?</w>
			<w>Może to jest oznaka dla ludzi</w>
			<w>Że już wiosna, że przyroda się budzi?</w>
			<w>Może kura nam zrobiła niespodziankę,</w>
			<w>Bo o tydzień przenosiła pisankę?</w>
			<w>Może to piszczące maleństwo</w>
			<w>Wieści żółte niebezpieczeństwo?</w>
			<w>Może to są rezultaty twórcze</w>
			<w>Nazbyt częstych okrzyków &plqq;O kurcze&prqq;?</w>
			<w>Ja rozumiem, baranek, zajączek,</w>
			<w>Ale czemu kurczę się tu plącze?</w>
			<w>Tu rzeżuchę uszczknie, lub wątróbkę,</w>
			<w>tam na czysty obrus zrobi kupkę,</w>
			<w>Chce pić wodę, trafia na żubrówkę,</w>
			<w>Potem łapką się trzyma za główkę,</w>
			<w>I przewraca się po stolikach</w>
			<w>Ptak z gatunku gallus domestica,</w>
			<w>Niewyraźny etymologicznie,</w>
			<w>Podejrzany ideologicznie,</w>
			<w>Aż dopiero pan profesor Dreptak</w>
			<w>Pierwsze ścieżki w tej dziedzinie przedeptał,</w>
			<w>Dowiódł bowiem iż owe kurczątka</w>
			<w>Są symbolem kurczów żołądka!</w>
			<w>Fakt, że Polak się na święta obżera,</w>
			<w>Że go potem pogotowie zabiera,</w>
			<w>A czasami to nawet policja,</w>
			<w>Taka u nas narodowa tradycja!</w>
			<w>Tak więc, dzięki profesorowi</w>
			<w>Nikt już teraz nic złego nie powi,</w>
			<w>Nie wywiedzie kurczaka z pogaństwa</w>
			<w>lecz z narodowego chrześcijaństwa!</w>
			<w>Nowy sukces w naszej trudnej walce!</w>
			<w>&hellip; a lewica gryzie w złości palce!</w>
			<w>wersja II</w>
			<w>Bo to nie jest relikt pro-pogański,</w>
			<w>Lecz przeciwnie narodowo-chrześcijański,</w>
			<w>Co pomaga w naszej słusznej walce!</w>
			<w>&hellip; a lewica gryzie w złości palce!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wielka rodzina made in Poland</tytul>
		<tekst>
			<w>Postęp ogarnia różne dziedziny &ndash;</w>
			<w>W Danii lansują &plqq;wielkie rodziny&prqq;,</w>
			<w>Czyli że zamiast pary małżonków</w>
			<w>Taka rodzina ma więcej członków</w>
			<w>(i więcej członkiń). Czasem w ten sposób</w>
			<w>Żyje ze sobą z piętnaście osób,</w>
			<w>Więc kombinacji to z tysiąc aż da,</w>
			<w>Gdy każdy z każdą i z każdym każda.</w>
			<w>&hellip;a ileż przy tym werwy, polotu,</w>
			<w>Przekomarzanek, śmiechu, szczebiotu!</w>
			<w>Toteż odczuwam bardzo niemile,</w>
			<w>Że w tej dziedzinie jesteśmy w tyle.</w>
			<w>Wszystko się u nas niby rozrasta,</w>
			<w>Ale te sprawy wciąż jak za Piasta.</w>
			<w>Przyparłem żonę do muru z rana:</w>
			<w>&ndash; Trzeba coś robić! Świat patrzy na nas!</w>
			<w>&ndash; Dobrze &ndash; odparła z wyrazem troski &ndash;</w>
			<w>Zaproś Dreptaków i Rosołowskich&hellip;</w>
			<w>Nadchodzi wieczór. Wrażeń łakomi</w>
			<w>Do mojej chaty walą znajomi,</w>
			<w>M-3 mieszkanie trzeszczy w posadach,</w>
			<w>Zaraz się zacznie degrengolada</w>
			<w>Oraz rozpusta! Ale na razie</w>
			<w>Głos zabrał Zyzio na dużym gazie.</w>
			<w>Widocznie stracił po wódce wątek,</w>
			<w>Bo wybełkotał: &ndash; W.. .wesołych ś.. .wiątek!</w>
			<w>Moja małżonka natychmiast na to</w>
			<w>Przyniosła z kuchni ciastka z herbatą.</w>
			<w>Wnet się zaczęły spory i krzyki,</w>
			<w>Mężczyźni hajda do polityki,</w>
			<w>Panie wyjęły włóczkę i druty,</w>
			<w>Zaczęły sobie przymierzać buty</w>
			<w>I obgadywać Basie, że chytra,</w>
			<w>A Henio kopnął się po pół litra&hellip;</w>
			<w>Widząc to wszystko, krzyknąłem: &ndash; Hola!</w>
			<w>Miała się przecież odbyć swawola!</w>
			<w>&ndash; Słusznie &ndash; rzekł Józio. &ndash; Dalej, kochani!</w>
			<w>Tu wyjął krzesło spod jednej pani,</w>
			<w>A ta, upadłszy na parkiet z dębu</w>
			<w>Wybiła sobie sześć przednich zębów,</w>
			<w>Za co jej amant, Trypućko Czesław,</w>
			<w>Dał w łeb Józiowi nogą od krzesła,</w>
			<w>Jak się zakręci, zakłębi wokół,</w>
			<w>Sam sierżant Miziak spisał protokół!</w>
			<w>I rzekł życzliwie, kiedy wychodził:</w>
			<w>&ndash; Sto lat z okazji pańskich urodzin!</w>
			<w>Usiłowałem przekonać władzę:</w>
			<w>&ndash; Myśmy tak chcieli, jak w Kopenhadze&hellip;</w>
			<w>&ndash; Weź pan &ndash; doradził mi &ndash; aspirynę!</w>
			<w>&hellip; Jak stworzyć polską &plqq;wielką rodzinę&prqq;???!!!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wielki piątek</tytul>
		<tekst>
			<w>Życie nam przysparza troski</w>
			<w>I nie szczędzi perturbacji &ndash;</w>
			<w>W Wielki Piątek, Rosołowski</w>
			<w>Wrócił rankiem z delegacji,</w>
			<w>Zmienił gatki i ubranko,</w>
			<w>Przetarł szmatką środek glacy,</w>
			<w>A tu żona już śniadanko</w>
			<w>Niesie mu na srebrnej tacy.</w>
			<w>Są jajeczka, jest baleron,</w>
			<w>Są z masełkiem pyszne chałki&hellip;</w>
			<w>Rosołowski jak perszeron</w>
			<w>Zarżał, widząc te specjałki!</w>
			<w>Już się rzucił na kiełbasę,</w>
			<w>Już jej kawał niósł ku ustom,</w>
			<w>A wtem jak ktoś chrząknie basem,</w>
			<w>Choć w pokoju było pusto!</w>
			<w>Biedak dostał skurczu w nogach</w>
			<w>I pomyślał cały drżący:</w>
			<w>&ndash; Ani chybi to przestroga,</w>
			<w>chociaż jestem niewierzący&hellip;</w>
			<w>Tu się zerwał przerażony,</w>
			<w>Popił wody, jęknął głucho</w>
			<w>I nerwowo rzekł do żony:</w>
			<w>&ndash; Coś mnie dzisiaj boli brzucho!</w>
			<w>I odstawił te specjały</w>
			<w>(tak mu całkiem zmiękła rura)</w>
			<w>I &ndash; kompletnie zramolały &ndash;</w>
			<w>Pokuśtykał w stronę biura&hellip;</w>
			<w>Wówczas żona, w stronę szafy</w>
			<w>Rzekła z wniebowziętą miną:</w>
			<w>&ndash; No, obyło się bez gafy!</w>
			<w>Wyłaź, Feluś! Stary spłynął!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wierny giermek</tytul>
		<tekst>
			<w>W stal zakuty, ciężkozbrojny</w>
			<w>Pełen werwy i rozmachu</w>
			<w>Niusiek Dreptak wraca z wojny</w>
			<w>Na rasowym swym wałachu!</w>
			<w>Stąpa z wdziękiem jego wałach,</w>
			<w>Gdy wyruszał &ndash; był ogierem,</w>
			<w>Ale Turek z krzykiem &plqq;Ałłach&prqq;</w>
			<w>Stentegował go rapierem&hellip;</w>
			<w>Zejdźmy jednak już z wałacha,</w>
			<w>I powróćmy do rycerza:</w>
			<w>Dreptakowa w oknie macha,</w>
			<w>Dwór wychodzi z drzwi alkierza,</w>
			<w>I melodia cudna płynie</w>
			<w>(słychać ją aż na probostwie)</w>
			<w>&ndash; Witaj jasny hospodynie</w>
			<w>We feudalnym swym domostwie!</w>
			<w>Zapachniały z kuchni flaki,</w>
			<w>Uczta czeka przebogata,</w>
			<w>Rycerz z trudem zlazł z kulbaki</w>
			<w>(a nie złaził przez trzy lata)</w>
			<w>I paskudnie rozkraczony</w>
			<w>(przez tak długie konne boje )</w>
			<w>Pokuśtykał wprost do żony</w>
			<w>Odpinając w drodze zbroję.</w>
			<w>Za nim szedł dyżurny lennik</w>
			<w>Który ubierał tę drobnicę:</w>
			<w>A to jakiś naramiennik.</w>
			<w>A to znów nagolennicę&hellip;</w>
			<w>At, już Dreptak całkiem nagi,</w>
			<w>Tylko wciąż nie widać lica,</w>
			<w>Bowiem &ndash; skutkiem nieuwagi &ndash;</w>
			<w>Zatrzasnęła się przyłbica.</w>
			<w>Panny, gdy przyjrzały mu się &ndash;</w>
			<w>Każda się zrobiła blada,</w>
			<w>Wszystkie w krzyk: &ndash; Toż to nie Niusiek!</w>
			<w>Ktoś się podszył! Zdrada! Zdrada!</w>
			<w>Wtedy pani Dreptakowa</w>
			<w>Przybliżyła się do chłystka</w>
			<w>I wyrzekła cztery słowa:</w>
			<w>&ndash; To jest giermek Karapystka!</w>
			<w>Giermek upadł na kolana:</w>
			<w>I zaszlochał pełną piersią:</w>
			<w>&ndash; Ja żem chciał zastąpić pana,</w>
			<w>Prosił o to mnie przed śmiercią!</w>
			<w>Tu zaczęły się rozpacze</w>
			<w>I w czeladnej, i na froncie,</w>
			<w>Panny płaczą, pani płacze,</w>
			<w>Ksiądz-staruszek szlocha w kącie,</w>
			<w>Wszędzie żal i ból niezmierny,</w>
			<w>I, jak symbol, w tej komnacie</w>
			<w>Stał w przyłbicy giermek wierny!</w>
			<w>&hellip;ale mógłby włożyć gacie.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wiersz bez ambicji</tytul>
		<tekst>
			<w>Świat jest wstrząsany konfliktami,</w>
			<w>Ciuła zarobki, liczy straty,</w>
			<w>Tu duzi, biali z dolarami,</w>
			<w>Tam mali czarni z kompleksami,</w>
			<w>We środku ja, ex-szatyn.</w>
			<vsp/>
			<w>Krew pola walk codziennie brudzi,</w>
			<w>Staje się szara i powszednia,</w>
			<w>Tu zezowaci, szybcy, chudzi,</w>
			<w>Tam świdrowaci, niscy, rudzi,</w>
			<w>Ja między nimi. Średniak.</w>
			<vsp/>
			<w>Nad Moskwą, Rzymem i Londynem</w>
			<w>Radary nieufnością zioną,</w>
			<w>Ci mają bombę, tamci minę,</w>
			<w>Owi machają karabinem,</w>
			<w>Ja jestem w centrum. Z żoną.</w>
			<vsp/>
			<w>Przy moim domku kwitną róże,</w>
			<w>Babcia się modli przed obrazem&hellip;</w>
			<w>Czekajcie, jak się kiedyś wkurzę</w>
			<w>To też w te sprawy się zanurzę</w>
			<w>I też się włączę, z gazem.</w>
			<vsp/>
			<w>Wszystko zostawię, wszystko rzucę,</w>
			<w>Dam dyla w świat że aż zawarczy!</w>
			<w>Może się nawet z kimś pokłócę?</w>
			<w>&hellip; ale po dwóch tygodniach wrócę,</w>
			<w>Ja średniak. Mnie wystarczy.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wiersz na balu o INSTALU</tytul>
		<tekst>
			<w>Na kilka godzin przed zaczęciem balu</w>
			<w>Przybyli do mnie aż trzej towarzysze:</w>
			<w>&ndash; Pisz pan poemat o naszym Instalu!</w>
			<w>&ndash; Dobrze, już piszę!</w>
			<vsp/>
			<w>Jeden, największy, spojrzał na mnie dziwnie</w>
			<w>I rzekł z naciskiem: &ndash; Panie redaktorze,</w>
			<w>Ma być dowcipnie &ndash; ale pozytywnie!</w>
			<w>&hellip; smutno mi, Boże&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Drugi, któremu w łapy wpaść bym nie chciał,</w>
			<w>Dodał do tego swoją własną radę:</w>
			<w>&ndash; Tak masz pan pisać, żeby nikt się nie śmiał,</w>
			<w>Bo kurcze blade!!!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Proszę się nie bać &ndash; dorzucił ten trzeci</w>
			<w>Robiąc manikir przy pomocy noża:</w>
			<w>&ndash; W razie nieszczęścia, to my pańskie dzieci</w>
			<w>Do Myśliborza!</w>
			<vsp/>
			<w>Więc żadnych śmiechów, żadnej głupiej miny,</w>
			<w>Słuchajcie pieśni o INSTALU nowej!</w>
			<w>(INSTAL &ndash; to skrót jest Instytut Aliny,</w>
			<w>pewnie Kielowej?)</w>
			<vsp/>
			<w>Dyrektor SAROL w sposób najszczęśliwszy</w>
			<w>Wiedzie tę firmę przez liczne przeszkody,</w>
			<w>Choć czasem jęczy: &ndash; Nu, ot ja razbiwszy Lampa od Skody!</w>
			<w>Chociaż oszczędny &ndash; piłkarzom nie skąpi!</w>
			<w>Nawet wyraża się z namiętnym błyskiem:</w>
			<w>&ndash; Nu, skończę basen, tak ja się wykąpię razem z Sybiskiem!</w>
			<vsp/>
			<w>Wicedyrektor Walczak, mistrz oszczepu</w>
			<w>Dalej trenuje z rozwagą i z sensem:</w>
			<w>Nie musi ganiać po mięso do sklepu &ndash;</w>
			<w>Sam rzuca mięsem!</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy się z swą żoną &ndash; sportsmenką pokłóci,</w>
			<w>Wnet jakąś babkę sadza z tyłu w wozie:</w>
			<w>&ndash; Mnie nic nie będzie jak żona czymś rzuci,</w>
			<w>Tylko tej kozie!</w>
			<vsp/>
			<w>Czasami łuna ogarnia pół miasta:</w>
			<w>&ndash; Znów kościół płonie, ratować go trzeba!</w>
			<w>&ndash; Nie, to na pewno pan Giernalczyk Wacław</w>
			<w>W swym aucie grzebał&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Jak Fudżijama jest dyrektor Niemczyk,</w>
			<w>Wulkan, na chwilę co działalność urwał,</w>
			<w>Szemrze lirycznie o kwiatkach, o tęczy,</w>
			<w>A wtem: &ndash; O kurtka!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Przy nim dwa orły, dwa lwy bez przesady,</w>
			<w>Dwie prężne piersi wbite w jeden stanik &ndash;</w>
			<w>Tutaj Bartkowski Marian, Prezes Rady,</w>
			<w>Tam &ndash; Józef Janik!</w>
			<vsp/>
			<w>Być lwem salonów nie jest łatwą sprawą,</w>
			<w>Lew wiedzie żywot bardzo intensywny,</w>
			<w>Grzywę to nawet może mieć łysawą,</w>
			<w>lecz ogon sztywny!</w>
			<vsp/>
			<w>To właśnie oni za wszystkimi chodzili,</w>
			<w>Żeby był jubel, obchody i tańce!</w>
			<w>Jak się zmęczyli! A ile wypili!</w>
			<w>Ciągle na bańce&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Sekretarz Frołow poparł ich działanie,</w>
			<w>I nawet ujął to oryginalnie:</w>
			<w>&ndash; Ja zaś batomiast tylko jedno zdanie,</w>
			<w>Lecz pryncypialnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Najlepszy w kraju znawca ciosów w szczękę,</w>
			<w>Sędzia bokserski, pan Zbigniew Mościcki,</w>
			<w>tak się dziś wzruszył, że jedną panienkę</w>
			<w>Uszczypnął w rękę&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Marian Pawłowski stłukł w Syrenie szybę,</w>
			<w>Wysadził drzwiczki i blachę podrapał,</w>
			<w>Gdy pokazywał, jaką to on rybę</w>
			<w>Ostatnio złapał!</w>
			<vsp/>
			<w>Teraz coś z filmu! Przypatrzcie się młodzi,</w>
			<w>Zaraz westernem wszyscy się zachwycą,</w>
			<w>Bo Dobaczewski &ndash; Winnetou nadchodzi</w>
			<w>Że swą rusznicą!</w>
			<vsp/>
			<w>Przy nim Dziduszko, też postać filmowa,</w>
			<w>Wygląd i akcent ma Old Shaterlanda:</w>
			<w>&ndash; Ta joj, panowi, Śląsk Znów zrymisował!</w>
			<w>Tażeż to granda!</w>
			<vsp/>
			<w>Widać już płaszczyk pełen dziur i łatek,</w>
			<w>Lecz w nim się kryje facet, co jest bombą!</w>
			<w>Inspektor pracy, porucznik Przydatek,</w>
			<w>Pseudo Colombo!</w>
			<vsp/>
			<w>Czasami słychać szlochanie i kłótnie,</w>
			<w>Różne gonitwy, miauczenia, zadyszki,</w>
			<w>To Jinks-Grodzicki, kocur zły okrutnie</w>
			<w>Leje swe myszki!</w>
			<vsp/>
			<w>A w księgowości także tumult zdrożny,</w>
			<w>To Kaczor Donald-Chirowski tak krzyczy,</w>
			<w>Bo mu Kowalczyk, jak Henryk Pobożny,</w>
			<w>Zginął w Legnicy&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Idzie miejscowy Tercet Egzotyczny,</w>
			<w>Stare szlagiery w stylu retro rąbie &ndash;</w>
			<w>Lutomski &ndash; sopran, Stopa &ndash; bas liryczny,</w>
			<w>Pałka na trąbie,</w>
			<vsp/>
			<w>Rydosz swój klakson uruchamia z rykiem</w>
			<w>Bo mu syrenka tylko w prawo skrąca,</w>
			<w>Pani Głośnicka też tu jest, z głośnikiem&hellip;</w>
			<w>Wymagająca!</w>
			<vsp/>
			<w>Wszyscy dziś przyszli by wziąć udział w balu,</w>
			<w>Więc zanim także znajdę się na bani,</w>
			<w>Składam życzenia: &ndash; Kwitnij nam INSTALU,</w>
			<w>Sto lat, kochani!!!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wierszyki szpitalne</tytul>
		<tekst>
			<w>A w naszym szpitalu</w>
			<w>Miło jak na balu,</w>
			<w>Nie ma takich lecznic w Rzymie</w>
			<w>Ani w Montrealu.</w>
			<vsp/>
			<w>Zdychają mikroby,</w>
			<w>Pryskają choroby,</w>
			<w>Już nie będą nas gnębiły</w>
			<w>I naszej chudoby!</w>
			<vsp/>
			<w>Samotna czerwonka</w>
			<w>Po polu się błąka,</w>
			<w>Tak się wystraszyła leków</w>
			<w>Aż się biedna jąka.</w>
			<vsp/>
			<w>Gnębiła żółtaczka</w>
			<w>Sierżanta Miziaczka,</w>
			<w>A po wyjściu ze szpitala</w>
			<w>Sierżant zdrów jak kaczka!</w>
			<vsp/>
			<w>Był kiedyś dyfteryt</w>
			<w>groźny jak iperyt,</w>
			<w>Ale teraz z dyfterytu</w>
			<w>Zrobił się emeryt.</w>
			<vsp/>
			<w>Krętek całkiem blady</w>
			<w>Ucieka w Bieszczady&hellip;</w>
			<w>Szukaj sobie, blady krętku,</w>
			<w>Gdzie indziej posady!</w>
			<vsp/>
			<w>Spotkała się grypa</w>
			<w>Z kompleksem Edypa:</w>
			<w>&ndash; Wie pan, wczoraj umarł tyfus,</w>
			<w>Dzisaj ma być stypa!</w>
			<vsp/>
			<w>Stara ślepa kicha</w>
			<w>Ze wzruszenia wzdycha:</w>
			<w>&ndash; Jakiś Julek mnie wycinał,</w>
			<w>Ponoć duża szycha!</w>
			<vsp/>
			<w>Wyleciało wzdęcie,</w>
			<w>Jest już na zakręcie:</w>
			<w>&ndash; Trzeba umieć się wycofać</w>
			<w>W stosownym momencie!</w>
			<vsp/>
			<w>Natomiast zaparcie</w>
			<w>Broni się zażarcie:</w>
			<w>&ndash; Mnie nie ruszą, bo w centrali</w>
			<w>Mam mocne poparcie!</w>
			<vsp/>
			<w>Przwrócił się katar,</w>
			<w>Nosa sobie natarł,</w>
			<w>Już nie będzie taki kozak</w>
			<w>Ani taki Tatar!</w>
			<vsp/>
			<w>Wyszły dwa gronkowce</w>
			<w>Na leśne manowce:</w>
			<w>&ndash; Gdzież my teraz się podziejem,</w>
			<w>Nieszczęsne wędrowce?</w>
			<vsp/>
			<w>Grupka tuberkulin</w>
			<w>Pod miedzą się kuli:</w>
			<w>&ndash; Kro przygarnie nas, sieroty,</w>
			<w>I do snu utuli?</w>
			<vsp/>
			<w>Na rogu ulicy</w>
			<w>Tkwi wrzód dwunastnicy,</w>
			<w>Prosi o kawałek chleba</w>
			<w>I łyk śliwowicy.</w>
			<vsp/>
			<w>Natomiast platfusy</w>
			<w>To duże chytrusy &ndash;</w>
			<w>Powłaziły do doniczek,</w>
			<w>Udają kaktusy.</w>
			<vsp/>
			<w>Schował się rzęsistek</w>
			<w>Za bukowy listek&hellip;</w>
			<w>Już nie będziesz, draniu, gnębił</w>
			<w>Państwowych artystek!</w>
			<vsp/>
			<w>Wiatr pomyślny wieje,</w>
			<w>Nowy dzionek dnieje,</w>
			<w>Wyzdychują nam chroby</w>
			<w>A ludność &ndash; zdrowieje!</w>
			<vsp/>
			<w>Biją dzwony z wieży,</w>
			<w>Śpiewa chór harcerzy:</w>
			<w>&ndash; Wiwat pan docent Sroczyński</w>
			<w>I jego partnerzy!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wierszyk, w którym autor udowadnia, że nie wypadł sroce spod ogona</tytul>
		<tekst>
			<w>Tyle się dzieje na świecie, mój Boże,</w>
			<w>W Kurdystanie trwają zamieszki,</w>
			<w>Polarnicy wypływają w morze,</w>
			<w>Tropiciele wychodzą na ścieżki,</w>
			<w>Wojownicy giną na wojnie,</w>
			<w>Zofia Loren autografy rozdziela,</w>
			<w>Tylko ja ciągle siedzę spokojnie</w>
			<w>Przy maszynie marki &plqq;Ideał&prqq;.</w>
			<w>W Kurdystanie będą strzelaniny,</w>
			<w>Polarnicy za dwa lata przyjadą,</w>
			<w>Tropiciele wytropią zwierzynę,</w>
			<w>Wojowników się pochowa z paradą,</w>
			<w>Zofia Loren nowy kontrakt zawrze,</w>
			<w>A ja w głębi starego fotela</w>
			<w>Będę siedział już chyba zawsze</w>
			<w>Przy maszynie marki &plqq;Ideał&prqq;.</w>
			<w>Nie zobaczę szczytów Kurdystanu,</w>
			<w>Z Antarktydy nie wyślę listów,</w>
			<w>Nie odnajdę zwierzęcych śladów,</w>
			<w>Nie usłyszę gwizdu pocisków.</w>
			<w>I nie spotkam się z Zofią Loren</w>
			<w>W gwarnych barach ni pięknych hotelach,</w>
			<w>Będę siedział rano i wieczorem</w>
			<w>Przy maszynie marki &plqq;Ideał&prqq;.</w>
			<w>Lecz i tak jestem ważną osobą,</w>
			<w>A nie żadnym robaczkiem i prochem:</w>
			<w>Każdy z tamtych jest tylko sobą,</w>
			<w>A ja jestem każdym po trochę.</w>
			<w>Siedzi we mnie kurdyjski powstaniec</w>
			<w>I kosmaty-brodaty polarnik,</w>
			<w>I tropiciel w skórzanym kaftanie,</w>
			<w>I wojownik zbrojny w karabin,</w>
			<w>I ta Zofia, pijąca whisky,</w>
			<w>Bo choć taka przestrzeń nas rozdziela,</w>
			<w>Ja potrafię pisać o nich wszystkich</w>
			<w>Na maszynie marki &plqq;Ideał&prqq;!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bakcyl</tytul>
		<tekst>
			<w>Raz w jednym instytucie uczeni na wszelkie sposoby</w>
			<w>Robili doświadczenia, jak by tu osłabić mikroby,</w>
			<w>Na przykład jeden uczony budził bakterię śpiączki,</w>
			<w>Szczypiąc tę śpiączkę pęsetką w pośladki, nóżki i rączki.</w>
			<vsp/>
			<w>Drugi uczony czerwonkę podłączał po pompek i dętek,</w>
			<w>Aż się robiła blada jak jaki biały krętek,</w>
			<w>Krętka natomiast skręcano i rozkręcano biedaczka,</w>
			<w>Od czego był bardziej żólty niż najżółciejsza żółtaczka,</w>
			<vsp/>
			<w>Odnośnie zaś do żółtaczki, wprowadzono ją w taką rozpacz,</w>
			<w>Że poczerniała zupełnie i była jak czarna ospa,</w>
			<w>Podczas gdy ospę &ndash; tę czarną &ndash; macerowano w wódkach,</w>
			<w>Więc była ciągle na kacu, jak białaczka bialutka&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>A działał wśród tych uczonych Piotr Dreptak, asystent młody,</w>
			<w>Który stosował swe własne, zupełnie odmienne metody,</w>
			<w>I zamiast zarazki dręczyć &ndash; on karmił swoje zarazki</w>
			<w>I ciągle się ich pytał: &ndash; Nie zjecie, zarazki, kaszki?</w>
			<vsp/>
			<w>No więc zarazki wciąż rosły, wpierw były jak turkucie,</w>
			<w>Potem ogromne jak myszy latały po instytucie,</w>
			<w>Na próżno woźny je z miotłą jak oszalały ganiał &ndash;</w>
			<w>Nie dość, że się z niego śmiały, to mu jeszcze wyżerały śniadania.</w>
			<vsp/>
			<w>Aż kiedy profesorowi przegryzły w aucie resor,</w>
			<w>To wtedy Piotra Dreptaka wezwał do siebie profesor</w>
			<w>I obaj włożyli płaszcze, i poszli się przejść na deptak,</w>
			<w>A pan profesor rzecze: &ndash; Drogi kolego Dreptak,</w>
			<vsp/>
			<w>Rozumiem że doświadczenia, badani, cacy &ndash; cacy,</w>
			<w>Ale jak dalej tak pójdzie, to ja was wyleję z pracy!</w>
			<w>Rzecz jasna, że ma pan dość duże, ba, szokujące wyniki,</w>
			<w>Lecz rób pan to sobie gdzie indziej, ot, idź pan choduj tuczniki&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Chwileczkę! &ndash; Piotr Dreptak na to, prędziutko teczkę odmyka</w>
			<w>I z wnętrza wyjmuje bakcyla wielkiego jak królika:</w>
			<w>&ndash; Zobacz pan, profesorze, gdy mamy taką gadzinę,</w>
			<w>Możemy streptomycynę wyrzucić i penicylinę!</w>
			<vsp/>
			<w>Lekarz przy mikroskopie oczu już niszczyć nie musi,</w>
			<w>Bo bierze to bydlę za szyję i je po prostu dusi&hellip;</w>
			<w>I rzeczywiście udusił Piotr Dreptak tego zarazka,</w>
			<w>Więc pan profesor Dreptaka chwalił, całował i głaskał,</w>
			<vsp/>
			<w>Załatwił mu order, mieszkanie, fiata, Nagrodę Nobla,</w>
			<w>I wszyscy koledzy się zeszli, żeby ten Dreptak to oblał,</w>
			<w>A Dreptak siedzi ponury nad uduszoną zwierzyną</w>
			<w>I szloch mu wyrywa się z piersi, a z oczu łzy wielkie mu płyną&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Dlaczego &ndash; pytają koledzy &ndash; nie chcesz zabawić się z nami?</w>
			<w>&ndash; A bo jak dusiłem Kubusia, to on tak łypał oczkami&hellip;</w>
			<w>Tu biedny Dreptak o ścianę uderzył głową trzy razy&hellip;</w>
			<w>Oj, można się, można przywiązać i do najgorszej zarazy!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Więcej z gry</tytul>
		<tekst>
			<w>Miła to i tania rzecz</w>
			<w>W telewizji ujrzeć mecz,</w>
			<w>Synek wrzask wydaje czasem:</w>
			<w>&ndash; Nasi walczą z Hondurasem!</w>
			<w>Pędzę wtedy, to zmaganie</w>
			<w>Chcę obejrzeć na ekranie,</w>
			<w>A tam sprawozdawca grzmi:</w>
			<w>&ndash; Nasi mają więcej z gry!</w>
			<w>Zdanie to nic nie oznacza,</w>
			<w>Naszych leją w rytmie cza-cza,</w>
			<w>Przez plac jadą jak po stole</w>
			<w>I ładują Polsce gole.</w>
			<w>Ale po co ronić łzy?</w>
			<w>Nasi mają więcej z gry!</w>
			<w>Ktoś wyjaśnił, że ta dziwność</w>
			<w>Ma określić ich aktywność,</w>
			<w>Że w grze wprawdzie są do kitu,</w>
			<w>Ale mają więcej sznytu,</w>
			<w>Większy fajer, większa faja,</w>
			<w>Choć ich leją pięć do jaja!</w>
			<w>Ale radość, hi hi hi!</w>
			<w>&ndash; Nasi mają więcej z gry!</w>
			<w>Gdyby &ndash; losu zarządzeniem &ndash;</w>
			<w>Chopin grał z Dreptakiem Heniem</w>
			<w>W dwa Bechsteiny w jednej sali</w>
			<w>I by obaj naraz grali,</w>
			<w>A ten Chopin smukłą ręką</w>
			<w>Nostalgicznie, ślicznie, cienko,</w>
			<w>A ten Henio głośno, basem,</w>
			<w>Pięścią raz, a raz obcasem,</w>
			<w>Sprawozdawca krzyknąłby:</w>
			<w>&ndash; On ma dużo więcej z gry!</w>
			<w>Co nie znaczy, że jest lepszy,</w>
			<w>Bo w zasadzie &ndash; pardon &ndash; pieprzy,</w>
			<w>Ale szybciej, ale głośniej,</w>
			<w>Efektowniej i radośniej.</w>
			<w>Bowiem u nas proszę panów</w>
			<w>Kwitnie kult dla bałaganu,</w>
			<w>Wrzasku, blasku i zamętu,</w>
			<w>Lataniny i tętentu,</w>
			<w>Innym lepiej! Ale my</w>
			<w>Mamy dużo więcej z gry!!!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Więzy krwi</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden Bazyli Dreptak, na dwa dni przed urlopem</w>
			<w>Zgubił na wiejskiej drodze pojemnik z izotopem,</w>
			<w>Gdzie &ndash; nie wiadomo dokładnie, fakt że gdy wóz zatrzymał</w>
			<w>Przed PGR-em, patrzy &ndash; a izotopu nima,</w>
			<w>Więc zaraz zawrócił z miejsca, zawołał: Wiśta gniady!</w>
			<w>I zaczął wszędzie szukać, lecz znaleźć nie dał rady,</w>
			<w>Bo w międzyczasie Kwiatkowski jadąc do Wólki na dniówkę,</w>
			<w>Znalazł izotop, i zaczął pędzić izotopówkę,</w>
			<w>Ale to inna historia, nie będziemy się nią bawili</w>
			<w>Raczej spójrzmy co dalej porabia ten dany Draptak Bazyli.</w>
			<w>Ot stoi przed personalnymi z nogi na nogę drepta,</w>
			<w>A personalny powiada &ndash; Ożeż wy jakiś Dreptak!</w>
			<w>Nauka wam zaszczyt wyświadcza korzystając z waszego wozu,</w>
			<w>A wy gubicie pojemnik jak byle kupę nawozu,</w>
			<w>Musicie wy mieć widocznie jakiś haczyk lub obciążenie!</w>
			<w>I dawaj jemu sprawdzać społeczne pochodzenie,</w>
			<w>I przynależność związkową, i jeszcze tam bógwico,</w>
			<w>I czy przypadkiem ma jakichś krewniaków za granicą?</w>
			<w>&ndash; I owszem &ndash; powiada Dreptak, ponieważ gardził blagą &ndash;</w>
			<w>&ndash; Mam brata Niuśka Dreptaka, co stale mieszka w Chicago&hellip;</w>
			<w>Tu personalny ołówek zestrugał scyzorykiem</w>
			<w>I spytał &ndash; A co on tam robi? &ndash; A, jest podobno lotnikiem&hellip;</w>
			<w>Złagodniał personalny, łza mu spłynęła spod powiek</w>
			<w>I mruknął: &ndash; A tak słyszałem&hellip; wasz brat to jest nasz człowiek&hellip;</w>
			<w>&ndash; Jak to? Pan o nim słyszał? Bo ja nic nie wiem niestety!!!</w>
			<w>Tu personalny w milczeniu położył przed nim gazety,</w>
			<w>A Dreptak czytał powoli, wprost chłonąc każde słowo:</w>
			<w>&ndash; Amerykański samolot zgubił bombę termojądrową..</w>
			<w>Co widząc Dreptak powstał, twarz wygładziła mu się,</w>
			<w>Uśmiechnął się z pewną dumą i czule wyszeptał: &ndash; Niusiek&hellip;!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wilki i misie</tytul>
		<tekst>
			<w>Kompanem polskiego syndromu</w>
			<w>Są napisy &plqq;Ruscy do domu&prqq;</w>
			<w>Pewno Ruscy już nam nadojedli,</w>
			<w>Żeby wreszcie w jakiś pociąg wsiedli,</w>
			<w>Tyle mieszkań by nam zostawili,</w>
			<w>Rakiet by już po wsiach nie gubili,</w>
			<w>Jeszcze byśmy dali im kwiaty,</w>
			<w>Żeby tylko pojechali do chaty.</w>
			<w>I zostalibyśmy w końcu sami &hellip;</w>
			<w>.. no, nie całkiem bo z Niemcami.</w>
			<w>Osiemdziesiąt milionów Niemców</w>
			<w>Patrzy na nas przez most w Zgorzelcu,</w>
			<w>Mają swoje wspaniałe pensje,</w>
			<w>Mają do nas zastarzałe pretensje.</w>
			<w>Zawsze słowian traktowali władczo,</w>
			<w>Teraz jeszcze nie ruszyli. Patrzą.</w>
			<w>Kiedyś jeszcze będzie czwarta rano&hellip;</w>
			<w>Rany boskie, niech ci Ruscy zastaną!</w>
			<w>Można z nimi się bić lub się gniewać</w>
			<w>Ale można z nimi popić i pośpiewać.</w>
			<w>Można kochać bardzo piękną Rosjankę.</w>
			<w>(Niemka kwiknie i powie &ndash; Sztop, danke!)</w>
			<w>Ja z Ruskimi się nie ściskam, nie bratam,</w>
			<w>Przez nich zginął mój dzielny Tata.</w>
			<w>Gdybym miał możliwości kilka,</w>
			<w>Lecz mam dwie: albo Misia albo Wilka.</w>
			<w>Wolę Miszkę. Wprawdzie bywa zeń złodziej,</w>
			<w>Ale umie dać wilkowi po mordzie.</w>
			<w>Jego dola jak i nasza jest twarda,</w>
			<w>Całkiem obca jest mu wilcza pogarda.</w>
			<w>Wilk ma teraz w polowaniem przerwę,</w>
			<w>Lecz wiadomo kto dla Wilka ścierwem.</w>
			<w>Miszka gryzie nas albo nas liże,</w>
			<w>Lecz dla Miszki My jesteśmy Paryżem.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wiśniewska, Merkury, Jowisz, Leda i Europa</tytul>
		<tekst>
			<w>Przedwczoraj &ndash; sina i niebieska &ndash;</w>
			<w>Znów odwiedziła mnie Wiśniewska,</w>
			<w>Łzami zrosiła lica,</w>
			<w>Zachwiała się jak bokser w ringu</w>
			<w>I rzekła: &ndash; Siadłam na surfingu</w>
			<w>I to od strony szpica&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Jak &ndash; zapytałem &ndash; cię pocieszyć,</w>
			<w>Jak cię rozchmurzyć i rozśmieszyć,</w>
			<w>Przerwać ten stan ponury?</w>
			<w>&ndash; Jak chcesz &ndash; powiada &ndash; mnie uleczyć</w>
			<w>To żadne takie, nic z tych rzeczy,</w>
			<w>Tylko pisz o Merkurym.</w>
			<vsp/>
			<w>Merkury&hellip; To mi się nie klei&hellip;</w>
			<w>Patron handlowców i złodziei,</w>
			<w>Narażę się w PSSie,</w>
			<w>Potem w gazecie mnie opiszą&hellip;</w>
			<w>Lepiej napiszę o Jowiszu</w>
			<w>I pewnym jego ekscesie.</w>
			<vsp/>
			<w>Jowisz, choć był już starym zgredem,</w>
			<w>Podglądał kiedyś piękną Ledę</w>
			<w>Jak się kąpała na golaska,</w>
			<w>I takie ciarki poczuł wszędzie</w>
			<w>Że prędko zrobił się łabędziem</w>
			<w>I pyta: &ndash; Kochas swego ptaska?</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz jeszcze dziobać jej nie zaczął</w>
			<w>Gdy Leda w krzyk: &ndash; Joj, ale kaczor,</w>
			<w>Na pewno z tysiąc złotych warty!</w>
			<w>Przychodząc tutaj miałam nosa,</w>
			<w>Złapię go dla Tyndareosa,</w>
			<w>Mojego męża, króla Sparty!</w>
			<vsp/>
			<w>Król Tyndareos ma te smaczki</w>
			<w>Że bardzo lubi flaczki z kaczki</w>
			<w>Oj lubi, lubi okrutnie!</w>
			<w>Zaraz gdzie znajdę kawał troka,</w>
			<w>Którym się zwiąże tego ptoka</w>
			<w>A potem łeb mu się utnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Co mówiąc okiem krwawo strzyże&hellip;</w>
			<w>Wtem hyc! Jak złapie go za pirze!</w>
			<w>Aż Jowisz całkiem struchlał,</w>
			<w>Wziął chwost pod siebie, za pas nogi</w>
			<w>I umknął między inne bogi,</w>
			<w>Gdzie się ambrozją uchlał.</w>
			<vsp/>
			<w>Kiedy tak urżnął się obrzydle,</w>
			<w>Jął zachowywać się jak bydlę</w>
			<w>Dosłownie i w przenośni,</w>
			<w>Zamienił bowiem się w buhaja</w>
			<w>I ruszył w rajd po różnych krajach</w>
			<w>Rycząc niezwykle sprośnie.</w>
			<vsp/>
			<w>Zrobiwszy z siebie niezłą szopę</w>
			<w>Dorwał gdzieś biedną Miss Europę</w>
			<w>Wśród trzasku, blasku, huku,</w>
			<w>Eksplozji, ryków oraz zgrzytów</w>
			<w>I &ndash; jak to wiemy z licznych mitów &ndash;</w>
			<w>Zrobił biedaczce kuku&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy więc szczycimy się czasami</w>
			<w>Europejskimi surfingami</w>
			<w>I stylem wyższej klasy,</w>
			<w>Pomyślmy &ndash; chociaż myśleć hadko:</w>
			<w>&ndash; Cóż że Europa jest nam matką,</w>
			<w>Gdy tatko to byk krasy&hellip;</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>W Izbie Lordów</tytul>
		<tekst>
			<w>Słonko zachód już oświetla</w>
			<w>Złocąc młode lipki,</w>
			<w>W Izbie Lordów rżnie basetla</w>
			<w>I cieszą się skrzypki.</w>
			<w>W Izbie Lordów wielka wrzawa,</w>
			<w>Krzyki &plqq;husia-siusia&prqq;</w>
			<w>Na stojących wokół ławach</w>
			<w>Lord przy Lordzie usiadł.</w>
			<w>Lord przy lordzie, graf przy grafie</w>
			<w>A przy hrabi hrabia&hellip;</w>
			<w>Aż opisać nie potrafię</w>
			<w>Co się tam wyrabia!</w>
			<w>Co wyrabia, co się czyni,</w>
			<w>Wprost nie uwierzyta,</w>
			<w>Bo lordówny wszystkie w mini</w>
			<w>Kiej zespół &plqq;Partita&prqq;,</w>
			<w>Względnie kieby &plqq;Alibabki&prqq;</w>
			<w>Czy też inne dzlopy.</w>
			<w>A prześmiewki, a obłapki,</w>
			<w>A pisk: &ndash; Puśćta chłopy!</w>
			<w>Ej lordowie! Siedźta cicho,</w>
			<w>Ostawta dziewuchy,</w>
			<w>Bo królowa wchodzi z michą</w>
			<w>A w tej misce &ndash; kluchy!</w>
			<w>Kluchy z makiem pachną w misce</w>
			<w>Że o moiściewy!</w>
			<w>Już też każden lord, po łyżce</w>
			<w>Wyjon zza cholewy.</w>
			<w>Wyjon, strząsnął z łyżki wiechcie,</w>
			<w>Skosztował potrawę</w>
			<w>I z zachwytem rzekł: &ndash; A niech cię,</w>
			<w>Jakie to-to klawe!</w>
			<w>Jakie klawe, znakomite,</w>
			<w>Aż lizie do gemby,</w>
			<w>Oraz jakie zmyślne przytem,</w>
			<w>Bo zakleja zemby!</w>
			<w>Hej, zakleja jak butapren,</w>
			<w>Zalepia je w dechę!</w>
			<w>Teraz będzie dużo łatwiej</w>
			<w>Po angielsku szprechen!</w>
			<w>Tak przygotowani zatem</w>
			<w>Angielscy lordowie</w>
			<w>Zaczynają swą debatę</w>
			<w>W anglikańskiej mowie,</w>
			<w>Obgadują wszystko szczerze,</w>
			<w>Ustalają wszystko,</w>
			<w>A na Trafalgarskim Skwerze</w>
			<w>Kłosi się już żytko, hej!</w>
			<w>Kłosi się już żytko!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>W lesie</tytul>
		<comment>Na melodię &plqq;Odgłosy wiosny&prqq;</comment>
		<tekst>
			<w>Gdzie się nie zwrócę, wietrzyk niesie</w>
			<w>Taki sam motyw, czyli temat:</w>
			<w>&ndash; O, ja nie po to byłem w lesie&hellip;</w>
			<w>&hellip; lecz tutaj już się kończy schemat,</w>
			<w>Jeden nie po to ma zasługi</w>
			<w>By go obrażał Karapystka,</w>
			<w>Nie po to w lesie siedział drugi</w>
			<w>By nie mógł w sklepie dostać gwizdka.</w>
			<w>Hej, czasem to aż płakać chce się</w>
			<w>Gdy się usłyszy takie zdanie:</w>
			<w>&ndash; O, ja nie po to byłem w lesie,</w>
			<w>Żebyś ty spała z tamtym draniem!</w>
			<w>Przedziwna myśl się we mnie budzi</w>
			<w>Liczę i myślę niespokojny:</w>
			<w>&ndash; Trzydzieści dwa miliony ludzi</w>
			<w>Siedziały w lesie podczas wojny?</w>
			<w>To bardzo interesujące,</w>
			<w>Atoli w tłoku tak koszmarnym</w>
			<w>Gdzie pomieściły się zające,</w>
			<w>Wiewiórki, misie, rysie, sarny?</w>
			<w>Hej, ciężko było w tym okresie</w>
			<w>Więc słusznie gość się denerwuje:</w>
			<w>&ndash; O, ja nie po to byłem w lesie,</w>
			<w>Żeby pan dał Heniowi dwóję!</w>
			<w>Cóż w lesie każdy kiedyś bywał,</w>
			<w>Lecz różne było to bywanie,</w>
			<w>Bo jeden w lesie grzybki zrywał,</w>
			<w>A drugi znów podrywał Manię,</w>
			<w>Trzeci rżnął drzewo zamaszyście,</w>
			<w>Czwarty znów to, a piąty tamto,</w>
			<w>Dopiero szósty, rzeczywiście</w>
			<w>Przypalantował okupantom,</w>
			<w>Przeto w ogólnym interesie</w>
			<w>Kiedy ktoś woła do mnie z mocą:</w>
			<w>&ndash; O, ja nie po to byłem w lesie&hellip;</w>
			<w>To ja go pytam: &ndash; Właśnie! Po co?</w>
			<w>Niejeden z miejsca się zacuka</w>
			<w>I bąka cicho: &ndash; Ż-że co proszę?</w>
			<w>N-no wie pan, las, kukułka kuka,</w>
			<w>Powietrze zdrowe&hellip; więc żem poszedł&hellip;</w>
			<w>ZAraz poznaję po tym stresie</w>
			<w>Że ciura to, a nie generał,</w>
			<w>Bo ja nie po to byłem w lesie,</w>
			<w>Żeby mnie byle kto nabierał!!!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Własność uliczki</tytul>
		<tekst>
			<w>Przez niedużą podmiejską uliczkę</w>
			<w>Dymem fabryk przeważnie zasnutą,</w>
			<w>Często wraca ze zwykłych ćwiczeń</w>
			<w>Zakurzony, zmęczony pluton.</w>
			<w>Dla uliczki taki przemarsz to frajda,</w>
			<w>Wszystkie dzieci krzyczą: &ndash; Lewa lewa!</w>
			<w>A dorośli wyłączają radia</w>
			<w>I słuchają. A pluton tak śpiewa:</w>
			<vsp/>
			<w>Uliczko, mała uliczko</w>
			<w>O domkach stojących ciasno,</w>
			<w>To dobrze, mała uliczko</w>
			<w>Że uważasz nas za swoją własność!</w>
			<w>Na inne ulice wspaniałe</w>
			<w>Nikt by zamienić cię nie chciał,</w>
			<w>Wolimy być własnym oddziałem</w>
			<w>Małej uliczki przedmieścia!</w>
			<vsp/>
			<w>Już tradycją stało się z czasem</w>
			<w>I należy do dobrego tonu,</w>
			<w>Żeby panny chodziły na spacer</w>
			<w>Z żołnierzami swojego plutonu,</w>
			<w>Żeby każdy chłopaczek nieduży</w>
			<w>Zamiast marzyć że jest komandosem,</w>
			<w>marzył sobie że w plutonie służy</w>
			<w>I z plutonem śpiewa pełnym głosem:</w>
			<vsp/>
			<w>Uliczko, mała uliczko</w>
			<w>O domkach stojących ciasno,</w>
			<w>To dobrze, mała uliczko</w>
			<w>Że uważasz nas za swoją własność!</w>
			<w>Na inne ulice wspaniałe</w>
			<w>Nikt by zamienić cię nie chciał,</w>
			<w>Wolimy być własnym oddziałem</w>
			<w>Małej uliczki przedmieścia!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wojenny stan</tytul>
		<tekst>
			<w>Wojenny stan, wojenny stan,</w>
			<w>Koksiaki lśnią w ciemnościach.</w>
			<w>&ndash; Masz pan przepustkę? Pokaż pan.</w>
			<w>&ndash; Franuś, zrewiduj gościa.</w>
			<w>Wojenny stan, pierdut we drzwi</w>
			<w>Aż dziadek spadł z bujaka&hellip;</w>
			<w>&ndash; A któż tam?</w>
			<w>&ndash; A toż to my,</w>
			<w>Koledzy z ogólniaka!</w>
			<w>Wojenny stan. Pancerny skot</w>
			<w>W strumieniach halogenów</w>
			<w>Szturmuje rachityczny płot</w>
			<w>Z hasłami KPN-u.</w>
			<w>&ndash; Tu mówi PAP&hellip; Jak twierdzi TASS&hellip;</w>
			<w>&ndash; Pytałem się w centrali,</w>
			<w>Podobno był najwyższy czas,</w>
			<w>Bo byśmy już dyndali.</w>
			<w>Wojenny stan, więc duży dzwon,</w>
			<w>Husarze, komisarze&hellip;</w>
			<w>Być może był konieczny on &ndash;</w>
			<w>Historia to pokaże,</w>
			<w>Lecz gdy już jest, i gdy już trwa,</w>
			<w>To modlę się i pragnę</w>
			<w>Aby tak czysty był jak łza</w>
			<w>I ostry był jak bagnet,</w>
			<w>I by przejrzysty był jak szkło</w>
			<w>I takie miał zasady,</w>
			<w>Aby wyplenić całe zło</w>
			<w>Z obu stron barykady.</w>
			<w>Bo to tak nie jest pół na pół,</w>
			<w>Dwa: dwa, jak gdzieś na meczu.</w>
			<w>Jeden inaczej Polskę czuł,</w>
			<w>Drugi kradł i nic nie czuł,</w>
			<w>Więc obyśmy nie dali się</w>
			<w>Wpuścić w zaułek kręty</w>
			<w>Gdzie opozycja bierze w de,</w>
			<w>A swołocz bierze renty.</w>
			<w>Taki obrazek mi się śni:</w>
			<w>Wiosna (gdzieś koniec marca)</w>
			<w>I żołnierz wraca z wojska, i</w>
			<w>Sąsiad też skądś tam wraca&hellip;</w>
			<w>A zmęczył ich już gniew i żal,</w>
			<w>Zgnębiła drętwa mowa,</w>
			<w>I sąsiad mówi:</w>
			<w>&ndash; Na! Masz, pal,</w>
			<w>Ten tytoń to z Grodkowa.</w>
			<w>I mogliby tam w progu ćmić</w>
			<w>Radząc o polskiej biedzie&hellip;</w>
			<w>To skromny sen, lecz może być</w>
			<w>Realny.</w>
			<w>Wiosna idzie.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wojtusiowy laser</tytul>
		<tekst>
			<w>Jedzie Wojtuś popod lasem, skrajem dąbrowy,</w>
			<w>Wiezie se do domu laser, laser gazowy.</w>
			<w>Pytali się go kolesie, po co to nabył?</w>
			<w>&ndash; A bo właśnie stał w GS-ie, więc kupiłem go Teresie.</w>
			<w>Dyć coś zawsze przywieźć chce się dla swej baby!</w>
			<w>Jedzie Wojtuś popod lasem, po twardym dukcie.</w>
			<w>Wiezie se do domu laser, czyta instrukcję.</w>
			<w>A instrukcja jest ciekawa: Włączyć do prądu,</w>
			<w>To ten laser wszystko skrawa, bez różnicy, stal czy trawa</w>
			<w>I w ogóle jest zabawa prawie bez swądu.</w>
			<w>Jedzie Wojtuś popod lasem, woła: Wio, wiśta!</w>
			<w>Wiezie se do domu laser, tak se rozmyśla:</w>
			<w>&plqq;Jak w tym dojdę do biegłości, będzie wygodnie,</w>
			<w>Jest tu paru wrednych gości, przyceluję se w skrytości</w>
			<w>I padalcom z odległości podpalę spodnie!&prqq;</w>
			<w>Jedzie Wojtuś popod lasem, rad, że o rany</w>
			<w>Wiezie se do domu laser, układa plany:</w>
			<w>&plqq;Niech spróbuje na rowerze jeździć Kaczmarski,</w>
			<w>Zaraz w dętkę mu przymierzę, i kartofle się obierze,</w>
			<w>I wywierci dziury w serze, by był śwajcarski!&prqq;</w>
			<w>Jedzie Wojtuś popod lasem, skręcił przy POM-ie.</w>
			<w>Wiezie se do domu laser schowany w słomie.</w>
			<w>Na podwórku cielę bryka, kaczki na stawie&hellip;</w>
			<w>Wdziera, wdziera się technika coraz częściej w dom rolnika,</w>
			<w>Jeszcze to nie Ameryka&hellip; Ale już prawie!!!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wolny najmita</tytul>
		<tekst>
			<w>Nie śpię, nie jadam, nerwy z wolna tracę,</w>
			<w>Bo &ndash; jak opinia głosi jednolita &ndash;</w>
			<w>Krąży po kraju makabryczny facet &ndash;</w>
			<w>wolny najmita&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>To się ukaże, to gdzieś w mroku znika,</w>
			<w>Oddycham z ulgą&hellip; Słucham&hellip; syn coś czyta&hellip;</w>
			<w>Ciekawe, skąd się znalazł w podręcznikach</w>
			<w>wolny najmita?</w>
			<vsp/>
			<w>Próżno się wiję w trwodze i rozpaczy,</w>
			<w>Bo oto dziecię przybiega i pyta:</w>
			<w>&ndash; Powiedz mi, tatku, co właściwie znaczy</w>
			<w>wolny najmita???</w>
			<vsp/>
			<w>Tłumaczę, gadam, robię akrobację,</w>
			<w>Trzeci kur zapiał, nowy dzionek świta,</w>
			<w>A mnie w feudalizm wciąga i w sanację</w>
			<w>wolny najmita&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Duch Konopnickiej ponad nami lata,</w>
			<w>Iskrami zieje i z radości zgrzyta</w>
			<w>Widząc, jak dziecko męczy się, i tata &ndash;</w>
			<w>wolny najmita.</w>
			<vsp/>
			<w>Cóżeśmy winni, że mąż był niedojda,</w>
			<w>Że wieszczkę żarła obsesja ukryta,</w>
			<w>Bo przecież jasne, że wylazł wprost z Freuda</w>
			<w>wolny najmita&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Te dziury w portkach&hellip; to sinawe ciałko&hellip;</w>
			<w>Ta chuda pupka bizunami zbita&hellip;</w>
			<w>Niby już kona, a wciąż kroczy.. z pałką</w>
			<w>wolny najmita&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Długoż trwać będzie taki stan ponury</w>
			<w>Spowodowany przez chorą kobitę?</w>
			<w>Panie ministrze! Usuń pan z lektury</w>
			<w>wolną najmitę!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada a´la Wertyński</tytul>
		<tekst>
			<w>Zasypał powiat śnieg po pachy</w>
			<w>Wyje za oknem wicher &ndash; drań</w>
			<w>Brzęczą służbowych warszaw blachy</w>
			<w>Jak romantyczne dzwonki sań.</w>
			<w>W palce strzelając i wąs gryząc</w>
			<w>Który zachował kawy smak,</w>
			<w>Opieram się o telewizor</w>
			<w>kominka bowiem w domu brak.</w>
			<w>Dumam&hellip; wspominam swą Małgosię</w>
			<w>I jak mi ją poderwał gach</w>
			<w>A potem szybkich wódek osiem</w>
			<w>Wypijam z nocnej lampki słabej</w>
			<w>Po jej promyczku spełza wprost</w>
			<w>Żałosny cynobrowy diabeł</w>
			<w>Trzymając w zębach własny chwost</w>
			<w>Poczem z wyrazem szczerej troski</w>
			<w>Mówi, a głos mu z bólu drga:</w>
			<w>Biednyś ty, biedny, Rosołowski,</w>
			<w>Samotnyś bracie, jak i ja&hellip;</w>
			<w>Obydwaśmy niedocenieni,</w>
			<w>Obydwaj na posadach złych,</w>
			<w>Obu nas gnębią przełożeni,</w>
			<w>Taka a taka mamcia ich&hellip;</w>
			<w>Ja diabeł &ndash; a tyś człek ubogi,</w>
			<w>Podobniśmy jak z bratem brat,</w>
			<w>Obydwaj bowiem mamy rogi,</w>
			<w>Ja &ndash; dawno, a ty &ndash; od dwóch lat&hellip;</w>
			<w>I naszą smutną przyjaźń znaczy</w>
			<w>To łez &ndash; to wódek drobny ścieg,</w>
			<w>A za oknami wiatr sobaczy,</w>
			<w>A nad powiatem noc, i śnieg&hellip;</w>
			<w>I tylko młodość oraz dalsza,</w>
			<w>I bliżej wciąż się kłębi mgła,</w>
			<w>I ciszej dzwonią blachy warszaw</w>
			<w>I cynobrowy diabeł łka&hellip;</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wolny najmita w hotelu</tytul>
		<tekst>
			<w>Pośród wędrowców umęczonych wielu,</w>
			<w>Między półkami jęczmienia i żyta</w>
			<w>Szedł, aby pokój wynająć w hotelu</w>
			<w>Wolny najmita.</w>
			<vsp/>
			<w>Wszedłszy, pokłonił się dawnym zwyczajem</w>
			<w>Recepcjoniście któren gości wita</w>
			<w>I cichym głosem prosił o wynajem</w>
			<w>Wolny najmita.</w>
			<vsp/>
			<w>Recepcjonista podniósł wzrok jowialny</w>
			<w>A zrozumiawszy o co facet pyta,</w>
			<w>Krzyknął ze strachem: &ndash; Jakiś nienormalny</w>
			<w>Wolny najmita!</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Mamy &ndash; powiada &ndash; tłok i straszny zamęt,</w>
			<w>Jest Chińczyk, Fińczyk i Izraelita,</w>
			<w>A tu wynająć chciałby apartament</w>
			<w>Wolny najmita!</w>
			<vsp/>
			<w>Tu go ze schodów spuścił delikatnie,</w>
			<w>Lecz przedtem szepnął zacny ów Lechita:</w>
			<w>&ndash; Niech sobie szuka kwatery prywatnie</w>
			<w>Wolny najmita!</w>
			<vsp/>
			<w>Jakoż i szuka, sypia pod mostami</w>
			<w>I tylko patrzeć jak odwali kitę&hellip;</w>
			<w>Obywatelu, przygarnij czasami</w>
			<w>wolnego najmitę!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wrocławczyki</tytul>
		<tekst>
			<w>narrator: Drodzy Wrocławianie, ponieważ nie mamy swoich wrocławskich</w>
			<w>śpiewek, więc skorzystajmy z krakowiaczków. Melodia ludowa a treść</w>
			<w>postępowa, z tym że treść dotyczy Wrocławia, więc to już nie będą</w>
			<w>krakowiaczki tylko co? No co?</w>
			<w>wszyscy: Wrocławiaczki!!!</w>
			<w>narrator: Oczywiście że tak! Śpiewamy więc wrocławiaczki!</w>
			<w>(przygrywka)</w>
			<w>Nie opuszcza humor,</w>
			<w>Nie opuszcza wigor,</w>
			<w>Chociaż nas opuścić</w>
			<w>Chce Przegrodzki Igor!</w>
			<vsp/>
			<w>Chce stołeczne sceny</w>
			<w>Zasilić od wtorku,</w>
			<w>Oj wrócisz ty do nas</w>
			<w>Niewierny Igorku!</w>
			<vsp/>
			<w>Oj wrócisz ty do nas</w>
			<w>W garniturku w łaty,</w>
			<w>Będziesz gorzko płakał:</w>
			<w>&ndash; Pomyłujte braty!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Pomyłujte braty,</w>
			<w>Kocham was głęboko!</w>
			<w>A my odpowiemy:</w>
			<w>&ndash; Zostań, kit ci w oko!</w>
			<vsp/>
			<w>Wrocławiaczek ci ja</w>
			<w>Od niejednej zimy,</w>
			<w>Lecz jeszczem nie widział</w>
			<w>Naszej pantomimy!</w>
			<vsp/>
			<w>Ja też nie widziałem,</w>
			<w>Dziwny to przypadek,</w>
			<w>Ale kiedyś dawno</w>
			<w>Widział ją mój dziadek!</w>
			<vsp/>
			<w>Gdy pan Tomaszewski</w>
			<w>Wrócił znad Sekwany,</w>
			<w>Spytał go reporter</w>
			<w>Jakie tam są zmiany?</w>
			<vsp/>
			<w>A pan Tomaszewski</w>
			<w>Odparł pełen gniewu:</w>
			<w>&ndash; Oh, je ne comprends pas,</w>
			<w>De quoi parlez &ndash; vous?</w>
			<vsp/>
			<w>Można by tak jeszcze</w>
			<w>Śpiewać do świtania,</w>
			<w>Ale już pianistka</w>
			<w>Mdleje z wyczerpania!</w>
			<w>(brzęk fortepianu i stuk, dalej na ciszy)</w>
			<w>O, właśnie zemdlała,</w>
			<w>Więc śpiewy kończymy,</w>
			<w>Wrocławiaczek ci ja!</w>
			<w>razem: Wrocławiaczki ci my!!!</w>
			<w>(akord)</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wrocławskie fraszki XII</tytul>
		<tekst>
			<w>Ulisses!</w>
			<w>Ulisses był bardzo chytry! Kiedy w grę wchodzi kiesa,</w>
			<w>To profesor, pan Iwaszkiewicz przypomina mocno Ulissesa,</w>
			<w>Bo gdy się do niego zwrócić żeby dał na to lub owo,</w>
			<w>To on się pyta wymijająco:</w>
			<w>&ndash; A czytałeś pan Orzeszkową?</w>
			<w>Umieranie&hellip;</w>
			<w>Umieranie nie jest u nas łatwe&hellip; nie dość że się w życiu wciąż</w>
			<w>pętasz,</w>
			<w>To się musisz pętać i po śmierci, gdyż cię nie chcą wpuścić na</w>
			<w>cmentarz,</w>
			<w>Zwłaszcza jeśli nie byłeś ochrzczony&hellip; Ale co tam! Jak już dobrze</w>
			<w>skonam,</w>
			<w>To niech się martwi pogrzebem Kierownictwo Komitetu do Spraw Radia i</w>
			<w>Telewizji, oraz moja kochana żona!</w>
			<w>WROCŁAWSKIE FRASZKI XIII</w>
			<w>O łękotce!</w>
			<w>Łękotka to nie jest kotka, tylko pewien fragment kolanka.</w>
			<w>Piękną łękotkę posiada co druga Wrocławianka,</w>
			<w>A kiedy Wrocławianin szepcze jej czasem do uszek</w>
			<w>&ndash; Ale pani masz piękne łękotkie! &ndash; to ona mówi:</w>
			<w>&ndash; Hy hy hy, świntuszek!</w>
			<w>WROCŁAWSKIE FRASZKI XX</w>
			<w>Satyrycy!</w>
			<w>Satyryków jest u nas tylu, że się już więcej nie mieści!</w>
			<w>Jeden do Milicji przyjmuje facetów po metr czterdzieści.</w>
			<w>Inny sprzedaje cytryny, w których wyłącznie jest skóra&hellip;</w>
			<w>Do pisania to jest dwóch tylko&hellip;</w>
			<w>(wpada ktoś z okrzykiem) Szumańska wróciła!!!</w>
			<w>&hellip;trzech góra!</w>
			<w>Sery</w>
			<w>Serów też mamy nadmiar, tak przynajmniej pisało w prasie</w>
			<w>Chociaż w sklepach tego nadmiaru zauważyć jakoś nie da się&hellip;</w>
			<w>Kiedyś &ndash; że topionego sera już nie braknie &ndash; rozległ się szmer,</w>
			<w>Ale to się topił jeden Anglik, Diuk of Formby, z tytułem &plqq;sir&prqq;&hellip;</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wrocławskie limeryki (XX)</tytul>
		<tekst>
			<w>Odważny mąż.</w>
			<w>Na basenie zwanym Morskie Oko</w>
			<w>Pewien pan nazwał żonę wywłoką,</w>
			<w>A chciaż był na gazie,</w>
			<w>Wiadomo w każdym razie</w>
			<w>Że mniej bał się jej, niż Kiki Koko.</w>
			<w>Ohydny postępek Szkota.</w>
			<w>Jeden Szkot w narodowej spódnicy</w>
			<w>Pił raz wódkę w Świdnickiej Piwnicy.</w>
			<w>Wypiwszy cały trunek</w>
			<w>Zażądał by rachunek</w>
			<w>Przedstawiono nieboszczce carycy&hellip;</w>
			<w>WROCŁASKIE LIMERYKI (C)</w>
			<w>Systematyczna działalność.</w>
			<w>Raz na Krzykach tuż koło remizy</w>
			<w>Dwaj bandyci robili striptizy,</w>
			<w>Lecz nie sobie. Przechodniom.</w>
			<w>A całą odzież spodnią</w>
			<w>Pakowali porządnie w walizy.</w>
			<w>Przy przepięknej ulicy Kościuszki</w>
			<w>Żyły dwie bardzo zacne staruszki,</w>
			<w>Które czasem na tańce</w>
			<w>Szły bo były na bańce</w>
			<w>Nadużywszy wywaru z pietruszki.</w>
			<w>WROCŁAWSKIE LIMERYKI (X)</w>
			<w>Nieudany podstęp sabotażysty.</w>
			<w>Jeden facet na przedmieściu Huby</w>
			<w>Z szyn wykręcał tramwajowe śruby,</w>
			<w>Lecz złapała wnet typa</w>
			<w>Milicyjna ekipa,</w>
			<w>Choć chciał wyłgać się arią Skołuby.</w>
			<w>Przekonujące wyjaśnienie.</w>
			<w>Pewna pani na ulicy Skargi</w>
			<w>Malowała sobie w bramie wargi.</w>
			<w>Nagabnięta przez ciecia</w>
			<w>Wyjaśniła: &ndash; Punkt trzecia</w>
			<w>Jadę ze szwagrem na Poznańskie Targi!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wrocławskie reperkusje bitwy pod Hastings</tytul>
		<tekst>
			<w>W roku pańskim tysięcznym sześćdziesiątym szóstym,</w>
			<w>W dobrym mieście Wrocławiu, które wszyscy znamy,</w>
			<w>Siwiutki strażnik, co się zwał Dreptak Augustyn,</w>
			<w>Usłyszał w środku nocy stukanie do bramy.</w>
			<w>Zażegł przeto pochodnię od ognia w kominku</w>
			<w>I wysunąwszy głowę za żelazne sztangi</w>
			<w>Ujrzał jeźdźca i spytał: &plqq;Hej, czego tam, synku?&prqq;</w>
			<w>A ów wrzasnął: &plqq;Otwieraj! Wiozę wieści z Anglii!</w>
			<w>Dwadzieścia dni mnie wiodła droga zła i kręta,</w>
			<w>Ale za to spodziewam się książęcej łaski,</w>
			<w>Bo nowina jest ważna: książę Wilhelm Bękart</w>
			<w>Rozbił króla Harolda koło miasta Hastings.</w>
			<w>Wyrżnęli całą armię normandzcy straszliwcy,</w>
			<w>A Wilhelm nad Londynem rozwinął proporzec,</w>
			<w>Zmienił przydomek Bękart na miano Zdobywcy</w>
			<w>I rozpoczął swe rządy! No, puszczaj na dworzec!&prqq;</w>
			<w>Starzec otwarł wierzeje, zgrzytnęły zawiasy,</w>
			<w>A gdy jeździec w ulicy znikł pośród tętentu,</w>
			<w>Usiadł i jął wspominać swoje dawne czasy,</w>
			<w>Gdy sługiwał pochmurnym normandzkim książętom.</w>
			<w>A tymczasem zbudzeni wieścią wrocławianie</w>
			<w>Dawali upust plotkom w okrzykach i szeptach:</w>
			<w>&plqq;Toż to pierwsza udana inwazja Brytanii!&prqq;</w>
			<w>&plqq;I ostatnia bodajże&prqq; &ndash; mruknął stary Dreptak.</w>
			<w>A słysząc, jak pytania mnożyły się w tłumie</w>
			<w>I jak padały wokół gorączkowe słowa:</w>
			<w>&plqq;Wilhelm Bękart, doprawdy, ba, ale czyj, kumie?&prqq;</w>
			<w>Staruszek wąs podkręcił i pomyślał: &plqq;Mowa!&prqq;</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wspólnota</tytul>
		<tekst>
			<w>Z moim synkiem żyłem kiedyś wygodniej,</w>
			<w>Bo jak jeszcze był &ndash; o taka &ndash; ciupinka,</w>
			<w>To się brało jakieś moje stare spodnie</w>
			<w>I się szyło z nich nowe dla synka.</w>
			<w>Z biegiem czasu zaszły pewne zmiany</w>
			<w>I przemiany. Czyli mówiąc ogólnie</w>
			<w>Obaj z synem coraz częściej używamy</w>
			<w>Różne rzeczy nie gęsiego, lecz wspólnie:</w>
			<w>Wspólne żyletki,</w>
			<w>Wspólny pulower,</w>
			<w>Wspólne skarpetki</w>
			<w>I wspólny rower,</w>
			<w>Radio na półce</w>
			<w>Wspólne nam gra</w>
			<w>I mamy w spółce</w>
			<w>Wspólnego psa,</w>
			<w>Wspólnie robimy</w>
			<w>Obiad z trzech dań&hellip;</w>
			<w>&hellip;ale dziewczyny</w>
			<w>Ma własne, drań&hellip;</w>
			<w>W przyszłości zaś będziemy żyć jeszcze radośniej,</w>
			<w>Gdy z upływem biegnących lat oraz tygodni</w>
			<w>Mój syn jeszcze dorodniej i piękniej wyrośnie</w>
			<w>I powie:</w>
			<w>&ndash; Zrób coś sobie, tato, z moich spodni!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wspólny język</tytul>
		<tekst>
			<w>Jan Dreptak skończył pracę i powstał od biurka</w>
			<w>I chciał poczytać książkę ciekawą szalenie,</w>
			<w>Gdy do pokoju wpadła Dreptakowa córka</w>
			<w>Wołając, że pojutrze zjawi się pan Heniek,</w>
			<w>Jej nowy narzeczony, pretendent do ręki,</w>
			<w>Co pragnie z nią zadzierzgnąć dożywotnie więzy,</w>
			<w>Więc tata ma dla niego być miły i miękki</w>
			<w>I ma się starać znaleźć z Heniem wspólny język.</w>
			<w>Ba! &ndash; zamyślił się tata &ndash; Co czynić należy?</w>
			<w>Zadanie to niewdzięczne i trudne nad wyraz,</w>
			<w>Nie znam bowiem języka współczesnej młodzieży</w>
			<w>I nie wiem, co oznacza u nich jaki wyraz&hellip;</w>
			<w>Tu sięgnął do współczesnych wspaniałych powieści</w>
			<w>Czytał je przez noc całą i następny dzionek</w>
			<w>Poznawał niezmierzone bogactwo ich treści</w>
			<w>I uczył się na pamięć różnych wyrażonek.</w>
			<w>Aż utrwaliła mu się ich metaforyka,</w>
			<w>Więc gdy konkurent we drzwiach stanął zesromany,</w>
			<w>Tata krzyknął życzliwie: &ndash; Ciao absztyfikant!</w>
			<w>Chcesz truć o grabę mojej pierworodnej brzany?</w>
			<w>Kit ci w oko. Pasuje? Wstawiaj mowę-trawę!</w>
			<w>Przytargałeś pół basa, to wypruj bez draki!</w>
			<w>Będziemy z tobą koleś sicher kumple klawe,</w>
			<w>Tylko się nie napalaj na ciężkie moniaki!</w>
			<w>Zresztą, co tam, chromolę! Bierz sobie tę szprycę.</w>
			<w>Tu młodzieniec się zatrząsł jakby tańczył twista,</w>
			<w>Obrócił się i z wrzaskiem wypadł na ulicę&hellip;</w>
			<w>Ba! Skąd tata miał wiedzieć, że to polonista???</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>W sprawie orła</tytul>
		<tekst>
			<w>Gdzie nie pójdę, gdzie nie spojrzę,</w>
			<w>W jakie tylko wejdę drzwi &ndash;</w>
			<w>Wszędzie nasz herbowy orzeł</w>
			<w>Na czołowym miejscu tkwi.</w>
			<w>Błyszczą szpony, świecą pióra,</w>
			<w>Chciałoby się krzyknąć: &ndash; Leć!</w>
			<w>Zwłaszcza nasze liczne biura</w>
			<w>Lubią mnóstwo orłów mieć&hellip;</w>
			<w>Czyżby chciano uczcić wszędzie</w>
			<w>Pamięć dawnych, krwawych burz?</w>
			<w>&plqq;Leć nasz orle w górnym pędzie</w>
			<w>Sławie, Polsce, światu służ&prqq;!</w>
			<w>W blasku urzędniczych łysin,</w>
			<w>W zgiełku plotek, rozrób, drak,</w>
			<w>Nie wiadomo czemu wisi</w>
			<w>Ów bojowy, piękny ptak.</w>
			<w>Wisi, smętnie zadumany,</w>
			<w>Przyciśnięty taflą szkła,</w>
			<w>Trochę jak ukrzyżowany</w>
			<w>Rozłożone skrzydła ma,</w>
			<w>Jakby czekał, czy w urzędzie</w>
			<w>Buchnie pieśń, przebrzmiała już:</w>
			<w>&plqq;Leć nasz orle w górnym pędzie,</w>
			<w>Sławie, Polsce, światu służ&prqq;!</w>
			<w>Cóż, pomysły mam szalone,</w>
			<w>Marzę by się zdarzył cud,</w>
			<w>I by wziął ktoś pod ochronę</w>
			<w>Białych orłów świetny ród,</w>
			<w>A że duszę mają wolną</w>
			<w>I kochają lot wśród chmur &ndash;</w>
			<w>Aby ich nie było wolno</w>
			<w>Trzymać w kojcach pełnych kur&hellip;</w>
			<w>Niech się orzeł wydobędzie</w>
			<w>Z klatek, w których pleśń i kurz!</w>
			<w>&plqq;Leć nasz orle w górnym pędzie,</w>
			<w>Sławie, Polsce, światu służ&prqq;!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wychowanie seksualne</tytul>
		<tekst>
			<w>Przeróżnymi ścieżkami ludzkie losy idą,</w>
			<w>Oto niejaki Roman pobrał się z Brygidą,</w>
			<w>Po czym &ndash; jak nowoczesne wychowanie każe &ndash;</w>
			<w>Stanęli obydwoje przed znanym lekarzem,</w>
			<w>Bo pragnęli się poddać bez żadnych protestów</w>
			<w>Badaniom przy pomocy nowoczesnych testów</w>
			<w>Psycho-socjo-logicznych.</w>
			<w>Wnet doktor wyniki</w>
			<w>Podsumował, psychiatrii bliższe niż logiki,</w>
			<w>Gdyż albowiem z tych testów wynikało mglisto,</w>
			<w>Iż Roman psychopatą jest i fetyszystą</w>
			<w>Oraz filatelistą, natomiast Brygida</w>
			<w>To freudystka-sadystka, bo śni jej się dzida&hellip;</w>
			<w>Nuże ów seksuolog tworzyć dalsze wersje,</w>
			<w>Przypisywać małżonkom zboczenia, perwersje,</w>
			<w>Roman jeszcze z początku uśmiechał się mile,</w>
			<w>Kiedy pan doktor robił go gerontofilem,</w>
			<w>Jeszcze nie wyszła z siebie urocza Brygidka,</w>
			<w>Gdy jej pan doktor groził: &ndash; Oj, oj, sodomitka!</w>
			<w>Następnie Romanowi szepnął: &ndash; Oj, Edypek!</w>
			<w>(bo Roman kiedyś mamie skradł gumkę od slipek,</w>
			<w>żeby z niej zrobić procę. Z gumki, a nie z mamy),</w>
			<w>Tu doktor kazał nagle jemu śpiewać gamy,</w>
			<w>Jej zaś zrobić czterdzieści przysiadów na siole,</w>
			<w>Lecz Roman rzekł życzliwie: &ndash; Ja pana świergolę!</w>
			<w>A przebiegiem wizyty mocno podniecony,</w>
			<w>Przypuścił w domu atak na wdzięk; swej żony,</w>
			<w>Bezskutecznie atoli, gdyż niedobre fatum</w>
			<w>$prawiło &ndash; cóż za farsa? &ndash; że non consummatum,</w>
			<w>Chociaż nil desperandum! Albowiem nauka</w>
			<w>Ciągłe nowych rozwiązań w tej dziedzinie szuka</w>
			<w>I znajdzie je zapewne, bo to słuszna droga!</w>
			<w>&hellip;a państwo, czy już byli u seksuologa?</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wyczyn</tytul>
		<tekst>
			<w>W gromadzie Grzmotki powiew świeży,</w>
			<w>Jakie okrzyki, radość jaka,</w>
			<w>Bo oto sołtys Dreptak Jerzy</w>
			<w>Przeszedł trzy mile na czworakach!</w>
			<w>Pomyśleć tylko &ndash; aż trzy mile &ndash;</w>
			<w>Sukces doprawdy to wspaniały,</w>
			<w>I jeszcze się uśmiechał mile</w>
			<w>I gadał różne komunały!</w>
			<w>Ba, i to jeszcze i jak gadał,</w>
			<w>Aż popłakały się kobiety,</w>
			<w>A on nie stawał i nie siadał</w>
			<w>Tylko zasuwał wprost do mety!</w>
			<w>Tak nie potrafił by nikt inny,</w>
			<w>Więc wszyscy nim zachwycalisie,</w>
			<w>A Drzyzga Józef, pisarz gminny</w>
			<w>Machnął poemat o sołtysie!</w>
			<w>W tym poemacie różne zdania</w>
			<w>Sikały bujnym wodotryskiem,</w>
			<w>Że kto tak na czworakach gania,</w>
			<w>Ten już się musi znać na wszystkiem!</w>
			<w>Temu nie trzeba żadnych porad,</w>
			<w>Wszyscy go mogą trala lala,</w>
			<w>Po co mu dyplom i doktorat,</w>
			<w>Jeśli tak pięknie zachromala?</w>
			<w>Jest gdzieś na świecie głód i wojna,</w>
			<w>lecz to mieszkańcom Grzmotków zwisa!</w>
			<w>O wsi, ty możesz spać spokojnie</w>
			<w>Jeśli takiego masz sołtysa!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada ćwiczenia na tempo i dykcję, wzór 0815/66</tytul>
		<tekst>
			<w>Jeden optyk mieszkał z synem</w>
			<w>A ten syn był synoptykiem</w>
			<w>I ten syn miał konkubinę</w>
			<w>Ożenioną z pewnym prykiem.</w>
			<w>Pryk okazem był sceptyka</w>
			<w>Jak po cichu mawiał optyk,</w>
			<w>A pryk mawiał do optyka</w>
			<w>Że sceptykiem jest synoptyk.</w>
			<vsp/>
			<w>Raz objadłszy się papryką</w>
			<w>Poszedł w miasto syn z patykiem</w>
			<w>I zerwawszy z synoptyką</w>
			<w>Zajął się wyłącznie prykiem.</w>
			<w>Wtedy dwaj posterunkowi</w>
			<w>Przyskrzynili syna za to</w>
			<w>I donieśli optykowi:</w>
			<w>&ndash; Syn synoptyk tkwi za kratą!</w>
			<vsp/>
			<w>Biedny optyk chcąc być z synkiem</w>
			<w>Nie rozmyślał ani szczypty,</w>
			<w>Tylko jął się skradać rynkiem</w>
			<w>By z muzeum ukraść tryptyk.</w>
			<w>Lecz gdy tryptyk kładł do kosza</w>
			<w>I czas tracił przy tryptyku,</w>
			<w>Nagle słyszy glos kustosza:</w>
			<w>&ndash; Tryptyk kradniesz, ty optyku???</w>
			<vsp/>
			<w>Prokurator rozgryzł problem</w>
			<w>Bez sięgania do detali:</w>
			<w>Złapał skobel i tym skoblem</w>
			<w>Zamknął wszystkich w dużej sali.</w>
			<w>Siedzi optyk razem z prykiem,</w>
			<w>Konkubina i synoptyk,</w>
			<w>Oraz kustosz wraz z tryptykiem</w>
			<w>Tym, co go chciał ukraść optyk.</w>
			<vsp/>
			<w>Wprawdzie kupy się nie trzyma</w>
			<w>przedstawiona tutaj fikcja</w>
			<w>I pointy wcale nima,</w>
			<w>Ale za to</w>
			<w>Jak bogato</w>
			<w>Się przedstawia nasza dykcja!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wydra pana Paska</tytul>
		<tekst>
			<w>Król Sobieski miał trzy pieski:</w>
			<w>Czarny, żółty i niebieski.</w>
			<w>Miał też różne miecze, świdry</w>
			<w>Oraz żonę Marysieńkę,</w>
			<w>Ale nigdy nie miał wydry.</w>
			<w>Co mu było nie ma rękę</w>
			<w>Biegał więc po Wilanowie</w>
			<w>Strojny w śliczne złotogłowie</w>
			<vsp/>
			<w>Aż wieczorem, gdzieś pod laskiem,</w>
			<w>Spotkali się z pane Paskiem.</w>
			<w>Król przystanął i szlachciurze</w>
			<w>Podał łaskawie odnóże.</w>
			<w>Pasek ścisnął ją łakomie,</w>
			<w>A król mówi: &ndash; Chryzostomie,</w>
			<w>Nie słyszałeś, moje serce,</w>
			<w>O jakiejś młodej wyderce?</w>
			<vsp/>
			<w>Jan Chryzostom odparł na to:</w>
			<w>&ndash; Królu, tyś narodu tatą,</w>
			<w>Przeto dam ci wydrę własną,</w>
			<w>Chociaż u mnie z groszem ciasno.</w>
			<w>Król zrozumiał przytyk cichy,</w>
			<w>Dał mu w łapę cztery dychy,</w>
			<w>Wąs nastroszył, strasznie wielki,</w>
			<w>Zasadził berło za szelki.</w>
			<vsp/>
			<w>Podrapał się pod kontuszem</w>
			<w>I zakrzyknął z animuszem:</w>
			<w>&ndash; Bardzo dobrze, moja rybko,</w>
			<w>Przywoź wydrę, byle szybko!</w>
			<w>Jan Chryzostom konia dopadł</w>
			<w>I się puścił w kurcgalopa,</w>
			<w>Dzięki czemu koło wtorku</w>
			<w>Zajechał do swego dworku.</w>
			<vsp/>
			<w>Wsadził wydrę za pazuchę</w>
			<w>I do króla wrócił duchem.</w>
			<w>Król akurat bardzo cienko</w>
			<w>Dyskutował z Marysieńką:</w>
			<w>&ndash; Pozwól no jeszcze raz duszko,</w>
			<w>By cię Jasio cmoknął w uszko,</w>
			<w>Bo mam wielką chęć do pieszczot.</w>
			<w>&ndash; Wpierw odepnij waszmość brzeszczot</w>
			<vsp/>
			<w>Ech paskudny, impossible,</w>
			<w>ach, fi donc, enfant terrible.</w>
			<w>Tak mruczała po francusku,</w>
			<w>A król do niej coś po rusku.</w>
			<w>Lecz gdy ujrzał Chryzostoma,</w>
			<w>Ogarnęła go oskoma</w>
			<w>I przerwawszy zalecanki,</w>
			<w>Wybiegł, jak stał, do altanki.</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Gdzie wydra? &ndash; Noż czeka w parku!</w>
			<w>Król aż się klepnął po karku</w>
			<w>I poszli. Przodem Jan Trzeci</w>
			<w>A za nim Jan Pasek leci.</w>
			<w>Król do parku wpada biegiem,</w>
			<w>A wydra siedzi nad brzegiem.</w>
			<w>Ale on, jakby miał bielmo,</w>
			<w>Ciagle pyta &ndash; Co z tą szelmą?</w>
			<vsp/>
			<w>&ndash; Taż siedzi! &ndash; Gdzie? &ndash; A, o tu!</w>
			<w>&ndash; A to coś z rodziny kotów?</w>
			<w>&ndash; Wydra-ć to! &ndash; Wydra? &ndash; Tak, panie!</w>
			<w>Król się wkurzył niesłychanie,</w>
			<w>Ucapił Paska za jupkę</w>
			<w>I kopnął kilkakroć w pupkę,</w>
			<w>Wołając w sposób gwałtowny:</w>
			<w>&ndash; Takiż to waszmość dosłowny?</w>
			<vsp/>
			<w>Pasek umknął swą dwukółką,</w>
			<w>A Sobieski biegał w kółko,</w>
			<w>Aż z tej złości zrobił gafę,</w>
			<w>Bo pobił Kara-Mustafę.</w>
			<w>I ocalił Austryjaków,</w>
			<w>Co nam później wzięli Kraków.</w>
			<w>Stąd łatwo wysnuć teorię:</w>
			<w>Wydry kształtują historię.</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wykopalisko</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip; a kiedyś w Egipcie dwaj sławni uczeni</w>
			<w>Ludzie o nieprawdopodobnym wręcz rozumie</w>
			<w>Grzebiąc się nałogowo w ziemi</w>
			<w>Wykopali niezwykle ciekawą mumię</w>
			<w>Spowitą w bandaże i szarfy</w>
			<w>I zakonserwowaną chemikaliami</w>
			<w>A w ręku miała coś w rodzaju harfy</w>
			<w>A na plecach napisane coś hieroglifami,</w>
			<w>Więc uczeni spojrzeli, i padli sobie w ramiona</w>
			<w>I krzyknęli z radością i zachwytem:</w>
			<w>&ndash; Oto słynna mumia Tutka-Butka-Putka-Cynamona,</w>
			<w>I jak dobrze zachowana przytem!!!</w>
			<w>I zaraz nadali radio komunikat</w>
			<w>Radosny i triumfalny</w>
			<w>Że ta mumia to absolutny unikat</w>
			<w>Jedyny i niepowtarzalny.</w>
			<w>I włożyli tę mumię do specjalnego kosza</w>
			<w>I chcieli z nią wyjechać, aż tu raptem</w>
			<w>Tuż obok wykopano drugiego truposza</w>
			<w>Takiego samego jak tamten,</w>
			<w>Dosłownie jakby z tej samej formy,</w>
			<w>Takie same bandaże, napisy i szata,</w>
			<w>Więc jeden uczony rzekł podciągając reformy</w>
			<w>/czy też szort/: Faraon miał widocznie brata!</w>
			<w>&ndash; Widocznie &ndash; rzekł uczony drugi</w>
			<w>Rozglądając się niepewnie na boki,</w>
			<w>Aż tu naraz rozległ się krzyk sługi</w>
			<w>&ndash; Bwana kubwa! Ja wykopać trzecie zwłoki!</w>
			<w>Tu uczeni prawie że zaniemogli,</w>
			<w>I dalejże zaglądać do skryptu</w>
			<w>Żeby rozszyfrować odnośny hieroglif</w>
			<w>I rozszyfrowali: &ndash; Pa-miąt-ka z E-gip-tu&hellip;</w>
			<w>I faktycznie, okazało się że to imitacja,</w>
			<w>jakiś plastik, perkalowa etola</w>
			<w>I stempelek &plqq;Made in Czechosłowacja&prqq;,</w>
			<w>A jak byśmy byli trochę obrotniejsi,</w>
			<w>To by przecież mogło pisać &plqq;Made in Poland&prqq;!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wyręczyciele</tytul>
		<tekst>
			<w>Wszędzie postęp panowie, świat na korzyść się zmienił,</w>
			<w>Dużo lżejsze mam życie, i kłopotów mniej mam,</w>
			<w>Ciągle gdzieś ktoś przemawia w moim własnym imieniu,</w>
			<w>Więc nie muszę się męczyć i przemawiać wciąż sam.</w>
			<w>O, na przykład zebranie, w sali miękkie fotele,</w>
			<w>Facet wlazł na mównicę i wyręczyć nas chce</w>
			<w>&ndash; Myślę &ndash; mówi &ndash; że będę tutaj wyrazicielem</w>
			<w>Wszystkich osób zebranych&hellip; (Wszystkich! Objął i mnie!)</w>
			<w>Nie wie nawet, jak wielką czuję wdzięczność dla niego,</w>
			<w>Ale oto już drugi też z pomocą się pcha:</w>
			<w>&ndash; Chcę powiedzieć w imieniu społeczeństwa całego &hellip;</w>
			<w>(w społeczeństwie, kochani, jestem także i ja&hellip;)</w>
			<w>W setkach mów i przemówień, na sto barw i sto tonów</w>
			<w>To usłyszysz, co właśnie wypowiedzieć sam chcesz:</w>
			<w>&ndash; Wszyscy ludzie uczciwi z tutejszego regionu&hellip;</w>
			<w>Wszyscy ludzie uczciwi! Więc &ndash; panowie &ndash; ja też!!</w>
			<w>Siedzę przeto w fotelu, czytam &plqq;Przekrój&prqq; lub drzemię,</w>
			<w>Tylko czasem niezwykła zastanawia mnie rzecz:</w>
			<w>Skąd on wiedział, co właśnie myślę o tym problemie?</w>
			<w>Że tę kwestię popieram, w tamtej mówię zaś &plqq;precz&prqq;?</w>
			<w>Ale zaraz odrzucam wątpliwości z radością &ndash;</w>
			<w>Mają rację senator, agitator i ksiądz,</w>
			<w>Pewnie wiedzą co myślę&hellip; mówią z taką pewnością &hellip;!</w>
			<w>Lubię być tak aktywnym, dłubiąc w uchu, lub śpiąc!!!</w>
			<w>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Wyspa Bożego Narodzenia</tytul>
		<tekst>
			<w>Jest gdzieś na świecie bez wątpienia</w>
			<w>Za krawędziami nieboskłonów,</w>
			<w>Wyspa Bożego Narodzenia</w>
			<w>Bez atomowych poligonów.</w>
			<w>Różna od wszystkich innych krajów,</w>
			<w>Upalna &ndash; choć bogata w śniegi,</w>
			<w>Ma w sobie jakby coś z Hawajów,</w>
			<w>I ma też jakby coś z Norwegii.</w>
			<w>Lasy palmowo-bambusowe</w>
			<w>Pachną przygodą i wanilią,</w>
			<w>A inne lasy, choinkowe,</w>
			<w>Pachną nartami i Wigilią.</w>
			<w>Każdy tam ma wszystko co trzeba</w>
			<w>Bo w tych cudownie pięknych lasach</w>
			<w>Rosną chlebowce pełne chleba</w>
			<w>Oraz masłowce pełne masła.</w>
			<w>I stoją ule pełne miodu</w>
			<w>Więc można najeść się do syta.</w>
			<w>I od zachodu aż do wschodu</w>
			<w>Słychać w tych lasach dźwięki gitar.</w>
			<w>Widuję nieraz ową wyspę,</w>
			<w>Ostatnio często też śni mi się,</w>
			<w>Więc informacje me są ścisłe</w>
			<w>I nie ma błędów w jej opisie.</w>
			<w>Ma rzeczywiście plażę wąską,</w>
			<w>Palmy, choinki, czyste fale&hellip;</w>
			<w>Ale ta wyspa nie jest Polską,</w>
			<w>Więc co bym na niej robił stale&hellip;?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada I</tytul>
		<tekst>
			<w>Różne bywają przygody</w>
			<w>I różna jest uroda &ndash;</w>
			<w>Czasem ktoś wpadnie do wody</w>
			<w>I woła: &ndash; Ale przygoda!</w>
			<w>A czasem się zjawią Indianie</w>
			<w>Lub z szafy wylezie kontroler,</w>
			<w>Albo ktoś w łeb dostanie</w>
			<w>Na dużej przerwie w szkole&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, otwierajcie się bramy,</w>
			<w>Wichrze przyjazny wiej!</w>
			<w>Uwaga! Wszyscy wołamy:</w>
			<w>&ndash; Dziej się przygodo, dziej,</w>
			<w>Dziej się przygodo, hej hej!</w>
			<vsp/>
			<w>Żeby móc przeżyć przygodę</w>
			<w>Lub awanturę bombową,</w>
			<w>Trzeba przerobić swą modę</w>
			<w>Z dżinsowej &ndash; na przygodową&hellip;</w>
			<w>To nam trudności nie stwarza,</w>
			<w>Zamieniamy się wraz ze strojem</w>
			<w>Na coś w rodzaju korsarza</w>
			<w>Skrzyżowanego z kowbojem!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, otwierajcie się bramy,</w>
			<w>Wichrze przyjazny wiej!</w>
			<w>Uwaga! Wszyscy wołamy:</w>
			<w>&ndash; Dziej się przygodo, dziej,</w>
			<w>Dziej się przygodo, hej hej!</w>
			<vsp/>
			<w>Przebrani tak chwacko-junacko</w>
			<w>Ruszamy w dal na wycieczkę &ndash;</w>
			<w>Tu mamy kartę pływacką&hellip;</w>
			<w>Tu &ndash; autostopu książeczkę&hellip;</w>
			<w>Znamy też trochę języki</w>
			<w>Różnych narodów świata,</w>
			<w>Wiemy co znaczy &plqq;good evening&prqq;,</w>
			<w>A co &plqq;zdrastwujcie rebiata&prqq;!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, otwierajcie się bramy,</w>
			<w>Wichrze przyjazny wiej!</w>
			<w>Uwaga! Wszyscy wołamy:</w>
			<w>&ndash; Dziej się przygodo, dziej,</w>
			<w>Dziej się przygodo, hej hej!</w>
			<vsp/>
			<w>Swoje imiona prawdziwe</w>
			<w>Ukryjmy, gdy ktoś nas zapyta.</w>
			<w>Obecne nazwisko &ndash; Guliwer,</w>
			<w>Obecny nasz zawód &ndash; kapitaan,</w>
			<w>Obecny nasz wiek &ndash; osiemnasty,</w>
			<w>Obecny nasz pojazd &ndash; fregata,</w>
			<w>Załogo! Żagle na maszty!</w>
			<w>Ruszamy na podbój świata!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, otwierajcie się bramy,</w>
			<w>Wichrze przyjazny wiej!</w>
			<w>Uwaga! Wszyscy wołamy:</w>
			<w>&ndash; Dziej się przygodo, dziej,</w>
			<w>Dziej się przygodo, hej hej!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada II</tytul>
		<tekst>
			<w>Żegnaj kraino maluchów,</w>
			<w>Dłużej tu siedzieć nie mogę,</w>
			<w>Grunt żeby ciągle być w ruchu,</w>
			<w>Grunt żeby znów ruszyć w drogę.</w>
			<vsp/>
			<w>Przemierzam na swojej łajbie</w>
			<w>Świata ogromne połacie,</w>
			<w>Ludzie przeważnie są fajni,</w>
			<w>Gdzie spojrzeć &ndash; tam jakiś przyjaciel.</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, otwierajcie się bramy,</w>
			<w>Wichrze przyjazny wiej,</w>
			<w>Uwaga, wszyscy wołamy:</w>
			<w>&ndash; Dziej się przygodo, dziej,</w>
			<w>Dziej się przygodo, hej hej!</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz przygód nam nie poskąpi,</w>
			<w>Zaraz wichura się zerwie,</w>
			<w>Ale to wszystko nastąpi</w>
			<w>Za dziesięć minut, po przerwie!</w>
			<vsp/>
			<w>Przerwy robili w podróżach</w>
			<w>Nawet żeglarze najlepsi,</w>
			<w>By rozprostować odnóża,</w>
			<w>Pobiec na psipsi, lub &plqq;Pepsi&prqq;&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Hej, otwierajcie się bramy!</w>
			<w>Wichrze przyjazny wiej!</w>
			<w>Po przerwie znów zawołamy:</w>
			<w>&ndash; Dziej się przygodo, dziej!</w>
			<w>Dziej się przygodo, hej hej!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o damie</tytul>
		<tekst>
			<w>Była sobie pewna dama</w>
			<w>Co nie żyła nigdy sama</w>
			<w>Tylko zawsze to Adama</w>
			<w>Miała to znów Abrahama</w>
			<w>Innych też bywała gama</w>
			<w>Słowem istna panorama.</w>
			<vsp/>
			<w>Miała również owa dama</w>
			<w>Takie stroje jak Halama</w>
			<w>Tu srebrzyście lśni piżama</w>
			<w>Tu i ówdzie złota lama</w>
			<w>Biustonosze to aż dwa ma</w>
			<w>Tudzież futro z psa ma.</w>
			<vsp/>
			<w>A jadała owa dama</w>
			<w>Więcej od hipopotama</w>
			<w>Ciągle siedzi i coś szama</w>
			<w>Aż ją boli ustna jama</w>
			<w>Przy czym tyje, cóż za drama</w>
			<w>Co sekundę o pół grama.</w>
			<vsp/>
			<w>Aż nareszcie owa dama</w>
			<w>Objadając się na chama</w>
			<w>Rozszerzyła się jak brama</w>
			<w>Względnie we Włocławku tama</w>
			<w>I jak huknie to nie fama</w>
			<w>Nie pic ani nie reklama.</w>
			<vsp/>
			<w>Aż Honduras i Panama</w>
			<w>Wnet nakryli się nogama</w>
			<w>Zadrżał wulkan Fujijama</w>
			<w>A z drużyny Totenhama</w>
			<w>Co jechała na Bergama</w>
			<w>Pozostała mokra plama.</w>
			<w>Bajka ta morały dwa ma</w>
			<w>Pierwszy że się obżerama</w>
			<w>Tak że czasem aż pękama</w>
			<w>Jak nieszczęsna owa dama</w>
			<w>Morał drugi, joj o mama</w>
			<w>Zapomniałam, zapomniałem. Ale plama.</w>
			<vsp/>
			<w>Wybaczycie? &ndash; Wybaczama. No to sztama.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o Józiu</tytul>
		<tekst>
			<w>Słychać w ciszy jakiś szmer</w>
			<w>Czy to myszy gryzą ser? Oho! Oho!</w>
			<w>Czy to meble skrzypią tak,</w>
			<w>Czy to rolnik sieje mak? Oho! Oho!</w>
			<w>Czy to szumi w muszli spłuczka,</w>
			<w>Czy to wuj ma szmery w płuckach? Oho! Oho!</w>
			<w>Sprawdzić także nie zawadzi</w>
			<w>Czy się coś nie sypie z dziadzi. Oho! Oho!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie wie nawet sama mama</w>
			<w>Skąd te szmery dziś od rana,</w>
			<w>Tata lata ze świcą,</w>
			<w>Myśli sobie bógwico,</w>
			<w>Dziadzio staruszek nadstawia uszek&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Może to tak chrapie Hania,</w>
			<w>Może to jest szmer uznania? Oho! Oho!</w>
			<w>A może to znów napięcię</w>
			<w>się zaczęło w polityce? Oho! Oho!</w>
			<w>Może w wodociągu zator,</w>
			<w>Może deszczyk sobie rosi? Oho! Oho!</w>
			<w>A może to sublokator,</w>
			<w>Zdrajca znowu wlazł do Zosi? Oho! Oho!</w>
			<vsp/>
			<w>Nie wie nawet sama mama</w>
			<w>Skąd te szmery dziś od rana,</w>
			<w>Tata lata ze świcą,</w>
			<w>Myśli sobie bógwico,</w>
			<w>Dziadzio staruszek nadstawia uszek&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Lecz próżno wącha, nic nie wywącha,</w>
			<w>Trwa od świtania rodzinny pląs.</w>
			<w>Szukają z prawa i z lewa</w>
			<w>A to Józiowi sypie się wąs!</w>
			<w>To Józio właśnie dojrzewa!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o Klossie</tytul>
		<tekst>
			<w>Zachodzi słońce w strzępy dachów,</w>
			<w>Mgła otuliła ruin stos,</w>
			<w>Na romantyczny dziki zachód</w>
			<w>Niezwyciężony jedzie Kloss.</w>
			<w>Otulił się dziurawym paltem,</w>
			<w>Wpakował się w wagonu kąt,</w>
			<w>I nie ma pistoletu walter,</w>
			<w>I nie zna żadnych dziewcząt blond.</w>
			<w>Ma tylko Wrocław rozwalony,</w>
			<w>Co za oknami legł bez sił,</w>
			<w>A kolor jego jest czerwony,</w>
			<w>Bo przykrył go ceglany pył,</w>
			<w>Tu Kloss obejmie swoją wartę,</w>
			<w>Tu będzie życie brać za łeb,</w>
			<w>Tu będzie wódkę miał bez kartek &ndash;</w>
			<w>Na kartki zaś gliniasty chleb.</w>
			<w>Tu się nauczy kląć i palić</w>
			<w>I pozna, jak smakuje grzech,</w>
			<w>Jak w razie czego w mordę walić</w>
			<w>I jak pracować ma za trzech.</w>
			<w>Jedząc w pośpiechu; śpiąc na desce,</w>
			<w>Wdychając popiół, kurz i dym &ndash;</w>
			<w>Odnajdzie swe na ziemi miejsce.</w>
			<w>I gwiazdę swą nad miejscem tym.</w>
			<w>Zachodnie słońce krwawo świeci,</w>
			<w>Łuna objęła nieba pół &ndash;</w>
			<w>Nadejdzie czas, gdy Klossa dzieci</w>
			<w>Pobiegną do wrocławskich szkół,</w>
			<w>Ale na razie w zbite szyby</w>
			<w>Uderza z wyciem obcy wiatr</w>
			<w>I oto jedzie Kloss prawdziwy</w>
			<w>I wiezie swych dwadzieścia lat.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o Legnicy</tytul>
		<tekst>
			<w>alternatywnie: &plqq;Ballada o bitwie pod Legnicą&prqq;</w>
			<w>Dawnemi czasy we grodzie Legnicy</w>
			<w>Żył rycerz Dreptak, okaz pijanicy;</w>
			<w>Zbroi nie naszał, pohańców nie bijał,</w>
			<w>Jeno popijał.</w>
			<w>Właśnie w tym czasie na Polskę był natarł</w>
			<w>Nader ohydny i krwiożerczy Tatar</w>
			<w>I dotarł aże pod legnickie pole;</w>
			<w>Ja cię przepraszam&hellip;</w>
			<w>Przeciw najeźdźcom ruszył rycerz możny</w>
			<w>I wódz roztropny, kneź Henryk Pobożny,</w>
			<w>A przy nim Dreptak zalany na trupa,</w>
			<w>Aże w nim chlupa.</w>
			<w>Wtem się wzdrygnęli on i jego wałach,</w>
			<w>Bo wokół okrzyk zabrzmiał: &ndash; Ałłach, Ałłach!!!</w>
			<w>I zewsząd natarł był Tatarzyn skośny</w>
			<w>Żółty a sprośny!</w>
			<w>Zatrząsł się Dreptak, wybił z butli korek,</w>
			<w>Zasadził flaszkę w przyłbiczny otworek</w>
			<w>I aby nerwy trochę ustatkować</w>
			<w>Zaczął tankować.</w>
			<w>Nagle się zdało nieszczęsnej ofierze</w>
			<w>Że jakieś straszne spogląda nań zwierzę,</w>
			<w>Zawrzasnął przeto w średniowiecznej mowie:</w>
			<w>&ndash; Chodu panowie!</w>
			<w>Pierzcha rycerstwo, pęka szyk stalowy,</w>
			<w>Henryk Pobożny już leży bez głowy,</w>
			<w>Z wszystkich rycerzy nie wiem czy i stówka</w>
			<w>Uszła do Lwówka.</w>
			<w>Wiodą Dreptaka w kajdanach do grodu:</w>
			<w>&ndash; To ten skubaniec pierwszy krzyknął &plqq;chodu!&prqq;</w>
			<w>Pewno dywersant, szpion, albo i zdrajca!</w>
			<w>Obciąć mu głowę!</w>
			<w>Nieszczęsny Dreptak ze strachu się wije:</w>
			<w>&ndash; Niech mnie szlag trafi, widziałem bestyję!</w>
			<w>&ndash; Jaką? Tygrysa, smoka, bazyliszkę?</w>
			<w>&ndash; Nie! Białą myszkę!!!</w>
			<w>Zagrzmiała śmiechem kresowa stanica:</w>
			<w>&ndash; Jakże go karać, gdy to pijanica?</w>
			<w>Ot, kopnąć w tyłek, wytargać za pirze</w>
			<w>I won za dźwirze!</w>
			<w>Morał tu widać jasno jak na dłoni:</w>
			<w>Bohater zginie, świnia się uchroni!</w>
			<w>Czemże być lepiej: żyjącym prosięciem</w>
			<w>Czy martwym księciem?</w>
			<w>Ja żadnej rady dawać tu nie mogę;</w>
			<w>Musisz słuchaczu sam wybrać swą drogę,</w>
			<w>Najgorzej wszakoż, licz się z tą opinią,</w>
			<w>Być martwą świnią!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o mumiach</tytul>
		<tekst>
			<w>Dwaj znakomici uczeni,</w>
			<w>w Gizeh czy też w Chartumie,</w>
			<w>nałogowo spod ziemi</w>
			<w>wydobywali mumie.</w>
			<w>Jeden mumię wykopał</w>
			<w>i krzyknął: &ndash; Cha, cha, cha!</w>
			<w>Oto jest mumia chłopa,</w>
			<w>czyli mumia fellacha!</w>
			<w>Drugi mumię otrzepał,</w>
			<w>spojrzał przez okulary:</w>
			<w>&ndash; To mumia Amenotepa,</w>
			<w>pomyliłeś się stary!</w>
			<w>I rzucili robotę,</w>
			<w>i zaczęli się kopsać</w>
			<w>krzycząc: &ndash; To Amenotep!</w>
			<w>&ndash; Nie, poznaję Cheopsa!</w>
			<w>Żarli się niesłychanie,</w>
			<w>już było z nimi krucho,</w>
			<w>a wtem mumia, jak wstanie,</w>
			<w>jak ci ich buchnie w ucho!</w>
			<w>I każdemu na głowie</w>
			<w>nabiła dużą śliwkę&hellip;</w>
			<w>Spojrzeli staruszkowie:</w>
			<w>&ndash; Ona ma rogatywkę!</w>
			<w>To nie żadna pokraka</w>
			<w>w staroegipskim stylu,</w>
			<w>to mumia krakowiaka</w>
			<w>tu nad brzegami Nilu.</w>
			<w>Zaczęli ją odwijać,</w>
			<w>już widna głowa, szyja,</w>
			<w>o, już zaczyna cijać:</w>
			<w>&ndash; Hej krakowiaczek ci ja!</w>
			<w>&ndash; Leżymy tu i czekamy,</w>
			<w>bośmy dumni i szumni,</w>
			<w>co prawda serc już nie mamy,</w>
			<w>lecz na cóż serce mumii&hellip;?</w>
			<w>A jakżeż tam w ojczyźnie,</w>
			<w>czekają na nas do dzisiaj?</w>
			<w>Wtem, jak się nie obliźnie,</w>
			<w>o rany, ale cizia!</w>
			<w>Brzuch wciągnął, dopiął pasa,</w>
			<w>już znika za nią w bluszczach.</w>
			<w>Hej, starsza nasza rasa</w>
			<w>niż się przypuszcza!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o pierwszej łamigłówce</tytul>
		<tekst>
			<w>Niszczeją miecze, zbroje,</w>
			<w>Rdza żre cenny surowiec,</w>
			<w>Zakończył już swoje boje</w>
			<w>Rycerz Dreptak-krzyżowiec.</w>
			<w>Siadł na pobojowisku,</w>
			<w>Rozdział się do bielizny&hellip;</w>
			<w>Chlubne szramy na pysku,</w>
			<w>Wszędy chwalebne blizny.</w>
			<w>Dmą pustynne samumy</w>
			<w>I piaskowe pasaty,</w>
			<w>Nogi ma Dreptak z gumy,</w>
			<w>A głowę ma jak z waty,</w>
			<w>Głos jak u błędnej owcy</w>
			<w>I oczy ma baranie&hellip;</w>
			<w>Wyginęli krzyżowcy,</w>
			<w>Wygrali muzułmanie.</w>
			<w>Same zwłoki i gruzy,</w>
			<w>Mało kto ostał cały&hellip;</w>
			<w>Oto Jean Pierre z Tuluzy</w>
			<w>Pocięty na kawały,</w>
			<w>Ówdzie Bolko z Katowic,</w>
			<w>Który w boju był szatan,</w>
			<w>I Miećko Kolbuszowic</w>
			<w>Po przekątnej rozpłatan&hellip;</w>
			<w>Obejrzał Dreptak trupy,</w>
			<w>Otarł łzę rąbkiem gaci:</w>
			<w>&ndash; Trzeba jakoś do kupy</w>
			<w>Poskładać zacnych braci&hellip;</w>
			<w>Ujął jeden kadłubek,</w>
			<w>Dołożył nieco szczątków:</w>
			<w>&ndash; Nogi jakby za grube,</w>
			<w>Trzeba by od początku&hellip;</w>
			<w>Dawaj składać na nowo,</w>
			<w>Praca mu w dłoniach chrzęści,</w>
			<w>Gania z nogą i głową,</w>
			<w>Wymienia różne części,</w>
			<w>Klei, ubija, gniecie,</w>
			<w>Pomaga ciut rapierem,</w>
			<w>Krzyżuje Bolka z Mieciem,</w>
			<w>A znów Miecia z Jean Pierre'em&hellip;</w>
			<w>Skończył i padł na piaski,</w>
			<w>By skonać na pustyni,</w>
			<w>Aż tu naraz oklaski</w>
			<w>Biją mu Beduini!</w>
			<w>Zaś sułtan muzułmanów</w>
			<w>Rzekł z grzbietu swego siwka:</w>
			<w>&ndash; Cóż, gratuluję panu,</w>
			<w>Bardzo ładna rozrywka!</w>
			<w>Dotychczas były szachy</w>
			<w>Lub polowania w buszu,</w>
			<w>Miałem ich już po pachy,</w>
			<w>A nawet wyżej uszu.</w>
			<w>Ma pan tutaj naszywki,</w>
			<w>Mundur i etat chana,</w>
			<w>Jest pan szefem rozrywki,</w>
			<w>Na dworze u sułtana!</w>
			<w>Tak to owego ranka</w>
			<w>Latami pradawnemi</w>
			<w>Najpierwsza układanka</w>
			<w>Powstała w dziejach ziemi.</w>
			<w>Potem Dreptak natchniony</w>
			<w>Wymyślił szyfrogramy,</w>
			<w>Kwadraty, palindromy,</w>
			<w>Wirówki i anagramy.</w>
			<w>Pomyśl przeto czasami,</w>
			<w>Młody, dziarski rodaku,</w>
			<w>Siedząc nad krzyżówkami &ndash;</w>
			<w>O krzyżowcu-Dreptaku!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o północy</tytul>
		<tekst>
			<w>Pradawnym czasom hołd i cześć,</w>
			<w>Tyle w nich krzepkiej mocy!</w>
			<w>Miał porwać dziewkę Dreptak-kneź</w>
			<w>W godzinę po północy.</w>
			<w>Więc ubrał się w żelazny złom</w>
			<w>I siadł w kozackie czółno</w>
			<w>I na zegarek spojrzał on,</w>
			<w>A ten wskazywał północ!</w>
			<w>Zepchnęli łódź na rwący prąd</w>
			<w>Kneziowi dwa wasale</w>
			<w>I oto kneź opuścił ląd</w>
			<w>I puścił się na fale.</w>
			<w>I dzielnie z nurtem walczył chwat,</w>
			<w>Aż dnem o piasek szurnął,</w>
			<w>I spojrzał znów na cyferblat,</w>
			<w>A tam znów była północ&hellip;</w>
			<w>Lecz oto zarżał w krzakach koń</w>
			<w>Ukryty tam przemyślnie &ndash;</w>
			<w>Kneź skoczył, chwycił cugle w dłoń</w>
			<w>I cwałem jak nie pryśnie!</w>
			<w>I pędził tak przez dłuższy czas,</w>
			<w>Bo drogę miał okólną,</w>
			<w>A kiedy wreszcie z konia zlazł</w>
			<w>Zegar wskazywał północ&hellip;</w>
			<w>Gdy zaś u zamku stanął bram,</w>
			<w>By porwać swą dzierlatkę,</w>
			<w>Nie zastał wcale panny tam,</w>
			<w>Tylko niedużą kartkę:</w>
			<w>&plqq;Przemarzłam i chce mi się jeść,</w>
			<w>Znajdź sobie inną durną</w>
			<w>Panie spóźnialski! Buźka, cześć!&prqq;</w>
			<w>Kneź spojrzał &ndash; znowu północ.</w>
			<w>Zaryczał Dreptak niczym lew</w>
			<w>Lub jak armatni wystrzał</w>
			<w>I pomknął tam, gdzie widniał sklep</w>
			<w>Starego zegarmistrza.</w>
			<w>I wszedł i stanął chrobry mąż</w>
			<w>I pośród łez wyjąkał:</w>
			<w>&ndash; Dlaczego u mnie północ wciąż?</w>
			<w>&ndash; Bo to &ndash; rzekł mistrz &ndash; jest <tsp>kompas</tsp>&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o rogach</tytul>
		<tekst>
			<w>W bramie zamczyska tkwi portierka,</w>
			<w>Tkwi w przedpokoju paź,</w>
			<w>Zaś księżna tkwi w objęciach giermka,</w>
			<w>Co się nazywa Jaś.</w>
			<vsp/>
			<w>Książę na łowach w puszczy hula,</w>
			<w>Do kotów strzela z kusz,</w>
			<w>A księżna Jasia wciąż przytula,</w>
			<w>Przytula go co rusz.</w>
			<vsp/>
			<w>Jasiowi tak się księżna zwierza:</w>
			<w>&plqq;Jasiu, tyś miły żeś,</w>
			<w>Więc dzisiaj ciebie na rycerza</w>
			<w>Pasuje mąż mój kneź&prqq; .</w>
			<vsp/>
			<w>Jaś się ucieszył: &plqq;Dobry Boże!</w>
			<w>Kneź mnie pasować chce!</w>
			<w>Toż chyba nowy kaftan włożę</w>
			<w>Na uroczystość tę&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>I poszedł się przystroić w szaty,</w>
			<w>Zamówił poncz i tort,</w>
			<w>A kneź wróciwszy do komnaty</w>
			<w>Wziął w dłonie ciężki kord.</w>
			<vsp/>
			<w>Następnie zaśmiał się obrzydle</w>
			<w>hu-hu-hu-hy-hy-hy</w>
			<w>I kord jął ostrzyć na toczydle,</w>
			<w>Aż się sypnęły skry.</w>
			<vsp/>
			<w>A na małżonki swej pytania</w>
			<w>Wyjaśnił &ndash; prosta rzecz:</w>
			<w>&plqq;Czyż nie wiesz, że do pasowania</w>
			<w>Potrzebny będzie miecz?&prqq;.</w>
			<vsp/>
			<w>Tu na oblicze mu surowe</w>
			<w>Spłynęła żalu łza.</w>
			<w>Oj, łatwiej uciąć cudzą głowę</w>
			<w>Niż własne rogi dwa.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Pieśń o równości</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej za ramiona się weźmy</w>
			<w>Czy ktoś z nas fruwa czy pełza,</w>
			<w>Toć wszyscy równi jesteśmy</w>
			<w>Wobec Zeusa.</w>
			<w>Mieszkańcy gór albo równin,</w>
			<w>Wzrostem więksi czy mniejsi &ndash;</w>
			<w>Wszyscy ludzie są równi,</w>
			<w>Z tym, że niektórzy równiejsi.</w>
			<vsp/>
			<w>Dalejże, dalej w drogę</w>
			<w>Gdy taki rozkaz Pan dał,</w>
			<w>Równajmy bracia nogę</w>
			<w>Sandał w sandał!</w>
			<w>Wieniec &ndash; laurowe drzewo,</w>
			<w>Publiczność &ndash; da nam brawa,</w>
			<w>Hej, kto tam stąpa lewą?</w>
			<w>Prawa prawa prawa!</w>
			<vsp/>
			<w>Kocha nas Tracja i Dacja</w>
			<w>Uwielbia nas Azja Przednia,</w>
			<w>Ateńska my demokracja,</w>
			<w>Bezpośrednia!</w>
			<w>Maszerujemy równo</w>
			<w>Szewc, kupiec, drwal i artysta!</w>
			<w>&hellip; o, równo wleźliśmy w gówno&hellip;</w>
			<w>Ciekawe kto się tu wysrał?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O Wandzie co nie chciała</tytul>
		<tekst>
			<w>Jedna Wanda, córka Kraka</w>
			<w>Chciała wyjść za Enerdziaka</w>
			<w>I faktycznie, pewien Helmut</w>
			<w>Przyszedł, przyniósł kiszkę, wermut,</w>
			<w>Goździk i dwa serki kozie,</w>
			<w>Tak jak to w naszym obozie.</w>
			<w>Krak młodych pobłogosławił</w>
			<w>I w sypialni ich zostawił,</w>
			<w>Czyli jak gdyby zezwolił</w>
			<w>Żeby Niemiec ją zniewolił.</w>
			<w>Ledwie drzwi się zatrzasnęły &ndash;</w>
			<w>Straszne rzeczy się zaczęły,</w>
			<w>Bo gość chyba był znad Renu</w>
			<w>Czy z innego RFN-u,</w>
			<w>Poziewał najpierw nieśmiało</w>
			<w>Dał jej kawę i kakao,</w>
			<w>Poczem z nienacka do góry</w>
			<w>Wystawił Zagłębie Ruhry&hellip;</w>
			<w>Wanda w krzyk, że on zachodni,</w>
			<w>A on na nią hyc bez spodni,</w>
			<w>I tak go poniosły zmysły</w>
			<w>Że razem wpadli do Wisły!</w>
			<w>Wniosek: Prasa słusznie twierdzi &ndash;</w>
			<w>Wróg nie śpi! A Wisła śmierdzi.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Czerwony kapturek</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś Czerwony Kapturek</w>
			<w>Niósł pół litra i ogórek</w>
			<w>Dla swej babaci, co w dziewiczym</w>
			<w>Lesie, żyła z Nadleśniczym,</w>
			<w>Ale go już razy kilka</w>
			<w>Zdradziła, w ramionach Wilka.</w>
			<w>Teraz też, Kapturek bieży</w>
			<w>A ta prukwa z Wilkiem leży,</w>
			<w>Ciągnie Ulung na prykusku</w>
			<w>I kocha się po francusku,</w>
			<w>Bo taki Wilk, to wygrzmoci</w>
			<w>Nawet i Giełdę Staroci!</w>
			<w>Gdy zobaczyła dziewczynka</w>
			<w>Że z jej Babci taka świnka,</w>
			<w>Dała cynk Nadleśniczemu,</w>
			<w>Żeby też się przyjrzał temu,</w>
			<w>A on, wyjąwszy kopyto,</w>
			<w>Postrzelał Babcię jak sito,</w>
			<w>Poczem z krzykiem: &ndash; Aż ty zdrajco!</w>
			<w>Trafił Wilka w lewe ucho.</w>
			<w>Pochował ich pod pagórkiem</w>
			<w>I ożenił się z Kapturkiem.</w>
			<w>Wniosek: Kto w porę kabluje</w>
			<w>Nigdy biedy nie odczuje.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ostatnia defilada</tytul>
		<tekst>
			<w>Już od kilku lat ciągle tak samo,</w>
			<w>Gnie się i wali konstrukcja cała &ndash;</w>
			<w>Moje dziewczyny wychodzą za mąż,</w>
			<w>Właśnie kolejna mi się urwała.</w>
			<w>Idą prześliczne, smukłe i tęskne,</w>
			<w>Jedna za drugą, w długim pochodzie,</w>
			<w>A każda z nich mi zwiastuje klęskę,</w>
			<w>Bo mnie zostawia solo na lodzie&hellip;</w>
			<w>Kudłaci wiodą ich troglodyci,</w>
			<w>Z którymi bym się równał daremnie,</w>
			<w>Bo &ndash; choć biedniejsi i niedomyci &ndash;</w>
			<w>Są o ćwierćwiecze lepsi ode mnie&hellip;</w>
			<w>Bywajcie zdrowe piękne dziewuszki,</w>
			<w>Teraz ktoś inny da wam na ciuchy,</w>
			<w>Wkrótce wyrosną wam pewnie brzuszki</w>
			<w>Zjawią się wózki, smoczki, pieluchy&hellip;</w>
			<w>Defilujecie przede mną dziarsko,</w>
			<w>Z uśmiechem szczęścia i rezygnacji&hellip;</w>
			<w>Tak Napoleon z Gwardią Cesarską</w>
			<w>Żegnał się w przeddzień swej abdykacji.</w>
			<w>Ja, chociaż berła też zrzec się muszę,</w>
			<w>Lecz was nie zdradzę i nie zawiodę,</w>
			<w>Okiem nie mrugnę, brwią nie poruszę,</w>
			<w>Morda na kłódkę, klucz od niej w wodę!</w>
			<w>Ale w muzeum swoich pamiątek</w>
			<w>Wszystkie was uczczę, wszystkie docenię,</w>
			<w>Każda mieć będzie mały zakątek</w>
			<w>Na mojej Elbie czy na Helenie&hellip;</w>
			<w>Szpadę swą złamię, w domu osiędę,</w>
			<w>Do gospodarskich zajęć się nagnę,</w>
			<w>Bo co? Ziem nowych już nie zdobędę,</w>
			<w>Stare podziwiam, lecz ich nie pragnę.</w>
			<w>Ale na razie na baczność szpada,</w>
			<w>Uśmiech na ustach, nie poznać z miny,</w>
			<w>Że to ostatnia już defilada&hellip;</w>
			<w>Dzięki za wszystko!</w>
			<w>Czołem dziewczyny!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>O wawelskim smoku</tytul>
		<tekst>
			<w>Pod Wawelem był smok w grocie</w>
			<w>Co jadał różne łakocie:</w>
			<w>Sznycle, dropsy, ptaszki, mszyce,</w>
			<w>Ale najchętniej dziewice.</w>
			<w>Jak codziennie jedną wpieprzy,</w>
			<w>To ma zaraz humor lepszy.</w>
			<w>Nawet staje na ogonie</w>
			<w>I prześlicznie ogniem zionie.</w>
			<w>Więc król kazał swej policji</w>
			<w>Utrzymywać go w kondycji,</w>
			<w>Ale wnet dziewic zabrakło,</w>
			<w>Choć jeździli aż pod Nakło!</w>
			<w>Smok schudł, osowiały siedział,</w>
			<w>Jak mu pomóc, nikt nie wiedział.</w>
			<w>Aż ktoś wpadł na pomysł z rana.</w>
			<w>By smokowi dać barana,</w>
			<w>Co ma równie głupie lica</w>
			<w>I jest durny jak dziewica.</w>
			<w>Niestety, po takiej porcji</w>
			<w>Smok natychmiast dostał torsji</w>
			<w>Wodę ż Wisły wypompował</w>
			<w>I jak pershing eksplodował!</w>
			<w>Wniosek: Przez błędne metody</w>
			<w>Mamy dziś deficyt wody!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o rycerzu Ćwoku</tytul>
		<tekst>
			<w>Hej! przed sześciuset laty</w>
			<w>W dobrym mieście Opolu</w>
			<w>Kneź Bolko Zezowaty</w>
			<w>Zebrał ludność na polu</w>
			<w>I oznajmił po pańsku,</w>
			<w>Że urządza festiwal,</w>
			<w>i spytał po hiszpańsku</w>
			<w>&ndash; Kto bude pirszy spiwal?</w>
			<vsp/>
			<w>Błysnęły kirysy</w>
			<w>Stanęli w szeregu</w>
			<w>Pan Ksiutosław z Nysy,</w>
			<w>Diuk Pyskomir z Brzegu,</w>
			<w>Każdy taki cudny,</w>
			<w>Kieby Wiesław Golas,</w>
			<w>A jeden &ndash; paskudny:</w>
			<w>Miećko Ćwok z Głuchołaz.</w>
			<vsp/>
			<w>Hej! przed sześciuset laty</w>
			<w>W Opolu na skwerze</w>
			<w>Kneź Bolko Zezowaty</w>
			<w>Dał znak swym koncerzem,</w>
			<w>Poczem włożył bambosze,</w>
			<w>Usiadł przy sekretarce,</w>
			<w>Zawarczeli dobosze</w>
			<w>I zaczęty się harce.</w>
			<vsp/>
			<w>Ruszyli w popisy</w>
			<w>Sławy swej świadomi</w>
			<w>Pan Ksiutosław z Nysy</w>
			<w>Z Brzegu diuk Pyskomir.</w>
			<w>Ten śpiewa o babce,</w>
			<w>A tamten o bitwie,</w>
			<w>Co ją zaczął w Rabce</w>
			<w>A skończył na Litwie.</w>
			<vsp/>
			<w>Hej! przed sześciuset laty</w>
			<w>W Opolu, na trawniku,</w>
			<w>Kneź Bolko Zezowaty</w>
			<w>Pochwalił zawodników,</w>
			<w>Spojrzał melancholijnie</w>
			<w>Na paskudnego Ćwoka</w>
			<w>I mruknął aluzyjnie:</w>
			<w>&ndash; No, teraz ta wywłoka&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Śmieją się ci z Nysy</w>
			<w>I z Brzegu nad Odrą,</w>
			<w>Bo ten Ćwok był łysy</w>
			<w>Z bardzo wredną mordą;</w>
			<w>Stanął na trybunie</w>
			<w>Twarzą do narodu,</w>
			<w>I jak pieśń zasunie,</w>
			<w>To publika chodu!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej! Przed sześciuset laty</w>
			<w>Brzmiały gwizdy niezmierne</w>
			<w>Gdy Bolko Zezowaty</w>
			<w>Nagrodzą tę ofermę.</w>
			<w>Zdjął z szyi złoty łańcuch,</w>
			<w>Obdarował podleca,</w>
			<w>Mruknął: &ndash; Na, masz skubańcu!</w>
			<w>I klepnął go po plecach&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Zbladł Ksiutosław z Nysy</w>
			<w>W gronie swych kolegów,</w>
			<w>Smutek skrzywił rysy</w>
			<w>Pyskomira z Brzegu,</w>
			<w>Zawrzasnęli oba</w>
			<w>Tworząc zgodny chórek:</w>
			<w>&ndash; Za co ta nagroda,</w>
			<w>Toć-żeż wył jak Burek!!!</w>
			<vsp/>
			<w>Hej! przed sześciuset laty</w>
			<w>W Opolu, dobrym grodzie</w>
			<w>Kneź Bolko Zezowaty</w>
			<w>Rzekł: &ndash; Posłuchaj narodzie!</w>
			<w>Ćwok zasłużył na premię,</w>
			<w>Gdyż w rytmie poloneza</w>
			<w>Wyraził się przyjemnie</w>
			<w>Że wcale nie mam zeza!</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś Ksiutosław z Nysy</w>
			<w>Oraz diuk pyskaty</w>
			<w>Robili popisy</w>
			<w>Na błahe tematy,</w>
			<w>Przeto Ćwoka chwalę,</w>
			<w>Gdyż ma rację bestia,</w>
			<w>Że nie zez to wcale,</w>
			<w>Tylko po prostu spojrzenie</w>
			<w>skoncentrowane na najważniejszych</w>
			<w>współczesnych problemach i kwestiach!!!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o spalonym czołgu</tytul>
		<tekst>
			<w>&hellip;a gdy ustąpił strach i mrok</w>
			<w>I wojna ścichła wokół,</w>
			<w>Wywindowano stary czołg</w>
			<w>Na granitowy cokół.</w>
			<w>I stanął czołg u miasta bram</w>
			<w>Jak pomnik i jak bastion,</w>
			<w>I tylko wiatr mu w lufie grał,</w>
			<w>Tocząc ziarenka piasku.</w>
			<w>W całym kraju są podmiejskie drogi,</w>
			<w>Nad drogami zielone pagórki,</w>
			<w>I zielone trzydziestki czwórki,</w>
			<w>W których śpią spopielałe załogi.</w>
			<w>Zielona górka &ndash; to nie step</w>
			<w>Z lejami od granatów!</w>
			<w>W zetlałej lufie wiatru szept,</w>
			<w>A może i nie wiatru?</w>
			<w>W szczelinach strzelnic &ndash; oczy gwiazd,</w>
			<w>A może czyjeś inne?</w>
			<w>Czasami drga stalowy właz,</w>
			<w>Zarosły dzikim winem.</w>
			<w>W całym kraju są podmiejskie drogi,</w>
			<w>Nad drogami zielone pagórki,</w>
			<w>I zielone trzydziestki czwórki,</w>
			<w>W których śpią spopielałe załogi.</w>
			<w>&hellip;więc słysząc blach pogiętych głos</w>
			<w>Dźwięczący w nocnej głuszy,</w>
			<w>Myślę, że kiedy każe los &ndash;</w>
			<w>Czołg znowu z miejsca ruszy,</w>
			<w>I pomknie przez wystrzałów blask</w>
			<w>Jak wtedy, z brzegów Wołgi&hellip;</w>
			<w>&hellip;to dobrze, że z nowymi wraz &ndash;</w>
			<w>Czuwają stare czołgi!</w>
			<w>W całym kraju są podmiejskie drogi,</w>
			<w>Nad drogami zielone pagórki,</w>
			<w>I zielone trzydziestki czwórki,</w>
			<w>W których śpią</w>
			<w>spopielałe</w>
			<w>załogi&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Niestety, dać ci nie mogę&hellip;</tytul>
		<tekst>
			<w>Niestety, dać ci nie mogę</w>
			<w>Prezentów złotych i srebrnych,</w>
			<w>Ale nie pomyśl sobie</w>
			<w>Że jestem zupełnie biedny!</w>
			<w>Nie mam wprawdzie tysięcy</w>
			<w>Na wyjazd w dwójkę do Cannes,</w>
			<w>Ale mam dużo więcej</w>
			<w>I wszystko, wszystko ci dam!</w>
			<vsp/>
			<w>Ty nie domyślasz się, jak dużo</w>
			<w>Potrafię ofiarować ci:</w>
			<w>Czternaście nocy w Międzygórzu,</w>
			<w>Czternaście pełnych słońca dni,</w>
			<w>Żywiczny zapach co odurza,</w>
			<w>I wodospadu śpiewny szum,</w>
			<w>I wszystkie gwiazdy Międzygórza</w>
			<w>Dostaniesz, tylko przyjedź tu!</w>
			<vsp/>
			<w>Czekają na nas cieniste,</w>
			<w>Spadziste leśne ścieżki,</w>
			<w>I wszystkie świerki strzeliste</w>
			<w>I stary czarodziej &ndash; Śnieżnik,</w>
			<w>I rzeczki plusk nieustanny,</w>
			<w>I urok dalekich dróg,</w>
			<w>I skrzące, srebrne fontanny</w>
			<w>I serca mojego stuk&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Więc pomyśl, jak ogromnie dużo</w>
			<w>Potrafię ofiarować ci:</w>
			<w>Czternaście nocy w Międzygórzu,</w>
			<w>Czternaście pełnych słońca dni,</w>
			<w>A jeśli nawet przyjdzie burza</w>
			<w>I niepogoda &ndash; no to cóż?</w>
			<w>I tak, mojego Międzygórza</w>
			<w>Przenigdy nie zapomnisz już!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Królewna Śnieżka</tytul>
		<tekst>
			<w>Kiedyś zła królowa, Śnieżkę</w>
			<w>Wywiodła na leśną ścieżkę</w>
			<w>I kazała, by gajowy</w>
			<w>Pozbawił królewnę głowy.</w>
			<w>Niestety, leśnik pijany</w>
			<w>Zasnął na środku polany.</w>
			<w>A królewna po cichutku</w>
			<w>Uciekła do krasnoludków</w>
			<w>I w ich grocie, czy też dziupli</w>
			<w>Żyła z grupką tych kurdupli,</w>
			<w>Więc Królowa, stara kwoka,</w>
			<w>Podrzuciła jej jabcoka,</w>
			<w>Dolawszy tam izotopu,</w>
			<w>A ta Śnieżka żłopu żłopu!</w>
			<w>Wyżłopała pięć kwaterek</w>
			<w>I grzmotnęło nią o skwerek.</w>
			<w>Nie dość że się sama hukła,</w>
			<w>To krasnoludków zatłukła,</w>
			<w>Którzy właśnie ze swej groty</w>
			<w>Wychodzili do roboty,</w>
			<w>A pod ciężarem jej zadka</w>
			<w>Została z nich marmoladka&hellip;</w>
			<w>Wniosek: Przez królewskie zbrodnie</w>
			<w>Zazwyczaj giną przechodnie.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Przesada</tytul>
		<comment>w tle melodia &plqq;Ośla serenada&prqq;</comment>
		<tekst>
			<w>Raz w pewnym wielkim biurze</w>
			<w>Na nadodrzańskich stepach</w>
			<w>Zasługi bardzo duże</w>
			<w>Miał jeden Maciej Dreptak</w>
			<w>Co zrobił usprawnienie,</w>
			<w>Wynalazł nową metodę</w>
			<w>Więc wszyscy się cieszyli szalenie</w>
			<w>I chcieli mu dać nagrodę</w>
			<w>Ale on się zaczął certować</w>
			<w>Szarpiąc wstydliwie gumki od podwiązek,</w>
			<w>&ndash; Za co &ndash; pytał &ndash; obywatele chcecie mnie premiować?</w>
			<w>&ndash; Ta żeż to &ndash; mówił &ndash; był mój obowiązek!</w>
			<w>I rękami przecząco machał,</w>
			<w>A dyrektor mówił do niego:</w>
			<w>&ndash; No no, nie bądź pan taki skromniacha,</w>
			<w>To się panu należy, kolego</w>
			<w>Całkiem serio zasłużył pan na to!</w>
			<w>A ten Dreptak pocałował go w nogę:</w>
			<w>&ndash; Pan dyrektor &ndash; krzyknął &ndash; to całkiem jak tato,</w>
			<w>Ale ja tej premii wziąć nie mogę,</w>
			<w>Chociaż pan był łaskaw ją przyznać</w>
			<w>A mówiąc w taki sposób</w>
			<w>Chciał się świntuch dyrekcji podlizać</w>
			<w>I wyróżnić się wśród innych osób,</w>
			<w>Ale trochę tej metody nadużył</w>
			<w>Bo zapierał się nogami przy kasie</w>
			<w>Aż dyrektor się strasznie wkurzył</w>
			<w>I jak wrzaśnie: &ndash; Bierz nagrodę, ty burasie!</w>
			<w>A jak nie to w ogóle stąd szczeźniesz,</w>
			<w>Bo jak widzę ziółko z ciebie niezłe!</w>
			<w>&ndash; A nie wezmę!</w>
			<w>&ndash; A właśnie że weźmiesz!</w>
			<w>&ndash; A nie wezmę!</w>
			<w>Tu dyrektor uspokoił się,</w>
			<w>Uśmiech mu zagościł w szlachetnych rysach,</w>
			<w>Rzekł: &ndash; Klawo, jak nie to nie</w>
			<w>I wykreślił tę nagrodę przy pomocy długopisa,</w>
			<w>A ten durny Dreptak, z twarzą dziką</w>
			<w>Stanął, jakby się zamienił w słup soli&hellip;</w>
			<w>Nie wazelinujmy się przesadnie swym zwierzchnikom,</w>
			<w>Każdy nadmiar jest szkodliwy. I boli!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o straszliwej rzezi</tytul>
		<tekst>
			<w>Kneź Dreptak rozgiął kraty,</w>
			<w>przeciął mieczem firanki,</w>
			<w>wszedł oknem do komnaty,</w>
			<w>zastał żonę z kochankiem.</w>
			<w>Zakrzyknął: &ndash; Wielkie nieba! &ndash;</w>
			<w>potrząsł gachem jak listkiem</w>
			<w>i uciął mu co trzeba,</w>
			<w>a głowę przede wszystkim.</w>
			<w>Hej, uciął mu ją, jejku, jej,</w>
			<w>głowę przede wszystkim&hellip;</w>
			<w>Tu spojrzeniem okrutnym</w>
			<w>swą małżonkę obrzucił,</w>
			<w>wrzasnął: &ndash; Tobie też utnę!</w>
			<w>I rzeczywiście uciął.</w>
			<w>Lecz nadal czując dreszcze</w>
			<w>mordercze, wciąż się pieklił,</w>
			<w>mruczał: &ndash; Kogo by jeszcze?</w>
			<w>Przeto wszyscy uciekli.</w>
			<w>O jejku, jejku, jej,</w>
			<w>przeto wszyscy uciekli&hellip;</w>
			<w>Podstoli wlazł pod stolik,</w>
			<w>pod konia wlazł koniuszy,</w>
			<w>a wojski alkoholik</w>
			<w>do wojska pędem ruszył.</w>
			<w>Hetman schował się w muszli</w>
			<w>udając, że jest rybką,</w>
			<w>lecz daleko nie uszli,</w>
			<w>bo kneź ich dognał szybko.</w>
			<w>Hej, dognał ci ich, jejku, jej,</w>
			<w>kneź dognał ich szybko&hellip;</w>
			<w>Warknął: &ndash; Co, macie stracha?</w>
			<w>Czknął, poprawił pluderki,</w>
			<w>i jak mieczem zamacha &ndash;</w>
			<w>to dosłownie w plasterki.</w>
			<w>Stanął, odpoczął chwilę,</w>
			<w>pot z czoła otarł czapką,</w>
			<w>spojrzy, a tu krwi tyle,</w>
			<w>że mógłby krytą żabką.</w>
			<w>O, jejku, jejku, jej,</w>
			<w>że mógłby krytą żabką&hellip;</w>
			<w>Tu kończy się ballada,</w>
			<w>wszystko już w pień wycięte&hellip;</w>
			<w>Przepraszam, lecz wypada</w>
			<w>dodać jeszcze pointę.</w>
			<w>Nie! Pointy nie będzie</w>
			<w>i żądać jej na próżno,</w>
			<w>bo w morderczym zapędzie</w>
			<w>kneź pointę też urżnął.</w>
			<w>Hej, urżnął ci ją, jejku jej!</w>
			<w>Znaczy się, pointę też urżnął&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o Tomie</tytul>
		<tekst>
			<w>Zachodzi słońce w lesie dachów</w>
			<w>Mgła spowinęła każdy dom</w>
			<w>Na tajemniczy Dziki Zachód</w>
			<w>Niezwyciężony jedzie Tom</w>
			<w>Pociągiem jedzie bez biletu</w>
			<w>Zamiast sombrera czapkę ma</w>
			<w>I nie ma celnych pistoletów</w>
			<w>Tylko w kieszeni złote dwa</w>
			<vsp/>
			<w>O Tomie, Tomie, Tomie</w>
			<w>Minęła właśnie wojna</w>
			<w>Dlaczego tak łakomie</w>
			<w>Chcesz skoczyć w Dzikie Klondajk</w>
			<w>Wszak mógłbyś gdzieś po cichu</w>
			<w>Żyć sobie, ale ty</w>
			<w>Wybrałeś los w Wałbrzychu</w>
			<w>Wałbrzychu z tamtych dni&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Na krwawe i bezkrwawe boje</w>
			<w>Na przeciw trudom, może łzom</w>
			<w>Traperzy ciągną i kowboje</w>
			<w>A razem z nimi jedzie Tom</w>
			<w>Papieros jego machorkowy</w>
			<w>Dziurami świeci jego but</w>
			<w>Taki to zaciąg jest kresowy</w>
			<w>Taki szturmowy pierwszy rzut</w>
			<vsp/>
			<w>O Tomie, Tomie, Tomie</w>
			<w>Minęła właśnie wojna</w>
			<w>Dlaczego tak łakomie</w>
			<w>Chcesz skoczyć w Dzikie Klondajk</w>
			<w>Wszak mógłbyś gdzieś po cichu</w>
			<w>Żyć sobie, ale ty</w>
			<w>Wybrałeś los w Wałbrzychu</w>
			<w>Wałbrzychu z tamtych dni&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Zachodnie słońce krwawo świeci</w>
			<w>Chmury objęły nieba pół</w>
			<w>Nadejcie czas, gdy Toma dzieci</w>
			<w>Pobiegną do wałbrzyskich szkół</w>
			<w>Ale na razie o wagony</w>
			<w>Uderza z wyciem górski wiatr</w>
			<w>I jedzie Tom niezwyciężony</w>
			<w>I wiezie swych dwadzieścia lat</w>
			<vsp/>
			<w>O Tomie, Tomie, Tomie</w>
			<w>Minęła właśnie wojna</w>
			<w>Dlaczego tak łakomie</w>
			<w>Chcesz skoczyć w Dzikie Klondajk</w>
			<w>Wszak mógłbyś gdzieś po cichu</w>
			<w>Żyć sobie, ale ty</w>
			<w>Wybrałeś los w Wałbrzychu</w>
			<w>Wałbrzychu z tamtych dni&hellip;</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o Zenku</tytul>
		<tekst>
			<w>Na basztę wlazłszy, chrobry kneź</w>
			<w>Zawołał po łacinie:</w>
			<w>Drużyno! Nowe szaty weź</w>
			<w>I przybądź na dziedziniec, hej,</w>
			<w>I przybądź na dziedziniec!</w>
			<w>Ożywił się kneziowy dwór,</w>
			<w>Już zbiega się rycerstwo,</w>
			<w>A każdy silny niczym tur,</w>
			<w>I każdy twarz ma czerstwą, hej,</w>
			<w>Bardzo a bardzo czerstwą!</w>
			<w>A kneź nerwowo zmierzwił wąs</w>
			<w>I zadął w róg specjalny,</w>
			<w>I spytał:</w>
			<w>&ndash; Czy już wszyscy są?</w>
			<w>Niech sprawdzi personalny, hej,</w>
			<w>Niech sprawdzi personalny!</w>
			<w>A gdy sprawdzono cały dwór,</w>
			<w>Rzekł tonem zatroskanym:</w>
			<w>Najstarsza z moich licznych cór</w>
			<w>Dojrzała dziś nad ranem, hej,</w>
			<w>Dojrzała dziś nad ranem!</w>
			<w>Tu się na zamku zrobił szum,</w>
			<w>Brzęknęły miecze w pięściach&hellip;</w>
			<w>&ndash; Kogo dojrzała? &ndash; pytał tłum.</w>
			<w>Dojrzała do zamęścia&hellip;hej!</w>
			<w>Dojrzała do zamęścia!</w>
			<w>A ten jej mężem będzie mógł</w>
			<w>Mienić się w sposób hardy,</w>
			<w>Kto napnie ten prastary łuk</w>
			<w>Niewiarygodnie twardy, hej,</w>
			<w>O, patrzcie, jaki twardy!</w>
			<w>Już ktoś wyciąga krzepką dłoń</w>
			<w>Wierząc, że cel osiągnie,</w>
			<w>Ujmuje zabytkową broń,</w>
			<w>Zapiera się i ciągnie, hej,</w>
			<w>O rany, jak on ciągnie!</w>
			<w>A wtem się rozległ głośny trzask&hellip;</w>
			<w>Lud chciał zawołać &plqq;hurra&prqq;,</w>
			<w>Ale zawodnik podniósł wrzask:</w>
			<w>&ndash; Joj, wyszła mi ruptura, hej,</w>
			<w>Wylazła mi ruptura!</w>
			<w>Lecz oto drugi stawa w szrank,</w>
			<w>Naciągnie łuk azaliż?</w>
			<w>Drży cały&hellip; stęka&hellip; a wtem bang!</w>
			<w>I trafił go paraliż, hej!</w>
			<w>I trafił go paraliż!</w>
			<w>A kneź na ganku blady stał</w>
			<w>I było mu niedobrze,</w>
			<w>A trup się na dziedzińcu słał</w>
			<w>Tak gęsto niczym w &plqq;Kobrze&prqq;, hej,</w>
			<w>Dosłownie tak jak w &plqq;Kobrze&prqq;!</w>
			<w>Lecz nim zaczęto serię styp,</w>
			<w>Wystąpił na arenę</w>
			<w>Cherlawy i szabrawy typ,</w>
			<w>Niejaki Dreptak Zenek, hej,</w>
			<w>Niejaki Dreptak Zenek!</w>
			<w>Odłożył chleb, co właśnie żuł,</w>
			<w>Odchrząknął, brzucho wciągnął,</w>
			<w>I łuk palcami chwycił wpół,</w>
			<w>I ciach! I go naciągnął&hellip; hej&hellip;</w>
			<w>Bez nikakich naciągnął!!!</w>
			<w>Następnie czknął, dokończył chleb,</w>
			<w>Poprawił zgrzebne gacie,</w>
			<w>Piękną kneziównę wziął za łeb</w>
			<w>I zamknął się z nią w chacie, hej,</w>
			<w>I zamknął się z nią w chacie!!!</w>
			<w>A kneź o mury głową bił</w>
			<w>I głośno biadał z płaczem:</w>
			<w>Któż mógł przewidzieć, że on był</w>
			<w>Aż takim naciągaczem, ha???</w>
			<w>Aż takim naciągaczem?</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Ballada o żolnierzyku</tytul>
		<tekst>
			<w>W długi, śmieszny karabin</w>
			<w>I w stary bagnet zbrojny,</w>
			<w>Zjawił się u mnie żołnierz</w>
			<w>Z pierwszej światowej wojny.</w>
			<w>I stanął w okienku strychu</w>
			<w>Z tym karabinem w dłoni,</w>
			<w>I strzela przez to okienko</w>
			<w>I widać się przed kimś broni.</w>
			<w>Na próżno mu tłumaczę</w>
			<w>Że teraz to nie ma sensu,</w>
			<w>I żeby sobie odpoczął</w>
			<w>Bo ręce mu się trzęsą</w>
			<w>I żeby przestał strzelać</w>
			<w>Bo wszędzie jest spokojnie,</w>
			<w>I jest nie tylko po pierwszej</w>
			<w>Ale i po drugiej wojnie.</w>
			<w>On milczy i patrzy w przestrzeń</w>
			<w>Nieruchomymi oczami,</w>
			<w>I strzela często i gęsto</w>
			<w>Zardzewiałymi kulami.</w>
			<w>Do wrogów nieistniejących</w>
			<w>Lecz wciąż tak samo złych,</w>
			<w>I czasem mój mały synek</w>
			<w>Idzie do niego na strych.</w>
			<w>Zanosi mu miskę zupy</w>
			<w>Albo trzy &ndash; cztery bułki,</w>
			<w>A idąc zawsze zabiera</w>
			<w>swój łuk i strzały z półki.</w>
			<w>A żołnierz jest bardzo głodny,</w>
			<w>Lecz nim się rzuci na żarcie,</w>
			<w>Ustawia mojego synka</w>
			<w>Na niepotrzebnej warcie.</w>
			<w>Więc synek wkłada hełm,</w>
			<w>W którym wygląda śmiesznie,</w>
			<w>I strzela z łuku, a żołnierz</w>
			<w>Jedzeniem się dławi pośpiesznie,</w>
			<w>Lecz jedząc spogląda czujnie</w>
			<w>Ku ciemniejącym polom,</w>
			<w>Posłuszny przebrzmiałym rozkazom</w>
			<w>Żałosny i smutny dziwoląg.</w>
			<w>A mnie wcale nie śmieszy</w>
			<w>Tej sprawy absurd niezmierny,</w>
			<w>Mnie imponuje ten żołnierz,</w>
			<w>Przynajmniej jest czemuś wierny.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bastard</tytul>
		<tekst>
			<w>Akurat zeszłego wtorku</w>
			<w>Szał opętał Dreptaka Edwarda,</w>
			<w>Bo krzyknął przy podwieczorku</w>
			<w>&ndash; Ja muszę mieć bastarda!</w>
			<vsp/>
			<w>Wkurzyło to bardzo małżonkę,</w>
			<w>Więc rzekła tonem wyrzutu:</w>
			<w>&ndash; Dopiero żeś kupił jesionkę,</w>
			<w>A ja nie mam zimowych butów,</w>
			<vsp/>
			<w>Poza tym wyszła mi pasta</w>
			<w>I szklanki się pobili!</w>
			<w>&hellip;a co to jest ten bastard? &ndash;</w>
			<w>Zapytała po chwili.</w>
			<vsp/>
			<w>Zaś Dreptak odparł w gniewie</w>
			<w>Zły, że go na tym zagięli:</w>
			<w>&ndash; Tak detalicznie nie wiem,</w>
			<w>Ale to wszyscy mieli,</w>
			<vsp/>
			<w>Na przykład słyszałem onegdaj,</w>
			<w>Jak telewizja truła,</w>
			<w>Że pan minister Talejrand</w>
			<w>Miał bastarda, co się zwał Delakruła!</w>
			<vsp/>
			<w>Tutaj małżonka bystra</w>
			<w>Spojrzała na niego ponuro:</w>
			<w>&ndash; Gdzież tobie do ministra &ndash;</w>
			<w>Mruknęła &ndash; ty jakiś ciuro!</w>
			<vsp/>
			<w>Minister śpi na kawiorze,</w>
			<w>Zapina się złotą szpilką,</w>
			<w>I nawet pakarda mieć może,</w>
			<w>A nie bastarda tylko!</w>
			<vsp/>
			<w>Więc Dreptak jakby przysiadł,</w>
			<w>Splunął ze smutkiem pod nogi:</w>
			<w>&ndash; Masz rację &ndash; powiada &ndash; Wisia,</w>
			<w>Taki bastard to dla nas za drogi,</w>
			<vsp/>
			<w>Szczególnie że jestem zarżnięty</w>
			<w>Przez ORS i przez pannę Dryndryk Basię,</w>
			<w>Której muszę bulić alimenty</w>
			<w>W związku z tym bękartem małym Jasiem&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Co stwierdziwszy, buty zasznurował</w>
			<w>I na wódkę poszedł do sąsiada&hellip;</w>
			<w>Tak to przez te różne obce słowa</w>
			<w>Człowiek czasem nie wie, co posiada.</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bawiąc &ndash; uczyć</tytul>
		<tekst>
			<w>Drogą okólną, niepozorną</w>
			<w>Ktoś się podkrada jak padalczyk:</w>
			<w>To tatuś niesie album porno,</w>
			<w>Co mu pożyczył pan Kowalczyk!</w>
			<w>To tatuś porno w dom przemyca,</w>
			<w>A nie chcąc mamie wpaść do rączek,</w>
			<w>Od tyłu, od ogródka kica</w>
			<w>Jakby króliczek lub zajączek!</w>
			<w>Kica po grządce i po skwerku,</w>
			<w>I strach, i zachwyt ma na licu,</w>
			<w>Czasem w ten album zerku &ndash; zerku,</w>
			<w>A potem dalej kicu &ndash; kicu!</w>
			<w>Album jest piękny i wesoły,</w>
			<w>Różne w nim rzeczy są podane,</w>
			<w>Na przykład są dwie panie gole,</w>
			<w>Które się bawią w panią z panem!</w>
			<w>Aż się tatkowi uszki pocą</w>
			<w>Aż rączki w podnieceniu ściska&hellip;</w>
			<w>W swoim łóżeczku, późną nocą,</w>
			<w>Obejrzy to dokładnie z bliska.</w>
			<w>Lecz jaki chytrus bywa z tatki!</w>
			<w>Zanim się weźmie za czytanie &ndash;</w>
			<w>Wsadzi ten album do okładki</w>
			<w>Z książki uczonej niesłychanie,</w>
			<w>Żeby mieć haka na mamusię,</w>
			<w>Kiedy się zbudzi nieprzytomnie</w>
			<w>I spyta: &ndash; Co ty czytasz, Niusiek?</w>
			<w>To on odpowie: &ndash; Ekonomię&hellip;!</w>
			<w>I zacznie dukać różne słowa,</w>
			<w>Takie jak: &ndash; Procent, strajk, recesja,</w>
			<w>Rentowność, wartość dodatkowa,</w>
			<w>Polucja&hellip; O pardons, progresja&hellip;</w>
			<w>Noc płynie&hellip; Gdzieś tam sowa huczy&hellip;</w>
			<w>Czasami wiatr przez szpary gwiźnie&hellip;</w>
			<w>Nasz tatko się i seksu uczy,</w>
			<w>I ekonomii przy tym liźnie,</w>
			<w>I grzeje sobie w łóżku kości,</w>
			<w>Zamiast się gdzieś po knajpach włóczyć.</w>
			<w>Tak wzrasta poziom świadomości,</w>
			<w>I o to chodzi:</w>
			<w>Bawiąc &ndash; uczyć!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Baza</tytul>
		<tekst>
			<w>Wracam szczęśliwie do bazy,</w>
			<w>Wykonałem bojowe zadania.</w>
			<w>Baza to jest mój azyl,</w>
			<w>Podchodzę do lądowania.</w>
			<w>Lądować w bazie łatwo,</w>
			<w>Wiem to z doświadczeń wielu,</w>
			<w>Przyjazne i jasne światło</w>
			<w>Prowadzi mnie do celu</w>
			<w>Tak, jak już tyle razy.</w>
			<w>Tak, jak każdego dnia.</w>
			<w>Wracam szczęśliwie do bazy,</w>
			<w>Wracam szczęśliwie do bazy,</w>
			<w>Wracam szczęśliwie do bazy,</w>
			<w>Jak się masz, bazo, to ja!</w>
			<w>W bazie już szklanki dzwonią,</w>
			<w>Pachnie parzona kawa,</w>
			<w>Za chwilę popchnę dłonią</w>
			<w>Drzwi twoje, bazo łaskawa,</w>
			<w>Zobaczę znajome obrazy,</w>
			<w>Usłyszę znajomy głos,</w>
			<w>Wracam szczęśliwie do bazy</w>
			<w>Przez strefy wichrów i trosk.</w>
			<w>Są w świecie kraksy i burze,</w>
			<w>Jest nieszczęść i klęsk kołowrót;</w>
			<w>Nie zgadnę i nie wywróżę</w>
			<w>Czy to ostatni mój powrót&hellip;</w>
			<w>Nieważne. Grunt, że na razie</w>
			<w>Drzwi otwieram ostrożnie i miękko,</w>
			<w>I oto już jestem w bazie,</w>
			<w>I oto już jestem w bazie,</w>
			<w>Co się składa z dwóch pokoi. Z łazienką!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Betonissima</tytul>
		<tekst>
			<w>Wiatr historii wieje szumno,</w>
			<w>Przyszłość za zakrętem &ndash;</w>
			<w>Wicuś betonuje gumno</w>
			<w>Portlandzkim cementem.</w>
			<vsp/>
			<w>Kupił go trzydzieści worków,</w>
			<w>Rozmieszał go ładnie</w>
			<w>I tak od zeszłego wtorku</w>
			<w>Chlapie gdzie popadnie!</w>
			<vsp/>
			<w>Wykończona już chałupa</w>
			<w>Z fasonem i szwunkiem,</w>
			<w>I podwórko jak skorupa</w>
			<w>I sraczyk jak bunkier!</w>
			<vsp/>
			<w>Wszędzie twardo, nawet w szopie</w>
			<w>I w budzie dla psiska,</w>
			<w>Pies ma z tego płaskostopie</w>
			<w>I zadek w odciskach.</w>
			<vsp/>
			<w>Skończył Wicuś, patrzy dziwnie,</w>
			<w>Palcem w nosie wierci:</w>
			<w>&ndash; Co ja jeszcze tu usztywnię,</w>
			<w>Jak już wszystko fertig?</w>
			<vsp/>
			<w>Wtem się puknął pięścią w głowę,</w>
			<w>Złapał kubeł, pędzel,</w>
			<w>I wybetonował krowę</w>
			<w>Po ostatni frędzel!</w>
			<vsp/>
			<w>Potem wyszedł na swe pole,</w>
			<w>Przyjrzał mu się z boku:</w>
			<w>&ndash; Wybrukuję całą rolę &ndash;</w>
			<w>Będzie wreszcie spokój!</w>
			<vsp/>
			<w>Nadbiegł ze wsi sierżant Miziak</w>
			<w>I czterech Dreptaków:</w>
			<w>&ndash; Wicuś, ty masz chyba hyzia,</w>
			<w>Lub trzeźwyś, biedaku?</w>
			<vsp/>
			<w>Na to Wicek, entuzjasta</w>
			<w>Betoniarskiej sztuki,</w>
			<w>Odrzekł: &ndash; Idźcie wy do miasta,</w>
			<w>Skubane nieuki!</w>
			<vsp/>
			<w>Tam już nowe prądy dują,</w>
			<w>Nic się nie zieleni,</w>
			<w>Ludzie wszystko betonują,</w>
			<w>A przecie kształceni!</w>
			<vsp/>
			<w>Tu dogonił własną żonę</w>
			<w>Co chciała zwiać szosą</w>
			<w>I piekielnym swym betonem</w>
			<w>Zrobił z baby posąg.</w>
			<vsp/>
			<w>Babę zaś to zachwyciło</w>
			<w>I już nie kaprysi:</w>
			<w>&ndash; Pierwszy raz mi się zdarzyło</w>
			<w>Że mi cyc nie wisi!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
	<wiersz>
		<tytul>Bajeczki Babci Pimpusiowej</tytul>
		<tekst>
			<w>Napadł na turystkę</w>
			<w>Jeden niedźwiedź dziki.</w>
			<w>Trafił na artystkę,</w>
			<w>Musi brać zastrzyki.</w>
			<vsp/>
			<w>Spowiadał się baca,</w>
			<w>Jak Kaśkę obracał.</w>
			<w>Nie będę Wam dukał,</w>
			<w>Czym mu ksiądz odstukał.</w>
			<vsp/>
			<w>Przyszedł gość do doktora, biada na swe zdrowie.</w>
			<w>&ndash; Jakaś mi żaba &ndash; mówi &ndash; wyrosła na głowie.</w>
			<w>&ndash; Umówmy się &ndash; odrzekło to zwierzę niegłupie &ndash;</w>
			<w>Nie ja jemu na głowie, lecz on mnie na dupie.</w>
			<vsp/>
			<w>Siedziały raz dwie myszy popod polną miedzą.</w>
			<w>Siedzą tak sobie, siedzą, siedzą, siedzą, siedzą,</w>
			<w>Siedzą, siedzą, wtem nagle w srogi wigor wpadły!</w>
			<w>Jak nie hycną do góry&hellip; i z powrotem siadły.</w>
			<vsp/>
			<w>Latał sobie z radarem pewien gacek młody</w>
			<w>I po drodze omijał przeróżne przeszkody,</w>
			<w>Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija,</w>
			<w>Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja.</w>
			<vsp/>
			<w>Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać</w>
			<w>Spalał w niej cały węgiel z kopalni od liska.</w>
			<w>Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała,</w>
			<w>Stąd brak światła i węgla. Ale system działa!</w>
			<vsp/>
			<w>Złapał raz wróbel glizdę, glizda przerażona</w>
			<w>A on ją zaczął dziobać dziobem od ogona.</w>
			<w>Dziobie ją, dziobie, dziobie, podziobał ją trocha,</w>
			<w>A wtem glizda powiada: &ndash; Stary, mów mi Zocha!</w>
			<vsp/>
			<w>Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące</w>
			<w>W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.</w>
			<w>Zając się potem żonie chwalił po obiedzie:</w>
			<w>&ndash; Wiesz stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!</w>
			<vsp/>
			<w>Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,</w>
			<w>A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku.</w>
			<w>Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: &ndash; Leokadio!</w>
			<w>Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!</w>
			<vsp/>
			<w>Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę:</w>
			<w>&ndash; Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude&hellip;</w>
			<w>&ndash; Ha! &ndash; krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach &ndash;</w>
			<w>Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia!</w>
			<vsp/>
			<w>Prosiła glizda słonia raz w nietrzeźwym stanie:</w>
			<w>&ndash; Strasznie mnie plecy swędzą, podrap mnie kochanie.</w>
			<w>Słoń podrapał i ryknął śmiechem jak armała:</w>
			<w>&ndash; Stara, co się wygłupiasz, coś taka plaskata?</w>
			<vsp/>
			<w>Złapał niedźwiedź świstaka idąc raz pod górkę,</w>
			<w>A pragnąc na nim świstać, chciał mu dmuchać w dziurkę.</w>
			<w>Świstak chodu, lecz zanim schował się do chaty,</w>
			<w>Pisnął: &ndash; Mógłbyś przynajmniej chamie przynieść kwiaty!</w>
			<vsp/>
			<w>Dwie durne myszy były dumne niesłychanie,</w>
			<w>Że je kocur zaprosił do siebie na śniadanie.</w>
			<w>Jakoż było śniadanie; kocur dwakroć mlasnął,</w>
			<w>Zjadł obie, ziewnął, pierdnął i z powrotem zasnął.</w>
			<vsp/>
			<w>Słysząc kiedyś, że chomik podreptał po zboże,</w>
			<w>Chomikowa wpuściła królika w swe łoże.</w>
			<w>Wtem nagle chomik wraca, ze wściekłości blady,</w>
			<w>A ona w krzyk: &ndash; Jej Niusiek, to ty już z Kanady?</w>
			<vsp/>
			<w>Spotkał kiedyś tchórz tchórza idąc po podwórzu</w>
			<w>I pyta: Ty nie w pracy? Co się stało tchórzu?</w>
			<w>&ndash; Wziąłem pracę do domu, dyrektor się zgodził.</w>
			<w>To rzekłszy, szedł do domu i tam się zesmrodził.</w>
			<vsp/>
			<w>Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda,</w>
			<w>Wtem patrzy &ndash; z drugiej strony sterczy druga glizda.</w>
			<w>Dalejże ją uwodzić, a ta rzecze srogo:</w>
			<w>&ndash; Odwal się żeż kretynko, ja jestem twój ogon!</w>
			<vsp/>
			<w>Dmuchał żabę chuligan raz, kawał świntucha.</w>
			<w>Dmucha ją, dmucha, dmucha, dmucha, dmucha, dmucha,</w>
			<w>Wtem bęc &ndash; z żaby królewna śliczna się wyłania!</w>
			<w>A ten skurczybyk wcale nie przerwał dmuchania&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Raz kiedyś jurny wróbel w miłosnej euforii</w>
			<w>Chwalił się, że zajeździ kobyłę historii,</w>
			<w>Lecz kiedy wyładował temperament dziki,</w>
			<w>Kobyła stwierdziła: &ndash; Chyba mam owsiki&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,</w>
			<w>Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy,</w>
			<w>Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna,</w>
			<w>Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.</w>
			<vsp/>
			<w>Zapylała raz pszczółka jakiegoś badyla,</w>
			<w>Wtem czuje, że od tyłu też ją ktoś zapyla.</w>
			<w>Patrzy się, a to truteń, niejaki Zenobi.</w>
			<w>Morał &ndash; rób dobrze innym, tobie też ktoś zrobi.</w>
			<vsp/>
			<w>Chomik, zbierając plony, do swej norki ganiał,</w>
			<w>A obok dobry niedźwiedź chomika ochraniał.</w>
			<w>Potem zjadł mu te plony, wytarł łapą mordę,</w>
			<w>Wydupcył biedne zwierzę i przypiął mu order.</w>
			<vsp/>
			<w>Raz chory niedźwiedź pierdział, budząc miłosierdzie</w>
			<w>A suseł mu oklaski bił po każdym pierdzie.</w>
			<w>Czy ten suseł zwariował? &ndash; spytał dzięcioł śledzia.</w>
			<w>Nie &ndash; śledź odparł &ndash; to rzecznik prasowy niedźwiedzia.</w>
			<vsp/>
			<w>Kiedyś baca krótkowidz z owieczki korzystał,</w>
			<w>Dziwiąc się, że mu ona nie beczy, lecz śwista.</w>
			<w>Dopiero na kolegium mu wytłumaczono</w>
			<w>Że wyryćkał świstaka, co był po ochroną.</w>
			<vsp/>
			<w>Walczył orzeł z sępami, aż obrósł w legendę.</w>
			<w>Niestety &ndash; przy okazji podłapał też mendę.</w>
			<w>Wszyscy pytają orła: &ndash; Jak walczyłeś? Świergol!</w>
			<w>A menda w krzyk: &ndash; Spuściliśmy tym sępom wpierdol!</w>
			<vsp/>
			<w>Wyryćkał lisek kotka na sianku przy płotku</w>
			<w>I spytał: &ndash; Jak oceniasz ten mój wyczyn, kotku?</w>
			<w>&ndash; Cóż &ndash; rzekł kotek &ndash; przez miesiąc nie będę mógł siedzieć,</w>
			<w>Lecz gdyby nie ty, toby mnie wyryćkał niedźwiedź.</w>
			<vsp/>
			<w>Dwa liski w jednym gnieździe mieściły się z trudem</w>
			<w>Więc na zewnątrz sterczały im dwie dupy rude.</w>
			<w>Widząc to docent Wolczew zaczął bić im brawo.</w>
			<w>Bo myślał, że to rude, to jest Rude Pravo.</w>
			<vsp/>
			<w>Raz do koguta z krzykiem przybiegły kurczaki:</w>
			<w>&ndash; Tata, lis porwał mamę i wlecze ją w krzaki!</w>
			<w>Kogut tak się śmiać zaczął, że aż wpadł do ścieku:</w>
			<w>&ndash; Widać, że moja stara jest jeszcze na fleku!</w>
			<vsp/>
			<w>Dorwał raz kocur nutrię nad wodą przy buku,</w>
			<w>A że był nieźle spity, chciał jej zrobić kuku.</w>
			<w>&ndash; Po pierwsze &ndash; rzekła nutria &ndash; ja też jestem samiec,</w>
			<w>A po drugie się śpieszę, bo dzisiaj gra Chamiec.</w>
			<vsp/>
			<w>Spotkał królik oślicę kiedyś w leśnej głuszy;</w>
			<w>Myślał, że to królica, bo ma długie uszy,</w>
			<w>Przy czym dziwnie dorodna, wielka jak chałupa,</w>
			<w>Więc aż jęknął z zachwytu: &ndash; Rany, ale dupa!</w>
			<vsp/>
			<w>Chciano raz o słowiku zasięgnąć opinii,</w>
			<w>Więc się o tę opinię zwrócono do świni,</w>
			<w>A świnia napisała w rubryce &plqq;uwagi&prqq;:</w>
			<w>Słowik ma bardzo mały przyrost żywej wagi.</w>
			<vsp/>
			<w>Lis i wróbel, ambitni obaj przeciwnicy</w>
			<w>Kłócili się, kto lepiej dogodził słonicy.</w>
			<w>Słonica, zapytana, rzekła cierpkim tonem,</w>
			<w>Że faktycznie coś jej piszczało pod ogonem.</w>
			<vsp/>
			<w>Raz opus na pustyni napotkał oposa</w>
			<w>I powiada: &ndash; Cześć stary, chcesz trochę kokosa?</w>
			<w>&ndash; Dziękuję &ndash; rzekł uprzejmie opos do opusa &ndash;</w>
			<w>Ale tak prawdę mówiąc wolałbym kaktusa.</w>
			<vsp/>
			<w>Szukały dwa bizony jakąś bizonicę</w>
			<w>Wtem nagle jeden wrzasnął: &ndash; O, widzę samicę!</w>
			<w>Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:</w>
			<w>&ndash; Tfu, ale żem się naciął, to była &plqq;Vistula&prqq;!</w>
			<vsp/>
			<w>Przeniósł się szczur do miasta, rozejrzał się z wolna,</w>
			<w>Patrzy &ndash; a za nim drepcze mała myszka polna.</w>
			<w>Wtedy szczur oburzony rozdarł na nią pyska:</w>
			<w>&ndash; To straszne, jak ta wiocha do miasta się wciska!</w>
			<vsp/>
			<w>Spotkał królik lisicę ponętną i rudą</w>
			<w>I powiada: &ndash; Chcesz stara, nauczę cię dżudo?</w>
			<w>W rezultacie ten królik płaci alimenta</w>
			<w>Na cztery śliczne, małe, tłuste królisięta</w>
			<vsp/>
			<w>Wraca zając po balu w dość nietrzeźwym stanie</w>
			<w>I patrzy, a zajęczyca z niedźwiedziem na sianie!</w>
			<w>Skoczył zając, lecz zaraz z wściekłości ochłonął:</w>
			<w>&ndash; Niestety &ndash; rzekł &ndash; niedźwiedzie u nas pod ochroną&hellip;</w>
			<vsp/>
			<w>Szedł po ciemku staruszek, byłby wpadł na krzaczek,</w>
			<w>Ale mu w tym momencie zaświecił robaczek.</w>
			<w>Zacny staruszek mruknął, no jakoś mi leci,</w>
			<w>Choć żem stary, to jednak robaczek mi świeci.</w>
			<vsp/>
			<w>Raz słowik śliczne pienia wywodził na żerdzi,</w>
			<w>A obok usiadł śmierdziel, wypiął się i śmierdzi.</w>
			<w>Przestań &ndash; błaga go słowik &ndash; bo mnie tu szlag trafi.</w>
			<w>Trudno &ndash; odrzekł śmierdziel &ndash; każdy robi co potrafi.</w>
			<vsp/>
			<w>Spotkał raz pancernika pancernik wśród mięty</w>
			<w>I pyta go: a cożeś ty taki wyrośnięty?</w>
			<w>Na to ten duży wydał ryk okropnie gromki</w>
			<w>I odrzekł: tażesz ja jestem pancernik Patiomkin!</w>
			<vsp/>
			<w>Zniosła strusica jajo, całe na zielono</w>
			<w>Struś w krzyk: z kim mnie zdradzasz ty niewierna żono!</w>
			<w>Skąd mam wiedzieć &ndash; odparła &ndash; pytasz jak głuptasek</w>
			<w>Wszak wiesz, że jak na mnie krzykną, chowam głowę w piasek</w>
			<vsp/>
			<w>Współczuły raz sąsiadki pani koliberek</w>
			<w>Pani mąż to ma raczej mały kaliberek</w>
			<w>Owszem, odrzekła żona nie wstydząc się zwierzeń</w>
			<w>Lecz za to na sekundę do dwustu uderzeń!</w>
			<vsp/>
			<w>Złapał raz Rybak Rybkę Złotą, która w strachu</w>
			<w>Przyrzekała, że załatwi mu podróż na zachód,</w>
			<w>Lecz gdy mu załatwiła, przybiegł do niej z mordą:</w>
			<w>&ndash; Ja chciałem do Frankfurtu, ale nie nad Odrą!</w>
		</tekst>
	</wiersz>
</antologia>
